Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Rossano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Rossano. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2026

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbiarka Ewa Rossano. Jej unikalne prace, będące połączeniem rozmaitych technik i materiałów, zostały zaprezentowane w relacji z wybranymi przez artystkę obiektami należącymi do zbiorów Ossolineum  – od najstarszych, jak choćby francuski kalendarzyk z XV wieku, poprzez przedmioty tak nieoczywiste, jak pukiel włosów Słowackiego, po zdjęcia Jadwigi Nowak-Jeziorańskiej. Wszystkie one stały się dla artystki źródłem inspiracji, a ich zestawienie tworzy nowe sensy w wyobraźni widzów poruszających się w przestrzeni "Ogrodu wypowiedzianych słów". Nad wszystkim zaś unosi się duch poezji, bo ... wszystko jest poezją, jak zauważył Edward Stachura, każdy jest poetą.

Wystawa Ewy Rossano  "Ogród wypowiedzianych słów" w Muzeum Pana Tadeusza
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Związki Ewy Rossano z poezją są we Wrocławiu wręcz namacalne i sięgają roku 2006, kiedy to ustanowiono Literacką Nagrodę Europy Środkowej Angelus  – od imienia śląskiego poety religijnego doby baroku  Angelusa Silesiusa (Anioła Ślązaka, właśc. Johannesa Schefflera). Autorką statuetki, którą od tamtej pory wręcza się zwycięzcom, jest właśnie Ewa Rossano. Rok później na dziedzińcu Ossolineum stanął pomnik tego poety również jej autorstwa, poeta był bowiem zakonnikiem w klasztorze, w którym mieści się obecnie sie4dziba Ossolineum, a jego doczesne szczątki spoczywają w krypcie pobliskiego Kościoła św. Macieja. W udzielonym mi w 2017 roku wywiadzie artystka tak wspominała:

Czytałam już wcześniej te piękne mistyczne wiersze Angelusa i były one dla mnie prawdziwym odkryciem. Na początku powstała statuetka Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS. Szklane skrzydło wychodzi tam z serca, jest przeźroczyste i symbolizuje naszą duchowość. Każdy człowiek jest sumą tych dwóch elementów: ciała i duszy, a także wielu innych sprzecznych składników. Kiedy zaproponowano mi zrobienie dużej rzeźby, byłam zaskoczona i jednocześnie bardzo szczęśliwa. Na dodatek mogłam wybrać fragment jego wiersza, który znalazł się na pomniku: „Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie. Nie znajdzie Boga, kto go szuka tylko w niebie”. Zaskoczeniem, a zarazem impulsem do refleksji był także fakt, że Angelus studiował i mieszkał w mieście, które jest obecnie moim – w Strasburgu.

Fragment pracowni Ewy Rossano, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Im dłużej znam (?) Ewę, tym bardziej przekonuję się, że przede wszystkim jest poetką, dopiero potem rzeźbiarką i malarką. Płynnie łączy te, pozornie odrębne, dziedziny twórczości, o czym się przekonałam odwiedzając jej pracownię. Sama pisze o tym tak:

W pracowni mam zawsze to samo uczucie.

Uczucie zatrzymanego czasu. Bezczasu.

Pracując, często słucham książek, audiobooków. Opowieści, historii, biografii. Dzięki nim mogę się oderwać od siebie. Stłumić, ściszyć ilość mych własnych, niewidzialnych źródeł. Wtedy je oswajam. Są dzikie, pierwotne, nieskalane, szczere. Są tajemnicą.

Nikt nie potrafi tak czule "oswajać" swoich rzeźb, jak ona sama, choć skromnie twierdzi, że z nazywaniem ma zawsze pewien kłopot. Kiedy prezentuje zdjęcie swojej rzeźby publicznie, jej tekst przybiera charakter filozoficznej, poetyckiej prozy, jak choćby ten na temat rzeźby nazwanej "Sól ziemi":

Skały są fascynujące. To, że wydają się nam surowe, odległe i „nieurodzajne” tylko pogłębia ich tajemnicę. Może wydawać się, że stoją niewzruszone, milczące, jakby nic nie miały do zaoferowania. A gdyby pomyśleć, że są raczej nieodgadnione - nie odsłaniają od razu swej tajemnicy, nie uwodzą powierzchnią? Jak te niepozorne kamyki, które pod szorstką, zwyczajną powłoką skrywają wewnątrz niezwykły skarb, te barwy, struktury, światło. Jak skała z Księgi Exodus 17,6 #exodus 17 która na pierwszy rzut oka wydaje się sucha i zamknięta, a jednak nosi w sobie źródło życia. To, co wygląda na twarde i nieprzeniknione, okazuje się miejscem ukrytej obfitości. 

Rzeźba „Sól ziemi” mówi o tym. I o rośnięciu na Skale. 

Ewa Rossano, Sól ziemi na wystawie "Ogród wypowiedzianych słów"
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Kiedy wchodzimy na wystawę, artystka odsłania przed nami proces tworzenia: przesuwają się przed oczami obrazy z filmu "Powrót do ogrodu" i widzimy przenikające się barwy tworzące nieprzewidywalne konfiguracje  – "podglądamy" proces tworzenia i poniekąd uczestniczymy w nim. Artystka z całą swoją hojnością i otwartością wprowadza nas w tajemnice ludzkiej pamięci: dziecięcych zabaw, będących de facto poszukiwaniem (i znajdowaniem!) tajemnicy, która przybiera postać kwiatu, a więc czegoś pozornie ulotnego. Ten obraz powróci w ostatniej sali ekspozycji w postaci róży z brązu, a więc symbolu "pamięci utrwalonej". Widzimy też samą artystkę idącą przez park, będącą niejako częścią natury, owego tytułowego ogrodu, który staje się przestrzenią pamięci, symbolicznego powrotu do miejsca, gdzie czas niejako uległ zawieszeniu. 

Kadr z filmu Ewy Rossano "Powrót do ogrodu", reż. Sabin Kluszczyński,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Wchodzimy w świat, w którego centrum znajduje się duża postać psalmisty, a więc poety. Prowadzi nas po nim dyskretna muzyka. Bo muzyka jest od poezji nieodłączna, o czym wiemy od starożytnych Greków. 

Ewa Rossano, Psalmista, 2023, brąz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Jak wspomniałam wcześniej, obiekty pochodzące ze zbiorów Ossolineum wybrała sama artystka. Są wśród nich zarówno takie, które wprost nawiązują do tytułu wystawy, jak np. XVIII-wieczne dzieło Wacława Sierakowskiego: "Postać ogrodów", XVI-wieczny "De florum cultura" Giovanniego Battisty Ferrari, "Ogrody" Jaquesa Delille... Zobaczymy też takie cymelia, jak notatki rękopiśmienne "Rosarium Philosophorum", przepiękny "Zielnik nadniemeński" Elizy Orzeszkowej z jej inskrypcjami, rękopis Juliusza Słowackiego: "Raptularz. Zapiski dzienne i wiersze z lat 1843-1849" oraz pukiel włosów poety, ucięty na łożu śmierci... Towarzyszą one rzeźbom i obrazom Ewy Rossano, dialogując nimi i współtworząc nowe sensy. 

Jadwiga Nowak-Jeziorańska: Ravello, hotel Villa Gimbroni - rzeźba
nagiego mężczyzny stojąca w ogrodzie
, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Znamy zasługi Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który przekazał Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich swoje zbiory i pamiątki. Któż jednak wie, że jego żona, pani Jadwiga, robiła interesujące, pełne ukrytych znaczeń fotografie. Dwie z nich: "Ravello, hotel Villa Gimbroni - rzeźba nagiego mężczyzny stojąca w ogrodzie" oraz "Nasiona na drucianej siatce ogrodzenia" znalazły się na wystawie. Towarzyszy im  jako poetycki komentarz rzeźba Ewy Rossano: "Silniejszy niż czas". 

Ewa Rossano, Silniejszy niż czas, 2025, brąz,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Muzeum Pana Tadeusza powstało wokół rękopisu epopei Adama Mickiewicza, na wystawie nie mogło więc zabraknąć odniesień do tego dzieła. Ewa Rossano nawiązuje doń zarówno w obrazach ("Dwa stawy"), jak i w rzeźbie ("Rękopis"). Są to inspiracje bogate w różnorodne treści, nie mające w sobie nic z ilustracyjności. "Dwa stawy" jest właściwie obrazo-rzeźbą, z pozoru nawiązującą do znanego fragmentu "Pana Tadeusza", w którym dwa stawy prowadzą miłosny, muzycznie brzmiący dialog, który z ochotą przytoczę, bo to wspaniały kawałek prawdziwej poezji:

Milczące przez dzień cały, grające z wieczora.
Jeden staw, co toń jasną i brzeg miał piaszczysty,
Modrą piersią jęk wydał cichy, uroczysty;
Drugi staw, z dnem błotnistym i gardzielem mętnym,
Odpowiedział mu krzykiem żałośnie namiętnym;
W obu stawach piały żab niezliczone hordy,
Oba chory zgodzone w dwa wielkie akordy.
Ten fortissimo zabrzmiał, tamten nuci z cicha,
Ten zdaje się wyrzekać, tamten tylko wzdycha;
Tak dwa stawy gadały do siebie przez pola,
Jak grające na przemian dwie arfy Eola.

Jednak stojący w pobliżu stary młyn jest o te miłosne trele zazdrosny, zakłóca je więc hałasując. Na obrazie Ewy Rossano pokazany jest natomiast upływu czasu. Użycie listków złota sprawia bowiem, że obraz nabiera czegoś w rodzaju patyny. Postać z brązu, stojąca powyżej, nie symbolizuje bynajmniej starego młyna, lecz wędrowca, zaś jego "ubranie w słowa" jest z jednej strony nawiązaniem do tematu wystawy, z drugiej zaś rodzajem eksperymentu z formą.

Ewa Rossano, Dwa stawy, 2025, papier marmurkowy,
listki złota, brąz, deska, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Znajdujący się w środkowej części wystawy "Rękopis" przedstawia drewnianą statuę z tajemniczą skrytką, na szczycie której osadzono wykonaną z brązu kobiecą postać trzymającą tajemniczą sieć (?), której końcówka zamyka ową skrytkę. Stojąca na kuli postać symbolizuje kogoś w rodzaju strażniczki skarbu. Ubrana w piękną niebieską suknię, z koroną na głowie, przypomina nieco inną znaną rzeźbę Ewy Rossano: "Planetę|".

Ewa Rossano, Rękopis, fragm. brąz, drewno, 156 cm
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Kiedy znajdziemy się w ostatniej sali wystawy, zatytułowanej "Powidoki", zobaczymy m. in. olbrzymie "okno", składające się ze zdjęć, które artystka robiła latami z okna rodzinnego domu, a ten "czas zatrzymany" sąsiaduje z papierem marmurkowym, znanym nam już z filmu oglądanego na początku ekspozycji, a będącego symbolem tworzenia  – na wodzie, a więc na materiale niepisarskim. Ta stara technika pozostaje ciągle żywa w pracowni introligatorskiej Ossolineum, będąc zarazem na wystawie symbolem skomplikowanego i tajemniczego procesu tworzenia. Przeszłość i tworzenie stanowią w tym "oknie" nierozerwalną całość. Kiedy więc zobaczymy "okno", a także przedmioty wypełniające Arkadię (w tym "Różę", która przeistoczyła się z ulotnego kwiatu i nabrała trwałości brązu), możemy usiąść na przygotowanej dla nas sofie, która jest zarazem rzeźbą (tu wszystko już jest możliwe) o pięknej nazwie „Blue Eirene”, czyli „Niebieski Pokój” i kontemplować zarówno to, co jeszcze w zasięgu wzroku, jak też przede wszystkim uruchomić fantazję, snuć refleksje, smakować doznania... Bo wszystko jest poezją!

Ewa Rossano, fot. ze strony artystki na FB


sobota, 11 kwietnia 2026

"Ogród wypowiedzianych słów" – wystawa Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

 Od 10. kwietnia do 26. lipca w Muzeum Pana Tadeusza prezentowana jest wyjątkowa wystawa. „Ogród wypowiedzianych słów” to przestrzeń, w której słowo materializuje się w unikatowych rzeźbach, obrazach i filmach autorstwa wrocławskiej artystki Ewy Rossano. Punktem wyjścia projektu jest zwrócenie się ku drugiemu, kluczowe są tu także pojęcia relacji i gościnności. Ze słowa rodzi się spotkanie, które staje się osią narracyjną wystawy.


Ewa Rossano studiowała rzeźbę w Strasburgu, a malarstwo we Wrocławiu, z którym związana jest od urodzenia. Jej prace zdobią tkankę miejską stolicy Dolnego Śląska – można je oglądać na Skwerze Wzajemnego Szacunku w Dzielnicy Czterech Wyznań czy w ossolińskim ogrodzie barokowym.

Słowo przede wszystkim jest bohaterem zbiorów Ossolineum, a w nich pamięć, tekst i historia tworzą wspólny horyzont znaczeń. Artystka, przygotowując prace specjalnie na wystawę w Muzeum Pana Tadeusza, prowadzi dialog z wybranymi obiektami z kolekcji Muzeum Książąt Lubomirskich oraz Narodowej Biblioteki Ossolineum, pozwala im wyznaczać kierunki formalne i nadawać sens współczesnym dziełom.

Ewa Rossano, Yarden, 2025, brąz, kryształ, 
fot. Marek Cisek

Na wystawie zaprezentowanych zostanie kilkadziesiąt prac artystki stworzonych w różnych technikach – będą to rzeźby, obrazy, rysunki, fotografie, filmy – oraz obiekty ze zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, które pokazane razem, stworzą wielowymiarową strukturę dialogu. Ekspozycja jest unikatowa z kilku powodów. Przede wszystkim zaprezentuje zupełnie nowe prace Ewy Rossano, przygotowane specjalnie dla wrocławskiej publiczności. Oprócz tego pojawią się w muzealnych salach rzadko eksponowane i drogocenne zabytki muzealne, takie jak: „Zielnik” Elizy Orzeszkowej, rysunki Jana Piotra Norblina, rękopis „Raptularza” Juliusza Słowackiego, oryginalne zdjęcia Jadwigi Nowak-Jeziorańskiej czy piętnastowieczny „Almanac. Kalendarzyk francuski”.

Zielnik zawierający nadniemeńskie rośliny dekoracyjne naklejone, sporządzony przez Elizę Orzeszkową, z jej inskrypcjami, 1890, rękopis (fot. ze strony Muzeum)


Ekspozycja w Muzeum Pana Tadeusza (Oddziale Zakładu Narodowego im. Ossolińskich) prezentowana będzie w trzech salach, a każda pełnić ma inną funkcję: pierwsza stanie się wejściem do tytułowego ogrodu, druga poświęcona jest dialogowi, trzecia to moment wyciszenia i odpoczynku.

Wystawa ukazuje obiekty Ossolineum w nowym świetle, w dialogu ze współczesną sztuką, podkreślając ich ciągłość, wzajemne napięcia i współoddziaływanie. Przestrzeń wystawiennicza pozwala widzowi tkać własną opowieść, inspirować się tym, co widzi i co prezentowane obiekty otwierają w jego wyobraźni. Całość ekspozycji przypomina wielowymiarową księgę: splatają się tu wątki i bogactwo rzeźb w relacji z obiektami historycznymi, co w zamierzeniu artystki ma zachęcić do refleksji i uruchomić nieoczywiste skojarzenia.

Ewa Rossano, Dwa stawy, 2025, papier marmurkowy, listki złota, brąz, deska,
fot. Marek Cisek

Wystawa „Ogród wypowiedzianych słów” prezentowana jest w Polsce po raz pierwszy. W kolejnych miesiącach prace Ewy Rossano wyjadą z Muzeum Pana Tadeusza i będą pokazane w innych europejskich miastach, między innymi w Rzymie czy w Strasburgu, w zaadaptowanej do nowych przestrzeni wystawienniczych formie.

kuratorki: Ewa Rossano, Agnieszka Paluch, Magdalena Sudoł

identyfikacja wizualna: Agnieszka Hawałej

realizacja filmu: Sabin Kluszczyński

Użyczenie obiektów ze zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich: Dział Sztuki, Dział Numizmatów i Pamiątek Historycznych, Dział Rękopisów, Dział Starych Druków

informacja prasowa

niedziela, 11 stycznia 2026

Ewa Rossano: Inspirują mnie ludzie /wywiad/

"Pragnę, aby moje rzeźby były „otwarte”, aby każdy mógł dodać im coś z siebie, ze swoich myśli, uczuć. Aby móc oderwać się na chwilę od codzienności i wejść w ten inny świat, bo wierzę, że ten inny świat jest w nas samych. W każdym z nas. To ta nasza duchowość". Rozmawiam z Ewą Rossano – jedyną polską artystką zaproszoną do UNESCO.

Życie to podróż, brąz (unikat, z cyklu o wodzie, utwory Liszta i Ravela),
fot. z archiwum artystki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Jest Pani, mimo młodego wieku, uznaną w świecie artystką, o czym świadczy zaproszenie na Międzynarodową Wystawę UNESCO. Porozmawiajmy o Pani drodze artystycznej wiodącej do tych sukcesów. Skąd czerpie Pani inspiracje do swojej sztuki?

Ewa Rossano: Mnie bardzo inspirują ludzie – z nich czerpię najwięcej. Począwszy od modela w pracowni, przyjaciół, osób bardziej lub mniej mi znanych, po tych, o których nie wiem nic i mogę ich sobie tylko wyobrazić, skonstruować, wymyślić. Może to trochę tak, jak z pisaniem książki lub opowiadania, gdzie nagromadzone są pewne informacje, przekazana jakaś atmosfera, opisana główna postać, jednak nie do końca wszystko jest dopowiedziane. Pragnę, aby moje rzeźby były „otwarte”, aby każdy mógł dodać im coś z siebie, ze swoich myśli, uczuć. Aby móc oderwać się na chwilę od codzienności i wejść w ten inny świat, bo wierzę, że ten inny świat jest w nas samych. W każdym z nas. To ta nasza duchowość. Potem, w procesie twórczym, ulega to znacznemu przetworzeniu, jednak pozostaje to ”coś” – owa emocja, która przepływa NASTĘPNIE przez moje ręce. Czasami, po latach, spotykam kogoś, kto kiedyś kupił lub zobaczył na na wystawie moją pracę i dzieli się ze mną jakimś związanym z nią przeżyciem. I to jest najpiękniejsze – owa wymiana, która następuje między nami. Ostatnio jeden z moich znajomych wyjeżdżał do pracy w Chinach i wyznał mi, że jedyną rzeczą, którą wziął z domu, była moja rzeźba…Chyba nie ma większego prezentu dla artysty, jak fakt, ze jego dzieło jest swojego rodzaju zwierciadłem dla innej osoby.

To wspaniałe uczucie wiedzieć, że wytwory naszych rąk są dla kogoś do tego stopnia cenne! A wracając do inspiracji, to czy tworząc postać Angelusa Silesiusa czytała Pani jego mistyczne wiersze?

O, tak! Czytałam już wcześniej te piękne mistyczne wiersze Angelusa i były one dla mnie prawdziwym odkryciem, bo wcześniej o nim nie słyszałam. Na początku powstała statuetka Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS. Szklane skrzydło wychodzi tam z serca, jest przeźroczyste i symbolizuje naszą duchowość. Każdy człowiek jest sumą tych dwóch elementów: ciała i duszy, a także wielu innych sprzecznych składników. Kiedy zaproponowano mi zrobienie dużej rzeźby, byłam zaskoczona i jednocześnie bardzo szczęśliwa. Na dodatek mogłam wybrać fragment jego wiersza, który znalazł się na pomniku: „Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie. Nie znajdzie Boga, kto go szuka tylko w niebie”.

Zaskoczeniem, a zarazem impulsem do refleksji był także fakt, że Angelus studiował i mieszkał w mieście, które jest obecnie moim – w Strasburgu. Niektórzy żartują, że Angelus ma twarz mojego męża, a Dziewczyna (Planeta) – córki (śmiech).

Ewa Rossano przy swojej rzeźbie Planeta, fot. z archiwum artystki

Jednak Pani artystyczna przygoda zaczęła się od malarstwa. Jak to się stało?

Moja droga do malarstwa nie była typowa. Nie mam w rodzinie artystów, bardziej byłam związana z teatrem, pantomimą i tańcem, ale nie łączyłam z tym swojej przyszłości. Było to wprawdzie przepiękne doświadczenie, ale czułam, że to jednak nie dla mnie. Moim najskrytszym marzeniem było zostać artystą. Dopiero po wielu latach zdałam sobie sprawę, że w dzieciństwie wszystkie moje zabawki robiłam sama i że bawiłam się tylko plasteliną. Zdałam po maturze na historię, ale zamiast studiować, pojechałam do Anglii szlifować język i tam bardzo szybko zdecydowałam się na studia malarskie. Wróciłam do Polski i wprawdzie nie dostałam się na ASP (wówczas PWSSP)za pierwszym razem, bo nie miałam gotowych prac do pokazania, to udało się po roku.

Czy na ASP miała Pani swoich mistrzów?

Na I roku studiowałam u prof. Grzegorza Zyndwalewicza – wspaniałego człowieka i artysty, dzięki któremu mogłam się odnaleźć w tym świecie. Potem wybrałam pracownię prof. Andrzeja Klimczaka-Dobrzynieckiego, który jest wspaniałą, silną osobowością i do tej pory marzę, aby mieć choć jeden jego obraz.

Po II roku studiów, choć były bardzo interesujące, zapragnęłam jakiejś zmiany. Taki już mam charakter, że nie tylko nie boję się zmian, ale wręcz ich potrzebuję. Marzyłam, żeby gdzieś pojechać i wówczas ktoś powiedział, że można złożyć swój projekt na studia do Strasburga. Potraktowałam to jako przygodę, nawet specjalnie nie myśląc, że się uda i… zostałam przyjęta. Nie znałam języka francuskiego a Francuzi z kolei niezbyt dobrze mówią po angielsku. Pierwszy rok był więc bardzo trudny. Właśnie wtedy zaczęłam rzeźbić. Tam jest zupełnie inny system nauczania – w ciągu roku trzeba zrobić „zaliczenie” z dziewięciu pracowni. Strasburska uczelnia była w bardziej konceptualna w porównaniu z ówczesną Wrocławską PWSSP – trzeba było dużo mówić, a tymczasem ja „mówię” rękami (śmiech). Dopuszczam raczej do głosu emocje.

Ewa Rossano, Wenus z Bałtyku, brąz i kryształ (unikat, z cyklu o wodzie,
utwory Liszta i Ravela), fot. z archiwum artystki


A jak się zaczęło rzeźbienie?

Mieliśmy dostęp do odlewni, do brązu, do szkła, ale do tej ostatniej pracowni trudno było się dostać. Na moje usilne prośby pani profesor poleciła mi, abym rozbiła młotkiem leżący w stertach gruz po wypalonych formach. Potem miałam go zmielić i przesiać przez sita. Musiałam przygotować dwa wiadra tego gruzu, aby uzyskać formę. To był prawdziwy horror! Dopiero potem zobaczyłam, że studenci biorą gips z worków, a nie „z odzysku” i zrozumiałam, że profesor chciała w ten sposób sprawdzić moją determinację. Teraz uważam, że to było wspaniałe i mądre. Potem bardzo szybko nauczyłam się łączyć szkło z brązem.

Czuje się Pani bardziej rzeźbiarką czy malarką?

Nie umiem na to jednoznacznie odpowiedzieć. To tak jak z byciem dwujęzycznym. Niekiedy pragnę coś wyrazić przez kolor, ale są i takie pomysły, które mogę oddać tylko w rzeźbie.

Można by zaryzykować stwierdzenie, że Pani rzeźby są malarskie. Skąd takie wrażenie?

Tak istotnie jest i przez to są trochę inne od typowych rzeźb. Łączenie materiałów trwałych z nietrwałymi jest czymś w rodzaju podróży – z różnymi jej etapami. Zaczynam zwykle od kryształu, rzeźbię w wosku, a potem zamykam to w formie, którą podgrzewam. W ten sposób tracę oryginał z wosku i zostaje tylko miejsce, będące odzwierciedleniem tego, co wyrzeźbiłam. Kawałki kryształów powoli topią się w piecu i nie można zobaczyć, jak to wygląda. Gdy wyjmuję rzeźbę z pieca po dwóch-trzech tygodniach, najpierw muszę rozbić formę i to, co objawia się moim oczom, dla mnie samej jest niezwykłą niespodzianką, rodzajem przygody. To nie może się znudzić! Bardzo lubię tę technikę.

Czy przed przystąpieniem do pracy szczegółowo ją Pani planuje i czy zdarzają się odstępstwa od tych planów?

Tak, planuję pracę, ale w trakcie tworzenia poddaję się wenie twórczej. Otwierają się wtedy w mojej wyobraźni jakby okna, które prowadzą do innego świata, wyzwalają pomysły. Jednak nie zawsze pozwalam sobie na otwarcie takiego okna, bo obawiam się nadmiaru wrażeń. Na ogół nie waham się, aby coś zmienić. Ostatnio mam pewien pomysł z królową Marią Antoniną, bo nurtuje mnie jej życie. To jest akurat bardzo duże okno. Interesują mnie też bardzo listy apostolskie i choć na razie nie wiem jeszcze, co chciałabym z nimi zrobić, ale czuję, że coś we mnie rośnie. Tak jest z większością inspiracji w moim przypadku: coś rośnie, zaczyna pączkować i w pewnym momencie „wychodzi” rękami (śmiech).

Ewa Rossano, Ogród wypowiedzianych słów, 2021, brąz i kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wnoszę z tego, że strasburski konceptualizm nie zaszkodził Pani ani nie zmienił, skoro tworzy ciągle pod wpływem tajemniczych impulsów.

Tak rzeczywiście jest, w taki sposób „urodziła się” rzeźba Dziewczyn (Planet). Pierwsza z nich została wybrana przez Parlament Europejski – jako Nagroda Człowieczeństwa, ale zanim to się stało, pomysł zrodził się podczas rozmowy z mamą, w jakiś zupełnie naturalny sposób. To jest jakby przedłużenie mnie samej. Stale wożę ze sobą wosk, bo moje ręce muszą coś robić. Zresztą wszystko, co robię, jest nierozerwalnie związane z życiem. Czasami marzę, aby gdzieś pojechać i mieć czas tylko dla siebie, ale na razie jakoś nie potrzebuję tego osobnego czasu.

Czy ważna jest dla Pani świadomość, że ludzie obcują z Pani sztuką, oglądają ją, nawiązują kontakt?

Jakoś tak się szczęśliwie składa, że dużo pracuję, przychodzi mi to naturalnie i choć mam liczną rodzinę to udaje mi się pogodzić te dwa światy. Wystawiałam swoje prace nie tylko w UNESCO, Parlamencie Europejskim czy innych prestiżowych miejscach, ale zawsze szukałam przestrzeni, gdzie mogłabym zaprezentować swoje prace szerokiej publiczności, a nie tylko wybranej grupie ludzi. Miałam nawet wystawę w aptece czy na ulicy! Uważam, że to jest ważne, gdy człowiek pragnie coś przekazać ludziom, którzy sądzą, że nie mają nic wspólnego ze sztuką. Wierzę, że wszyscy mamy w sobie wrażliwość na piękno i że ono nas wypełnia. Jednak jest bardzo wiele osób, które w siebie nie wierzą, ja także taka byłam. Poza tym po tygodniach samotnej pracy pragnę spotkać ludzi i o czymś im opowiedzieć, np. o Polsce, o Wrocławiu… To jak pieśń, którą skomponowałam i chcę komuś zaśpiewać.

A jakie są Pani wrażenia z wystawy UNESCO?

UNESCO było zawsze moim marzeniem, bo jestem pełna podziwu dla tego, co ta instytucja robi dla świata. Kiedy zaproponowano mi tę wystawę, trudno mi było na początku w to uwierzyć. To było jak piękny sen, który się ziścił. W dodatku poznałam tam artystów, których w innych okolicznościach nigdy bym nie spotkała. Wydaje mi się, że te spotkania, zwłaszcza z artystą z Chin i z kobietą z Wysp Cooka, z którą się zaprzyjaźniłam, to było najważniejsze przeżycie. Kiedy wyobraziłam sobie miejsce, w którym powstały jej prace zainspirowane egzotycznymi owocami, których nie znam, to zrozumiałam, jak wiele jest jeszcze rzeczy do odkrycia. Ten „odcisk” sztuki tak odległej skojarzył mi się z jaskinią Lascaux. Dwa tygodnie w UNESCO pokazały mi przede wszystkim, że sztuka rodzi się wszędzie. A spotkać artystów z tak oddalonych od nas miejsc i widzieć, co stworzyli w zakątkach kuli ziemskiej, o których nic nie wiemy (lub wiemy wstydliwie mało), to jak piękna pieśń na cześć ludzkości! Ziemia jest wielką grotą Lascaux!

Nad czym Pani pracuje obecnie?

Aktualnie pracuję nad projektem będącym połączeniem muzyki i sztuk plastycznych. Część kompozycji ma związek z wodą, a część – z tańcem, do którego wykonałam rzeźby. Poza podświetlonymi rzeźbami, spektakl tworzą także filmy wideo artu. To dla mnie nowy, inspirujący rodzaj artystycznego doświadczenia.

Dziękuję za rozmowę.


Wywiad ukazał się pierwotnie 9 maja 2017, na portalu Nieżła Sztuka

wtorek, 22 lutego 2022

Dyskretny urok opowieści na wystawie Ewy Rossano w Muzeum Teatru

Wyjątkową wystawę prac Ewy Rossano możemy obejrzeć w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego. Wyjątkową, bo rzeźby i obrazy na tej ekspozycji zdają się dialogować ze sobą, z widzem, z przestrzenią... Snują swoje opowieści (taki jest zresztą tytuł wystawy), a zarazem pozostawiają przestrzeń dla widza - z jego wyobraźnią, skojarzeniami, historiami. 

Ewa Rossano, fot. Sabin Kluszczyński

O jednym z bohaterów powieści Ucho Igielne Wiesława Myśliwskiego powiada narrator: "Miało się wrażenie, że ze słów tworzy świat, nienaśladowany, niepowtarzany za kimś, niczym wielobarwne malowidło, na które się patrzyło, kiedy opowiadał, a nawet w którym widziało się i siebie, towarzyszącego mu w wędrówce przez ten jego świat, bo słowa nieraz tak wciągają w czyjeś życie, choćby nie wiadomo jak odległe od naszego".

Myśliwski porównuje opowieść do wielobarwnego malowidła, tworzącego świat, w którym  - patrząc uważnie - można zobaczyć także siebie. Takie samo odczucie miałam obcując z wyjątkowymi dziełami rąk Ewy Rossano. Jej rzeźby - połączenie kruchego szkła i twardego metalu - opowiadają  o dwoistości ludzkiej natury, o tym, że spotkanie z drugą istotą nas przemienia, ale zapraszając do refleksji pozostawiają także rozbudowaną sferę tajemnicy. Może tu właśnie jest przestrzeń dla nas - naszych opowieści płynących ze świata, z którym przybywamy..?

Niewielkie rozmiarami, zawierają piękne detale, które w odpowiednim oświetleniu nabierają blasku i wigoru. Można też zajrzeć do zaimprowizowanej pracowni artysty i poczuć atmosferę, w jakiej powstają, przyjrzeć się narzędziom, materiałom, detalom...

Miałam szczęście obcować z nimi najpierw wędrując po wystawie sama, a następnie z artystką, która uchyliła przede mną rąbka tajemnicy - dowiedziałam się m. in. jak powstawały rzeźby i obrazy, jaki był pierwotny zamysł, co pragnęła poprzez nie wyrazić... 

Ewa Rossano, Sekret, 2021, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Chodząc  po tej niezwykłej wystawie, z ciekawością zatrzymywałam się przy prezentowanych na niej artefaktach. To było doświadczenie podobne do spotkań z ludźmi - jedni mieli mi do opowiedzenia więcej, inni mniej, ale każdy wart był uważnego zatrzymania się i posłuchania. Byłam na przykład  ciekawa sekretu, który powierzają sobie dwie kobiety połączone ze sobą jakąś tajemnicą, co zresztą podkreśla tytuł: "Sekret".  A może jest to jedna i ta sama postać? Ich subtelne piękno, rodzaj wspólnoty i dualizm przejawiający się w połączeniu szlachetnego, pełnego rozmaitych wypukłości brązu z rozświetlonym fioletem kryształu są doprawdy intrygujące... Równie intrygujące są tytuły i cytaty. Interesujący jest także sam zamysł.

Ewa Rossano: Początkowy zamysł często ulega przeobrażeniom. W tym przypadku chciałam na początku wyrzeźbić dwie siostry, ale w trakcie - tak jest zazwyczaj w moim przypadku - zaczęłam podążać za tym, co "mówiła" sama rzeźba, poddałam się jej prowadzeniu. To moje  ręce "opowiadają" i sama postać zaczyna powstawać jakby autonomicznie. Najpierw powstał kryształ w moim ulubionym kolorze ultramaryny, który odsyła nas w inne rejony: nieba, morza, chabru... Nadaje głębię. Kiedy zaczęłam tworzyć suknię, stała się niejako podwójna - powstały dwie postaci, ale zarazem nie o dwie postaci tu chodzi, co raczej o sekret człowieczeństwa, ludzkiej dwoistości. Chciałam pokazać duchowość i cielesność, delikatność i siłę, jawę i sen... Są sekrety, o których chcielibyśmy wiedzieć, ale są także i takie, których być może nigdy się nie poznamy. Trzeba by pogodzić się z faktem, że nie musimy wiedzieć wszystkiego, ale możemy żyć w harmonii ze sobą i ze światem.

B.L.C. Całe szczęście, że tak jest! Świat byłby nudny bez tajemnic. Jednak pomiędzy postaciami istnieje interakcja, toczy się rozmowa...

E. R. Postaci rzeczywiście ze sobą rozmawiają, a jedna z nich trzyma coś w dłoni, co? - nie wiemy, a także czy się z nami tym podzieli, w każdym razie nie skrywa tego. W tej pracy chciałam też zawrzeć myśl, że otaczają nas różne osoby, które żyją czasami daleko, ale mimo to istnieją, więc nie powinniśmy myśleć tylko o sobie, bo nie jesteśmy pępkiem świata. 

Ewa Rossano, Szepty, 2021, brąz i kryształ, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

B.L.C. Obok postaci "Sekretu" widzimy inną rzeźbę, zatytułowaną nie mniej interesująco: "Szepty" i widoczne jest, że postać szepce z inną formą bytu (śmiech)...

E. R. Tak, to nie chodzi nawet dosłownie o ptaka, ale właśnie o inną formę bytu. Ptaki dużo podróżują i widzą świat z zupełnie innej perspektywy - to mnie w nich najbardziej fascynuje. Stworzenie przedstawione w tej rzeźbie jest wyjątkowo duże, może więc przeżyło wiele ważnych podróży (śmiech). Nie mamy też pewności co do tego, czy ptak dopiero przyleciał, czy może się żegna... W każdym razie czujemy jego zaufanie. W tej relacji zawarta jest prawda, a o to mi zawsze najbardziej chodzi. 

Ewa Rossano, O świcie, 2021, technika mieszana i słoma na drewnie

Na wystawie - w towarzystwie rzeźb - znajdują się także obrazy, równie intrygujące - jak choćby ten zatytułowany "O świcie", w którym leżąca sylwetka kobiety zdaje się wyłaniać z nietypowego tła, w którym dostrzegam...słomę. Czy jest to opowieść o związkach człowieka z naturą, od której wprawdzie odeszliśmy, ale jednak nadal jest częścią nas samych, co w jakiś sposób czujemy znajdując się na pograniczu jawy i snu? 

Któż to wie... Może i tak jest. Ciągle eksperymentuję i nie byłoby tych obrazów, gdyby nie moja ciekawość. Nie zadowalam się tym, co już umiem, ale nieustannie pragnę poznawać. Ten obraz jest tego przykładem. Wykorzystuję tutaj techniki, której używało się dawno temu do lepienia ścian domów. Poznałam tę technikę w pracowni Patricka Fischera w Alzacji, który nie tylko maluje, ale produkuje też własne farby z naturalnych pigmentów. Tego rodzaju obrazy nazywam "malowaniem na sianie" (śmiech). Natura jest czymś niezwykłym - nawet siano połyskuje. Z moimi pracami już tak jest, że kiedy maluję, to trochę rzeźbię, a gdy rzeźbię, to także maluję. 

Ewa Rossano, Frida, 2021, technika mieszana i słoma na drewnie,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W podobnej technice została wykonana także "Frida", ale nie jest to Frida Kahlo?

Nie, to nie ten trop. Nazwałam tak tę postać, bo wydawało mi się, że to imię do niej pasuje. Jest trochę surowa, ale bardziej dla siebie - widać to w jej spojrzeniu. W tej technice podoba mi się to właśnie, że ma charakter szkicu, fresku, formy otwartej. Ważne jest także otoczenie postaci, jakby wyjęte z innej rzeczywistości. 

Ewa Rossano, Ogród wypowiedzianych słów, 2021, brąz i kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

"Fridę" oglądamy w towarzystwie bardzo interesującej rzeźby o poetyckim tytule: "Ogród wypowiedzianych słów", przedstawiającej kobiecą sylwetkę, której tułów połyskuje soczystą zielenią, a całą przednią część sukni stanowi ażurowy liść, prowadzący jakby do wewnętrznego świata postaci...

Od początku miałam zamysł ukazania ogrodu, do którego prowadzi tajemne wejście - wejście do innego świata. Kojarzy mi się on z rajskim ogrodem, z biblijnym dziełem stworzenia, kiedy Bóg wypowiada słowa, które powołują świat do istnienia. Poza teologicznymi skojarzeniami ma to dla mnie również i takie znaczenie, że tym ogrodem jesteśmy my sami dzięki słowom, które wypowiadamy. Częścią naszego ogrodu stają się także inni ludzie, do których kierujemy słowo. Ogród zawiera w sobie te słowa, które zostały wypowiedziane, a więc przyoblekły się w ciało - stały się rzeczywistością, choć niekoniecznie materialną. Czasami piękne, niekiedy trochę nam zawadzają, ale są. 

Ewa Rossano, Albertyna, 2021,
brąz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
A obok "Ogrodu..." stoi Albertyna, o której nie wiedziałam, że sprowokowała Cię do napisania wiersza, dopóki nie zajrzałam do katalogu:

Albertyna prostuje się w wyniosłej pozie i wstrzymuje oddech,
by już za moment, za chwilę wyszeptać najskrytsze życzenia.
(...)
Jestem Nią, jestem Albertyną.

Każda rzeźba jest właściwie po trosze Tobą...

 "Albertyna" jest utrwalona w geście zatrzymania się, ale przeżywa rodzaj wewnętrznej burzy. Czuje się wibrujące w niej emocje. 

Dla mnie jest to także Albertyna Prousta, która pozostaje dla bohatera niedocieczoną tajemnicą...

Takie skojarzenie jest możliwe, mnie jednak chodziło o pokazanie wewnętrznego świata, którego nie widać, a czasami nawet go nie odczuwamy. Albertyna stoi jak forteca i broni do siebie dostępu, a wewnątrz bardzo wiele się dzieje. Końcówka wiersza: "Albertyna to ja" sugeruje, że każdy z nas jest nią. 

Ewa Rossano, Równonoc, 2020, brąz,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Fascynująca jest także "Równonoc", która mnie się kojarzy z "Umarłą klasą" Tadeusza Kantora. Wszystkie postaci w tym spektaklu niosą na swoich plecach rozmaite wydarzenia z przeszłości: swoje traumy, doświadczenia itd. Podobnie niesie to "COŚ" postać twojej rzeźby, ale jej pełna energii, wyprostowana sylwetka wskazywałaby raczej na pozytywny bagaż doświadczeń...

Ta rzeźba ma swoją historię. Początkowo były to dwie odrębne postacie, a zarazem jedna i ta sama osoba. Potem jednak połączyły się w jedną całość: jedną jej część stanowią lata młodzieńcze, druga symbolizuje dojrzałość. To, co trzyma w ręku, jest rodzajem nici, którymi tka swoje życie. Pomyślałam też, że ta nić być może łączy ją z przeszłością - z jej przodkami...A może są to słowa i sprawy, o których myśli, a potem je niesie... To jedna z tych prac, których sama jeszcze nie odkryłam do końca. 

Ewa Rossano, Namiętność, 2021, brąz i kryształ
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Czasami rzeźby długo nie dają się odkryć, jakby broniły dostępu do siebie. "Namiętność" należy do takich właśnie prac. Nasza intymność, namiętność jest takim bogactwem emocji, że może mieć różne odsłony. Może o to właśnie chodzi, aby nie była za każdym razem taka sama. Dlatego ma tyle różnych drzwi i odsłon...

Ewa Rossano, Przyszłość - Przeszłość", 2010, technika mieszana na drewnie,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Zainteresowało mnie, dlaczego na obrazie "Przeszłość - Przyszłość" tak bardzo są one od siebie oddzielone, czyżbyś chciała się odciąć od przeszłości (śmiech)?

Nie wiem (śmiech), być może pionowa kreska oznacza teraźniejszość, która dopiero się zapisuje...

Twoja wystawa w Muzeum Teatru ma jeszcze inną odsłonę. Na najwyższym piętrze, obok rzeźb i obrazów, towarzyszą nam multimedia, a ściślej - realizacje filmowe inspirowane Twoimi pracami. O ile rzeźba jest nieruchoma, o tyle na nich widać żywioł ruchu, słychać muzykę... Świetnie się to dopełnia.

Etiuda pantomimiczna, choreografia i reżyseria etiud: Katarzyna Sobiszewska,
realizacja  filmu i montaż: Sabin Kluszczyński

Ta okoliczność, że wystawa ma miejsce w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, sprawiły, że pojawił się pomysł projektu z aktorami pantomimy, którzy pracowali z Tomaszewskim. Pięknie opowiadają ciałem Mariusz Sikorski, Anną Nabiałkowską i Katarzyną Sobiszewska. Natomiast pomysł z bokserkami zrodził się wiele lat temu, kiedy zrobiłam odlew swoich pięści. Bardzo mi się podobało to połączenie siły i delikatności, które próbowałam następnie oddać w rzeźbie za pomocą kryształu. Poznani dzięki Małgorzacie Bruder, kierowniczce Muzeum Teatru aktorzy zaangażowali się w projekt etiud i filmu. Bardzo lubię poznawać nowych ludzi - niezmiernie mnie to inspiruje.

Ewa Rossano, To miejsce, w którym dotknęłam nieba - i już nie puściłam, 2015, kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Bardzo dziękuję za tę opowieść o wystawie. Sądzę, że zachęci ona i zaintryguje kolejnych poszukiwaczy tajemnic i opowieści, których nieocenionym medium jest sztuka, szczególnie tak piękna jak Twoja.


Wywiad z Ewą Rossano można znaleźć pod tym linkiem.


Ewa Rossano, Kraina czułości, 2016, brąz i kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Ewa Rossano, Kraina czułości (detal), 2016, brąz i kryształ,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


czwartek, 8 sierpnia 2019

Ewa Rossano: Rzeźby są moim pamiętnikiem /wywiad/

Rozmawiam z Ewą Rossano - polską rzeźbiarką i malarką, wrocławianką mieszkającą we Francji, która czerpie inspiracje z życia "pomiędzy", a jej rzeźby są rodzajem pamiętnika.

Ewa Rossano przy swojej rzeźbie Planeta, fot. z archiwum artystki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Mieszka Pani pomiędzy Francją a Polską, co sprawia, że pojawia się i znika. Trudno też wyśledzić, co się dzieje w Pani artystycznych planach, a bardzo jestem ciekawa, co się wydarzyło od naszego ostatniego spotkania. Przypomnę, że był to rok 2017, szczególny, bo została Pani zaproszona jako jedyna polska artystka do UNESCO…

Ewa Rossano: Coś w tym jest, co Pani powiedziała o znikaniu –  ostatnio ktoś mi powiedział to samo (śmiech). Czasami sama mam takie wrażenie, jakbym prowadziła życia równoległe. Poruszanie się pomiędzy miejscami jest czymś dla mnie naturalnym – to tak, jakbym zanurzała się w wodzie i wypływała co jakiś czas na powierzchnię. Jestem przy tym osobą, która wszędzie czuje się dobrze. Nigdzie też do końca nie wrastam. Zrobiłam kiedyś serię rzeźb postaci, które miały na głowie coś, co mogłoby przypominać koronę drzew. Były to jednak KORZENIE. Korzenie, które zamiast do ziemi, rosły w przeciwnym kierunku …do góry, ku Niebu. A to, co tam « na górze », jest NIEZMIENNE, nie mam więc trudności z tym, aby pojechać w inne miejsce, pomieszkać i popracować gdzieś indziej przez jakiś czas. Moje korzenie « jadą »  tam ze mną. Wrocław kocham jak szalona, ale inspiracji szukam poza nim. Tu natomiast pracuje mi się najlepiej. Inspiracje z podróży zaczynają w sposób naturalny owocować. Trudno mi nawet opowiedzieć racjonalnie, jak wygląda ten proces, bo pracuję intuicyjnie. Racjonalizuję stworzone dzieło dopiero post factum. W przypadku Planety chodziło mi na przykład o przedstawienie postawy otwartości, nie wykluczającej stabilności, która powinna nam przy tym towarzyszyć, bo musimy wiedzieć, kim jesteśmy.

Życie to podróż, brąz (unikat, z cyklu o wodzie, utwory Liszta i Ravela),
 fot. z archiwum artystki


To, o czym Pani mówi, kojarzy mi się z bohaterką filmu "Żółty jest zakazany" - chińską projektantką mody Guo Pei, która bazując na tradycji, tworzy kostiumy, które przemawiają także do zachodniego odbiorcy. Potrafi też czerpać inspirację z historii Francji i to się wcale nie ze sobą kłóci, ale tworzy spójny przekaz.

Inspiracje są ogromnie ważne, bo uruchamiają proces twórczy, ale nie mniej istotna jest pewna predyspozycja czy może raczej umiejętność zachwycenia się światem i bycie sobą.

Wenus z Bałtyku, brąz i kryształ (unikat, z cyklu o wodzie, utwory Liszta i Ravela),
fot. z archiwum artystki

Mnie się ten film skojarzył z Panią także dlatego, że Pani ubiera swoje postacie w suknie.

To prawda, że lubię ubierać swoje postacie, w ogóle lubię stroje różnych epok, bo strój pozwala mi niejako dotknąć minionego czasu. Zresztą nie tylko strój. Ostatnio taką rolę spełnił klawesyn, na którym mogłam zagrać. Interesujące jest otworzyć się na coś, z czym nie stykamy się na co dzień.

Kiedy rozmawiałyśmy ostatnio, wspomniała Pani o interdyscyplinarnym projekcie, który zapewne taką spełnił rolę...

Projekt powstał dość nieoczekiwanie. Na jednej z wystaw spotkałam pewnego kolekcjonera, który kupił kilka moich rzeźb i który poznał mnie z francuskim pianistą Stéphanem Seban. Poznawszy się bliżej postanowiliśmy zrobić razem coś kreatywnego. Stephan jest znakomitym interpretatorem muzyki klasycznej i zaproponował mi, abym wykonała prace do wykonywanego przez niego cyklu utworów związanych tematycznie z wodą - kompozycji Franza Liszta, Maurice`a Ravela, Manuela de Falli oraz Isaaca Albeniza. Pod wpływem tej muzyki stworzyłam pięć rzeźb nawiązujących do tego tematu, m. in. kolorem i ruchem. Z kolei zainspirowany moimi pracami muzyk skomponował program drugiej części występu: piękne utwory hiszpańskie. Podczas koncertu rzeźby, a także natura zostały wykorzystane w wideoprojekcji, którą stworzył freelancer z branży filmowo - telewizyjnej, wrocławianin Sabin Kluszczynski. Podczas antraktu widzowie mogli się przechadzać po scenie jak na wernisażu, oglądać wystawione na scenie rzeźby, a także porozmawiać z nami. Nigdy wcześniej nie miałam bliskiego kontaktu z muzyką i ten projekt mnie oczarował. Do tej pory mieliśmy kilka koncertów w Europie, a także na położonej na Oceanie Indyjskim francuskiej wyspie La Réunoin.

Ewa Rossano i Stéphane Seban podczas koncertu i wystawy, fot. z archiwum artystki

W ogóle muszę wyznać, że ostatni rok był dla mnie czasem szczególnym. Miałam potrzebę zatrzymania się, gdyż podczas ostatnich dwudziestu lat tak wiele się działo, zarówno w mojej twórczości, jak i w codzienności, ze zapragnęłam « usiąść i przeglądnąć » to, co niosę  w « walizach » swojego życia. Popatrzeć uważnie, przyjrzeć się i za niektóre rzeczy podziękować, inne zaś odstawić lub poprzestawiać. Taki czas jest ważny dla każdego człowieka, a dla artysty, który pragnie mówić do innych prosto z serca, tym bardziej. Przesunęłam więc w czasie czekające mnie duże wystawy. Była to dla mnie trudna decyzja. Okazało się jednak, że przyniosła piękne owoce.

Czy uchyli Pani rąbka tajemnicy?

Zdradzę jedynie, że za rok zaprezentuję swe prace na wystawie w Muzeum Teatru we Wrocławiu, której otwarcie przypadnie na Międzynarodowy Dzień Baletu. Mam wiele pomysłów, ale jak będzie ostatecznie wyglądać, tego jeszcze sama nie wiem. Następnie wrocławska wystawa pojedzie do Paryża, Strasburga i Luksemburga.

Ewa Rossano podczas pleneru w Pruszkowie, fot. z archiwum artystki

Ze spraw, które się już wydarzyły, a które okazały się bardzo ciekawym doświadczeniem, był także plener rzeźbiarski w Pruszkowie, zorganizowany przez Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego. Zastanawiając się nad rzeźbą, którą miałam wykonać, pomyślałam, że pierwszym narzędziem człowieka były ręce. A ponieważ czytałam właśnie książkę na temat roli kobiety od starożytności, postanowiłam, że moja rzeźba powstanie we współpracy z kobietami. Miała to być suknia "utkana" z gipsowych odlewów kobiecych dłoni. Była to też okazja do porozmawiania, a liczba rozmówczyń osiągnęła setkę. Do dziś utrzymuję z niektórymi z nich kontakt.

Ewa Rossano z jedną z uczestniczek pleneru, fot. z archiwum artystki

Myślę, że istnieje jakiś rodzaj niebezpieczeństwa, że artysta tworzący indywidualnie, czasami samotnie, w swojej pracowni, odizoluje się od rzeczywistości, jak to było z bohaterką filmu Jane Champion: "Fortepian". Pani to, jak sądzę, nie grozi, bo - jak na to wskazują ostatnie projekty - potrafi wyjść do ludzi i czerpać radość ze współtworzenia.

To się rodzi samoistnie. Do Pruszkowa pojechałam z potrzebą wyjścia do ludzi, a rzeźba stała się do tego pretekstem. Powstała w tych okolicznościach rzeźba  była piękna może właśnie dlatego, że zawarła w sobie pamięć tych spotkań.
Technika, w której pracuję najczęściej, czyli łączenie brązu ze szkłem (kryształ wykonany w technice pâte de verre), to rodzaj rozmowy, relacji, uzupełniania, dopełniania. To spotkanie i przenikanie się dwóch światów : delikatności i siły, trwałości i ulotności, widzialnego i niewidzialnego. Ich współistnienie.
Wydaje mi się, że moje rzeźby są rodzajem pamiętnika. Niektórzy lepiej wypowiadają się w słowie, inni grają na instrumencie, a ja rzeźbię. Kiedy patrzę na moje prace po upływie jakiegoś czasu, przypominam sobie, gdzie wówczas byłam, co wtedy czytałam albo czego słuchałam i widzę w nich fragmenty swojego życia. Może dlatego odczuwa się skrywaną w nich emocję.

Dziękuję za rozmowę i czekam z niecierpliwością na wrocławską wystawę.



Odyseja, brąz i kryształ (unikat, z cyklu o wodzie, utwory Liszta i Ravela),
fot. z archiwum artystki



Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbi...

Popularne posty