Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olgierd Łukaszewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olgierd Łukaszewicz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 czerwca 2019

80. urodziny Igi Cembrzyńskiej w Kinie Atlantic

24 czerwca 2019 godz. 18:00  Stołeczne Centrum Edukacji Kulturalnej oraz Kino Atlantic serdecznie zapraszają na  spotkanie z cyklu "Lekcja z..." z legendą polskiego kina i estrady Igą Cembrzyńską, która świętuje z nami swoje  80. urodziny.




Wśród gości wieczoru znaleźli się m.in.:

Emilia Krakowska
Ajka Tarasow
Dorota Kędzierzawska
Magdalena Adaszewska
(autorka wywiadu rzeka pt. Iga Cembrzyńska. Mój intymny świat)
dr Małgorzata Piekarska (przyjaciółka Igi z lat młodości)
Janusz Kondratiuk
Bogdan Łazuka
Jerzy Satanowski
Jacek Szczerba
(laudacja na cześć JUBILATKI)
Robert Więckiewicz
Krzysztof Materna
Dominik Rettinger
ks. Andrzej Luter

Gospodarzami wieczoru są aktorka Bożena Stachura oraz Artur Wolski.


Program


Bożena Stachura przeczyta fragmenty książki ,,Iga Cembrzyńska. Mój intymny mały świat” Magdaleny Adaszewskiej.

Bohdan Łazuka wykona "na żywo" z Igą Cembrzyńską ich słynny przebój ,,W siną dal”.

Wspaniali aktorzy przygotowali specjalne życzenia, m.in.: Ewa Wiśniewska, Aleksandra Konieczna,  czy Olgierd Łukaszewicz.

Czekają na Państwa niespodzianki video, rozmowy na żywo z Jubilatką, wspomnienia przyjaciół i tradycyjnie urodzinowy tort!

............................................................................................................................................

Aby wziąć udział w wydarzeniu 24 czerwca należy wypełnić formularz do 19 czerwca.


- nauczyciele, dyrektorzy szkół, wychowawcy, animatorzy kultury (kliknij tutaj) - zaproszenie pojedyncze

- widzowie (kliknij tutaj)

UWAGA: Liczba miejsc ograniczona. Prześlemy potwierdzenie wpisania na listę gości najpóźniej do 21 czerwca.


informacja prasowa

poniedziałek, 4 lutego 2019

Paciorki śląskiego różańca | Filmy Kazimierza Kutza w kinie Iluzjon

Kazimierz Kutz – jeden z najważniejszych polskich reżyserów, wizjoner kina, działacz społeczny. Twórca wybitny, którego styl filmowy stale ewoluował. 16 lutego 2019 roku Kazimierz Kutz obchodziłby 90. urodziny.


Kazimierz Kutz

W lutym w kinie Iluzjon wspominamy najważniejsze dzieła tego wybitnego reżysera, zarówno filmowe jak i Teatru Telewizji. Zaczniemy od kryminału Ktokolwiek wie…, prawdopodobnie najbardziej niedocenionego dzieła reżysera. Nikt nie potrafi opowiadać o Śląsku z taką miłością, nostalgią i znawstwem jak Kazimierz Kutz, dlatego podczas przeglądu w kinie Iluzjon nie zabraknie Śląskiej trylogii, czyli filmów: Sól ziemi czarnej, Perła w koronie i Paciorki jednego różańca. Pokażemy również debiut reżysera – Krzyż walecznych, będący adaptacją trzech opowiadań Józefa Hena, konfrontujących ze sobą ostatnie dni wojny i nastające dni pokoju.


Kazimierz Kutz reżyserował również spektakle Teatru Telewizji. Z bogatego dorobku twórcy wybraliśmy trzy pozycje: Do piachu…, Kolację na cztery ręce oraz Opowieści Holywoodu. Niewiele polskich sztuk współczesnych wywołało taką dyskusję jak Do piachu… Tadeusza Różewicza i jej telewizyjna realizacja w reżyserii Kazimierza Kutza. „Trzeba wtykać palec w bolące miejsca” – mówił reżyser. Kolacja na cztery ręce opowiadająca o wspólnym posiłku Bacha i Haendla, znalazła się w Złotej Setce Teatru Telewizji.

Wszystkim projekcjom będzie towarzyszyć prelekcja kuratora cyklu, Tomasza Kolankiewicza. Pełny program przeglądu, wraz z datami i godzinami seansów, znajduje się tutaj.


Olgierd Łukaszewicz w Paciorkach jednego różańca

Głównym punktem przeglądu będzie uroczyste spotkanie ze współpracownikami reżysera: aktorami Olgierdem Łukaszewiczem i Janem Englertem oraz jego biografką, Elżbietą Baniewicz. W trakcie spotkania przypomnimy najważniejsze filmy Kazimierza Kutza, nie zabraknie anegdot i wspomnień. Po spotkaniu, które poprowadzi Tomasz Kolankiewicz, odbędzie się projekcja odnowionego cyfrowo filmu Nikt nie woła z 1960 roku – jednego z arcydzieł reżysera. Spotkanie odbędzie się 16 lutego o godz. 20:00.

Dramat psychologiczny Nikt nie woła rozgrywa się krótko po zakończeniu II wojny światowej. Młody chłopak przyjeżdża wraz z przesiedleńcami na tzw. Ziemie Odzyskane. W małym miasteczku poznaje dziewczynę, w której zakochuje się z wzajemnością. Konspiracyjna przeszłość, przed którą próbował uciec, nie daje jednak o sobie zapomnieć i zmusza bohatera do opuszczenia nowego domu. Jeden z najpiękniejszych plastycznie obrazów polskiej kinematografii, który został zrealizowany na podstawie opowiadania Józefa Hena. Poetycka i minimalistyczna forma filmu, współgrająca z nielinearnie prowadzoną narracją, plasuje go w kręgu największych osiągnięć estetyki nowofalowej.

Adres: ul. Narbutta 50A

informacja prasowa

sobota, 8 grudnia 2018

Koncert pamięci gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” na podsumowanie ogólnopolskiego projektu „Zrozumieć Niepodległą”

Całe życie poświęcił niepodległości i za niepodległość Polski oddał życie. Koncert dedykowany generałowi Augustowi Emilowi Fieldorfowi „Nilowi” będzie uroczystym podsumowaniem ogólnopolskiego projektu Roberta Grudnia „Zrozumieć Niepodległą”. 

gen. August Emil Fieldorf

Koncert nieprzypadkowo odbywa się właśnie w tym kościele, gdyż tuż obok świątyni znajduje się pomnik bohatera, którego upamiętnia koncert. W rolę gen. Fieldorfa wcieli się znany aktor teatralny i filmowy Olgierd Łukaszewicz, doskonale zapamiętany też z tytułowej roli w filmie „Generał Nil”. Oprawę muzyczną koncertu zapewnią Konstanty Andrzej Kulka, wirtuoz skrzypiec i Robert Grudzień, pianista, organista, kompozytor oraz autor ogólnopolskich projektów historyczno – artystycznych.

Konstanty Andrzej Kulka (po lewej), Jędrzejów, zdj. organizatorów

Twórcy projektu uznali, że biografia generała Fieldorfa to przykład pokolenia, które wywalczyło niepodległość w 1918 roku, a w kolejnych dekadach oddało życie w jej obronie. To legionista, który w latach 1919 – 1920 walczył w wojnie z Rosją bolszewicką, a następnie w dwudziestoleciu międzywojennym był oficerem Wojska Polskiego i działaczem promującym rozwój sportu. W czasie drugiej wojny światowej i okupacji znów walczył najpierw na froncie, a potem w konspiracji. To właśnie jemu powierzono utworzenie tajnej organizacji „Niepodległość”, znanej pod kryptonimem NIE, na wypadek zajęcia Polski przez Rosję sowiecką. Dwukrotnie aresztowany, najpierw przez NKWD, a potem przez UB, zginął po sfingowanym procesie. Mimo że już w 1958 roku całkowicie oczyszczono go z zarzutów, dotychczas IPN szuka miejsca jego pochówku.

- Generał Fieldorf to doskonała postać na podsumowanie projektu „Zrozumieć Niepodległą”, jaki zrealizowaliśmy z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Pokazuje, że należy stale interesować się i poznawać historię Polski, by zrozumieć, czym tak naprawdę jest dla nas niepodległość - przyznaje Robert Grudzień, twórca projektu. – Nie wystarczą obchody roku jubileuszowego, to zadanie na kolejnych wiele lat, bo zrozumieć Niepodległą nie da się tak prosto, jak rozwiązać matematyczne zadanie.

Wydarzenie zrealizowano przy pomocy finansowej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego, w ramach projektu Roberta Grudnia „Zrozumieć Niepodległą” – Spotkania z Historią i
Sztuką.

9 grudnia o 17.00 w Sanktuarium św. Ojca Pio w Warszawie wystąpią Olgierd Łukaszewicz – aktor, narrator, Konstanty Andrzej Kulka – skrzypce, Robert Grudzień – organy, piano.

informacja prasowa

niedziela, 12 sierpnia 2018

Janusz Kondratiuk: "Jak pies z kotem" /recenzja filmu/

Jak pies z kotem jest piękną opowieścią o tym, że mimo różnic, wieloletniego braku kontaktu i porozumienia, istnieje między braćmi mocna więź, wynikająca z pokrewieństwa i wspólnych przeżyć. I tylko to się liczy. Nie padają żadne wielkie słowa, a jednak wychodzimy z kina głęboko poruszeni.



Janusz Kondratiuk był dla mnie dotychczas przede wszystkim reżyserem jednego filmu: Dziewczyn do wzięcia (1972), a przecież zrealizował mnóstwo innych, a ponadto spektakle telewizyjne, seriale.. Jego ostatni film: Milion dolarów pojawił się na ekranach w 2010 roku i właściwie przeszedł bez echa. O wiele bardziej podobało mi się autorskie kino starszego brata reżysera - Andrzeja Kondratiuka: Słoneczny zegar, Wrzeciono czasu, Bar pod Młynkiem... A przecież i on był w powszechnej świadomości przede wszystkim reżyserem Hydrozagadki i Wniebowziętych (przy tym ostatnim współpracował zresztą z bratem). I oto po blisko ośmioletniej przerwie, a dwa lata po śmierci Andrzeja, Janusz Kondratiuk ponownie stanął za kamerą, by tym razem opowiedzieć historię rodzinną - swoją i brata. Film głęboko poruszający, bo opowiadający historię uniwersalną: o relacjach między rodzeństwem i o odchodzeniu.

W przypadku filmu tak osobistego istnieje niebezpieczeństwo, że emocje wezmą górę i zamiast sztuki wyjdzie z tego kicz. Januszowi Kondratiukowi nie tylko udało się tego uniknąć - stworzył dzieło skromne, a jednocześnie mądre i ważne, którego język opalizuje wieloma znaczeniami, począwszy od pierwszej sceny, a na ostatniej kończąc.

kadr z filmu Jak pies z kotem w reż. Janusza Kondratiuka
Ta pierwsza scena rozgrywa się w pamięci bohatera, granego przez Roberta Więckiewicza (porte parole reżysera): biegnie z bratem przez bezkresne pola Syberii, ale kiedy stają przed plantacją arbuzów, widzą zdechłego ptaka na metalowym ogrodzeniu (prawdopodobnie podłączonym do prądu), a uzbrojeni mężczyźni na koniach pilnują zbiorów. Rozczarowanie i strach przełamuje wtedy zabawna scena z samolotem, który ląduje nieopodal, a jeden z pasażerów kradnie arbuzy i ucieka przed ostrzałem, śmiejąc się jakby to był najlepszy żart. Chłopcy patrzą zaciekawieni, ale za chwilę muszą wracać. Starszy bierze rozczarowanego i zmęczonego malca na barana i niesie. To Andrzej i Janusz. Ten ostatni urodził się na Syberii w Ak-Bułak, gdzie wywieziono całą rodzinę Kondratiuków. W następnej scenie, rozgrywającej się we współczesności, dorosły Janusz stoi na tarasie domu i ze smakiem je arbuz, który przyniosła mu żona. Taki skrót myślowy, a ileż mówiący o relacjach między braćmi, o ich przeżyciach... Ale na tym nie koniec. Otóż ta początkowa scena została "zrymowana" z ostatnią, w której bracia (już dorośli) lecą takim samym samolotem, który widzieli na plantacji arbuzów i widać, w jak dobrej są komitywie - śmieją się, jak tamci piloci sprzed lat, jakby zrobili wspaniałego psikusa pilnującym - wymknęli się im.

Robert Więckiewicz (Janusz) i Iga (Aleksandra Konieczna), fot. prasowa
Pomiędzy tymi scenami rozgrywa się akcja filmu Jak pies z kotem, ukazująca nie tylko perypetie związane z opieką nad sparaliżowanym po wylewie starszym bratem i jego wyobcowaną żoną. Reżyser próbuje również ukazać świat chorego: jego lęki, obsesje, wizje... To sprawia, że nie jest to tylko opowieść o podjętym heroicznie trudzie opieki nad ciężko chorym, ale również próba "ufilmowienia" przeżyć, nadania im cech uniwersalnej opowieści, a także zdobycie dystansu wobec samego siebie. Kiedyś to starszy brat opiekował się młodszym, mimo że nie było to łatwe w tamtych okolicznościach, a poza tym zawsze byli tak odmienni. Teraz role się odwróciły. To starszy brat jest bezradny i zdany na młodszego, a ten robi wraz z żoną wszystko, by mu pomóc w trudnych chwilach, nie dając przy tym odczuć, że jest ciężarem. Tylko dorosłe dzieci, które przyjeżdżają na chwilę, aby się zobaczyć z rodzicami i stryjem, są zdania, że "tak się nie robi", że należałoby znaleźć stosowny ośrodek. Żegnając się z nimi na dworcu bohater grany przez Więckiewicza mówi wtedy nieco ironicznie: "No tak, teraz przynajmniej wiem, co mnie czeka".

Bożena Stachura (Beata) i Robert Więckiewicz (Janusz)
Warto jeszcze podkreślić, że zarówno sama opowieść, jak też jej strona wizualna nie byłyby tak sugestywne i znakomite, gdyby nie wspaniała obsada aktorska. Olgierd Łukaszewicz w roli Andrzeja miał niezwykle trudne zadanie aktorskie: unieruchomiony, w pampersie, z napadami lęków i agresji na przemian, z przypływami świadomości, a czasami pogrążonego bez reszty w swoim świecie - jest w interpretacji znakomitego aktora pełnowymiarowym człowiekiem, cierpiącym i zasługującym na miłość i szacunek, bez żadnej czułostkowości. Niezwykle wzruszającą postać stworzył na ekranie Robert Więckiewicz, grający Janusza - niezbyt wylewny w uczuciach, a przy tym empatyczny, wrażliwy, bardzo z bratem związany, mimo różnych zawirowań - wspaniale zagrany, budzi szacunek i wzrusza. Dzielnie wtórują mu dwie postaci kobiece: anielsko cierpliwa i dobra żona Beata (Bożena Stachura) i kompletnie zagubiona, cierpiąca na chorobę alkoholową, omotana przez siostrę - Iga (Aleksandra Konieczna). Ta ostatnia również znajduje w bracie męża oparcie.

Olgierd Łukaszewicz jako Andrzej, fot. prasowa

Jak pies z kotem jest piękną opowieścią o tym, że mimo różnic, wieloletniego braku kontaktów i porozumienia, istnieje między braćmi mocna więź, wynikająca z pokrewieństwa i wspólnych przeżyć. I tylko to się liczy. Nie padają żadne wielkie słowa, a jednak wychodzimy z kina głęboko poruszeni.

Robert Więckiewicz (Janusz) i Olgierd Łukaszewicz (Andrzej), ostatnia scena filmu
ocena: 8/10

Film będzie miał polską premierę 19 października 2018 roku.

poniedziałek, 30 października 2017

WROSTJA 2013: Rozważania o sztuce aktorskiej

Tegoroczne, 47.  Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora, skłaniają przede wszystkim do refleksji na temat sztuki aktorskiej i roli teatru. A ponieważ jest to temat niemal nieobecny we współczesnych teatralnych trendach, toteż jemu chciałabym poświęcić swoje pofestiwalowe rozważania.

logo 2013

Odniosę się przy tym do trzech prezentowanych podczas WROSTJA monodramów: Olgierda Łukaszewicza „A kaz tyz ta Polska, a kaz ta”, Zdzisława Kuźniara „Ja, Feuerbach” oraz – w zupełnie innej tonacji – Jerzego Pala „Kolega Mela Gibsona”. 

Polskę współczesną twórzcie („Wyzwolenie”) - Komendant Sceny Narodowej


Olgierd Łukaszewicz w monodramie A kaz tyz ta Polska, a kaz ta, fot.M. Szwed

Cytat z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego w tytule monodramu Olgierda Łukaszewicza wskazuje na jego problematykę. W istocie spektakl jest inteligentną kompilacją kilku tekstów autora „Wyzwolenia”. Mimo upływu lat, brzmią one niezwykle współcześnie. Dodajmy, że jest to monodram w pełni autorski – Olgierd Łukaszewicz jest autorem scenariusza, reżyserem, odtwórcą głównej roli: Komedianta Narodowej Sceny.  Może należałoby przypomnieć, że „Wyzwolenie” jest – podobnie jak wcześniejsze o rok „Wesele” – diagnozą Polski, brzmiącą nad wyraz aktualnie… Spektakl ukazuje rozpaczliwą sytuację narodu rozdartego, podzielonego na skłócone warstwy, klasy, stronnictwa, ideologie, które zwalczają się nawzajem, lecz nie posiadają żadnego konkretnego programu przemian. Prawda, że brzmi współcześnie? 
Olgierd Łukaszewicz jako Komediant Narodowej Sceny, ubrany w błazeńską czapkę z gazet, którymi usłany jest także stół, sugeruje w ten sposób, jak istotną, a zarazem destrukcyjną rolę odgrywa w życiu Polaków prasa, która „mąci narodową kadź”. Wiersz Wyspiańskiego płynie ze sceny jak potężna fala, która wobec zalewu atakującej nas zewsząd mowy potocznej, często prymitywnej i wulgarnej, działa na widza elektryzująco. Trwający ponad godzinę monodram Olgierda Łukaszewicza, którym artysta uczcił 45-lecie swojej obecności na scenie, widzowie obejrzeli w jakimś niezwykłym skupieniu. Myślę, że wszyscy tęsknimy za takim teatrem, który przemawia do nas dobrym i mądrym ojczystym językiem i mówi o sprawach ważnych dla każdego. Takiego teatru brakuje obecnie na tzw. zawodowych scenach dotkliwie, toteż oklaskom nie było końca.

„Ja, Feuerbach” – dramat starego aktora 


Zdzisław Kuźniar w monodramie Ja, Feuerbach, fot. M. Szwed

Monodram w wykonaniu 82-letniego artysty – Zdzisława Kuźniara – zdaje się być sztuką napisaną właśnie dla starego aktora, zarazem jednak to spektakl wymagający od wykonawcy bardzo wiele, szczególnie jeśli pamiętamy znakomitego poprzednika, Tadeusza Łomnickiego (znacznie wówczas młodszego), który również sięgnął po ten dramat. „Ja, Feuerbach” Tankreda Dorsta jest sztuką, której akcja rozgrywa się na pustej teatralnej scenie: sławny aktor – Feuerbach – chce wrócić do zawodu po latach przerwy spowodowanej załamaniem nerwowym. Przychodzi więc na przesłuchanie, ale zamiast znajomego reżysera, pana Lettau, spotyka jego asystenta, który należy już do innego pokolenia i który zdaje się nie rozumieć problemów naszego bohatera. Stary wrażliwy aktor, pragnący za wszelką cenę powrócić na scenę i obojętny, żeby nie powiedzieć: cyniczny asystent reżysera, będący de facto przedstawicielem „nowego świata”, którego stary człowiek nie jest częścią, lecz raczej przeciwieństwem. Zdzisław Kuźniar zagrał tę rolę wspaniale, ponieważ był prawdziwy – był sobą. Świadczą o tym m.in. cytaty z jego własnych ról, jak choćby rola Kantora ze „Sztukmistrza z Lublina”. Tamten Kuźniar, sprzed wielu lat, śpiewał „Chwalmy Pana” wspaniałym, potężnym barytonem, obecny – nie ma już siły tamtego. Ta konfrontacja z samym sobą jest doświadczeniem bardzo przejmującym, bo dotyczy w gruncie rzeczy każdego z nas… Sam aktor zdaje się tak właśnie traktować tę rolę:
"Ja Feuerbach" to nie jest sztuka o aktorze-dziwaku - powiada. To jest sztuka o Nas. Granice szaleństwa są płynne i trudno określić, czyja nadwrażliwość jest kontrolowana. I nie słowa są tu najważniejsze, ale to, czy widz uczestniczy w tym, co dzieje się w człowieku – aktorze po drugiej stronie sceny”.

"Kolega Mela Gibsona”, czyli wieczny aktor 


Jerzy Pal w monodramie Kolega Mela Gibsoba, fot. M. Szwed

Monodram Jerzego Pala również ma charakter autotematyczny, tym razem jednak mamy do czynienia z komedią, miast dramatu. Znakomicie zinterpretowany tekst Tomasza Jachimka żartobliwie, a niekiedy satyrycznie, przedstawia kondycję aktora, który nie może przestać grać, nawet gdy jego jedynym widzem jest … komisarz policji. Przez ponad dwadzieścia lat bohater grał Cyrana de Bergeraca, zażywając przy tym sławy prowincjonalnego aktora (udzielanie wywiadów lokalnym gazetom, rozdawanie autografów, chałtury dla Polonii itd). Ostatecznie dyrektor teatru pozbywa się tego „aktora jednej roli” i wtedy okazuje się, że nasz bohater bez grania żyć nie umie i nie może. Postanawia więc zrealizować samodzielny i dający pieniężne profity „projekt” (jakbyśmy to dziś określili), a mianowicie… postanawia zagrać napaść na kantor. Układa (z trudem) scenariusz swojej roli, ćwiczy regularnie i do bólu, wreszcie – pełen tremy (jak każdy aktor przed wyjściem na scenę) wchodzi do kantoru i wypowiada sakramentalne „To jest napad”. I cóż się okazuje? Kiedy zwątpił, czy ktoś go jeszcze pamięta z teatralnych ról, kasjerka w kantorze wyznaje mu, że kochała się w nim będąc podlotkiem, gdy grał rolę de Bergeraca. Na takie dictum nasz wzruszony artysta obdarza ją obszerną dedykacją na swoim zdjęciu, podczas gdy ona pakuje walutę do jego kufra. Reszty można się domyślić. Jerzy Pal – aktor o emploi Szwejka – fantastycznie i jak kameleon przedzierzgał się w rozmaite role, zabawnie je przy tym komentując. I mimo iż publiczność, w tym niżej podpisana, śmiała się do rozpuku, przez cały czas trwania sztuki pozostaliśmy w przeświadczeniu, iż jej komediowa powierzchnia skrywa wiele mądrych obserwacji dotyczących zawodu aktora.

Pozostaje wyrazić wdzięczność Organizatorom WROSTJA oraz ich Gościom za te chwile refleksji i radości, które nam podarowali po raz kolejny. Pozostawili też poczucie niedosytu oraz nadzieję, że za rok aktorzy i prezentowane przez nich monodramy pozwolą na nowo uwierzyć, że teatr nadal jest sztuką, w której chodzi o coś ważnego dla aktora i dla widza.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu PIK

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty