Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 grudnia 2017

Krystyna Sienkiewicz: Komediantka liryczna /recenzja książki/

W atrakcyjnie napisanej biografii Grzegorza Ćwiertniewicza, poświęconej Krystynie Sienkiewicz, możemy poznać tę wspaniałą, niepowtarzalną aktorkę jeszcze lepiej i żałować, że polska Giulietta Masina nie trafiła na swojego Felliniego.
 
Wydawnictwo Marginesy
Wydawnictwie Marginesy ukazała się obszerna biografia Krystyny Sienkiewicz - wszechstronnej aktorki o zacięciu komediowym, która obchodzi w tym roku podwójny jubileusz: sześćdziesięciolecie pracy artystycznej oraz osiemdziesiąte urodziny. Nazwana przez Krzysztofa Teodora Toeplitza "różowym zjawiskiem STS-u", zaczynała swoją karierę jeszcze wcześniej, nim trafiła do teatru satyryków, statystując w filmie Leonarda Buczkowskiego "Sprawa pilota Maresza" (1955). Jednak to właśnie Studencki Teatr Satyryków stał się dla studentki Akademii Sztuk Pięknych szkołą aktorstwa estradowego, która ukształtowała nie tylko jej wizerunek sceniczny "komediantki lirycznej", ale również wprowadziła ją w krąg ówczesnych elit intelektualnych. 
 
Kabaret Olgi Lopinskiej, skan
Autor biografii  - Grzegorz Ćwiertniewicz nie tylko bardzo rzetelnie dokumentuje i opisuje rozliczne role filmowe, kabaretowe i teatralne zacnej Jubilatki, ale wprowadza nas także za kulisy - pozwala wejść w prywatność Krystyny Sienkiewicz, która dzięki temu jawi się nie tylko jako "kobieta sukcesu" - uzdolniona, piękna i kochana, ale również jako krucha istota, pozbawiona prawdziwego dzieciństwa, stwarzająca sobie jego namiastki. Chociaż sama artystka wpuściła nas niejako do swego intymnego świata, publikując autobiograficzą opowieść "Cacko" - znakomicie zaprojektowaną, zilustrowaną bajecznie barwnymi pracami artystki, jak też znakomitymi fotografiami, to jednak monografia, o której mowa, jest po męsku precyzyjna i uporządkowana. Pozwala usystematyzować wiedzę o lubianej przez wszystkich bez wyjątku Pani Krysi. Znajdziemy w niej też liczne, nie publikowane dotąd fotografie, rysunki, zeskanowane dokumenty, usystematyzowane dane faktograficzne, nie mówiąc już o sprawach tak oczywistych, jak kalendarium.

Bachorstwo zamiast dzieciństwa

 
Mała Krysia z mamą i bratem Rysiem, skan
Bachorstwem zwykła nazywać swoje dzieciństwo Krystyna Sienkiewicz, cytując słowa Jeremiego Przybory, albowiem było ono bardzo traumatyczne. Rodzina Krystyny Sienkiewicz pochodzi spod Grodna - z Sopoćkiń, nie oszczędziły jej więc wojenne dramaty. Pamięć dzieciństwa zatarła się z czasem na skutek dziejowych traum. Rodzice - ludzie wykształceni i światli - otaczali ją miłością i poświęcali wiele czasu, szczególnie matka, po której - jak twierdzi pani Krystyna - odziedziczyła swoje talenty. Najpierw gestapowcy aresztowali ojca - Edwarda Sienkiewicza, który przebywał następnie w obozach koncentracyjnych i nigdy już nie powrócił. A w 1944 roku zmarła matka Krystyny - Anna. Dziewięcioletnią dziewczynką zaopiekowali się państwo Tarkowscy, a następnie stryjeczna siostra ojca - Janina Pieńkowska. Jej dom w Szczytnie stał się dla małej Krysi drugim domem rodzinnym. Brat Rysio pozostawał w tym czasie w warszawskim domu dziecka, ponieważ z powodu straszliwej biedy ciotka Pieńkowska nie mogła go wziąć do siebie. Z czasem dołączyła do brata, który bardzo za nią tęsknił i oboje zamieszkali w domu dziecka w Aleksandrowie Łódzkim. Jego kierownik, Władysław Birencwaig, zadbał o jej edukację. Pobyt w sierocińcu był krótki - zamieszkała u krewnych. Potem z Londynu odezwał się brat ojca - Mieczysław, który zaczął jej pomagać finansowo. Po ukończeniu liceum sztuk plastycznych Krystyna rozpoczęła studia na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Uczyła się świetnie i wkrótce dostrzeżono także jej delikatną urodę. Role filmowe, okres STS-u - jej kariera potoczyła się błyskawicznie.

Życie osobiste i kariera

 
z Kalina Jędrusik, Lekarstwo na miłość, skan
Grzegorz Ćwiertniewicz opisuje szczegółowo przyjaźnie, a także miłości Krystyny Sienkiewicz, jej małżeństwa oraz "wicie gniazd", jak to nazywa aktorka, pragnąca odtworzyć utracone rodzinne gniazdo. Mając rozliczne talenty i będąc osobą o niezwykle twórczej wyobraźni, jest przy tym bardzo konsekwentna i udaje się jej stworzyć takie magiczne miejsca, wypełnione własnoręcznie zrobionymi bibelotami, namalowanymi przez siebie obrazami, starannie dobranymi secesyjnymi sprzętami... Przede wszystkim jest to przestrzeń, do której każdy jest zaproszony, w której znajduje nie tylko piękno, ale także ciepło i życzliwość.

Opis osobistego życia artystki splata się z jej życiem scenicznym - począwszy od pierwszych ról w filmach Leonarda Buczkowskiego, poprzez liczne programy STS-u, spektakle telewizyjne, w tym niezapomniany "Apetyt na czereśnie" Agnieszki Osieckiej, niezwykle popularne kabarety, m.in. Starszych Panów i Olgi Lipińskiej, aż po seriale i recitale ("Śmiechoterapia"). Jeszcze w 2013 roku Krystyna Sienkiewicz wystąpiła w spektaklu teatralnym w reżyserii Dariusza Taraszkiewicza "Harold i Matylda", a także wydała autobiografię. Żywotność i aktywność Krystyny Sienkiewicz, mimo ukończonych osiemdziesięciu lat, jest doprawdy imponująca, zważywszy jej problemy ze zdrowiem. 
 
Krystyna z psem, kotem i lalką/skan
W atrakcyjnie napisanej biografii Grzegorza Ćwiertniewicza możemy poznać tę wspaniałą, niepowtarzalną aktorkę jeszcze lepiej. Mimo tylu ról pozostaje niedosyt, że nasza polska Giulietta Masina nie natrafiła na swego Felliniego. Ale i tak kochamy i podziwiamy panią Krystynę wszyscy, bez wyjątku.


Książka Grzegorza Ćwiertniewicza "Krystyna Sienkiewicz. Różowe zjawisko" ukazała się w Wydawnictwie Marginesy.

Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w grudniu 2015 roku.

Dedykacja Artystki na stronie książki biograficznej "Krystyna Sienkiewicz"


czwartek, 14 grudnia 2017

Julia Fiedorczuk: "Nieważkość" /recenzja książki/

"Nieważkość" Julii Fiedorczuk jest opowieścią o trzech kobietach, które łączą traumatyczne doświadczenia dzieciństwa. Wprowadzają je w swoisty stan nieważkości - oderwania od rzeczywistości. Pisarka opowiada tę historię za pomocą zmysłowych, a czasem pełnych poezji obrazów.

Wydawnictwo Marginesy

Prolog - gwałt i dominacja


Powieść rozpoczyna scena przedstawiająca akt miłosny, w którym relacje między mężczyzną a kobietą mają cechy dominacji, są rodzajem gwałtu. Kobieta ostatecznie przyzwala na to, ale nie zmienia to faktu, że jest ofiarą. Potwierdza to niejako opinię pisarki, która w jednym z wywiadów powiedziała:

Obawiam się, że trauma przeżywana przez kobiety w związku z ich płcią to doświadczenie bardzo powszechne, może wręcz uniwersalne. Choć rzeczy, które mówię o przemocy, często spotykają się z gwałtowną krytyką, to jednak upieram się przy twierdzeniu, że przemoc jest w jakimś sensie płciowa, to znaczy, że zwraca się ze strony tego, co męskie, przeciwko temu, co niemęskie.

Tak się właśnie dzieje w życiu trzech bohaterek: Zuzanny, Heleny i Ewy. Trzy różne losy, osobowości, a jednak łączą je nie tylko traumatyczne wydarzenia sprzed lat: przemoc i śmierć. Łączy je także tytułowy stan nieważkości, w którym żyją, zawieszone niejako pomiędzy snami, wyobrażeniami i myślami o przeszłości.

Życie w retrospekcjach - zaduma nad ludzkim losem


Losy bohaterek poznajemy poprzez retrospekcje. Wszystkie one są zanurzone w przeszłości i traktują teraźniejszość jako konieczność, "listę zadań", które należy wykonać. Ich myśli krążą natomiast wokół dzieciństwa i wczesnej młodości, ukazując wpływ relacji rodzinnych i środowiska na ukształtowanie osobowości bohaterek.

Zuzanna ma sfrustrowaną matkę i ambitnego ojca robiącego karierę, której podporządkowane jest życie całej rodziny. Helena ma dominującą, ale i kochającą matkę - jest więc bardziej pewna siebie, choć "osobna". Ewa zaś to dziecko upośledzone, a zarazem pełne fantazji, które wychowuje się w rodzinie dysfunkcyjnej i niepełnej. Ważną rolę w życiu dziewczynek odegra Mirek - syn samotnej matki, obcy i odrzucony przez miejscową społeczność.

Wszystkie doświadczają pewnego rodzaju przemocy seksualnej, choć w przypadku Heleny jest to niechciany pocałunek, a Ewy - groźba gwałtu, do którego jednak nie dochodzi. Najbardziej zaciąży na ich życiu dramatyczna śmierć chłopca. Każda z nich na swój sposób czuje się temu winna i kładzie się to cieniem na całym ich życiu. 

Jakie to dziwne - czytamy we fragmencie powieści -  że każdemu przypada tylko jeden los i że kiedy już się ma ten jeden los, to nie można mieć żadnego innego. Jakie to dziwne,
że trzeba zawsze być jedną i tą samą osobą: albo Heleną, albo Zuzanną, nigdy obydwiema, dziwne i niesprawiedliwe. Albo że jak się zostało Mirkiem, to już nie ma wyjścia i trzeba nim być do końca, a nawet jeszcze trochę dłużej, nawet jeszcze po śmierci.

Czas narracji jako nierozerwalna mieszanina przeszłości i teraźniejszości


Powieść pozbawiona jest tradycyjnej  chronologii. Rozpoczyna ją Prolog datowany na 1971 rok, po którym następują symbolicznie zatytułowane rozdziały: dziejący się w teraźniejszości (2013 rok) "Słońce wschodzi", będący rodzajem ekspozycji, choć i tutaj pojawiają się sceny retrospekcji. Kolejne to "Rzeka", którego akcja rozgrywa się w latach 1987 - 1988, następnie "Droga", gdzie czasy wyraźnie się mieszają, obejmując  lata 1992 - 2002/2013. W ostatnim rozdziale - "Rybacy" - powracamy do roku 2013, ale już mocno określonego przez przeszłość, o której wiemy o wiele więcej. Na koniec - Postscriptum rozgrywające się w przeszłości (1987 rok), które jest rodzajem dopełnienia naszej wiedzy o trzeciej z bohaterek, a zarazem uchyla rąbka tajemnicy, która dotyczy ich wszystkich i odnosi się do tytułowej nieważkości.

Taka konstrukcja czasu wydarzeń nie tylko je w pewien sposób porządkuje, ale przede wszystkim uświadamia, że życie bohaterek, każde życie, jest nierozerwalną mieszaniną teraźniejszości i przeszłości i że przeszłość bywa dominująca, podczas gdy teraźniejszość jest rodzajem trwania.

Jak biblijna przypowieść


Powieść opatrzona została ewangelicznym mottem:

Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili.

Odpowiedź została użyta w ironicznym kontekście, w pierwszym rozdziale:

Uczynię was rybakami ludzi – ni z tego, ni z owego przypomniał jej się tytuł obrazu młodej artystki, której portfolio przeglądała jakiś czas temu. Efekt miał być chyba ironiczny.Jezus jako specjalista od reklamy?

Później jednak, kiedy Zuzanna postanawia pójść za przykładem Daniela i zostawić pracę w firmie, słowa o powołaniu nabierają pierwotnego sensu. Zresztą, same imiona bohaterów przywodzą na myśl historię Zuzanny i starców z Księgi Daniela, w której właśnie Daniel przywraca niewinnie oskarżonej kobiecie godność, daje nowe życie. Tak też się dzieje z Zuzanną powieściową. 
Dzięki owym nawiązaniom historia zyskuje cechy przypowieści o ludzkim losie, o istocie prawdziwego  powołania, bez którego człowiek czuje się zagubiony i łatwo podlega manipulacjom.

Obrazowy, poetycki język


Narracja trzech kobiet jest zindywidualizowana, ma jednak jedną cechę wspólną. Jest nią język obrazowy i poetycki.

Zuzanna mówi językiem, którego nauczyła się na szkoleniach firmy, ale jest to rodzaj skorupy albo maski, pod którą skrywają się jej prawdziwe myśli i obrazy:

– Tak, tak – odpowiedziała pospiesznie. – Reprezentuję Agencję Kreatywną Time’s Arrow. – Lalka miała plastikowe powieki, które otwierały się albo zamykały w zależności od
pozycji  jej ciała. Sztywne włosy sterczały na wszystkie strony i drapały jak szczotka. Blaszane pudełko z przyborami do szycia stało w komórce za zasłonką. Zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu wizytówki. – Chwileczkę, chwileczkę – mówiła. – O, jest. – Kosmyk po kosmyku obcinała lalce włosy. Twarde, twarde włosy. – Jesteśmy międzynarodową firmą specjalizującą się w reklamowaniu nowoczesnego sprzętu elektronicznego i  innych innowacyjnych rozwiązań. Współpracujemy z Europejską Federacją Ekologiczną... – „Aaa, aaa”, dziewczynka kołysała łysą lalkę. „Nie przeżyję kolejnej zimy na tym wygwizdowie”, powiedziała matka. – Poszukujemy młodych zdolnych artystów do współpracy przy dużej kampanii reklamowej planowanej na przyszły rok. Cenimy oryginalność. Odważną wyobraźnię. Gotowość do działania poza schematami.

Hanna myśli i mówi krótkimi, urywanymi frazami, które mieszają się z poetyckimi obrazami, gdy zaczyna marzyć:
Lubiła słowo „uporządkować”. Porządek.  Już samo powtarzanie tego słowa przynosiło jej ulgę, chaos rozstępował się jak Morze Czerwone i Helena przechodziła suchą stopą na drugą stronę minuty, godziny, dnia, skreślając kolejne punkty i obserwując progresję czasu ku tej jednej wieczornej godzinie, kiedy dziewczynka już zaśnie, a ona będzie mogła wyjść do ogródka i gapić się na zmierzch.

Ewa, niedorozwinięta dziewczynka, żyje w swoim świecie, do którego nikt nie ma dostępu. Jej język jest zupełnie inny - zmysłowy i obrazowy:

Myślała o wolności. O niebie, które będzie miała tylko dla siebie. O soczystych kiściach dojrzałej jarzębiny. O dzikich słonecznikach nad rzeką. O pluciu. O czystym chłodnym wietrze. O  słońcu. O  tych rzeczach myślała Ewka, która myślała.

Sama narracja bywa cudownie poetycka - co i rusz daje o sobie znać fakt, że Julia Fiedorczuk jest poza wszystkim poetką:

Wreszcie słońce zanurkowało w głąb nieba, zostawiając za sobą żółte i różowe plamy. Niepokój się rozproszył i drzewa znowu były tylko drzewami.


Narracja powieści ma ponadto pewne cechy montażu filmowego. Pewne sceny łączy jakiś przedmiot albo element pejzażu. Wiadomość o śmierci matki dociera do Hanny, gdy ta znajduje się w ogrodzie, gdzie bezskutecznie próbuje otulić zmarznięte ciało kocem. Od tej sceny następuje przejście do parku, gdzie umierająca alkoholiczka Ewa wykonuje podobny gest.

Powieść Julii Fiedorczuk to napisana obrazowym, zmysłowym językiem opowieść o ludzkim losie, o zafiksowaniu w czasie minionym, a także o poszukiwaniu wolności i dorastaniu do prawdziwego życia - tu i teraz. 

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w kwietniu 2015 roku.

Wywiad z Julią Fiedorczuk: "Literatura pozwala wniknąć w tajemnicę" - pod tym linkiem.


niedziela, 3 grudnia 2017

Anna Mieszkowska: "Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej" /recenzja książki/

Trzecia książka Anny Mieszkowskiej o Irenie Sendlerowej zawiera nie tylko najpełniejszy portret tej niezwykłej kobiety. Jest także zapisem ludzkich biografii - zarówno ocalonych, jak i tych, którzy nie przeżyli.

Anna Mieszkowska, Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej, Wydawnictwo Marginesy

 Historia prawdziwa


Starannie opracowane wydanie biografii tej niezwykłej postaci, które ukazało się pod wiele mówiącym tytułem "Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej", rozpoczyna odręczna dedykacja samej bohaterki:

Książkę tę poświęcam pamięci wszystkich moich współpracowników, którzy pomagali mi w ratowaniu dzieci z getta.
                              Irena Sendlerowa ps. "Jolanta", kwiecień 2004 r.

I rzeczywiście jest to książka, dzięki której poznajemy nie tylko życiorys tytułowej bohaterki, ale także przywołane są historie współuczestników dziejów Ireny Sendlerowej: przodków, rodziców, mężów, dzieci - własnych i uratowanych z Holokaustu, przyjaciół, współpracowników... 
Autorka biografii miała szczęście poznać swoją bohaterkę osobiście (wspomina o tym w udzielonym nam wywiadzie), co zaowocowało trzema książkami, z których każda uruchamiała jakieś nowe wątki, pojawiające się w wyniku jej lektury. Co więcej, zaczęli się pojawiać nowi ludzie, którzy po przeczytaniu książki odnajdywali własne, często skomplikowane, losy, a także tacy, których tak historia po prostu urzekła. Tak było m.in. w przypadku amerykańskich uczennic, które napisały o Irenie Sendlerowej sztukę teatralną, a także zrobiły wszystko, aby spotkać się z nią, co przecież nie było wcale proste. Ich wizyta i jej medialne nagłośnienie nadały sprawie Ireny Sendlerowej światowy rozgłos. A także stały się dla Anny Mieszkowskiej impulsem do napisania biografii.

Irena Sendlerowa z Anną Mieszkowską/skan

Jaka była Irena Sendlerowa


Już na samym jej wstępie znajdziemy zapis świadczący o tym , jak fascynująca to była osoba:

Moje pierwsze wrażenie z wizyty u Ireny Sendlerowej: umie słuchać! Ma wewnętrzny spokój i cierpliwość do wielu odwiedzających ją osób. Otwarta, serdeczna. Zawsze uśmiechnięta, mimo wielu dolegliwości wieku podeszłego.
Biografia Anny Mieszkowskiej zawiera - o ile to możliwe - kompletny portret Ireny Sendlerowej - począwszy od dnia narodzin. Dzięki temu możemy zrozumieć, że taki heroizm i oddanie ludziom nie biorą się znikąd. To właśnie dom rodzinny ukształtował taką osobowość. W szczególności zaś ojciec - Stanisław Krzyżanowski - lekarz społecznik, bardzo zaangażowany w działalność niepodległościową. Irena Sendlerowa wspomina, że jej dom rodzinny zawsze był otwarty na potrzebujących. Biednych ojciec leczył bezpłatnie. Niestety, zaraził się od chorych tyfusem plamistym i zmarł, kiedy mała Irenka miała zaledwie siedem lat. Już wówczas doznała wraz z matką wielkiej życzliwości od gminy żydowskiej, która pamiętając ofiarność i dobroć lekarza, zaoferowała pani Krzyżanowskiej pomoc finansową na kształcenie córki. Nie skorzystała z niej wprawdzie, ale zapamiętała ten gest. Podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim Irena tak skutecznie protestowała przeciwko antysemickim zachowaniom, że została zawieszona w prawach studenckich. Ujął się za nią dopiero prof. Tadeusz Kotarbiński i dzięki niemu mogła ukończyć pisanie pracy magisterskiej u Wacława Borowego.

Irena Sendlerowa w różnych okresach życia

Począwszy od pierwszej pracy zawodowej, zawsze służyła ludziom. Początkowo w Obywatelskim Komitecie Pomocy Społecznej, później - w Wydziale Opieki. Miała więc już bogate doświadczenie, kiedy podczas okupacji organizowała wraz z innymi pomoc potrzebującym, przede wszystkim w getcie. Działały tam tzw. komitety domowe i koła młodzieży. Miały pobudzać wolę działania i spełniły szczególnie ważną rolę, gdy sytuacja w getcie stała się naprawdę trudna. Jak dowiadujemy się od pani Ireny, w nieustannej grozie, rozpaczy, bólu, lęku o darowanie każdej minuty dnia i nocy - stały się miejscem oddechu, oazy, walki o godność człowieka, wiary w lepsze jutro (...), wiary w Człowieka.

Przy tej okazji Irena Sendlerowa wspomina wielu szlachetnych ludzi, którzy tworzyli takie enklawy. Należała do nich m.in.  Ewa Rechman, nie tylko wybitna slawistka, rokująca wspaniałą przyszłość naukową, ale także działaczka społeczna, która z wielką pasją pomagała ludziom. Zamknięta wraz z innymi w murach getta, odmówiła przejścia na aryjską stronę, ponieważ nie chciała nikogo narażać. Dla Ireny Sendlerowej pozostanie w pamięci jako piękna, bogata dusza. Takich osób pojawia się na kartach książki o wiele więcej więcej, zgodnie z tym, co czytamy w dedykacji.
Pani Irena była bardzo skromna. Przez wiele lat milczała. Nie lubiła też, gdy ją nazywano bohaterką. Po raz pierwszy napisała o swojej działalności podczas okupacji niemieckiej w dwudziestą rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Dokument ten, podobnie jak wiele innych, znalazł się w książce Anny Mieszkowskiej. Jest wśród nich potwierdzenie Żydowskiego Instytutu Historycznego, w którym czytamy m.in.:
Irena Sendlerowa w swojej bezinteresownej i humanitarnej działalności niesienia pomocy prześladowanym Żydom i ratowania od śmierci dzieci żydowskich narażała bezustannie swe życie i życie swoich najbliższych.

Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej ukazuje się - jak czytamy we wstępie - w 71. rocznicę aresztowania przez gestapo siostry "Jolanty" i 72. rocznicę powstania Żegoty, których celem było niesienie pomocy prześladowanym przez Niemców Żydom.

W październiku 1943 r.  - w dniu swoich imienin - została aresztowana. Przesłuchiwana i torturowana w więzieniu na Pawiaku - nie wydała nikogo. Kiedy zapadł wyrok śmierci, wydawało się, że to już koniec. A jednak została przez Żegotę wykupiona za dużą łapówkę i puszczona wolno. Oczywiście, od tej pory musiała się ukrywać, ale mimo to nie zaprzestała działalności konspiracyjnej. Podczas Powstania Warszawskiego pracowała jako sanitariuszka. Opisuje nie tylko pochodzące z tego okresu sceny dantejskie, ale również i taką ewangeliczną scenę:

Pamiętam ostatnią wojenną Wigilię. Siedzieliśmy wszyscy przy skromnej kolacji, gdy świąteczny nastrój przerwało walenie do drzwi. Przyszedł kompletnie pijany ranny Niemiec. Nie pytaliśmy, dlaczego jest ranny. Doktor Skokowska i ja zajęłyśmy się nim. Po opatrzeniu jego ran Stefan Zgrzembski wyprowadził go daleko od naszego domu. A my zabraliśmy się do zacierania śladów jego obecności - trzeba było wyszorować zakrwawioną podłogę.
Po wojnie Irena Sendlerowa podjęła pracę w Wydziale Zdrowia i Opieki Społecznej. Cała Warszawa leżała w gruzach i trzeba było powracającym ludziom dostarczać minimum środków do życia. Tworzyła wraz z innymi pogotowia opiekuńcze dla dzieci, najczęściej sierot wałęsających się po ulicach. Ale także organizowano pomoc dla dorosłych, którzy po tragicznych przeżyciach wojennych bardzo jej potrzebowali. Pani Irena wspomina m.in. o tym, jak zorganizowała w Henrykowie pod Warszawą, w prowadzonym przed wojną zakładzie dla upadłych dziewcząt, zakład dla tzw. gruzinek (dziewcząt, które mieszkały na gruzach i żyły z prostytucji.

Naszym zadaniem - wspomina - było zwrócić im względnie normalną młodość, pokochać je i otoczyć wielką czułością. (...) Wojna zabrała im najlepsze lata. Osierociła i zdeprawowała,  Pobyt w naszym zakładzie był dla nich ogromną szansą  na powrót do normalnego zycia, Drogą do tego celu była nauka i praca.

Już choćby ten krótki fragment ukazuje, jaką była osobą - czułą, serdeczną i dobrą, mimo trudnych okupacyjnych przeżyć. Nic więc dziwnego, że tylu osobom zapisała się we wdzięcznej pamięci.

Pamięć o Irenie Sendlerowej


Irena Sendlerowa z Mieszkowska_zdj_Andrzej Rybczynski
Sama pani Irena bardzo bolała nad brakiem pamięci o najbardziej zasłużonych dla ratowania Żydów w czasie okupacji. Poświęciła im piękne wspomnienia, m.in. Julianowi i Helenie Grobelnym. Możemy także dowiedzieć się, jak pamiętają Irenę Sendlerową ludzie. Zarówno przez nią uratowani, jak i ci, którzy mieli szczęście spotkać ją w swoim życiu w lepszych okolicznościach. Ci pierwsi - często po raz pierwszy - odsłaniają się, ukazując najboleśniejsze traumy. Jeden ze świadków - historyk Jerzy Korczak tak ją zapamiętał:

Drobna, niewysoka, o krótkich gładko uczesanych włosach, zawsze skromnie ubrana, idealnie wtopiona w pejzaż okupacyjnej warszawskiej ulicy. Tylko ci, co zetknęli się z nią bliżej, mogli w jej wyglądzie dopatrzyć się jakichś cech szczególnych. Na pewno oczy. Duże, jasne, zawsze z uwagą wpatrzone w rozmówcę, Od jej właściwej decyzji zależało wszystko - ukrycie zaszczutej istoty, dobrze dobrane papiery, mądrze wymyślony życiorys. 

Kochana i podziwiana, do końca swojego długiego życia była odwiedzana przez wielu. Oprócz licznych, zgromadzonych w starannie wydanej biografii, dokumentów, odnajdziemy także listę szkół noszących imię Ireny Sendlerowej, z których trzy znajdują się w Niemczech.

W książce Anny Mieszkowskiej, która jest świadectwem pięknego życia, można znaleźć prawdziwe skarby, które dają nadzieję.

Książka Anny Mieszkowskiej ukazała się 24 września 2014 roku w Wydawnictwie Marginesy.
Recenzja została pierwotnie opublikowana na portalu Kulturaonline 


Wywiad z autorką można znaleźć pod tym linkie.

sobota, 4 listopada 2017

Jak być kochanym? Mariola Pryzwan: "Cześć, starenia! Cybulski we wspomnieniach" /recenzja/

Książka Marioli Pryzwan o Zbigniewie Cybulskim zawiera aż 72 wspomnienia o tym wybitnym aktorze. Ponadto - jego listy oraz liczne zdjęcia, niektóre opublikowane po raz pierwszy.

Wydawnictwo Marginesy

Starannie wydany przez Wydawnictwo Marginesy tom ukazuje się dokładnie dziesięć lat po pierwszym wydaniu i został wzbogacony o nowe wspomnienia, m.in. Joanny Jędryki, Magdaleny Zawadzkiej< Jerzego Antczaka, Stanisława Lenartowicza, a także ciotecznego brata Zbigniewa - Wojciecha Jaruzelskiego, dzięki któremu odkrywa się przed czytelnikami mało znany okres w życiu aktora - jego dzieciństwo, spędzone w majątku Kniaże na Kresach, należącym do dziadków oraz dramatyczne przeżycia wojenne.

Zbyszka Cybulskiego portret zwielokrotniony

Z czasów Bim-Bomu pochodzi przytoczony przez kolegę aktora - Andrzeja Cybulskiego (zbieżność nazwisk przypadkowa) taki oto życiorys Zbyszka:

Urodził się w dżinsach i kufajce. Matka, zobaczywszy dziecię, powiedziała: "Mój Boże, on chyba będzie inny". Prorocze słowa. (...) Pastuszkowie jego wzorem zaczęli ubierać dżinsy i kufajki. Potem przyszła wojna. Pastuszkowie poszli na front, potem jedni dostali się na zachód i tam zanieśli modę na dżinsy, a inni poszli na wschód, gdzie zanieśli kufajki. Ale on był pierwszy.


Dzieciństwo i młodość

Zbysio na rękach dziadka Józefa Jaruzelskiego, Kniaże 1928

We wspomnieniu Wojciecha Jaruzelskiego (ale nie tego, niesławnej pamięci), który wraz ze Zbyszkiem spędzał wakacje i ferie u dziadków Jaruzelskich - już w dzieciństwie zdradzał on zdolności przywódcze, a poza tym był oczytany i chętnie snuł opowieści z "wielkiego świata". Po wojnie razem organizują drużynę harcerską w Dzierżoniowie. Dobry organizator i patriota. Na obozie w Łebie w 1947 roku wyreżyserował wieczór poświęcony Powstaniu Warszawskiemu.

Śpiew, wiersze, słowo wiążące, grób, krzyż, hełm z opaską biało-czerwoną... Widzę to do dziś - wspomina. Tłum ludzi i gardła ściśnięte, łzy na policzkach - u widzów i u nas. 
Natomiast Zofia Cybulska - kuzynka Zbyszka - zapamiętała go z czasów pobytu w Woli Pogroszewskiej, gdzie rodzina schroniła się podczas wojny, jako niezwykle wrażliwego, spontanicznego, życzliwego. Był człowiekiem o dobrym sercu, otwartym dla wszystkich. Cechy te wyniósł - twierdzi Cybulska - z rodzinnego domu w Kniażu.

Czasy studenckie

Ze wspomnień Janisława Dyrcza - przyjaciela z lat studenckich dowiadujemy się m.in., skąd wziął się charakterystyczny styl aktora. On to właśnie sprzedał Zbyszkowi otrzymane ze Szwecji piękne czarne okulary. W komplecie z fajką, przy czarującym uśmiechu i pięknych zębach, w ciemnych okularach było mu z nią bardzo do twarzy. Dyrcz dodaje, że Zbyszek był typem błędnego rycerza, dlatego tak idealnie pasował do roli Wordena w "Rękopisie znalezionym w Saragossie".  Przy tym pełen paradoksów: powaga połączona z nieśmiałością, bezpośredniość z tajemniczością...

Dla koleżanki ze szkoły aktorskiej, Barbary Połomskiej, był wielką platoniczną miłością. Był trochę jak dziecko. (...) Cieszył się ze wszystkiego i wierzył wszystkim. Ruchliwy, energiczny, pełen temperamentu. Zawsze chciał się wyróżniać.

Do widzenia, do jutra Janusza Morgensterna

Teatrzyk Bim-Bom

Po studiach Cybulski przybył na Wybrzeże wraz z grupą aktorów Lidii Zamkow, aby zorganizować tam teatr. Tak go pamięta kolega i członek zespołu z tamtych lat - architekt Tadeusz Chrzanowski:

W pracy był motorem napędowym. Chwilami zapominał, w jakim świecie żyje. I powtarza za Jerzym Afanasjewem: (...) misjonarz daleki myślami, uwielbiający swetry, krok Deana, imaginatyk, idealista, otwarty, bratający się, nieśmiejący się głośno, lubiący rzeczy duże i mocne słowa.

Małżeństwo i przeprowadzka do Warszawy

Żona Zbyszka Cybulskiego - Elżbieta Chwalibóg poznała go podczas drugiego programu Bim-Bomu. Charakterystyczna dla tego okresu atmosfera poezji i zabawy skończyła się wraz z przenosinami do Warszawy. Tułanie się po wynajętych pokojach i ciągła nieobecność w domu spowodowały, że związek ten okazał się trudny dla obojga. Jak wygląda Zbyszek w oczach żony? Otóż jest podobny do bohatera z filmu "Giuseppe w Warszawie": leniwy, bezproblemowy, trochę nieprzytomny:

Był bardzo rozkojarzony. Najczęściej gdy mówiło się do niego, myślami był już przy kolejnym scenariuszu lub nowej roli. (...) Sprawy codzienne zupełnie go nie interesowały. (...) Czasami mówił o swoich miłościach - Ewie Lassek i Basi Lerczak. Miał mnóstwo "chwilowych narzeczonych", jak marynarz. Dziewczyny go uwielbiały. (...) Miał jednak wiele cech pozytywnych. Był koleżeński, miły, bardzo dobry. 

Był zjawiskiem

 Jak być kochaną Wojciecha Jerzego Hasa

O tej jego cesze mówią właściwie wszyscy. Niesłychanie dobry, prawy, był wręcz niezdolny do intryg. Życzliwy wobec każdego, okazywał wszystkim zainteresowanie. Uwielbiał przebywać wśród ludzi i miał wielu przyjaciół z różnych środowisk. Prawdziwy brat łata.

Choć każdy z rozmówców wspomina go na swój sposób, z książki Marioli Pryzwan wyłania się portret człowieka o niesłychanie barwnej osobowości, bardzo prawego i twórczego. Zbyszek Cybulski doskonale wiedział jak być kochanym, ponieważ sam lubił i kochał ludzi. I potrafił dać im to odczuć. Jak zauważyła jedna z rozmówczyń, dziennikarka Wiesława Czapińska:

Był zjawiskiem, kimś, kto ubarwia ten świat, kto mu dodaje wdzięku.

Coś z tego przeniknęło do jego ról i zapewne dlatego nadal fascynuje. Nawet tych, którzy go nigdy osobiście nie poznali.

Pamiętnik znaleziony w Saragossie, Wojciech Jerzy Has


Książka Marioli Pryzwan "Cześć, starenia! Cybulski we wspomnieniach" ukazała się w Wydawnictwie Marginesy.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

środa, 11 października 2017

Mariola Pryzwan: "Haśka Poświatowska we wspomnieniach i listach" /recenzja/

Bardzo piękna, o niezwykłym sposobie bycia, z poczuciem humoru, czasami złośliwa - tak wspominają Halinę Poświatowską ci, którzy się z nią zetknęli osobiście. Wiele interesujących wypowiedzi, także samej poetki, znajdziemy w biografii "Haśka".
 

  Halina Poświatowska to jest podobno człowiek 
I podobno ma umrzeć jak wielu przed nią ludzi
Halina Poświatowska właśnie teraz się trudzi
nad własnym umieraniem

Przytoczony przeze mnie fragment wiersza napisała w 1958 roku zaledwie 23-letnia poetka. Operacja serca przedłużyła jej życie o dziewięć lat. Żyła krótko, ale bardzo intensywnie i już za życia była niecodziennym zjawiskiem, które zachwycało wielu. Pozostała legendą, która ciągle fascynuje. Świadczy o tym m.in. publikacja zatytułowana "Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach", której autorka - Mariola Pryzwan ponownie powraca do swojej ukochanej poetki, ukazując tym razem jej nowe oblicza. Powraca nieprzypadkowo, gdyby bowiem żyła, ukończyłaby w tym roku osiemdziesiąt lat. Z tej okazji ukazała się w Wydawnictwie Marginesy  biografia poświęcona autorce "Hymnu bałwochwalczego" (1958), "Dnia dzisiejszego" (1963), "Ody do rąk"(1966), "Jeszcze jednego wspomnienia (1967) i wielu innych wierszy, które ukazały się także po śmierci poetki. Jeśli dodamy do tego wznawianą wielokrotnie prozę "Opowieść dla przyjaciela" oraz liczne listy - powstanie sporych rozmiarów spuścizna.

Szymborska i inni

Mariola Pryzwan objaśnia we wstępie motywy, które nią kierowały przy opracowywaniu wznowienia wspomnień o Poświatowskiej, ale podaje również informacje o tym, co nowego znalazło się w najnowszym tomie. Otóż znajdziemy w nim wspomnienia zupełnie nowe: Wisławy Szymborskiej, Magdaleny Samozwaniec, przyjaciółek: Yasuko Nogami_Suzuki i Grażyny Panczenko. Jednak największą wartość mają chyba wspomnienia adresata "Opowieści dla przyjaciela" - Ireneusza Morawskiego. Wcześniej wydana biografia Poświatowskiej zaowocowała m.in. przyjaźnią autorki ze związanym z Wrocławiem  poetą, który przed śmiercią spisał swoje wspomnienie i ofiarował je autorce biografii, pod warunkiem wszakże, że ukaże się ono po jego śmierci. Dzięki niemu pojawia się zupełnie odmienny portret Haśki, jakiej dotąd nie znaliśmy. 

Wisława Szymborska wspomina, jak to na prośbę prof. Juliana Aleksandowicza - lekarza, który opiekował się chorą Haliną - przejrzała jej wiersze i odwiedziła ją w szpitalu:

To była dziewczyna bardzo piękna, o jakiś niezwykłym sposobie bycia, z poczuciem humoru, które w jej sytuacji było czymś więcej niż tylko poczucie humoru - wspomina Noblistka. A wiersze? Wydały mi się rzeczywiście bardzo interesujące.

To dzięki Szymborskiej wiersze Poświatowskiej zaczęły się pojawiać w prestiżowych pismach literackich i tak zaczęła się jej nieprzemijająca sława.

Z kolei Grażyna Panczenko wspomina dom Haliny Poświatowskiej, pisząc jednocześnie o jej osobie:

Była odrębna, trochę egzaltowanaSwoją osobowością przyciągała wielu ludzi - wszyscy starali się jej pomóc. (...) nigdy nie była nudna. Wbrew ciężkiej chorobie prowadziła intensywne i burzliwe życie. Był w niej sznyt inteligencki, kobiecość, talent, poczucie humoru i odwaga.

Bogumiła Panczenko-Kresowska, u której Haśka i jej matka zatrzymywały się podczas pobytów w Krakowie, zapamiętała, że Haśka bardzo dbała o swój wygląd, kochała koty, ale miewała też chandry, a kiedy zdradził ją ukochany, próbowała popełnić samobójstwo...
Była wypełniona miłością - wspomina przyjaciółka, aktorka Ludmiła Waluszewska. (...) była więźniem swojego serca. (...) oczytana, umiała i lubiła się uczyć. Dodaje też, że Haśka była piekielnie złośliwa, a jej złośliwości polegały na bardzo celnym, błyskawicznym wyłapywaniu śmiesznostek, potknięć.

Ona potrzebowała korespondenta, któremu opowie siebie w danym dniu i godzinie - wspomina Ireneusz Morawski - a ja dałem się wciągnąć w tę cudowną pułapkę, przed którą się broniłem (...) Moja Miłość była bez jutra, a Kotwicy Przyjaźni nie czułem.

Sama Poświatowska napisała do niego w jednym z listów:

Masz rację, kochać nie umiem, a jeśli - to życie

Ze wspomnień, których w książce odnajdziemy wiele, z listów oraz ze zdjęć wyłania się fascynujący i wielobarwny portret Haliny Poświatowskiej. Na koniec ze zdumieniem możemy odkryć zdjęcia okładek jej wierszy wydanych pośmiertnie po niemiecku, po włosku, w języku rosyjskim, a nawet ... hebrajskim. Poświatowska - poetka nadal żyje i to życiem wielokrotnym.

Książka Marioli Pryzwan "Haśka Poświatowska we wspomnieniach i listach" ukazała się w Wydawnictwie Marginesy w 2015 roku.

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty