Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Soroka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Soroka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 października 2022

Mickiewicz pantomimicznie: "Ballady i romanse" we Wrocławskim Teatrze Pantomimy /recenzja spektaklu/

Spektakl "Ballad i romansów" korzysta z tekstów Adama Mickiewicza w sposób charakterystyczny dla języka teatru pantomimy, poszerzającym sferę znaczeń i interpretacji o współczesne konteksty. Na szczególną pochwałę zasługują  – jak zawsze  – znakomici aktorzy tego teatru, którzy nie boją się wyzwań i dla których opór materii nie istnieje - brawo!

"Ballady i romanse" we Wrocławskim Teatrze Pantomimy,
fot. Natalia Kabanow

20 października odbyła się we Wrocławskim Teatrze Pantomimy premiera nowego spektaklu: "Ballad i romansów". Mogliśmy obejrzeć rodzaj tryptyku, podobnie jak  zaprezentowany przed laty "Osąd". I tym razem mieliśmy do czynienia z różnymi stylistykami, pomimo że wspólnym mianownikiem były romantyczne ballady. 

"Romantyczność" wyreżyserował Piotr Soroka, balladę "Świteź" opowiedziała językiem pantomimy  Zdenka Pszczołowska, natomiast "Lilije" zinterpretował teatralnie Błażej Peszek. Ważnym komponentem przedstawień była muzyka pary artystów: Magdy Pasierskiej i Szymona Tomczyka. Wszystkie te inscenizacje były autorskimi wersjami Mickiewiczowskich ballad i dawały możliwości  odczytania znanych tekstów w zupełnie nowej perspektywie.

"Romantyczność" - Eros i Tanatos


Agnieszka Dziewa w balladzie "Romantyczność" w reż. Piotra Soroki,
fot. Natalia Kabanow

Pierwsza inscenizacja nawiązywała do poetyki snu. Spotkanie dwojga kochanków odbywa się w tej właśnie konwencji. Szalonej dziewczynie Karusi   głównej bohaterce ballady (znakomita Agnieszka Dziewa  pojawia się we śnie jej nieżyjący ukochany – Jaś (Eloy Moreno Gallego). Gawiedzią jesteśmy poniekąd my – widzowie, zamiast miasteczka – przestrzeń teatru. Kochanek jest zjawą, jednakże zjawą zmysłową, co pozwala sądzić, że dla Karusi ciągle jest obiektem pożądania, nie myśli o nim jak o zmarłym, przeciwnie. W tej części spektaklu dominuje taniec i muzyka (śpiew), tworząc opowieść o miłości, która nie zna granic – jest mocniejsza od śmierci. Eros i Tanatos. Cały dyskurs światopoglądowy "Romantyczności" zostaje wprawdzie pominięty, ale to, co najistotniejsze: miłość (owo "czucie", o którym pisze Mickiewicz) jako narzędzie poznania (siebie, świata) – pozostaje. Podobnie jak sen, będący jednym z ulubionych romantycznych tematów. 


Agnieszka Dziewa i  Eloy Moreno Gallego w "Romantyczności"
w reż. Piotra Soroki, fot. Natalia Kabanow
"Romantyczność" uwodzi poza wszystkim użytymi środkami artystycznymi: ruchem scenicznym – jego plastyką, rytmem, a także kostiumem, który zmieniając się, także "opowiada" (od obfitej sukni po nagość). Piotr Soroka, którego pamiętamy z zabawnej pantomimy "Macht mir Spaβ" okazał się również twórczym i wrażliwym interpretatorem romantycznego tekstu.

"Świtezianka" – wojna i pokój


"Świtezianka" w reż. Zdenki Pszczołowskiej, fot. Natalia Kabanow
Bardzo interesująca pod względem rozwiązań scenicznych okazała się także ballada "Świtezianka". Chciałabym wyrazić słowa uznania dla autorki scenografii i kostiumów – Anny Oramus. Wyobrażenie jeziora jako "osobnego świata" może także symbolizować życie "pod kloszem", a więc spokojne, stabilne... do czasu. Jak pamiętamy, ballada opowiada historię jeziora Świteź, znajdującego się w pobliżu Tuhanowicz, gdzie młody Adam Mickiewicz bywał u swego przyjaciela i gdzie zakochał się w Maryli Wereszczakównie. Poeta przytacza w balladzie legendę związaną z jeziorem, a ściślej: z jego powstaniem Otóż w zamierzchłych czasach w jego miejscu znajdował się dwór książęcy. Jego mieszkańcy żyli spokojnie, dopóki książę wraz z wojskiem nie wyruszył bronić stolicy przed wojskami cara. Pod jego nieobecność gród zaatakowali Rusini, a bezbronne kobiety i starcy jęli się modlić o ratunek, będąc gotowi  na śmierć, by uniknąć hańbiącej śmierci i gwałtów. Bóg wysłuchał modlitw i zamienił gród w jezioro, a "car i ruska zgraja" zostali ukarani śmiercią. Od tej pory jezioro stało się miejscem, w którym straszy i dopiero potomkowi Tuhanowicza udało się tę zagadkę rozwikłać, dzięki opowieści nimfy wodnej, wyłowionej z jeziora. 

Sandra Kromer-Gorzelewska jako mieszkanka Tuhanowicz,
fot. Natalia Kabanow
Cała ta skomplikowana historia została przełożona na język pantomimy w sposób pięknie prosty. Mieszkańcy owego odrębnego świata próbują wyjść poza jego ograniczone ramy, ale – mimo udanych prób – powracają, gdyż są tam bezpieczni. Świat zewnętrzy wkracza jednak brutalnie, burząc ów spokój. Ostrzega przed nim grany przez Jana Kochanowskiego (w sposób szczególny zapamiętałam jego rolę Poety w „Café Panique”) - żołnierz armii carskiej Jerzy Iwan (wątek w balladzie nieobecny, postać przywodzi na myśl kapitana Rykowa z "Pana Tadeusza"). O tym, że nadciąga wojna, dowiadujemy się z pieśni (Magdy Pasierskiej). Przyznam, że ta ballada miała najbliższe konotacje z naszą współczesnością, gdy za naszą wschodnią granicą znowu pojawiła się "ruska zgraja"... Tak czy owak  ta część widowiska była znakomita choreograficznie, a także plastycznie i podobała mi się najbardziej.

"Lilije", czyli zbrodnia i kara


Izabela Cześniewicz w balladzie "Lilije" w reż. Błażeja Peszka,
fot. Natalia Kabanow
W inscenizacji tej ballady reżyser, Błażej Peszek, w największym stopniu posłużył się tekstem ballady Mickiewicza, opowiadającym o niewiernej żonie, która zabiła męża powracającego z wyprawy wojennej. Jest to w moim odczuciu jakiś akt niewiary, że historię można opowiedzieć wyłącznie językiem pantomimy... 
Główna bohaterka, zagrana przez Izabelę Cześniewicz, pamiętną Zuzannę z przedstawienia Leszka Mądzika "Zuzanna i starcy", gra swoją postać w takiej konwencji, którą można by określić słowami Marii Janion jako "gorączkę romantyczną". Jednocześnie zaś  – ubrana w złotą suknię o współczesnym kroju  – nie sprawia wrażenia postaci romantycznej. Równie dobrze mogłaby być współczesną morderczynią, która ze strachu przed konsekwencjami swej zdrady  – zabija. To wrażenie "uwspółcześnienia" tekstu ballady dają również dwaj bracia zmarłego, grani przez znakomitych mimów: Artura Borkowskiego (pamiętnego Dyrygenta i Lekarza z „Café Panique”) oraz Mariusza Sikorskiego (kapitalna rola.Mężczyzny w tym samym spektaklu!). Choreografia i światło w tym przedstawieniu przywodzą na myśl filmy grozy, co zresztą dobrze oddaje powyższe zdjęcie. 

Spektakl "Ballad i romansów" korzysta z tekstów Adama Mickiewicza w sposób charakterystyczny dla języka teatru pantomimy, poszerzającym sferę znaczeń i interpretacji o współczesne konteksty. Na szczególną pochwałę zasługują  – jak zawsze  – znakomici aktorzy tego teatru, którzy nie boją się wyzwań i dla których opór materii nie istnieje - brawo!

czwartek, 2 kwietnia 2020

Śniadanie z wrocławską Pantomimą online

Wrocławski Teatr Pantomimy zaprasza na wspólne śniadanie „Enjoy your Mime” na żywo, 3 kwietnia, za pośrednictwem Instagramu. 

Monika Rostecka jako Calineczka w spektaklu w reż. Konrada Dworakowskiego, fot. B. Sowa

W każdy piątek o godz. 10:00 Piotr Soroka podczas porannej kawy i śniadania będzie łączył się z aktorkami i aktorami wrocławskiej pantomimy żeby porozmawiać o teatrze i życiu w czasie kwarantanny. 3 kwietnia bohaterką spotkania będzie Monika Rostecka.


„Enjoy your Mime” po zmianie formuły powróciło 27 marca w Międzynarodowy Dzień Teatru rozmową z Leszkiem Bzdylem. Aby wziąć udział we wspólnym śniadaniu wystarczy dołączyć do relacji live Wrocławskiego Teatru Pantomimy [@pantomima_wroclaw] w aplikacji Instagram. 

informacja prasowa

wtorek, 23 października 2018

Piotr Soroka: Spektakl ma sprawić przyjemność /wywiad/

Rozmawiam z Piotrem Soroką – animatorem kultury, choreografem, reżyserem spektaklu ”Macht mir Spaβ” oraz współtwórcą Novy Ruch Teatr.

Piotr Soroka, fot. z archiwum reżysera


Barbara Lekarczyk-Cisek: Przedstawienie ”Macht mir Spaβ” zainaugurowało Novy Ruch Teatr. Proszę opowiedzieć, w jakich okolicznościach powstał i jaki jest jego profil.

Piotr Soroka: Od dłuższego czasu odczuwaliśmy potrzebę autorskiej wypowiedzi i rozmawialiśmy o tym z Agnieszką Charkot i Agnieszką Dziewą. Prywatnie się przyjaźnimy, więc rozmowy o inspiracjach, możliwościach i kształcie takiej wypowiedzi ciągle się pojawiały. W pewnym momencie po prostu zaczęliśmy działać. Zaprosiliśmy do współpracy interesujących ludzi, o których wiedzieliśmy, że mają coś do powiedzenia i – jak  my – chcą  działać. I tak powstał Novy Ruch Teatr.

Nie chcieliśmy się zamykać na formy teatru tańca czy formy dramatyczne, więc potrzebna była odpowiednia nazwa. Początkowo nazwa brzmiała Novy Teatr, ale w ten sposób zbliżaliśmy się do teatru Warlikowskiego i innych „Nowych” teatrów – w Łodzi czy Poznaniu, które noszą taką nazwę. Po dyskusjach uznaliśmy, że w nazwie powinien znaleźć się „Ruch”, bo wskazuje na naszą tożsamość i podstawowy środek naszej wypowiedzi.

Czy łatwo jest założyć w Polsce teatr?

Bardzo łatwo, zwłaszcza na Facebooku, heh. Tak naprawdę, trzeba tylko chcieć i robić go z odpowiednimi ludźmi. Nam, poza Tomkiem, Martą czy Krzyśkiem, bardzo pomógł Dyrektor Wrocławskiego Teatru Pantomimy – Zbigniew Szymczyk, który nieodpłatnie udostępnił nam salę prób, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Gdyby nie to, przygotowanie spektaklu byłoby znacznie bardziej kłopotliwe. W przygotowanie „Macht mir Spaβ” włożyliśmy nasze oszczędności, ale też wiele osób nam pomogło w różnych innych kwestiach. Poza tym w czasie pracy otrzymaliśmy dotację na udział w Projekcie Dotknij Teatru 2015, dzięki czemu dwukrotnie pokażemy nasze przedstawienie na scenie Teatru Zamiast w Łodzi.

Prawda jest też taka, że wcześniej działaliśmy od czasu do czasu u pod szyldem Projekt Dana Dana.  Zrobiliśmy „Al Dente” i „Bajki w ruchu”. To co robimy teraz, to jakby o krok dalej.

Wracając do „Macht mir Spaβ”, czy łatwo było debiutantom zrealizować spektakl i promować go? I dlaczego taki niemiecki tytuł?

To było wyzwanie. Kostiumy wprawdzie otrzymaliśmy, ale dekoracje, scena, ogarnięcie prób, pokazu, dogranie terminów – zrobiło się tego dużo. Kiedy zacząłem wątpić, że to się uda, Adam Królikowski, który jest z nami od początku, uprzytomnił mi, że wszystko możemy zrobić. Skupiliśmy się więc na przedstawieniu. Chcieliśmy zrobić coś, co dawałoby widzom przyjemność, co jest po prostu ładne. Chcieliśmy odejść od tego, co pesymistyczne i trudne w odbiorze. Nie chcieliśmy robić mrocznego, niepokojącego spektaklu. Uznaliśmy, że przyjemności jest w sztuce zbyt mało. I to stało się dla nas wyzwaniem. Spektakl miał dać nam przyjemność, kiedy nad nim pracowaliśmy, publiczności – kiedy oglądała efekty naszych działań. Przyjemności miały płynąć z oglądania sztuki, wizualizacji, a także ze słuchania dobrej muzyki, jedzenia ciastek i z faktu wspólnego spędzania czasu. A sam tytuł „Macht mir Spaβ” jest cytatem z filmu dla dorosłych, brzmi lepiej niż polskie „Zrób mi przyjemność”.

 Jak pracował Pan, żeby było przyjemnie,  z aktorkami? Czy miały możliwość współtworzenia ról?

To była praca zespołowa, każdy dbał o to, żeby była między nami fajna atmosfera. Mnie oczywiście stres zjadł w dniu premiery, ale to inna historia.
Jeżeli wymyśliłem jakąś scenę, konsultowałem się z dziewczynami i tak się wzajemnie motywowaliśmy do pracy. Wiele rzeczy rozwijało się na próbach, Agnieszki wiele rzeczy proponowały od siebie, wiele rzeczy interpretowały na swój sposób, który też wydawał mi się ciekawy i to włączaliśmy do przedstawienia. Dużo inspiracji było w rozmowach z Adamem i dużo dobrego powstało jeszcze we współpracy z Olą Maliszewską i Anią Załużną w Zielonej Górze, bo „Macht mir Spaβ” miało być jeszcze większym projektem, ale ostatecznie mamy jakby dwie niezależne propozycje.

Co planujecie na przyszłość?

Przyznam, że przed premierą nie byłem w stanie wybiec w przyszłość, dlatego wciąż próbujemy zorganizować granie „Macht mir Spaβ” we Wrocławiu. Muszę powiedzieć, że w Europejskiej Stolicy Kultury nie jest to wcale takie łatwe. Łatwiej jest o pokazy w innych miastach. Klara i Antosia z RISK made in warsaw, od których dostaliśmy kostiumy, zaprosiły nas z pokazem do Warszawy. Rozmawiamy też o możliwości pokazu w Krakowie. Otrzymaliśmy zaproszenie z Kłodzka do współtworzenia widowiska „Węglowa odyseja” z okazji ogłoszenia programu obchodów ESK 2016 w ramach Projektu Mosty. Szukamy fajnych miejsc, inicjatyw, ludzi, z którymi możemy podziałać. Prawdę mówiąc, mamy sporo planów, ale jeszcze nie pora o tym mówić. Proszę tylko trzymać kciuki.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się na portalu Kulturaonline w 2015 roku.

"Macht mir Spaβ", czyli jak się wam podoba /recenzja teatralna/

Pełna wdzięku i dramatycznych momentów walka o zainteresowanie publiczności, parodystyczne potraktowanie telewizyjnych show i pyszne aktorstwo - oto cechy pierwszego spektaklu Teatru Novy Ruch.



Macht mir Spaβ, czyli jak wam się podoba 

Novy Ruch Teatr
, powołany do życia przez artystów z kręgu Wrocławskiego Teatru Pantomimy, zadebiutował 18 stycznia spektaklem pod znaczącym tytułem "Macht mir Spaβ". W swobodnym tłumaczeniu: "Zrób mi przyjemność". Rzecz jest zatem o tym, co się nam podoba i z czego czerpiemy satysfakcję.

Nie przypadkiem też nawiązałam do tytułu szekspirowskiej komedii. Autora "Jak wam się podoba" wielokrotnie krytykowano za to, że stara się przypodobać publiczności i ostentacyjnie schlebia jej gustom, co zostało uwidocznione już w samym tytule sztuki. A przecież stała się ona jedną z najczęściej granych i to z niej właśnie pochodzą znane słowa: "Świat jest teatrem, aktorami ludzie". To, co w czasach Shakespeare` a było wadą, dziś stało się cnotą. W czasach, gdy liczy się tzw. oglądalność, nikomu nie przyszłoby do głowy snuć podobne pretensje.

Agnieszka Charkot i Agnieszka Dziewa w spektaklu  Macht mir Spaβ, fot. prasowa

Niemiecki tytuł przedstawienia Teatru Novy Ruch również budzi początkowo zdziwienie. Kiedy jednak stwierdzimy, że bazuje on na telewizyjnych show w rodzaju "Perfekcyjnej pani domu" czy "Kuchennych rewolucji", zaczynamy rozumieć, że ten rodzaj rozrywki nie jest bynajmniej polską właściwością. Programy takie są bowiem w przeważającej części zagranicznymi licencjami. Wątpliwe, czy w naszym narodowym charakterze leży ów ordnung, tak charakterystyczny dla mentalności Niemców. Tymczasem telewizja coraz częściej serwuje nam takie właśnie programy, wmawiając nam tym samym, że najważniejszy na świecie jest porządek i że to on sprawi, iż poczujemy się szczęśliwi. Zadbana i elegancko ubrana główna bohaterka, która w żaden sposób nie przypomina kury domowej,  zazwyczaj poucza zaproszone do programu kobiety, jak należy układać rzeczy w szafie albo podawać do stołu...

Agnieszka Charkot i Agnieszka Dziewa w spektaklu  Macht mir Spaβ, fot. prasowa

Otóż spektakl "Macht mir Spaβ", nawiązując żartobliwie do tego rodzaju "rozrywki", raczy nas parodią owego telewizyjnego show, wprowadzając jednak znacznie ambitniejsze "drugie dno". Dwie elegancko ubrane panie (wytworne sukienki, szpilki) nie idą bynajmniej na przyjęcie, lecz ... zabierają się za porządki. Test "czarnej rękawiczki" wypada raczej marnie, mimo to następuje kolejny etap programu: pieczenie ciastek. Oczywiście, zajęcia te są tylko pretekstem do tego, aby się pokazać, zwrócić na siebie uwagę publiczności. W końcu, "świat jest teatrem..." Mufiny się przypalają, panie rozpaczają, ale potem z godną podziwu elegancją wytwornie pałaszują... chipsy. Show must go on. Panuje atmosfera nie tyle zabawy, co konkurencji. Aby zdobyć uwagę widza, można nawet zabić. Ostatecznie i tak nastąpi happy and. Jak deus et machina pojawiają się dobrze upieczone ciastka i możemy je konsumować.

Smaczny spektakl

Wariacje na temat sprzątania i gotowania są tak pełne wdzięku i humoru, że widz nie nudzi się ani chwili. Aktorki: Agnieszka Charkot (dominująca gospodyni programu) i Agnieszka Dziewa (stłamszona nieco jej asystentka) grają fantastycznie, obywając się bez słów. Prezentują wszystkie rodzaje emocji: od (udawanej) sympatii, do (nieudawanej) nienawiści. Scenom towarzyszy piękna muzyka klasyczna (żeby na pewno było elegancko), która niekiedy staje się "ilustracją" przeżyć bohaterek (trochę dla mnie kontrowersyjne "Stabat Mater" Pergolesiego w scenie spalenia mufinów). Pełen wdzięku i napięć ruch sceniczny uzupełniają serwowane z umiarem tylne projekcje, ku uciesze gawiedzi (np.  ciasteczkowe "duchy" unoszące się w górę).

Reżyserowi i choreografowi Piotrowi Soroce, jak również obu aktorkom, należą się duże brawa. Nam się podobało!

Agnieszka Charkot i Agnieszka Dziewa w spektaklu  Macht mir Spaβ, fot. prasowa

Premiera spektaklu "Macht mir Spaβ" Teatru Novy Ruch odbyła się 17 stycznia 2015 roku.


Wywiad z reżyserem - pode tym linkiem.


Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline.

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty