Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monodram. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monodram. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 września 2025

Sambor Dudziński:”Król Dawid live!”. Opowieść o Każdym /recenzja teatralna/

 Sambor Dudziński brawurowo i niekonwencjonalnie przedstawia historię króla Dawida – jako opowieść o współczesnym człowieku. Każdym z nas. Monodram artysty na temat życia i wiary, które są od siebie nieodłączne, jest zaiste brawurowo zagrana i zaśpiewana.

Sambor Dudziński w spektaklu "Król Dawid live", fot. Marek Grotowski

"Król Dawid live!” w reżyserii i według scenariusza Jacka Bały miał swoją premierę podczas tegorocznego Przeglądu Piosenki Aktorskiej i został entuzjastycznie przyjęty przez festiwalową publiczność. W rezultacie wszedł na stałe do repertuaru Teatru Muzycznego Capitol i nadal święci triumfy, o czym mogłam się przekonać oglądając to przedstawienie na początek sezonu.

Król jak każdy z nas...

I nic w tym dziwnego, bo też jest to spektakl pod wieloma względami niezwykły. Jacek Bała, młody reżyser, którego mogliśmy docenić przy okazji spektaklu ”Fragment nieistniejącego świata”  we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, inspiracji szukał tym razem w … Starym Testamencie, a konkretnie - w postaci Króla Dawida, autora wielu pięknych psalmów. Opowieść o królu Dawidzie nie ogranicza się jednak do przedstawienia fragmentów Księgi Królewskiej i Psalmów (te ostatnie w pięknych staropolskim języku Jana Kochanowskiego), a także Ewangelii.

Postać Dawida, najmłodszego syna Jessego, który pokonał Goliata oraz pięknie grał i śpiewał, stała się w tym przedstawieniu punktem wyjścia do twórczej refleksji na temat tego, w co wierzymy i jak wygląda nasze życie, z jego uwikłaniami i schematami, nad tym, czym jest zniewolenie.

Dawid był nie tylko królem, ale i artystą, twórcą kilkudziesięciu psalmów, w których wyrażał swoją radość, a także niepokoje i troski, które towarzyszą każdemu człowiekowi. Toteż główna postać, grana przez Sambora Dudzińskiego, staje się nim, Dawidem, będąc równocześnie Każdym. Każdym z nas. Everymanem. 

Sambor Dudziński w spektaklu "Król Dawid live", fot. Marek Grotowski


Opowieść na instrumenty i ludzki głos


Oddziaływanie tej sztuki jest tak silne przez to właśnie, że odnosi się do każdego człowieka – do naszych ludzkich zniewoleń, zdrad, lenistwa, pustki, naszych klęsk i zwycięstw.

Sambor Dudziński - poprzez swoją fenomenalną obecność na scenie, a także wiarygodność tego, o czym mówi – panuje niepodzielnie nad widzami od początku do końca. Za pomocą różnych instrumentów: dętych, klawiszowych, perkusyjnych, a także modulując głos, śpiewając,  wreszcie opowiadając – uzmysławia  widzom, że historia Dawida, twórczo opowiedziana, może stać się źródłem refleksji na temat własnego życia, a w konsekwencji – impulsem  do tego, aby to życie przemieniać. Warunkiem jest uwolnienie się od schematów umysłowych i życiowych, bo to pozwala stać się wolnym człowiekiem, który nie ulega pokusom, ale ma jasno określone wartości i priorytety. Tą wartością jest przede wszystkim on sam.

Dawid był prawy, otwarty i spontaniczny. Kiedy został królem i zdobył "wszystko” i stało się to, paradoksalnie,  źródłem jego klęski. Podobnie jest z nami – zdaje się mówić w swoim spektaklu Dudziński. Uwikłani w zawodowe i rodzinne schematy, pędzimy w "wyścigu szczurów” i żyjemy pod dyktando pracodawców i banków, które decydują o tym, jak mamy żyć. Uwolnienie się od tego sprawia, że życie nabiera blasku i sensu.

Wypowiedź ta – wypowiedź artysty na temat życia i wiary, które są od siebie nieodłączne, jest zaiste brawurowo zagrana i zaśpiewana. Ludzki głos, szept, śmiech, dźwięki różnych instrumentów, wydobywane na różne sposoby przy okazji opowiadania/śpiewania scenicznej historii króla Dawida, a także współgrający z nimi ruch sceniczny i światło – stanowią pełną wdzięku sceniczną całość, która zagarnia widzów bez reszty. Tytułowe zawołanie "Król Dawid live!" staje się rzeczywistością.

Premiera: 25 marca 2014 w ramach 35. Przeglądu Piosenki Aktorskiej.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.pl

środa, 1 września 2021

JA, FEUERBACH. Benefis Zdzisława Kuźniara

Monodram w wykonaniu Zdzisława Kuźniara "Ja, Feuerbach"  zostanie zaprezentowany z okazji 90. rocznicy urodzin aktora oraz 60-lecia pracy 4 i 5 września na Dużej Scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego. 


Sztuka autorstwa niemieckiego dramatopisarza i reżysera Tankreda Dorsta. Została napisana w 1986 roku i od początku wzbudzała zainteresowanie najwybitniejszych aktorów. Zdzisław Kuźniar w spektaklu "Ja, Feuerbach" przedstawił dramat wybitnego, ale już leciwego aktora, który po wielu latach przerwy postanowił wrócić na scenę. Feuerbach, zapomniany aktor, przybywa na spotkanie z reżyserem. Chce zawalczyć o rolę, która pozwoli mu na nowo zaistnieć w teatrze oraz w świadomości ludzi. Ta sceniczna kreacja ma dla Zdzisława Kuźniara bardzo osobisty wymiar, jego monolog bowiem stał się ważnym głosem w dyskusji o kondycji polskiego aktora.

Zdzisław Kuźniar w monodramie Ja, Feuerbach, fot. M. Szwed, 2013

Zdzisław Kuźniar – aktor teatralny i filmowy, w teatrze zadebiutował w 1955 roku, na scenie Teatru Dramatycznego w Poznaniu. Od 1961 r. aktor Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Współpracował m.in. z Andrzejem Witkowskim, Helmutem Kajzarem, Kazimierzem Braunem, Jerzym Jarockim, Krystyną Meissner, Piotrem Cieplakiem, Janem Klatą. Zagrał ponad dziewięćdziesiąt ról teatralnych na scenach Poznania, Gdańska i Wrocławia. W ostatnich latach występował w Niewidzialnym chłopcu, reż. Weronika Szczawińska, Garniturze Prezydenta, reż. Cezary Iber oraz Pidżamowcach, reż. Marcin Liber. 

Z okazji jubileuszu czterdziestolecia pracy scenicznej otrzymał nagrodę Komisji Kultury i Nauki Rady Miasta Wrocławia „Bene merentibus” (dobrze zasłużonym). Odegrał ponad sto czterdzieści ról filmowych. Współpracował z takimi reżyserami jak: Stanisław Lenartowicz, Andrzej Wajda, Janusz Kondratiuk, Waldemar Krzystek, Radosław Piwowarski, Juliusz Machulski. Zagrał m.in. w Wilczych echach, Jak rozpętałem II wojnę światową, Ziemi obiecanej, Va banque. Występował również w serialach telewizyjnych. 

Realizatorzy:

REŻYSER I AKTOR: Zdzisław Kuźniar

AUTOR: Tankred Dorst

PRZEKŁAD: Jacek St. Buras


Ja, Feuerbach. Benefis Zdzisława Kuźniara - trailer

informacja prasowa


poniedziałek, 14 września 2020

Andrzej Seweryn wystąpi w Instytucie Grotowskiego

„Idźcie już Państwo do domu”, w ten sposób zakończył jeden z pokazów Andrzej Seweryn, kiedy po swoim występie wracał na scenę 5 razy, ponieważ oklaski z widowni nie słabły. Już 6 października 2020 w Piekarni Instytutu Grotowskiego będzie można zobaczyć  monodram „Zawsze Szekspir”, w którym połączone zostały najpiękniejsze fragmenty „Hamleta”, „Makbeta”, „Otella” i innych arcydzieł Szekspira. 

Andrzej Seweryn w monodramie Zawsze Szekspir, fot. Wojciech Kiczek

Ten spektakl to nie tylko popis wielkiego aktora mierzącego się z klasycznymi tekstami, ale także zaproszenie skierowane do widzów, którzy mogą stać się współuczestnikami i współtwórcami tego spotkania. Jego istotą jest interpretacja monologów Szekspirowskich, niezmiennie stanowiących wyzwanie dla aktorskich wrażliwości i inteligencji.

Andrzej Seweryn „[…] stara się odpowiedzieć na pytanie, kim jest człowiek i co konstytuuje jego byt. Kolejne metamorfozy dokonujące się na scenie wprowadzają nowe wątki i wielkie, odwieczne pytania, na które do dzisiaj nie znamy odpowiedzi. Odnajdujemy jednak tropy, które mogą prowadzić do wypracowania własnej odpowiedzi” – tak o kreacji aktorskiej Seweryna pisał Rafał Siemko (pisanenoca.pl). To spotkanie będzie na pewno świetną okazją do uzyskania odpowiedzi na pytanie, co – jako aktora i człowieka – najbardziej go fascynuje w Szekspirze.

Spektakl można polecić zarówno znawcom i miłośnikom twórczości najsłynniejszego stratfordczyka, jak i tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z jego dziełami. Ci pierwsi usłyszą w nim ulubione monologi i dialogi w nowych przekładach Piotra Kamińskiego i w nowych, odkrywczych wariantach. Ci drudzy znajdą zachętę do kontynuowania pasjonującej podróży w świat dramatów Szekspira.

Andrzej Seweryn w monodramie Zawsze Szekspir, fot. Wojciech Kiczek

Planowane na sezon 2020/2021 wydarzenia odbywają się w nowym reżimie sanitarnym. Przychodząc do Instytutu Grotowskiego, należy mieć ze sobą maseczkę ochronną. Przed wejściem dostępne będą płyny do dezynfekcji dłoni. Konieczne też będzie wypełnienie oświadczenia o stanie zdrowia – można je pobrać na stronie internetowej lub też wypełnić je na miejscu.

informacja prasowa
Więcej na: http://grotowski-institute.art.pl/wydarzenia/zawsze-szekspir/

sobota, 27 czerwca 2020

MONOTEATR #wdomu – konkurs na monodram!

Fundacja Theatrum Gedanense i gdański Teatr w Oknie rozpoczęły nabór do konkursu na monodram w ramach wyjątkowej edycji cyklu MONOTEATR, po raz pierwszy realizowanej online. Celem projektu jest wyłonienie i prezentacja indywidualnych wypowiedzi artystycznych, nawiązujących do sytuacji pandemii, kryzysu, izolacji oraz wywołanych nimi emocji – poczucia zagrożenia, niepewności, zniewolenia, ale też potrzeby kontaktu z innymi, utrzymania relacji oraz zachowania nadziei. Zgłoszenia można wysyłać do 31 lipca 2020 roku.



Konkurs skierowany jest do twórców działających w Polsce i obejmuje spektakle/działania artystyczne, które nie miały jeszcze swojej premiery. Zgłosić można zarówno koncepcję spektaklu, jak i wydarzenie będące na etapie tworzenia. Wyboru spektakli przeznaczonych do realizacji dokona jury w składzie: Katarzyna Flader-Rzeszowska, Wiesław Geras i Tomasz Miłkowski.
Wyłonieni finaliści Konkursu (maksymalnie 8 twórców/spektakli) otrzymają nagrody finansowe, a także wsparcie techniczne i organizacyjne w realizacji profesjonalnego nagrania swojego spektaklu. Następnie, w terminie 1 - 20 października 2020 roku, finałowe monodramy zostaną zaprezentowane szerokiej publiczności za pośrednictwem kanału YouTube oraz na Facebooku. Prezentacjom wyłonionych spektakli będą towarzyszyły spotkania z artystami oraz dyskusje z udziałem publiczności online. 
Spośród wybranych przez jury finalistów Konkursu, drogą głosowania online, widzowie wytypują trzech Laureatów Konkursu.


Wydarzenia towarzyszące Konkursowi MONOTEATR: #w domu


Wprowadzenie do monodramu
Wykład otwierający przegląd w ramach projektu, który poprowadzi Wiesław Geras - założyciel najstarszego festiwalu monodramów i inicjator licznych przeglądów i festiwali. Posiada on ogromne doświadczenie i podzieli się historią monodramu, której sam jest częścią. Opowie o początkach nurtu, o prekursorach i legendach. Nakreśli obecne trendy i przedstawi współczesną rolę monodramu w polskim teatrze.


Warsztat krytyki teatralnej w kontekście monodramu 
Warsztat przeznaczony dla osób zainteresowanych krytyką i teatrem współczesnym. Przeprowadzony zostanie przez Tomasza Miłkowskiego - dziennikarza, krytyka teatralnego i będzie miał na celu podniesienie umiejętności szerszego spojrzenia na grę aktorską i reżyserię, odczytywania kontekstów i opisywania spektakli.

Warsztat recytatorski
Skierowany do młodych twórców i pasjonatów teatru. Poprowadzi go Mateusz Nowak - doświadczony aktor monodramów, laureat licznych konkursów recytatorskich. Wirtualny warsztat będzie miał na celu podniesienie świadomości uczestników posługiwania się własnym głosem, wyrażania przez niego emocji i sensu wypowiadanego tekstu. Uczestnicy dowiedzą się jak wybrać odpowiedni repertuar do recytacji i jak zacząć pracę nad nim. Zostaną omówione techniki analizy i interpretacji tekstu i jak budować kontakt z widzem i utrzymywać jego uwagę.

Debata twórców 
Zwieńczeniem projektu będzie debata, której celem będzie wymiana doświadczeń i dyskusja na temat możliwości funkcjonowania teatru w sieci. Procesy twórcze, przygotowania i próby są dla twórców inne od dotychczasowych. Chcielibyśmy, aby środowisko mogło przeanalizować zalety i wady nowego doświadczenia, pochyliło się nad błędami i kłopotami, jakie pojawiły w związku z wdrażaniem nowego systemu pracy i poszukało rozwiązań na zaistniałe sytuacje. Liczymy, że będzie to źródło inspiracji i nowych pomysłów.

MONOTEATR #wdomu wychodzi naprzeciw potrzebie samorealizacji i dzielenia się sztuką w środowiskach twórczych, które w obecnej sytuacji wyjątkowo silnie potrzebują wsparcia. Twórcza odwaga artystów może pomóc wielu widzom w przezwyciężaniu kryzysu. Rozwój technologii informacyjnej wprowadził nowe formy afiliacji i aktywności kulturowej. Chcemy wspierać działania mobilizujące odbiorców do aktywnego wykorzystania nowych mediów. Postaramy się też odpowiedzieć na pytanie, czy można postrzegać stan izolacji i idące za nim ograniczenia jako szansę na rozwój, na zaistnienie nowych form i myśli.

Projekt dofinansowano ze środków
Narodowego Centrum Kultury w ramach Programu "Kultura w sieci".
Organizatorzy: Fundacja Theatrum Gedanense, Teatr w Oknie
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Eksperci zaproszeni do udziału w projekcie:

Wiesław Geras
Absolwent kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego, dziennikarz, animator kultury, członek Międzynarodowego Instytutu Teatralnego iTi Unesco, prezes Wrocławskiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru. Pomysłodawca i dyrektor Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Jednego Aktora (OFTJA), zrodzonego w roku 1966 w Piwnicy Świdnickiej, po dziesięciu latach przekształconego we Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora (WROSTJA). Od 2013 r. przewodniczący Polskiego Komitetu Monodramu. Geras jest laureatem wielu nagród i wyróżnień, otrzymał m.in. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, statuetkę Laur Wrocławia, Złoty Medal Ministra Kultury Armenii, Honorową nagrodę miasta Torunia „Biały Anioł” oraz Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. 

Tomasz Miłkowski
Dziennikarz, krytyk teatralny i literacki, redaktor czasopism, absolwent polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, doktor nauk humanistycznych. Autor kilkunastu książek edukacyjnych, redaktor wielu publikacji teatralnych. Od 2000 przewodniczył polskiej sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT/IACT), od 2016 honorowy wiceprzewodniczący. Redaktor naczelny kwartalnika „Yorick”, współpracuje z tygodnikiem „Przegląd”, wchodzi w skład redakcji czasopisma „Critical Stage”. Od wielu lat uczestniczył w pracach rad programowych WROSTJA, przewodniczy jury Nagród im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya, kapitule Nagrody im. Andrzeja Żurowskiego. Od czterdziestu lat związany z ruchem teatrów jednego aktora, jest częstym bywalcem i jurorem festiwali w Polsce i Europie.

Katarzyna Flader-Rzeszowska - prof. UKSW – historyk teatru, wykładowca akademicki. Ukończyła Wydział Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza oraz Wydział Nauk Historycznych i Społecznych na UKSW w Warszawie, absolwentka Podyplomowych Studiów Humanistycznych  PAN. Doktorat i habilitację uzyskała w Instytucie Sztuki PAN. Adiunkt w Katedrze Dialogu Wiary z Kulturą UKSW. Redaktor naczelna kwartalnika „Kultura – Media – Teologia”, redaktorka miesięcznika „Teatr”. Autorka książek o teatrze Tadeusza Malaka, Tadeusza Kantora, Wiesława Komasy, Mieczysława Kotlarczyka. Wielokrotna laureatka konkursów recytatorskich i festiwali teatrów jednego aktora.

Mateusz Nowak 
Polonista, logopeda, animator kultury, instruktor recytacji. Doktorant w Zakładzie Historii Języka Polskiego i Dialektologii (UMCS w Lublinie), absolwent „Zarządzania Kulturą w Strukturach Unii Europejskiej”. W 2012 roku ukazał się jego autorski podręcznik „Słowa do odkrycia” dla osób zajmujących się mówieniem scenicznym. Laureat nagród instruktorskich na konkursach recytatorskich. Współtworzył Ogólnopolskie Seminarium Sztuki Słowa i Teatru (2008-2012) i Polsko-Ukraińskie Spotkania Mistrzów Słowa (2008-2015). W 2014 został Laureatem Lubelskiej Nagrody Kulturalnej „Żurawie”. Wielokrotny stypendysta Marszałka Województwa Lubelskiego,  Prezydenta Miasta Lublin oraz NCK. Ma w swym dorobku trzy monodramy, które stworzył z wybitnym reżyserem Stanisławem Miedziewskim: „teatralność”, „Od przodu i od tyłu” oraz „Żertwa”.

informacja prasowa

wtorek, 14 stycznia 2020

„Nie lubię Pana, Panie Fellini” – monodram w reż. Marka Koterskiego na 100. urodziny Felliniego

Monodram o Giulietcie Masinie, w tej roli Małgorzata Bogdańska, wspaniałej włoskiej aktorce i partnerce życiowej Federica Felliniego, po pokazach w Turynie i Rzymie, 22 stycznia trafi do warszawskiego kina Iluzjon. Spektakl będzie wstępem do retrospektywy filmów Felliniego z okazji 100. rocznicy jego urodzin.

Małgorzata Bogdańska w monodramie Nie lubię Pana, Panie Fellini, fot. Katarzyna Radoszewska

„Nie lubię Pana, Panie Fellini” to monodram o Giulietcie Masinie, wspaniałej włoskiej aktorce, zdobywczyni dwóch Oskarów, partnerce życiowej Federica Felliniego. Aktorce, bez której, jak twierdzi wielu znawców kina, nie byłoby wielu dzieł jej męża. Biograficzna opowieść o włoskiej aktorce staje się pretekstem do spojrzenia na kobietę uniwersalną, ponadczasową, wierną, która zatraca siebie z miłości do genialnego, lecz niewiernego męża.

Spektakl Koterskiego, choć zbudowany ze skrawków biografii Giulietty i FeFe, anegdot i krótkich opowiastek, układa się w przejrzystą, linearną opowieść o długoletnim związku słynnej pary. Masina Bogdańskiej cały czas się zmienia – z młodej dziewczyny staje się kobietą, z każdą minutą spektaklu coraz starszą. Bogdańska zmienia kostiumy, wymienia rekwizyty, a my jesteśmy świadkami dojrzewania Giulietty jako aktorki, ale przede wszystkim jako człowieka.

                                                                                                          Anna Jazgarska, teatralny.pl

Niełatwo jest stworzyć spektakl, w którym na bazie drobnych zdarzeń, rozmów czy fakcików opowie się ponad pół wieku czyjegoś życia. A nawet dwóch istnień. Ona i on. Bez niej nie byłoby kina Felliniego, największych filmów, najsłynniejszych postaci. Egotyczny reżyser nie miałby też domowego oparcia w kobiecie, która wiele poświęciła dla jego spokoju. Kim był dla niej mąż? O tym właśnie jest ten monodram.

Chochlikkulturalny.blogspot.com

28 września 2018 r. monodram miał w Turynie swoją włoską premierę (w tłumaczeniu Małgorzaty Kościańskiej). W listopadzie 2019 r. spektakl został zaprezentowany w Rzymie, a już 22 stycznia o godz. 19.00 zobaczy go polska publiczność w warszawskim kinie Iluzjon.

reżyseria: Marek Koterski, obsada: Małgorzata Bogdańska, tłumaczenie na język włoski: Małgorzata Kościańska

Bilety w cenie 17 zł - ulgowy, 20 zł – normalny do nabycia online lub w kasie kina Iluzjon

Spektakl stanowi wstęp do lutowej retrospektywy Federica Felliniego z okazji 100. urodzin reżysera.

Stulecie Felliniego w kinie Iluzjon


W lutym, z okazji przypadającego w tym roku 100-lecia urodzin Federica Felliniego, jednego z największych wizjonerów kina, widzowie kina Iluzjon będą mogli znów wyruszyć na „La Stradę”, wkraść się do kina Fulgor w Rimini (zmitologizowanego w „Amarcord”), zwiedzić „Miasto kobiet” i zakosztować „Słodkiego życia”. Wrócić do neorealistycznych baśni z „Włoskiego szejka” i „Nocy Cabirii”; poznać świat włóczęgów, „Wałkoni”, prostytutek, „Klownów”, muzyków („Próba orkiestry”) i tancerzy („Ginger i Fred”).

Jak nikt wcześniej włoski mistrz rzucił na ekran – niczym na prześcieradle w „Wywiadzie” – świat swojej podświadomości, utkany ze snów, marzeń, pragnień i wspomnień. Jak nikt wcześniej w samych tytułach podpisywał swoje filmy („Rzym”, „Casanova”), nadając im piętno autorstwa i szczerej do bólu spowiedzi („Osiem i pół”) , a przy tym opiewał żywioł kobiecości, dokumentował włoską elitę, pokazywał starość i rozpad. Filmy Felliniego inspirowały kolejne pokolenia twórców, z których najbardziej znani to Woody Allen, Emir Kusturica i Giuseppe Tornatore.

W ramach niemal kompletnego przeglądu dzieł samego FeFe, która już w lutym w kinie Iluzjon, zaprezentowana zostanie także wystawa fantazyjnych polskich plakatów do filmów Felliniego oraz wybrane przykłady kina innych artystów, zainspirowanych twórczością mistrza.

Wydarzenia odbędą się we współpracy z Włoskim Instytutem Kultury w Warszawie.

informacja prasowa

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Spotkania z Beckettem w Instytucie Grotowskiego

W grudniu 2019 roku mija trzydzieści lat od śmierci Samuela Becketta – wybitnego dramaturga, uznawanego za prekursora teatru absurdu. Pamięć o twórcy „Czekając na Godota” Instytut Grotowskiego uczci w dniach 17–20 grudnia powrotem dwóch spektakli, będących autorskimi przetworzeniami tekstów Irlandczyka. 

Samuel Beckett, 1977, fot. Wikipedia

Niezwykłą kompilację trzech beckettowskich jednoaktówek zaprezentuje Krystyna Krotoska w spektaklu „no właśnie co”. Alessandro Curti w przygotowanej wspólnie z Jarosławem Fretem interpretacji „Ostatniej taśmy” zaprosi z kolei do doświadczenia unikalnej architektury dźwięku Becketta.

Samuel Beckett to jedna z najbardziej zasłużonych oraz rozpoznawalnych postaci w historii XX-wiecznej literatury i teatru. Harold Pinter, laureat literackiej Nagrody Nobla, opisał go jako „najodważniejszego, najbardziej bezlitosnego spośród współczesnych pisarzy […], daleko wyprzedzającego wszystkich innych piszących”. Jego twórczość cechowały egzystencjalny pesymizm i błyskotliwie formułowane pytania o sens ludzkiego istnienia. Erudycji artystycznej Becketta towarzyszyła także społeczna wrażliwość, której przejawami były m.in. zdecydowana krytyka systemów totalitarnych, wspieranie więźniów politycznych, a także brak zgody na wystawianie swoich tekstów w państwach łamiących prawa człowieka. Jako wybitny artysta i intelektualista Samuel Beckett zainspirował liczyć twórców z różnych krajów, pokoleń i estetyk. Do tego grona zaliczają się Krystyna Krotoska i Alessandro Curti, którzy w tygodniu rocznicy śmierci artysty zmierzą się z jego najwybitniejszymi dziełami.

Krystyna Krotoska w spektaklu "no właśnie co", fot. Irena Lipińska

Rdzeniem spektaklu Krystyny Krotoskiej są kobiety – ich perspektywy i życie wewnętrzne. „no właśnie co” składa się z trzech jednoaktówek Samuela Becketta, których bohaterki noszą w sobie tajemnicę. W „Nie ja” wśród ciemności widoczne są tylko usta kobiety, która przepowiada swoje życie. „Kroki” to przeplatająca realne z urojonym historia dziewczynki, która się nie urodziła, lecz „zaczęła”. „Kołysanka” jest natomiast dramatyczną, trzyczęściową sonatą o starości i samotności. Stanowiące kanon monodramu utwory Samuela Becketta tworzą dla aktorki pole do rozwinięcia swojego warsztatu i samodzielnego zmierzenia się z tematami proponowanym przez pisarza. Interpretując Becketta, Krotoska zaprasza widzów do niezwykłego zgłębiania egzystencjalnej tajemnicy kobiecości. Tytuł przedstawienia to także tytuł ostatniego wiersza Becketta, co nadaje spektaklowi wymiar swoistego epitafium artystki dla dramatopisarza. Pokazy „no właśnie co” odbędą się 17 i 18 grudnia (wtorek i środa) w Sali Teatru Laboratorium o godz. 19.00. 

Alessandro Curti, "Ostatnia taśma", fot_Tobiasz Papuczys


„Ostatnia taśma” Alessandra Curtiego narodziła się z fascynacji beckettowską architekturą ciszy. Twórcy podejmują dialog z bohaterem Becketta, czyniąc protagonistą aktora, który poprzez regularnie nagrywane taśmy przygotowuje się do wcielenia w postać Krappa. Obudowanie życia dźwiękiem stało się podstawowym tropem kompozycji spektaklu. W centrum zawsze pozostaje jednak cisza lub jej sceniczna namiastka, jaką jest pauza. Alessandro Curti wraz z Jarosławem Fretem zakładają, że dźwięk jest wehikułem pamięci, a przez to wehikułem czasu. W „Ostatniej taśmie” staje się nim także teatr. W fascynującej interpretacji „Ostatniej taśmy” twórcy nie tylko czerpie z jakości beckettowskiego dramatu, ale proponują frapujący dialog z pisarzem i jego bohaterem, eksplorując zarówno bogactwo znaczeniowe, jak i formalne twórczości irlandzkiego pisarza. Spektakle odbędą się 19 i 20 grudnia (czwartek i piątek) w Sali Teatru Laboratorium o godz. 19.00.

informacja prasowa

środa, 9 października 2019

Galeria Malarstwa Polskiego i Europejskiej Sztuki Zdobniczej w Muzeum Narodowym w Kielcach

15 października, po przeszło dwuletnim remoncie, do Dawnego Pałacu Biskupów Krakowskich powróci wystawa stała – Galeria Malarstwa Polskiego i Europejskiej Sztuki Zdobniczej. Uroczystość poprzedzi monodram Doroty Landowskiej STRYJEŃSKA. Let's Dance, Zofia! w reż. Joanny Lewickiej.



Ekspozycja przeszła gruntowną modernizację w ramach projektu Pałac w muzeum, Muzeum w Pałacu realizowanego z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko.

Wystawę, która mieści się w XVIII-wiecznym skrzydle północnym Dawnego Pałacu Biskupów Krakowskich w Kielcach, tworzą, prezentowane w układzie symultanicznym, najcenniejsze zabytki malarstwa i rzemiosła artystycznego, plasujące kieleckie zbiory w rzędzie najciekawszych kolekcji w Polsce. Zwiedzający znajdą tu licznie reprezentowany portret, pejzaż, malarstwo rodzajowe, martwą naturę, weduty, sceny batalistyczne, przedstawienia alegoryczne czy symboliczne malarzy tej rangi co: Józef Szermentowski, Józef Brandt, Maurycy Gottlieb, Aleksander Gierymski. Chlubą Galerii jest malarstwo młodopolskie z obrazami wielkich indywidualności tej epoki: Olgi Boznańskiej, Józefa Pankiewicza, Jacka Malczewskiego i Stanisława Wyspiańskiego.

Równolegle z malarstwem prowadzony jest pokaz najlepszych dzieł rzemiosła artystycznego. Wśród nich znajdują się porcelanowe naczynia dalekowschodnie z drezdeńskiej kolekcji Augusta II Mocnego, wyroby pierwszej europejskiej manufaktury w Miśni, a także wytwórni w Berlinie, Wiedniu, Korcu, Baranówce i licznie reprezentowana ceramika ćmielowska. Na uwagę zasługują szkła z hut czeskich, śląskich, niemieckich i polskich, tworzone od baroku po dwudziestolecie międzywojenne. Galerię rzemiosła uzupełniają meble i zegary
z prezentowanych epok.

Materiały prasowe Muzeum Narodowego w Kielcach

Uroczystemu otwarciu Galerii towarzyszy monodram Doroty Landowskiej STRYJEŃSKA. Let's Dance, Zofia! w reż. Joanny Lewickiej. Otwarcie Galerii jest głównym punktem Inauguracji Roku Kulturalnego i Sezonu Artystycznego 2019/2020.

W związku z wydarzeniem przygotowaliśmy specjalną akcję. W mieście widoczne są billboardy z wizerunkiem Elizy Pareńskiej. Ale postaci z galeryjnych portretów można znaleźć również w kilkunastu zaprzyjaźnionych miejscach i instytucjach kultury, np. Paganini w Filharmonii Świętokrzyskiej im. O. Kolberga, czy Portret aktorki Marii Strońskiej (Vanitas Vanitatum) w Teatrze im. S. Żeromskiego.

Uroczyste otwarcie Galerii Malarstwa Polskiego i Europejskiej Sztuki Zdobniczej, Plac Zamkowy 1, Kielce, 15 października 2019, godz. 18.00

Więcej informacji: www.mnki.pl

informacja prasowa

poniedziałek, 22 lipca 2019

Ewa Błaszczyk w monodramie „Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam” w piątek na Bulwar[t]cie

To będzie wyjątkowy tydzień na Bulwar[t]cie Sztuki w Nowej Hucie! W piątkowy wieczór o godz. 19:00 na Dużej Scenie Teatru Łaźnia Nowa zobaczymy Ewę Błaszczyk, aktorkę, reżyserkę, która wcieli się w  Orianę Fallaci, wybitną dziennikarkę. 

Ewa Błaszczyk w monodramie "Oriana", fot. Krzysztof Bieliński


Fallaci tłumaczyła, że pisze o wojnie, bo wojna odsłania w ludziach to, co autentyczne: ich piękno i brzydotę, tchórzostwo i odwagę. Wstęp na przedstawienie Ewy Błaszczyk jest wolny, bezpłatne wejściówki można odebrać w kasie teatru od 22 do 24 lipca w godz. 15:00–18:00.
W środę 24 lipca na Bulwar[t]owej Scenie nad Zalewem Nowohuckim spotkanie z Wędrownym Teatrem Małe Mi, który zabierze nas w kosmos w spektaklu „KSIĘŻYC’owe OPOWIEŚCI”, a w niedzielę po południu spotkanie warsztatowe z grupą improwizatorów z IMPRO KRK.


W sobotni wieczór kolejny, po występie Joanny Słowińskiej, koncert w ramach Święta Wandy. O 18:00 nad Zalewem wystąpi trójmiejski, kobiecy zespół Laboratorium Pieśni, który śpiewa i aranżuje tradycyjne polifoniczne pieśni z różnych stron świata.

Natomiast stały gość Bulwar[t]u, Capella Cracoviensis, we wtorek 23 lipca poprowadzi warsztaty śpiewu, w środę w ramach cyklu „Matinée” zaprosi nas na spotkanie ze „Śpiewnikiem domowym” Moniuszki, a w niedzielę 28 lipca – na koncert z cyklu „Na ramionach gigantów”. Tym razem usłyszmy Kwartet nr 5 op. 92 Dymitra Szostakowicza i Kwintet G-dur op. 111 Johannesa Brahmsa. Wszystkie wydarzenia Capelli Cracoviensis, jak zawsze, w Teatrze Łaźnia Nowa.

informacja prasowa

wtorek, 30 kwietnia 2019

Instytut Grotowskiego świętuje 30 lat spektaklu „Moskwa–Pietuszki”

Legendarny spektakl „Moskwa–Pietuszki” w wykonaniu Jacka Zawadzkiego będzie można zobaczyć w maju w Instytucie Grotowskiego. Przedstawienie prezentowane było na wszystkich najważniejszych festiwalach w Polsce, a także w Moskwie, Berlinie, Londynie, Edynburgu czy Los Angeles – wszędzie spotykając się ze znakomitymi recenzjami i entuzjastycznym odbiorem. Pokazowi towarzyszyć będzie spotkanie oraz warsztaty z Jackiem Zawadzkim. 

"Moskwa Pietuszki", fot. Archiwum Instytutu Grotowskiego

„Moskwa–Pietuszki” to spektakl wyreżyserowany przez Zygmunta Duczyńskiego – nieżyjącego już, wybitnego twórcę teatru alternatywnego w Polsce i założyciela Teatru Kana w Szczecinie. Premiera odbyła się w 1989 roku. Ta teatralna wizja poematu Wieniedikta Jerofiejewa uznawana jest za jedno z najważniejszych dzieł literatury rosyjskiej przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Jacek Zawadzki wciela się w postać Wieniczki, przegranego alkoholika, który utraciwszy pracę w Moskwie, wraca do swoich rodzinnych Pietuszek. Spektakl jest nie tylko portretem skłóconego z życiem nieudacznika, stanowi przede wszystkim alegorię życia jako podroży przez czyściec do raju.

Od 1989 roku aktor nieprzerwanie prezentuje spektakl w kraju i za granicą. Przez 11 lat grał go w Stanach Zjednoczonych, zbierając znakomite recenzje: „Przeżywając intensywnie, choć w półmroku, treść przedstawienia nigdy nie ma się pewności czy jesteśmy w obecności szaleńca, poety, pijaka czy proroka [...]” („Park Labrea News”); „To piękna prezentacja możliwości stworzenia teatru przy pomocy nieosłoniętej żarówki, lustra, świeczki, walizki i jednego aktora – Teatr Kana ze Szczecina podtrzymuje podstawowe idee teatru ubogiego Jerzego Grotowskiego, akcentując intensywność spotkania rodzącego się pomiędzy widownią a wykonawcą [...]” („The Herald”). W 2012 roku Zawadzki wrócił do Polski i kontynuuje swoją teatralną podróż na trasie Moskwa–Pietuszki. Jak pisze Artur D. Liskowacki: „[…] Jest jednak coś, co – jak sądzę – różni dzisiejsze przedstawienie od tego sprzed lat. To dzisiejsze jest jakby stonowane, wyciszone. Powiedziałbym nawet, że więcej w nim pokory. A w roli Jacka Zawadzkiego – choć jest w niej trochę scenicznej ekwilibrystyki – pojawiły się prostota i czystość wyrazu, która znamionuje największe kreacje” („Kurier Szczeciński”). Spektakl zaprezentowany zostanie w Sali Teatru Laboratorium 23 maja 2019.

"Moskwa Pietuszki", fot. Archiwum Instytutu Grotowskiego

Dzień później, 24 maja 2019, odbędzie się spotkanie z Jackiem Zawadzkim połączone z pokazem telewizyjnego zapisu przedstawienia „Moskwa–Pietuszki” nagranego w 1995 roku z udziałem publiczności. Podczas spotkania, które poprowadzi Jarosław Fret, aktor opowie m.in. o fenomenie długowieczności spektaklu. Wstęp wolny.

Dodatkowo, 25 maja 2019 , będą miały miejsce warsztaty Jacka Zawadzkiego zatytułowane „Oddech/Obecność/ Głos/Słowo/Komunikacja”. W programie m.in. seria ćwiczeń oddechowych jako podstawa pracy nad głosem, praca z tekstem czy działania ukierunkowane na wzmocnienie koncentracji. Zapisy trwają do 24 maja.

informacja prasowa

środa, 24 października 2018

Monosytuacje 4 w kobiecej perspektywie: "Camille", "Linatendu", "Sprzedam" /relacja/

Już po raz czwarty odbyły się prezentacje małych form teatralnych, tzw. Monosytuacje, przygotowane przez Instytut Jerzego Grotowskiego. W tym roku zaprezentowano trzy spektakle, w których główne role zagrały: Małgorzata Szczerbowska, Anna Krotoska i Kamila Klamut. 

Linatendu, fot. Karol Jarek

Dwa spektakle miały nielinearną, raczej kolażową narrację - "postrzępioną" i niemożliwą do opowiedzenia, jedno - spójną, ponieważ podporządkowane historii głównej bohaterki - francuskiej rzeźbiarki Camille Claudel. Wszystkie były właściwie monodramami, choć pojawiała się w niektórych dodatkowa postać, ale uwaga widza skoncentrowana była na głównej bohaterce. Wszystkie grane postaci były bowiem kobietami, a to oznaczało, że odbierały świat i opowiadały o nim w kobiecej perspektywie.

Sytuacja pierwsza: nieustająca gra /"Sprzedam"/


Sprzedam, Małgorzata Szczerbowska, fot. prasowa

Żywioł gry wprowadza następujący tekst:

Gra oparta jest na przypuszczeniach dotyczących osób, sytuacji, przebiegu zdarzeń. 
Kto, gdzie, kiedy i dlaczego? 
Zadajesz pytania i szukasz odpowiedzi. 
Warunkiem gry jest ruch. 
Przemieszczasz się: pionowo albo poziomo. 
Będzie dobrze, myślisz. Będzie źle, myślisz.

Piwniczna przestrzeń sceny, z licznymi rekwizytami i dominującym barłogiem, z którego w pewnym momencie wychodzi główna postać kobieca, grana przez Małgorzatę Szczerbowską. Na początku pojawia się na scenie jako Marylin Monroe, by na zakończenie "stać się" symbolem Polski, a zarazem zagubioną, pragnącą się unicestwić kobietą. Szczerbowska wciela się właściwie w wiele kobiet, zadając pytania i odpowiadając na nie, toczy z widzami rodzaj gry. Gry, w której - jak się wydaje - jest przede wszystkim aktorką i w jakimś sensie sprzedaje siebie: swoje przeżycia, wrażliwość, problemy... Kalejdoskop życiorysów i postaci kończy "wywiad z aktorką", w którym biorą udział widzowie, zadając jej te same pytania, które już wcześnie padały ze sceny. Dodajmy, że jest to także rodzaj gry, ponieważ widzowie czytają kolejno pytania z kartek, które otrzymali wchodząc na widownię.  A zatem i tu trudno o autentyzm i spontaniczność.  Wywiad nie kończy jednak przedstawienia, toczy się ono dalej aż do śmierci postaci. Niektóre sceny Szczerbowska zagrała wraz z reżyserem przedstawienia - Szymonem Kaczmarkiem, pokazując w sposób groteskowy związek między aktorem a reżyserem.

Sytuacja druga: o życiu po utracie /"Linatendu"/

Linatendu, Anna Krotoska, prasowe

Tym razem surowa, piwniczna przestrzeń sceny Teatru Współczesnego staje się rodzajem planety-Ziemi. Postać głównej bohaterki pojawia się w kostiumie przypominającym skafander kosmonauty, który na czas opowieści zawiesza na haku. Odtąd będzie wyglądał jak niemy świadek jej monologu, który wygłosi w czarnej, żałobnej sukience. Będzie snuła swoją opowieść o osobistej stracie, z którą musi nauczyć się żyć, ale będzie to także opowieść o śmierci w ogóle, także śmierci masowej.

Anna Krotoska nie tylko znakomicie moduluje głos, wyrażając nim stan ducha i wszystkie zmienne emocje, co jest przecież zadaniem arcytrudnym, ale świadomie wykorzystuje na scenie wiele innych możliwości ekspresji: śpiewa, pstryka palcami, szeleści etc. Gama jej możliwości scenicznych jest doprawdy imponująca!

Sytuacja trzecia: opresja męskości /"Camille"/

Camille, Kamila Klamut, fot. Jacek wiątek

Trzecia ze sztuk zaprezentowanych w ramach Monosytuacji została osnuta wokół biografii Camille Claudel - francuskiej rzeźbiarki, siostry poety i dramaturga Paula Claudela oraz kochanki  słynnego autora "Pocałunku" - Augusta Rodina. Spektakl zagrany przez imienniczkę bohaterki - Kamilę Klamut został zainspirowany zdjęciem przedstawiającym artystkę wraz z przyjaciółką w szpitalu psychiatrycznym, w którym przebywała przez ostatnie trzydzieści lat swego długiego, pełnego cierpienia życia. Wykorzystano także listy Camille do rodziny - matki i brata. Spektakl jest retrospekcją, zaś jego współautorka - Marianna Sadovska gra w nim nie tylko współczującą przyjaciółkę, ale również tworzy oprawę muzyczną.

Postać Camille Claudel została przedstawiona jako osoba wrażliwa, impulsywna, o silnej osobowości, skrzywdzona nie tylko przez zazdrosnego o jej talent Rodina, ale również przez ukochanego brata i matkę, którzy nie akceptowali jej odmienności. Taki feministyczny charakter miały zresztą także dwie wielkie kreacje filmowe: Isabelle Adjani oraz Juliette Binoche. Camille Klamut jest po trosze jedną i drugą. Stonowana i pełna rezygnacji, gdy pisze do matki i brata, tłumacząc im, że przebywanie wśród psychicznie chorych ją kompletnie wyjaławia. Kiedy jednak w retrospekcjach przenosi się do przeszłości, opanowuje ją furia i chęć niszczenia. Taką właśnie sceną destrukcji kończy się ten spektakl. Wykorzystano w nim także wiersze Zuzanny Ginczanki, poetki, która zarówno w poezji, jak i w życiu podkreślała swoją odmienność, osobność, wynikającą z żydowskiego pochodzenia:

Moje – myślałam; ja – myślałam; tamci – myślałam; ich – myślałam 
– oto się piętrzy
twardo przed światem
wrogi
forteczny
wał
barykadą –
tak nas rozdziela: mnie i resztę słów nieprzebyty, nieufny nawał; 
głową o mur nie przebijesz ściany.
Zamknięto pokój.
Samotność. 

Prezentowane po raz czwarty Monosytuacje zasługują z pewnością na kontynuację i uwagę szerszej publiczności, są bowiem nie tylko prezentacją ważnych, dotyczących każdego tematów egzystencjalnych, ale również przykładem znakomitego aktorstwa, będącego czymś więcej niż zwykłe rzemiosło.

niedziela, 9 września 2018

Mateusz Nowak, Stanisław Miedziewski: Monodram formą kontaktu ze światem /wywiad/

O początkach pracy nad monodramem, pasji jego tworzenia oraz twórczej współpracy rozmawiam z aktorem Mateuszem Nowakiem i reżyserem Stanisławem Miedziewskim. 

Stanisław Miedziewski i Mateusz Nowak, monodram Solo na scenie, fot. prasowa
Barbara Lekarczyk-Cisek: Jest Pan na OSTJA raptem po raz drugi, ale za każdym razem wyjeżdża z Wrocławia z nagrodą. Dwa lata temu otrzymał Pan nagrodę za debiut, tzw. „Szczebel do kariery” za monodram ”teatralność”. W tym roku zaprezentował Pan drugi w swoim dorobku monodram, który tym razem został uznany za najlepsze przedstawienie w Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego w Warszawie. Przyzna Pan, że te sukcesy są spektakularne. Proszę uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć coś o sobie, abyśmy choć trochę mogli zrozumieć ten fenomen.

Mateusz Nowak: Początki mojej fascynacji monodramem sięgają czasów, kiedy to jako trzynastolatek po raz pierwszy dowiedziałem się, że istnieje Ogólnopolski Konkurs Recytatorski, a w jego ramach – kategoria „teatr jednego aktora”. Wprawdzie nie miałem o tym zielonego pojęcia, ale zapragnąłem w niej wystąpić. Udałem się więc do Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w swojej miejscowości i zapytałem pracujące tam panie, czy ktoś mógłby mi w tym pomóc. W odpowiedzi panie zatelefonowały do szkoły z zapytaniem, dlaczego nie jestem na lekcjach. Nie zrezygnowałem jednak w obliczu tego jaskrawego braku zrozumienia dla moich marzeń i udałem się do miejskiej biblioteki. Odnalazłem tam regał z książkami poświęconymi teatrowi, a wśród nich – ”Teatr jednego aktora” Tadeusza Malaka. Dowiedziałem się z niej o ”Wieży malowanej” Wojciecha Siemiona, o Danucie Michałowskiej i jej interpretacji ”Pana Tadeusza”, ale nadal nie miałem pojęcia, jak należy przygotować monodram.

Wyobrażałem sobie jednak, jakie to musi być fantastyczne grać sam na scenie. W tym czasie zaczytywałem się w ”Pułapce” Tadeusza Różewicza i wyobrażałem sobie, że jeśli to wszystko da się jakoś złożyć, to właśnie z tych trzech czynników – z mojego pragnienia stworzenia teatru jednego aktora, tekstu Różewicza i naśladowania Siemiona i Michałowskiej.

Potem wyjechałem do Lublina i rozpocząłem naukę w liceum, w klasie o profilu dziennikarsko-teatralnym, co jednak nie miało żadnego znaczenia dla mojej monodramatycznej infekcji. Znaczący natomiast okazał się fakt, że w pobliżu szkoły znajdował się Wojewódzki Ośrodek Kultury i Centrum Kultury, gdzie poszedłem z propozycją zrobienia monodramu na podstawie ”Pułapki”. Nie spotkało się to co prawda wtedy z oczekiwanym odzewem, ale zacząłem pracować nad doskonaleniem warsztatu recytatora.

Obecnie sam jestem instruktorem recytatorów. Zanim się to jednak stało, brałem udział w konkursach recytatorskich i nierzadko oglądałem przy tej okazji monodramy. Bardzo często były one reżyserowane przez Stanisława Miedziewskiego ze Słupska. Były to szalenie interesujące przedstawienia. Oglądając na scenie Marcina Bortkiewicza, Wioletę Komar i innych, czułem zazdrość, bo i ja tego pragnąłem.

Z czasem poznałem Stanisława. Zanim się to jednak stało, czułem się wobec niego wyjątkowo onieśmielony. Aby niejako oswoić ten wyidealizowany obraz człowieka, którego podziwiałem, zaprosiłem go do Lublina, aby poprowadził warsztaty. Wtedy to nieśmiało zapytałem o możliwość współpracy. Wyraził zgodę i polecił mi przysłać jakiś monolog. Choć teraz sądzę, że był to z jego strony gest raczej kurtuazyjny, byłem wtedy bardzo szczęśliwy.

W grudniu 2010 roku przyjechałem do Słupska z propozycją tekstów. Spotkanie okazało się szalenie trudne, wręcz traumatyczne, ponieważ wszystkie moje teksty zostały przez Stanisława odrzucone, a ja zostałem wydrwiony [Stanisław Miedziewski temu zaprzecza]. Mimo to przyjeżdżałem na próby do Słupska. I tak powstała ”teatralność”. Z czasem zrozumiałem, że jestem poddawany próbom wytrzymałości i im było mi trudniej, tym większe miało to dla mnie znaczenie. Stanisław sprawdzał poziom mojej determinacji i siły. A dla mnie to była sprawa pasji – czegoś, co mnie rozpychało od środka i co miało przedostać się na zewnątrz.

A czy próbował Pan zdawać do szkoły teatralnej?

Tak, zdawałem trzykrotnie na studia aktorskie – do Warszawy i do Krakowa, ale nie zostałem przyjęty. Był to dla mnie wtedy nieomal koniec świata, ale musiałem pracować, aby się utrzymać. Zacząłem studiować filozofię, z której przeniosłem się na polonistykę. Ukończyłem też logopedię.

Stanisław Miedziewski, fot. Marcin Pietrusza

[do Stanisława Miedziewskiego] Co Pan pamięta z początków Waszej znajomości? Jak w Pańskich oczach wyglądał Mateusz na początku swojej drogi i jak się od tego czasu rozwinął? Czy dostrzegał Pan w nim tę pasję?

Stanisław Miedziewski: Mateusz pojawiał się na różnych konkursach, ale jakoś nie zapadł mi szczególnie w pamięć. Kiedy próbował podjąć ze mną współpracę, wyglądał zupełnie inaczej. Nie dostrzegałem w nim tej pasji. Gdy przyjechał do Słupska z propozycją zrobienia monodramu, wydał mi się nawet obcesowy. Miałem wtedy mnóstwo wątpliwości, co powinienem z nim zrobić. Rozumiałem też, że to musi być coś zupełnie innego. Mateusz jest aktorem – erudytą, o szerokich horyzontach, zdecydowaliśmy się więc, że postawimy na coś nowego. Ja działam intuicyjnie, nie mam gotowego planu. Kiedy stoi przede mną człowiek – osobowość i zarazem instrument aktorski i wykonawczy, dopiero w zderzeniu z nim powstają pewne pomysły. Pracuję trochę jak kompozytor: tworzę rodzaj nielinearnej partytury.

Jakim instrumentem okazał się Mateusz?

Bardzo dobrym! Często od razu trafiał we właściwy ton. W naszej współpracy pojawiło się w pewnym momencie wzajemne słyszenie. To jest komfort, kiedy nie trzeba animować człowieka, aby osiągnąć jakiś kształt. Uchwycić, co proponuje aktor i złapać to w jakąś formę dyscypliny. Nazywam to aleatoryką stosowaną [śmiech]. Rzeczywistość, którą chce się wykreować, stawia opór, wymagania. W końcu jednak układa się w opowieść. Dzięki Mateuszowi nie popadłem w schematyzm.

Jak się to stało, że z materiału pracy doktorskiej zrobiliście Panowie bardzo dynamiczny spektakl?

Mateusz Nowak z spektaklu Od przodu i od tyłu, fot. Marcin Pietrusza
Mateusz Nowak: Ten temat w jakimś sensie do nas przyszedł. Literaturoznawca, Rafał Szczerbakiewicz, który prowadzi w DDK „Węglin” w Lublinie pokazy filmowe, miał napisać recenzję wydawniczą książki Karola Zbyszewskiego o Niemcewiczu. Poprosiłem go o nią. Zacząłem czytać i od razu poczułem, że to jest to. Powstał spektakl w moim odczuciu niezwykle aktualny – o ludziach, którzy są przeze mnie przywołani, a których życie nie pozostaje bez wpływu na nas, współczesnych.

Wszystko się rozgrywa wokół ludzkich słabości, przywar. Te rzucane przeze mnie kartki są jakby napisanymi rolami, których nie potrafią dobrze odegrać i których muszą się kurczowo trzymać. Julian Ursyn Niemcewicz wprawdzie dojrzewa, ale nie na tyle, aby coś zmienić. Ostatecznie, załamany, wyjeżdża wraz z Kościuszką do Ameryki…

Pan, w przeciwieństwie do swego bohatera, okazał się silny i konsekwentny w realizacji swoich zamierzeń. Nie tylko spełnił Pan swoje dziecięce marzenia o występowaniu na scenie, ale osiągnął w monodramie spektakularny sukces. A to przecież dopiero początek drogi. Jak czuje się Pan na scenie? Czy jest tak, jak to Pan sobie wyobrażał?

Od paru lat robię wszystko, żeby żadne względy nie zepsuły mi tego, co czułem mając trzynaście lat.  Kiedy jestem na scenie, wszystkie moje receptory są otwarte na to, co się dzieje na widowni. Staram się podejmować z widownią kontakt i czuję, że emanująca od niej energia mnie prowadzi. Monodram nie jest w moim życiu przypadkiem. Nie wynika z kalkulacji, tylko z potrzeby, z pasji. Dla Stanisława i dla mnie jest to forma kontaktu ze światem i z drugim człowiekiem. Tyle że Stanisław robi to od 40 lat, a ja od niedawna.

Dziękując za rozmowę, życzę wielu jeszcze wspaniałych monodramów, które wzbogacą zarówno Was, jak i Waszych widzów.

Wywiad został pierwotnie opublikowany na portalu Kulturaonline w 2014 roku.

sobota, 28 lipca 2018

I Festiwal Monodramu `MONOart OLEŚNICA` /relacja/

Grand Prix dla Anny Rakowskiej za monodram "Woman Power, czyli św. Hildegarda z Bingen", w reżyserii Doroty Bielskiej, z muzyką Kasi Tercz. Rozmawiamy z wykonawczyniami spektakli oraz jego pomysłodawcą – Robertem Balińskim.



W dniach od 28 do 31 lipca 2016 r. odbył się I Festiwal Monodramu "MONOart OLEŚNICA". To szczególna inicjatywa, zważywszy, że skoncentrowana na wspieraniu artystów poprzez rezydencję oraz nagrody pieniężne. Zanim mogliśmy obejrzeć i ocenić wybrane monodramy, ich projekty zostały wyłonione w drodze konkursu, po czym stworzono artystom sprzyjające warunki do tego, by mogli nad nimi pracować.

Robert Baliński, fot. z archiwum reżysera
Jak powstał Festiwal Monodramów – opowiada Robert Baliński

Zanim to się stało, artystów Teatru Sztuk, którzy zrealizowali już w Oleśnicy wiele cennych inicjatyw (m.in. spektakle, performance, książkę artystyczną ”Wiersz Oleśniczan) poproszono o zorganizowanie festiwalu teatralnego.
Dobrze wiemy jako artyści, jak trudno czasem zrealizować nawet najciekawsze pomysły, kiedy nie ma na nie środków -  opowiada o okolicznościach powstania Festiwalu Monodramów jego pomysłodawca – Robert Baliński, reżyser i operator filmowy, współtwórca Teatru Sztuk. Na szczęście dla nas, Oleśnica coraz bardziej sprzyja nowatorskim rozwiązaniom, nie boi się artystycznego ryzyka. Przy tym, kiedy mieszkasz z dala od miasta (a tak jest w naszym przypadku), zmienia się mentalność – zaczynasz więcej myśleć o ludziach. Kiedy dostaliśmy pieniądze na organizację festiwalu, postanowiliśmy dać szansę innym zrealizować ich autorskie pomysły. Nasz Festiwal tym się jednak różni od podobnych sobie, że po raz pierwszy zastosowaliśmy w odniesieniu do teatru zasadę rezydencji. Przyjeżdżasz, przywozisz swój pomysł i pracujesz poza swoim środowiskiem, z dala od codziennych zobowiązań. Takie warunki wydały nam się bardzo atrakcyjne do pracy twórczej. Jako Teatr Sztuk rozpisaliśmy konkurs, stworzyliśmy regulamin i czekaliśmy na zgłoszenia. Nasza idea spotkała się z dużym zainteresowaniem, a Miasto Oleśnica uwierzyło w ten projekt i finansowo wsparło wszystkie jego aspekty. Wraz z Biblioteką i Forum Kultury stworzyliśmy artystkom odpowiednie warunki: wynajęliśmy sale, zapewniliśmy obsługę i całe zaplecze techniczne, a także niezbędne fundusze. Rezydentki, poza pracą w wyznaczonych przestrzeniach teatralnych, miały zapewniony nocleg w pięknym, renesansowym zamku. Natomiast Oleśniczanie, w wyznaczonych godzinach, mogli codziennie ”podglądać” proces twórczy. Zasadą miała być integracja środowiska i poznanie pracy ”od kuchni”.
Zaprosiliśmy także do współpracy jurorów, którzy są uznanymi specjalistami z różnych dziedzin sztuki, aby odpowiednio wysoko postawili poprzeczkę. Jesteśmy przekonani, że kto daje, ten otrzymuje w dwójnasób. Jeśli uda się nam zrealizować trzy edycje Festiwalu Monodramów, to tym samym przyczynimy się do powstania dziewięciu sztuk, które będą grane w Polsce, a także za granicą.
Spośród nadesłanych trzydziestu czterech projektów w pierwszym etapie konkursu wyłoniono osiem, a w efekcie kolejnego, będącego rodzajem rozmowy kwalifikacyjnej,  zaakceptowano do realizacji trzy monodramy. Premiery gotowych spektakli każdy mógł obejrzeć bezpłatnie w różnych przestrzeniach miasta, które było mecenasem całego przedsięwzięcia. Zwycięskie monodramy uczestniczą zarazem w promocji miasta.

Mówią finalistki

W tym roku do finału dostały się trzy monodramy: ”Frances” Małgorzaty Kowalskiej, ”Virgin” Karoliny Wojtko oraz ”Woman Power, czyli Święta Hildegarda z Bingen” Anny Rakowskiej.
Mieliśmy okazję porozmawiać z ich wykonawczyniami. Wszystkie wyrażały się w superlatywach na temat organizacji festiwalu. Dzięki niemu mogły bez przeszkód pracować nad monodramami, a także po raz pierwszy zaprezentować je szerszej publiczności.

Laureatki: Karolina Wojtko, Anna Rakowska, Małgorzata Kowalska, fot. organizatorów
Na konkurs wysłałam dwa monodramy – opowiada Małgorzata Kowalska. Oprócz ”Frances” były to ”Przypadki początkującej aktorki”. Ku mojej wielkiej radości wybrano ambitniejszy tekst. Byłam bardzo szczęśliwa, bo realizacja tego monodramu była moim marzeniem. Wiele osób bezinteresownie mi przy tym pomagało. Jestem wdzięczna organizatorom, a także Tomaszowi Leszczyńskiemu, który podjął się reżyserii spektaklu. Pracowałam intensywnie po dziesięć godzin dziennie i był to dla mnie niezwykle ważny, twórczy czas. Spełniło się moje wielkie marzenie, za co jestem organizatorom Festiwalu Monodramów bardzo wdzięczna. Teraz zamierzam pokazywać spektakl wszędzie, gdzie się tylko da. 


Małgorzata Kowalska, Frances, fot. organizatorów

”Virgin” została zainspirowana historią przypadkowej dziewczyny, poznanej na FB – zwierzyła się nam autorka sztuki i jej wykonawczyni Karolina Wojtko.  Wcześniej przygotowywałam ”Cyngwajs” pod opieką Ingmara Villqista [pseudonim artystyczny Jarosława Świerszcza – dramatopisarza, reżysera i wykładowcy akademickiego - przyp. B. L-C.], więc i tym razem poprosiłam go o opiekę artystyczną. Do napisanego tekstu dodałam piosenki i tak powstał spektakl. Chciałabym go dalej pokazywać, m.in. na festiwalu monodramów we Wrocławiu. Dostałam też propozycję pokazania go w Wielkiej Brytanii – dla tamtejszej Polonii. 


Karolina Wojtko w Virgin, fot. organizatorów

Przyznam, że chciałam przystąpić do konkursu zrobionym już kiedyś w szkole teatralnej z przyjaciółką Dorotą Bielską monodramem ”Lady Makbet” – opowiedziała nam o okolicznościach powstania spektaklu ”Woman Power, czyli Święta Hildegarda z Bingen” Anna Rakowska. Na to Dorota zaprotestowała, mówiąc, że ma właśnie gotowy interesujący tekst o św. Hildegardzie. Podjęłam temat i dopiero wówczas zaczęłam się rozczytywać w historii świętej i jej pismach. Tak zaczęła się moja fascynacją tą niezwykłą osobowością – kobietą o prawdziwie renesansowych horyzontach i wielu talentach, choć była średniowieczną mniszką. Dostałyśmy przestrzeń znakomicie pasującą do tego spektaklu – Nawę św. Jerzego. Wspaniale wpłynęła na klimat spektaklu, również akustycznie. Z Kasią Tercz, która współtworzyła spektakl muzycznie, pracujemy od siedmiu lat. Zaznałyśmy tutaj wiele serdeczności i życzliwości od organizatorów, co także sprzyjało naszej pracy. Pragniemy, aby nasz spektakl obejrzało jak najwięcej widzów.


Anna Rakowska, Woman power, czyli św. Hildegarda z Bingen,
zdjęcie organizatorów


Nagrody

Werdyktem jury, któremu przewodniczył znany krytyk filmowy i teatralny Łukasz Maciejewski, przyznało Grand Prix Annie Rakowskiej za monodram "Woman Power, czyli św. Hildegarda z Bingen", w reżyserii Doroty Bielskiej, z muzyką Kasi Tercz. Spektakl otrzymał także Nagrodę Publiczności.
Jury Dziennikarskie, któremu przewodniczył Krzysztof Dziedzic z ”Panoramy Oleśnickiej”, przyznało nagrodę Małgorzacie Kowalskiej za spektakl ”Frances”.

Innowacyjność tej inicjatywy i jej ranga – podkreślał Łukasz Maciejewskipolega na tym, że udało się zaproponować coś absolutnie nowego. Na podkreślenie zasługuje również wysoki poziom artystyczny spektakli. Spotkaliśmy się z trzema bardzo świadomymi artystkami i różnorodnymi spektaklami. Bardzo bym chciał, aby Festiwal Monodramów był kontynuowany, gdyż jest to pomysł bardzo oryginalny, cenny i interesujący.

Gala Festiwalu Monodramów, foto Norbert Baliński

I Festiwal Monodramu "MONOart OLEŚNICA" odbył się w dniach 28 – 31 lipca 2016 r., a jego organizatorami byli: Teatr Sztuk oraz Biblioteka i Forum Kultury w Oleśnicy.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline.


środa, 22 listopada 2017

Anna Zubrzycki: Co skrywa Rut… za zasłoną? /recenzja teatralna/

Monodram znakomicie zagrany przez Annę Zubrzycki, z talentem napisany i wyreżyserowany przez Monikę Braun. Niesie nie tylko ważkie treści dotyczące wiary, wierności, przyjaźni, ale zdaje się wykraczać poza tekst biblijny, tworząc odniesienia poetyckie, metaforyczne, ponadczasowe. Każdy może się w nim przejrzeć i zobaczyć jakiś fragment własnej historii. Za zasłoną odnaleźć można znaleźć samego siebie.

Anna Zubrzycki, Ruth . . . za zasłoną, fot. Joanna Stoga
Monodram Anny Zubrzycki „Rut… Za zasłoną”, w reżyserii i według scenariusza Moniki Braun, powstał na podstawie Księgi Rut. Mieliśmy okazję obejrzeć go w dniach od 16 do 19 listopada 2017 roku w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego we Wrocławiu.

Biblijna Rut – każdy może być zbawiony

Tytułowa bohaterka jest Moabitką, a więc według Prawa osobą obcą. Księga opowiada, jak to na skutek głodu Izraelita Elimelek przeniósł się wraz z rodziną z Betlejem judzkiego do Moabu, gdzie wkrótce potem zmarł. Dwaj jego synowie pożenili się z tamtejszymi kobietami, ale obaj zmarli bezpotomnie. I tak żona Elimeleka, Noemi, straciła swoich bliskich, a opłakawszy ich, postanowiła powrócić do siebie, ponieważ dowiedziała się, że Pan nawiedził swój lud i klęska głodu się zakończyła. Towarzyszą jej obie synowe, z których tylko jedna, Rut, nie godzi się jej opuścić, choć Naomi przekonuje je, że powinny ponownie wyjść za mąż i urodzić dzieci. Odpowiedź Rut brzmi bardzo zdecydowanie:


Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę,
gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam,
twój naród będzie moim narodem,
a twój Bóg będzie moim Bogiem.
Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę
i tam będę pogrzebana. 
(Rt 1, 16-17)

Kobiety w Betlejem są wstrząśnięte powrotem Noemi, która straciła wszystkich najbliższych, na co ona reaguje wezwaniem, aby odtąd nazywano ją nie Noemi (imię to oznacza „moja słodycz”), lecz Mara („gorzka”, „moja gorycz”), czuje się bowiem srodze przez Boga doświadczona. Szczęśliwie Rut (imię to jest również znaczące: „przyjaciółka”, „pokrzepienie”) troszczy się o nią i pracuje w polu, aby nakarmić zarówno teściową, jak i siebie. Tak poznaje Booza – krewnego zmarłego męża Noemi. Ten, poruszony jej szlachetnością, okazuje troskę i życzliwość, a w końcu korzysta z prawa wykupu i bierze za małżonkę. Rut rodzi mu syna imieniem Obed, co oznacza „sługa” (w domyśle: „sługa Boży”). Ten zaś będzie ojcem Jessego i dziadkiem Dawida.
Księga ma mocne przesłanie o uniwersalizmie zbawienia. Wynika z niej, że Bóg obejmuje zbawieniem i miłością wszystkich ludzi, także cudzoziemców, którzy w niego uwierzyli i są wierni Jego Prawu.  

Anna Zubrzycki, Ruth . . .Za zasłoną, fot. Joanna Stoga

„Rut… Za zasłoną” – poetycka opowieść o wierności i przyjaźni

Monodram „Ruth… Za zasłoną” jest opowieścią opartą na historii biblijnej, a zarazem wykracza poza nią. Wykonawczyni, Anna Zubrzycki, jest zarazem Rut i Noemi, jest też głosem Booza i otaczających ją kobiet. Opowiada tę piękną historię o wierności w sposób niezwykle prosty i subtelny. Zaczyna jako Rut, która nawołuje swojego synka Obeda, a jednocześnie rozwija przed nami dramatyczne dzieje obu bohaterek tej historii. Momentami jest Noemi, która rozpacza po stracie męża i synów, aby następnie – jako Rut – nie zgodzić się na samotne odejście teściowej, pogrążonej w nieutulonym smutku:

Twój naród będzie moim narodem,
a twój Bóg będzie moim Bogiem!

Wędrują więc razem do Betlejem (nazwa oznacza „Dom chleba”), aby zacząć nowe życie. Możemy sobie łatwo wyobrazić, co czuje Noemi, kiedy wraca po dziesięciu latach „z niczym”. Mówi o sobie, że wyszła pełna, a wróciła pusta…  A jednak szczęśliwie się myli – nie jest sama i za sprawą Rut przypadnie jej w udziale wielka nagroda od Boga. Obecność i postawa Rut wobec teściowej, jej skromność i pracowitość budzą szacunek, a potem także miłość Booza.

Anna Zubrzycki, Rut . . . Za zasłoną, fot. Joanna Stoga
Przedstawiając tę historię Anna Zubrzycki porusza się w skromnej, lecz za to funkcjonalnej scenografii. Wykorzystuje kilka wiszących początkowo na sznurach zasłon, które w jej rękach stają się dziećmi, grobem, drogą, płaszczem – wszystkim, czego tylko chce. Już sam początek monodramu, kiedy pojawiająca się postać usiłuje pochwycić słoneczne plamy na podłodze, wprowadza nas w klimat poezji i niedopowiedzenia, który współtworzy subtelna, stylizowana na wschodnią, muzyka, grana na żywo. Rola Zubrzycki nie tylko ujawnia wrodzony liryzm aktorki, ale także jej wyobraźnię i dar roztaczania przed widzem teatralnych światów. Choć potrafi także wydobyć dramatyzm granych przez siebie postaci.

Ważną rolę w wyrazie scenicznym monodramu odgrywają także frontalnie wyświetlane na dużym ekranie obrazy Miry Żelechower-Aleksiun, pochodzące z cyklu „Księga Ruth”. Współtworzą teatralny kosmos, szczególnie w scenach, kiedy zdają się przenikać ciało postaci, jak przenikają się te dwie narracje: malarska i teatralna. Owe tajemnicze związki dwóch artystek: aktorki i malarki, które współpracują ze sobą, a także przyjaźnią się od wielu lat, dodają spektaklowi wymiaru osobistego, intymnego, a zarazem nieuchwytnego.

Monodram, z talentem i wrażliwością napisany i wyreżyserowany przez Monikę Braun, która jest również autorką scenografii, niesie nie tylko ważkie treści dotyczące wiary, wierności, przyjaźni, ale zdaje się wykraczać poza tekst biblijny, tworząc odniesienia poetyckie, metaforyczne – ponadczasowe. Każdy może się w nim przejrzeć i zobaczyć jakiś fragment własnej historii.


„Rut… Za zasłoną”

Scenariusz i reżyseria: Monika Braun
Redakcja tekstu w języku angielskim: Rachel McCrum
Muzyka: Igor Pietraszewski
Aranżacje muzyczne: Tomasz Kasiukiewicz
Produkcja i realizacja dźwięku: Tomasz Kasiukiewicz, Tomasz Orszulak
Reżyseria światła: Monika Braun, Wojciech Maniewski
Scenografia: na podstawie obrazów Miry Żelechower-Aleksiun – Monika Braun
Multimedialny projekt scenografii: Iwona Skoczylas
Asystent scenografa: Jacek Timingeriu
Konsultacje głosowe: Ewa Głowacka-Fierek
Produkcja spektaklu: I DO PRODUCTION

Obsada: Anna Zubrzycki
Muzycy: Igor Pietraszewski, Tomasz Kasiukiewicz

Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty