Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zofia Wojtkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zofia Wojtkowska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 stycznia 2021

Zofia Wojtkowska: "Saga rodu Czartoryskich" - historyczny spacer przez dzieje Polski i Europy /recenzja książki/

Zachęcam do udania się na pięćsetletni (!) historycznoliteracki spacer z Zofią Wojtkowską w roli przewodnika oraz w doborowym towarzystwie przedstawicieli rodziny Czartoryskich. 



Zofia Wojtkowska dała się poznać jako autorka znakomitej biografii ambasadora i prezydenta Rzeczypospolitej na uchodźstwie, Edwarda Raczyńskiego. Tym chętniej sięgnęłam po jej kolejną książkę, która z pewnością była o wiele większym wyzwaniem, choćby ze względu na ramy czasowe (pięćset lat!) i liczbę bohaterów. Spośród kilkuset przedstawicieli rodu Czartoryskich autorka monografii wybrała 34 osoby, których losy stanowią zasadniczą oś opowieści (w istocie jest ich więcej). Wszystkie są postaciami wyjątkowymi, jak twierdzi we wstępie Wojtkowska, odwołując się zarazem do cytatu z wykładu literatury słowiańskiej Adama Mickiewicza, który - słusznie! - twierdził, że "Familia książąt Czartoryskich (...) to familia najwybitniejsza i zasługuje zapewne na osobną historię". Wyzwanie to śmiało i z sukcesem podejmuje Zofia Wojtkowska i chwała jej za to.

Zabawa w historyczne puzzle

Swoją opowieść zaczyna Wojkowska ab ovo - od początków rodu (XV wiek), na poły legendarnych, toteż  zastrzega, iż będzie to zabawa w historyczne puzzle, złożone z kawałków legend, podań, fragmentów zdarzeń i opowieści wokół tych zdarzeń budowanych

Dodajmy, że narracja czerpie także z Hitchcockowskiej zasady suspensu, czyli zaczyna się od trzęsienia ziemi, po którym napięcie jeszcze bardziej rośnie :-) W rozdziale I jest to morderstwo na księciu Zygmuncie Kiejstutowiczu, którego dokonują w Niedzielę Palmową (sic!) 1440 roku bracia Iwan i Aleksander Czartoryscy. Dwa lata później Władysław Jagiellończyk (dzięki zasługom trzeciego z braci, Michała) potwierdza prawo Czartoryskich do pieczętowania się herbem Pogoń Litewska. Dokument ten przechowywany jest przez rodzinę jako najważniejszy dokument rodowy.

Herb Czartoryskich - Pogoń Litewska (Wikimedia Commons)

Dzięki protekcji Olbrychta Stanisława Radziwiłła młodzi, wykształceni Czartoryscy: Kazimierz Florian, Michał Jerzy i Jan Karol zaczynają robić wielkie kariery, przez co rodzina coraz bardziej zyskuje na znaczeniu. Jednak nie tylko o przeszłości pisze Zofia Wojtkowska. Jej opowieść co i rusz dotyka współczesności. Znaną nam doskonale Kalwarię Zebrzydowską szczególną troską otacza Jan Karol, który otrzymuje majątek w posagu żony, Anny Zebrzydowskiej. Jego ostatnia żona, Magdalena z Konopackich, stanie się największą fundatorką sanktuarium, nadając kościołowi ostateczny kształt, jaki znamy dzisiaj. W ogóle trzeba podkreślić, że w opowieści Wojtkowskiej to właśnie kobiety odgrywają wiodącą rolę. Najważniejszą z nich jest Izabela z Morsztynów Czartoryska, nazwana nie bez kozery przez autorkę książki Matką Rodu. 

Twóczyni Familii Czartoryskich


Hrabia Jan Andrzej Morsztyn i jego córka Izabela, portret pędzla Hyacinte`a Rigouda z 1693 roku


Była córką poety i tłumacza z literatury francuskiej, znanego doskonale autora sonetów, m. in. Do trupa. Dom Morsztynów (naprawdę nazwisko brzmiało "Morstin") stanowił centrum kulturalne stolicy. Matka Izabeli była Szkotką, dwórką królowej Marii Ludwiki Gonzagi, Morsztyn zaś był nadwornym artystą królowej i obu jej mężów. Państwo Morsztynowie wychowywali swoje dzieci nowocześnie, pozwalając im uczestniczyć w kulturalnych spotkaniach, jeżdżąc z nimi za granicę, a przede wszystkim - kształcąc córki w pierwszej w Polsce szkole dla dziewcząt, którą założyła królowa, sprowadzając do jej prowadzenia Zakon Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, czyli siostry szarytki. Uczyły się w niej zarówno dziewczęta z najbogatszych rodzin, jak też ubogie, których naukę opłacała królowa. Poza tym, że panienki uczyły się pisania i czytania (po polsku i po francusku), zdobywały także podstawy łaciny, religii, śpiewu, haftu i kaligrafii. Co jednak najistotniejsze, siostry nie tylko nie stosowały tak powszechnych kar cielesnych, ale miały zupełnie odmienną, by tak rzec, filozofię wychowania. Uważały (i wprowadzały to w życie), że wszystkie uczennice, niezależnie od stanu majątkowego, powinny być traktowane jednakowo i że uczniów trudnych nie należy karać, lecz poświęcić im więcej uwagi. Izabela będzie potem podobnie traktowała swoje dzieci i wnuki, obserwując je uważnie i rozeznając ich predyspozycje, ucząc i wykazując przy tym wiele cierpliwości i mądrości. Ten sposób wychowywania dzieci oraz dbałość o właściwe koligacje małżeńskie dla nich zaowocują w przyszłości powstaniem najpotężniejszego, niezwykle wpływowego rodu zwanego Familią, której wpływ na rozwój kultury w naszym kraju jest niewątpliwy i nie do przecenienia. To właśnie w pałacu Izabeli dorastać będzie osierocona przez matkę najbardziej bodaj znana Izabela - pani na Puławach. I nie tylko ona...

Czy możliwa jest Polska bez Familii?


Portret księcia Augusta Aleksandra Czartoryskiego, wojewody ruskiego, malarz
nieznany, ok. 1731-1750


To jakby zapytać: "Czy możliwy jest uśmiech bez kota" :-) Portrety kolejnych przedstawicieli rodu uświadamiają nam dobitnie, jak imponujący i trwały jest udział Familii w tworzeniu polskiej kultury. Bez niej nie byłoby Puław, Powązek i Mokotowa, wspaniałego zamku w Łańcucie, Słownika Lindego, a także jednej z najstarszych polskich bibliotek. Nie byłoby też pierwszej szkoły publicznej (Akademii Szlacheckiego Korpusu Kadetów), a co za tym idzie, nie byłoby Tadeusza Kościuszki, bo szkoła ta wychowywała w duchu patriotycznym oraz uczyła ... języka polskiego, co w tamtych czasach było novum. Bez Czartoryskich Rzeczpospolita byłaby zupełnie inna, chyba bardziej prowincjonalna, mniej światła. Swoją opowieść o Czartoryskich kończy autorka opowieścią o Annie Czartoryskiej - siostrze Marii Weronice, matce przełożonej klasztoru wizytek - tego samego, który ukończyła niegdyś Izabela z Morsztynów Czartoryska. Pointuje zaś beatyfikacją Michała Czartoryskiego, którego św. Jan Paweł II wynosi w czerwcu 1999 roku na ołtarze wraz ze 107 nowymi błogosławionymi męczennikami II wojny światowej.

Barwna opowieść 


Nie sposób nie podkreślić, że arcyciekawe i złożone losy Familii zostały przez Zofię Wojtkowską opowiedziane w sposób barwny, ze swadą i poczuciem humoru. Autorka nie ucieka bynajmniej od anegdoty, co sprawia, iż przed oczami czytelnika defiluje korowód ludzi nietuzinkowych, a przy tym z krwi i kości. O stylu narracji niech zaświadczą wybrane tytuły rozdziałów: O człowieku, który nie chciał być królem, Zamilczana, Wnuczka Chopina po tonie, Zmierzch bogów, czyli między Polską a Rodziną..
Książkę, za którą stoi tytaniczna praca: poszukiwania w archiwach nie tylko polskich, ale i w Paryżu, a także rozmowy z żyjącymi przedstawicielami rodziny, czyta się znakomicie!

Starannie wydaną przez Iskry "Sagę rodu Czartoryskich" wzbogacają liczne reprodukcje obrazów, fotografie, a także aneks zawierający drzewo genealogiczne do poszczególnych rozdziałów książki.

Zapraszam zatem do udania się na pięćsetletni (!) historycznoliteracki spacer z Zofią Wojkowską w roli przewodniczki oraz w doborowym towarzystwie przedstawicieli rodziny Czartoryskich. 



piątek, 6 października 2017

Żywot burzliwy i spełniony. Zofia Wojtkowska: „Wiek ambasadora. Opowieść o życiu Edwarda Raczyńskiego” /recenzja książki/

„Wiek ambasadora” Zofii Wojtkowskiej to biografia ambasadora i prezydenta Rzeczypospolitej na uchodźstwie, ukazana w kontekście burzliwych czasów, w jakich przyszło mu żyć. Edward hrabia Raczyński mógłby powtórzyć na świętym Pawłem: W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. 

Wydawnictwo Iskry

Gdy w dziecięcym pokoju wisi „Melancholia”…



Jacek Malczewski, Melancholia

Swoją opowieść (bo nie jest to bynajmniej sucha biografia) Wojtkowska rozpoczyna niebanalnie - od … „Melancholii” Jacka Malczewskiego. Trzeba przyznać, że powieszenie tego obrazu przez matkę w sypialni synów: Rogera i Edzia pozostaje zagadką. Trudno jednak odmówić Róży Raczyńskiej tego, że matką była niekonwencjonalną i że ona właśnie najmocniej odcisnęła piętno na ich życiu. Po latach Edward Raczyński poświęcił jej obszerne wspomnienie, które zatytułował: „Pani Róża z domu Potocka, synowa Zygmunta Krasińskiego, potem Edwardowa Raczyńska”.
Pochodziła z patriotycznej rodziny, a w swoim czasie była jedną z najlepiej urodzonych panien w Europie, w dodatku o ambicjach intelektualnych. Wydana za mąż w wieku lat osiemnastu za syna Zygmunta Krasińskiego, szybko zostaje wdową z trójką maleńkich dzieci, Władysław bowiem cierpi na nieuleczalną wówczas gruźlicę. Odziedziczyły ją po nim dzieci, toteż wdowa poświęca całą swoją energię, aby je ratować i w tym celu wyjeżdża z nimi do Zakopanego. 

Róża z Potockich Raczyńska, Muzeum Kórnickie

W tamtym czasie jest nieszczęśliwie zakochana w Edwardzie Raczyńskim – poznańskim magnacie, którego nosi po świecie. Najpierw walczy „za wolność waszą i naszą”, a potem, w aurze bohatera, prowadzi światowe życie. W rezultacie różnych szalonych pomysłów (m.in. wyprawia się do Chile w poszukiwaniu złota), traci niemal cały majątek. A kiedy powraca do Krakowa, rozkochuje w sobie m.in. Różę Krasińską, po czym… oświadcza się jej szwagierce Marii Beatrix, która – jak się wkrótce okazuje – cierpi na zaburzenia psychiczne i jest narkomanką. Kiedy umrze, Edward nie wie, co począć z ich dzieckiem, małym Karolem, i … zawozi go do Zakopanego, pod opiekę Róży, która wszystko mu wybacza, pomaga wyjść z długów i w końcu wychodzi za niego za mąż. Ich pierwszy syn otrzymuje imię Roger – na cześć dziadka Raczyńskiego. Drugi – Edward otrzyma imię po ojcu.
Czy syn takiego ojca może mieć spokojną, niedramatyczną biografię? A mając taką matkę – czyż nie miałby mieć głębokiego poczucia życiowej misji?

Pałac w Rogalinie – genius loci


Pałac w Rogalinie

Należący do rodziny Raczyńskich pałac i park pozostanie dla Edwarda miejscem, które go ukształtowało i gdzie chciałby spocząć po śmierci. Mimo różnych historycznych zawirowań, Rogalin zawsze był oazą polskiej myśli i polskiej sztuki, a dzięki kolekcjonerskiej pasji ojca, powstała tam najwspanialsza kolekcja sztuki, licząca czterysta sześćdziesiąt sześć obrazów. I to jakich! Rembrandt, Tycjan, Van Gogh, Matisse… Stałym gościem Rogalina był Jacek Malczewski, bywała tam także Olga Boznańska. Tak powstawały portrety domowników, a także rogalińskie pejzaże.
Ojciec czytał dzieciom wieczorami polską literaturę: Kochanowskiego, Mickiewicza, Sienkiewicza, Fredrę, a także klasyków literatury światowej. Poznany podczas wakacji w Londynie Paul Cazin, stał się nie tylko kolejnym „honorowym domownikiem”, ale także przyjacielem i mentorem młodego Edwarda, który nie tylko pochłania dobrą literaturę, ale również sam pisze. 
Tak ukształtowany przyszły ambasador i prezydent do końca swego długiego i burzliwego życia zachował intelektualne i moralne priorytety.

Miłości i żony


Kto lubi zobaczyć w biografii człowieka z krwi i kości, ten się nie zawiedzie. Zofia Wojtkowska pilnie śledzi życie miłosne Edwarda i relacjonuje także i te jego aspekty, które były przez rodzinę wstydliwie skrywane. Chodzi mianowicie o wieloletni romans młodego Raczyńskiego ze starszą od niego mężatką, Katarzyną Baworowską, która – znudzona w małżeństwie – uwiodła niedoświadczonego młodzieńca. Śmiertelnie się w niej zakochał i przez wiele lat żywił nadzieję, że ukochana rozwiedzie się z mężem i wyjdzie za niego, ale nigdy do tego nie doszło.
Tymczasem studiował, a potem robił karierę w dyplomacji. A że poważny dyplomata powinien mieć rodzinę, próbowano go ożenić. O mały włos nie został mężem znanej historyk sztuki, Karoliny Lanckorońskiej, którą porzucił niefrasobliwie jego starszy brat Roger, toteż Edward „poczuł się w obowiązku”. Nic z tego nie wyszło, ale przyjaźnili się przez całe życie. Ostatecznie Edward ożenił się z nieprawdopodobnie bogatą Angielką, lady Joy Markham, ale nie był to szczęśliwy związek. Joy była chorowita i straciła pierwsze dziecko, co jeszcze bardziej odbiło się na jej zdrowiu. Edward zaś nie umiał okazać jej serdeczności, bo o wiele bardziej zajmowała go kariera dyplomatyczna. Poza tym denerwowało go, kiedy żona próbowała stworzyć sobie w majątku koło Dębicy pole do aktywności, przebudowując dom i ucząc wiejskie dzieci oraz kobiety. Nie umiał docenić jej szlachetności, kiedy w swoim sklepie wyrobów artystycznych w Warszawie zatrudniała młode, ubogie dziewczyny, pomagając im wyjść z nędzy. Ich jedyne wspólne zdjęcia, które się zachowały, pochodzą z podróży na Bliski Wschód w 1930 roku. Po powrocie Joy znowu zaszła w ciążę i robiła wszystko, aby ją donosić. Nie pozwalała się nawet leczyć, aby nie zaszkodzić dziecku, ale i tak nie udało się go uratować i wkrótce potem umarła również Joy, prosząc przed śmiercią Edwarda, aby ponownie się ożenił...


Cecylia i Edward Raczyńscy, Muzeum Rogalin

Tak też się stało. Związek z Joy nie był co prawda udany, ale Edwardowi Raczyńskiemu udało się chyba dzięki niemu dojrzeć i rok po jej śmierci poślubił Cecylię z Jaroszyńskich. Rodzą się im dzieci, a Edward już nie tylko poświęca się karierze dyplomaty, ale nareszcie staje się szczęśliwym mężem i ojcem. W swoim dzienniku zanotuje:
Jestem niezasłużenie szczęśliwy i mam kochaną, najukochańszą żonę – i córeczkę imieniem Wanda. Blondynkę.  
Cecylia Raczyńska jest wzorową żoną, matką i ambasadorową, także w trudnych czasach II wojny, kiedy Edward staje się człowiekiem – instytucją, a jego dom w Londynie – azylem dla polskich emigrantów. A mimo to, kiedy wyjeżdża do Nowego Jorku na operację oka i poznaje tam Anielę Mieczysławską (z domu Lilpop), zakochuje się w niej bez pamięci. Po powrocie informuje o tym … żonę. Sądzi, że tak jest uczciwie, nie myśli, że ją zrani. Nie zostawia jednak Cecylii i trwa w tym związku do końca, szczególnie, że jest ciężko chora na serce. Z Mieczysławską się nie spotyka, ale co roku, w rocznicę spotkania, wysyła jej jedną różę. Romantycznie… 
Kiedy Cecylia umiera, zamieszkują razem. Wszyscy są skonsternowani, zwłaszcza, że nie biorą ze sobą ślubu, bo Aniela jest rozwódką i nie ma co liczyć na kościelną dyspensę. Formalnościom staje się zadość dopiero po śmierci jej męża. Nie mniej związek Edwarda Raczyńskiego z Anielą Mieczysławską jest chyba najbardziej harmonijny. Mają wspólne zainteresowania, jeżdżą po świecie, fotografują się często. Aniela staje się jego oczami i w ogóle całym światem. Na zdjęciach wyglądają jak.. zakochani. I tak już będzie do końca. 

Dyplomata z klasą


Do końca też zachował Edward Raczyński niezwykłą klasę i w jakimś sensie pozostał apolityczny. Miał chłodny analityczny umysł i poczucie służby. Po wojnie jego świat zniknął bezpowrotnie – Polska dostała się pod wpływy ZSRR, a rząd na uchodźstwie przestał być traktowany poważnie. Raczyński nie przestaje jednak walczyć o pozostających na emigracji Polaków. Pisze dziesiątki memorandów i apeli, by przeciwstawić się żądaniom Moskwy, zmierzającym do tego, aby emigrantów przymusowo odsyłać do kraju. Ponadto zakłada polskie instytucje, m.in. Instytut Polski i Muzeum imienia generała Sikorskiego, nadzoruje powstawanie polskich szkół, uruchamia programy stypendialne. Sprowadza polskie sieroty z Bliskiego Wschodu…
Pozbawiony aparatu urzędniczego, załatwia niewyobrażalną ilość spraw. Sam wiedzie skromne życie, często brakuje mu pieniędzy. W dodatku cierpi na postępującą ślepotę, a przeprowadzone operacje się nie udają. Dopiero w 1951 roku pomyślnie zoperowano mu w Nowym Jorku jedno oko – dzięki finansowej pomocy rodaków. Mimo tych problemów, działa nadal. To dzięki niemu w 1976 roku zostaje odsłonięty w Londynie pierwszy w Europie pomnik katyński.
Raczyński dba o kontakty z rodakami, przede wszystkim z polskimi księżmi. W 1971 roku, podczas beatyfikacji o. Maksymiliana Kolbego przez papieża Pawła VI, na specjalnej Mszy św. dla Polaków, zostaje posadzony pomiędzy dwoma kardynałami: Stefanem Wyszyński a Karolem Wojtyłą…


W bazie Royal Navy w Rosyth, drugi od lewej: książę Kentu, trzeci ambasador Edward Raczyński, 
czwarty Naczelny Wódz Władysław Sikorski, 17 listopada 1939 r.

Sprawy krajowe także bardzo leżą mu na sercu. Podczas Wydarzeń Czerwcowych 1976 roku staje na czele Komitetu Pomocy dla Ofiar Wypadków Czerwcowych. Tworzy ponadto Fundusz Pomocy Krajowi oraz naciska znajomych polityków, aby interweniowali w obronie Polaków. W kwietniu 1979 roku zostaje prezydentem na uchodźstwie. Mimo podeszłego wieku (ma w tym czasie osiemdziesiąt osiem lat!) i choroby, podejmuje się tej misji, co jest prawdziwym szczytem odwagi z jego strony. Odwagi i poczucia obowiązku. Czyni wszelkie wysiłki, aby pomóc rodakom uciekającym z Polski w stanie wojennym. Największą nadzieję pokłada jednak w papieżu Polaku – Janie Pawle II, którego podziwia bezgranicznie.
Ostatecznie, wyrzucony z polskiej historii na pięćdziesiąt lat, powraca na jej karty. Otrzymuje doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, na którym ongiś studiował, a jego nazwisko trafia do encyklopedii i podręczników akademickich. Nagrywa także audycje dla RWE.
Swoje burzliwe i spełnione życie kończy 30 lipca 1993 roku, a już 9 sierpnia wraca na zawsze do kraju, gdzie zostaje uroczyście pochowany w rodzinnej krypcie.

Zofii Wojtkowskiej zawdzięczamy opowieść niezwykle wartką i żywą, a przy tym rzetelną i dobrze zakorzenioną w źródłach. Takiej historii niezwykłego człowieka – Edwarda Raczyńskiego – oczekiwaliśmy od dawna. Starannie wydana – w twardej oprawie z obwolutą. Szkoda tylko, że zdobiące ją liczne fotografie zostały opublikowane na kiepskiej jakości papierze…

„Wiek ambasadora. Opowieść o życiu Edwarda Raczyńskiego” Zofii Wojtkowskiej okazała się nakładem Wydawnictwa Iskry w 2017 roku.

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty