Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WROSTJA. Słowa na piasku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WROSTJA. Słowa na piasku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 października 2017

Smakowity monodram Pavola Seriśa oraz pamiętne "Słowa na piasku" Biruté Mar /WROSTJA 2014, recenzje

Pierwszy dzień Wrocławskich Spotkań Jednego Aktora wypełniły monodramy w wykonaniu aktorów z zagranicy. Wystąpili artyści z krajów europejskich, jak też z Armenii i z Emiratów Arabskich. Było to więc interesujące spectrum różnych poetyk i osobowości scenicznych.

Pavol Seriś w monodramie "Smakowało wam, panowie?"


Smakowało wam, panowie?


Na początek zaprezentował się słowacki aktor Pavol Seriś w monodramie zatytułowanym ”Smakowało wam, panowie?”. Próba opisania tego spektaklu jest dość karkołomnym zadaniem, ponieważ aktor wcielał się w tyle ról, zarówno ludzkich, jak i zwierzęcych, że ciągle jeszcze odczuwam zdumienie, jak to jest w ogóle możliwe. A jednak! Dodać należy, że był to monodram w pełni autorski - Pavol Seriś jest zarówno reżyserem, jak i autorem scenariusza. Ukończył Janàček Academy of Music and Performing Arts w czeskim Brnie, na której studiował teatr cielesny, co wiele wyjaśnia.
Akcja sztuki rozgrywa się w restauracji, a jej narratorem jest główny kelner. Przed nami rozwija się fascynująca panorama gestów, min oraz przeróżnych odgłosów, często doprowadzonych do absurdu. One to stają się tworzywem ludzkich portretów. Dowiadujemy się np. o istnieniu różnych typów kelnerskich, m.in. kelnera hiszpańskiego, podającego dania w rytmie makareny. Jest także kelner, który nosi jedzenie tak wysoko, iż sam do niego nie dostaje. Inny – o paradoksalnym imieniu Tajfun – jest  z kolei kelnerem ultra powolnym. Inny to Perfekcjonista, który serwuje błyskawicznie wiele dań, a także Patryk Taca, którego imię mówi samo za siebie... Jest wielu innych, których szybko uczymy się rozpoznawać, ponieważ zostają ”narysowani” zwięzłą, karykaturalną kreską.
Właścicielem restauracji jest Francuz, którego nikt nie rozumie (z wzajemnością) i który ma niewielki wpływ na jej funkcjonowanie. Okazuje się jednak, że choć można sądzić inaczej, jest to i tak najlepsza restauracja w okolicy. Toteż przyjeżdżają do niej dwaj prezydenci w towarzystwie ochroniarzy. I tych także zagra słowacki aktor, że pominę już muchy i większe zwierzęta. Przyjęcie – jak się można domyślić – wypada fatalnie, co jednak niekoniecznie dociera do świadomości obsługi. Ostatecznie i tak dostaje się za to Francuzowi, który niczego nie pojmuje. A życie toczy się dalej.
Pavol Seriś to gejzer energii i ekwilibrysta. Jego monodram jest dobrym przykładem na to, jak mając do dyspozycji bardzo skromną ilość rekwizytów, używa się ciała jako najważniejszego instrumentu gry aktorskiej. Okazuje się, że człowiek może być niewyczerpanym źródłem pomysłów, które wyzwalają niezliczoną ilość środków ekspresji. Bez większej przesady można powiedzieć, że człowiek może być wszystkim. Takie stwierdzenie ma realne podstawy w przypadku słowackiego aktora.

Birute Mar w monodramie "Słowa na piasku"

Słowa na piasku 


Monodramem,  który zrobił na mnie duże wrażenie była adaptacja ”Radosnych dni” S. Becketta, którą pod tytułem ”Słowa na piasku” zaprezentowała litewska aktorka – Biruté  Mar. Posługując się oszczędnymi środkami wyrazu, zaprezentowała odmienny styl aktorstwa, niż Seriś. A jednak jej sceniczna obecność była jeszcze bardziej wyrazista.
Pamiętam role Biruté sprzed dwóch lat, kiedy promowała podczas spotkań teatralnych we Wrocławiu własną monografię: ”Biruté Mar. Bez maski” autorstwa Liucii Armonaité. Jest to również twórczyni monodramów w pełnym tego słowa znaczeniu. Obdarzona wieloma talentami: pisze, gra i reżyseruje. Tym razem zaprezentowała we Wrocławiu monodram, od którego zaczynała swoją karierę i który grała przez wiele lat. A jednak, choć była to ta sama sztuka, nie była taka sama jak przed laty. Została opracowana na nowo i zagrana przez aktorkę dojrzałą i bardziej świadomą swoich możliwości.
W roli starej kobiety wykonawczyni pozostaje na scenie unieruchomiona w kostiumie, pełniącym jednocześnie funkcję scenografii. Samotna, przypomina sobie ważne wydarzenia z przeszłości, aby je na nowo przeżywać i smakować, a potem odkładać do lamusa z tyloma innymi sprawami, które zamykają się w słowie ”przeszłość”. Czasami wystarczy znajoma melodia pozytywki, rękawiczka z pierwszego balu albo ulubiony kapelusz, aby tę przeszłość bez trudu przywołać. Pozornie nieruchoma, postać ta nabiera w pewnych momentach blasku i energii.
Aktorstwo Biruté  Mar sprawia, że mamy wrażenie, iż JEST na scenie, a nie – że gra. Emanuje z niej prawda. Z czasem samotność bohaterki staje się naszą samotnością, naszym unieruchomieniem i  kurczeniem się, aż do ostatecznego końca. Jakość sztuki, którą prezentuje litewska aktorka, jest brylantem najwyższej próby. Jej obecność na scenie jest tak intensywna, że aż boli… Dlatego patrząc na nią i słuchając jej, nawet nie myśli się o technice aktorskiej, a opisywanie jej byłoby po prostu zatrzymaniem się na powierzchni rzeczy...

środa, 20 września 2017

Biruté Mar: Najważniejsze jest być twórcą /wywiad/

Moją rozmówczynią jest litewska aktorka, reżyserka, poetka, pisarka, tancerka i muzyk. Wykonawczyni oklaskiwanych na całym świecie monodramów. Wywiad został przeprowadzony w 2014 roku, podczas festiwalu monodramów WROSTJA.


Birute Mar, fot. z archiwum aktorki

Barbara Lekarczyk-Cisek: ”Słowa na piasku” to szczególny monodram, od którego zaczęła się Pani kariera i który, z przerwami, grała przez wiele lat. W poświęconej Pani „Książeczce z Hamletem”, która ukazała się w 2011 roku, przeczytałam wypowiedź, z której wynika, że nie chciałaby już Pani zagrać ją ponownie. Tymczasem na tegorocznych WROSTJA zaprezentowała Pani właśnie tę sztukę… Skąd taka decyzja?

Biruté Mar: Spektakle mają tę właściwość, że dopóty są grane, dopóki nie nadejdzie potrzeba zagrania czegoś nowego. Kiedy spektakl zostanie już niemal wszędzie pokazany, wówczas wytwarza się rodzaj pustki, świadczący o tym, że zakończył on swoje życie. ”Słowa na piasku” grałam chyba dziesięć lat i przyszedł dla niego właśnie taki moment. W dodatku cała scenografia, czyli suknia, którą miałam na sobie, także się rozpadła, a później nawet zaginęła. Wprawdzie ją odzyskałam, ale była już nie do użytku. Tak się jednak złożyło, że mój ostatni spektakl zobaczył w Toruniu Wiesław Geras i tak się nim zachwycił, że zaprosił mnie z tym monodramem do Polski ponownie.

Cóż więc było robić? Postanowiłam, że skrzyknę całą ekipę, że scenografka i kostiumolog w jednej osobie wykona nową suknię, że trochę zmienimy II akt i muzykę… W ten sposób powstał ten sam, a jednak inny spektakl. W dodatku upłynęło tyle lat! A z dramatem Becketta jest tak, że kiedy się jest młodszym, to przyjmuje się go inaczej, niż wówczas, kiedy ma się już życiowe doświadczenie, trochę mniej sił, a więcej przeżyć. Toteż przeczytałam ten tekst po latach inaczej i inaczej go gram.

Birute Mar w spektaklu "Słowa na piasku", WROSTJA

Po raz pierwszy zagrałam zmieniony monodram w Warszawie i wówczas okazało się, że jest to tekst bardzo ważny dla mnie dla mnie i aktualny dla wielu ludzi. Monodram Becketta gram już szesnaście lat i dochodzę do wniosku, że można go grać przez całe życie. Widzę też, że z biegiem lat coraz mniej potrzebuję środków teatralnych, coraz mniej ekspresji. Szesnaście lat temu musiałam grać starą kobietę. Obecnie prawie nie muszę grać. W przyszłości może nawet suknia nie będzie mi potrzebna, aby przedstawić znikanie i samotność starej kobiety… Suknia przecież jest bardzo ciężka i coraz trudniej mi ją utrzymać.

Jak wspomina Pani swoje poprzednie pobyty w Polsce?  Czy coś szczególnie utkwiło w pamięci?

W Polsce zagrałam wszystkie swoje najważniejsze monodramy. Przyjeżdżam tutaj od ponad pięciu lat. Najbardziej zapadł mi natomiast w pamięć pobyt we Wrocławiu, kiedy to Wiesław Geras wymyślił pewien eksperyment, którego się z ciekawości podjęłam. Otóż poprosił, żeby w ciągu trzech dni zagrać trzy spektakle, każdy w innym języku. ”Kochanka” więc zagrałam w języku angielskim, ”Słowa na piasku” – w  rosyjskim, a ”Antygonę” po litewsku. Ta językowa i sceniczna ekwilibrystyka sprawiła, że Polskę pamiętałam jeszcze długo, czułam się bowiem jak wydrążona…

Dlaczego wybrała Pani właśnie monodram jako formę wypowiedzi scenicznej?

Był to wprawdzie wybór intuicyjny, ale wielokrotnie sama zadawałam sobie to pytanie. Przez jedenaście lat uczyłam się w szkole muzycznej gry na fortepianie, zrobię więc porównanie do sytuacji muzyka. Otóż każdy muzyk pozostaje w zasadzie sam ze swoim instrumentem. Tworzy utwór niejako z własnej energii i umiejętności, ponosi także odpowiedzialność za to, jak zabrzmi utwór w jego wykonaniu. Podobnie jest w przypadku monodramu. Kiedy grałam, będąc jeszcze w szkole teatralnej, czułam, iż mam tyle energii, tyle pomysłów, że mogę nimi wypełnić całą scenę.
Poza tym od dzieciństwa piszę wiersze i to także jest bardzo istotne. Być może dlatego wybrałam monodram. Aktor jest w jakimś sensie marionetką w rękach innych. Pisarz czy muzyk natomiast są niezależni w swojej twórczości. Chciałam być na scenie takim właśnie twórcą, bo bycie twórcą dla mnie jest w ogóle najważniejsze.

Czy zdarzyło się Pani grać własne teksty?

Tak. I czuję, że coraz częściej chcę mówić własnymi słowami. Dramat Becketta musiałam zaadaptować do swojej natury, więc w niektórych miejscach trochę go skróciłam, a w innych zmieniłam sceny.

Birute Mar w spektaklu "Słowa na piasku", fot. WROSTJA

Kiedy uczyłam się w Japonii w różnych tradycyjnych szkołach teatru japońskiego, zapoznano mnie ze średniowiecznym traktatem o grze aktorskiej. Było w nim napisane, że aktor, który gra bez doświadczenia dramaturgicznego, tzn. jeśli nie pisze dla siebie tekstów, przypomina żołnierza, który idzie na wojnę bez broni.

W jaki sposób pracuje Pani nad rolą?

Przede wszystkim gromadzę dużo materiałów, które następnie opracowuję. A więc zgłębiam całość intelektualnie. Później natomiast przetwarzam materiał emocjonalnie, czyli filtruję go przez własne emocje. Kolejny etap - to praca na scenie. Potrzebuję do niej niewielkiego zespołu: scenografa, kompozytora, reżysera świateł, asystenta. Dzielą się ze mną swoimi pomysłami odnośnie całej sztuki, a nie tylko w dziedzinie, w której są specjalistami. Dopiero później wybieram z tego to, co do mnie pasuje. Przez pewien czas poddaję się ich opiniom, ponieważ w pewnym momencie tracę do siebie dystans. Ostatecznie wysłuchuję ich, staram się uwzględnić wszystkie ich pomysły i uwagi, ale w końcu i tak wszystko robię po swojemu (śmiech).

Czy przygotowuje Pani jakiś nowy monodram?

Pracuję nad spektaklem bardzo dla mnie ważnym, którego temat jest szczególnie dramatyczny i bolesny. Są to bowiem wspomnienia mojej mamy, taty i tych wszystkich, którzy przez okupacyjne władze sowieckie zostali wywiezieni z Litwy na Syberię w czasie pierwszej i drugiej okupacji sowieckiej. Spektakl będzie miał tytuł ”Dzieci lodu”, a jego premiera w Teatrze Narodowym w Wilnie jest planowana na początek stycznia 2015 roku.

Tekst monodramu pisałam około dwa lata. Jest dla mnie szczególnie ważny, ponieważ wiem, jak wielu ludzi, którzy przeżyli zsyłkę, milczało o swoich dramatycznych, strasznych przeżyciach. W pewnym sensie chcę tym spektaklem powiedzieć wszystko to, co nie zostało powiedziane i zapisane, co zamarzło w gardłach na lód i może dopiero teraz przeleje się na oczyszczające łzy.

Dziękując za rozmowę, pozostaję z nadzieją, że zawita Pani z tym monodramem do Polski.


Składam także podziękowanie Pani Rasie Rimickaite - attaché kulturalnej Republiki Litewskiej w Polsce, która wystąpiła w roli niezastąpionej tłumaczki.

Wywiad ukazał się 14 listopada 2014 roku na portalu Kulturaonline.

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty