Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Już 17 kwietnia w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej premiera "Falstaffa" Giuseppe Verdiego – dzieła szczególnie wymagającego zarówno pod względem realizacyjnym, jak i wykonawczym, czy dyrygenckim. Reżyserii ostatniego dzieła wielkiego kompozytora podjął się doskonale znany operowej publiczności Marek Weiss. W tym roku reżyser obchodzi jubileusz 50-lecia pracy artystycznej, a premiera nowego spektaklu jest jego 150. inscenizacją teatralną.
Plakat: Adam Żebrowski
"Falstaff jest sumą wszystkich moich doświadczeń. To arcydzieło Verdiego. Arcydzieło bardzo skomplikowane, bardzo trudne, bardzo zawiłe. Verdi powiedział: „Dobra, chcecie koniecznie jeszcze jednej opery? Napiszę coś wesołego, żeby tak współcześnie było”. No i napisał, a pod spód dał to, o co mu naprawdę chodziło – mrok – powiedział reżyser podczas wywiadu.
Opera jest w popularnej tradycji dziełem wesołym, pełnym humoru. Oparta została na postaci Sir Johna Falstaffa znanego z dramatów Williama Szekspira. Verdi, wspólnie z librecistą Arrigiem Boitem, stworzył kompozycję z pozoru lekką w formie, lecz niezwykle precyzyjną dramaturgicznie, opierając się na na sztuce Wesołe kumoszki z Windsoru oraz wybranych scenach z Henryka IV Williama Szekspira.
Nowa inscenizacja w TW-ON z pewnością zaskoczy widzów zupełnie innym spojrzeniem na klasyczny tytuł, łącząc szacunek dla tradycji z nowoczesnym językiem scenicznym. Ostatnie dzieło Verdiego rozumiane jest jako komedia o grubym opoju, który cynicznie uwodzi dwie kobiety i zostaje przez nie dotkliwie ukarany. Kiedy jednak prześledzi się wnikliwie szekspirowski pierwowzór i przeanalizuje dokładnie niezwykłe bogactwo motywów muzycznych, odnajdzie się drugie mroczne dno tajemniczego dzieła, które sędziwy, spełniony kompozytor pisał świadomie jako swoje pożegnanie z ogromnym dorobkiem, własnym imponującym życiem i światem, który z filozoficznym przymrużeniem oka ocenił jako bolesny żart stwórcy z ludzi i ich poczynań.
Robię spektakl o tym, że ani wolność nie jest dana na zawsze, ani honor, ani wszystkie inne wartości. Falstaff jest sumą wszystkich moich doświadczeń – opowiada Marek Weiss –powiedziałem sobie, że będzie moim ostatnim spektaklem.
Finał opery zawiera słynne przesłanie: Tutto nel mondo è burla (Wszystko na świecie jest żartem), które jednocześnie jest ostatnią puenta znakomitego kompozytora.
Spektakl przygotowany został przez uznany zespół realizatorów, a na scenie wystąpią wybitni soliści, chór oraz orkiestra Teatru Wielkiego - Opery Narodowej poprowadzona przez maestro Patricka Fournilliera.
Już w najbliższą sobotę w Operze Wrocławskiej odbędzie się premiera „Julietty” Bohuslava Martinů, w reżyserii Barbary Wiśniewskiej i pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. To jedno z najbardziej niezwykłych dzieł XX wieku – opera zanurzona w świecie snu, pamięci i pragnienia, rzadko obecna na polskich scenach, a dziś powracająca w nowej realizacji Opery Wrocławskiej.
Paryż, lata 30. XX wieku. Bohuslav Martinů trafia na surrealistyczną sztukę Georges’a Neveux Juliette ou la Clé des songes. Ta historia nie daje mu spokoju. Kilka lat później zaprasza autora i siada do fortepianu. Zaczyna grać. Neveux wspominał później, że po raz pierwszy naprawdę wszedł do świata swojej własnej sztuki. Tak rodzi się opera Julietta. Martinů tworzy własne libretto i przenosi nas do tajemniczego miasta, w którym ludzie tracą pamięć po kilku minutach.
Kompozytor stworzył historię z pogranicza snu i świata realnego; skłania do refleksji nad miłością – fundamentalnym pragnieniem człowieka. Główny bohater – Michel, poszukuje nawiedzającej go w snach kobiety o imieniu Julietta. Kiedyś usłyszał jej piękny głos podczas podróży przez pewne miasto. Na miejscu okazuje się, że mieszkańcy są dotknięci osobliwym zanikiem pamięci – pamiętają tylko ostatnie 10 minut. Michael, szukając dziewczyny, napotyka różne dziwne postaci, by w końcu trafić na wyśnioną Juliettę, która jawi mu się jako ideał niedostępnej kobiecości.
"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
To opowieść o miłości, pamięci i świecie, w którym nic nie jest pewne. Opera miała prapremierę 16 marca 1938 r. w Pradze. Dzieło od razu odniosło wielki sukces dzięki wyjątkowej muzyce, a także scenografii. Podczas pierwszej realizacji Julietty na widowni był obecny sam Neveux, który po spektaklu oznajmił, że „opera przerosła sztukę”. Bohuslav Martinů stworzył dwie wersje dzieła – w języku francuskim oraz czeskim.
Ostatni raz w Polsce opera ta była wystawiana 1978 roku w Łodzi. Opera Wrocławska po wielu latach pragnie przypomnieć tę wyjątkową kompozycję czeskiego kompozytora.
"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Kierownictwo muzyczne – Mirian Khukhunaishvili
Reżyseria – Barbara Wiśniewska
Soliści, Chór i Orkiestra Opery Wrocławskiej
Dramaturgia – Marcin Cecko
Choreografia i ruch sceniczny – Maćko Prusak
Scenografia – Natalia Kitamikado
Kostiumy – Emil Wysocki
Reżyseria świateł – Aleksandr Prowaliński
Projekcie multimedialne – Marcin Cecko
Kierownictwo chóru – Anna Grabowska-Borys
Obsada (w dniu premiery)
Michel - Maciej Kwaśnikowski*
Juliette - Agnieszka Adamczak
L'homme au casque, Le marchand de souvenirs, Le mendiant aveugle/ Człowiek w hełmie, Sprzedawca pamiątek, Ślepy żebrak - Łukasz Rosiak
L`homme à la chapska, Le Père la Jeunesse, Le vieux matelot/Człowiek w rogatywce, Ojciec Młodość, Stary marynarz - Tomasz Rudnicki
La marchande de poissons, La petite vieille, La vieille dame, Le chasseur, Monsieur 3/ Handlarka rybami, Mała staruszka, Stara dama, Boy hotelowy, Pan 3 - Jadwiga Postrożna
Le vieux, Le vieil Arabe, Le bagnard/ Starzec, Stary Arab, Skazaniec - Grzegorz Szostak*
Le petit Arabe, Le jeune matelot, Monsieur 1/ Mały Arab, Młody marynarz, Pan 1 - Aleksandra Opała
L'employé, Le garde, Le gardien de nuit/ Urzędnik, Strażnik, Nocny strażnik - Aleksander Zuchowicz
Le commissaire, Le facteur/ Komisarz, Listonosz - Michał Błocki*
La marchande d'oiseaux, Le chiromancien, Mensieur 2/ Handlarka -
ptakami, Chiromanta, Pan 2 - Eliza Kruszczyńska
* - gościnnie
Czas trwania: 160 min.
język: francuski z polskimi i angielskimi napisami
"Julietta!" Bohuslava Martinů, próba medialna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Prelekcja dra Ryszarda Lubienieckiego
W dniu premiery, 11 kwietnia, serdecznie zapraszamy, by odwiedzić Operę Wrocławską wcześniej – o godz. 18.000 w foyer będzie miała miejsce prelekcja dra Ryszarda Lubienieckiego, poświęcona historii dzieła i jego twórcy.
Ryszard Lubieniecki to kompozytor, muzykolog, instrumentalista, improwizator. Studiował kompozycję i akordeon w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. W 2023 r. obronił pracę doktorską pod kierunkiem prof. Remigiusza Pośpiecha we wrocławskim Instytucie Muzykologii, gdzie obecnie pracuje na stanowisku adiunkta. Poza akordeonem gra również na średniowiecznych instrumentach klawiszowych (portatywie i clavisimbalum). Współzałożyciel tria muzyki współczesnej Layers, zespołu muzyki średniowiecznej Vox Imaginaria oraz bardziej efemerycznych grup muzyki improwizowanej, m.in. Vogellicht, Widzicie i Lubieniecki/Rupniewski. Autor monografii „Musica i memoria w późnośredniowiecznych traktatach muzycznych I połowy XV wieku” (Wrocław 2025).
Już 13 grudnia, po raz pierwszy w cyklu The Met: Live in HD zobaczymy operę "Andrea Chénier" Umberto Giordano, z Piotrem Beczałą w roli tytułowej.
Po znakomicie przyjętych kreacjach w Fedorze (2023) oraz Luizie Miller (2018), na scenie ponownie spotkają się dwie gwiazdy światowej opery: sopranistka Sonya Yoncheva oraz tenorPiotr Beczała. Artyści wcielą się w parę kochanków, których uczucie rozwija się w cieniu francuskiej rewolucji.
Piotr Beczała ponownie udowadnia, dlaczego uchodzi za jednego z najwybitniejszych tenorów naszych czasów. Krytycy podkreślają, że jego kreacje w Adrianie Lecouvreur czy Fedorze należały do najlepszych w ostatniej dekadzie, a Andrea Chénier może je nawet przewyższać (Opera Wire). Artysta zachwyca znakomitą formą wokalną i dojrzałą interpretacją roli, idealnie wpisującą się w postać poety rozdartego między rewolucyjnym zapałem a tęsknotą za prawdziwą miłością (New York Classical Review).
Orkiestrę poprowadzi Daniele Rustioni. Jego energia i muzyczna wrażliwość doskonale wydobędą bogactwo partytury Giordana, równie pięknej i pełnej pasji co arcydzieła Pucciniego, choćby Tosca czy Madama Butterfly.
Andrea Chénier to najbardziej znana opera Umberto Giordano – pełna pasji, dramatyzmu i pięknych, zapadających w pamięć melodii. Teraz po raz pierwszy ta perła włoskiego weryzmu trafi do widzów w ramach transmisji Live in HD.
📅 Data: 13 grudnia (sobota)
🏛️ Miejsce: Wybrane kina i instytucje kultury w całej Polsce. Sprawdźcie lokalizację poniżej lub na stronie http://nazywowkinach.pl
🎟️ Bilety już w sprzedaży! Szczegóły poniżej oraz na stronie http://nazywowkinach.
Dziś odbędzie się w Operze Wrocławskiej premiera "Strasznego dworu" Stanisława Moniuszki w reżyserii Bruna Berger-Gorskiego oraz pod kierownictwem muzycznym Miriana Khukhunaishvili. To wydarzenie jest wyjątkowe pod wieloma względami. Będzie to nie tylko otwarcie nowego sezonu artystycznego 2025/2026, ale również uświetnienie obchodów jubileuszu 80 lat polskiej sceny operowej we Wrocławiu.
8 września 1945 r. odbyła się w stolicy Dolnego Śląska premiera "Halki" Stanisława Moniuszki, co zapoczątkowało powojenny rozwój stałej sceny operowej w mieście. Obecna inscenizacja "Strasznego dworu" będzie nawiązywała właśnie do tych wydarzeń, kiedy to Polacy – nowi mieszkańcy Wrocławia – na gruzach niedawnej Festung Breslau zaczęli budować polską kulturę.
"Straszny dwór" Stanisława Moniuszki uchodzi za jedno z najdoskonalszych dzieł operowych kompozytora. Libretto autorstwa Jana Chęcińskiego zostało oparte na jednym opowiadaniu ze zbioru anegdot Kazimierza Stanisława Wójcickiego "Stare gawędy i obrazy" z 1840 roku. Chęciński jednak do szlacheckiej historii dodał wątki z "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza oraz "Zemsty" i "Ślubów panieńskich" Aleksandra Fredry. Wszystko to zostało splecione doskonałą muzyką Moniuszki.
Historia Stefana i Zbigniewa, powracających z wojny do swych rodzinnych stron, jest pełna polskiej patriotycznej myśli, a jednocześnie skrzy się szlacheckim humorem i optymizmem. Straszny dwór jest z jednej strony romantyczną, a z drugiej – polityczną opowieścią o dwóch młodych szlachcicach, którzy przysięgają sobie, że zawsze będą „żyć w bezżennym stanie”.
W 1863 roku wybuchło Powstanie Styczniowe, w wyniku którego okupant rosyjski zamknął Teatr Wielki w Warszawie na ponad dwa lata. Ponowne otwarcie sceny narodowej postanowiono uczcić prapremierą "Strasznego dworu", która to okazała się okazją do wielkich manifestacji patriotycznych, z resztą szybko stłumionych. W "Strasznym dworze" zawarta jest mnogość rytuałów szlacheckich, które są ukazane w wielu szczegółach dzieła: polonezowy kurant, powitanie powracających paniczów chlebem i solą, przędzenie w wielkiej izbie przy śpiewie pieśni, zapustne tradycje wróżenia z wosku, czy myśliwskie spory. Rodzimość, domowość i szlacheckość – to miało przyświecać całości dzieła. Po przegranym powstaniu, siła narodu polskiego miała wyrastać z przeszłości, a co za tym idzie – z moralności, honoru, szacunku do Tradycji. Stało to w opozycji do rodzącej się nowej kultury mieszczańskiej, która na pierwszy plan wysuwała względy ekonomiczne. Sam spektakl został zdjęty z afisza po trzecim przedstawieniu. Kompozytor za swego życia opery tej nie zdążył więcej zobaczyć. Pierwsze wznowienie Strasznego dworu po carskiej cenzurze odbyło się w zaborze austriackim, we Lwowie i Krakowie w 1877 roku.
288 wydarzeń w sezonie 2025/26 w tym 4 premiery operowe i 3 baletowe – tak zapowiada się repertuar w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej, który przyniesie zarówno nowe, wyczekiwane produkcje, jak i powroty tytułów, które na trwałe wpisały się w krajobraz repertuarowy sceny narodowej. Wśród nich znajdą się m.in. monumentalny "Nabucco" Verdiego, dramatyczna i głęboko poruszająca "Pasażerka" Wajnberga, baśniowy "Czarodziejski flet" Mozarta, pełna emocji "Madame Butterfly" Pucciniego, poetycki balet "Peer Gynt" w choreografii Edwarda Cluga, kultowa "Traviata" Verdiego oraz narodowa "Halka" Moniuszki – każde z tych dzieł powróci w nowym sezonie, przypominając o bogactwie i różnorodności operowego oraz baletowego kanonu.
Wśród dyrygentów, obok Patricka Fournillier, dyrektora muzycznego TW-ON, pojawią się m.in.: Robert Houssart, Carlo Montanaro, Marta Kluczyńska, Michał Klauza, Łukasz Borowicz, Nimrod Pfeffer, Alexei Baklan oraz Bassem Akiki – uznani artyści o wyrazistym stylu, nadający każdemu spektaklowi indywidualne brzmienie. Reżyserię nowych produkcji powierzono twórcom reprezentującym różne generacje i wrażliwości artystyczne: Barbara Wiśniewska zaprezentuje współczesną historię odbudowy Warszawy, Mariusz Treliński powróci z mrocznym Richardem Straussem, Marek Weiss podejmie się Verdiowskiego "Falstaffa", Barbara Wysocka zreinterpretuje mit Romea i Julii, zaś w balecie zobaczymy spektakle z choreografią Roberta Bondary, Izadory Weiss,Edwarda Cluga, George’a Balanchine’a i Toera van Schayka. Będzie to sezon głosów mocnych, różnorodnych, ale zjednoczonych wspólnym celem – głębokiego poruszenia widza i zaproszenia go do współuczestnictwa w opowieści o świecie.
Kierunek artystyczny sezonu 2025/26 nie ucieka od trudnych tematów. Szuka tego, co głębokie, odważne, osobiste. Stawia na mocne reżyserskie wizje, nowe głosy choreograficzne, ale też na dialog z klasyką, który nie wymazuje przeszłości – tylko wpisuje ją w teraźniejszość.
JUBILEUSZ 1825-1965-2025
Sezon odbywa się w wyjątkowym czasie – 200 lat temu położono kamień węgielny pod budowę Teatru Wielkiego, 60 lat temu natomiast otwarto gmach Teatru Wielkiego po odbudowie ze zniszczeń wojennych. Warto podkreślić, że idea budowy tego gmachu narodziła się w czasach zaborów, gdy państwo polskie wykreślone było z mapy świata. Jego odbudowa z wojennych popiołów była niezwykle trudnym przedsięwzięciem, lecz pomimo tych wszystkich zawirowań historycznych trwał od 200 lat, dostarczając szeregu emocji, wzruszeń oraz sztuki na najwyższym światowym poziomie.
To rocznica nie tylko architektoniczna, ale symboliczna – powrotu ducha, wiary, że można budować na nowo, z cegieł i z dźwięków. To moment, w którym instytucja nie tylko spogląda wstecz, ale też energią i odpowiedzialnością projektuje przyszłość.
Jak mówi Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego – Opery Narodowej:
Chodząc po tym teatrze, mam poczucie wielkiego zobowiązania i wdzięczności dla ludzi, którzy w spopielonej przez wojnę Warszawie zbudowali tak wspaniały obiekt. Na ich czele stał Arnold Szyfman, którego okropnie pożegnano, wymazując jego nazwisko podczas uroczystości otwarcia Teatru Wielkiego w 1965 roku. W prestiżowym miejscu naszego foyer wmurowałem tablicę oddającą mu hołd, ponieważ stworzył jeden z najwspanialszych i najnowocześniejszych teatrów świata.
Obchody odbudowy Teatru Wielkiego rozpoczniemy we wrześniu premierą "Najlepszego miasta świata. Operą o Warszawie". Dla naszej widowni przygotowaliśmy szereg atrakcji: odbędą się Dni Otwarte Teatru, Koncert Jubileuszowy, liczne wystawy historyczne, artystyczne oraz projekty specjalne, dające możliwość poznania kulis tego gmachu przez szerokie grono publiczności. Opera pozostaje miejscem, gdzie sztuka nie tylko opowiada o emocjach, ale również je przeżywa wspólnie z widzem. To scena, na której czas nie jest linią, lecz kręgiem – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nieustannie się tu spotykają. Realizacja tak ambitnego i zróżnicowanego programu artystycznego nie byłaby możliwa bez partnerów, którzy rozumieją wagę długofalowego wspierania kultury narodowej. Szczególne miejsce wśród nich zajmuje ORLEN – Mecenas Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, który towarzyszy instytucji w jej najważniejszych momentach.
Współpraca z Teatrem Wielkim - Operą Narodową to dla ORLENU nie tylko zaszczyt, ale także świadome, długofalowe zobowiązanie. Chcemy nadal wspierać projekty, które podkreślają rolę tej instytucji w kulturze narodowej i budują jej prestiż na arenie międzynarodowej – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.
Premiery operowe
"Najlepsze miasto świata. Opera o Warszawie", Cezary Duchnowski (wrzesień 2025)
Spektakl, którego libretto powstało na podstawie książki Grzegorza Piątka to prapremiera wyjątkowego dzieła o odbudowie Warszawy. Po wygraniu konkursu operę stworzyli dramaturg Beniamin Bukowski i kompozytor Cezary Duchnowski.
W centrum opowieści znajdą się: architektka z Biura Odbudowy Stolicy i amerykańska dziennikarka, których losy splatają się w powojennym mieście. Opera opowiada nie tylko o zniszczeniach i wysiłku ich naprawy, lecz także o starciu ideologii, traumie i marzeniach.
Premiera odbędzie się w osiemdziesiątą rocznicę rozpoczęcia odbudowy stolicy, ale i w rocznicę otwarcia Teatru Wielkiego po odbudowie w 1965 roku. W wizji reżyserskiej istotną rolę odgrywają wszystkie urządzenia sceniczne, którymi dysponuje opera – to hołd dla tego budynku – ostatniego dzieła Bohdana Pniewskiego. Jednak nie chodzi o przeładowanie, a nowoczesne, dobrze osadzone w tradycji przedstawienie, którego twórczynie i twórcy doskonale rozumieją, czym jest opera, i trzymają się pewnych ram, które definiują ten rodzaj sztuki. Świadomie osadzono nas w pewnej konwencji. Jednak wszystko w operze nastawione jest na budowanie emocji.
Jarosław Trybuś - pomysłodawca projektu
Reżyserka Barbara Wiśniewska podjęła się wystawienia tego dzieła na Scenie Moniuszki, a w projekt zaangażowany jest nie tylko Teatr Wielki. Na scenie usłyszymy orkiestrę Sinfonia Varsovia oraz chór Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Scenografię przygotuje Natalia Kitamikado, a za kostiumy dopowiada Emil Wysocki. Solistów (m.in. Joannę Freszel i Agatę Zubel) oraz orkiestrę SV poprowadzi Bassem Akiki.
Kobieta bez cienia, Richard Strauss (luty 2025)
Kobieta bez cienia jest czwartą operą, która powstała we współpracy kompozytora Richarda Straussa i pisarza Hugona von Hofmannsthala. Opowiada pełną zagadek historię dwóch par zawieszonych między światami. Libretto łączy w sobie tropy orientalnej baśni i symbolistycznej przypowieści.
Mariusz Treliński ukazuje tę historię jako współczesną opowieść o kobiecie doświadczającej stanu duchowego wypalenia; jego inspiracją były dzieła filmowe Larsa von Triera i Ingmara Bergmana. W ujęciu reżysera Kobieta bez cienia to nie oderwana od rzeczywistości baśń, lecz dzieło rezonujące z ważnym obecnie tematem kobiecości i macierzyństwa.
W tej inscenizacji splata się symbolizm z realizmem, psychologiczna głębia z wciągającym doświadczeniem wizualnym oraz muzycznym.
Kobieta bez cienia premierowo otworzyła nowy sezon w Opéra de Lyon w 2023 r .
Dzięki tej mądrej inscenizacji zagmatwane libretto Hugo von Hofmannsthala staje się bajecznie proste, nawet jeśli tajemnica Kobiety bez cienia pozostaje nieprzenikniona.
Frédéric Rossi, Premiere loge
Spektakl Kobieta bez cienia jest produkcją Opera de Lyon.
Falstaff, Giuseppe Verdi (kwiecień 2026)
Ostatnia opera Verdiego powstała pod koniec życia wielkiego kompozytora i była rodzajem pożegnania z twórczością i życiem artysty.
Jest to błyskotliwa komedia o miłości, iluzjach i upływającym czasie. Falstaff to postać z pozoru śmieszna, lecz w interpretacji Marka Weissa to tragikomiczny bohater epoki gasnących złudzeń. Osadzona w estetyce holenderskiego malarstwa inscenizacja eksponuje napięcie między śmiechem a refleksją. Muzyka Verdiego tętni rytmem i melodycznym dowcipem, a zarazem niesie nutę egzystencjalnego smutku.
To trudna muzyka, niezwykle bogata w najróżniejsze zaskakujące motywy. Można ją pokochać dopiero po wielu uważnych wysłuchaniach. Ale oczywiście bardziej wytrawni melomani niż ja z pewnością kochają ją.
Marek Weiss
Romeo i Julia, Charles Gounod (czerwiec 2026)
Ta historia miłosna jest jednym z najbardziej znanych mitów we współczesnej kulturze pojawiających się m.in. w teatrze dramatycznym, musicalu i filmie. Tym razem ukazana zostanie w nowej, współczesnej perspektywie przez Barbarę Wysocką. To opowieść nie tylko o zakazanym uczuciu, ale też o potrzebie tożsamości i bycia dostrzeżonym w świecie pełnym społecznych oczekiwań.
Interesuje mnie los, ale nie jako wielka metafizyka. Raczej jako coś nieuchwytnego, ulotnego: moment za wcześnie, krok za późno, zaginiony list. Wszystko dzieje się „prawie”. Prawie się spotkali. Prawie zdążyli. To nie jest opowieść o przeznaczeniu, tylko o tym, jak bardzo życie zależy od przypadku, jednej decyzji, jednej sekundy.
I że nawet jeśli ludzie się kochają, to zakończenie szczęśliwe jest prawie niemożliwe. Porusza mnie to, że ta historia miłosna dzieje się w świecie, który nie zostawia na nią miejsca. To opowieść o ludziach, którzy z desperacją szukają bliskości. Ich miłość nie jest sentymentalna, lecz totalna.
Barbara Wysocka
Ta inscenizacja podkreśla liryczność partytury Gounoda, a jednocześnie stawia pytania o sens buntu i miłości w czasach kryzysu. Dyryguje Robert Houssart.
Spektakl Romeo i Julia jest produkcją Semperoper Dresden.
Trzy spojrzenia na taniec w rytmie muzyki romantycznej – to propozycja baletowa na otwarcie sezonu.
VII Symfonia Beethovena – choreografia Toera van Schayka, w której taniec staje się czystą formą energii, podporządkowaną wewnętrznemu rytmowi jednej z najpotężniejszych kompozycji w historii muzyki.
Ssss… – subtelna, kameralna choreografia Edwarda Cluga do nokturnów Fryderyka Chopina, proponująca ciszę, skupienie i refleksję jako kontrapunkt dla codziennego zgiełku.
Symfonia C-dur Bizeta – klasyczna kompozycja George’a Balanchine’a, ikona baletowego neoklasycyzmu, ukazująca kunszt zespołu w pełnej, wizualnej i muzycznej harmonii.
Jak podkreśla Krzysztof Pastor, dyrektor Polskiego Baletu Narodowego:
Pomyślałem o powtórzeniu cieszącej się kilka lat temu ogromnym uznaniem i powodzeniem Siódmej symfonii w choreografii znakomitego Toera van Schayka z naszego tryptyku baletowego Beethoven i szkoła holenderska, ale też o zmodyfikowanie tego wieczoru poprzez wzbogacenie go o dwa inne cenne i nowe dla naszego widza dzieła choreograficzne. I tak powstał pomysł nowego tryptyku muzyką Beethovena, Chopina i Bizeta, który nazwaliśmy przenośnie Symfonią tańca. W nim zaś, obok znanej nam już symfonii choreograficznej van Schayka, znajdzie się stosunkowo nowy balet Edwarda Cluga do muzyki Chopina oraz Symfonia C-dur Georgesa Bizeta w klasycznej już choreografii George’a Balanchine’a, który jest dla mnie bardzo ważnym choreografem. A jeśli mówimy o jakiejś formie prometejskości, to powiem tak: zwłaszcza ten ostatni balet powinien iskrzyć, musi w nim być dużo radości, energii i blasku w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trzy języki choreograficzne, trzy temperamenty – jedno pytanie o relację muzyki i ciała.
Łowca androidów, Przemysław Zych (maj 2026)
Balet inspirowany kultową powieścią Philipa K. Dicka i filmami „Blade Runner” Ridleya Scotta oraz Denisa Villeneuve’a. Robert Bondara tworzy pełnowymiarowy spektakl, w którym choreografia, scenografia i światło budują dystopijny świat przyszłości.
Historia Ricka Deckarda – łowcy androidów – to opowieść o tym, co czyni nas ludźmi, gdzie przebiega granica między empatią a obojętnością, między światem mechanicznym a emocjonalnym. Balet zanurzony w estetyce kina neo-noir wykorzystuje nowoczesne środki wyrazu i wielowarstwową muzykę Przemysława Zycha, tworząc widowisko, które stawia pytania aktualne nie tylko dla przyszłości, ale i dla naszej współczesności. Kierownictwo muzyczne prapremierą obejmie Marta Kluczyńska.
Urojenia (czerwiec 2026)
Spektakl Izadory Weiss łączy dwie kobiece postacie – Roksanę z „Króla Rogera” i Virginię Woolf – w poetyckiej medytacji nad kobiecością, samotnością i pamięcią. Weiss daje głos tym, które w historii pozostawały na marginesie – muzyką Szymanowskiego, Tabakovej i Shaw tworzy przestrzeń dla ich emocji i siły.
Tytuł mojego spektaklu stawia nas wobec alternatywnego zjawiska, jakim są projekty, kreacje i artefakty tworzone przez ludzką wyobraźnię, ludzkie marzenia i lęki. Ich relacje z rzeczywistością są przedmiotem odwiecznych sporów wśród filozofów i artystów. Jednak nie jest to przecież domena wyłącznie intelektualistów.
Każdy człowiek staje przed problemem akceptacji zjawisk urojonych wobec nieubłaganego dla nich realnego świata, którego reguły są zwykle zbyt trudne do opanowania, by móc sobie w nim poradzić bez wsparcia fantazji i złudzeń. Alternatywność ta dotyczy również sfery aksjologicznej i wywołuje w nas niepokój, że urojenia mogą mieć niezbywalne wartości, ale że również mogą stać się zagrożeniem bytu czy naszej orientacji na drodze w kierunku poszukiwania prawdy i szacunku dla swojej roli w otaczającym nas świecie. Wierzę, że teatr jest miejscem, w którym ten aksjologiczny spór rozstrzyga się z powodzeniem, demonstrując nam świat, w którym bohaterowie spektaklu walczą o to, by odróżnić swoje urojenia od rzeczywistości.
Izadora Weiss
Latem tego roku w sierpniu muzycy Ukrainian Freedom Orchestra pod batutą Keri-Lynn Wilson ponownie wyruszą w kolejne tournée. W programie usłyszymy między innymi muzyczny symbol oporu przeciw tyranii – V Symfonię Beethovena. W sierpniu orkiestra zadebiutuje na Litwie i Łotwie oraz w Rumunii, gdzie wystąpi na Festiwalu im. George’a Enescu w Bukareszcie. Podczas trasy koncertowej zespół zawita ponownie do Lucerny, Amsterdamu, Warszawy i Londynu. Patronat honorowy nad przedsięwzięciem również tym razem objęła Pierwsza Dama Ukrainy, Ołena Zełenska.
Trasę otworzy koncert w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie, skąd artyści udadzą się do Wrocławia oraz Lucerny. Podczas tegorocznego tournée orkiestra zaprezentuje prapremierowe wykonanie nowego utworu autorstwa wybitnego ukraińskiego kompozytora Maxima Kolomiietsa. Na scenie zobaczymy także amerykańską sopranistkę Rachel Willis-Sørensen, która wykona z zespołem Preludium i Liebestod z opery Tristan i Izolda Richarda Wagnera, a także przejmująceCztery ostatnie pieśni Richarda Straussa.
W sezonie 2025/26 na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej nie zabraknie cenionych i lubianych tytułów z poprzednich lat.
Powróci wyczekiwana przez publiczność operaNabucco Giuseppe Verdiego, a także ponadczasowe arcydzieło Czarodziejski flet Wolfganga Amadeusa Mozarta w reżyserii Barriego Kosky’ego i Suzanne Andrade. W repertuarze znajdą się również uznane produkcje, takie jak wielokrotnie nagradzana Halka i Madame Butterfly, w reżyserii Mariusza Trelińskiego, wzruszająca La Bohème Barbary Wysockiej i dramatyczny Simon BoccanegraAgnieszki Smoczyńskiej, a także ciągle budzące wielkie emocje Traviata, również w reżyserii Mariusza Trelińskiego.
W najbliższym sezonie artystycznym po wielu latach powróci Pasażerka, opera poruszająca trudny temat Auschwitz. Skomponował ją Mieczysław Wajnberg, polsko-żydowski warszawiak, który stracił rodzinę w obozie, i o którym reżyser opery David Pountney powiedział, że „spędził życie, tworząc muzykę ku pamięci straconych najbliższych”. Inspiracją Wajnberga stała się powieść Pasażerka (1962) Zofii Posmysz. Autorka przeżyła obóz a decyzja, by dawać świadectwo okrucieństwu Zagłady była dla niej oczywista. Dopiero w 2006 roku, już po śmierci kompozytora, odbyło się jej wykonanie koncertowe w Moskwie. Obecną inscenizację, którą zrealizował w 2010 roku David Pountney pokazano najpierw na Festiwalu w Bregenz, następnie w Warszawie, w Teatro Real w Hiszpanii, Tel-Awiwie, później w Londynie, Houston, Nowym Jorku, Chicago, Detroit i na Florydzie.
Miłośników tańca ucieszy powrót znakomitych spektakli baletowych: Peer Gynta E. Cluga, Pinokia A. Hop, Prometeusza K. Pastora oraz klasycznej Bajadery N. Makarowej.
Równolegle Galeria Opera zaprezentuje trzy nowe wystawy wybitnych artystów: Krystyny Piotrowskiej, Andrzeja Dudzińskiego oraz Ewy Kuryluk.Muzeum Teatralne natomiast zaprosi zwiedzających na dwie ekspozycje: La Tartana. Teatr Lalek oraz Harfa Derwida, ukazujące bogactwo teatralnej tradycji i sztuki scenicznej w szerokim kontekście kulturowym.
Czy opera może fascynować dzieci? Czy balet potrafi oczarować młodzież? Teatr Wielki - Opera Narodowa udowadnia, że tak! Nowa strategia edukacyjna TW-ON odpowiada na potrzeby współczesnej publiczności, aktywnie ją kształtując. Od przedszkolaka po maturzystę, od rodzin z dziećmi po nauczycieli – edukacja w TW-ON to coś więcej niż tylko cykl zajęć. To zaproszenie do przeżywania sztuki wszystkimi zmysłami.
Propozycje edukacyjne TW-ON nie powielają popularnych zajęć umuzykalniających, lecz czerpią z unikalnego dziedzictwa Opery Narodowej: z jej historii, codziennej pracy artystycznej i magii zaplecza scenicznego.
„Wielki dla Małych” maluchy śpiewają, tańczą i uczą się uważnego słuchania. „Rodzinne zabawy w Wielkim” budują więzi między pokoleniami przez wspólne muzykowanie, zabawę i taniec, oraz program „Mali dla Małych”: to tylko część programu edukacyjnego w nowym sezonie 2025/26. Zapraszamy na próby otwarte z udziałem publiczności oraz cieszące się ogromną popularnością wycieczki po zakamarkach Teatru Wielkiego Opery Narodowej.
Sprzedaż biletów na wydarzenia w sezonie 2025/26 ruszy 10 czerwca o godz. 11.00.
Tego dnia widzowie będą mogli zakupić bilety ze specjalną zniżką 21%.
Już 8 maja Warszawska Opera Kameralna po raz 34. otworzy bramy do świata Wolfganga Amadeusza Mozarta, zapraszając nas na wyjątkowy Festiwal Mozartowski w Warszawie – najdłuższy tego typu festiwal na świecie, poświęcony wyłącznie twórczości genialnego kompozytora z Salzburga.
Przez dwa miesiące – aż do 6 lipca – Warszawa rozbrzmiewać będzie najpiękniejszą muzyką klasyczną. W programie znajdziemy zarówno najbardziej znane opery Mozarta, jak "Don Giovanni", "Wesele Figara", "Czarodziejski flet" czy "Idomeneo", jak i wyjątkowe koncerty kameralne, oratoryjne (Requiem d-moll, Msza c-moll) oraz wydarzenia dedykowane najmłodszym melomanom.
Tegoroczna edycja zainauguruje premierę "Łaskawości Tytusa" w reżyserii Anny Sroki-Hryń – znakomitej artystki, której teatralna wrażliwość i świeże spojrzenie wnoszą nową jakość na scenę operową. W czerwcu na scenie WOK pojawi się również nowa wersja rzadziej grywanej opery "La finta semplice" – w reżyserii Jitki Stokalskiej, z udziałem Bastarda Trio – zaskakującego połączenia klasyki i alternatywy.
Nie zabraknie także prawdziwych muzycznych pereł. 12 maja w Filharmonii Narodowej odbędzie się premiera najnowszej płyty WOK – Requiem d-moll Mozarta – wydanej przez renomowane wydawnictwo DUX. Tego wieczoru usłyszymy również majestatyczną Mszę c-moll.
Na wyjątkowy wieczór zapowiada się także spotkanie z literaturą i muzyką – "Moje życie z Mozartem", z udziałem Érica-Emmanuela Schmitta, autora kultowej książki pod tym samym tytułem (25 maja, Zamek Królewski). A finał? Oczywiście Gala Mozart Night – już po raz piąty – która tradycyjnie zamyka Festiwal, tym razem w pięknych wnętrzach Teatru Polskiego.
Na scenach Festiwalu pojawią się wybitni artyści: wiolonczelista Tomasz Strahl, skrzypaczka Agata Szymczewska czy dyrygent Howard Arman, który zaprezentuje własną interpretację mozartowskiego Requiem.
Nie zapomniano także o młodszych odbiorcach. Mozart Junior to szósta już edycja wydarzeń edukacyjnych – z autorskimi warsztatami teatralno-operowymi Mozart ON oraz wznowieniem działalności Młodzieżowej Orkiestry Mozartowskiej.
Festiwal Mozartowski w Warszawie to nie tylko muzyka. To celebracja piękna, harmonii i sztuki, które – jak twórczość Mozarta – nigdy się nie starzeją. To także okazja, by doświadczyć wyjątkowej atmosfery Warszawskiej Opery Kameralnej, miejsca, gdzie klasyka nabiera nowego blasku.
Premiera wielkiego dzieła Giuseppe Verdiego zbliża się wielkimi krokami. Już za dwa miesiące na scenie Opery Wrocławskiej "Don Carlo" pod batutą maestro Pawła Przytockiego i w reżyserii Michała Znanieckiego. Na scenie wspaniali artyści.
Wielkie dzieło Giuseppe Verdiego, oparte na dramacie Friedricha Schillera, zostanie wystawione w Operze Wrocławskiej pod koniec maja 2025 r.
W postać Filipa II wcieli się jeden z najlepszych światowych interpretatorów ról Verdiowskich – bas Rafał Siwek. Wrocławska publiczność miała okazję poznać go w roli Zachariasza w "Nabucco" Giuseppe Verdiego, podczas transmisji tego spektaklu w 2021 r. Ponadto w roli Filipa II będziemy mogli ujrzeć i usłyszeć Jerzego Butryna, bas-barytona pochodzącego z Wrocławia, występującego wielokrotnie na scenie Opery Wrocławskiej, m.in. w "Don Giovannim" (jako Komandor), "Łucji z Lammermooru" (jako Raimondo) czy "Carmen" (jako Escamillo).
Partię tytułową zaśpiewa znakomity austriacki tenor – Norbert Ernst. Solista wielokrotnie występował podczas festiwalu w Bayreuth. Regularnie śpiewa na największych scenach operowych, m.in. Royal Opera House, Covent Garden, Teatro alla Scala czy Wiener Staatsoper, a w Operze Wrocławskiej wystąpi po raz pierwszy.
Olena Tokar ukraińska solistka, dysponująca oczarowującym sopranem lirycznym, wykona partię Elżbiety. Śpiewaczka od ponad 15 lat należy do stałego zespołu Opery Lipskiej. W swoim repertuarze ma główne role sopranowe, które prezentuje na scenach operowych świata.
W najnowszej premierze zaprezentuje się także, w roli markiza Posy (Rodrigo), baryton Stanisław Kuflyuk. Artysta wielokrotnie występował w Operze Wrocławskiej, m.in. w "Trubadurze" (jako Hrabia di Luna) w 2016 r. czy w "Strasznym dworze" (jako Miecznik) w 2020 r. podczas transmisji online opery w wersji koncertowej.
Ponadto w wykonaniu dzieła na scenie Opery Wrocławskiej udział wezmą: Marcelina Román – Elżbieta, Dominik Sutowicz – Don Carlos, Łukasz Motkowicz – Markiz Posa, Jadwiga Postrożna / Barbara Bagińska – Eboli, Aleksander Zuchowicz / Paweł Żak - Hrabia Lerma oraz Herold, Hanna Sosnowska-Bill / Agnieszka Adamczak – Tebaldo, Jakub Michalski / Filip Rutkowski – Mnich, Aleksander Teliga / Wołodymyr Pańkiw – Wielki Inkwizytor oraz Maria Rozynek / Magdalena Makowska – Głos z Nieba.
Opera przenosi nas do XVI-wiecznej Hiszpanii. Opowiada historię infanta Don Carlosa, który po stracie ukochanej postanowił żyć w klasztorze. Jednak, za namową przyjaciela, nie realizuje tych planów, lecz postanawia zaangażować się na rzecz opozycji względem króla. Wszystko to dzieje się w cieniu hiszpańskiej inkwizycji. Schiller napisał sztukę "Don Carlos" w 4 lata (1783–1787) i był to pierwszy dramat, który wyszedł spod jego pióra wierszem. Samo dzieło posiada rozbudowaną fabułę, ponadto bogate jest w wątki poboczne. Verdi zobaczył w postaciach dramatu głębię zróżnicowanych emocji, a poprzez kontekst historyczny mógł wyrazić własne wolnościowe dążenia. Kompozytor stworzył operę wielkich rozmiarów, w której połączył włoskie melodramma z francuską grand opéra. Prapremiera opery odbyła się 11 marca 1867 roku w Paryżu. Dzieło w Operze Wrocławskiej nie było grane od czerwca 1995 r.
Zespół Opery Wrocławskiej przedstawi tę historię 24 (premiera) oraz 25, 27, 30 i 31 maja 2025 r.
Do rozpoczęcia 11. Festiwalu Prawykonań pozostało zaledwie kilka dni. Już w najbliższy weekend NOSPR rozbrzmiewać będzie muzyką najnowszą! Przygotowaliśmy dla Państwa aż sześć koncertów ukazujących niezwykłą różnorodność premierowej twórczości polskich kompozytorów. Festiwal Prawykonań to jednak nie tylko koncerty. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą wydarzeń towarzyszących festiwalu.
Eeeee... MOC... Yeah! (to nie ja) – opera kameralna dla dzieci
14 marca godz. 17.00
15 marca godz. 15.00
15 marca godz. 16.30
16 marca godz. 16.00
16 marca godz. 17:30
Zawsze staramy się pamiętać o naszych najmłodszych melomanach. Właśnie dlatego na Festiwal PrawykonańEwa Fabiańska-Jelińska i Karolina Jefmańska stworzyły interaktywną operę kameralną dla dzieci Eeeee... MOC... Yeah! (to nie ja). Spektakl odbywający się w przestrzeniach NOSPR zabierze maluchy w podróż do świata emocji. W towarzystwie agentów Wydziału do Spraw Nieprzeżytych Emocji i muzycznych przewodników mali odkrywcy zanurzą się w dźwiękach puzonu, klarnetu, fletu i altówki, by razem przeżywać radość, smutek, strach i gniew. Bilety: 30 zł – bilet obejmuje udział dziecka wraz z jednym opiekunem (pakiet).
14 marca, g. 18.00 Strefa Ruchu – rozmowy z kompozytorami
Jak brzmi polska muzyka najnowsza? Co o nas mówi? Jaką przetwarza przeszłość i co czeka ją jutro? Jakie skrywa tajemnice i czego dowiemy się o niej na tegorocznym Festiwalu Prawykonań? Między innymi z tymi pytaniami zmierzą się kompozytorki i kompozytorzy, którzy przyjęli zaproszenie redakcji „Ruchu Muzycznego” i wezmą udział w towarzyszącym festiwalowi spotkaniu z cyklu Strefa Ruchu, które poprowadzi Piotr Mika. Wstęp wolny.
Na Festiwalu Prawykonań muzyka i inne sztuki nieustannie się przenikają. Dowodem na to będzie wystawa ceramiki unikatowej Bożeny Sacharczuk. W ramach prezentowanej w NOSPR wystawy Układy improwizowane artystka podejmuje próbę uchwycenia i „unaocznienia” abstrakcyjnego charakteru muzyki. Dzięki wkomponowaniu form w architekturę wnętrza sztuki wizualna i muzyczna splatają się w spójną opowieść o harmonii materii i brzmienia. Wernisaż odbędzie się 14 marca, a ekspozycję w NOSPR oglądać będzie można do 26 czerwca. Wstęp wolny.
15 marca, g. 13.00 Granice niczego – Krzysztof Knittel w rozmowie z Michałem Mendykiem
Krzysztof Knittel to twórca eksperymentujący, niezależny i swobodnie traktujący kanony. Podczas Festiwalu Prawykonań nie tylko będziemy mieć możliwość poznania jego najnowszej kompozycji ka makana o ke ola. Spotkamy się także z samym kompozytorem, a rozmowę z nim poprowadzi Michał Mendyk. Punktem wyjścia będzie wydana w zeszłym roku przez PWM książka Granice niczego – również będąca zapisem rozmowy Knittla z Mendykiem. W NOSPR przekonamy się jednak, że spotkanie wokół książki może zaskoczyć. Nie zabraknie bowiem gier konwencją i odniesień do eksperymentalnej twórczości najważniejszego dla Knittla kompozytora – Johna Cage’a. Wstęp wolny.
Metropolitan Opera ogłosiła szczegóły swojego sezonu 2025–26, w tym repertuar transmisji The Met: Live in HD, tym samym zapowiadając osiemnasty sezon transmisji operowych z Met w Polsce. Przed nami prawdziwe święto dla miłośników opery! Od jesieni 2025 do późnej wiosny 2026 nowojorska scena zaprezentuje w ramach cyklu Live in HD osiem wyjątkowych tytułów – zarówno uwielbianych arcydzieł, jak i ekscytujących, nowych inscenizacji. Widzowie będą mieli okazję podziwiać gwiazdy światowej opery, a także pracę uznanych reżyserów, dyrygentów oraz twórców scenografii i kostiumów.
Fot. materiały promocyjne
Sezon rozpocznie się 18 października 2025 roku transmisją Lunatyczki Belliniego. Kolejne tytuły, które będzie można obejrzeć na ekranach kin to: Cyganeria Pucciniego (8 listopada 2025), Arabella Straussa (22 listopada 2025), Andrea Chénier Giordana (13 grudnia 2025), Purytanie Belliniego (10 stycznia 2026), Tristan i Izolda Wagnera (21 marca 2026), Eugeniusz Oniegin Czajkowskiego (2 maja 2026) oraz Último Sueño de Frida y Diego (Ostatni sen Fridy i Diega) Gabrieli Leny Frank (30 maja 2026).
Światowej sławy artyści w MET
W sezonie 2025–26 na scenie Met zobaczymy światowej sławy artystów. Juliana Grigoryan i Freddie De Tommaso wcielą się w jedną najsłynniejszych operowych par w nieśmiertelnej, ikonicznej inscenizacji Cyganerii w reżyserii Franco Zeffirellego. Dyrygować będzie Keri-Lynn Wilson, która współpraca także m.in. z Teatrem Wielkim – Operą Narodową w Warszawie. Nadine Sierra oczaruje publiczność jako Amina w Lunatyczce. Piotr Beczała i Sonya Yoncheva ponownie połączą siły po głośnym występie w Fedorze w 2023 roku. Tym razem będziemy ich podziwiać jako głównych bohaterów opery werystycznej Andrea Chénier. W nowej inscenizacji Purytanów Belliniego, przygotowanej przez Charlesa Edwardsa, wystąpią takie gwiazdy jak Lisette Oropesa, LawrenceBrownlee oraz Artur Ruciński. Uznana sopranistka Lise Davidsen wcieli się w irlandzką księżniczkę Izoldę w Tristanie i Izoldzie Wagnera. U jej boku wystąpi tenor Michael Spyres, a także Tomasz Konieczny, który zaśpiewa rolę Gorwenala. Po entuzjastycznie przyjętym występie w roli Cio-Cio-San w 2024 roku, sopranistka Asmik Grigorian powraca do Met jako Tatiana z Eugeniusza Oniegina Czajkowskiego.
Premiery
W nadchodzącym sezonie Met zaskoczy widzów premierową inscenizacją opery Último Sueño de Frida y Diego (Ostatni sen Fridy i Diega) Gabrieli Leny Frank. To magiczno-realistyczny portret artystycznej pary – Fridy Kahlo i Diega Rivery. W roli Fridy wystąpi Isabel Leonard, a partię Diega zaśpiewa Carlos Álvarez. Pełna barw i artystycznej świeżości produkcja, inspirowana twórczością Fridy Kahlo i Diega Rivery, zachwyci wizualnym rozmachem. Czerpiąc z mitu o Orfeuszu i Eurydyce, spektakl ożyje pod reżyserskim okiem debiutującej w Met Deborah Colker, która odpowiadać będzie również za choreografię.
Transmisje na żywo w Polsce
Miłośnicy opery w Polsce i na całym świecie mogą nadal cieszyć się transmisjami na żywo z aktualnego sezonu The Met: Live in HD 2024–25. Fidelio Beethovena (15 marca 2025) po raz pierwszy trafi do kin w ramach transmisji z Met. Na ekranach podziwiać będziemy m.in. Lise Davidsen i Tomasza Koniecznego. Wesele Figara Mozarta (26 kwietnia 2025) olśni widzów znakomitą obsadą, natomiast Salome Straussa (17 maja 2025) zaprezentowana zostanie w nowej wersji wyreżyserowanej przez Clausa Gutha. W rolach głównych wystąpią sopranistka Elza van den Heever i baryton Peter Mattei, którym partnerować będzie tenor Piotr Buszewski. Sezon zamknie Cyrulik sewilski Rossiniego (31 maja 2025). W rolę Rozyny wcieli się mezzosopranistka Aigul Akhmetshina, która powraca do Met po sukcesie w Carmen u boku Piotra Beczały w sezonie 2023–24.
Z Agnieszką Rehlis – mezzosopranistką o wyjątkowym głosie, śpiewaczką operową występująca na deskach najważniejszych scen operowych Europy i świata – o jej muzycznej drodze, ważnych rolach, najbliższych planach, a także o tym, jak jej głos ... unieruchomił scenę obrotową w Opernhaus w Zurichu 😊
Barbara Lekarczyk-Cisek: To szczęśliwy traf, że występuje Pani we Wrocławiu, bo niezmiernie rzadko można Panią usłyszeć w Polsce. W dodatku usłyszymy Panią w repertuarze kameralnym i w towarzystwie znakomitego gitarzysty Krzysztofa Meisingera, z którym współpracuje Pani od lat.
Agnieszka Rehlis: Nasza współpraca rozpoczęła się 10 lat temu, kiedy to zagraliśmy pierwszy koncert we wrocławskim Arsenale. Później mieliśmy wiele koncertów, aż w końcu nagraliśmy prywatnie kompozycje Bartka Marusika: „Pieśni nocą śpiewane”. Nie odbyliśmy wcześniej żadnej próby, a mimo to była pomiędzy nami niesamowita nić porozumienia. Wcześniej, oczywiście, przygotowywaliśmy się do tego nagrania indywidualnie, ale nigdy bym nie przypuszczała, że można z takim spokojem po prostu zrealizować nagranie. To był bardzo piękny, nastrojowy cykl, prawdziwe perełki! Kiedy śpiewaliśmy go trzy lata temu w Łazienkach na Festiwalu Mozartowskim, zgromadziła się tak liczna publiczność, że połowie nie udało się w ogóle wejść. Współpracujemy z Krzysztofem nieczęsto, ponieważ ciągle wyjeżdżam, ale zdarza się nam spotkać od czasu do czasu, czego przykładem jest koncert w ramach cyklu „Ars Cameralis”.
Najczęściej można Panią usłyszeć na scenach operowych Europy i świata. Podobno niedawno, podczas spektaklu „Balu maskowego” G. Verdiego w Opernhaus w Zurichu, gdy wykonała Pani rolę Ulryki, scena obrotowa zatrzymała się, a organizatorzy poinformowali widownię, że to przez Pani czary 😊
To się wydarzyło naprawdę! Scena spowita piękną zielenią, także stół, przy którym siedzę z niemą postacią towarzyszącego mi służącego. Na koniec scena miała się obrócić, ale czekaliśmy na próżno. Trochę markowaliśmy, że tak ma być, ale w końcu nie wytrzymaliśmy i mój sceniczny partner zaproponował mi szeptem, abyśmy, nie czekając aż maszyneria ruszy, sami zeszli ze sceny. Najpierw udaliśmy się za zieloną kotarę, okazało się jednak, że natrafiliśmy na ścianę bez wyjścia. Nie straciłam zimnej krwi i ruszyliśmy w kierunku lewej kulisy, rejestrując po drodze Erikę Grimaldi, grającą rolę Amelii, która ciągle czekała na swoje wejście. Idąc coś improwizowaliśmy, żeby wyglądało naturalnie, a Gianandrea Noseda na szczęście zorientował się, że sytuacja jest trudna i powstrzymał się od dyrygowania. I poszło! Choć scena nadal się nie obracała i udało się ją uruchomić dopiero podczas II aktu. O tym, że poinformowano publiczność, iż unieruchomienie sceny obrotowej nastąpiło na skutek czarów Ulryki, dowiedziałam się później od osoby, która była na widowni. Widziałam wprawdzie na koniec znaczące uśmiechy artystów i garderobianej przesyłane w moim kierunku, ale dopiero post factum zrozumiałam ich znaczenie. (śmiech)
Agnieszka Rehlis w roli Ulriki w "Balu maskowym" G. Verdiego, Opernhaus Zurich, fot. ze strony Opernhaus Zurich na FB
Wcale się temu nie dziwię, bo Pani czaruje słuchaczy nieomal na całym świecie, czego sama doświadczyłam podczas wrocławskiego koncertu. Przypuszczam, że Pani talent i głos dojrzewał do tego latami. Jakie były tego początki?
Śpiewałam „od zawsze” i pociągało mnie też pianino, ale czasy były zgrzebne i rodziców nie stać było na taki instrument. Mama jednak, zauważywszy moje muzyczne ciągoty, zaprowadziła mnie do pana Franciszka Koscha, wychowanka Stefana Stuligrosza. Prowadził popularny w Jeleniej Górze chór męski oraz Chór Kameralny Collegium Musicum, w którym śpiewały również dziewczęta i panie. Byłam w ósmej klasie szkoły podstawowej, kiedy to w grudniu, bardzo stremowana, stanęłam przed obliczem pana Koscha i zaśpiewałam. Stwierdził, że mam dużą skalę głosu i umieścił mnie w sopranach, choć czasami odczuwałam, że to nie do końca „mój głos”, czym podzieliłam się z dyrygentem, on zaś zaproponował mnie i paru innym osobom lekcje indywidualne, podczas których uczył nas śpiewu solowego. Po półtora roku takich ćwiczeń, tak się w nich rozsmakowałam, że będąc jeszcze w liceum, postanowiłam zdawać na studia wokalne. Pan Kosch tak znakomicie mnie przygotował, że mimo afonii, która mnie dopadła podczas egzaminów, zaśpiewałam na tyle dobrze, że pani profesor Barbara Ewa Werner, znakomita śpiewaczka i skrzypaczka, przyjęła mnie na Wydział Wokalny Państwowej Szkoły Muzycznej w Jeleniej Górze. Profesor Werner uczyła mnie potem śpiewu przez okres dwu lat, kiedy co sobotę przyjeżdżała do Jeleniej Góry. Nadal też udzielał mi lekcji pan Kosch. Kontynuowałam je także później, kiedy dostałam się do Akademii Muzycznej we Wrocławiu, pod opiekę pani prof. Werner. Muszę podkreślić, że Franciszkowi Koschowi ogromnie wiele zawdzięczam – gruntowne podstawy śpiewu i pasję do muzyki. Będąc na studiach nadal współpracowałam z jego chórem. Na IV roku Akademii śpiewałam już poważne i trudne utwory, jak „Missa solemis” L. Beethovena czy Mszę h-moll J. S. Bacha. Swoje umiejętności doskonaliłam także na kursach mistrzowskich, m.in. pod kierunkiem Krystyny Szostek-Radkowej, a także u niemieckich pedagogów: Adele Stolte, Christiana Elsnera i Gerharda Kahry'ego.
W jakich okolicznościach trafiła Pani do Opery Wrocławskiej?
Och, to był pewien proces. Kończąc studia nie bardzo wiedziałam, co dalej, radziłam się więc zarówno pani prof. Werner, jak też pani Szostek-Radkowej i ta ostatnia poradziła mi, aby składać podania do różnych oper, a pani Werner poinformowała mnie, że Opera Wrocławska organizuje właśnie przesłuchania. Trwał strajk pracowników opery, więc pani Ewa Michnik wraz z komisją przesłuchiwała mnie w jakimś budynku na Krzykach. Pamiętam, że zaśpiewałam arię z „Orfeusza” Claudio Monteverdiego, którą przygotowałam wcześniej jako dyplom w Akademii Muzycznej. Realizując jako przedstawienie dyplomowe „Orfeusza”, pracowaliśmy też nad ruchem scenicznym ze wspaniałym tancerzem i choreografem Waldemarem Karstem – artystą związanym przede wszystkim z Teatrem Dramatycznym w Wałbrzychu oraz z Operą Wrocławską.
Dodam, że kandydatów było ponad trzydziestu, a przyjęto czterech, w tym mnie, przy czym był to angaż do roli Doralby w operze Domenico Cimarosy: „Impresario w opałach”. Był luty roku 1996, pechowy, bo cała obsada się rozchorowała i ostatecznie nie zaśpiewałam tej roli. Wkrótce potem, w czerwcu, dostałam telefon z zapytaniem, czy nie wystąpiłabym w roli Jadwigi w „Strasznym dworze” Stanisława Moniuszki, w reżyserii i inscenizacji Adama Hanuszkiewicza i pod kierownictwem muzycznym Andrzeja Straszyńskiego. W roli Miecznika wystąpił wówczas sam Andrzej Hiolski! Tak więc kończąc studia zagrałam w tej sztuce, a od września otrzymałam angaż do opery.
Trzeba przyznać, że zaczęła Pani swoją sceniczną karierę z wysokiego C! O Adamie Hanuszkiewiczu krążą rozmaite opinie, głównie takie, że był w stosunku do aktorów surowy do bólu. A jakie są Pani doświadczenia z prób „Strasznego dworu”?
Już kiedy pani Krystyna Preis, nasz ówczesny koordynator pracy artystycznej, zapowiedziała scenicznym szeptem, że nadchodzi mistrz Hanuszkiewicz, zaniemówiłam z wrażenia (śmiech). No i zaczęły się próby. Śpiewałam w drugiej obsadzie z Ewą Czerniak, mogłam więc obserwować grę pierwszych solistów z wiodącej obsady. To było wielkie przeżycie! Pewnego dnia jednak „zaniemówiłam” na skutek jakiejś afonii, podeszłam do maestro Hanuszkiewicza i wyszeptałam, że dziś nie mogę śpiewać. Akurat była to próba sceniczna i śpiew nie był konieczny, a Adam Hanuszkiewicz nie tylko się nie zdenerwował, ale pragnąc mnie pocieszyć, zaprosił na ciastko do pobliskiej kawiarni. Kiedy ja zajadałam się pysznym ciastkiem od Bliklego, on opowiadał mi różne interesujące historie, które związane były z jego pracą w teatrze. Dziś już niewiele z tego pamiętam, ale byłam wzruszona jego ojcowską dobrocią.
Natomiast Andrzeja Hiolskiego najbardziej zapamiętałam z próby generalnej, kiedy to niespodziewanie dla nas pojawił się w loży na pierwszym balkonie i zaśpiewał swoją arię. Po czym zszedł do nas i przytulił… Taka to była reżyseria.
Agnieszka Rehlis w roli Azuceny w "Trubadurze" G. Verdiego, z Piotrem Beczałą (Manrico (2021, Opernhaus Zurich), trailer
Od początku swojej kariery scenicznej bardzo dobrze radziła Pani sobie także aktorsko. Czy to samorodny talent, czy też zasługa studiów na Akademii Muzycznej, gdzie były także zajęcia temu poświęcone?
Odbyłam studia wokalno-aktorskie, podczas których zajęcia prowadzili fantastyczni pedagodzy – aktorzy, pracujący równolegle w Szkole Teatralnej: Igor Przegrodzki, Zygmunt Bielawski, Miłogost Reczek. Program studiów obejmował wiele przedmiotów z dziedziny sztuki aktorskiej, miałam więc nawet możliwość pójścia na jeden rok do szkoły teatralnej, aby zrobić dyplom, ale zrezygnowałam.
Opera Wrocławska była pierwszą sceną, na której zdobywała Pani zawodowe szlify i rozeznawała swoje możliwości. Jak Pani wspomina ten czas i które przedstawienia okazały się ważne w Pani karierze?
Z pewnością do takich należy rola Jadwigi w „Strasznym dworze”, a po dwóch latach pracy, w 1997 roku, pojawiła się możliwość zaśpiewania w „Requiem” Verdiego w reżyserii Roberto Skolmowskiego. Zaśpiewałam całość, prócz jednej arii, bo takie były założenia reżyserii. Śpiewałam także inne, może mniej znaczące role, ale miło je wspominam: Florę w „Traviacie”, Magdalenę w „Rigoletto” Verdiego, Siebel w „Fauście” Gounoda, Cherubina w „Weselu Figara”, Mercedes w „Carmen” Bizeta, Eurydykę w „Antygonie” Zbigniewa Rudzińskiego. Ważna była także możliwość obserwacji innych śpiewaczek, od których również się uczyłam.
Praktyka jest w każdym zawodzie bezcenna. Z pewnością widziała Pani film dokumentalny „Pavarotti”. Słynny tenor opowiada tam dowcipnie m. in. o początkach swojej kariery, kiedy to uczy się sztuki oddychania przeponą od swojej scenicznej partnerki, obejmując ją podczas wykonywania duetu.
Ja z kolei na początku swojej kariery scenicznej śpiewałam rolę Mercedes w „Carmen”, a towarzyszyła mi pani Jola Żmurko jako Frascita i zachęcała mnie podczas prób, abym sprawdziła, jak pracuję przeponą, podobnie jak to robił Pavarotti. Korygowała mnie w sposób bardzo życzliwy.
Kiedy była Pani solistką Opery Wrocławskiej, rozpoczął się także trwający wiele lat okres współpracy z Krzysztofem Pendereckim, z którym wykonywała Pani trudny repertuar oratoryjny. Jak doszło do tej współpracy?
Pani Ewa Michnik, będąc dyrektorką Opery Wrocławskiej, sprawowała również w latach 1997-2002 funkcję dyrektora artystycznego Międzynarodowego Festiwalu Oratoryjno-Kantatowego "Wratislavia Cantans". Znając moje upodobanie do muzyki oratoryjnej, zapytała mnie, czy zaśpiewałabym Requiem Dvořáka, którym będzie dyrygował Krzysztof Penderecki. Warunkiem była akceptacja maestro, wobec czego pani Michnik zaaranżowała spotkanie. Zaproszono mnie do NOSPR-u, gdzie Profesor akurat miał próby. Podczas przesłuchania zauważyłam, że profesor Penderecki zaczął odruchowo dyrygować, a potem zapytał mnie, czy mogłabym się nauczyć jego Credo, co zapowiadało dalszą współpracę. Zamurowało mnie z wrażenia, ale oczywiście przytaknęłam, choć wtedy nie znałam tego utworu. To był luty 1999 (koncert miał być we wrześniu), a tu niespodziewanie dostaję w marcu telefon od Henryka Gizy – dyrektora Festiwalu Muzyki i Sztuki Krajów Bałtyckich, z pytaniem, czy znam „Polskie Requiem” K. Pendereckiego. Okazało się, że Profesor mnie zarekomendował w miejsce pani Jadwigi Rappé, która nie mogła wtedy wystąpić. Miałam kilka tygodni na przygotowanie, w czym wydatnie pomogła mi korepetytorka naszej opery, pani Maria Rzemieniecka. Próba odbyła się w Technikum Kolejowym w Warszawie i uczestniczył w niej prof. Penderecki. Byłam bardzo stremowana i niepewna, czy dobrze zaśpiewam. W pewnym momencie Profesor przestał nagle dyrygować, odwrócił się do mnie i po chwili (dla mnie to była wieczność) powiedział, że śpiewam bardzo dobrze, po czym dostałam oklaski od całej orkiestry. Ależ to było przeżycie! Zaczęłam swoją współpracę z Mistrzem od jednego z najtrudniejszych jego utworów, w porównaniu z którym Credo i Siedem bram Jerozolimy to była bułka z masłem. Mój ostatni koncert z Mistrzem Pendereckim odbył się w lutym 2017 roku na Festiwalu Pablo Casalsa w Puerto Rico. Współpraca z Maestro trwała więc osiemnaście lat! Przez długi czas kojarzono mnie w związku z tym raczej z muzyką współczesną.
Agnieszka Rehlis w kompozycji K. Pendereckiego: "Dies illa" LACRIMOSA / wyk. NOSPR
W 2003 roku wypłynęła Pani na szerokie wody, zaproszona do Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, gdzie debiutowała Pani rolą Feneny w „Nabucco” G. Verdiego i to pod batutą maestro Jacka Kaspszyka. Jak do tego doszło?
Pracowałam wówczas w szkole muzycznej w rodzimej Jeleniej Górze, gdy nagle otrzymałam telefon z propozycją, abym natychmiast przyjechała do Warszawy i zagrała następnego dnia w „Nabucco”. Było to jakieś nagłe zastępstwo, ale ponieważ znałam reżyserię Marka Grzesińskiego, bo występowałam w tej sztuce wcześniej w Hali Ludowej [obecnie Hali Stulecia], przyjęłam propozycję z entuzjazmem. Nie zdążyłam wprawdzie dojechać na próbę, bo fizycznie nie było to możliwe, ale wszystko poszło dobrze. Maestro Kaspszyk wyraził po koncercie nadzieję, że jeszcze z nim wystąpię w kolejnej roli. Jakoś zaiskrzyło i w rezultacie śpiewałam z maestro wiele koncertów, m. in. VIII Symfonię Gustava Mahlera, a nawet miałam szczęście zaśpiewać tuż przed pandemią, w 2019 roku, „Requiem” Verdiego, obok takich wykonawców, jak Aleksandra Kurzak, Roberto Alagna i Paweł Siwek. To był koncert pożegnalny maestro Kaspszyka, który kończył wówczas swoją współpracę z Filharmonią Narodową w Warszawie.
G. Verdi: Messa da Requiem, Warsaw Philharmonic Orchestra and Choir / Orkiestra i Chór Filharmonii Narodowej pod dyr. Jacka Kaspszyka, wyk. Agnieszka Rehlis, Aleksandra Kurzak, Roberto Alagna i Rafał Siwek, Filharmonia Narodowa w Watszawie, 27 września 2019
Ale Pani współpraca z Operą Narodową nabrała tempa…
Tak, zagrałam m. in. Mafio Orsiniego w „Lukrecji Borgii” Donizettiego w 2009, rok później – Lisę w „Pasażerce” Wajnberga , a także Martę w „Jolancie” Czajkowskiego, Hagar w prawykonaniu opery Knapika „Moby Dick” w 2014 roku oraz Wróżkę w „Ognistym aniele” Prokofiewa w 2018. Zdarzało mi się występować także w spektaklach baletowych, np. w „Tristanie”, gdzie śpiewałam pieśni Wagnera, stojąc w orkiestronie. Wystąpiłam również w balecie „Chopin, artysta romantyczny”, gdzie wykonywałam pieśń do muzyki Hectora Berlioza. Poznałam wówczas dyrygenta Tadeusza Kozłowskiego, który potem zaprosił mnie na swój jubileusz w Filharmonii w Łodzi. W roku 2023 wystąpiłam w roli Amneris w „Aidzie” w Warszawie i okazało się, że był to mój setny spektakl.
Współpracowała Pani także z innymi polskim operami...
Rzeczywiście, kiedy w 2007 roku zostałam artystką freelance, zaczęłam dostawać propozycje z różnych teatrów operowych, m. in. z Opery Krakowskiej, gdzie zaśpiewałam m. in. rolę Kompozytora w „Ariadnie na Naxos” R. Straussa, w reżyserii Włodzimierza Nurkowskiego i pod kierownictwem muzycznym Tomasza Tokarczyka. To była dla mnie wspaniała możliwość zagrania roli przeznaczonej dla młodej jeszcze artystki, bo wiadomo, że głos z upływem czasu się zmienia. Udało mi się wówczas wystąpić w około trzydziestu spektaklach.
Agnieszka Rehlis w Prologu do "Ariadny na Naxos" R. Straussa
Zaśpiewałam także w 2013 roku rolę Azuceny w „Trubadurze” Verdiego w reżyserii Laco Adamika, ale zrozumiałam wtedy, że mój głos jeszcze do tej roli nie dojrzał. Dopiero cztery lata później, kiedy dzięki mojej fantastycznej agencji TACT weszłam na scenę z Azuceną, poczułam, że jest to rola dla mnie. Wystąpiłam też w 2011 roku w roli Judyty w „Zamku księcia Sinobrodego” Beli Bartóka w Teatrze Wielkim w Łodzi, gdzie kierownictwo muzyczne sprawował Łukasz Borowicz. Spektakl był grany wraz z "Dydoną i Eneaszem" Henry'ego Purcella. Dwa skrajne style, które dane mi było wykonać w jednym dniu, ponieważ zachorowała koleżanka, zaśpiewałam więc obie premiery. Dostałam potem entuzjastyczne recenzje, zwłaszcza za rolę Judyty.
Muszę wspomnieć również Operę Podlaską w Białymstoku, gdzie w 2015 roku namówiono mnie do zagrania tytułowej roli w „Carmen” Bizeta w inscenizacji Beaty Redo-Dobber i gdzie wcześniej, w 2012 roku, wystąpiłam na otwarcie opery, wykonując Jadwigę w „Strasznym dworze” St. Moniuszki. Reżyserował Roberto Skolmowski, wówczas dyrektor opery, a kierownictw muzyczne sprawował Mieczysław Dondajewski. Z panią Redo-Dobber współpracowałam wcześniej przy „Pasażerce” w Teatrze Wielkim w Warszawie, toteż uznała, że dobrze zaśpiewam rolę Carmen. Zgodziłam się, bo nie jest to rola trudna i przyjemnie się ją śpiewa, natomiast aktorsko nie bardzo ją lubię, bo uważam, że to rodzaj kreacji obliczonej na aplauz publiczności. Lubię role, które są większym wyzwaniem. O przyjęciu roli Carmen zdecydował także fakt, że dyrygentem był Michał Klauza, o którym wiedziałam, że jest świetny i że współpraca z nim będzie owocna. Zaśpiewałam trzy premiery pod rząd, a potem chyba ze trzydzieści spektakli.
Miałam także epizod z „Carmen” związany z Aalto-Musiktheater Essen, gdzie znano mnie z roli Amneris z „Aidy” i gdzie zaśpiewałam kilka spektakli „Carmen”.
W którym momencie zaczęła się Pani światowa kariera?
Wszystko zaczęło się od międzynarodowej agencji Tact Artists Management, której przedstawiciele byli w 2016 roku na spektaklu „Jolanty” Piotra Czajkowskiego w reżyserii Mariusza Trelińskiego, gdzie grałam rolę Marty. Nazajutrz umówili się ze mną na spotkanie. Nasłuchałam się najpierw komplementów na temat mojego występu, a następnie zaproponowali mi współpracę. Warunkiem było zaaranżowanie przesłuchań (tzw. audycji) na różnych scenach. Te audycje odbywały się jeszcze przez trzy lata, ale już po jednym przesłuchaniu w Teatrze Wielkim otrzymałam kilka propozycji ról. Jeździłam też do Zurichu, gdzie byłam przesłuchiwana do roli Wróżki i Matki Przełożonej w „Ognistym aniele” Siergieja Prokofiewa i od razu dostałam tę rolę.
W 2016 roku zaśpiewałam rolę Amneris w Estońskiej Operze Narodowej w Tallinnie, co także było atutem dla mojej agencji.
Czy zechce Pani uchylić rąbka tajemnicy odnośnie swoich planów artystycznych?
Za chwilę zaśpiewam w Royal Ballet and Opera w Londynie Azucenę w „Trubadurze”, w Statsooper Berlin tę samą rolę, w doborowym towarzystwie Anny Netrebko i Yusifa Eyvazova. Potem kolejno: w kwietniu tego roku zadebiutuję pod dyrekcją maestro Zubina Mehty – wykonam we Florencji Requiem G.Verdiego. Później wraca „Aida” (Amneris) we Florencji oraz w Arena di Verona, tym razem w reżyserii Stefano Poda. Kolejna „Aida” z tą samą rolą czeka mnie w Kennedy Center w Waszyngtonie, a za rok powrócę tam z „Tryptykiem” Giacoma Pucciniego.
Co jest dla Pani najważniejsze w zawodzie, który wykonuje?
Ważna jest znajomość historii muzyki oraz warsztat, ale – jak kiedyś powiedziała Ewa Podleś, śpiewanie to przede wszystkim wyobraźnia, która sprawia, że świadomie kształtujemy nasz głos. W śpiewaniu musi brzmieć prawda.
Czy ma Pani jakieś pasje pozamuzyczne?
Ważna jest dla mnie duchowość – dbam o swoje relacje z Panem Bogiem. Ponadto pasjonuje mnie matematyka, astronomia oraz astrofizyka, czyli czysta nauka. Od czasu do czasu śledzę życie gwiazd za pomocą odpowiedniego sprzętu. Ważne jest, aby mieć także zainteresowania pozamuzyczne, bo to także człowieka rozwija.
Bardzo dziękuję za spotkanie i rozmowę. Życzę, aby kolejne role operowe oraz udział w koncertach przyniosły Pani wiele satysfakcji i dały poczucie, że w Pani śpiewie brzmi prawda.
Miłość, zdrada, lojalność i walka o władzę – uniwersalne emocje i dylematy ludzkiej natury są w centrum „Simona Boccanegry”, jednego z arcydzieł Giuseppe Verdiego. W lutym 2025 roku dzieło to powraca na deski Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w zaskakującej odsłonie. Orkiestrę poprowadzi Fabio Biondi, spektakl reżyseruje Agnieszka Smoczyńska.
Agnieszka Smoczyńska, fot. materiały prasowe Opery Narodowej
Reżyserka Agnieszka Smoczyńska, debiutująca w operze, przenosi opowieść o korsarzu, który staje się władcą Genui, do dystopijnego świata dotkniętego katastrofą klimatyczną. Ta nowoczesna interpretacja stanowi zarówno ostrzeżenie przed groźnymi skutkami globalnych zmian, jak i refleksję nad ludzką kondycją w obliczu rozpadu wspólnoty i cywilizacji.
W swoim debiucie Smoczyńska oferuje świeże spojrzenie na operę Verdiego, która opowiada o miłości, zdradzie i walce o władzę. Osadzona pierwotnie w XIV-wiecznej Genui, historia została przekształcona w futurystyczną opowieść o Europie, która przypomina biblijną pustynię – miejsce wypalone przez słońce, pozbawione życia, gdzie natura ustępuje miejsca katastrofie.
Przenosimy „Simona Boccanegrę” w czasy neośredniowiecza, do świata, gdzie idea wspólnoty ulega rozpadowi, a katastrofa klimatyczna staje się rzeczywistością. To przestrzeń, w której główny bohater, Simon, jako korsarz wyniesiony do rangi przywódcy, stara się ocalić szczęście swojej córki nawet za cenę własnego życia. Ta opera, pełna melancholii, miłości i mroku, idealnie współgra z naszymi współczesnymi obawami przed nadchodzącym końcem świata, który wciąż można ocalić – mówi Agnieszka Smoczyńska.
„Simon Boccanegra” to jedna z najbardziej intrygujących oper Giuseppe Verdiego. Choć pierwotnie wystawiona w 1857 roku, uznanie zdobyła dopiero po poprawkach z 1881 roku. Ta mroczna muzyczna opowieść, w której główną rolę odgrywają barytonowe głosy, ukazuje Simona Boccanegrę jako bohatera rozdartego między politycznymi intrygami a osobistymi tragediami.
Giuseppe Verdi: Simon Boccanegra Premiera 14 lutego 2025 r. Kolejne spektakle 16/19/21/23 lutego 2025 r.
XII Festiwal Oper Barokowych potrwa od 2 września do 24 listopada 2024 roku, a wypełnią go spektakle operowe, koncerty oraz recitale. Istotnym elementem będzie ukazanie oddziaływania muzyki baroku na kompozycje tworzone w czasach nam bliższych, w szczególności na muzykę XX wieku. Tym samym obok twórczości Georga Friedricha Haendla, Antonia Vivaldiego, Jeana-Philippe’a Rameau, Jana Sebastiana Bacha, Henry’ego Purcella i Claudia Monteverdiego zabrzmią dzieła Charlesa Ivesa, Gustava Mahlera i Aarona Coplanda.
Historia festiwalu sięga roku 1993, a źródłem jego powstania były następujące okoliczności: rosnąca popularność muzyki barokowej, liczne odkrycia i rekonstrukcje dawnego repertuaru wspomagane dogłębną wiedzą historyczną (wirtuozeria wykonawcza utrzymana w duchu epoki) zespołu Warszawskiej Opery Kameralnej. Warto w tym miejscu przypomnieć, że to właśnie w Warszawie w XVII wieku działała jedna z pierwszych stałych scen operowych w Europie, co pokazuje, jak głęboko sięgają korzenie obecności opery w Polsce.
XII edycja Festiwalu zapowiada się imponująco. Zainauguruje go koncert amerykańskiej gwiazdy operowej sceny – Joyce DiDonato, z towarzyszeniem legendarnej orkiestry Il Pomo d’oro. Punktem kulminacyjnym zaś będzie premiera opery „Juliusz Cezar” George’a Friedricha Haendla (dyr. Adam Banaszak, reż. Włodzimierz Nurkowski). Łącznie w Festiwalu weźmie udział blisko dwustu artystów z kraju i zagranicy, a Warszawa jesienią stanie się niekwestionowaną światową stolicą muzyki barokowej.
Program Festiwalu
Koncert Joyce DiDonato
To jedna z niekwestionowanych gwiazd świata opery. Występuje na największych scenach operowych świata.
W Warszawie Joyce DiDonato zaprezentuje program „Eden” – wraz z orkiestrą Il Pomo d’Oro i dyrygentem Edsonem Scheidem. Od dawna Artystka poświęca się tworzeniu i inicjowaniu projektów, które stanowią wyzwanie i pobudzają publiczność, wykraczając poza fizyczne ograniczenia sali koncertowej. „EDEN” to polifoniczna struktura łącząca muzykę, dramat i edukację, która stawia pytania o nasz indywidualny związek z Naturą.
„Z każdym mijającym dniem – pisze Joyce DiDonato – coraz bardziej ufam doskonałej równowadze, zadziwiającej tajemnicy i sile przewodniej otaczającego nas świata przyrody, jak wiele Matka Natura ma nam do przekazania. EDEN to zaproszenie do powrotu do naszych korzeni i zbadania, czy łączymy się tak głęboko, jak to tylko możliwe, z czystą esencją naszej istoty, aby stworzyć nowy EDEN od wewnątrz i zasiać nasiona nadziei na przyszłość”.
Album „Eden” otrzymał nominację do nagrody Grammy w kategorii „Best Classical Solo Vocal Album”
22 września (niedziela), godz. 18:00.
Gloria Vivaldi / Antonio Vivaldi
Koncert
W programie koncertu znajda się trzy utwory Antonia Vivaldiego: motet „Domine ad adiuvandum me festina” RV 593 oraz „Magnificat g-moll” RV 610 i „Gloria D-dur” RV 589.
Psalm 69 „Domine ad adiuvandum me festina” przeznaczony jest na sopran, podwójny chór, dwa oboje smyczki i basso continuo. Kantyk „Magnificat” był podstawą kilku utworów powstałych między 1716 i 1719 rokiem. Według muzykologa Michaela Talbota, Vivaldi napisał najwcześniejszą wersję g-moll dla sierocińca ok. 1715 roku, a wkrótce potem przepisał go dla klasztoru cystersów w Oseku.
Istnieje domniemanie, że napisał trzy kompozycje do słów hymnu „Gloria in excelsis Deo” – dwa przetrwały w całości, a „Gloria D-dur” RV 589 jest jednym z najbardziej znanych utworów sakralnych kompozytora. Powstała najprawdopodobniej w okolicach 1715-1716 roku (podobnie jak RV 588), a ogromną popularność zawdzięcza choćby obecności w ścieżkach dźwiękowych filmów – m.in. w „Runaway Train” (1985) w reż. Andrieja Konczałowskiego, w „Shine” (1996) w reż. Scotta Hicksa o pianiście Davidzie Helfgotcie (pierwsza część) oraz w „The Hunter” (2011) w reż. Daniela Nettheima z Willemem Dafoe.
10 października (czwartek), godz. 19:00 Juliusz Cezar – Giulio Cesare in Egitto, HWV 17 / Georg Friedrich Händel
Opera
W XVIII wieku opera przeżywała wielki rozkwit. Ciągle powstawały nowe dzieła, ale ich żywotność była krótka. Nikt nie pamiętał o tym, co powstało kiedyś. Ważne było tylko teraz, dziś. Dramma per musica Giulio Cesare in Egitto Georga Friedricha Haendla, mimo premierowego sukcesu, przestała istnieć niemal na dwa stulecia. Dzieło zostało przypomniane dopiero w 1922 roku podczas festiwalu w Getyndze w interpretacji Oskara Hagena.
"Giulio Cesare" miał premierę 20 lutego 1724 roku w królewskim Haymarket Theatre w Londynie (w 1724 roku odbyło się trzynaście przedstawień, rok później – dziesięć, w 1730 roku – jedenaście). Autorem libretta był Nicola Francesco Haym.
"Giulio Cesare" to opera pełna efektownych scen i dramatycznych zwrotów akcji, wspaniałych arii, duetów i partii z udziałem chóru, należy do najczęściej wykonywanych i najbardziej cenionych dzieł Händla. We współczesnych aranżacjach rolę Cezara napisaną dla kastrata altowego Senesino śpiewają kontralty, mezzosoprany lub kontratenorzy.
To opowieść o walce Juliusza Cezara o władzę oraz względy królowej Egiptu, Kleopatry.
22 października (wtorek), godz. 19:00 "Dydona i Eneasz" – Dido and Aeneas, Z.626 /Henry Purcell
Opera
„Dydona i Eneasz” Henry Purcella to opera o władzy, porywie namiętności i samotności. Oto kobieta-władczyni spotyka na swojej drodze wojownika i bohatera. Wcześniejsze życie skłaniało ją do trwania w samotności, jednak siła uczucia zaczyna brać górę. Dydona nie jest w stanie opanować rosnącej namiętności do Eneasza, ulega jej pomimo lęku i niepewności. Nie jest jednak bezpieczna: na dworze ma bowiem przeciwniczki, które knują przeciwko niej, chcą zaszkodzić jej pozycji, chcą ją zniszczyć. Dydona postanawia działać: odsyła Eneasza, skazuje się na samotność…
Inscenizacja „Dydony i Eneasza” w centrum stawia emocje Dydony – jej siłę, wierność sobie, czystość intencji. Oraz uczucia i działania Eneasza – mężczyzny przeświadczonego o własnej dziejowej roli, przekraczającej czyjś osobisty los. Uniwersalność historii podkreśla umiejscowienie tego XVII-wiecznego muzycznego arcydzieła w drugiej połowie XX wieku.
Tomasz Cyz
29 października (wtorek), godz. 19:00 "Judyta triumfująca" – "Juditha triumphans", RV 644 / Antonio Vivaldi
Opera
“W warszawskiej inscenizacji Judyta jak w soczewce skupia cechy bohaterki tragicznej. Mimo że ma niezwykle silną osobowość, przeżywa konflikt moralno-etyczny. W działaniu cechują ją: determinacja, dwulicowość, konieczność walki z ukrycia i podstęp. Poświęca się, by zniszczyć wroga. Działa z pobudek patriotycznych. Wartości, pomiędzy którymi musi wybrać, to ojczyzna, cnota i własne sumienie. Motywacje jej działania można określić jako patriotyczno-prometejskie, bowiem jest gotowa do najwyższego poświecenia w imię dobra własnego narodu. Dodatkowym cierpieniem jest dla niej sama relacja z Holofernesem. Bohaterka jest nim zauroczona, tworzy się między nimi erotyczne napięcie, jednak ich dialog jest pełen ambiwalencji. Judyta jest wyraźnie oczarowana mężczyzną, jednak wie, że wybierając ojczyznę, musi stłumić rodzące się uczucie do Holofernesa, który dąży do zguby jej ukochanej ojczyzny. Planowane morderstwo jest zatem dla kobiety szalenie trudne, nie do końca zgodne z jej wolą.”
Marta Kociszewska-Hoffmann,
Magazyn PRESTO
23 listopada (sobota), godz. 19:00 Castor et Pollux / Jean-Philippe Rameau
Opera
„Pod względem wokalnym spektakl można uznać za zaśpiewany bardzo stylowo i szlachetnie. Niemal wszyscy artyści obdarowani zostali ciekawymi głosami, a tajniki dawnych technik nie są im bez wątpienia obce. Najbardziej przekonujący był Kieran White w roli Castora, jego głos miał odpowiedni dla muzyki francuskiej blask, ale i lekkość, która jest podstawą przy wykonawstwie tego typu repertuaru. Tylko niewiele ustępował mu Kamil Zdebel jako Pollux; obydwaj śpiewacy, dzięki rezygnacji z mogącej budzić niepotrzebne wrażenie egzaltacji, osiągają duży stopień scenicznej prawdy, niekie- dy nawet dystansu, co w tego typu librettach do osiągnięcia wcale nie jest łatwe. Na ich twarzach każde zdziwienie, obawa, szczęście czy wzruszenie, wywołane nieoczekiwanym obrotem spraw, malowało się w sposób dyskretny, ale nie pozbawiony wewnętrznego napięcia”.