Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Maria Rozynek, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Maria Rozynek, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 września 2022

Inauguracja sezonu w Operze Wrocławskiej - z przytupem!

3 września miałam prawdziwą muzyczną przyjemność uczestniczyć w gali inauguracyjnej sezonu artystycznego 2022/2023 Opery Wrocławskiej. Gwiazdą wieczoru był Erwin Schrott - znakomity bas baryton - nie tylko utalentowany śpiewak i aktor, ale również showman, który rozpalił naszą wyobraźnię i apetyty na nadchodzący sezon w operze.. A najbardziej zaskakujące było zakończenie występu...

Gala inauguracyjna w Operze Wrocławskiej, od lewej: Bassem Akiki, Jadwiga Postrożna,
Erwin Schrott, Maria Rozynek-Banaszak,
fot. z archiwum Jadwigi Postrożnej

Miałam pewne wątpliwości wybierając się na koncert inauguracyjny do Opery Wrocławskiej, sądziłam bowiem, że usłyszę arie z różnych oper w wykonaniu jakiejś gwiazdy. Tymczasem czekały mnie miłe niespodzianki! Gwiazdą wieczoru był Erwin Schrott (bas baryton) - na przekór nazwisku Urugwajczyk, który okazał się nie tylko znakomitym śpiewakiem, ale również showmanem i od pierwszych chwil zagarnął operową publiczność. Na deskach Opery Wrocławskiej czuł się tak swobodnie i "u siebie", jakby całe życie tu występował, a publiczność traktował jak starych dobrych znajomych, toteż szybko wczuliśmy się w tę przypisaną nam rolę 😀

Artysta odsłonił też różne swoje oblicza, występując w I części nie tylko jako znakomity interpretator ról komicznych, ale także w duetach miłosnych z Marią Rozynek-Banaszak (sopran koloraturowy). Po uwerturze do "Don Giovanniego" W. A. Mozarta w wykonaniu Orkiestry Opery Wrocławskiej pod dyrekcją Bassema Akiki usłyszeliśmy przezabawną i błyskotliwie zaśpiewaną arię z I aktu opery: "Madamina, il catalogo è questo" ("Proszę pani, to jest katalog"), w której Leporello, służący Don Giovanniego, usiłuje na polecenie pana zniechęcić Donę Elvirę do uwodziciela, który ma na sumieniu niezliczone podboje, udokumentowane w prowadzonym przezeń zeszycie. Z tyrad Leporello wynika, że Don Giovanni potrafi docenić urodę kobiet pod każdą szerokością geograficzną. U blondynek wychwala łagodność, u brunetek stałość, u jasnowłosych zaś ceni ich słodycz. Preferuje też - w zależności od pór roku - zimą panie o pełniejszych kształtach, natomiast latem szczuplejsze. Jeśli chodzi o wzrost - wyższe kobiety zdają się być bardziej majestatyczne, a malutkie zawsze powabne. Giovanni ze starszymi romansuje też często dla samej przyjemności wciągnięcia ich na listę prowadzoną dla niego przez Leporella. Chociaż największą namiętnością zdobywczego szlachcica są młode nowicjuszki, to jednak nie pogardzi żadną zdobyczą. W interpretacji Erwina Schrotta, w jego gestykulacji i zachowaniu cały komizm tej arii, zamierzony przecież przez Mozarta - doprowadzał nas momentami do łez (ze śmiechu).

Z kolei duet Don Giovanniego z Zerliną (Maria Rozynek-Banaszak) "Là ci darem la mano"  ("Tam podamy sobie ręce") pozwolił Schrottowi pokazać tytułowego bohatera opery jako człowieka  cynicznego, który bez skrupułów uwodzi naiwną wieśniaczkę, ale jakże piękny to duet! Mnie się nieodłącznie kojarzy z moim ulubionym filmem "Uczta Babett" Gabriela Axela, w którym słynny śpiewak Achille Papin kusi córkę pastora, aby poszła z nim zdobywać świat muzyki. Trzeba przyznać, że Giovanni w tym duecie jest naprawdę pociągający i uwodzicielski do tego stopnia, że jakoś rozumiemy Zerlinę, że mięknie pod wpływem jego zalotów. Która by nie uległa...  😅

Po nich Schrott zaśpiewał słynną arię szampańską " Fin ch’han dal vino" ("Niech głowy rozgrzeje im wino"). Don Giovanni wykonuje ją w momencie, w którym jego los bardzo się już skomplikował: zabił w potyczce Komandora z Sewilli, ojca Donny Anny i choć o tym nie wie, został przez nią właśnie rozpoznany, o czym powiadomiła także własnego narzeczonego – Don Ottavia. Razem poprzysięgli mu oni zemstę. Ponadto ściga go odtrącona Donna Elvira, zazdrosna o młodą wieśniaczkę Zerlinę, którą Giovanni próbuje uwieść, a także świeżo przez Zerlinę poślubiony Masetto. A jednak bohater pragnie się dalej bawić, jakby nie przyjmował do wiadomości, że gromadzą się nad nim chmury. A może to właśnie podnosi mu adrenalinę..?  W każdym razie to aria - wyzwanie dla śpiewaka i Schrott wykonał ją bajecznie! Co za dykcja, frazowanie - mistrz!

Po bohaterze zabawnym i cynicznym wenezuelski nasz bas baryton wcielił się w rolę szarlatana Cavatina "doktora" Dulcamary z "Napoju miłosnego" Gaetano Donizettiego, który w arii "Udite, udite o rustici", wykonanej z Chórem Opery Wrocławskiej, usiłował sprzedać tytułowy napój, który był w istocie butelką wódki. Sam zresztą dla zachęty korzystał z jej zawartości, co wyraźnie dodawało mu animuszu. Z tej samej opery pochodził także duet z Adiną (Maria Rozynek-Banaszak): "Come sen va contento", w którym bohaterka pragnie kupić butelkę tajemniczego napoju, by zdobyć uczucia Nemorina. Maria Rozynek-Banaszak w tej roli wydawała mi się najlepsza.

Druga część koncertu pokazywała Erwina Schrotta w dramatycznym repertuarze włoskim i francuskim: "Moc przeznaczenia" Giuseppe Verdiego, "La tregenda", "Tosca" Giacomo Pucciniego oraz "Filemon i Baucis" Charlesa Gounoda. Ponadto w tej części koncertu wystąpiła znana wrocławska mezzosopranistka Jadwiga Postrożna, która wystąpiła w duecie z Marią Rozynek-Banaszak i wspaniale zaśpiewała arię księżniczki Eboli z II aktu opery Giuseppe Verdiego: "Don Carlos". To opera na wielkie głosy - każda z sześciu głównych postaci otrzymuje przekonujący fundament dramatyczny i rozwój, a każdy śpiewak ma wspaniałe akcenty muzyczne. Podstawą opery stała się sztuka Schillera pod tym samym tytułem. A jej główną myślą jest wolność i godność człowieka epoki oświecenia, i to ona rozpaliła iskrę natchnienia u Verdiego. Żadne inne jego dzieło nie ma tak dalece rozwiniętej fabuły i potęgi pięciu aktów. W interpretacji Jadwigi Postrożnej został znakomicie wykorzystany potencjał tej postaci, jak ją skomponował Verdi - przede wszystkim warunki głosowe (mezzosopran) i interesująca interpretacja. Jednakże już wcześniej mogliśmy się przekonać, jak wspaniale ta artystka śpiewała role w innych operach, m. in. stworzyła niezapomnianą kreację Cyganki Azuceny w "Trubadurze" G. Verdiego. Miejmy nadzieję, że znowu powróci z wielkimi rolami. 

Największe wrażenie zrobiło na publiczności "Te Deum" Pucciniego - finał I aktu opery "Tosca", wykonane przez Erwina Schrotta przy akompaniamencie chóru. To dramatyczny moment "Tosci", kiedy to podczas wykonywania uroczystego "Te Deum" czarny charakter, baron Scarpia, ujawnia swoje niecne plany zdobycia serca śpiewaczki i egzekucji Cavaradossiego. Szalony aplauz publiczności Opery Wrocławskiej sprawił, że nastąpiła nieoczekiwanie trzecia część koncertu, w której Erwin Schrott opowiedział swoją osobistą historię, ilustrując ją tradycyjnymi południowoamerykańskimi pieśniami. Do Orkiestry Opery Wrocławskiej dołączyli ponadto dwaj młodzi muzycy grający na akordeonie i na gitarze i zaczęło się istne szaleństwo, z czynnym udziałem publiczności. 😁 Poczułam wtedy, jakbym nieoczekiwanie znalazła się na planie filmu Almodovara "Porozmawiaj z nią". Wszyscy aktorzy tego reżysera siedzą zamyśleni wokół Alberto Iglesiasa grającego na gitarze  słynne "Cucurrucucu Paloma" Caetano Veloso. I tak znaleźliśmy się w Urugwaju, a generalnie - w Ameryce Południowej, wtórując śpiewakowi głośnym "Quizas quizas quizas!" 😉 Jest to bez wątpienia wspaniała zapowiedź tego, co się będzie działo w Operze Wrocławskiej w nadchodzącym sezonie - teraz już wszystko jest możliwe!

środa, 19 czerwca 2024

Święto Muzyki na zakończenie sezonu Opery Wrocławskiej

Pierwszego dnia astronomicznego lata – 21 czerwca o godzinie 21.00 – na ulicy Świdnickiej przed budynkiem Opery Wrocławskiej odbędzie się uroczysty koncert z okazji Święta Muzyki. Podczas tegorocznych obchodów tego wyjątkowego święta artyści zaprezentują się w wielu słynnych utworach najznakomitszych twórców muzyki operowej takich jak m.in. "Una voce poco fa" Rossiniego czy "Nessun dorma" Pucciniego. 

Ponadto zabrzmią również fragmenty z dzieł operetkowych – "Księżniczki czardasza" i uwielbianej "Zemsty nietoperza". Z kolei za sprawą współczesnych dzieł A.L. Webbera na koncercie nie zabraknie klasyki amerykańskiego musicalu m.in. "Upiora w Operze".

Soliści, Chór i Orkiestra zabrzmi pod batutą Rafała Karczmarczyka, a koncert poprowadzi Jacek Jaskuła oraz Aleksander Zuchowicz.

*Wstęp wolny, Opera nie zapewnia miejsc siedzących.

Repertuar

Franz von Suppé (1819-1895)

Uwertura do operetki Lekka kawaleria

Orkiestra Opery Wrocławskiej

Dyrygent - Rafał Karczmarczyk


Johann Strauss – syn (1825-1899)

Aria Adeli "Taki pan jak Pa"n z operetki "Zemsta Nietoperza"

Maria Rozynek


Imre Kálmán (1882-1953)

Duet Boniego i Feriego Artyski z variété z operetki "Księżniczka czardasza"

Jacek Jaskuła

Aleksander Zuchowicz

 

Gioacchino Rossini (1792-1868)

Kawatina Rozyny "Una voce poco fa" z opery "Cyrulik Sewilski"

Aleksandra Opała

 

Imre Kálmán (1882-1953)

Duet Stasi i Boniego "Bo to jest miłość, ta głupia miłość"

z operetki "Księżniczka czardasza"

Jadwiga Postrożna

Tomasz Rudnicki

 

"Ninon, ach uśmiechnij się"

Utwór z repertuaru Jana Kiepury (1902-1966)

Muzyka: B. Kaper, W. Jurmann

Tekst: E. Marischka, F. Rotter, M. Halicz

Aleksander Zuchowicz

 

Andrew Lloyd Webber (1948)

Piosenka Grizabelli Memory z musicalu "Koty"

Katarzyna Haras

 

Imre Kálmán (1882-1953)

Duet Silvy i Edwina "Jakże mam ci wytłumaczyć"

z operetki "Księżniczka czardasza"

Agnieszka Adamczak

Łukasz Motkowicz

 

Franz Lehár (1870-1948)

Aria Anity "Meine Lippen, sie küssen so heiß" z operetki "Giuditta"

Eliza Kruszczyńska

 

Jerry Bock (1928-2010)

Duet Tewjego i Gołdy "Czy mnie kochasz?" z musicalu "Skrzypek na dachu"

Jacek Jaskuła

Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak

 

Georges Bizet (1838-1875)

Kuplety Torreadora "Votre toast, je peux vous le rendre" z opery "Carmen"

Łukasz Motkowicz

Chóry Opery Wrocławskiej

 

"Miłość ci wszystko wybaczy"

Piosenka z repertuaru Hanki Ordonówny (1902-1950)

Muzyka: H. Wars

Słowa: J. Tuwim

Barbara Bagińska

 

Andrew Lloyd Webber (1948)

Duet Christine Daaé i Raoul All I Ask of You z musicalu "Upiór w operze"

Maria Rozynek

Łukasz Rosiak

 

Giacomo Puccini (1858-1924)

Aria Kalafa "Nessun dorma" z opery "Turandot"

Łukasz Gaj

Chór Opery Wrocławskiej

 

Stanisław Moniuszko (1819-1872)

Mazur z opery "Straszny dwór"

Chór Opery Wrocławskiej

 

Karl Zeller (1842-1898)

Duet Adama i Adelaidy "Gdy w naszych stronach" z operetki "Ptasznik z Tyrolu"

Agnieszka Adamczak

Łukasz Gaj


WYKONAWCY:

Maria Rozynek - sopran

Jacek Jaskuła - baryton

Aleksander Zuchowicz - tenor

Aleksandra Opała - mezzosopran

Jadwiga Postrożna - mezzosopran

Tomasz Rudnicki - bas

Katarzyna Haras - mezzosopran

Łukasz Motkowicz - baryton

Agnieszka Adamczak - sopran

Eliza Kruszczyńska - sopran

Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak - mezzosopran

Barbara Bagińska - mezzosopran

Łukasz Rosiak - baryton

Łukasz Gaj - tenor

Chór Opery Wrocławskiej, Orkiestra Opery Wrocławskiej


PROWADZENIE KONCERTU:

Jacek Jaskuła, Aleksander Zuchowicz

informacja prasowa

czwartek, 13 marca 2025

"Don Carlo" Giuseppe Verdiego w Operze Wrocławskiej już w maju! Poznajmy obsadę.

Premiera wielkiego dzieła Giuseppe Verdiego zbliża się wielkimi krokami. Już za dwa miesiące na scenie Opery Wrocławskiej "Don Carlo" pod batutą maestro Pawła Przytockiego i w reżyserii Michała Znanieckiego. Na scenie wspaniali artyści.

Wielkie dzieło Giuseppe Verdiego, oparte na dramacie Friedricha Schillera, zostanie wystawione w Operze Wrocławskiej pod koniec maja 2025 r.

W postać Filipa II wcieli się jeden z najlepszych światowych interpretatorów ról Verdiowskich – bas Rafał Siwek. Wrocławska publiczność miała okazję poznać go w roli Zachariasza w "Nabucco" Giuseppe Verdiego, podczas transmisji tego spektaklu w 2021 r. Ponadto w roli Filipa II będziemy mogli ujrzeć i usłyszeć Jerzego Butryna, bas-barytona pochodzącego z Wrocławia, występującego wielokrotnie na scenie Opery Wrocławskiej, m.in. w "Don Giovannim" (jako Komandor), "Łucji z Lammermooru" (jako Raimondo) czy "Carmen" (jako Escamillo).

Partię tytułową zaśpiewa znakomity austriacki tenor – Norbert Ernst. Solista wielokrotnie występował podczas festiwalu w Bayreuth. Regularnie śpiewa na największych scenach operowych, m.in. Royal Opera House, Covent Garden, Teatro alla Scala czy Wiener Staatsoper, a w Operze Wrocławskiej wystąpi po raz pierwszy.

Olena Tokar ukraińska solistka, dysponująca oczarowującym sopranem lirycznym, wykona partię Elżbiety. Śpiewaczka od ponad 15 lat należy do stałego zespołu Opery Lipskiej. W swoim repertuarze ma główne role sopranowe, które prezentuje na scenach operowych świata.

W najnowszej premierze zaprezentuje się także, w roli markiza Posy (Rodrigo), baryton Stanisław Kuflyuk. Artysta wielokrotnie występował w Operze Wrocławskiej, m.in. w "Trubadurze" (jako Hrabia di Luna) w 2016 r. czy w "Strasznym dworze" (jako Miecznik) w 2020 r. podczas transmisji online opery w wersji koncertowej.

Ponadto w wykonaniu dzieła na scenie Opery Wrocławskiej udział wezmą: Marcelina Román – Elżbieta, Dominik Sutowicz – Don Carlos, Łukasz Motkowicz – Markiz Posa, Jadwiga Postrożna / Barbara Bagińska – Eboli, Aleksander Zuchowicz / Paweł Żak - Hrabia Lerma oraz Herold, Hanna Sosnowska-Bill / Agnieszka Adamczak – Tebaldo, Jakub Michalski / Filip Rutkowski – Mnich, Aleksander Teliga / Wołodymyr Pańkiw – Wielki Inkwizytor oraz Maria Rozynek / Magdalena Makowska – Głos z Nieba.


Opera przenosi nas do XVI-wiecznej Hiszpanii. Opowiada historię infanta Don Carlosa, który po stracie ukochanej postanowił żyć w klasztorze. Jednak, za namową przyjaciela, nie realizuje tych planów, lecz postanawia zaangażować się na rzecz opozycji względem króla. Wszystko to dzieje się w cieniu hiszpańskiej inkwizycji. Schiller napisał sztukę "Don Carlos" w 4 lata (1783–1787) i był to pierwszy dramat, który wyszedł spod jego pióra wierszem. Samo dzieło posiada rozbudowaną fabułę, ponadto bogate jest w wątki poboczne. Verdi zobaczył w postaciach dramatu głębię zróżnicowanych emocji, a poprzez kontekst historyczny mógł wyrazić własne wolnościowe dążenia. Kompozytor stworzył operę wielkich rozmiarów, w której połączył włoskie melodramma z francuską grand opéra. Prapremiera opery odbyła się 11 marca 1867 roku w Paryżu. Dzieło w Operze Wrocławskiej nie było grane od czerwca 1995 r.

Zespół Opery Wrocławskiej przedstawi tę historię 24 (premiera) oraz 25, 27, 30 i 31 maja 2025 r.

Realizatorzy:

Kierownictwo muzyczne – Paweł Przytocki

Reżyseria – Michał Znaniecki

Scenografia – Luigi Scoglio

Kostiumy – Małgorzata Słoniowska

Ruch sceniczny – Oskar Winiarski

Reżyseria świateł – Dawid Karolak

Projekcje multimedialne – Karolina Jacewicz

Obsada premiery (24.05.2025 r.):

Filip II – Rafał Siwek

Elżbieta – Olena Tokar

Don Carlos – Norbert Ernst

Księżniczka Eboli – Jadwiga Postrożna

Markiz Posa (Rodrigo) – Stanisław Kuflyuk

Hrabia Lerma – Aleksander Zuchowicz

Tebaldo – Hanna Sosnowska-Bill

Herold – Paweł Żak

Mnich – Jakub Michalski

Inkwizytor – Aleksander Teliga

Głos z Nieba – Maria Rozynek

informacja prasowa

piątek, 13 listopada 2020

"Straszny dwór" podbił serca internautów. Opera Wrocławska zaprasza na kolejne spektakle online!

 Transmitowany na żywo spektakl „Straszny dwór” wystawiony 11 listopada na deskach Opery Wrocławskiej oglądało w internecie niemal 17 tysięcy widzów! To wyjątkowe wydarzenie wywołało wiele wzruszeń i mnóstwo ciepłych komentarzy od publiczności. Jeszcze w listopadzie Opera zaprasza na kolejne transmisje swoich spektakli. 



Straszny dwór” pod dyrekcją Michała Kluzy transmitowany był na żywo w dniu 102. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości na kanale YouTube Opery Wrocławskiej. Opera, po ogłoszeniu zamknięcia w całym kraju placówek kultury, postanowiła bowiem nie odwoływać swoich spektakli, ale przenieść je do sieci. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę – transmitowany online „Straszny dwór” oglądało w Internecie niemal 17 tysięcy widzów! Ponadto to wyjątkowe wydarzenie zostało niezwykle ciepło przyjęte przez wirtualną publiczność i zebrało całe mnóstwo pozytywnych komentarzy w mediach społecznościowych: 

„Dziękuję z całego serca za piękny występ i chwile wzruszeń!”; „Piękne! Właśnie tego dzisiaj potrzebowałam!”; „To było wspaniałe!”; „Dziękujemy. Nawet online to była czysta przyjemność!”; „Cudownie się słucha i ogląda, dziękuję za taką możliwość!” 

–  Nam również towarzyszy wiele pozytywnych emocji, przede wszystkim satysfakcja, że w tak trudnym czasie udało się dostarczyć miłośnikom Opery tylu wzruszeń. Po raz pierwszy w historii zdecydowaliśmy się na realizację naszych spektakli w formie streamingu i dziś już wiemy, że mimo ogromu całego przedsięwzięcia, była to bardzo dobra decyzja – podkreśla Halina Ołdakowska, dyrektor Opery Wrocławskiej


Jeszcze w listopadzie na wirtualnych deskach Opery wystawione zostaną kolejne dwa wydarzenia - Wieczór Patriotyczny oraz La Bohème (Cyganeria). Będą one transmitowane na żywo również na kanale YouTube Opery Wrocławskiej, a bezpośrednio po zakończeniu streamingu spektakle pozostaną dostępne dla widzów przez 24 godziny. Zapraszamy do zapoznania się z harmonogramem oraz szczegółami wydarzeń:

15 listopada (niedziela), godz. 18.00 – Wieczór Patriotyczny 

20 listopada (piątek), godz. 19.00 – La Bohème (Cyganeria)

22 listopada (niedziela), godz. 18.00 – La Bohème (Cyganeria)

28 listopada (sobota), godz. 19.00 – Giselle

Wieczór patriotyczny, 15 listopada, (niedziela), godz. 19:00

Tego dnia wystąpi chór pod dyrekcją Anny Grabowskiej-Borys oraz soliści Opery: Eliza Kruszczyńska, Maria Rozynek-Banaszak, Anna Lichorowicz, Jadwiga Postrożna, Tomasz Rudnicki, Jędrzej Tomczyk. Całość będzie spleciona wyjątkowymi recytacjami Michała Zborowskiego.

La Bohème (Cyganeria), 20 listopada (piątek), godz. 19:00 oraz 22 listopada (niedziela), godz. 18:00  

W Operze Wrocławskiej sztuka ta jest ujęta w klasyczne ramy inscenizacyjne, co gwarantuje niezapomnianą podróż w czasie. To dzieło w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego, zza pulpitu dyrygenckiego orkiestrę poprowadzi dyrektor artystyczny Opery Wrocławskiej maestro Bassem Akiki, a w głównych rolach usłyszymy m.in.: Adriannę Ferfecką (Mimì), Piotra Buszewskiego (Rodolfo), Marię Rozynek-Banaszak (Musetta), Adama Zarembę (Marcello), Tomasza Rudnickiego (Schaunard) i Jerzego Butryna (Colline). 

Giselle, 28 listopada (sobota), godz. 19.00

Po roku wraca na scenę Opery balet Giselle Adolphe’a Adama, w choreografii Zofii Rudnickiej i Ewy Głowackiej. Romantyczna opowieść o miłości silniejszej niż śmierć, oparta na legendzie spisanej przez Heinricha Heinego, jest nieczęstą pozycją goszczącą w polskich teatrach operowych. Usłyszymy również Orkiestrę Opery Wrocławskiej, pod batutą Adama Banaszaka.

informacja prasowa

poniedziałek, 13 maja 2024

Premiera "Włoszki w Algierze" Gioacchino Rossiniego w Operze Wrocławskiej /zapowiedź/

 Już w najbliższy weekend na scenie Opery Wrocławskiej ujrzymy to – pełne werwy i rossinowskiego humoru – dzieło w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego, pod kierownictwem muzycznym Georgiosa Balatsinosa. 

Jest to przezabawna dwuaktowa opera buffa, napisana do libretta Angelo Anellego. Partytura dzieła powstała w niespełna cztery tygodnie (jak donosi ówczesna wenecka prasa) i po raz pierwszy została zaprezentowana publiczności 22 maja 1813 r. w Teatro San Benedetto w Wenecji. Osiągnęła triumfalny sukces i do dziś cieszy się powodzeniem na największych światowych scenach operowych. Bogaty i wpływowy Algierczyk Mustafa odstawia na bok swą obecną żonę Elwirę i pragnie zaznać uciech się z inną kobietą. W tym celu rozkazuje swemu zaufanemu pracownikowi Halemu sprowadzić jak najszybciej nową kobietę, najlepiej Włoszkę…

Libretto Anellego było rzekomo oparte prawdziwej historii niejakiej Antonietty Frapolli. Była to młoda mediolańska arystokratka, która w 1805 r. została porwana przez piratów i podobno była przetrzymywana u beja Algieru Mustafy ibn-Ibrahima. Ostatecznie całe zdarzenie zakończyło się szczęśliwym powrotem arystokratki do domu. 

Rossini we "Włoszce w Algierze" ukazuje się nam jako karykaturzysta z wielkim poczuciem humoru. Łączy tu muzycznie operę seria i operą buffa, tworząc dramma giocoso. Dzieło na deskach Opery Wrocławskiej po 1945 r. miało tylko jedną premierę – w styczniu 1986 roku.

Reżyseria, scenografia, reżyseria świateł: Waldemar Zawodziński

Kierownictwo muzyczne: Georgios Balatsinos

Współpraca muzyczna: Rafał Karczmarczyk

Ruch sceniczny: Janina Niesobska

Kostiumy: Maria Balcerek

Obsada

Mustafa - Szymon Kobyliński*/  Jakub Szmidt*

Elwira - Iwona Handzlik*/ Maria Rozynek

Lindoro - Aleksander Kunach* / Paweł Żak*

Izabela - Aleksandra Opała /  Jolana Slavikova*

Zulma - Dorota Dutkowska / Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak

Haly - Tomasz Łykowski* / Adam Woźniak*

Taddeo - Jacek Jaskuła / Łukasz Motkowicz

Orkiestra Opery Wrocławskiej -

Chór opery Wrocławskiej -

* - gościnnie

informacja prasowa

piątek, 12 stycznia 2024

Cyganeria Pucciniego w inscenizacji Waldemara Zawodzińskiego po raz 175. w Operze Wrocławskiej

13, 14 i 16 stycznia 2024 r. w Operze Wrocławskiej zostanie wystawiona ponadczasowa "Cyganeria" Giacomo Pucciniego. Pierwszy z trzech spektakli jest wyjątkowy, bowiem będzie to 175 przedstawienie w obecnej realizacji.

"Cyganeria" Pucciniego w Operze Wrocławskiej, fot. Dariusz Gdesz

Treścią "Cyganerii" Giacomo Pucciniego jest życie paryskiej bohemy w epoce balzakowskiej. Libretto zostało napisane na podstawie powieści Henriego Murgera z 1851 r. – Sceny z życia cyganerii (Scènes de la vie de bohème). Opera miała prapremierę 1 lutego 1896 r. w Teatro Regio w Turynie. Dzieło utrzymane jest w formie dramatu muzycznego, jest pełne zmysłowości oraz melodyjnej włoskiej kantyleny. Każda postać, istotne momenty akcji i uczucia mają swój odpowiednik w muzyce. Tu właśnie tkwi niezwykła finezja kompozytora, który potrafi tak wspaniale i zręcznie konstruować motywy muzyczne oraz ich wzajemne powiązania.

Wrocławskie przedstawienie w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego jest już grane od 26 lat. Do końca sezonu artystycznego 2022/2023 spektakl został zagrany aż 174 razy! Jego premiera odbyła się 22.11.1996 r., jeszcze przed generalnym remontem gmachu przy ul. Świdnickiej. Po rozpoczęciu modernizacji budynku wrocławianie oglądali spektakl siedmiokrotnie w Wytwórni Filmów Fabularnych, raz w Muzeum Architektury. "La Bohème" dwukrotnie została zaprezentowana w formie koncertowej: w 1997 r. w Sali Filharmonii Wrocławskiej i w 2001 r. w Studiu Polskiego Radia. W trakcie pandemii, w listopadzie 2020, r. również dwa razy zrealizowano ją w formie streamingu na żywo. 

"Cyganeria" Pucciniego w Operze Wrocławskiej, fot. Dariusz Gdesz

Artyści Opery Wrocławskiej wykonywali "Cyganerię" przed widownią rodzimą, a także podczas dalekich tournée. Pierwsze występy gościnne prezentujące ten tytuł za granicą odbyły się w już w 1996 r. Wówczas aż cztery razy przedstawienie wystawiono w Niemczech (Oldenburg, Hagen, Sollingen, Leonberg). 

Aż trzy tournée, w trakcie których realizowano „Cyganerię” odbyły się w Holandii. Zespół wystąpił m.in. w Hadze, w Bredzie, Rotterdamie, Eindhoven Maastricht i Utrechcie. Przy okazji tych tras odwiedził także dwa razy belgijską Brugię i tamtejsze Cultuurcentrum Brugga (9.04.2001 i 12.02.2007). 

W 2001 r. odbyły się aż dwa tournée z "Cyganerią" Opery Wrocławskiej na afiszu. Występy  dawano wówczas w miastach Wielkiej Brytanii. Podczas pierwszej styczniowej trasy dwa razy wrocławscy artyści wystąpili w Festival Theatre w szkockim Edynburgu i aż cztery razy w Royal Festival Hall w Londynie. Spektakle zebrały pochlebne recenzje od tamtejszych recenzentów. Następna trasa trwała prawie miesiąc rozpoczęła się 7 maja i trwała do 3 czerwca. Zespół wystąpił w High Wycombe Swan Theatre, Royal Concert Hall w Glasgow, Wolverhampton, Eastburne, Buxton Opera House, Llandudno, Reading, Royal & Derngate Northampton Theatre, a tournée zakończył w The Bridgewater Hall w Manchesterze. Łącznie zaprezentowano wówczas aż trzynaście spektakli. 

W roku 2004 r. "Cyganeria" Opery Wrocławskiej gościła na Cyprze. Dwukrotnie zespół wystąpił w nadmorskim Limassol w teatrze Rialto i raz w stolicy kraju w Nikozji. 

"Cyganeria" Pucciniego w Operze Wrocławskiej, fot. Dariusz Gdesz

W roku 2006 realizacja Opery Wrocławskiej trafiła nawet do kraju jednoznacznie kojarzonego z barwną bohemą – do Francji. Pierwszy ze spektakli zagrano w Palais des Festivals et des Congrès w znanym z festiwalu filmowego Cannes, kolejne przedstawienia pokazano w Niort, Mérignac i Valenciennes. 

Wrocławska Cyganeria została także dwa razy zaprezentowana w Luksemburgu  na letnim muzyczno-teatralnym festiwalu w Wiltz w lipcu 2000 r. 

Podsumowując, zagraniczna publiczność oglądała przygotowane przez wrocławskich artystów dzieło Pucciniego łącznie aż pięćdziesiąt pięć razy!

Styczniowe spektakle poprowadzi Maestro Giorgio Croci, a w głównych rolach wystąpią: Mimì – Iga Caban/Agnieszka Adamczak; Rodolfo – Irakli Murjikneli/Adam Sobierajski; Musetta – Maria Rozynek/Ewa Tracz; Marcello – Jacek Jaskuła; Schaunard – Tomasz Rudnicki; Colline – Jakub Michalski.

informacja prasowa

wtorek, 23 września 2025

Maciej Krzysztyniak – Wieczór wspomnień w Operze Wrocławskiej

 „Jest coś w głosie operowym, co dociera do duszy, jakby pochodziło z innego świata.” – Luciano Pavarotti

Opera Wrocławska i Stowarzyszenie Towarzystwo Teatralne zapraszają Państwa na wyjątkowy koncert poświęcony pamięci jednego z najwspanialszych artystów w historii sceny Opery Wrocławskiej – Macieja Krzysztyniaka, wybitnego barytona, który przez dekady poruszał serca publiczności swoją interpretacją, głosem i obecnością sceniczną. Zmarł 9 października 2023 roku, tuż przed jubileuszem 40-lecia swojej pracy artystycznej. Ten wieczór będzie hołdem złożonym jego talentowi, pasji i oddaniu muzyce.

Maciej Krzysztyniak jako Twvje Mleczarz w "Skrzypku na dachu",
fot. materiały prasowe

Maciej Krzysztyniak był nie tylko znakomitym śpiewakiem, ale również duszą Opery Wrocławskiej – artystą o wyjątkowej wrażliwości, charyzmie i głębokim człowieczeństwie. Absolwent Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu (klasa śpiewu prof. Eugeniusza Sąsiadka i Macieja Witkiewicza), przez lata stworzył niezapomniane kreacje w operach Verdiego, Pucciniego, Bizeta, Wagnera, Moniuszki czy Donizettiego. Publiczność pokochała go jako Rigoletta, Nabucca, Germonta, Jagona, Barnabę, Tewjego Mleczarza, Angelottiego czy Marcella.

W swoim bogatym repertuarze miał blisko 30 głównych partii operowych, a jego występy zapisały się w pamięci zarówno polskich melomanów, jak i widzów z zagranicy – artysta występował gościnnie m.in. w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Holandii i Szwajcarii. Był również laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in. „Złotej Iglicy”, Brązowego i Srebrnego Krzyża Zasługi, Medalu Gloria Artis oraz tytułu „Diamentu Wrocławia”.

Aria Tewjego „Gdybym był Bogaczem”

Podczas koncertu wspomnieniowego usłyszą Państwo arie i duety z oper, które stanowiły fundament jego artystycznego świata – wykonane przez przyjaciół, kolegów ze sceny, śpiewaków Opery Wrocławskiej oraz zaproszonych gości. 

Wystąpią:

Maria Rozynek

Barbara Bagińska

Dorota Dutkowska

Katarzyna Haras

Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak

Joanna Moskowicz

Jadwiga Postrożna

Zdzisław Madej

Aleksander Zuchowicz

Jacek Jaskuła

Tomasz Łykowski

Łukasz Motkowicz

Łukasz Rosiak

Tomasz Rudnicki

Katarzyna Neugebauer-Jastrzębska

Ivan Zhukov

Prowadzenie wieczoru:

Izabella Starzec i Jacek Jaskuła


Program koncertu:

Gaetano Donizetti (1797-1848)

Duet Adiny i Dulcamary Come s'en va contento... quanto amore! z opery Napój miłosny


Gaetano Donizetti (1797-1848)

Aria Malatesty Bella siccome un angelo z opery Don Pasquale


Wolfgang Amadeus Mozart (1756-1791)

Tercet Dorabelli, Fiordiligi i Don Alfonso Soave sia il vento z opery Così fan tutte


Richard Wagner (1813-1883)

Aria Erdy Weiche, Wotan, weiche! z opery Złoto Renu


Georges Bizet (1838-1875)

Habanera z opery Carmen


Georges Bizet (1838-1875)

Kuplety Torreadora z opery Carmen


Georges Bizet (1838-1875)

Duet Carmen i Escamilla Si tu m'aimes, Carmen z opery Carmen


Gioacchino Rossini (1792-1868)

Aria Izabeli Cruda sorte! z opery Włoszka w Algierze


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Aria Germonta Di Provenza il mar, il suol z opery Traviata


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Kwartet Gildy, Maddaleny, Księcia Mantui i Rigoletta Bella figlia dell amore z opery Rigoletto


Camille Saint-Saëns (1835-1921)

Aria Dalili Mon cœur s'ouvre à ta voix z opery Samson i Dalila


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Aria Księżnej Eboli O don fatale z opery Don Carlo


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Duet Don Carlosa i Rodriga Dio, che nell'alma infondere z opery Don Carlo


Giacomo Puccini (1858-1924)

Duet Zakrystiana i Cavaradossiego E Sempre Lava! z opery Tosca


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Brindisi Libiamo ne’ lieti calici z opery Traviata

wszyscy wykonawcy

Maciej Krzysztyniak, "Cyganeria" wznowienie 2006 , fot. materiały prasowe

W programie znajdą się także fragmenty zarejestrowanych wykonań Macieja Krzysztyniaka – jego głos, choć już niestety tylko z nagrań, znów rozbrzmi w murach Opery.

Wieczór wzbogacą wspomnienia artystów, dyrygentów, pedagogów i przyjaciół, którzy podzielą się refleksją o człowieku, który przez całe życie służył sztuce. Ten koncert to nie tylko hołd, ale także wspólna chwila zatrzymania – czas dla pamięci, wdzięczności i muzyki, która – jak powiedział Luciano Pavarotti – „dociera do duszy, jakby pochodziła z innego świata”.

Koncert „Maciej Krzysztyniak – Wieczór Wspomnień” dofinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego oraz Gminy Wrocław. Organizatorami wydarzenia są: Stowarzyszenie Towarzystwo Teatralne oraz Opera Wrocławska.

Maciej Krzysztyniak – Wieczór Wspomnień
8 października 2025 | 19:00
Opera Wrocławska, ul. Świdnicka 35
Bilety w cenie 10-70 zł dostępne w Operze Wrocławskiej https://www.opera.wroclaw.pl/1/bilety.php

informacja prasowa

czwartek, 11 maja 2023

Co dobrego słychać w Operze Wrocławskiej?

Nieformalny „festiwal Mozartowski”, dodatkowe spektakle w repertuarze i działania na rzecz dolnośląskiej młodzieży, a do tego premiera dwupłytowego wydawnictwa – w taki sposób Opera Wrocławska zaprasza do siebie widzów w wiosennych miesiącach. Ruszają też prace projektowe przygotowujące do rozbudowy budynku opery. Dodatkowo, w lecie prowadzona będzie modernizacja sceny głównej, by lepiej ją dostosować do wymagań spektakli baletowych. 

Opera Wrocławska, fot. materiały prasowe

Działalność Opery Wrocławskiej cieszy się dużym zainteresowaniem melomanów. Łącznie w wydarzeniach biletowanych w marcu i kwietniu uczestniczyło 16,5 tys. widzów. W tym czasie na deskach opery wystawione zostały 24 spektakle: 9 operowych, 9 baletowych (w tym premiera „Flight/Bolero/Elsa Canasta”), 4 familijne i 2 koncerty. Odbyło się również 111 zajęć edukacyjnych – warsztatów dla dzieci i zwiedzania opery z przewodnikiem. 

Trzy spektakle, dwa miesiące, jeden Mozart

Na życzenie widzów majowy i czerwcowy repertuar został z kolei wzbogacony o dodatkowe terminy spektakli: „Carmen”, „Così Fan Tutte”, „Wesele Figara” i „Don Giovanni”. Trzy ostatnie tytuły stanowią trylogię muzyczno-dramatyczną duetu Mozart – Da Ponte. Na scenie Opery Wrocławskiej wystawiane są pod batutą Adama Banaszaka, a reżyseruje je André Heller-Lopes. Widzowie, którzy zdecydują się kupić bilety na wszystkie trzy tytuły, mogą liczyć na 10% zniżki.

Dodaliśmy spektakle Mozarta do repertuaru, aby umożliwić odwiedzającym nas melomanom dostrzeżenie korespondencji między tymi trzema arcydziełami: choć każde z nich porusza temat miłosnych trudności, takich jak zdrada, zaślepienie uczuciowe, zawiść, to jednak wszystkie należą do gatunku opera buffa, co oznacza, że są pełne humoru. W tych dziełach Mozart stawia przed wykonawcami wymagania najwyższej próby, co pozwoli nam w pełni ukazać poziom artystyczny zespołów opery – podkreśla Anna Grabowska-Borys, kierownik Chóru Opery Wrocławskiej.   


Opera dla młodych

 „Dobry początek” – pod takim hasłem Opera Wrocławska realizowała kilkutygodniowy projekt skierowany do podopiecznych pięciu placówek oświatowych z Dolnego Śląska. Uroczysta gala, która odbyła się 8 maja, zwieńczyła cykl warsztatów, na których uczniowie – pod okiem doświadczonych artystów – poznawali tajniki sztuki operowej, teatralnej czy baletowej. „Dobry początek” to projekt Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach programu RPOWD 2014-2020.

Balet Opery Wrocławskiej otrzymał natomiast zaproszenie, by swoim występem otworzyć obchody Międzynarodowego Dnia Tańca, przebiegającego pod znakiem Europejskiej Stolicy Młodzieży. 20 kwietnia spektakl wrocławskich artystów „Żywioły” obejrzała publiczność zgromadzona w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.


Pracowity sezon wakacyjny 

Letnie miesiące opera wykorzysta na modernizację – na scenie zamontowana zostanie sprężynująca podłoga baletowa, a także torowisko sceny obrotowej. Inwestycje te znacząco zwiększą komfort i bezpieczeństwo zespołów artystycznych oraz wzbogacą możliwości rozbudowy scenografii.

– Równolegle weryfikujemy projekty rozbudowy Opery Wrocławskiej. Inwestycja będzie się składać z trzech części – budowa części podziemnej, drugiego budynku oraz Sceny Letniej na terenie przylegającym od zachodu do gmachu opery. Obszar przeznaczony pod rozbudowę obejmuje działki o łącznej powierzchni ponad 4,2 tys. m² – wyjaśnia Izabela Kurc-Kuriata, p.o. dyrektora Opery Wrocławskiej.

W nowo powstałej części podziemnej opery ulokowane zostaną pomieszczenia socjalne, gospodarcze i techniczne, magazyn dekoracji i rekwizytów (udostępniany zwiedzającym), a także biblioteka multimedialna. Nowy budynek opery będzie się składał z dwóch części naziemnych połączonych ze sobą najwyższą kondygnacją i szklanym dachem. W podziemiach nowego gmachu znajdą się sale prób z zapleczem, szwalnie i przechowalnie kostiumów, pomieszczenia administracyjne, garderoby i sale ekspozycyjne z zapleczem usługowym. Z kolei Scena Letnia będzie to forum wewnętrzne na poziomie terenu, przykryte szklanym dachem i uzupełnione o galerie techniczne oraz ogólnodostępne toalety. 

– Na renowację i rozbudowę budynku przeznaczymy 196 mln zł brutto. Ta inwestycja jest już wpisana do Wieloletniej Prognozy Finansowej Województwa Dolnośląskiego i ma zapewniony wkład własny z budżetu Województwa Dolnośląskiego – dodaje Izabela Kurc-Kuriata.   

Do lipca opera dopełni formalności, które umożliwią opracowanie studium wykonalności zadania do unijnego programu FEnIKS. Harmonogram inwestycji przewiduje, że jesienią zakończy się aktualizacja dokumentacji i w grudniu opera ogłosi przetarg, w którym wyłoni wykonawcę robót. 

Latem – czyli w okresie przerwy repertuarowej – Opera Wrocławska planuje kontynuować swoją tradycję wyjścia do publiczności. Na wrocławian i odwiedzających miasto turystów czekają więc niespodzianki. Pierwsza z nich już 21 czerwca – w Święto Muzyki!

Unikatowe płyty już dostępne – zaproś operę do swojego domu!

11 maja odbyła się oficjalna premiera wydawnictwa Opery Wrocławskiej. Do sprzedaży trafiły pierwsze polskie nagrania kameralnych oper „Piekielny piec ognisty” („The Burning Fiery Furnace”) i „Rzeka krzyczących ptaków” („Curlew River”). Są to rzadko wystawiane w Polsce arcydzieła jednego z gigantów twórczości operowej XX w. – brytyjskiego kompozytora Benjamina Brittena

– Decyzja o nagraniu zapadła w 2020 r., gdy instytucje kultury mogły już funkcjonować, ale wciąż były zamknięte dla publiczności. Nikt nie odważył się wtedy jeszcze na transmisje on-line, a Opera Wrocławska dokonała „ucieczki do przodu”, przygotowując premierę wyłącznie w formie płytowej – wyjaśnia Adam Banaszak, kierownik muzyczny Opery Wrocławskiej, pod batutą którego wykonane zostały utwory Benjamina Brittena. – Zdecydowaliśmy się na wydanie DVD, zamiast CD, ponieważ chcieliśmy przedstawić oba dzieła w możliwie pełny sposób. W tych opowieściach istotnym wzbogaceniem muzyki jest bowiem gra aktorska, kostiumy, scenografia czy gra świateł – dodaje Adam Banaszak.

Reżyser Michał Znaniecki usytuował te kameralne utwory w kontekście całego budynku opery – nie tylko na scenie, ale także na widowni, w tym na balkonach. Wymagające solowe partie instrumentalne wykonują muzycy Orkiestry Opery Wrocławskiej. W gronie solistów znaleźli się zarówno artyści opery (m.in. Tomasz Rudnicki, Łukasz Rosiak, Jakub Michalski, Aleksander Zuchowicz, Hanna Sosnowska, Maria Rozynek-Banaszak), jak i zaproszeni goście – Krystian Krzeszowiak czy Marcin Bronikowski. Ważną rolę odgrywa także Chór Opery Wrocławskiej. 

Obie kolekcjonerskie płyty z dziełami Benjamina Brittena można już kupić w kasach opery. Cena pojedynczego wydawnictwa to 30 zł, a zestawu dwóch płyt – 50 zł.

informacja prasowa

sobota, 21 października 2023

"Czarodziejski flet", czyli Mozart po wrocławsku /recenzja opery/

Najnowsza inscenizacja "Czarodziejskiego fletu" Mozarta w Operze Wrocławskiej budzi wprawdzie kontrowersje, trzeba jednak przyznać realizatorom, że próbowali stworzyć nową jakość, która  nie jest sztuką "nijaką". Tak czy owak jest o czym dyskutować 😁 Z pewnością warto wybrać się na ten spektakl, aby skonfrontować własne gusty i oczekiwania z tą nową propozycją, a przede wszystkim, aby posłuchać muzyki Mozarta, która nie znudzi się nigdy.

Scena zbiorowa, na środku: Grzegorz Szostak (bas, Sarastro) i
Aleksander Zuchowicz (tenor, Tamino), fot.  D. Gdesz

1 października w Operze Wrocławskiej odbyła się premiera spektaklu "Czarodziejskiego fletu w Breslau", którego dialogi w języku polskim napisał znany autor powieści kryminalnych, których akcja rozgrywa się w przedwojennym Wrocławiu (Breslau) –  Marek Krajewski. To zresztą nie tylko sprawa dialogów, ale także wprowadzenie do opowieści narratora Eberhada Mocka, a  w efekcie – oryginalna koncepcja całości przedstawienia i zupełnie inne przesłanie, z którym zamierzam polemizować. Zanim jednak przejdę do jego omówienia, przypomnę okoliczności powstania ostatniej opery Mozarta, przywołam także znane mi jej interpretacje,  w tym wrocławskie. Warto bowiem zobaczyć to wszystko w szerszym kontekście.

Afisz z premiery "Die Zauberflöte", 30 września 1791, fot. Wikipedia


Kiepskie libretto – genialna muzyka

Powstanie "Czarodziejskiego fletu" (oryg. Die Zauberflöte), podobnie jak "Requiem", osnute zostało rozmaitymi legendami, co przenikło zresztą do znanego filmu Miloša Formana: "Amadeusz". Podobno Mozart skomponował muzykę do tekstu Emanuela Schikanedera dla uwolnienia się z kłopotów finansowych. Wystawione 30 września 1791 roku dzieło odniosło niebywały sukces, który rósł z przedstawienia na przedstawienie. Wszyscy, w tym także Piotr Kamiński, wybrzydzają zgodnie na tekst libretta, który Emanuel Schilkander zaczerpnął ze zbioru bajek Wielanda, a także z innych baśni i rytuałów masońskich, sięgających po mit "oświeceniowego" Egiptu, a będących w istocie fabularnym apokryfem opartym na niepewnych źródłach, za to bardzo popularnym w czasach Mozarta.

Emanuel Schikaneder jako pierwszy Papageno. Ze strony tytułowej pierwszego
wydania libretta "Czarodziejskiego fletu", fot. Wikipedia

"Jak to możliwe, że z kiepskiego libretta i muzyki powstał ten kryształowy cud?" – pyta retorycznie Kamiński w swojej książce "Tysiąc i jedna opera". Tymczasem od początku zakładano, że przedstawienie miało się  podobać publiczności o niewyrafinowanych gustach  – bywalcom podmiejskiego teatrzyku Freihaustheater (Theater an der Wiedeń), a nie krytykom i koneserom. Takich słabych librett, będących pretekstem do skomponowania pięknej muzyki jest zresztą znacznie więcej, dość wspomnieć "Trubadura" Giuseppe Verdiego, w którym melodramatyczna historia brzmi tak nieprawdopodobnie, że roztrząsanie jej przyprawiłoby każdego o zawrót głowy, ale zasłuchani w piękne arie i duety bierzemy to niejako w nawias. Poza tym lubimy, gdy miłość zwycięża rozmaite przeszkody 😁. Tak dzieje się również w przypadku "Czarodziejskiego fletu", w którym baśniowy sens opowiadanej historii, dzięki swojej paraboliczności, daje rozmaite możliwości inscenizacyjne. Niewielka skaza libretta tkwi w jego języku, zawierającym mnóstwo zwrotów pospolitych czy infantylnych (co zapewne boli przede wszystkim Niemców), ale nie znaczy to, że całe libretto jest marne. Dowodzi tego m. in. przykład wielkiego J. W. Goethego, który nosił się z zamiarem napisania drugiej części "Czarodziejskiego fletu", a choć jej nie dokończył  –zachowany tekst błyszczy pełnią baśniowej poezji i zawiera wiele głębokich myśli. I choć wspomniany już Piotr Kamiński z całą surowością piętnuje także niedostatki kompozycyjne oraz brak logiki w poprowadzeniu akcji, to jednak faktem jest, że teatry operowe ciągle powracają do "Czarodziejskiego fletu", który staje się wdzięcznym obiektem rozmaitych zabiegów inscenizacyjnych. 

Karl Friedrich Schinkel, rysunek projektowy do scenografii "Czarodziejskiego fletu"
Muzeum Schinkla, Berlin, źródło: Wikipedia

Inicjacja w dorosłość  – dojrzewanie do miłości

Nie będę przywoływać treści całego libretta, spróbuję jednak opowiedzieć tę historię pokrótce, aby ją uporządkować na potrzeby niniejszych rozważań. Tekst inkrustuję przykładami rozmaitych interpretacji, aby Czytelnicy mieli okazję ich posłuchać. Otóż akcja libretta rozpoczyna się od momentu, kiedy to główny bohater, książę imieniem Tamino, zostaje zaatakowany przez węża, mdleje ze strachu, a z opresji wybawiają go Trzy Damy, które okazują się wysłanniczkami Królowej Nocy. Zachwycone jego urodą, próbują bez skutku zostać sam na sam z nieprzytomnym młodzieńcem, co staje się tematem zabawnego tercetu. Po nich pojawia się kolejny bohater  – ptasznik Papageno, który zwycięstwo nad potworem usiłuje przypisać sobie. To postać będąca komicznym sobowtórem księcia, człowiek niejako "niepełny"  – gaduła i fantasta, który nie potrafi sobie znaleźć partnerki, nad czym nieustannie ubolewa (wesoła aria "Der Vogelfänger bin ich ja"). 

'Der Vogelfanger bin Ich ja' (Mozart; Roderick Williams)
W pewnym momencie na scenie pojawia się Królowa Nocy, która pragnie odzyskać porwaną córkę Paminę z pomocą księcia ("O zittre nicht, mein lieber Sohn"). Ten już wcześniej zakochał się w jej wizerunku (piękna aria "Dies Bildnis ist bezaubernd schön"), toteż chętnie podejmuje misję uratowania ukochanej i obaj mężczyźni (Papageno z niemałymi oporami) udają się  pod opieką Trzech Chłopców (symbolizujących dziecięcą mądrość i ufność) do krainy, którą rządzi potężny Sarastro. Zostają ponadto obdarowani magicznymi przedmiotami, które mają im pomóc w trudnych sytuacjach: czarodziejskim fletem i dzwoneczkami. 

Papageno pierwszy dociera na miejsce, gdzie więziona jest Pamina i swoim "ptasim" wyglądem odstrasza "czarny charakter" – Monostatosa więżącego księżniczkę i uporczywie nastającego na jej cnotę. Przynosi też nadzieję na uwolnienie przez zakochanego w niej księcia (tu następuje piękny miłosny duet: "Bei Männern, welche Liebe fühlen", ciekawe, dlaczego tych dwojga...). 

Golda Schultz i Markus Werba, Metropolitan Opera, dyr. James Levine, sezon 2017–18

Następnie oboje uciekają, ale Monostatos dopada ich ze swoimi zbirami, dzięki czemu po raz pierwszy możemy się przekonać o zbawiennym działaniu dzwoneczków, którymi złe zbiry są tak zachwycone, że zapominają, kim naprawdę są i ... puszczają więźniów w tanecznym rytmie ("Das klinget so herrzlich"), co staje się okazją do refleksji, że dobrze by było mieć takie dzwoneczki w życiowych opresjach. Tymczasem Tamino i Trzej Chłopcy zbliżają się do potężnych wrót trzech świątyń: Mądrości, Rozumu i Natury. Pojawia się Stary Kapłan, którego książę oskarża o porwanie Paminy – sytuacja przybiera jednak nieoczekiwany obrót. Okazuje się, że Sarastro jest światłym mędrcem, niesprawiedliwie oskarżonym przez Królową Nocy. Monostatos zostaje ukarany, zaś Pamina i Tamino padają sobie w objęcia. 

“Schnelle Füße, rascher Mut” z mojego ulubionego spektaklu w Met, 2023
W akcie II Sarastro odsłania przed kapłanami swój plan: pragnie pokonać Królową Nocy łącząc Paminę z Tamino małżeńskim węzłem, oboje muszą jednak przejść trudne próby – otrzeć się o śmierć, aby narodzić na nowo. Dotyczy to również Papageno, który nie ma ochoty się narażać, ale skuszony obietnicą, że tą drogą zdobędzie wymarzoną dziewczynę, ostatecznie podejmuje próbę, choć milczenie w jego przypadku wydaje się być czymś nieosiągalnym. W przeciwieństwie do księcia, który jest gotowy na wszystko, ptasznik wydaje się być, paradoksalnie, bardziej "ludzki" – różnie sobie radzi z wyzwaniami, a mimo to także osiąga wymarzony cel.  Pamina natomiast musi uwolnić się z toksycznej więzi łączącej ją z matką, która okazuje się być mściwa i bezwzględna (słynna aria "Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen"). 

Aria Królowej Nocy w wykonaniu Niny Minasyan, Dutch National Opera & Ballet (Amsterdam)

Mało tego, musi też zmierzyć się z milczeniem ukochanego, które budzi w niej przekonanie, że ten już jej najwidoczniej nie kocha. Pragnie więc umrzeć, przed czym ratują ją Trzej Chłopcy, którzy pomagają wszystkim bohaterom w godzinie próby. Nie tylko dostarczają spragnionym i głodnym posiłek, ale również odwodzą od próby samobójstwa zarówno Paminę, jak i wesołego i  – wydawałoby się  – zawsze pogodnego Papageno, który stracił wiarę, że spotka swoją ukochaną "dziewczynę albo żoneczkę" (cudna aria z dzwoneczkami: "Ein Mädchen oder Weibchen wünscht Papageno sich!"). 

Gerald Finley (Papageno), dyr. John Eliot Gardiner, inscenizacja Gerald Finley, 1996

Ostatecznie obaj mężczyźni znajdują swoje ukochane: Pamina towarzyszy Tamino w najtrudniejszych próbach, a Papageno odnajduje swoją "połówkę" – Papagenę, gdy gotów jest skończyć ze sobą (zabawny duet "Pa-pa-pa"). Ostatecznie światło triumfuje nad ciemnością –  zło upostaciowane przez Królową Nocy zostaje pokonane, dobro zaś zwycięża. Sukces "Czarodziejskiego fletu" był oszałamiający, a Schikaneder zbił na nim fortunę. Szkoda, że twórca pięknej muzyki –  W. A. Mozart niedługo mógł się nim cieszyć, zmarł bowiem 5 grudnia 1791 roku...

Gerald Finley (Papageno), Constanze Backes (Papagena), dyr. John Eliot Gardiner, inscenizacja Gerald Finley, Concertgebouw, Amsterdam, 1996

Interesujące inscenizacje 

W Warszawie wystawiono operę w oryginale dwa lata później, a w 1802 roku w polskim przekładzie Wojciecha Bogusławskiego (który wystąpił w roli Papagena): "Flet czarnoksięski, czyli Tajemnice Izis". Współczesne wersje tej opery są dość liczne. Z pewnością warto obejrzeć inscenizację utrwaloną na DVD, a będącą zapisem spektaklu z 1978 roku podczas festiwalu w Glyndelbourne, która zyskała sławę dzięki znanemu współczesnemu malarzowi –  Davidowi Hockney`owi, autorowi baśniowej scenografii, nie pozbawionej elementów humoru w scenach fantastycznych. Duża w tym także zasługa wykonawców głównych ról i samego dyrygenta: Bernarda Haitinga, który prowadził  jedną z najlepszych londyńskich orkiestr –  London Philharmonic Orchestra. Wśród wykonawców warto wspomnieć Felicity Lott w roli Paminy, obdarzoną nie tylko sopranem o pięknej, czystej barwie, ale także pełną wdzięku osobowością. Wspaniały jest również brytyjski baryton Benjamin Luxon w roli Papageno, który poza popisowymi rolami tytułowymi w "Eugeniuszu Onieginie" i "Wozzecku" kreował też m.in. robię hrabiego Almavivy w "Weselu Figara" czy tytułowego Don Giovanniego. Przesłanie tej inscenizacji jest jednoznaczne: bohaterom udaje się przejść zwycięsko wszystkie próby. Tym samym uwalniają się od dziecięcych więzi łączących ich ze skłóconymi rodzicami i tworzą własne szczęśliwe związki.
Metropolitan Opera, Die Zauberflöte: Trailer

Jednak największe wrażenie zrobił na mnie spektakl, który obejrzałam w czerwcu tego roku w Kinie Nowe Horyzonty, transmitowany z Met w ramach cyklu "The Met: Live in HD". Autorem inscenizacji jest Simon McBurney – znany brytyjski aktor, dramaturg, a jakby tego było mało  – również reżyser teatralny i operowy.  Nie było to jego pierwsze zetknięcie z tą operą Mozarta, ponieważ "Czarodziejski flet" po raz pierwszy inscenizował w 2013 roku w English National Opera w London Coliseum. To wówczas powstała koncepcja, którą utrwalono rok później na DVD z Netherlands Chamber Orchestra, którą poprowadził Marc Albrecht. Spektakl ten został wznowiony w 2023 roku w nowojorskiej Metropolitan Opera, dzięki czemu mogłam obejrzeć jego transmisję "na żywo". Sądzę, że jest to przedstawienie operowe wybitne i nie straciło blasku nie tylko dzięki znakomitym śpiewakom, ale właśnie za sprawą twórczej inscenizacji. Została ona wzbogacona o efekty dźwiękowe, projekcje wideo i akrobacje, idealnie komponujące się z charakterem i przesłaniem mozartowskiej baśni. Przede wszystkim jednak niezwykle cenna wydała mi się konwencja polegająca na odsłonięciu "teatru w teatrze" oraz na licznych aluzjach do współczesności. Jesteśmy zanurzeni w wirtualnej rzeczywistości, a wiodącym staje się temat  obrazu człowieka, a także obrazu rzeczywistości. A przy tym wykonawcy głównych ról byli znakomici: sopranistka Erin Morley jako Pamina, tenor Lawrence Brownlee jako Tamino (przełamując stereotyp pięknego księcia),obdarzony wspaniałym barytonem Thomas Oliemans jako Papageno, zasłużona zdobywczyni najgorętszego aplauzu sopranistka Kathryn Lewek jako Królowa Nocy, której zaśpiewanie tej roli odradzano (!), a tymczasem wykonywała ją setki razy w najlepszych teatrach operowych w Europie i Stanach Zjednoczonych, ustanawiając rekord w liczbie występów w tej roli w Metropolitan Opera. Okazała się wręcz stworzona do tej roli. Jej Królowa Nocy jest pozornie kruchą staruszką przykutą do wózka inwalidzkiego, ale to sprytna manipulatorka, która wykorzystuje swoją rzekomą słabość do niewolenia córki i nie tylko jej.  

Kathryn Lewek jako Królowa Nocy w arii "O zittre nicht, mein lieber Sohn" Opera Met 2023

"Czarodziejski flet" we Wrocławiu

We Wrocławiu po raz pierwszy zaprezentowano tę operę stosunkowo późno, bo dopiero w latach 70. XX wieku, a do jej realizacji zaangażowano twórców z Niemiec. Przedstawienie wyreżyserował Wolfgang Weit, który wcześniej współpracował z Miejskim Teatrem Muzycznym Operą i Operetką w Krakowie przy realizacji "Uprowadzenia z Seraju" (1963)  oraz z Teatrem Muzycznym w Łodzi przy "Lohengrinie" Richarda Wagnera (1970).  Autorem scenografii był Bernhard Schröter. Jak możemy przeczytać na blogu Opery Wrocławskiej: "W koncepcji Wolfganga Weita spektakl przybrał kształt nieco ludycznej komedii, jednocześnie manifestującej idee już oświeceniowe".

W. A. Mozart, "Czarodziejski flet", premiera: 15.07.1972; na zdjęciu: Pamina – Maria Sartova, Papageno – Antoni Bogucki, fot. Maciej Kański
Kolejna premiera "Czarodziejskiego fletu" odbyła się dopiero  11 marca 1995 roku w inscenizacji Janusza Wiśniewskiego. Oto, co pisał o niej w 1995 roku na łamach "Gazety Robotniczej" Stefan Drajewski:
"Janusz Wiśniewski przed przyjazdem do Wrocławia z pewnością otworzył swoją przepastną szufladę z figurka­mi, które ożywiał w "Panopti­cum...", "Końcu Europy", "Modlitwie chorego przed no­cą", "Olśnieniu". A kiedy wszedł w zaczarowany krąg opery, w krąg "Zaczarowanego fletu", poczuł się jak w swoim dziecięcym pokoju, skąd co chwila wypełza majak pamięci, strzęp babcinej opowieści. Niewiele, okazało się, różnią się one od historii wpisanej w wiel­kie olśniewające dzieło Mozar­ta. Zarówno w dziele Mozarta, jak i w pokoju Wiśniewskiego śmierć spotyka się z życiem, nie­nawiść z miłością... Wiśniewski reżyser i scenograf udowodnił, że nie raniąc muzyki wielkiego Mozarta, można go odczytać inaczej. Wiśniewski udowod­nił, że i opera może grzeszyć wielką teatralną urodą. Reżyser i scenograf w jednej osobie udo­wodnił, że można śpiewać pięk­nie i grać, a nie odgrywać wej­ścia i zejścia". 

W. A. Mozart, "Czarodziejski flet", premiera: 11.03.1995, scena zbiorowa,
od prawej: Jacek Ryś jako Papageno, fot. Marek Grotowski 

Kolejną premierę zaplanowano na rok 2000, ale z powodu remontu gmachu opery odbyła się w Teatrze Współczesnym. Jak czytamy na blogu Opery Wrocławskiej, "powstała we współpracy z Akademią Muzyczną we Wrocławiu. Obsada jednego z pierwszych przedstawień była złożona wyłącznie ze studentów tej uczelni. Ówczesna adeptka Akademii Muzycznej – Aleksandra Kurzak wykonywała wtedy arcytrudną partię Królowej Nocy, już w towarzystwie profesjonalnych artystów Opery Wrocławskiej", a jej reżyserem był pierwszy tancerz Waldemar Karst. Inscenizacja miała charakter konwencjonalny, wyróżniały się natomiast barwne dekoracje i kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej.

W. A. Mozart, "Czarodziejski flet", premiera: 24.03.2000, Ewa Murawska jako Papagena
 i Jacek Jaskuła jako Papageno, fot. Marek Grotowski 
W 2006 roku operę Mozarta reżyserował Marek Weiss-Grzesiński i był to, jak pisał jeden z krytyków "spektakl utaneczniony". "Scenografię do opery przygotował Marcel Sławiński, który akcję libretta Schikanedera przeniósł w bezczasową sterylną przestrzeń. Nastrój przedstawienia tworzony był głównie oświetleniem i projekcjami. Sferze kobiecej przypisany został kolor szaroniebieski, a światu męskiemu czerwień symbolizująca płomienie. Barwy te mieszały się w finale widowiskowej inscenizacji próby wody i ognia. Współczesne kostiumy, które dopełniły plastycznej wizji, były autorstwa Ewy Kochańskiej" – czytamy na blogu. Była to zatem inscenizacja "z pomysłem". 

Cztery lata później, w 2010 roku, kolejną wersję "Czarodziejskiego fletu" przygotowała projektantka mody Anna Długołęcka, która swoje w tym obszarze doświadczenie wykorzystała projektując oryginalne kostiumy i to one odegrały znaczącą rolę w spektaklu. W roli Paminy wystąpiła znakomita Ewa Vesin, a Łukasz Rosiak zagrał Papageno, podobnie jak w najnowszym przedstawieniu.

Ewa Vesin jako Pamina i Łukasz Rosiak jako Papageno w spektaklu z 2010 roku,
fot. Marek Grotowski  
Na kolejną wersję "czarodziejskiego fletu" musieliśmy czekać aż trzynaście lat...

"Czarodziejski flet w Breslau"  dekadencja i dekonstrukcja


Jak sugeruje już sam tytuł, w przypadku wrocławskiej inscenizacji mamy do czynienia z istotną ingerencją w oryginał. Ważnym jej współautorem jest Marek Krajewski, który nie tylko napisał polskie dialogi, ale także wprowadził narratora znanego ze swoich powieści: Eberharda Mocka (w spektaklu gra go Jacek Jaskuła). Dodam, że wcześniej, w 2014 roku, podobną strategię zastosowano w spektaklu "Koniec świata w Breslau". Jeśli ktoś pamięta tamto przedstawienie lub zna cykl powieściowy Marka Krajewskiego, dla tego świat przedstawiony na deskach Opery Wrocławskiej nie będzie niczym nowym, oryginalnym, a tym bardziej szokującym, W tamtym przedstawieniu Mock jest ciągle pod wpływem alkoholu, a mimo to z pijackim uporem powtarza próby zaprowadzenia jakiegoś ładu w  zdegenerowanym świecie, ale nie jest to możliwe. 

"Czarodziejski flet w Breslau", Jacek Jaskuła, fot. D. Gdesz
W "Czarodziejskim flecie w Breslau" jest "tylko" komentatorem, wraz z upływem akcji coraz bardziej nietrzeźwym. Miejscem akcji jest przedwojenny Wrocław (Breslau), a ściślej: jego zdegenerowane dzielnice i podejrzane lokale. W ogóle to, co było w libretcie pewną baśniową metaforą, która dawała rozmaite możliwości inscenizacyjne, we wrocławskim spektaklu zostaje udosłownione, a przez to spłycone, Książę Tamino ma koszmary pod wpływem narkotyków, Trzy Damy, które się nim "opiekują" to prostytutki, a Królowa Nocy jest burdelmamą. 

Eliza Kruszczyńska, Aleksander Zuchowicz, Dorota Dutkowska, Elżbieta
Kaczmarzyk-Janczak, fot. D. Gdesz
Tamina została porwana przez dawnego przyjaciela ojca – Sarastro, który pod wpływem głębokiego nawrócenia próbuje uratować nie tylko ją, ale także innych pogubionych ludzi – z dobrym skutkiem. Poruszając się w tej konwencji, Krajewski również z Chłopców robi podejrzane indywidua, a z Papageno infantylnego półgłówka. Pominę miłosiernie kloaczne słownictwo, które jest naturalną konsekwencją faktu, że jest to "świat zepsuty", trudno więc oczekiwać, że bohaterowie będą mówili literackim językiem, ale dyskomfort jednak pozostaje chyba większy niż w przypadku niemieckiego oryginału, w którym bohaterowie posługują się językowymi banałami... 

Maria Rozynek-Banaszak jako Królowa Nocy, fot. D. Gdesz
Tamino, jak to ma miejsce w oryginale, przechodzi pozytywnie wszystkie próby, Pamina również. Z opresji wychodzi także Papageno, który odnajduje swoją "połówkę", ale finał jest kompletną dekonstrukcją oryginału, z którą nie spotkałam się w żadnej innej inscenizacji. Gdybyż jeszcze autor użył bardziej subtelnych środków świadczących o tym, że wątpi w pozytywny finał tej historii... Skądże znowu! Na scenę wytacza się kompletnie pijany Mock i bełkocze, że to wszystko, co widzieliśmy, było wytworem wyobraźni pod wpływem narkotyków i że z nałogu nie można się wyrwać, a traumy z dzieciństwa pokonać. Czemu w takim razie miały służyć owe próby, skoro z góry było wiadomo, jaki będzie finał..? To zasadnicza sprzeczność, która godzi w przesłanie "Czarodziejskiego fletu". O ile Schilkander, a także Mozart (przez muzyczną charakterystykę bohaterów) dają swoim widzom nadzieję, jak w każdej porządnej baśni, o tyle realizatorzy wrocławskiej inscenizacji nas jej pozbawiają. 

Łukasz Rosiak jako Papageno, fot. Marek Grotowski
Przedstawienie byłoby nie do przyjęcia, gdyby nie piękna muzyka, która, niczym listek figowy, przysłaniała fakt, że "król jest nagi". Dyrygent Adam Banaszak narzucił wykonawcom zbyt duże tempo, ale mimo to zdarzały się perełki. Sądzę, że należy wyróżnić wspaniałą rolę Marii Rozynek-Banaszak (sopran), która nie tylko brawurowo zaśpiewała wspaniałe arie, w tym niezapomnianą i trudną "Der Hölle Rache kocht in meinem Herzen", ale też okazała się utalentowaną aktorką, szczególnie w ostatniej scenie, kiedy umiera i widać nawet lekkie drżenie jej ciała, rąk... Występująca gościnnie Marcelina Román była w roli Paminy poruszająca – i w partiach lirycznych, i w dramatycznych. Aleksander Zuchowicz w roli Tamino oraz Łukasz Rosiak jako Papageno zaśpiewali  bardzo dobrze, ale aktorsko wypadli nieco blado. 

Grzegorz Szostak (bas, Sarastro), Marcelina Román (sopran, Pamina),
fot. Marek Grotowski
Całość wyreżyserował Michał Znaniecki – nowy dyrektor artystyczny Opery Wrocławskiej. który już wcześniej inscenizował opery Mozarta (m.in. "Cosi fan tutte", "Don Giovanniego"), znany jako reżyser niebojący się wyzwań. Tym razem jednak chyba za bardzo dał się "uwieść" eksperymentowi i narracji Marka Krajewskiego. Trzeba jednak przyznać realizatorom, że próbowali stworzyć nową jakość, która wprawdzie budzi kontrowersje, ale nie jest sztuką "nijaką". Tak czy owak jest o czym dyskutować 😁
Z pewnością warto wybrać się na ten spektakl, aby skonfrontować własne gusty i oczekiwania z tą nową inscenizacją, a przede wszystkim, aby posłuchać muzyki Mozarta, która nie znudzi się nigdy.

P.S. Mam świadomość, że to, co napisałam, nie jest rasową recenzją. Przeżyłam trwającą wiele dni przygodę z "Czarodziejskim fletem", wysłuchałam wielu nagrań, obejrzałam kilka inscenizacji i dałam temu wyraz. Tym, którzy cierpliwie przeczytali tekst i wysłuchali nagrań, bardzo dziękuję.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

"Orfeusz i Eurydyka" Ch. W. Glucka w Operze Wrocławskiej /recenzja/

We wrocławskiej inscenizacji "Orfeusza i Eurydyki" Ch. W. Glucka Mariusz Treliński osadza swoich bohaterów we współczesnych realiach, rozgrywa na naszych oczach kameralny dramat i zmienia pierwotne zakończenie. Jego opowieść brzmi na wskroś współcześnie.




Orfeusz i Eurydyka - siła muzyki i miłości

Wedle "Metamorfoz" Owidiusza, Orfeusz (syn Apollina i muzy Kaliope), pochodził z Tracji i był największym śpiewakiem i poetą. Miał talent tak niezwykły, że oddziaływał nie tylko na ludzi, ale także na dzikie zwierzęta i świat nieożywiony. Pod wpływem jego pieśni drzewa i skały poruszały się, by być bliżej niego, a wilk leżał obok baranka, zasłuchany i łagodny. Innymi słowy, przywracał światu jego utraconą harmonię. I oto pewnego dnia żona Orfeusza została ukąszona przed węża i zmarła. Kiedy nadbiegł poeta, była już martwa. Zrozpaczony, długo opłakiwał ukochaną, nie mógł jednak pogodzić się z jej utratą i postanowił zejść do Hadesu, aby ją odzyskać. Swoją muzyką oczarował Charona, obłaskawił Cerbera, aż stanął przed Hadesem i jego żoną, aby oznajmić im, że jego miłość silniejsza jest od śmierci. Zaczął błagać o zwrócenie mu ukochanej i gotów był umrzeć wraz z nią, jeśli miałby żyć bez niej. Jego pieśń była tak przejmująca, że - jak opowiada Owidiusz - "płakały cienie", Tantal zastygł w bezruchu, a sępy przestały wydziobywać jego wątrobę, zaś Syzyf usiał na swym głazie. Nawet okrutne Eumenidy zapłakały wzruszone pieśnią. W rezultacie Prozerpina i władca podziemia ulegli prośbom nieszczęśnika - oddali mu Eurydykę, z tym wszakże zastrzeżeniem, że Orfeusz nie może się odwrócić i spojrzeć na nią, zanim nie przejdą przez bramy Avernu. Jednak stało się: Orfeusz, zlękniony, że może ją utracić i spragniony jej widoku, odwrócił wzrok. I tak stracił ją na wieki. Owidiusz opowiada, że odtąd towarzyszyły mu płacz i cierpienie, aż wreszcie, narzekając na okrucieństwo Hadesu, powrócił do siebie. Inne wersje mitu dopowiadają, że zginął z rąk trackich kobiet, złych na niego, że ich unika. Podczas uroczystości ku czci Dionizosa najpierw bezskutecznie usiłowały go ukamienować (ale kamienie, czułe na jego śpiew, zatrzymywały się w locie), a wreszcie rzuciły się na niego z wściekłością, rozszarpały, a jego głowę i lirę wrzuciły do Hebros. Podobno fale zaniosły głowę i lirę na Lesbos, gdzie uroczyście je pochowano i odtąd wyspa ta uchodzi  za ojczyznę poezji lirycznej.

A. Rodin, Orfeusz i Eurydyka

Mit opowiadający o sile muzyki, która przywraca pierwotną harmonię, a także o miłości silniejszej od śmierci, stał się inspiracją dla artystów - począwszy od starożytności  (liczne malowidła wazowe) aż po współczesność, także w dziedzinie opery. Interpretacji mitu jest zresztą znacznie więcej. Jedna z nich zmierza w kierunku refleksji nad postacią poety i siłą jego wyobraźni. Mit Orfeusza w kulturze Zachodu przez wiele wieków utwierdzał w przekonaniu, że sztuka posiada szczególną moc, dzięki której artysta dotyka Absolutu. Mówił także o sztuce wyrażającej miłość, piękno i harmonię wszechświata oraz o "skażeniu" śmiercią, wyrażając w ten sposób tragizm ludzkiej egzystencji, rozdartej między wiecznością a przemijaniem, a także między miłością (życiem) a śmiercią.

Po temat ten sięgnął Claudio Monteverdi. Jego  Orfeusz (1607) pokonuje śmierć dzięki głęboko emocjonalnej pieśni. Oprócz Monteverdiego i Glucka po mit ten sięgali także inni kompozytorzy: Franciszek Liszt skomponował poemat symfoniczny "Orfeusz" (1854), J. Offenbach "Orfeusza w zaświatach" (1858), D. Milhaud operę "Cierpienie Orfeusza" (1931), zaś I. Strawiński - balet "Orfeusz" (1947). Z kompozytorów polskich warto wspomnieć operobalet "Orfeusz w lesie" (1977), skomponowany przez Tadeusza Paciorkiewicza. do słów poezji K.K. Baczyńskiego.

"Orfeusz i Eurydyka" Christopha Willibalda Glucka 

Wydaje się, że opera stanowi doskonałe medium pozwalające unieść ponadczasowe treści mitu za pomocą słowa i muzyki. Doświadczenie jednostkowe zyskuje w niej uniwersalny wymiar, w którym odnaleźć się może każdy człowiek.

Spektakl operowy "Orfeusz i Eurydyka" Christopha Willibalda Glucka powstał w szczytowym momencie kariery kompozytora, a jego prapremiera odbyła się 5 października 1762 roku na scenie wiedeńskiego Burgtheater. Pierwszym wykonawcą roli Orfeusza był wielki kastrat Gaetano Guadagni, który przyczynił się do sukcesu opery. Piotr Kamiński wspomina o istnieniu dwóch oryginalnych wersji tej opery: wiedeńskiej, śpiewanej po włosku na głos altowy oraz paryskiej - w języku francuskim, na wysoki tenor.

Akt I rozpoczyna scena nad grobem Eurydyki, w której Orfeusz i chór opłakują jej przedwczesną śmierć w pięknej i dojmująco smutnej pieśni Ah, se intorno, ah, dans ce bois:

Kathleen Ferrier, 1947 (contralto), Zoe Vlachopoulos (soprano), Ann Ayars (soprano), 
Southern Philharmonic Orchestra, Glyndebourne Festival Chorus, Fritz Stiedry

Orfeusz pragnie zostać sam (Chiami mio ben cosi - Objet de mon amour): 

Léopold Simonneau (tenor) w arii Chiami mio ben cosi - Objet de mon amour

Przybywa jednak Amor z wiadomością, że jest szansa na odzyskanie Eurydyki, pod warunkiem, że Orfeusz nie spojrzy na nią, dopóki nie znajdzie się wśród żywych. Ten nie waha się ani chwili  i schodzi do Piekieł. W akcie II wita go piekielny chór, a wokół niego krążą szalejące furie. Początkowe próby Orfeusza, mające na celu wzruszenie skargą, nie dają efektu, toteż wiedziony rozpaczą uderza mocno w struny liry i dopiero wówczas jego dramatyczny śpiew odnosi pożądany skutek (Deh, placatevi con me - Laissez vous toucher):

Anders J. Dahlin (tenor) w pieśni Deh, placatevi con me...

Udaje mu się poruszyć piekielne moce i oto znajduje się na Polach Elizejskich, otoczony baletem Szczęśliwych Cieni, a Eurydyka powraca do niego.

W akcie III oboje przemierzają mroczne otchłanie w kierunku świata żywych. Podczas tej wędrówki Eurydyka nie rozumie, dlaczego jej ukochany jest tak obojętny, że nawet nie spojrzy na nią. Skarży się, a on jej odpowiada wymijająco (Veni, appaga ilo tuo consorte).


Vieni Appaga Il Tuo Consorte - Jaime Korkos & Hae Ji Chang

Pod wpływem wyrzutów, nie mogąc dłużej znieść jej cierpienia, Orfeusz odwraca się, a wówczas Eurydyka powtórnie umiera w jego ramionach. Zrozpaczony poeta pragnie targnąć się na swoje życie, ale wtedy pojawia się Amor i zwraca mu Eurydykę żywą (tercet Trionfi Amore - L`Amour triomphe) - miłość zwycięża śmierć.



L'Amour Triomphe - C.W. Gluck - sir John Eliot Gardiner, English Baroque Soloists & Monteverdi Choir 
Derek Lee Ragin (counter-tenor), , Lyndia Sieden (soprano), Sylvia McNair (soprano)



                 "Orfeusz i Eurydyka" Ch. W. Glucka w reżyserii Mariusza Trelińskiego,
                                                      w Operze Wrocławskiej 

16 grudnia 2017 roku odbyła się wrocławska premiera opery Glucka "Orfeusz i Eurydyka" w reżyserii Mariusza Trelińskiego - wybitnego interpretatora wielu oper. Nie jest to jego pierwsza inscenizacja tej opery. W 2008 roku przygotował "Orfeusza i Eurydykę" w Słowackim Teatrze Narodowym w Bratysławie, gdzie cieszyła się wielkim powodzeniem. Kolejną wersję zaprezentował w 2009 roku w Teatrze Wielkim Operze Narodowej. "Orfeusz i Eurydyka" była także wystawiana w Operze Izraela (2012). Jest to zatem dzieło, z którym reżyser mierzy się od dawna, choć każda z tych inscenizacji jest nieco inna. Wrocławska wersja opery Glucka jest czwartą z kolei, przygotowaną we współpracy Opery Wrocławskiej z Narodowym Forum Muzyki (Orkiestrą Barokową).

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
Każda z tych inscenizacji jest jednak trochę inna, choć nie zasadniczo. Tym razem chcieliśmy opowiedzieć historię współczesną, ludzką, intymną - wyjaśniał podczas konferencji prasowej Treliński. Wszyscy doświadczamy utraty, więc historia Orfeusza, rozgrywająca się we współczesnym mieszkaniu, może stać się bliską każdemu. To historia o utracie miłości, rozstaniu, po których pozostaje dojmujący smutek. Pokazujemy w tym spektaklu wszystkie fazy piekła, przez które przechodzi człowiek tak boleśnie zraniony, roztrząsający swoje winy, czujący ciągle obecność ukochanej osoby. Potem to się zmienia, kiedy wyobrażamy sobie, co by było, gdyby do rozstania nie doszło, zaczynamy rzecz całą idealizować. Ta obecność ciągle istnieje i boli.

Podkreślał także obecność inspiracji poematem "Orfeusz i Eurydyka" Czesława Miłosza, a ściślej - jego zakończeniem (przytulenie policzka do ciepłej ziemi).

Wszystkie moje realizacje mają związek ze sprawami, które wydarzają się w moim życiu bezpośrednio lub duchowo - dodał reżyser.

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
Sądzę, że takie podejście do opery wiele tłumaczy. Dlatego też Mariusz Treliński osadza swoich bohaterów we współczesnych realiach, rozgrywa na naszych oczach kameralny dramat i zmienia zakończenie, co jest jednak istotne dla wymowy opery. Przyznam, że choć doceniam twórcze podejście reżysera, to jednak zabrakło mi w tym spektaklu metafizyki. Zapowiada to już widoczna na plakacie czerwona pigułka z napisem "Piekło jest we mnie", który brzmi trochę jak nawiązanie do cytatu z Sartre`a ("Piekło to inni"). Tak czy owak to dramat na wskroś współczesny, rodzaj psychodramy, którą odgrywa tytułowy bohater. Jego partnerka popełnia samobójstwo (a to jednak nie to samo, co nagła i niespodziewana śmierć), z czego możemy wnosić, że chyba nie była w tym związku szaleńczo szczęśliwa. Raczej nie czuła się kochana, skoro sięgnęła po tabletki (a wcześniej podcięła sobie żyły). Mężczyzna zjawia się za późno - ona umiera w jego ramionach. Od tej pory wszystko rozgrywa się w jego wyobraźni - piekło rzeczywiście jest w nim. Zbyt późno uświadamia sobie, jak ważna była dla niego Eurydyka - ciągle czuje jej obecność i próbuje ją odzyskać, ale smagany wyrzutami sumienia - traci ją ponownie i bezpowrotnie.

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
W rolach głównych wystąpił gościnnie we wrocławskim przedstawieniu Glucka Michał Partyka (baryton), ale opera ma także w obsadzie Jacka Jaskułę i Łukasza Rosiaka. W Eurydykę wcieliła się gościnnie Bożena Bujnicka (sopran), zamiennie z Iloną Krzywicką. W roli Amora (przebranego za listonoszkę): Maria Rozynek-Banaszak i Hanna Sosnowska. Wystąpił także Chór i Balet Opery Wrocławskiej. Grała - jak zawsze pięknie - Wrocławska Orkiestra Barokowa pod dyrekcją Jarosława ThielaWykonawcy - wszyscy bez wyjątku znakomici, o czym nie trzeba nikogo przekonywać.

Strona wokalna i wizualna (świetne Eumenidy ucharakteryzowane na Eurydykę, stanowiące jej zwielokrotnienie, wyrażają obsesję bohatera) wzbogacają interpretację sztuki. Zwyczajna, a zarazem bardzo funkcjonalna scenografia Borisa Kudlički - stałego współpracownika Trelińskiego, wspomagana światłem, pełniącym w tym spektaklu istotną rolę (Marc Heinz) - tworzą kameralny obraz świata. To mogłoby się wydarzyć wszędzie, także w twoim M4, zdaje się mówić reżyser,  bo "piekło jest w tobie". Szkoda jednak, że współczesny Orfeusz (czytaj: artysta) nie wierzy w to, że miłość jest silniejsza od śmierci. A może po prostu nie umie kochać równie mocno, jak jego mitologiczny odpowiednik...

Tak czy owak niedawna propozycja Opery Wrocławskiej zasługuje na uwagę i z pewnością trzeba ją zobaczyć (ja zrobiłam to dopiero w czerwcu, bo w grudniu powaliła mnie grypa) i - przede wszystkim POSŁUCHAĆ.

Na koniec mój ulubiony Orfeusz - Franco Fagioli:

Franco Fagioli Orfeo "Che faró senza Euridice",C.W.Gluck- Palacio Versailles,
Paris 7-11-2013

„Witold Lutosławski. Opera omnia 09 – drobiazgi”– nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

 Prezentujemy album Narodowego Forum Muzyki i CD Accord – "Witold Lutosławski. Opera omnia 09 – drobiazgi". Witold Lutosławski. Op...

Popularne posty