Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania mariusz treliński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania mariusz treliński, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 lutego 2024

Już dziś premiera "Mocy przeznaczenia" Verdiego w reż. Mariusza Trelińskiego w Metropolitan Opera

"Moc przeznaczenia" Verdiego pod batutą dyrektora muzycznego Met Yannicka Nézet-Séguin w reżyserii Mariusza Trelińskiego już dziś na deskach Metropolitan Opera! Warszawska premiera tej inscenizacji miała miejsce w styczniu 2023 roku na scenie Opery Narodowej i została entuzjastycznie przyjęta, zarówno przez publiczność, jak i krytyków.

26 lutego 2024 roku po blisko trzydziestu latach przerwy "Moc przeznaczenia" wraca na deski nowojorskiej opery. To, po dyptyku "Jolanta"/"Zamek Sinobrodego" oraz "Tristanie i Izoldzie", już trzecia koprodukcja Teatru Wielkiego - Opery Narodowej i Metropolitan Opera.

Reżyser przenosi akcję utworu do współczesności, ukazując nieuchronność przeznaczenia, które popycha postaci w kierunku serii tragicznych wydarzeń. Mariusz Treliński przedstawia spektakularny upadek patriarchatu, obrazując trzy etapy społecznej dekonstrukcji: od epoki dobrobytu, przez wojnę, po postapokaliptyczne ruiny.

Jak wskazał w rozmowie z magazynem "Zwierciadło", dzieło to ma głębokie korzenie freudowskie, eksplorując mroczne zakamarki ludzkiej psychiki i społecznych struktur w sposób, który pozostaje aktualny dzięki literackiej maestrii Freuda.

W obsadzie znajdują się uznani artyści: tenor Brian Jagde w roli Don Alvara, ukochanego Leonory; baryton Igor Golovatenko jako jej mściwy brat Don Carlo; bas-baryton Patrick Carfizzi w roli brata Melitone; oraz bas Soloman Howard jako ojciec Leonory i Ojciec Gwardian. W postać Leonory wcieliła się, debiutująca w tej roli, norweska sopranistka Lise Davidsen – okrzyknięta przez "The Economist" „najnowszą gwiazdą opery”, od czasu wygranej w prestiżowym konkursie Operalia w 2015 r. szturmem podbijająca świat muzyki klasycznej.

Przypomnijmy, że warszawska premiera tej inscenizacji miała miejsce w styczniu 2023 roku na scenie Opery Narodowej i została entuzjastycznie przyjęta, zarówno przez publiczność, jak i krytyków.

Mariusz Treliński nadał zaś „Mocy przeznaczenia” intrygujący filmowy kształt. Zdarzenia umieścił w niedoprecyzowanej współczesności. Kto nie zna dzieł Verdiego (…) nie pogubi się w nadmiarze wątków, zaproponowana narracja jest wartka i klarowna”

                                                                                                                  Jacek Marczyński, „Rzeczpospolita”


Obsada:

GENERAŁ CALATRAVA/OJCIEC GWARDIAN - Soloman Howard

DONNA LEONORA - Lise Davidsen/Elena Stikhina

DON CARLO DI VARGAS - Igor Golovatenko

DON ALVARO - Brian Jagde

PREZIOSILLA - Judit Kutasi/Maria Barakova

BRAT MELITONE - Patrick Carfizzi

Realizatorzy:

Dyrygent: Yannick Nézet-Séguin

Reżyser: Mariusz Treliński

Scenografia: Boris Kudlička

Kostiumy: Moritz Junge

Choreografia: Maćko Prusak

Reżyseria świateł: Bartek Macias

Dramaturg: Marcin Cecko

INFORMACJA PRASOWA

środa, 10 grudnia 2025

Księżycowa Salome /recenzja "Salome" w Operze Wrocławskiej/

Jedną z najbardziej znaczących inscenizacji tego sezonu artystycznego w Operze Wrocławskiej jest z pewnością "Salome" Richarda Straussa w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Opera była z pewnością wyzwaniem dla wszystkich twórców tego spektaklu: dla solistów, orkiestry, realizatorów, a także dla... widzów. Rezultaty przerosły nasze wyobrażenia: "Salome" Richarda Straussa uwiodła nas bez reszty.

"Salome", Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz

Biblijna historia Jana Chrzciciela i Salome jako popularny motyw w literaturze i sztuce

Historię ścięcia głowy proroka Jana Chrzciciela na życzenie Salome, córki Herodiady, znamy z Nowego Testamentu. Wspominają o niej Ewangeliści: Mateusz i Marek. 

Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę: «Daj mi - rzekła - tu na misie głowę Jana Chrzciciela!» Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc [kata] i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce. (Mt 14, 6-11).

W tej relacji postać dziewczyny przedstawiona została neutralnie, a ścięcie głowy Jana Chrzciciela zostaje dokonane de facto na życzenie Herodiady, prorok bowiem wypominał Herodowi to małżeństwo (Nie wolno ci mieć żony swego brata, Mk 6, 18 b). Dodajmy, że aby połączyć się z Herodem Antypasem, który był zarazem jej wujem, Herodiada odeszła od swego męża (również wuja) Heroda Filipa I, z którym miała córkę Salome. Wykorzystała jej zmysłową urodę dla zniewolenia Heroda i zmuszenia go do pozbycia się Jana Chrzciciela. 

Opowieść ta poruszyła wyobraźnię wielu artystów. Motyw uczty Heroda, tańca Salome, a przede wszystkim makabrycznego finału pojawiał się w historii europejskiego malarstwa przez wieki. Sięgali po nią najwięksi. Na obrazach Tycjana czy Caravaggia Salome nadal pozostaje niewinną istotą, narzędziem w rękach bezwzględnej matki. Ale z czasem to się zmienia. Przedstawienia Salome ewoluują – z niewinnej dziewczyny staje się postacią co najmniej dwuznaczną, świadomą swego ciała i erotycznego powabu femme fatale. Szczególnie w epoce modernizmu artyści z upodobaniem ukazywali kobiety – niszczycielki, kobiety – modliszki, kobiety – wampiry. 

Do najbardziej znanych literackich wersji opowieści o Salome należy dramat Oscara Wilde’ a, który ukazał się w 1894 roku w Anglii, z ilustracjami Aubrey`a Beardley’ a i przedstawiał judejską księżniczkę jako satanistyczny symbol rozkoszy. W jego interpretacji Jan nie jest ofiarą, ale kusicielem. W centrum dramatu znajduje się Salome, której urodę i okrucieństwo pisarz wręcz celebruje. Oscar Wilde napisał swój jednoaktowy dramat prozą po francusku, z myślą o wielkiej tragiczce Sarze Bernardt. W 1896 roku sztuka odniosła wielki sukces w Paryżu, ale w Anglii cenzura  – ze względów obyczajowych i religijnych  – do 1931 roku nie zezwalała na jej wystawienie. 

"Salome" Richarda Straussa – zmiana estetyki w muzyce

"Salome" zawładnęła także wyobraźnią Richarda Straussa, głównie za sprawą słynnego Maxa Reinhardta – reformatora teatru i autora wizjonerskich inscenizacji. To jego spektakl zafascynował go do tego stopnia, że skomponował nie tylko muzykę do tej sztuki, ale również napisał (w oparciu o tłumaczenie sztuki Wilde`a) własne libretto. Zapewne dostrzegł w tej historii wielki potencjał – możliwość przekazania w muzycznej formie skomplikowanych emocji, które stają udziałem postaci dramatu. To było prawdziwe wyzwanie – nie tylko móc odmienić estetykę muzyki, ale także ukryć w niej tajemnicze konteksty pomiędzy słowami i zdaniami. Mariusz Treliński mówi w jednym z wywiadów, że ekspresja tej muzyki robi równie silne wrażenie, jak historia, która jej towarzyszy. Mamy tu do czynienia w podwójnym szokiem – estetycznym i etycznym. Rzadko zdarza się, żeby muzyka w tak doskonały sposób opisywała stan wewnętrzny bohatera. (...) Jest jednocześnie konkretna, mięsista i uduchowiona.

Prapremiera opery Straussa miała miejsce 9 grudnia 1905 roku w Semperoper w Dreźnie. W następnym roku można ją było zobaczyć w mediolańskiej La Scali, a wkrótce potem – na wielu scenach Europy, także w Warszawie. Wcześniej, już 28 lutego 1906 roku zaprezentowano "Salome" w reżyserii Hugo Kirchnera i pod dyrekcją kapelmistrza Juliusa Prüwera, w Teatrze Miejskim w niemieckim wówczas Wrocławiu (Breslau). Pojawił się także sam kompozytor (początkowo sceptyczny wobec wersji scenicznej z pomniejszonym składem orkiestry), lecz ku jego zdumieniu aplauz publiczności był jeszcze bardziej gorący niż w Dreźnie. Po głośnej premierze Richard Strauss nie tylko wysoko ocenił grającą w mniejszym składzie orkiestrę, ale wyrazy wielkiego uznania skierował pod adresem wykonawczyni roli Salome, sopranistki Franchette Verhunk, która jako pierwsza nie tylko zaśpiewała, ale także zatańczyła słynny taniec siedmiu zasłon (w Dreźnie solistka odmówiła jego wykonania), czym porwała zgromadzoną w teatrze publiczność. Spektakl odniósł niekwestionowany wielki sukces! Chociaż więc recenzenci od początku krytykowali "Salome" z powodu obsceniczności tematu i atmosfery skandalu, która towarzyszyła inscenizacjom, to jednak opera cieszyła się niezmiennie wielkim zainteresowaniem widzów. Może właśnie dlatego 😊

Zdjęcie słoweńskiej sopranistki Fanchette Verhunk jako Salome w operze Richarda Straussa, wykonane w zakładzie fotograficznym Marie Müller przy Tauentzienstrasse (obecnie T. Kościuszki 32) ok. 1910 roku, źródło: Polska-org.pl
 

"Salome" Mariusza Trelińskiego

W marcu tego roku miałam okazję obejrzeć "Salome" w Teatro di Napoli w Neapolu, w adaptacji i reżyserii Luca De Fusco i był to spektakl pozbawiony głębszej myśli, wyrazistej, nośnej koncepcji – naturalistyczny i płaski jak Dolina Mazowiecka. Wyszłam z teatru zmęczona i zniesmaczona, toteż przyznam, że kolejna "Salome", tym razem w Operze Wrocławskiej, była dla mnie sporym wyzwaniem. Szczególnie, że reżyser mówił na konferencji prasowej o ponadczasowej wymowie tej opery, którą on z kolei przedstawiał jako opowieść o dysfunkcyjnej rodzinie. Po obejrzeniu "Domu dobrego" Wojtka Smarzowskiego mogłam mieć jednoznaczne konotacje. Poza tym to teraz taki modny temat... A jednak już próba medialna sprawiła, że moje obawy okazały się płonne. Okazało się bowiem, że Mariusz Treliński pokazuje świat o wiele bardziej złożony, nie jest nieznośnie dosłowny i pozostawia widzowi miejsce na wyobraźnię. Przedstawienie premierowe jako całość przeszło moje najśmielsze oczekiwania – było znakomite! 

Owa klarowna koncepcja "Salome" nie jest bynajmniej nowa – powstała ponad dziesięć lat temu, w 2014 roku, i zaprezentowana została w Pradze, a następnie w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie. Po premierze w Czechach (spektakl powstał w koprodukcji z Teatrem Narodowym w Pradze) określono go "genialnym thrillerem psychologicznym". Brzmi to jak zachęta dla każdego widza, który lubi przeżyć w teatrze (filmie) dreszczyk emocji i sporo w tym racji. Przedstawienie daje się interpretować w pryzmacie psychologicznym czy raczej psychoanalitycznym, ale poprzestać na tym byłoby dużym uproszczeniem. Zamysł reżysera był wprawdzie taki, aby spojrzeć na tytułową bohaterkę nie jak na zimną i okrutną ze swej natury kobietę, lecz spróbować zrozumieć, jak to się stało, że stała się właśnie taka. Znakomita scenografia Borisa Kudlički, z którym Treliński współpracuje od lat, podobnie jak kostiumy Marka Adamskiego, choreografia Tomasza Jana Wygody, reżyseria świateł Bogumiła Palewicza, a także oprawa multimedialna Bartka Maciasa – tworzą bogatą wielowymiarową opowieść, pełną ukrytych znaczeń, niczym w malarstwie holenderskim XVII wieku. Niebagatelna jest również rola samej muzyki Straussa, która we Wrocławiu znalazła znakomitego, wrażliwego interpretatora w osobie dyrygenta młodego pokolenia:  Yaroslava Shemeta. 

SALOME Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz

Księżycowa Salome, odrealniony Johanaan


Wrocławski spektakl wieńczy odrealniony obraz przedstawiający tytułową bohaterkę, której sylwetka została niejako wpisana w okrągły kształt przypominający księżyc w pełni albo wielką bańkę, w której została uwięziona i przez którą daremnie usiłuje się przebić. Symbolizuje niemożność wydobycia się z przeżytych traum i swojej trudnej historii.  Księżyc i noc odgrywają w tym spektaklu rolę znaczącą, symboliczną. Księżyc jest symbolem  kobiecości, a urodę Salome porównuje zakochany w niej Narraboth do piękna księżycowego światła. Retrospekcje zaś, które również rozgrywają się nocą, przedstawiają w scenie tańca siedmiu zasłon seksualną przemoc i zbrodnię. Pomysł, aby pokazać w tańcu trudną przeszłość bohaterki, pozwala na wgląd w głęboko skrywane traumy i ich wpływ na jej postępowanie. Dzięki identycznym kostiumom (czarne sukienki, białe pensjonarskie podkolanówki i maski) postać głównej bohaterki zwielokrotnia się w pantomimicznych obrazach, niczym lustrzane odbicia. 

Równie interesująco przedstawiono postać Jochanaana: przede wszystkim jako napominający surowy głos (sumienia?), a zarazem czarną, prawie niewidoczną sylwetkę wysokiego ascetycznego mężczyzny, która tak pociąga Salome. W takim kontekście nie jest to wyłącznie fizyczne pożądanie, lecz tęsknota za miłością i niewinnością. Słowa wyznania, które Salome kieruje do niego, kojarzyły mi się z Pieśnią nad Pieśniami, gdzie Oblubienica również tęskni za Oblubieńcem, a ich dialog jest pełen zmysłowości. Jochanaan jednak nie odwzajemnia uczuć Salome, lecz nakazuje jej nawrócenie – radykalną przemianę życia. Dla niej jednak jest to równie niezrozumiałe, co niemożliwe, traktuje więc odpowiedź Jochannaana jako osobiste upokorzenie i odrzucenie. W świetle retrospekcji, w których bohaterka "fantazjuje" na temat obcięcia głowy mężczyźnie, który ją skrzywdził, jej żądanie od Heroda głowy proroka, wydaje się być psychologicznie uprawnione. W rezultacie dialog z głową Jochannana przypomina monolog szaleńca, a ostateczne zamknięcie w "bańce" – staje się logiczną konsekwencją popełnionego czynu. To trochę tak jak w ostatniej scenie "Psychozy" Alfreda Hitchcocka, kiedy główny bohater uśmiecha się, żeby zmylić policję, podczas gdy już tkwi mentalnie w ciele własnej nieżyjącej już matki. 

Tak poprowadzona przez Mariusza Trelińskiego narracja "Salome" rozgrywa się w czasach nam współczesnych, w mieszczańskim salonie, w którym istotną część przestrzeni wypełnia wielka lodówka (symbol konsumpcji), została zwizualizowana nie tylko przez Borisa Kudličkę, ale także zyskała na głębi i wieloznaczności dzięki projekcjom multimedialnym Bartka Maciasa i reżyserowi świateł Bogumiłowi Palewiczowi, albowiem światło i mrok (z przewagą tego drugiego) odgrywają w tej inscenizacji znaczącą rolę. 

Natalia Rubiś jako Salome, Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Mariusz Treliński stworzył i wyreżyserował konsekwentnie pełnowymiarowe postaci, a także (wespół z Tomaszem Koniecznym) zadbał o właściwą obsadę. W tytułowej roli – kluczowej i wymagającej – obsadził dwie młode artystki o dużym doświadczeniu scenicznym: Natalię Rubiś i Kingę Krajnik. W przedstawieniu premierowym mogłam zobaczyć tę pierwszą, której kariera wyraźnie nabrała tempa od premiery "Czarnej maski" Krzysztofa Pendereckiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, gdzie rola Benigny zelektryzowała publiczność. Artystka wystąpiła też w spektaklu Opery Krakowskiej: "Ariadna na Naxos" Richarda Straussa, w reżyserii Ido Ricklina, gdzie również stworzyła znakomitą, złożoną postać Na deskach Opery Wrocławskiej pokazała prawdziwą kreację! Postać Salome nie tylko wspaniale zaśpiewała, oddając złożone emocje granej przez siebie bohaterki, ale także okazała się utalentowaną aktorką, która w gestach, spojrzeniu, mowie ciała niezwykle wiarygodnie wykreowała tę skomplikowaną rolę. 

Michał Ciećka (Jochanaan), Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Interesującym zamysłem było także obsadzenie roli Jochanaana przez dwóch mężczyzn: Oleksandr Pushniak, dysponujący głębokim mocnym bas-barytonem, był głosem, zaś Michał Ciećka zagrał  postać proroka. W roli Heroda wystąpił austriacki tenor o niewielkiej posturze i wyglądzie poczciwca: Norbert Ernst. Rozmemłany, chodzący w gaciach i rozpiętym szlafroku, "śliniący się" do Salome mężczyzna to także trafna obsada, zło bowiem, jak wiadomo, często jest banalne... Barbara Bagińska (mezzosopran) jako Herodiada, z jej bujnym biustem, dominująca nad małym i drobnym Herodem, to pomysł na babsztyla, który swoją postawą, a zarazem potrzebą zachowania status quo, bez względu na dobro najbliższych – to także postać świetnie przez śpiewaczkę poprowadzona, zarówno wokalnie, jak i aktorsko. 

Chór Żydów kłócących się o to, czy Mesjasz już przyszedł, czy też nie,  rozładowywał napięcie gęstniejące  pomiędzy trojgiem głównych bohaterów. Natomiast oniryczne sceny z tancerkami w retrospektywach wprowadzały nastrój grozy. 

Norbert Ernst (Herod) i Natalia Rubiś (Salome), Opera Wrocławska, fot Karpati & Zarewicz
Nie sposób pominąć współtworzącego spektakl operowy dyrygenta Yaroslava Shemeta, który walnie przyczynił się do jego sukcesu. To genialny artysta, który rozpoczął swoją edukację muzyczną w wieku trzech lat (!), a po ukończeniu szkoły muzycznej pierwszego stopnia, gdzie uczył się śpiewu, gry na fortepianie i klarnecie, kontynuował edukację w jednej z czterech ukraińskich szkół talentów przy Charkowskim Konserwatorium, w klasie dyrygentury chóralnej. W trakcie nauki został laureatem wielu międzynarodowych konkursów pianistycznych i wokalnych, m.in. w Mediolanie. Z wyróżnieniem ukończył dyrygenturę symfoniczną w Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu.  Występuje ze znaczącymi orkiestrami na całym świecie. W Operze Wrocławskiej zaprezentował muzykę Richarda Straussa znakomicie. W wywiadzie dla Opery Wrocławskiej, udzielonym przed premierą "Salome", powiedział znamienne słowa:

"Teraz otwierają się przede mną kolejne drzwi, których – moim zdaniem – nie da się dostatecznie otworzyć bez bagażu symfonicznego. (...) To wielkie i fascynujące wyzwanie".

Sądzę, że takim wyzwaniem była "Salome" dla wszystkich twórców tego spektaklu, dla solistów, orkiestry, a także dla... widzów. Rezultaty przerosły nasze wyobrażenia: opera Richarda Straussa uwiodła nas bez reszty.

poniedziałek, 13 maja 2024

Teatr Wielki - Opera Narodowa ogłasza repertuar sezonu 2024/25!

Cztery premiery operowe, dwie opery w wersjach koncertowych i dwie premiery baletowe – tak wyglądać będzie kolejny sezon w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. Wśród dyrygentów obok Patricka Fournillier m.in.: Bassem Akiki, Fabio Biondi, Marta Kluczyńska, Lothar Koenigs. Wśród reżyserów: sir David Pountney, Agnieszka Smoczyńska, Mariusz Treliński czy Cezary Tomaszewski. 

W 2025 roku przypada także 12. edycja Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki, zaplanowane są gościnne występy Aleksandry Kurzak, a dla widzów online – nowość w repertuarze, "Pinokio" w choreografii Anny Hop z muzyką Mieczysława Wajnberga i María de Buenos Aires Astora Piazzolli w reżyserii Wojciecha Farugi.

"Opera jest jak lustro, w którym odbija się zarówno przeszłość, jak i współczesny świat. Zmieniają się pejzaże społeczne i polityczne, „scenografie” poszczególnych epok, ale nie zmienia się ludzka psychika. Staje się źródłem emocji, konfliktów, uczuć, a to jest materia, którą najpełniej wyraża piękno ludzkiego głosu i wielka muzyka, w którą wpisane jest główne przesłanie dramaturgiczne dzieła operowego. Nowy sezon Teatru Wielkiego - Opery Narodowej da temu pełne świadectwo".

                                                                                                                                Waldemar Dąbrowski

Pierwszą premierą operową sezonu (listopad 2024) będzie "Czarna maska" Krzysztofa Pendereckiego. Trzecia opera w jego dorobku opowiada historię bohaterki, która skrywa mroczny sekret. Próbuje od niego uciec, przeszłość jednak dopada ją niespodziewanie i doprowadza do rozpadu rzeczywistości. Akcja opery rozgrywa się w XVII wieku i porusza wątek niepokojów religijnych, choć sama sztuka, na podstawie której powstało libretto, powstała w latach 20. XX wieku – czasie powojennej stabilizacji, ale także rosnących napięć, które doprowadziły do kolejnej światowej tragedii. David Pountney, reżyser naszej inscenizacji, będzie starał się pokazać, że "Czarna maska" to bardzo współczesna przestroga przed budowaniem ładu społecznego na kruchych podstawach. Kierownictwo muzyczne obejmie Bassem Akiki.

Jako ostrzeżenie można traktować także "Simona Boccanegrę" Giuseppe Verdiego. To tragiczna historia miłosna ukazana na tle rozgrywek politycznych w średniowiecznej Genui, choć najważniejszy jest w niej wymiar uniwersalny – walka ukazanych w operze archetypów. Spektakl debiutującej w operze Agnieszki Smoczyńskiej przeniesie nas nie do dawnej Italii, lecz do postapokaliptycznej przyszłości po katastrofie klimatycznej i po upadku wielkiego projektu wspólnotowego, pokazując że lepiej jest zapobiegać kryzysom niż tworzyć nowy świat ze zgliszczy. Premiera pod batutą Fabio Biondiego, z Sebastianem Cataną w partii tytułowej oraz Rafałem Siwkiem jako Jacopo Fiesco odbędzie się w lutym 2025.

Między oczekiwaniami społecznymi a realizacją osobistych dążeń zbudowany jest konflikt w "Ariadnie na Naxos" Richarda Straussa. Opera skupia się na losach dwóch głównych postaci: pierwszą jest młody Kompozytor, który nieoczekiwanie musi pod wpływem warunków zewnętrznych nagiąć swoje zasady i ostatecznie kapituluje przed rzeczywistością, drugą zaś tytułowa Ariadna, która po porzuceniu przez Tezeusza, musi ponownie odnaleźć swoje miejsce na ziemi, co ostatecznie jej się udaje. Dwie historie i dwa zupełnie różne zakończenia – jakim kluczem odczyta je Mariusz Treliński? Dyryguje Lothar Koenigs (kwiecień 2025)

O miłości niemożliwej do zaakceptowania ze względu na konflikt rodzinny i polityczny opowiada "Romeo i Julia". Opera Charlesʼa Gounoda, która zostanie wykonana w wersji koncertowej pod dyrekcją Patricka Fournillier w maju 2025 roku, podąża wiernie za Szekspirem, a jednocześnie daje możliwość wglądu w rodzące się uczucie zniszczone przez społeczeństwo kierujące się nienawiścią.

Nieszczęśliwa miłość jest także tematem cyklu Łukasza Godyli Wòlô Bòskô. Opierając się na tradycyjnych tekstach i melodiach kaszubskich wybranych przez pochodzącego z regionu śpiewaka Damiana Wilmę, kompozytor stworzył pieśni na baryton i fortepian. Historia Hanuszki i Jaśka może przywodzić na myśl Piękną młynarkę Schuberta, ale w przypadku utworu Godyli zostaje ona opowiedziana z wykorzystaniem folkloru i języka kaszubskiego, które nieczęsto pojawiają się w muzyce poważnej. Wersję sceniczną cyklu na scenę kameralną przygotowuje Jarosław Kilian (premiera w grudniu 2024).

W niepewnych czasach rozgrywa się opera "Duch wojewody" Ludwika Grossmana, choć kompozytor wybiera tu konwencję komediową i szczęśliwe zakończenie perypetii miłosnej. To niezwykle popularne w XIX wieku, nie tylko w Polsce, dzieło zostanie przypomniane dzięki dyrygentce Marcie Kluczyńskiej i reżyserowi Cezaremu Tomaszewskiemu. "Duch wojewody" to opera komiczna, która z optymizmem każe spoglądać na możliwość rozwiązania wszelkich konfliktów, mimo że droga do pomyślnego finału może być czasem kręta. Premiera wersji koncertowej w kwietniu 2025 roku.

"Peer Gynt" Henrika Ibsena to niezwykle trudny do wystawienia poemat dramatyczny o poszukiwaniu własnej drogi życiowej. Dzięki użyciu języka baletu Edwardowi Clugowi udało się oddać fantastyczną atmosferę przygód tytułowego antybohatera z wykorzystaniem niezwykle współczesnego języka wizualnego, a przy okazji w przekonujący sposób oddać jego wewnętrzną drogę ku dorosłości. Pierwsza baletowa premiera sezonu odbędzie się w październiku 2024 roku.

W nowym sezonie kontynuujemy cykl Preludiów premierowych, koncertów i recitali w Salach Redutowych, będących innym spojrzeniem na kameralne, bardziej osobiste oblicze kompozytorów, których dzieła będą miały premierę w Teatrze Wielkim.

Krzysztof Pastor na warsztat weźmie historię Prometeusza. Dyrektor Polskiego Baletu Narodowego w swoim najnowszym balecie postanowił rozwinąć mit przy muzyce Philipa Glassa i Wolfganga Amadeusa Mozarta. Choreograf nie kryje swojej fascynacji symboliką postaci Prometeusza, ale też z niepokojem spogląda na wciąż nowe konsekwencje jego mitycznego czynu. Prapremiera w czerwcu 2025.

W nadchodzącym sezonie na scenie Teatru Wielkiego nie zabraknie spektakli z poprzednich lat. Będą to zarówno dzieła współczesne, jak "Ślepy tor" Krzysztofa Meyera i "Pinokio" Mieczysława Wajnberga, jak i pozycje z kanonu operowego: "Carmen", "Czarodziejski flet", "Straszny dwór", "Così fan tutte", "Madama Butterfly" i "Tosca" (w tych dwóch ostatnich przedstawieniach usłyszymy m.in. Aleksandrę Kurzak) oraz baletowego: "Dama kameliowa", "Don Kichot" i "Giselle". Okazją do śledzenia karier nowych gwiazd opery będzie zaś 12. już edycja Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki (2-7 czerwca 2025). W Teatrze Wielkim odbędzie się także uroczysta inauguracja Prezydencji Polski w Radzie Unii Europejskiej. Wspólnie z Narodowym Centrum Kultury będziemy inaugurować w Teatrze VI Międzynarodowy Festiwal Muzyki Europy Środkowo-Wschodniej Eufonie. W programie Eufonii znajdzie się również premierowa inscenizacja nowego sezonu Teatru Wielkiego "Czarna maska". To początek partnerskiej współpracy obydwu instytucji.

Publiczności międzynarodowej natomiast zaprezentujemy dwa spektakle – "Giselle" i "Aida" zostały zaproszone do Opery w Dubaju. Dzięki streamingowi widownia polska i zagraniczna będzie miała możliwość zapoznania się z tytułami cieszącymi się w zeszłych latach niezwykłym powodzeniem. Będzie to m.in.: "María de Buenos Aires" Piazzoli w reż. Wojciecha Farugi, "Pinokio" z muzyką Wajnberga w choreografii Anny Hop, tryptyk baletowy Beethoven i szkoła holenderska oraz "La bohème" Pucciniego w reż. Barbary Wysockiej.

Ponadto Muzeum Teatralne przygotowuje dwie ekspozycje: o Cesare Trombinim oraz Jadwidze Marii Jarosiewicz, Galeria Opera natomiast pokaże wystawy prac Stanisława Baja i Andrzeja Dudzińskiego.

W 2025 roku obchodzić będziemy dwie ważne rocznice: 200 lat temu położono kamień węgielny pod budowę Teatru Wielkiego, 60 lat temu natomiast otwarto gmach Teatru Wielkiego po odbudowie ze zniszczeń wojennych. To szczególny czas i rocznica, powód do tego, aby nie tylko zaprosić mieszkańców Warszawy do wnętrz na co dzień niedostępnych dla gości opery, ale aby wrócić do tematu odbudowy „najlepszego miasta świata” i jego ikonicznych budowli.

Sprzedaż biletów na wydarzenia w sezonie 2024/25 ruszy 21 maja o godzinie 11.00. Tego dnia widzowie będą mogli zakupić bilety ze specjalną zniżką 21%.

informacja prasowa

poniedziałek, 1 maja 2023

Baltic Opera Festival 2023

Nadchodzące lato nad Bałtykiem będzie prawdziwym świętem muzyki. Stanie się tak za sprawą Baltic Opera Festival. Cztery dni, dwa spektakle premierowe, dwie orkiestry, dwa chóry, kilkudziesięciu znakomitych artystów: solistów i realizatorów. 

Pomysłodawcą i współtwórcą letniego festiwalu jest wybitny polski bas-baryton Tomasz Konieczny. To artysta, którego oklaskiwała publiczność Metropolitan Opery, La Scali, oper w Paryżu, Berlinie i Wiedniu. W lipcu powróci do kraju, by stworzyć nie tylko dla polskiej publiczności, miejsce do obcowania ze sztuką najwyższej próby. Idea Koniecznego zakłada wykorzystanie wyjątkowej przestrzeni sopockiej Opery Leśnej i naturalnych walorów tej sceny dla sztuki operowej. Organizatorami przedsięwzięcia są Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Opera Bałtycka w Gdańsku i Narodowe Centrum Kultury, przy wsparciu Dal Segno Institute.

Spektakle zaprezentowane na Baltic Opera Festival to premierowe realizacje doskonale znanych tytułów. Na scenie Opery Leśnej, w wyśmienitych warunkach akustycznych, stworzonych przez naturę, wystawiony zostanie Latający Holender, trzyaktowa opera romantyczna Ryszarda Wagnera. Przedstawienie zostanie zrealizowane przez Operę Bałtycką w Gdańsku z udziałem jej orkiestry i chóru oraz zaproszonych do współpracy artystów światowego formatu, jak Andrzej Dobber, Małgorzata Walewska,  Boris Kudlička, czy maestro Marek Janowski.

Natomiast na scenie Opery Bałtyckiej w Gdańsku zagości operetka Karola Szymanowskiego Loteria na mężów, czyli Narzeczony nr 69 -  specjalnie przygotowana na tę okazję przez Operę Krakowską, gdzie zgodnie z ideą pomysłodawcy Festiwalu, obok uznanych i doświadczonych śpiewaków, podziwiać będziemy także najzdolniejszych młodych adeptów sztuki wokalnej. Prezentacja “krakowskiej” Loterii będzie również inauguracją Baltic Opera Festival.

Baltic Opera Festival to także liczne wydarzenia towarzyszące, jak: przegląd filmów, spotkania z gwiazdami, zajęcia masterclass służące edukacji muzycznej, promowaniu polskiej kultury i rozwijaniu współpracy międzynarodowej czy warsztaty dla dzieci.

Salzburger Festspiele, Bregenzer Festspiele, Festival d'Aix-en-Provence... naszym celem jest – i dołożymy wszelkich starań, by tak się stało – żeby jednym tchem z tymi wydarzeniami wymieniany był, dołączając do tego grona na stałe, Baltic Opera Festival. 


Organizatorzy: 

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Opera Bałtycka w Gdańsku

Narodowe Centrum Kultury

Współpraca: Dal Segno Institute

Dyrektor artystyczny Festiwalu

: Tomasz Konieczny 

Dyrektor Festiwalu

: Rafał Kokot


KOMITET HONOROWY

dr Daniel Cichy, dyrektor – redaktor naczelny Polskiego Wydawnictwa Muzycznego

Waldemar Dąbrowski, dyrektor Teatru Wielkiego - Opery Narodowej, Minister Kultury RP w latach 2002-2005

Peter Gelb, dyrektor Metropolitan Opera w Nowym Jorku

Andreas Homoki, dyrektor Opernhaus Zürich, reżyser operowy

Daniel Kotliński, śpiewak operowy, animator kultury, pedagog

Jolanta Róża Kozłowska, Ambasador RP w Wiedniu w latach 2017-2022

Stanisław Leszczyński, wicedyrektor Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, dyrektor artystyczny Festiwalu „Chopin i jego Europa”

Jacek Marczyński, dziennikarz, krytyk muzyczny

Dominique Meyer, dyrektor Teatro alla Scala, dyrektor Wiener Staatsoper w latach 2010-2020

Elżbieta Penderecka, założyciel i prezes Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena

Alexander Pereira, dyrektor Teatro del Maggio Musicale Fiorentino, wieloletni dyrektor Opernhaus Zürich, Salzburger Festspiele, Teatro alla Scala

Bogdan Roščić, dyrektor Wiener Staatsoper

prof. Katharina Wagner, dyrektor Bayreuther Festspiele

prof. Rafał Wiśniewski, dyrektor Narodowego Centrum Kultury

Joanna Wnuk-Nazarowa, dyrygentka, kompozytorka, Minister Kultury RP w latach 1997-1999, dyrektorka Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w latach 2000-2018


Program

Ryszard Wagner, Latający Holender

Opera Leśna w Sopocie, 15.07.2023, 17.07.2023, godz. 21.00

Realizatorzy

Kierownictwo muzyczne: Marek Janowski

Koncepcja inscenizacyjna i opieka artystyczna: Tomasz Konieczny

Reżyseria: Łukasz Witt-Michałowski,  Barbara Wiśniewska

Scenografia (koncepcja): Boris Kudlička

Scenografia: Natalia Kitamikado

Kostiumy: Dorothée Roqueplo

Współpraca muzyczna: Piotr Jaworski, Yaroslav Shemet

Oświetlenie: Bogumił Palewicz

Multimedia: Bartek Macias

Choreografia i ruch sceniczny: Jacek Przybyłowicz

Obsada

Daland: Franz Hawlata

Senta: Ricarda Merbeth

Eric: Stefan Vinke

Mary: Małgorzata Walewska

Sternik: Dominik Sutowicz

Holender: Andrzej Dobber

Orkiestra, Chór oraz Tancerze Opery Bałtyckiej


Karol Szymanowski, Loteria na mężów, czyli Narzeczony nr 69

Opera Bałtycka w Gdańsku, 14.07.2023, godz. 18.00

Realizatorzy

Kierownictwo muzyczne:          Piotr Sułkowski

Reżyseria:                                     Marcin Sławiński     

Libretto                                        Wojciech Tomczyk

Scenografia                                     Natalia Kitamikado

Kostiumy                                      Izabela Chełkowska-Wolczyńska

Choreografia                                  Jarosław Staniek, Katarzyna Zielonka

Reżyseria światła                      Ada Bystrzycka

Przygotowanie chóru                     Janusz Wierzgacz                 

Multimedia                                Stanisław Zaleski

Efekty dźwiękowe                          Jędrzej Rusin                       

Asystent reżysera                          Mateusz Makselon               

Asystent kierownika muzycznego  Joachim Kołpanowicz           

Inspicjent                                  Justyna Jarocka-Lejzak, Agnieszka Sztencel             

Sufler                                            Maria Mitkowska     

Obsada

Tobiasz Helgoland         Tomasz Kuk

Charly                                    Szymon Raczkowski

Darly                                        Adrian Domarecki

Sherlock Holmes, DJEP Piotr Maciejowski

Impresario                          Stepan Drobit

Hercules Poirot, Druciarz               Jakub Foltak

Williams                          Damian Wilma

Jack                                        Jan Kubas

Pani Troodwood              Magdalena Barylak

Sara                                        Justyna Khil

Miss Huck                                      Justyna Bluj

PRZYJACIÓŁKI SARY:

Molly                                    Laura Wąsek

Ketty                                  Teresa Marut

Fanny                                      Magdalena Stefaniak

Lotti                                Karolina Pankowska

Mimi                                      Emilia Rabczak


Maraton Filmowy Baltic Opera Festival

Opera Leśna w Sopocie, 16.07.2023, godz. 15.00

Startujemy wczesnym popołudniem, kończymy w środku nocy – słowo „maraton” jest więc jak najbardziej adekwatne do tego, co nas czeka w letnią lipcową niedzielę w Operze Leśnej. Określenie „filmowy” natomiast nie oddaje wszystkiego, co przygotowaliśmy dla Państwa na ten dzień. Oprócz filmów będą to: opera, muzyka, warsztaty, rozmowy, spotkania z artystami... Kto dobiegnie z nami do mety?

Wyjątkowym punktem Maratonu będzie możliwość zobaczenia zachwycającej nowatorskiej realizacji Halki w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Spektakl miał premierę w Theater an der Wien, gdzie nagrodzony został kilkunastominutowymi owacjami na stojąco. Za sukcesem wiedeńskiej realizacji stoją przede wszystkim polscy soliści: Piotr Beczała i Tomasz Konieczny. O kulisach realizacji tej muzyczno-widowiskowej uczty opowie na spotkaniu z Państwem sam Mariusz Treliński.

„The New York Times ”nazwał go „jednym z najważniejszych współczesnych twórców animacji artystycznej”. Goście Maratonu Filmowego będą mogli osobiście zobaczyć, jak pracuje. Mariusz Wilczyński. Realizowane na żywo seans powstawać będzie przy akompaniamencie wiolonczelisty Marcela Markowskiego, który wykona Suitę Wiolonczelową h-moll Jana Sebastiana Bacha i Modlitwę Tadeusza Nalepy. Uwaga! Film animowany, który powstanie na Państwa oczach, to jedyny w swoim rodzaju performens, całkowicie improwizowany. Nie do zobaczenia nigdzie indziej.

Artysta intermedialny Adam Dudek zmierzając do syntezy sztuk, działa na ich wielu polach i pograniczach. Jego multimedialne prace prezentowane były m.in. w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, Musikverein Wien, Operze Bałtyckiej, na festiwalu „Warszawska Jesień”. Zajmuje się również projektowaniem graficznym. Jest autorem identyfikacji wizualnej Baltic Opera Festival. W Operze Leśnej zobaczymy jego Oblicze morza – pięć epizodów wideo do pięciu pieśni Romualda Twardowskiego z udziałem Tomasza Koniecznego i Lecha Napierały.

Nominowany do Oscara Kanadyjczyk Larry Weinstein zafunduje nam nie maraton, ale sprint. Jego dziewięć filmowych miniatur obejrzymy w czterdzieści minut. Obsypywany nagrodami reżyser tworzy swoje miniaturowe dzieła, łącząc operę z filmem, muzykę z techniką, pokazując artyzm i odsłaniając proces twórczy, angażując aktorów komediowych i operową diwę. A każda jego etiuda to obraz pełen specyficznego poczucia humoru reżysera. 

Maraton Filmowy to propozycja dla wszystkich melomanów. Tych najmłodszych, którzy dopiero zaczynają przygodę z operą, jak i dla wyrobionych koneserów. Piękne otoczenie sopockiej Opery Leśnej stanowić będzie z pewnością wspaniałe dopełnienie wrażeń, których dostarczą prezentowane filmy, spotkania z twórcami oraz unikatowe performensy.

Koncepcja: Paweł Marzec

Maraton Filmowy realizowany przy współpracy z Gutek Film 

Gospodarze Maratonu Filmowego: Dominika Matuszak i Leszek Bonar


W programie:

15.00-17.30 Warsztaty dla dzieci 

18.30-19.00 Spotkanie z Mariuszem Trelińskim 

19.00-21.30 Opera na ekranie: Halka Stanisława Moniuszki, reżyseria : Mariusz Treliński, premiera: Theater an der Wien, 2019 

21.45-22.30 Wilkanoc, animacja: Mariusz Wilczyński, wiolonczela: Marcel Markowski 

22.40-23.00 Spotkanie z Adamem Dudkiem 

23.00-23.10 Oblicze morza, reżyseria: Adam Dudek, 2020

23.20-24.00 Miniatury Larry’ego Weinsteina: Toothpaste, 2002, Burnt Toast (Traffic Jam, An Argument, The Perfect Moment, Nothing Happens in the Park, Justifiable Homicide, I Am soooo Over You, Forever and Ever, Choo Choo and You Too), 2005

00.10-02.10 Jak w niebie, reżyseria: Kay Pollak, 2004

...........

Przywrócić operze Operę Leśną! – mówi Tomasz Konieczny, dyrektor artystyczny Baltic Opera Festival w rozmowie z Agnieszką Malatyńską-Stankiewicz

Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz: Dlaczego porwał się pan na organizację festiwalu operowego?

Tomasz Konieczny: Nie chodziło mi o festiwal operowy jako taki, tylko o festiwal operowy w tym konkretnym miejscu. 

Konkretnie w Operze Leśnej w Sopocie.

Tak, zależy mi na szerszym wykorzystaniu tego miejsca. Występowałem tam w 2009 roku z okazji stulecia budowy tej sceny, wykonując koncertową wersję dramatu Wagnera Złoto Renu. Wtedy zacząłem o tym miejscu intensywnie myśleć i nie potrafiłem, nie chciałem, o nim zapomnieć. 

To była międzynarodowa produkcja, a orkiestra złożona była z muzyków z całej Polski. Prasa rozpisywała się o tym wystawieniu. 

To było wydarzenie. Do projektu zaprosił mnie Daniel Kotliński i Jan Latham-Koenig, brytyjski dyrygent i pianista o francusko-duńsko-polskich korzeniach, urodzony w Gdańsku. Co ciekawe, nie byłem wtedy jeszcze w Polsce znany, mimo że jestem Polakiem, urodziłem się w Łodzi, tam studiowałem, później w Warszawie. Ale po kolejnych tym razem zagranicznych, studiach, rozpocząłem karierę poza krajem…

…i nagle Sopot i Opera Leśna.

To miejsce mnie oczarowało. A jest ono kompletnie lub prawie kompletnie niewykorzystywane dla potrzeb wystawiania spektakli operowych.

Znane jest głównie z telewizyjnego festiwalu piosenki.

A nie z oper. A przecież sto czternaście lat temu, właśnie, by wystawiać opery zostało zbudowane. Słowo zbudowane nie jest tu może najtrafniejsze, bo pierwotnie było to jedynie miejsce w lesie, bez ławek. Orkiestra siedziała na krzesłach niemal na murawie, a publiczność przychodziła z własnymi kocami albo krzesełkami, by posłuchać muzyki. Okazało się, że to miejsce dysponuje fantastyczną akustyką i odkryto je dla potrzeb muzyki klasycznej. Szybko zbudowano więc amfiteatr, który już w latach dwudziestych miał olbrzymi kanał dla orkiestry wagnerowskiej.

Co zresztą wykorzystywano, wykonując dzieła Wagnera.

Tak, choć nie od razu. Początkowo grano tam różnorodny repertuar, w tym opery romantyczne, rozmaite tytuły prezentowane w języku niemieckim, bo przecież Sopot był niemieckim kurortem.

Wtedy, w tamtych latach, i jeszcze po II wojnie światowej opery wykonywano nie w oryginalnych językach, w jakich powstały, tylko w tłumaczeniach na język kraju, w którym je wystawiano.

Tak, to było normą. Istnieją miejsca, gdzie po dziś dzień jest to praktykowane, np. English National Opera, która jest konkurencją dla Royal Opera House w Londynie, wszystko, łącznie z Wagnerem, wystawia po angielsku. W Sopocie w międzywojniu wystawiano więc po niemiecku i w sezonie był to przynajmniej jeden, a często i dwa tytuły operowe.

Hermann Merz, przedwojenny dyrektor tej sceny, nie tylko wprowadził Wagnera do repertuaru niemal na stałe, ale też uczynił z Sopotu ważne miejsce operowe na mapie Europy. To była scena, która słynęła z świetnych wykonań.

Było to dobrze pomyślane, bo najznakomitsi artyści i orkiestry przyjeżdżały na wakacje do kurortu, a przy okazji wieczorami występowały na scenie. A poza tym, jak widziałem na zdjęciach, były to fantastyczne produkcje z rozbudowaną scenografią, wspaniałymi kostiumami. Po prostu piękne spektakle.

Właśnie z tego powodu, że zespoły operowe, teatralne, filharmoniczne latem przenosiły się za swoją publicznością do kurortów, co przed II wojną było nagminne, w miastach te instytucje miały letnią przerwę. Stąd do dziś opery, teatry itd. rozliczane są sezonami, a nie latami, bo cezurę stanowi przerwa letnia.

W Sopocie świetnie to funkcjonowało. Zresztą, letnie festiwale w plenerze w różnych krajach stawały się bardzo popularne. Wykorzystywano do tego też góry, groty, szukając w ten sposób naturalnych warunków dla sceny i widowni. To były miejsca ogrywane przez doskonałe orkiestry.

Opera Leśna w Sopocie była bardzo znana przed II wojną światową. Ze względu na wagnerowski repertuar nazywano ją nawet Bayreuth Północy, co nawiązywało do słynnego Festiwalu Wagnerowskiego w Bayreuth.

W przypadku Opery Leśnej występowali tu momentami nawet lepsi artyści niż w Bayreuth, którzy z Sopotu zapraszani byli potem do Wagnerowskiej mekki. Niemcy szczycili się swoimi festiwalami. Organizowali je w różnych przestrzeniach. Sopot był miejscem bardzo ciekawym. Tu, przed wojną, spotykały się różne kultury i różne narodowości. Z Gdańska, który był wolnym miastem, przyjeżdzali zamieszkujący go i Niemcy, i Polacy. Sopot to było miejsce graniczne, a takie miejsca emanują swoją siłą. Niemcy mają potrzebę manifestacji kultury wysokiej właśnie w takich miejscowościach i w ten sposób chwalenia się swoją sztuką. Do dziś można to zauważyć. To bardzo pozytywne zjawisko. Powinniśmy się tego jak najszybciej nauczyć.

W latach dwudziestych nieopodal Sopotu rosła polska Gdynia, tzw. białe miasto, port, ale też i polski kurort nadmorski.

I zapewne z Gdyni do Sopotu, z racji położenia, przyjeżdżało wielu Polaków. Pewnie też na przedstawienia operowe. Opera Leśna była niezwykle interesującym zjawiskiem w historii opery europejskiej. Ale w latach trzydziestych naziści zagarnęli ją dla siebie. Narodowi socjaliści wykorzystali prezentowane w tym miejscu opery jako narzędzia indoktrynacji. Politycy nazistowscy pojawiali się na spektaklach, przez co stawały się one manifestacjami propagandowymi.

A Wagner zaczął być postrzegany jako kompozytor nazistów.

Niesłusznie zresztą, bo został wykorzystany politycznie.

Trudno się dziwić, że po wojnie w – już polskim – Sopocie z Opery Leśnej rzadko korzystano.

Polacy odcięli się od tego miejsca. Faktem jest, że Sopot był na tyle związany z Wagnerem i kojarzony z nazistowską propagandą, że po II wojnie nie powrócono do wystawiania tu oper. A gdy po latach wrócono do Opery Leśnej, wykorzystywano ją jako scenę rozrywkową, organizując festiwale piosenki. Okazjonalnie odbywały się wystawienia operowe, teatrów m.in. z Łodzi, Bydgoszczy czy Gdańska. 

Scenę Opery Leśnej znamy głównie właśnie z festiwali piosenki, z telewizji. Nie było to miejsce specjalnie urzekające z ekranu.

W latach sześćdziesiątych opera została przykryta dachem w kolorystyce żółto-brązowej, co mocno wpływało na klimat całej przestrzeni. Scena była zabudowana scenografią na potrzeby telewizji. Oglądając koncerty jako dziecko, nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak piękny jest las na horyzoncie i jakie jest to niezwykłe miejsce. W roku 2010 rozpoczęto przebudowę i modernizację Opery Leśnej. W tej chwili jest to wspaniały obiekt, o fascynującej architekturze, z dużą sceną, wielką widownią – bo na pięć tysięcy miejsc, ze świetnym kanałem orkiestrowym, doskonałym nowoczesnym zapleczem typu dojazdy, garderoby, toalety itd. A poza tym teraz jest to obiekt zadaszony pięknym nowym dachem przypominającym żagiel.

To istotne, bo w naszym klimacie, wystawianie spektakli w plenerze wiąże się z ryzykiem pogodowym. 

Dzięki zadaszeniu i publiczność, i artyści są bezpieczni. Możemy grać w małym deszczu.

Instrumentaliści nie lubią wilgoci.

Za to my, wokaliści, ją uwielbiamy. To jest nasz świat, gorzej jak jest sucho. Skarżymy się, gdy przez klimatyzację wilgotności powietrza spada poniżej trzydziestu procent. To dla nas tragedia. Natomiast będziemy musieli się zmierzyć z akustyką tego miejsca. Sprawdzałem, byłem na scenie, śpiewałem i wiem, że dobrze mnie było słychać z oddali. 

Dopuszcza pan możliwość sztucznego nagłośnienia?

Tak, jeśli będzie to niezbędne. Choć mam nadzieje, że nie będzie takiej potrzeby. Pamiętajmy, że współczesne instrumenty są teraz lepsze technicznie niż sto lat temu, a poza tym strój orkiestry ciągle jest podnoszony do góry…

…a to sprawia, że dźwięk jest bardziej słyszalny…

…bardziej krystaliczny. Moim marzeniem jest, by grać bez nagłośnienia, w naturalnej akustyce. Dlatego do Latającego Holendra Wagnera, bo taka jest nasza pierwsza propozycja operowa na tegoroczną edycję Festiwalu w Operze Leśnej, angażujemy światowej klasy artystów, którzy mają takie głosy, że mogą zaśpiewać bez nagłośnienia. Poza tym zapraszamy dyrygenta, wspaniałego Marka Janowskiego, który zna ten repertuar na wylot i poprowadzi orkiestrę Opery Bałtyckiej brawurowo, wydobywając z muzyki w plenerze całe jej piękno. Naszą idée fixe jest także odsłonięcie lasu, który jest w tle, odsłonięcie pięknych desek, które są na scenie i przede wszystkim uruchomienie kanału orkiestry.

Nie boi się pan marzyć.

Nie. I jestem w tych marzeniach konsekwentny. Rozglądam się wokół i marzy mi się stocznia, a dokładnie pływający suchy dok, w którym – już sobie to wyobrażam – wspaniale brzmiałaby symfoniczna muzyka Krzysztofa Pendereckiego. Ale teraz skupiam się na Operze Leśnej. Już na samym początku, czyli jesienią 2020 roku, gdy z Rafałem Kokotem, dyrektorem Baltic Opera Festival, rozpoczynaliśmy dyskusję na temat naszego pomysłu na Festiwal, to powiedzieliśmy sobie, że chcemy, aby był to festiwal bałtycki. Dlatego nazywamy się Baltic Opera Festival i planujemy włączać do tego przedsięwzięcia kraje nadbałtyckie. Już jesteśmy po słowie z teatrami w Łotwie i Niemczech. Zresztą, pierwsza edycja Festiwalu, która rusza 14 lipca 2023 roku może poszczycić się patronatem dwóch prezydentów: polskiego, Andrzeja Dudy, oraz niemieckiego, Franka Waltera-Steinmeiera. Mamy również za sobą Komitet Honorowy złożony z czołowych dyrektorów operowych na świecie.

Lista nazwisk jest imponująca, m.in.: Peter Gelb – dyrektor Metropolitan Opera w Nowym Jorku, Andreas Homoki – dyrektor Opernhaus Zürich, Dominique Meyer – dyrektor Teatro alla Scala…

…Bogdan Roščić – dyrektor Wiener Staatsoper, Katharina Wagner – dyrektor Bayreuther Festspiele, Elżbieta Penderecka, Joanna Wnuk-Nazarowa, Waldemar Dąbrowski i wiele innych wspaniałych postaci życia muzycznego. Wszystkim chciałbym podziękować, że nam zaufali i zdecydowali się udziałem w Komitecie Honorowym poprzeć ideę Festiwalu. Mamy ogromne wsparcie ministra Jarosława Sellina, który urodził się w Gdyni i któremu także bardzo zależy, by uczynić z Opery Leśnej na nowo teatr operowy, by przywrócić jej rangę letniej sceny operowej.

Nie boi się pan, że organizacja Festiwalu zabierze panu tak wiele czasu, że ucierpi na tym pańska kariera śpiewaka?

To jest rzeczywiście problem. Chciałem sam reżyserować tę naszą pierwszą wagnerowską premierę, ale akurat w tym czasie jestem w próbach, zresztą w Bayreuth. Kontrakty zawierane są z dużym wyprzedzeniem i nie mam możliwości zmian, a ważniejsze jest reaktywowanie tego miejsca niż marzenia Koniecznego, dlatego znalazłem rozwiązanie tego problemu i zorganizowaliśmy fantastyczną grupę twórców i wykonawców. Jestem im wdzięczny, że mi zaufali i zgodzili się wziąć udział w tym przedsięwzięciu. A ja piastuję honorowo funkcję dyrektora artystycznego. Początkowo chcieliśmy Festiwal realizować ze stowarzyszeniem Dal Segno Institute, ale okazało się – o czym zresztą uprzedzała nas pani Elżbieta Penderecka – że będzie to niezwykle trudne. Dlatego zacząłem się rozglądać za naturalnym partnerem, którym była dla mnie Opera Bałtycka. Rozmawiałem z dyrektorem Romualdem Wiczą-Pokojskim, porozumieliśmy się i producentem wykonawczym jest właśnie Opera Bałtycka. Udało się doprowadzić do tego, że Opera Bałtycka jest współprowadzona przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego – co było życzeniem tej instytucji już od bardzo dawna – dzięki czemu mamy otwartą ścieżkę proceduralną. Poza tym możliwość „oparcia się” o tak wytrawnego partnera z branży jest czymś niezwykle ważnym dla nowo powstającej inicjatywy kulturalnej. Jest gdzie robić dekoracje, szyć kostiumy, próbować itd. To wielka sprawa mieć całe logistyczne zaplecze i możliwości. Podobnie jak przy kilku innych inicjowanych przeze mnie projektach, mogłem liczyć również na Narodowe Centrum Kultury, z dyrektorem Rafałem Wiśniewskim na czele, które dołączyło do grona współorganizatorów.


Czy zawsze na Festiwalu będzie wykonywany Wagner?

Chciałbym, ale nie musi tak być. Dopóki będę na pokładzie, będę zawsze lobbował za wystawianiem dzieł Wagnera, bo uważam, że muzyki tego kompozytora jest w naszym kraju ciągle zbyt mało. Wykonawcy zupełnie niepotrzebnie boją się jego oper, niesłusznie. Jestem tego chyba najlepszym przykładem. Od lat odnoszę w tym repertuarze sukcesy na świecie, więc dlaczego tych Wagnerowskich dzieł nie pokazać u nas? Oczywiście są monumentalne i bardzo wymagające dla wykonawców, ale nieskończenie piękne. Miałem szczęście, że udało mi się zagrać w ośmiu tzw. kanonicznych dziełach Wagnera. Zdobyłem Wagnerowski Everest i od lat staram się propagować ten repertuar w Polsce. Zawsze miałem dwie ambicje: chciałem prezentować na świecie polską muzykę, co robię systematycznie na zagranicznych recitalach, oraz prezentować Polakom niemiecki repertuar na wysokim poziomie. W Zurichu, Wiedniu, Nowym Jorku czy Bayreuth opery Wagnera przyjmowane są entuzjastycznie, wręcz frenetycznie. Widzowie zachowują się jak kibice na stadionie podczas wydarzenia sportowego. I tego mi brakuje u nas. W Polsce mamy świetne orkiestry, doskonałych muzyków, mamy również wybitnych solistów, świetne głosy. Bardzo cenię sobie też młodych ludzi, uważam, że należy ich promować. Należy ich pokazywać w pewien szczególny sposób. To staramy się robić w Loterii na mężów, czyli Narzeczonym nr 69, operetce Szymanowskiego, która jest drugim tytułem festiwalowym.

Szczególny sposób, czyli jaki?

Zadaliśmy sobie trud i spośród trzystu zgłoszonych, przesłuchaliśmy siedemdziesięcioro młodych śpiewaków w Operze Krakowskiej, która będzie Loterię na mężów produkować dla naszego Festiwalu. Wybranym dajemy szansę pracy na scenie z mistrzami-pedagogami. To będzie dla nich niezwykła lekcja. Produkcja powstaje pod batutą Piotra Sułkowskiego, dyrektora Opery Krakowskiej, i w reżyserii wybitnego Marcina Sławińskiego.

Opera Krakowska pokazała ten tytuł w 2007 roku. Zrekonstruowano wówczas libretto, spektakl został wyreżyserowany przez Józefa Opalskiego, nagrany na DVD.

Widziałem. My przygotowujemy na Festiwal zupełnie nową inscenizację, na nowo piszemy libretto, jego autorem jest Andrzej Tomczyk. Wierzę, że będzie to bardzo ciekawa propozycja.

I dużo lżejsza niż Wagner. Kto się boi opery, być może się skusi na operetkę, zabawną, a jednocześnie pełną pięknych arii i duetów.

To prawda, zresztą planujemy także pokaz filmów muzycznych i nie tylko. Może to być interesująca opcja, by poprzez filmy odkryć dla siebie operę.

Wyspiański mówił: „Teatr mój widzę ogromny”. Jaki pan widzi swój Baltic Opera Festival?

Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybyśmy co roku na Festiwalu prezentowali nową premierę przygotowaną specjalnie dla Opery Leśnej. Do tego, w miarę możliwości, wznawialibyśmy tytuły, które zrobiliśmy wcześniej. To jest moją ambicją. Ale jestem realistą. Zdaję sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie uzyskać dotacji na poziomie tej z Bayreuth [40 milionów euro – dop. red]. Nasz budżet jest dużo skromniejszy. A tego typu wydarzenia sceniczne muszą kosztować. 

Zwłaszcza opery Wagnera, w których bierze udział kilkaset osób. Na szczęście widownia jest olbrzymia, co oznacza, że wpływy z biletów mogą pokryć spory procent kosztów.

Montaż finansowy, to oczywiście wielka praca, ale ona nie dotyka mnie osobiście. Nie czuję się w żaden sposób menadżerem. Nie mam takich ambicji ani nie potrafię tego robić. Przyznam, że boję się Excela i moi współpracownicy o tym wiedzą. Jak widzę tabelkę, to uciekam. Niemniej, zdaję sobie sprawę, że tego typu impreza wymaga wielu działań, także marketingowych. Na szczęście mam za sobą wspaniały zespół, który doskonale sobie poradzi. Zależy nam, aby do naszego Festiwalu przyciągnąć włodarzy Gdańska, Sopotu i Gdyni, byśmy wspólnie ściągnęli do Trójmiasta, do Opery Leśnej publiczność z nieco wyższej półki, która nie przyjedzie nad morze jedynie na plażę i gofry, ale która trafi do pięciogwiazdkowego hotelu, na naszą premierę, odwiedzi  Europejskie Centrum Solidarności czy Muzeum II Wojny Światowej albo zwiedzi Westerplatte i zje obiad w najlepszych restauracjach w Trójmieście. Tym Festiwalem chcemy nie tylko przekonywać do sztuki operowej, ale także stworzyć wizytówkę regionu, w tym przede wszystkim Opery Leśnej, która, jak sama nazwa wskazuje, powstała przecież z myślą o gatunku operowym. Chcemy stworzyć na nowo to miejsce, bo jest ono obdarzone ogromnym potencjałem. Wierzę, że nam się to uda i wierzę że nasza praca ma sens.


Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz – dziennikarka, autorka książek: m.in. leksykonu Krynica, śpiewające miasto, Dyrygowanie. Sprawa życia i śmierci (rozmowa z Antonim Witem), Byłem w niebie (wywiad ze Stanisławem Skrowaczewskim), współautorka Scherza dla Wojciecha Kilara oraz Dla Ciebie śpiewam (o historii Festiwalu Kiepury). Autorka opraw muzycznych, m.in. do widowiska Teatru Groteska na EXPO 2012 w Szanghaju; autorka wywiadów z twórcami sztuki i kultury w ramach m.in.: Dyskusyjnego Klubu Muzycznego. Wszystko gra! w Filharmonii Krakowskiej, Kodu mistrzów. Była dziennikarka Radia RMF, „Dziennika Polskiego” i redaktor naczelna portalu Polska Muza. Obecnie felietonistka Radia Kraków i autorka cyklu audycji: Labirynt Krzysztofa Pendereckiego. Rzeczniczka festiwali: Muzyka w Starym Krakowie, Jana Kiepury w Krynicy-Zdroju, Ady Sari w Nowym Sączu, Materia Prima w Krakowie oraz impresario Baletu Cracovia Danza. Odznaczona brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”.

informacja prasowa

środa, 28 maja 2025

Teatr Wielki - Opera Narodowa ogłasza repertuar sezonu 2025/2026

288 wydarzeń w sezonie 2025/26 w tym 4 premiery operowe i 3 baletowe – tak zapowiada się repertuar w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej, który przyniesie zarówno nowe, wyczekiwane produkcje, jak i powroty tytułów, które na trwałe wpisały się w krajobraz repertuarowy sceny narodowej. Wśród nich znajdą się m.in. monumentalny "Nabucco" Verdiego, dramatyczna i głęboko poruszająca "Pasażerka" Wajnberga, baśniowy "Czarodziejski flet" Mozarta, pełna emocji "Madame Butterfly" Pucciniego, poetycki balet "Peer Gynt" w choreografii Edwarda Cluga, kultowa "Traviata" Verdiego oraz narodowa "Halka" Moniuszki – każde z tych dzieł powróci w nowym sezonie, przypominając o bogactwie i różnorodności operowego oraz baletowego kanonu.


Wśród dyrygentów, obok Patricka Fournillier, dyrektora muzycznego TW-ON, pojawią się m.in.: Robert Houssart, Carlo Montanaro, Marta Kluczyńska, Michał Klauza, Łukasz Borowicz, Nimrod Pfeffer, Alexei Baklan oraz Bassem Akiki – uznani artyści o wyrazistym stylu, nadający każdemu spektaklowi indywidualne brzmienie. Reżyserię nowych produkcji powierzono twórcom reprezentującym różne generacje i wrażliwości artystyczne: Barbara Wiśniewska zaprezentuje  współczesną historię odbudowy Warszawy, Mariusz Treliński powróci z mrocznym Richardem Straussem, Marek Weiss podejmie się Verdiowskiego "Falstaffa", Barbara Wysocka zreinterpretuje mit Romea i Julii, zaś w balecie zobaczymy spektakle z choreografią  Roberta Bondary, Izadory Weiss, Edwarda Cluga, George’a Balanchine’a i Toera van Schayka. Będzie to sezon głosów mocnych, różnorodnych, ale zjednoczonych wspólnym celem – głębokiego poruszenia widza i zaproszenia go do współuczestnictwa w opowieści o świecie.

Kierunek artystyczny sezonu 2025/26 nie ucieka od trudnych tematów. Szuka tego, co głębokie, odważne, osobiste. Stawia na mocne reżyserskie wizje, nowe głosy choreograficzne, ale też na dialog z klasyką, który nie wymazuje przeszłości – tylko wpisuje ją w teraźniejszość. 

JUBILEUSZ 1825-1965-2025

Sezon odbywa się w wyjątkowym czasie – 200 lat temu położono kamień węgielny pod budowę Teatru Wielkiego, 60 lat temu natomiast otwarto gmach Teatru Wielkiego po odbudowie ze zniszczeń wojennych. Warto podkreślić, że idea budowy tego gmachu narodziła się w czasach zaborów, gdy państwo polskie wykreślone było z mapy świata. Jego odbudowa z wojennych popiołów była niezwykle trudnym przedsięwzięciem, lecz pomimo tych wszystkich zawirowań historycznych trwał od 200 lat, dostarczając szeregu emocji, wzruszeń oraz sztuki na najwyższym światowym poziomie.

To rocznica nie tylko architektoniczna, ale symboliczna – powrotu ducha, wiary, że można budować na nowo, z cegieł i z dźwięków. To moment, w którym instytucja nie tylko spogląda wstecz, ale też energią i odpowiedzialnością projektuje przyszłość.

Jak mówi Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego – Opery Narodowej:

Chodząc po tym teatrze, mam poczucie wielkiego zobowiązania i wdzięczności dla ludzi, którzy w spopielonej przez wojnę Warszawie zbudowali tak wspaniały obiekt. Na ich czele stał Arnold Szyfman, którego okropnie pożegnano, wymazując jego nazwisko podczas uroczystości otwarcia Teatru Wielkiego w 1965 roku. W prestiżowym miejscu naszego foyer wmurowałem tablicę oddającą mu hołd, ponieważ stworzył jeden z najwspanialszych i najnowocześniejszych teatrów świata.

Obchody odbudowy Teatru Wielkiego rozpoczniemy we wrześniu premierą "Najlepszego miasta świata. Operą o Warszawie". Dla naszej widowni przygotowaliśmy szereg atrakcji: odbędą się Dni Otwarte Teatru, Koncert Jubileuszowy, liczne wystawy  historyczne, artystyczne oraz projekty specjalne, dające możliwość poznania kulis tego gmachu przez szerokie grono publiczności. Opera pozostaje miejscem, gdzie sztuka nie tylko opowiada o emocjach, ale również je przeżywa wspólnie z widzem. To scena, na której czas nie jest linią, lecz kręgiem – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nieustannie się tu spotykają. Realizacja tak ambitnego i zróżnicowanego programu artystycznego nie byłaby możliwa bez partnerów, którzy rozumieją wagę długofalowego wspierania kultury narodowej. Szczególne miejsce wśród nich zajmuje ORLEN – Mecenas Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, który towarzyszy instytucji w jej najważniejszych momentach. 

Współpraca z Teatrem Wielkim - Operą Narodową to dla ORLENU nie tylko zaszczyt, ale także świadome, długofalowe zobowiązanie. Chcemy nadal wspierać projekty, które podkreślają rolę tej instytucji w kulturze narodowej i budują jej prestiż na arenie międzynarodowej – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.


Premiery operowe


"Najlepsze miasto świata. Opera o Warszawie", Cezary Duchnowski (wrzesień 2025)

Spektakl, którego libretto powstało na podstawie książki Grzegorza Piątka to prapremiera wyjątkowego dzieła o odbudowie Warszawy. Po wygraniu konkursu operę stworzyli dramaturg Beniamin Bukowski  i kompozytor Cezary Duchnowski.

W centrum opowieści znajdą się: architektka z Biura Odbudowy Stolicy i amerykańska dziennikarka, których losy splatają się w powojennym mieście. Opera opowiada nie tylko o zniszczeniach i wysiłku ich naprawy, lecz także o starciu ideologii, traumie i marzeniach.

Premiera odbędzie się w osiemdziesiątą rocznicę rozpoczęcia odbudowy stolicy, ale i w rocznicę otwarcia Teatru Wielkiego po odbudowie w 1965 roku. W wizji reżyserskiej istotną rolę odgrywają wszystkie urządzenia sceniczne, którymi dysponuje opera – to hołd dla tego budynku – ostatniego dzieła Bohdana Pniewskiego. Jednak nie chodzi o przeładowanie, a nowoczesne, dobrze osadzone w tradycji przedstawienie, którego twórczynie i twórcy doskonale rozumieją, czym jest opera, i trzymają się pewnych ram, które definiują ten rodzaj sztuki. Świadomie osadzono nas w pewnej konwencji. Jednak wszystko w operze nastawione jest na budowanie emocji.

Jarosław Trybuś - pomysłodawca projektu

Reżyserka Barbara Wiśniewska  podjęła się wystawienia tego dzieła na Scenie Moniuszki, a w projekt zaangażowany jest nie tylko Teatr Wielki. Na scenie  usłyszymy orkiestrę Sinfonia Varsovia oraz chór Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Scenografię przygotuje  Natalia Kitamikado, a za  kostiumy dopowiada Emil Wysocki. Solistów (m.in. Joannę Freszel i Agatę Zubel) oraz orkiestrę  SV poprowadzi Bassem Akiki.


Kobieta bez cienia, Richard Strauss (luty 2025)

Kobieta bez cienia jest czwartą operą, która powstała we współpracy kompozytora Richarda Straussa i pisarza Hugona von Hofmannsthala. Opowiada pełną zagadek historię dwóch par zawieszonych między światami. Libretto łączy w sobie tropy orientalnej baśni i symbolistycznej przypowieści.   

Mariusz Treliński ukazuje tę historię jako współczesną opowieść o kobiecie doświadczającej stanu duchowego wypalenia; jego inspiracją były dzieła filmowe Larsa von Triera i Ingmara Bergmana. W ujęciu reżysera Kobieta bez cienia to nie oderwana od rzeczywistości baśń, lecz dzieło rezonujące z ważnym obecnie tematem kobiecości i macierzyństwa.

W tej inscenizacji splata się symbolizm z realizmem, psychologiczna głębia z wciągającym doświadczeniem wizualnym  oraz muzycznym.

Kobieta bez cienia premierowo otworzyła nowy sezon w Opéra de Lyon w 2023 r .

Dzięki tej mądrej inscenizacji zagmatwane libretto Hugo von Hofmannsthala staje się bajecznie proste, nawet jeśli tajemnica Kobiety bez cienia pozostaje nieprzenikniona.

Frédéric Rossi, Premiere loge

Spektakl Kobieta bez cienia jest produkcją Opera de Lyon.


 Falstaff, Giuseppe Verdi (kwiecień  2026)


Ostatnia opera Verdiego powstała pod koniec życia wielkiego kompozytora i była rodzajem pożegnania z twórczością i życiem artysty.

Jest to błyskotliwa komedia o miłości, iluzjach i upływającym czasie. Falstaff to postać z pozoru śmieszna, lecz w interpretacji Marka Weissa to tragikomiczny bohater epoki gasnących złudzeń. Osadzona w estetyce holenderskiego malarstwa inscenizacja eksponuje napięcie między śmiechem a refleksją. Muzyka Verdiego tętni rytmem i melodycznym dowcipem, a zarazem niesie nutę egzystencjalnego smutku.

To trudna muzyka, niezwykle bogata w najróżniejsze zaskakujące motywy. Można ją pokochać dopiero po wielu uważnych wysłuchaniach. Ale oczywiście bardziej wytrawni melomani niż ja z pewnością kochają ją. 

Marek Weiss


Romeo i Julia, Charles Gounod (czerwiec 2026)


Ta historia miłosna jest jednym z najbardziej znanych mitów we współczesnej kulturze pojawiający​ch​​ ​ się ​ ​​m.in.​ w teatrze dramatycznym, musicalu i filmie. Tym razem ukazana zostanie w nowej, współczesnej perspektywie przez Barbarę Wysocką. To opowieść nie tylko o zakazanym uczuciu, ale też o potrzebie tożsamości i bycia dostrzeżonym w świecie pełnym społecznych oczekiwań.

Interesuje mnie los, ale nie jako wielka metafizyka. Raczej jako coś nieuchwytnego, ulotnego: moment za wcześnie, krok za późno, zaginiony list. Wszystko dzieje się „prawie”. Prawie się spotkali. Prawie zdążyli. To nie jest opowieść o przeznaczeniu, tylko o tym, jak bardzo życie zależy od przypadku, jednej decyzji, jednej sekundy.

I że nawet jeśli ludzie się kochają, to zakończenie szczęśliwe jest prawie niemożliwe. Porusza mnie to, że ta historia miłosna dzieje się w świecie, który nie zostawia na nią miejsca. To opowieść o ludziach, którzy z desperacją szukają bliskości. Ich miłość nie jest sentymentalna, lecz totalna.

Barbara Wysocka

Ta inscenizacja podkreśla liryczność partytury Gounoda, a jednocześnie stawia pytania o sens buntu i miłości w czasach kryzysu. Dyryguje Robert Houssart.

Spektakl Romeo i Julia jest produkcją Semperoper Dresden.


Premiery baletowe


Symfonia tańca, Beethoven, Chopin,  Bizet (listopad 2025)

Trzy spojrzenia na taniec w rytmie muzyki romantycznej – to propozycja baletowa na otwarcie sezonu.

  • VII Symfonia Beethovena – choreografia Toera van Schayka, w której taniec staje się czystą formą energii, podporządkowaną wewnętrznemu rytmowi jednej z najpotężniejszych kompozycji w historii muzyki.
  • Ssss… – subtelna, kameralna choreografia Edwarda Cluga do nokturnów Fryderyka Chopina, proponująca ciszę, skupienie i refleksję jako kontrapunkt dla codziennego zgiełku.
  • Symfonia C-dur Bizeta – klasyczna kompozycja George’a Balanchine’a, ikona baletowego neoklasycyzmu, ukazująca kunszt zespołu w pełnej, wizualnej i muzycznej harmonii.

Jak podkreśla Krzysztof Pastor, dyrektor Polskiego Baletu Narodowego:

Pomyślałem o powtórzeniu cieszącej się kilka lat temu ogromnym uznaniem i powodzeniem Siódmej symfonii w choreografii znakomitego Toera van Schayka z naszego tryptyku baletowego Beethoven i szkoła holenderska, ale też o zmodyfikowanie tego wieczoru poprzez wzbogacenie go o dwa inne cenne i nowe dla naszego widza dzieła choreograficzne. I tak powstał pomysł nowego tryptyku muzyką Beethovena, Chopina i Bizeta, który nazwaliśmy przenośnie Symfonią tańca. W nim zaś, obok znanej nam już symfonii choreograficznej van Schayka, znajdzie się stosunkowo nowy balet Edwarda Cluga do muzyki Chopina oraz Symfonia C-dur Georgesa Bizeta w klasycznej już choreografii George’a Balanchine’a, który jest dla mnie bardzo ważnym choreografem. A jeśli mówimy o jakiejś formie prometejskości, to powiem tak: zwłaszcza ten ostatni balet powinien iskrzyć, musi w nim być dużo radości, energii i blasku w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trzy języki choreograficzne, trzy temperamenty – jedno pytanie o relację muzyki i ciała.


Łowca androidów, Przemysław Zych (maj 2026)


Balet inspirowany kultową powieścią Philipa K. Dicka i filmami „Blade Runner” Ridleya Scotta oraz Denisa Villeneuve’a. Robert Bondara tworzy pełnowymiarowy spektakl, w którym choreografia, scenografia i światło budują dystopijny świat przyszłości.

Historia Ricka Deckarda – łowcy androidów – to opowieść o tym, co czyni nas ludźmi, gdzie przebiega granica między empatią a obojętnością, między światem mechanicznym a  emocjonalnym. Balet zanurzony w estetyce kina neo-noir wykorzystuje nowoczesne środki wyrazu i wielowarstwową muzykę Przemysława Zycha, tworząc widowisko, które stawia pytania aktualne nie tylko dla przyszłości, ale i dla naszej współczesności. Kierownictwo muzyczne prapremierą obejmie Marta Kluczyńska.


Urojenia (czerwiec 2026)


Spektakl Izadory Weiss łączy dwie kobiece postacie – Roksanę z „Króla Rogera” i Virginię Woolf – w poetyckiej medytacji nad kobiecością, samotnością i pamięcią. Weiss daje głos tym, które w historii pozostawały na marginesie – muzyką Szymanowskiego, Tabakovej i Shaw tworzy przestrzeń dla ich emocji i siły.

Tytuł mojego spektaklu stawia nas wobec alternatywnego zjawiska, jakim są projekty, kreacje i artefakty tworzone przez ludzką wyobraźnię, ludzkie marzenia i lęki. Ich relacje z rzeczywistością są przedmiotem odwiecznych sporów wśród filozofów i artystów. Jednak nie jest to przecież domena wyłącznie intelektualistów.

Każdy człowiek staje przed problemem akceptacji zjawisk urojonych wobec nieubłaganego dla nich realnego świata, którego reguły są zwykle zbyt trudne do opanowania, by móc sobie w nim poradzić bez wsparcia fantazji i złudzeń. Alternatywność ta dotyczy również sfery aksjologicznej i wywołuje w nas niepokój, że urojenia mogą mieć niezbywalne wartości, ale że również mogą stać się zagrożeniem bytu czy naszej orientacji na drodze w kierunku poszukiwania prawdy i szacunku dla swojej roli w otaczającym nas świecie. Wierzę, że teatr jest miejscem, w którym ten aksjologiczny spór rozstrzyga się z powodzeniem, demonstrując nam świat, w którym bohaterowie spektaklu walczą o to, by odróżnić swoje urojenia od rzeczywistości. 

Izadora Weiss


Latem tego roku w sierpniu muzycy Ukrainian Freedom Orchestra pod batutą Keri-Lynn Wilson ponownie wyruszą w kolejne tournée. W programie usłyszymy między innymi muzyczny symbol oporu przeciw tyranii – V Symfonię Beethovena. W sierpniu orkiestra zadebiutuje na Litwie i Łotwie oraz w Rumunii, gdzie wystąpi na Festiwalu im. George’a Enescu w Bukareszcie. Podczas trasy koncertowej zespół zawita ponownie do Lucerny, Amsterdamu, Warszawy i Londynu. Patronat honorowy nad przedsięwzięciem również tym razem objęła Pierwsza Dama Ukrainy, Ołena Zełenska. 

Trasę otworzy koncert w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie, skąd artyści udadzą się do Wrocławia oraz Lucerny. Podczas tegorocznego tournée orkiestra zaprezentuje prapremierowe wykonanie nowego utworu autorstwa wybitnego ukraińskiego kompozytora Maxima Kolomiietsa. Na scenie zobaczymy także amerykańską sopranistkę Rachel Willis-Sørensen, która wykona z zespołem Preludium i Liebestod z opery Tristan i Izolda Richarda Wagnera, a także przejmujące Cztery ostatnie pieśni Richarda Straussa.


 W sezonie 2025/26 na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej nie zabraknie cenionych i lubianych tytułów z poprzednich lat. 

Powróci wyczekiwana przez publiczność opera Nabucco Giuseppe Verdiego, a także ponadczasowe arcydzieło Czarodziejski flet Wolfganga Amadeusa Mozarta w reżyserii Barriego Kosky’ego i Suzanne Andrade. W repertuarze znajdą się również uznane produkcje, takie jak wielokrotnie nagradzana Halka i Madame Butterfly, w reżyserii Mariusza Trelińskiego, wzruszająca La Bohème Barbary Wysockiej i dramatyczny Simon Boccanegra Agnieszki Smoczyńskiej, a także ciągle budzące wielkie emocje Traviata, również w reżyserii Mariusza Trelińskiego.

W najbliższym sezonie artystycznym po wielu latach powróci Pasażerka, opera poruszająca trudny temat Auschwitz. Skomponował ją Mieczysław Wajnberg, polsko-żydowski warszawiak, który stracił rodzinę w obozie, i o którym reżyser opery David Pountney powiedział, że „spędził życie, tworząc muzykę ku pamięci straconych najbliższych”. Inspiracją Wajnberga stała się powieść Pasażerka (1962) Zofii Posmysz. Autorka przeżyła obóz a decyzja, by dawać świadectwo okrucieństwu Zagłady była dla niej oczywista. Dopiero w 2006 roku, już po śmierci kompozytora, odbyło się jej wykonanie koncertowe w Moskwie. Obecną inscenizację, którą zrealizował w 2010 roku David Pountney pokazano najpierw na Festiwalu w Bregenz, następnie w Warszawie, w Teatro Real w Hiszpanii, Tel-Awiwie, później w Londynie, Houston, Nowym Jorku, Chicago, Detroit i na Florydzie.

Miłośników tańca ucieszy powrót znakomitych spektakli baletowych: Peer Gynta E. Cluga, Pinokia A. Hop, Prometeusza K. Pastora oraz klasycznej Bajadery N. Makarowej.

Równolegle Galeria Opera zaprezentuje trzy nowe wystawy wybitnych artystów: Krystyny Piotrowskiej, Andrzeja Dudzińskiego oraz Ewy Kuryluk. Muzeum Teatralne natomiast zaprosi zwiedzających na dwie ekspozycje: La Tartana. Teatr Lalek oraz Harfa Derwida, ukazujące bogactwo teatralnej tradycji i sztuki scenicznej w szerokim kontekście kulturowym.

Czy opera może fascynować dzieci? Czy balet potrafi oczarować młodzież? Teatr Wielki - Opera Narodowa udowadnia, że tak! Nowa strategia edukacyjna TW-ON odpowiada na potrzeby współczesnej publiczności, aktywnie ją kształtując. Od przedszkolaka po maturzystę, od rodzin z dziećmi po nauczycieli – edukacja w TW-ON to coś więcej niż tylko cykl zajęć. To zaproszenie do przeżywania sztuki wszystkimi zmysłami.

Propozycje edukacyjne TW-ON nie powielają popularnych zajęć umuzykalniających, lecz czerpią z unikalnego dziedzictwa Opery Narodowej: z jej historii, codziennej pracy artystycznej i magii zaplecza scenicznego.

„Wielki dla Małych” maluchy śpiewają, tańczą i uczą się uważnego słuchania. „Rodzinne zabawy w Wielkim” budują więzi między pokoleniami przez wspólne muzykowanie, zabawę i taniec, oraz program „Mali dla Małych”: to tylko część programu edukacyjnego w nowym sezonie 2025/26.  Zapraszamy na próby otwarte z udziałem publiczności oraz cieszące się ogromną popularnością wycieczki po zakamarkach Teatru Wielkiego Opery Narodowej.

Sprzedaż biletów na wydarzenia w sezonie 2025/26 ruszy 10 czerwca o godz. 11.00.

Tego dnia widzowie będą mogli zakupić bilety ze specjalną zniżką 21%.

informacja prasowa

poniedziałek, 18 czerwca 2018

"Orfeusz i Eurydyka" Ch. W. Glucka w Operze Wrocławskiej /recenzja/

We wrocławskiej inscenizacji "Orfeusza i Eurydyki" Ch. W. Glucka Mariusz Treliński osadza swoich bohaterów we współczesnych realiach, rozgrywa na naszych oczach kameralny dramat i zmienia pierwotne zakończenie. Jego opowieść brzmi na wskroś współcześnie.




Orfeusz i Eurydyka - siła muzyki i miłości

Wedle "Metamorfoz" Owidiusza, Orfeusz (syn Apollina i muzy Kaliope), pochodził z Tracji i był największym śpiewakiem i poetą. Miał talent tak niezwykły, że oddziaływał nie tylko na ludzi, ale także na dzikie zwierzęta i świat nieożywiony. Pod wpływem jego pieśni drzewa i skały poruszały się, by być bliżej niego, a wilk leżał obok baranka, zasłuchany i łagodny. Innymi słowy, przywracał światu jego utraconą harmonię. I oto pewnego dnia żona Orfeusza została ukąszona przed węża i zmarła. Kiedy nadbiegł poeta, była już martwa. Zrozpaczony, długo opłakiwał ukochaną, nie mógł jednak pogodzić się z jej utratą i postanowił zejść do Hadesu, aby ją odzyskać. Swoją muzyką oczarował Charona, obłaskawił Cerbera, aż stanął przed Hadesem i jego żoną, aby oznajmić im, że jego miłość silniejsza jest od śmierci. Zaczął błagać o zwrócenie mu ukochanej i gotów był umrzeć wraz z nią, jeśli miałby żyć bez niej. Jego pieśń była tak przejmująca, że - jak opowiada Owidiusz - "płakały cienie", Tantal zastygł w bezruchu, a sępy przestały wydziobywać jego wątrobę, zaś Syzyf usiał na swym głazie. Nawet okrutne Eumenidy zapłakały wzruszone pieśnią. W rezultacie Prozerpina i władca podziemia ulegli prośbom nieszczęśnika - oddali mu Eurydykę, z tym wszakże zastrzeżeniem, że Orfeusz nie może się odwrócić i spojrzeć na nią, zanim nie przejdą przez bramy Avernu. Jednak stało się: Orfeusz, zlękniony, że może ją utracić i spragniony jej widoku, odwrócił wzrok. I tak stracił ją na wieki. Owidiusz opowiada, że odtąd towarzyszyły mu płacz i cierpienie, aż wreszcie, narzekając na okrucieństwo Hadesu, powrócił do siebie. Inne wersje mitu dopowiadają, że zginął z rąk trackich kobiet, złych na niego, że ich unika. Podczas uroczystości ku czci Dionizosa najpierw bezskutecznie usiłowały go ukamienować (ale kamienie, czułe na jego śpiew, zatrzymywały się w locie), a wreszcie rzuciły się na niego z wściekłością, rozszarpały, a jego głowę i lirę wrzuciły do Hebros. Podobno fale zaniosły głowę i lirę na Lesbos, gdzie uroczyście je pochowano i odtąd wyspa ta uchodzi  za ojczyznę poezji lirycznej.

A. Rodin, Orfeusz i Eurydyka

Mit opowiadający o sile muzyki, która przywraca pierwotną harmonię, a także o miłości silniejszej od śmierci, stał się inspiracją dla artystów - począwszy od starożytności  (liczne malowidła wazowe) aż po współczesność, także w dziedzinie opery. Interpretacji mitu jest zresztą znacznie więcej. Jedna z nich zmierza w kierunku refleksji nad postacią poety i siłą jego wyobraźni. Mit Orfeusza w kulturze Zachodu przez wiele wieków utwierdzał w przekonaniu, że sztuka posiada szczególną moc, dzięki której artysta dotyka Absolutu. Mówił także o sztuce wyrażającej miłość, piękno i harmonię wszechświata oraz o "skażeniu" śmiercią, wyrażając w ten sposób tragizm ludzkiej egzystencji, rozdartej między wiecznością a przemijaniem, a także między miłością (życiem) a śmiercią.

Po temat ten sięgnął Claudio Monteverdi. Jego  Orfeusz (1607) pokonuje śmierć dzięki głęboko emocjonalnej pieśni. Oprócz Monteverdiego i Glucka po mit ten sięgali także inni kompozytorzy: Franciszek Liszt skomponował poemat symfoniczny "Orfeusz" (1854), J. Offenbach "Orfeusza w zaświatach" (1858), D. Milhaud operę "Cierpienie Orfeusza" (1931), zaś I. Strawiński - balet "Orfeusz" (1947). Z kompozytorów polskich warto wspomnieć operobalet "Orfeusz w lesie" (1977), skomponowany przez Tadeusza Paciorkiewicza. do słów poezji K.K. Baczyńskiego.

"Orfeusz i Eurydyka" Christopha Willibalda Glucka 

Wydaje się, że opera stanowi doskonałe medium pozwalające unieść ponadczasowe treści mitu za pomocą słowa i muzyki. Doświadczenie jednostkowe zyskuje w niej uniwersalny wymiar, w którym odnaleźć się może każdy człowiek.

Spektakl operowy "Orfeusz i Eurydyka" Christopha Willibalda Glucka powstał w szczytowym momencie kariery kompozytora, a jego prapremiera odbyła się 5 października 1762 roku na scenie wiedeńskiego Burgtheater. Pierwszym wykonawcą roli Orfeusza był wielki kastrat Gaetano Guadagni, który przyczynił się do sukcesu opery. Piotr Kamiński wspomina o istnieniu dwóch oryginalnych wersji tej opery: wiedeńskiej, śpiewanej po włosku na głos altowy oraz paryskiej - w języku francuskim, na wysoki tenor.

Akt I rozpoczyna scena nad grobem Eurydyki, w której Orfeusz i chór opłakują jej przedwczesną śmierć w pięknej i dojmująco smutnej pieśni Ah, se intorno, ah, dans ce bois:

Kathleen Ferrier, 1947 (contralto), Zoe Vlachopoulos (soprano), Ann Ayars (soprano), 
Southern Philharmonic Orchestra, Glyndebourne Festival Chorus, Fritz Stiedry

Orfeusz pragnie zostać sam (Chiami mio ben cosi - Objet de mon amour): 

Léopold Simonneau (tenor) w arii Chiami mio ben cosi - Objet de mon amour

Przybywa jednak Amor z wiadomością, że jest szansa na odzyskanie Eurydyki, pod warunkiem, że Orfeusz nie spojrzy na nią, dopóki nie znajdzie się wśród żywych. Ten nie waha się ani chwili  i schodzi do Piekieł. W akcie II wita go piekielny chór, a wokół niego krążą szalejące furie. Początkowe próby Orfeusza, mające na celu wzruszenie skargą, nie dają efektu, toteż wiedziony rozpaczą uderza mocno w struny liry i dopiero wówczas jego dramatyczny śpiew odnosi pożądany skutek (Deh, placatevi con me - Laissez vous toucher):

Anders J. Dahlin (tenor) w pieśni Deh, placatevi con me...

Udaje mu się poruszyć piekielne moce i oto znajduje się na Polach Elizejskich, otoczony baletem Szczęśliwych Cieni, a Eurydyka powraca do niego.

W akcie III oboje przemierzają mroczne otchłanie w kierunku świata żywych. Podczas tej wędrówki Eurydyka nie rozumie, dlaczego jej ukochany jest tak obojętny, że nawet nie spojrzy na nią. Skarży się, a on jej odpowiada wymijająco (Veni, appaga ilo tuo consorte).


Vieni Appaga Il Tuo Consorte - Jaime Korkos & Hae Ji Chang

Pod wpływem wyrzutów, nie mogąc dłużej znieść jej cierpienia, Orfeusz odwraca się, a wówczas Eurydyka powtórnie umiera w jego ramionach. Zrozpaczony poeta pragnie targnąć się na swoje życie, ale wtedy pojawia się Amor i zwraca mu Eurydykę żywą (tercet Trionfi Amore - L`Amour triomphe) - miłość zwycięża śmierć.



L'Amour Triomphe - C.W. Gluck - sir John Eliot Gardiner, English Baroque Soloists & Monteverdi Choir 
Derek Lee Ragin (counter-tenor), , Lyndia Sieden (soprano), Sylvia McNair (soprano)



                 "Orfeusz i Eurydyka" Ch. W. Glucka w reżyserii Mariusza Trelińskiego,
                                                      w Operze Wrocławskiej 

16 grudnia 2017 roku odbyła się wrocławska premiera opery Glucka "Orfeusz i Eurydyka" w reżyserii Mariusza Trelińskiego - wybitnego interpretatora wielu oper. Nie jest to jego pierwsza inscenizacja tej opery. W 2008 roku przygotował "Orfeusza i Eurydykę" w Słowackim Teatrze Narodowym w Bratysławie, gdzie cieszyła się wielkim powodzeniem. Kolejną wersję zaprezentował w 2009 roku w Teatrze Wielkim Operze Narodowej. "Orfeusz i Eurydyka" była także wystawiana w Operze Izraela (2012). Jest to zatem dzieło, z którym reżyser mierzy się od dawna, choć każda z tych inscenizacji jest nieco inna. Wrocławska wersja opery Glucka jest czwartą z kolei, przygotowaną we współpracy Opery Wrocławskiej z Narodowym Forum Muzyki (Orkiestrą Barokową).

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
Każda z tych inscenizacji jest jednak trochę inna, choć nie zasadniczo. Tym razem chcieliśmy opowiedzieć historię współczesną, ludzką, intymną - wyjaśniał podczas konferencji prasowej Treliński. Wszyscy doświadczamy utraty, więc historia Orfeusza, rozgrywająca się we współczesnym mieszkaniu, może stać się bliską każdemu. To historia o utracie miłości, rozstaniu, po których pozostaje dojmujący smutek. Pokazujemy w tym spektaklu wszystkie fazy piekła, przez które przechodzi człowiek tak boleśnie zraniony, roztrząsający swoje winy, czujący ciągle obecność ukochanej osoby. Potem to się zmienia, kiedy wyobrażamy sobie, co by było, gdyby do rozstania nie doszło, zaczynamy rzecz całą idealizować. Ta obecność ciągle istnieje i boli.

Podkreślał także obecność inspiracji poematem "Orfeusz i Eurydyka" Czesława Miłosza, a ściślej - jego zakończeniem (przytulenie policzka do ciepłej ziemi).

Wszystkie moje realizacje mają związek ze sprawami, które wydarzają się w moim życiu bezpośrednio lub duchowo - dodał reżyser.

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
Sądzę, że takie podejście do opery wiele tłumaczy. Dlatego też Mariusz Treliński osadza swoich bohaterów we współczesnych realiach, rozgrywa na naszych oczach kameralny dramat i zmienia zakończenie, co jest jednak istotne dla wymowy opery. Przyznam, że choć doceniam twórcze podejście reżysera, to jednak zabrakło mi w tym spektaklu metafizyki. Zapowiada to już widoczna na plakacie czerwona pigułka z napisem "Piekło jest we mnie", który brzmi trochę jak nawiązanie do cytatu z Sartre`a ("Piekło to inni"). Tak czy owak to dramat na wskroś współczesny, rodzaj psychodramy, którą odgrywa tytułowy bohater. Jego partnerka popełnia samobójstwo (a to jednak nie to samo, co nagła i niespodziewana śmierć), z czego możemy wnosić, że chyba nie była w tym związku szaleńczo szczęśliwa. Raczej nie czuła się kochana, skoro sięgnęła po tabletki (a wcześniej podcięła sobie żyły). Mężczyzna zjawia się za późno - ona umiera w jego ramionach. Od tej pory wszystko rozgrywa się w jego wyobraźni - piekło rzeczywiście jest w nim. Zbyt późno uświadamia sobie, jak ważna była dla niego Eurydyka - ciągle czuje jej obecność i próbuje ją odzyskać, ale smagany wyrzutami sumienia - traci ją ponownie i bezpowrotnie.

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
W rolach głównych wystąpił gościnnie we wrocławskim przedstawieniu Glucka Michał Partyka (baryton), ale opera ma także w obsadzie Jacka Jaskułę i Łukasza Rosiaka. W Eurydykę wcieliła się gościnnie Bożena Bujnicka (sopran), zamiennie z Iloną Krzywicką. W roli Amora (przebranego za listonoszkę): Maria Rozynek-Banaszak i Hanna Sosnowska. Wystąpił także Chór i Balet Opery Wrocławskiej. Grała - jak zawsze pięknie - Wrocławska Orkiestra Barokowa pod dyrekcją Jarosława Thiela. Wykonawcy - wszyscy bez wyjątku znakomici, o czym nie trzeba nikogo przekonywać.

Strona wokalna i wizualna (świetne Eumenidy ucharakteryzowane na Eurydykę, stanowiące jej zwielokrotnienie, wyrażają obsesję bohatera) wzbogacają interpretację sztuki. Zwyczajna, a zarazem bardzo funkcjonalna scenografia Borisa Kudlički - stałego współpracownika Trelińskiego, wspomagana światłem, pełniącym w tym spektaklu istotną rolę (Marc Heinz) - tworzą kameralny obraz świata. To mogłoby się wydarzyć wszędzie, także w twoim M4, zdaje się mówić reżyser,  bo "piekło jest w tobie". Szkoda jednak, że współczesny Orfeusz (czytaj: artysta) nie wierzy w to, że miłość jest silniejsza od śmierci. A może po prostu nie umie kochać równie mocno, jak jego mitologiczny odpowiednik...

Tak czy owak niedawna propozycja Opery Wrocławskiej zasługuje na uwagę i z pewnością trzeba ją zobaczyć (ja zrobiłam to dopiero w czerwcu, bo w grudniu powaliła mnie grypa) i - przede wszystkim POSŁUCHAĆ.

Na koniec mój ulubiony Orfeusz - Franco Fagioli:

Franco Fagioli Orfeo "Che faró senza Euridice",C.W.Gluck- Palacio Versailles,
Paris 7-11-2013

23. Jazztopad Festival /13–22.11.2026/

W dniach 13–22 listopada 2026 roku odbędzie się w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu 23. Jazztopad Festival.  Jazztopad od ponad dwudziest...

Popularne posty