Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Herbert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbigniew Herbert. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 maja 2024

2018 Rokiem Zbigniewa Herberta

27 października 2017 roku posłowie przyjęli uchwałę w sprawie ustanowienia 2018 Rokiem Zbigniewa Herberta w związku z 20. Rocznicą śmierci Poety. Oddano w niej hołd "jednemu z najwybitniejszych poetów polskich i europejskich XX w."

Zbigniew Herbert

W uchwale podkreślono, że 28 lipca 2018 r. minie 20 lat od śmierci Zbigniewa Herberta - "jednego z najwybitniejszych poetów polskich i europejskich XX wieku. Z tej okazji Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, w uznaniu ogromnych zasług Artysty, postanawia oddać Mu hołd".

"W epoce kryzysu wartości i głębokiego zwątpienia Zbigniew Herbert zawsze stał po stronie zasad: w sztuce – kanonu piękna, hierarchii i rzemiosła, w życiu – kodeksów etycznych, jasno rozróżniających pojęcia dobra i zła. Był uosobieniem wierności – samemu sobie i słowu. W swojej poezji wyrażał umiłowanie wolności, wiarę w godność jednostki i jej moralną siłę. Patriotyzm rozumiał jako miłość surową, wymagającą solidarności z poniżonymi i cierpliwej pracy nad przywracaniem pojęciom ich rzeczywistych znaczeń" - napisano w uchwale.

Wybitny poeta i moralny autorytet

Zbigniew Herbert jest jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy XX w. Nie tylko poeta, ale także eseista i dramatopisarz. W latach 80. był jednym z głównych poetów związanych z polską opozycją antykomunistyczną. Jego wiersz „Przesłanie Pana Cogito” stanowiło i nadal stanowi wezwanie do bycia wiernym wartościom, szczególnie, jeśli to kosztuje.

Zbigniew Herbert we wczesnym dzieciństwie, z archiwum rodzinnego

Urodził się 29 października 1924 roku we Lwowie i miasto to – utracone na zawsze –będzie wielokrotnie powracać w jego twórczości. Współczucie dla ubogich i cierpiących zawdzięczał wychowaniu przez babcię Marię z Bałabanów – Ormianki i głęboko wierzącej katoliczki. Patriotyczne wychowanie zawdzięczał ojcu – Bolesławowi, który walczył z Ukraińcami o przynależność Lwowa do odradzającej się Polski i został uhonorowany Krzyżem Obrony Lwowa i Odznaką Honorową „Orlęta”.

Po wojnie Herbert uczęszczał na wykłady krakowskich uczelni: Akademii Sztuk Pięknych, Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Handlowej, którą ukończył w 1947 roku. studia prawnicze kontynuował w Toruniu i ukończył je w 1949 roku. rozpoczął również studia filozoficzne u prof. Henryka Elzenberga, z którym łączyła go więź uczeń – mistrz. Była wielkim erudytą, który potem już całe życie studiował i pogłębiał swoją wiedzę.

W 1956 roku zadebiutował tomem wierszy „Struna światła”, a rok później ukazał się kolejny tom: „Hermes, pies i gwiazda”.

W końcu lat 50. rozpoczął swoje zagraniczne podróże od wyjazdu stypendialnego do Francji. Zwiedził także Anglię, Włochy, Austrię, Grecję, Niemcy, Holandię i Stany Zjednoczone. Owocem tych podróży były trzy tomy esejów: „Barbarzyńca w ogrodzie”, „Martwa natura z wędzidłem” oraz pośmiertny „Labirynt nad morzem”.

W latach 60. Ukazywały się kolejne tomy poezji: „Studium przedmiotu” i „Napis”, a w 1974 – najsłynniejszy tom jego wierszy: „Pan Cogito”.

Zbigniew Herbert w Oborach k/ Warszawy, 1973, fot. M. Kapitaniak
W styczniu 1981 roku Herbert powrócił na stałe do Warszawy. Jego wiersze wydawane poza cenzurą w „Zapisie” cieszyły się wielką popularnością, a sam Poeta stał się dla pokolenia Solidarności autorytetem i moralnym wzorcem do naśladowania.
W lipcu 1985 roku udzielił Jackowi Trznadlowi długiego wywiadu: „Wypluć z siebie wszystko”, w którym krytykował postawę inteligencji polskiej oraz luminarzy życia artystycznego w czasach stalinowskich. Wywiad ten znalazł się później w książce Jacka Trznadla „Hańba domowa”.
Od 1986 do 1991 roku Herbert przebywał za granicą, głównie w Paryżu, a w 1990 r. ukazał się tom wierszy „Elegia na odejście”.

Herbert Zbigniew na spotkaniu z czytelnikami w kościele NMP w Warszawie, 1984
fot. A.B. Bohdziewicz
Po powrocie do kraju w 1992 roku zaangażował się bezpośrednio w politykę. Zaczął publikować w „Tygodniku Solidarność”, gdzie ukazywały się jego krytyczne artykuły. Jako jeden z pierwszych stanął po stronie pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, z którym spotkał się w swoim mieszkaniu w 1998 roku, będąc już ciężko chorym.
Podejmując nieustanną walkę ze swoim cierpieniem stworzył pod koniec życia wiersze ukazały się w tomie „Epilog burzy”.
Zbigniew Herbert zmarł 28 lipca 1998 roku i został pochowany na Starych Powązkach w Warszawie.

Tekst artykułu powstał na podstawie katalogu wystawy poświęconej Zbigniewowi Herbertowi w 10. rocznicę śmierci. Wystawa "Twarze Pana Cogito" miała miejsce w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich w 2008 roku - byłam jej autorką.


sobota, 13 listopada 2021

Miasto jako dzieło sztuki i tekst kultury: Siena i Drohobycz

Istnieją w literaturze opisy miast będących rodzajem dzieła sztuki, do których się tęskni i marzy, by je zobaczyć. Przykładem może być Wenecja Pawła Muratowa i Józefa Brodskiego albo Siena Zbigniewa Herberta. Są także miasta "ze snów", jak Drohobycz Bruno Schulza, będące ukrytą refleksją na temat przemijania ludzkich dzieł , ich nietrwałości.

Siena, fot. Wikipedia

Autor opracowania ‘’Miasto i mit’’ - Władimir Toporow twierdzi, że od swojego powstania miasta naśladują model kosmosu. U podstaw każdego z nich znajduje się oryginalny mit założycielski , który nie tylko wyjaśnia okoliczności założenia miasta, ale również zawiera symboliczne przesłanie, dotyczące jego charakteru i przyszłości.

Zazwyczaj istnieje tak zwany mit podstawowy, w którym bohater pokonuje potwora i na pamiątkę tego wydarzenia zakłada się miasto. Bohaterami mitów założycielskich są często bracia bliźniacy, z których najbardziej znana jest para Romulus i Remus. 

Mit i rytuał mają wpływ również na strukturę miasta. Istnieją miasta idealne, położone w centrum świętego kręgu np. Ateny czy Rzym . Ale są też miasta usytuowane ‘’na skraju’’ przestrzeni sakralnej , skutkiem czego znajdują się one w konflikcie z naturą i wystawione na zagładę. 

Nazwę miasta określa Toporow jako „zwiniętą fabułą”. Odnosi się ona zarówno do mitu założycielskiego, okoliczności zakładania miasta, jak i jego przeznaczenia. Nazwy miast mogą się zmieniać, jak to pokażę przykład Petersburga, ale za każdym razem ma to wielki wpływ na obraz i charakter miasta. Istotnym znakiem wizualnym jest herb. Znajdują się na nim znaczące przedmioty, a więc korony, krzyże, klucze , miecze , jak też zjawiska ze świata natury. Ich symbolika jest często skomplikowana i zawiera ukryty program. 

Nazwa miasta często upodabnia je do osoby. Z psychologicznego punktu widzenia inaczej odbiera się miasto, którego nazwa jest rodzaju męskiego, a inaczej - żeńskiego. 

Miasta mają także swój duchowy wymiar. Budując je człowiek radykalnie zerwał z naturą i podjął ryzyko życia w sztucznym świecie. Często płaci za to wysoką cenę. Miasto może być miejscem jego upadku ale także chlubą cywilizacji. 

Miasto stało się tematem wielu utworów literackich. Często odwołują się one do biblijnej Jerozolimy i Babilonu jako wyjściowych obrazów miast, które stały się symbolami dobra i zła. Wybitni pisarze tak sugestywnie opisali miasta, w których rozgrywa się akcja ich utworów, że możemy dziś mówić o Londynie Dickensa , Paryżu Balzaca , Warszawie Prusa , Moskwie Bułhakowa czy Petersburgu Dostojewskiego. W tych powieściach nie odgrywają one bynajmniej roli tła ,ale występują często jako pierwszoplanowi bohaterowie. Dzięki temu rozumiemy motywację bohaterów powieści, a także łatwiej nam zrozumieć związki między człowiekiem a otoczeniem. 

Istnieją także opisy miast będących rodzajem dzieła sztuki, do których się tęskni i o których się marzy, by je choć raz zobaczyć. Przykładem może być Wenecja Pawła Muratowa i Józefa Brodskiego albo Siena Zbigniewa Herberta. W ich ujęciu miasto staję się tekstem kultury o wyrazistej osobowości. 

Siena jako dzieło sztuki i inspiracja dla artystów

Autor przedstawia miasto subiektywnie – poprzez kolory, zapachy, charakterystyczne potrawy. Jednocześnie jednak zwiedzając place, Katedrę i penetrując uliczki, opowiada o historii miasta, jak też o jego zabytkach. 

Dowiadujemy się między innymi, jaki jest mit założycielski Sieny. Początki miasta wywodzą się mianowicie od Seniusza, jednego z synów Remusa, który schronił się przed gniewem swego stryja, założyciela Rzymu. Legendzie tej zawdzięcza Siena swój symbol – wilczycę. Sztandar miasta jest czarno-biały, co Herbert tłumaczy żartobliwie, że dobrze oddaje wybuchowy i pełen sprzeczności temperament sieneńczyków.

O samym mieście powiada Herbert, że jest trudne do poznawania ponieważ :
’’ Nie ma nic wspólnego z ‘’nowoczesną’’ monotonią i tyranią kąta prostego’’ 
Według niego, ma kształt meduzy, podobnie jak plac ratuszowy, zwany Il Campo, który przypomina wklęsłą stronę muszli. Herbert twierdzi, że jest tak niezwykły, że aż trudny do opisania. 

‘’Otaczają go półkolem pałace i domy , a czerwień starych cegieł ma kolor zbladłej purpury. Ratusz składa się z trzech doskonale zharmonizowanych brył. […] Wieża jest wysoka , biała na szczycie jak kwiat , także wokół niej niebo nabiega błękitną krwią‘’.

Jak widać z przytoczonego fragmentu, opisując miasto Herbert posługuje się przede wszystkim środkami charakterystycznymi dla poezji: metaforami, epitetami metaforycznymi, porównaniami. Te same miejsca rysuje niczym malarz - kolorem i światłem, na przykład o zachodzie budynki pozostają w cieniu i przenika je czerwony blask zachodzącego słońca. Nie wszystkie place podobają się poecie. Opisując Piazza Matteotti stwierdza zdecydowanie, że jest brzydki, nieforemny i rażąco nowoczesny, a więc nie pasuje do średniowiecznego miasta. Wśród najpiękniejszych budynków Sieny wyróżnia się Katedra, która: 

‘’Stoi na najwyżej podniesionym placu i jest jak wzniesiony w górę biało-czarny herb miasta i jak śpiew , który wzlatuje i spada kaskadą rzeźb, lazurowych łuków i złotych gwiazd. Po lewej stronie piękna wieża – oparta o powietrze włócznia anioła‘.

Oprócz Katedry uwagę poety zwraca Biblioteka Piccolominich. Uważa ją za jeden ze sieneńskich skarbców sztuki. Kryje ona wspaniałe iluminowane rękopisy. 
W Sienie znajduje się zresztą wiele arcydzieł, między innymi obrazy Duccia , Pierra della Francesca i Rafaela. To one głównie przyciągają tłumy turystów. 

Dla Herberta miasto to nie tylko jego historia i zabytki, ale również teraźniejszość: ludzie, potrawy, zapachy. Opisuje na przykład spacer po głównej ulicy Sieny, który należy tutaj do codziennego obrządku. 

‘’Przypomina to próbę statystów w monstrualnej operze. Starsi demonstrują swoją żywotność i weryfikują dyplomy: Buona sera, dottore , Buona sera, avvocatto. Dziewczyny i chłopcy chodzą osobno. Porozumiewają się tylko oczami […] Deklamują sonety miłosne’’.

Specjalnością sieneńczyków jest pizza, której jest wiele rodzajów. Herbert degustuje trzy z nich, tocząc przy tym zabawną rozmowę z właścicielami trattorii w zabawnej atmosferze. 
Miasto opisane jest przez Herberta możemy je sobie wyobrazić i nabrać przemożnej ochoty na odwiedzenie go i posmakowanie.

Drohobycz - miasto ze snu



Zupełnie inaczej wygląda miasto w opisie narratora, który jest dzieckiem, w opowiadaniach Bruno Schulza Sklepy cynamonowe. Obrazy są jakby wyśnione, nierzeczywiste, a narrator ten używa często środków artystycznych właściwych poezji, głównie personifikacji. 

W opowiadaniu Sierpień poznajemy miasto w upalny dzień, kiedy tonie w złotym blasku świecącego bezlitośnie słońca. Bohater wychodzi wraz z matką w sobotnie popołudnie na spacer i jego oczami obserwujemy centrum miasta oraz peryferie. Owo centrum stanowi rynek – ‘’pusty i żółty od żaru, wymieciony z kurzu gorącymi wiatrami, jak biblijna pustynia ‘’. Jest ocieniony akacjami, które porównano do drzew na starych gobelinach i które również mają ludzkie cechy,  mianowicie „kokietują”  wiatr. 
Stare domy otaczające rynek mają swoją historię. Odczytujemy ją po zmianie kolorów, które zdążyły wyblaknąć, a także po obitych fasadach, spoza których wyłania się „prawdziwe oblicze domów”. Okna  oślepione blaskiem słońca  śpią, a balkony „wyznają niebu swą pustkę”. 
Bohater wraz z matką wędruje w kierunku peryferii miasta, stąpając po bruku, który kojarzy mu się ze słonecznymi twarzami,  aż wreszcie dociera do ulicy Stryjeńskiej, co sugeruje, że poruszamy się w przestrzeni rzeczywistej, a nie zmyślonej. 

Im bardziej oddalamy się od centrum miasta, tym bardziej staje się ono coraz bardziej dzikie i nieuporządkowane. Na przedmieściu domki toną w bujnej zieleni i zdominowane przez nią należą bardziej do natury niż cywilizacji. Poza tym pojawiają się oznaki zdziczenia,  a mianowicie "chory na elephantis" słonecznik i dzika Tłuja. 

Miasto w opowiadaniu Schulza sprawia wrażenie niewielkiej przestrzeni, uporządkowanej przez człowieka, począwszy od rynku. Im bardziej jednak oddalamy się od centrum, tym bardziej widać, jak ten twór ludzkiej cywilizacji przechodzi w wytwór natury – dzikiej i nieopanowanej, która przenika nie tylko ludzkie dzieła, ale i samych ludzi. Dziczeje nie tylko roślina, ale i człowiek. Nawet w części ucywilizowanej, jaką jest centrum miasta, gorące słońce i wiatry zmieniają życie ludzi, roślin i budynków.

Opisy Bruna Schulza ukazują miasto w poetyce onirycznej – jedne obrazy przechodzą w drugie, a wszystko ma głębsze symboliczne przesłanie. Jest ono ukrytą refleksją na temat przemijania ludzkich dzieł, ich nietrwałości. Służą temu liczne skojarzenia z kulturą antyku , Starym Testamentem, a także środki poetyckie, wśród których dominuje personifikacja. Miasto w prozie Schulza ma kruchy i nietrwały żywot , starzeje się i przemija jak człowiek, stając się ponownie częścią natury. 

Miasto z jego zabytkami i przeszłością może stać się inspiracją dla artysty, jak to ma miejsce w przypadku pięknego eseju Zbigniewa Herberta poświęconemu Sienie – jej architekturze, sztuce i obyczajom.
Obraz miasta może być także artystyczną kreacją, czego przykładem jest proza Brunona Schulza, Opisany w "Sierpniu" Drohobycz jest jakby obrazem ze snu. Ma odrealniony charakter, a jednak nie służy wyłącznie fantazjowaniu, ale przede wszystkim refleksji na temat przemijania człowieka i jego dzieł.





sobota, 8 sierpnia 2020

Motyw apokalipsy w twórczości polskich poetów

Polscy poeci współcześni nawiązują do Apokalipsy św. Jana tworząc  własne, odmienne  wizje końca świata. Ich wyobrażenia noszą piętno doświadczeń ich twórców, mają też odmienne od pierwowzoru przesłanie.

Albrecht Dürer, Św. Jan i 24 starców w niebie

     O tym, że ludzkość od dawna interesowały zagadnienia początku i końca świata, świadczą najstarsze teksty, do których należą: Stary i Nowy Testament. Najbardziej znaną wizję końca świata znajdziemy w Apokalipsie Św. Jana.  Należy jednak pamiętać, że próby wyjaśnienia, jak będzie wyglądał koniec świata, odnajdziemy również w księgach Starego Testamentu. np. w Księdze Daniela, Księdze Baruha, a także w utworach apokryficznych, np.  wyroczni Sybilii, psalmach Salomona czy tzw. Apokalipsie Abrahama. Apokaliptyczny charakter mają też niektóre fragmenty Nowego Testamentu np. Ewangelia wg Św. Marka (13: 24-26, 14:61-62) czy  Listy Św. Pawła. ( I i II do Koryntian (2:6-8; 12:2-4).

Samo słowo „apokalipsa” pochodzi od greckiego apokalipsis tzn. odsłaniam to, co ukryte i oznacza objawienie przez Boga tajemnic za pośrednictwem wybranego proroka.
Dzięki popularności tego motywu, powstał gatunek piśmiennictwa narracyjnego objaśniającego ukrytą przyszłość za pomocą zagadkowych symboli. Nosi on nazwę apokalipsy.
Jako rodzaj literacki apokalipsa oddziałuje przede wszystkim na literaturę o charakterze katastroficznym i mistycznym.

Głównym tematem piśmiennictwa apokaliptycznego są wizje Sądu Ostatecznego. Najważniejszym źródłem obrazów końca świata jest dla literatury Apokalipsa Św. Jana. Jej treścią jest ciąg wizji, których doznał Jan. Szczególną rolę należy przypisać symbolom Apokalipsy, w tym symbolice cyfr. Wśród nich podkreśla się szczególną rolę liczby siedem. Od niej pochodzą charakterystyczne znaki i symbole. Należą do nich: Wizja tronu i Baranka otwierającego kolejnych siedem pieczęci, znak Niewiasty, Smoka i aniołów z siedmioma plagami, czterech jeźdźców apokalipsy, Archanioł Michał walczący ze Smokiem, a także siedmiogłowa bestia. Siedem jest cyfrą oznaczającą doskonałość i pełnię.

Albrecht Dürer, Wizja Chrystusa i siedmiu świeczników/Wikipedia

W epoce romantyzmu Apokalipsę Św. Jana uważano za wzorcowe dzieło sztuki, zwłaszcza poezji. Romantyczna koncepcja poety – kapłana i proroka, będącego pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem, została sformułowana przez niemieckich filozofów. Wyznaczała także status polskiego poety romantycznego i charakter jego wyobraźni. Jej ślady odnajdziemy w: „Nie-Boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego, w twórczości Adama Mickiewicza w młodzieńczym „Hymnie na dzień Zwiastowania”, a także w „Widzeniu” ks. Piotra w III cz. „Dziadów” czy w Prologu „Kordiana” Juliusza Słowackiego.  W nawiązującej do romantyzmu epoce Młodej Polski powróciły katastroficzne wizje końca świata. Najbardziej  znaną jest hymn Jana Kasprowicza „Dies irae”.
W późniejszych epokach II wojna światowa widziana jest przez poetów jako „apokalipsa spełniona”.  Wśród nich wyróżnia się twórczość Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, autora m. in. „Czterech Jeźdźców Apokalipsy” i „Sądu Ostatecznego”.

Również literatura współczesna nie jest wolna od wątków apokaliptycznych. Pojawiają się one w literackich utopiach i antyutopiach np. w twórczości Herberta George’a Wellsa i George’a Orwella, których utwory są chętnie przenoszone na ekran, co dowodziłoby aktualności problematyki.
Wizje końca świata pojawiają się również we współczesnej literaturze polskiej. Najbardziej znanym utworem nawiązującym już w tytule do tego motywu jest „Mała apokalipsa” Tadeusza Konwickiego. Motyw apokalipsy pojawił się także w twórczości Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, w opowiadaniach „Drugie przyjście”, „Pożar w Kaplicy Sykstyńskiej” czy „Jubileusz”.


Przeciwko katastroficznym wizjom


Wiersz Czesława Miłosza o charakterystycznym tytule „Piosenka o końcu świata” pochodzi z wydanego tuż po wojnie tomu poezji "Ocalenie", ale napisany został podczas wojny. Możemy więc domyślać się, że temat końca świata został sprowokowany przez przeżycia wojenne autora.
Wizja Miłosza nie przypomina jednak wcale jego biblijnego pierwowzoru. Już sam tytuł jest rodzajem prowokacji. Piosenka kojarzy się z czymś zwykłym i banalnym, niepasującym do poważnego i dramatycznego tematu końca świata. Poeta tymczasem przedstawia ów dzień, który wygląda jak każdy inny. Ludzie pracują, ptaki i owady, a także ryby morskie wykonują odwieczne te same czynności i tylko obraz węża może kojarzyć się z jego biblijnym przodkiem.
Poszczególne obrazy nie zawierają żadnych znaków. Obserwujemy zwykłe sceny obyczajowe: kobiety idą pod parasolami, sprzedawcy warzyw się nawołują, a pijak zasypia na skraju trawnika.
Przywołując postać proroka, podmiot mówiący przekornie oświadcza, że nie jest on prorokiem „bo ma inne zajęcia”. Ów prorok-nie-prorok  powtarza zresztą dwukrotnie, że innego końca świata nie będzie.
Utwór Miłosza nie poddaje się jednoznacznej interpretacji. Mądrość życia polega, jego zdaniem, na świadomości śmierci. Jednocześnie odrzuca wizję Św. Jana jako nieprawdziwą. Koniec świata w jego interpretacji dziejów – człowieka doświadczonego przez wojnę - dokonuje się bez znaków, patosu, wielkich wizji i bez pocieszenia.

Kosmiczna i prywatna eschatologia jako triumf totalitaryzmu w wierszu Zbigniewa Herberta „U wrót doliny”


        Inaczej wyobraża sobie koniec świata Zbigniew Herbert. Jego wiersz zatytułowany „U wrót doliny” wyrasta nie tyle z przeżyć wojennych, co raczej z doświadczenia totalitaryzmu.
W utworze tym  odnajdziemy nawiązania do Apokalipsy Św. Jana już na początku. Deszcz spadających gwiazd i łąka popiołów są metaforami, które mają wyraźny związek z wizjami Św. Jana. Jednocześnie roztacza on przed nami obraz, w którym „pod strażą aniołów” nieliczni ocaleni są pędzeni na Sąd Ostateczny. Ludzie ci przypominają „beczące stado dwunogów”, co jest ironicznym nawiązaniem do motywu Dobrego Pasterza i jego owiec. 
    Część tego wiersza ma charakter reportażu, w którym beznamiętnie opowiada się o rozgrywających się tutaj dantejskich scenach. Za pomocą licznych metafor, które oddają grozę tej sytuacji, np. świst eksplozji, świst ciszy, opowiada się nam o bezwzględnym odłączaniu od siebie ludzi i istot sobie bliskich. Wbrew temu bowiem, czego nauczają ewangeliści, „będziemy zbawieni pojedynczo”. Obraz ten przypomina raczej transport do obozu pracy, w którym rolę strażników więziennych pełnią aniołowie stróże. 
   Herbert korzysta także z innych środków wyrazu przypominających swoją poetyką film. Są to mikroscenki przedstawiające intymne dramaty, np. rozstanie wieloletniego małżeństwa, staruszki z jej ulubionym kanarkiem, a nawet drwala z jego narzędziem pracy. Okazuje się, że trzeba wyzbyć się wszystkiego. Są i tacy, którzy nadaremne próbują przemycić drogie im pamiątki, ale nie udaje im się to.
Na koniec, posługując się cytatem z Ewangelii,  nazywa Herbert Sąd Ostateczny „ostatecznym podziałem” na zgrzytających zębami i śpiewających psalmy.

Obydwaj poeci pod wpływem doświadczenia wojny, okupacji, totalitaryzmów, utracili wiarę w naturalny sprawiedliwy porządek rzeczy, a tym samym w obietnicę zawarte w Biblii, a w szczególności w Apokalipsie, mówiące o tym, że koniec świata będzie w istocie końcem śmierci i zła i że „Bóg otrze każdą łzę, a śmierci już nie będzie”. Ich apokalipsa nie ma ani wspaniałych wizji, ani nie niesie pociechy.


Groteskowe obrazy apokaliptyczne w "Końcu świata" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego


      Odmienną od zaprezentowanej w wierszach Miłosza i Herberta wizję końca świata przedstawia Konstanty Ildefons Gałczyński w utworze, który powstał jeszcze przed drugą wojną światową - w 1922 r. Nie jest on więc obciążony doświadczeniami drugiej wojny i totalitaryzmu.
Ujęcie tematu ma charakter typowy dla Gałczyńskiego, tzn. żartobliwy i groteskowy. Groteska przejawia się tutaj w zderzeniu poważnej treści z żartobliwą formą. Zarówno tytuł, jak i motto, mają taki właśnie charakter. Podtytuł „Wizje Świętego Ildefonsa” są informacją, że nie należy traktować utworu zbyt serio, ponieważ nie ma takiego świętego, po drugie nie ma nawet takiego imienia. Gałczyński przybrał je prowokacyjnie i używał jako rodzaj żartu. Również motto i dedykacja są wymieszaniem powagi z żartem. Cytaty zapowiadające koniec świata po łacinie mieszają się tutaj z określeniami w rodzaju „trąby powietrznej w kwiecie wieku”.

        Akcja rozgrywa się we Włoszech, w Bolonii, gdzie pracownicy akademii o wymyślnych imionach w rodzaju Pandafilanda, zapowiadają koniec świata. W efekcie wszyscy wpadają w panikę. Dzieją się rozmaite znaki, nie mające jednak nic wspólnego z Apokalipsą Św. Jana, np. pękają lustra, co zdaniem narratora jest karą za grzechy.
Zagłada postępuje, wszystko się rozpada: teatry, sklepy, cyrki, ubikacje. Tymczasem ludzie postanowili zaprotestować przeciwko temu i tłum ruszył w pochodzie. Nie był to jednak pochód zwyczajny ale – jak to u Gałczyńskiego – „anarchiści niosący piekielne maszyny szli obok masonów, marksistów, rewolucjonistów i kukluksklanów”.
W pewnym momencie następują wprost nawiązania do Apokalipsy Św. Jana, ale z użyciem kolokwializmów: „Kosmiczna zaczęła się chryja z całą straszliwą atmosferą. Vide Święty Jan – apokalipsa – Patmos”. Na koniec „świat jak łódź bez steru, jak potworny kadłub Tytanika zatonął w odmętach eteru”.
Ostatecznie okazuje się, że wszystko to „sługa boży Ildefons słyszał przez telefon” i zapisał jako swoją księgę apokalipsy.

      Jak widać z przytoczonych przykładów, polscy poeci współcześni nawiązują do Apokalipsy św. Jana tworząc  własne, odmienne  wizje końca świata.
Czesław Miłosz w „Piosence o końcu świata” wyobraża go sobie – w opozycji do Apokalipsy św. Jana - bez znaków i dramatycznych zapowiedzi, ale jako proces, który „staje się już”.
Zbigniew Herbert nadaje wydarzeniom reporterski ton i przedstawia je na podobieństwo doświadczeń pokolenia, które zaznało okrucieństwa totalitaryzmu.
     Można też temat Apokalipsy i końca świata potraktować z dystansem i na wesoło, bawiąc się słowami, obrazami, mieszając realizm z fantazją, jak to robi Konstanty Ildefons Gałczyński. Jego apokalipsa przypomina bardziej groteskowo-satyryczny kabaret niż koniec świata.
Wszystkie te wyobrażenia końca świata noszą piętno doświadczeń ich twórców, mają też odmienne od pierwowzoru przesłanie.


wtorek, 29 października 2019

Pan Cogito w podróży. W rocznicę śmierci Zbigniewa Herberta

Cieszył się wędrówką do nieznanych miejsc, 
oglądaniem nieznanych rzek, 
a trudy wynagradzała mu pasja poznania.
Owidiusz

Dziś przypada 25. rocznica śmierci Zbigniewa Herberta. Jego nieobecność pośród nas jest tylko pozorna. W istocie ciągle powracamy do Jego wierszy, esejów - do pięknego, precyzyjnego słowa. To jest trochę tak, jakby Poeta wyruszył w swoją kolejną podróż, a my tu na Niego czekamy przekonani, że oczaruje nas kolejną opowieścią - jak Homer.

Zbigniew Herbert, fot. PAP/CAF/P. Janowski

Podróż jest jednym z najbardziej uniwersalnych toposów w kulturze. Najogólniej,  symbolizuje ludzkie życie. Fundamentalnym tekstem w kulturze europejskiej, z  którego czerpią wszystkie następne, jest Odyseja Homera. Odyseusz Herberta – Pan Cogito – czerpie z podróży niezliczone dobrodziejstwa, toteż prezentuje je w formie hymnu pochwalnego. Jest więc zaduma nad urodą świata, wdzięczność za to, że można było doświadczyć piękna i brzydoty różnych miejsc, spotkań z dobrymi i mądrymi ludźmi. W Modlitwie pojawia się na koniec prośba niosąca głębokie humanistyczne przesłanie:

żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który
pragnie źródła

W istocie bowiem podróż jest powrotem do źródła…
Podróże Herberta zaowocowały trzema cyklami esejów: Barbarzyńca w ogrodzie jest wyprawą do źródeł europejskiej cywilizacji, Martwa natura z wędzidłem skrywa  pod opisami dzieł sztuki i ludzkimi historiami wnikliwe studium przemocy, Labirynt nad morzem natomiast jest wyprawą do źródeł mitologii. Ślady tych podróży odnaleźć można również w poezji. Pan Cogito z tomu Raport z oblężonego miasta wraca do kraju odmieniony swymi podróżami:  przywiązał się tylko do kolumny doryckiej, w brzydkim mieście Manchester odkrył ludzi dobrych i rozumnych, pomyślał że Duccio van Eyck Bellini malowali także dla niego, nie zrozumiał do końca Akropolu, który cierpliwie odkrywał przed nim okaleczone ciało…

Innym, niezwykle ważnym motorem  podróży jest przekonanie, że skoro został wybrany (…)  w grze ślepego losu, to musi wyborowi temu nadać sens, odebrać mu jego przypadkowość i dowolność (…).Wyobrazić sobie, że jest delegatem czy posłem tych wszystkich, którym się nie udało. (…) zapomnieć o sobie, wysilić całą wrażliwość i zdolność rozumienia, aby Akropol, katedry, Mona Liza powtórzyły się w nim na miarę oczywiście jego ograniczonego umysłu i serca. I żeby to, co z nich pojął, potrafił przekazać innym. (Duszyczka, Labirynt nad morzem)

Swoje podróże odbywa Herbert z nieodłącznym notatnikiem – jak to czyniło wielu pisarzy przed nim, dość wymienić J. Słowackiego czy J.W. Goethego. Skrótowy zapis tego, co się widzi, zespolenie obrazu i pisma są czymś naturalnym, pierwotnym. Herbert – podróżnik pozostawił setki szkiców. Skrupulatnie je przechowywał, więc uchowały się nawet najdrobniejsze notatki – czasem zdanie albo słowo, szkic lub jego zaczątek, niekiedy puste strony, jakby w oczekiwaniu na zapis… Taka twarz Herberta-rysownika, mało znana, odkrywa się dopiero od niedawna przed czytelnikami. Herbert kopiujący mistrzów,  szkicujący detale, twarze, pejzaże…

Choć Herberta postrzegamy przede wszystkim jako poetę, to przecież warto przypomnieć, że pierwszym utworem zaprezentowanym przez niego publicznie był dramat Jaskinia filozofów, który ukazał się po raz pierwszy drukiem w 1956 r. w „Twórczości”.. Tytuł nawiązuje do przypowieści z VII księgi Państwa Platona, ale owa jaskinia jest metaforą systemu, który bohatera więzi i chroni jednocześnie. Entuzjastycznie pisze o dramacie Jerzy Zawieyski w Dzienniku:

Wzrusza samotność Sokratesa, niemożność porozumienia się ze światem, nawet z uczniami, nawet z Platonem. Cudowne słowo poetyckie, trafne, wysnute z mowy codziennej, splecionej ze słownictwem abstrakcyjnym, filozoficznym.[Zbigniew Herbert, Jerzy Zawieyski, Korespondencja 1949-1967, Warszawa : Biblioteka "Więzi"].

Powyższy tekst napisałam w 2010 roku do katalogu wystawy "Twarze Pana Cogito", którą przygotowałam w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich.

wtorek, 6 sierpnia 2019

Zbigniew Zapasiewicz czyta eseje Herberta w radiowej Dwójce

Program 2 Polskiego Radia przez cały sierpień – w cyklu „Książka do słuchania” – przypomina fragmenty esejów Zbigniewa Herberta z tomu „Barbarzyńca w ogrodzie”. Tekstów poświęconych przede wszystkim kulturze Włoch i Francji można słuchać w radiowej Dwójce w mistrzowskiej interpretacji Zbigniewa Zapasiewicza.



– Czym jest ta książka w moim pojęciu? Zbiorem szkiców. Sprawozdaniem z podróży  Pierwsza podróż realna po miastach, muzeach i ruinach. Druga – poprzez książki dotyczące widzianych miejsc – tak sam Zbigniew Herbert wyjaśniał czytelnikom,  czym jest „Barbarzyńca w ogrodzie”.

Pierwszy pomysł napisania takiej książki przyszedł poecie do głowy na przełomie roku 1959 i 1960. Wyjaśniał to w liście do Józefa Czapskiego, podając już przyszły tytuł planowanego dzieła. Było to jeszcze podczas pobytu Herberta na Zachodzie. Od czasu wyjazdu w maju 1958 roku na stypendium do Francji dużo podróżował. Zwiedzał nie tylko Paryż oraz katedry romańskie i gotyckie: w Rouen, Reims i Chartres. Był także na południu Francji m. in. w Marsylii, Arles, Nicei, Awinionie, odwiedzał groty w Lascaux. Podróżując robił notatki, szkicował krajobrazy, zabytki architektoniczne oraz obrazy. Odwiedził też w tym czasie Anglię, spędzając czas głównie w Londynie, zachwycając się zbiorami British Muzeum. O wiele bardziej intensywna była jego podróż po Włoszech. Zobaczył m.in. Rzym, Paestum, Arezzo, Asyż, Florencję, Wenecję. Także tam robił notatki i zaczął planować książkę o swojej fascynacji kulturą śródziemnomorską. Będąc jeszcze w Paryżu napisał w liście do Krystyny Podgóreckiej o swoich planach: Myślę, że ta praca poszłaby mi najłatwiej i stosunkowo szybko. W Polsce nie było zbyt wielu reportaży artystycznych (to znaczy mówiących o sztuce) z domieszką jakiejś literaturki (żeby zwilżyć).

„Barbarzyńca w ogrodzie” ukazał się po raz pierwszy pod koniec 1962 roku, dwa i pół roku po powrocie Herberta do Polski. Od razu zyskał uznanie wielu znaczących krytyków. Eseje Herberta chwalili m.in. Jerzy Turowicz, Paweł Hertz, Andrzej Kijowski, Jerzy Kwiatkowski oraz pisarze i krytycy emigracyjni m.in. Kazimierz Wierzyński, Tymon Terlecki, Gustaw Herling-Grudziński. W plebiscycie Radia Wolna Europa uznano „Barbarzyńcę” za najlepszą książkę krajową. Wisława Szymborska pisała w liście do Herberta: Pożywcze to, gęste, faktów pełne, napisane gdzie trzeba z dowcipną miłością, a gdzie trzeba z powściągliwą grozą. Książka ma jednak tę wadę, że się kończy.

Z podobnym uznaniem dzieło spotkało się wśród czytelników. Nakład wynoszący 15 tys. egz. szybko się rozszedł. Także dlatego, że była to jedna z pierwszych – po popaździernikowej odwilży – książek opisujących zamknięty dla większości Polaków świat.

Nawiązując do niedawnej, 10. rocznicy śmierci Zbigniewa Zapasiewicza (14 lipca 2009 r.), radiowa Dwójka przypomina fragmenty tych esejów w mistrzowskiej interpretacji znakomitego aktora, który nagrał „Barbarzyńcę w ogrodzie” dla Polskiego Radia w 1994 roku.

Emisja w 21 odcinkach w „Książce do słuchania” codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 22.40-23.00.

Więcej w serwisie specjalnym:

herbert.polskieradio.pl

informacja prasowa


poniedziałek, 11 marca 2019

Agi Miszol laureatką Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta 2019

Fundacja im. Zbigniewa Herberta ogłosiła laureata Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta 2019. Uhonorowano nią Agi Miszol, poetkę izraelską, o której wierszach Amos Oz napisał: „potrafią w tym samym czasie opowiadać historie, śpiewać oraz tańczyć”. 

Agi Miszol, fot. prasowa
„Agi Miszol, korzystając z na pozór prostych form językowych, potrafi zachować powagę i głębię poetyckich sensów, mówić o rzeczach dramatycznych, a nawet tragicznych. Nie uważa się za poetkę »polityczną«, swoją twórczość komentuje jednak w ten sposób: »pisząc, nie medytujemy na szczytach Himalajów, jesteśmy otoczeni zgiełkiem tutaj, w tym szalonym, agresywnym kraju, polityka zaś przesącza się do mojej poezji«” – tak werdykt uzasadniał Jurij Andruchowycz, tegoroczny przewodniczący Jury.


„To wielki zaszczyt otrzymać Nagrodę im. Zbigniewa Herberta i dołączyć do wspaniałego grona jej laureatów. Jestem tym bardziej poruszona, iż Herbert jest jednym z moich najbardziej ukochanych i najbardziej podziwianych przeze mnie poetów. Wiersze Herberta, wspaniale przetłumaczone na język hebrajski przez jego przyjaciela, Davida Weinfelda, są źródłem inspiracji dla mojej twórczości. Miałam też szczęście zobaczyć Herberta w roku 1991, gdy odbierał nagrodę przyznaną mu przez miasto Jerozolima” – skomentowała laureatka po uzyskaniu informacji o przyznanej jej Nagrodzie.

Agi Miszol przyszła na świat w roku 1947 w Transylwanii, jako Agnes Fried. Jej żydowscy rodzice zdołali przeżyć Holocaust (matka była więźniarką Auschwitz), a na początku lat 50. zdecydowali się na wyjazd do Izraela. Do końca życia posługiwali się w domu językiem węgierskim, który był też pierwszym językiem przyszłej, mającej tworzyć po hebrajsku, poetki. Miszol zaczęła pisać we wczesnej młodości, jak dotąd opublikowała kilkanaście tomów wierszy. W swojej poezji porusza szerokie spektrum tematów, związanych tak z bolesną sytuacją polityczną Izraela (jeden z wierszy poświęciła palestyńskiej dziewczynie, która stała się zamachowcem-samobójcą) czy
z historią własnych rodziców, jak i z szeroko rozumianą ludzką kondycją, cielesnością, seksualnością.
Zdaniem Amosa Oza, wiersze Miszol „potrafią w tym samym czasie opowiadać historie, śpiewać oraz tańczyć”, są też w stanie w tajemniczy sposób przezwyciężyć smutek radością. Uhonorowana m.in. amerykańską Newman Prize, włoską Nagrodą Lerici Pea, czy izraelską Nagrodą im. Yehudy Amichaja, Miszol mieszka na farmie, gdzie wraz z mężem, a także w towarzystwie licznych kotów
i psów, uprawia brzoskwinie.

Międzynarodowa Nagroda Literacka im. Zbigniewa Herberta to wyróżnienie na polu literatury światowej – przede wszystkim w dziedzinie poezji. Przyznawana jest od 2013 roku za wybitne dokonania artystyczne i intelektualne nawiązujące do idei, które przyświecały twórczości Zbigniewa Herberta. Jej laureatami byli dotąd W.S. Merwin, Charles Simic, Ryszard Krynicki, Lars Gustafsson, Breyten Breytenbach oraz Nuala Ni Dhomhnaill.

„Wierzę, że mój mąż przyjąłby z radością wiadomość o tym, że nagroda jego imienia trafia do poetki z Izraela, która zarówno w swej twórczości, jak w wypowiedziach publicznych, przeciwstawia się nacjonalizmom, także temu, który nęka jej własne społeczeństwo. Herbert zawsze uważał, że pisarz musi opowiadać się po stronie krzywdzonych, niezależnie od tego, jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić” – mówiła Katarzyna Herbert, wdowa po poecie i założycielka Fundacji.

„Dla polskiego poety związek z kulturą żydowską miał szczególne znaczenie, a podróż do Jerozolimy w roku 1991, kiedy przyznano mu Jerusalem Prize for the Freedom of the Individual in Society, traktował jako nieledwie pielgrzymkę. Do tłumacza Davida Weinfelda pisał: »Wszystko, co dotyczy Izraela, żywo mnie obchodzi (…) i uważam się za przyjaciela Pana kraju. To nie sentyment, ale dawne uczucia, jakie łączyły mnie w moim rodzinnym Lwowie z przyjaciółmi – Żydami” – przypomniał Andrzej Franaszek, biograf Zbigniewa Herberta i sekretarz Nagrody.

Laureatkę wskazało międzynarodowe jury, w skład którego weszli poeci, eseiści, tłumacze i wydawcy: Jurij Andruchowycz (Ukraina), Edward Hirsch (USA), Michael Krüger (Niemcy), Mercedes Monmany (Hiszpania) oraz Tomasz Różycki (Polska).
Na język polski wiersze Agi Miszol przekładały Angelika Adamczyk i Justyna Radczyńska („Literatura na Świecie” 2004, nr 11/12 oraz „Literatura na Świecie” 2005, nr 5/6), a także Beata Tarnowska („Fraza” 2011, nr 2).


Uroczystość wręczenia Nagrody laureatce odbędzie się 15 maja 2019 r. w Teatrze Polskim 
w Warszawie.

informacja prasowa

poniedziałek, 5 listopada 2018

"Wieczory z Księciem Poetów" w Muzeum Łazienki Królewskie

Muzeum Łazienki Królewskie zaprasza na na cztery koncerty literacko-muzyczne z utworami Zbigniewa Herberta. Cykl "Wieczory z Księciem Poetów" uświetnia obchodzony w 2018 r. "Rok Zbigniewa Herberta".


Zbigniew Herbert, fot. M. Kapitaniak, 1972;
z Archiwum Herberta w Bibliotece Narodowej

Pierwszy koncert "Siódmy anioł" odbędzie się 12 listopada 2018 r. o godz. 18.00 w Teatrze Królewskim. Kompozytorka i pieśniarka Dominika Świątek zaśpiewa własne kompozycje stworzone do wierszy Zbigniewa Herberta, które pochodzą z płyty pod tym samym tytułem. Towarzyszyć jej będą Konrad Kubicki - kontrabas, Wojciech Kidoń - perkusja.

16 listopada 2018 r. o godz. 18.00 w Teatrze Królewskim na koncercie "Wisełka, Fronckowiak i Jego Pan" wystąpią Magdalena Warzecha i Aleksander Trąbczyński. Aktorzy zaprezentują fragmenty korespondencji Zbigniewa Herberta i Wisławy Szymborskiej. Towarzyszyć im będzie Małgorzata Komorowska, która zagra na harfie.

W kolejny poniedziałek, 19 listopada 2018 r. o godz. 18.00, w Teatrze Królewskim odbędzie się koncert "Czas Ciemnej Gwiazdy". Usłyszymy wiersze Zbigniewa Herberta w wykonaniu aktora Aleksandra Trąbczyńskiego (mówione i śpiewane przy gitarze). Będą to utwory Księcia Poetów, które w pieśni zamienili Jan Kanty Pawluśkiewicz, Stanisław Radwan i Janusz Strobel. Warstwę muzyczną wydarzenia współtworzyć będzie Tymon Trąbczyński - kontrabas.

Ostatni koncert "Podwójne spojrzenie" odbędzie się w Teatrze Królewskim 22 listopada 2018 r. o godz. 18.00. Tym razem Magdalena Warzecha, wspierana przez ukraińskiego skrzypka Serhija Okhrimchuka, zaprezentuje utwory Zbigniewa Herberta poświęcone kobiecie i kobiecości.

Wstęp na wszystkie koncerty jest wolny - bezpłatne wejściówki są do odebrania w muzealnych kasach (Pałac na Wyspie, Stara Oranżeria, Podchorążówka).


Organizatorami wydarzenia są: Muzeum Łazienki Królewskie i Agencja Artystyczna Aleksander Trąbczyński. Cykl "Wieczory z Księciem Poetów" sfinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

informacja prasowa

wtorek, 30 października 2018

Zbigniew Herbert w Muzeum Literatury

29 października 2018 r. w dniu urodzin Poety Muzeum Literatury zaprasza na trzecią odsłonę wystawy „W hołdzie Zbigniewowi Herbertowi. 1924-1998”.



Wystawa peregrynuje po Warszawie. Po raz pierwszy, dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska”, stanęła na Krakowskim Przedmieściu, następnie trafiła do Senatu RP (zobacz), aby wrócić do miejsca skąd wyruszyła – na Stare Miasto do głównej siedziby Muzeum Literatury.

Tutaj wystawa zaistnieje w wersji wzbogaconej o rękopisy pochodzące wyłącznie z naszych zbiorów. Tak więc będą mogli Państwo przeczytać listy do Jerzego Zawieyskiego, Julii i Artura Międzyrzeckich, Konstantego Jeleńskiego, Klausa Staemmlera, Jerzego Andrzejewskiego, księdza Józefa Maja i innych, a także dołączone do korespondencji autografy utworów. Zobaczymy również wywiad z Poetą oraz usłyszymy wiersze w autorskiej interpretacji.


Otwarcie wystawy uświetnił spektakl „Aria Pożegnalna” w wykonaniu Jerzego Zelnika i Grzegorza Bożewicza .

Wystawę będzie można oglądać w Muzeum Literatury do końca Roku Herberta.


Autorka wystawy/ Maria Dorota Pieńkowska
Komisarz/ Piotr Prasuła
Projekt plastyczny/ Magdalena Heliasz

informacja prasowa

piątek, 27 lipca 2018

Wystawa wierszy i rysunków Zbigniewa Herberta w Galerii Plenerowej Muzeum Łazienki Królewskie

28 lipca mija 20-ta rocznica śmierci Zbigniewa Herberta. Tego dnia w Galerii Plenerowej w warszawskich Łazienkach, przy ulicy Agrykola, zostanie otwarta wystawa wierszy i rysunków poety przygotowana przez Fundację im. Zbigniewa Herberta, we współpracy z Muzeum Łazienki Królewskie. Wystawa będzie otwarta przez miesiąc, do 28 sierpnia.


Zbigniew Herbert pisał nie tylko wiersze i eseje, ale także rysował. Pozostawił prawie 300 szkicowników przechowywanych w Archiwum Herberta w Bibliotece Narodowej. Wybór kilkunastu rysunków zostanie zaprezentowany na wystawie.

„Wystawa wierszy i rysunków Zbigniewa Herberta ma na celu przybliżenie szerokiej publiczności spojrzenia poety, który miał „dar patrzenia na świat przenikliwie i czule”, a Łazienki Królewskie są pięknym miejscem dla prezentowania twórczości autora Barbarzyńcy w ogrodzie. Zapraszamy na spotkanie z Herbertem w plenerze warszawskich Łazienek” – powiedziała Maria Dzieduszycka, Prezes Fundacji im. Zbigniewa Herberta.

Rękopis utworu Pan Cogito a perła z wystawy "Twarze Pana Cogito", którą
przygotowałam w 2008 roku w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich

„Poezja Herberta jest wolnością słów, jest słowem właściwie użytym – warto przy niej obstawać. Zwłaszcza dziś, w świecie słów na posyłki, słów udręczonych i ogłupiałych, warto słuchać wierszy autora Napisu, warto wsłuchiwać się w ich słowa: wolne, odważne, brzmiące mocno i czysto, konieczne – jak oddech”, napisał we wstępie do wystawy jej autor prof. Paweł Próchniak.


Organizatorem Wystawy jest Fundacja im. Zbigniewa Herberta, partnerami Muzeum Łazienki Królewskie i Biblioteka Narodowa. Patronat medialny: Polskie Radio

Projekt dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Rysunki Zbigniewa Herberta z wystawy "twarze Pana Cogito", którą przygotowałam
w 2008 roku w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich.
informacja prasowa

Dziś otwarcie wystawy "Herbert na Krakowskim Przedmieściu"

Dziś o 12.00 w Muzeum Literatury w Warszawie nastąpi otwarcie wystawy "Herbert na Krakowskim Przedmieściu". Jutro przypada 20. rocznica śmierci Poety.



28 lipca 1998 roku podczas nocnej burzy zmarł Zbigniew Herbert, Poeta, który towarzyszy nam w drodze przez świat, którego słowa nosimy w sobie. Przypomnijmy, że Muzeum Literatury poświęciło temu wybitnemu twórcy dwie wystawy: Zbigniew Herbert. Epilog burzy (w roku 2000) i Podróże Pana Cogito (w roku 2008). Obecnie, w kolejnym już Roku Herberta, dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem „Wspólnota Polska” autor Pana Cogito zagości w sercu Warszawy, na Krakowskim Przedmieściu w przeddzień 20. rocznicy śmierci, 27 lipca – i pozostanie tutaj do końca sierpnia.

Polsko-angielska wystawa W hołdzie Zbigniewowi Herbertowi  składa się z 36 grafik ułożonych według haseł: Lwów, II Apokalipsa, II Okupacja, Do źródeł, Solidarność, Epilog, Przesłanie.

Bogato ilustrowana opowieść o życiu i twórczości autora Barbarzyńcy w ogrodzie prowadzi nas do źródeł naszej cywilizacji. Tytuły pokazanych na planszach obrazów wraz z cytatami z Herbertowej eseistyki, wskazują toposy kulturowe konstytuujące Europę. W odniesieniu do owych źródeł rozstrzygają się losy ludzi i narodów.

Na naszej rocznicowej wystawie Herbert jest przypomniany jako wybitny artysta, a zarazem człowiek, który nazywa rzeczy po imieniu, nie brata się z silniejszym zawsze reagując na głos poniżonych i bitych – dlatego zasługujący na spontanicznie przyznane przez rodaków miano: sumienie narodu. My – jak zostało to powiedziane w pożegnalnych słowach przed dwudziestoma laty – mieliśmy szczęście, że żył w naszych  czasach.

Maria Dorota Pieńkowska
Autorka wystawy

Dyrektor Muzeum Literatury Jarosław Klejnocki  i Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Dariusz Bonisławski mają zaszczyt zaprosić na otwarcie wystawy „W hołdzie Zbigniewowi Herbertowi 1924-1998” w piątek,  27 lipca 2018 roku o godz.  12.00 w   Domu Polonii w Warszawie,  ul.  Krakowskie Przedmieście nr 64.

Wiersze Zbigniewa Herberta powie Przemysław Tejkowski.

Projekt dofinansowany przez  Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” ze środków pochodzących z Kancelarii Senatu, w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą.

informacja prasowa

środa, 13 czerwca 2018

Imieniny Jana Kochanowskiego już 30 czerwca!

Rekordowo bogaty program przygotowała w tym roku Biblioteka Narodowa na siódmą już edycję Imienin Jana Kochanowskiego. Specjalnym gościem literackiego pikniku, organizowanego tradycyjnie w Ogrodzie Krasińskich w ostatnią sobotę czerwca, jest Zbigniew Herbert. 

Imieniny Jana Kochanowskiego, materiały prasowe
Przez cały dzień prezentowane będą różne, często zaskakujące aspekty obcowania z literaturą – w żywym słowie, teatrze, radiu, a nawet w języku migowym. Zaproszeni pisarze będą rozmawiać o bohaterach peerelowskiej codzienności, powstanie ABC najnowszej poezji i padnie odpowiedź na pytanie, czy literatura piękna nadal bywa zaangażowana.

Filip Springer i Tomasz Konior podyskutują na temat „sztuki z fantazji i kamienia”. Karolina Głowacka poprowadzi dyskusję o alternatywnej historii Rzeczypospolitej w fantastyce. O korespondencji Herberta z Wisławą Szymborską opowie Ryszard Krynicki (listy czytają Izabela Kuna i Piotr Machalica), a postać i twórczość autora Pana Cogito w rozmowie z Magdaleną Mikołajczuk przybliży Andrzej Franaszek. Specjalne spotkania zorganizowano z laureatami tegorocznych nagród literackich: Ernestem Bryllem i Pawłem Sołtysem/Pablopavo. 

Imieniny Jana Kochanowskiego, materiały prasowe
Atrakcje czekają także na najmłodszych: od muzycznego otwarcia Imienin koncertem zespołu Kwadrofonik, poprzez m.in. rozmaite warsztaty plastyczne, niepodległościową grę miejską i spontaniczne filozofowanie z Grzegorzem Kasdepke, aż po Wieczorynkę – spektakl w niezwykłym wnętrzu Pałacu Rzeczypospolitej – w tym roku o greckiej mitologii, z tekstem Jarosława Mikołajewskiego i muzyką Adama Struga.

Nie zabraknie żelaznych punktów programu: ściągającego tłumy kibiców Meczu poetyckiego (z Anną Seniuk i Andrzejem Sewerynem jako kapitanami przeciwnych drużyn), slamu czy Pieśni świętojańskiej o Sobótce Jana Kochanowskiego, jak zwykle w premierowej aranżacji. Za rozbudowaną część muzyczną odpowiadają zespoły Kwadrofonik, Maryna C oraz Warszawska Orkiestra Sentymentalna, która zagra podczas dansingu do ostatniego gościa.

Imieniny Jana Kochanowskiego, materiały prasowe

W Pałacu Rzeczypospolitej przez cały dzień będzie można oglądać pokaz Pan Cogito w podróży – oryginały bezcennych rękopisów Zbigniewa Herberta związanych z wojażami Poety. 

W rekordowej liczbie ponad 70 zaprezentują się czołowi polscy wydawcy, którzy zaproszą na spotkania z blisko 100 najlepszymi autorami i wystawią książki w imieninowych cenach.

Projekt współfinansuje miasto stołeczne Warszawa.
Partner: Fundacja im. Zbigniewa Herberta

informacja prasowa

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Festiwal Miłosza: Poeta w pułapce przeszłości

O literackich sporach, pamięci, historii oraz sztuce opowiadania rozmawiali goście w drugim dniu Festiwalu Miłosza.


Czesław Miłosz
Piątkowym spotkaniom patronował nie tylko Miłosz, ale i Herbert. Nic dziwnego, bo ideowy spór, który dwójka poetów wiodła przez kilkoma dekadami, do dziś potrafi rozpalić literackie środowisko. – Jeśli ktoś uwolnił się od dyskusji o tym, jak i co mówić o polskiej przeszłości, to tylko reprezentanci najmłodszego pokolenie polskich poetów – mówiła Joanna Orska podczas debaty „Rok myśliwego czy jagnięcia”. – Twórcy tacy jak np. Ilona Witkowska, choć w Polskę są mocno zaangażowani, potrafią odejść od narodowego mitu, przynosząc nie tylko nowy, eksperymentalny język, ale i nową narrację.

Festiwal Miłosza
Mniej o ideach, a więcej o relacjach Miłosza i Herberta dyskutowali zaś Andrzej Franaszek i Renata Gorczyńska. Biograf obu poetów i autorka rozmów z noblistą analizowali, jak na twórców wpłynęła wieloletnia relacja mistrz - uczeń, przypomnieli co stało się podczas słynnej kolacji u Carpenterów oraz skrupulatnie wyliczali różnice i podobieństwa w postawach obu twórców. – Psychika, duma, odmienne poglądy – to wszystko w końcu ich podzieliło – mówiła Gorczyńska. – Ale pamiętajmy o tym, że na pewnym etapie Miłosz i Herbert tworzyli wiersze tak podobne, jakby mówili jednym głosem.

Echa Herberta pobrzmiewały w opowieści jeszcze jednego festiwalowego gościa – Eugenijusa Ališanki. Litewski poeta i tłumacz (to dzięki niemu Litwini mogą czytać m.in. Szymborską, Różewicza i Świetlickiego) jak sam mówi „czuje więź z polskimi poetami”. – Kiedyś wydawało mi się, że twórca powinien wznosić się nad bieżące sprawy, ale z czasem zrozumiałem, że to co najważniejsze kryje się bardzo blisko, w codzienności. Aby o niej pisać sięgam po ironię i maski, w których nakładaniu Herbert był mistrzem – mówił poeta.

Festiwal Miłosza
Organizatorzy festiwalu często podkreślają, jak ważny dla nich jest głos poetów z najbliższych Polsce krajów. Wczoraj wybrzmiał on nie tylko w utworach Ališanki, ale i pochodzącej z Rosji Marii Stiepanowej. Poetka w swoich wierszach mierzy się z trudnym dziedzictwem własnej ojczyzny. – Rosja to kraj skolonizowany przez przeszłość, a to musi znaleźć odbicie w poezji. Dopóki obrazy dawnych zdarzeń są w mojej głowie, dopóty muszę o nich pisać – mówiła.

Okazją do lektury polskiej poezji było zaś wczoraj spotkanie z Markiem K.E. Baczewskim, który czytał swe wiersze krakowskiej publiczności, uwodząc uczestników spotkania erudycją i poczuciem humoru.

Festiwal Miłosza
O tym, jak o trudnej przeszłości opowiadać i jak tych opowieści słuchać, mówił wczoraj Mikołaj Grynberg. Spotkanie z autorem „Oskarżam Auschwitz” i „Księgi Wyjścia” było podsumowaniem dwudniowych warsztatów historii mówionej. – Warto rozmawiać, bo wokół nas ciągle są ludzie, którzy chcą opowiadać swoje historie – mówił. Wczoraj zakończyły się również warsztaty translatorskie z języków angielskiego, hiszpańskiego i słoweńskiego.

Drugi dzień festiwalu muzycznie zamknął Andrzej Stasiuk, który razem z ukraińskim zespołem Haydamaky na dziedzińcu Pałacu Biskupa Erazma Ciołka rozgrzał festiwalową publiczność brawurowymi wykonaniami „Stepów Akermańskich” i innych utworów Adama Mickiewicza.

Festiwal Miłosza
informacja prasowa

środa, 9 maja 2018

Nuala Ni Dhomhnaill odbierze Nagrodę Literacką im. Zbigniewa Herberta

W czwartek, 10 maja, o godz. 20.00, internauci na całym świecie będą mogli uczestniczyć w uroczystości wręczenia Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta 2018 wybitnej poetce irlandzkiej, Nuali Ní Dhomhnaill. Bezpośrednia transmisja - na portalu Culture.pl oraz stronach Fundacji im. Zbigniewa Herberta.

Nuala Ni Dhomhnaill, fot. The Irish Times
Laureatka tegorocznej Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta, Nuala Ní Dhomhnaill pisze w języku gaelickim. Czerpie z celtyckiego folkloru i mitologii, łącząc jednak te elementy ze współczesną problematyką, spośród której na pierwszy plan wybijają się takie wątki jak rozpatrywana z perspektywy postkolonialnej relacja między kulturą irlandzką i angielską, a także feministyczna reinterpretacja problematyki kulturalnej i społecznej. Jest jedną z twórczyń, dzięki którym we współczesnej literaturze kobiety „odzyskują głos”. Jury Nagrody uznało, że twórczość Ní Dhomhnaill jest spełnionym artystycznie aktem ratowania języka z pozoru skazanego na zagładę, gestem przeciwstawiania się kulturowej unifikacji.

Podczas uroczystości Laureatka wygłosi wystąpienie i przeczyta swoje wiersze. Zaplanowany jest także występ irlandzkiej wokalistki Eilis Kennedy.

Bezpośrednia transmisja dla internautów na całym świecie będzie dostępna na portalu Culture.pl oraz stronach Fundacji im. Zbigniewa Herberta. Początek relacji o godz. 20.00.

Międzynarodowa Nagroda Literacka im. Zbigniewa Herberta to wyróżnienie na polu literatury światowej – przede wszystkim w dziedzinie poezji. Przyznawana jest od 2013 roku za wybitne dokonania artystyczne i intelektualne, nawiązujące do idei, które przyświecały twórczości Zbigniewa Herberta.

Obok statuetki, Laureatka otrzyma czek o wartości 50 tysięcy dolarów. Fundatorem Nagrody jest Fundacja PZU – Partner Strategiczny Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta 2018.

Partnerami Fundacji im. Zbigniewa Herberta są: Instytut Adama Mickiewicza, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, Ambasada Irlandii, oraz Biblioteka Narodowa. Patronem medialnym jest Polskie Radio.

Uroczystość wręczenia Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta 2018 czwartek, 10 maja, godz. 20:00.

Transmisja na żywo na stronach Culture.pl oraz Fundacji im. Zbigniewa Herberta.

Uroczystość Wręczenia Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta 2018

informacja prasowa

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Barszczewska i Ferency czytają listy Szymborskiej i Herberta w radiowej Trójce

18 kwietnia, nakładem wydawnictwa a5, ukaże się niezwykły zapis przyjaźni dwojga wybitnych poetów, czyli „Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie. Korespondencja 1955-1996” Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta. Radiowa Trójka emituje od 9 kwietnia, wybór tych listów w brawurowej interpretacji Grażyny Barszczewskiej i Adama Ferencego, z muzyką Łukasza Borowieckiego.





„Wisełka” i „Kochany Zbyszek” – niewielu wie, że łączyła ich bliska i serdeczna relacja. A że oboje byli mistrzami zwięzłej i pełnej humoru epistolografii – toteż książka prezentująca niepublikowane listy obojga to znakomita lektura, obficie zilustrowana nie tylko sławnymi już kolażami-wyklejankami Wisławy Szymborskiej, ale również reprodukcjami kart pocztowych i rysunkami Zbigniewa Herberta.
Wydawnictwo A5
Początek korespondencji to list Szymborskiej, która jako redaktorka krakowskiego tygodnika „Życie Literackie” prosi Herberta o przysłanie wierszy. Jest rok 1955, zaczęła się już odwilż, redakcja planuje przedstawienie kilku młodych poetów przed debiutem książkowym. Znajomość szybko zmieniła się w serdeczną przyjaźń, a wymiana listów przybrała postać towarzyskiej gry. Ostatni list pochodzi z roku 1996 – nagrodzona właśnie Noblem Szymborska, dziękując Herbertowi za gratulacje, pisze: „Zbyszku, Wielki Poeto! Gdyby to ode mnie zależało, to Ty byś teraz męczył się nad przemówieniem...”.
Brawurowy humor, błyskotliwość, dystans do siebie i do świata – korespondencja Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta to niezwykły zapis ich przyjaźni. Oto książka – zredagowana i opracowana edytorsko przez Ryszarda Krynickiego – którą czyta się z uśmiechem i wzruszeniem.
Do radiowej adaptacji tej lektury Trójka zaprosiła mistrzów. 
– W rolę Wisławy Szymborskiej wcieliła się u nas Grażyna Barszczewska (wcześniej w tej roli czytała listy do Kornela Filipowicza). I zagrała tę rolę popisowo. Zbigniewem Herbertem jest u nas zdystansowany, ironiczny Adam Ferency. Muzykę przygotował, także świetnie radzący sobie jako autor ilustracji muzycznej, Łukasz Borowiecki – mówi Barbara Marcinik z Programu 3 Polskiego Radia.
Emisja „mini-serialu” w 5 odcinkach w radiowej Trójce od poniedziałku 9 kwietnia do piątku 13 kwietnia ok. godz. 11.50.

informacja prasowa PR Trójka

niedziela, 18 lutego 2018

Zbigniew Herbert: Pan Cogito (na próżno) szuka rady /recenzja książki/

Tom poezji Zbigniewa Herberta: ”Pan Cogito szuka rady” jest poszukiwaniem odpowiedzi na dręczące pytania, będące doświadczeniem każdego myślącego człowieka. 

Zbigniew Herbert, Pan Cogito szuka rady, Wyd. A5

Fundamentalne pytania


Wydawnictwo A5, zasłużone w wydawaniu poezji Zbigniewa Herberta, że wspomnę choćby potężny tom "Utworów rozproszonych (Rekonesans)", uraczyło tym razem czytelników Poety interesującym, bo dwujęzycznym (angielsko-polskim) tomem jego poezji. Zebrane z różnych lat wiersze łączy jedna wspólna myśl: poszukiwanie odpowiedzi na dręczące pytania, będące doświadczeniem każdego myślącego człowieka.

Jak pisze o Herbercie w posłowiu A. Z. Valles:

"Miał umysł, któremu zadawanie fundamentalnych pytań – o naturę sprawiedliwości, prawdy, miłości i piękna – przynosiło ulgę nawet w najbardziej gorzkich czasach".

Nieprzypadkowo więc tomik rozpoczyna wiersz "Dwie krople" – o ludziach, którzy w obliczu zagłady ”uciekają w miłość”, gdyż staje się ona rodzajem schronienia od zła i tego, co nieuchronne. W tym wszyscy zdają się być podobni, jak dwie krople // zatrzymane na skraju twarzy.

Z wierszem tym koresponduje jeden z ostatnich w tym tomie: "Czułość". Herbert przedstawia tytułowe uczucie jako niemające racji bytu w świecie (powinnaś spać we wnętrzu dłoni na dnie oka tam//twoje miejsce niech cię nikt nie budzi). A jednak, czy tego świat chce, czy nie - istniejące.


Pan Cogito szuka (na próżno) rady


Kluczem do całego tomu poezji jest wiersz tytułowy: "Pan Cogito szuka rady", w którym dusza Pana Cogito odmawia pociechy wiedzy. Poszukuje natomiast nocą nieistniejącego miasteczka Bracław – miejsca opuszczonego, które krzyczy, aby odnaleźć w nim rabiego Nachmana. Tylko jego mądrość może być lekarstwem na kłopoty i bolące serce:


Może by mi poradził
Rabi Nachman
Ale jak mam go znaleźć
Wśród tylu popiołów


Może właśnie ów fakt jest przyczyną tego, że dusza odmawia pociechy, a żadna mądrość nie może usprawiedliwić tego, co się wydarzyło w nieistniejących miastach, które krzyczą…

Na końcu tomiku odnajdziemy wiesz "Mandelsztam", którego bohater Na koniec jak wszyscy wielcy poeci został błaznem. Skrajna sytuacja egzystencjalna staje się udziałem każdego wielkiego poety – jego doświadczeniem poniżenia i samotności.

"Szlachetna klęska jako tragiczny paradoks – twierdzi A. Z. Valles – leży u podstaw zarówno bardzo wczesnej "Nike się waha", jak i późniejszego o kilka dekad wiersza "Przemiany Liwiusza", który się na większą skalę splata ze sobą pamięć osobistą i pamięć kulturową".

Jedyne, co pozostało, to powtarzanie starych "zaklęć ludzkości", które ciągle mają swoją moc.

Marmurowa Curatia Dionisia i kamień



Jesteśmy w tym podobni do bohaterki tekstu ”Curatia Dionisia”, która wieki temu, pod murem zatrzymanych barbarzyńców (…) Kazała rzeźbiarzom położyć dwie poduszki pod swój łokieć. Czyżby wierzyła, że w ten sposób przejdzie wygodnie i dostojnie do wieczności?

Jednym z ulubionych tematów twórczości Herberta jest kamień – ”przedmiot „namacalny”, a zarazem niosący symboliczne treści. W znajdującym się w omawianym tomie poezji wierszu ”Kamyk” jest on stworzeniem doskonałym, gdyż jako niezmieniająca się – pilnująca swoich granic, a jednocześnie obojętna część przyrody – staje się niezależny od świata. W ten sposób, nawet gdy świat jest w nieładzie, nie przeszkodzi mu to osiągnąć osobistego zbawienia. Jego ”stoicka postawa” jest pełna godności, gdyż odnosi się obojętnie do wpływów zewnętrznych. Ale czy rzeczywiście można mu tego zazdrościć?

Czy można powrócić do groty początku?


Czytając utwory Herberta nieodmiennie ma się wrażenie, że zadawane przez niego pytania nie straciły swojej mocy, jak nie straciło jej żadne słowo jego poezji. Wszystkie rozważania Pana Cogito nie są ”czystymi spekulacjami”, lecz zmierzają do ”budowania tablic wartości”, jak określa powinności poety Herbert. Doświadczenie i towarzysząca mu refleksja służą temu, aby trwać przy wartościach, to znaczy ”iść wyprostowanym” i ”być wiernym”.

Jego ”Rozmyślania o cierpieniu” (grać// z nim//oczywiście//grać) oraz heroiczny dekalog moralny (”Przesłanie Pana Cogito”) przeplatają się z charakterystycznym, subtelnym humorem (”Przeczucia eschatologiczne Pana Cogito”), kiedy to zaręcza, że do końca będzie bronił//wspaniałego odczuwania bólu, bo nawet będąc ”po tamtej stronie”, nie przestanie mieć nadziei, że to nie koniec i pozwolą mu wrócić//przez zarosłą ścieżkę//na brzeg białego morza//do groty początku…


Tom poezji Zbigniewa Herberta "Pan Cogito szuka rady" ukazał się w 2017 roku, w wersji angielsko-polskiej, w Wydawnictwie A5, w tłumaczeniu Alissy Valles, Czesława Miłosza i Petera Dale Scotta.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w 2017 r.



środa, 13 grudnia 2017

Romy Ligockiej "Radość życia" /recenzja książki/

Najnowsza książka autorki „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku” przypomina przygotowywanie hiszpańskiej paelli: różnorodne składniki, improwizacja i radość wspólnego tworzenia smakowitego dania. Pisarka zaprasza czytelników do ucztowania.

Roma Ligocka, Radość życia, Wydawnictwo Literackie

Życie jak paella


W przeciwieństwie do poprzednich, o najnowszej książce Romy Ligockiej nie sposób powiedzieć jednoznacznie, o czym jest. Jej różnorodność przywodzi na myśl znajdującą się w tym tomie scenę gotowania paelli. Bohaterka wrzuca na patelnię mnóstwo rozmaitych składników, trochę improwizuje i sama nie bardzo wie, jaki będzie ostateczny efekt – to niespodzianka. Przygotowywana wspólnie z bliską osobą potrawa nabiera dodatkowych walorów – gotowaniu towarzyszy rozmowa, żarty, emocje i wyczuwalne poczucie wyjątkowej więzi. Nic zatem dziwnego, że kiedy danie jest już gotowe, z wrażenia, ze szczęścia i miłości w ogóle nie chce nam się jeść. Kiedy jednak emocje nieco opadną i zaczyna się smakować to wspólne danie, okazuje się, że mamy do czynienia z dziełem idealnym, skończonym. Tak smakuje życie samo, kiedy zaczynamy przyglądać się mu z perspektywy, wspominać i smakować różne jego momenty: słodkie i gorzkie, ostre i łagodne, jak składniki paelli.

Pomiędzy scenami wspólnego gotowania z synem paelli a robieniem nalewki, która rozpoczyna tę opowieść, znajdziemy przeróżne ingrediencje, dotyczące zarówno teraźniejszości, jak i przeszłości. Podlane sosem wytrawnej refleksji, stają się niejako zaproszeniem do wspólnego stołu – do towarzyszenia Romie Ligockiej w jej wędrówce przez życie. Jak magdalenka zanurzona w herbacie w „Poszukiwaniu straconego czasu” Prousta, tak w prozie autorki „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku” jakiś przedmiot, zdjęcie albo zdarzenie stają się pretekstem do snucia refleksji, odgrywając także rolę wehikułu czasu.
Spotkanie nieuleczalnie chorego przyjaciela staje się zaczynem refleksji na rozmaite tematy: umiejętności współczucia, bycia z drugim człowiekiem w trudnych chwilach, przemijania i utrwalania czasu na fotografii – wbrew wszystkiemu, a nawet powodem do umieszczenia w opowieści czegoś tak konkretnego, jak przepis na „zupę życia”.

Samotny wyjazd na święta pozwala – paradoksalnie – doświadczyć bliskości i zainteresowania:
Dzwonili wszyscy, nikt nie zapomniał. (…) Nagle poczułam, jak nigdy dotąd,  że ich naprawdę mam – byliśmy blisko, tak jak nigdy nie byliśmy, kiedy spędzaliśmy święta razem.

Kot jest dobry na wszystko


Sporo miejsca poświęca Ligocka czasom swojej pracy w teatrze, a potem w telewizji niemieckiej. Show biznes bywa zabawny, ale z perspektywy przede wszystkim nieludzki, bo obnaża wszystkie słabości: obłudę, próżność, pychę… A przede wszystkim – lęk przed utratą sławy. Pisarka ukazuje różne absurdy i paradoksy pracy z ludźmi show biznesu, aby na końcu stwierdzić, że to wszystko nie było warte ani jednej ludzkiej łzy. 

A przy tym wszystkim autorka „Radości życia” znajduje jeszcze miejsce, aby wpleść w tę opowieść… epizod z kotem, który przylgnął do niej podczas realizacji filmu, gdy cała ekipa trwała w beznadziejnym oczekiwaniu na poprawę pogody. Ludzie pili, pogrążali się w depresji, wyjeżdżali, a nasza bohaterka zaprzyjaźniła się tymczasem z mruczącym czworonogiem i staranie o niego, a potem wzięcie odpowiedzialności za jego los sprawiły, że przestały ją absorbować problemy związane z produkcją filmu. Ostatecznie realizacji filmu nie wznowiono, wszyscy się rozjechali, a kot – uśpiony i ukryty w torbie – wyemigrował nielegalnie z Chorwacji do Niemiec i odtąd wiódł dostatni żywot.

"Zgoda" zamiast "miłości"


Pisarka miesza więc tematy poważne z lekkimi, przez co jej opowieść staje się „jak w życiu”: słodko-gorzka. Ostatecznie tytuł „Radość życia” nabiera dodatkowych znaczeń – radości mimo wszystko, cieszenia się życiem nawet wówczas, kiedy nie głaszcze ono po głowie. Poza tym, jak to w pisarstwie Romy Ligockiej, snuje się przez te różne opowieści także wątek miłości: niekiedy trudnej i niemożliwej, jak uczucie ciotki Sabiny do jednego z więźniów obozu Birkenau, a przecież dające siłę i wolę przetrwania. Refleksje dotyczące miłości są u pisarki zaprawione goryczą minionych przeżyć:

Miłość nie chroni przed śmiercią nawet siebie samej – i nieraz ginie w katastrofie, którą sama tworzy.
Toteż słowo „miłość” zastępuje „zgodą” – zgodą na drugiego człowieka, w której zawiera się akceptacja także jego wad i słabości, wreszcie – akceptacja samej siebie, z towarzyszącym jak cień poczuciem winy, lękiem utraty.

Herbert i "utrata"


Z wątkiem „zgody” koresponduje temat „utraty”, zawarty we wspomnieniu dotyczącym Zbigniewa Herberta. Otóż Poeta odwiedził kiedyś Romę i jej męża w Monachium, gdzie czytał im swoje wiersze do późna w nocy. Jeden z nich, tłumaczenie z francuskiego, podarował wówczas Romie z dedykacją:
Mówi kobieta
Zgódź się na mnie bo miesiąc się zmienia
/…/
Dla ciebie tego świata ogrzeję kolory
Jeśli zostaniesz ze mną ponieważ się boję

Dla Romy
tłumacz
z czułością
Zbigniew Herbert

Ten wiersz, czytany po latach, uwewnętrznia się, stając się niejako wypowiedzią osobistą:

Nie potrafiłam Cię wtedy pokochać ani nawet zrozumieć… ale Ty mi to już dawno przebaczyłeś, więc teraz zostań ze mną, ponieważ się boję.

Niewielki epizod w życiu – jeden wspólny wieczór może czasem dopiero po latach zabłysnąć znaczeniami, nabrać mocy, jak owa nalewka.

Świat jest teatrem


Jest w tych pisarskich ingrediencjach także bardzo ważny komponent – czytelnik:
Rozmyślałam przez ten cały czas nad tym – pisze na koniec Roma Ligocka – że chciałabym zatrzymać przemijanie także i dla Ciebie, Czytelniku. Odgrodzić Cię od niego, zatrzymać choćby tylko na chwilę. Na tyle, ile Ci zajmie przeczytanie tej książki.

„Radość życia” Romy Ligockiej wzbogacają liczne zdjęcia autorki – chwile zatrzymane w czasie, jak w prozie W.G. Sebalda. Możemy je oglądać z komentarzem autorki albo kontemplować wypełniając własną treścią. Na okładce – projekty kostiumów Ligockiej: trzy postacie klaunów, jakby rodem z komedii dell'arte. Obok mężczyzny trzymającego na rękach dziecko stoi postać kobieca. Tamci zwróceni ku sobie, ona – także zamaskowana, zdaje się patrzeć w przeciwnym kierunku. Jak w dawnej włoskiej komedii, aktorzy, improwizując, bawią publiczność. Bywają nieszczęśliwie zakochani jak Arlekin, smutni, śmieszni, zabawni, wzruszający… Świat jest teatrem.


„Radość życia” Romy Ligockiej ukazała się w Wydawnictwie Literackim w październiku 2017 roku.

Wywiad z Romą Ligocką - pod tym linkiem

Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty