Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiodor Dostojewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fiodor Dostojewski. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 lutego 2022

Premierowy spektakl „Gracz” Dostojewskiego w radiowej Dwójce – w obsadzie Seniuk, Bluszcz, Suszyńska i Królikowski

Program 2 Polskiego Radia zaprasza na premierę słuchowiska „Gracz” na podstawie powieści Fiodora Dostojewskiego w reżyserii Ewy Małeckiej. W obsadzie znakomitości trzech aktorskich pokoleń: Anna Seniuk, Przemek Bluszcz, Milena Suszyńska i Antoni Królikowski. Emisja w najbliższą niedzielę, 6 lutego, na antenie Dwójki. Początek o godz. 19.00.

Fot. materiały prasowe PR 2

Słuchowisko „Gracz” to adaptacja powieści Fiodora Dostojewskiego pod tym samym tytułem, napisanej w 1866 roku w ramach… zakładu. Ukończenie tekstu w niewiarygodnie krótkim terminie pozwoliło pisarzowi spłacić hazardowe długi. 
Fabuła osadzona jest w alpejskim uzdrowisku pod koniec XIX wieku w wyższych sferach, które jednak nieustannie borykają się z trudnościami finansowymi. Historię hazardowego nałogu poznajemy z perspektywy Aleksego Iwanowicza (Antoni Królikowski) – nauczyciela dzieci Generała (Przemysław Bluszcz). W tej historii grają wszyscy – od młodziutkiej Poliny (Milena Suszyńska), panny na wydaniu, pasierbicy Generała; przez Generała, który, utraciwszy własny majątek wygląda wiadomości o śmierci majętnej babci, mieszkającej pod Petersburgiem; po samą babcię (Anna Seniuk), która nieoczekiwanie zjawia się w kurorcie. Z pokusami ruletki mierzy się również sam narrator, którego drugą fascynacją jest bliska i nieprzystępna zarazem Polina. 

Zawierający autobiograficzne wątki „Gracz” Dostojewskiego jest błyskotliwą, pełną przewrotności opowieścią o zabawie, w której czasem można się zatracić. Przede wszystkim jest to jednak skłaniająca do śmiechu, ale i refleksji, pokrzepiająca historia o ludziach i ich słabościach oraz nadziejach. 

Fiodor Dostojewski – „Gracz”; scenariusz słuchowiska i reżyseria – Ewa Małecka; adaptacja oryginału – Blanka Konopka; muzyka – Grzegorz Łapiński; realizacja akustyczna – Agnieszka Szczepańczyk. Obsada: Anna Seniuk, Przemysław Bluszcz, Antoni Królikowski, Milena Suszyńska.
Premiera w Programie 2 Polskiego Radia w niedzielę, 6 lutego, o godz. 19.00 w „Wieczorze ze słuchowiskiem”.

informacja prasowa

wtorek, 27 lutego 2018

„Wielki Inkwizytor” w Teatrze Pieśń Kozła: O paradoksach ludzkiej wolności /recenzja teatralna/

Ascetyczne przedstawienie „na jednego aktora i instrument muzyczny”, wyreżyserowane przez Grzegorza Brala, nie było może tak teatralnie porywające, jak poprzednie spektakle, stanowi jednak ważny głos na temat paradoksów ludzkiej wolności – jej wyzwań i niebezpieczeństw. 

Bogdan Koca jako Wielki Inkwizytor

24 lutego 2018 roku Teatr Pieśń Kozła zaprezentował swoją najnowszą premierę: „Wielkiego Inkwizytora”. Jak zapowiedział reżyser przedstawienia i twórca Teatru Pieśń Kozła, Grzegorz Bral, spektakl powstały na podstawie fragmentu „BraciKaramazow” Fiodora Dostojewskiego, jest zarazem ukłonem w stronę Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego, minęło bowiem 40 lat od premiery legendarnego spektaklu „Apocalypsis cum figuris”. Jak pisał o tym przedstawieniu Konstanty Puzyna:

Szymon-Piotr, kiedy oskarża, mówi tekstami Wielkiego Inkwizytora z "Braci Karamazow", a Ciemny, kiedy się broni, gorzko i żałośnie, mówi wierszami Eliota. 

Był to swoisty eksperyment z tradycją chrześcijańską i Ewangeliami, napiętnowany przez Prymasa Tysiąclecia, ale w istocie owe fabuły były potraktowane na zasadzie rekwizytu. Poza tekstem Dostojewskiego i Eliota, aktorzy mówili cytatami z Simone Weil,  wykorzystano też pieśni kościelne, ale spektaklem rządziły nie tyle teksty, co prawa poezji i obrazów, bardziej zasada wolnych skojarzeń aniżeli światopoglądowy dyskurs.

Poemat sceniczny Grotowskiego zbudowany jest w całości z działań i przeżyć aktorskich – twierdził przywołany wcześniej Konstanty Puzyna.

Dodam, że było to jedyne przedstawienie Grotowskiego, które oglądałam kilkakrotnie na żywo i które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Temperatura spektaklu, aktorstwo zupełnie odmienne od tego, do jakiego przywykłam: gorące i ekstremalne – to wszystko udzielało się widzom, którzy siedzieli tuż obok siebie, przy ścianach z surowej cegły, w bliskiej odległości od grających w spektaklu aktorów. Tak, to było bardziej przeżycie metafizyczne niż intelektualne. Fakt, że mroczne i wstrząsające.

Apocalypsis cum figuris, fot. Buscarino, wystawa 
I chociaż przedstawienie „Wielki Inkwizytor” niewiele ma wspólnego z tamtym eksperymentem, to jednak Teatr Pieśń Kozła wydaje się być w jakimś sensie kontynuatorem Laboratorium. Jest to bowiem teatr poszukujący i radykalny – jak tamten. Kiedy przychodzę na Purkyniego i widzę surowe gotyckie wnętrze, to również mam skojarzenie z tamtą salą i żywię przekonanie, że Teatr Pieśń Kozła jest w jakimś sensie duchowym spadkobiercą Grotowskiego.  Nie wspomnę już o tym, jak trudno się na przedstawienia dostać – to także taki "teatr dla wtajemniczonych", z rytuałem usadzania gości przez Grzegorza Brala, pełniącego rolę gospodarza J

Każdy kolejny spektakl jest dla mnie w jakimś sensie odkryciem. „Wielki Inkwizytor” także jest spektaklem nietypowym. Monodram, w którym zagrana na psalterium muzyka jest punktem odniesienia, rodzajem kontrapunktu. Takiego spektaklu – z jednym i w dodatku nieśpiewającym aktorem – jeszcze nie było! Po raz wtóry oglądamy na scenie aktora Bogdana Kocę – Ducha Ojca z poprzedniego spektaklu: „Hamlet – komentarz”, a jednocześnie ta jego nowa rola budzi konotacje z tamtą. Wielki Inkwizytor chce być w jakimś sensie ojcem ludzkości, którą pragnie na swój sposób uszczęśliwić. Znamy takich uszczęśliwiaczy, którzy tworzą swoje utopie…

Wróćmy jednak do kontekstu tej opowieści, w przeciwieństwie bowiem do „Apocalypsis cum figuris”, w spektaklu tym ważne jest przede wszystkim słowo. Otóż opowieść o Wielkim Inkwizytorze snuje jeden z braci Karamazow, Iwan. Opowiada ją młodszemu bratu, Aloszy, ale wcześniej wygłasza wstrząsającą tyradę przeciwko Bogu, który stworzył świat tak potwornie przepełniony cierpieniem, a w sposób szczególny boli go cierpienie dzieci. Kiedy mamy tego świadomość, wtedy łatwiej nam zrozumieć, że poglądy Wielkiego Inkwizytora są w istocie pomysłem Iwana, który rozważa, jak odebrać wolność ludziom, którzy nie tylko nie chcą dźwigać jej brzemienia, ale czynią z niej na ogół zły użytek – znęcając się nad innymi i pomnażając cierpienie.

Iwan umieszcza postać inkwizytora w XVI wieku w Hiszpanii, kiedy stosy płoną niemal codziennie. W takim kontekście przychodzi Chrystus, ale nie jest to zapowiadane Przyjście zwiastujące Koniec Czasów, lecz rodzaj odwiedzin, które miałyby ludzi pokrzepić. Wszyscy Go z radością witają, a On znowu uzdrawia i wskrzesza z martwych. Wtedy też, na oczach tłumu, który pozostaje bierny, zostaje na rozkaz Wielkiego Inkwizytora aresztowany i osadzony w celi. Tam, nocą, odwiedza Go Wielki Inkwizytor, ponieważ pragnie rzucić Mu w twarz swoje oskarżenia i … wyrazić rozczarowanie. Ten doświadczony życiem, dziewięćdziesięcioletni starzec, zarzuca Mu, że postawił człowiekowi zbyt duże wymagania, a tymczasem ludzkość jest słaba i na ogół nie potrafi sobie poradzić z wolnością, chętnie oddając ją tym, którzy potrafią wziąć na siebie ich brzemię. W szczególności ma za złe Chrystusowi, że będąc kuszonym na pustyni, odrzucił dary złego ducha. Inkwizytor by tego nie zrobił, przeciwnie, on je przyjął. Dla niego to wielki i mądry duch, doskonale wiedzący, że ludzie pójdą za tym, kto da im chleb, a jeszcze lepiej – kto nada ich życiu sens i kierunek. Bo ludzie potrzebują przywódcy, a Chrystus z takiego przywództwa zrezygnował, pragnąc, aby ludzie dokonywali wyborów w wolności i miłości. Tymczasem oni, z nielicznymi wyjątkami, nie są do tego zdolni. To dlatego Wielki Inkwizytor podjął dzieło naprawy tego, co pozostawił Bóg-Człowiek, bo jego zdaniem człowiek jest słaby i nikczemny. Toteż należy nim pokierować. Może się trochę buntować, ale tym chętniej powróci i upokorzy się przed autorytetem.  Szczególnie, że ta władza duchowa pozwoli mu grzeszyć, zna jego słabości i weźmie na siebie brzemię jego grzechów.

Nie jesteśmy z Tobą, lecz z nim, oto nasza tajemnica – mówi w pewnym momencie Wielki Inkwizytor. Będą nas kochali jak dzieci, za to pozwolimy im grzeszyć, a karę za te grzechy przyjmiemy już na siebie.

Wielki Inkwizytor dowodzi, że w ten sposób uszczęśliwią wszystkich, biorąc całą winę na siebie. Czyż to nie lepiej, niż niewielu zbawionych i miliony potępionych? - pyta tylko dla formalności. A skoro swojego szczytnego celu jeszcze nie dokończył, nie pozwoli, aby mu w tym przeszkadzano. Wobec tego Chrystus musi spłonąć na stosie.


Człowiek zawsze miał ciągoty do tego, aby poprawiać dzieło Pana Boga i czynić człowieka "lepszym". Mówi o tym m.in. popularna opowieść o doktorze Frankensteinie, ale także XX-wieczne utopie (choćby komunizm) i antyutopie, a wśród nich „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya. Doskonale wiemy, czym to się zazwyczaj kończy, a mimo to świat, w którym żyjemy, wcale nie jest lepszy ani mądrzejszy.

Cały ten dramatyczny monolog Inkwizytora znalazł w przedstawieniu nie tyle słuchacza w osobie uwięzionego Chrystusa (co miało miejsce w opowieści Iwana), co grającego na psalterium muzyka. Owym muzykiem /Chrystusem? jest w spektaklu Rafał Habel. Używany przez niego piękny instrument strunowy służył niegdyś za tło chorału gregoriańskiego. Muzyk nie tylko na nim gra, ale również śpiewa po łacinie Pater noster. Muzyka i śpiew stanowią w tym spektaklu rodzaj kontapunktu – są symbolem odwiecznej harmonii, której Wielki Inkwizytor jest przeciwieństwem.

Trwający godzinę dramatyczny monolog Bogdana Kocy doskonale nam to uzmysławiał. Aktor dysponował niewieloma rekwizytami: czarnym płaszczem, który zakładał dopiero po wejściu na scenę (nawiązując tym samym do spektaklu „Hamlet – komentarz”, ale zarazem podkreślając, że jest to „tylko” rola), krzesłem, które pozwoli mu unieść się wyżej i stanąć w silnym świetle lampy, jakby twarzą w twarz z Bogiem… Wielki Inkwizytor Kocy jest pewien swoich racji – na przemian ironiczny i dramatyczny. Jego szaleństwo nie ulega wątpliwości, choć on sam wydaje się sobie logiczny i mądry mądrością doświadczonego starca.

Ascetyczne przedstawienie „na jednego aktora i instrument muzyczny”, wyreżyserowane przez Grzegorza Brala, nie było może tak teatralnie porywające, jak poprzednie spektakle, stanowi jednak ważny głos na temat paradoksów ludzkiej wolności – jej wyzwań i niebezpieczeństw. To dobrze, że powstało.

wtorek, 10 października 2017

Teatr Provisorium: „Bracia Karamazow” /recenzja spektaklu/

Spektakl "Bracia Karamazow" w reżyserii Janusza Opryńskiego w wykonaniu Teatru Provisorium mówi o (nie)mocy człowieka wobec fundamentalnych pytań, nie przestając ich wszakże zadawać.

plakat przedstawienia Braci Karamazow

Bracia Karamazow - opowieść o zbrodni i cierpieniu

"Bracia Karamazow” są ostatnią powieścią Fiodora Dostojewskiego, której genialny rosyjski pisarz poświęcił ostatnie dwa lata swojego życia (1878 – 1880). Przedstawia historię ojcobójstwa, penetrując jednocześnie mroczne zakamarki ludzkiej duszy. Wymowa powieści jest pochodną filozofii Nikołaja Fiodorowa, który twierdził, że zbawienie na ziemi może nastąpić wówczas, kiedy synowie odkupią grzechy swoich ojców. Jednakże opisane przez Dostojewskiego ojcobójstwo jest przeciwieństwem tej koncepcji. Synowie bowiem popełniają zbrodnię i zaprzepaszczają tym samym nadzieję. Tej jednak Dostojewski nas mimo wszystko nie pozbawia. Doskonale zna ludzką duszę i nie ma złudzeń co do tego, że synowie niosą piętno ojcowskiego grzechu jak Kain. Tylko jeden z nich – Alosza, rodzaj Bożego szaleńca, jurodiwy – może to uczynić, ponieważ jest niewinny. Odnaleźć tu można analogię do Chrystusa, który – sam jeden – zbawia świat. Powieść kończy mowa Aloszy przy kamieniu, pod którym miał zostać pogrzebany kolejny niewinny – chłopiec Iliuszeczka. Prosi zgromadzone wokół dzieci, aby – niezależnie od tego, co je w życiu spotka – pamiętały o dobrych sprawach i choćby to było tylko jedno takie zdarzenie – budowały na nim.
„Jak dobre jest życie, gdy się robi coś dobrego i sprawiedliwego!” – brzmi przesłanie Aloszy. A kiedy jeden z chłopców – dotąd niedowiarek – pyta, czy to prawda, że wszyscy zmartwychwstaniemy i zobaczymy się znowu, Alosza powiada: „Na pewno zmartwychwstaniemy, na pewno się zobaczymy i wesoło, radośnie opowiemy sobie nawzajem, co było”.
Dostojewski nie pozostawia swoich czytelników bez nadziei, pokazując, że mimo ciążących na bohaterach zbrodniach, zostaną oni zbawieni, a kamień grzechu i cierpienia – odrzucony.

Bracia Karamazow - teatr pytań

Janusz Opryński nie jest jedynym, który uznał, że „Bracia Karamazow” Fiodora Dostojewskiego niosą ważne treści i pytania dla człowieka współczesnego. Pamiętamy znakomite przedstawienia Andrzeja Wajdy w Teatrze Starym w Krakowie: „Zbrodnię i karę”, „Biesy”, „Idiotę”. W pamięci pozostaje wybitna rola Andrzeja Nardellego jako Aloszy w Teatrze Telewizji…   Ale i obecnie sięgają po Dostojewskiego twórcy teatralni. „Braci Karamazow” wystawił obecnie także Teatr Polski w Warszawie, w adaptacji i reżyserii Jarosława Gajewskiego. Wszystko to dowodzi, że Dostojewski się nie zdezaktualizował i nie trąci myszką.

Bracia Karamazow w reż. Janusza Opryńskiego, Teatr Provisorium

Przedstawienie „Braci Karamazow”, które mieliśmy okazję zobaczyć podczas tegorocznego „Dialogu”, robiło duże wrażenie zarówno ze względu na stawiane w nim fundamentalne pytania, jak również pociągało swoją urodą inscenizacyjną. Reżyser Janusz Opryński przemawiał ponadto współczesnym językiem nowego tłumaczenia, pióra filozofa Cezarego Wodzińskiego, autora m.in. „Świętego idioty” oraz „Trans, Dostojewski, czyli o filozofowaniu siekierą”. Wpływ tłumacza na interpretację tekstu wynika również z faktu, że reżyser czytał Dostojewskiego przez pryzmat esejów Wodzińskiego,  a ponadto uczestniczył wraz z aktorami w jego wykładach. O ile Wajda nazwał swoje inscenizacje Dostojewskiego „teatrem sumienia”, o tyle spektakl Janusza Opryńskiego nazwałabym „teatrem pytań”. Czy Bóg istnieje? Dlaczego w świecie jest tyle zła i cierpienia? Dlaczego ludzie się ranią, mimo że kochają?

Podczas spotkania z publicznością w Klubie Lewitacja wokół tematu (nie)mocy, reżyser stwierdził, że moc człowieka wyraża się w zadawaniu pytań, na które nie ma odpowiedzi.

Adam Woronowicz jako Fiodor Karamazow, Teatr Provisorium

Teatrum mundi

Kształt sceniczny przedstawienia – bardzo pomysłowy i funkcjonalny – wzbogaca jego wartość intelektualną. Autorami scenografii są Jerzy Rudzki i Robert Kuśmirowski. Obrotowe koło, na nim czarny kub, który na naszych oczach otwiera jeden z bohaterów – Alosza Karamazow. Z wnętrza wysypują się aktorzy, meble, rekwizyty. Za chwilę przestrzeń wypełniają umeblowane mansjony, w których bohaterowie żyją: toczą dyskusje, kochają się i nienawidzą. Odwieczny teatr świata obraca się na naszych oczach. Napędza go miłość, strach, nienawiść… Półprzeźroczyste ścianki sprawiają, że bohaterowie podglądają się wzajemnie, ale także widzowie stają się „podglądaczami”. Postacie miotają się jak w gorączce, dążąc ku sobie i odpychając się. Kiedy zbrodnia się dokonuje, nie mamy pewności, kto jest jej faktycznym sprawcą. Poza Aloszą, wszyscy byliby do niej zdolni. Otchłań człowieczego „ja” jest doprawdy zatrważająca. 

Bracia Karamazow, scena spektaklu, Teatr Provisorium

Zakończenie przedstawienia stanowi monolog Iwana – jego „wściekłość i wrzask”. Takie przeakcentowanie zmienia także wymowę sztuki, która nie daje – jak w oryginale powieści – nadziei, ale jest wyrazem buntu człowieka, który nie znalazł odpowiedzi na dręczące go pytania.

„Bracia Karamazow” w wykonaniu Teatru Provisorium to także godne pochwały aktorstwo: wielowymiarowe postaci Aloszy (Marek Żerański), Fiodora Karamazowa (Adam Woronowicz) czy Smierdiakowa (Jacek Brzeziński) pogłębiają zamysł reżysera.
Spośród zaprezentowanych na VI MFT Dialog Wrocław spektakli propozycja Janusza Opryńskiego i Teatru Provisorium pozwala widzom włączyć się w dyskurs dotyczący spraw fundamentalnych.

Bracia Karamazow w reż. Janusza Opryńskiego, 
Teatr Provisorium, zwiastun spektaklu


Teatr Provisorium — Bracia Karamazow (całość)

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu PIK Wrocław

Między bólem a zachwytem. Między życiem a śmiercią - Bernini na Wawelu

Od 6 listopada 2026 roku do 6 stycznia 2027 roku Zamek Królewski na Wawelu zaprasza na wystawę Ekstazy. Bernini na Wawelu - trzecią odsłonę ...

Popularne posty