Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Program 2 Polskiego Radia zaprasza na premierę słuchowiska „Gracz” na podstawie powieści Fiodora Dostojewskiego w reżyserii Ewy Małeckiej. W obsadzie znakomitości trzech aktorskich pokoleń: Anna Seniuk, Przemek Bluszcz, Milena Suszyńska i Antoni Królikowski. Emisja w najbliższą niedzielę, 6 lutego, na antenie Dwójki. Początek o godz. 19.00.
Fot. materiały prasowe PR 2
Słuchowisko „Gracz” to adaptacja powieści Fiodora Dostojewskiego pod tym samym tytułem, napisanej w 1866 roku w ramach… zakładu. Ukończenie tekstu w niewiarygodnie krótkim terminie pozwoliło pisarzowi spłacić hazardowe długi.
Fabuła osadzona jest w alpejskim uzdrowisku pod koniec XIX wieku w wyższych sferach, które jednak nieustannie borykają się z trudnościami finansowymi. Historię hazardowego nałogu poznajemy z perspektywy Aleksego Iwanowicza (Antoni Królikowski) – nauczyciela dzieci Generała (Przemysław Bluszcz). W tej historii grają wszyscy – od młodziutkiej Poliny (Milena Suszyńska), panny na wydaniu, pasierbicy Generała; przez Generała, który, utraciwszy własny majątek wygląda wiadomości o śmierci majętnej babci, mieszkającej pod Petersburgiem; po samą babcię (Anna Seniuk), która nieoczekiwanie zjawia się w kurorcie. Z pokusami ruletki mierzy się również sam narrator, którego drugą fascynacją jest bliska i nieprzystępna zarazem Polina.
Zawierający autobiograficzne wątki „Gracz” Dostojewskiego jest błyskotliwą, pełną przewrotności opowieścią o zabawie, w której czasem można się zatracić. Przede wszystkim jest to jednak skłaniająca do śmiechu, ale i refleksji, pokrzepiająca historia o ludziach i ich słabościach oraz nadziejach.
Fiodor Dostojewski – „Gracz”; scenariusz słuchowiska i reżyseria – Ewa Małecka; adaptacja oryginału – Blanka Konopka; muzyka – Grzegorz Łapiński; realizacja akustyczna – Agnieszka Szczepańczyk. Obsada: Anna Seniuk, Przemysław Bluszcz, Antoni Królikowski, Milena Suszyńska.
Premiera w Programie 2 Polskiego Radia w niedzielę, 6 lutego, o godz. 19.00 w „Wieczorze ze słuchowiskiem”.
Ascetyczne przedstawienie „na jednego aktora i
instrument muzyczny”, wyreżyserowane przez Grzegorza Brala, nie było może tak
teatralnie porywające, jak poprzednie spektakle, stanowi jednak ważny głos na
temat paradoksów ludzkiej wolności – jej wyzwań i niebezpieczeństw.
Bogdan Koca jako Wielki Inkwizytor
24 lutego 2018 roku Teatr Pieśń Kozła zaprezentował swoją najnowszą premierę: „Wielkiego Inkwizytora”.Jak zapowiedział reżyser przedstawienia i twórca
Teatru Pieśń Kozła, Grzegorz Bral, spektakl powstały na podstawie fragmentu „BraciKaramazow” Fiodora Dostojewskiego, jest zarazem ukłonem w stronę Teatru Laboratorium Jerzego
Grotowskiego, minęło bowiem 40 lat od premiery legendarnego spektaklu „Apocalypsis
cum figuris”. Jak pisał o tym przedstawieniu Konstanty Puzyna:
Szymon-Piotr, kiedy oskarża, mówi tekstami Wielkiego Inkwizytora z "Braci Karamazow", a Ciemny, kiedy się broni, gorzko i żałośnie, mówi wierszami Eliota.
Był to swoisty eksperyment z tradycją chrześcijańską
i Ewangeliami, napiętnowany przez Prymasa Tysiąclecia, ale w istocie owe fabuły
były potraktowane na zasadzie rekwizytu. Poza tekstem Dostojewskiego i Eliota,
aktorzy mówili cytatami z Simone Weil, wykorzystano też pieśni kościelne, ale spektaklem
rządziły nie tyle teksty, co prawa poezji i obrazów, bardziej zasada wolnych skojarzeń
aniżeli światopoglądowy dyskurs.
Poemat
sceniczny Grotowskiego zbudowany jest w całości z działań i przeżyć aktorskich
– twierdził przywołany wcześniej Konstanty Puzyna.
Dodam, że było to jedyne przedstawienie
Grotowskiego, które oglądałam kilkakrotnie na żywo i które zrobiło na mnie
ogromne wrażenie. Temperatura spektaklu, aktorstwo zupełnie odmienne od tego,
do jakiego przywykłam: gorące i ekstremalne – to wszystko udzielało się widzom,
którzy siedzieli tuż obok siebie, przy ścianach z surowej cegły, w bliskiej
odległości od grających w spektaklu aktorów. Tak, to było bardziej przeżycie
metafizyczne niż intelektualne. Fakt, że mroczne i wstrząsające.
Apocalypsis cum figuris, fot. Buscarino, wystawa
I chociaż przedstawienie „Wielki Inkwizytor”
niewiele ma wspólnego z tamtym eksperymentem, to jednak Teatr Pieśń Kozła
wydaje się być w jakimś sensie kontynuatorem Laboratorium. Jest to bowiem teatr
poszukujący i radykalny – jak tamten. Kiedy przychodzę na
Purkyniego i widzę surowe gotyckie wnętrze, to również mam skojarzenie z tamtą salą i żywię przekonanie, że Teatr Pieśń Kozła jest w jakimś sensie duchowym spadkobiercą Grotowskiego. Nie wspomnę już o tym, jak trudno się na
przedstawienia dostać – to także taki "teatr dla wtajemniczonych", z rytuałem usadzania gości przez Grzegorza Brala, pełniącego rolę gospodarza J
Każdy kolejny spektakl jest dla mnie w jakimś sensie
odkryciem. „Wielki Inkwizytor” także jest spektaklem nietypowym. Monodram, w którym zagrana na psalterium muzyka jest punktem odniesienia, rodzajem
kontrapunktu. Takiego spektaklu – z jednym i w dodatku nieśpiewającym aktorem –
jeszcze nie było! Po raz wtóry oglądamy na scenie aktora Bogdana Kocę – Ducha Ojca
z poprzedniego spektaklu: „Hamlet – komentarz”, a jednocześnie ta jego nowa rola budzi konotacje z tamtą. Wielki
Inkwizytor chce być w jakimś sensie ojcem ludzkości, którą pragnie na swój
sposób uszczęśliwić. Znamy takich uszczęśliwiaczy, którzy tworzą swoje utopie…
Wróćmy jednak do kontekstu tej opowieści, w
przeciwieństwie bowiem do „Apocalypsis cum figuris”, w spektaklu tym ważne jest przede wszystkim słowo. Otóż opowieść o Wielkim Inkwizytorze snuje jeden z
braci Karamazow, Iwan. Opowiada ją młodszemu bratu, Aloszy, ale wcześniej
wygłasza wstrząsającą tyradę przeciwko Bogu, który stworzył świat tak potwornie przepełniony cierpieniem, a w sposób szczególny boli go cierpienie dzieci. Kiedy mamy tego
świadomość, wtedy łatwiej nam zrozumieć, że poglądy Wielkiego Inkwizytora są w
istocie pomysłem Iwana, który rozważa, jak odebrać wolność ludziom, którzy nie
tylko nie chcą dźwigać jej brzemienia, ale czynią z niej na ogół zły użytek –
znęcając się nad innymi i pomnażając cierpienie.
Iwan umieszcza postać inkwizytora w XVI wieku w
Hiszpanii, kiedy stosy płoną niemal codziennie. W takim kontekście przychodzi
Chrystus, ale nie jest to zapowiadane Przyjście zwiastujące Koniec Czasów, lecz rodzaj odwiedzin, które miałyby ludzi pokrzepić. Wszyscy Go z radością witają, a On znowu uzdrawia i wskrzesza
z martwych. Wtedy też, na oczach tłumu, który pozostaje bierny, zostaje na rozkaz Wielkiego Inkwizytora aresztowany i osadzony w celi. Tam, nocą, odwiedza Go Wielki Inkwizytor, ponieważ pragnie
rzucić Mu w twarz swoje oskarżenia i … wyrazić rozczarowanie. Ten doświadczony życiem, dziewięćdziesięcioletni
starzec, zarzuca Mu, że postawił człowiekowi zbyt duże wymagania, a tymczasem
ludzkość jest słaba i na ogół nie potrafi sobie poradzić z wolnością, chętnie
oddając ją tym, którzy potrafią wziąć na siebie ich brzemię. W szczególności ma za złe Chrystusowi,
że będąc kuszonym na pustyni, odrzucił dary złego ducha. Inkwizytor by tego nie
zrobił, przeciwnie, on je przyjął. Dla niego to wielki i mądry duch, doskonale
wiedzący, że ludzie pójdą za tym, kto da im chleb, a jeszcze lepiej – kto nada ich
życiu sens i kierunek. Bo ludzie potrzebują przywódcy, a Chrystus z takiego
przywództwa zrezygnował, pragnąc, aby ludzie dokonywali wyborów w wolności i miłości. Tymczasem
oni, z nielicznymi wyjątkami, nie są do tego zdolni. To dlatego Wielki
Inkwizytor podjął dzieło naprawy tego, co pozostawił Bóg-Człowiek, bo jego
zdaniem człowiek jest słaby i nikczemny. Toteż należy nim pokierować. Może się
trochę buntować, ale tym chętniej powróci i upokorzy się przed
autorytetem. Szczególnie, że ta władza
duchowa pozwoli mu grzeszyć, zna jego słabości i weźmie na siebie brzemię jego
grzechów.
Nie
jesteśmy z Tobą, lecz z nim, oto nasza tajemnica
– mówi w pewnym momencie Wielki Inkwizytor. Będą
nas kochali jak dzieci, za to pozwolimy im grzeszyć, a karę za te grzechy
przyjmiemy już na siebie.
Wielki Inkwizytor dowodzi, że w ten sposób uszczęśliwią wszystkich,
biorąc całą winę na siebie. Czyż to nie lepiej, niż niewielu zbawionych i
miliony potępionych? - pyta tylko dla formalności. A skoro swojego szczytnego celu jeszcze nie dokończył, nie
pozwoli, aby mu w tym przeszkadzano. Wobec tego Chrystus musi spłonąć na
stosie.
Człowiek zawsze miał ciągoty do tego, aby poprawiać
dzieło Pana Boga i czynić człowieka "lepszym". Mówi o tym m.in. popularna
opowieść o doktorze Frankensteinie, ale także XX-wieczne utopie (choćby
komunizm) i antyutopie, a wśród nich „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya.
Doskonale wiemy, czym to się zazwyczaj kończy, a mimo to świat, w którym
żyjemy, wcale nie jest lepszy ani mądrzejszy.
Cały ten dramatyczny monolog Inkwizytora znalazł w
przedstawieniu nie tyle słuchacza w osobie uwięzionego Chrystusa (co miało
miejsce w opowieści Iwana), co grającego na psalterium muzyka. Owym muzykiem /Chrystusem? jest w spektaklu Rafał Habel. Używany przez niego piękny
instrument strunowy służył niegdyś za tło chorału gregoriańskiego. Muzyk nie
tylko na nim gra, ale również śpiewa po łacinie Pater noster. Muzyka i śpiew stanowią w tym spektaklu rodzaj
kontapunktu – są symbolem odwiecznej harmonii, której Wielki Inkwizytor jest
przeciwieństwem.
Trwający godzinę dramatyczny monolog Bogdana Kocy
doskonale nam to uzmysławiał. Aktor dysponował niewieloma rekwizytami: czarnym
płaszczem, który zakładał dopiero po wejściu na scenę (nawiązując tym samym do
spektaklu „Hamlet – komentarz”, ale zarazem podkreślając, że jest to „tylko”
rola), krzesłem, które pozwoli mu unieść się wyżej i stanąć w silnym świetle
lampy, jakby twarzą w twarz z Bogiem… Wielki Inkwizytor Kocy jest pewien swoich
racji – na przemian ironiczny i dramatyczny. Jego szaleństwo nie ulega
wątpliwości, choć on sam wydaje się sobie logiczny i mądry mądrością
doświadczonego starca.
Ascetyczne przedstawienie „na jednego aktora i
instrument muzyczny”, wyreżyserowane przez Grzegorza Brala, nie było może tak
teatralnie porywające, jak poprzednie spektakle, stanowi jednak ważny głos na
temat paradoksów ludzkiej wolności – jej wyzwań i niebezpieczeństw. To dobrze,
że powstało.
Spektakl "Bracia Karamazow" w reżyserii Janusza
Opryńskiego w wykonaniu Teatru Provisorium mówi o (nie)mocy człowieka wobec fundamentalnych pytań, nie przestając ich wszakże zadawać.
plakat przedstawienia Braci Karamazow
Bracia Karamazow - opowieść o zbrodni i cierpieniu
"Bracia
Karamazow” są ostatnią powieścią Fiodora Dostojewskiego, której genialny
rosyjski pisarz poświęcił ostatnie dwa lata swojego życia (1878 – 1880).
Przedstawia historię ojcobójstwa, penetrując jednocześnie mroczne zakamarki
ludzkiej duszy. Wymowa powieści jest pochodną filozofii Nikołaja Fiodorowa,
który twierdził, że zbawienie na ziemi może nastąpić wówczas, kiedy synowie
odkupią grzechy swoich ojców. Jednakże opisane przez Dostojewskiego ojcobójstwo
jest przeciwieństwem tej koncepcji. Synowie bowiem popełniają zbrodnię i
zaprzepaszczają tym samym nadzieję. Tej jednak Dostojewski nas mimo wszystko
nie pozbawia. Doskonale zna ludzką duszę i nie ma złudzeń co do tego, że
synowie niosą piętno ojcowskiego grzechu jak Kain. Tylko jeden z nich – Alosza,
rodzaj Bożego szaleńca, jurodiwy –
może to uczynić, ponieważ jest niewinny. Odnaleźć tu można analogię do
Chrystusa, który – sam jeden – zbawia świat. Powieść kończy mowa Aloszy przy
kamieniu, pod którym miał zostać pogrzebany kolejny niewinny – chłopiec
Iliuszeczka. Prosi zgromadzone wokół dzieci, aby – niezależnie od tego, co je w
życiu spotka – pamiętały o dobrych sprawach i choćby to było tylko jedno takie
zdarzenie – budowały na nim.
„Jak dobre jest życie, gdy się robi coś
dobrego i sprawiedliwego!” – brzmi przesłanie Aloszy. A kiedy jeden z
chłopców – dotąd niedowiarek – pyta, czy to prawda, że wszyscy
zmartwychwstaniemy i zobaczymy się znowu, Alosza powiada: „Na pewno zmartwychwstaniemy, na pewno się zobaczymy i wesoło, radośnie
opowiemy sobie nawzajem, co było”.
Dostojewski
nie pozostawia swoich czytelników bez nadziei, pokazując, że mimo ciążących na
bohaterach zbrodniach, zostaną oni zbawieni, a kamień grzechu i cierpienia –
odrzucony.
Bracia Karamazow - teatr pytań
Janusz Opryński nie jest jedynym, który uznał, że
„Bracia Karamazow” Fiodora Dostojewskiego niosą ważne treści i
pytania dla człowieka współczesnego. Pamiętamy znakomite przedstawienia Andrzeja Wajdy w Teatrze Starym w Krakowie: „Zbrodnię i karę”, „Biesy”, „Idiotę”. W
pamięci pozostaje wybitna rola Andrzeja Nardellego jako Aloszy w Teatrze
Telewizji… Ale i obecnie sięgają po
Dostojewskiego twórcy teatralni. „Braci Karamazow” wystawił obecnie także Teatr Polski w Warszawie, w adaptacji i
reżyserii Jarosława Gajewskiego.
Wszystko to dowodzi, że Dostojewski się nie zdezaktualizował i nie trąci
myszką.
Bracia Karamazow w reż. Janusza Opryńskiego, Teatr Provisorium
Przedstawienie
„Braci Karamazow”, które mieliśmy okazję zobaczyć podczas tegorocznego
„Dialogu”, robiło duże wrażenie zarówno ze względu na stawiane w nim fundamentalne
pytania, jak również pociągało swoją urodą inscenizacyjną. Reżyser Janusz Opryński przemawiał ponadto współczesnym językiem nowego tłumaczenia, pióra filozofa Cezarego Wodzińskiego, autora m.in.
„Świętego idioty” oraz „Trans, Dostojewski, czyli o filozofowaniu siekierą”.
Wpływ tłumacza na interpretację tekstu wynika również z faktu, że reżyser
czytał Dostojewskiego przez pryzmat esejów Wodzińskiego, a ponadto uczestniczył wraz z aktorami w jego
wykładach. O ile Wajda nazwał swoje inscenizacje Dostojewskiego „teatrem
sumienia”, o tyle spektakl Janusza Opryńskiego nazwałabym „teatrem pytań”. Czy
Bóg istnieje? Dlaczego w świecie jest tyle zła i cierpienia? Dlaczego ludzie
się ranią, mimo że kochają?
Podczas
spotkania z publicznością w Klubie Lewitacja
wokół tematu (nie)mocy, reżyser stwierdził, że moc człowieka wyraża się w
zadawaniu pytań, na które nie ma odpowiedzi.
Adam Woronowicz jako Fiodor Karamazow, Teatr Provisorium
Teatrum mundi
Kształt
sceniczny przedstawienia – bardzo pomysłowy i funkcjonalny – wzbogaca jego wartość
intelektualną. Autorami scenografii są Jerzy Rudzki i Robert Kuśmirowski. Obrotowe koło, na nim czarny kub,
który na naszych oczach otwiera jeden z bohaterów – Alosza Karamazow. Z wnętrza
wysypują się aktorzy, meble, rekwizyty. Za chwilę przestrzeń wypełniają
umeblowane mansjony, w których bohaterowie żyją: toczą dyskusje, kochają się i
nienawidzą. Odwieczny teatr świata obraca się na naszych oczach. Napędza go
miłość, strach, nienawiść… Półprzeźroczyste ścianki sprawiają, że bohaterowie
podglądają się wzajemnie, ale także widzowie stają się „podglądaczami”.
Postacie miotają się jak w gorączce, dążąc ku sobie i odpychając się. Kiedy
zbrodnia się dokonuje, nie mamy pewności, kto jest jej faktycznym sprawcą. Poza
Aloszą, wszyscy byliby do niej zdolni. Otchłań człowieczego „ja” jest doprawdy
zatrważająca.
Bracia Karamazow, scena spektaklu, Teatr Provisorium
Zakończenie przedstawienia stanowi monolog Iwana – jego
„wściekłość i wrzask”. Takie przeakcentowanie zmienia także wymowę sztuki,
która nie daje – jak w oryginale powieści – nadziei, ale jest wyrazem buntu
człowieka, który nie znalazł odpowiedzi na dręczące go pytania.
„Bracia
Karamazow” w wykonaniu Teatru
Provisorium to także godne pochwały aktorstwo: wielowymiarowe postaci
Aloszy (Marek Żerański), Fiodora
Karamazowa (Adam Woronowicz) czy
Smierdiakowa (Jacek Brzeziński) pogłębiają zamysł reżysera.
Spośród
zaprezentowanych na VI MFT Dialog Wrocław spektakli propozycja Janusza Opryńskiego i Teatru Provisorium pozwala widzom
włączyć się w dyskurs dotyczący spraw fundamentalnych.
Bracia Karamazow w reż. Janusza Opryńskiego, Teatr Provisorium, zwiastun spektaklu
Teatr Provisorium — Bracia Karamazow (całość)
Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu PIK Wrocław