Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Narodowe Forum Muzyki zaprasza na wystawę malarstwa z kolekcji Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki Gorący świat, której kuratorami są Joanna Egit-Pużyńska i Michał Jachuła. Towarzyszy ona 59. edycji Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego. Wernisaż odbędzie się 5 września o godz. 18.00 w foyer NFM (pl. Wolności 1). Wystawę można zwiedzać od 2 września do 3 listopada 2024 r. Dostępna jest codziennie w godz. 11.00–18.00, a podczas koncertów zewnętrznych organizatorów – po okazaniu ważnego biletu na dane wydarzenie.
"Gorący świat"
Wystawa malarstwa z kolekcji
Zachęty — Narodowej Galerii Sztuki
Hot World
Exhibition of paintings from the collection of Zachęta — National Gallery of Art
Zofia Artymowska
Roman Artymowski
Jan Berdyszak
Urszula Brzozowska-Strzałecka
Jan Dobkowski
Andrzej Dłużniewski
Janusz Eysymont
Stefan Gierowski
Aleksandra Jachtoma
Jerzy Kałucki
Robert Maciejuk
Przemysław Matecki
Jerzy Tchórzewski
Ryszard Winiarski
Rajmund Ziemski
2.09–3.11.2024
foyer Narodowego Forum Muzyki foyer of the National Forum of Music
kuratorzy curators: Joanna Egit-Pużyńska, Michał Jachuła
współorganizator: Zachęta — Narodowa Galeria Sztuki
co-organised by: Zachęta – National Art Gallery
Gorący świat. Wystawa malarstwa z kolekcji Zachęty — Narodowej Galerii Sztuki
kuratorzy: Joanna Egit-Pużyńska, Michał Jachuła
Wystawa malarstwa z kolekcji Zachęty — Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie przygotowana dla Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu obejmuje dzieła artystów i artystek posługujących się różnymi językami abstrakcji, od lat 60. XX wieku do początków XXI wieku. Wybór prac artystów kilku pokoleń, reprezentujący najważniejsze nurty malarstwa niefiguratywnego w sztuce polskiej — jak abstrakcja biomorficzna, geometryczna czy kolorystyczna — ukazuje bogaty potencjał tego języka artystycznego, dla którego punktem wyjścia był prosty, a zarazem radykalny gest odejścia od figuracji. Dzieła malowane w oparciu o refleksję konceptualną, namysł nad światem przyrody i doświadczenia emocjonalne przybliżają indywidualne aspekty poznawania, odkrywania i przeżywania świata.
Hot World. Exhibition of paintings from the collection of Zachęta — National Gallery of Art
Curators: Joanna Egit-Pużyńska, Michał Jachuła
Artists: Zofia Artymowska, Roman Artymowski, Jan Berdyszak, Urszula Brzozowska-Strzałecka, Jan Dobkowski, Andrzej Dłużniewski, Janusz Eysmont, Stefan Gierowski, Aleksandra Jachtoma, Jerzy Kałucki, Robert Maciejuk, Przemysław Matecki, Jerzy Tchórzewski, Ryszard Winiarski, Rajmund Ziemski.
The exhibition of paintings from the collection of Zachęta – National Gallery of Art in Warsaw prepared for the National Forum of Music in Wrocław includes works by artists using various languages of abstraction, from the 1960s to the beginning of the 21st century. The selected works by artists from several generations, representing the most important trends in non-figurative painting in Polish art – such as biomorphic, geometric or colour abstraction – show the rich potential of this language of artistic expression, for which the starting point was a simple, yet radical gesture of moving away from figuration. Works painted based on conceptual reflection, reflection on the world of nature and emotional experiences bring us closer to individual aspects of learning, discovering and experiencing the world.
Od 18 listopada 2022 r. do 5 lutego 2023 r. w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski otwarta będzie wystawa prac Wojciecha Fangora: "Fangor. Wielowymiarowy". Kameralna ekspozycja, zorganizowana w setną rocznicę urodzin malarza, ukazuje wielowymiarowość twórczości tego niezwykłego artysty.
Wystawę otwiera namalowany przez Wojciecha Fangora w 1944 roku portret profesora Szczęsnego Kowarskiego, u którego artysta pobierał prywatne lekcje malarstwa w czasie wojny. To wtedy uzyskał solidne podstawy w zakresie tradycyjnego warsztatu malarskiego oraz malarstwa ściennego. Umiejętności te sprawiły, że łatwo odnalazł się w preferującym akademizm socrealizmie, który jest reprezentowany na wystawie przez płótno Styczeń 1945 z 1949 roku. Odchodzenie od form tradycyjnych i zarazem od socrealizmu w latach pięćdziesiątych dostrzegalne jest w plakatowych projektach Wojciecha Fangora; pokazywane na wystawie należą dziś do kanonu polskiej szkoły plakatu.
Niezwykle ważny, wręcz przełomowy etap jego twórczości obejmuje współpracę z Zakładami Artystyczno-Badawczymi na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, kierowanymi przez Jerzego Sołtana od 1954 roku. Zaowocowała ona między innymi projektami SKS Warszawianka oraz Pawilonu Polskiego na Expo ’58 w Brukseli, które Wojciech Fangor stworzył wspólnie z Jerzym Sołtanem, Zbigniewem Ihnatowiczem i Lechem Tomaszewskim. Wybrane projekty tych realizacji prezentujemy na wystawie.
Współpraca z architektami i inżynierami prowadziła Fangora do najbardziej znanego, abstrakcyjnego etapu jego twórczości. Dynamiczne, barwne płótna, budowane poprzez koliste, a później także faliste formy prezentowane były między innymi na słynnej wystawie The Responsive Eye w 1965 roku w nowojorskiej MoMA oraz na indywidualnej wystawie w Muzeum Solomona R. Guggenheima w Nowym Jorku w 1970 roku. Okres ten reprezentuje pozostające w kolekcji Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski płótno MA3A z 1971 roku.
Wystawę uzupełniają fotografie innego wybitnego emigracyjnego artysty, Czesława Czaplińskiego, ukazujące Fangora nie tylko jako malarza, ale także miłośnika astronomii, oraz zachowane w archiwum Mediateki Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski nieprezentowane nigdzie wcześniej zapisy wideo z procesu tworzenia wystawy site specific, która odbyła się tu w 2003 roku.
Od 11 września przestrzenie Galerii Miejskiej we Wrocławiu wypełnią się malarstwem Artura Przebindowskiego. Widzowie będą mogli przekonać się, w jaki sposób podczas dekady ewoluowały twórcze strategie artysty.
Artur Przebindowski, z serii Znaki, 33x30, akryl na płótnie, 2015-
Tytuł indywidualnej ekspozycji Artura Przebindowskiego nawiązuje do jednego z najważniejszych dzieł stworzonych przez Pieta Mondriana w pierwszej dekadzie XX wieku. Drzewo w sztuce holenderskiego prekursora abstrakcjonizmu oraz miasto w twórczości krakowskiego malarza pełnią bowiem podobną rolę – są pewnego rodzaju paradygmatem, którym artyści posługują się w procesie obrazowania własnej duchowości we wszystkich jej emocjonalnych i intelektualnych aspektach. W ten sposób przekładany wprost na płótno fragment świata widzialnego rozumiany w kategoriach swoistej reprezentacji wewnętrznego mikrokosmosu twórcy, ulega sublimacji, naznaczając dzieło metafizycznym pierwiastkiem.
Artur Przebindowski, Megalopolis XII (12), 100x150, akryl na płótnie, 2010
Znaczącą część dorobku Przebindowskiego stanowią miejskie pejzaże z cyklu Megalopolis, które artysta tworzy poprzez obsesyjne powielanie geometrycznych, osadzonych na konstrukcji pionów i poziomów form. Uzyskiwany przez niego efekt ciasno zabudowanych, rozrastających się gdzieś daleko poza płaszczyznę malarską, wyludnionych dystryktów, w pierwotnym oglądzie dzieł skłania widza do analizowania ich w kategoriach cywilizacyjnych i społecznych. Twórca nie odrzuca tych interpretacji, podkreślając jednak, że w swoich realizacjach stara się on opowiadać człowieku, a więc także – a może przede wszystkim – o samym sobie. I rzeczywiście, dopiero dystansując się od stricte intelektualnego odczytu prac Przebindowskiego i angażując się w ich recepcję na poziomie emocjonalnym, w skomplikowanej, labiryntowej, gęstej siatce ulic uda nam się dostrzec metaforyczny, duchowy autoportret autora.
Artur Przebindowski, Megalopolis XLIII (43)
Na wystawie we wrocławskiej Galerii Miejskiej artysta prezentuje również swój cykl znaków – piktogramów wyabstrahowanych ze współczesnej przestrzeni miejskiej. Czyniąc te wizualne ślady naszej codzienności niezależnymi kompozycjami malarskimi, twórca pragnie podkreślić równorzędność znaczenia dwóch, uzupełniających się systemów organizacji miasta opisanych niegdyś przez Waltera Benjamina: zarówno regulowanego znakami nakazów i zakazów instytucjonalnego porządku metropolii, jak i tego spontanicznego, konstruowanego przez jej mieszkańców na podstawie ich żywej relacji z architektoniczną tkanką miejsca. W tym kontekście malowane przez artystę graficzne symbole wskazują na płynną tożsamość miasta i konieczność czytania go jako swoistego palimpsestu, obszaru ciągłego nadpisywania kolejnych narracji.
Artur Przebindowski, Megalopolis XXV (25), 100x150, akryl na płótnie, 2011
Kuratorem ekspozycji jest Mirosław Jasiński.
Wystawa potrwa do 24 października bieżącego roku. Drzewo Mondriana/ Artur Przebindowski Galeria Miejska we Wrocławiu
Od 23 czerwca do 27 września 2020 r. trwa retrospektywa malarstwa Urszuli Broll w Muzeum Rzeźby w Królikarni. To opowieść o trwającym wiele dekad życiu oraz twórczości niezwykłej i niesłusznie zapomnianej artystki.
Początki działalności artystycznej Urszuli Broll (1930–2020) przypadły na trudne lata powojenne. Artystka nigdy jednak nie tworzyła na zamówienie komunistycznych władz. Jako jedna z nielicznych kobiet aktywnie kształtowała powojenną awangardę artystyczną i tzw. katowicki underground.
Tytułowy atman (z sanskrytu duch, oddech) pojawił się w twórczości Broll w 1967 roku i wiąże się z działalnością katowickiej Grupy Oneiron. W pracowni, którą artystka prowadziła z mężem Andrzejem Urbanowiczem, powstało w latach 60. XX wieku laboratorium eksperymentów duchowych i artystycznych. Dyskutowano tam o filozofii, religii, magii, okultyzmie i gnozie.
Najważniejszym dziełem grupy katowickich artystów jest Leksykon (Encyklopedia symboli). Składa się z 30 czarnych kartonów, z których każdy przypisany jest do jednej z liter polskiego alfabetu. Asumptem do powstania kolejnych kart było każdorazowo osobne hasło: atman, ból, cefalus, drzewo…, dopełniane przez artystów nowymi słowami i rysunkami według ściśle określonego harmonogramu. Sposób nanoszenia własnych pomysłów i oznaczeń przypominał gry surrealistów – kolejność ustalano przez losowanie. Jedynym ograniczeniem twórców był dobór kolorów. Oprócz bieli dopuszczalna była barwa boskiej światłości – srebrna lub złota. Pierwszy kwadrat A, który przypadł Broll, miał się odnosić właśnie do pojęcia atman.
Urszula Broll, Galeria BWA Karkonosze
Podczas gdy Urbanowicz zgłębiał tajniki zachodniego okultyzmu, ezoteryki i alchemii, Broll odkrywała mistykę Indii, taoizm, filozofię zen i tantrę. Tłumaczyła też teksty Carla Gustava Junga. Pod wpływem lektur i dalekowschodnich praktyk medytacyjnych rozwijała się nowa twórczość artystki. W latach 80. XX wieku Broll podążając za wspólnotą buddyjską, zamieszkała w Przesiece w Karkonoszach. Nazwała ją miejscem odnalezionym. W domu na wzgórzu, w otoczeniu dzikiego ogrodu, tworzyła obrazy medytacyjne, barwne mandale i misterne czarno-białe rysunki tuszem. Malowała pejzaże gór, które nazywała stanami emocjonalnymi. W spokoju i ciszy artystka oddawała się medytacjom i tam odnalazła równowagę duchową. Malarstwo Urszuli Broll, odległe od sztuki rozumianej jako wytwarzanie obiektów, ewoluowało w kierunku, który artystka nazwała: sztuka jako joga. Praktyka ta uwolniła ją od poddawania się wymaganiom i kryteriom świata sztuki, ale również usytuowała ją poza wielkimi narracjami głównego nurtu polskiej historii sztuki.
Urszula Broll, fot. z bloga artystki
Urszula Broll zmarła w lutym 2020 roku, gdy trwały przygotowania do tej wystawy. Ekspozycja jest dla odbiorców okazją do wyciszenia się. Mandale artystki budzą rodzaj pozbawionej niepokoju tęsknoty. Wywołują przemyślenia na temat relacji człowieka z naturą i metafizycznym wymiarem rzeczywistości.
Partnerem wystawy jest Fundacja Katarzyny Kozyry. Fundacja wspiera aktywność kobiet w obszarze kultury i sztuki. Jeden z jej nowych wieloletnich projektów dotyczy pracy na rzecz zwiększenia obecności i dostrzegania aktywności kobiet na scenie artystycznej. Pierwszym zadaniem w ramach projektu, realizowanego przez Fundację przy wsparciu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu Sztuki Wizualne 2019, było przeprowadzenie prac związanych z całościowym opracowaniem i prezentacją publiczności dorobku artystycznego Urszuli Broll. Fundacja wydała pierwszy kompletny katalog dzieł artystki Urszula Broll. Atman znaczy Oddech.
Kuratorka: Katarzyna Kucharska
Partner wystawy: Fundacja Katarzyny Kozyry
Film towarzyszący wystawie „Urszula Broll. Atman znaczy Oddech”, którą można oglądać w Oddziale MNW Królikarnia.
2 lipca przestrzenie wrocławskiej Galerii Miejskiej wypełni malarstwo trojga artystów na co dzień żyjących i pracujących w Głogowie: Telemacha Pilitsidisa, Małgorzaty Maćkowiak i Romy Pilitsidis. Tytuł wystawy „Mity, symbole, abstrakcje/ tryptyk głogowski” zwraca uwagę na pozawizualne kategorie, w których rozpatrywać warto dzieła wymienionych twórców.
Telemach Pilitsidis, Zmowa milczenia, olej na płótnie, 100x80 cm
Tym, co łączy głogowskich artystów jest z pewnością konsekwentnie realizowana przez nich strategia twórcza polegająca na dowartościowaniu medium malarskiego nie tylko na poziomie samej widzialności, ale także na uruchamianym przy okazji obcowania z dziełem poziomie podświadomości, intuicji, skojarzeń i metafor. W ten sposób, wikłając obraz w symboliczne narracje, Telemach Pilitsidis, Małgorzata Maćkowiak i Roma Pilitsidis przywracają mu intelektualną jakość.
Telemach Pilitsidis, Podwórka II, olej na płótnie, 130x110 cm, 1999r
W swoich próbach uwidocznienia niewidocznego głogowscy twórcy korzystają z rozmaitych estetyk i rozwiązań warsztatowych. W naznaczonych metafizycznym pierwiastkiem i dążących do kolorystycznego porządku dziełach Telemacha Pilitsidisa silnie wybrzmiewają echa twórczości Picassa, Rembrandta i Goi, ale także jego mentora z czasów studiów na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, Jerzego Nowosielskiego.
Małgorzata Maćkowiak, Genesis - dzień drugi, technika własna, akryl na płycie, 77x77cm, 2010
Z kolei balansujące pomiędzy abstrakcją a przedstawieniowością malarstwo Małgorzaty Maćkowiak wyrasta z rozważań nad symbolem, pismem i – w ogóle – znakiem. Za pomocą swoich obrazów artystka wskazuje na odwieczne przenikanie się makro- i mikrokosmosów, poszukując utraconej jedności wszechrzeczy – równowagi i prawdy, która łączy człowieka z naturą, Ziemią i kosmosem.
Roma Pilitsidis, Stan obecny II, lipiec, olej na płótnie, 100x100 cm, 2007r
Roma Pilitsidis natomiast za pośrednictwem barwnych, geometrycznych kompozycji nadaje Malewiczowskiej bezprzedmiotowości mnogość czystych, żywych odczuć akcentowanych nie tylko harmonią barw, ale i wyraźnym malarskim gestem.
Wystawa „Mity, symbole, abstrakcje/ tryptyk głogowski” to jednak nie tylko próba nakierowania rozważań odbiorcy dzieła na sferę doznań i wyobrażeń. To także próba przyjrzenia się temu, w jaki sposób kształtuje się, jakie tematy podejmuje i w którą stronę zmierza twórczość artystyczna rozwijająca się z dala od głównych ośrodków polskiej sztuki.
Ekspozycja potrwa do 27 sierpnia 2020. Kurator: Mirosław Jasiński
7 lipca 2020 r. Muzeum Architektury we Wrocławiu oraz Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta zapraszają na wystawę "Ogród naturalny. Malarstwo Marleny Promnej".
Marlena Promna, Łąka, 2019, akryl na płótnie, 300 x 180 cm
Trawo, trawo do kolan!
Podnieś mi się do czoła,
Żeby myślom nie było
Ani mnie, ani pola.
Żebym ja się uzielił,
Przekwiecił do rdzenia kości
I już się nie oddzielił
Słowami od twej świeżości.
Julian Tuwim "Trawa"
„Ogród naturalny” Marleny Promnej to malarska reminiscencja. To konfrontacja młodzieńczej fascynacji krajobrazem i współczesnej wizji ogrodu urbanistycznego. Główną inspiracją wystawy są żywe dzieła holenderskiego plantatora i projektanta Pieta Oudolfa. Jego koncepcja opiera się na kreowaniu założeń w sposób swobodny i uwzględniający zmienność. Zakłada ona równowartość estetyczną wszystkich roślin bez względu na porę roku.
M. Promna, Kadr 6, 2020, akryl na płótnie, 150 x 110 cm
Nieperfekcyjne ogrody naturalne sytuują się w zupełnej opozycji wobec starannych ogrodów francuskich i angielskich. Rośliny traktowane są jak substancje, albo tworzywo, które dowolnie się układa, okrywa i wypełnia zastane formy geologiczne i architektoniczne. Nie ma etosu jednej formy - boskietu wyciętego sprawną ręka ogrodnika. Ważne są zbiory roślin, które tworzą własne ekosystemy. Projekty ujmują różnorodnością materialną i ideą wykorzystywania pospolitych roślin.
Wystawa składa się dwóch części. Pierwsza, zatytułowana „Widoki” to seria czterech monumentalnych dyptyków. Obrazy przedstawiają popularne motywy takie jak polana, rzeka, łąka, dolina. Powstały na kanwie wrażeń wizualnych i haptycznych, nabytych w wyniku rodzinnej pasji do turystyki górskiej. Stanowią swoisty rodzaj archetypicznych wizji - prapejzaży - które złożyły się na podstawowe źródło poznania natury przez autorkę, oraz co ważniejsze jej struktur przestrzennych, kompozycyjnych i kolorystycznych. Druga część wystawy odnosi się do zrealizowanego z wielkim rozmachem projektu ogrodu naturalnego High Line w Nowym Jorku. Zielony pasaż jest aktualnie obowiązkowym punktem na mapie turystycznej Manhattanu. Założony jest na dawnej linii kolejowej, unoszącej się dziewięć metrów nad ulicami Chalsea. Żalazny szkielet jest fundamentem unikalnego przedsięwzięcia ekologicznego i witalnym korytarzem nie tylko dla nowojorczyków, ale także dla licznych gatunków organizmów żywych, zamieszkujących tą przestrzeń.
M. Promna, Kadr 2, 2019, akryl na płótnie, 150 x 110 cm
W dwóch seriach zatytułowanych „Kadry” i „Detale” została podjęta próba oddania ogólnego układu przestrzennego i kosmopolitycznego klimatu miejsca. Charakterystyczną cechą prac jest rytm, który jest obecny w parku w aspekcie socjologicznym, biologicznym i architektonicznym. Wystawę uzupełnia instalacja dźwiękowa, impresja non fiction nagrana w High Line w lutym tego roku.
Muzeum Architektury we Wrocławiu/
Museum of Architecture in Wroclaw
Bernardynska 5, WROCLAW
+48 71 369 99 34
Jego twórczością zachwycili się m.in. twórca „Gwiezdnych wojen” George Lucas i wielokrotny zdobywca Oscara Federico Fellini. Swoje prace prezentował na fasadzie najsłynniejszej świątyni egipskiego faraona oraz na szczycie wieży Eiffla. Jest autorem symbolu graficznego Festiwalu w Cannes. Teraz pracę Wojciecha Siudmaka będzie można oglądać w Warszawie. Na wystawie „Surrealizm i Realizm Magiczny” w DESA Unicum (od 11 czerwca) pojawi się aż siedemdziesiąt dzieł najwybitniejszych polskich przedstawicieli tych kontrowersyjnych nurtów, m.in. Zdzisława Beksińskiego, Franciszka Starowieyskiego i Rafała Olbińskiego – zwycięzcy konkursu na plakat promujący Nowy Jork.
Wojciech Siudmak, Poza czasem
Jednym z najbardziej znanych surrealistów, a zarazem artystów XX wieku, był Salvador Dali. Skrajny ekscentryk i megaloman, mawiał, że jeden jego obraz jest cenniejszy niż cała twórczość Picassa. Surrealizm opierał się na teorii psychoanalizy Sigmunda Freuda. Ten czerpiący z niepohamowanej wyobraźni, kontrowersyjny styl stał się niezwykle modny wśród amerykańskich wyższych sfer, a z czasem zyskał uznanie miłośników sztuki na całym świecie.
Właśnie do Dalego porównywany jest często Wojciech Siudmak. Jego dzieła znajdują się w kolekcjach na całym świecie i są symbolami graficznymi takich prestiżowych imprez jak m.in. Festiwal w Cannes. Swoją retrospektywną wystawę prezentował w Palais de Tokyo – Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Paryżu. Jednak to wystawa na wieży Eiffla oraz na fasadzie świątyni Ramzesa III w Egipcie ugruntowały jego pozycję ekscentryka. „Jaka bezgraniczna fantazja i jaka cudowna zdolność realizowania jej” – tak o artyście mówił Federico Fellini, wybitny włoski reżyser. Z kolei George Lucas pisał: „Jego cudowna sztuka rysunku i jego wyczucie światła i cienia, nadają jego wizjom wielką głębię i rozszerzają bogaty wachlarz kolorów i materii”. Świat przedstawiany na obrazach Siudmaka przepełniony jest symboliką. Chętnie obrazuje fantastyczne postaci i zagadkowe sploty myślowe. Inspiracje czerpie z dorobku fizyków i astrofizyków, interesuje go stworzenie nowego spojrzenia na rzeczywistość. Na wystawie „Surrealizm i Realizm magiczny” w DESA Unicum zobaczyć można będzie jego pracę „Poza czasem”.
Zdzisław Beksiński, BŻ
Z kolei malarstwo Zdzisława Beksińskiego, kolejnego wybitnego przedstawiciela surrealizmu, jest pełne mroku. Budzi przerażenie, potęguje napięcie i wrażenie wszechogarniającego smutku. Bije z niego atmosfera pełna erotyki, sadyzmu i masochizmu. Artysta często ukazywał postaci ludzkie o zdeformowanym ciele, związane i zniewolone. Dramat nie rozgrywał się tylko na obrazach, ale i w życiu samego artysty. W 2005 roku Beksiński został brutalnie zamordowany we własnym domu. Sprawcą okazał się 19-letni syn kobiety, która pracowała jako pomoc domowa artysty. Wcześniej w wyniku choroby, Beksiński stracił żonę. Rok po jej śmierci ich syn Tomasz, dziennikarz radiowy i prezenter, popełnił samobójstwo w Wigilię Bożego Narodzenia. W związku z tymi wydarzeniami rodzina Beksińskich jest określana przez niektórych jako „przeklęta”. O Beksińskich nakręcony został głośny film „Ostatnia Rodzina”, nagrodzony m.in. Orłem i Paszportem Polityki. Na wystawie w DESA Unicum pojawi się praca Beksińskiego zatytułowana „BŻ”.
Rafał Olbiński, Powierzchowna analogia
Niezwykle magiczne prace tworzy również Rafał Olbiński, którego charakterystyczna twórczość przyniosła mu międzynarodową sławę. W 1995 otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie „New York City Capital of the World” – na plakat promujący Nowy Jork jako stolicę świata. Rok wcześniej został z kolei nagrodzony za najbardziej niezapomniany plakat na świecie w konkursie „Prix Savignac” w Paryżu. Coraz powszechniej metaforyczne malarstwo Olbińskiego porównywane jest do surrealistycznej twórczości René Magritte’a, a on sam nazywany jest księciem surrealizmu. Swoją twórczością artysta otwiera przed widzem fantastyczny świat, w którym każdy ma szansę poczuć się jak postać z baśni. W DESA Unicum pokazany zostanie jego obraz „Powierzchowna analogia”.
Na wystawie zaprezentowane zostaną również prace m.in. Tomasza Sętowskiego, Jerzego Dudy-Gracza, Ewy Kuryluk czy Kazimierza Mikulskiego, Franciszka Starowieyskiego. 18 czerwca wszystkie obiekty zostaną zlicytowane w największym polskim domu aukcyjnym DESA Unicum przy ul. Pięknej 1A. Licytować można będzie online, przez aplikację oraz telefonicznie i przez zlecenie stałe. Aukcja transmitowana będzie na żywo w kanałach społecznościowych DESA Unicum.
Franciszek Starowieyski
Wystawa „Surrealizm i Realizm Magiczny”: 11-18 czerwca 2020, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny
Aukcja „Surrealizm i Realizm Magiczny”: 18 czerwca 2020, godz. 19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa
Od 8 czerwca do 30 września 2020 roku Narodowe Forum Muzyki zaprasza na wystawę malarstwa Eugeniusza Józefowskiego "Pogodny Zakład Nagród i Kar, czyli zapisy wizualne codzienności".
"Pogodny Zakład Nagród i Kar" (PZNiK) to nazwa projektu artystycznego z gatunku warsztatów prowadzonych z samym sobą, które uprawiam od wielu lat i czasem opisuję ich przebieg. Nazwa ta najpełniej wyraża określony sposób funkcjonowania, uobecniany każdego dnia w podejmowanej aktywności. Ta idea o lekko ironicznym zabarwieniu, sygnalizowanym już w samym tytule, narodziła się w związku z refleksjami dotyczącymi życia zawodowego i po dziewiętnastu latach mieszkania na wsi. Jednocześnie PZNiK może znajdować się wszędzie tam, gdzie przemieszcza się twórca tego przedsięwzięcia, gdyż jest to pewien sposób świadomego odosobnienia dla pracoholika, który od lat dystansuje się od społeczeństwa. Nawyk pracy w formie wizualnej rejestracji dynamiki życia wewnętrznego może być zarówno udręką, jak i satysfakcjonującym ratunkiem wobec konieczności organizacji czasu dnia codziennego. Miejsce przejawiania tej aktywności jest dowolne. Dla miłośnika codzienności i uważnego jej przeżywania, kogoś, kto eksploruje rzeczywistość, w której zanurza się różnymi dostępnymi metodami, codzienność ta staje się jednocześnie prywatną przestrzenią aktywności pracoholika.
Pogodny Zakład Nagród i Kar, czyli zapisy wizualne codzienności - Wystawa malarstwa Eugeniusza Józefowskiego _NFM
Czym się zatem charakteryzuje PZNiK? Po pierwsze byciem najczęściej samemu ze sobą. Po drugie wykonywaniem wielogodzinnej codziennej pracy nie na zlecenie, niegwarantującej jakichkolwiek zysków, choć czasami je przynoszącej. Po trzecie byciem podwładnym i szefem jednocześnie. Przywoływana tu czynność wymierzania sobie kar i nagród to umowne, nieco ironiczne odniesienie do uczucia satysfakcji lub jej braku, z rezultatów pracy bądź jej przebiegu. Kary i nagrody dotyczą codziennej aktywności artystycznej, czyli tworzenia prac wizualnych, jak również czynności bardziej prozaicznych, takich jak prace przydomowe czy kuchenne. Bardzo ważne są, jak zwykle, w moich wypowiedziach wizualnych tytuły prac. Wystarczy je przeczytać, by lepiej zrozumieć tematykę tych dzieł lub wejść na właściwy tor imaginacji pomagającej w percepcji.
Pogodny Zakład Nagród i Kar, czyli zapisy wizualne codzienności
Cały cykl powstałych w ramach tego projektu obrazów został zainicjowany z początkiem 2019 r. Jego realizacja zakończyła się w lutym 2020 r. – powstało 196 prac. Na wystawie Na Marginesie w Galerii NEON we Wrocławiu pokazałem tylko część tego cyklu. Prezentacja całego cyklu będzie mieć miejsce w ramach wystawy w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu.
prof. Eugeniusz Józefowski
Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu
REGULAMIN UCZESTNICTWA W WYSTAWIE NFM pt. „Pogodny Zakład Nagród i Kar, czyli zapisy wizualne codzienności. Wystawa malarstwa Eugeniusza Józefowskiego”
Wystawa będzie otwarta przez cały tydzień w godzinach 11:00–18:00.
Obowiązuje jedno wejście na wystawę, tj. wejście główne do NFM od strony pl. Wolności.
Na wystawie jednorazowo może przebywać maksymalnie 30 osób.
Zwiedzający wystawę będą wpuszczani tylko w maseczkach ochronnych.
Każdą osobę wchodzącą na wystawę obowiązuje pomiar temperatury ciała, którego będą dokonywali pracownicy ochrony NFM.
Osoby, u których temperatura będzie wyższa niż 37,5ºC, nie zostaną wpuszczone na wystawę.
Wszyscy uczestnicy wystawy są zobowiązani do utrzymywania bezpiecznego dystansu – odległość między poszczególnymi osobami nie może być mniejsza niż 2 metry.
Podczas trwania wystawy szatnia jest nieczynna.
Od 12 maja mia Art Gallery zaprasza na wystawę "Spotkania", która potrwa do 7 czerwca 2020 roku. To kuratorska układanka Bogusława Deptuły, będąca spotkaniem i rozmową pozornie różnych koncepcji artystycznych. Linia, gest, horyzont, kolor, symbol - w różnorodności zaskakująco spójne i pobudzające wyobraźnię. Galeria mia Art zaprasza do indywidualnego zwiedzania wystawy, po wcześniejszym umówieniu telefonicznym (+ 48 733 344 498) lub mailowym (galeria@miaartgallery.com).
Wystawa Spotkania II, fot. materiały prasowe mia Art Gallery
Spotkania mogą byś starannie planowane i pożądane, albo niespodziewane i nieoczekiwane, a ich skutki mogą być nieodwołalne i sugestywne, a wszystkie mogą stać się niezapomniane.
Po raz drugi w mia ART GALLERY spotykają się obrazy artystów z różnych pokoleń i środowisk artystycznych; w tych zestawieniach decydujące bywają różne składowe: kolor, inspiracje pejzażem lub kosmosem, rozwiązania formalne, intuicje. Przenikanie, przechodzenie, osmoza, owszem tak, ale z wielkim, może nawet decydującym udziałem przypadku. Warto o nim pamiętać, bo miewa czasami duże znaczenie, oczywiście decydujące są pomysły kuratorskie, ale wspomniany „przypadek” ma swoją ważną część sprawczą.
„mia ART GALLERY”, oferuje dzieła artystów głównie ze środowiska wrocławskiego, ale są też Andrzej Gieraga - łodzianin, czy Michał Misiak z Krakowa.
Spotykając i zestawiając Gepperta – Szpakowską-Kujawską – Paluszaka czy Bryjanowską – Huculaka – Moskowczenkę, dałoby się bez wątpienia prześledzić linię inspiracji i przenikania pomiędzy nimi. Jednak już zestaw Jurkiewicz – Misiak – Stern, to wyłącznie spotkanie kolorystyczne różnych gam czerwieni. Hałas – Misiak, to rozbieżne rozważania o pejzażu, które w nieunikniony sposób znajdują punkty wspólne, wynikające z ich tematu. Gieraga – Madera, to właściwie spotkanie międzygalaktyczne: nic o sobie nie wiedzieli: klasyk abstrakcji geometrycznej i świeża absolwentka wrocławskiej ASP; których frapują podobne tematy i którzy znajdują nierzadko zaskakująco podobne rozwiązania formalne i artystyczne.
„Spotkania II” to właściwie poszukiwania: wspólnot, jedności, przenikań – różne pokolenia, środowiska, estetyki; równocześnie można, w sposób nieoczekiwany, odnaleźć i odkryć powinowactwa pomiędzy nimi i to w przedziwny sposób nieuniknione.
Od 22 grudnia 2019 roku do 26 kwietnia 2020 roku mamy wyjątkową okazję podziwiania blisko stu dzieł Michaela Willmanna we wrocławskim Muzeum Narodowym. Taka gratka nie zdarza się często, szczególnie że jest wśród nich wiele obrazów dotychczas niedostępnych. Na uwagę zasługuje także sposób prezentacji - w Pawilonie Czterech Kopuł, w sąsiedztwie sztuki współczesnej oraz w niebanalnym entourage`u, z wykorzystaniem nowoczesnych technik.
Wejście na wystawę "Michael Willmann. Opus magnum", fot. B. Lekarczyk-Cisek
Większość prezentowanych prac Willmanna powstała w opactwie cysterskim w Lubiążu, jednak obecnie znajdują się one w kościołach, klasztorach i muzeach w Polsce i za granicą. Wystawa pozwala nie tylko zobaczyć je ponownie w jednym miejscu, w cyklach i w takim sąsiedztwie, jakie miały pierwotnie. Wyobrażenie to wspomaga także odpowiednia aranżacja wystawy, jej scenografia i multimedia. Przechodząc przez całą tę rozbudowaną, a zarazem celowo zaprojektowaną przestrzeń Pawilonu Czterech Kopuł, mamy możliwość zatrzymania się i kontemplowania poszczególnych obrazów i całych cykli, aby na koniec znaleźć się w wirtualnym świecie cysterskiego klasztoru w Lubiążu i dzięki współczesnej technice "zobaczyć' te same dzieła w ich naturalnym otoczeniu, które powstaje i rośnie na naszych oczach. Prowokuje to również do refleksji nad tym, jaką rolę ma do spełnienia to miejsce dzisiaj i w przyszłości, będąc bez wątpienia prawdziwą perłą minionych czasów. Kontemplowaniu obrazów sprzyja towarzysząca dyskretnie piękna muzyka z epoki - zarówno sakralna, jak i świecka.
Autoportret Michaela Willmanna, 1682, własność Muzeum Narodowego we Wrocławiu, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Michael Willmann, mistrz barokowego malarstwa, określany często mianem śląskiego Rembrandta, nie pochodzi bynajmniej ze Śląska, lecz z Królewca, gdzie przyszedł na świat w 1630 roku w rodzinie protestanckiej, jako czwarte dziecko zamożnego mieszczanina i malarza, Christiana Petera Willmanna oraz Marii, córki szlachcica Fabiana Dirschowa. Wraz ze starszym bratem Tobiasem kształcił się najpierw w warsztacie ojca, co było częstą praktyką w rodzinnych malarskich pracowniach. Michael szybko objawił niepospolity talent, toteż około roku 1650 wyjechał do Amsterdamu, by kształcić swoje umiejętności. Do wyjazdu z rodzinnego domu przyczynił się także fakt, że ojcowską pracownię odziedziczył starszy brat. Jednakże nie stać go było na opłacenie nauki u takiego mistrza jak Rembrandt. Aby się utrzymać, musiał zarabiać na życie, starał się także rozwijać swoje malarskie umiejętności. W jaki sposób? Otóż zakupił kolekcję miedziorytów znanych artystów włoskich i niderlandzkich i na ich podstawie prowadził samodzielne ćwiczenia rysunkowe. W ten sposób uczył się kompozycji, studiował zarówno rysunek pojedynczych postaci, jak i kilkuosobowych scen. Niekiedy łączył ze sobą kilka takich pierwowzorów, tworząc własne przedstawienia tematu. Ten sposób komponowania obrazu stał się jego metodą pracy także i później. Dodajmy, że Willmann podróżował po Europie Środkowej prawie dziesięć lat, starając się poznać zbiory malarstwa m. in. w Polsce, Niemczech oraz w Czechach. Na Śląsk przybył w połowie lat 50. XVII wieku i już w 1656 roku przyjął pierwsze zlecenie od Arnolda Freibergera - opata Cystersów w Lubiążu. Z tego właśnie okresu pochodzą obrazy: Koronacja Marii, Ukrzyżowanie Chrystusa oraz Pejzaż ze św. Janem Chrzcicielem.
Michael Willmann, Koronacja Marii, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Prace te wykonał Willmann w stylistyce malarstwa holenderskiego, co bynajmniej nie wzbudziło entuzjazmu opata Freibergera, toteż niebawem artysta udał się do Pragi w poszukiwaniu nowego mecenasa, ale także po to, by na podstawie obejrzanego tam malarstwa lepiej dostosować się do oczekiwań ewentualnych zleceniodawców z kręgu Kościoła katolickiego. W rezultacie nie tylko lepiej poznał malarstwo włoskie, ale także katolicką ikonografię, co zaowocowało w 1660 roku stałą współpracą z klasztorem cystersów w Lubiążu.
Willmann rodzinnie
Tam też artysta poślubił wdowę po malarzu - Helenę Reginę Lischkę. W 1663 roku przeszedł na katolicyzm, a jego późniejsze życie pobożnego człowieka wskazywałoby na to,że konwersja nie była podyktowana koniunkturalizmem, lecz miała głębokie podłoże. Helena miała z pierwszego małżeństwa syna, który okazał się w przyszłości bardzo zdolnym malarzem, zaś Willmannowi urodziła pięcioro dzieci: Marię Magdalenę, Annę Elisabeth, Michaela Leopolda, Annę Sophię oraz Helenę Reginę.Wszystkie przeszły tradycyjnie edukację malarską. Bardzo utalentowaną okazała się być Anna Elisabeth, ale nie poszła w ślady ojca, lecz wstąpiła do zakonu. Nadzieje Willmanna zawiódł także jedyny syn - jego imiennik, który najpierw - miast poświęcić się malarstwu - wolał romansować, skutkiem czego urodziło mu się nieślubne dziecko i ojciec musiał zapłacić spore alimenty. Opłacił także swemu marnotrawnemu kosztowny wyjazd do Włoch, skąd młody Michael wrócił po trzech latach i ożenił się. Jednak jego rodzinne szczęście nie trwało długo, bowiem trzy lata później zmarł, prawdopodobnie na skutek choroby wenerycznej, której nabawił się we Włoszech. Nie bardzo poszczęściło się też najstarszej córce Willmanna, Marii Magdalenie, którą wydano za mąż za malarza pracującego na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu. Mimo że urodziła mu czworo dzieci, popełnił samobójstwo, a wkrótce potem zmarła także Maria. Osierocone potomstwo trafiło na wychowanie członków rodziny, w tym do Willmanna, który zaopiekował się wnukiem Georgiem Wilhelmem. Z kolei córka Anna Sophia wyszła za mąż za bogatego kupca z Głogowa, urodziła mu siedmioro dzieci, ale również zmarła przedwcześnie. Wreszcie najmłodsza córka poszła w ślady siostry i wstąpiła do klasztoru urszulanek we Wrocławiu. Poza sutym posagiem malarz podarował klasztorowi dwa obrazy: Męczeństwo św. Urszuli i Wizję św. Franciszka Ksawerego.
Michael Willmann, Wizja św. Franciszka Ksawerego, 1694-1695, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Pracownia malarza
Interesującym jest zawsze miejsce i okoliczności, w jakich powstaje dzieło, szczególnie tak wybitnego malarza. Zbigniew Herbert w zbiorze esejów Martwa natura z wędzidłem tak opisuje obraz Malarz w swojej pracowni Adraena van Ostade:
„ Obszerna izba, dość mroczna, chociaż po lewej stronie jest wielkie sklepione okno. Przez grube kawałki szkła oprawione w ołów sączy się do wnętrza leniwe światło dnia.(...) W głębi izby, położonej wyżej niż reszta pracowni (wchodzi się tam po schodkach), pod mroczniejącą ścianą uczeń rozciera barwniki”.
I komentuje:
„A więc to tak rodzi się sztuka? W niejasnym wnętrzu, wśród kurzu pajęczyn i nieopisanego bałaganu przedmiotów bez wdzięku i urody. (...)Nie ma w tym obrazie ani cienia tajemniczości, czarnoksięstwa, uniesienia. (...) Wszystkie subtelne gusta, wyobrażenia pięknoduchów muszą doznać zawodu i cofnąć się przed gęstą materialnością dzieła”.
A jak rodziła się sztuka Willmanna? Z zachowanych opisów posiadłości malarza wnosimy, że jego pracownia znajdowała się na piętrze rodzinnego domu, w pokoju o sześciu oknach, a więc dobrze oświetlonym, najwyraźniej tak zaplanowanym, aby było w nim dobre światło. "Być może wnętrze tego przydomowego atelier przypominało to uwiecznione na zaprojektowanym przez samego Willmanna miedziorytniczym wizerunku bł. Joachima z Fiore - rozważa w swojej książce o Michaelu Willmannie wybitny znawca jego twórczości Andrzej Kozieł. W tle przedstawienia błogosławionego cystersa widzimy bowiem fragment pracowni, a w niej siedzącego malarza z paletą i pędzlem w dłoniach, który pracuje nad obrazem ustawionym przed nim na sztaludze. Artyście doradza stojący obok sztalug zakonnik w habicie, a za nim uwija się pochylony pomocnik mistrza". Być może tak wyglądała pracownia mistrza, który ikonografię swoich obrazów uzgadniał z zakonnikami, którzy je u niego zamawiali. Jednak wiemy też, że obrazy wielkoformatowe - a jest ich niemało - powstawały w większej przestrzeni. Była nią prawdopodobnie wysoka na ok. 7 metrów szopa lub stodoła na terenie posiadłości Willmanna. O tym, co mogło znajdować się w takiej pracowni, możemy dowiedzieć się e spisanego w 1706 roku testamentu malarza. A zatem były tam spore zapasy farby (zapewne wydzielającej intensywny zapach), księgi o sztuce, teki z rysunkowymi pierwowzorami, nieukończone obrazy, a także miedziorytnicze odbitki. Zachowała się także oryginalna paleta mistrza, którą możemy zobaczyć na wystawie "Opus magnum". Wygląda skromnie, ale to autentyk i robi wrażenie...
Paleta malarska Michaela Willmanna, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Willmann był człowiekiem oczytanym - posiadał bogatą bibliotekę, która uległa rozproszeniu, ale wiemy z całą pewnością, że znajdowało się w niej m. in. dwutomowe dzieło Joachima von Sandrarta Teutsche Academie, pierwsze niemieckie kompendium wiedzy o malarstwie, grafice, rzeźbie i architekturze, posiadające bogatą szatę graficzną i liczne miedziorytnicze ilustracje wysokiej jakości. Z niej właśnie czerpał Willmann informacje z historii sztuki, wiadomości o żywotach artystów - od starożytności po współczesność. Księga zawierała także tłumaczenie Metamorfoz Owidiusza oraz ikonografię mitologiczną.
Michael Willmann, Orfeusz grający zwierzętom, ok. 1670, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Willmann był cenionym artystą i często zamawiano u niego obrazy. Malował je głównie na lnianym płótnie o odpowiedniej do formatu gęstości. W pracach wielkoformatowych, jak Męczeństwo św. Piotra, wykorzystywał płótno o rzadkim splocie.Wynikało to nie tylko z chęci pomniejszenia kosztów, ale z uwagi na to, że dzięki temu monumentalne obrazy nie były aż tak bardzo ciężkie. Podobrazie o odpowiedniej wielkości zazwyczaj przygotowywali pomocnicy. Zszywali kilka płócien, dbając o to, aby szwów było jak najmniej, bo wtedy obrazy były mniej narażone na rozciąganie. Zdarzały się w związku z tym błędy w sztuce. Namalowany w 1693 roku obraz Wizja św. Antoniego został zszyty aż z siedmiu kawałków, na dodatek źle, co później skutkowało uszkodzeniami części malowidła.
Następnie na naciągnięte na krosnach płótno nakładano kilka warstw kleju glutynowego dla zaimpregnowania i wyrównania powierzchni podobrazia. Po wyschnięciu szlifowano i nakładano szpachlą zaprawę, która zapewniała odporność na zginanie i elastyczność. Malarz pracował w tym czasie nad kompozycją. Gdy była ona bardziej skomplikowana, szkiców było więcej. Przykładem może być obraz Męczeństwo św. Wawrzyńca z serii Męczeństwo Apostołów, najbardziej oryginalnego, a zarazem wstrząsającego cyklu tematycznego. Ułożenie ciała św. Wawrzyńca nastręczało pewnych trudności kompozycyjnych, dlatego też powstało więcej szkiców tej postaci.
Michael Willmann, Męczeństwo św. Wawrzyńca, 1663, detal, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Czasami artysta wykonywał olejne szkice wprost na płótnie., czego przykładem jest inny obraz z tego cyklu - Męczeństwo św. Jakuba Młodszego.
Michael Willmann, Męczeństwo św. Jakuba Młodszego, ok. 1700, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Andrzej Kozieł uważa, że "większość obrazów Willmanna stanowią kompozycyjne kopie, kompilacje lub parafrazy wzorców z jego warsztatowego banku "prototypów". Przykładem może być obraz Ukrzyżowanie Chrystusa, będący niejako kopią "piętrową" - z miedziorytu Egidiusa Sadelera, będącego kopią ryciny Agostina Carracciego według obrazu Tintoretta Ukrzyżowanie Chrystusa z 1565 roku. Willmann malował szybko i dużo, toteż najczęściej nie tworzył całej kompozycji przedstawienia, lecz tylko pierwszy plan. "Kładąc kryjąco grubą warstwę farby, artysta budował modelunkową strukturę figuralnej sceny, w której wyraźnie były zaznaczone jasne partie "świateł" i ciemne partie "cieni" - objaśnia metodę pracy Willmanna Kozieł. Kolory kładł artysta poczynając od tła, a następnie przechodził do pierwszego planu. Willmann był pod tym względem prawdziwym mistrzem - kładł farbę mocnymi pociągnięciami pędzla o różnej grubości. Dzięki temu możemy podziwiać na jego obrazach wspaniale namalowane detale.
Michael Willmann, Męczeństwo św. Tomasza, 1662, detal, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Najwybitniejsze
Dla samego malarza i dla jego kariery najważniejsze były niewątpliwie obrazy z cyklu Męczeństwo Apostołów. Cykl monumentalnych, wstrząsających swoją wymową obrazów rozpoczął malować w 1661 roku, zakończył zaś w 1700 roku. Olbrzymie płótna 4x3 metry znajdowały się w klasztornej świątyni, w prezbiterium, transepcie i w nawie głównej. Cechuje je niezwykła ekspresja i realizm.
M. Willmann, Męczeństwo św. Jana Ewangelisty, 1662, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Z pewnością do szczególnych osiągnięć malarskich Willmanna należy także - obok Wniebowzięcia - obraz Oczekiwanie na Marię, przedstawiający Boga Ojca, Chrystusa i św. Józefa w wieńcami kwiatów, oczekujących wraz z Duchem Świętym pod postacią gołębicy na Marię niesioną przez anioły do nieba.
M. Willmann, Oczekiwanie na Marię, ok. 1681, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Mnie urzekł także świetny portret św. Moniki o natchnionym spojrzeniu. Niewielka paleta barw: odcienie czerni, bieli i brązu, a ileż wyrazu...
M. Willmann, św. Monika, 1660-1670, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Chodząc po wystawie zwróciłam także uwagę na znakomity, ekspresyjny portret św. Bernarda, epatujący mocną czerwienią - symbolem męczeństwa.
M. Willmann, Św. Bernard ze swoimi przyjaciółmi przed opatem z C^teaux, po 1701,
fot. B. Lekarczyk-Cisek
Sądzę, że możliwość obcowania z tyloma autentykami stanie się dla każdego prawdziwą ucztą duchową. Muzeum Narodowe wykorzystało także współczesne technologie, aby wesprzeć zwłaszcza młodego widza. Możemy zatem zamyślić się nad przemijaniem takich kulturotwórczych ośrodków jak wspaniałe lubiąskie opactwo, oglądając multimedialne widowisko rekonstruujące jego przeszłość.
Prezentacja multimedialna, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Możemy też stanąć przed słynnym obrazem Raj i podjąć interakcję z najnowszymi technologiami IBM, aby dowiedzieć się tego, o co może obawialibyśmy się zapytać wprost :-)
M. Willmann, Raj, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Wystawie towarzyszy niezwykle starannie wydany album ze wspaniałymi reprodukcjami obrazów Willmanna, do którego teksty napisało czterdzieści wybitnych osobistości współczesnego świata kultury i nauki, a wśród nich m.in. Maja Komorowska, Ewa Kuryluk, Małgorzata Szejnert, Agnieszka Glińska, Agnieszka Franków-Żelazny, Jacek Dehnel i Waldemar Krzystek.
Kuratorem wystawy jest prof. Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
To prawdziwe wydarzenie, którego nie można zignorować.
Pisząc ten tekst korzystałam z książki Andrzeja Kozieła Michael Willmann (1630-1706) - śląski mistrz malarstwa barokowego, wydanej przez Via Nova.
Film o wystawie M. Willmanna, realizacja - Michał Stenzel
Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu zaprasza na wystawę „Moja dusza. Oblicza kobiet w twórczości Jacka Malczewskiego” Jej głównym zamierzeniem jest prezentacja wizerunków kobiet, które odegrały znaczące role w życiu artysty.
Jacek Malczewski, Autoportret z Muzą, 1908, Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, fot. Marcin Jan Gorazdowski
Termin wystawy wiąże się z 90. rocznicą śmierci artysty, która przypada 8 października 2019 r. Na wystawie pokazane zostaną prace artysty zarówno z kolekcji muzealnych, jak i zbiorów prywatnych.
Tematem przewodnim wystawy jest portret i postać kobiety w twórczości Jacka Malczewskiego. Artysta, będąc najznamienitszym przedstawicielem symbolizmu w dziejach malarstwa polskiego, był przede wszystkim znakomitym, a przy tym popularnym portrecistą swoich czasów. Stworzył szereg wizerunków kobiecych zamkniętych w tradycyjnej formule reprezentacyjnej, typowej dla ówczesnych czasów, ale też w wielu portretach umieszczał modelki w alternatywnym świecie mitologii i symbolicznych treści, tak bardzo charakterystycznych dla jego dojrzałej twórczości.
Kobieta na tle gaju, 1917, wł. prywatna, fot. Sebastian Fituch
Zamierzeniem wystawy jest również prezentacja wizerunków kobiet, które odegrały znaczące role w życiu artysty. Wśród najważniejszych modelek, które pojawiają się w obrazach Mistrza, są panie wywodzące się z rodzinnego kręgu malarza: matka, ukochane siostry, żona i córka. Wielokrotną bohaterką obrazów była ukochana muza – piękna Maria Balowa, mająca ogromny wpływ na rozwój twórczości malarza, czy pojawiająca się na wielu jego późniejszych płótnach Maria Sozańska, żona malarza Michała Sozańskiego.
Kobieta z faunem-Pokusa,1918,wł. Muzeum im. J. Malczewskiego w Radomiu, fot. Marcin Jan Gorazdowski
Artysta portretował również wybitne aktorki, m.in. Helenę Marcello, Irenę Solską, czy Helenę Sulimę, a także malarki: Zofię Atteslander oraz przyjaciółkę rodziny i autorkę monografii artysty – Michalinę Janoszankę.
Jacek Malczewski w swojej twórczości nie tylko składał hołd kobiecej urodzie, ale również potrafił uchwycić i wydobyć jej charakter i osobowość, co sprawiało, że obraz nie był tylko i wyłącznie dekoracyjnym konterfektem modelki.
Organizując rocznicową wystawę twórczości artysty, chcemy po raz kolejny podkreślić wielkość i znaczenie malarstwa Jacka Malczewskiego, a także jego doskonały warsztat malarski, poprzez prezentację portretów oraz kompozycji, tym razem skoncentrowanych wokół tematu kobiet.
Pierwiosnek-Portret własny z żoną,1905, wł. Muzeum Narodowe w Warszawie, fot. Krzysztof Wilczyński,
Na wystawie pokazane zostaną obrazy artysty z polskich kolekcji muzealnych: Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Narodowego we Wrocławiu, Muzeum Narodowego w Poznaniu, oraz Fundacji im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu, Muzeum Narodowego w Kielcach, Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, Muzeum Śląskiego w Katowicach, Muzeum Lubelskiego w Lublinie, Muzeum Częstochowskiego, Muzeum Okręgowego w Toruniu, Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, Muzeum Okręgowego w Tarnowie, Muzeum Sztuki w Łodzi oraz z kolekcji prywatnych, a także ze zbiorów własnych Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu.
„Moja dusza. Oblicza kobiet w twórczości Jacka Malczewskiego”
czas trwania wystawy: 4.10.2019 r. – 31.01.2020 r.,
kurator wystawy: Paulina Szymalak-Bugajska
Obrazom prezentowanym na wystawie będą towarzyszyć fotografie kobiet sportretowanych przez artystę, udostępnione przez: kolekcjonerów prywatnych, Muzeum Krakowa, Narodowe Archiwum Cyfrowe oraz pochodzące ze zbiorów własnych Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu.