Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka gotycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka gotycka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lipca 2020

Agata Stasińska o nowych zabytkach z 500-letnią historią /wywiad/

Agata Stasińska, kurator Galerii Sztuki XII-XV wieku zaprasza na oprowadzanie po bezcennych zabytkach sztuki średniowiecznej, o które wzbogaciła się ostatnio wystawa sztuki średniowiecznej we wrocławskim Muzeum Narodowym.

Agata Stasińska przy rzeźbie św. Katarzyny Aleksandryjskiej,
fot. Magdalena Wyłupek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Od momentu ponownego otwarcia Muzeum Narodowego dla zwiedzających można podziwiać trzy bezcenne depozyty: nastawę ołtarzową z XV wieku, Poliptyk Pięciu Boleści Maryi oraz figurę św. Katarzyny Aleksandryjskiej. W jakich okolicznościach trafiły do muzeum i jaka jest ich historia?

Agata Stasińska: Przede wszystkim chciałabym podkreślić naszą radość z powodu zaufania, jakim obdarzyły nas muzea powierzając nam w depozyt te trzy wspaniałe obiekty. Pierwszym z nich jest nastawa ołtarzowa, która trafiła do nas z Muzeum Narodowego w Warszawie, ale pierwotnie znajdowała się w Bazylice św. Elżbiety we Wrocławiu. Jej skrzydła są od dwudziestu lat prezentowane na wystawie stałej naszego muzeum. Kwatera środkowa pojawiła się natomiast na wystawie "Migracje". Dopiero całość daje pojęcie, jak taka nastawa funkcjonowała i robi na zwiedzających odpowiednie wrażenie. Stąd też wziął się pomysł wykonania całej obudowy, inspirowanej wyglądem pierwotnej, która nie przetrwała do naszych czasów. Jest to nastawa baldachimowa i pełniła funkcję czegoś w rodzaju ozdobnej kasety, dzięki której Najświętszy Wizerunek można było zamykać i odsłaniać. Zwiedzający mijają pozostałości ołtarza złotników - drugiej takiej ogromnej baldachimowej nastawy, która do naszych czasów przetrwała we fragmentach, bez obudowy, a dzięki temu sąsiedztwu mogą sobie wyobrazić, jak to pierwotnie wyglądało.

Nastawa ołtarzowa, depozyt Muzeum Narodowego w Warszawie,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Tym, co się szczególnie rzuca w oczy, jest pustka pośrodku nastawy ołtarzowej. Ten brak jest symboliczny i niezwykle dojmujący... Podczas oprowadzania po wystawie "Migracje" jej kuratorka, Agnieszka Patała, opowiadała, że dzieło to powstało wręcz jako oprawa kamiennej Piety z XIV wieku, znajdującej się w centrum tej nastawy, a więc zginęło to, co było najistotniejsze...

Istotnie, bardzo brakuje tej Piety, która się znajdowała w centrum. Prezentujemy obok jej zdjęcie, aby dać zwiedzającym wyobrażenie całości. Skrzydła nastawy, które eksponujemy wraz z kwaterą środkową pochodzą z lat 1470-1480, natomiast Pieta powstała wcześniej, w 1384 roku. Była prawdopodobnie otoczona wielkim kultem, skoro dobudowaną dla niej nastawę ołtarzową. Do dzisiejszych czasów przetrwała tylko ta oprawa, choć możliwe, że były wcześniejsze, które nie zachowały się. Każda nowa oprawa jest także polem popisu dla fundatorów - przedstawicieli możnych rodów albo bogatego kleru.

Ołtarz baldachimowy w figurą Piety
Czasami jednak dzieją się rzeczy tak niezwykłe, jak to było ze srebrnym ołtarzem biskupa Jerina, który został dzięki panu Witeckiemu odkryty na nowo, zrekonstruowany i wrócił na pierwotne miejsce do Katedry Jana Chrzciciela...

W tym przypadku udało się osiągnąć zamierzony efekt i ołtarz wrócił na swoje miejsce. Chcielibyśmy, aby każde przedsięwzięcie kończyło się takim sukcesem, jednak nie zdarza się to często. Tego rodzaju zabytki mają jednak w muzeach odpowiednie warunki oraz opiekę konserwatorską.

Galeria sztuki śląskiej, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Towarzysząc Pani w wędrówce po obiektach sztuki śląskiej, widzę nie tylko układ chronologiczny, ale i harmonię oraz wspaniałą perspektywę. Od najstarszych zabytków, zresztą bardzo pięknych, zmierzamy do sztuki wczesnego renesansu...

Istotnie, prowadzimy zwiedzających od najstarszych obiektów do zapowiedzi renesansu. Na koniec zwiedzający ma okazję zachwycić się tą fantastyczną nastawą, czyli Penaptykiem Pięciu Boleści Maryi. Skrzydła trafiły do naszej kolekcji po wojnie, natomiast pozostała część należy do Muzeum Archidiecezjalnego we Wrocławiu, skąd została przekazana. Dopiero w zestawieniu obiekt ten robi właściwy efekt. W takiej formie pojawiła się już na wystawie "Migracje": z pierwszą parą skrzydeł ruchomych, zdobionych malowidłami po obu stronach, oraz drugą parą skrzydeł nieruchomych w tej samej linii, co kwatera główna. Nie bez przyczyny mówi się o tej nastawie jako o wyjątkowej na Śląsku, bo różniącej się od twórczości artystycznej tego okresu. Widoczne jest to w kolorystyce, w zdobieniach... Penaptyk należy do późnego gotyku i możemy w nim także dostrzec zapowiedź renesansu, o czym świadczy ornament, który mógł dotrzeć z Italii. Jeśli chodzi o samą nastawę, pochodzi ona z warsztatów południowo-niemieckich, pozostających pod wpływem warsztatów niderlandzkich.

Penaptyk Pięciu Boleści Maryi. 1507, Katedra św. Jana Chrzciciela,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
W tym przypadku mamy do czynienia z bardzo ważnym fundatorem - biskupem Janem Turzonem, nie tylko mecenasem, ale i kolekcjonerem sztuki. Został sportretowany na tej nastawie, jak się uważa, dwukrotnie: w centralnym obrazie oraz w osobie św. Stanisława, na górnej kwaterze. Fundatora rozpoznajemy także po inskrypcji na puszce św. Marii Magdaleny, zawierającej inicjał, przypisywany biskupowi oraz datę 1507.

Donator biskup J. Turzon (po prawej), fot. B. Lekarczyk-Cisek

Ciekawa jest również historia tej nastawy. Uważa się, że pierwotnie stanowiła element wyposażenia Katedry wrocławskiej, natomiast w okresie jej barokizacji, gdy przestała pasować do wnętrza, przeniesiono ją do Minkowic Oławskich, gdzie stanowiła nastawę ołtarzową tamtejszej świątyni. Dopiero w okresie przedwojennym trafiła do zbiorów dawnego Muzeum Diecezjalnego. Nie przetrwała w całości na skutek działań wojennych, po czym trafiła do Muzeum Archidiecezjalnego, a skrzydła znalazły się w naszej kolekcji.

Trzecim obiektem, który można podziwiać, jest piękna figura św. Katarzyny Aleksandryjskiej...

Tak, w odniesieniu do tej rzeźby, jesteśmy wdzięczni za zaufanie Muzeum Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. To także obiekt o niezwykłej historii. Od czasu swego powstania, czyli od XVI wieku do początków XIX znajdowała się na fasadzie kamienicy należącej pierwotnie do zespołu klasztornego Dominikanek we Wrocławiu. Kamienica, znajdująca się u zbiegu ulic św. Katarzyny i Purkyniego, niestety, nie przetrwała. Zachował się natomiast XVIII-wieczny rysunek Wernera, na którym widać zabudowę tego klasztoru, narożną kamienicę, w której swego czasu znajdowała się karczma Pod Złotą Katarzyną, a nad głównym wejściem widoczna jest nisza, w której majaczy niewielka figurka, jak się sądzi, świętej Katarzyny.

Katarzyna Aleksandryjska, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
W tych okolicznościach fakt zachowania się owej figury do naszych czasów jest czymś wyjątkowym. Cieszymy się także, że figura znalazła się u nas w nowej odsłonie. W XIX wieku przeszła bardzo radykalną konserwację, na skutek której bardzo się zmieniła. Zakryto uszkodzenia powstałe podczas jej ekspozycji na fasadzie. Obecnie widzimy pozostałości po tych przemalowaniach. Podczas ostatniej konserwacji zdecydowano, aby część poprzedniej rekonstrukcji zachować, dzięki czemu widzimy, jak gruba warstwa farby była położona i jak ukryto naturalne piękno rzeźby. Obecnie figura św. Katarzyny, najprawdopodobniej dzieło warsztatu Jacoba Beinharta, odzyskała swoją barwę. Figura ma piękne loki, które przetrwały do dziś w idealnym stanie. Cała rzeźba została pokryta złotem, dzięki czemu połysk fałd płaszcza został po konserwacji ponownie uwypuklony. Pokazujemy ją w sąsiedztwie innej rzeźby Beinharta, przedstawiającej Madonnę z Dzieciątkiem. Można dzięki temu odkryć także bogactwo tego warsztatu. Zapraszamy do oglądania i kontemplowania!

Katarzyna Aleksandryjska, zbliżenie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Dziękuję za interesującą opowieść.

czwartek, 29 listopada 2018

Agnieszka Patała opowiada o wystawie „Migracje” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu /wywiad/

Wraz kuratorką i pomysłodawczynią wystawy "Migracje" rozmawiamy o sztuce późnogotyckiej, do której powstania przyczyniły się zarówno migracje artystów, jak też fundatorów. Dzięki temu powstały wspaniałe dzieła sztuki, które możemy dziś podziwiać na tej wyjątkowej ekspozycji. Co dziś wiemy na ten temat?

Wystawa "Migracje", widok ogólny, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Barbara Lekarczyk-Cisek: Prezentacja dzieł sztuki późnogotyckiej, pochodzących z różnych kościołów i muzeów, to nie lada okazja, aby zobaczyć piękne, a zarazem rzadkie artefakty. Jakie okoliczności sprawiły, że  na czas wystawy zgromadzono je w Muzeum Narodowym? I skąd taki intrygujący tytuł?

Agnieszka Patała, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Agnieszka Patała: Pomysł tej wystawy jest po trosze efektem mojej pracy doktorskiej, ponieważ zajmowałam się późnogotyckim malarstwem na Śląsku w kontekście relacji z Norymbergą. Przy okazji tych badań okazało się, że wątek migracyjny jest bardzo istotny i ciekawy, zarówno z perspektywy artystów, którzy tu przybywali, jak też z uwagi na fundatorów. Ci ostatni przyjeżdżali  Wrocławia m.in. w wieku XV, XVI,  XVII i fundując dzieła malarskie, rzeźbiarskie, czy też iluminowane rękopisy i druki, starali się z jednej strony podkreślić swoje obce pochodzenie, z drugiej zaś zaadaptować do tutejszej społeczności. Ten klucz dotyczący migracji wydawał mi się więc bardzo interesujący, ponieważ dzięki niemu można ukazać zarówno zjawiska w sztuce, jak też i poza nią.

Co sprawiło, że na Śląsk przybywali malarze, a także donatorzy?

W XV w. Śląsk, a zwłaszcza Wrocław, był ważnym i atrakcyjnym terenem dla kupców i inwestorów z wielu stron Europy. Przybywali tu na czas jarmarków, nawiązywali relacje handlowe i z czasem niektórzy decydowali się, zwykle z bardzo pragmatycznych przyczyn, aby osiąść tu na stałe. Drugą ważną grupę migrantów stanowiło duchowieństwo, także na najwyższych szczeblach diecezji, czyli kanonicy i biskupi, którzy nie szczędzili środków i wysiłków na fundacje artystyczne. Dla migrujących twórców – malarzy, rzeźbiarzy i pierwszych drukarzy - Wrocław musiał uchodzić za atrakcyjne i pełne możliwości miejsce pracy, w którym mogli liczyć na zlecenia zarówno ze strony mieszczan, jak i parafialnego, zakonnego oraz katedralnego kleru. Przybywali tu z m.in. terenów Nadrenii, Frankonii, Szwabii, Łużyc, Saksonii, Małopolski czy Kujaw, choć nie wszyscy osiągnęli tu spektakularny sukces.

Wilhelmem Kalteysenem von Oche, Poliptyk św. Barbary, fot.Barbara Lekarczyk-Cisek

Czym kierowała się Pani wybierając obiekty na tę imponującą wystawę?

Pierwszym kryterium doboru prac był fakt ich wykonania przez pracownie artystów-migrantów i temu wątkowi podporządkowaliśmy cztery sale wystawy. A zatem w jednej z nich zobaczymy zachowane dzieła wiązane z Wilhelmem Kalteysenem von Oche, artystą prawdopodobnie niezrzeszonym we wrocławskim cechu, który realizował swoje najbardziej prestiżowe zlecenia na Śląsku w latach 40. i 50. XV wieku. Pokazujemy prace wiązane z nim bezpośrednio wraz z dziełami jego przypuszczalnych współpracowników, ukazując jednocześnie wiele obliczy dorobku tego malarza, który współpracował z wieloma artystami. Drugą pracownię, tzw. Mistrza Lat 1486-1487, tworzyli anonimowi twórcy-nomadzi, którzy zmieniali często miejsce wykonywania zleceń. Nie wiemy nawet, gdzie znajdował się ich warsztat. Byli to artyści wykształceni poza Wrocławiem, prawdopodobnie w Norymberdze. Działali bardzo sprawnie, realizując wiele malarskich zleceń metodami typowymi dla seryjnej produkcji. Tymczasem w Pracowni Mistrza Poliptyku z Gościeszowic powstawały zarówno dzieła malarskie, jak i rzeźbiarskie, ponieważ była to liczna grupa malarzy i snycerzy, którzy nie raz rok po roku wykonywali kolejne nastawy ołtarzowe.

Poliptyk z Gościszowic, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Wystawa „Migracje” jest pasjonującą opowieścią o sztuce późnego średniowiecza – z jej początkiem, punktem kulminacyjnym i zakończeniem. Proszę nam przybliżyć tę narrację.

Rzeczywiście, początkiem tej opowieści jest prezentacja dzieła, które rozpoczyna historię malarstwa późnogotyckiego gotyckiego na Śląsku, czyli zachowanej środkowej kwatery Poliptyku św.Barbary z pracowni  Wilhelma Kalteysena von Oche. W kolejnych salach zestawiamy prace nieznanych z imienia artystów współtworzących zespoły Mistrza Lat 1486-1487 oraz Mistrza Poliptyku z Gościszowic – jako dwa równoległe wątki, gdyż były to pracownie działające mniej więcej w tym samym czasie, były podobnie zorganizowane, które zajmowały się produkcją nastaw ołtarzowych. Opowieść jest kontynuowana za sprawą działalności fundacyjnej wrocławskim mieszczan, płynnie przechodząc w prezentację zróżnicowania dorobku najsłynniejszego artysty-przedsiębiorcy i migranta zarazem działającego we wrocławskim cechu malarzy i rzeźbiarzy, jakim okazał się pochodzący ze szwabskiego Geislingen Jakob Beinhart. Opowieść kończą fundację wrocławskiego biskupa Jana V Turzona, z których poliptyk Pięciu Boleści Marii ukazuje docierania do Wrocławia tendencji renesansowych. 

Czy znane są jakieś szczegóły dotyczące organizacji tych pracowni? Czy miały charakter familijny, jak choćby pracownia Tintoretta, czy też był mistrz i jego uczniowie?

Tego, niestety, nie wiemy, gdyż nieznane pozostają imiona i nazwiska wielu twórców, a także siedziby ich warsztatów.  Wyjątkowo rysuje się na tym tle przypadek wspomnianego już Jakoba Beinharta, którego nazwisko bardzo często pojawiało się w przekazach archiwalnych. Prezentujemy na wystawie fenom artysty, który w źródłach był określany jako malarz,  jednak historycy sztuki przypisują mu wiele malowanych i rzeźbionych nastaw ołtarzowych oraz pojedynczych dzieł rzeźbiarskich. Wiadomo, że miał potężną pracownię i na przestrzeni lat wykształcił około pięćdziesięciu uczniów. Wiemy ze źródeł, że był bardzo poważany i występował a to jako starszy cechu, a to jako wiarygodny świadek w różnych sprawach. Były na owe czasy kimś w rodzaju menadżera odpowiedzialnego za pozyskiwanie zleceń i ich terminową realizację. Do zleceń zatrudniał pracowników i organizował ich pracę. Ponadto Jakob Beinhart, jako jedyny z prezentowanych artystów, działał w ramach jedynego w regionie i sprawnie funkcjonującego we Wrocławiu cechu malarzy i rzeźbiarzy. Organizacja ta przypominała, z jednej strony dużą rodzinę, a z drugiej strony korporację kontrolującą swoich członków zarówno w zakresie solidności pracy, jak i dobrych obyczajów, pobożności i relacji rodzinnych. 



Św. Katarzyna Aleksandryjska, Jakob Beinhart, fot. B. Lekarczyk-Cisek


Za co i w jaki sposób karano członków cechu?

Karano za bójki, za nieobecność na nabożeństwie, za spory, oszczerstwa… Karano więzieniem albo grzywnami. W tych czasach sfery religijna, obyczajowa i zawodowa były ze sobą ściśle związane. Moralność była gwarantem rzetelności. Dotyczyło to także kupców i przedstawicieli innych zawodów, skupionych w cechach.

Przy których obiektach tej wystawy warto zatrzymać się na dłużej? Jak powinniśmy patrzeć na sztukę gotycką?

Z pewnością trzeba się dłużej zatrzymać przy Poliptyku z Sulechowa, powstałym w 1499 roku, na którego zachowanych malowanych kwaterach dzieje się bardzo wiele, również na dalszych planach.  W okresie Wielkiego Postu wierni mogli podziwiać pierwsze otwarcie, o tematyce pasyjnej, które prezentujemy na wystawie. Składa się z ośmiu scen, której należy czytać od lewej do prawej strony, poczynając od Modlitwy w Ogrójcu, a kończąc na Ukrzyżowaniu. Chrystusowi towarzyszą zarówno apostołowie, jak i żołnierze – przedstawiciele „złej strony”. Widać to po sposobie pokazywania twarzy: źli bohaterowie są szpetni, mają twarze wykrzywione grymasem, krzywe zęby. Bez trudu rozpoznajemy na obrazie, kto jest dobry, a kto jest zły. Celem takie przedstawienia było zarówno zaciekawienie widza, jak też wzbudzenie w nim określonych emocji. Ponadto warto również zwrócić uwagę na takie elementy obrazu, które początkowo umykają uwadze, jak np. złocenia i dekoracja tła, na którym pojawiają się motywy rajskich ptaków. To są cechy bardzo typowe dla warsztatu Mistrza Poliptyku z Gościeszowic . Warto też zwrócić uwagę na dalszy plan, gdzie pojawiają się widoki miasta, czy też pomieszczenie, w których niedawno biczowano Chrystusa.

Poliptyk z Gościszowic, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Jednym z najpiękniejszych dzieł na tej wystawie jest  przedstawienie Świętego Łukasza malującego Marię. Święty Łukasz, patron cechu malarzy, jest według legendy autorem cudownego wizerunku Matki Bożej. Mówi ona, że Święty Łukasz przysnął podczas malowania i sama Maria dokończyła swój wizerunek. Płaskorzeźba  ukazuje rodzajową scenę, w której święty Łukasz przystępuje do pracy, maleńki Jezus bawi się u stóp Matki, ta zaś zajęta jest tkaniem szaty, która będzie rosnąć wraz z Jezusem. Dzieło to ukazuje wiele elementów z życia codziennego twórcy tej płaskorzeźby. Całość przedstawienia rozgrywa się w późnogotyckim wnętrzu, którego sklepienie wsparte jest na filarze, a okna zamiast szyb wypełniają gomułki  – w charakterystyczny dla ówczesnych realiów sposób. Pod krzesłem Świętego Łukasza umieszczono jego symbol – wołu.
Dzieło to przypisuje się Jakobowi Beinhartowi, który miał wykonać tę pracę do kaplicy cechu malarzy. Co charakterystyczne, rzeźba ta w założeniu miała pozostać niepolichromowana, stąd artysta zadbał, abyśmy nie dostrzegli na niej śladów dłuta.

Święty Łukasz malujący Maryję, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Oprócz dzieł malarskich i rzeźbiarskich, na wystawie pokazano także wspaniałe rękopisy iluminowane, inne interesujące manuskrypty i druki…

Dobór książek odpowiada tematyce poszczególnych sal, w których zostały zaprezentowane. Poliptykowi Świętej Barbary towarzyszy Mszał z Nysy, w którym przedstawiono scenę Ukrzyżowania uznaną za powstałą w kręgu oddziaływania  Wilhelma Kalteysena von Oche. W sali poświęconej Mistrzowi Poliptyku z Gościeszowic zaprezentowano inkunabuł pochodzący z dawnej biblioteki Opactwa Kanoników Regularnych w Żaganiu – jako rodzaj pars pro toto opactwa, które przypuszczalnie było miejscem, w którym pracownia przez czas jakiś tworzyła. 

Portrety Lorenza i Clary Heugel, warsztat śląski, ok. 1520, fot. B. Lekarczyk-Cisek

W dalszych salach, poświęconych mieszczaństwu, prezentujemy m.in.. podręcznik do arytmetyki, z którego uczyli się od l. 70 XV w. adepci kupieckiego fachu.  Jest także psałterz z kościoła Marii Magdaleny, w którym pojawiają się pierwsze portrety w malarstwie śląskim w pełnym tego słowa znaczeniu, niezależne od reszty przedstawień. Ponadto wystawiamy także mszał, w którym prezentujemy zapisany na wewnętrznej stronie okładki tekst oficjum do św. Sebalda – czczonego wyłącznie przez obywateli Norymbergi lub osoby stamtąd pochodzące. W sali poświęconej Ostrowowi Tumskiemu wyeksponowano trzy mszały związane z trzeba biskupami-migrantami, w tym dwie edycje mszałów drukowanych w Moguncji. 

Opis pielgrzymki Petera Rindfleischa do Ziemi Świętej i Santiago de Compostella, nieznany pisarz na podst. tekstu Rindfleischa, rękopis papierowy, własność: Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu, fot. B. Lekarczyk-Cisek
W korytarzu księgi pojawiają się przy okazji dwóch wątków. Jednym z nich jest podróż do Ziemi Świętej, której odręcznie napisaną relację znajdziemy na wystawie. Wątek pielgrzymkowy jest także ważnym elementem migracji. Prezentujemy ponadto początki druku oraz handlu księgarskiego na Śląsku, m.in. pierwszy druk z oficyny Caspara Elyana z 1475 roku, w którym zamieszczono zapis statutów synodów diecezji, które zbierały się we Wrocławiu i dążyły do ujednolicenia liturgii oraz zawierające teksty najważniejszych modlitw – po polsku i po niemiecku. Jest to jeden z pierwszych drukowanych tekstów, które powstały we Wrocławiu,  a zarazem pierwszy w ogóle zawierający drukowany tekst w języku polskim. Na wystawie znajduje się także rękopis zawierający teksty związane z osobą  św. Jadwigi, powstały na zlecenie wrocławskiego patrycjusza  Antoniego Horniga.

A które z dzieł prezentowanych na wystawie darzy Pani szczególną sympatią i dlaczego?

Moje ulubione dzieło znajduje się w sali na II piętrze i jest nim dawna nastawa baldachimowa z kościoła św. Elżbiety we Wrocławiu, której malowane skrzydła powstały na przełomie l. 70. i 80. XV wieku, przypuszczalnie dzięki donatorowi pochodzącemu z Norymbergi. Dzieło to powstało jako oprawa kamiennej Piety z XIV wieku, znajdującej się w centrum tej nastawy. Obecnie w miejscu Piety jest pustka, ukazująca, jak bolesne są straty wojenne, o których nie wolno zapominać… Samo dzieło jest szczególne także i przez to, że tego rodzaju nastaw baldachimowych zachowało się na terenach Ślaska niewiele. Jest ono prezentowane w największej Sali wystawy, ukazującej różnych rodzaju nastawy ołtarzowe i ołtarzyki – od najmniejszych, przenośnych, po najbardziej monumentalne, zdobiące ołtarze największych śląskich far, a także kościołów wiejskich.

Ołtarz baldachimowy w figurą Piety sprzed 1939 r./skan katalogu wystawy

Ołtarz baldachimowy w figurą Piety z kościoła Św. Elżbiety we Wrocławiu, stan obecny,
własność Muzeum Narodowego w Warszawie, fot.  B. Lekarczyk-Cisek

Dziękuję za opowieść o sztuce późnogotyckiej w jej rozmaitych przejawach. Mam nadzieję, że zachęci ona do zwiedzania wystawy.

Wystawie towarzyszy pięknie wydany katalog.



A oto pozostałe zdjęcia z wystawy:

Kronika świata wydana w norymberskiej oficynie Antona Krobergera, zawierająca
pierwsze widoki śląskich miast: Wrocławia i Nysy,  fot. B. Lekarczyk-Cisek

Biczowanie, malowana kwatera dawnego retabulum ołtarza głównego NMP na Piasku
Warsztat Mistrza  Lat 1486-1487 i Mistrza Poliptyku z Gościszowic,  fot. B. Lekarczyk-Cisek
Maria z Dzieciątkiem i postacie świętych, Warsztat Mistrza  Lat 1486-1487, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Epitafium rodziny Scheuirl, malarz wrocławski 1537, fot. B. Lekarczyk-Cisek
Poliptyk z Konina Żagańskiego, Warsztat Mistrza Poliptyku z Gościszowic, 1506-1507,
fot. B. Lekarczyk-Cisek
Św. Anna Samotrzecia, Warsztat Mistrza  Lat 1486-1487, fot. B. Lekarczyk-Cisek

poniedziałek, 15 października 2018

Migracje. Sztuka późnogotycka na Śląsku

Pokaz dzieł malarstwa, rzeźby, złotnictwa powstałych na terenie Śląska i na potrzeby tutejszych zleceniodawców w innych ośrodkach europejskich w latach 1440–1520. Dzięki wystawie  powracają do Wrocławia i na Śląsk arcydzieła sztuki średniowiecznej znajdujące się obecnie w kolekcjach polskich. Jest fascynującą podróżą ku odległym o ponad pięćset lat czasom działalności utalentowanych anonimowych mistrzów

Mistrz lat 1486-1487, Adoracja Dzieciątka (fragm.), MN Wrocław


„Tytuł ekspozycji odnosi się do zjawiska, które zadecydowało o specyfice śląskich miast, zwłaszcza Wrocławia, i charakterze tutejszej produkcji artystycznej” – mówi dr Agnieszka Patała, kuratorka wystawy. „Migrantami byli artyści, którzy pozostawili po sobie najwybitniejsze i stanowiące dzisiaj ozdobę wielu kolekcji polskich oraz zagranicznych dzieła. Przybywali oni na Śląsk z odległych krain i osiadali w miastach regionu, zakładając wieloosobowe warsztaty realizujące liczne zamówienia, płynące często z bardzo odległych miejscowości. Wśród nich tacy twórcy jak Wilhelm Kalteysen von Oche (którego przełomowy Ołtarz św. Barbary z 1447 r. nazywany jest zasłużenie ‘kometą na śląskim niebie’) czy przybyły ze Szwabii utalentowany i wpływowy artysta-przedsiębiorca Jakob Beinhart wyróżniali się znajomością najważniejszych trendów epoki, pozostawiając po sobie prace sytuujące sztukę śląską w czołówce artystycznej spuścizny ziem obecnej Polski w XV w. i początkach XVI stulecia”. Migrowali również artyści śląscy, którzy, jak złotnik Erasmus Schleupner, rozwijali swoje talenty w zagranicznych ośrodkach, korzystając z mecenatu wrocławskich biskupów.

Jakob Beinhart, Św. Łukasz malujący Madonnę, ok. 1506, MN Warszawa

Zjawisko to nie narodziło się dopiero w latach 1440–1520, tym niemniej dla tego przedziału czasowego dysponujemy wieloma przekazami źródłowymi oraz zachowanymi dziełami, które pozwalają często wyjątkowo dokładnie wniknąć w istotę wspomnianych migracji, dostrzec ich przebieg, zrozumieć motywacje migranta (artysty, zleceniodawcy) czy wreszcie odczytać intencje, funkcjonowanie i oddziaływanie na widza powstających dzieł”.

Oswald Rothe, Relikwiarz św. Jana Chrzciciela, 1512,
parafia katedralna św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu

Wystawa jest doniosłym wydarzeniem w powojennej historii wrocławskiego muzealnictwa – po raz pierwszy od czasów II wojny światowej, a nawet od czasu swojego powstania, powracają do Wrocławia i na Śląsk arcydzieła sztuki średniowiecznej znajdujące się obecnie w kolekcjach polskich. Muzeum prezentuje też kilka monumentalnych i artystycznie imponujących dzieł malarskich i rzeźbiarskich trudno dostępnych nawet dla znawców, gdyż na co dzień przechowywanych w niewielkich śląskich świątyniach. Wystawa zabiera widzów w fascynującą podróż ku odległym o ponad pięćset lat czasom działalności utalentowanych anonimowych mistrzów, wędrujących kupców, przedsiębiorczych patrycjuszy i realizującego swe ambicje kleru. Jeszcze nigdy w historii Muzeum nie pokazano tej klasy arcydzieł sztuki średniowiecznej.

Na wystawie zaprezentowano także wyniki przeprowadzonych badań konserwatorskich i technologicznych, dzięki którym można odkryć tajemnice warsztatowe średniowiecznego artysty, śledzić proces twórczy i podziwiać warstwy dzieł niedostępne zwykle ludzkiemu oku, jak np. szkice przygotowawcze nakryte później kolejnymi warstwami farb. Widzowie dowiedzą się również, kiedy, dlaczego i w jaki sposób były otwierane i zamykane ołtarze, do czego tak naprawdę służyły epitafia, kto mógł sobie pozwolić na własny iluminowany modlitewnik i dlaczego fundacje artystyczne pomagały ambitnym mieszczanom w karierze politycznej i duchownej.

Migracje. Sztuka późnogotycka na Śląsku - Migrations. Late Gothic Art in Silesia

informacja prasowa

Relacją z wystawy - pod tym linkiem

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty