Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oprowadzanie kuratorskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oprowadzanie kuratorskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 maja 2024

Pomiędzy ludźmi a przedmiotami. Po wystawie "Rzeczy przysposobione" oprowadza Maria Derejczyk

Oprowadzając mnie po wystawie "Rzeczy przysposobione", jej kuratorka Marta Derejczyk opowiedziała wiele fascynujących historii dotyczących relacji ludzi i przedmiotów. Zachęcam do lektury i do zwiedzania tej niebanalnej ekspozycji w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu.

Marta Derejczyk, fot. Wojciech Rogowicz

Barbara Lekarczyk-Cisek: Już sam tytuł tej wystawy wydaje się być intrygujący. Brzmi trochę jak tytuł wiersza Mirona Białoszewskiego („Obroty rzeczy”). Jakie są okoliczności powstania tej niebanalnej ekspozycji?

Marta Derejczyk: Wystawa jest efektem prowadzonego przez trzy lata projektu badawczo-artystycznego, prowadzonego przez dwie antropolożki: dr Annę Kurpiel z Uniwersytetu Wrocławskiego, z Centrum im. W Brandta i dr Katarzynę Maniak z Uniwersytetu Jagiellońskiego, które zrealizowały grant badawczy dotyczący relacji ludzi i przedwojennych przedmiotów na Ziemiach Zachodnich. Zaprosiły do współpracy artystę multimedialnego i fotografa – prof. Łukasza Skąpskiego. Autorzy projektu wybrali dwa największe miasta – Wrocław i Szczecin, gdzie prowadzili klasyczne badania terenowe. Interesowały ich nie tylko przedwojenne przedmioty, ale przede wszystkim ich relacje z przestrzenią, a także, jak żyje się ludziom obcującym z tym materialnym dziedzictwem.  Wiadomo też było, że powstanie publikacja dotycząca tych badań, która nosi tytuł „Porządek rzeczy”. Dyskursowi naukowemu towarzyszy w niej esej wizualny, składający się z fotografii prowadzonych w trakcie badań. Jednocześnie zakładano, że powstanie także wystawa i na etapie jej tworzenia zostałam włączona do zespołu kuratorskiego. 

Przełożenie bogatej pracy badawczej na ekspozycję było zapewne wyzwaniem. Jaki przyjęliście Państwo koncept?

Zależało nam na tym, aby pokazać, co udało się w trakcie badań opracować, jednocześnie jednak nie chcieliśmy pokazywać zbyt wielu przedmiotów, aby nie przysłoniły samego dyskursu. Skupiliśmy się na czternastu wątkach, które ilustrujemy relacjami czternastu osób. Zależało nam na interpretacji, chcieliśmy więc pokazać nie tyle same przedmioty, ile relacje z nimi. Samych eksponatów jest więc w gruncie rzeczy niewiele. W centrum wystawy znajduje się instalacja artystyczna „Stół”, przygotowana przez Łukasza Skąpskiego. 

Sama aranżacja jest umownym nawiązaniem do stylistyki przedwojennych kamienic, w których odnaleźć można zarówno stare, jak i nowe meble i przedmioty. Unikaliśmy też typowo muzealnych rozwiązań, np. gablot. 

Prezentowanym przedmiotom towarzyszą, jak widać, krótkie opisane historie…

Tak, a wystawa rozpoczyna się od mojej rodzinnej historii przycisku do papieru, bo istotą tej wystawy jest współczesne spojrzenie na przedmioty z przeszłości. Niektóre nabierają znaczeń, inne zaś nie istnieją w naszej świadomości. Ten przycisk do papieru pochodzi w domu moich dziadków, którzy przyjechali spod Częstochowy i zamieszkali na wsi pod Oleśnicą, w domu, który należał do pałacowej służby i znajdowały się w nim jeszcze przedmioty po poprzednich mieszkańcach. Babci widocznie ten szklany przycisk do papieru się spodobał, skoro go zachowała, ale dla mojego taty i jego braci było to frustrujące, że w jego wnętrzu znajduje się zdjęcie, którego nie można wyjąć. Próbowali więc bezskutecznie rozbić go, zeszlifować, stąd ta starta przednia ścianka. Natomiast dla mnie intrygująca była ta dziewczynka, której nie znałam i zadawałam w związku z tym dużo pytań. Kiedy byłam starsza i poznałam historię, trudno mi było zrozumieć, że to jest Niemka – dziecko, a nie niemiecki żołnierz… Ten przedmiot mówi o niemieckości jako kategorii wyobrażonej i o tym, że nie jest ona cechą rzeczy. A przedmioty tak wyobrażone mogą być przez to dla nas trudne, ale także ciekawe, a nawet fascynujące. 

Przycisk do papieru, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Z kolei ten wyszczerbiony nóż, znajdujący się w szufladzie stołu, został znaleziony przez pewnego studenta w ogrodzie jego domu. Mimo że nie miał on żadnej wartości użytkowej, zdecydował się zachować go, ponieważ uznał, że należał do poprzednich mieszkańców domu. W tym wypadku mówimy o integralności – o tym, że przedmioty należą do pewnej przestrzeni, budują ją, a naruszenie tej integralności może prowadzić do symbolicznego rozpadu. 

Stół z przymocowanym młynkiem do orzechów i wyszczerbionym nożem
 w otwartej szufladzie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Na tym samym stole umocowano młynek do orzechów, z którym wiąże się historia tytułowa wystawy, czyli historia przysposobienia. Należy do państwa Orzechowskich (zbieżność nazw nieprzypadkowa!) i służy od lat do mielenia orzechów przed każdymi świętami, co stało się rodzajem rodzinnego rytuału. W tym przypadku zadajemy pytanie o pokrewieństwo: czym jest pokrewieństwo stworzone, czy można powiększać wspólnotę o przedmioty, a także, czy poprzez przedmioty nie budujemy relacji między sobą, a także z poprzednimi mieszkańcami tych ziem. Często to,  co nich wiemy, to w gruncie rzeczy wiedza, jakich przedmiotów używali, więc mamy na ten temat jakieś wyobrażenia. Jeśli zatem potraktujemy czas jako konstrukt nielinearny, to możemy powiedzieć, że używamy wraz z nimi tych samych przedmiotów.

Bardzo ciekawa myśl!

Dla mnie także (śmiech). Kolejny eksponat – koziołki – jest przykładem na to, że dziedziczymy po naszych krewnych przedmioty, które stają się NASZYMI  pamiątkami rodzinnymi: po babci, po rodzicach… 

Przykładem adaptowania przedmiotów jest niemiecki album do zdjęć, z którego wyjęto stare fotografie i wklejono własne, poza jednym wyjątkiem (zdjęcia nie udało się widocznie odkleić), w rezultacie czego powstało dziwne połączenie starego z nowym. Za pomocą tego przedmiotu opowiadamy historię „umojenia” (dosłownie: „uczynić [to] moim”). Określenie to zaproponował historyk Robert Traba w odniesieniu do procesu osiedlania się polskich przybyszów w nowych domach na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Dla ich potomków i następnych pokoleń miejsca te stały się na tyle „oswojone”, że uznali je za własne i patrzą na ich historię bez uprzedzeń. To z kolei sprawiło, że ludzie zaczęli być tej przeszłości ciekawi, pytać o nią. Zaczynamy czuć, że to także nasze dziedzictwo i buduje także naszą tożsamość.

Sukienka z szala zakupionego na szaberplacu,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Na manekinie widzimy suknię uszytą z szala zakupionego na szaberplac u autochtonki. Interesujące, że taka właśnie rzecz, będąca blisko ciała, była używana. Przy okazji możemy przeczytać, czym był ów szaberplac, jak funkcjonował. Okazało się przy tej okazji, że kobiety wyprzedające stare przedmioty: guziki, szale itp. długo jeszcze funkcjonowały w powojennym Wrocławiu. Z relacji wynika, że przedmioty te w czasach PRL-u były rodzajem okna do lepszego świata – mniej byle jakiego, pozwalały na uszycie czegoś oryginalnego. Przy okazji tego przedmiotu podejmujemy także refleksje na temat społecznego awansu: czy rzeczy temu służą. Wiadomo, że we Wrocławiu piękne, niegdyś bogate kamienice trafiły do rodzin robotniczych i chłopskich, które nie miały kompetencji do zajmowania się nimi. Stąd zresztą tytuł książki: „Porządek rzeczy”, mówiący o tym, że mają one swój porządek klasowy i historyczny i że ludzie odczuwają rodzaj satysfakcji, jeśli przedmioty trafiły we właściwe ręce. Trochę tak, jakbyśmy odziedziczyli coś po rodzinie. Ludzie wręcz poszukują związków z przeszłością, które dawałoby im poczucie związku z ludźmi, do których to należało.

Na wystawie pokazano także maki z jednego z ogrodów na Sępolnie. Dziwić może obecność na wystawie przedmiotów tak ulotnych…

Mak (niestety, zdążył już zwiędnąć) pokazywaliśmy na wystawie jako roślinę, by tak rzec, posiadającą własną sprawczość. Wiąże się z nimi ciekawa opowieść o tym, że zawsze powracają na to samo miejsce w ogródku. Nie da się ich przenieść ani wykopać. Są zawsze. Jest to zarazem opowieść o tym, że przestrzeń dziedzictwa materialnego to nie tylko przedmioty, ale także roślinność, drzewa, rzeki, które również  zaadoptowaliśmy, użytkujemy i wpisaliśmy w nasze rodzinne historie. Tu z kolei badamy sytuację, w której nie ma już ludzkich świadków przeszłości, a badaniu poddane są same rzeczy, sama materia.

Przedmioty wydobyte ze śmietnia, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

O czym w takim razie opowiada stojący w pobliżu stół pełen jest rozmaitych przedmiotów?

To zestaw przedmiotów wyciągniętych ze śmietnika przez młodego chłopaka – Błażeja, który ma wielką pasję do ratowania starych przedmiotów, wyrzuconych z różnych powodów przez ludzi. Mamy tu ceramikę, szkło, biżuterię, pamiątkowe dokumenty (nie tylko poniemieckie), a nawet pieniądze. Tutaj z kolei zastanawiamy się nad tym, czy rzeczy są dla nas zasobem, czy ciężarem. Tak zapewne było z tymi wyrzuconymi na śmietnik, w których Błażej ponownie dostrzegł zasób i wartość. Dba o nie, czasami sprzedaje. Poza tym prowadzi na Instagramie profil „Historia ze śmietników Breslau”, gdzie pokazuje, ile śladów przeszłości można znaleźć na śmietnikach. 

Instalacja Łukasza Skąpskiego, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Centralne miejsce na wystawie zajmuje, jak Pani wspomniała, instalacja Łukasza Skąpskiego, na której widać mnóstwo książek. Czy one także mówią o przeszłości.

Instalacja opowiada historię rodzinną artysty. Stół pochodzi z domu jego dziadków, gdzie z okazji świąt zasiadała cała rodzina, a babcia zastawiała stół rozmaitymi potrawami. Natomiast książki nawiązują do osoby dziadka – profesora chemii, który zgromadził bardzo dużo książek, zarówno swoich, jak i przyjaciół. W tym wypadku mamy więc nawiązanie do historii rodzinnej, o której te przedmioty opowiadają.

Na ścianach widać fragmenty rozmaitych wnętrz, a także portrety ludzi…

Wnętrza domów, zadbanych i zaniedbanych, a portrety nieliczne dotyczą osób biorących udział w projekcie, które wyraziły zgodę na to, że będą pokazywane na wystawie. Jest ich znacznie więcej. Łukasz Skąpski zrobił, wzorem Zofii Rydet, wiele fotografii socjologicznych i można je zobaczyć w książce.

Album z pocztówkami, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Zaintrygowała mnie również historia zdjęć i albumów na wystawie, świadcząca o tym, że i stare pocztówki i fotografie mogę stanowić przedmiot zainteresowania współczesnych.

W odniesieniu do mlecznika ze swastyką możemy mówić o sprawczości rzeczy. Czasami długo nie mamy świadomości, jakie znaczenia zawierają, to przychodzi z czasem, jak rodzaj przebudzenia, w tym przypadku niezbyt przyjemnego. Przeciwnie było z historią pocztówek, które „od zawsze” znajdowały się w domu ich obecnej właścicielki, ale nie mówiło się o nich. Jako dziecko pani Lidia bawiła się nimi, potem – jako osobę dorastającą – zainteresowały ją te romantyczne, a kiedy poszła do szkoły plastycznej, przydatne okazały się te z architekturą. Z czasem odkryła, że jest to korespondencja jednej rodziny i zaczęła snuć wokół nich własną historię. Okazało się, że jest to korespondencja narzeczonych, a potem małżeństwa i ich rodzin. Dla pani Lidii kolekcja stała się przedmiotem troski, rodzajem fascynacji. Porządkuje je, odczytuje, a nawet próbuje odnaleźć potomków swoich bohaterów. I tak, niepostrzeżenie, cała ta historia stała się jednym z głównych celów jej życia.

Trzy świnki, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

A ten uroczy bibelot z trzema świnkami jaką niesie historię?

Przedmiot ten należy do pani Bogdany i jej rodziny, w której były trzy córki, więc żartobliwie skojarzono je z tym bibelotem. Można przy tym zwrócić uwagę na poszukiwanie podobieństwa nie tylko między ludźmi, ale także pomiędzy ludźmi a przedmiotami, co daje w efekcie poczucie zażyłości.

Z kolei mapy na wystawie pochodzą z domu wrocławskiego artysty i należały do jego ojca. Można na nich znaleźć zapiski niemieckich dzieci i taty Jacka. W rezultacie zrobił się z tego hybrydowy przedmiot, o którym trudno powiedzieć, czy jest polski, czy niemiecki. Ten wątek odnosi się do pograniczności rzeczy, które przynależą jednocześnie do różnych porządków i nie sposób tego oddzielić. Czy owa pograniczność rzeczy nie mówi nam najwięcej o tej rzeczywistości?

Oleodruk "Podwieczorek", fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Na końcu wystawy znajduje się bardzo piękna historia o przedmiocie rytualnym. Ten oleodruk znajdował się przez kilkadziesiąt lat w jednym miejscu – na ścianie domu na Borku we Wrocławiu. Pani Teresa, obecna właścicielka, która odziedziczyła ten dom po rodzicach, znała od nich historię poprzednich właścicieli, z którymi mieszkali przez kilka miesięcy i zdążyli się ze sobą zaprzyjaźnić. Kiedy Niemcy opuszczali Wrocław, poprosili polską rodzinę, aby zachowała ten obraz. Kolejne pokolenia do tego stopnia uszanowały tę prośbę, a poniekąd nakaz rytualny, że pani Teresa nigdy tego obrazu ze ściany nie zdjęła, a co więcej urządziła ten pokój w taki sposób, aby do niego pasował. To pokazuje, że jest coś dziwnego w prośbach, nakazach, rytuałach, że jednak traktujemy je poważnie.

Bardzo dziękuję za tę interesującą opowieść, a właściwie wiele opowieści. Będę zachęcać do oglądania tej wyjątkowej wystawy.

sobota, 10 lutego 2024

Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza: oprowadzanie kuratorskie po wystawie "Gdyby. niezrealizowane wizje nowoczesnego Wrocławia"

Muzeum Architektury zaprasza na pierwsze kuratorskie oprowadzanie po wystawie – spotykamy się w niedzielę 11 lutego o godzinie 13.00. Do udziału w oprowadzaniu upoważnia bilet wstępu do muzeum.

Materiały prasowe MA

Dobrze zbudowane miasto pozwala swym mieszkańcom stać się lepszymi. 

Max Berg

100 lat temu Wrocław postrzegany był jako jedno z najważniejszych europejskich laboratoriów nowoczesności. W prace projektowe w ramach organizowanych przez miasto konkursów zaangażowani byli niemal wszyscy architekci uznawani za prekursorów nowoczesnej architektury i urbanistyki XX wieku: Max Berg, Hans Poelzig, Adolf Rading i Ernst May. Niekorzystna sytuacja ekonomiczna Niemiec spowodowała, że wiele z tych koncepcji pozostało jedynie na papierze, jako fantazje i utopie architektoniczne...

O tym wszystkim opowie już w najbliższą niedzielę dr Jerzy Ilkosz, kurator wystawy Gdyby. Niezrealizowane wizje nowoczesnego Wrocławia i autor książki Wieżowce Wrocławia 1919-1932. 

Gdyby. Niezrealizowane wizje nowoczesnego Wrocławia
- oprowadzanie kuratorskie po wystawie 

niedziela, 11 lutego 2020 r., godzina 13:00

Muzeum Architektury we Wrocławiu

ul. Bernardyńska 5

Prowadzenie: dr hab. Jerzy Ilkosz

informacja prasowa

poniedziałek, 13 lutego 2023

"Idę w świat i trwam" - po wystawie Jacka Malczewskiego w Muzeum Narodowym w Poznaniu oprowadza kurator Paweł Napierała

Kurator wystawy "Idę w świat i trwam" już na wstępie zastrzegł, że choć będzie interpretował wybrane obrazy Malczewskiego, to jednak jest zwolennikiem indywidualnego spotkania ze sztuką, mającego charakter zdarzenia. Istotne bowiem jest to, co dzieło sztuki uruchamia w nas samych, sięgając do naszej pamięci, doświadczeń, emocji, co pozwala pełniej je przeżyć.

Jacek Malczewski, Autoportret z muzą, 1905, fot. Marek Cisek

Z sobotniego  oprowadzania po wystawie "Idę w świat i trwam" wybrałam tylko niektóre wątki, nic bowiem nie zastąpi żywego odbioru dzieła. Tu można jedynie posmakować czegoś i nabrać ochoty na więcej...

Jacek Malczewski, Grabienie koniczyny (a. Trzy grabiące kobiety), 1900),
 fot. Marek Cisek

Peregrynację po wystawie prac Jacka Malczewskiego rozpoczęliśmy od obrazu Grabienia koniczyny (1900), którego ukrytych znaczeń nie tak łatwo było dociec samemu kuratorowi wystawy, pomimo że twórczość Malczewskiego zna od dawna. Otóż zdarzyło mu się sięgnąć do źródła tak nieoczywistego, jak "Poradnik wiejski" z 1919 roku, dzięki któremu pojął, jak cenną i zarazem wrażliwą jest tytułowa roślina. Zbierając ją bez należytej staranności, można utracić ten cenny dar natury. Jednocześnie wiadomo, że symbolizuje ona szczęście. Według niektórych tradycja tego symbolu sięga początków stworzenia: Ewa wychodząc z Ogrodu Eden jako odzienie miała jedynie czterolistną koniczynę.

Widoczną na pierwszym, realistycznym planie, scenę grabienia koniczyny pogłębia i zarazem dopełnia znaczeniowo plan drugi - fantastyczny Grabiące kobiety zdają się kompletnie nie przykładać do wykonywanej pracy, ale ze strachem spoglądają za siebie - na owe groźne i dziwne postaci w głębi, siedzące w postawie rezygnacji i okazujące rozpacz gestem rąk. Scena rozgrywa się na tle pochmurnego nieba, zwiastującego nadchodzącą burzę. W ten sposób przedstawiono dramat - czy jest nadzieja na jej pozytywny finał..? Zdaniem kuratora, Pawła Napierały, obraz ten mówi o utracie, o zmarnowanej szansie. Zarazem jednak stawia pytania o to, jaka jest powinność wobec historii, narodu czy też artysty wobec sztuki. Dlatego też ten właśnie obraz znajduje się niejako na początku ekspozycji.

Jacek Malczewski, Pytia (1917), fot. Marek Cisek

Jacek Malczewski chętnie sięgał do mitologii i do literatury, czego wyrazem jest m. in. Pytia (1917), W mitologii greckiej była wieszczką, kapłanką w świątyni Apollina w Delfach. Pytia siadała na trójnogu, nad szczeliną w ziemi, z której wydobywały się wyziewy i w stanie transu wypowiadała luźne słowa, które kapłani wykorzystywali do układania odpowiedzi, stanowiącej przepowiednię. Jednakże Pytia Malczewskiego nie ma charakteru kanonicznego. Sprawia wrażenie niezainteresowanej ani tym, co się dzieje wokół niej, ani przyszłością. Na wystawie zdaje się patrzeć poza ramę - na puste gabloty, co może oznaczać bezsilność wobec rzeczywistości tak okrutnej wobec ludzi, ale także w stosunku do dzieł sztuki, będących symbolem kultury. Jednocześnie na linii jej wzroku wisi Pieta (1903), również inna od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni, na której widzimy kobiety w żałobie, co wyzwala kolejne możliwości interpretacyjne.

Jacek Malczewski, Rycerz (1904), fot. Marek Cisek

Na wystawie znajduje się także wyjątkowy obraz: Rycerz, którego interpretacji nie można odnieść tylko do literatury czy do Biblii.  Otóż jadący konno rycerz ciągnie za sobą fauny, które są niejako jego przeciwieństwem - symbolizują życie bachiczne, niekiedy wyuzdane.  Rzymskie fauny uosabiają żywotność natury, a  na obrazach artysty – także sztukę, a zwłaszcza muzykę. Bohater próbuje więc znaleźć pomoc u św. Michała Archanioła - patrona rycerzy, ale też symbolu walki z grzechem.

Jacek Malczewski, Eloe, 1909, fot. Marek Cisek

Obraz Eloe stoi na wystawie oparty o ścianę, jakby w oczekiwaniu na zawieszenie. Oglądamy go, jak mógł go widzieć sam artysta - na odległość ręki i pędzla. Obraz, którego dwie inne wersje znajdują się na stałej wystawie Muzeum Narodowego w Poznaniu, nawiązuje do poematu Juliusza Słowackiego: "Anhelli". "Eloe – wyjaśniał Juliusz Słowacki – „urodziła się ze łzy Chrystusowej na Golgocie, z tej łzy, która była wylana nad narodami”. Smutna anielica pokochała upadłego Cherubina i poszła za nim w ciemności. Teraz „jest wygnaną, jak wy jesteście wygnani (…) i piastunką jest grobów”. Eloe na tym obrazie niesie martwą Ellenai, ale - jak to u Malczewskiego - śmierć nie jest ostatecznym końcem, ale przejściem do innego świata. Na tym obrazie wygląda na uśpioną, twarz ma pogodną. Mało tego - gest, który wymienia z aniołem, jest pełen czułości. Łabędzie skrzydła zaś są w kolorze zielonym i symbolizują życie.

Eloe, detal
Jeden z obrazów pozostał w skrzyni, w której został przywieziony - to Chrystus w Emaus (1909), jedyna wersja tego tematu bez obecności uczniów. W sąsiedztwie, z obrazu Autoportret z modelką, na Chrystusa spogląda właśnie owa tytułowa modelka, trzymająca w ręku koronę. To okres w polskiej sztuce nazywany interregnum (bezkrólewie). Jej spojrzenie na Chrystusa rodzi skojarzenie z innymi obrazami Malczewskiego, na których pojawia się Chrystus i które mają mesjanistyczny charakter. Chrystus niejako szuka uczniów i jednym z nich zdaje się być artysta. W tak wyeksponowanym obrazie Chrystus z Emaus odczytujemy także przesłanie o kruchości dzieła sztuki... 

Jacek Malczewski, Chrystus w Emaus (1909), fot. Marek Cisek

Jedna ze ścian ekspozycji prac Jacka Malczewskiego poświęcona została w całości portretom bliskich mu osób. Obok prac znakomitych znajdziemy tu i takie, których na ogół się nie eksponuje: niedokończone, dalekie od ideału. Zobaczymy tu przyjaciół malarza: Piotra Dobrzańskiego, małżeństwo Karola i Małgorzatę Lanckorońskich, bratanków, siostry... Dla kuratora, pana Pawła Napierały, to rodzaj albumu rodzinnego - takiego, który wszyscy posiadamy, w którym piękne i udane zdjęcia sąsiadują ze źle wykadrowanymi czy nieostrymi, ale mającymi dla nas wartość sentymentalną drogiej sercu pamiątki... Próba ich wartościowania nie ma żadnego sensu. Można tak samo spojrzeć na wyeksponowane na wystawie prace Malczewskiego - każda z nich będzie jednakowo cenna, bo jest zapisem jego osobistych przeżyć, jego pamięci. O tym także mówi ta wystawa.

Jacek Malczewski, Bratankowie (1878), fot. Marek Cisek

Wystawa "Idę w świat i trwam. Obrazy Jacka Malczewskiego z kolekcji Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki im Borysa Woźnickiego" w Muzeum Narodowym w Poznaniu jest otwarta do końca marca tego roku.

Wywiad z kuratorem Pawłem Napierałą - pod tym linkiem.

Redakcja: Barbara Lekarczyk-Cisek

poniedziałek, 7 listopada 2022

Wydarzenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i oddziałach 7–13.11.2022

Od 7 listopada Muzeum Narodowe we Wrocławiu zaprasza na wykłady (m. in. o sztuce starożytnego Rzymu i o Józefie Wybickim), oprowadzanie kuratorskie po wystawie  „Święte obrazki”, warsztaty rodzinne oraz na warsztaty plastyczno-muzyczne Tomasza Stery dla młodzieży i dorosłych, towarzyszące wystawie „Collage – klejone światy”.

Tondo, Maria z Dzieciątkiem, wytwórnia Cantagalli we Florencji,
Włochy, XIX w.; majolika wzorowana na dziele z warsztatu
Luki della Robbia (1399–1481), Muzeum Narodowe we Wrocławiu, fot. materiały prasowe


Muzeum Narodowe we Wrocławiu

12.11, g. 16:00

Józef Wybicki i jego czasy – wykład z okazji Roku Józefa Wybickiego, prowadzenie: Izabela Trembałowicz-Chęć

Józef Wybicki znany jest wielu Polakom głównie jako twórca słów do hymnu narodowego. I właściwie na tym nasza wiedza o owej postaci się kończy. Wykład, który odbywa się w Roku Józefa Wybickiego, ogłoszonego z okazji 200-lecia jego śmierci, 275. rocznicy urodzin oraz 225 lat jakie upłynęły od powstania „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech”, pozwoli poszerzyć wiedzę o wybitnym Polaku i czasach, w jakich przyszło mu żyć.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowego we Wrocławiu, sala 116

13.11, g. 11:00

Sztuka starożytnego Rzymu – wykład Grzegorza Wojturskiego w ramach cyklu „Kurs historii sztuki”

Starożytny Rzym kojarzy się zazwyczaj z imperialnymi podbojami, prawem, pomnikami konsulów i cesarzy, walkami gladiatorów i ruinami monumentalnych świątyń i amfiteatrów. Prelegent postara się poszerzyć ten krąg skojarzeń o charakterystyczne dla Rzymu budowle, specyficzne rozwiązania konstrukcyjne oparte na półkolistym łuku, filarach i sklepieniach kopułowych i kolebkowych, wskaże również na genialne rzymskie rozwiązania technologiczne i materiałowe zapewniające solidność i trwałość. Ukaże antycznych Rzymian nie tylko jako wielbicieli i naśladowców rzeźby i architektury greckiej, ale także jako nowatorów w dziedzinie inżynierii, budownictwa, portretu oraz malarstwa dekoracyjnego. Zaprezentuje też obiekty z obszaru Śląska inspirowane architekturą antycznego Rzymu.

Bilety: 10 zł

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Muzeum Etnograficzne


Dzieciątko Jezus z Pragi, praca klasztorna, XIX w./ fot. Muzeum Etnograficzne


12.11, g. 14:00 

„Święte obrazki” – oprowadzanie kuratorskie z tłumaczeniem na język ukraiński, prowadzenie: Joanna Kurbiel

Wystawa „Święte obrazki” to pierwsza tak obszerna prezentacja wyjątkowej kolekcji grafik dewocyjnych i obrazów na szkle zebranych przez o. Nikolausa von Lutterottiego, ostatniego przeora zgromadzenia benedyktynów w Krzeszowie oraz pierwsza ekspozycja mu poświęcona. Pokazane są obrazy na szkle oraz wybór ok. 500 grafik z imponującego, bo liczącego kilkanaście tysięcy eksponatów, zbioru, który przez ćwierć wieku zgromadził i pieczołowicie opracował Lutterotti.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


12.11, g. 15:00 

„Święte obrazki” – oprowadzanie kuratorskie, prowadzenie: Joanna Kurbiel

Wstęp z biletem na wystawę czasową

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


13.11, g. 12:00 

Rozświetlamy listopad – warsztaty rodzinne Pauliny Sucheckiej dla dzieci w wieku 5–12 lat. Wydarzenie w ramach cyklu „ETNO w południe”

Dni są coraz krótsze… Uczestnicy zajęć spróbują rozświetlić listopadową aurę, tworząc papierowe i szklane lampiony. Potrzebne będą małe, pękate słoiki. Pozostałe materiały zapewni Muzeum.

Bilety w cenie 5 zł

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13 

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu

13.11, g. 16:00 

Lampiony jesienne – warsztaty rodzinne dla dzieci ze spektrum autyzmu w wieku 5–12 lat. Prowadzenie: Paulina Suchecka

Muzeum Etnograficzne zaprasza na zajęcia tworzenia papierowych lampionów. Uczestnicy będą używać papieru, bibuły, nożyczek, kleju, farb i kredek. Następnie przygotowane lampiony będą podświetlać! Będzie kolorowo, bajkowo, magicznie. Zabawa dla dużych i małych (do udziału zapraszamy też rodzeństwo).

Bilet wstępu do muzeum w specjalnej cenie 1 zł, udział w zajęciach jest bezpłatny.

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13 

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


Kurt Schwitters, Merzzeichnung 225, 1921


8.11, g. 14:00

Collage. Rysunek akustyczny – warsztaty plastyczno-muzyczne Tomasza Stery dla młodzieży i dorosłych, towarzyszące wystawie „Collage – klejone światy”

Grygar Milan to jeden z artystów, którego dzieło „Rysunek akustyczny” można zobaczyć, a nawet usłyszeć podczas wystawy czasowej. W trakcie warsztatów z Tomaszem Sterą – muzykiem, dziennikarzem muzycznym i pasjonatem szeroko pojętej sztuki, uczestnicy zostaną wprowadzeni w świat przenikania się sztuk. Dowiedzą się między innymi, czym jest rysunek akustyczny i czy w pracach plastycznych ukrywa się muzyka. Czy jedna narysowana linia jest zdarzeniem akustycznym z możliwościami przestrzennymi, a także czy płyta gramofonowa może być kolażem? Ponadto każdy uczestnik zajęć na podstawie wysłuchanego fragmentu partytury stworzy rysunek akustyczny, komponując swój własny kolaż.

Bilety w cenie 5 zł

Zapisy: edukacja.pawilon@mnwr.pl lub 71 712 71 81

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej

informacja prasowa


środa, 11 września 2019

6. MFF Kino Dzieci to nie tylko filmy. Sprawdźcie najważniejsze wydarzenia nadchodzącego festiwalu!

6. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Kino Dzieci zbliża się wielkimi krokami. Warto zobaczyć, co jeszcze znalazło się w programie poza filmowymi atrakcjami. Pełny harmonogram wydarzeń dostępny jest na stronie www.kinodzieci.pl, bilety do kupienia w kasach kin.




Święto dla młodych i najmłodszych widzów startuje już 21. i potrwa do 29. września, jednak wydarzenia towarzyszące rozpoczną się już w najbliższy weekend, 14 i 15 września, dlatego już dziś zapraszamy na:

Rodzinny weekend z Kinem Dzieci, czyli bezpłatne pokazy filmowe i warsztaty plastyczne w warszawskich klubokawiarniach i instytucjach kultury. W tym roku nasi najmłodsi widzowie zbliżą się do świata przyrody i będą mogli obejrzeć „Zestaw filmów krótkich: natura z bliska” (kategoria wiekowa 4+), składający się z pięciu filmów i podejmujący zagadnienia związane z różnorodnością natury i dbaniem o środowisko. Po seansie odbędą się warsztaty plastyczne, które poprowadzi Szymon Gotowski - trener, edukator i animator dziecięcy i młodzieżowy. Podczas warsztatów będziemy tworzyć drewniane eko-drabinki, które będą małymi stacjami pogody wraz ze zwierzęcymi pomocnikami. Miejsca spotkań: Klubokawiarnia Życie jest fajne – miejsce pracy dorosłych autystów, Wars i Sawa w Nowym Teatrze, Rodzinna Klubokawiarnia Praska, U króla Maciusia w Muzeum POLIN, Klubokawiarni Kofifi. Z kolei w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski  zagramy specjalny zestaw filmów dotyczący sztuki i zaprosimy na warsztaty związane z wystawą sensoryczną Dotknij sztuki, które poprowadzi Hanna Zwierzchowska, edukatorka U–jazdowskiego.


Na dzień przed startem 6. MFF Kino Dzieci (20 września godz. 17:00-18:30, Kino Muranów), wykładem Wojciecha Eichelbergera pt. „Emocje – jak o nich rozmawiać z dziećmi?” rozpoczniemy Kino Dzieci o wychowaniu – cykl warsztatów i wykładów dla rodziców, opiekunów i nauczycieli. Następnie ze specjalistkami z Instytutu Edukacji Pozytywnej  Małgorzatą Nowicką i Aleksandrą Wzorek zaprosimy na wykład i dyskusję z użyciem fragmentów filmów z tegorocznego programu festiwalu „Film jako narzędzie do rozmowy o emocjach dzieci” (24 września, godz. 17:00-18:30, Kinoteka) oraz warsztat dla nauczycieli, szczególnie wychowawców „Jak dbać o zdrowie emocjonalne dzieci w szkole?” (25 września, godz. 16:30-18:30, Kino Muranów). W ramach programu {Nauczyciel w Centrum} zaprosimy też na specjalne oprowadzanie z działaniami warsztatowymi dla nauczycieli i edukatorów, pt. „Sztuka nas dotyka – jak rozmawiać z dziećmi o ich odbiorze sztuki?” (Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, 23 września, od 18:00-20:00, wstęp wolny). Uczestników oprowadzą Anna Szary – kuratorka wystawy, historyczka sztuki i edukatorka oraz Aleksandra Rajska – psycholog, pedagog teatru i edukatorka.


Dla młodych widzów (kategoria wiekowa 6+ i 9+) lubiących rozmawiać o filmie i świecie, który nas otacza, przygotowaliśmy Dyskusyjne kółko filmowe. Partnerem tego wydarzenia jest Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy, a kółko poprowadzi Dorota Mieszek, filmoznawczyni i nauczycielka. Centrum Kultury Filmowej im. Andrzeja Wajdy jest też współorganizatorem warsztatów filmowych dla szkół i warsztatów rodzinnych zatytułowanych Trampolina do kina, które poprowadzi Magdalena Bryll – filmowiec, ilustratorka i animatorka kultury.

Podobnie jak w ubiegłych edycjach, po wybranych filmach w 4 weekendowe dni festiwalu, seansom filmowym w Kinie Muranów i Kinotece, towarzyszyć będzie prawie 40 warsztatów kreatywnych. Na warsztatach uszyjemy m.in. własnego Muminka i Zdziśkowe (Misiek Zdzisiek - ukochany pluszowy miś Basi) portfeliki na drobne, stworzymy hełmy godne prawdziwych wikingów i wiele, wiele innych. Za koncepcje i prowadzenie odpowiadać będą Magda Bravo i Szymon Gotowski.

Kino Dzieci jest zawsze blisko literatury dziecięcej. W tej edycji, po wybranych seansach, ulubione fragmenty książek przeczytają festiwalowiczom m.in. Michał Nogaś („Dzieci z Bullerbyn”), Anna Dziewit-Meller („W Dolinie Muminków”) oraz Weronika Wawrzkowicz („Kuba Guzik i maszynista Łukasz”). Po obejrzeniu filmowych adaptacji, książkowe tytuły dla dzieci będzie można nabyć na stoiskach najlepszych dziecięcych wydawnictw.

W tej edycji trafimy też na Ostry dyżur literacki, ale bez obaw! Tu ubrani w kitle specjaliści od literatury dla dzieci aplikują tylko rekomendacje książek oraz filmów z festiwalu, zawsze indywidualnie dobrane do wieku, preferencji oraz dotychczasowych doświadczeń czytelniczych i filmowych dziecka.

Razem z Meble VOX – partnerem głównym 6. MFF Kino Dzieci od trzech lat odmieniamy przestrzeń kina, wnosząc w nią namiastkę domowego ciepła. W tej edycji razem z naszym partnerem przygotowujemy zabawę w „Najmniejszych botaników świata”. Na stoisku współorganizowanym ze sklepem botanicznym ro_ślinka nauczymy się kolegować z roślinami, rozłożymy je na małe części i poskładamy w piękny organizm. Porozmawiamy o tym, czy rośliny mają pamięć i czy widzą, co się dzieje dokoła.

Na finał festiwalu odbędziemy wyprawę do początków kina. Filmom Charliego Chaplina, Georgesa Mélièsa i Bustera Keatona akompaniować na żywo będzie zespół Enchanted Hunters. Podczas występu Magdaleny Gajdzicy i Małgorzaty Penkalli można spodziewać się wyjątkowej muzycznej podróży, od delikatnych instrumentów akustycznych po burzę syntezatorów. Świat kina niemego przybliży nam podczas krótkich wstępów do filmów Korek Bojanowski.

Organizatorem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Kino Dzieci jest Dział Edukacji Stowarzyszenia Nowe Horyzonty.

informacja prasowa

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty