Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Lecha Kaczyńskiego sylwetka „Bez światło-cienia”.Recenzja książki „Lech Kaczyński. Biografia polityczna 1949 – 2005”

Lech Kaczyński był człowiekiem wartości. Nie zniechęcał się, mimo upokorzeń, których doznał od Lecha Wałęsy i Tadeusza Mazowieckiego, kiedy toczyli oni swoje pokrętne gry polityczne. Potrafił się wznieść ponad podziały. Dla niego liczyła się piękna idea. Takim pozostał do końca, już jako Prezydent RP.



W pierwszej połowie 2013 roku ukazała się w Wydawnictwie Zysk i S-ka najpełniejsza biografia zmarłego tragicznie Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Podtytuł „Biografia polityczna 1949 - 2005” sugeruje, że mamy do czynienia z publicznym wizerunkiem, tymczasem jest to także portret osobisty człowieka. poznajemy korzenie jego i rodziców, odsłania się przed nami także jako mąż, ojciec i wybitny polityk. Cechą tej publikacji jest wyjątkowa rzetelność w opracowaniu wielu materiałów źródłowych, które są często cytowane, a także bogata bibliografia i indeksy. Zarówno autorom, jak i Wydawnictwu należy się najwyższe uznanie.

Potężna, licząca ponad 1000 stron, publikacja ma czterech autorów: Sławomira Cenckiewicza, Adama Chmieleckiego, Janusza Kowalskiego i Annę K. Piekarską.

We wstępie do biografii Sławomir Cenckiewicz podkreśla, że książka ta powstała jako reakcja na kłamstwa dotyczące osoby Lecha Kaczyńskiego, które sprawiły, że pamięć o Nim przeobraziła się w opisane przez francuskiego filozofa Paula Ricoeura „zapomnienie i pamięć zmanipulowaną”. Aby stawić temu czoła, należało odpowiedzieć nań narracją prawdziwą, rzetelną, opartą na faktach, wywiedzioną z istniejących dokumentów.

W pierwszych pięciu rozdziałach poznajemy inteligencko-patriotyczne korzenie rodziny. Ze strony matki – Jadwigi z domu Jasiewicz rodzina ma kresowe korzenie. Przodkowie walczyli w powstaniu styczniowym (prapradziad pułkownik Wincenty Jasiewicz), byli wywożeni na Syberię (Jan Fyuth – syn z pierwszego małżeństwa Stefanii Jasiewiczowej – postać dla rodziny wyjątkowa). Matka – Jadwiga Kaczyńska jako młoda dziewczyna była zaangażowana w konspirację podczas okupacji niemieckiej. Podobne losy dotyczą rodziny Kaczyńskich.
Cenckiewicz opisuje dzieciństwo braci Kaczyńskich, ich lektury, szkoły i patriotyczne wychowanie, m.in. dużą rolę w procesie formowania poglądów Lecha i Jarosława miał ich wuj Stanisław Miedza-Tomaszewski, legendarny plastyk Biura Informacji i Propagandy KG AK. Opowieść biograficzna toczy się nieśpiesznie, dzięki czemu doświadczamy uczucia, jak wszystko jest istotne i jak układa się w jedną wymowną całość.
Wyjazd do Trójmiasta jesienią 1971 roku sprawia, że zaczyna się nowy ważny rozdział w życiu Lecha Kaczyńskiego: ożywione życie towarzyskie (jak zawsze zresztą u tego niezwykle otwartego człowieka), praca naukowa, zaangażowanie w politykę, miłość… Poznajemy nawet tak osobiste sprawy, jak ta anegdota o okolicznościach poznania się Prezydenckiej Pary. Otóż Lech poznał Marię, swoją przyszłą żonę, poszukując pokoju do wynajęcia. Wtedy to tym swoim znajomym gestem poprawiła mu rozczochrane wiatrem włosy, aby dobrze zaprezentował się właścicielowi mieszkania. Ta miłość i wzajemna troska towarzyszyła Im do końca.
O niezwykłej życzliwości i zaangażowaniu Lecha Kaczyńskiego wspominają właściwie wszyscy. Był niezmordowany i zawsze gotów pomóc w napisaniu pisma do władz, jak to było m.in. w przypadku Anny Walentynowicz. Znany opozycjonista Krzysztof Wyszkowski tak o Nim pisze:

„Szczególną cechą Lecha w środowisku WZZ (wolnych związków zawodowych) było wrażenie jego młodzieńczości i delikatności, które powodowało, że w środowisku ruchu antykomunistycznego, gdzie wiele było twardych, ekspansywnych osobowości, dochodziło czasem do zdumienia, gdy trafiała kosa na kamień – ten niepozorny Leszek nagle okazywał się waleczny i nieustępliwy jak mało kto.”

Lech Kaczyński był człowiekiem wartości. Nie zniechęcał się, mimo upokorzeń, których doznał od Lecha Wałęsy i Tadeusza Mazowieckiego, kiedy toczyli oni swoje pokrętne gry polityczne. Potrafił się wznieść ponad podziały. Dla niego liczyła się piękna idea. Takim pozostał do końca, już jako Prezydent RP.

Dodajmy, że w biografii Lecha Kaczyńskiego znaleźć można fotokopie wielu dokumentów, a także unikalne fotografie, w których życie osobiste przenika się ze społecznym tworząc jedną, nierozerwalną całość. To był Człowiek przez duże C, taki, o którym można powiedzieć za Norwidem, że należał:
„Do tych, co mają tak za tak - nie za nie,// Bez światło-cienia...

Jest to pierwsza częścią publikacji (druga ukaże się na rynku wydawniczym na przełomie 2013 i 2014 roku.


Książka "Lech Kaczyński. Biografia polityczna 1949-2005" ukazała się w maju 2013 roku w Wydawnictwie Zysk i Ska.
Autorzy: Sławomir Cenckiewicz, Adam Chmielecki, Janusz Kowalski, Anna K.Piekarska

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Stowarzyszenia Solidarni 2010 9 października 2013 roku.

środa, 31 stycznia 2018

Elżbieta Kowecka: "W salonie i w kuchni"/recenzja książki/

O mieszkańcach szlacheckich dworów, wychowywaniu dzieci, zamiłowaniu do jedzenia i picia, a także do zabawy przeczytacie w arcyciekawej opowieści Elżbiety Koweckiej na temat kultury materialnej XIX wieku.

Elżbieta Kowecka, W salonie i w kuchni

Autorka wznowionej w Wydawnictwie Zysk i S-ka książki ”W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich XIX wieku” – Elżbieta Kowecka posiadła rzadki dar obrazowego snucia interesującej narracji. Bez oporów dajemy się prowadzić przez świat, o którym opowiada, bo za jej sprawą staje się on bliski, niemal dotykalny. Sama pisze we wstępie:

Pragnę przede wszystkim opowiedzieć czytelnikowi o pewnych drobnych, często prawie zapomnianych realiach nie tak dawnego życia, ukazać mu pewien obraz czy raczej całą galerię obrazów i obrazków życie to przedstawiających.

Sięga przy tym po pamiętniki z epoki, akta dworskie, przepisy kuchenne, wsłuchuje w relacje szeptane przez przedmioty, wyczytane z rachunków domowych, opowiadane przez ówczesnych ludzi.

Jakie dzieci chowanie

Z jej opowieści wyłania się świat ludzi zamieszkujących szlacheckie dworki, a także pałace – świat zhierarchizowany, ale i bardzo zintegrowany, w którym mamki, nianie, guwernantki stanowiły część ”rodziny”. O te pierwsze dbano szczególnie, ponieważ od nich zależało zdrowie osesków, rzadko się bowiem zdarzało, aby kobieta zamożna karmiła sama. Mamka często wykorzystywała swoją pozycję i swoimi kaprysami zatruwała życie domowników, ale te, które wykarmiły zdrowe dziecko i tak otaczano wdzięcznością i szacunkiem, często też zaopatrywano na starość. Starszymi dziećmi zajmowały się czułe niańki, które opowiadały bajki, śpiewały piosenki i przytulały. Nad kilkuletnimi dziećmi czuwały bony, uczące pacierza, właściwego zachowania i podstawowych obowiązków. Zamiast szkoły byli metrowie - dla chłopców i guwernantki – dla  dziewcząt. Te uczono stosownej ogłady, języków obcych, muzyki i robót ręcznych.

ilustracja z książki/skan

Pańskie stoły

W zależności od tego, jak zamożny był dom, obowiązywała w nim ścisła hierarchia, która objawiała się m.in. tym, że zasiadano do różnych stołów. Zazwyczaj domownicy zasiadali przy tzw. pierwszym stole, który miał miejsca eksponowane oraz ”szary koniec”, gdzie stawiano skromniejsze jadło i napoje.
Szary koniec zapijał miodek – pisał w swoich wspomnieniach Henryk Cieszkowski.
Dzieciom podawano posiłki odrębnie, a dopuszczenie ich do wspólnego stołu było pierwszym krokiem w dorosłość.

Służba dworska zasiadała przy drugim i trzecim stole – również według ścisłej hierarchii:
Garderoba była wyższa od pralni – czytamy. Panny garderobiane nie wdawały się z pannami z pralni. Taki sam stosunek był pomiędzy lokajami i furmanami.

Na dworze najważniejsza była ochmistrzyni, zwana także klucznicą – prawa ręka pani domu, odpowiedzialna za gospodarstwo. Do usługiwania panu domu przydzielony był kamerdyner, który towarzyszył mu w podróżach, pomagał się ubierać, opiekował garderobą, spełniał polecenia. 
Na dworach bardzo ważną personą był kuchmistrz, ponieważ bez dobrej kuchni nie wyobrażano sobie życia. Najchętniej zatrudniano Francuzów. Dobry kucharz był sowicie opłacany i zarabiał o wiele więcej niż pozostała służba.

apartament/skan

Wstrzemięźliwość jest cnotą nietowarzyską

Pamiętam, jak przed trzydziestu laty najważniejszym zajęciem obywatelskiego życia było jedzenie – wspominał Leon Potocki w drugiej polowie XIX wieku.

Autorka obszernie opisuje ”gastronomiczną codzienność” zamożnych dworów, cytując rozmaite źródła, w tym także przepisy kucharskie. Lektura tej części książki jest szczególnie smakowita i pouczająca.
Dzień rozpoczynano od kawy ze śmietanką, która długo była polskim ulubionym napojem, podczas gdy herbatę pito rzadko i uważano za ziele. Jakoż ok. dziesiątej wypijano po kieliszku anyżówki, kminkówki lub pomarańczówki, który zakąszano pierniczkiem lub śliwką na rożenku. O jedenastej gospodarz częstował ajerówką (wódka z dodatkiem korzeni tataraku) – na zaostrzenie apetytu. Po nim następowała lekka zakąska składająca się z kołdunów, bigosu, kiełbas i sera. Obiad podany o godzinie drugiej składał się z kilkunastu dań, do których pito wino. Po obiedzie – znowu kawa ze śmietanką, tym razem w towarzystwie owoców, konfitur oraz orzechów i maku smażonego na miodzie (w zależności od pory roku). O szóstej była podawana herbata z ciastem, a o dziewiątej suta wieczerza w obawie, ”aby się z głodu nie przyśnili Cyganie”. Około północy podawano wereszczakę (zupa z kiełbasą, półgęskiem i kaszą jęczmienną), którą przepijano tzw. podkurkiem: krupnikiem lub ponczem.
Przesada? Wówczas nie tylko tak nie uważano, ale wręcz ostrzegano przed niejadkami:
Nie ufaj ludziom, którzy mało jedzą: w ogólności są to zazdrośni, albo złośnicy. Wstrzemięźliwość jest cnotą nietowarzyską.

Bale, fety i wieczorki muzyczne

ilustracja na skrzydełkach książki/skan

Jedzenie było ważnym, ale niejednym źródłem szczęścia. Polacy byli gościnni i chętnie się bawili.
Polak sam jeść nie lubi – pisał Łukasz Gołębiewski – czyli u codziennego stołu, czyli ma co lepszego, stąd rad niezmiernie gościowi. Gdy nie ma rodziny, musi mieć domownika, rezydenta, wezwie proboszcza, z nimi pożywać i bawić się rozmową jest mu przyjemnie. Cudzoziemszczyzna tylko, skąpstwo miejskie (…) sprawić mogło, że wrota domu zawierano wtenczas, gdy gospodarz i goście zamówieni zasiadali do stołu.

Bawiono się nie tylko rozmowami, ale także inscenizowano alegoryczne obrazki i z zapałem przebierano się.
W Puławach zabawom rozmaitego rodzaju nie było końca, a więc wszystko to obmyślone i wykonane doskonale – zanotowała po swojej wizycie u Izabeli Czartoryskiej Ludwika Radziwiłłowa. Dobór kostiumów bardzo eleganckich i wykwintnych był bez zarzutu. Już to trzeba przyznać, że Książna miała do tego dar szczególny.

Wyprawiano też wspaniałe fety, które były zwykle wstępem do całonocnego balu, który urządzano na czyjąś cześć albo po to, aby panny na wydaniu mogły znaleźć odpowiednią partię. Sale balowe, a także miejsca wokół nich (latem) renomowani malarze i sztukatorzy pięknie ozdabiali kwietnymi girlandami,  festonami i draperiami. Oczywiście na bale strojono się szczególnie, przebierając w wymyślne kostiumy.
Popularną formą spotkań towarzyskich były także wieczory muzyczne oraz amatorskie przedstawienia teatralne. W książce Elżbiety Koweckiej natrafimy na bajeczne opisy tych i innych elementów życia w dworkach i pałacach  XIX wieku, którym towarzyszą odpowiednie ilustracje.

piękne krynoliny w stylu cesarzowej Eugenii (lata 60. XIX w.)/skan


Książka Elżbiety Koweckiej ”W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX wieku” ukazała się w Wydawnictwie Zysk i S-ka.  

Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w lipcu 2016 r.

sobota, 20 stycznia 2018

Sławomir Cenckiewicz: "Atomowy szpieg". Ryszard Kukliński jako ostatni Konrad Wallenrod

Czy Ryszard Kukliński był zdrajcą, czy patriotą? Czy przypomina Kmicica, czy raczej Konrada Wallenroda? Kim naprawdę był Jack Strong - atomowy szpieg, można się dowiedzieć z lektury fascynującej książki Sławomira Cenckiewicza.

Sławomir Cenckiewicz, Atomowy szpieg, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Był czy też nie był zdrajcą?


Obu - Konrada Wallenroda i Ryszarda Kuklińskiego - łączy to samo fundamentalne pytanie: był czy nie był zdrajcą?  Sądzę jednak, że łączy ich znacznie więcej.

Mickiewicz - o czym wiemy z relacji jego miłości z czasów rzymskich, Henryki Ankwiczówny - bardzo obawiał się moralnych konsekwencji niewoli.  Jej skutkiem jest bowiem - jak uważał - upodlenie całego narodu. Pragnął więc, mówiąc słowami Wajdeloty, własne ognie przelać / W piersi słuchaczów. Stworzył więc polifoniczny poemat, którego główny bohater zapadnie w pamięć wielu pokoleń Polaków i stanie się literacką legendą, która w różnych okresach polskich dziejów będzie ożywała. 

Jak wiadomo z lektury książki Marii Janion "Życie pośmiertne Konrada Wallenroda" - wielu było takich, którzy wcielili w życie własne legendę romantyczną Konrada, ponieważ szczęścia w domu nie znaleźli, bo go nie było w ojczyźnie. Z całą pewnością pułkownik Kukliński wpisuje się w tę legendę. Sławomir Cenckiewicz odcina się wprawdzie od pytania, czy Kukliński był, czy też nie był zdrajcą:

W moim zamierzeniu jest to przede wszystkim studium poświęcone szpiegowskiemu rzemiosłu pułkownika (...). "Atomowy szpieg" zdecydowanie nie jest kolejną odsłoną jałowej i trwającej bez końca dyskusji pod hasłem "bohater czy zdrajca".

Omawiając tę książkę chciałabym jednak umieścić postać Ryszarda Kuklińskiego w szerszym kontekście - w kontekście mocno utrwalonych narodowych mitów, które - czy tego chcemy, czy nie - funkcjonują w masowej wyobraźni i rzutują na to, jak interpretujemy pewne zjawiska i zachowania. 


Zamaskowanie i tzw. szlachetna zdrada


Mickiewiczowski Konrad Wallenrod został porwany za młodu i wychowany przez wroga własnego narodu - zakon krzyżacki. Kiedy dorasta, najpierw walczy w szeregach wrogów przeciwko swoim, ale w pewnym momencie uświadamia sobie, kim jest i postanawia wrócić na Litwę. Zakłada rodzinę, lecz jego szczęście okazuje się nietrwałe. Wie, że jeśli nie podejmie swej trudnej misji, jego naród zginie. A ponieważ doskonale zna Krzyżaków, bo się wśród nich wychował, podejmuje się zniszczyć zakon "od środka".

Konrad Wallenrod pod wieżą, grafika Walerego Eliasza
Ryszard Kukliński wstąpił do wojska bardzo młodo. Do stopnia chorążego, po ukończeniu przezeń Oficerskiej Szkoły Piechoty Nr 1, w wieku dwudziestu lat, awansował go sam Bolesław Bierut. Z książki Cenckiewicza dowiadujemy się także o okupacyjnych doświadczeniach Kuklińskiego, który stracił ojca i wielu swoich żydowskich kolegów.
Podczas służby we Wrocławiu ożenił się z poznaną tam Joanną Christ, która stała się jego towarzyszką życia do końca, pomimo różnych zawirowań. Ciągle awansował i otrzymywał nagrody.

Posiada predyspozycje - pisano o nim - w pierwszym rzędzie pracownika sztabu, lecz również wiele cech dowódcy.

legitymacja

Z dokumentów wynika, że wtedy też otrzymał status Osoby Zaufanej, co oznaczało de facto, że jest współpracownikiem WSW. O zaufaniu przełożonych świadczy też jego wyjazd do Wietnamu, który - zdaniem Cenckiewicza - był prawdziwą szkołą szpiegostwa. Przywiózł stamtąd spore pieniądze, za które kupił w Sajgonie samochód. Potem były kolejne awanse i pochwały...
Przełom nastąpił w 1968 roku, gdy polskie wojska wraz z innymi członkami Układu Warszawskiego zaatakowały  Czechosłowację. Dwa lata później nastąpił  Grudzień `70, kiedy to wojsko, na rozkaz gen. Jaruzelskiego, strzelało do bezbronnych robotników Wybrzeża. Ponadto, uczestnicząc aktywnie w tworzeniu planów wojny z Zachodem, coraz lepiej rozumiał, co to oznacza dla Polski. W miarę jak zostałem dopuszczany w swojej pracy w sztabie do coraz większych tajemnic. zaczęło do mnie docierać, jak tragiczne byłoby położenie Polski w momencie konfliktu nuklearnego z Zachodem. (...) zrobiliby nam krwawą jatkę. Ale Sowietom o to chodziło, nasze wojska miały być krwawą tarczą, torującą im drogę do serca Europy. Spróbuj sobie wyobrazić, co czuje żołnierz, który jest powołany do obrony swego narodu, a odkrywa, że przez swoje działania naraża ten naród na śmiertelne niebezpieczeństwo - zwierzał się po latach Marii Nurowskiej.


Kukliński podczas narady z sowieckimi generałami

To właśnie wtedy zrodziła się myśl, by - ryzykując karierę i bezpieczeństwo - zaoferować Amerykanom plan akcji sabotażowej wobec sowieckiego tzw. drugiego rzutu strategicznego. 11 sierpnia 1972 roku Kukliński podczas rejsu wysłał z Wilhelmshaven list do ambasady w Bonn, z prośbą o kontakt i podpisał się pod nim: V.P. (Poland Victory/Polski Viking).

Agent Strong, Jack Strong


Kiedy po raz pierwszy przekazywał Amerykanom klisze z materiałami dotyczącymi armii sowieckiej i planów wojennych Układu Warszawskiego, dołączył do nich list podpisany pseudonimem "Jack Strong". Materiały okazały się bardzo cenne, a nowo pozyskanego szpiega otoczono szczególną ochroną.

Odtąd życie osobiste Kuklińskiego skomplikowało się jeszcze bardziej. Już wcześniej nie taił, że z powodu swego pracoholizmu ma problemy z żoną. Był kobieciarzem, o czym również powszechnie wiedziano, Na to wszystko nakładały się kłopoty z synami, zwłaszcza młodszym z nich - Bogdanem, który nie chciał się uczyć, nadużywał alkoholu i miał próby samobójcze.

Słynny list Kuklińskiego do ambasady

Kukliński zwierzał się po latach Marii Nurowskiej, że wykorzystywał swoją opinię uwodziciela do w miarę bezpiecznego obsługiwania tzw. martwych skrzynek kontaktowych. Wyjeżdżał z kobietami za miasto i tam w umówionych miejscach, próbując nie budzić niczyich podejrzeń, pozostawiał materiały dla amerykańskiego wywiadu.

Cenkiewicz rzetelnie podaje, że nie we wszystkich przypadkach był to tylko kamuflaż.  Konrad Wallenrod  topił swój dramat w alkoholu, ale był wierny jednej kobiecie - swojej żonie Aldonie. Kukliński wprawdzie nie pił, ale był kochliwy i romansował z różnymi kobietami. Znany był jego wieloletni związek z Barbarą Jakubowską, który trwał aż do jej przedwczesnej śmierci. Spędzali ze sobą wiele czasu, dzieląc m.in. pasję żeglarską. Nie zdecydował się jednak na rozwód i wiódł podwójne życie. Przed ucieczką z kraju udał się na cmentarz, aby pożegnać się z Barbarą i było to chyba najtrudniejsze rozstanie. Nie ukrywał łez. Romantyk? Z pewnością był człowiekiem bardzo emocjonalnym, o czym świadczy wiele jego zachowań i wypowiedzi.

Ucieczka i ponowne zamaskowanie


Kiedy okazało się, że Kuklińskiemu grozi dekonspiracja, wywieziono go wraz z rodziną do Stanów. Dopiero na krótko przed tym wyznał rodzinie, że zajmował się szpiegostwem, do tej pory bowiem (przez ok. dziesięć lat) nikt o tym nie wiedział. Szczegóły i okoliczności owego wyjazdu nie są do końca znane, choć krąży kilka wersji. Cenckiewicz przytacza tę, która jest najbardziej prawdopodobna i potwierdzona zeznaniami osób uczestniczących. W sztabie nie zorientowano się o tym od razu, toteż nikt go na początku nie poszukiwał. Machina ruszyła dwa dni po ucieczce, ale ślad po Kuklińskim zaginął.

Synowie Kuklińskiego: Waldemar i Bogdan

W procesie, który mu wytoczono w 1984 roku, został skazany na karę śmierci, konfiskatę mienia i pozbawienie praw publicznych na zawsze. Mimo usilnych starań, pułkownika nie odnaleziono. Był wtedy starannie chroniony przez amerykański kontrwywiad, zmienił także wygląd. Po odzyskaniu niepodległości , mimo nacisków opinii publicznej, nie zrehabilitowano Ryszarda Kuklińskiego. W jednym tylko, 1994 roku, stracił obu synów w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Zdruzgotany, powtarzał wiersz Zbigniewa Herberta, który stanął w jego obronie:

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

Wstrząśnięty dramatem pułkownika autor "Przesłania Pana Cogito" domagał się na łamach "Tygodnika Solidarność" anulowania wyroku i przywrócenia Kuklińskiemu polskiego obywatelstwa. Później - wobec braku reakcji władz - skierował list do prezydenta Wałęsy, w którym pisze m.in.:

Trudno zaiste pojąć, jak można ubiegać się o przyjęcie Polski do NATO, gdy odmawia się faktycznie powrotu do kraju temu, który pierwszy, na własne ryzyko,  z narażeniem życia, udowodnił, że Polska jest integralną częścią Zachodu i pragnie żyć we wspólnocie wolnych i demokratycznych państw. Jednocześnie przyjmuje się do służby osobnika, który był szpiegiem niesławnej pamięci państw Układu Warszawskiego. Tego naprawdę nikt o zdrowych zmysłach nie zrozumie.

Wszystko bez echa.

Jak Sienkiewiczowski Kmicic?


Wyrok na pułkownika Kuklińskiego został wprawdzie w końcu umorzony i mógł on w 1998 roku przyjechać do Polski z wizytą. Jednakże kontrowersje wokół jego osoby pozostały i były umiejętnie przemycane w różnych publikacjach. Książka Sławomira Cenckiewicza miała w założeniu pokazać prawdziwy portret człowieka, bez zbytnich sentymentów, ale i bez manipulacji słowem "zdrada". 
W podsumowaniu  autor twierdzi, że Ryszard Kukliński był w polskich dziejach jak biblijny Szaweł, który stał się Pawłem lub jak Sienkiewiczowski Kmicic, który stał się Babiniczem. Pozostanie na zawsze symbolem indywidualnej odwagi i niezgody na sowieckie zniewolenie Polski.

A jednak Wallenrod

Ja jednak sądzę, że jego postać lepiej wpisuje się w historię Konrada Wallenroda. Podobnie jak tamten, stracił wszystko, nawet ojczyznę, o którą walczył i do końca marzył, że do niej powróci. Żył ukrywając ciągle swoje prawdziwe emocje, swoją twarz. Był człowiekiem tragicznym, który nigdy nie znalazł spokoju i nie zaznał smaku sławy, choć był niekwestionowanym bohaterem. Postać Kmicica  nie oddaje całego skomplikowania losów Kuklińskiego. A Wallenrod - człowiek, którego zmiażdżyła Historia - tak.

Ryszard Kukliński podczas pobytu w Polsce, 1998 r.

Niezależnie jednak od tego, czy mamy takie literackie odniesienia, czy też nie, książka Sławomira Cenckiewicza zasługuje na uznanie, jest to bowiem najrzetelniejsze źródło wiedzy o "atomowym szpiegu". A przy tym to znakomita narracja i dobra lektura.

Książka Sławomira Cenckiewicza "Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów" ukazała się w Wydawnictwie Zysk i S-ka 

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline w listopadzie 2014 roku.

P.S. Na załączonym zdjęciu Janusz Cisek (mój śp. szwagier), w latach 90. dyrektor Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku, wręcza odznaczenie Ryszardowi Kuklińskiemu. Autorem zdjęcia jest Krzysztof Langowski.





niedziela, 10 grudnia 2017

Nagroda Mackiewicza dla Joanny Siedleckiej za ”Biografie odtajnione”

Książka Siedleckiej jest próbą odkłamania wielu zafałszowań na temat życia literackiego PRL-u. Prawda o nim ma przeszkadzać, poruszać i przerażać. A w konsekwencji zrozumieć, czym naprawdę był w Polsce komunizm.

Wydawnictwo Zysk i S-ka
Tradycyjnie, 11 listopada, w Święto Niepodległości, przyznano po raz piętnasty Nagrodę im. Józefa Mackiewicza. W tym roku otrzymała ją znana pisarka i reportażystka Joanna Siedlecka, za "Biografie odtajnione. Z archiwów literackich bezpieki". Sekretarz Kapituły – Stanisław Michalkiewicz podkreślał jednak, że nagroda ta została przyznana nie tylko za tę książkę, ale za całokształt twórczości autorki ”Obławy”, ”Kryptonimu Liryka”, ”Pana od poezji” i wielu innych.

Jedynie prawda jest ciekawa – Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza

Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza po raz pierwszy przyznano w 2002 roku – w setną rocznicę urodzin pisarza. Jej inicjatorem był polski przedsiębiorca Zbigniew Zarywski, zaś pomysłodawcą, aby nosiła imię Józefa Mackiewicza, był obecny sekretarz Kapituły Nagrody – Stanisław Michalkiewicz.  Po raz pierwszy otrzymali ją  Ewa i Władysław Siemaszkowie za książkę ”Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945". O jej przyznaniu decydują zarówno walory literackie, jak również tematyka  – ważna kulturowo, społecznie lub politycznie. Zwycięzca otrzymuje medal z podobizną patrona, Józefa Mackiewicza i cytatem z jego książki "Tylko prawda jest ciekawa" oraz nagrodę pieniężną w wysokości 8 tys. dolarów. Kapituła wyróżnia ponadto dwie książki, a ich autorzy otrzymują nagrody pieniężne w wysokości 1 tys. dolarów. W tym roku wyróżnienie otrzymał  Piotr Semka za książkę ”My, reakcja. Historia emocji antykomunistów w latach 1944-1956” oraz Dorota Heck – za ”Recenzje bez cenzury”.

Jestem za ścisłością, gdyż jedynie prawda jest ciekawa – pisał Józef Mackiewicz. Ale jednocześnie prawda jest z reguły bardziej wielostronna i bogata, i barwna, niż wykoncypowane jej przeróbki. (...) Prawda bywa też z reguły bardziej wstrząsająca, bardziej poruszająca czy bardziej podniecająca, bardziej sensacyjna i bardziej kryminalna od wymyślnych sensacyjnych i kryminalnych powieści.

Wśród dotychczasowych laureatów znaleźli się m.in.: Eustachy Rylski (”Człowiek w cieniu”), ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski ("Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej"), Jarosław Marek Rymkiewicz (”Wieszanie”), Bronisław Wildstein ("Dolina nicości"), Ryszard Legutko (”Sokrates”).

To nie jest książka glamour

Takie stwierdzenie autorki pada już na samym początku. Jak się szybko przekonamy, tak jest w istocie – książka jest ”gorąca” i czyta się ją jak thriller psychologiczny z historią w tle.

Nie może się podobać – ma przeszkadzać, poruszać, przerażać – twierdzi Siedlecka we wstępie.
”Biografie odtajnione” stanowią rodzaj tryptyku z dwiema wcześniej napisanymi książkami Joanny Siedleckiej: ”Obławą” (opisującą losy pisarzy represjonowanych w czasach PRL-u) oraz "Kryptonim Liryka" (o bezskutecznych próbach rozpracowywania polskich pisarzy przez SB).  Tym razem zaglądamy pod podszewkę życiorysów pisarzy wszystkim znanych: Witolda Gombrowicza, Jerzego Andrzejewskiego, Władysława Broniewskiego, Jerzego Zawieyskiego i Anny Kamieńskiej. Siedlecka pokazuje, jak bezwzględne były metody śledzenia i niszczenia ludzi i ile im to przysporzyło cierpień, rujnując życie osobiste, kariery literackie i zdrowie, a nawet przyczyniając się do przedwczesnej śmierci.

Cel, jaki przyświecał autorce, znakomicie koresponduje z cytatem patrona Nagrody, który dowodzi, że prawda zawsze jest najciekawsza i bardziej od zmyślenia poruszająca. Sama tak o tym pisze:

Prawda dokumentów odkłamuje wiele fałszów (…). Pozwala zajrzeć za kurtynę naszego życia literackiego i kulturalnego, którego nie sposób zrozumieć bez wciąż mało znanej roli tajnych służb. Nie tylko je kontrolowały i penetrowały, ale wpływały także na losy pisarzy (…). Na ”obróbkę” zbiorowej świadomości, (…) zwłaszcza młodych, literaturę dla nich powierzając wyjątkowo licznym na tym odcinku tajnym współpracownikom (…).

W zamian – konkluduje pisarka – zaczęto ”oswajanie” PRL-u, sprowadzając go do gagów z ”Misia” i relatywizując komunistyczne zbrodnie i represje. Książka jest także rodzajem zadośćuczynienia tym, których bezkarnie niszczono.

Oprócz relacji, napisanych – jak to u Siedleckiej – żywym, dynamicznym i obrazowym językiem, w książce znajdziemy także kopie dokumentów oraz liczne zdjęcia.

”Biografie odtajnione. Z archiwów literackich bezpieki” Joanny Siedleckiej ukazały się w Wydawnictwie Zysk i S-ka.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline w listopadzie 2016 roku.

Leszka Długosza szczęsny czas Pod Baranami /recenzja książki/

Wspomnienia, anegdoty, rozważania, opowiedziane w gawędziarskim stylu,  okraszone poezją i licznymi fotografiami – oto zalety książki Leszka Długosza o Piwnicy pod Baranami.

Wydawnictwo Zysk i S-ka
Przypuszczam, że nie sięgnęłabym po książkę Leszka Długosza, gdyby nie pewien tajemniczy splot okoliczności. Nie dlatego, abym była do szanownego autora jakoś uprzedzona, bynajmniej. Będąc jednak po lekturze dwóch książek Joanny Olczak-Roniker (”Piwnica pod Baranami” i ”Piotr”), uznałam, że to temat dobrze mi znany. Tak się jednak złożyło, że pewnego dnia usłyszałam w Programie Drugim PR Leszka Długosza czytającego swoje wspomnienia i jego znakomita interpretacja tekstu, wydobywająca gawędziarski ton opowieści, pełen dygresji i subtelnego poczucia humoru, kompletnie mnie zaczarowała. Nie na tym jednak koniec tej zadziwiającej historii. Oto bowiem niezwłocznie napisałam do Wydawnictwa Zysk i S-ka mail z prośbą o egzemplarz recenzencki i nie minęło kilka godzin, kiedy do moich drzwi zapukał listonosz, wręczając mi przesyłkę z pieczątką wspomnianego wydawnictwa. Kiedy ją otworzyłam, kompletnie oniemiałam, bo oprócz zamówionej wcześniej nowej biografii Adama Mickiewicza, ujrzałam … książkę Leszka Długosza. Potem okazało się wprawdzie, że przedstawiciel wydawnictwa uznał, że książka ta mnie na pewno zainteresuje, ale wolę jednak taką ”wersję magiczną”, wedle której otrzymałam ją na skutek jakiegoś tajemniczego splotu wydarzeń. Na dodatek ta wersja znakomicie splata się z atmosferą samej książki, w której

Widzialni z Niewidocznymi
Nierozłączeni wciąż przechodnie
- Cienie poszeptujące ze sobą
Idziemy

Meandrująca struga pamięci

Napisać, że autor wspomina ludzi związanych z Piwnicą oraz prezentuje własne przeżycia z jej wczesnego okresu, to nie napisać nic. Długosz, kojarzony przede wszystkim jako śpiewający poeta i piwniczny kompozytor, to przede wszystkim wspaniały gawędziarz. Aż żal, że książka nie ukazała się w wersji audio, oczywiście w interpretacji autora.  Pierwszy raz zdarza mi się, abym wolała ją właśnie w takiej wersji.
Autor gawędy może sobie pozwolić na wszystko, szczególnie, że jest poetą. Toteż, czytając, trzeba zaakceptować fakt, że obok relacji głównej pojawia się nagle dłuższy fragment poświęcony jakiejś postaci, okraszony wierszem. Wiemy od początku, że to Długoszowe ”gadanie” nie podlega żadnym utartym schematom, o czym nas autor uczciwie zapewnia:

Łaskawy Czytelniku, lojalnie przeto Cię uprzedzam, nie licz na marszrutę dobrze zorganizowaną. O moich możliwościach w tym względzie mam trzeźwe zdanie. Struga mojej pamięci, niosąc kolejne obrazy, sceny i scenki, meandruje, nie przejmując się przesadnie chronologią i przejrzystością narracji.

I trzeba przyznać, że Leszek Długosz wcale nas nie kokietuje, odsłaniając ową meandryczną naturę pamięci.
W tych wspomnieniach, obok legendarnego Marka Rostworowskiego czy Skrzyni (Piotra Skrzyneckiego), pojawia się np. postać pani Felicji – szatniarki z Domu Kultury pod Baranami, która będąc gorliwą uczestniczką maryjnych chórów, była jednocześnie skazana na przebywanie latami w pobliżu popiersia Lenina i nawet zdarzyło się jej ścierać ”nieortograficzny trzyliterowy napis” – takie to były czasy.

Kiedy przeczytałam opowieść o Krzysztofie Wierzbiańskim, który ”zaniemógł procentowo” po jakimś programie w Piwnicy i jego siostra – piękna Teresa Wierzbiańska pocieszała go, że ”jeszcze kiedyś jego geniusz zaświeci pełnym blaskiem”, zadumałam się ponownie nad splotami okoliczności. Będąc bowiem niedawno na premierze filmu o Tadeuszu Kosarewiczu, miałam okazję zobaczyć starszego, nobliwego reżysera dokumentu, który dowcipnie opowiadał o okolicznościach jego powstania. Był nim, a jakże, Krzysztof Wierzbiański. Czy jego geniusz w końcu zabłysnął, nie mnie oceniać…

Długosz pozwala także czytelnikom zajrzeć za kulisy sztuki, opowiadając o tym, jak się tworzyło kabaretowe numery. Otóż tworzywo brało się z literatury, ale też z banalnej rzeczywistości (np. Dymnego ”Zbiór bzdur”), z ”form nieudacznych”, do których autor zalicza pamiętniki, ogłoszenia, fragmenty listów, a nawet donosy i zażalenia.

Książka obfituje z liczne zdjęcia, dokumenty, programy, rysunki, które przybliżają ową niepowtarzalną atmosferę Piwnicy. Przyjemnie jest po prostu wziąć ją do ręki i zanurzyć się w tamten nieistniejący świat.

Książka Leszka Długosza ”Pod Baranami ten szczęsny czas… Sceny i obrazy z ”życia piwnicznego” w Krakowie w latach 60. i 70. XX wieku” ukazała się w Wydawnictwie Zysk i S-ka.

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w listopadzie 2016 roku.

piątek, 17 listopada 2017

Marka Nowakowskiego szkice z pamięci

Czego poszukiwał obskurnych knajpach PRL-u  hellenista Zygmunt Kubiak, kto poza Mickiewiczem stworzył „salon warszawski” i  kim są bogacze spędzający czas w niemieckim klubie Betar? Te i inne fascynujące historie przeczytacie w nostalgicznej prozie Marka Nowakowskiego.

Wydawnictwo Zysk i Sp-ka

W Wydawnictwie Zysk i S-ka ukazały się pośmiertnie wspomnienia Marka Nowakowskiego pod znamiennym tytułem ”Tak zapamiętałem”. Są to portrety postaci znanych autorowi, które z jakichś powodów zapisały się w jego pamięci. Mają one pewną wspólną cechę – otóż wszyscy starają się na różne sposoby ułożyć swoje życie po dotkliwej utracie.

Na samym początku napotkamy na uroczą, pełną dyskretnego humoru opowieść o Zygmuncie Kubiaku – wybitnym znawcy literatury antycznej i tłumaczu. Pisarz spotykał go przeważnie w różnych knajpach i restauracjach, które w żaden sposób do człowieka o takiej kulturze nie pasowały. A jednak w tych właśnie miejscach przesiadywał, obłożony książkami i notatkami, czytał i notował, a panujący wokół gwar zdawał się zupełnie mu nie przeszkadzać.

On, Helleńczyk – czytamy – znawca i smakosz poezji Owidiusza i Horacego, piewca ładu i harmonii, elegancji i stylu, zanurzał się z ochotą w anarchicznym, trywialnym żywiole, odartym z urody, barbarzyńskim i przydeptanym przez socjalistyczną urawniłowkę.

Było to więc zjawisko ze wszech miar zagadkowe. Kiedy z upływem lat pisarze się zaprzyjaźnili, Nowakowski zrozumiał, że ten subtelny erudyta traktował pobyty w zadymionych i bynajmniej niemodnych w tamtych czasach knajpach (modnych literackich kawiarni unikał) jako ożywcze dla jego wyobraźni i umysłu, a także – paradoksalnie – oazy wolności. Kiedyś, napotkawszy go w barku dla taksówkarzy, autor wspomnienia przeżył oszałamiającą przygodę z … poezją Kawakisa.

Dzień był upalny, duszny – wspomina. Słońce grzało niemiłosiernie, wdzierając się do kawiarni. I oto w tej niesprzyjającej aurze wskrzeszona została Aleksandria początku XX w., miasto magiczne, pełne śladów helleńskiej przeszłości, starożytnej historii.

Zygmunt Kubiak żył w gruncie rzeczy w przeszłości – pogrążony w historii starożytnych Greków, bogów, herosów i ludzi. To była jego nisza i odtrutka na duszną atmosferę PRL-u. Jednocześnie zaś czuł się wolnym człowiekiem, chłonącym współczesność swego miasta. Dla niego starożytność i chrześcijaństwo były prawdziwym dziedzictwem Polski. I o tym pisał.

Marek Nowakowski opisuje też postaci mniej znane przeciętnemu zjadaczowi chleba. Jest wśród nich Felicja Krance, z domu Lilpopówna, która, będąc na emigracji w Stanach zbierała fundusze na Laski w kręgach Polonii amerykańskiej, a także wspierała mieszkających w kraju ludzi nauki, sztuki i literatury, wyszukując wśród nich kandydatów do Nagrody im. Alfreda Jurzykowskiego. Nie mogąc wrócić do kraju, stworzyła na Manhattanie ”salon warszawski”, w którym bywali wybitni Polacy przebywający na emigracji, m.in. Jan Lechoń, Artur Rubinstein czy prof. Wacław Jędrzejewicz.

Znajdziemy wśród wspomnień także portrety mieszkańców Maisons-Laffitte: Henryka Giedroycia, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Zofii i Zygmunta Hertzów, którzy stworzyli ośrodek polskości, stale podsycający w Polakach gasnącego ducha, oddając tej idei całe swoje życie.
A obok tych bez wątpienia zasłużonych dla kultury osób znajdziemy także – jak to u piewcy starej Warszawy – postaci niejednoznaczne: Jasia Kiwi – kultową postać stolicy sprzed czasów Internetu, który osobiście przekazywał najświeższe informacje bywalcom Szlaku; albo niemieckich biznesmenów, którzy okazują się …polskimi Żydami uratowanymi z Holocaustu, być może dzięki temu, że wychowała ich ulica…

Większość bohaterów wspomnień to ludzie, którzy utracili swoją ojczyznę i bliskich – dosłownie lub w przenośni, a jednak żyje ona w ich pamięci i nadal jej służą. Kolorowe portrety, dalekie od schematyzmu, subiektywne, nie pozbawione ciepłego humoru, tak charakterystycznego dla całego pisarstwa autora ”Benka Kwiaciarza”, ”Układu zamkniętego” czy  ”Raportu ze stanu wojennego”. Mistrza krótkiej formy i celnego szkicu.

Wspomnienia ”Tak zapamiętałem” Marka Nowakowskiego ukazały się 16 maja 2016 roku w Wydawnictwie Zysk i S-ka.

Recenzja została opublikowana na portalu Kulturaonline.

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty