Lech Kaczyński był człowiekiem wartości. Nie zniechęcał się, mimo upokorzeń, których doznał od Lecha Wałęsy i Tadeusza Mazowieckiego, kiedy toczyli oni swoje pokrętne gry polityczne. Potrafił się wznieść ponad podziały. Dla niego liczyła się piękna idea. Takim pozostał do końca, już jako Prezydent RP.
W pierwszej połowie 2013 roku ukazała się w Wydawnictwie Zysk i S-ka najpełniejsza biografia zmarłego tragicznie Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Podtytuł „Biografia polityczna 1949 - 2005” sugeruje, że mamy do czynienia z publicznym wizerunkiem, tymczasem jest to także portret osobisty człowieka. poznajemy korzenie jego i rodziców, odsłania się przed nami także jako mąż, ojciec i wybitny polityk. Cechą tej publikacji jest wyjątkowa rzetelność w opracowaniu wielu materiałów źródłowych, które są często cytowane, a także bogata bibliografia i indeksy. Zarówno autorom, jak i Wydawnictwu należy się najwyższe uznanie.
Potężna, licząca ponad 1000 stron, publikacja ma czterech autorów: Sławomira Cenckiewicza, Adama Chmieleckiego, Janusza Kowalskiego i Annę K. Piekarską.
We wstępie do biografii Sławomir Cenckiewicz podkreśla, że książka ta powstała jako reakcja na kłamstwa dotyczące osoby Lecha Kaczyńskiego, które sprawiły, że pamięć o Nim przeobraziła się w opisane przez francuskiego filozofa Paula Ricoeura „zapomnienie i pamięć zmanipulowaną”. Aby stawić temu czoła, należało odpowiedzieć nań narracją prawdziwą, rzetelną, opartą na faktach, wywiedzioną z istniejących dokumentów.
W pierwszych pięciu rozdziałach poznajemy inteligencko-patriotyczne korzenie rodziny. Ze strony matki – Jadwigi z domu Jasiewicz rodzina ma kresowe korzenie. Przodkowie walczyli w powstaniu styczniowym (prapradziad pułkownik Wincenty Jasiewicz), byli wywożeni na Syberię (Jan Fyuth – syn z pierwszego małżeństwa Stefanii Jasiewiczowej – postać dla rodziny wyjątkowa). Matka – Jadwiga Kaczyńska jako młoda dziewczyna była zaangażowana w konspirację podczas okupacji niemieckiej. Podobne losy dotyczą rodziny Kaczyńskich.
Cenckiewicz opisuje dzieciństwo braci Kaczyńskich, ich lektury, szkoły i patriotyczne wychowanie, m.in. dużą rolę w procesie formowania poglądów Lecha i Jarosława miał ich wuj Stanisław Miedza-Tomaszewski, legendarny plastyk Biura Informacji i Propagandy KG AK. Opowieść biograficzna toczy się nieśpiesznie, dzięki czemu doświadczamy uczucia, jak wszystko jest istotne i jak układa się w jedną wymowną całość.
Wyjazd do Trójmiasta jesienią 1971 roku sprawia, że zaczyna się nowy ważny rozdział w życiu Lecha Kaczyńskiego: ożywione życie towarzyskie (jak zawsze zresztą u tego niezwykle otwartego człowieka), praca naukowa, zaangażowanie w politykę, miłość… Poznajemy nawet tak osobiste sprawy, jak ta anegdota o okolicznościach poznania się Prezydenckiej Pary. Otóż Lech poznał Marię, swoją przyszłą żonę, poszukując pokoju do wynajęcia. Wtedy to tym swoim znajomym gestem poprawiła mu rozczochrane wiatrem włosy, aby dobrze zaprezentował się właścicielowi mieszkania. Ta miłość i wzajemna troska towarzyszyła Im do końca.
O niezwykłej życzliwości i zaangażowaniu Lecha Kaczyńskiego wspominają właściwie wszyscy. Był niezmordowany i zawsze gotów pomóc w napisaniu pisma do władz, jak to było m.in. w przypadku Anny Walentynowicz. Znany opozycjonista Krzysztof Wyszkowski tak o Nim pisze:
„Szczególną cechą Lecha w środowisku WZZ (wolnych związków zawodowych) było wrażenie jego młodzieńczości i delikatności, które powodowało, że w środowisku ruchu antykomunistycznego, gdzie wiele było twardych, ekspansywnych osobowości, dochodziło czasem do zdumienia, gdy trafiała kosa na kamień – ten niepozorny Leszek nagle okazywał się waleczny i nieustępliwy jak mało kto.”
Lech Kaczyński był człowiekiem wartości. Nie zniechęcał się, mimo upokorzeń, których doznał od Lecha Wałęsy i Tadeusza Mazowieckiego, kiedy toczyli oni swoje pokrętne gry polityczne. Potrafił się wznieść ponad podziały. Dla niego liczyła się piękna idea. Takim pozostał do końca, już jako Prezydent RP.
Dodajmy, że w biografii Lecha Kaczyńskiego znaleźć można fotokopie wielu dokumentów, a także unikalne fotografie, w których życie osobiste przenika się ze społecznym tworząc jedną, nierozerwalną całość. To był Człowiek przez duże C, taki, o którym można powiedzieć za Norwidem, że należał:
„Do tych, co mają tak za tak - nie za nie,// Bez światło-cienia...
Jest to pierwsza częścią publikacji (druga ukaże się na rynku wydawniczym na przełomie 2013 i 2014 roku.
Książka "Lech Kaczyński. Biografia polityczna 1949-2005" ukazała się w maju 2013 roku w Wydawnictwie Zysk i Ska.
Autorzy: Sławomir Cenckiewicz, Adam Chmielecki, Janusz Kowalski, Anna K.Piekarska
Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Stowarzyszenia Solidarni 2010 9 października 2013 roku.
Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu… Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 grudnia 2018
Lecha Kaczyńskiego sylwetka „Bez światło-cienia”.Recenzja książki „Lech Kaczyński. Biografia polityczna 1949 – 2005”
środa, 31 stycznia 2018
Elżbieta Kowecka: "W salonie i w kuchni"/recenzja książki/
O mieszkańcach szlacheckich dworów,
wychowywaniu dzieci, zamiłowaniu do jedzenia i picia, a także do zabawy
przeczytacie w arcyciekawej opowieści Elżbiety Koweckiej na temat kultury
materialnej XIX wieku.
![]() |
| Elżbieta Kowecka, W salonie i w kuchni |
Autorka
wznowionej w Wydawnictwie Zysk i S-ka książki ”W salonie i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów
polskich XIX wieku” – Elżbieta
Kowecka posiadła rzadki dar obrazowego snucia interesującej narracji. Bez
oporów dajemy się prowadzić przez świat, o którym opowiada, bo za jej sprawą
staje się on bliski, niemal dotykalny. Sama pisze we wstępie:
Pragnę przede wszystkim opowiedzieć
czytelnikowi o pewnych drobnych, często prawie zapomnianych realiach nie tak
dawnego życia, ukazać mu pewien obraz czy raczej całą galerię obrazów i
obrazków życie to przedstawiających.
Sięga przy
tym po pamiętniki z epoki, akta dworskie, przepisy kuchenne, wsłuchuje w relacje szeptane przez
przedmioty, wyczytane z rachunków domowych, opowiadane przez ówczesnych ludzi.
Jakie dzieci chowanie
Z jej
opowieści wyłania się świat ludzi zamieszkujących szlacheckie dworki, a także
pałace – świat zhierarchizowany, ale i bardzo zintegrowany, w którym mamki,
nianie, guwernantki stanowiły część ”rodziny”. O te pierwsze dbano szczególnie,
ponieważ od nich zależało zdrowie osesków, rzadko się bowiem zdarzało, aby
kobieta zamożna karmiła sama. Mamka często wykorzystywała swoją pozycję i
swoimi kaprysami zatruwała życie domowników, ale te, które wykarmiły zdrowe
dziecko i tak otaczano wdzięcznością i szacunkiem, często też zaopatrywano na
starość. Starszymi dziećmi zajmowały się czułe niańki, które opowiadały bajki,
śpiewały piosenki i przytulały. Nad kilkuletnimi dziećmi czuwały bony, uczące
pacierza, właściwego zachowania i podstawowych obowiązków. Zamiast szkoły byli
metrowie - dla chłopców i guwernantki – dla
dziewcząt. Te uczono stosownej ogłady, języków obcych, muzyki i robót
ręcznych.
![]() |
| ilustracja z książki/skan |
Pańskie stoły
W zależności
od tego, jak zamożny był dom, obowiązywała w nim ścisła hierarchia, która
objawiała się m.in. tym, że zasiadano do różnych stołów. Zazwyczaj domownicy
zasiadali przy tzw. pierwszym stole, który miał miejsca eksponowane oraz ”szary
koniec”, gdzie stawiano skromniejsze jadło i napoje.
Szary koniec zapijał miodek – pisał w swoich wspomnieniach
Henryk Cieszkowski.
Dzieciom
podawano posiłki odrębnie, a dopuszczenie ich do wspólnego stołu było pierwszym
krokiem w dorosłość.
Służba
dworska zasiadała przy drugim i trzecim stole – również według ścisłej
hierarchii:
Garderoba była wyższa od pralni – czytamy. Panny garderobiane nie wdawały się z pannami z pralni. Taki sam
stosunek był pomiędzy lokajami i furmanami.
Na dworze
najważniejsza była ochmistrzyni, zwana także klucznicą – prawa ręka pani domu,
odpowiedzialna za gospodarstwo. Do usługiwania panu domu przydzielony był
kamerdyner, który towarzyszył mu w podróżach, pomagał się ubierać, opiekował
garderobą, spełniał polecenia.
Na dworach
bardzo ważną personą był kuchmistrz, ponieważ bez dobrej kuchni nie wyobrażano
sobie życia. Najchętniej zatrudniano Francuzów. Dobry kucharz był sowicie
opłacany i zarabiał o wiele więcej niż pozostała służba.
![]() |
| apartament/skan |
Wstrzemięźliwość jest
cnotą nietowarzyską
Pamiętam, jak przed trzydziestu laty najważniejszym zajęciem obywatelskiego
życia było jedzenie – wspominał Leon Potocki w drugiej polowie XIX wieku.
Autorka
obszernie opisuje ”gastronomiczną codzienność” zamożnych dworów, cytując
rozmaite źródła, w tym także przepisy kucharskie. Lektura tej części książki
jest szczególnie smakowita i pouczająca.
Dzień
rozpoczynano od kawy ze śmietanką, która długo była polskim ulubionym napojem,
podczas gdy herbatę pito rzadko i uważano za ziele. Jakoż ok. dziesiątej
wypijano po kieliszku anyżówki, kminkówki lub pomarańczówki, który zakąszano
pierniczkiem lub śliwką na rożenku. O jedenastej gospodarz częstował ajerówką
(wódka z dodatkiem korzeni tataraku) – na zaostrzenie apetytu. Po nim
następowała lekka zakąska składająca się z kołdunów, bigosu, kiełbas i sera.
Obiad podany o godzinie drugiej składał się z kilkunastu dań, do których pito
wino. Po obiedzie – znowu kawa ze śmietanką, tym razem w towarzystwie owoców,
konfitur oraz orzechów i maku smażonego na miodzie (w zależności od pory roku).
O szóstej była podawana herbata z ciastem, a o dziewiątej suta wieczerza w
obawie, ”aby się z głodu nie przyśnili Cyganie”. Około północy podawano
wereszczakę (zupa z kiełbasą, półgęskiem i kaszą jęczmienną), którą przepijano
tzw. podkurkiem: krupnikiem lub ponczem.
Przesada?
Wówczas nie tylko tak nie uważano, ale wręcz ostrzegano przed niejadkami:
Nie ufaj ludziom, którzy mało jedzą:
w ogólności są to zazdrośni, albo złośnicy. Wstrzemięźliwość jest cnotą nietowarzyską.
Bale, fety i wieczorki
muzyczne
![]() |
| ilustracja na skrzydełkach książki/skan |
Jedzenie
było ważnym, ale niejednym źródłem szczęścia. Polacy byli gościnni i chętnie
się bawili.
Polak sam jeść nie lubi – pisał Łukasz Gołębiewski – czyli u codziennego stołu, czyli ma co
lepszego, stąd rad niezmiernie gościowi. Gdy nie ma rodziny, musi mieć
domownika, rezydenta, wezwie proboszcza, z nimi pożywać i bawić się rozmową
jest mu przyjemnie. Cudzoziemszczyzna tylko, skąpstwo miejskie (…) sprawić
mogło, że wrota domu zawierano wtenczas, gdy gospodarz i goście zamówieni
zasiadali do stołu.
Bawiono się
nie tylko rozmowami, ale także inscenizowano alegoryczne obrazki i z zapałem
przebierano się.
W Puławach zabawom rozmaitego rodzaju
nie było końca, a więc wszystko to obmyślone i wykonane doskonale – zanotowała po swojej wizycie u
Izabeli Czartoryskiej Ludwika Radziwiłłowa. Dobór
kostiumów bardzo eleganckich i wykwintnych był bez zarzutu. Już to trzeba
przyznać, że Książna miała do tego dar szczególny.
Wyprawiano
też wspaniałe fety, które były zwykle wstępem do całonocnego balu, który
urządzano na czyjąś cześć albo po to, aby panny na wydaniu mogły znaleźć
odpowiednią partię. Sale balowe, a także miejsca wokół nich (latem) renomowani
malarze i sztukatorzy pięknie ozdabiali kwietnymi girlandami, festonami i draperiami. Oczywiście na bale
strojono się szczególnie, przebierając w wymyślne kostiumy.
Popularną
formą spotkań towarzyskich były także wieczory muzyczne oraz amatorskie
przedstawienia teatralne. W książce Elżbiety Koweckiej natrafimy na bajeczne
opisy tych i innych elementów życia w dworkach i pałacach XIX wieku, którym towarzyszą odpowiednie
ilustracje.
![]() |
| piękne krynoliny w stylu cesarzowej Eugenii (lata 60. XIX w.)/skan |
Książka Elżbiety Koweckiej ”W salonie
i w kuchni. Opowieść o kulturze materialnej pałaców i dworów polskich w XIX
wieku” ukazała się w Wydawnictwie Zysk i S-ka.
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w lipcu 2016 r.
sobota, 20 stycznia 2018
Sławomir Cenckiewicz: "Atomowy szpieg". Ryszard Kukliński jako ostatni Konrad Wallenrod
Czy Ryszard Kukliński był zdrajcą, czy patriotą? Czy przypomina Kmicica, czy raczej Konrada Wallenroda? Kim naprawdę był Jack Strong - atomowy szpieg, można się dowiedzieć z lektury fascynującej książki Sławomira Cenckiewicza.
Był czy też nie był zdrajcą?
Obu - Konrada Wallenroda i Ryszarda Kuklińskiego - łączy to samo fundamentalne pytanie: był czy nie był zdrajcą? Sądzę jednak, że łączy ich znacznie więcej.
Mickiewicz - o czym wiemy z relacji jego miłości z czasów rzymskich, Henryki Ankwiczówny - bardzo obawiał się moralnych konsekwencji niewoli. Jej skutkiem jest bowiem - jak uważał - upodlenie całego narodu. Pragnął więc, mówiąc słowami Wajdeloty, własne ognie przelać / W piersi słuchaczów. Stworzył więc polifoniczny poemat, którego główny bohater zapadnie w pamięć wielu pokoleń Polaków i stanie się literacką legendą, która w różnych okresach polskich dziejów będzie ożywała.
Jak wiadomo z lektury książki Marii Janion "Życie pośmiertne Konrada Wallenroda" - wielu było takich, którzy wcielili w życie własne legendę romantyczną Konrada, ponieważ szczęścia w domu nie znaleźli, bo go nie było w ojczyźnie. Z całą pewnością pułkownik Kukliński wpisuje się w tę legendę. Sławomir Cenckiewicz odcina się wprawdzie od pytania, czy Kukliński był, czy też nie był zdrajcą:
W moim zamierzeniu jest to przede wszystkim studium poświęcone szpiegowskiemu rzemiosłu pułkownika (...). "Atomowy szpieg" zdecydowanie nie jest kolejną odsłoną jałowej i trwającej bez końca dyskusji pod hasłem "bohater czy zdrajca".
Omawiając tę książkę chciałabym jednak umieścić postać Ryszarda Kuklińskiego w szerszym kontekście - w kontekście mocno utrwalonych narodowych mitów, które - czy tego chcemy, czy nie - funkcjonują w masowej wyobraźni i rzutują na to, jak interpretujemy pewne zjawiska i zachowania.
Zamaskowanie i tzw. szlachetna zdrada
Mickiewiczowski Konrad Wallenrod został porwany za młodu i wychowany przez wroga własnego narodu - zakon krzyżacki. Kiedy dorasta, najpierw walczy w szeregach wrogów przeciwko swoim, ale w pewnym momencie uświadamia sobie, kim jest i postanawia wrócić na Litwę. Zakłada rodzinę, lecz jego szczęście okazuje się nietrwałe. Wie, że jeśli nie podejmie swej trudnej misji, jego naród zginie. A ponieważ doskonale zna Krzyżaków, bo się wśród nich wychował, podejmuje się zniszczyć zakon "od środka".
![]() |
| Konrad Wallenrod pod wieżą, grafika Walerego Eliasza |
Ryszard Kukliński wstąpił do wojska bardzo młodo. Do stopnia chorążego, po ukończeniu przezeń Oficerskiej Szkoły Piechoty Nr 1, w wieku dwudziestu lat, awansował go sam Bolesław Bierut. Z książki Cenckiewicza dowiadujemy się także o okupacyjnych doświadczeniach Kuklińskiego, który stracił ojca i wielu swoich żydowskich kolegów.
Podczas służby we Wrocławiu ożenił się z poznaną tam Joanną Christ, która stała się jego towarzyszką życia do końca, pomimo różnych zawirowań. Ciągle awansował i otrzymywał nagrody.
Posiada predyspozycje - pisano o nim - w pierwszym rzędzie pracownika sztabu, lecz również wiele cech dowódcy.
![]() |
| legitymacja |
Z dokumentów wynika, że wtedy też otrzymał status Osoby Zaufanej, co oznaczało de facto, że jest współpracownikiem WSW. O zaufaniu przełożonych świadczy też jego wyjazd do Wietnamu, który - zdaniem Cenckiewicza - był prawdziwą szkołą szpiegostwa. Przywiózł stamtąd spore pieniądze, za które kupił w Sajgonie samochód. Potem były kolejne awanse i pochwały...
Przełom nastąpił w 1968 roku, gdy polskie wojska wraz z innymi członkami Układu Warszawskiego zaatakowały Czechosłowację. Dwa lata później nastąpił Grudzień `70, kiedy to wojsko, na rozkaz gen. Jaruzelskiego, strzelało do bezbronnych robotników Wybrzeża. Ponadto, uczestnicząc aktywnie w tworzeniu planów wojny z Zachodem, coraz lepiej rozumiał, co to oznacza dla Polski. W miarę jak zostałem dopuszczany w swojej pracy w sztabie do coraz większych tajemnic. zaczęło do mnie docierać, jak tragiczne byłoby położenie Polski w momencie konfliktu nuklearnego z Zachodem. (...) zrobiliby nam krwawą jatkę. Ale Sowietom o to chodziło, nasze wojska miały być krwawą tarczą, torującą im drogę do serca Europy. Spróbuj sobie wyobrazić, co czuje żołnierz, który jest powołany do obrony swego narodu, a odkrywa, że przez swoje działania naraża ten naród na śmiertelne niebezpieczeństwo - zwierzał się po latach Marii Nurowskiej.
![]() |
| Kukliński podczas narady z sowieckimi generałami |
To właśnie wtedy zrodziła się myśl, by - ryzykując karierę i bezpieczeństwo - zaoferować Amerykanom plan akcji sabotażowej wobec sowieckiego tzw. drugiego rzutu strategicznego. 11 sierpnia 1972 roku Kukliński podczas rejsu wysłał z Wilhelmshaven list do ambasady w Bonn, z prośbą o kontakt i podpisał się pod nim: V.P. (Poland Victory/Polski Viking).
Agent Strong, Jack Strong
Kiedy po raz pierwszy przekazywał Amerykanom klisze z materiałami dotyczącymi armii sowieckiej i planów wojennych Układu Warszawskiego, dołączył do nich list podpisany pseudonimem "Jack Strong". Materiały okazały się bardzo cenne, a nowo pozyskanego szpiega otoczono szczególną ochroną.
Odtąd życie osobiste Kuklińskiego skomplikowało się jeszcze bardziej. Już wcześniej nie taił, że z powodu swego pracoholizmu ma problemy z żoną. Był kobieciarzem, o czym również powszechnie wiedziano, Na to wszystko nakładały się kłopoty z synami, zwłaszcza młodszym z nich - Bogdanem, który nie chciał się uczyć, nadużywał alkoholu i miał próby samobójcze.
![]() |
| Słynny list Kuklińskiego do ambasady |
Kukliński zwierzał się po latach Marii Nurowskiej, że wykorzystywał swoją opinię uwodziciela do w miarę bezpiecznego obsługiwania tzw. martwych skrzynek kontaktowych. Wyjeżdżał z kobietami za miasto i tam w umówionych miejscach, próbując nie budzić niczyich podejrzeń, pozostawiał materiały dla amerykańskiego wywiadu.
Cenkiewicz rzetelnie podaje, że nie we wszystkich przypadkach był to tylko kamuflaż. Konrad Wallenrod topił swój dramat w alkoholu, ale był wierny jednej kobiecie - swojej żonie Aldonie. Kukliński wprawdzie nie pił, ale był kochliwy i romansował z różnymi kobietami. Znany był jego wieloletni związek z Barbarą Jakubowską, który trwał aż do jej przedwczesnej śmierci. Spędzali ze sobą wiele czasu, dzieląc m.in. pasję żeglarską. Nie zdecydował się jednak na rozwód i wiódł podwójne życie. Przed ucieczką z kraju udał się na cmentarz, aby pożegnać się z Barbarą i było to chyba najtrudniejsze rozstanie. Nie ukrywał łez. Romantyk? Z pewnością był człowiekiem bardzo emocjonalnym, o czym świadczy wiele jego zachowań i wypowiedzi.
Ucieczka i ponowne zamaskowanie
Kiedy okazało się, że Kuklińskiemu grozi dekonspiracja, wywieziono go wraz z rodziną do Stanów. Dopiero na krótko przed tym wyznał rodzinie, że zajmował się szpiegostwem, do tej pory bowiem (przez ok. dziesięć lat) nikt o tym nie wiedział. Szczegóły i okoliczności owego wyjazdu nie są do końca znane, choć krąży kilka wersji. Cenckiewicz przytacza tę, która jest najbardziej prawdopodobna i potwierdzona zeznaniami osób uczestniczących. W sztabie nie zorientowano się o tym od razu, toteż nikt go na początku nie poszukiwał. Machina ruszyła dwa dni po ucieczce, ale ślad po Kuklińskim zaginął.
![]() |
| Synowie Kuklińskiego: Waldemar i Bogdan |
W procesie, który mu wytoczono w 1984 roku, został skazany na karę śmierci, konfiskatę mienia i pozbawienie praw publicznych na zawsze. Mimo usilnych starań, pułkownika nie odnaleziono. Był wtedy starannie chroniony przez amerykański kontrwywiad, zmienił także wygląd. Po odzyskaniu niepodległości , mimo nacisków opinii publicznej, nie zrehabilitowano Ryszarda Kuklińskiego. W jednym tylko, 1994 roku, stracił obu synów w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Zdruzgotany, powtarzał wiersz Zbigniewa Herberta, który stanął w jego obronie:
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
Wstrząśnięty dramatem pułkownika autor "Przesłania Pana Cogito" domagał się na łamach "Tygodnika Solidarność" anulowania wyroku i przywrócenia Kuklińskiemu polskiego obywatelstwa. Później - wobec braku reakcji władz - skierował list do prezydenta Wałęsy, w którym pisze m.in.:
Trudno zaiste pojąć, jak można ubiegać się o przyjęcie Polski do NATO, gdy odmawia się faktycznie powrotu do kraju temu, który pierwszy, na własne ryzyko, z narażeniem życia, udowodnił, że Polska jest integralną częścią Zachodu i pragnie żyć we wspólnocie wolnych i demokratycznych państw. Jednocześnie przyjmuje się do służby osobnika, który był szpiegiem niesławnej pamięci państw Układu Warszawskiego. Tego naprawdę nikt o zdrowych zmysłach nie zrozumie.
Wszystko bez echa.
Jak Sienkiewiczowski Kmicic?
Wyrok na pułkownika Kuklińskiego został wprawdzie w końcu umorzony i mógł on w 1998 roku przyjechać do Polski z wizytą. Jednakże kontrowersje wokół jego osoby pozostały i były umiejętnie przemycane w różnych publikacjach. Książka Sławomira Cenckiewicza miała w założeniu pokazać prawdziwy portret człowieka, bez zbytnich sentymentów, ale i bez manipulacji słowem "zdrada".
W podsumowaniu autor twierdzi, że Ryszard Kukliński był w polskich dziejach jak biblijny Szaweł, który stał się Pawłem lub jak Sienkiewiczowski Kmicic, który stał się Babiniczem. Pozostanie na zawsze symbolem indywidualnej odwagi i niezgody na sowieckie zniewolenie Polski.
A jednak Wallenrod
Ja jednak sądzę, że jego postać lepiej wpisuje się w historię Konrada Wallenroda. Podobnie jak tamten, stracił wszystko, nawet ojczyznę, o którą walczył i do końca marzył, że do niej powróci. Żył ukrywając ciągle swoje prawdziwe emocje, swoją twarz. Był człowiekiem tragicznym, który nigdy nie znalazł spokoju i nie zaznał smaku sławy, choć był niekwestionowanym bohaterem. Postać Kmicica nie oddaje całego skomplikowania losów Kuklińskiego. A Wallenrod - człowiek, którego zmiażdżyła Historia - tak.
![]() |
| Ryszard Kukliński podczas pobytu w Polsce, 1998 r. |
Niezależnie jednak od tego, czy mamy takie literackie odniesienia, czy też nie, książka Sławomira Cenckiewicza zasługuje na uznanie, jest to bowiem najrzetelniejsze źródło wiedzy o "atomowym szpiegu". A przy tym to znakomita narracja i dobra lektura.
Książka Sławomira Cenckiewicza "Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów" ukazała się w Wydawnictwie Zysk i S-ka
Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline w listopadzie 2014 roku.
P.S. Na załączonym zdjęciu Janusz Cisek (mój śp. szwagier), w latach 90. dyrektor Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku, wręcza odznaczenie Ryszardowi Kuklińskiemu. Autorem zdjęcia jest Krzysztof Langowski.
niedziela, 10 grudnia 2017
Nagroda Mackiewicza dla Joanny Siedleckiej za ”Biografie odtajnione”
Książka Siedleckiej jest próbą
odkłamania wielu zafałszowań na temat życia literackiego PRL-u. Prawda o nim ma
przeszkadzać, poruszać i przerażać. A w konsekwencji zrozumieć, czym naprawdę
był w Polsce komunizm.
![]() |
| Wydawnictwo Zysk i S-ka |
Tradycyjnie,
11 listopada, w Święto Niepodległości, przyznano po raz piętnasty Nagrodę im.
Józefa Mackiewicza. W tym roku otrzymała ją znana pisarka i reportażystka Joanna Siedlecka, za "Biografie odtajnione. Z archiwów
literackich bezpieki". Sekretarz Kapituły – Stanisław Michalkiewicz podkreślał jednak, że nagroda ta została
przyznana nie tylko za tę książkę, ale za całokształt twórczości autorki ”Obławy”,
”Kryptonimu Liryka”, ”Pana od poezji” i wielu innych.
Jedynie prawda jest ciekawa
– Nagroda Literacka im. Józefa Mackiewicza
Nagrodę
Literacką im. Józefa Mackiewicza po raz pierwszy przyznano w 2002 roku – w
setną rocznicę urodzin pisarza. Jej inicjatorem był polski przedsiębiorca
Zbigniew Zarywski, zaś pomysłodawcą, aby nosiła imię Józefa Mackiewicza, był
obecny sekretarz Kapituły Nagrody – Stanisław
Michalkiewicz. Po raz pierwszy otrzymali
ją Ewa i Władysław Siemaszkowie za książkę
”Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej
Wołynia 1939-1945". O jej przyznaniu decydują zarówno walory literackie,
jak również tematyka – ważna kulturowo,
społecznie lub politycznie. Zwycięzca otrzymuje medal z podobizną patrona,
Józefa Mackiewicza i cytatem z jego książki "Tylko prawda jest
ciekawa" oraz nagrodę pieniężną w wysokości 8 tys. dolarów. Kapituła
wyróżnia ponadto dwie książki, a ich autorzy otrzymują nagrody pieniężne w
wysokości 1 tys. dolarów. W tym roku wyróżnienie otrzymał Piotr
Semka za książkę ”My, reakcja. Historia emocji antykomunistów w latach 1944-1956”
oraz Dorota Heck – za ”Recenzje bez
cenzury”.
Jestem za ścisłością, gdyż jedynie prawda jest ciekawa – pisał Józef Mackiewicz. Ale jednocześnie prawda jest z reguły
bardziej wielostronna i bogata, i barwna, niż wykoncypowane jej przeróbki.
(...) Prawda bywa też z reguły bardziej wstrząsająca, bardziej poruszająca czy
bardziej podniecająca, bardziej sensacyjna i bardziej kryminalna od wymyślnych
sensacyjnych i kryminalnych powieści.
Wśród
dotychczasowych laureatów znaleźli się m.in.: Eustachy Rylski (”Człowiek w
cieniu”), ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski ("Księża wobec bezpieki na
przykładzie archidiecezji krakowskiej"), Jarosław Marek Rymkiewicz
(”Wieszanie”), Bronisław Wildstein ("Dolina nicości"), Ryszard
Legutko (”Sokrates”).
To nie jest książka
glamour
Takie
stwierdzenie autorki pada już na samym początku. Jak się szybko przekonamy, tak
jest w istocie – książka jest ”gorąca” i czyta się ją jak thriller
psychologiczny z historią w tle.
Nie może się podobać –
ma przeszkadzać, poruszać, przerażać – twierdzi Siedlecka we wstępie.
”Biografie
odtajnione” stanowią rodzaj tryptyku z dwiema wcześniej napisanymi książkami
Joanny Siedleckiej: ”Obławą” (opisującą losy pisarzy represjonowanych w czasach
PRL-u) oraz "Kryptonim Liryka" (o bezskutecznych próbach
rozpracowywania polskich pisarzy przez SB).
Tym razem zaglądamy pod podszewkę życiorysów pisarzy wszystkim znanych: Witolda Gombrowicza, Jerzego
Andrzejewskiego, Władysława Broniewskiego, Jerzego Zawieyskiego i Anny
Kamieńskiej. Siedlecka pokazuje, jak bezwzględne były metody śledzenia i
niszczenia ludzi i ile im to przysporzyło cierpień, rujnując życie osobiste,
kariery literackie i zdrowie, a nawet przyczyniając się do przedwczesnej
śmierci.
Cel, jaki
przyświecał autorce, znakomicie koresponduje z cytatem patrona Nagrody, który
dowodzi, że prawda zawsze jest najciekawsza i bardziej od zmyślenia
poruszająca. Sama tak o tym pisze:
Prawda dokumentów odkłamuje wiele fałszów (…). Pozwala zajrzeć za kurtynę naszego życia
literackiego i kulturalnego, którego nie sposób zrozumieć bez wciąż mało znanej
roli tajnych służb. Nie tylko je kontrolowały i penetrowały, ale wpływały także
na losy pisarzy (…). Na ”obróbkę” zbiorowej świadomości, (…) zwłaszcza młodych,
literaturę dla nich powierzając wyjątkowo licznym na tym odcinku tajnym
współpracownikom
(…).
W zamian – konkluduje
pisarka – zaczęto ”oswajanie” PRL-u, sprowadzając go do gagów z ”Misia” i
relatywizując komunistyczne zbrodnie i represje. Książka jest także rodzajem
zadośćuczynienia tym, których bezkarnie niszczono.
Oprócz
relacji, napisanych – jak to u Siedleckiej – żywym, dynamicznym i obrazowym
językiem, w książce znajdziemy także kopie dokumentów oraz liczne zdjęcia.
”Biografie odtajnione. Z archiwów
literackich bezpieki” Joanny Siedleckiej ukazały się w Wydawnictwie Zysk i
S-ka.
Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline w listopadzie 2016 roku.
Leszka Długosza szczęsny czas Pod Baranami /recenzja książki/
Wspomnienia, anegdoty, rozważania, opowiedziane
w gawędziarskim stylu, okraszone poezją
i licznymi fotografiami – oto zalety książki Leszka Długosza o Piwnicy pod
Baranami.
![]() |
| Wydawnictwo Zysk i S-ka |
Przypuszczam,
że nie sięgnęłabym po książkę Leszka Długosza, gdyby nie pewien tajemniczy splot
okoliczności. Nie dlatego, abym była do szanownego autora jakoś uprzedzona,
bynajmniej. Będąc jednak po lekturze dwóch książek Joanny Olczak-Roniker
(”Piwnica pod Baranami” i ”Piotr”), uznałam, że to temat dobrze mi znany. Tak
się jednak złożyło, że pewnego dnia usłyszałam w Programie Drugim PR Leszka
Długosza czytającego swoje wspomnienia i jego znakomita interpretacja tekstu,
wydobywająca gawędziarski ton opowieści, pełen dygresji i subtelnego poczucia
humoru, kompletnie mnie zaczarowała. Nie na tym jednak koniec tej zadziwiającej
historii. Oto bowiem niezwłocznie napisałam do Wydawnictwa Zysk i S-ka mail z
prośbą o egzemplarz recenzencki i nie minęło kilka godzin, kiedy do moich drzwi
zapukał listonosz, wręczając mi przesyłkę z pieczątką wspomnianego wydawnictwa.
Kiedy ją otworzyłam, kompletnie oniemiałam, bo oprócz zamówionej wcześniej
nowej biografii Adama Mickiewicza, ujrzałam … książkę Leszka Długosza. Potem okazało
się wprawdzie, że przedstawiciel wydawnictwa uznał, że książka ta mnie na pewno
zainteresuje, ale wolę jednak taką ”wersję magiczną”, wedle której otrzymałam
ją na skutek jakiegoś tajemniczego splotu wydarzeń. Na dodatek ta wersja
znakomicie splata się z atmosferą samej książki, w której
Widzialni z Niewidocznymi
Nierozłączeni wciąż przechodnie
- Cienie poszeptujące ze sobą
Idziemy
Meandrująca struga
pamięci
Napisać, że
autor wspomina ludzi związanych z Piwnicą oraz prezentuje własne przeżycia z jej
wczesnego okresu, to nie napisać nic. Długosz, kojarzony przede wszystkim jako
śpiewający poeta i piwniczny kompozytor, to przede wszystkim wspaniały gawędziarz. Aż żal, że
książka nie ukazała się w wersji audio, oczywiście w interpretacji autora. Pierwszy raz zdarza mi się, abym wolała ją
właśnie w takiej wersji.
Autor gawędy
może sobie pozwolić na wszystko, szczególnie, że jest poetą. Toteż, czytając,
trzeba zaakceptować fakt, że obok relacji głównej pojawia się nagle dłuższy
fragment poświęcony jakiejś postaci, okraszony wierszem. Wiemy od początku, że
to Długoszowe ”gadanie” nie podlega żadnym utartym schematom, o czym nas autor
uczciwie zapewnia:
Łaskawy Czytelniku, lojalnie przeto
Cię uprzedzam, nie licz na marszrutę
dobrze zorganizowaną. O moich możliwościach w tym względzie mam trzeźwe
zdanie. Struga mojej pamięci, niosąc kolejne obrazy, sceny i scenki, meandruje,
nie przejmując się przesadnie chronologią i przejrzystością narracji.
I trzeba
przyznać, że Leszek Długosz wcale nas nie kokietuje, odsłaniając ową
meandryczną naturę pamięci.
W tych
wspomnieniach, obok legendarnego Marka Rostworowskiego czy Skrzyni (Piotra
Skrzyneckiego), pojawia się np. postać pani Felicji – szatniarki z Domu Kultury
pod Baranami, która będąc gorliwą uczestniczką maryjnych chórów, była
jednocześnie skazana na przebywanie latami w pobliżu popiersia Lenina i nawet
zdarzyło się jej ścierać ”nieortograficzny trzyliterowy napis” – takie to były
czasy.
Kiedy
przeczytałam opowieść o Krzysztofie Wierzbiańskim, który ”zaniemógł procentowo”
po jakimś programie w Piwnicy i jego siostra – piękna Teresa Wierzbiańska
pocieszała go, że ”jeszcze kiedyś jego geniusz zaświeci pełnym blaskiem”, zadumałam
się ponownie nad splotami okoliczności. Będąc bowiem niedawno na premierze
filmu o Tadeuszu Kosarewiczu, miałam okazję zobaczyć starszego, nobliwego
reżysera dokumentu, który dowcipnie opowiadał o okolicznościach jego powstania.
Był nim, a jakże, Krzysztof Wierzbiański. Czy jego geniusz w końcu zabłysnął,
nie mnie oceniać…
Długosz
pozwala także czytelnikom zajrzeć za kulisy sztuki, opowiadając o tym, jak się
tworzyło kabaretowe numery. Otóż tworzywo brało się z literatury, ale też z
banalnej rzeczywistości (np. Dymnego ”Zbiór bzdur”), z ”form nieudacznych”, do
których autor zalicza pamiętniki, ogłoszenia, fragmenty listów, a nawet donosy
i zażalenia.
Książka
obfituje z liczne zdjęcia, dokumenty, programy, rysunki, które przybliżają ową
niepowtarzalną atmosferę Piwnicy. Przyjemnie jest po prostu wziąć ją do ręki i
zanurzyć się w tamten nieistniejący świat.
Książka Leszka Długosza ”Pod Baranami
ten szczęsny czas… Sceny i obrazy z ”życia piwnicznego” w Krakowie w latach 60.
i 70. XX wieku” ukazała się w Wydawnictwie Zysk i S-ka.
Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline w listopadzie 2016 roku.
piątek, 17 listopada 2017
Marka Nowakowskiego szkice z pamięci
Czego poszukiwał obskurnych knajpach
PRL-u hellenista Zygmunt Kubiak, kto
poza Mickiewiczem stworzył „salon warszawski” i
kim są bogacze spędzający czas w niemieckim klubie Betar? Te i inne
fascynujące historie przeczytacie w nostalgicznej prozie Marka Nowakowskiego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/
6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...
Popularne posty
-
W dniach od 7 do 15 lutego 2015 roku odbędzie się we Wrocławiu Akademia Händlowska. Wystąpi fenomenalna Julia Lezhneva, znakomici brytyjscy...
-
Anioły na obrazach dawnych malarzy są piękne, dlatego często zapominamy, że są niematerialne i że ich piękno ma charakter duchowy. Sztuka pr...
-
Maria Jurkowska, prasowe W tym roku, 14 sierpnia, świętowałaby okrągłe, osiemdziesiąte urodziny... Zmarła o wiele za wcześnie, 14 grudn...















