Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 października 2018

Przedpremierowe egzemplarze "Śmierci Komandora" Murakamiego ukryte w księgarniach w całej Polsce!

Fani japońskiego pisarza czekali na tę powieść aż 5 lat. Pierwszy tom „Śmierci Komandora” ukaże się 17 października. Najbardziej niecierpliwi czytelnicy będą mogli sięgnąć po powieść wcześniej – już 13 października w księgarniach w całej Polsce ukrytych zostanie pół tysiąca przedpremierowych egzemplarzy książki. 


Haruki Murakami jest jednym z najpopularniejszych zagranicznych autorów w Polsce. Jego fani stale dzielą się w Internecie recenzjami i ulubionymi cytatami, tworzą playlisty zawierające muzykę z książek, żywo dyskutują o zaskakujących szczegółach kolejnych powieści. Są jedną z najbardziej zaangażowanych grup na całym świecie i od miesięcy śledzili informacje na temat długo wyczekiwanej „Śmierci Komandora”. Dzięki niespodziance przygotowanej przez wydawcę ci najbardziej niecierpliwi mogą sięgnąć po najnowszą książkę swojego ulubionego autora wcześniej niż inni – w księgarniach kilkudziesięciu miast w Polsce ukrytych zostanie pięćset przedpremierowych egzemplarzy. Szczęśliwi znalazcy będą mogli kupić je za symboliczną złotówkę. Listę księgarń i szczegóły akcji można znaleźć tutaj: 

Najnowsza książka Murakamiego została uznana w Hong Kongu za nieprzyzwoitą, ocenzurowana i zakazana dla czytelników poniżej 18 roku życia. W Japonii w środowisku skrajnej prawicy wywołała oskarżenia wobec Harukiego Murakamiego o zdradę narodową, choć jednocześnie została okrzyknięta jednym z największych dokonań tego pisarza. „Śmierć Komandora” to obszerna dwutomowa powieść. Autor zabiera czytelników do świata tokijskiego malarza, w którym dawna, racjonalna logika jego życia już nie działa, a nowa rzeczywistość dziwnie przypomina sen. „Śmierć Komandora. Pojawia się idea” ukaże się już 17 października. Tom 2, „Śmierć Komandora. Metafora się zmienia”, 28 listopada.

O książce „Śmierć Komandora”:

Żona malarza w średnim wieku porzuca go – z dnia na dzień. Podobnie, z dnia na dzień, on sam podejmuje decyzję, by wyprowadzić się z domu. Rezygnuje ze zleceń, wsiada w samochód i przez parę miesięcy włóczy się po północno-wschodniej części wyspy Honsiu. Gdy zmęczony tułaczką wraca do Tokio i prosi przyjaciela o nocleg, ten ma mu do zaoferowania coś znacznie lepszego: opuszczony dom w górach należący do jego ojca, sławnego malarza. W nowym, inspirującym otoczeniu bohater zamierza wieść spokojne życie poświęcone twórczości – korzysta z pracowni mistrza, zaczyna prowadzić lekcje malarstwa w pobliskiej Odawarze i wdaje się w niewiele znaczące romanse. Dom ten dla bohatera powieści stanie się epicentrum przemiany i szczególnej formy odrodzenia – i w sztuce, i w życiu. Pierwszym epizodem tej przemiany będzie odnalezienie na strychu nieznanego obrazu starego mistrza: niemal wiernego odtworzenia sceny zabójstwa Komandora z opery „Don Giovanni”.

Od momentu tego odkrycia realistyczna narracja zaczyna się stopniowo przeplatać z surrealistycznymi wątkami, a fabułę zaludniają niezwykłe postaci, które uosabiają symbole, idee i metafory. Murakami z lekkością kreśli niezwykłe wizerunki swoich bohaterów, subtelne podważając granicę między marzeniem i rzeczywistością.

Haruki Murakami, fot. prasowa

Haruki Murakami– urodzony w Kioto w 1949 roku. Najwybitniejszy i najbardziej znany na świecie pisarz japoński. W wydawnictwie MUZA SA ukazały się dotychczas następujące tytuły: „Przygoda z owcą”, „Koniec świata” i „Hard-boiled Wonderland”, „Norwegian Wood”, „Tańcz, tańcz, tańcz”, „Na południe od granicy, na zachód od słońca”, „Sputnik Sweetheart”, „Kronika ptaka nakręcacza”, „Kafka nad morzem”, „Po zmierzchu”, „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”, „1Q84”, „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”, „Słuchaj pieśni wiatru/Flipper roku 1973”, cztery zbiory opowiadań: „Wszystkie boże dzieci tańczą”, „Ślepa wierzba i śpiąca kobieta”, „Zniknięcie słonia”, „Mężczyźni bez kobiet” oraz zbiór esejów „Zawód: powieściopisarz”.



13 października 2018

Organizator: Wydawnictwo MUZA

informacja prasowa

sobota, 17 marca 2018

Haruki Murakami przy Zupie Lżej-Na-Sercu

27 restauracji w różnych miastach Polski otworzyło swe podwoje miłośnikom japońskiego pisarza. Można było zjeść dania o wyszukanych nazwach: Zupa Lżej-Na-Sercu czy  Spadająca rybka Kafki Tamury. Tak wyglądała promocja powieści Haruki Murakami.




Wydarzenie miało miejsce 20 maja. Za dania inspirowane utworami Haruki Murakamiego odpowiadała Marta Gessler. Taką promocję – zaiste, bez precedensu –  przeprowadziło Wydawnictwo Muza.  Od lat przybliżające dorobek japońskiego prozaika. Tym razem do rąk czytelników trafią pierwsze powieści autora: "Słuchaj pieśni wiatru" i "Flipper roku 1973". Utwory stanowiące dwie pierwsze części tak zwanej "tetralogii Szczura”, do której należą jeszcze – "Przygoda z owcą" i "Tańcz, tańcz, tańcz".
Sama idea "kolacji z pisarzem” – choć bardzo pomysłowa – w praktyce nie wypadła specjalnie interesująco. Pousadzani przy uprzednio zarezerwowanych stolikach, spożywaliśmy co prawda potrawy o tajemniczo brzmiących nazwach, ale zabrakło rozmowy, ducha literackiego, może co smaczniejszych cytatów albo przynajmniej muzyki, którą Murakami tak chętnie wprowadza do swoich powieści… Tak więc potencjał tego pomysłu nie został w pełni wykorzystany. A szkoda!
O czym i jak pisze Murakami?
W rozmowie z fanką pisarza, współpracującą z Wydawnictwem Muza, usłyszałam, że jest to pisarz absurdalny, którego pozornie proste dialogi mają jednak tzw. drugie dno. Owa dziwność i element zaskoczenia są, jej zdaniem, najbardziej pociągające w tej twórczości. Historie pozornie banalne, a jednocześnie zawierające ukryty sens.
Debiutancka powieść Murakamiego "Słuchaj pieśni wiatru” w istocie zdradza cechy całej jego późniejszej twórczości: postmodernizm i świadome żonglowanie cytatami, niekoniecznie literackimi, często także muzycznymi (autor prowadził przez pewien czas klub jazzowy). Oto próbka jego stylu.  
Na początku powieści "Słuchaj pieśni wiatru” narrator rozważa, czym jest pisanie i dochodzi do wniosku, że jest ono częściowo formą autoterapii i że bardzo trudno jest szczerze o czymś opowiadać. Następnie powołuje się na Dereka Heartfielda (konia z rzędem temu, kto zna tego pisarza), by ostatecznie stwierdzić, że był to pisarz jałowy, który skoczył z dachu Empire State Building. Z portretem Hitlera w jednej i parasolem w drugiej dłoni. Jego śmierć  przeszła bez echa, tak samo jak jego życie.
Pozostałe narracje w tej powieści mają podobny, żartobliwy ton i są zabawą z czytelnikiem, który oczekuje właśnie tego: elementu niespodzianki, pewnej niefrasobliwości, a pomiędzy tym trochę (ale nie za dużo, bo to męczące) refleksji.
Jeśli szukasz prawdziwej sztuki albo literatury – czytamy w powieści – powinieneś poczytać starożytnych Greków. Bo do powstania prawdziwej sztuki niezbędny jest system niewolnictwa. (…) Ludzie, którzy o 3 nad ranem sieją spustoszenie w lodówce w uśpionej kuchni, potrafią pisać jedynie o tym. To samo dotycz mnie.
Jeśli to tego rodzaju narracji dodamy obszerne, a zarazem krótkie dialogi, przypominające sms-y, to nie mamy wątpliwości, jakiego wyboru dokona współczesny czytelnik…
A zatem… smacznego!
Książka Haruki Murakami "Słuchaj pieśni wiatru" i "Flipper roku 1973" ukazała się w Wydawnictwie Muza 12 maja 2014 roku.
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline 23 maja 2014 roku.

piątek, 15 grudnia 2017

„Witamy w białej Afryce” Wojciecha Rogali: Jak daleko stąd, jak blisko… /recenzja książki/

Zawarty w tytule reportażu Wojciecha Rogali paradoks odbija jak w soczewce zarówno historię, jak i teraźniejszość Namibii. To próba spojrzenia na zmiany, jakie zaszły w południowej części kontynentu, oczami jego białych mieszkańców. A wszystko to ujęte jest w ramy dialogu, któremu autor nadaje cechy przypowieści, przywołując fragment Ewangelii wg św. Mateusza: „Nie sądźcie…”.

Wydawnictwo Muza
Cechą charakterystyczną narracji Rogali jest także częste porównywanie zmian w Namibii do tego, co się wydarzyło w Polsce po transformacji. Autor próbuje zrozumieć te zmiany odnosząc się do własnych, polskich doświadczeń, poczynając od prostej konstatacji, że Polska odzyskała wolność zaledwie o rok wcześniej od Namibii. Owe paralele sprawiły, że autor reportażu postanowił zbadać, co czują biali mieszkańcy tego kraju, jak patrzą na swoją historię i jaką widzą dla siebie przyszłość. Skąd jednak wzięli się biali mieszkańcy na tych terenach?

Nowy naród wybrany

Afrykanerzy wierzą głęboko, że są nowym narodem wybranym, który został namaszczony przez Boga 16 grudnia 1838 roku. Tego dnia bowiem, gdy 470 Burów – białych potomków holenderskich i hugenockich osadników – otoczyła dwunastotysięczna armia Zulusów, ich kaznodzieja uroczyście poprzysiągł, że jeśli Bóg nie wyda ich w ręce wroga i ocali, wówczas wybudują Mu świątynię, a dzień ten będzie czczony przez następne pokolenia. I stał się cud – w tej nierównej walce zginęło około trzech tysięcy zuluskich żołnierzy i ani jeden Bur… A dzień bitwy nad Blood River stał się dniem przymierza, w którym Pan uczynił Burów władcami tej ziemi. Religia dała temu ludowi tożsamość, dumę i stworzyła wspólnotę, która scementowała rozproszoną grupę białych protestantów z Holandii, Francji i Niemiec. Jednakże po dwustu latach, kiedy Anglicy znieśli niewolnictwo i zaczęli okupować te ziemie, Burowie ruszyli na północ i postanowili zacząć wszystko od nowa – w zgodzie ze swoją wiarą i przekonaniami. Tak rozpoczął się tzw. Wielki Trek, którego główna fala datowana jest na lata 1835-1836.

Wojciech Rogala opisuje fascynująco tę wielką odyseję, podczas której ludzie kroczyli potężną karawaną przez pustynię, niczym biblijni Żydzi, nękani przez pragnienie, skwar i malarię. Owe wędrówki trwały z przerwami wiele lat. Ostatnia wyprawa miała miejsce w 1905 roku, kiedy to Burowie, którzy nie chcieli żyć pod panowaniem Brytyjczyków, osiadli w Humpacie, gdzie nie tylko uprawiali ziemię, ale również polowali na słonie, walczyli z oddziałami Owampo i zapuszczali się na tereny administrowane przez Niemców. Po I wojnie zaczęli osiedlać się w Afryce Południowo-Zachodniej, gdzie stworzono osadnikom bardzo dobre warunki.

Zabytkowy budynek dworca kolejowego w Luderitz, fot. Wojciech Rogala

Afryka jako poligon doświadczalny – pierwsze obozy koncentracyjne


Autor dociera do różnych miast i miasteczek znajdujących się w Namibii, próbując przywrócić zbiorowej pamięci ich historię, która rzutuje na współczesne oblicze kraju. Do miast, których historia jest mało znana, a przecież tak być nie powinno, należy Lűderitz, w którym Niemcy zaprawiali się w masowym mordowaniu ludzi uwięzionych w obozach koncentracyjnych. Okazuje się przy tym, że obozy koncentracyjne nie są niemieckim pomysłem – zakładali je już Hiszpanie w 1896 roku na Kubie, a także Anglicy, podczas drugiej wojny burskiej (1899-1902). W obozach zginęło wówczas 28 tysięcy kobiet i dzieci, które głodzono, aby złamać ducha walecznych mężów i ojców. Natomiast w niemieckich obozach koncentracyjnych w Lűderitz zginęły tysiące Herero i Nama. Bunt Herero zakończył się nieomal całkowitym unicestwieniem tego plemienia. Tych, których nie zamordowano z broni palnej, zamykano w obozach albo pędzono na pustynię, gdzie umierali z głodu i wycieńczenia. Nieliczni, którzy ocaleli, mieli służyć niemieckim panom. Jak w nieodległej przyszłości, przeprowadzano tutaj eksperymenty na więźniach. Gdy niemieccy kolonizatorzy, mieszkający w nieodległym Lűderitz, wiedli swoje zwykłe, codzienne życie, doktorzy – Bofinger oraz Eugen Fischer – selekcjonowali więźniów, zabijali ich, a ich głowy konserwowali w formalinie i wysyłali do Berlina. Tych skatalogowanych i opisanych głów było ok. 780… Dopiero w 2001 roku, na prośbę ludu Herera i rządu niepodległej Namibii, szczątki ofiar zostały zwrócone ich potomkom. A co się stało z doktorem Fischerem? Jak się nietrudno domyślić, był podczas II wojny gorącym zwolennikiem Adolfa Hitlera i odpowiadał za wdrożenie programu rasowego NSDAP. Po wojnie, mimo że był odpowiedzialny za śmierć ok. 70 tys. ludzi, udzielał się naukowo, a nawet został członkiem Niemieckiego Towarzystwa Antropologicznego. Zmarł, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności w 1967 roku.
Autor nie tylko opisuje wydarzenia, snuje także refleksje, inspirując czytelników do tego samego. Intryguje go, jak ludzie charakteryzujący się taką pracowitością i samozaparciem, dzięki którym wznieśli piękne miasto na skraju pustyni, byli jednocześnie wierzący i ślepi moralnie, skoro nie odczuwali żalu ni skruchy z powodu tego, co się wydarzyło.

Antylopa onyks, fot. Wojciech Rogala

Refleksje o życiu i doświadczenie pustki


Refleksje towarzyszą autorowi nie tylko w odniesieniu do przeszłości, która jest zresztą namacalnie obecna w postaci pomników i architektury. Doświadczenie podróży, poznanie różnych ludzi oraz miejsc także stają się punktem wyjścia do istotnych rozważań. Wiele z nich pozostaje pod wpływem tej sugestywnej lektury w pamięci. Wojciech Rogowski ma tę wrażliwość i uważność, która pozwala z obrazów, wydawałoby się, banalnych wysnuć nieomal filozoficzne rozważania.

Pierwszy taki obraz, który zapamiętałam, to scena z namibijskiego kurortu – Swakopmundu. Reporter obserwuje wiekową białą kobietę, która porusza się za pomocą „balkoniku”, asekurowana przez czarnoskórą opiekunkę. Potem starsza pani, już w kostiumie kąpielowym, zmierza z wielkim trudem, już bez niczyjej pomocy, w kierunku oceanu. Po chwili zanurza się w lodowatej wodzie, która sprawia, że jej ciało staje się na ten czas sprawne jak niegdyś.

Nie widziałem już ułomnej, starej kobiety – pisze autor – lecz siłę woli, charakter, triumf duszy nad ciałem. I dodaje: Czy człowiek jest tylko tym, co widzimy na zewnątrz? Czy nie zapominamy o tym, co naprawdę jest istotne, przez pryzmat jakich postaw i działań powinniśmy oceniać innych ludzi? Czy wszechobecna dbałość o naszą powierzchowność nie zasłoniła nam tego, co jest istotą nas samych?

W innym miejscu, obserwując roślinność, ubolewa nad tym, że współczesny człowiek żyje chętniej w wirtualnym niż w realnym świecie, a tymczasem mądrość czerpiemy właśnie z obserwacji prawdziwego świata. Opisuje np. roślinę pustynną – welwiczię, która może przetrwać bez wody długie miesiące. Jej liście zamierają na swoich końcach, by zmniejszyć zapotrzebowanie na wodę podczas wyjątkowo suchych okresów.

Rośliny nauczyły się poświęcenia – konstatuje. Nauczyły się, że warto poświęcić coś, nawet cząstkę siebie, aby móc uratować życie.

Rogowski pisze także o osobistym doświadczeniu pustyni. Przerażająca pustka i nicość, która zarazem pociąga i kusi.

Czułem się – pisze – jakbym stąpał po obcej planecie. Pustka obejmowała mnie zewsząd, byłem sam na sam z nicością. Nie chciałem wracać, pustynia mnie wciągała. Czułem wielki spokój, było mi tak dobrze. Nie ma nic i to jest piękne.

Felsenkirche (1912) kościół na skałach w namibijskim mieście Luderitz,
fot. David Stanley

Spotkałem ludzi niezwykle bliskich


Reportaż Wojciecha Rogali obfituje także w liczne rozmowy z ludźmi, które pozwalają spojrzeć na pewne wydarzenia oraz na historię Namibii oczami jej białych mieszkańców, dostrzec różne stanowiska, często bardzo odległe od oficjalnych, „jedynie słusznych”. Dzięki nim przestajemy patrzeć na Afrykę stereotypowo, dzieląc jej mieszkańców na „dobrych” czarnych i „złych” białych.

Autor jest nie tylko cierpliwym i otwartym słuchaczem swoich licznych rozmówców, posiada także i tę zaletę, że nawiązuje z nimi głębsze więzi. Jest to rodzaj najpiękniejszej części jego afrykańskiej przygody, a myślę, że każdej przygody, kiedy okazuje się, że – zupełnie się tego nie spodziewając – natrafiliśmy na kogoś, kto okazał się bliski i serdeczny. Otóż poszukując pogardzanych potomków białych osadników – Basterów, reporter trafia nie tylko na ogromnie ciekawą społeczność, żyjącą w Rehoboth, skupioną wokół kościoła, ale również poznaje ich skomplikowaną historię i zaprzyjaźnia się z Julią, osobą niezwykle serdeczną i ciepłą.

Szukałem innego świata, ginącej kultury – konstatuje – resztek znikającego narodu, a spotkałem ludzi, którzy, mimo że mieszkają tysiące kilometrów od Polski, mają inny kolor skóry, są nam niezwykle bliscy, mają wręcz dziwnie znajome, właściwie tożsame doświadczenia. I dodaje: Wewnętrzne ciepło drugiej osoby, jej bezpośredniość i otwartość łamią wszelkie granice i odległości.

Lüderitz, Małe Niemcy w Afryce, W. Rogala

„Witamy w białej Afryce” jest fascynującą podróżą w towarzystwie pisarza, który z wielką pasją i talentem wtajemnicza nas w jej historię i teraźniejszość. Skwapliwie i z ochotą podąża się za takim przewodnikiem, który snuje swą opowieść, nie szczędząc nam niczego, co pozwoliłoby uruchomić wyobraźnię, refleksję i – koniec końców – tęsknotę, aby tam pojechać i doświadczyć.

Park Windhuku, skan książki


Książka Wojciecha Rogali: „Witajcie w białej Afryce” ukazała się w Wydawnictwie Muza.

Wywiad z Wojciechem Rogalą można znaleźć pod tym linkiem.

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty