Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojtek Smarzowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojtek Smarzowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 listopada 2025

Anatomia przemocy /recenzja filmu Wojtka Smarzowskiego "Dom dobry"/

Film "Dom dobry" jest zrobiony "grubą kreską", co nie jest bynajmniej komplementem. O ile reżyser postarał się nakreślić złożony portret bohaterki, o tyle męski bohater, o wyglądzie sympatycznego misia, został uproszczony do bólu. Film to czarno-biały, o cechach reportażu interwencyjnego, pozbawiony uniwersalnego przesłania. A przy tym nieznośnie brutalny, tak w warstwie języka, jak i obrazu.

Kadr z filmu "Dom dobry" w reż. Wojtka Smarzowskiego

Wojtek Smarzowski jest reżyserem, który nie robi letnich filmów i zazwyczaj podejmuje trudne tematy. Tak było w przypadku "Wesela" (2004, 2021), w którym przedstawił krytycznie obraz współczesnej Polski i Polaków, "Róży" (2011) – dramatycznej powojennej historii Polaków i Mazurów. Odważnie podjął także dramat ludobójstwa na Wołyniu ("Wołyń", 2016). Podejmował również tematy społeczne: pijaństwa ("Pod Mocnym Aniołem", 2013), skandali pedofilskich w Kościele ("Kler", 2018). Odrażający bohaterowie pojawili się w filmie "Dom zły" (2009), do którego nawiązuje tytułem najnowszy film reżysera: "Dom dobry". Podejmuje w nim Smarzowski temat przemocy domowej. Jak stwierdził podczas spotkania z publicznością w Kinie Nowe Horyzonty, zjawisko to nasiliło się ze szczególną mocą podczas pandemii, wtedy też pomyślał o tym, aby nakręcić kameralny film, którego akcja rozgrywać się będzie we wnętrzach. 

Opowiedziana w filmowych obrazach historia jest równie mocna, jak całe kino Smarzowskiego, który "od zawsze" przedstawiał świat w czarnych barwach. Z jednej strony, można by – idąc tropem wypowiedzi reżysera – potraktować jego filmy jako "misyjne". W wywiadzie, który przeprowadziłam z nim przed dziesięcioma laty, powiedział:

"Robię filmy, bo coś mnie uwiera, coś mnie w naszej rzeczywistości boli. Ale zawsze próbuję zostawić nadzieję. Na tyle, na ile potrafię. Postrzegam kino jako rodzaj misji. Robienie filmów błahych kompletnie mnie nie interesuje". 

Z drugiej zaś strony, łatwo w takim przypadku popaść w ton moralizatorski i pokazywać świat czarno-biały, choć w przypadku filmów Smarzowskiego bieli jest niewiele. 

W "Domu dobrym" (w kontekście obejrzanego filmu tytuł wydaje się brzmieć ironicznie) reżyser przeprowadza coś w rodzaju anatomii przemocy. Najpierw widzimy bohaterkę Gośkę (znakomita Agata Turkot) w relacji z matką - alkoholiczką, która nie tylko nie obdarza jej dobrym słowem czy gestem, ale nieustająco krytykuje, nie przebierając w słowach. Nie inaczej wyglądają w tym domu święta, na których pojawia się siostra z mężem, również mająca problem alkoholowy. Główna bohaterka jest abstynentką, zachowuje pogodę ducha i zarabia na życie lekcjami angielskiego, wspomagając finansowo matkę i siostrę. W Internecie poznaje Grześka (Tomasz Schuchardt), z którym prowadzi intelektualne zabawy w odgadywanie cytatów, a później, po karczemnej awanturze, którą robi jej matka (Agata Kulesza), przeprowadza się do niego, właściwie nie znając człowieka. To raczej ucieczka od matki niż świadoma decyzja. Wpada jednak z deszczu pod rynnę, bo ów okazuje się sadystą i damskim bokserem. Taki jest mniej więcej zarys fabuły.

Smarzowski, a za nim wielu recenzentów, opowiada o tym, że bohaterkę łączy z partnerem, a potem mężem, uczucie miłości, ja jednak uważam, że to mija się z prawdą. Owszem, jest tęsknota za miłością, także za normalnym domem, poczuciem bezpieczeństwa, które jest tak silne, że bohaterka nie chce widzieć realiów. A potem jest już za późno: nie potrafi się uwolnić, zwłaszcza, że nie ma dokąd pójść i że nie może liczyć na niczyją pomoc: nie udzielą jej skutecznie ani najbliżsi, ani znajomi, ani instytucje społeczne. 

Film jest zrobiony "grubą kreską", co nie jest bynajmniej komplementem. O ile reżyser postarał się nakreślić złożony portret bohaterki jako wrażliwej kobiety, a zarazem DDA (dorosłe dzieci alkoholików), co czyni ją w konsekwencji ofiarą psychopaty, o tyle główny bohater, o budzącym sympatię wyglądzie sympatycznego misia, został uproszczony do bólu. Jedyne zdanie, które pada w filmie, a którego celem jest "wyjaśnienie", dlaczego tak postępuje, brzmi: "Tak robił mój dziadek, mój ojciec i ja tak robię". No, przepraszam... Rozumiem pewne uproszczenia w reportażu interwencyjnym, ale tu... Najbardziej interesującym pomysłem formalnym tego filmu, który warto by zauważyć, jest scena, w której leżąca w szpitalu bohaterka "rozdwaja się" niejako na osobne postacie i odtąd już pojawiają się obrazy, co do których nie jesteśmy pewni, czy rozgrywają się realnie, czy tylko w wyobraźni nękanej kobiety. 

Tak się złożyło, że wieczór poprzedzający kinową projekcję najnowszego filmu Wojtka Smarzowskiego spędziłam oglądając (kolejny raz) "Lewiatana" Andrieja Zwiagincewa. Otóż tam, poza dobrze opowiedzianą historią społeczno-polityczną, rozgrywa się pełen ukrytych symboli dramat, który sprawia, że kino to nabiera cech uniwersalnych, a bohater ze zwykłego pijaczka z rosyjskiej prowincji staje się bohaterem tragicznym. Tego mi właśnie w filmie Smarzowskiego brakuje. No i nie jest to film, do którego chciałoby się powrócić...

Film "Dom dobry" obejrzałam przedpremierowo w Kinie Nowe Horyzonty 5 listopada 2025.


Zwiastun filmu "Dom dobry"

czwartek, 30 października 2025

Dom, który nie daje schronienia. Prapremiera filmu Wojtka Smarzowskiego "Dom dobry"

5 listopada o 18.30 Kino Nowe Horyzonty zaprasza na prapremierę filmu Wojtka Smarzowskiego "Dom dobry" i na spotkanie z reżyserem.

Kadr z filmu "Dom dobry"

Wojciech Smarzowski wraca do tematu, który w polskiej kinematografii bywa wypierany z równie wielką determinacją, z jaką próbujemy racjonalizować cierpienie w „miłości”. Relacja Gośki i Grześka zaczyna się jak spełniony sen: oświadczyny w Wenecji, emocjonalny nadmiar, romantyczne gesty. Ta sielankowa pocztówka szybko jednak okazuje się pułapką, a tytułowy dom – miejscem, gdzie pęka każde złudzenie bezpieczeństwa. Smarzowski, pamiętający dobrze własną topografię przemocy z "Domu złego", rejestruje koszt układów, w których uczucie staje się narzędziem władzy.

informacja prasowa

poniedziałek, 11 marca 2019

O!Lśnienia – Nagrody Kulturalne Onetu i Miasta Krakowa przyznane!

Wojciech Smarzowski, Krystyna Janda, Szczepan Twardoch, Katarzyna Nosowska, Jakub Józef Orliński, Dariusz Stola, Jakub Żulczyk i Krzysztof Skonieczny zostali zwycięzcami trzeciej edycji internetowego plebiscytu O!Lśnień – Nagród Kulturalnych Onetu oraz Miasta Krakowa. Wyniki głosowania internautów zostały ogłoszone 1 marca podczas uroczystej gali O!Lśnień, która odbyła się w Centrum Kongresowym ICE Kraków i była transmitowana w Onecie oraz w Canal+




O wynikach zadecydowali internauci, którzy na stronie www.olsnienia.onet.pl mogli w tym roku oddać głos w siedmiu kategoriach konkursowych: Film, Literatura, Sztuki wizualne, Muzyka popularna, Muzyka klasyczna i jazz, Teatr oraz Serial. Nagrody zostały przyznane za najważniejsze artystyczne wydarzenia 2018 roku.

- Polityka kulturalna miasta wytworzyła szereg silnych instytucji kultury, ważnych liderów polskiego życia kulturalnego, wreszcie silne marki w kulturze, liczące się w poszczególnych branżach, w Polsce i na świecie – mówi Jacek Majchrowski, Prezydent Miasta KrakowaPrzyznawane jest tutaj kilkadziesiąt branżowych nagród i stypendiów dających szanse artystom na tworzenie kolejnych dzieł, wykorzystywanie przestrzeni publicznej dla wydarzeń artystycznych. Jestem dumny, że od tego roku dołączyły do nas również O!Lśnienia –dodaje Prezydent.

 - „O!Lśnienia” rosną w siłę. Kraków  to miasto kultury, w którym swoje miejsce znajdują wszystkie dziedziny sztuki. Trudno wymarzyć sobie lepszego partnera do takiego przedsięwzięcia jak nagradzanie artystów. Onet zresztą od lat współpracuje z miastem na polu kultury. Poza tym głęboko wierzę w sens decentralizacji kultury. W 80 proc. kultura w Polsce jest finansowana z budżetów samorządowych, a tylko w 20 proc. z ministerialnych. Tak więc miasto to naturalna przestrzeń dla wolności twórczej – mówi Katarzyna Janowska, redaktor naczelna Onet Kultura.

 - Nasze miasto posiada doskonałe zaplecze, by organizować tu najbardziej prestiżowe wydarzenia – mówi Izabela Helbin, Dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego – Nowoczesna przestrzeń Centrum Kongresowego ICE Kraków doskonale podkreśliła uroczysty charakter Gali. Kraków to miasto, które corocznie organizuje międzynarodowe festiwale, przyciągając tysiące artystów nie tylko z Polski, ale także z zagranicy. KBF działa w sieciowych modelach współpracy i współorganizacji, dzieląc się wspólnie zasobami i budując wizerunek wyjątkowego miasta kultury – dodaje Izabela Helbin.

Najwięcej głosów internautów w plebiscycie O!Lśnień – Nagród Kulturalnych Onetu zdobył Wojciech Smarzowski, który był nominowany w kategorii Film za „Kler”. Zwycięzca otrzymał Nagrodę Główną – nowy model Mazdy 3.

W kategorii Literatura statuetkę otrzymał Szczepan Twardoch, nominowany za „Królestwo” znakomitą kontynuację bestsellerowego „Króla”.

Dyrektor Dariusz Stola i zespół Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN otrzymał nagrodę w kategorii Sztuki wizualne za program Muzeum Historii Żydów Polskich i jego walory edukacyjne ze szczególnym wskazaniem wystaw „Obcy w domu. Wokół Marca '68" i „W Polsce króla Maciusia. 100-lecie odzyskania niepodległości”.

W kategorii Muzyka popularna nagrodę zdobyła Katarzyna Nosowska za płytę „Basta”.


O!Lśnienie w kategorii Muzyka klasyczna i jazz otrzymał Jakub Józef Orliński za „Anima sacra” oraz za olśniewający debiut na międzynarodowych scenach muzycznych.


W kategorii Teatr O!Lśnienie otrzymała Krystyna Janda za poruszającą kreację w spektaklu Teatru Polonia „Zapiski z wygnania” w reżyserii Magdy Umer.


Krzysztof Skonieczny i Jakub Żulczyk otrzymali nagrodę O!Lśnienie w kategorii Serial za doskonałe przełożenie powieści na język filmu oraz stworzenie wyrazistych bohaterów i obrazu współczesnej Warszawy w serialu „Ślepnąc od świateł” (HBO).


Tegoroczny plebiscyt jest trzecią edycją konkursu O!Lśnienia! Rok temu zwyciężyła Natalia Nykiel (dzięki płycie „Discordia”). Laureatami w pozostałych kategoriach byli: Film – Dorota Kobiela i Hugh Welchman za animację „Twój Vincent”, Muzyka poważna – Piotr Orzechowski/Pianohooligan za płytę „24 Preludes&Improvisations”, Teatr – Jan Klata za „Wesele” w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie, Sztuka – Marta Frej za artystyczne memy.


Współorganizatorami O!Lśnień są: Miasto Kraków, Krakowskie Biuro Festiwalowe i Centrum Kongresowe ICE Kraków. Canal+ jest partnerem telewizyjnym, a polska edycja magazynu „Vogue” – patronem medialnym.

informacja prasowa

sobota, 15 grudnia 2018

„Wołyń” w podróży do Brazylii

W São Paulo trwa Przegląd Filmów o Tematyce Historycznej, zorganizowany przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Jednym z prezentowanych filmów był „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Po cieszącym się dużą popularnością pokazie z brazylijską publicznością spotkała się aktorka Michalina Łabacz.

Przegląd Filmów o Tematyce Historycznej w São Paulo, fot. materiały prasowe

Gościem specjalnym pokazu „Wołynia” w brazylijskiej Cinemateca Brasileira była Michalina Łabacz. Aktorka zagrała w filmie Wojciecha Smarzowskiego przejmującą rolę Zosi Głowackiej-Skiby. Łabacz wzięła również udział w spotkaniu z młodymi adeptami sztuki filmowej w Instytucie Filmowym w São Paulo. Aktorka opowiedziała studentom o pracy na planie filmowym i w teatrze, a także wzbogaciła się o ciekawe doświadczenia zawodowe biorąc udział w spotkaniu z dyrektorem jednej z największych stacji telewizyjnych - SBT - produkującej m.in. seriale. Aktorka zaciekawiła brazylijskiego producenta polską koncepcją teatru telewizji.

Michalina Łabacz podczas spotkania w Instytucie Filmowym w São Paulo,
fot. materiały prasowe
W ramach Przeglądu Filmów o Tematyce Historycznej brazylijska publiczność miała okazję obejrzeć największe arcydzieła polskiego kina historycznego. Od Polski pod zaborami („Ziemia obiecana” reż. Andrzej Wajda, „Noce i dnie” reż. Jerzy Antczak), przez drugą wojnę światową („Pianista” reż. Roman Polański) i powstanie warszawskie („Miasto 44” reż. Jana Komasa), aż po walkę przeciwko komunistycznej władzy po wojnie („Popiół i diament”, „Człowiek z marmuru” reż. Andrzej Wajda). Dużym zainteresowaniem cieszyły się również projekcje tegorocznego polskiego kandydata do Oscara – „Zimnej wojny” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego.

Ideą projektu „Stulecie Odzyskania Niepodległości. Arcydzieła Polskiego Kina Historycznego” jest propagowanie polskiej sztuki i historii na arenie międzynarodowej poprzez prezentację filmów o nieprzeciętnych walorach artystycznych. Arcydzieła polskiego kina historycznego obejrzeli mieszkańcy blisko 30 miast leżących w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii.

Partnerami brazylijskich pokazów, przygotowanych z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, byli Konsulat Honorowy w São Paulo, Dom Kultury Polskiej Sanguszko oraz kino Cinemateca Brasileira w São Paulo.

Przeglądowi towarzyszy limitowane wydawnictwo, zawierające zestaw siedmiu prezentowanych filmów w formacie Blu-ray. Zaprojektowany przez Andrzeja Pągowskiego boks, zawierający polsko-angielski katalog z obszernymi analizami filmów, stanowi kompendium wiedzy o polskim kinie oraz o historii naszego kraju. Wydawnictwo jest współfinansowane przez Polski Instytut Sztuki Filmowej ze środków MKiDN w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022 oraz Bank Millennium.

informacja prasowa

poniedziałek, 8 października 2018

"Kler" Wojtka Smarzowskiego: Przeciw nadużyciom i krzywdzie /recenzja filmowa/

Z całą pewnością jest to film, który trzeba zobaczyć i przeżyć. Absolutnie zaprzeczam temu, że jest tendencyjny i jednowymiarowy - to mądre, bezkompromisowe kino, czy się to komuś podoba, czy nie. Film Wojtka Smarzowskiego jest krzykiem, który pragnie położyć kres nadużyciom i krzywdzie.


Wojtek Smarzowski należy do tych reżyserów, którzy podejmując tematy trudne, przedstawiają je w dojrzałej artystycznej formie, często ocierającej się o turpizm, "nieulizane", jakby powiedział Witkacy. "Wesele", "Pod Mocnym Aniołem", "Dom zły" - to są właściwie moralitety, choć reżyser moralistą nie jest, stawia jedynie widzom ważne pytania. Często też staje się głosem skrzywdzonych, o których próbuje się z różnych powodów (najczęściej politycznych) zapomnieć. Tak było w przypadku "Róży", |Wołynia" czy też jego najnowszego filmu: "Kler".

Wokół filmu narosło wiele kontrowersji, zanim jeszcze wszedł do kin. Paradoksalnie, ten szumek okazał się najlepszą reklamą - dowodzą tego sale kinowe wypełnione po brzegi i statystyki, które mówią same za siebie. W Dolnośląskim Centrum Filmowym, gdzie obejrzałam film, na sali przeważali ludzie dojrzali, dla których temat ten był najwyraźniej istotny. A przecież to temat "wstydliwy", o którym się nie mówi albo mówi półgębkiem, a już na pewno nie z proboszczem :-)


Trzej bohaterowie filmu Kler, grani przez Jacka Braciaka, Arkadiusza Jakubika
 i Roberta Więckiewicza, fot. prasowa
Fabułę filmu stanowi opowieść o trzech księżach, znających się od dzieciństwa, którzy pełnią posługę w różnych parafiach - od małej, wiejskiej począwszy, a na dużej, miejskiej, z powiązaniami z kurią, skończywszy. Daje to możliwość szerszego spojrzenia na tytułowy kler. Pierwsza scena wprowadza nas w ten zamknięty światek w sposób - jak zwykle u tego reżysera - mocny i radykalny. Księża piją, klną i bawią się w jakiś głupi, dziecinny sposób, jakby wrócili do lat chłopięcych. Z drugiej strony uderza kompletny rozziew pomiędzy wyobrażeniem, jak powinien zachowywać się ksiądz, a tym, co przedstawia ta scena: cyniczne słowa, prostackie zachowanie. To wszystko pogłębi się jeszcze, gdy obserwujemy życie codzienne księży: romans ks.Tadeusza (granego przez Roberta Więckiewicza), a także jego alkoholizm, pazerność na pieniądze u wszystkich trzech, poczucie bezkarności... Myli się jednak ten, kto sądzi, że tak już pozostanie do końca. Im bardziej przyglądamy się życiu tych ludzi, także w retrospekcjach oraz w relacjach z innymi, tym lepiej dostrzegamy rządzące nimi uwarunkowania i traumy. Ostatecznie zarówno ks. Tadeusz, jak też oskarżony o pedofilię ks. Andrzej, okazują się ludzcy, a nawet heroiczni w swoich wyborach. Nawet najbardziej twardy i sprytny ksiądz Leszek (Jacek Braciak), ukazany jest w chwili słabości, kiedy płacze w samotności na szpitalnym łóżku, które przypomina mu wydarzenia sprzed lat. Wszyscy oni są w jakimś sensie także ofiarami "systemu". Smarzowski pokazuje swoich bohaterów ze współczuciem, choć może to zabrzmieć paradoksalnie. Nie ma litości jedynie dla hierarchów, jak arcybiskup Mordowicz (świetny jak zwykle Janusz Gajos) - cynicznego sybaryty, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym duszpasterzem.

kadr z filmu Kler, prasowe
Dodajmy, że Smarzowski pokazuje także rozległe powiązania owej hierarchii z rządem, biznesem oraz gangsterami, także z byłymi służbami. Dzięki temu stają się nietykalni, afery zamiatają pod dywan, prasa także nie pisze o nich prawdy. Odważnych się zastrasza, wchodzi z nimi w układy lub ignoruje. Najbardziej bolesne sprawy - molestowanie i pedofilię - ukrywa się przed opinią publiczną, tłumacząc to "dobrem Kościoła". Szczególnie poruszające są dwie sceny tego filmu: kiedy jeden z wiernych udaje się ze skargą do arcybiskupa, gdzie szantażuje się go emocjonalnie, zamiast wysłuchać i pomóc. Także film dokumentalny z zeznaniami pokrzywdzonych w dzieciństwie zostaje skonfiskowany i nie ujrzy światła dziennego.

Drugą niezwykle ważną sceną tego filmu jest scena końcowa, w której złamany i zrozpaczony brakiem reakcji ze strony zwierzchników ksiądz Andrzej dokonuje publicznego samospalenia. Jako żywo przypomina ono protest Ryszarda Siwca, który w 1968 roku dokonał takiego aktu na Stadionie Dziesięciolecia. Tamten protest przemilczano i wydawać by się mogło, że o nim zapomniano, ale po latach przypomniał o tym wybitny dokumentalista Maciej J. Drygas w swoim filmie "Usłyszcie mój krzyk". Film Wojciecha Smarzowskiego także jest takim krzykiem, który chce położyć kres nadużyciom i krzywdzie. 

Podczas konferencji prasowej na 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni reżyser powiedział, że nie wierzy, aby Kościół oczyścił się sam. Miejmy nadzieję, że się myli...W każdym razie jego film, jak się wydaje, już otworzył publiczną debatę.

Siłą filmu Smarzowskiego jest nie tylko rzetelne i uczciwe potraktowanie problemu nadużyć w Kościele, ale również znakomite aktorstwo. Mnie szczególnie zapadł w pamięć Arkadiusz Jakubik, wiarygodnie grający wiejskiego księdza, który próbuje oczyścić się z zarzutów, poświęcając temu zarówno dobre imię, jak też życie. Scena w kościele, w której opowiada szczerze o sobie wobec parafian - głęboko poruszająca...

Z całą pewnością jest to film, który trzeba zobaczyć i przeżyć. Absolutnie zaprzeczam temu, jakoby był tendencyjny i jednowymiarowy - to mądre, bezkompromisowe kino, czy się to komuś podoba, czy nie.

Film "Kler" w reżyserii Wojtka Smarzowskiego miał polską premierę 28 września 2018 roku.

zwiastun filmu "Kler"

wtorek, 18 września 2018

Wtorek, 18 września 2018 roku, na 43.FPFF

Premierowe pokazy filmów z Konkursu Głównego – „Kleru” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego oraz „Ułaskawienia” Jana Jakuba Kolskiego – to jedne z oczekiwanych wydarzeń drugiego dnia 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. 


Pokazy prasowe w sali Warszawa Gdyńskiego Centrum Filmowego rozpoczynają się ponownie już o godzinie 9.00. We wtorek otwiera je prezentacja „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego. W samo południe dziennikarze akredytowani na Festiwalu mogą zobaczyć „Kamerdynera” Filipa Bajona. Bezpośrednio po pokazach prasowych odbywają się konferencje prasowe, prowadzone przez Łukasza Maciejewskiego. Można je również oglądać on line na kanale Festiwalu w serwisie YouTube. Równolegle z pokazami prasowymi te same tytuły konkursowe można oglądać również w innych obiektach festiwalowych: w Gdyńskim Centrum Filmowym i Multikinie.

Widzowie ciekawi kulis powstawania filmów mogą wybrać się na spotkania z twórcami. Z gośćmi festiwalowymi i publicznością spotkają się ekipy filmów: „Autsajder” w reżyserii Adama Sikory (po seansie o godzinie 15.00 w Teatrze Muzycznym i po seansie o godzinie 19.30 w Multikinie w sali nr 2), „Dziura w głowie” Piotra Subbotko (po seansie o godzinie 12.00 w Teatrze Muzycznym), „Fuga” Agnieszki Smoczyńskiej (po seansie o godzinie 16.00 w Multikinie w sali nr 2 oraz po seansie o godzinie 21.00 w Teatrze Muzycznym), a także „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego (po seansie o godzinie 13.00 w Multikinie w sali nr 2 i po seansie o godzinie 18.00 w Teatrze Muzycznym).

Wtorkowe pokazy filmów z Konkursu Inne Spojrzenie, po których również będzie okazja do rozmowy z ich twórcami, to „Jeszcze dzień życia” Damiana Nenowa i Raula de la Fuente o godzinie 11.00 oraz „Monument” Jagody Szelc o godzinie 14.00. Oba zaplanowano na Scenie Nowej Teatru Muzycznego. W tym samym miejscu po południu wystartuje Konkurs Filmów Krótkometrażowych. Po południu na Scenie Nowej Teatru Muzycznego przedstawimy trzy bloki projekcyjne: o godzinie 17.00, 19:15 i 21.10. W każdym z nich znalazły się cztery tytuły konkursowe.

W pozakonkursowej sekcji Czysta Klasyka - In Memoriam wspominamy wybitnych nieżyjących już twórców polskiego kina. W sali Goplana Gdyńskiego Centrum Filmowego pokażemy filmy: „Tam i z powrotem” Wojciecha Wójcika (o godzinie 18.00) oraz „Wojna światów – następne stulecie” Piotra Szulkina (o godzinie 21.00). Po filmie „Tam i z powrotem” zapraszamy na spotkanie z operatorem filmowym Piotrem Wojtowiczem.

W ramach sekcji „100 Lat Niepodległości” drugiego dnia Festiwalu zapraszamy na pokazy połączone ze spotkaniami z twórcami, które odbędą się w sali Goplana w Gdyńskim Centrum Filmowym. Pokażemy tutaj filmy: „Ostatni prom” Waldemara Krzystka, „Popiełuszko. Wolność jest w nas” Rafała Wieczyńskiego, „Dreszcze” Wojciecha Marczewskiego. Z kolei w Konsulacie Kultury będzie można zobaczyć filmy: „Człowiek z marmuru” Andrzeja Wajdy, „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego oraz „A jednak Polska. 1918-1921” Wincentego Ronisza i „Paderewski. Mistrz tonów i mąż stanu” Bohdana Rączkowskiego.

W ramach Pokazów Specjalnych we wtorek zaprezentujemy dwa filmy podejmujące temat polskich lotników, którzy wsławili się w kampanii powietrznej w Anglii w 1940 roku. Po każdym z nich z publicznością spotkają się twórcy. Pokaz filmu „303. Bitwa o Anglię” rozpocznie się o godzinie 14.00 w Multikinie w sali nr 8, a po seansie – spotkanie z producentem Michaelem Paszko oraz trójką aktorów. Z publicznością porozmawiają: Marcin Dorociński, Rafael Ferenc i Krzysztof Jaciow. 

Pokaz filmu „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” rozpocznie się o godzinie 17.00 w Multikinie w sali nr 3. W spotkaniu po filmie wezmą udział: producenci Małgorzata Czyżycka i Jacek Samojłowicz, operator Waldemar Szmidt oraz aktorzy – Marcin Kwaśny, Nikodem Rozbicki, Antoni Królikowski.

Podczas 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych – we wtorek, 18 września, o godzinie 21.00 – odbędzie się gala wręczenia Nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Przyznawane od 2008 roku Nagrody PISF są szczególnym wyróżnieniem w branży filmowej, doceniającym pracę osób i instytucji niezwiązanych z produkcją filmów. To jedyne polskie nagrody za znaczące osiągnięcia w upowszechnianiu i promocji polskiego kina oraz ułatwienie dostępu do polskiej twórczości filmowej. Gala odbędzie się w Klubie Muzycznym Atlantic w Gdyni. Obowiązują zaproszenia. 

Jak co roku Festiwal jest okazją, by zaprezentować czytelnikom z branży filmowej, ale także szerszej publiczności, najnowsze wydawnictwa poświęcone kinematografii. Większość spotkań autorskich odbywa się w Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego. We wtorek zapraszamy na promocje książek: „Komeda Osobiste życie jazzu” Magdaleny Grzebałkowskiej, (godzina 15.00) oraz „Andrzej i Krystyna. Późne obowiązki” Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetko (godzina 18.00). Wstęp na promocje w Galerii GCF jest wolny.

Wtorkowe spotkanie poświęcone książce „Kieślowski. Zbliżenie” Katarzyny Surmiak-Domańskiej odbędzie się w Multikinie w sali nr 8, o godzinie 17.00. Gośćmi spotkania, które poprowadzi Grażyna Torbicka, będą: operator filmowy Sławomir Idziak, reżyser i scenarzysta Andrzej Titkow, Irena Strzałkowska ze Studia Filmowego TOR oraz dziennikarka, poetka i reżyserka telewizyjnych filmów dokumentalnych, Grażyna Banaszkiewicz. Fragmenty książki czytać będzie Marcin Dorociński. Na spotkanie obowiązują zaproszenia.

Są jeszcze ostatnie bilety na wtorkowy koncert „100 lat polskiej muzyki filmowej” Łukasza L.U.C. Rostkowskiego i grupy Rebel Babel Ensemble, który odbędzie się o godzinie 20.00 w Teatrze Miejskim w Gdyni. Bilety można kupić w kasie Gdyńskiego Centrum Filmowego oraz przez internet.

Zapraszamy również na wystawy towarzyszące 43. Festiwalowi Polskich Filmów Fabularnych. We wtorek, 18 września, odbędą się aż trzy wernisaże. Andrzej Pągowski prezentuje artystyczny plakat filmowy to tytuł wystawy we foyer Nowej Sceny Teatru Muzycznego w Gdyni. Wśród prezentowanych na niej plakatów są prace autorstwa samego Andrzeja Pągowskiego, ale też między innymi: Wilhelma Sasnala, Bartosza Kosowskiego, Agaty Nowickiej, Jakuba Ziółkowskiego. Plakaty powstały w ostatnich kilku latach do polskich filmów, na zamówienie producentów. Wernisaż odbędzie się o godzinie 14.00. 

W Muzeum Miasta Gdyni o godzinie 18.00 otwarta zostanie wystawa przygotowana przez Muzeum Kinematografii w Łodzi pt. „Filmobcy. Marzec ‘68”, oddająca głos filmowcom jako naocznym świadkom wydarzeń sprzed pół wieku. Wyjątkowym wydarzeniem będzie wernisaż wystawy „Lubię fotografować”, której bohaterem jest obchodzący w tym roku osiemdziesiąte urodziny Andrzej Jaroszewicz. Wybitny operator filmowy, autor zdjęć do filmów Andrzeja Żuławskiego oraz wielu innych reżyserów, po raz pierwszy na wystawie indywidualnej zaprezentuje zdjęcia ze swojego prywatnego archiwum. Wernisaż w Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego zaplanowano na godzinę 19.00. 

Na wieczorny plener filmowy zapraszamy razem z Telewizją Kino Polska. We wtorkowym programie jest film „Ekscentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” w reżyserii Janusza Majewskiego, nagrodzony Srebrnymi Lwami w 2015 roku. Na trawie pomiędzy Teatrem Muzycznym i Gdyńskim Centrum Filmowym czekają leżaki, warto zabrać z sobą koc. Szczegółowe informacje o filmach i wydarzeniach festiwalowych są dostępne na stronie www.festiwalgdynia.pl w sekcji: PROGRAM.

informacja prasowa

czwartek, 31 maja 2018

Arkadiusz Jakubik będzie uczył historii w Nowym Jorku!

Z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości Stowarzyszenie Filmowców Polskich organizuje serię przeglądów filmów o tematyce historycznej. Kolejna odsłona przeglądu rozpocznie się 1 czerwca w Museum of the Moving Image w Nowym Jorku. Gościem specjalnym uroczystego otwarcia będzie Arkadiusz Jakubik.

Arkadiusz Jakubik w filmie W. Smarzowskiego: "Wołyń"
Przegląd otworzy pokaz „Wołynia” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Gościem specjalnym wydarzenia będzie Arkadiusz Jakubik, aktor wcielający się w tym filmie w rolę Macieja Skiby. W kolejnych dniach zaprezentowane zostaną: „Popiół i diament”, „Człowiek z marmuru” i „Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy, „Pianista” Romana Polańskiego, „Miasto 44” Jana Komasy i „Noce i dnie” Jerzego Antczaka.

Seanse poprzedzą wykłady prof. Anette Insdorf, uznanej krytyczki, dziekan wydziału filmowego Columbia University, autorki książek o twórczości Krzysztofa Kieślowskiego i Wojciecha Jerzego Hasa. Pokazy filmów o tematyce historycznej odbędą się w Nowym Jorku w dniach 1 – 13 czerwca. Partnerami przeglądu są New York Polish Film Festival i Museum of the Moving Image.

Ideą projektu „Stulecie Odzyskania Niepodległości. Arcydzieła Polskiego Kina Historycznego” jest propagowanie polskiej sztuki i historii na arenie międzynarodowej poprzez prezentację filmów o nieprzeciętnych walorach artystycznych. Kanon siedmiu utworów, wskazanych przez komisję ekspertów, proponuje zagranicznym widzom szerokie spektrum tematyczne oraz różnorodność estetyczną. Te wybrane utwory pozwolą spojrzeć na historię Polski z perspektywy kilku pokoleń – począwszy od klasyka polskiej kinematografii – Andrzeja Wajdy, aż po przedstawiciela najmłodszej generacji twórców – Jana Komasę.

Arcydzieła polskiego kina historycznego będą mogli obejrzeć mieszkańcy blisko 20 miast. Na tej liście znalazły się m.in.: Wellington, Berlin, Nowy Jork, Amsterdam, Los Angeles, Toronto, Pekin, Hanoi i Tokio. Przeglądowi towarzyszy specjalne wydawnictwo, zawierające zestaw filmów (BD) oraz ich omówienia, które w sposób przystępny dla obcokrajowców naświetlają tło historyczne.

informacja prasowa

piątek, 8 grudnia 2017

„Wołyń”: Historia pewnej apokalipsy /recenzja filmu/

To wielkie, wstrząsające  kino, które opowiada o kondycji moralnej współczesnego świata - o tym, że ”dzieje się już”…

plakat filmu
Najnowszy - i tak niecierpliwie oczekiwany - film Wojciecha Smarzowskiego: ”Wołyń” jest opowieścią o zbrodni, która miała miejsce na Kresach południowo-wschodnich, w latach 1939-1947, ale jest to zarazem kino wielkich, chciałoby się rzec: fundamentalnych tematów. Przypominając historyczne wydarzenia, pokazuje, jak rodzi się zło, nienawiść, przybierając monstrualne rozmiary, a zarazem przywraca pamięć i godność tym, którzy padli jego ofiarą,. Opowiada także o miłości w nieludzkich czasach i czyni to pięknie i wiarygodnie.

Przywołanie świata, który okrutnie unicestwiono


kadr z filmu Wołyń
Film otwiera go monumentalna scena wiejskiego wesela – rodzaj prologu mającej nadejść tragedii, a zarazem symbol dobrych relacji pomiędzy sąsiadami. Ślub biorą ukraiński chłopiec i polską dziewczyna. Inna para – główna bohaterka filmu Zosia (Michalina Łabacz) i młody Ukrainiec Petro (Wasyl Wasylik) również mają się ku sobie, ale ojciec nie zezwoli na ten związek i wyda dziewczynę za bogatego wdowca. Jak w soczewce widzimy  społeczność żyjących obok siebie – i ze sobą – Polaków, Ukraińców, Żydów. Jednak od początku tym pozornie stabilnym, zrozumiałym światem  zaczynają wstrząsać nadchodzące wydarzenia, które ostatecznie doprowadzą do jego zagłady. Ksiądz podczas ceremonii ślubnej ostrzega przed nadciągającym pogromem – zbrojącymi się i napadającymi członkami UON, a i samo zło w postaci komunistycznego podżegacza pojawia się na weselu, aby jątrzyć przeciw Polakom i przekonywać dla złej sprawy.
Wojciech Smarzowski z wielkim pietyzmem rekonstruuje tamten, nieistniejący już, świat – wielojęzyczny, a zarazem bez językowych barier, z jego obyczajowością i obrzędami, a także z mentalnością ludzi, którzy kierują się w postępowaniu wartościami zachodniej cywilizacji, gdzie liczy się ”Bóg honor i Ojczyzna”. Rozwija się nieśpiesznie na naszych oczach, abyśmy go mogli na chwilę zobaczyć. I zapamiętać. Nadchodzi jednak zmierzch tego świata i wkrótce zostaje zmieciony przez obydwa totalitaryzmy oraz przez ukraiński nacjonalizm. Moje pokolenie zna go już tylko z opowiadań dziadków i rodziców, współczesne -  nie zna wcale. Ale nie jest to jedyna wartość tego filmu, choć z pewnością istotna z wielu powodów i nie sposób jej pominąć. Otóż film ten, tak mocno osadzony w tamtych realiach, jest zarazem głosem, który usiłuje się przebić przez siedemdziesiąt lat milczenia o zbrodni wołyńskiej. To, co było oczywiste w czasach komunizmu, kiedy o wielu sprawach mówić nie było wolno, jest kompletnie niezrozumiałe w wolnej ojczyźnie, czyli od niemal trzydziestu lat.

Film o pamięci


kadr z filmu
Mottem filmu ”Wołyń” są słowa Jana Zaleskiego, ojca ks. Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego: ”Kresowian zabito dwukrotnie. Raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie”. Otóż film ten pokazuje, podobnie jak wcześniejsza „Róża”, że istnieją obszary historii kompletnie wymazane z pamięci narodu. A cóż to za naród bez pamięci? Jest to więc także film o pamięci – o jej przywracaniu. Jednak nie po to, aby jątrzyć i rozdrapywać stare rany. Pamięć ta należy się ludziom okrutnie i bestialsko zamordowanym tylko dlatego, że byli Polakami. Do dziś nie wiadomo, gdzie znajdują się ich szczątki i nie uczczono ich dotychczas nawet pomnikiem. Smarzowski, przywołując pamięć o nich, ukazuje zarazem stan współczesnej cywilizacji – jej odhumanizowanie. Bo ten film, mówiąc o tym, co się zdarzyło przed laty, mówi także o nas, żyjących współcześnie ludziach – o kryzysie współczesnej cywilizacji, o rozpadzie wartości, który pociąga za sobą destrukcję. Widzimy to wyraźnie nie tylko obserwując wojnę w Syrii, choć jest to przykład najbardziej jaskrawy.

Tragedia człowieka uwikłanego w historię

”Wołyń” to także wielka tragedia człowieka uwikłanego w historię. Jeśli tak na to spojrzymy – to dostrzeżemy w nim także dramat współczesnego człowieka. Zbrodnie ludobójstwa nie należą bynajmniej do przeszłości – one wciąż mają miejsce we współczesnym świecie. Okrucieństwo niebywałe, wstrząsające, które widzimy na ekranie, nie pochodzi od kogoś obcego, nieznanego. Tym, który się znęca i czyni to z satysfakcją, jest sąsiad, tym, który błogosławi morderców jest pop…
Świat filmu Smarzowskiego ma cechy dychotomiczne: jedni wierzą jeszcze w wartości takie jak honor, wierność, miłość i uczciwość, ale nadchodzi cywilizacja śmierci – jej zwiastunami są hitlerowcy, komuniści, ukraińscy nacjonaliści. Rozpętuje się prawdziwe pandemonium. Najpierw mordowani są powracający z przegranej kampanii wrześniowej żołnierze, potem także cywile. Dla stworzenia państwa ukraińskiego większość jego obywateli kolaboruje to z komunistami, to z hitlerowcami, a ich żądza mordu i okrucieństwo, z jakim znęcają się nad niewinnymi, w tym nad dziećmi, może być porównywalna jedynie z wydarzeniami, które w 1994 roku rozegrały się w Rwandzie. Nieliczni przyzwoici Ukraińcy, którzy odmawiają udziału w zbrodni, jak szwagier Zosi, także giną.
Miłość nieludzkich w czasach

Michalina Łabacz jako Zosia i Vasili Vasylyk jako Petro
Paradoksalnie, jest to także film o tym, że miłość jest silniejsza od strachu i od śmierci. Petro ratuje życie Zosi i ich dziecka, przypłaca to własnym życiem, podobnie szwagier głównej bohaterki. A i ona sama, narażając życie własne i rodziny, ukrywa żydowskich sąsiadów, na których też się poluje. Pokonuje też strach, ból, wreszcie fizyczną słabość, aby ocalić z tej hekatomby własne dziecko – owoc jej miłości do Petro. Bo ten film – jak powiedział w jednym z wywiadów reżyser – mówi także ”o miłości w czasach nieludzkich”. To są promyki światła w tym strasznym świecie, które nie pozwalają, mimo wszystko, utracić wiary w człowieka.

Wojciech Smarzowski i jego kino

Chociaż scenariusz filmu  powstał w oparciu o relacje świadków i opowiadania Stanisława Srokowskiego (który pamięta tamte wydarzenia z autopsji), zatytułowane ”Nienawiść”, nie jest jednak ani filmem dokumentalnym, ani historycznym, choć w historii mocno zanurzonym. To wielkie, wstrząsające  kino, które opowiada o kondycji moralnej współczesnego świata i o tym, że ”dzieje się już”. Nie ulega wątpliwości, iż jest to film wybitny pod każdym względem.
Wielki również dlatego, że zrobiony z rozmachem, choć z wielkim trudem i częściowo za społeczne pieniądze.
Skala produkcji olbrzymia – opowiadał podczas spotkania po wrocławskiej prapremierze w Dolnośląskim Centrum Filmowym jeden  producentów. Kręciliśmy w Lublinie, woj. lubelskim, na Podkarpaciu, woj. mazowieckim, łódzkim, na Podlasiu… To było 80 dni zdjęciowych, 130 ról nazwanych 30 aktorów, ok. 3 tysięcy statystów, zwierzęta, małe dzieci. Zdjęcia zaczęto 14 września 2014 roku, a zakończono główną partię zdjęć 21 sierpnia 2015 roku. Przed zdjęciami trzeba było postawić dużą dekorację plenerową i utrzymać ją w gotowości przez ponad 11 miesięcy. Zdjęcia były kręcone w czterech porach roku, bo takie było założenie, aby można było zauważyć upływ czasu.
Trzeba by podkreślić, że wszystkie te okoliczności nie tylko nie zaszkodziły filmowi, ale wyszły mu na dobre. Był produkcją w części niezależną i tworzoną bez politycznych nacisków, w artystycznej wolności. Wykonawczyni głównej roli Zosi Głowackiej – Michalina Łabacz, krucha i delikatna, w dodatku debiutantka, udźwignęła swoją postać i uczyniła prawdziwą, co – jak aktorka podkreślała na spotkaniu – było w dużej mierze efektem wielogodzinnych rozmów i prowadzenia przez reżysera. Podobnie – pozostali aktorzy, w tym Ukraińcy, o których wspominał Smarzowski, że po projekcji zmontowanego już filmu  ”byli wstrząśnięci i obejrzeli go z pękniętym sercem”. Autorem znakomitych zdjęć jest Piotr Sobociński Jr  - syn i wnuk operatorów (Piotra i Witolda), młody, ale mający już za sobą takie filmy, jak ”Dom zły” i ”Róża” W. Smarzowskiego czy ”Plac Zbawiciela” K. Krauzego.

Sam Wojciech Smarzowski jest w polskim kinie zjawiskiem osobnym i niepowtarzalnym. Wszystkie jego dotychczasowe filmy, jak choćby ”Wesele” czy ”Róża”, były istotnym głosem na temat kondycji moralnej Polaków oraz ich uwikłania w trudną historię, ale ten zdaje się być ukoronowaniem twórczej drogi tego nieprzeciętnego i bezkompromisowego artysty.

zwiastun
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline.

Wywiad z Wojtkiem Smarzowski można znaleźć pod tym linkiem.

sobota, 30 września 2017

Wojtek Smarzowski: Filmy mnie zmieniają /wywiad/

"Otaczam się ludźmi kreatywnymi, którzy są lepsi ode mnie, inspirują mnie i może dzięki temu ja też staram się nie dawać ciała" - mówi nam jeden z najbardziej cenionych polskich reżyserów filmowych.

Wojtek Smarzowski we wrocławskim DCF-ie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Twórca "Róży" pojawił się we Wrocławiu z okazji przeglądu swoich filmów, zorganizowanego przez Dolnośląskie Centrum Filmowe. Po seansie "Pod Mocnym Aniołem" zorganizowano specjalne spotkanie z reżyserem. Wtedy też udzielił mi wywiadu. 

Barbara Lekarczyk-Cisek: Jakie są źródła Pańskiego zainteresowania kinem? Skąd filmoznawstwo, łódzka "filmówka”..?

Wojtek Smarzowski: Ważne jest przede wszystkim, w jakim wieku to się dzieje. Poszedłem na studia dlatego, aby nie pójść do wojska, a nie po to, aby się czegoś nauczyć. Musiało upłynąć sporo lat, abym się mógł określić, co naprawdę chcę robić w swoim życiu. Zaczęło się od dwuletniego Studium Kulturalno – Oświatowego ze specjalnością filmową w Krośnie, której wprawdzie nie skończyłem, ale tam zrozumiałem, że tego właśnie chcę.  Szkoła jak szkoła, ale  ważni są ludzie, którzy tam wtedy pracowali i którzy potrafili pokazać nam film z innej strony, przeanalizować go, dzięki czemu poznawałem znaczenia, a nie jak do tej pory -wyłącznie akcję.

Pański debiut był od razu dojrzały… Skąd się wziął pomysł "Wesela” – filmu obciążonego tak licznymi znaczeniami?

Pomysł wziął się … z biedy. To był okres, kiedy powstawały takie filmy jak "Gulczas” albo "Ogniem i Mieczem”, które sporo kosztowały, a pachniały popeliną. Innego kina nie było. Zastanawiałem się wówczas, co można zrobić, kiedy nie ma się pieniędzy na zrobienie filmu. Pomyślałem, że najtaniej byłoby nakręcić wideo – wesele.  Z tego niepoważnego pomysłu powstało konkretne kino.

Film, choć debiut, został zauważony i zebrał sporo nagród. Nadal jednak nie było chyba łatwo nakręcić kolejny film, skoro ten powstał pięć lat później.

Zrobiłem "Wesele” i przestałem być anonimowy, ale wcześniej zrealizowałem dla Teatru Telewizji "Małżowinę” i "Kurację”. Ten ostatni otrzymał nagrody i dzięki temu udało się zrobić "Wesele”. Natomiast scenariusz do "Domu złego” był gotowy wcześniej, jeszcze przed "Weselem”, ale system finansowania był taki, że aby dostać pieniądze na pierwszy film, trzeba było mieć za sobą telewizję. I telewizja chciała "Wesele”,  a nie chciała "Domu złego”. Pisanie scenariusza to dla mnie ważny i najbardziej czasochłonny okres, toteż obecnie zazwyczaj jeden scenariusz piszę sam, a drugi wspólnie. Dzięki temu mogę częściej  kręcić filmy.

Tematy Pańskich filmów są zawsze istotne, a sposób ich pokazania – twórczy i mocny. Dla mnie jest to kino autorskie w pełnym tego słowa znaczeniu. Nikt tak nie robi filmów jak Pan. No, może trochę Bracia Cohen, ale ich jest dwóch.

Wierzę, że mam grupę widzów o wrażliwości podobnej do mojej i cieszę się z tego. Ale robiąc filmy nie kalkuluję, tylko staram się mówić o rzeczach istotnych. Robię filmy, bo coś mnie uwiera, coś mnie w naszej rzeczywistości boli. Ale zawsze próbuję zostawić nadzieję. Na tyle, na ile potrafię.  Na swój sposób jestem reżyserem niezależnym.

Pańskie filmy mówią o kondycji Polaków, o Polsce, ale mają też uniwersalny wymiar. A poza tym dotyka Pan takich tematów, które do tej pory nie zostały opowiedziane. Dotyczy to choćby "Róży” – filmu o mało znanym epizodzie z historii Mazurów, a jednocześnie pięknej historii o miłości.  Jak są odbierane przez widzów?

"Róża" jest filmem wyjątkowym, bo odbiór tej historii jest bardzo emocjonalny. Ten film zrobił coś dobrego dla nazwania, wyrównania, oczyszczenia. A przy tym "Róża” jest – w dobrym tego słowa znaczeniu - prostą historią. O wiele trudniejszy w odbiorze, bo pełen ukrytych znaczeń, jest "Dom zły”, podobnie jak "Pod Mocnym Aniołem”. Ten ostatni był pokazywany na festiwalu w Tokio i po projekcji zadałem widzom pytanie dotyczące ostatniej sceny: kto uważa, że główny bohater wejdzie do baru, a kto – że przestanie pić. Połowa widzów uważała, że bohater nie będzie pił. Pogratulowałem im optymizmu, bo w Polsce większość ludzi odbierała to zakończenie pesymistycznie. Zadałem też pytanie o to, kto ma problem z alkoholem lub ma kogoś takiego w rodzinie. Rękę podniosły trzy osoby. Byłem zbudowany. Po spotkaniu natomiast wielu podeszło do mnie i przeprosiło, że nie podniosło ręki, bo z różnych powodów wstydzili się swego nałogu lub nie chcieli go ujawniać ze względu na pełnione funkcje. Reasumując, jest tam podobnie jak w Polsce. Czasy są takie, że ta choroba może dotknąć jeszcze więcej ludzi.

Pracuje Pan często z tymi samymi aktorami, a muzykę do Pańskich filmów przeważnie komponuje Mikołaj Trzaska. Czy to taki styl pracy?

To dlatego, że nie znam innych (śmiech). Często grają u mnie ci sami aktorzy, dają mi poczucie bezpieczeństwa, ale cały czas wprowadzam także nowych. Otaczam się ludźmi kreatywnymi, którzy są lepsi ode mnie, inspirują mnie i może dzięki temu ja też staram się nie dawać ciała. Poza tym ja opowiadam ciągle tę samą historię…  (śmiech) Nie powiem o czym, ale to jest jeden temat. A mówiąc serio, tematy muszą we mnie zakiełkować.

Obecnie realizuje Pan kolejny film – tym razem o rzezi wołyńskiej. Kolejny po "Róży” – o trudnej polskiej historii. Jaki one mają wpływ na Pana?

Bardzo istotny. Nie potrafię np. powiedzieć, co będę robił po filmie o rzezi na Kresach, bo nie wiem, jakim będę człowiekiem, gdy zrobię ten film. Filmy mnie zmieniają. Muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcę jakoś odreagować i zrobić coś lżejszego, co – moim zdaniem – nie będzie lżejsze, bo wiem, że wyjdzie z tego jakaś kolejna trauma. Najważniejsze jest dla mnie to, co będę chciał przez film powiedzieć. Jednak będę to wiedział dopiero wtedy, gdy zamknę pewien etap filmu o ludobójstwie na Kresach. Postrzegam kino jako rodzaj misji. Robienie filmów błahych kompletnie mnie nie interesuje.

Dziękuję za rozmowę. 

Wywiad ukazał się w 2015 roku na portalu Kulturaonline.pl


Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty