Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja z wystawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja z wystawy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 maja 2026

Wszystko jest poezją. O wystawie Ewy Rossano w Muzeum Pana Tadeusza

10 kwietnia w Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu otwarto wystawę "Ogród wypowiedzianych słów", której autorką jest malarka i rzeźbiarka Ewa Rossano. Jej unikalne prace, będące połączeniem rozmaitych technik i materiałów, zostały zaprezentowane w relacji z wybranymi przez artystkę obiektami należącymi do zbiorów Ossolineum  – od najstarszych, jak choćby francuski kalendarzyk z XV wieku, poprzez przedmioty tak nieoczywiste, jak pukiel włosów Słowackiego, po zdjęcia Jadwigi Nowak-Jeziorańskiej. Wszystkie one stały się dla artystki źródłem inspiracji, a ich zestawienie tworzy nowe sensy w wyobraźni widzów poruszających się w przestrzeni "Ogrodu wypowiedzianych słów". Nad wszystkim zaś unosi się duch poezji, bo ... wszystko jest poezją, jak zauważył Edward Stachura, każdy jest poetą.

Wystawa Ewy Rossano  "Ogród wypowiedzianych słów" w Muzeum Pana Tadeusza
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Związki Ewy Rossano z poezją są we Wrocławiu wręcz namacalne i sięgają roku 2006, kiedy to ustanowiono Literacką Nagrodę Europy Środkowej Angelus  – od imienia śląskiego poety religijnego doby baroku  Angelusa Silesiusa (Anioła Ślązaka, właśc. Johannesa Schefflera). Autorką statuetki, którą od tamtej pory wręcza się zwycięzcom, jest właśnie Ewa Rossano. Rok później na dziedzińcu Ossolineum stanął pomnik tego poety również jej autorstwa, poeta był bowiem zakonnikiem w klasztorze, w którym mieści się obecnie sie4dziba Ossolineum, a jego doczesne szczątki spoczywają w krypcie pobliskiego Kościoła św. Macieja. W udzielonym mi w 2017 roku wywiadzie artystka tak wspominała:

Czytałam już wcześniej te piękne mistyczne wiersze Angelusa i były one dla mnie prawdziwym odkryciem. Na początku powstała statuetka Literackiej Nagrody Europy Środkowej ANGELUS. Szklane skrzydło wychodzi tam z serca, jest przeźroczyste i symbolizuje naszą duchowość. Każdy człowiek jest sumą tych dwóch elementów: ciała i duszy, a także wielu innych sprzecznych składników. Kiedy zaproponowano mi zrobienie dużej rzeźby, byłam zaskoczona i jednocześnie bardzo szczęśliwa. Na dodatek mogłam wybrać fragment jego wiersza, który znalazł się na pomniku: „Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie. Nie znajdzie Boga, kto go szuka tylko w niebie”. Zaskoczeniem, a zarazem impulsem do refleksji był także fakt, że Angelus studiował i mieszkał w mieście, które jest obecnie moim – w Strasburgu.

Fragment pracowni Ewy Rossano, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Im dłużej znam (?) Ewę, tym bardziej przekonuję się, że przede wszystkim jest poetką, dopiero potem rzeźbiarką i malarką. Płynnie łączy te, pozornie odrębne, dziedziny twórczości, o czym się przekonałam odwiedzając jej pracownię. Sama pisze o tym tak:

W pracowni mam zawsze to samo uczucie.

Uczucie zatrzymanego czasu. Bezczasu.

Pracując, często słucham książek, audiobooków. Opowieści, historii, biografii. Dzięki nim mogę się oderwać od siebie. Stłumić, ściszyć ilość mych własnych, niewidzialnych źródeł. Wtedy je oswajam. Są dzikie, pierwotne, nieskalane, szczere. Są tajemnicą.

Nikt nie potrafi tak czule "oswajać" swoich rzeźb, jak ona sama, choć skromnie twierdzi, że z nazywaniem ma zawsze pewien kłopot. Kiedy prezentuje zdjęcie swojej rzeźby publicznie, jej tekst przybiera charakter filozoficznej, poetyckiej prozy, jak choćby ten na temat rzeźby nazwanej "Sól ziemi":

Skały są fascynujące. To, że wydają się nam surowe, odległe i „nieurodzajne” tylko pogłębia ich tajemnicę. Może wydawać się, że stoją niewzruszone, milczące, jakby nic nie miały do zaoferowania. A gdyby pomyśleć, że są raczej nieodgadnione - nie odsłaniają od razu swej tajemnicy, nie uwodzą powierzchnią? Jak te niepozorne kamyki, które pod szorstką, zwyczajną powłoką skrywają wewnątrz niezwykły skarb, te barwy, struktury, światło. Jak skała z Księgi Exodus 17,6 #exodus 17 która na pierwszy rzut oka wydaje się sucha i zamknięta, a jednak nosi w sobie źródło życia. To, co wygląda na twarde i nieprzeniknione, okazuje się miejscem ukrytej obfitości. 

Rzeźba „Sól ziemi” mówi o tym. I o rośnięciu na Skale. 

Ewa Rossano, Sól ziemi na wystawie "Ogród wypowiedzianych słów"
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Kiedy wchodzimy na wystawę, artystka odsłania przed nami proces tworzenia: przesuwają się przed oczami obrazy z filmu "Powrót do ogrodu" i widzimy przenikające się barwy tworzące nieprzewidywalne konfiguracje  – "podglądamy" proces tworzenia i poniekąd uczestniczymy w nim. Artystka z całą swoją hojnością i otwartością wprowadza nas w tajemnice ludzkiej pamięci: dziecięcych zabaw, będących de facto poszukiwaniem (i znajdowaniem!) tajemnicy, która przybiera postać kwiatu, a więc czegoś pozornie ulotnego. Ten obraz powróci w ostatniej sali ekspozycji w postaci róży z brązu, a więc symbolu "pamięci utrwalonej". Widzimy też samą artystkę idącą przez park, będącą niejako częścią natury, owego tytułowego ogrodu, który staje się przestrzenią pamięci, symbolicznego powrotu do miejsca, gdzie czas niejako uległ zawieszeniu. 

Kadr z filmu Ewy Rossano "Powrót do ogrodu", reż. Sabin Kluszczyński,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Wchodzimy w świat, w którego centrum znajduje się duża postać psalmisty, a więc poety. Prowadzi nas po nim dyskretna muzyka. Bo muzyka jest od poezji nieodłączna, o czym wiemy od starożytnych Greków. 

Ewa Rossano, Psalmista, 2023, brąz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Jak wspomniałam wcześniej, obiekty pochodzące ze zbiorów Ossolineum wybrała sama artystka. Są wśród nich zarówno takie, które wprost nawiązują do tytułu wystawy, jak np. XVIII-wieczne dzieło Wacława Sierakowskiego: "Postać ogrodów", XVI-wieczny "De florum cultura" Giovanniego Battisty Ferrari, "Ogrody" Jaquesa Delille... Zobaczymy też takie cymelia, jak notatki rękopiśmienne "Rosarium Philosophorum", przepiękny "Zielnik nadniemeński" Elizy Orzeszkowej z jej inskrypcjami, rękopis Juliusza Słowackiego: "Raptularz. Zapiski dzienne i wiersze z lat 1843-1849" oraz pukiel włosów poety, ucięty na łożu śmierci... Towarzyszą one rzeźbom i obrazom Ewy Rossano, dialogując nimi i współtworząc nowe sensy. 

Jadwiga Nowak-Jeziorańska: Ravello, hotel Villa Gimbroni - rzeźba
nagiego mężczyzny stojąca w ogrodzie
, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Znamy zasługi Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który przekazał Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich swoje zbiory i pamiątki. Któż jednak wie, że jego żona, pani Jadwiga, robiła interesujące, pełne ukrytych znaczeń fotografie. Dwie z nich: "Ravello, hotel Villa Gimbroni - rzeźba nagiego mężczyzny stojąca w ogrodzie" oraz "Nasiona na drucianej siatce ogrodzenia" znalazły się na wystawie. Towarzyszy im  jako poetycki komentarz rzeźba Ewy Rossano: "Silniejszy niż czas". 

Ewa Rossano, Silniejszy niż czas, 2025, brąz,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Muzeum Pana Tadeusza powstało wokół rękopisu epopei Adama Mickiewicza, na wystawie nie mogło więc zabraknąć odniesień do tego dzieła. Ewa Rossano nawiązuje doń zarówno w obrazach ("Dwa stawy"), jak i w rzeźbie ("Rękopis"). Są to inspiracje bogate w różnorodne treści, nie mające w sobie nic z ilustracyjności. "Dwa stawy" jest właściwie obrazo-rzeźbą, z pozoru nawiązującą do znanego fragmentu "Pana Tadeusza", w którym dwa stawy prowadzą miłosny, muzycznie brzmiący dialog, który z ochotą przytoczę, bo to wspaniały kawałek prawdziwej poezji:

Milczące przez dzień cały, grające z wieczora.
Jeden staw, co toń jasną i brzeg miał piaszczysty,
Modrą piersią jęk wydał cichy, uroczysty;
Drugi staw, z dnem błotnistym i gardzielem mętnym,
Odpowiedział mu krzykiem żałośnie namiętnym;
W obu stawach piały żab niezliczone hordy,
Oba chory zgodzone w dwa wielkie akordy.
Ten fortissimo zabrzmiał, tamten nuci z cicha,
Ten zdaje się wyrzekać, tamten tylko wzdycha;
Tak dwa stawy gadały do siebie przez pola,
Jak grające na przemian dwie arfy Eola.

Jednak stojący w pobliżu stary młyn jest o te miłosne trele zazdrosny, zakłóca je więc hałasując. Na obrazie Ewy Rossano pokazany jest natomiast upływu czasu. Użycie listków złota sprawia bowiem, że obraz nabiera czegoś w rodzaju patyny. Postać z brązu, stojąca powyżej, nie symbolizuje bynajmniej starego młyna, lecz wędrowca, zaś jego "ubranie w słowa" jest z jednej strony nawiązaniem do tematu wystawy, z drugiej zaś rodzajem eksperymentu z formą.

Ewa Rossano, Dwa stawy, 2025, papier marmurkowy,
listki złota, brąz, deska, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Znajdujący się w środkowej części wystawy "Rękopis" przedstawia drewnianą statuę z tajemniczą skrytką, na szczycie której osadzono wykonaną z brązu kobiecą postać trzymającą tajemniczą sieć (?), której końcówka zamyka ową skrytkę. Stojąca na kuli postać symbolizuje kogoś w rodzaju strażniczki skarbu. Ubrana w piękną niebieską suknię, z koroną na głowie, przypomina nieco inną znaną rzeźbę Ewy Rossano: "Planetę|".

Ewa Rossano, Rękopis, fragm. brąz, drewno, 156 cm
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Kiedy znajdziemy się w ostatniej sali wystawy, zatytułowanej "Powidoki", zobaczymy m. in. olbrzymie "okno", składające się ze zdjęć, które artystka robiła latami z okna rodzinnego domu, a ten "czas zatrzymany" sąsiaduje z papierem marmurkowym, znanym nam już z filmu oglądanego na początku ekspozycji, a będącego symbolem tworzenia  – na wodzie, a więc na materiale niepisarskim. Ta stara technika pozostaje ciągle żywa w pracowni introligatorskiej Ossolineum, będąc zarazem na wystawie symbolem skomplikowanego i tajemniczego procesu tworzenia. Przeszłość i tworzenie stanowią w tym "oknie" nierozerwalną całość. Kiedy więc zobaczymy "okno", a także przedmioty wypełniające Arkadię (w tym "Różę", która przeistoczyła się z ulotnego kwiatu i nabrała trwałości brązu), możemy usiąść na przygotowanej dla nas sofie, która jest zarazem rzeźbą (tu wszystko już jest możliwe) o pięknej nazwie „Blue Eirene”, czyli „Niebieski Pokój” i kontemplować zarówno to, co jeszcze w zasięgu wzroku, jak też przede wszystkim uruchomić fantazję, snuć refleksje, smakować doznania... Bo wszystko jest poezją!

Ewa Rossano, fot. ze strony artystki na FB


czwartek, 29 stycznia 2026

Kazanie do ptaków. Wizerunki św. Franciszka z kolekcji prof. Franciszka Kusiaka /relacja z wystawy/

W tym roku mija 800 lat od śmierci świętego Franciszka (Giovanniego di Pietro di Bernardone), zmarłego  3 października 1226 w Porcjunkuli. Z tej okazji Muzeum Etnograficzne przygotowało wystawę, na której znalazły się obiekty pochodzące z prywatnej kolekcji Franciszka Kusiaka. Profesor Uniwersytetu Wrocławskiego gromadzi swoje zbiory od ponad 80 lat, jest także autorem wielu opracowań poświęconych tej kolekcji. Na wrocławskiej wystawie pokazano obrazy, rzeźby, witraże, a przede wszystkim serie obrazków poświęconych Biedaczynie z Asyżu, z których najstarszy pochodzi z XVII wieku. Warto odwiedzić tę piękną i różnorodną wystawę, która potrwa tylko do 1. marca.

Stygmatyzacja św. Franciszka, XIX w., olej na płótnie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Swoją pasję profesor Kusiak zawdzięcza mamie, która  – jak usłyszeliśmy podczas konferencji prasowej – zawsze z okazji imienin obdarzała go obrazkami z wizerunkiem Świętego, kiedy był dzieckiem. Wtedy jeszcze nie doceniał tych podarunków i nie odnosił się do nich ze szczególnym pietyzmem, ale z czasem zaczął gromadzić nie tylko obrazki, ale również inne przedstawienia Biedaczyny z Asyżu. I nie tylko je kolekcjonować, ale również tworzyć publikacje i inspirować innych. W ten sposób powstała m. in. kolekcja obrazów autorstwa Elżbiety Hałasy czy ikona córki Profesora – Agnieszki Hrynczyszyn..

Kazanie do ptaków, ikona autorstwa Agnieszki Hrynczyszyn,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

"Z mojej inspiracji pochodząca z Roztocza malarka Elżbieta Hałasa postanowiła legendę św. Franciszka zatrzymać na swoich obrazach – opowiadał prof. Kusiak podczas oprowadzania nas po wystawie. Obraz przedstawiający kapliczkę św. Franciszka otaczają kuropatwy, ale nie takie wychudzone i zmarznięte, jak na obrazie Józefa Chełmońskiego, ale dobrze odżywione, bo dokarmiane przez malarkę" – opowiadał z właściwym sobie humorem. Inne obrazy Elżbiety Hałasy przedstawiają żniwa na Roztoczu, bo i Święty pracował na chleb, wykluczając ze swego życia pieniądze. 

Prof. Franciszek Kusiak przy gablocie z obrazkami, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Jednak najbardziej imponujący jest na wystawie zbiór różnych tematycznie obrazków, stanowiących jedną trzecią zbiorów prof. Kusiaka. Jedna ich część przedstawia zaślubiny Franciszka z Panią Biedą, inna – św. Franciszka zakładającego zakony, głoszącego kazania (pochodzący z XVII wieku!), wysyłanie braci na misje, adorację Krzyża i wiele innych, stanowiących oddzielne zbiory. Niektóre z nich nawiązują do religijnego malarstwa Murilla, są też reprodukcje dzieł sztuki wielkich artystów, takich jak Giotto, Botticelli, El Greco czy Tycjan. Pochodzą z różnych stron Europy, bo Profesor w poszukiwaniu unikatowych przedstawień zwiedził nie tylko znane sanktuaria, ale także miejsca, gdzie spodziewał się znaleźć coś szczególnego. Stylistycznie wyróżniają się dwa francuskie zbiory z pierwszej połowy XX w., które zachwycają geometrycznymi ornamentami i liternictwem w stylu art déco.  

Obrazek Ukrzyżowanie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Zobaczyć możemy także serię obrazków wykonanych z użyciem złota, pochodzących z nieistniejącej już czeskiej wytwórni.

Biedaczyna otoczony kwiatami - seria obrazków z użyciem złota, pochodząca
z czeskiej wytwórni, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Prof. Franciszek Kusiak opowiadał też o swojej fascynacji witrażami, która niekoniecznie miała związek z osobą św. Franciszka, ale finalnie rzemieślnicy wykonali na jego zlecenie taki witraż. 

 Kazanie do ptaków, witraż, szkło barwne, Jakub Bardoński,
Pracownia Witraży "Powalisz", Poznań, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

O kolekcjonerskich przygodach prof. Kusiaka z wizerunkami świętego Franciszka można by bez końca... Na wystawie zobaczycie Państwo także medale pamiątkowe z okazji doniosłych, okrągłych rocznic i wydarzeń z życia św. Franciszka, podobnie jak znaczki pocztowe. Nie sposób opowiedzieć, jak bogata i różnorodna to ekspozycja. Trzeba się na nią po prostu wybrać, dopóki trwa.

Elżbieta Hałasa, Kapliczka św. Franciszka, 2013, olej na płótnie,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Jak powiedziała Marta Derejczyk, kierowniczka Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu: "Obiekty zgromadzone na wystawie pozwalają prześledzić, jak zmieniała się wizualna narracja o św. Franciszku oraz jak silnie symbolika franciszkańska zakorzeniła się w kulturze europejskiej. Prezentacja kolekcji prof. Kusiaka jest więc nie tylko świadectwem indywidualnej pasji kolekcjonerskiej, lecz także zaproszeniem do refleksji nad trwałością franciszkańskiego przesłania”


wtorek, 22 lipca 2025

"Księgi artystyczne Zbigniewa Makowskiego" - wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu /relacja/

Wystawa "Księgi artystyczne Zbigniewa Makowskiego" we Wrocławskim Muzeum Narodowym została zorganizowana z okazji 85. urodzin artysty. Na ekspozycji można zobaczyć m.in. 90 książek, które polski malarz od początku do końca sam wykonał. Makowski nie tylko pisał swoje książki, ale tworzył je na nowo pod względem edytorskim. 

Zbigniew Makowski, Niepojęte źródło, lustro, kołowrót, pierścień, 1984-1988,
fot. B. Lekarczyk-Cisek

Wczesne działania artystyczne związane z książkami Makowski realizował w czasach deficytu materiałów plastycznych. Twórca, który wysoko ceni urodę tworzywa, wykorzystywał do swoich celów stare, solidne, drukowane na szlachetnym, spłowiałym papierze księgi. Ich pierwotna zawartość nie miały dla niego większego znaczenia – zamalowywał ich strony, dziurawił, nadając im nowy kształt oraz sens - napisała w katalogu wystawy jej kuratorka Magdalena Szafkowska.

Zbigniew Makowski, książki z lat 1904, 1983, gwasz, akwarela, tusz, fot. pocztówki, reprodukcje,
fot. B. Lekarczyk-Cisek

Artystyczne książki Makowskiego to jego rękopisy, które artysta wypełniał miniaturami i ilustracjami. Inspiracje czerpał m.in. z dzieł Botticellego, Donatella, Caravaggia, Rembrandta, El Greca, posługiwał się również cytatami z dzieł wielkiej literatury. Do swoich dzieł przemycał idee mistycyzmu oraz szeroko pojętą wiedzę tajemną.

Oprócz książek na ekspozycji można także zobaczyć ponad 20 rysunków i obrazów olejnych Makowskiego.

Portret i skrzynka - fragm. wystawy, fot. B. Lekarczyk-Cisek

Zbigniew Makowski urodził się w 1930 r. w Warszawie, tam też zdobył wykształcenie artystyczne - w pracowni prof. Kazimierza Tomorowicza w warszawskiej ASP.

Podczas wyjazdu do Paryża w 1962 r. artysta zetknął się z dziełami wielkiego malarstwa europejskiego. Poznał tam m.in. Andre Bretona i Eduarda Jaguera. Brał udział w wystawach międzynarodowej grupy PHASES. W 1972 r. Zbigniew Makowski reprezentował Polskę na XXXVI Biennale Sztuki w Wenecji. Twórca uczestniczył w wielu wystawach indywidualnych i ponad 200 zbiorowych.


Wystawę można zwiedzać do 15 listopada. 2015 roku.

Relacja ukazała się na portalu Kulturaonline w październiku 2015 roku.


Zachęcam do lektury wywiadu z kuratorką wystawy - panią Magdą Szafkowską - TUTAJ.

czwartek, 13 lutego 2025

"Wszystko jest malarstwem". Marc Chagall - poeta ze sztalugą /o wystawie w Muzeum Albertina i nie tylko/

Od 28 września 2024 roku do 9 lutego 2025 w wiedeńskim Muzeum Albertina zaprezentowano około 90 prac Marca Chagalla pochodzących ze wszystkich okresów jego twórczości. Sprowadzone z wielu muzeów, a także z prywatnych zbiorów, obrazy reprezentowały tematy, które malarz podejmował najczęściej, począwszy od 1905 roku, a na latach 80. ub. wieku kończąc. Obrazy pełne poezji i często zagadkowych znaczeń, ale także odnoszące się do historii i wspólnych doświadczeń. Chagall ciągle fascynuje swoim poetyckim, onirycznym widzeniem świata.

Marc Chagall, "Autoportret na tle domu", 1914, fot. Marek Cisek
Wystawa w Muzeum Albertina ukazała mi innego Chagalla – nie tylko tego z zakochanymi parami unoszącymi się nad ziemią, jakiego najbardziej znamy i lubimy. Zobaczyłam malarza wielkich formatów, podejmującego także problemy egzystencjalne ("Narodziny", "Śmierć", "Samotność"), zagadnienia dobra i zła ("Upadający anioł"), historii ("Wojna"), ale także codziennego życia i najbliższego otoczenia oraz tradycji żydowskiej ("Matka przy piecu", "Siostra i szwagier przy stole", "Skrzypek", "Święto Namiotów"), nie licząc licznych autoportretów. Sięgnęłam po jego autobiografię "Moje życie", a także po wydawnictwa poświęcone jego malarstwu. Jednak największą przyjemność sprawiło mi uważne przyglądanie się obrazom, a potem studiowanie ich detali. W rezultacie, zamiast solennej relacji z wystawy, opowiedziałam o Chagallu – poecie palety (wiersze też pisał, a "Moje życie" jest wspaniałym przykładem prozy poetyckiej), który swoim malarstwem opowiadał o świecie w sposób oryginalny i niepowtarzalny. 

Marc Chagall, "Poeta z ptakiem", 1911, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Moisiej Szagał - Rembrandt z Witebska


"Poeta z ptakiem" to obraz powstały w miodowym miesiącu, który Chagall spędził wraz z Bellą na wsi Zaolsze koło Witebska. We wspomnieniach zatytułowanych "Moje życie" pisał:

Lasy, świerki, samotność. Księżyc za lasem. Świnka w oborze, koń za oknem, w polu. Liliowe niebo".

Tytułowy poeta, zdjąwszy kapelusz i skrzyżowawszy ręce na piersi, leży wyciągnięty na trawie i zdaje się delektować chwilą. W tej z pozoru pastoralnej scenie czai się jednak jakaś groźba, zasugerowana przez granatowe niebo i wielkie, ciemne, zasłaniające je potężne drzewo. Z biografii Chagalla wiadomo, że nad artystą wisi groźba wcielenia do carskiej armii i że wojna już daje o sobie znać.

Zanim jednak udało mu się poślubić Bellę, którą potem uwieczniał na licznych obrazach, długo się o nią starał. Pochodziła z bogatej rodziny właścicieli sklepów jubilerskich, podczas gdy Moisiej Szagał był początkującym malarzem i człowiekiem niezbyt zamożnym. W końcu jednak miłość zwyciężyła i młodzi stanęli pod czerwonym baldachimem.

Marc Chagall, "Ślubna para w zimie", 1960, fot. Marek Cisek
Chagall bywa kojarzony przede wszystkim jako malarz, który w charakterystycznej dla siebie poetyce onirycznej pokazywał Witebsk. Jego obrazy zaludniają skrzypkowie, modlący się Żydzi, a także codzienne życie: wiejski sklep, pokój jadalny, postacie rodziców i siostry. Chagall od najwcześniejszych lat przekładał na język malarstwa zarówno życiową filozofię zamieszkujących Witebsk chasydów, jak też ich język. Jego obrazy są często dosłownymi wyobrażeniami metafor i charakterystycznych zwrotów. Na określenie marzyciela używano w jidysz powiedzenia "luftmensch", co oznacza "człowieka powietrznego". U Chagalla wiele postaci unosi się nad ziemią...
Ponadto widział, rzec by można, kolorami.
"Kiedyś rano, jeszcze przedświtem – pisze malarz w "Moim życiu" – dostrzegłem kobietę biegnącą samotnie ulicą, błagała sąsiadów, by ratowali umierającego męża. (...) Światło żółtych świec, barwa tej twarzy, zastygającej w śmierci (...). Nieboszczyk, uroczyście smutny, leży już na ziemi, sześć świec oświetla mu twarz".

Marc Chagall, "Śmierć" "Nieboszczyk"), 1908-1909, fot. Marek Cisek
Obraz daleki od realizmu: postacie nieproporcjonalnie duże, nieboszczyk nie leży w domu, lecz na ulicy – jakby w pamięci malarza stał się widomą częścią tej opowieści. Za rozpaczającą wdową mężczyzna z miotłą sprząta ulicę (a może to figura śmierci z miotłą zamiast kosy?), zaś na dachu jednego z domów siedzi – dobrze widoczny na tle żółtego nieba – skrzypek, który z pewnością gra jakąś żałobną melodię. Na dachu domu wdowy – wyeksponowany but, niczym zbędny już rekwizyt. A może jest to but skrzypka na dachu, wędrownego artysty?
Ten "skrzypek na dachu" stał się właściwie znakiem rozpoznawczym malarza, szczególnie po filmie Normana Jewisona z 1971 roku. Skrzypkowie na obrazach Chagalla to symbol artysty, ale i muzycznego wagabundy, któremu sztuka ułatwia poruszanie się po różnych światach.

Marc Chagall, "Skrzypek", 1911-1912, fot. Marek Cisek

Kim była rodzina malarza? W "Moim życiu" opisuje dziadka, nauczyciela religii, który ulokował ojca w składzie śledzi, gdzie ciężko fizycznie pracował, a po pracy jego ubranie "połyskiwało solą ze śledzi, rozrzucając w górę i na boki refleksy światła. Tylko jego twarz, to żółtą, to bladą, rozjaśniał od czasu do czasu słaby uśmiech. (...) Tylko mnie był bliski – to proste, ciche i pełne poezji serce". 

Marc Chagall, "Ojciec", 1921, fot. Marek Cisek
Najserdeczniej jednak wspomina matkę – dzielną i energiczną małą kobietę, która  "prowadzi dom, kieruje ojcem, nieustannie buduje małe domki, zakłada sklepik, podjeżdża tam całym wozem towarów wziętych na kredyt". A kiedy wieczorem ojciec ze zmęczenia zasypiał przy stole, siadywała przy wysokim piecu, pragnąc z kimś porozmawiać. "Obracała słowami, podawała je tak dobrze, że zakłopotany rozmówca uśmiechał się. (...) Milczała albo przemawiała niczym królowa. Ale nie było nikogo, tylko ja jej słuchałem. (...) Gdzie jesteś teraz, mamusiu? W niebie, na ziemi?(...) Nie proszę, abyś się za mnie modliła. Sama wiesz, jakie mogę mieć zmartwienia. Powiedz mi, mamusiu, czy na tamtym świecie, w raju, w chmurach, tam gdzie jesteś, moja miłość może ci być pociechą? (...) Pewnego pięknego dnia, kiedy moja matka wkładała chleb do pieca i trzymała łopatę, chwytając ją za obsypany mąką łokieć powiedziałem do niej: "Mamo... chciałbym zostać malarzem".

Nie była zachwycona, a mimo to zaprowadziła syna na indywidualne lekcje malarstwa, a potem wspierała, gdy chciał się dalej kształcić. Pisząc we wspomnieniach o licznych wujkach i ciotkach, którzy czytali Biblię albo grali na skrzypcach "jak szewc", powiada: "Wszystko jest malarstwem" i "Jeden tylko Rembrandt mógłby wiedzieć, co myślał stary dziadek, rzeźnik, drobny kupiec, kantor, kiedy jego syn grał na skrzypcach, stojąc przy oknie o zabrudzonych szybach, pokrytych kroplami deszczu i śladami palców". Można by, nawiązując do tego cytatu, powiedzieć to samo o malarzu z Witebska, który taki właśnie świat utrwalił w setkach obrazów. 

Marc Chagall, "Matka przy piecu", 1914, fot. Marek Cisek
Zanim wyjechał na studia do Petersburga, poznał Bellę, musiało jednak upłynąć sporo czasu, zanim podjął starania o jej rękę. Cierpiał nędzę, a w końcu porzucił Szkołę Cesarskiego Towarzystwa Popierania Sztuk Pięknych. W pewnym momencie znalazł jednak mecenasa w osobie Dawida Ginzburga – czołowej postaci petersburskiej społeczności Żydów, który ufundował mu stypendium. Wiele zawdzięczał też Maksymowi Winawerowi, mecenasowi i kolekcjonerowi jego prac – ufundował mu stypendium, dzięki któremu mógł spędzić rok w Paryżu.
Paryż był wówczas mekką artystów, których miał okazję poznać, a z niektórymi nawiązać przyjaźnie. Bywał często w Luwrze, gdzie mógł wreszcie poznać płótna najwybitniejszych malarzy. Po trzech latach, dzięki wystawie na Niemieckim Salonie Jesiennym W galerii Der Strurm, jego obrazy zaczęły się sprzedawać. Po czterech latach, będąc zarabiającym i dobrze zapowiadającym się artystą, mógł rozpocząć starania o rękę ukochanej Belli. Dzięki uporowi dziewczyny, jej rodzice zgodzili się. W owym czasie Chagall dużo maluje. Powstają wówczas dzieła, które stały się najbardziej popularne: ""Żyd w czerwieni", "Rabin z cytryną" czy "Modlący się Żyd".

Marc Chagall, "Rabin z cytryną", 1914, fot. Marek Cisek
Nadciągają trudne czasy: wybucha I wojna światowa. Ponieważ do Paryża nie udaje się wyjechać, Chagall udaje się do Piotrogrodu, gdzie ustosunkowany szwagier umieszcza go w bezpiecznej niszy jakiegoś urzędu. W 1915 roku, miesiąc przed narodzinami córki Idy, wystawia 63 płótna w galerii Dobiczynej., a rok później 45 jego prac zostaje pokazanych na wystawie zbiorowej w Moskwie. Mimo toczącej się wojny, pozostaje aktywny i do czasu rewolucji lutowej (1917) sprzedaje swoje obrazy kilku znaczącym kolekcjonerom. Kiedy obalono carat, Chagall odczuwa przede wszystkim ulgę: "Moje pierwsze uczucie – nie będę już miał do czynienia z paszportowcami" (Żydzi, poruszając się po Rosji, musieli legitymować się paszportem). Kiedy jednak w zaplombowanym wagonie przybywa Lenin, życie zaczyna być bardziej skomplikowane, żeby nie powiedzieć: trudne. 

Marc Chagall, "Do Rosji, osłów i innych", 1911, fot. Marek Cisek

"Lenin przewrócił ją [Rosję] do góry nogami, podobnie jak ja odwracam swoje obrazy - pisał w "Moim życiu". Dwadzieścia lat po rewolucji, zdając sobie sprawę, jak zbrodniczy był to ustrój, sam powiesił Lenina do góry nogami na obrazie "Rewolucja" (1937). Zanim jednak to zrozumiał, został jako "czerwony Żyd" powołany przez Kreml do założenia w Witebsku szkoły sztuk pięknych. Wypisywał głupoty o "burżuazyjnych malarzach", a jednocześnie świętował narodziny władzy radzieckiej wspaniałym projektem, w rezultacie czego na murach Witebska pojawiły się postaci z magicznego cyrku. Władze nie były zachwycone i ... zamówiły cementowe popiersia Lenina i Marksa :-) W 1920 roku, podczas nieobecności Chagalla w Witebsku, niejaki Malewicz dokonał "zamachu stanu" i przekształcił szkołę w Akademię Suprematyzmu. W rezultacie Chagall spakował swój dobytek i wraz z rodziną przeniósł się do Moskwy.

Marc Chagall, "Arlekiny", 1922-44, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Tam panował chaos i nędza. Trzeba było walczyć o kawałek chleba dla rodziny, a wegetowali pod Moskwą w domku z dziurawym dachem. A jednak – paradoksalnie – Chagall zaczął się wtedy w pełni realizować w Moskiewskich Państwowym Żydowskim Teatrze Kameralnym. Związek artysty z teatrem był niejako naturalny, bo lubił teatralizować swoje życie. Podczas mroźnej zimy 1920 roku namalował dekoracje, kurtyny, a nawet ściany i sufit teatru, nie mówiąc już o kostiumach aktorów, które farbował w przeddzień premiery. W tym jego totalnym teatrze pojawiają się postaci  cyrkowych akrobatów, muzyków grających na skrzypcach i dmących w szofar, krowy wystawiają rogi, pojawia się też sam Chagall, niesiony triumfalnie przez kierownika artystycznego teatru. Była to opowieść, w której nie czuło się grozy sytuacji zewnętrznej. Większość tych prac przetrwała w magazynach do lat 70., kiedy to Chagall odwiedził Moskwę i pozwolono mu obejrzeć (i sygnować!) stare prace.


Biblijne korzenie Chagalla

"Biblia – pisze Chagall we wspomnieniach "Moje życie" – absorbowała moje myśli od czasu, kiedy byłem małym dzieckiem. Dla mnie to największe źródło poezji, jakie zna świat. Dlatego szukałem jej refleksów w sztuce i w życiu. Biblia jest jak głos natury, a ja próbuję uchwycić i przekazać jej tajemnice".

Bez Witebska nie byłoby Chagalla, jakiego znamy, nie byłoby go też bez Biblii – i to zarówno hebrajskiej, jak też Nowego Testamentu, które często współegzystują na jego obrazach. Sposoby  interpretacji biblijnych historii są charakterystyczne dla Chagalla i odbiegają od powszechnie przyjętych. Chagall nie jest ani uczonym rabinem, ani biblijnym egzegetą. Jego historie biblijne opowiadane w obrazach mają poetycki charakter. Swobodnie miesza Biblię hebrajską z Nowym Testamentem. 

Nieomal zawsze, kiedy pragnie wyrazić cierpienia swojego narodu, własne, ale także cierpienia ludzkości, powraca do postaci Chrystusa Ukrzyżowanego.  Już w roku 1910 namalował obraz "Święta Rodzina", zaś dwa lata później "Ukrzyżowanie" oraz monumentalne dzieło "Poświęcone Chrystusowi". To ostatnie zostało zaprezentowane na wystawie w Muzeum Belweder pod tytułem "Golgota" ("Ukrzyżowanie"). Kompozycję charakteryzują koliste kubistyczne formy w ciemnych odcieniach czerwieni i zieleni. Fioletowo-siny Jezus na tym obrazie przypomina dziecko, a pozostałe wydarzenia pokazane symultanicznie, niczym w sztuce średniowiecznej, rozgrywają się w prawej dolnej części obrazu: jakaś postać podobna do Charona czeka, by zawieźć ciało ukrzyżowanego na drugi brzeg. 

Marc Chagall, Golgota, 1912, fot. Marek Cisek

O tym, że Jezus w twórczości Chagalla niemal zawsze jest nade wszystko cierpiącym Żydem, świadczą także inne obrazy, które znalazły się na tej wystawie: "Exodus" (1952) czy "Ukrzyżowanie" (1944). Pierwszy z nich podejmuje starotestamentalny temat wyjścia narodu wybranego z ziemi egipskiej. Przywódcą jest Mojżesz trzymający w ramionach tablice Prawa, widoczny w prawym dolnym rogu. Za nim – gęsty nieprzeliczony tłum. Po środku, na pierwszym planie, wyróżniają się dwie postacie z dzieckiem. Możemy interpretować je jako Marię i Józefa z Dzieciątkiem, obiecanym Mesjaszem, ponieważ powyżej widzimy dominującą Jego postać w pozycji ukrzyżowanego. Po lewej stronie – ołtarz całopalenia, ale to Chrystus jest barankiem złożonym w ofierze. Obraz pełen znaczących szczegółów także w lewym i prawym górnym rogu – zdaje się opowiadać całą historię narodu wybranego.

Marc Chagall, "Exodus", 1952-1966, fot. Marek Cisek

Jezus na obrazach Chagalla jest także Żydem ze sztetl, powieszonym na krzyżu w towarzystwie innych Żydów, pełniących rolę ewangelicznych łotrów ("Ukrzyżowanie", 1944). Niekiedy jednak malarz łączy treści biblijne ze swoją osobistą historią. W swoim późnym dziele "Przed obrazem" pokazuje jakiegoś artystę z oślą głową, malującego ukrzyżowaną postać, której twarz przypomina bardziej Apollina aniżeli Jezusa. Ukrzyżowany jedną rękę przyciska do serca i nie wygląda bynajmniej na człowieka cierpiącego. W lewym górnym rogu widzimy dwie postacie ze sztetl (rodzice?), zaś w prawym "okienku" rysują się dwie słabo widoczne postacie, z których pierwsza trzyma świecznik (menorę?). Pionowa belka sztalug, na których opiera się obraz, jest przedłużeniem drewnianego krzyża. W dolnej części obrazu widać sztetl nocą po lewej stronie, po prawej zaś budynek (synagoga?) rozświetla anioł, którego stopy wychodzą poza ramę obrazu. Poza sztalugami przedstawiono młodą kobietę o niebieskich włosach, nad nią zaś szkicowo namalowane drzewo, nad którym widać jakąś tajemniczą dłoń dotykającą płótna...( kojarzyć się może z freskiem z Kaplicy Sykstyńskiej: ręką Boga stwarzającego Adama) Na pionowej belce krucyfiksu widnieje napis hebrajskimi literami, który brzmi w tłumaczeniu: "CHAGALL".

Marc Chagall, "Przed obrazem", 1968-71, fot. Marek Cisek

Pełne poetyckich znaczeń są także obrazy czerpiące wprost z ksiąg hebrajskich Biblii, choć i one odnoszą się do Nowego Testamentu. Zaprezentowany na wystawie "Upadek anioła" jest w istocie kolejną wersją tego tematu (pierwsza ujrzała światło dzienne w 1923 roku), a potem była wielokrotnie zmieniana. W kolejnych latach artysta dodaje nowe elementy: zegar, krowi łeb, skrzypce, płonącą świecę, ponadto powiększa anioła. Ostateczna wersja "Upadku anioła" powstała po wojnie – z krucyfiksem i kobietą z dzieckiem na ręku. Przytaczam te fakty, ponieważ rzucają światło na sposób, w jaki artysta podejmował biblijne tematy. Historia upadłego anioła, namalowana pod wpływem doświadczeń II wojny, staje się aktualną opowieścią o straszliwej katastrofie. Krwawa sylwetka upadłego anioła przecina niejako obraz na dwie części. Po lewej stronie widzimy Żyda trzymającego zwój Tory otwarty – jak się można domyślić – na fragmencie, w którym mowa o buncie przywódcy aniołów, opisanym przez proroka Izajasza (Iz 14, 12-15). Był nim Lucyfer, Syn Jutrzenki, czyli „nosiciel światła”. Upadek anioła zdaje się udaremniać Kobieta z Dzieciątkiem (również zapowiadana przez proroka). Po prawej widzimy światło świecy (nadziei?) oraz postać Ukrzyżowanego  Zbawiciela.. Na górnym skrzydle anioła widać zegar – symbol czasu, teraźniejszości. Wreszcie w górnym lewym rogu Chagall namalował upadek mężczyzny, który prawą nogą dotyka skrzydła anioła, w lewej zaś trzyma laskę łączącą go z głową Żyda pokazującego zwój Tory, jakby chciał powiedzieć: to wszystko zostało napisane. Być może oznacza to, że upadają nie tylko anioły, ale także ludzie, którzy jednak mogą znaleźć oparcie w Bożej obietnicy, zapisanej w księgach biblijnych. Osioł i skrzypce to motywy charakterystyczne dla wielu obrazów Chagalla. Dla mnie są poetycką metaforą czegoś pięknego i prostego, co nie podlega złu.

Marc Chagall, "Upadek anioła", 1923-1947, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Kwintesencją poezji na obrazach Chagalla jest dla mnie przede wszystkim "Król Dawid". Wiadomo, że bohater I i II Księgi Samuela był nie tylko królem, lecz także poetą, któremu przypisuje się autorstwo 73 psalmów.  Biblia określa go jako poetę i pieśniarza, grającego na cytrze, flecie, niekiedy na harfie (co wynika z błędnego tłumaczenia). Płótno przedstawia Dawida ubranego w czerwony królewski płaszcz, siedzącego na tronie z lirą w ręku. Król – śpiewak to poeta o głębokiej duchowości. Artysta.  Poniżej jego postaci widnieje słońce oświetlające wieżę, wokół której zgromadził się tłum ("Wieżą Dawidową" określa się w litanii Matkę Bożą). Do takiej interpretacji upoważnia także postać kobiety karmiącej niemowlę. Postać w prawym dolnym rogu – Żyd spowity w zieloną szatę, a obok niego otwarta księga – przywodzi na myśl proroka Izajasza, który zapowiedział narodowi wybranemu znak w postaci Dziewicy, która urodzi syna, a dziecko to będzie zapowiadanym Mesjaszem. Po prawej stronie – podwójna kobieca postać: zwykła i świetlista (Ewa i Maryja?) trzyma przed Dawidem świecznik z trzema palącymi się świecami (symbol Trójcy i doskonałości). Powyżej kobiet – świetlista postać dzieciątka w żłóbku ("Odrośl i Potomek Dawida"). Natomiast w prawym górnym rogu Chagall namalował postacie i leżące dziecko, a nad nim głowę bydlęcia. Nieco poniżej – skrzypek, niczym sygnatura obrazów Chagalla. 

Marc Chagall, "Król Dawid", 1951, fot. Marek Cisek 

Miałabym ochotę przyglądać się obrazom Chagalla bez końca, ale wtedy nigdy nie dokończyłabym tego artykułu, który i tak piszę już wystarczająco długo... Właściwie był pretekstem do tego, aby lepiej poznać Chagalla i jego malarstwo, choć to niekończący się proces. Lepiej też pozostać z poczuciem niedosytu :-)


niedziela, 5 stycznia 2025

Malczewski inspirujący i inspirowany. Relacja z wystawy "Jacek Malczewski. Konteksty" w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu

Wystawa "Jacek Malczewski. Konteksty" w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, przygotowana na 170. rocznicę urodzin malarza, jest pięknym przykładem na to, że twórczość tę ciągle można interpretować na rozmaite sposoby, także w świetle inspiracji i fascynacji samego artysty. Ukazanie jego twórczości w rozmaitych kontekstach pozwala nie tylko ujrzeć ją z innej perspektywy, ale także utwierdzić się w przekonaniu, jak bardzo jest oryginalna.

Jacek Malczewski, "Autoportret z Meduzą", 1920, fragm. fot. Marek Cisek

Moje doświadczenia z wystawami prezentującymi na różne sposoby malarstwo Jacka Malczewskiego są za każdym razem inne. Autorzy koncepcji, a zarazem kuratorzy poszczególnych ekspozycji, stają się niejako architektami opowieści, w perspektywie której patrzymy na twórczość malarza. Kuratorka wystawy "Malczewski romantyczny" w Muzeum Narodowym w KrakowieUrszula Kozakowska - Zaucha oraz współautor scenariusza, prof. Bartosz Korzeniewski wyeksponowali te obrazy, które podejmowały romantyczne tematy w twórczości artysty. Nawiązywały do mesjanizmu, były też przejawem fascynacji folklorem i ludowymi legendami, baśniami, których świat przedstawiony pełen był rusałek, dziwożon, ale także mitologicznych chimer, faunów i biblijnych aniołów. Prezentowały rozważania Malczewskiego o sztuce, natchnieniu, odpowiedzialności i wyjątkowości Artysty. 

Z kolei Paweł Napierała, kurator poznańskiej wystawy "Idę w świat i trwam", wespół z Wojtkiem Luchowskim, autorem aranżacji,  pokazali obrazy Jacka Malczewskiego wypożyczone z Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki jako sztukę zagrożoną wojną, przed którą musi uciekać, wędrować po świecie, aby przetrwać. Wystawa opowiadała o kruchości dzieła sztuki, o tym, że obrazy znalazły się w Polsce, by ocaleć, ale mówi też o dziedzictwie, które trzeba chronić i o prywatnych, a tak przecież ważnych sprawach: o miłości, przyjaźni, o pamiątkach...

Wystawa "Jacek Malczewski. Konteksty, na pierwszym planie kuratorka Paulina Szymalak-Bugajska,
fot. Marek Cisek

W innej roli znalazła się Paulina Szymalak-Bugajska, autorka wystawy "Jacek Malczewski. Konteksty" w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, która zajmuje się jego twórczością od lat i ma za sobą doświadczenie kilku wystaw, w tym m. in. ekspozycję "Moja dusza. Oblicza kobiet w twórczości Jacka Malczewskiego" (2019) czy "Jacek Malczewski" (2011), żeby wymienić tylko te. Zapytana przeze mnie o koncepcję wystawy, odparła że pomysł tej ekspozycji zakiełkował już podczas przygotowywania poprzedniej: "Moja dusza". Zapragnęła wówczas zgłębić temat inspiracji i fascynacji malarza, a zarazem prześledzić ewolucję formy. Malczewskiego inspirowała literatura (głównie romantyczna, przede wszystkim dramaty Juliusza Słowackiego, a także tematyka mitologiczna i biblijna), ale jego malarską wyobraźnię kształtowali również inni malarze, graficy, rzeźbiarze. Wybór kontekstów jest w przypadku radomskiej wystawy subiektywny, ale inaczej być nie może! Wędrując po niej z moją przewodniczką, odkrywałam niejako innego Malczewskiego, ponieważ niektóre z kontekstów, np. inspiracje drzeworytem japońskim, były dla mnie odkrywcze, inne z kolei ukazywały Malczewskiego poszukującego oryginalnej formy i były próbą znalezienia własnej drogi (jak w przypadku Matejki). Malczewski tworzy niejako własną mitologię. Świat jego wyobraźni zamieszkują fauny, chimery o twarzach pięknych kobiet, wreszcie pojawia się on sam  – pod różnymi postaciami: artysty, rycerza, fauna ... Wiele znajdujących się na wystawie obrazów zobaczyłam po raz pierwszy, ponieważ pochodzą z prywatnych zbiorów i bywają wypożyczane rzadko i na krótko. Niezwykle bogata i różnorodna jest twórczość malującego blisko 50 lat artysty!

Konteksty malarskie: mistrz Matejko, Józef Simmler i ... japoński drzeworyt


Malarstwo stanowi pierwszy i najbardziej oczywisty kontekst dla twórczości Jacka Malczewskiego, jednak i w tej sferze znajdziemy inspiracje mniej lub bardziej oczywiste. Do tych ostatnich należy z pewnością twórczość Jana Matejki, w którego pracowni Malczewski studiował, zanim zbuntował się, poszukując własnej drogi twórczej. Jednakże już poniższe zestawienie obrazów, przedstawiających ten sam temat, wskazuje na to, że Malczewski od początku poszukiwał własnej drogi twórczej, odmiennej od mistrza Matejki wizji polskiej historii. Tę czerpał przede wszystkim z dzieł romantyków, głównie Słowackiego, by z czasem stworzyć całkowicie oryginalny świat, pełen ukrytych symboli.

Jan Matejko, szkic do obrazu "Wernyhora", 1875, fot. Marek Cisek
Zestawione ze sobą dwa obrazy łączy zatem wspólny temat, ale dzieli sposób ujęcia postaci, sama kompozycja i wynikające stąd przesłanie. Chodzi mianowicie o Matejkowskiego "Wernyhorę" (na wystawie znalazł się szkic do obrazu)  –  obraz przedstawiający ukraińskiego lirnika, profetę, który w chwili natchnienia przepowiada przyszłe losy Polski, stając się niejako jej alegorią (biało-czerwony strój). Na ukończonym obrazie (1884) siedzący u jego stóp chłopiec w sukmanie, wyposażony w torbę podróżną, kapelusz i kij, symbolizuje odradzającą się Polskę. Dodajmy, że postać Wernyhory pojawia się również w literaturze romantycznej („Pan-Dziad z lirą” w "Śnie srebrnym Salomei" Juliusza Słowackiego, do którego twórczości Malczewski sięgać będzie wielokrotnie), jak też młodopolskiej ("Wesele" Stanisława Wyspiańskiego z 1901 roku, a więc te inspiracje wzajemnie na siebie oddziałują). 

Prezentowany na wystawie w towarzystwie Matejkowskiego szkicu do "Wernyhory" obraz Malczewskiego, opatrzony znaczącym tytułem "Za późno z pieśnią" (1879), zupełnie inaczej ujmuje ten temat. Tutaj, jak sugeruje tytuł, prorok przybywa za późno. Ponadto jest ślepy i to jego prowadzi chłopiec trzymający laskę. Rolę lirnika   – posłańca i przewodnika  – przejmuje młodzieniec. Według Jerzego Malinowskiego, do którego interpretacji nawiązała autorka wystawy, "młodzieniec z czasem przejmie rolę pieśniarza ostrzegającego swój lud przed zagrożeniem, co w rzeczywistości malarskiej przełoży się na rozpoczęcie przez Malczewskiego cyklu prac o tematyce sybirskiej".

Jacek Malczewski, "Za późno z pieśnią", 1879, fot. Marek Cisek
W początkach twórczości Malczewskiego  zauważymy też fascynację dziełami innych malarzy. Jedna z pierwszych wersji "Ellenai" nawiązuje do słynnego obrazu Józefa Simmlera: "Śmierć Barbary Radziwiłłówny" (1860). na którym ukazano dwoje kochających się ludzi w obliczu śmierci. Bohaterka leży martwa, a wpatrujący się w nią Zygmunt August, odziany w bogate szaty przykuwające wzrok, spogląda na ukochaną, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Podobny układ sceny i jej atmosferę odnajdziemy na obrazie "Śmierć Ellenai". Mężczyzna siedzi na skraju posłania, z rękami splecionymi na kolanach, a jego twarz z półprzymkniętymi powiekami wyraża smutek, ale i pogodzenie się z losem. Kobieta zaś została przedstawiona nieco inaczej niż Barbara Radziwiłłówna na obrazie Simmlera.  Oburącz trzyma obraz Matki Bożej, w który ufnie się wpatruje. Jesteśmy poniekąd świadkami intymnej sceny odchodzenia bohaterki, która wierzy, że śmierć jest tylko przejściem do innego świata. Widzimy więc, że jeśli nawet artysta odwołuje się do znanego obrazu, zachowując podobny układ kompozycji, to jednak jego przesłanie jest odmienne. 

Jacek Malczewski, "Śmierć Ellenai", 1877, fot. Marek Cisek
Oczywiście, kontekstów malarskich odnajdziemy na wystawie dużo więcej, nie sposób jednak napisać o wszystkich w krótkiej nolens volens relacji. Inspirujący wydaje się być bez wątpienia sposób, w jaki Malczewski portretuje innych artystów, głównie malarzy, pokazując ich na tle pracowni (jak w przypadku Wacława Szymanowskiego, przy czym tytułowa pracownia ma szersze, symboliczne znaczenie) albo bez tego sztafażu, kreśląc coś w rodzaju portretu psychologiczno-symbolicznego (portret Leona Wyczółkowskiego). Oto "Portret Wacława Szymanowskiego w pracowni" – malarza, ale przede wszystkim rzeźbiarza, najbardziej znanego jako autora pomnika Fryderyka Chopina w warszawskich Łazienkach czy "Pochodu na Wawel". Malczewski przedstawił go stojącego w zamyśleniu na pierwszym planie w towarzystwie nagiej muzy (po lewej stronie obrazu), która przycupnęła, jakby na dłużej zadomowiła się w pracowni artysty. Cóż to zresztą za pracownia! To w oczywisty sposób przestrzeń umowna, symboliczna.  Starożytność reprezentuje łuk triumfalny, średniowiecze – fragment grobowca Kazimierza Jagiellończyka, a współczesność – najwybitniejsze dzieła samego Szymanowskiego: fragmenty pomnika Chopina oraz "Pochodu na Wawel", co staje się apologią rzeźbiarza jako kontynuatora dzieł, które przeszły do historii sztuki.

Jacek Malczewski, "Portret Wacława Szymanowskiego w pracowni", ok. 1912,
fot. Marek Cisek
Z kolei pozornie tradycyjny inny portret, zatytułowany "W pracowni artysty", mimo pewnego realizmu, został  skomponowany nietypowo: przedstawia dwóch mężczyzn, których głowy zostały przedstawione z profilu. Obaj siedzą na krzesłach  we wnętrzu pracowni malarskiej nad rozpoczętymi obrazami. Oto portret malarza przy pracy. Kilka przedstawionych tu szkiców koni i wyraźne podobieństwo tęższego ze sportretowanych mężczyzn do Wojciecha Kossaka, szczególnie za sprawą charakterystycznego dla niego wąsa, pozwala przypuszczać, że może to być studio i portret tego właśnie artysty. Postać siedząca bliżej, na pierwszym planie – łysiejący mężczyzna z bródką to prawdopodobnie Piotr Hubal-Dobrzański. Ciepła tonacja obrazu: przewaga brązów i beży, ciasny kadr (głowa mężczyzny na drugim planie ucięta) – sprawiają wrażenie pośpiesznego szkicu o cechach fotografii.

Jacek Malczewski, "W pracowni artysty", 1903, fot. Marek Cisek
Wśród licznych portretów innych artystów, z którymi Jacek Malczewski był zaprzyjaźniony, znajdują się i takie, jak sprawiający wrażenie niedokończonego, "Portret Leona Wyczółkowskiego". Kuratorka wystawy zwróciła uwagę na analogię między tym obrazem a "Autoportretem konnym" Wyczółkowskiego (1892), na którym malarz przedstawił siebie konno, w promieniach zachodzącego słońca i na tle krajobrazu. Podobna jest sylwetka i twarz: na obu tych obrazach Wyczół stylizuje się na Kozaka i człowieka ceniącego sobie wolność. Jednakże na portrecie Malczewskiego tło zdaje się być niepotrzebne, bo malarz i bez tego sprawia wrażenie człowieka wolnego i mocnego. W prawej ręce trzyma dymiące cygaro, w lewej zaś pęk pędzli. Patrzy wprost na widza w taki sposób, że czuje on respekt. Potężną sylwetkę malarza otacza szkicowo namalowany malarski fartuch, pod którym widać ciemnoczerwoną rubaszkę podobną do tej z autoportretu. Niebieskawe tło także eksponuje postać. 

Jacek Malczewski, "Portret Leona Wyczółkowskiego", ok. 1895, fot. Marek Cisek
Dość nieoczekiwanym kontekstem twórczości Jacka Malczewskiego, który został wyeksponowany na radomskiej wystawie, jest japoński drzeworyt. Inspiracje nim pojawiają się ok. 1900 roku i powstały prawdopodobnie pod wpływem Feliksa Mangghi Jasieńskiego, który był zafascynowany sztuką japońską i posiadał sporą kolekcję japoników, podobnie jak mecenas artysty – Karol Lanckoroński. 
    Wpływy te odnajdziemy przede wszystkim w pracach artysty dotyczących wspomnień z dzieciństwa, pejzaży z nim związanych, a także portretów. Podobnie jak w sztuce drzeworytu, kadr kompozycji jest asymetryczny, brakuje głębi, następuje dekoracyjne spiętrzenie planów, a postać zastyga w swego rodzaju stop-klatce.
    Na wystawie "Jacek Malczewski. Konteksty" znajdziemy kilka takich prac, m. in. "Dzieciństwo malarza", "Portret Wacława i Heleny Karczewskich", "Pejzaż z chimerami/Pejzaż II", "Moja dusza" z cyklu "Moje życie". Przyjrzyjmy się im z bliska...

Jacek Malczewski, "Dzieciństwo malarza", ok. 1919, fot. Marek Cisek
Płótno zatytułowane "Dzieciństwo malarza" przedstawia na pierwszym planie sylwetkę siedzącego na łodzi chłopca, całkowicie pochłoniętego czynnością malowania czy raczej szkicowania. Powyżej – zielono-żółte zarośla, ponad którymi widoczne są domy z otaczającymi je ogrodami, a na ścieżce widać jakąś nieruchomą postać. To typowa kompozycja będąca naśladowaniem japońskich drzeworytów, z charakterystycznym dla niej spiętrzeniem dalszych planów i spłaszczeniem całości. Wszystko jakby zastygło w stop-klatce pamięci...

Jacek Malczewski, "Moja dusza" z cyklu "Moje życie", 1917 , fot. Marek Cisek
Z kolei obraz "Moja dusza" przepaja tęsknota starego, schorowanego artysty za pejzażem dzieciństwa spędzonego u krewnych w Wielgiem. Ich dworek ukazany został po prawej stronie obrazu. Na pierwszym planie – ciało zmarłego (lub umierającego) mężczyzny, z głową zwróconą w stronę domu) symbolizuje samego malarza. Towarzyszą mu fauny. Dwa z nich przyniosły tutaj jego ciało i przycupnęły przy nim zamyślone, trzeci zaś, odwrócony w stronę dworku, gra na skrzypcach, prawdopodobnie jakąś tęskną melodię. Całość, mimo melancholijnego tematu, ujęta jest w pogodnych kolorach wiosennych, podobnie jak obrazy z cyklu Thanatos. Nostalgia splata się z pięknym, wciąż żywym wspomnieniem.

Jacek Malczewski, "Portret Wacława i Heleny Karczewskich", ok. 1900, fot. Marek Cisek
Popiersia małżonków Wacława i Heleny Karczewskich  – krewnych, u których spędził część dzieciństwa, ukazał artysta w ciepłych barwach beżu i musztadowych żółcieni na pierwszym planie obrazu. Pomiędzy nimi widać parkę gili siedzących na pozbawionych liści gałęziach, w tle zaś widać ośnieżone pole i wiejskie chałupy zamykające horyzont. Monochromatyczną kompozycję "przełamuje" niejako czerwień ptasiego brzuszka.  Gil jest ptakiem monogamicznym. Łączy się w pary na okres kilku lat, często nawet na całe życie, a między partnerami istnieje silna więź. A zatem para ptaków między głowami małżonków symbolizuje wierność i trwałość ich związku... 
Powyższe przykłady odsłaniają mniej znane oblicze Malczewskiego, zainspirowanego kulturą Wschodu, w szczególności zaś japońskim drzeworytem. I jak zwykł to czynić, nadaje swoim obrazom symboliczny sens.

Literackie konteksty twórczości Jacka Malczewskiego


Pod wpływem ojca, Juliana Malczewskiego – erudyty, rozmiłowanego w antyku i włoskim renesansie, zafascynowanego teatrem i literaturą, szczególnie zaś twórczością Juliusza Słowackiego – malarz otrzymał gruntowne domowe wykształcenie. Kontynuował je w majątku Karczewskich, gdzie jego edukacją zajął się Adolf Dygasiński – przyszły powieściopisarz i publicysta i gdzie dzięki niemu poznał rodzimy folklor, sekrety fauny i flory, z czego czerpał przez całe życie w swojej twórczości. Kiedy więc jako młody artysta pragnął przedstawić cierpienia Polaków po upadku Powstania Styczniowego, znalazł inspirację w "Anhellim" Juliusza Słowackiego. Namalowana w 1883 roku "Śmierć Ellenai" przyniosła mu sławę i utwierdziła w przekonaniu, że odnalazł własną drogę w ukazywaniu polskiej historii, odmienną od mistrza Matejki. Po "Anhellego" sięgał Malczewski później wielokrotnie, szkicując i malując różne warianty tego tematu.

Anhelli i Ellenai w drodze, szkic. ok. 1877, fot. Marek Cisek
Poemat Słowackiego jest odpowiedzią na mesjańską wizję narodu z III Części "Dziadów" Adama Mickiewicza. Autor dostrzega, że zgnębiony klęską naród przeżywa głęboki kryzys i rozchwianie wartości. Akcja utworu, który stał się inspiracją dla Malczewskiego, rozgrywa się na Syberii, która w poemacie przybiera postać dantejskiego piekła. Szaman, podobnie jak Wergiliusz Dantego, oprowadza Anhellego po ziemskim piekle Polaków. Syberia jest piekłem ludzi skazanych na zatracenie i tylko konfederaci – najstarsi wygnańcy – potrafią sprostać nieszczęściu i umierają ze słowem "Ojczyzna" na ustach. Tylko jeden Anhelli jest czysty i niewinny, przeznaczony na "ofiarę serca", choć nie wie, czy Bóg tę ofiarę przyjmie. Wędrując przez piekło Sybiru, Anhelli pragnie towarzystwa osoby, która pomogłaby mu znieść tak wielkie cierpienie. Okazuje się nią być zbrodniarka – Ellenai, która nawraca się, porzuca grzeszne życie i obdarza bohatera siostrzaną miłością. Kiedy Ellenai umiera, anioł zabiera ją do nieba, Anhelli zaś cierpi z powodu opuszczenia przez jedyną kochającą go istotę. Temat śmierci  Ellenai powraca w twórczości Malczewskiego wielokrotnie i na różne sposoby, będąc niekiedy punktem wyjścia dla innych inspiracji, czego przykładem może być "Umywanie nóg".

Jacek Malczewski, "Umywanie nóg", 1886, fot. Marek Cisek
Malczewskiego bowiem inspirowała także na różne sposoby Biblia i mitologia. Takim nieoczywistym nawiązaniem, będącym kompilacją biblijnego motywu umywania nóg oraz tematu Sybiru ("Anhelli"), jest dużego formatu nowy nabytek Muzeum im. Jacka Malczewskiego: wspomniane "Umywanie nóg", którego kolejne przedstawienie, tym razem z dwiema postaciami, zrealizuje malarz w 1877 roku. Jest to zarazem dobry przykład na to, że inspiracje literackie się przenikają, co w konsekwencji wpływa na oryginalną wymowę obrazu. W tym przypadku, za sprawą tytułu, a także sposobu przedstawienia postaci, "Anhelli" jest tylko punktem wyjścia. Możemy domyślać się (i potwierdza to wersja z 1887 roku), że kobietą jest Ellenai oczekująca na powrót Anhellego. Obecność jednej tylko postaci, w dodatku tak właśnie przedstawionej, daje asumpt do poszerzenia interpretacji o ważny kontekst biblijny. Umywanie nóg jest aktem pokory i szacunku. W Starym Testamencie Aaron i jego synowie obmywają ręce i nogi, zanim wejdą do Namiotu Spotkania, a także gdy składają ofiary na ołtarzu, co miało wyrażać ich duchową czystość. Ten obyczaj można odnieść do nakazu umywania nóg ustanowionego przez Chrystusa w Nowym Testamencie, gdzie gest ten staje się nade wszystko aktem miłości i ofiarności. W Ewangelii wg św. Jana Maria z Betanii umywa podczas uczty nogi Jezusa drogocennym olejkiem. Jej czyn, potępiony przez Żydów, jest aktem czystej, bezinteresownej miłości. Kobieta na obrazie Malczewskiego, przygotowująca się do rytuału umycia nóg, jest taką właśnie Marią  – symbolem ofiarnej miłości. Światło, które na nią pada, a którego źródła nie widzimy, ma Boski, zbawczy  charakter. 

Jacek Malczewski, "Mój sen", 1896 - 1898, fragm. fot. Marek Cisek
Pozostając jeszcze w kręgu literatury romantycznej, warto zauważyć, że nie tylko twórczość Słowackiego inspirowała malarza, zafascynował go także cały sztafaż fantastycznych stworów. Rusałki, majki, dziwożony, będące bohaterkami obrazów Jacka Malczewskiego, wywodzą się z ludowego imaginarium, podobnie jak postacie romantycznych ballad. Później dołączą do niego greckie meduzy i gorgony, w których towarzystwie powstają liczne autoportrety malarza. Spośród znajdujących się na wystawie obrazów takie fantazje przedstawia płótno pod znaczącym tytułem: "Mój sen", które obejrzałam po raz pierwszy, pochodzi bowiem ze zbiorów prywatnych. Podobnie jak w cyklu "Rusałki", śpiący chłopak staje się obiektem pożądania kuszących go i nawołujących rusałek, które pragną wciągnąć go w głębinę jeziora. Szaremu aż po horyzont tłu i ciemnej, słabo widocznej sylwetce młodego mężczyzny przeciwstawiono połyskujące ciepłymi złocistymi barwami kłębowisko kobiecych ciał. Erotyczne sny, ale i ucieczka od szarości. 

Jacek Malczewski, "Aniele, pójdę za tobą", 1901, fot. Marek Cisek
Na początku XX wieku Malczewski zainteresował się poezją poezją Teofila Lenartowicza, którego wiersz "Za aniołem" rozpoczął cykl angelologiczny w twórczości malarza. Inspiracją był także Juliusz Słowacki, którego utwór "Anioły stoją na rodzinnych polach" mógłby stać się komentarzem do wielu obrazów Malczewskiego, jak choćby widoczny powyżej. 
Anioły stały się odtąd ważnym elementem jego mistyczno-symbolistycznego świata wyobraźni. Ich obecność na ziemi zawsze łączy się u Malczewskiego z czynieniem dobra. Egzystują wśród ludzi, najczęściej objawiając się dzieciom, ludziom starym, wędrowcom dochodzącym do kresu życia i obwieszczają im istnienie lepszego świata. Malczewski wielokrotnie podejmował ten motyw, dając wyraz przekonaniu, że dziecięca wrażliwość, która pozwala odczuć realną obecność aniołów w otaczającym świecie, jest identyczna z wrażliwością artysty obdarzonego łaską widzenia i odczuwania świata duchowego. Z drugiej strony, inne obrazy Malczewskiego, takie jak choćby "Krajobraz z Tobiaszem", "Wiosna. Krajobraz z Tobiaszem" czy "Tobiasz z aniołami" – są inspirowane zarówno biblijną Księgą Tobiasza, jak też malarstwem renesansowym. Historia Tobiasza jest opowieścią o poszukiwaniu leku, który ma przywrócić wzrok ociemniałemu ojcu, także Tobiaszowi. Sym udaje się na niebezpieczną wyprawę w towarzystwie archanioła Rafaela którego imię oznacza "Bóg uzdrawia" i dzięki jego opiece udaje mu się osiągnąć cel. Czasami malarz przedstawia swego bohatera zgodnie z tradycją biblijną, częściej jednak rozbudowuje sceny, by np. na obrazie "Tobiasz z aniołami" pokazać chłopca w towarzystwie trzech archaniołów. 
      Wędrówka staje się metaforą ludzkiego losu, a także losu samego artysty ("Tobiasz i Parki", 1912). Motyw wędrówki odnajdziemy także na obrazie "Dante z Wergiliuszem". To kolejny ważny literacki kontekst w twórczości Malczewskiego. 

Jacek Malczewski, "Dante z Wergiliuszem", 1915, fot. Marek Cisek
Charakterystyczne, że obraz powstał w czasie I wojny światowej, kiedy to artysta wraz z rodziną schronił się w tymczasowym mieszkaniu w Wiedniu. Inspiracją jest w tym wypadku "Boska komedia" Dantego  – genialny poemat przedstawiający wędrówkę poety przez Piekło, Czyściec i Raj. Motyw wędrówki w zaświaty zaczerpnął Dante z literatury starożytnego Rzymu, przy czym bezpośrednią inspiracją stała się "Eneida" Wergiliusza i ten właśnie poeta towarzyszy mu w wędrówce przez Piekło. Dante rozwinął ten motyw w obszerny poemat, czyniąc samego siebie głównym bohaterem. Znając zamiłowanie Malczewskiego do renesansowego malarstwa, nie można też wykluczyć, że źródłem inspiracji stał się dla niego także cykl ilustracji Sandro Botticellego do "Piekła". 
     Na obrazie rozpoznajemy postać Wergiliusza po białej rzymskiej todze, otulonego w jasnobrązowy płaszcz, a przede wszystkim po wieńcu laurowym. Nieco za nim kroczy Dante w czerwonej szacie i birecie na głowie, z przerażeniem obserwując atakujące go obrazy. Wydaje się, że Malczewski ukazuje ponadczasowość doświadczenia "piekła", które w tym wypadku staje się także doświadczeniem jego i jego rodziny, domaga się więc refleksji, a ta w przypadku malarza przybiera postać obrazu. Do tego tematu powróci jeszcze pięć lat później, gdy stworzy "Zadumanie. Na ganku w Lusławicach", tylko że wtedy Dante będzie miał twarz Witolda Erazma Rybczyńskiego, Wergiliusz zaś  – syna Rafała. I choć otacza ich sielski krajobraz, obaj są smutni i zadumani, jakby niepewni swego losu.

Jacek Malczewski, "Zadumanie. Na ganku w Lusławicach", 1920, fot. Marek Cisek
"Dante z Wergiliuszem" jak w soczewce ukazuje współistnienie inspiracji malarskich z literackimi i z życiem samym. Tendencje te odnajdziemy nieomal na wszystkich znajdujących się na wystawie obrazach.

      Wystawa "Jacek Malczewski. Konteksty" w Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, przygotowana na 170. rocznicę urodzin malarza, jest pięknym przykładem na to, że twórczość tę ciągle można interpretować na rozmaite sposoby, także w świetle inspiracji i fascynacji samego artysty. Ukazanie jego twórczości w rozmaitych kontekstach nie tylko ujrzeć ją z innej perspektywy, ale także utwierdzić się w przekonaniu, jak bardzo jest oryginalna.


Serdecznie dziękuję wspaniałej kuratorce - pani Paulinie Szymalak-Bugajskiej za oprowadzenie po wystawie, dyrektorowi Muzeum, panu Leszkowi Ruszczykowi i pozostałym Pracownikom za ich  gościnność. Gratuluję pięknej wystawy!

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty