czwartek, 20 sierpnia 2026

Weekend 22-23 sierpnia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i w Oddziałach

Wykład o modzie XVIII wieku oraz spotkanie z Olgą Drendą, Ambasadorką Pawilonu Czterech Kopuł – to niektóre z wydarzeń zaplanowanych przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu i Oddziały na najbliższy weekend 22-23 sierpnia.

Wystawa "Szaleństwo rokoka!": Ernst Wilhelm Bernhardi, Juliane von Hochberg, 
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

22.08, g. 12:00

XVIII-wieczna moda „na medal” – wykład dr Małgorzaty Możdżyńskiej-Nawotki towarzyszący wystawie „Medalierstwo z lat 1700–1799 w zbiorach MNWr”

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu


Wiek XVIII to okres niezwykle bogaty i ciekawy w historii mody, a także artystycznych jej interpretacji w różnych mediach plastycznych: od błyskotliwej rejestracji ulotnego stylu epoki po przedstawienia o charakterze mitologicznym i alegorycznym, a także wyobrażenia ubiorów historycznych odzwierciedlające ówczesne poglądy na przeszłość oraz kryteria prawdy i wzniosłości. Wykład jest próbą pokazania, że rozmaicie interpretowany kostium był medium aktywnym i nośnym.

Wstęp wolny.


23.08, g. 16:00

Ambasadorzy Pawilonu: spotkanie z Olgą Drendą

Prowadzenie: Adam Pacholak

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


Ambasadorka Pawilonu Czterech Kopuł Olga Drenda poprowadzi słuchaczki i słuchaczy śladami polskiego surrealizmu. Czy istniała jego „polska szkoła”? Patrząc na zbiory wrocławskie, można zauważyć dwa rysy typowe dla polskiej sztuki tego nurtu – to surrealizm liryczny i „ubogi”, korzystający często ze skromnych środków, resztek. W szarych latach „małej stabilizacji”, gdy ten nurt cieszył się tak dużą popularnością, być może również i sny musiały być oszczędne. Ale surrealizm mocno oddziałuje na wrażliwość – i odbiorcy, i artysty – również dziś. Czy to dlatego, że w polskiej wersji przypomina trochę warsztat majsterkowicza?

Spotkanie w Pawilonie Czterech Kopuł, wstęp wolny.

informacja prasowa

`Muzyczny dialog` - koncert NFM Orkiestrę Leopoldinum oraz muzyków Festiwalu Krzyżowa-Music /zapowiedź/

30 sierpnia o 18.00 w Narodowym Forum Muzyki zabrzmi "Muzyczny dialog", w którym udział wezmą: NFM Orkiestra Leopoldinum, prowadzona rzez jej dyrektora artystycznego i skrzypka Alexandra Sitkovetsky’ego, oraz Krzyżowa-Music – międzynarodowy festiwal muzyki kameralnej w Polsce, którego dyrektorką artystyczną jest skrzypaczka Viviane Hagner. Zabrzmią wybitne dzieła Ludwiga van Beethovena, Orawa Wojciecha Kilara, a Johanna Sebastiana Bacha w wykonaniu między innymi Marka Padmore’a. W samym sercu programu natomiast znajdzie się klejnot kameralistyki, zachwycający Kwintet fortepianowy Es-dur op. 44 Roberta Schumanna. 

Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej Krzyżowa-Music odbywa się w tym roku po raz dwunasty na Dolnym Śląsku: w samej Krzyżowej oraz w Świdnicy, Jaworze, Szczawnie-Zdroju i we Wrocławiu. Wybitni muzycy naszych czasów, tacy jak Alfred Brendel, Krzysztof Jabłoński, Andrea Lucchesini, Midori, Olli Mustonen czy Tabea Zimmermann, spotykają się wówczas z najzdolniejszymi młodymi talentami z całego świata. Wspólnie wypracowują bogaty i fascynujący repertuar muzyki kameralnej – od Bacha aż po współczesność – prezentując te dzieła na najwyższym poziomie podczas licznych warsztatów i koncertów. Artyści o różnych poglądach i odmiennych korzeniach kulturowych szukają w Krzyżowej wspólnego języka i uczą się od siebie nawzajem, dążąc do doskonałego brzmienia.

To jednak znacznie więcej niż festiwal. Krzyżowa jest historycznie ważnym miejscem spotkań i refleksji: podczas II wojny światowej grupa odważnych ludzi tworzyła tam wizję pokojowej Europy – tej samej Europy, która pozwala nam dzisiaj budować międzynarodową przyjaźń i porozumienie poprzez jednoczenie muzyków ze wszystkich zakątków świata. Kluczowym elementem projektu jest inspirowanie artystów do tego, by uświadomili sobie swoją odpowiedzialność społeczną i funkcję, jaką pełnią, kiedy stają się wzorcami do naśladowania.

Program:

S. Barber Adagio na smyczki

J.S. Bach Schlummert ein – aria z kantaty Ich habe genug BWV 82

R. Schumann Kwintet fortepianowy Es-dur op. 44

***

W. Kilar Orawa

L. van Beethoven Koncert potrójny C-dur na skrzypce, wiolonczelę, fortepian i orkiestrę op. 56


Wykonawcy:

Dyrektorzy artystyczni:

Alexander Sitkovetsky

Viviane Hagner


Alexander Sitkovetsky – skrzypce i prowadzenie

Viviane Hagner – skrzypce

Alexey Stadler – wiolonczela

Adam Golka – fortepian

Mark Padmore – tenor

NFM Orkiestra Leopoldinum

Muzycy Festiwalu Krzyżowa-Music


Czas trwania: 120 minut

Lokalizacja: NFM, Sala Główna ORLEN, estrada w odwróceniu

informacja prasowa

Maestro Jerzy Maksymiuk świętuje swój jubileusz w NFM

Ceniony szczególnie za ogromną żywiołowość i wyrazistość interpretacji Jerzy Maksymiuk obchodzi w tym roku podwójne święto – siedemdziesięciolecie pracy artystycznej oraz dziewięćdziesiąte urodziny. Podczas koncertu w ramach festiwalu pod batutą zasłużonego dyrygenta NFM Filharmonia Wrocławska wykona kompozycje Benjamina Brittena oraz szczególnie ukochanego przez Maestra Claude’a Debussy’ego. Kiedy do muzyków dołączy Chór NFM, zabrzmi Symfonia Psalmów Igora Strawińskiego.


Wydarzenie rozpocznie Chór Dziewczęcy NFM i Chór Chłopięcy NFM, a na organach zagra Mikołaj Szczęsny. Zabrzmi wtedy The Call of Wisdom, a dziełem Anglika Willa Todda zadyryguje Małgorzata Podzielny. Z obchodami obu rocznic Maestra Maksymiuka utwór ten łączą okoliczności powstania. Ułożony został bowiem również z okazji jubileuszu – zamówiono go na odbywające się w 2012 roku w Katedrze św. Pawła w Londynie nabożeństwo dziękczynne wpisujące się w celebrację sześćdziesięciolecia panowania brytyjskiej królowej Elżbiety II. 

Zaraz potem usłyszymy poemat symfoniczny Morze, oddający groźne piękno nieposkromionego żywiołu poprzez przywoływane w muzyce nastroje. Prawykonana w 1905 roku kompozycja Debussy’ego olśniewa do dziś. W jej otwarciu, zatytułowanym Od świtu do południa na morzu, Francuz sugeruje poranne przebudzenie świata przyrody i zmysłów. Kończy je zaznaczone świetlistym chorałem nadejście pory południa, „chwili najkrótszego cienia” – jak Friedrich Nietzsche opisywał ten ważny w jego dorobku symbol. Kolejne ogniwo to Gra fal – pełne życia scherzo. A początek finału o tytule Rozmowy wiatru z morzem jest czytelną zapowiedzią burzy.

Druga odsłona wieczoru rozpocznie się prezentacją również nawiązującego do morskiego krajobrazu Four Sea Interludes. Pochodzą one z najsłynniejszej opery Benjamina Brittena – "Peter Grimes". Jej akcja rozgrywa się w rybackiej wiosce położonej na wybrzeżu wschodniej Anglii. Cztery wyjątki z kompozycji, które w pierwotnym układzie towarzyszyły zmianie scenografii, twórca zdecydował się przeznaczyć do samodzielnego wykonywania. W sugestywny sposób przedstawiają one świt, poranek, księżycową noc i burzę na morzu. 

Program koncertu zwieńczy Symfonia psalmów – wyrastające ze sfery sakralnej arcydzieło Igora Strawińskiego z 1930 roku. Artysta opracował wersety trzech fragmentów biblijnej Liber Psalmorum. Odnosząc się do sugerowanego przez tytuł kształtu muzyki, wyjaśniał, że jest to po prostu „symfonia, do której włączył psalmy przeznaczone do śpiewania” – w rzeczywistości miał on, jak twierdził, „wykonywanie psalmów poddać symfonizacji”. Znaczenie tego zagadkowego komentarza wyjaśnia się podczas słuchania efektów jego pracy. Zastosowany przez Strawińskiego nowoczesny język dźwiękowy stapia się tu ze starożytnymi tekstami w organiczną całość. 

Program:

Will Todd The Call of Wisdom*

Claude Debussy Morze – poemat symfoniczny

***

Benjamin Britten Four Sea Interludes z opery Peter Grimes op. 33a

Igor Strawiński Symfonia psalmów


Wykonawcy:

Jerzy Maksymiuk – dyrygent 

Małgorzata Podzielny – dyrygentka*

Chór NFM

Lionel Sow – kierownictwo artystyczne Chóru NFM 

Chór Dziewczęcy NFM*

Chór Chłopięcy NFM*

Mikołaj Szczęsny – organy*

NFM Filharmonia Wrocławska


Czas trwania: 120 minut

informacja prasowa


NOSPR - program sezonu artystycznego 2026/2027 🎶

Ogłoszenie programu sezonu 2026/2027 to dobry moment, by zajrzeć do repertuaru, odkryć jego różnorodność i zaplanować własny sezon w NOSPR. Otwarta sprzedaż biletów w kasach NOSPR oraz online rozpocznie się 1 września o godz. 10.00. Najbliższe miesiące połączy hasło Orkiestra. Przestrzeń. Emocje. To trzy słowa, które mówią o tym, czym jest dziś NOSPR i w jakim kierunku chcemy wspólnie z Państwem podążać.


Orkiestra pozostaje sercem naszej działalności. W nowym sezonie będzie więcej okazji do spotkań z NOSPR, a także z wybitnymi zespołami i artystami z całego świata. Przestrzeń odnosi się do naszej siedziby i wyjątkowej sali koncertowej, ale też otwartości na różne style, gatunki i wrażliwości. Emocje są natomiast tym, co wszystkie te muzyczne spotkania łączy – niezależnie od repertuaru, składu czy miejsca na widowni.

Wiele muzycznych światów – jeden sezon

Sezon 2026/2027 to bogactwo stylów, brzmień i artystycznych osobowości. W programie znajdą Państwo wielkie dzieła symfoniczne, mistrzowskie recitale, jazz, muzykę najnowszą i dawną, kameralistykę, koncerty chóralne i organowe, a także wydarzenia familijne i edukacyjne. Różnorodne serie pozwolą każdemu stworzyć własny plan muzycznych spotkań – sięgnąć po ulubiony repertuar, odkryć nowe brzmienia albo dać się zaskoczyć temu, czego dotąd nie mieli Państwo okazji usłyszeć.

Do Katowic przyjadą m.in. BBC Symphony Orchestra, Royal Stockholm Philharmonic Orchestra oraz Orchestra of the Age of Enlightenment. Z recitalami wystąpią Anna Lapwood i Igor Levit, a niedługo po ogłoszeniu werdyktu na estradzie NOSPR pojawią się laureaci Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego.


Mój Karnet – sezon po swojemu

Tym z Państwa, którzy NOSPR odwiedzają szczególnie często, polecamy skorzystanie z oferty Mój Karnet. Dzięki niej mogą Państwo stworzyć własny zestaw koncertów spośród kilkudziesięciu wydarzeń oznaczonych tym symbolem w kalendarium.

Przy wyborze co najmniej 5 koncertów otrzymają Państwo 20% zniżki, a decydując się na co najmniej 10 koncertów – 25% zniżki.

Zachęcamy do zapoznania się z kalendarium sezonu 2026/2027.

informacja prasowa

czwartek, 13 sierpnia 2026

Muzeum otwarte 15 lat - jubileusz Muzeum Współczesnego Wrocław

W pierwszym tygodniu września Muzeum Współczesne Wrocław zaprasza na swoje piętnaste urodziny. Razem przyjrzymy się budynkowi i historii Muzeum Współczesnego, tworząc przestrzeń spekulacji o tym, czym jest – i może być – artystyczny schron MWW. Przygotowaliśmy dla Was dyskusje, instalacje, spotkania, koncerty i performance, które będą okazją do rozmowy o przyszłości muzeum.  W piątek wieczorem przestrzeń wystawienniczą zmienimy w parkiet, a za konsolą staną osoby znane z „robienia” sztuki. 

MWW zostało otwarte dla publiczności 2 września 2011 roku w budynku przy Placu Strzegomskim, wzniesionym w trakcie II wojny światowej jako schron przeciwlotniczy. Od początku działalności kształtuje swoją tożsamość, opierając się na koncepcji Muzeum Sztuki Aktualnej, opracowanej przez krytyka i teoretyka sztuki Jerzego Ludwińskiego w 1966 roku. W jego wizji muzeum to katalizator nowych „faktów artystycznych”. Niezrealizowana instytucja miała znaleźć swoją siedzibę w podziemiach fortyfikacji Bastionu Sakwowego we Wrocławiu. Niemal pół wieku później podjęto się rewitalizacji i adaptacji innej przestrzeni o militarnym rodowodzie, która stała się tymczasową siedzibą MWW.   

Program Ludwińskiego jest dla nas inspiracją do dyskusji o utopiach, a także realnych warunkach i możliwościach tworzenia we Wrocławiu muzeum współczesnego. Odnosimy się także do wrocławskiej tradycji „teatru otwartego” i „sztuki otwartej” – koncepcji przekształcania codzienności w akt twórczy. Kierujemy się misją instytucji zakorzenionej w tradycjach neoawangardowych, reagującej na teraźniejszość i kształtującej wyobrażenia przyszłości. Projektujemy MWW jako „muzeum otwarte”. 

Chcemy rozpocząć dyskusję o muzeum jako instytucji odpowiedzialnej, przestrzeni współdziałania i gotowej na eksperyment. Jak pracować z jego architekturą, historią i kolekcją? W jaki sposób budować trwałe relacje z lokalnymi środowiskami i publicznością, a jak sieciować muzeum międzynarodowo? Czym może być muzeum przyszłości?  

PROGRAM  


2 WRZEŚNIA | ŚRODA 


16:00–21:00 | Instalacja dźwiękowa: Paweł Kulczyński  

18:00–19:30 | Dyskusja: Zaczęło się we Wrocławiu: miejski ekosystem instytucji 

Goście: Barbara Banaś (Muzeum Narodowe Uwr), Maciej Bujko (BWA Wrocław), Michał Duda (Muzeum Architektury), Mariusz Jodko (Galeria Entropia), Viola Kutlubasis-Krajewska (Centrum Sztuki Wro), Katarzyna Zahorska (Galeria Miejska) 

Moderacja: Małgorzata Miśniakiewicz 

20:00 | Performance: Ewa Zarzycka 


3 WRZEŚNIA | CZWARTEK 


16:00–21:00 | Instalacja dźwiękowa: Paweł Kulczyński 

18:00–19:30 | Dyskusja: Notatki z przyszłości sztuki. Od wyobrażeń do praktyk: instytucje i przyszłość sztuki 

Goście: Piotr Krajewski (Centrum Sztuki WRO), Anna Łazar (Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski), Piotr Stasiowski (Muzeum Narodowe w Gdańsku), Jarosław Suchan (Uniwersytet Jagielloński)  

Moderacja: Joanna Sokołowska  

19:30 | Performance: Grupa ETC 

21:00 | Koncert: YEAH YU @ 19. Avant Art Festival 2026 WROCŁAW na dachu MWW 


4 WRZEŚNIA | PIĄTEK  


16:00–21:00 | Instalacja dźwiękowa: Paweł Kulczyński 

18:00–19:30 | Dyskusja: Konglomerat wszystkich znanych i nieznanych jeszcze możliwości – prezentacja programu MWW na 2027 r. i rozmowa o wizjach przyszłości muzeów w Polsce i regionie 

Goście: Jakub Gawkowski (Muzeum Sztuki w Łodzi), Alicja Knast (Galeria Narodowa w Pradze), Piotr Lisowski (Muzeum Współczesne), TBA 

Moderacja: Małgorzata Kaźmierczak (AICA) 


19:30–20:00 | Toast urodzinowy na dachu  

20:00 | Performance: Ela Jabłońska, Partytura na głosy zwierzęce 

21:00 | Performance choreograficzny: Alicja Czyczel 

Dowiedz się więcej >>> 


21:30–00:00 | Afterparty: Edka Jarząb, Julek Ploski, Kuba Stępień 


5 WRZEŚNIA | SOBOTA 


14:00–18:00 | Piknik rodzinny 

Gastro: Karolina Domańska   

Dźwięki: Papa natural & Benel (Filip Zakrzewski, Benjamin Łasiewicki) 

DJ-set: BOTANIC SET 

Kolektywne obsadzanie zieleni wokół Muzeum 

15:30–17:00 | Pokaz filmowy: Dziecięca Wytwórnia Filmowa  

16:00–21:00 | Instalacja dźwiękowa: Paweł Kulczyński 

17:00-18:00 | Oprowadzanie dla zwierząt towarzyszących z Hanną Sztwiertnią 

18:00-20:00 | Program performatywny: Sytuacja o rzeczy z dziurką 

Artyści: Marcin Derda, Leandra, Magdalena Tryba, Anna Yena 

Kurator: Michał Kowalczys  

informacja prasowa

„Witold Lutosławski. Opera omnia 09 – drobiazgi”– nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

 Prezentujemy album Narodowego Forum Muzyki i CD Accord – "Witold Lutosławski. Opera omnia 09 – drobiazgi". Witold Lutosławski. Opera omnia to realizowana od kilku lat przez instytucję i wydawnictwo wyjątkowa seria, w ramach której nagrywane są dzieła wszystkie Witolda Lutosławskiego. Kolejna, dziewiąta część zawiera piosenki dla dzieci, a także fortepianowe "Bukoliki", "Melodie ludowe", "Trzy utwory dla młodzieży" i "Dwie etiudy" tego wybitnego polskiego kompozytora. 

Na płycie wystąpiły Chór Dziewczęcy NFM i Chór Chłopięcy NFM z towarzyszeniem Agnieszki Lewandowskiej-Gryś pod dyrekcją Małgorzaty Podzielny oraz pianista Michał Michalski i – również grające na fortepianie – przedstawicielki najmłodszego pokolenia: Zofia Zaleska, Lena Paczek i Alicja Wojtkowska. 

"Dziewiąta płyta w naszej serii jest w istocie kontynuacją płyty siódmej. Oto Lutosławski piszący dla dzieci (choć niekoniecznie „o dzieciach”), spadkobierca wielkiej tradycji Schumanna, Czajkowskiego, Debussy’ego i – zwłaszcza – Bartóka. Poza tym artysta wędrujący po szczególnym terytorium na styku folkloru „dorosłego” i dziecięcego (które to sfery wielokrotnie się zazębiają) i – okazjonalnie, ale wyraziście – wkraczający na teren muzycznej dydaktyki, tu już najzupełniej dorosłej i suwerennej artystycznie. Zarazem mamy tu nawiązanie do pierwszego krążka Dzieł wszystkich z muzyką kameralną, gdyż są tam dwie autorskie przeróbki: Bukolik i czterech spośród Melodii ludowych. Z punktu widzenia dramaturgii płyta jest hybrydą z przeplatającymi się utworami wokalnymi i instrumentalnymi. Z perspektywy historycznej – dokumentem twórczości z lat pięćdziesiątych (…)".

Rafał Augustyn, fragment eseju Les petits riens?... zamieszczonego w booklecie płyty


Witold Lutosławski. Opera omnia 09 – drobiazgi

Wykonawcy:

Małgorzata Podzielny – dyrygent, kierownictwo artystyczne zespołów wokalnych

Michał Michalski – fortepian [13–24, 31–33]

Zofia Zaleska – fortepian [4–8]

uczennica Michała Michalskiego

Lena Paczek – fortepian [35]

Alicja Wojtkowska – fortepian [36] 

uczennice Katarzyny Kluczewskiej

Agnieszka Lewandowska-Gryś – fortepian [1–3, 9–12, 25–30, 34, 37]

Chór Dziewczęcy NFM [1–3, 25–30, 34, 37]

Chór Chłopięcy NFM [9–12]

Program:

Witold Lutosławski (1913–1994)

Piosenki dziecinne na głos i fortepian* (1959

(sł. Benedykt Hertz)

1. Abecadło

2. Lato

3. Trąbka


Bukoliki na fortepian (1952)

4. I. Allegro vivace

5. II. Allegretto sostenuto

6. III. Allegro molto

7. IV. Andantino

8. V. Allegro marciale


Piosenki dziecinne na głos i fortepian (1958)

9. Nocny Marek (sł. Janina Osińska)

10. Jedna gałązeczka (sł. Janina Osińska)

11. Kuku, kuku… (sł. Roman Pisarski)

12. Piosenka na Prima Aprilis (sł. by Roman Pisarski)


Melodie ludowe na fortepian (1945)

13. I. Ach, mój Jasieńko

14. II. Hej, od Krakowa jadę

15. III. Jest drożyna, jest

16. IV. Pastereczka

17. V. Na jabłoni jabłko wisi

18. VI. Od Sieradza płynie rzeka

19. VII. Panie Michale

20. VIII. W polu lipeńka

21. IX. Zalotny

22. X. Gaik

23. XI. Gąsior

24. XII. Rektor


Piosenki dziecinne na głos i fortepian (1958)

25. Siwy mróz

26. Malowane miski

27. Bajka iskierki

28. Butki za cztery dudki

29. Kap… kap… kap…

30. Plama na podłodze


Trzy utwory dla młodzieży na fortepian (1953)

31. I. Czteropalcówka

32. II. Melodia

33. III. Marsz

34. Wianki na głos i fortepian (1953)

(sł. Stefania Szuchowa)


Dwie etiudy na fortepian (1940–1941)

35. I. Allegro

36. II. Non troppo allegro

37. Pożegnanie wakacji na głos i fortepian (1953)

(sł. Lucyna Krzemieniecka)

* Piosenki zostały zebrane i wydane przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne w kilku zbiorach; uporządkowano je według czasu powstania i autorów słów – nie stanowią cyklów.

Nagrano w Sali Głównej ORLEN Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego, w dniach 7–9 lipca 2025 roku.

Reżyseria nagrania, montaż, mastering: Ewa Lasocka

NFM 103, ACD 261

Premiera: 14.08.2026

Patronat medialny:

Program II Polskiego Radia

Album zarejestrowano w doskonałej akustycznie Sali Głównej ORLEN i można go zakupić w Kasie NFM, w księgarni Niskie Łąki oraz online w Sklepie NFM. Za reżyserię nagrań, montaż oraz mastering odpowiadała Ewa Lasocka (CD Accord).

W serii Witold Lutosławski. Opera omnia dotychczas ukazały się:


Witold Lutosławski. Opera omnia 01 – Muzyka kameralna

Witold Lutosławski. Opera omnia 02 – II i IV Symfonia

Witold Lutosławski. Opera omnia 03 – Preludia i fuga na 13 instrumentów smyczkowych, Koncert podwójny na obój, harfę i orkiestrę kameralną

Witold Lutosławski. Opera omnia 04 – Koncert na orkiestrę, Symfonia nr 1

Witold Lutosławski. Opera omnia 05 – Zacieranie szlaków, przecieranie szlaków

Witold Lutosławski. Opera omnia 06 – Twórczość z instrumentem wiodącym

Witold Lutosławski. Opera omnia 07 – Piosenki dla dzieci

Witold Lutosławski. Opera omnia 08 – Kolędy 

informacja prasowa

Operowe Odkrycia - 6. Festiwal Opery Współczesnej

Po prawie dziewięcioletniej przerwie do Opery Wrocławskiej powraca Festiwal Opery Współczesnej. W planach na tegoroczną, szóstą edycję znalazły się wyjątkowe współczesne dzieła operowe oraz kolejna edycja wieczoru choreografów.

Opera jest wciąż energicznie rozwijającym się gatunkiem muzycznym, żywo odpowiadającym na zmieniający się dookoła świat – Festiwal Opery Współczesnej stwarza przestrzeń, w której dawne tradycje tej sztuki spotykają się z jej dzisiejszym ujęciem. Dwóch takich spotkań doświadczymy podczas tegorocznej edycji prapremierowo.

Pierwszym z nich jest "GenOM" Michała Ziółkowskiego do libretta Justyny Miguły-Damasiewicz – wielowymiarowa opowieść o powrocie do porzuconych marzeń rozgrywająca się w bezlitosnym świecie nauki. Jej głównym bohaterem jest Teodor Zaks, charyzmatyczny, obsesyjny mikrobiolog, który całe życie poświęcił poszukiwaniu „genu doskonałości”. Historia stanowi jednak zapis jego bolesnego, ale wyzwalającego upadku: Teodor odkrywa, że to, co biologicznie idealne, ludzko jest martwe. Kierownictwo muzyczne przedstawienia obejmie Agnieszka Franków-Żelazny, a reżyserii podejmie się Max Nowak.

Festiwal to nie tylko spektakle operowe, to również przestrzeń do zaprezentowania niezwykłych „operowych odkryć” w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Takim odkryciem jest bez wątpienia koncert inscenizowany 13 września "Podróż zimowa" Franza Schuberta w wykonaniu barytona Tomasza Koniecznego oraz pianisty Lecha Napierały. Cykl pieśni został przetłumaczony na język polski przez aktora Krzysztofa Gosztyłę. Całość dopełni wideo w reżyserii Adama Dudka, które będzie integralną częścią wydarzenia. Po koncercie będzie okazja do spotkania z artystami – Tomaszem Koniecznym i Krzysztofem Gosztyłą.

"iGranie z Potworami" Mateusza Ryczka do libretta Justyny Skoczek – druga spośród festiwalowych prapremier – to opera zanurzona w nocy, gdzie domowa, wieczorna cisza przechodzi w cyfrowy mrok, a granica między łóżkiem dziecka a monitorem komputera okazuje się bardzo cienka. To spektakl o przejściu – z dzieciństwa w dojrzewanie, z mitu w technologię, z gry w odpowiedzialność. To także teatr, który ufa młodemu widzowi i nie upraszcza świata. Zamiast bajki oferuje doświadczenie – mroczne, piękne i niepokojąco bliskie. Spektakl powstaje pod kierownictwem muzycznym Rafała Karczmarczyka i w reżyserii Marty Streker.

W niedzielę 20 września na festiwalowej scenie Opery Wrocławskiej gościnnie wystąpi zespół Opery Bałtyckiej ze spektaklem "Głos Potwora" Alka Nowaka, z librettem Roberta Bolesto, w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej, pod batutą Yaroslava Shemeta. Dzieło powstało z inspiracji postacią z filmu "Europa Europa" w reżyserii Agnieszki Holland i prawdziwymi losami Salomona Perela, Żyda ukrywającego się w czasie drugiej wojny światowej w szeregach Hitlerjugend. W tej autorskiej adaptacji przenosimy się do świata mitologii greckiej, by spojrzeć z dystansu na zjawisko wojny i zauważyć jej wiecznie aktualne archetypy. Warto w tym dniu przyjść do Opery godzinę wcześniej, ponieważ przed spektaklem w operowym foyer odbędzie się spotkanie z kompozytorem i reżyserką.

W ramach festiwalu widzowie będą mogli wziąć udział także w czwartej edycji "Żywiołów"wieczoru młodych choreografów, kompozytorów i tancerzy. Zespół baletowy Opery Wrocławskiej zaprezentuje kilkanaście oryginalnych kreacji, które wzbogacone zostaną kompozycjami studentów Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu w wykonaniu muzyków Opery.


Festiwal Opery Współczesnej Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

informacja prasowa

 

środa, 12 sierpnia 2026

Dokument w Gdyni na 51. FPFF

Festiwal Polskich Filmów Fabularnych to nie tylko kino fabularne! Tradycją stała się prezentacja ważnych, głośnych i nagradzanych filmów dokumentalnych. W ramach 51. FPFF zaplanowaliśmy siedem pokazów zebranych w sekcji Dokument w Gdyni – w tym trzy we współpracy z Krakowskim Festiwalem Filmowym i jeden - z Millenium Docs Against Gravity. Tegoroczne filmy sekcji Dokument w Gdyni odsłaniają szerokie spektrum rodzinnych relacji, kreślą wyraziste portrety, podejmują autotematyczny namysł oraz stają się świadectwem solidarności w obliczu traumy wojny. 

Dyrektorka Artystyczna FPFF Joanna Łapińska komentuje: To będzie mocna odsłona sekcji Dokument w Gdyni. Autorzy i autorki zaproszonych filmów opowiadają poruszające, intymne historie, nie odwracając wzroku od spraw najtrudniejszych. Mówią o fundamentalnych wartościach. Pięknie i bardzo szczerze pokazują pasję. Potrzebujemy w Gdyni tych filmów oraz siły, jaką ma kino dokumentalne.

Filmem otwarcia sekcji Dokument w Gdyni jest Magic Hour Marcina Borchardta. Zbudowany z prywatnych archiwów i rodzinnych nagrań, przedstawia niezwykłą drogę Piotra Sobocińskiego, jednego z najwybitniejszych polskich operatorów filmowych – od komunistycznej Polski, przez międzynarodowe sukcesy i oscarowe nominacje, po wymagającą rzeczywistość amerykańskiej produkcji filmowej. 

Kolejnym portretem filmowym jest Igrając z diabłem (reżyseria: Maciej Nabrdalik, Piotr Małecki), ukazujący Christophera Morrisa, fotoreportera wojennego, który po latach dokumentowania konfliktów próbuje odnaleźć spokój w życiu rodzinnym, jednocześnie mierząc się z wojennymi demonami i konsekwencjami swoich wyborów. 

O niezwykłym i niepoznanym świecie mówią Stroiciele Pawła Chorzępy. Podczas Konkursu Chopinowskiego niewidoczna dla publiczności rywalizacja stroicieli decyduje o brzmieniu fortepianów, a ich precyzyjne rzemiosło staje się sztuką równie emocjonującą co występy pianistów.

Głośny film Bez końca (reżyseria: Michał Marczak) ukazuje zmagania Daniela, który nie mogąc doczekać się przełomu w śledztwie dotyczącym zaginięcia syna Krzyśka, sam buduje łódź z kamerami i dronami, by przeszukać Wisłę, a samotne poszukiwania stają się dla niego próbą zmierzenia się z lękiem, nadzieją i własnym życiem. 

Dom mrówek (reżyseria: Katarzyna Kultys) to opowieść o złożonych relacjach rodzic-dziecko. W Kasi domu terrarystyczna pasja jej nastoletniego syna Oskara wymyka się spod kontroli, wystawiając ich więzi na próbę i zmuszając rodzinę do wypracowania nowych zasad wspólnego życia. 

O relacji ojciec-syn, przyjaźni i miłości do kina mówi film Kandydaci śmierci (reżyseria: Maciej Cuske). Przez kilkanaście lat Maciej z synem i jego kolegami podczas wakacyjnych wyjazdów kręcą serię horrorów. Ta wieloletnia przygoda staje się zapisem dorastania, szukania dróg w życiu i sile przyjaźni. 

Sekcje Dokumenty z Gdyni zamykają przejmujące Ślady Alisy Kovalenko i Marysi Nikitiuk. Film opowiada o ukraińskich kobietach, które po doświadczeniu przemocy seksualnej i tortur podczas rosyjskiej agresji przełamują milczenie, wspierają się nawzajem i walczą o sprawiedliwość.

Dokument w Gdyni na 51. FPFF


MDAG w Gdyni: Bez końca, reżyseria: Michał Marczak 

KFF na fali: Dom mrówek, reżyseria: Katarzyna Kultys i spotkanie z reżyserką

KFF na fali: Igrając z diabłem, reżyseria: Maciej Nabrdalik, Piotr Małecki i spotkanie z reżyserami

Kandydaci śmierci, reżyseria: Maciej Cuske i spotkanie z reżyserem 

Magic Hour, reżyseria: Marcin Borchardt i spotkanie z reżyserem  

KFF na fali: Stroiciele, reżyseria: Paweł Chorzępa i spotkanie z reżyserem 

Ślady, reżyseria: Alisa Kovalenko, Marysia Nikitiuk 


51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych odbędzie się w terminie 21–26 września 2026 roku w Gdyni. Producentem Festiwalu jest Pomorska Fundacja Filmowa w Gdyni.

informacja prasowa


wtorek, 11 sierpnia 2026

Epilog 60. Międzynarodowego Festiwalu Henryka Wieniawskiego w Szczawnie Zdroju

Tegoroczny 61. Międzynarodowy Festiwal im. Henryka Wieniawskiego, który tradycyjnie odbywał się w czerwcu w Szczawnie-Zdroju, zwieńczy koncert w rocznicę występu Henryka Wieniawskiego w tym mieście, czyli 15 sierpnia. W muszli koncertowej w Parku Zdrojowym im. Henryka Wieniawskiego usłyszymy koncert pt. „Muzyka bez granic” w wykonaniu zespołu Artrio. Wstęp na koncert jest bezpłatny.


informacja prasowa


piątek, 7 sierpnia 2026

🎶 Konkurs Szymanowskiego wraca do Katowic 🎻

NOSPR to nie tylko regularny sezon koncertowy. To także festiwale, projekty i wydarzenia specjalne, które na dłużej zostają w pamięci. Bez wątpienia należy do nich organizowany przez NOSPR Międzynarodowy Konkurs Muzyczny im. Karola Szymanowskiego. Z radością ogłaszamy, że trzecia edycja konkursu odbędzie się w dniach 1–19 września 2027 roku.


Do Katowic przyjadą młodzi artyści i artystki z całego świata, a rywalizować będą w pięciu kategoriach:


  • fortepian,
  • głos,
  • kwartet smyczkowy,
  • skrzypce,
  • kompozycja.

Uczestników ocenią wybitne osobowości świata muzyki. Na laureatów czeka pula nagród przekraczająca 300 000 euro! Udział w konkursie może być także ważnym krokiem w rozwoju kariery artystycznej. To szansa dla młodych artystów na zaprezentowanie się międzynarodowemu środowisku, a w przyszłości – również na zaproszenia koncertowe i propozycje nagrań.

Pięć kategorii konkursowych. Ponad 300 000 euro w puli nagród


Międzynarodowa historia pisana w Katowicach

Pierwsza edycja Konkursu Szymanowskiego odbyła się w 2018 roku. Od początku jego ideą było stworzenie interdyscyplinarnego wydarzenia poświęconego twórczości jednego z najważniejszych polskich kompozytorów.

W 2023 roku w konkursie wzięło udział blisko 600 artystów z 24 krajów. W 2027 roku wydarzenie ponownie zagości w siedzibie NOSPR oraz w salach Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach.

Publiczność będzie mogła śledzić przesłuchania, odkrywać nowe interpretacje muzyki Szymanowskiego i obserwować młodych artystów na ważnym etapie ich drogi.


Terminy zgłoszeń

📅 1.11.2026–31.01.2027 – kategorie wykonawcze

📅 1.01–30.04.2027 – kompozycja

Szczegółowe informacje dotyczące zasad udziału i harmonogramu przesłuchań znajdą Państwo na stronie internetowej konkursu: www.szymanowski-competition.com

Aby nie przeoczyć informacji o uczestnikach, jurorach, programie i kolejnych etapach konkursu, zachęcamy do zapisania się do newslettera Konkursu Szymanowskiego.

informacja prasowa

czwartek, 6 sierpnia 2026

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomieja Nizioła oraz Wrocławską Orkiestrę Barokową pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka. Znalazł się na nim komplet koncertów skrzypcowych Feliksa Janiewicza, w tym nagranie II Koncertu E-dur, które jest światową premierą fonograficzną. 


"Koncerty Feliksa Janiewicza należą do wczesnej fazy stylu brillant, który właśnie wtedy rozwijał się na gruncie wiolinistyki, również dzięki naszemu rodakowi. Nowoczesność tej muzyki nie była łatwa w odbiorze dla ówczesnych słuchaczy; pewna młoda Angielka opisała ją jako „może zbyt piękną”, albowiem rozbudowane partie solowe ją przytłoczyły. Styl brillant przeszedł przez muzykę gitarową (koncerty z orkiestrą Maura Giulianiego i jego występy w Wiedniu) do fortepianowej. Nawet Beethoven usiłował zaadaptować zewnętrzne cechy stylu, który jednak najdojrzalszą formę uzyskał w twórczości Johanna Nepomuka Hummla i Fryderyka Chopina.

Styl brillant, epoka wirtuozerii przygotowującej grunt pod nadchodzą­cy dopiero romantyzm, to nie tak znowu krótka faza w historii muzyki, bo trwająca około pół stulecia. Podwaliny pod jej rozwój położył m.in. Feliks Janiewicz, a genialnie podsumował ją Fryderyk Chopin. Obaj działali głów­nie za granicą, lecz żaden z nich nie zapomniał o swych korzeniach. Przynależność ich dorobku do kultury polskiej nie budzi żadnych wątpliwości i po dziś dzień są oni jej ponadczasowymi ambasadorami".

Krzysztof Komarnicki, fragment eseju zamieszczonego w booklecie dołączonym do płyty


Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos


Wykonawcy: 

Bartłomiej Nizioł – skrzypce

Andrzej Kosendiak – dyrygent

Wrocławska Orkiestra Barokowa


Program:
Feliks Janiewicz (1762–1848)


CD 1

I Koncert skrzypcowy F-dur (ok. 1788)

1. Moderato

2. Romance

3. Rondo

II Koncert skrzypcowy E-dur* (ok. 1788)

4. Allegro moderato

5. Adagio

6. Polonaise: Allegro moderato

III Koncert skrzypcowy A-dur (ok. 1791)

7. Allegro

8. Adagio

9. Rondo

CD 2

IV Koncert skrzypcowy A-dur (ok. 1797)

1. Moderato

2. Adagio

3. Rondo: Allegretto

V Koncert skrzypcowy e-moll (1803–1807)

4. Largo. Allegro moderato

5. Adagio

6. Rondo: Allegretto


* Światowa premiera fonograficzna

Autor wszystkich kadencji: Bartłomiej Nizioł

Nagrano w Sali Głównej ORLEN Narodowego Forum Muzyki:

29–30.04.2025 – I Koncert skrzypcowy F-dur i II Koncert skrzypcowy E-dur

17.02.2025 – III Koncert skrzypcowy A-dur

18–19.02.2024 – IV Koncert skrzypcowy A-dur i V Koncert skrzypcowy e-moll

Reżyseria nagrania, montaż i mastering: Andrzej Sasin, Aleksandra Nagórko, Agnieszka Szczepańczyk, Antoni Grzymała

NFM 105, ACD 356

Premiera płyty: 7.08.2026

Patronat medialny: Program II Polskiego Radia

informacja prasowa

środa, 5 sierpnia 2026

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańkowicz, Sztaudynger, Witkacy i, oczywiście, Wojciech Kossak z rodziną córkami: Marią Pawlikowską-Jasnorzewską i Magdaleną Samozwaniec i synem, Jerzym Kossakiem. Czas na wspólne świętowanie pamięci o Zofii Kossak zacnej pisarce, której 137. rocznica urodzin przypada na dzień 10 sierpnia..


Będą rozmowy o książkach i historii, muzyka, spotkania z gośćmi, zajęcia dla dzieci, a wieczorem potańcówki w stylu lat 20. i 30. Powód jest szczególny – urodziny Zofii Kossak.

- Dwudniowe obchody rozpoczną się w niedzielę od złożenia kwiatów na grobie pisarki. Później uczestnicy będą mogli poznać jej biografię przedstawioną przez Czesława Ryszkę, wysłuchać opowieści prof. Krystyny Heskiej-Kwaśniewicz o dzieciach z Auschwitz przebywających na harcerskim Buczu, a także spotkać się z baronową Elsy von Durant z pałacu w Baranowicach.Wieczorem w ruinach dworu zabrzmi muzyka przeplatana literaturą. Laura Łącz i Hałat Ensemble zaprezentują utwory Zofii Kossak-Szatkowskiej, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Bolesława Leśmiana i innych autorów. Niedzielę zakończy potańcówka w klimacie lat 20. i 30. – stroje z epoki będą mile widziane – zaprasza Urszula Broda-Gawełek, dyrektor Centrum Edukacyjno-Kulturalnego „U Kossaków” w Górkach Wielkich.

Z kolei 10 sierpnia 2026 r. w poniedziałek o mniej znanych historiach z życia Zofii Kossak opowie dr Joanna Jurgała-Jureczka. Następnie zaplanowano koncert zespołu Winyl Band oraz kolejną potańcówkę pod gołym niebem.

Organizatorzy pomyśleli również o najmłodszych. W niedzielę od godz. 11.00 do 16.30 odbędą się animacje, a później warsztaty zielarskie połączone z parzeniem herbaty.


9–10 sierpnia
Ruiny Dworu Kossaków, Górki Wielkie, ul. Stary Dwór 4

Wstęp wolny

informacja prasowa z OX.pl

Piotr Tomaszuk – cicerone teatralnych podróży /wywiad/

„W teatrze najpiękniejsze jest to, że czasem zabiera nas w podróż z takim cicerone, bez którego nigdy byśmy sami tej podróży nie odbyli. A ponadto nie miałaby ona takiego charakteru”. Rozmawiam z Piotrem Tomaszukiem – reżyserem i dramaturgiem teatralnym, scenarzystą, współzałożycielem działającego już 35 lat unikalnego autorskiego Teatru Wierszalin w Supraślu, wielokrotnie nagradzanym w Polsce i na świecie.

Piotr Tomaszuk, fot. Magdalena Rybij

Barbara Lekarczyk-Cisek: Podziwiam Pańskie dokonania od dawna, nigdy jednak nie miałam okazji porozmawiać o Pańskim niezwykłym teatrze. Uznałam, że jest teraz dobra do tego okazja: Teatr Wierszalin świętuje w tym roku 35-lecie istnienia, Pana zaś uhonorowano tytułem doktora honoris causa Uniwersytetu w Białymstoku. Wszystko to skłania do rozmaitych refleksji, przede wszystkim nad tym, jak te lata poświęcone intensywnej pracy nad spektaklami wpłynęły na Pańskie postrzeganie teatru i życia. Bo w Pańskim przypadku są to sfery nierozłączne…

Piotr Tomaszuk: Teatrem zacząłem się interesować ponad pięćdziesiąt lat temu. W czasach mojej młodości, chłonnej i kształtującej, miałem okazję zetknąć się w Teatrze Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku z interesującymi reżyserami, począwszy od Jerzego Zegalskiego, a skończywszy na Andrzeju Witkowskim czy Wojciechu Pisarku. To była ekipa, która przyjechała do Białegostoku w latach 70. I realizowała ambitny repertuar. Działał też znakomity Białostocki Teatr Lalek, który prowadził od końca lat 60. Krzysztof Rau i gdzie ciekawe przedstawienia reżyserował również Jan Wilkowski. Wtedy właśnie zaczęła się moja fascynacja teatrem, dzięki której zdecydowałem się na studia na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Erudycję zawdzięczam znakomitym wykładowcom, począwszy od prof. Zbigniewa Raszewskiego, poprzez Stefana Mellera, Martę Fik, Zbigniewa Wilskiego, Andrzeja Wanata, po Jerzego Koeniga i Aleksandrę Okopień-Sławińską. To byli wspaniali pedagodzy, którzy potrafili rozżarzyć moją fascynację teatrem w sposób sensowny i wzbogacający. Cała moja młodość była fascynacją teatrem kogoś, kto ogląda i opisuje, ale potem zacząłem się nim zajmować praktycznie. Zdałem egzaminy na reżyserię teatru lalek w Białymstoku i właściwie jej nie ukończyłem, bo wcześniej zacząłem reżyserować. W tamtym czasie klasyka miała jeszcze mocną pozycję i był to okres, który nie pozwalał zwątpić w teatr. A 35 lat tworzenia teatru na scenie zmienił mój ogląd: zacząłem patrzeć na teatr od środka, a to zupełnie co innego. 

Różnic jest wiele, ale na szczęście początek z końcem się spotykają: ciągle uważam, że teatr jest czymś fascynującym – oddałem mu całe swoje życie. 

Zanim znalazł się Pan w teatrze i pojął, że jest to dziedzina sztuki, w której najpełniej się odnajduje, to „na początku było słowo”. Pan nie tylko adaptuje teksty, które potem stają się osobistymi wypowiedziami, ale również sam pisze, czego przykładem może być „Traktat o manekinach” Bruno Schulza. Chciałabym zapytać o Pańskie inspiracje literackie. Co sprawia, że przemawia do Pana taki, a nie inny tekst?

Inspiracje są bardzo różne. Do Mickiewicza doszedłem bardzo późno. Na początku swojej działalności reżyserskiej nie śmiałem po niego sięgnąć – uważałem, że jest to literatura, do której nie dorosłem. I chyba dobrze się stało. Mickiewicza warto tworzyć z aktorami na scenie wówczas, kiedy człowiek pozbył się tych ambicji, które każą mu myśleć, że wie więcej niż autor. Bardzo wielu młodych reżyserów wychodzi z tego właśnie założenia. Próbują więc autora zmienić i niejako „przerobić pod siebie”. Powstają dzieła często nawet interesujące formalnie, ale nie przyczyniają się do zrozumienia tekstu. A ja jestem jednak wychowany w tradycji reżyserii interpretującej. Sztuka interpretacji jest jedną z podstawowych umiejętności reżyserskich, ale ta umiejętność obecnie zanika. Pojawiła się za to tendencja do narzucania autorom myśli zupełnie im obcych, aberracyjnych w stosunku do nich. Rodzaj lektury, by tak rzec, skromnej i ostrożnej wypadł z mody. Tymczasem po Mickiewicza warto sięgnąć, gdy człowiek się pozbył tych nadmiernych ambicji osobistych i szuka prawdy w autorze.

Inspiracje literackie były dla mnie zawsze punktem wyjścia, bo teatr jest domem literatury. Nie wierzę w teatr, który powstaje z pominięciem tekstu. Oczywiście, teatr może sięgać po takie środki wyrazu, upodobnić się do pantomimy czy do moving theatre, gdzie ważny jest głównie wyraźny i plastyczny ruch, ale wszystko, co dotyczy literatury, znika przygniecione tą wizją. Taki teatr nigdy mnie nie pociągał. Uważałem go zawsze za miejsce, gdzie literatura obleka się w ciało. I fascynujące jest, że teatr pozwala zmaterializować to, co na poziomie tekstu jest tylko „marą bladą”, jakby powiedział Mickiewicz. Zawsze fascynowało mnie odkrywanie tego backgroundu, który drzemie w dobrym tekście dramatycznym napisanym przez Ibsena czy Czechowa. Wszędzie tam są pewne okoliczności i elementy rzeczywistości obiektywnej otaczającej bohaterów. I ta rzeczywistość musi zaistnieć, aby tekst miał sens. Odkrywanie świata, który stoi za słowami, zawsze mi się szalenie podobało jako działalność poniekąd detektywistyczna. Kiedy wraz z aktorami zaczynamy się zastanawiać, co jest podstawą takiego, a nie innego zdania, takiej, a nie innej uwagi odautorskiej zawartej w didaskaliach. To praca analityczna, pozwalająca zrekonstruować wizję autora. Ten rodzaj reżyserii zawsze był mi bliski. Oczywiście, nie rezygnowałem też z wymogu wyrazistości formalnej. Teatr Wierszalin od początku różnił się od innych także tym, że myśmy zawsze wykorzystywali fizyczność aktora, wprowadzając m. in. doświadczenia i metodę ćwiczeń Jerzego Grotowskiego czy też po prostu dbając o pewną wyrazistość, którą do teatru polskiego wprowadził swoimi spektaklami Tadeusz Kantor. Podzielam założenie kantorowskie, że teatr opracowuje zasady istnienia sam dla siebie, na rzecz jednego przedstawienia i że ten świat od początku do końca jest spójny albo rozlatuje się w odbiorze widza i nie zostaje z niego nic. Pierwsze przedstawienia Kantora zobaczyłem będąc na studiach w Warszawie i od tego momentu wiedziałem, że to jest dla mnie niedościgły wzór. Natomiast przedstawień Grotowskiego nie widziałem na żywo. Jednak dużo na ten temat czytałem i sam praktykowałem wiele ćwiczeń, które Grotowski i jemu podobni proponowali aktorom. Myślę, że ten rodzaj treningu aktorskiego dał mi bardzo dużo w sensie rozumienia tego, o co chodzi na scenie i czego potrzebuje aktor, aby wiarygodnie zaistnieć. 

Miałam szczęście zobaczyć wszystkie przedstawienia Tadeusza Kantora w ramach Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych, odbywającego się przez wiele lat w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Spektakle Cricot 2 były zachwycające i niepowtarzalne, niepodobne do żadnych innych i bardzo poruszające, np. „Wielopole, Wielopole”… Natomiast Grotowskiego widziałam na żywo kilkakrotnie „Apocalypsis cum figuris” i było to także szczególne doświadczenie. Kantor jednak poruszał mnie bardziej, zarówno podejmowanymi tematami, jak i formą.


Z perspektywy czasu uważam, że Kantor był artystą znacznie istotniejszym dla polskiego teatru niż Grotowski, który był przede wszystkim bardzo interesującym eksperymentatorem poszukującym środków wyrazu aktorskiego. Jeśli jednak chodzi o całościową wizję i dzieło teatralne, sądzę, że Kantor go przewyższa. 

Do tych niewątpliwie wybitnych artystów teatru dodałabym jeszcze Jerzego Grzegorzewskiego, którego przedstawienia miałam okazję oglądać  w z końcem lat 70. podczas jego pracy we wrocławskim Teatrze Polskim, m.in. niezwykle piękny poetycki „Sen nocy letniej” Szekspira i inspirującą inscenizację opowiadania Tadeusza Różewicza: „Śmierć w starych dekoracjach”, dzięki której przekonałam się, że nie istnieją tzw. dzieła niesceniczne. Od tamtej pory w Grzegorzewskim widziałam również wizjonera teatru.

W tamtym czasie Grzegorzewski wydawał mi się reżyserem bardzo hermetycznym i właściwie unikałem jego przedstawień. Miałem do niego „pretensję”, że za bardzo skupia się na sobie i niszczy materię tekstu. Ale po latach chyba zmieniłbym swoją ocenę. Z wiekiem uświadomiłem sobie, że Grzegorzewski był reżyserem bardzo indywidualnym, osobnym, a w związku z tym autorzy, po których sięgał, zyskiwali jakiś odrębny znaczeniowy odcień. Ten rodzaj zanurzenia w literaturze, który cechował Grzegorzewskiego, jest mi obecnie coraz bliższy. To jest rodzaj „błądzenia” po tekstach i wewnątrz tekstu zgodnie ze swoimi przeczuciami, marzeniami, wizjami. Grzegorzewski przeniósł potem do Teatru Narodowego w Warszawie ten rodzaj opowiadania własnego świata wyobraźni, który uruchamia się na styku indywidualności i wielkiej literatury. To jest właśnie najciekawsze w teatrze, kiedy możemy podążać za autorem, ale mając takiego przewodnika, jak interesujący reżyser. W teatrze najpiękniejsze jest to, że czasem zabiera nas w podróż taki cicerone, bez którego nigdy byśmy sami tej podróży nie odbyli. A ponadto nie miałaby ona takiego charakteru, gdybyśmy podróżowali sami. 

Rafał Gąsowski w spektaklu Piotra Tomaszuka: "Bóg Niżyński"
fot. Bartek Siejwa
W moim odczuciu Pan także jest takim cicerone, dzięki któremu przeżyłam pasjonujące teatralne przygody i dotyczy to wszystkich bez wyjątku spektakli, które mogłam obejrzeć na żywo. Dla mnie ważne jest, że swoim teatrem dotyka Pan spraw istotnych. Od dłuższego czasu tkwię po uszy w prozie Sandora Marai`ego, o którym można by powiedzieć (on sam to zresztą tak określał), że w swoich powieściach i dziennikach dotykał spraw fundamentalnych: badał mianowicie ludzką duszę, ale także dusze poszczególnych narodów: Francuzów, Niemców… Pan poprzez teatr robi w gruncie rzeczy coś podobnego, bada duszę człowieka poddanego ekstremalnym doświadczeniom. Taką tendencję dostrzegłam w „Bogu Niżyńskim”, „Reportażu o końcu świata” czy w „Traktacie o manekinach”. A człowiekiem nie można zajmować się w sposób płaski, pozbawiony sfery transcendencji, tajemnicy… 

Rzeczywistość, którą pokazujemy widzom, musi być bogata, a jej bogactwo zależy od tego, jak głęboko sami jesteśmy w stanie zrozumieć rzeczywistość. Człowieka łatwo jest sprowadzić do jednego wymiaru, ale cała sztuka polega na tym, aby przy pomocy wehikułu, jakim jest teatr, ukazywała całe bogactwo człowieka, jego wielowymiarowość. Ważny jest także wybór tematów. „Reportaż o końcu świata” adaptowałem właśnie dlatego, że wydawał mi się bogaty wewnętrznie. Temat poruszony przez Włodzimierza Pawluczuka w jego książce był wielokrotnie podejmowany przez różnych autorów. Tadeusz Słobodzianek napisał aż trzy sztuki poświęcone sekcie grzybowskiej, której przewodził prorok Ilja, ale żadna z tych sztuk nie jest bogata i do pięt nie dorasta książce Pawluczuka. Ludzie, którzy zaludniają świat dramatów Słobodzianka, są prymitywni, jednowymiarowi w taki sposób, jak on sam rozumie człowieka. Ja natomiast zawsze wolałem zakładać istnienie w człowieku jakiejś tajemnicy, która ujawnia się, gdy bohater nie jest tylko poważny, ale potrafi być czasem śmieszny, ma swoje małości, ale one nie przeszkadzają temu, aby mógł istnieć także w swoich wielkościach. Może nie jest to tak widoczne w przedstawieniach mickiewiczowskich, bo tam człowiek funkcjonuje w zupełnie innej perspektywie.

Ale u Szekspira także współistnieją te dwie rzeczywistości…

Tak, u Szekspira to jest. W wielkiej literaturze dramatycznej zawsze jest to podejrzenie wielkości człowieka.

Czy temat szaleństwa w spektaklu „Bóg Niżyński” nie służy także odsłonięciu tajemnicy człowieka? Tam z kolei punktem wyjścia stał się dziennik słynnego tancerza.

Inspiracją była dla mnie sama postać Niżyńskiego, ale także jego dziennik, który ukazał się w języku polskim, bez cenzury, na początku lat 2000. Dla mnie to było olśnienie, bo zrozumiałem, że ten zapis, będący na pozór dokumentem, jest z drugiej strony rodzajem pułapki. Traktując tekst jako coś, czemu mielibyśmy uwierzyć do końca, zrobilibyśmy krzywdę jego autorowi. Widziałem w Łodzi realistyczne przedstawienie Kamila Maćkowiaka na podstawie „Dziennika” Wacława Niżyńskiego i zobaczyłem klęskę tego aktora. Zrozumiałem wtedy, że muszę to zrobić inaczej, niż adaptując sam tekst. Dochodzenie do świadomości, jak uczynić bohatera prawdziwie pojemnym w teatrze, było procesem, który najlepiej zaowocował „Bogiem Niżyńskim” i „Ofiarą Wilgefortis”. Spektakle te są najlepszym przykładem na to, że to, co jest pierwowzorem, pozwala zbudować tę głębię w odbiorze widza, której ja sam bym oczekiwał. Nigdy nie zadawalałem się powierzchowną, najłatwiej dostępną warstewką. Sam tytuł „Bóg Niżyński” pokazuje z jednej strony skalę wzniosłości, a z drugiej – skalę upadku. To jest najlepszy przykład na to, czego oczekuję od swoich bohaterów. Muszą streścić także kawałek naszego życia – nas samych. Niżyński był z jednej strony bożyszczem tysięcy, z drugiej – został skazany na dobrą lub złą wolę swoich opiekunów, kiedy popadł w obłęd. Sens teatru polega m. in. na przypomnieniu takich ludzi, pokazaniu ich wielkości i upadku. Ku przestrodze, do przemyślenia, wejścia w samych siebie. Pokazujemy w naszym teatrze historię, która jest ciekawsza i bogatsza niż świat na zewnątrz, bardziej symboliczna, otwierająca. 
Wspaniałym tego przykładem są przedstawienia mickiewiczowskie, bo jego słowa – te światy, które otwiera przed nami swoją poezją, są oczyszczające – to prawdziwa katharsis. W teatrze zawsze poszukiwałem takiego oddziaływania. Wzruszenie było dla mnie podstawą relacji z widzem. Widz, którego nie udało mi się wzruszyć, był dla mnie stracony przez mój nieumiejętny wysiłek.

Teatr to nie tylko reżyser, ale także aktorzy, którzy go współtworzą. Czy zrobiłby Pan „Boga Niżyńskiego” bez tak utalentowanego aktora jak Rafał Gąsowski?

Oczywiście, że nie! Całe to myślenie o bohaterze wynikało też stąd, że moim aktorem i przyjacielem zarazem jest wspaniały artysta Rafał Gąsowski, który był w stanie udźwignąć tę postać, m. in. dlatego, że nie jest tancerzem. Gdyby, jak Maćkowiak, miał za sobą szkołę baletową, być może ta cała praca by nam nie wyszła. Myśmy poszli w kierunku dramatu człowieka, który nie jest już w stanie tańczyć, a jednak buduje „taneczną mszę”. Rozwijaliśmy tę postać w rozmowach, pokazywałem Rafałowi napisane wcześniej fragmenty scenariusza, bo było dla mnie istotne, czy odnajduje się w tych tekstach. „Bóg Niżyński” jest pisany dwoma językami: językiem dokumentu, a także językiem poematu. Dialogi mają charakter utworu poetyckiego. To, że mogłem konfrontować swój tekst z wykonawcą, było szalenie ważne. 

Rafał Gąsowski w spektaklu Piotra Tomaszuka: "Bóg Niżyński",
fot. Bartek Siejwa
Czy tego rodzaju praca z aktorem jest w Pana wypadku regułą?

Nie zawsze, bo nie każdy artysta jest gotowy na taką współpracę. Jeśli wyczuwam w aktorze coś w rodzaju wulkanu, który nie musi dymić, ale jest, to tak z nim pracuję. Często jednak mamy do czynienia z artystami, którzy tylko udają, że coś się w nich gotuje, ale kiedy dochodzi do konieczności pokazania emocji czy zbudowania relacji, to się okazuje, że w środku mają wystygłą lawę i nic z tego nie wynika. Nie ma gotowości stawania się. W przypadku aktorów, a także reżyserów, najbardziej twórcza jest gotowość do zdrady samego siebie, porzucenia wszystkiego, co się wie. Jeżeli w aktorze nie ma gotowości, żeby spróbować od początku, wejść w coś, co pociąga, a czego jeszcze nie zna, bo można w teatrze dowiedzieć się czegoś o sobie samym, to taki aktor jest jak wypalona świeca. Często używam takiego porównania, że jeśli reżyser jest jak słońce, to aktor musi być jak księżyc – odbić światło słoneczne i świecić tam, gdzie słońce nie dosięga. To odbite światło jest często jeszcze wzmacniane przez aktora. Ta zdolność soczewkowania, przez osobowość aktora skumulowana, zwielokrotniona – to jest w aktorze najcenniejsze. Do tego trzeba gotowości, słuchania, setek godzin rozmów, a także rozeznania samego siebie, swoich pragnień, oczekiwań… Jeżeli tego nie ma, to nie ma współpracy ani twórczości. Jeśli jednak udaje się zgrać potencjał aktora z potencjałem reżysera,  jest szansa na prawdziwy wielki teatr. 

Przywiódł mi Pan na myśl Konrada Swinarskiego, który taki właśnie teatr uprawiał i przebywał stale ze swoimi aktorami, aby ich lepiej poznać.

Tak, to jest dobry przykład na to, że ten rodzaj bliskości, nieustannego dialogu, który prowadził Swinarski ze swoimi aktorami, są drogą do prawdziwego teatru. Gdyby tego nie było, nie byłoby też Teatru Starego. Teatr rodzi się z przecięcia osobowości reżysera, który jest pierwszym widzem i który bierze odpowiedzialność za całość. 

Piotr Tomaszuk w "Dziadach" we własnej reżyserii,
fot. Magdalena Rybij
Pan przekroczył jednak tę barierę, w „Dziadach” zaczął Pan także grać...

Chciałem po prostu spróbować tej sfery teatru, która była wyzwaniem, ale bałem się tam wkroczyć. Kierowała mną ciekawość, ale także śmiałość wynikająca z tego, że Guślarz, który jest reżyserem obrzędu, jest w moim przypadku wiarygodny. Bardzo dobrze wspominam ten moment, bo dzięki temu zrozumiałem do końca, czego potrzebuje aktor w teatrze. Myślę, że dzięki temu doświadczeniu więcej się dowiedziałem o aktorstwie wchodząc na scenę, niż reżyserując aktorów przez kilkadziesiąt lat. W każdym razie już nie próbuję dorównać Gąsowskiemu, co najwyżej mogę mu udatnie partnerować, kiedy potrzebuje jakiegoś starszego kolegi (śmiech). 

Nawiązując do etymologii nazwy Teatru Wierszalin, mogę wprost powiedzieć, że osiągnęliście szczyty tego, co można zdobyć w teatrze, realizując przez lata znakomite spektakle, doceniane nie tylko w Polsce, ale i na świecie, o czym świadczą liczne znaczące nagrody. Jak Pan sobie radzi z tyloma sukcesami?
 
Odpowiem na to trochę przewrotnie: ja mam na ten temat wiedzę wynikającą z długiego zawodowego życia. Wkraczam w ostatni etap ze świadomością tego, co mi się udało zrobić. Otóż ten sukces, który przychodzi z jednym przedstawieniem, potem z drugim, trzecim, jest jak cukier – uzależnia. Ten rodzaj uzależnienia od sukcesu, chęć powtórzenia go, doznania tych samych emocji, tej słodyczy – jest oczywiście przemożny. Powstaje pytanie, jak go powtórzyć, jak przebiec sto metrów szybciej. Problem polega na tym, że coraz szybciej się nie da. W pewnym momencie człowiek orientuje się, że szybciej już było i teraz jest coraz wolniej. Jak sobie z tym poradzić? Ja znalazłem taką receptę: od kilku lat sięgamy po przedstawienia, które już zaistniały na naszej scenie i były wielkimi wydarzeniami. W ubiegłym roku wróciłem do „Turlajgroszka”, w tym – do „Ofiary Wilgefortis” i mam zamiar robić to nadal. Można by nieco żartobliwie powiedzieć, że jest to lista przebojów Teatru Wierszalin, przedstawień, które chciałbym zawsze mieć w naszym teatrze. „Reportaż o końcu świata”, „Bóg Niżyński”, „Turlajgroszek”, „Ofiara Wilgefortis”, „Święty Edyp”, „Dziady”… Okazuje się, że jest to taki zbiór tytułów, które podobały się ludziom 25-30 lat temu i nadal bardzo się podobają, mimo że widownia się zmieniła. Mam do Teatru Wierszalin taki sam stosunek jak do zespołu rockowego: jak się już zaśpiewało kiedyś przebój stulecia, to warto go nadal mieć w repertuarze i wykonywać. Póki starczy życia. To nie byłoby możliwe w tradycyjnym teatrze repertuarowym, ale my w naszym Królestwie Wierszalin możemy sobie na ten luksus pozwolić. Dzięki temu nasze hity będą wiecznie żywe. I to jest, myślę, odpowiedź na pytanie, jak być na fali. Nie obawiałem się sprawdzić, czy to, co zrobiłem kiedyś wartościowego, zachowało coś ważnego do dziś. Polecałbym również innym reżyserom ten rodzaj wędrówki ku własnym nieprzemijającym hitom, bo zamiast robić, pardon, nowe shity, lepiej sięgnąć po stare hity.

Bardzo Panu dziękuję za interesującą refleksję dotyczącą teatru, pracy z aktorem, a także za poradę, jak sobie radzić z sukcesem. Życzę kolejnych pięknych powrotów do zrealizowanych w przeszłości przedstawień. Mam nadzieję, że będzie mi jeszcze dane uczestniczyć w prezentacji hitów Teatru Wierszalin.



Piotr Tomaszuk
urodził się 17 czerwca 1961 roku w Białymstoku. Jest reżyserem teatralnym, dramatopisarzem i scenarzystą, założycielem oraz dyrektorem Teatru Wierszalin w Supraślu.

Ukończył Wydział Wiedzy o Teatrze w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie (1984) oraz reżyserię teatru lalek w Białymstoku. Swoją karierę rozpoczął w 1986 roku w Białostockim Teatrze Lalek spektaklem "O medyku Feliksie". Kolejny spektakl, "Turlajgroszek", przyniósł mu ogólnopolskie uznanie i doprowadził do założenia w 1991 roku — wspólnie z Tadeuszem Słobodziankiem — istniejącego do dziś Teatru Wierszalin w Supraślu.

Prowadzony przez Tomaszuka teatr stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i uznanych polskich teatrów alternatywnych, zdobywając trzykrotnie nagrodę Fringe First na Festiwalu w Edynburgu za spektakle: "Turlajgroszek" (1993), "Merlin" (1994) oraz "Medyk" (1997). Tomaszuk wypracował unikalny styl, łączący wybitne aktorstwo z perfekcyjnym wykorzystaniem lalek oraz form plastycznych. Przez polską krytykę Teatr Wierszalin uznawany jest za kontynuatora tradycji Teatru Reduta Juliusza Osterwy, Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego oraz Teatru Cricot 2 Tadeusza Kantora.

Tomaszuk jest laureatem licznych nagród, w tym Nagrody im. Konrada Swinarskiego (1993), Nagrody im. Leona Schillera (1995) oraz Srebrnego (2006) i Złotego Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2023). Za swoją działalność został również odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2023).

Do najważniejszych spektakli autorskich należą: "Turlajgroszek", "Głup", "Ofiara Wilgefortis", "Święty Edyp", "Bóg Niżyński", "Wierszalin. Reportaż o końcu świata" oraz komedia "Wziołowstąpienie". Do najważniejszych realizacji innych autorów należą: "Merlin" Tadeusza Słobodzianka, "Klątwa" oraz "Wyzwolenie" Stanisława Wyspiańskiego, a także inscenizacje tekstów Adama Mickiewicza: "Dziady", "Ballady i romanse", "Liryki lozańskie".

Teatr Wierszalin w swojej historii występował kilkakrotnie w Tokio (Japonia), Stanach Zjednoczonych, Indiach, Meksyku oraz w większości krajów europejskich, w tym na Wystawie Światowej w Hanowerze (Niemcy) w 2000 roku.
(biogram ze strony internetowej Teatru Wierszalin)



Weekend 22-23 sierpnia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i w Oddziałach

Wykład o modzie XVIII wieku oraz spotkanie z Olgą Drendą, Ambasadorką Pawilonu Czterech Kopuł – to niektóre z wydarzeń zaplanowanych przez M...

Popularne posty