czwartek, 8 października 2026

„Komm! Bach Cantatas with Recorder" – nowy album zespołów NFM pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka z udziałem Giovanniego Antoniniego

9 października 2026 roku będzie miał premierę album "Komm! Bach Cantatas with Recorder". Jest to pierwsza płyta z planowanej serii obejmującej kantaty Johanna Sebastiana Bacha z partią fletu podłużnego, zarejestrowana pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka wraz z Giovannim Antoninim, NFM Chórem Chłopięcym i Wrocław Baroque Ensemble. Wydawnictwo to ukazuje się pod szyldem renomowanej wytwórni Alpha Classics i zawiera następujące kompozycje: Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit BWV 106 „Actus Tragicus”, "Komm, du süße Todesstunde" BWV 161, "Himmelskönig, sei willkommen" BWV 182, a także hymn "Komm, süßer Tod, komm, selge Ruh!" BWV 478.


Płyta jest wynikiem wieloletniej współpracy Giovanniego Antoniniego z zespołami Narodowego Forum Muzyki oraz Andrzejem Kosendiakiem. Antonini zdecydował się przystąpić do nagrań jako wirtuoz fletu podłużnego. Partie fletowe w kantatach Johanna Sebastiana Bacha stanowią według niego kluczowy element literatury na ten instrument. „W kantatach Bacha flet podłużny nigdy nie jest jedynie ozdobą: w zależności od chwili staje się ‘głosem ducha’, oddechem modlitwy…” – pisze w booklecie Piotr Maculewicz. Na niniejszym albumie znalazły się trzy kantaty barokowego mistrza: Komm, du süße Todesstunde BWV 161, Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit BWV 106 oraz Himmelskönig, sei willkommen BWV 182, a także hymn Komm, süßer Tod, komm, selge Ruh! BWV 478.

Postępując wedle praktyki wykonawczej z czasów Bacha, utwory zarejestrowano w wersjach kameralnych, w podwójnym, chłopięco-męskim składzie wokalnym. Partie sopranowe zatem – zarówno w częściach tutti, jak i w odcinkach solowych – powierzone zostały artystom Chóru Chłopięcego NFM. Intencją autorów nagrań była interpretacja kompozycji skupiona na przekazie tekstu dzieł oraz doborze takich śpiewaków, którzy mogli stworzyć z głosami dziecięcymi spójną całość brzmieniową. Jest to efekt założenia, że bachowskie kantaty, jako dzieła liturgiczne, nie były przygotowywane z myślą o olśniewającej wokalnej wirtuozerii, którą spotykamy na przykład w operach z tego czasu.

TYTUŁ: Komm! Bach Cantatas with Recorder

Wykonawcy:

Andrzej Kosendiak – dyrygent

Giovanni Antonini, Sheng-Fang Chiu – flety podłużne

Stanisław Adamus – sopran

Daniel Elgersma, Piotr Olech – kontratenory

Krystian Adam Krzeszowiak, Maciej Gocman, Florian Cramer – tenory

Tomáš Král, Jaromír Nosek – basy

Chór Chłopięcy NFM

Wrocław Baroque Ensemble


Program:

Johann Sebastian Bach (1685–1750)

Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit BWV 106 „Actus Tragicus”

Komm, du süße Todesstunde BWV 161

Himmelskönig, sei willkommen BWV 182

Komm, süßer Tod, komm, selge Ruh! BWV 478


Nagrano w Sali Głównej ORLEN Narodowego Forum Muzyki w styczniu 2025 roku.

Reżyseria nagrania, montaż, mastering: Andrzej Sasin, Aleksandra Nagórko, Antoni Grzymała

Wydawca: Alpha Classics

ALPHA 1285, NFM 104


℗ 2026 Narodowe Forum Muzyki

© 2026 Alpha Classics / Outhere Music France

Zapraszamy do obejrzenia reportażu z sesji nagraniowych:


informacja prasowa


 

6. Festiwal Opery Współczesnej: Jak brzmi "Głos Potwora" /recenzja/

W ramach 6. Festiwalu Opery Współczesnej zaprezentowano gościnny spektakl Opery Bałtyckiej: "Głos Potwora", z muzyką Alka Nowaka, librettem Roberta Bolesto i w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej, który miał swoją prapremierę 27 czerwca 2025 roku i od razu stał się głośnym wydarzeniem. Choć we Wrocławiu opera została zaprezentowana tylko raz, odniosła niebywały sukces. Historia bohatera, który traci tożsamość, byle tylko przeżyć, a także sposób jej pokazania przemówiły mocno do wyobraźni różnorodnej widowni  – od młodzieży po dojrzałych widzów. 

"Głos Potwora", fot. Opera Wrocławska


Agnieszka Smoczyńska o okolicznościach powstawania opery


Inspiratorem przedsięwzięcia, które ma swoje źródło w filmie Agnieszki Holland "Europa, Europa" oraz we wspomnieniach Solomona Perela, jest Michał Merczyński, obecnie dyrektor Teatru Nowego w Warszawie.

Michał Merczyński zaproponował mi wyreżyserowanie opery na podstawie jednego z filmów Agnieszki Holland  – opowiadała mi podczas próby prasowej Agnieszka Smoczyńska. A ponieważ widziałam jako nastolatka "Europę, Europę" i mocno we mnie pozostał, a obecnie wydał mi się bardzo aktualny, wybrałam ten właśnie film. Opowiada o tym, co działo się w świecie od zawsze, począwszy od starożytności, poprzez II wojnę światową, aż po współczesność. Aby naszą historię zuniwersalizować, postanowiliśmy z Robertem Bolesto przenieść ją do świata mitów greckich. W operze często uwspółcześniało się mitologię, my  – przeciwnie: staraliśmy się przenieść współczesną historię w sferę mitów. Zaprosiłam do współpracy Alka Nowaka, który zgodził się skomponować muzykę pod warunkiem, że w operze znajdą się wyłącznie kontratenor i chór. Po dwóch miesiącach od napisania libretta  pojawił się z gotową muzyką, czytał nam libretto z muzyką w tle. Potem mieliśmy około cztery tygodnie na ustalenie, jak to wszystko zainscenizować. 

Z Agnieszką Smoczyńską podczas próby prasowej, fot. Dorota Olearczyk


Operowe uniwersum "Głosu Potwora"


Światem operowego uniwersum jest wystawa w Muzeum Europy, zaś głównym bohaterem  – jej kurator. Eksponaty, które zaczynają na naszych oczach wypełniać przestrzeń sceniczną, stają się dla bohatera rodzajem wehikułu pamięci, a przeżyte traumy, powracają ze zdwojoną siłą. Ponownie staje się małą, oderwaną od matki Meduzą  – owym rzekomym Potworem, który ma umrzeć, a pragnie za wszelką cenę przeżyć. To echo historii Solomona Perela, którą znamy z filmu Agnieszki Holland, ale w operowym świecie bohater jest Meduzą, która nawet nie ma imienia. Na pytanie Chóru Hadesowych (siły zła), kim jest, odpowiada pytaniem: "A… Ale… Alekto" i od tej pory tak właśnie jest nazywany. Miotają nim sprzeczne uczucia strachu/nienawiści/wdzięczności, a z czasem staje się ulubieńcem kompanii. Jego piękny śpiew zostaje rozpoznany przez jednego z wrogów  – Perseusza (w mitologii to ten bohater unicestwił Gorgonę pokazując jej swą błyszczącą tarczę, dzięki czemu zabił ją jej własny wzrok), który jednak zachowuje tajemnicę, a potem sam ginie, co wywołuje u Alekto sprzeczne uczucia: ulgi i poczucia winy. Z czasem trafia do szkoły Erynii (odpowiednik Hitlerjugend), gdzie zostaje poddany tej samej indoktrynacji, co jego wrogowie. Nadal dręczy go strach przed demaskacją, a zarazem odnosi sukcesy jako pilny uczeń; przeżywa też pierwszą miłość. Gotów jest wyznać ukochanej, kim naprawdę jest, ale odwodzi go od tego jej matka, która ma świadomość, jak wielka jest siła indoktrynacji, która zmieniła jej córkę w posłusznego manekina wykonującego rozkazy. Ostatecznie, kiedy wydawałoby się, że bohater jest osaczony i grozi mu unicestwienie, następuje wyzwolenie  – zwyciężają siły dobra (Chór Apollini). 
Czy jestem jeszcze Meduzą? //Czy istnieją jeszcze jakieś Meduzy?! - pyta na koniec sam siebie. Bo ceną za przetrwanie jest utrata tożsamości i bezbrzeżna samotność.

"Głos Potwora", próba prasowa, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek



Zagrożenie dla tożsamości i człowieczeństwa


Tyle opowiedziana historia, lecz dzięki mitologicznym odniesieniom zyskuje ona walor uniwersalny, ponadczasowy i  – by tak rzec  – pozafilmowy. Opowiada o współczesnym świecie, nie tylko tym, w którym panują wojny i aby przeżyć, człowiek gotów jest na wszystko, także na utratę własnego "ja". Zagrożeniem dla własnej tożsamości we współczesnym świecie są także nowe technologie, jak to ma miejsce w najnowszym filmie Agnieszki Smoczyńskiej: "Hot Spot". Aby nie zostać wykluczonym i nie znaleźć się poza systemem, co oznacza pewną śmierć, człowiek gotów zatracić nie tylko własną tożsamość, ale także swoje człowieczeństwo...

Partytura na Chór i Bohatera

Bardzo interesującym pomysłem kompozytora było rozpisanie partytury na chór i pojedynczego bohatera. Alekto staje się dzięki temu Jedermanem  – Każdym, a Chór  – jego głosem wewnętrznym, podświadomością, z której wyłaniają się kolejne obrazy, ale także Losem, z którym trzeba walczyć jak Edyp, gdyż pragnie się go uniknąć za wszelką cenę. Z Chóru wyłaniają się od czasu do czasu pojedyncze głosy tych, którzy w sposób szczególny mają wpływ na bohatera. Tożsamość Meduzy to jego głos, który z czasem cichnie i zanika. Genialnym pomysłem było oddanie tego głosu kontratenorowi, bo to nie tylko głos dziecka  – istoty z gruntu niewinnej, a paradoksalnie oskarżonej o to, że jest kwintesencją zła, potworem. Kontratenor to głos operujący rozległą skalą emocji, który dzięki odpowiedniej technice wokalnej pozwala operować skalą altową, mezzosopranową, sopranową...W roli Kuratora/Alekto wystąpił z wielkim sukcesem Jan Jakub Monowid, który udźwignął wszystkie niuanse tej skomplikowanej przecież kreacji, w dodatku niosącej cały spektakl.

Jan Jakub Monowid (kontratenor) jako Alekto, próba prasowa "Głosu Potwora", 
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Można śmiało mówić o sukcesie trojga twórców: Agnieszki Smoczyńskiej, która stała się pomysłodawczynią i realizatorką całości. To jej druga opera, po "Simonie Boccanegra" Verdiego, w której stworzyła wraz ze swoim stałym dramaturgiem i scenarzystą Robertem Bolesto autorską wizję inscenizacji tradycyjnej opery. Tym razem miała niebywałą okazję stworzyć coś zupełnie oryginalnego od początku do końca, dobierając sobie odpowiednich współtwórców. Odniosła we Wrocławiu, swoim rodzinnym mieście, spektakularny sukces. 
Słowa uznania należą się także kompozytorowi Alkowi Nowakowi, który jest doświadczonym twórcą muzyki operowej  – "Głos Potwora" to jego szósta opera. Wcześniej skomponował tak oryginalne dzieła, jak: „Ja, Şeküre” (na motywach powieści „Nazywam się Czerwień” Orhana Pamuka). "Sudden Rain" (premiera w 2010 w Operze Narodowej w reż. Mai Kleczewskiej), "Space Opere" (premiera w Teatrze Wielkim w Poznaniu w 2015, w reż. Eweliny Pietrowiak), "ahat ilī. siostra bogów" do libretta pisarki Olgi Tokarczuk (premiera na festiwalu Sacrum Profanum), "Drach. Dramma per musica" do libretta Szczepana Twardocha na motywach powieści "Drach" (premiera w 2019 na festiwalu Auksodrone). W przypadku "Głosu Potwora" powstało równie oryginalne dzieło, które swój kształt (podział na chór i solistę) zawdzięcza właśnie kompozytorowi. Muzyka ma charakter kameralny, zawiera cytaty z niemieckich marszów wojskowych i psalmów żydowskich.

Na podkreślenie zasługuje także wykonawstwo: Chór i Orkiestrę Opery Bałtyckiej poprowadził niezwykle utalentowany dyrygent Yaroslav Shemet, który gościł we Wrocławiu zarówno w Operze, jak i w Narodowym Forum Muzyki i którego dokonania obserwuję od dłuższego czasu z wielką satysfakcją. 

środa, 7 października 2026

„Dzwonił do mnie Różewicz, żebym przyszedł z aparatem...” – wystawa fotografii Janusza Stankiewicza w Muzeum Pana Tadeusza

 9 października 2026 Muzeum Pana Tadeusza zaprasza na wystawę fotografii Janusza Stankiewicza: "Dzwonił do mnie Różewicz, żebym przyszedł z aparatem...”. Wernisaż w piątek o 17.00. Ekspozycję można oglądać do 28 marca 2027.

Choć początki znajomości Janusza Stankiewicza z Tadeuszem Różewiczem sięgają wczesnych lat dziewięćdziesiątych XX wieku, a twórczość poety zawsze była dla fotografa bardzo ważna, to ich znajomość zacieśniła się dopiero wtedy, gdy Różewicz zaczął bywać u Eugeniusza Geta Stankiewicza, brata Janusza. Get, wrocławski grafik i rzeźbiarz, autor Miedziorytu towarzyskiego znajdującego się w zbiorach Ossolineum, miał pracownię w tak zwanym Domku Miedziorytnika przy wrocławskim Rynku. Na spotkania Różewicz często przynosił ze sobą skarby znalezione podczas spacerów w parku, takie jak szyszki, piórka, kasztany czy plastikową żabkę kupioną w sklepie z pamiątkami. Efektem tych wizyt stał się cykl Zabawy przyjemne i pożyteczne prezentowany w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w 2003 r., a także cd. Nauki chodzenia, do którego inspiracją był styropianowy model w kształcie litery „Y” autorstwa Jana Jaromira Aleksiuna. Z kolei w 2009 r. powstała jeszcze Teka zawierająca plansze z grafikami Geta Stankiewicza zestawione z wierszami Różewicza i rysunkami obu twórców.

Janusz Stankiewicz jako drukarz prac swojego brata często uczestniczył w tych spotkaniach, a jego fotografie stały się wyjątkową dokumentacją wspólnej pracy. Zdjęcia wykonane przez Stankiewicza znalazły się później na okładkach tomików Wyjście oraz nauka chodzenia. Każda z fotografii jest na odwrocie dokładnie opisana, z miejscem, czasem, datą, a nawet godziną spotkania lub opisem okoliczności, tematem rozmów czy cytatem –  zawsze eleganckim, kaligraficznym stylem. Po przeprowadzce poety na Biskupin wizyty Janusza stopniowo przenosiły się do domu Różewicza. Do domu i przede wszystkim do ogrodu, który był dla Różewicza szczególnie ważny. Na wykonanych w ciągu kilkunastu lat zdjęciach widać autora Niepokoju w prywatnym, zacisznym otoczeniu. To Różewicz nieoficjalny i pozbawiony pozy: siedzi przy stole z ciasteczkami i nalewką, w zamyśleniu wpatruje się w kwiaty, prezentuje bibeloty w „pracowni” – tak nazywał pokój, w którym powstawały wiersze – spaceruje po ogrodzie w kapciach i ulubionej niebieskiej bluzie, chowa się za drzewem jak dziecko i zmęczony wspiera się o ulubioną jarzębinę. 

Czasem czytał jakiś wiersz i pytał fotografa, co o nim sądzi. „A co ja miałem na to odpowiedzieć?” – komentuje dzisiaj Stankiewicz. Te zdjęcia powstały niejako przy okazji spotkań, w sposób naturalny, ale raz było inaczej. Różewicz zadzwonił do Stankiewicza – bo to on zawsze dzwonił – poprosił, żeby przyszedł z aparatem i dodał, że zdjęcia mogą być nieostre, ale nie wyjaśnił nic więcej. Włożył na siebie obszerny, gruby sweter, usiadł na stołku, Stankiewicz zaczął robić zdjęcia. Z przejęcia zapomniał, że w aparacie nie ma jeszcze filmu. Ta zamówiona przez poetę sesja, która powstała w styczniu 2012, była zarazem ostatnią: „Więcej zdjęć nie będzie… Ogród może pan dalej fotografować” – powiedział po jej zakończeniu Różewicz. Później, gdy oglądał odbitki, zdjęcia bardzo mu się podobały. Rozmawiali wtedy o Van Goghu. Stankiewicz dopiero po czasie znalazł w albumie z malarstwem wizerunek Starego człowieka w smutku przedstawiający mężczyznę siedzącego na krześle i prawdopodobnie to tym obrazem zainspirował się Różewicz. Portret Różewicza z twarzą w dłoniach znalazł się w książce – poeta zestawił go ze zdjęciem z pierwszej komunii i komentarzem: „jak szybko mija czas”. 

Ostatnie dwa lata tej znajomości to głównie dokumentacja ogrodu Różewicza. Widzimy, jak mijają kolejne pory roku, czas płynie. Jarzębina rośnie, kwitnie, owocuje, „Niech pan przyjedzie, został ostatni listek”, a potem znów przychodzi wiosna. Czasem gdzieś w tle widać też malutkiego Różewicza. Lubił później oglądać te zdjęcia, wołał żonę i mówił: „Wiesławo, popatrz, jakie piękne zdjęcia zrobił pan Janusz!”. Stankiewicz wspomina: „Cały czas myślał o drzewach. Wskazywał na jedno i mówił mi, że są z nim w tym ogrodzie najstarsi. Kiedy poprosiłem, żeby stanął przy drzewie do zdjęcia, skrył się za gałęziami i liśćmi. Otulał się nim, podobnie jak na zdjęciu z dzieciństwa z matką, przy kwitnącej jabłoni”. Spotkali się jeszcze 25 marca 2014 r. Przebieg tego spotkania widzimy niemal klatka po klatce: wczesna wiosna, kwitną pierwsze kwiaty, poeta spaceruje po ogrodzie z laską, a jego żona wzmacnia trawę. Zaczyna padać, Różewicz idzie do domu, prosi, aby po zakończeniu fotografowania Stankiewicz przyszedł na czekoladową Pliskę. Siądą, jak zwykle, przy stole w salonie, wypiją likier, będą rozmawiać. Gdy Różewicz na chwilę wyjdzie, Stankiewicz zrobi jeszcze zdjęcie pustego krzesła, a przez okno widok ogrodu w deszczu. I to będzie ich ostatnie spotkanie. Tadeusz Różewicz zmarł miesiąc później, 24 kwietnia 2014 r., nie zdążył zobaczyć wiosennych zdjęć z ogrodu, choć były już wywołane.

Janusz Stankiewicz powiedział niedawno, że dla niego to nie tyle wystawa, co opowieść o spotkaniach: „Nigdy nie wiedziałem, czy będą kolejne, każde mogło być ostatnie, dlatego starałem się uchwycić jak najwięcej”. 


Biogram

Janusz Stankiewicz – współtwórca, aktor i przez wiele lat szef Teatru Mimu „Gest” we Wrocławiu, fotograf, drukarz, miłośnik kaligrafii, z wykształcenia historyk. Urodził się w 1944 roku w Oszmianie na Wileńszczyźnie. Od 1962 roku mieszka we Wrocławiu. Brat i współpracownik Eugeniusza Geta Stankiewicza, drukarz oraz dokumentalista jego prac, między innymi zrealizowanych wspólnie z Tadeuszem Różewiczem Zabaw przyjemnych i pożytecznych oraz cd. Nauki chodzenia. Autor wystaw fotograficznych, między innymi Oszmiański aparat’czik i Ogrody R. Najbardziej znanym cyklem jego prac jest Epitafium i wiatr…, seria fotografii kilkuset osób na tle epitafium Melchiora Brichsela na ścianie kościoła pw. św. Elżbiety we Wrocławiu, zebranych w albumie pod tym samym tytułem. Janusz Stankiewicz przez kilkanaście lat fotografował poetę Tadeusza Różewicza.


„Dzwonił do mnie Różewicz, żebym przyszedł z aparatem…”
wystawa fotografii Janusza Stankiewicza
9 października 2026–28 marca 2027


kuratorka: Ewelina Wypchło

produkcja: Ewelina Wypchło i zespół Działu Technicznego

współpraca multimedialna: Magdalena Sozańska, Dział Technologii Informatycznych

opieka konserwatorska: Dział Konserwacji i Aleksandra Kuklewska

identyfikacja wizualna: Magdalena Subocz

promocja: Marek Paś i zespół Działu Projektów Muzealnych

opracowanie tekstów: Dobromiła Jankowska

użyczenie obiektów ze zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich: Dział Rękopisów

wykonanie skanów fotografii: Pracownia Reprograficzna


informacja prasowa

wtorek, 6 października 2026

Ponad 5 tysięcy widzów na 15 wydarzeniach. Sukces 6. Festiwalu Opery Współczesnej – Operowe Odkrycia

 Za nami 6. Festiwal Opery Współczesnej „Operowe Odkrycia”, który od 5 września do 3 października zgromadził ponad 5 tysięcy widzów podczas 15 wydarzeń. W programie znalazły się dwie prapremiery operowe, 11 premierowych dzieł baletowych, koncerty, spektakl gościnny, spotkania z twórcami oraz debata poświęcona miejscu opery we współczesnym świecie. Przez niemal miesiąc Opera Wrocławska była przestrzenią spotkania artystów, twórców i publiczności wokół najnowszych zjawisk w muzyce, teatrze i tańcu.

Premiera "GenOM",  Opera Wrocławska fot Karpati&Zarewicz

Tegoroczny festiwal rozpoczęła prapremiera opery „GenOM” do libretta Justyny Miguły. Spektakl w reżyserii Maxa Nowaka poprowadziła dyrektor Opery Wrocławskiej – Agnieszka Franków-Żelazny. Prapremierowy spektakl był poprzedzony prelekcją prof. Michała Witta, który przybliżył publiczności tematykę genetycznych uwarunkowań predyspozycji muzycznych. Na scenie wystąpili: Jerzy Butryn, Jacek Jaskuła, Barbara Bagińska, Jadwiga Postrożna, Sebastian Mach, Paweł Żak, Maria Rozynek, Hanna Sosnowska-Bill, Sebastian Rutowski, Dominik Kujawa, Katarzyna Toboła, Urszula Czupryńska i Grzegorz Główka, a także Chór i Orkiestra Opery Wrocławskiej. 

– Operowe Odkrycia to festiwal, który pozwala nam patrzeć na operę szerzej – jako na sztukę żywą, poszukującą i otwartą na współczesność. Chcieliśmy stworzyć przestrzeń dla nowych dzieł, artystów i tematów, ale także zaprosić publiczność do rozmowy o tym, czym opera może być dzisiaj. Cieszę się, że program festiwalu spotkał się z tak dużym zainteresowaniem widzów. Ponad pięć tysięcy osób, które odwiedziły Operę podczas festiwalu pokazuje, że współczesna opera i balet mają we swoją - często nową publiczność – mówi Agnieszka Franków-Żelazny, dyrektor Opery Wrocławskiej.

"Podróż zimowa", Lech Napierała (piano) i Tomasz Konieczny (śpiew), w tle: Krzysztof Gosztyła,
fot. Karpati&Zarewicz

Kolejną festiwalową propozycją był koncert inscenizowany "Podróż zimowa 3.0", podczas którego nowego ducha w cykl pieśni Franza Schuberta tchnęli nietuzinkowi artyści – baryton, solista Metropolitan Opera i Opery Wiedeńskiej Maestro Tomasz Konieczny oraz Lech Napierała należący do grona czołowych polskich pianistów – kameralistów, specjalizujących się w wykonawstwie pieśni, ceniony zarówno w Polsce jak i poza jej granicami. Ponadto cykl został wykonany w nowatorskim przekładzie autorstwa wybitnego aktora Krzysztofa Gosztyły, który przetłumaczył na język polski składające się na „Winterreise" 24 wiersze poety Wilhelma Müllera. "Podróż zimowa 3.0" była projektem multimedialnym, w którym muzyka spotkała się ze słowem i obrazem za sprawą wideo Adama Dudka (scenariusz i reżyseria). Podczas wieczoru 13 września Krzysztof Gosztyła otrzymał „Medal Zasłużony Kulturze Glora Artis”. Po koncercie artysta spotkał się z publicznością, gdzie zaprezentował tomik z autorskim tłumaczeniem „Winterreise". 

Próba prasowa "Głosu potwora"w reż. Agnieszki Smoczyńskiej, muzyka: Alek Nowak,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W ramach Operowych Odkryć publiczność obejrzała także gościnny spektakl Opery Bałtyckiej "Głos Potwora". To dzieło wybitnego kompozytora muzyki współczesnej Alka Nowaka, cenionego dramaturga i scenarzysty Roberta Bolesto i nagradzanej w Polsce i na świecie reżyserki Agnieszki Smoczyńskiej. Dzieło powstało z inspiracji postacią z filmu "Europa Europa" w reżyserii Agnieszki Holland i prawdziwymi losami Salomona Perela, Żyda ukrywającego się w czasie drugiej wojny światowej w szeregach Hitlerjugend. W tej autorskiej adaptacji przenieśliśmy się do świata mitologii greckiej, by spojrzeć z dystansu na zjawisko wojny i zauważyć jej wiecznie aktualne archetypy. Na scenie jako solista wystąpił kontratenor Jan Jakub Monowid oraz Chór, Balet i Orkiestra Opery Bałtyckiej pod batutą Jarosława Shemeta. 

Przed niedzielnym spektaklem redaktor Polskiego Radia Jacek Hawryluk w foyer Opery poprowadził spotkanie z Agnieszką Smoczyńską i Alkiem Nowakiem, podczas którego licznie zgromadzona publiczność mogła m.in. poznać proces powstania "Głosu Potwora".

Próba prasowa opery "iGranie z Potworami", reż. Marta Streker, muzyka: Mateusz Ryczek,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Drugą prapremierą w ramach festiwalu było "iGranie z Potworami". Tę familijną operę stworzył kompozytor Mateusz Ryczek wraz z librecistką Justyną Skoczek. Spektakl w reżyserii Marty Streker zamiast klasycznej bajki proponował doświadczenie: mroczne, piękne i zaskakująco bliskie. Nocna cisza dziecięcego pokoju stopniowo przenikała się z cyfrowym mrokiem, a granica między światem wyobraźni a rzeczywistością okazałą się niezwykle cienka. To opowieść o przejściu – z dzieciństwa w dojrzewanie, z mitu w technologię, z beztroskiej gry w odpowiedzialność. Na scenie wystąpili: Agnieszka Adamczak, Aleksandra Opała, Łukasz Rosiak, Sebastian Rutkowski, Nicola Jamrozik, Katarzyna Toboła, Urszula Czupryńska, a partię elektroniki na żywo realizował sam kompozytor – Mateusz Ryczek. W spektaklach wzięli również udział tancerze Baletu Opery Wrocławskiej, a Orkiestrę poprowadził Rafał Karczmarczyk. W dniu premierowym przed spektaklami odbyła się prelekcja, którą wygłosił kompozytor Mateusz Ryczek.

"Żywioły 4", fot. fot. Karpati&Zarewicz

Finałem festiwalu był „Żywioły 4” – wieczór młodych choreografów i kompozytorów, który odbył się 2 i 3 października. Publiczność zobaczyła 11 prapremierowych dzieł – nowych, autorskich kreacji tanecznych i muzycznych. Choreografie przygotowali artyści z różnych krajów, a muzykę stworzyli studenci Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. Projekt pokazał różnorodność współczesnego języka baletu oraz potencjał młodych twórców.

– Szczególnie ważne jest dla mnie to, że w ramach Operowych Odkryć spotkali się artyści o bardzo różnych doświadczeniach – uznane nazwiska światowych scen, twórcy polskiej kultury oraz młodzi choreografowie i kompozytorzy. Festiwal jest miejscem dialogu między pokoleniami i dziedzinami sztuki. Chcemy, aby Opera Wrocławska była nie tylko miejscem prezentowania repertuaru, ale także przestrzenią, w której powstają nowe idee i dzieła – podkreśla Agnieszka Franków-Żelazny.

Wyjątkowym wydarzeniem uzupełniającym 6. Festiwal Opery Współczesnej był panel dyskusyjny pn. Opera? A po co to komu?, który odbył się 11 września. Panel na temat obecności i roli opery we współczesnym świecie poprowadziła red. Polskiego Radia Agata Kwiecińska. Wydarzenie zostało zainaugurowane przez Agnieszkę Franków-Żelazny, Tomasza Koniecznego, Roberta Piaskowskiego oraz Izabelę Kurc. Ponadto uczestnikami panelu byli: krytycy: Dorota Kozińska, Jacek Marczyński, Beata Maciejewska, Benjamin Paschalski i Aleks Stadnicki; artyści: Ewa Vesin, Michał Zadara, Tomasz Wygoda i Agata Zubel oraz menadżerowie kultury: Alicja Węgorzewska-Whiskerd, Roman Osadnik i Marcin Sanakiewicz. 

Tegoroczna edycja Festiwalu pokazała, że współczesna opera i balet mogą być przestrzenią artystycznego eksperymentu, dialogu i spotkania z publicznością.

Festiwal Opery Współczesnej dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Projekt współfinansowany przez Gminę Wrocław.

informacja prasowa

poniedziałek, 5 października 2026

WSPÓŁBRZMIENIA. Wystawa jubileuszowa 80-lecia Akademii Sztuk Pięknych l wrzesień-grudzień 2026

Narodowe Forum Muzyki we Wrocławiu zaprasza na wystawę jubileuszową z okazji 80-lecia Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu. Jej kuratorami są Marta Borgosz, Beata Mak-Sobota, Marek Grzyb, Piotr Kuczkowski i Grzegorz Niemyjski. Wernisaż ekspozycji zatytułowanej Współbrzmienia, którą można oglądać do grudnia 2026 r., odbędzie się 9 października br. o godz. 17.00 w foyer NFM przy Placu Wolności 1 we Wrocławiu.



Współbrzmienia – wystawa jubileuszowa z okazji osiemdziesięciolecia Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu

Sztuka jest niezbędnym elementem istnienia człowieka, metodą oddawania wrażeń i przemyśleń. Oddziałuje na emocje na wiele sposobów. Słuchamy, patrzymy, opowiadamy, czytamy, tańczymy, aby przeżywać radość, wzruszenie, czerpać spokój lub energię, a także po to, by lepiej wyrażać siebie, swoje emocje i doświadczenia. Stanowi ona także przestrzeń refleksji i inspiracji, często łącząc ludzi niezależnie od języka czy kultury. Pomaga odnaleźć drogę osobistej relacji z rzeczywistością i doświadczeniem egzystencji, pozwala budować wspomnienia i daje poczucie wspólnoty. Szczególnym miejscem powstawania owych więzi jest Akademia Sztuk Pięknych.

Tu razem pracują artyści i projektanci, którzy jednocześnie tworzą i dzielą się z młodszymi pokoleniami swoją wiedzą, doświadczeniem oraz umiejętnościami. We wrocławskiej ASP trwa to już osiemdziesiąt lat, stale i niezmiennie, mimo wymian generacji wykładowców i studentów, metod i technologii pracy oraz metamorfoz przestrzeni. Ponadto tym, co niezmiennie spaja instytucję, jest misja kreowania zjawisk sztuki oraz pełnienia roli ważnego, aktywnego ośrodka kultury i nauki.

Okoliczność jubileuszu osiemdziesięciolecia istnienia Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu sprawia, że chcemy opowiedzieć, pokazać, jak kształtuje się nasze poczucie wspomnianej misji i jak przebiega realizacja aspiracji twórczych artystów i projektantów związanych z uczelnią. Dlatego, dzięki gościnności NFM, proponujemy wystawę, która nosi tytuł Współbrzmienia. Praca środowiska akademickiego opiera się bowiem na wymianie doświadczeń, wzajemnym wpływie oraz poszukiwaniu wspólnego języka wypowiedzi twórczej. To właśnie w takich relacjach rodzą się idee przekraczające granice pojedynczych dyscyplin. Współbrzmienia można więc rozumieć jako proces budowania porozumienia poprzez sztukę, otwartość na różnorodność, dialog i współobecność odmiennych form ekspresji.

Ze względu na miejsce wystawy powstaje ważny kontekst, a sama przestrzeń tak prestiżowej instytucji muzycznej dodatkowo wzmacnia znaczenie tytułu poprzez skojarzenia z harmonią, rezonansem i wzajemnym przenikaniem się głosów. Za sprawą wystawy symbolicznie wybrzmiewa wspólna praca, ukazując wrocławską Akademię Sztuk Pięknych jako środowisko różnorodnych dyscyplin, mediów i perspektyw, które nie konkurują ze sobą, lecz wzajemnie się inspirują. Poprzez ekspozycję powstaje ideowa harmonia będąca metaforą tego dialogu. Wystawa jest egzemplifikacją istoty akademickiej aktywności w zakresie twórczości artystycznej i projektowej oraz beneficjum wynikającym z kontynuacji tradycji, otwartości na novum i eksperyment, poszukiwania oryginalności i unikatowości.

Akademia od osiemdziesięciu lat pozostaje miejscem spotkania wielu dyscyplin sztuk wizualnych. Jej jubileusz zatem staje się okazją do podkreślenia relacji budowanych pomiędzy różnymi pracowniami, doświadczeniem i sposobami myślenia o działalności artystycznej. Obrazy, rzeźby, projekty i przedmioty będą skłaniać do wielowątkowej refleksji oraz kierować uważność odbiorców ku sprawom ducha, emocji i licentia poetica.

Beata Mak-Sobota

Współbrzmienia 
Consonances
Wystawa jubileuszowa 80-lecia Akademii Sztuk Pięknych 
im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu
80th Anniversary Exhibition of the Eugeniusz Geppert Academy
of Art and Design in Wrocław
wrzesień–grudzień 2026
September–December 2026
foyer NFM
Kuratorzy Curators: 
Marta Borgosz, Beata Mak-Sobota, Marek Grzyb, 
Piotr Kuczkowski, Grzegorz Niemyjski

informacja prasowa

Wydarzenia w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i Oddziałach /9–11 października 2026/

Wykład dr. hab. Piotra Oszczanowskiego nt. nowożytnego złotnictwa śląskich kościołów pokoju oraz dr. Jakuba Łubockiego o zorganizowanej 100 lat temu wystawie poświęconej zbiorom wrocławskich bibliotek i archiwów publicznych – to niektóre z propozycji weekendowych wydarzeń w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. 

Georg Nawarra (złotnik czynny w latach 1737–1750 we Wrocławiu), Kielich komunijny,
1737. Zbiory Kościół Pokoju w Świdnicy. Fot. Magdalena Lorek, MNWr

W Muzeum Etnograficznym odbędzie się wykład dr Karoliny Rybickiej pt. „Ciche apokalipsy miejscowości w sąsiedztwie Kopalni Węgla Kamiennego Turów” oraz oprowadzanie kuratorskie po wystawie „Życie na węglu. Ludzie, krajobrazy, dziedzictwo w obliczu transformacji energetycznej”.

Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej w ramach obchodów 80-lecia Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu zaprasza na międzynarodowy projekt badawczo-artystyczny w ramach festiwalu LAACT (Light as a Creative Tool). W programie: działania performatywne, wykłady, spotkania i dyskusje, koncentrujące się wokół pojęcia worlding – światotwórstwa.

Witkacy i Jaremianka będą bohaterami pierwszego spotkania z nowego cyklu oprowadzań literackich Justyny Oleksy po wystawie stałej. Będzie można wziąć też udział w oprowadzaniach po wystawie „Stulecie” – w j. polskim, j. niemieckim oraz z tłumaczeniem na PJM. Zaplanowano wykłady: o stylu pięknym w sztuce gotyckiej na Śląsku (prowadzenie dr hab. Romuald Kaczmarek), o świętych kobietach, ich historiach i ikonografii (prowadzenie Julia Stacha) oraz o europejskich muzeach, których bohaterem jest jeden artysta (prowadzenie Iwona Gołaj).

Muzeum Narodowe we Wrocławiu


10.10, g. 12:00 

Z wrocławskich bibliotek i archiwów publicznych sto lat temu. Wykład dr. Jakuba Łubockiego w ramach cyklu „Mój Śląsk. Fascynacje” 

W 1926 roku Schlesisches Museum für Kunstgewerbe und Altertümer (Śląskie Muzeum Rzemiosła Artystycznego i Starożytności) udostępniło widzom wystawę „Aus breslauer öffentlichen Bibliotheken und Archiven” (Z wrocławskich bibliotek i archiwów publicznych). Kto ją zorganizował? Co na niej pokazywano i jaka była jej recepcja? Z jakich zbiorów pochodziły eksponaty? Czy dotrwały do naszych czasów? Jakie znaczenie ma dla nas ta wystawa sto lat później? Tego wszystkiego będą mogli się Państwo dowiedzieć podczas wykładu.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116, I piętro


11.10, g. 11:00 

Łowcy blasku. W pracowni barokowego złotnika. Warsztaty edukacyjno-plastyczne Eveliny Kachynskiej dla dzieci w wieku 6–12 lat w ramach wydarzeń towarzyszących wystawie „Nowożytne złotnictwo śląskich kościołów pokoju”

Czy można rzeźbić w metalu? Jak powstają misterne ornamenty i dlaczego barok tak bardzo lubił blask? A wreszcie: jak złotnik sprawiał, że przedmiot stawał się wyjątkowy? Wyruszymy tropem śląskich złotników i przyjrzymy się z bliska niezwykłym przedmiotom pochodzącym m.in. z kościołów pokoju w Świdnicy i Jaworze. Będziemy obserwować, jak powierzchnie złotniczych zabytków reagują na światło, rozszyfrowywać dekoracje i odkrywać sekrety dawnych technik złotniczych. Na koniec sami wcielimy się w barokowych mistrzów, tworząc metaliczny relief, którego najważniejszym elementem stanie się światło.

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja@mnwr.pl lub 71 372 51 48

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu


11.10, g. 12:00 

Nowożytne złotnictwo śląskich kościołów pokoju. Wykład dr. hab. Piotra Oszczanowskiego towarzyszący wystawie „Nowożytne złotnictwo śląskich kościołów pokoju”

W jakich okolicznościach śląskie kościoły pokoju pozyskiwały swoje cenne precjoza złotnicze? W trakcie wykładu omówione zostaną same zabytki, jak i przybliżone sylwetki ich fundatorów. Będzie to opowieść o pewnej specyfice, która dała o sobie znać także w przypadku wzbogacania się świątyń luterańskich o naczynia liturgiczne w Głogowie, Jaworze i w Świdnicy, a które były pochodną określonych warunków, w jakich powstawały te kościoły. Sankcje, jakie dotknęły ze stronny władzy zwierzchniej śląskich luteran sprawiły, że mogli liczyć tylko na siebie samych oraz na ofiarność i wsparcie współwyznawców ze Śląska oraz całej Europy. Dopełnieniem wykładu będzie możliwość zwiedzenia wystawy prezentowanej w muzealnym Skarbczyku.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116, I piętro

Widok wystawy „Życie na węglu”, fot. Wojciech Rogowicz


Muzeum Etnograficzne

10.10, g. 12:00

„Życie na węglu. Ludzie, krajobrazy, dziedzictwo w obliczu transformacji energetycznej” – oprowadzanie kuratorskie. Prowadzenie: Katarzyna Majbroda i Julia Szot

Wystawa poświęcona ludziom, krajobrazom i dziedzictwu regionu wokół kopalni i elektrowni Turów w gminie Bogatynia na Dolnym Śląsku. Tytułowe życie na węglu ukazane zostało w perspektywie międzygatunkowego sąsiedztwa ludzi, surowca, kompleksu wydobywczo-energetycznego, technologii oraz ożywionej i nieożywionej materii. Jak pisze prof. Katarzyna Majbroda: „Wystawa zachęca do refleksji nad relacjami między człowiekiem, energią i środowiskiem. Pokazuje, że krajobraz wokół Turowa jest przestrzenią splątanych historii: industrializacji i utraty, modernizacji i degradacji, pamięci i przyszłości. To miejsce, w którym niezwykle istotne wydaje się pytanie o energię jako krwiobieg gospodarek późnego kapitalizmu i jednocześnie ważny element kultury wspólnoty ‘żyjącej na węglu’”.

Wstęp z biletem na wystawę czasową

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


11.10, g. 12:00

Krajobrazy na szkle malowane. Warsztaty rodzinne dla dzieci w wieku 6–12 lat w ramach cyklu „Etno w południe”, prowadzenie: Julia Szot

Zajęcia poświęcimy na zapoznanie się z techniką malowania na szkle. To rzemiosło uprawiane również na Dolnym Śląsku wymagało od autorów malowideł na szkle planowania pracy, precyzyjności oraz zwracania uwagi na detale. Tematem warsztatów będzie pejzaż. Spróbujemy przenieść krajobrazy znane z naszego regionu na szklaną taflę.

Bilety w cenie 10 zł

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl lub 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


11.10, g. 15:00

Ciche apokalipsy miejscowości w sąsiedztwie Kopalni Węgla Kamiennego „Turów”. Wykład dr Karoliny Rybickiej towarzyszący wystawie „Życie na węglu. Ludzie, krajobrazy, dziedzictwo w obliczu transformacji energetycznej”

Wiele miejscowości na Dolnym Śląsku bezpowrotnie zniknęło z lokalnego krajobrazu lub przetrwało w szczątkowej formie. To zjawisko wystąpiło wielokrotnie jeszcze przed II wojną światową, ale też wiele lat po jej zakończeniu. Można wyróżnić jego dwie główne przyczyny: proces wyludniania oraz celową likwidację. Do pierwszej grupy zaliczono takie wsie i osady jak np. Budniki, Czerwony Strumień, Rogóżka oraz Ostra Góra, w których na odpływ ludności miały wpływ np. brak umiejętności uprawy roli w specyficznym górskim mikroklimacie, trudności komunikacyjne czy położenie przygraniczne. Z kolei w drugiej znalazły się: Miedzianka, Opolno-Zdrój, Rybarzowice, Śląska Dolina i Wigancice Żytawskie. W tych przypadkach miejscowości zostały wyznaczone do wysiedlenia i całkowitej lub częściowej likwidacji z powodu szkód górniczych, budowy zapory wodnej czy rozwoju przemysłu wydobywczego. Co więcej, jedna z nich – Opolno-Zdrój – w wyniku zwiększania obszaru wydobywczego zatraciła swoje funkcje uzdrowiskowe, a historyczna zabudowa uległa degradacji. W świadomości dawnych mieszkańców Rybarzowic i Wigancic Żytawskich zapisały się obrazy i emocje towarzyszące likwidacji tych wsi. Warto zatem zachować ich historię, która jest przykładem wpływu rozwijającego się przemysłu na lokalny krajobraz oraz ludzi żyjących na tych obszarach.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu


Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


9.10, g. 16:00

O czwartej pod Kopułami. Oprowadzanie po wystawie „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej”

A może by tak zacząć weekend od spotkania ze sztuką? Pawilon Czterech Kopuł zaprasza na oprowadzanie po wystawie prezentującej dzieła sztuki średniowiecznej, przygotowanej w setną rocznicę ekspozycji „Schlesische Malerei und Plastik des Mittelalters” zorganizowanej przez Heinza Braunego i Ericha Wiesego na wrocławskich Szczytnikach. W owym czasie było to nie tylko wielkie wydarzenie w świecie wystawienniczym, ale przede wszystkim istotny krok dla badań nad śląską sztuką średniowieczną. Współczesnego widza z pewnością zainteresuje ukazanie zmian, jakie przez ostatnie sto lat zaszły zarówno w badaniach nad śląską sztuką średniowieczną, jak i w rozwoju muzealnictwa. Ciekawa również będzie wielowątkowa narracja wystawy, poświęcona m.in. kuratorom dawnej ekspozycji oraz średniowiecznym mistrzom, których imiona za sprawą badań sprzed wieku przywrócone zostały historii sztuki.

Wstęp z biletem na wystawę czasową

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


10.10, g. 9:00–15:00

Światotwórstwo / Worlding. Speculative Research–Art Workshops – LAACT extended (beyond light) [EN]

W ramach obchodów 80-lecia Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu zapraszamy na międzynarodowy projekt badawczo-artystyczny w ramach festiwalu LAACT (Light as a Creative Tool). 

Tegoroczna edycja koncentruje się wokół pojęcia worlding – światotwórstwa. Zamiast traktować świat jako gotową przestrzeń, w której pojawiają się ludzie, rzeczy i dzieła, worlding kieruje uwagę ku relacjom i procesom, poprzez które rzeczywistość jest nieustannie współtworzona. Praktyka artystyczna nie służy tutaj wyłącznie tworzeniu obiektów. Może być sposobem poznawania, przesuwania perspektywy i tworzenia warunków, w których możliwe staje się wspólne myślenie. Człowiek nie pozostaje przy tym jedynym punktem odniesienia.

Program sobotnich wydarzeń w Pawilonie Czterech Kopuł:

9:00–11:00 | Işıl Eğrikavuk – Practising Another World. Partycypacyjne działanie performatywne w Parku Szczytnickim (trawnik przed Pawilonem Czterech Kopuł)

11:30–13:00 | Yvonne Volkart – Plant Intelligence: Artistic Research as Transmaking

13:30–14:30 | Tymon Adamczewski – Reflecting on the Process. Kolektywna refleksja nad pytaniami, spotkaniami i przesunięciami pojawiającymi się podczas Worlding, wraz z pierwszą prezentacją rozwijanej Process Platform

14:30–15:00 | Closing Discussion – wszyscy uczestnicy projektu. Kolektywna refleksja nad wspólnym procesem Worlding

Wstęp wolny

Wydarzenia w j. angielskim

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


10.10, g. 16:00

Muzeum jednego artysty. Wykład Iwony Gołaj w ramach cyklu „Nie tylko Pawilon. Muzea sztuki współczesnej w Europie”

Artysta i jego muzeum? Bohaterami opowieści będą m.in. Muzeum van Gogha w Amsterdamie, Teatro Museo Dalí, surrealistyczny obiekt zaprojektowany przez samego artystę w jego rodzinnym mieście Figueras, a także trzy muzea Picassa: w Paryżu, Maladze i Barcelonie…

Wstęp wolny

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


10.10, g. 18:00

Styl piękny w sztuce gotyckiej na Śląsku. Wykład dr. hab. Romualda Kaczmarka towarzyszący wystawie „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej”

Opowieść dotyczyć będzie problematyki sztuki gotyckiej na Śląsku z okresu lat ok. 1370–1430. Na wstępie pojawią się wyjaśnienia genezy i zakresu terminu „styl piękny” jako lokalnego, środkowoeuropejskiego odpowiednika pojęcia „styl międzynarodowy”. Zostanie ukazana na najważniejszych przykładach chronologia i dynamika przemian form stylowych w omawianym okresie sztuki śląskiej. Będą pokazane dzieła, które jako najprawdopodobniejsze importy na teren Śląska inicjowały powstawanie lokalnych naśladownictw. Pojawi się również kwestia tzw. Mistrza Ukrzyżowania z kaplicy Dumlosych, wykreowanego przy okazji wystawy 1926 r., a budzącego do dzisiaj kontrowersje.

Wstęp wolny

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


11.10, g. 11:00

„Das Jahrhundert. Zum Jubiläum der Großausstellung schlesischer Kunst des Mittelalters“ [DE]

Eine Führung in deutscher Sprache durch die Sonderausstellung „Das Jahrhundert. Zum Jubiläum der Großausstellung schlesischer Kunst des Mittelalters“. Durchführung: Nicole Ullrich.

Nach einhundert Jahren sind unschätzbare mittelalterliche Meisterwerke wieder im den Vier-Kuppel-Pavillon zurück. Das Nationalmuseum in Wrocław erinnert an die legendäre Ausstellung aus dem Jahr 1926 – ein Ereignis, das zum Meilenstein in den Forschungen zur schlesischen Kunst des Mittelalters wurde. Die aktuelle Ausstellung ist eine Erzählung über die Meister des Mittelalters, Kuratoren und Forscher. Ihr Ziel ist es, die Veränderungen aufzuzeigen, die sich im Laufe des letzten Jahrhunderts auf dem Gebiet des Museumswesens und der Kunstgeschichte vollzogen haben.

Vier-Kuppel-Pavillon

Eintritt mit einer Eintrittskarte für die Sonderausstellung


11.10, g. 12:00

„Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej” – oprowadzanie kuratorskie [PJM]. Prowadzenie: dr Agata Stasińska, tłumaczenie na polski język migowy: Elżbieta Resler

Prezentowana w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej wystawa dzieł sztuki średniowiecznej przygotowana została w setną rocznicę ekspozycji „Schlesische Malerei und Plastik des Mittelalters” zorganizowanej przez Heinza Braunego i Ericha Wiesego na wrocławskich Szczytnikach. W owym czasie było to nie tylko wielkie wydarzenie w świecie wystawienniczym, ale przede wszystkim istotny krok dla badań nad śląską sztuką średniowieczną. Współczesnego widza z pewnością zainteresuje ukazanie zmian, jakie przez ostatnie sto lat zaszły zarówno w badaniach nad śląską sztuką średniowieczną, jak i w rozwoju muzealnictwa. Ciekawa również będzie wielowątkowa narracja wystawy, poświęcona m.in. kuratorom dawnej ekspozycji oraz średniowiecznym mistrzom, których imiona za sprawą badań sprzed wieku przywrócone zostały historii sztuki.

Wstęp z biletem na wystawę czasową

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


11.10, g. 14:00

Święte kobiety. Ich historia, ikonografia i lekcje, jakie za sobą niosły [PJM]. Wykład Julii Stachy towarzyszący wystawie „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej”, tłumaczenie na polski język migowy: Elżbieta Resler

Spotykamy je na obrazach i rzeźbach zdobiących kościelne mury. Ich obecność w przestrzeniach sakralnych wydaje się nam niemalże oczywista. Niektóre znamy z imienia i kojarzymy z określonymi wydarzeniami lub grupami społecznymi, a inne po prostu są – w końcu przez tyle lat istnienia kościoła pojawiło się wielu świętych – i z braku wiedzy nie poświęcamy im zbyt wiele uwagi… 

Podczas wykładu o świętych kobietach przybliżone zostaną sylwetki niektórych z nich. Poznamy historie ich życia (niejednokrotnie przekazywane w formie legendy), na podstawie przykładów ze świata sztuki odkryjemy, w jaki sposób ukazywane są w ikonografii i jak je rozpoznać dzięki ich atrybutom, a także zastanowimy się nad tym, jaką naukę za sobą niosły i czy możemy przełożyć ją na dzisiejszy – z pozoru znacznie inny od średniowiecznego – świat.

Wstęp wolny

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej


11.10, g. 16:00

Język wystaw. Oprowadzanie literackie | Witkacy, Jaremianka. Prowadzenie: Justyna Oleksy

Czytałeś regulamin? „Klient musi być zadowolony. Nieporozumienia wykluczone”. Zapraszamy na nowy cykl oprowadzań literackich, w czasie których poznamy twórczynie i twórców prezentowanych na wystawach w Pawilonie także z perspektywy ich twórczości pisarskiej. Bywają to odkrycia zupełnie zaskakujące. Niektóre z nich dopełniają obrazu plastycznego, inne – niespodziewanie go rozszerzają. Zapraszamy do wspólnego namysłu nad manifestami, listami, wierszami, bajkami, regulaminami, dramatami, powieściami. Wszystkie te formy bowiem zostaną omówione w ramach literackich oprowadzań „Język wystaw”.

Wstęp z biletem na wystawę stałą

Miejsce: Pawilon Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej

informacja prasowa

niedziela, 4 października 2026

6. Festiwal Opery Współczesnej: "Podróż zimowa 3.0" Franza Schuberta /recenzja/

W ramach Festiwalu Opery Współczesnej mieliśmy niebywałą okazję usłyszeć nową, oryginalną wersję "Podróży zimowej" Schuberta w języku polskim. Autorem kongenialnego przekładu poezji Wilhelma Müllera jest wybitny aktor, mistrz słowa mówionego  – Krzysztof Gosztyła, którego uhonorowano przed koncertem złotym medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis". Interpretacja nowego przekładu, którą zaproponowali Tomasz Konieczny (bas-baryton) oraz Lech Napierała (fortepian) okazała się równie znakomita jak przekład. 

"Podróż zimowa", Lech Napierała (piano) i Tomasz Konieczny (śpiew), w tle: Krzysztof Gosztyła,
fot. Karpati&Zarewicz


Podróż zimowa
Franza Schuberta


Muzykę do pierwszych pieśni tekstu Wilhelma Müllera "Podróż zimowa" Franz Schubert zaczął komponować w lutym 1827 roku i w jakimś sensie są one antytezą wcześniejszego cyklu: "Pięknej młynarki". Odtrącony przez ukochaną chłopiec podejmuje wędrówkę przez zimowy krajobraz, do czego nawiązuje pierwsza pieśń nowego cyklu: "Dobranoc", gdzie napomyka się o utraconej nadziei:

Dziewczęcia słowo  – kocham, 
o ślubie matki szept.

Bohater pogrąża się w rozpaczy. Raz tylko przygnębiający nastrój rozjaśnia się, kiedy pozostawia na bramie czułe "dobranoc"  – widomy znak tego, że ciągle myśli o dziewczynie. Wędrówka przez zimową noc symbolizuje śmierć, ale także senną marę  – obydwa te motywy są charakterystyczne dla okresu romantyzmu. Wśród niemieckich romantyków należałoby wymienić Novalisa (między obydwoma cyklami Schubert napisał pieśni do wierszy tego właśnie poety) oraz Jean-Paula Richtera, W polskiej literaturze romantycznej odtrącony kochanek Gustaw nie przestaje obsesyjnie opowiadać o swojej utraconej miłości (w części IV "Dziadów"), ba, podejmuje wędrówkę w poszukiwaniu ukochanej będąc upiorem (ballada "Upiór", "Dziady" cz. II). Wędruje także bohater "Podróży zimowej", snując wspomnienia, które są dla niego szczególnie bolesne i roni łzy, które natychmiast zamarzają, choć  wydaje mu się, że znowu czuje słodki zapach lipowego kwiecia i pragnąłby odnaleźć przy niej dawny spokój. Nie ustaje jednak w wędrówce i kiedy wyczerpany usiłuje odpocząć w chatce węglarza, śni sen o wiośnie. I choć 

tak zimno, ciemno wokół,
a z dachu wciąż krakał mi kruk,

to jednak wydaje mu się, że czyjaś ręka namalowała na szybie kwiaty, a także

Przyśniła się wielka miłość
i piękne dziewczę w snach

Powraca tęsknota i poczucie wielkiej samotności. Momentami marzy o tym, aby się szybko zestarzeć i umrzeć ("Siwa głowa"). I tak wędruje bez celu i bez nadziei ("Drogowskaz"). Na koniec spotyka lirnika, którego nikt nie chce słuchać, a który mimo to Lirze nie da umilknąć. Wędrowiec czuje z nim rodzaj duchowego pokrewieństwa i pragnie ruszyć w świat w jego towarzystwie, byle jego pieśni grał na swojej lirze.
Schubert (a wraz z nim bohater jego pieśni) odnalazł poniekąd swojego sobowtóra. Jednak "Podróż zimowa" jest przepełniona po brzegi smutkiem i cierpieniem, nie daje żadnej nadziei. 

Tomasz Konieczny (bas-baryton) podczas koncertu "Podróż zimowa",
fot. fot. Karpati&Zarewicz

Tekst najlepszym wehikułem interpretacji


Słowo było zawsze fundamentem muzyki – stwierdził Vittorio Ghielmi, włoski dyrygent i kompozytor, kiedy zawitał do Wrocławia podczas 52. edycji Wratislavia Cantans. Aż do początków XX wieku twórczość kompozytorska miała ścisły związek z retoryką muzyczną. Nawet gra na instrumentach smyczkowych wzorowana była na ludzkim głosie. Nie przypadkiem Wilhelm Müller znalazł w Schubercie idealnego interpretatora swojej poezji. O takim muzycznym dopełnieniu marzył i choć tego nie dożył, spełniło się. Muzyka Schuberta tak dalece zrosła się z niemieckim tekstem, że trudno mi było wyobrazić sobie podobną spoistość w przypadku polskiego tłumaczenia. A jednak okazało się to możliwe dzięki kongenialnemu przekładowi Krzysztofa Gosztyły. A nie był to pierwszy polski przekład! Próbę tę podjął wcześniej Stanisław Barańczak, ale jest to raczej współczesna parafraza wierszy Wilhelma Müllera. Możemy jej posłuchać na płycie nagranej przez Tomasza Koniecznego i Lecha Napierałę,  wydanej przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina w 2022 roku. Artyści nagrali też Schuberta w języku oryginału. Projekt powrotu do "Podróży..." pojawił się wraz z nowym tłumaczeniem, którego mieliśmy okazję posłuchać podczas tegorocznego Festiwalu Opery Współczesnej. Mogłam porównać ze sobą wszystkie trzy przekłady, w tym Jacka Dehnela, zamieszczony w polskim wydaniu opracowania pieśni, którego autorem jest znany i nagradzany tenor Ian Bostridge ("Podróż zimowa Schuberta. Anatomia obsesji").  Przekład Denehla jest wprawdzie bliższy oryginałowi, a jednak składnia, słownictwo, metafory są w porównaniu z tekstem tłumaczenia Gosztyły jakieś hmmm... nietrafne. Dla porównania fragment wspomnianej już "Lipy":

W oryginale:
Ich schnittin seine Rinde
so manche liebe Wort
(...)
Und seine Zweige rauschten,
als riefen siemich zu

W przekładzie Denehla:
Wyciąłem w korze lipy
Miłosnych wiele słów;
(...)
Szumiały jej gałęzie
I tak mnie wołał szum

W tłumaczeniu Gosztyły:
Na korze jej wyciąłem 
niemało czułych słów,
(...)
Gałęzie zaszumiały
i jakby wołał szum:

Krzysztod Gosztyła  – Tomasz Konieczny  – Lech Napierała: idealne dopełnienie


O tym, jak to zabrzmiało podczas koncertu, jak było adekwatne, jak tekst niósł muzykę i ludzki głos, mogę zaświadczyć, że poruszało serce i wyobraźnię. 
Już pierwsze takty pieśni (Dobranoc: Jak obcy tu przybyłem, //tak obcy idę w świat) zawierają w opadającej frazie "program" całego cyklu: poczucie wyobcowania, brak nadziei, rozpacz. Panuje ciężki molowy nastrój. W "Kurku z blachy" melodia śpiewu wznosi się gwałtownie w górę, przy akompaniamencie unisono  –  jak krzyk cierpienia. Potem pojawia się refleksja i ciche wyznanie: Ten wiatr też bawi się mym sercem // a ono gra... i milknie z trwóg;
W "Odrętwieniu" Wędrowiec uświadamia sobie, że kiedy ucichnie ból, nic mu już nie przypomni ukochanej, bo ból to jedyna pamiątka, którą posiada... Każda z kolejnych pieśni wprowadza nas głęboko w świat Wędrowca, możemy też przejrzeć się w jego uczuciach w swoim rodzimym języku (nareszcie!) i dzięki znakomitej interpretacji. 
Tomasz Konieczny zmierzył się z nowym przekładem, podobnie jak Lech Napierała, po raz drugi, zaś z cyklem "Winterreise"  – po raz trzeci (stąd tytuł "Podróż zimowa 3.0"), a jego głęboki, dramatyczny bas-baryton oddawał wszelkie niuanse uczuć, które nieustannie wstrząsają bohaterem. Nieskazitelna dykcja i interesująca interpretacja są wielkim atutem tego śpiewaka. Towarzyszący mu Lech Napierała – równie twórczy, wrażliwy na zmiany nastroju kompozycji i na niuanse interpretacyjne Tomasza Koniecznego. Znakomity, dobrze rozumiejący się duet! 
Sądzę, że owa trójka w tytule to nie tylko kolejna wersja "Podróży zimowej", ale jej doskonała interpretacja, idealne wypełnienie, bo trójka to także symbol doskonałości.

Lech Napierała (piano) i Tomasz Konieczny (śpiew), fot. Karpati&Zarewicz
Dodam, że koncertowi towarzyszył film wideo według scenariusza i w reżyserii  Adama Dudka. Zamysł zilustrowania tekstu "Podróży..." był sam w sobie interesujący, a mnie kojarzył się jako żywo z "Uchem Igielnym" Wiesława Myśliwskiego, w którym stary i młody bohater (będący jedną i tą samą osobą) mijają się i spotykają, a zarazem snuje się opowieść o życiu, o śmierci i o niespełnionej miłości. Wyznam jednak, że film przeszkadzał mi w odbiorze muzyki, podobnie jak to było podczas tegorocznego festiwalu Opera Rara. Obserwowanie muzyków i ich słuchanie dostatecznie uruchamiają moją wyobraźnię i emocje. Reszta jest nadmiarem...

sobota, 3 października 2026

Resurgam. II Festiwal Stanisławy Przybyszewskiej

Druga edycja Festiwalu to cykl wydarzeń kulturalnych inspirowanych życiem i twórczością autorki „Sprawy Dantona”. Tytuł festiwalu – „Resurgam” (łac. „zmartwychwstanę”) podkreśla potrzebę przywrócenia odbiorcom i odbiorczyniom, w tym współczesnym Gdańszczanom i Gdańszczankom, postaci zapomnianej przez lata pisarki, po której w mieście zachowało się niewiele śladów. Tegoroczna edycja realizowana będzie w łączności z trwającym rokiem Andrzeja Wajdy i w bezpośrednim kontekście filmu „Danton” oraz sztuki „Sprawa Dantona” w legendarnej inscenizacji w gdańskim Wielkim Młynie w 1980 roku.


Program Festiwalu

 

Spacer po Gdańsku śladami Stanisławy Przybyszewskiej (trasa dostępna)

kiedy: 3 października 2026 (sobota), godz. 11.00-12.30

gdzie: start spaceru ul. Augustyńskiego 1 (przed budynkiem Urzędu Marszałkowskiego)

wstęp: bezpłatny, bez zapisów

dostępność trasy: dostosowana dla osób z alternatywną motoryką.

Prowadząca: Anna Sadowska – historyczka sztuki, przewodniczka po Trójmieście, autorka tras i projektów herstorycznych. Inicjatorka spacerów po Gdańsku śladami Stanisławy Przybyszewskiej odbywających się w Gdańsku od 2015 roku. Inicjatorka nadania w 2015 roku gdańskiemu tramwajowi imienia dramatopisarki.


Pokaz filmu „Danton” (reż. A. Wajda) wraz z rozmową o filmie

Seans filmowy wraz z dyskusją. Z Małgorzatą Terlecką-Reksnis rozmawia Dorota Karaś. 

kiedy: 3 października 2026 (sobota), godz. 19.00

gdzie: Plama GAK, ul. Pilotów 11 na Zaspie

wstęp: bezpłatny, bez zapisów

dostępność: sala jest dostępna dla osób z alternatywną motoryką, brak rozwiązań dla osób z niepełnosprawnością sensoryczną

Małgorzata Terlecka-Reksnis: łączy wykształcenie teatrologiczne z doświadczeniem dziennikarskim. Jej pierwsza książka „Holoubek. Rozmowy” stała się bestsellerem, osiągnęła dwa wydania. Autorka zbioru reportaży i wywiadów z gwiazdami polskiej sceny teatralnej i muzycznej zebranych w tomie „Soc, pop, post. Portrety gwiazd” oraz czteroodcinkowy film dokumentalny „Gustaw Holoubek” zrealizowany dla TVP. Jej najnowsza książka „Pszoniak .Fragmenty” wydana w 2024 r. stanowi zapis spotkań i rozmów z wybitnym aktorem, gdzie zwierzenia osobiste opowieści przeplatają się z opisem najważniejszych ról teatralnych i filmowych Wojciecha Pszoniaka.

Dorota Karaś: reporterka z Gdańska. Autorka m.in. biografii Zbigniewa Cybulskiego („Cybulski. Podwójne salto”), Anny Walentynowicz (“Walentynowicz. Anna szuka raju”) oraz Jerzego Urbana (“Urban”). Współautorem dwóch ostatnich książek jest Marek Sterlingow. Wspólnie napisali również wywiad-rzekę z Małgorzatą Szejnert (“Chłodnia, czyli grzejnia”) oraz prowadzą Akademię Reportażu Europejskiego Centrum Solidarności.


Spacer po Gdańsku śladami Stanisławy Przybyszewskiej 

Drugi spacer śladem autorki „Sprawy Dantona”.

kiedy: 4 października 2026 (niedziela), godz. 11.00-12.30

gdzie: start spaceru ul. Wronki 1 (ogród przy kościele Podwyższenia Krzyża św.)

wstęp: bezpłatny, bez zapisów

dostępność trasy: trasa niedostępna dla osób z alternatywną motoryką

Prowadząca: Anna Sadowska


Młyn, rewolucja, karnawał – spotkanie wspomnieniowe

8 listopada 1980 roku w Wielkim Młynie odbyła się gdańska premiera „Sprawy Dantona” w inscenizacji Andrzeja Wajdy i reżyserii Macieja Karpińskiego. Z twórcami i widzami tamtego przedstawienia – Elżbietą Goetel, Haliną Kasjaniuk oraz Władysławem Zawistowskim porozmawia Katarzyna Żelazek.

kiedy: 4 października (niedziela), godz. 18:00

gdzie: Plama GAK, ul. Pilotów 11 na Zaspie

dostępność: rozmowa będzie tłumaczona na Polski Język Migowy.  Sala jest dostępna dla osób z alternatywną motoryką.

wstęp: bezpłatny, bez zapisów.

Prowadząca: Katarzyna Żelazek – dziennikarka, redaktorka, edytorka, animatorka projektów kulturalnych. Autorka książek z pogranicza dziedzictwa, kultury i społeczeństwa, m.in. „Śmierć prezydenta. Czy zmienił nas tamten styczeń?” (2020), „Gość. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski” (2016), „Autorytety” (2010), „Kalendarz tradycji i powiedzonek rodzinnych 2008” (2007), „Przepisy na bycie razem” (2005). Pomysłodawczyni i menadżerka projektów społeczno-obywatelskich i kulturalnych, m.in. Wieczoru dla Przyjaciela (ECS), Kolędowania (ECS), współorganizatorka Forum Dialogu Gdański Areopag (1999–2012).Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim oraz Komunikacji i Marketingu na Wyższej Szkole Administracji i Biznesu w Gdyni.


Rewolucja i trauma, czyli co w nas zostaje po trudnych przełomach historycznych – debata

kiedy: 8 października 2026 (czwartek), godz. 18:00

gdzie: Dom Literatury w Gdańsku, ul. Długa 35

wstęp: bezpłatny, bez zapisów.

Panel dyskusyjny poświęcony zjawisku rewolucyjnego przewrotu jako drastycznej zmiany społecznej i związanej z nim trudnej pamięci. Z Michałem Bilewiczem, Moniką Milewską i Ksenią Shmydkayą porozmawia Katarzyna Michałowska (Stacja Zmiana).

Katarzyna Michałowska: dziennikarka, reporterka i twórczyni podcastu StacjaZmiana.pl (finalistka konkursu Kursory Roku 2025 w kategorii Podcast Roku). Absolwentka gdańskiej Akademii Reportażu, w swojej pracy skupia się na historiach ludzi przechodzących przez życiowe zmiany. Jej głos towarzyszy mieszkańcom regionu – dawniej w audycji „Podsumowanie Tygodnia” (Twitter), obecnie, od czasu do czasu, w Strefie Komentarzy na antenie Radia Gdańsk.

Michał Bilewicz: psycholog społeczny i polityczny, pracownik Wydziału Psychologii na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie kieruje Centrum Badań nad Uprzedzeniami. Zajmuje się psychologicznymi mechanizmami pojednania, pamięci zbiorowej, traumy i uprzedzeń. Laureat Nagrody im. Nevitta Sanforda przyznanej przez Międzynarodowe Towarzystwo Psychologii Politycznej (ISPP).

Monika Milewska: prof. UG, antropolog historii, eseistka, poetka, dramato- i bajkopisarka. Ukończyła Uniwersytet Warszawski, Szkołę Nauk Społecznych w Warszawie i EHESS w Paryżu. Obecnie pracuje w Instytucie Antropologii UG. Autorka książek: I rak ryba. Stworzenia polityczne PRL-u, Ślepa kuchnia. Jedzenie i ideologia w PRL, Bogowie u władzy oraz Ocet i łzy, za którą otrzymała stypendium „Polityki” i nominację do Nagrody Literackiej NIKE. Autorka powieści Latawiec z betonu, na której podstawie powstało słuchowisko oraz nagradzane w Polsce i za granicą: monodram Beton w Teatrze Miniatura i spektakl telewizyjny Falowiec. Ostatnio wydała książkę Boskie trele. Szkice o Oświeceniu i Rewolucji.

Ksenia Shmydkaya: wykładowczyni slawistyki i rusycystyki na Uniwersytecie Tallińskim. Z wykształcenia jest historyczką rewolucji francuskiej, a następnie zajęła się historią intelektualną okresu międzywojennego, ze szczególnym uwzględnieniem Europy Wschodniej i problematyki genderowej. Jej pierwsza monografia, Revolution, She Wrote: Historical Fiction and Radical Knowledge in Interwar Europe, ukazała się nakładem Bloomsbury Academic.


Resurgam Slam – slam literacki inspirowany życiem i twórczością Stanisławy Przybyszewskiej

Festiwalowa odsłona slamu poetyckiego inspirowana autorką „Sprawy Dantona”. Temat pierwszej rundy: bunt i rewolucja. O zwycięstwie w 3-minutowych pojedynkach zdecyduje publiczność. Prowadzi Katarzyna Andrulonis.

kiedy: 10 października 2026 (sobota), godz. 19:00

gdzie: Plama GAK, ul. Pilotów 11 na Zaspie

wstęp: bezpłatny, zapisy na miejscu

Nagrody

1 miejsce: 1000 zł

2 miejsce: 300 zł

3 miejsce: 200 zł

Katarzyna Andrulonis – gdańska animatorka i organizatorka kultury. Zajmuje się produkcją wydarzeń kulturalnych, edukacją i koordynacją projektów artystycznych. W latach 2020-2025 kierowała Plamą GAK na Zaspie. Koordynowała Międzynarodowy Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA, InShort Film Festival – IN POLAND oraz wiele wydarzeń teatralnych, literackich i interdyscyplinarnych. Współtworzyła również projekty wykorzystujące kulturę jako narzędzie integracji mieszkańców Gdańska, w tym osób z doświadczeniem migracji. Związana z trójmiejskim środowiskiem slamowym. Pracuje w Domu Literatury w Gdańsku – Gdańsk Miasto Literatury Unesco. Regularnie prowadzi Slam w Blokowisku.

Regulamin slamu znajdziesz pod tym linkiem: Regulamin – Resurgam Slam


Gra terenowa – geocaching śladami Stanisławy Przybyszewskiej

Miejska eksploracja, szukanie skrytek, zagadki i artefakty – gra terenowa w oparciu o życiorys bohaterki Festiwalu.

kiedy: od 3 do 11 października 2026

gdzie: wybrane punkty w przestrzeni miasta

Organizatorem wydarzenia jest Gdański Archipelag Kultury, partnerem projektu Dom Literatury w Gdańsku. 

informacja prasowa

piątek, 2 października 2026

Monoteatr Wiesława Gerasa /wywiad/

Rozmawiam z Wiesławem Gerasem  – cenionym animatorem kultury, dziennikarzem i działaczem społecznym, związanym przede wszystkim z Wrocławiem oraz ruchem teatrów jednego aktora. Przez 50 lat z sukcesem organizował w stolicy Dolnego Śląska przeglądy monodramów, które na stałe wpisały się w kulturalny pejzaż miasta. Próbując odpowiedzieć na pytanie, czym jest teatr jednego aktora, Piotr Konrad nazwał go trafnie i dowcipnie ”teatrem jednego Gerasa”. Wkrótce czeka nas jubileuszowy 60. przegląd!

Wiesław Geras uhonorowany złotym medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis,
fot. z archiwum Wiesława Gerasa

Barbara Lekarczyk-Cisek: Spotykamy się z powodu dwóch ważnych wydarzeń, których jest Pan bohaterem. Po pierwsze, w tym roku został Pan uhonorowany złotym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” za swoje dokonania na niwie teatralnej. Po wtóre, 17 października tego roku mija 60 lat od otwarcia w Piwnicy Świdnickiej pierwszego przeglądu monodramów, którego jest Pan prawdziwym spiritus movens. Dzięki Panu odbędzie się we Wrocławiu ponownie prezentacja monodramów w wykonaniu aktorów uczestniczących w początkach przeglądu. Historia zatoczyła koło… Zanim w naszej rozmowie poddamy refleksji minione „teatralne lata” i Pański w nich udział, proszę nam przybliżyć program jubileuszu.

Wiesław Geras: Przygotowując program jubileuszu zdecydowałem się na to, by wystąpili w nim aktorzy wrocławscy. W gronie tym znalazł się również Wiesław Komasa, który zadebiutował we Wrocławiu 55 lat temu spektaklem „Wołający”. Na jubileusz, który jednocześnie będzie zamknięciem jego kariery scenicznej, przygotował spektakl autobiograficzny, dziesiąty w swojej karierze. Chciałbym też zaprosić Zdzisława Kuźniara, 95-letniego wrocławskiego aktora, który ciągle jest w znakomitej formie. Zrobił w swoim życiu cztery monodramy, m. in. genialnego „Feuerbacha” na podst. Tankreda Dorsta, a także „Dwa dni z synem”, inspirowany sztuką Edmunda Morrisa „Drewniany talerz” – niezwykle poruszający monodram, w którym zawarł osobiste wspomnienia. Chciałbym też, aby wystąpiła Agata Kucińska, która zaprezentowała przed laty monodram zatytułowany „Sny” na podst. Iwana Wyrypajewa, za który otrzymała Nagrodę Dziennikarzy. Zrealizowała też słynne „Żywoty świętych osiedlowych” na podst. tekstu Lidii Amiejko. Może uda się zaprosić wybitnego wrocławskiego aktora i poetę Bogusława Kierca, który także prezentował swoje monodramy podczas WROSTJA, m. in. „Mojego trupa” na podst. tekstów Adama Mickiewicza.

Na WROSTJA bywałam już od lat 70., a był to czas szczególnego rozkwitu teatru. Można było obejrzeć wspaniałe przedstawienia zarówno w teatrach zawodowych, jak też teatr eksperymentalny Jerzego Grotowskiego. Ponadto co 4 lata odbywały się Festiwale Teatru Otwartego, na których pojawiły się grupy teatralne z całego świata, od amerykańskiego The Bread and Puppet Theatre po japoński teatr kabuki. Na te spektakle, podobnie jak na Pańskie przeglądy monodramów, waliły tłumy. WROSTJA przetrwały rozmaite burze i udało się w 2016 roku osiągnąć niebywały wprost jubileusz 50-lecia. I to w wielkim stylu! Począwszy od 2010 towarzyszyłam przeglądowi monodramów regularnie, recenzując spektakle i przeprowadzając wywiady z aktorami. Na początku nowego wieku przegląd stał się przedsięwzięciem międzynarodowym. Jak do tego doszło?

Zaczęło się to od roku 2000, kiedy to Międzynarodowy Instytut Teatralny, którego jestem członkiem do dziś, zorganizował spotkanie dyrektorów – organizatorów festiwali. Odbyło się w Moskwie, gdzie przewodniczył mu Walery Kazanow. Mnie uczestnictwo zaproponował rektor Akademii Teatralnej w Warszawie – Lech Śliwonik, a prócz mnie pojechał także ówczesny dyrektor Teatru Polskiego w Warszawie – Jarosław Kilian. Podczas naszego pobytu w Moskwie trwał czwarty festiwal teatrów jednego aktora. Spotykaliśmy się nie tylko na przedstawieniach, ale także w pięknym budynku domu kultury, gdzie spożywaliśmy posiłki, rozmawiali i słuchali koncertów na żywo. Wziąłem ze sobą do Moskwy plakat WROSTJA i podczas jednego z tych spotkań pochwaliłem się, że organizuję właśnie 43 festiwal monodramów. Wywołałem zdumienie i wielki aplauz. Na kolejnym spotkaniu zaprosiłem dyrektorów na następny festiwal do Wrocławia. Od tej pory zaczęła się wymiana, a mnie ustanowiono przewodniczącym rady dyrektorów.

W rezultacie do Wrocławia (i nie tylko!) zawitali tak znakomici aktorzy, jak Wsiewołod Czubenko czy Birute Mar. Litewska aktorka miała nawet swój benefis, podczas którego prezentowała – w trzech językach! – swoje wspaniałe monodramy, a ponadto promowała swoją monografię wydaną w serii „Czarna książeczka z Hamletem”. Jest to niezwykła twórczyni w pełnym tego słowa znaczeniu: pisze, gra, reżyseruje…W Polsce występowała wielokrotnie i wszystkich nas zachwyciła. Czy miał Pan realny wpływ na to, kogo zaprasza?

Oczywiście! Jeździłem na festiwale i oglądałem przedstawienia. Byłem na około stu międzynarodowych festiwalach! Odkryłem w ten sposób także Lidię Danylczuk, a z Birute Mar zaprzyjaźniłem się w Moskwie. Od razu powstała między nami jakaś więź porozumienia i potem artystka przyjeżdżała do Polski 5 czy nawet 6 razy, nie tylko do Wrocławia, ale także do Warszawy i Torunia. Gdy dyrektorem Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana w Warszawie został po powrocie z Paryża Andrzej Seweryn, zaprosił mnie do współpracy i dzięki temu mogliśmy tam również prezentować monodramy. 

Z kolei Larysę Kadyrową, pamiętną odtwórczynię tytułowej roli w spektaklu Tadeusza Różewicza „Stara kobieta wysiaduje”, poznałem w Kijowie. Starsza, poważna aktorka, wykładowczyni w szkole teatralnej. Kiedy poznaliśmy się lepiej, zdradziła mi, że jej marzeniem jest przyjechać do Polski, do Wrocławia, aby zobaczyć salę Grotowskiego. Po kilku latach przyjechała na moje zaproszenie z monodramem na podst. dramatu Różewicza i zaprezentowała go właśnie w Instytucie Grotowskiego. Widziałem też, jak Lidia Danylczuk uklękła w sali Grotowskiego i przez nikogo niezauważona, poza mną, ucałowała drewnianą podłogę… Okazało się potem, że była wielką admiratorką sztuki aktorskiej Ryszarda Cieślaka. Wielu aktorów pragnęło zobaczyć tę salę i myśmy im to umożliwiali. Takie to były mocne przeżycia! 

Dodam, bo Panu pewno byłoby niezręcznie, że aktorzy Pana uwielbiają i darzą wielką atencją, co mogłam nie tylko wyczytać w jubileuszowej książce wydanej przez Klub Krytyki Teatralnej, ale także wielokrotnie sama byłam tego świadkiem. Wspomniana już Lidia Danylczuk nazwała Pana „Rycerzem jednego aktora”, Birute Mar napisała, że jest Pan jednym z nielicznych ludzi, który całym sobą poświęca się teatrowi i że „geras” w języku litewskim znaczy „dobry”… A Krzysztof Gordon zauważył, że daje Pan aktorom poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że ta płynąca od ludzi dobra energia i serdeczność dają Panu wiele sił do walki o to, aby teatr jednego aktora trwał...

To prawda, że dzięki teatrowi poznałem wielu przyjaciół i życzliwych mi ludzi.  Dawało mi to zresztą siłę i motywację do organizowania kolejnych festiwali teatru jednego aktora, także poza Wrocławiem. Robiłem festiwale w dziesięciu miastach, m. in. w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, przez 40 lat w Toruniu – mieście z którego pochodzę. Robię to z pasji, a nie dla pieniędzy.

Monodram jest dla mnie prezentacją sztuki wielkiego aktorstwa, często bardzo oszczędną – kiedy aktor nie tyle gra, co JEST na scenie, w dodatku blisko widza. To robi ogromne wrażenie! Do dziś pamiętam wybitne kreacje Birute Mar, Ewy Błaszczyk, Aleksandra Rubinovasa czy Wsiewołoda Czubenki.

Zawsze preferowałem monodram z jego czystej, oszczędnej postaci. Liczy się przede wszystkim osobowość aktora. Już na pierwszym przeglądzie wystąpiła Danuta Michałowska, słynna aktorka Teatru Rapsodycznego, która przygotowała „Bramy raju” Jerzego Andrzejewskiego we własnej adaptacji i reżyserii, z muzyką Krzysztofa Pendereckiego. Ubrana była w czarną suknię i ciemnobrązowy płaszcz z kapturem, przypominający mnisi habit, który wykorzystała na różne sposoby, grając postacie uczestników krucjaty. To był jedyny rekwizyt! Po tym występie publiczność wprost szalała – takie zrobiła wrażenie. To był prawdziwy wielki teatr!

Po pierwszym przeglądzie, w 1966 roku, obejrzałem w telewizji Zofię Rysiównę w spektaklu „Życie”, opartym na tekstach poetyckich Ernesta Brylla i wyreżyserowanym przez Adama Hanuszkiewicza. Spektakl mną wstrząsnął i już następnego dnia starałem się skontaktować z aktorką, by ją zaprosić do Wrocławia. Jej jedynym rekwizytem było jabłko. Grała z chustą narzuconą na ramiona, które kurczyły się pod nawałą cierpień, to znowu się prostowały. Wyraz oczu, wyrazista dykcja – wszystko to robiło niesamowite wrażenie. Do dziś ją pamiętam. Podobnie jak Wojciecha Siemiona, który pojawił się we Wrocławiu już na pierwszym festiwalu – ze „Zdradą” Izaaka Babla. Wspaniały aktor, który potrafił zawładnąć publicznością całkowicie! Znakomitą wykonawczynią monodramów była także Irena Jun, która zrealizowała około dwudziestu monodramów i bywała we Wrocławiu wielokrotnie.  Podobnie Tadeusz Malak, Janusz Gajos, Kalina Jędrusik – listę wspaniałych aktorów prezentujących monodramy można by ciągnąć bez końca...

Nurtuje mnie, skąd czerpie Pan siły na tak absorbujące zajęcie, jakim jest organizacja dziesiątków festiwali, w dodatku od tylu lat. Domyślam się, że powoduje Panem wielka, nieustająca pasja, której źródeł należy zapewne poszukiwać w Pańskiej biografii…

Poniekąd tak jest, choć trudno mi to zracjonalizować. Moja długowieczna ciotka, której zabrakło zaledwie kilku miesięcy do ukończenia 105 lat życia, darzyła mnie szczególną sympatią. Namówiona przez bliskich spisała wspomnienia, w których przywołała również historię mojego ojca, zamordowanego przez Niemców 20 października 1939 roku. Moja matka tak bardzo przeżyła tę śmierć, że w ogóle nic o ojcu nie mówiła. Natomiast ciotka napisała, że zanim ojca rozstrzelano, spisał na karteczce i podał komuś słowa skierowane do mojej matki, aby wychowała mnie na porządnego człowieka... To był rodzaj testamentu, który starałem się wypełnić swoim życiem. Po śmierci ojca matkę wyrzucono z domu i udała się wraz ze mną, wówczas niemowlęciem w wózeczku, do Torunia. Po jakimś czasie aresztowano ją i skierowano na roboty przymusowe do fabryki broni, która znajdowała się pod Toruniem. Mną zaopiekowała się w tym czasie siostra matki. Po wojnie, z powodu biedy, znalazłem się w domu dziecka, który w Chełmnie prowadziły siostry zakonne. W 1954 roku poszedłem do technikum mechanicznego, bo tam posłała mnie siostra matki, choć nie miałem żadnych dyspozycji w tym kierunku. Będąc w drugiej klasie założyłem tam koło PTTK, bo pragnąłem być blisko ludzi. Z technikum ostatecznie zrezygnowałem. Jednak w 1957 roku wydarzyło się coś, co znacząco wpłynęło na moje losy. Otóż „Gazeta Toruńska” ogłosiła konkurs – ankietę: „Co interesuje młodzież?”. I ja ten konkurs wygrałem! Napisałem wtedy, że należy kultywować kulturę. Co więcej, polecono mi stworzyć taki klub. Do dziś nie rozumiem, skąd ja to wiedziałem… Dzięki pracy w klubie zostałem wysłany na kurs do Warszawy i wtedy po prostu oszalałem: spotkania z pisarzami, muzea, teatry… Wróciłem stamtąd zupełnie odmieniony. Nawiązałem nowe kontakty i zacząłem zapraszać do Torunia pisarzy i aktorów. A że mój klub znajdował się vis a vis teatru, to ciągle tam przesiadywałem wieczorami. W Toruniu odbywał się Festiwal Teatrów Polski Północnej, więc oglądałem także gościnne przedstawienia. Takie były moje początki. A ponieważ mój klub działał bardzo prężnie, zaproszono mnie do Wrocławia, abym poprowadził Piwnicę Świdnicką. To, że do dziś funkcjonuję w teatrze, zawdzięczam także mojej córce Kasi, która jest dla mnie wielką pomocą i wsparciem. Podobnie jak ja, lubi robić coś dobrego. 

Bez wątpienia zrobił Pan wiele dobrego organizując przez dziesięciolecia przeglądy teatrów jednego aktora – są to lata dla kultury ważne i niezapomniane. Bardzo Panu gratuluję i dziękuję za rozmowę.

„Komm! Bach Cantatas with Recorder" – nowy album zespołów NFM pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka z udziałem Giovanniego Antoniniego

9 października 2026 roku będzie miał premierę album "Komm! Bach Cantatas with Recorder". Jest to pierwsza płyta z planowanej serii...

Popularne posty