Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po złoto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po złoto. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lipca 2021

Xawery Szczepanik: Motyw ikaryjski fascynuje mnie od lat /wywiad/

Z Xawerym Szczepanikiem, reżyserem filmu dokumentalnego "Po złoto", rozmawiamy o okolicznościach powstania i pracy nad filmem o Władysławie Kozakiewiczu, a także o ... piętnie Ikara.

Władysław Kozakiewicz z ekipą filmującą, po prawej u góry: Ksawery Szczepanik,
fot. z archiwum reżysera

Barbara Lekarczyk-Cisek: Z przyjemnością obejrzałam Pański film „Po złoto” i skwapliwie korzystam z możliwości rozmowy na jego temat. Proszę na początek zdradzić, jakie były okoliczności, które sprawiły, że zainteresował się Pan osobą Władysława Kozakiewicza i postanowił zrobić o nim film?

Xawery Szczepanik: Okoliczności były dwie. Po pierwsze, interesuje mnie… ikaryjski element w życiu człowieka, kiedy spełnienie marzenia staje się w pewnym momencie przekleństwem albo przynajmniej prowadzi do poważnych życiowych turbulencji. Dostrzegłem tę prawidłowość w biografii Kozakiewicza. Po drugie, duże wrażenie zrobił na mnie film dokumentalny Asifa Kapadii “Senna”, który zbudowany był wyłącznie z archiwaliów, a jednak znakomicie się go oglądało. Kapadia skonstruował swoją opowieść na bazie nieznanych nagrań z udziałem z wielu różnych źródeł, publicznych i prywatnych, zastosował dynamiczny montaż i w rezultacie mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali trzymający w napięciu film fabularny. Uznałem, że to ciekawe reżyserskie wyzwanie i zapragnąłem zrobić taki film. 

O, tak, Kapadia to prawdziwy mistrz! Sama cenię bardzo wysoko jego filmy, szczególnie „Amy”. A czy Władysław Kozakiewicz chętnie przystał na Pana propozycję i czy był zadowolony z jej finalnego efektu?

Zgoda bohatera jest zazwyczaj warunkiem sine qua non i bez niej trudno rozpoczynać pracę nad dokumentem. Na szczęście, Władysław Kozakiewicz był bardzo otwarty na współpracę ze mną. Zaprosił mnie do swojego domu w Niemczech, a potem dużo i chętnie mi o sobie opowiadał. Miałem wówczas okazję zadać pytania dotyczące epizodów z jego życia, których nie było w jego książkowej  biografii lub - z mojej perspektywy - zostały niedostatecznie pogłębione.

Władysław Kozakiewicz na planie filmu "Po złoto", 
fot. z archiwum reżysera

W trakcie swojej opowieści w Kozakiewiczu zaczynają grać emocje, okazuje przed kamerą prawdziwe wzruszenie. Najwyraźniej nie wstydzi się łez i dzięki temu jego wypowiedź zyskuje walor szczerości, na którą nie każdy potrafi się zdobyć…

Okazało się, że Władysław Kozakiewicz – ten kawał atlety – jest wewnątrz wrażliwym człowiekiem; to było dla mnie pewnym zaskoczeniem. Co więcej, nie wstydził się tego i nie krył przed kamerą wzruszenia i łez, a także zgodził się, aby te fragmenty trafiły do filmu. Myślę, że taką postawą całkowicie zdobywa widza. 

Czym kierował się Pan przy doborze pozostałych rozmówców?

Celowałem przede wszystkim w świadków tamtych wydarzeń, czyli sportowców z otoczenia Kozakiewicza, jak również dziennikarzy i fotoreporterów, którzy brali udział w zawodach i treningach kadrowiczów. Jednym z nich był Leszek Fidusiewicz, który za młodu był sportowcem i minął się z zawodowstwem o włos, a następnie stał się znakomitym fotografem sportowym. Był blisko z Kozakiewiczem i miał także inwencje twórczą, dzięki temu robił wspaniałe zdjęcia. Kiedy zaproponowałem mu udział w filmie, podzielił się z nami nie tylko swoimi wspomnieniami, ale także własnym archiwum fotograficznym, co bardzo filmowi pomogło. 

Chciałem także zaprosić do filmu osoby, które mogłyby opowiedzieć o konflikcie Kozakiewicza z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki, ale okazało się, że wielu z nich już nie żyje, a ci, którzy pozostali, niechętnie opowiadają o tamtych czasach, a także mają pewne zastrzeżenia do postawy mojego bohatera. Ostatecznie więc odmówiły udziału w filmie. Choć zazwyczaj nie poddaję się po pierwszej odmowie, to tym razem musiałem zaakceptować fakt, że druga strona sporu, Kozakiewicz - władze sportowe, nie zamierza ze mną rozmawiać. 

Archiwalia, fot. z archiwum reżysera

Oprócz wywiadów korzystał Pan z licznych archiwów. Czy zdarzyło się Panu natknąć podczas kwerendy na jakieś unikalne, nieznane dotąd materiały?

Przede wszystkim udało mi się namówić pana Władysława, aby jeszcze raz przejrzał swoje archiwum rodzinne. Dzięki temu udało się odnaleźć jego dzienniki treningowe, które znalazły się w filmie w jednej animacji. Przy tym okazało się, że Kozakiewicz był bardzo skrupulatnym młodym lekkoatletą, który zapisywał przebieg swoich treningów dzień po dniu. Odnalazły się także slajdy, które nie trafiły do książki, a ja zrobiłem z nich skany i one także pojawiają się w filmie. Są tam m. in. fajne zdjęcia z żoną pana Władysława, podczas ich pierwszej podróży do Stanów Zjednoczonych, na których widać, że dla Kozakiewicza  – chłopaka z PRL  – świat stanął otworem . Poza tym korzystałem z archiwów ogólnodostępnych: Telewizji Polskiej, Wytwórni Filmów Dokumentalnych, czy Narodowego Archiwum Cyfrowego. Dzięki tym źródłom pokazujemy nie tylko Kozakiewicza “po godzinach”, ale również Polskę z tamtego okresu. Myślę, że te materiały uwiarygodniają bardzo narrację bohatera i sprawiają, że łatwiej mi widza przenieść do jego świata. 

Wojtek Staroń – reżyser m. in. „Braci” - kilka lat męczył się z tym filmem, bo nie chciał, aby była to jedynie biografia braci Kułakowskich, ale by przesłanie miało uniwersalny sens. Czy Pan od razu wiedział, o czym ma być ten film? O czym Pan chciał, poprzez postać Kozakiewicza, powiedzieć widzom? Jak to było z tym Ikarem?

Motyw ikaryjski jest czymś, co mnie fascynuje od lat. Uważam, że wszyscy nosimy w sobie piętno Ikara. Ale też nie od razu wszystko w historii Kozakiewicza układało się w jedną spójną całość. Być może dla celów wywiadu powinienem powiedzieć, że od razu wiedziałem, że chcę opowiedzieć o człowieku, który za wszelką cenę chciał zwyciężać i dla zwycięstwa gotów był poświęcić wszystko, włącznie ze swoją tożsamością narodową. W rzeczywistości był to proces i podczas “lepienia” tego filmu z montażystą Ziemowitem Jaworskiem sporo błądziliśmy. Ostatecznie uznaliśmy, że to chęć zwyciężania jest główną siłą napędową Kozakiewicza. To ona doprowadziła go do najważniejszej decyzji w jego życiu, którą - w moim przekonaniu  – była ucieczka z PRL-u i rozpoczęcie nowego życia za żelazną kurtyną. 

Z archiwum Władysława Kozakiewicza, fot. dzięki uprzejmości reżysera filmu

Dla mnie Pański bohater jest przede wszystkim człowiekiem poszukującym wolności. Najpierw przyjeżdża z Litwy do Polski, ale okazuje się, że i tu tej wolności nie ma. Mnie się ten film kojarzył z Pańskim wcześniejszym dokumentem – „Wielką ucieczką”, w której bohater czuje się Niemcem (jego matka była Niemką, a ojciec Polakiem) i z obsesyjnym wręcz uporem próbuje dostać się do Republiki Federalnej Niemiec, a kiedy wreszcie – po upadku muru berlińskiego – udaje mu się to, wcale nie wygląda na szczęśliwego, jest człowiekiem rozdartym. Wolność nie jest czymś zewnętrznym. Albo ją w sobie mamy, albo nie. 

Zgadzam się z tym. Gdybyśmy mieli nieco większe możliwości produkcyjne  – ten film jest mimo wszystko dość kameralny  – to pewnie pokusilibyśmy się, by stworzyć epilog do historii bohatera z Moskwy. Byłoby nim życie Kozakiewicza w Niemczech Zachodnich. Być może wnioski byłyby wówczas podobne, jak w przypadku bohatera „Wielkiej ucieczki”  – marzenie się spełniło, a jednak pewien wewnętrzny niedosyt czy niepokój pozostał. 

Sądzę, że to i tak widać po twarzy i sposobie mówienia Pańskiego bohatera.

Mnie bardzo zależało na tym, aby pokazać, że moment w którym Kozakiewicz decyduje się wystąpić przeciwko Polakom, jako reprezentant Niemiec Zachodnich, był dla niego bardzo trudny. Podczas rozmowy wracaliśmy kilkakrotnie do tego epizodu. Wówczas w Kozakiewiczu narastała jednak złość na władze Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i o tamtej decyzji i tamtym występie mówił z lekceważeniem. Długo nie mogłem uzyskać od niego szczerej reakcji. Myślę, że widz dostrzeże, że decyzja ta nie zapadła z pełnym przekonaniem; miał argumenty za i przeciw. To widać w jego mowie ciała, w emocjach, które mu towarzyszą. 

Pańska filmografia wskazuje, że interesują Pana przede wszystkim ludzkie historie. Czy ma Pan jakieś niezrealizowane dotąd projekty, które chciałby zrobić?

Myślę już o następnym filmie, który będzie kontynuacją opowieści o znanych Polakach, na bazie archiwaliów. Przygotowuję film o Bohdanie Smoleniu, jednak intryguje mnie jeszcze jedna, niezwykle ważna postać z polskiej historii. Wiem też, że w pewnym momencie odejdę od archiwaliów, by zrobić film obserwacyjny, dziejący się tu i teraz, zrealizowany metodą „cierpliwego oka”, polegający na długotrwałym towarzyszeniu bohaterowi, który np. ucieka od współczesnej cywilizacji. 

Życzę powodzenia w nowych przedsięwzięciach i dziękuję za rozmowę.


Recenzję filmu znajdziecie TUTAJ.

sobota, 17 lipca 2021

PO ZŁOTO. Historia Władysława Kozakiewicza W KINACH od 23 lipca

23 lipca do kin studyjnych w całej Polsce trafi niezwykła historia naszego legendarnego tyczkarza i mistrza olimpijskiego, autora pamiętnego „gestu” na igrzyskach w Moskwie ’80 – Władysława Kozakiewicza. To niepowtarzalna okazja, by u progu sportowych zmagań na XXXII Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Tokio przypomnieć sobie prawdopodobnie najsłynniejszy wyczyn polskiego lekkoatlety w całej nowożytnej historii igrzysk.  


„Po złoto” to triumf optymizmu, a zarazem fascynująca opowieść o pełnej wzlotów i upadków karierze sportowej. Władysław Kozakiewicz prezentuje się w tym filmie jak ambitny, niepokorny bohater, świadomy swojej sportowej wartości. Jego zwycięski gest wobec dygnitarzy i radzieckiej widowni na olimpiadzie w Moskwie w 1980 roku przeszedł do historii polskiego sportu, ale miał też nieoczekiwane, pozasportowe konsekwencje. W filmie śledzimy wyboistą drogę Kozakiewicza na olimpijski szczyt oraz poznajemy jego losy po moskiewskim triumfie, o których dziś już mało kto pamięta.    

Po złoto, fot. Leszek Fidusiewicz

- Co pomyślałem, kiedy po raz pierwszy obejrzałem „Po złoto”? Że to najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałem – przyznaje bez ogródek sam Władysław Kozakiewicz. 

Na olimpiadzie w Montrealu w 1976 roku jest murowanym kandydatem do zwycięstwa, ale na drodze do złota staje niespodziewana kontuzja, a może też brak stadionowego obycia u młodego wówczas zawodnika. Cztery lata później, podczas Igrzysk Olimpijskich w Moskwie '80, popularny „Kozak” na oczach milionów telewidzów toczy pasjonujący pojedynek z reprezentantem ZSRR – Konstantinem Wołkowem. W finale zdobywa złoto i pobija rekord świata, ale wyprowadzony z równowagi pokazuje sowieckiej publiczności niesportowy, obraźliwy gest. "Wał" zostaje uznany za prowokację polityczną i życie naszego lekkoatlety ulega radykalnej odmianie. Początkowo Kozakiewicz staje się… bohaterem narodowym - jego gest miliony Polaków odebrało jako symbol sprzeciwu wobec sowieckiej dominacji. „Kozak” zyskuje w kraju ogromną popularność i wpływy. Kiedy jednak przychodzi kryzys formy, zasłużonego tyczkarza dopadają lojalni wobec komunistycznego systemu działacze sportowi. Czy kochającemu ponad wszystko tyczkę i pragnącemu zawsze wygrywać skoczkowi uda się jeszcze wrócić na szczyt?

Kadr z filmu Po złoto

- Blaski i cienie sławy to aspekty życia, które niezmiennie mnie intrygują. Parę lat temu dostrzegłem je w biografii Władysława Kozakiewicza. Uznałem więc, że warto bliżej przyjrzeć się jego drodze przez życie – pełnej wzlotów i upadków. Właśnie takie powikłane, zmienne losy interesują mnie najbardziej i sprawiają, że budzi się we mnie chęć ich opowiedzenia. – mówi reżyser filmu Ksawery Szczepanik.  

Twórcy filmu dotarli do unikatowych materiałów archiwalnych, polskich i zagranicznych, aby w porywający sposób opowiedzieć o wielkiej karierze sportowej, za którą kryją się nie tylko chwile triumfu, ale też łzy, gorycz i rozczarowania.  

– Udało nam się zdobyć wyjątkowe materiały z archiwów telewizyjnych w Rosji, Niemczech i Francji, swoimi zasobami wsparła nas też Telewizja Polska i Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Dzięki tym ujęciom, wsadzamy widza w wehikuł czasu i wysyłamy na wycieczkę w przeszłość. Dajemy szansę samodzielnego odkrycia historii życia Władysława Kozakiewicza, z której prawdopodobnie zna tylko jakieś strzępy – opowiada producent filmu Darek Dikti.

Swoimi wspomnieniami z tamtych czasów dzielą się w filmie również inni utytułowani lekkoatleci – Jacek Wszoła i Marian Kolasa, a także dziennikarze i działacze sportowi oraz starszy brat bohatera - Edward Kozakiewicz. 

Film „Po złoto” dotychczas prezentowany był jedynie na festiwalach, m.in. podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego czy Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film”.

Kadr z filmu Po złoto

- Kolejny wspaniały polski dokument sportowy, w którym sport łączy się z polityką (...). Scenariusz znakomicie wykorzystuje dramaturgię całej kariery mistrza skoku o tyczce (...). Reżyser świetnie wykorzystuje materiały znane i te zapomniane w archiwach, a najmocniejszym ogniwem tego filmu okazuje się sam Kozakiewicz, który ze swadą, dystansem ale i z emocjami komentuje własne życie - pisał w pofestiwalowej recenzji Przemysław Gulda.

- „Po złoto” ma świetny reaserch, bohatera, sprawnie operuje archiwaliami i zdecydowanie powoduje, że całość ogląda się z wypiekami na twarzy. Jest tam kilka momentów, które poruszają i wzruszają. Kozakiewicz przed kamerą nie kryje wzruszenia i ja mu wierzę. Film przede wszystkim ukazuje nam kulisy życia sportowca w PRL-u, sportowca o aspiracjach zawodowca klasy światowej – tak na swoim blogu Sporwkinie pisze z kolei Krzysztof Spór. 

Scenarzystą i reżyserem filmu jest Ksawery Szczepanik, a producentem DAREK DIKTI Biuro pomysłów (producent m.in. pełnometrażowego dokumentu „BEKSIŃSCY. Album wideofoniczny”). Autorem zdjęć jest Michał Żuberek, za montaż odpowiada Ziemowit Jaworski. Koproducentami są Telewizja Polska S.A. i Mazowiecki Instytut Kultury. Produkcję współfinansowały Polski Instytut Sztuki Filmowej, Mazowiecki i Warszawski Fundusz Filmowy oraz Gdyński Fundusz Filmowy.

„Po złoto” - historia spektakularnej kariery sportowej polskiego tyczkarza - Władysława Kozakiewicza, którego wyczyny dostarczały Polkom i Polakom tak wielu wzruszeń i radości, już od 23 lipca w kinach studyjnych w całej Polsce.


zwiastun film Po złoto

informacja prasowa

Recenzję filmu przeczytacie TUTAJ

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty