Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Stanisław Kuflyuk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Stanisław Kuflyuk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2025

„Don Carlo” Verdiego we Wrocławiu – monumentalna opera o władzy, miłości i wyborach /zdjęcia!/

W Operze Wrocławskiej nadchodzi premiera sezonu – "Don Carlo" Giuseppe Verdiego. Ten rozpisany na cztery akty dramat muzyczny, z librettem opartym na sztuce Friedricha Schillera, powróci na wrocławską scenę po niemal 30 latach, w monumentalnej i odważnej inscenizacji Michała Znanieckiego. Premiera odbędzie się 24 maja 2024 roku.

"Don Carlo" w Operze Wrocławskiej, próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

– To dzieło pełne emocji, polityki i dramatycznych wyborów. Wymaga najwyższego poziomu wykonania i zaangażowania zespołu – ale właśnie dlatego jest tak wyjątkowe – uważa dyrektorka Opery Wrocławskiej, Agnieszka Franków-Żelazny.

Szachownica jako metafora władzy

Reżyser Michał Znaniecki odczytuje operę jako polityczny dramat rozgrywający się na wielkiej, operowej szachownicy. Monumentalna scenografia Luigiego Scoglia, pełna luster i pionowych konstrukcji, staje się przestrzenią dla wielkich emocji i skomplikowanych rozgrywek. Nieprzypadkowo każdy ruch postaci jest tu dokładnie przemyślany – niczym w partii, której stawką jest nie tylko korona, ale i ludzkie sumienia.

Łukasz Motkowicz jako Rodrygo i Jerzy Butryn jako Filip II,
próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Wyjątkowa obsada – wybitni śpiewacy na wrocławskiej scenie

W roli Filipa II wystąpi Rafał Siwek – bas o międzynarodowej renomie, znany z interpretacji verdiowskich postaci. Obok niego zaśpiewa Olena Tokar – liryczny sopran, solistka Opery Lipskiej i scen europejskich, która wcieli się w w postać królowej Elżbiety. Tytułowego Don Carla zinterpretuje Norbert Ernst, występujący na co dzień m.in. w Bayreuth i Staatsoper Wien. Wśród wykonawców znaleźli się także: Jadwiga Postrożna (Eboli), Stanisław Kuflyuk (Posa) i Aleksander Teliga (Wielki Inkwizytor), a także Jerzy Butryn, Dominik Sutowicz, Łukasz Motkowicz, Barbara Bagińska i wielu innych.

Siła zespołu – muzyka, chór, światło

Muzyczną warstwę spektaklu prowadzi maestro Paweł Przytocki. Scenę ożywiają nie tylko soliści, ale również chór pod kierownictwem Anny Grabowskiej-Borys, który w "Don Carlo" odgrywa szczególnie ważną rolę narracyjną. Światła projektował Dawid Karolak, a multimedia Karolina Jacewicz.

"Don Carlo" w Operze Wrocławskiej, próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Don Carlo – powrót klasyki w nowej odsłonie

Don Carlo to arcydzieło późnego Verdiego, które nie tylko zachwyca wokalnie, ale i porusza tematami niezwykle aktualnymi: lojalnością, wolnością, władzą i poświęceniem. To spektakl, który przekracza granice epoki i operowego gatunku.

Szachownica dramatu. „Don Carlo” Verdiego w Operze Wrocławskiej

Już 24 maja Opera Wrocławska zaprosi widzów na premierę Don Carla – jednego z najważniejszych i najbardziej dramatycznych dzieł Giuseppe Verdiego. To nie tylko powrót wielkiej klasyki, ale i mocny głos artystyczny – o władzy, wolności i granicach lojalności. Reżyser spektaklu, Michał Znaniecki, nie pozostawia wątpliwości: – To nie tylko opowieść o miłości. To wielka, szachowa rozgrywka polityczna. Gra o dusze i sumienia, której stawką jest przyszłość. Także nasza.

Włoski dramat w nowoczesnym ujęciu

Znaniecki nie zmienia kostiumu historycznego, ale dzięki metaforze szachownicy buduje uniwersalną przestrzeń konfrontacji. Inscenizacja ma charakter intensywny, wizualnie precyzyjny i pełen symboliki. – Każdy ruch ma znaczenie. Każda figura niesie odpowiedzialność. W tym świecie nawet król może być pionkiem – podkreśla reżyser.

"Don Carlo" w Operze Wrocławskiej, próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Wokalne wyżyny

Na scenie – plejada gwiazd. W roli Filipa II – Rafał Siwek, partnerować mu będą m.in. Olena Tokar (Elżbieta), Norbert Ernst (Don Carlo), Jadwiga Postrożna (Eboli), Stanisław Kuflyuk (Posa), Aleksander Teliga (Wielki Inkwizytor). Spektakl przygotowywano długo, z dbałością o każdy detal wokalny, aktorski i sceniczny.

Verdi – aktualny jak nigdy

Don Carlo to opera, która dotyka tematów wciąż obecnych: konfliktu ideałów z polityką, miłości niemożliwej, samotności u władzy. Muzyka Verdiego nie tylko dopełnia emocje – ona je buduje, prowadzi i rozsadza.

Za kulisami – wielki zespół

Kierownictwo muzyczne objął Paweł Przytocki. Scenografię i plakat stworzył Luigi Scoglio, światła – Dawid Karolak, kostiumy – Małgorzata Słoniowska, multimedia – Karolina Jacewicz. Za ruch sceniczny odpowiada Oskar Winiarski, a chórem kieruje Anna Grabowska-Borys.

Premiera – symbol nowego etapu

Jak podkreśla dyrektorka Opery Wrocławskiej, Agnieszka Franków-Żelazny, to spektakl budowany z myślą o publiczności i z szacunkiem dla tradycji:Don Carlo to opera, która nie zna granic. Wierzymy, że stanie się poruszającym doświadczeniem – i dowodem na to, jak silna może być wspólna praca wielu ludzi oddanych sztuce.

Marcelina Román jako Elżbieta de Valois, próba, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

informacja prasowa

czwartek, 13 marca 2025

"Don Carlo" Giuseppe Verdiego w Operze Wrocławskiej już w maju! Poznajmy obsadę.

Premiera wielkiego dzieła Giuseppe Verdiego zbliża się wielkimi krokami. Już za dwa miesiące na scenie Opery Wrocławskiej "Don Carlo" pod batutą maestro Pawła Przytockiego i w reżyserii Michała Znanieckiego. Na scenie wspaniali artyści.

Wielkie dzieło Giuseppe Verdiego, oparte na dramacie Friedricha Schillera, zostanie wystawione w Operze Wrocławskiej pod koniec maja 2025 r.

W postać Filipa II wcieli się jeden z najlepszych światowych interpretatorów ról Verdiowskich – bas Rafał Siwek. Wrocławska publiczność miała okazję poznać go w roli Zachariasza w "Nabucco" Giuseppe Verdiego, podczas transmisji tego spektaklu w 2021 r. Ponadto w roli Filipa II będziemy mogli ujrzeć i usłyszeć Jerzego Butryna, bas-barytona pochodzącego z Wrocławia, występującego wielokrotnie na scenie Opery Wrocławskiej, m.in. w "Don Giovannim" (jako Komandor), "Łucji z Lammermooru" (jako Raimondo) czy "Carmen" (jako Escamillo).

Partię tytułową zaśpiewa znakomity austriacki tenor – Norbert Ernst. Solista wielokrotnie występował podczas festiwalu w Bayreuth. Regularnie śpiewa na największych scenach operowych, m.in. Royal Opera House, Covent Garden, Teatro alla Scala czy Wiener Staatsoper, a w Operze Wrocławskiej wystąpi po raz pierwszy.

Olena Tokar ukraińska solistka, dysponująca oczarowującym sopranem lirycznym, wykona partię Elżbiety. Śpiewaczka od ponad 15 lat należy do stałego zespołu Opery Lipskiej. W swoim repertuarze ma główne role sopranowe, które prezentuje na scenach operowych świata.

W najnowszej premierze zaprezentuje się także, w roli markiza Posy (Rodrigo), baryton Stanisław Kuflyuk. Artysta wielokrotnie występował w Operze Wrocławskiej, m.in. w "Trubadurze" (jako Hrabia di Luna) w 2016 r. czy w "Strasznym dworze" (jako Miecznik) w 2020 r. podczas transmisji online opery w wersji koncertowej.

Ponadto w wykonaniu dzieła na scenie Opery Wrocławskiej udział wezmą: Marcelina Román – Elżbieta, Dominik Sutowicz – Don Carlos, Łukasz Motkowicz – Markiz Posa, Jadwiga Postrożna / Barbara Bagińska – Eboli, Aleksander Zuchowicz / Paweł Żak - Hrabia Lerma oraz Herold, Hanna Sosnowska-Bill / Agnieszka Adamczak – Tebaldo, Jakub Michalski / Filip Rutkowski – Mnich, Aleksander Teliga / Wołodymyr Pańkiw – Wielki Inkwizytor oraz Maria Rozynek / Magdalena Makowska – Głos z Nieba.


Opera przenosi nas do XVI-wiecznej Hiszpanii. Opowiada historię infanta Don Carlosa, który po stracie ukochanej postanowił żyć w klasztorze. Jednak, za namową przyjaciela, nie realizuje tych planów, lecz postanawia zaangażować się na rzecz opozycji względem króla. Wszystko to dzieje się w cieniu hiszpańskiej inkwizycji. Schiller napisał sztukę "Don Carlos" w 4 lata (1783–1787) i był to pierwszy dramat, który wyszedł spod jego pióra wierszem. Samo dzieło posiada rozbudowaną fabułę, ponadto bogate jest w wątki poboczne. Verdi zobaczył w postaciach dramatu głębię zróżnicowanych emocji, a poprzez kontekst historyczny mógł wyrazić własne wolnościowe dążenia. Kompozytor stworzył operę wielkich rozmiarów, w której połączył włoskie melodramma z francuską grand opéra. Prapremiera opery odbyła się 11 marca 1867 roku w Paryżu. Dzieło w Operze Wrocławskiej nie było grane od czerwca 1995 r.

Zespół Opery Wrocławskiej przedstawi tę historię 24 (premiera) oraz 25, 27, 30 i 31 maja 2025 r.

Realizatorzy:

Kierownictwo muzyczne – Paweł Przytocki

Reżyseria – Michał Znaniecki

Scenografia – Luigi Scoglio

Kostiumy – Małgorzata Słoniowska

Ruch sceniczny – Oskar Winiarski

Reżyseria świateł – Dawid Karolak

Projekcje multimedialne – Karolina Jacewicz

Obsada premiery (24.05.2025 r.):

Filip II – Rafał Siwek

Elżbieta – Olena Tokar

Don Carlos – Norbert Ernst

Księżniczka Eboli – Jadwiga Postrożna

Markiz Posa (Rodrigo) – Stanisław Kuflyuk

Hrabia Lerma – Aleksander Zuchowicz

Tebaldo – Hanna Sosnowska-Bill

Herold – Paweł Żak

Mnich – Jakub Michalski

Inkwizytor – Aleksander Teliga

Głos z Nieba – Maria Rozynek

informacja prasowa

sobota, 20 sierpnia 2022

'Trubadur' w Operze Wrocławskiej: Nieszczęśliwa miłość i zemsta Cyganki /recenzja/

Absurdalne libretto i wspaniałe arie – tak można by w największym skrócie ocenić najnowszą premierę Opery Wrocławskiej: "Trubadura" Giuseppe Verdiego.


Są opery, jak  "Wesele Figara" czy "Don Giovanni" Wolfganga Amadeusza Mozarta, które nie tylko olśniewają muzyką, ale ich libretta mają ponadczasowe przesłanie.  Bywają i takie, których treści bazują na motywach mitologicznych lub biblijnych, dających poczucie rangi tematu oraz okazję do olśniewających interpretacji – jak w twórczości Fryderyka Händla

Są wreszcie opery, których libretto jest tylko pretekstem do stworzenia pięknej kompozycji i taki zdaje się być przykład "Trubadura" Giuseppe Verdiego. Trzeba się po prostu ze sobą umówić, że wyssaną z palca historię należy wziąć w nawias i zbytnio jej nie roztrząsać, bo może się to skończyć tylko bólem głowy.  Taki bowiem "pasztet" przyrządził niejaki Salvatore Cammaranowg Antonia Garcii Gutiėrreza. W obliczu śmiertelnej choroby autora, libretto dokończył Leone Emanuele Bardare. Być może w styczniu 1853 roku, kiedy to opera miała swoją prapremierę w Teatrze Apollo w Rzymie, melomanów poruszyła bez zastrzeżeń melodramatyczna historia miłości dwóch braci do jednej kobiety, co nie jest niemożliwe, ale w takiej wersji brzmi jednak nieprawdopodobnie. Zresztą oceńcie sami.


Zemsta Cyganki

W akcie I jeden z głównych bohaterów – kapitan Fernando (Hrabia di Luna) opowiada swoim żołnierzom "na dobranoc" niesamowitą historię o tym, jak to stara Cyganka dostała się do komnaty, w której odpoczywał młodszy brat Fernanda i wbiła w niego…  "złe spojrzenie". Przyłapana na tym procederze przez piastunkę, została oskarżona o czary i skazana na stos. Jakby tego było mało, córka Cyganki, próbująca przedrzeć się do matki wraz ze swoim synkiem w ramionach, niechcący upuszcza go w płomienie. Znika też w nieznanych okolicznościach braciszek Fernanda. Ten próbuje go bezskutecznie odnaleźć. A jakby tego było mało, po zamku snuje się zjawa spalonej na stosie Cyganki,  a to pod postacią puszczyka, a to – z pewnością dla urozmaicenia – pod postacią sowy. Jak się można domyślić żołnierze po takiej opowieści mają koszmarne sny, o ile w ogóle zasną.. Również Hrabia di Luna nie może zasnąć, tyle że z innych zgoła powodów. Otóż słyszy miłosne serenady pod balkonem pięknej Leonory, w której jest zakochany, niestety bez wzajemności. Trubadurem okazuje się być piękny i dzielny Manrico, którego uczucia – ku rozpaczy i wściekłości Hrabiego di Luny – kobieta odwzajemnia. Mężczyźni krzyżują miecze, ale na tym nie koniec.

Stanisław Kuflyuk jako hrabia di Luna, Opera Wrocławska

W akcie II pojawia się stara Cyganka – Azucena, która okazuje się być matką Manrico. Opatruje jego rany i opowiada starą historię o spaleniu babki na stosie. Dodajmy, że Manrico mógł zabić w pojedynku Hrabiego, ale ”jakiś głos” powstrzymał jego rękę. Teraz, kiedy Leonora sądzi, że jej ukochany nie żyje, postanawia wstąpić do klasztoru. Wobec tego Manrico wyrusza, by ją powstrzymać, zaś Fernando – by porwać. Gdy się ponownie spotykają, jedni są szczęśliwi, a inni niekoniecznie, czemu dają wyraz w kwiecistych ariach. Kochankowie uciekają, ale stara Cyganka przybywa, aby odnaleźć syna i dostaje się w ręce żądnego krwi Hrabiego. Tym razem jej – jak niegdyś jej matce – grozi stos. Na wieść o tym przybywa Manrico, by ją uwolnić, ale sam wpada w sidła Hrabiego. Na koniec zjawia się Leonora, by ratować ukochanego. Wymusza na Fernandzie obietnice jego uwolnienia w zamian za przyrzeczenie poślubienia go, po czym zażywa truciznę i umiera. Do celi wpada Hrabia i widząc ukochaną ze swym śmiertelnym wrogiem, strzela do niego, tym razem skutecznie. Wtedy dopiero będąca świadkiem całej tej sceny Cyganka Azucena wyznaje Hrabiemu, że Manrico był jego bratem, którego ongiś porwała i wychowała w miejsce swojego zmarłego w dramatycznych okolicznościach dziecka. Tak oto mści się za okrutną śmierć matki i dziecka.

Jadwiga Postrożna jako Cyganka Azucena, fot. Basara, Opera Wrocławska

Jeśli się jeszcze nie zgubiliście doszczętnie w tych zawiłościach fabuły, przyznacie sami, że wszystko to brzmi … Piotr Kaczkowski nie bez przyczyny tak komentuje treść libretta:

"Wprawdzie libretto uchodzi za niezrozumiały bełkot, zawdzięcza to jednak tylko jednej, niewybaczalnej słabości: niemal wszystko, co istotne, ukryto przed naszym wzrokiem. O tym, ”co poprzedziło”, dowiemy się z relacji bohaterów (Fernando i Leonora w I akcie, Azucena w akcie II; z tego punktu widzenia ”Trubadur” to najbardziej… wagnerowska opera swego twórcy), reszta (pojedynki, rany, bitwy, nie wspominając nawet o mglistym kontekście politycznym intrygi) odbywa się w przerwach między aktami".

I trudno byłoby się z tym nie zgodzić. Postaci wydumane i papierowe, niepogłębione psychologicznie, nie pozwalają na to, aby je obdarzyć empatią. A jednak "Trubadur" olśniewa muzyką, szczególnie w dramatycznych okolicznościach IV aktu.

Wrocławska inscenizacja "Trubadura"


Reżyserem wrocławskiej inscenizacji opery Verdiego jest łotewski reżyser Andrejs Žagars, powstała ona bowiem we współpracy z Łotewską Operą Narodową. Pomysł na uwspółcześnienie dzieła był taki, że akcję umiejscowiono podczas I wojny światowej, kiedy to rozpadały się imperia i zdarzały się sytuacje bratobójczych walk. Toteż kiedy ubrany w żołnierski mundur Hrabia di Luna opowiada żołnierzom znajdującym się w lazarecie swoją dramatyczną historię, zyskuje ona swój historyczny kontekst, jednakże w żaden sposób nie uwiarygodnia historii Cyganki ”o złym spojrzeniu”. Zasadniczych błędów libretta nie da się bowiem ”poprawić”. Trzeba jednak  przyznać, że realistyczne dekoracje i kostiumy (szczególnie w obozie cygańskim i w pałacu) znakomicie podkreślają owo historyczne zakorzenienie fabuły.

"Trubadur" Verdiego e Operze Wrocławskiej
Jednak najważniejsza -  na szczęście! – jest w operze muzyka i jej interpretatorzy. Obsada, którą dane mi było podziwiać podczas premiery, była wręcz znakomita. Amerykańska śpiewaczka o włoskich korzeniach – Joanna Parisi  była znakomita szczególnie w ariach aktu IV, wymagających  zarazem dramatyzmu i liryzmu, kiedy to wyznaje, że gotowa jest umrzeć, byle uratować ukochanego (”Tu  Vedra ch`amore sull`Ali rosee”). Piękny jest także tercet (Manrico, Azucena, Leonora) ”Ha Quest `infamie Amor venduto”. Najbardziej podobała mi się jednak Jadwiga Postrożna jako Cyganka Azucena – wszystkie jej arie były niezwykle piękne, dzięki wspaniałej barwie głosu (mezzosopran) i znakomitej interpretacji. To, co w tej postaci było niewiarygodne, w wykonaniu śpiewaczki stało się prawdziwe i poruszające. Była niekwestionowaną gwiazdą tej inscenizacji. Śpiewający rolę Manrico tenor Kristian Benedikt wypadł nieco blado, choć przyznać muszę, że w ostatnim akcie śpiewał już bardzo dobrze, jednak interpretacyjnie nie był przekonujący. O wiele prawdziwszy okazał się grający ”czarny charakter” – Hrabiego di Luna – baryton Stanisław Kuflyuk.  Dziwić może w tej sytuacji wybór bohaterki, która woli  ”mdłego” tenora.

Orkiestrę poprowadził nowy dyrektor  Opery Wrocławskiej: Marcin Nałęcz – Niesiołowski, którego debiut wypadł znakomicie. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejne premiery będą co najmniej tak samo interesujące.

Premierowe przedstawienia "Trubadura"  Giuseppe Verdiego odbyły się w Operze Wrocławskiej 16, 17 i 18 grudnia 2016 roku.

Recenzja ukazała się 21 grudnia 2016 roku na portalu Kulturaonline.

piątek, 15 grudnia 2017

„Faust” Gounoda w Operze Wrocławskiej: Brawurowy finał artystycznego sezonu /recenzja opery/

Wspaniałe widowisko Opery Wrocławskiej: „Faust” Charlesa Gounoda wieńczy sezon artystyczny zespołu pod nową dyrekcją Marcina Nałęcza-Niesiołowskiego w prawdziwie wielkim stylu.

plakat
Tym razem dyrektor zaprosił do współpracy Beatę Redo-Dobber – artystkę wszechstronną, która przygotowała znakomity spektakl operowy, będąc jego reżyserką, jak też scenografem, autorką projekcji multimedialnych, kostiumów i choreografii… A jakby tego było mało – również osobą prowadzącą chóry. Jest to zatem spektakl w pełnym tego słowa znaczeniu autorski, spójny, o wyrazistym przesłaniu.

Wcześniejsze interpretacje „Fausta” Beaty Redo-Dobber


Należałoby podkreślić, że ta interesująca i dojrzała interpretacja ukształtowała się pod wpływem wcześniejszych prac autorki nad „Faustem”. Wcześniej Beata Redo-Dobber wystąpiła w roli dramaturga przy „Fauście" Gounoda, wyreżyserowanym przez Roberta Wilsona w Teatrze Wielkim w Warszawie (2008). Po nim był „Faust" z muzyką księcia Antoniego Henryka Radziwiłła, wystawiony na zamku w Wojanowie, w sierpniu 2012 roku. Wspaniałe plenerowe widowisko odbyło się przed Pałacem Wojanów, a wśród artystów pojawiły się sławy zarówno polskiej, jak i niemieckiej wokalistyki operowej, m.in. Mark Adler (tenor) z Berlina i urodzona w Lipsku Tatiana Hempel-Gierlach (sopran). Robert Gierlach (bas baryton), laureat międzynarodowych konkursów wokalnych w Vercelli i w Las Palmas oraz tenor Tomasz Krzysica, posiadający szeroki repertuar oratoryjno-kantatowy. Wydarzenie uświetniła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Dolnośląskiej oraz Chór z Darmstadt pod batutą Marcina Nałęcza-Niesiołowskiego.


Faust Gunoda, fot. Sebastian Martinez

W tym „Fauście" – wspomina w wywiadzie udzielonym Małgorzacie Piwowar z „Rzeczpospolitej” Beata Redo-Dobber – było prawie tyle samo tekstu mówionego, co śpiewanego, więc wymyśliłam, że każda z głównych postaci – Faust, Mefisto i Małgorzata – ma swoje alter ego w postaci tancerzy. Występowali aktorzy Wrocławskiego Teatru Pantomimy oraz Teatr Akt – poruszający się na szczudłach akrobaci.

Tamten „Faust”, którego miałam szczęście oglądać i słuchać, uderzał przede wszystkim urodą plastyczną i pięknem muzycznego wykonawstwa. Widowisko wyróżniało się również udziałem akrobatów, wspaniałymi kostiumami oraz przemyślanym ruchem scenicznym. Tytułowy bohater, rozpięty pomiędzy dobrem a złem, tęsknił za pięknem i duchowością uosobioną w postaciach białych i błękitnych aniołów, wykonujących majestatyczny taniec. A jednak uległ złu, które w tym spektaklu uosabiały czerwono-czarne postaci diabłów. 

Książę Antoni Radziwiłł stworzył pierwszą muzyczną adaptację „Fausta”


Niewielu wie, że opera księcia Antoniego Radziwiłła jest pierwszą na świecie muzyczną adaptacją dzieła Johanna Wolfganga Goethego. Wybitny niemiecki poeta pisał „Fausta” w Pałacu w Ciszycy, należącym do jego przyjaciela, również pisarza, Antoniego Henryka księcia Radziwiłła, który – również tam – skomponował muzykę do opery „Faust”. O wysokiej pozycji księcia w świecie muzyki może świadczyć także fakt, że wybitne postacie na czele z Beethovenem, Mendelssohnem i Chopinem dedykowały mu swoje utwory. W czasie pobytu w Weimarze książę osobiście zaprezentował Goethemu fragmenty partytury swojej opery.

„Faust” – opowieść o świecie współczesnym


Faust Gounoda w Operze Wrocławskiej/Opera Wrocławska

Stworzona przez Beatę Redo-Dobber interpretacja „Fausta” Gounoda powstawała zatem latami, a na jego obecny kształt miała także wpływ potężna przestrzeń Hali Stulecia. Najważniejsza jednak stała się idea potraktowania opery jako współczesnej opowieści o świecie. Próba, dodajmy, ze wszech miar udana.

Osadzam historię w Europie żyjącej zagrożeniami, zaskakującymi codziennie doniesieniami – powiedziała we wspomnianym wywiadzie reżyserka. Oczywiście główni bohaterowie mają swoją historię, znaną z Goethego, która jest zawsze aktualna, bo ludzie od pokoleń marzą, by zatrzymać młodość i radość życia. Akcja jednak nie będzie działa się tak, jak zapisał to Goethe.

„Faust” Gounoda jest prawdziwym arcydziełem niemieckiego romantyzmu. Zawiera wiele pięknych arii, a już walc czy marsz stanowią nieomal samoistne przeboje. Wrocławska wersja nie tylko punktuje te wszystkie smaczki, ale też ukazuje je jako integralną część operowej narracji. Zmiany dostrzeżemy już na początku.

Pierwsze skrzypce gra Mefistofeles


W akcie I, zamiast pracowni Fausta, widzimy ulicę, zaś na licznych ekranach pojawiają się obrazy, które widujemy codziennie w telewizji: wojny, terroryzm, ludzkie dramaty. Wszystko to zapowiada postać Mefistofelesa, który w centrum sceny Teatrum Mundi gra – dosłownie i w przenośni – pierwsze skrzypce. Jego dominacja nie wróży niczego dobrego, a jednak w ostatniej scenie dramatu to on jest wielkim przegranym, który przyznaje, że Małgorzata będzie zbawiona dzięki swej głębokiej wierze w Boże miłosierdzie.

Peter Martinčič jako Mefistofeles/Opera Wrocławska

Wszystko, co się dzieje „pomiędzy”, właściwie znamy z dramatu Goethego oraz z libretta Julesa Barbiera i Michela Carré, a jednak Beata Redo-Dobber zmieniła akcenty, a częściowo także samo libretto. Jej doktor Faust jest współczesnym człowiekiem, posługującym się laptopem i wierzącym (do czasu), że wszystko można zmierzyć i zbadać. Ostatecznie jednak zrozumie, że poniósł klęskę, a radosne śpiewy młodych doprowadzają go do wściekłości, której daje wyraz, wygrażając im bronią palną. Myśli o samobójstwie, ale zmienia zdanie. Smutny i sfrustrowany, przeklina wszystko, także Boga i wzywa szatana. Pragnie od niego młodości, aby używać życia i zmysłowych przyjemności. Wprawdzie waha się jeszcze przed podpisaniem paktu, ale wówczas Mefistofeles ukazuje mu piękną Małgorzatę, przekonując go ostatecznie, aby porzucił lęk i sięgnął po pełnię życia.

Jako wojsko - studenci Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych im. gen. T. Kościuszki
we Wrocławiu

W akcie II na scenę wrocławskiej inscenizacji „Fausta” wkraczają w zwartym szyku autentyczni żołnierze – studenci Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych im. Gen. T. Kościuszki we Wrocławiu, przydając spektaklowi realizmu. Wraz z nimi pojawia się brat Małgorzaty, Walenty, który właśnie wyrusza na wojnę. Wierzy, że przed śmiercią ocali go otrzymany od siostry medalion, ją zaś zostawia pod opieką zakochanego w niej Siebela i powierza Bogu, intonując podniosłą pieśń:  Avant de quitterces ces lieux. Kiedy żołnierze świętują, pojawia się Mefisto, śpiewając pieśń o zupełnie innej wymowie – o złotym cielcu, który jest prawdziwym obiektem ludzkich pragnień, nie zaś wzniosłe ideały.

Iwona Socha jako Małgorzata
Na balu u szatana – śpiewa – cielec jest zwycięzcą i Bogiem. Podczas balu u szatana dochodzi do konfliktu między Mefistofelesem a Walentym, który pokonuje złe moce za pomocą potęgi krzyża. Ma jeszcze mocną wiarę, ale kiedy ją utraci, straci także życie, a przed śmiercią potępi siostrę. Na razie jednak triumfuje i wyrusza na wojnę, pełen wzniosłych myśli. Tymczasem pojawia się Faust i kurtuazyjnie komplementuje Małgorzatę, proponując odprowadzenie do domu. Ta jednak stanowczo odmawia, choć – jak się wkrótce okaże – ulega urokowi młodzieńca. Faust, któremu do tej pory Małgorzata podobała się przede wszystkim fizycznie, zachwyca się jej skromnością i uświadamia sobie, że jest zakochany:

Niech będzie pochwalone domostwo skrywające czystą duszę – śpiewa w pięknej arii przed domem ukochanej (Quel trouble inconnu- Salut, demeure chaste et pure). Małgorzata tymczasem otwiera skrzynię przyniesioną przez Mefista i stroi się w piękne szaty oraz klejnoty – pragnie się podobać ukochanemu. W takim momencie pojawia się u niej zaniedbywana przez męża sąsiadka. Ten zabawny epizod, w którym Mefistofeles gotów jest uwieść rzekomą wdowę, byle tylko Faust mógł wykorzystać sam na sam z Małgorzatą, wprowadza do opery elementy komiczne. Zaniedbywana kobieta – jak sugeruje ta scena – gotowa jest zaakceptować nawet diabła, byleby nie być sama. Tymczasem Faust ma skrupuły i gotów jest wycofać się, na co jednak szatan nie pozwala i kiedy Małgorzata wzywa ukochanego, ułatwia Faustowi wejście do jej sypialni. Sceny miłosne ukazują, że Małgorzata najpierw nie dowierza i boi się, błagając, by Faust nie łamał jej serca, a jednocześnie wyznaje mu miłość, deklarując, iż gotowa jest za niego umrzeć.

Katarzyna Mackiewicz (Małgorzata, sopran) oraz Eric Fennell (Faust, tenor)/
Opera Wrocławska

Akt IV przynosi potępienie Małgorzaty. Scena rozgrywa się w katedrze, dokąd nieszczęsna, porzucona kobieta przychodzi się pomodlić. Patrzą na nią zewsząd potępiające spojrzenia ubranych na czarno osób, jest odpychana, opluwana i poniżana. W centrum owego „kościoła międzyludzkiego”, jakby powiedział Gombrowicz, stoi Mefistofeles, który dodatkowo dręczy Małgorzatę obrazami piekła i potępienia. Ta jednak czuje, że głos, który do niej przemawia, nie należy do Boga i prosi, aby Pan zesłał jej swój Boski promień, po czym mdleje (piękna, dramatyczna aria: Seigneur, daignez permettre).
Tymczasem powraca z wojny Walenty, brat Małgorzaty, a widząc ją w ciąży, odrzuca święty medalik i pragnie zabić Fausta w pojedynku. Staje się jednak odwrotnie: wspomagany przez szatana kochanek siostry pozbawia go życia w nierównej walce. Umierając, Walenty przeklina Małgorzatę, choć ta błaga go o wybaczenie.

Noc Walpurgii/Opera Wrocławska

W akcie V Mefistofeles pragnie, by Faust zapomniał o tym, co się stało, toteż zabiera go w góry Harzu – na Noc Walpurgii. Scena ta we wrocławskim przedstawieniu również zawiera współczesne nawiązania, bo oto na balu – oprócz królowych i kurtyzan – pojawiają się ubrani we współczesne biznesowe uniformy kobiety i mężczyźni z aktówkami. Balet przypomina seksualną orgię, kiedy zdejmują oni swoje biurowe stroje, pod którymi kryją się skąpe czerwone dessue. Faust przyłącza się do bachanaliów, ale w pewnym momencie przypomina sobie o Małgorzacie i każe się do niej zaprowadzić.

Kolejna scena rozgrywa się w więzieniu, gdzie bohaterka oczekuje na wyrok śmierci za zabicie nowo narodzonego dziecka. Na widok Fausta, który z pomocą Mefista przybył ją uwolnić, zaczyna przypominać utracone szczęście, sprawia jednak wrażenie, jakby nie do końca wierzyła w to, co dzieje się naprawdę. A kiedy słyszy ponaglenia złego ducha, kategorycznie odmawia wzięcia udziału w ucieczce. To największa próba dla niej, nie traci jednak wiary i zawierza swoje życie Bogu. Powierzywszy swoją duszę niebiosom (Anges purs, anges radieux), zostaje jednak zbawiona, co oznajmia sam Mefisto. Jej postawa przynosi także zbawienie Faustowi – oboje wędrują ku niebu.

Kończąc operę w taki sposób reżyserka pozostaje wierna przesłaniu „Fausta” Goethego, w myśl którego „wieczna kobiecość  pociąga nas wzwyż” (Das Ewig-Weibliche zieht uns hinan).

Walory wrocławskiego widowiska


Iwona Socha (Małgorzata), Sebastien Gueze/Opera Wrocławska

Miałam okazję obejrzeć „Fausta” w Hali Stulecia dwukrotnie, w obu obsadach. Obaj wykonawcy roli Mefistofelesa dysponowali głębokim mocnym basem, okazali się również dobrymi aktorami, choć rola gruzińskiego śpiewaka, Niki Guliashvili, była bardziej widowiskowa, zaś słoweński bas, Peter Martinčič, starał się być nade wszystko dramatyczny i groźny. Podobnie różniły się od siebie Małgorzaty. Katarzyna Mackiewicz dysponowała przepięknym dramatycznym sopranem, który przemawiał do serca, szczególnie w drugiej części widowiska. Inaczej zagrała też postać bohaterki w scenie śmierci jej brata, kiedy to przytula go jak matka, tworząc figurę piety, co dużo mówi o jej wewnętrznej dojrzałości, jako postaci. Małgorzata Iwony Sochy jest bardziej dziewczęca i dziecinna, a jej sopran, choć brzmiał pięknie, zwłaszcza w ariach miłosnych, nie miał w sobie takiego głębokiego dramatyzmu, jak w przypadku Katarzyny Mackiewicz. Jako Faust bardziej przemówił do mnie swoją interpretacją francuski tenor Sebastien Gueze, może dlatego, że pewniej czuł się w swoim ojczystym języku, niż amerykański tenor liryczny, Eric Fennell. Jako Walenty ogromnie podobał mi się Stanisław Kuflyuk – nie tylko ze względu na wspaniały baryton, ale również dlatego, że był aktorsko bardziej wiarygodny.

ryna Zhytynska (Siebel) i Stanisław Kuflyuk (Walenty)

Na pochwałę zasługuje także koncepcja scenograficzna: zarówno ciekawe projekcje multimedialne, jak na przykład katedra z wszechobecnymi oczami, przypominającymi prace plastyczne schizofreników (Małgorzata zaczyna pogrążać się w samotności i czuje się osaczona), wielofunkcyjna scena obrotowa (wielka klepsydra czasu, dom Małgorzaty, jej sypialnia, bar w scenie balu u szatana, tron podczas Nocy Walpurgii, schody do Nieba itd.).  Znakomita była również choreografia Jacka Tyskiego, zwłaszcza w scenie Nocy Walpurgii. No i wspaniale poprowadzone chóry, które w koncepcji Beaty Redo-Dobber, zostały idealnie wkomponowane w całość spektaklu, stanowiąc jego wielki atut. Muzycznie panował nad wszystkim znakomity dyrygent, Marcin Nałęcz-Niesiołowski

W przypadku tak wielkich widowisk łatwo spłycić dzieło, a jednak tak się  w tym przypadku nie stało. Przeciwnie, otrzymaliśmy w prezencie na koniec bardzo udanego sezonu wspaniałe, mądre i piękne oraz spójne artystycznie widowisko. Brawo!

Premiera opery „Faust” Charlesa Gounoda w reżyserii Beaty Redo-Dobber oraz pod batutą Marcina Nałęcza-Niesiołowskiego odbyła się 23 i 24 czerwca 2017 roku we wrocławskiej Hali Stulecia.


„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty