Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania mozart, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania mozart, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 stycznia 2018

Twarze Mozarta: Uczeń i mistrzowie /relacja z Akademii Mozartowskiej/

Utwory Josepha Haydna i Carla Philipa Emanuela Bacha w dialogu z kompozycjami Mozarta, we wspaniałych interpretacjach – na początek trwającej właśnie Akademii Mozartowskiej.


Program Akademii Mozartowskiej odsłania przed nami różne oblicza słynnego kompozytora. Autor - Giovanni Antonini tak go skonstruował, aby zacząć od okresu młodzieńczego, kiedy Mozart powoływał się jeszcze na swoich mistrzów, a na dojrzałej, słynnej operze "Wesele Figara" kończąc. Można mieć wątpliwości, czy bez Josepha Haydna i Carla Philipa Emanuela Bacha Mozart osiągnąłby szczyty swego geniuszu, ale z całą pewnością zestawienie jego utworów z mistrzami pozwala zrozumieć subtelne podobieństwa,, mimo niepowtarzalności autora "Requiem".

Mozart radosny 


Początek Akademii był szczególnie elektryzujący, a to ze względu na wykonawców: olśniewającą Isabelle Faust oraz Giovanniego Antoniniego ze swoim Il Giardino Armonico. W zestawieniu utworów usłyszeliśmy najpierw dojrzałego, lirycznego i niezwykle emocjonalnego Haydna w Symfonii f-moll nr 49 "La Passione", w drugiej zaś części - Uwerturę do opery "L’isola disabitata" ("Wyspa bezludna").  Nazwa powstałego w 1768 roku utworu "La Passione" wskazywałaby na to, iż był skomponowany na Wielki Tydzień, choć niektórzy twierdzą, że ma ona teatralną proweniencję. Bez wątpienia jednak swoją emocjonalnością poprzedza utwory z okresu "Sturm und Drang", choćby Beethovena. Natomiast opera miała swą premierę 6 grudnia 1779 roku, w dniu imienin księcia Mikołaja Esterházy. Uwertura jest obecnie najbardziej znaną jej częścią.
 
Isabelle Faust i Giovanni Antonini, fot. B. Beszlej
Mozart napisał sześć kwartetów smyczkowych pod urokiem serii kwartetów smyczkowych Haydna i dedykował mu je. Haydn zresztą odwzajemniał sympatię i adorację młodego kompozytora, którego cenił niezwykle wysoko, o czym wiemy z jego listu do ojca Wolfganga - Leopolda Mozarta.

Niemiecka skrzypaczka Isabelle Faust zachwyciła swoją interpretacją Mozarta. Ubrana w spodnie i oryginalną tunikę, krótko ostrzyżona, b y ł a młodym Mozartem - z jego radością tworzenia i młodzieńczym wigorem. Nieomal tańczyła na scenie, tworząc niekiedy z prowadzącym koncert Antoninim radosny duet. Bo właśnie radość tworzenia zapanowała nad całością, zaś Isabelle zdawała się swoją osobą dominować nad wspaniałym skądinąd zespołem muzyków towarzyszących. Zagrała dwa koncerty skrzypcowe Mozarta: B-dur i  A-dur, wydobywając nie tylko ich urodę, ale właśnie młodzieńczość. To dzięki niej mogliśmy sobie wyobrazić, że tak właśnie mógłby zagrać te utwory sam kompozytor. W wywiadzie z Isabelle Faust w lutowym numerze "Muzyka w Mieście" możemy przeczytać takie oto znamienne słowa:

Zawsze ciekawiły mnie intencje kompozytora, sposób jego myślenia o muzyce, oczekiwania związane z wykonaniem dzieła. Za każdym razem staram się tego dowiedzieć, choć zdaję sobie sprawę, jak bardzo iluzoryczna bywa taka wiedza.


Isabelle Faust, fot. B. Beszlej
Koncert dowiódł jednak, że owe intuicje nie zawiodły skrzypaczki. Dała przepiękny, porywający popis gry na skrzypcach.  Szczególnie olśniewające było wykonanie Koncertu skrzypcowego A-dur, z cudownym menuetem na końcu. Publiczność oklaskiwała ją na stojąco i zachęciła do bisowania, dzięki czemu mogła jeszcze delektować się Rondem C-dur KV 373.

Mozart uduchowiony i galant


Drugim mistrzem i przyjacielem Mozarta był Carl Philip Emanuel Bach - bardzo wówczas znany i doceniany syn Jana Sebastiana, choć z pewnością młody kompozytor był bardziej przywiązany do Jana Christiana Bacha, o czym świadczą listy do ojca, w których wyraża się o synu Jana Sebastiana z największą czcią i miłością. Carl Philip Emanuel spędził na służbie króla praskiego trzydzieści lat, komponując przede wszystkim utwory na instrumenty klawiszowe. Jednak dopiero po przeprowadzce do Hamburga stworzył swoje najwspanialsze dzieła: piękne kwartety na flet, altówkę, wiolonczelę i instrument klawiszowy..
 
Christine Schornsheim i soliści Wrocławskiej Orkiestry Barokowej w NFM oraz Dora Ombodi flet,
 foto B. Beszlej
Podczas koncertu Christine Schornsheim (pianoforte) z solistami Wrocławskiej Orkiestry Barokowej mieliśmy okazję wysłuchać Koncertu fortepianowego Es-dur, oraz Sonaty G-dur z udziałem flecistki Dóra Ombodi. Wyznam jednak, że dominacja fletu nad pozostałymi instrumentami brzmiała jakoś szkolnie i kompletnie mnie nie porwała. No, może z wyjątkiem Presto, gdzie flet zabrzmiał subtelniej, podobnie jak w utworze na bis.  Zdecydowanie lepiej brzmiały utwory z udziałem skrzypiec (Zbigniew Pilch). Mozart z całą pewnością okazał się doskonalszy od swego mistrza. Jego utwory wydobywały nie tylko piękno brzmienia pianoforte, ale również odznaczały się cudowną harmonią melodii prowadzonych przez wszystkie instrumenty. O ile Carl Philipp Emanuel był galant, to kompozycje Mozarta, choć równie eleganckie i przyjemne, były jednak czymś więcej: poza pięknym brzmieniem, które pieściło ucho, koiły także duszę.

Christine Schornsheim, fot. B. Beszlej
Przed nami divertimenta, muzyka liturgiczna i opera „Wesele Figara” – uczta muzyczna trwa, zaś Mozart  objawi z pewnością jeszcze niejedno swoje oblicze.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 12 lutego 2016 r.

środa, 29 kwietnia 2026

Szczęśliwe połączenie: Mozart i Wrocławska Orkiestra Barokowa /zapowiedź koncertu/

 2. maja o 18.00 w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu zabrzmi koncert "Szczęśliwe połączenie". Podobno tak właśnie Mozart określił swoje koncerty fortepianowe napisane w Wiedniu w 1782 roku, widząc w nich idealną równowagę pomiędzy przystępnością a wyrafinowaniem. Szczęśliwymi połączeniami bywają także te instrumentalne. Tym razem w programie znalazły się dzieła przeznaczone na bardzo podobny skład: oboje lub klarnety, rogi i smyczki. Wrocławska Orkiestra Barokowa zabierze słuchaczy w podróż od francuskiego klasycyzmu François-Josepha Gosseca po dojrzały styl Wolfganga Amadeusa Mozarta. Partie solowe w utworach Salzburczyka wykona na pianoforte Olga Pashchenko – artystka wszechstronna, sięgająca również po repertuar organowy i klawesynowy. 

Olga Pashchenko / fot. Melle Meivogel

François-Joseph Gossec, dziś rzadziej grywany niż Mozart, był jedną z najważniejszych postaci swojego czasu. Tworzył opery, symfonie, kwartety smyczkowe i dzieła chóralne, a jego działalność wyznaczała kierunek rozwoju muzyki we Francji drugiej połowy XVIII i na początku XIX wieku. Przeżył wszystkich trzech klasyków wiedeńskich: Josepha Haydna, Wolfganga Amadeusa Mozarta i Ludwiga van Beethovena – zmarł w 1829 roku, w wieku dziewięćdziesięciu pięciu lat. Jego Symfonia Es-dur op. 12 nr 5, opublikowana w 1769 roku w zbiorze sześciu symfonii, to trzyczęściowy utwór na niewielką obsadę: dwa klarnety, dwa rogi i smyczki. Przejrzysta faktura i dbałość o kolorystykę instrumentów dętych to idiom klasyczny w jego wczesnej, pełnej elegancji postaci. Z kolei IX Koncert fortepianowy Es-dur KV 271, stworzony w 1777 roku w Salzburgu, należy do najoryginalniejszych dzieł młodego Mozarta. Podtytuł  upamiętnia pianistkę Victoire Jenamy, córkę tancerza i baletmistrza Jeana-Georges’a Noverre’a. Kompozytor przełamał tu konwencję gatunku: zamiast tradycyjnego orkiestrowego wstępu po ostrym akordzie zespołu natychmiast odzywa się fortepian, prezentując główną myśl muzyczną. Rozmach formalny i inwencja sprawiły, że Alfred Brendel nazwał ten koncert „jednym z cudów świata”, a Alfred Einstein – „Eroiką Mozarta”.

Drugą część koncertu otworzy Divertimento Es-dur KV 113 powstałe w 1771 roku w Mediolanie podczas drugiej podróży Mozarta do Włoch, związanej z wystawieniem opery pastoralnej Ascanio in Alba. W czteroczęściowym utworze instrumenty dęte – oboje i rogi – często traktowane są solowo, podczas gdy smyczki pełnią funkcję akompaniującą. Najpóźniejsze dzieło w programie to XII Koncert fortepianowy A-dur KV 414 stworzony przez artystę w Wiedniu jesienią 1782 roku. Weszło ono w skład zbioru trzech koncertów, o których Mozart pisał, że stanowią „szczęśliwe połączenie między zbyt łatwym a zbyt trudnym; są bardzo błyskotliwe, przyjemne dla ucha, naturalne, lecz nie jałowe”. Lekki i pełen wdzięku charakter utworu kryje jednak osobisty akcent: w części wolnej kompozytor wplótł cytat z uwertury do opery La calamita de’ cuori Johanna Christiana Bacha, oddając hołd zmarłemu niedawno mentorowi.

Program:

F.-J. Gossec Symfonia Es-dur op.12 nr 5
W.A. Mozart IX Koncert fortepianowy Es-dur KV 271 „Jenamy”
***                                                  
W.A. Mozart
Divertimento Es-dur KV 113 
XII Koncert fortepianowy A-dur KV 414

Wykonawcy:

Olga Pashchenko – pianoforte solo, prowadzenie 
Wrocławska Orkiestra Barokowa
Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne Wrocławskiej Orkiestry Barokowej 

Czas trwania: 120 minut
NFM, Sala Czerwona

informacja prasowa



poniedziałek, 6 maja 2019

W.A. Mozart: Missa Brevis w Narodowym Forum Muzyki

Czas na spotkanie z wielkimi mistrzami. Podczas jednego koncertu usłyszymy wyjątkową twórczość sakralną słynnych kompozytorów kilku epok – od renesansu aż po klasycyzm. A wszystko to za sprawą odwiedzającej Narodowe Forum Muzyki Capelli Cracoviensis. W programie spotkania, skoncentrowanym przede wszystkim na muzyce religijnej, szczególne miejsce zajmie Mozartowska Msza brevis KV 259. Poszczególne części utworu będą prezentowane naprzemiennie z dziełami dwóch mistrzów muzyki dawnej – Giovanniego Battisty Pergolesiego i Orlanda di Lasso.


Capella Cracoviensis, fot. Piotr Kucia

Mozart, choć znany jest dziś przede wszystkim ze swojej muzyki symfonicznej i operowej, poświęcał również sporo uwagi twórczości religijnej. Do dziś zachowało się niemal dwadzieścia mszy i kilkadziesiąt innych dzieł o tematyce sakralnej jego autorstwa. Wśród wspomnianych kompozycji pojawiają się dzieła określane mianem missa brevis – mszy krótkiej, będącej muzycznym opracowaniem części stałych mszy świętej. Jednym z przykładów takiej twórczości jest właśnie Msza brevis C-dur KV 259. Kompozycja ta powstała w drugiej połowie lat 80. XVIII stulecia, a swój przydomek „Orgelsolomesse” zyskała ze względu na występujące w niej solo organów. Wspomniany instrument, chyba najściślej związany z praktyką muzyki liturgicznej, przyciągnął również uwagę Josepha Haydna, czego doskonałym przykładem jest Koncert organowy F-dur. W imponującym dorobku kompozytorskim Haydna odnajdujemy również poruszające opracowanie tekstu antyfony Salve Regina (‘Witaj, Królowo’). Dzieło to powstało najpewniej w 1771 roku – podobnie jak kilka innych utworów, które artysta skomponował ku czci Maryi Panny. Ówczesny zwrot w stronę twórczości religijnej miał być wyrazem wdzięczności Haydna za przezwyciężenie zagrażającej jego życiu choroby.


Poza dziełami słynnych klasyków wiedeńskich w Sali Czerwonej Narodowego Forum Muzyki zabrzmią również kompozycje innych wyróżniających się twórców minionych epok. W świat renesansowych brzmień przeniesiemy się za sprawą utworów Orlanda di Lasso – artysty, którego muzyka cieszy się dziś ogromną popularnością wśród miłośników muzyki dawnej. Jego dorobek artystyczny doskonale oddaje bowiem ducha epoki, w jakiej tworzył. Nie brak tu zarówno eksperymentalnych poszukiwań, jak i postawy humanistycznej, dostrzegalnej przede wszystkim w sposobie traktowania tekstu literackiego – czy to świeckiego, czy to religijnego. Z kolei brzmienie barokowej muzyki sakralnej zostanie przywołane za sprawą O sacrum convivum Giovanniego Battisty Pergolesiego. Ta niewielka w swych rozmiarach kompozycja jest doskonałym dowodem na świetne opanowanie przez Pergolesiego tajników tworzenia muzyki wokalnej.

15 maja 2019 r., godz. 19.00, Sala Czerwona

Wykonawcy:
Jan Tomasz Adamus – organy, dyrygent
Capella Cracoviensis:
Antonina Ruda – sopran
Ilona Szczepańska – alt
Piotr Szewczyk – tenor
Marek Opaska – bas
Robert Bachara – I skrzypce
Radosław Pujanek – II skrzypce
Mariusz Grochowski – altówka
Konrad Górka – wiolonczela
Michał Skiba – kontrabas
Marian Magiera – trąbka
Paweł Gajewski –trąbka
Tomasz Sobaniec – kotły

Program:
J. Haydn Koncert organowy F-dur Hob. XVIII:3, Salve Regina g-moll Hob. XXIIIb:2
***
W.A. Mozart Sonata kościelna C-dur KV 263
O. di Lasso Miserere mei Domine
W.A. Mozart Msza brevis C-dur KV 259 „Orgelsolomesse“: Kyrie, Gloria
O. di Lasso Exaudi Deus
W.A. Mozart Msza brevis C-dur KV 259 „Orgelsolomesse“: Credo
G. Pergolesi O sacrum convivium
W.A. Mozart Msza brevis C-dur KV 259 „Orgelsolomesse“: Sanctus, Benedictus, Agnus Dei, Ave verum Corpus D-dur KV 618

informacja prasowa

poniedziałek, 1 października 2018

Porywające koncerty na inaugurację sezonu w NFM. Co nas jeszcze czeka?

Koncertem "Dziedzictwo Beethovena" pod batutą Giancarla Guerrero zainaugurowany został 28 września nowy sezon NFM Filharmonii Wrocławskiej. Dzień później, koncertem "Wiedeńska klasyka – Mozart", nastąpiła inauguracja sezonu NFM Orkiestry Leopoldinum i Chóru NFM. Co czeka nas jeszcze w tak znakomicie rozpoczętym sezonie? 


Nikolaj Znaider, fot. Lars Gundersen


Koncerty inauguracyjne w Narodowym Forum Muzyki


W piątek, 28 września, koncertem "Dziedzictwo Beethovena" pod batutą  Giancarla Guerrero rozpoczęła nowy sezon muzyczny NFM Filharmonia Wrocławska. Jak sugerował tytuł, zaprezentowano utwory kompozytorów, których fascynacja Beethovenem znalazła odzwierciedlenie w ich własnej twórczości. "Beethoven - czytamy w programie - zrewolucjonizował muzykę, łamiąc osiemnastowieczne zasady kształtowania formy, wprowadzając treści pozamuzyczne, którym podporządkował przebieg dzieła, i walcząc o wyzwolenie artysty zależnego do tej pory od swoich protektorów i mecenasów".

Koncert Dziedzictwo Beethovena, fot. Bogusław Beszlej

W pierwszej części koncertu usłyszeliśmy radosną i pełną energii uwerturę koncertową "Karnawał" Antonina Dvořáka, po niej zaś wybitny skrzypek Nikolaj Znajder wykonał z towarzyszeniem orkiestry II Koncert skrzypcowy op. 61 Karola Szymanowskiego.  Utwór powstał w 1933 roku na prośbę  przyjaciela artysty, wybitnego skrzypka, Pawła Kochańskiego. Z właściwym sobie poczuciem humoru pisał kompozytor po jego ukończeniu do Pawła Mycielskiego:

„Paweł sprowokował i wprost wydusił ze mnie cały (drugi) koncert skrzypcowy (oczywiście dotychczas tylko w szkicu). Napisałem go niespełna w 4 tyg. — możesz więc sobie wyobrazić, jak musiałem pracować i jak bardzo jestem zmęczony”.


Giancarlo Gurrero, fot. Bogusław Beszlej

To kompozycja na wskroś oryginalna, powstała jakby w opozycji do niemieckich wzorów, w tym do Beethovena. Mało tego, trudno znaleźć wśród dotychczasowych koncertów skrzypcowych jakikolwiek wzór - czy to w pod względem estetyki, czy to formy. Kolorytem brzmienia muzyka ta nie przypomina żadnego innego stylu, jest "szymanowska” :-) W wykonaniu Nikolaja Znajdera muzyka ta znalazła znakomitego interpretatora: wygrał na skrzypcach wszystkie niuanse, nawiązania do góralszczyzny, klimat - od pastelowego, lirycznego początku, poprzez żywe wariacje o rosnącej energii i napięciu, wymyślną kolorystykę kolejnych fragmentów, po olśniewającą, radosną kodę. Grał doprawdy zachwycająco, toteż długo i gorąco oklaskiwany, zagrał na bis solowy utwór J.S. Bacha.


Koncert Dziedzictwo Beethovena, fot. Bogusław Beszlej

Drugą część koncertu wypełniła I Symfonia c-moll Johannesa Brahmsa. Napisał ją w 1876 r. mając trzydzieści lat, ale pracował nad nią kolejnych piętnaście lat. Krytyk Eduard Hanslick uważał, że istnieje głębokie duchowe pokrewieństwo Brahmsa z Beethovenem. I rzeczywiście, pobrzmiewa w tej kompozycji IX Beethovena... W wykonaniu NFM Filharmonii Wrocławskiej utwór zabrzmiał fantastycznie.

Koncert Wiedeńska klasyka - Mozart, fot. Adam Sokołowski

Nazajutrz miałam okazję wysłuchać kolejnego koncertu inauguracyjnego - tym razem NFM Orkiestry Leopoldinum i Chóru NFM pod batutą Josepha Swensena, dyrygenta o norwesko-japońskich korzeniach. Gwiazdą tego wieczoru był pianista Adam Golka, który wystąpił w drugiej części wieczoru, grając Koncert fortepianowy C-moll nr 24 (KV491).


Koncert Wiedeńska klasyka - Mozart, fot. Adam Sokołowski

Repertuar znakomity: różne kompozycje W.A. Mozarta. Na początek zabrzmiała 29. Symfonia A-dur (KV 201), jedna z wcześniejszych kompozycji z okresu salzburskiego, ale czuje się w niej dojrzałego twórcę, mimo że Mozart miał wówczas zaledwie osiemnaście lat. Jednakże prawdziwym wydarzeniem tego wieczoru była cudowna, napisana w 1779 roku,  Msza C-dur "Koronacyjna". Wspaniale brzmiący chór i cudowne arie, szczególnie sopran (Paulina Boreczko-Wilczyńska) w "Agnus Dei" sprawiły, że choć słuchałam tego utworu wielokrotnie, po raz kolejny dałam mu się uwieść bez reszty. Adam Golka natomiast wprawdzie nie śpiewał :-), ale za to zagrał wspaniale. Muzyk dysponuje bardzo dobrym warsztatem i potrafi swoją interpretację subtelnie niuansować. Brawo! Szkoda, że nie dał się namówić na bis :-)...


Adam Golka, fot. Adam Sokołowski


Koncerty te były błyskotliwym początkiem sezonu w Narodowym Forum Muzyki. A przed nami jeszcze niejedno wspaniałe przeżycie.

Program sezonu 2018/2019


To już czwarty sezon artystyczny w nowym budynku Filharmonii Wrocławskiej, ale jeśli policzyć od 29 czerwca 1945 roku, to tych sezonów jest o wiele więcej - powiedział podczas konferencji prasowej Andrzej Kosendiak, Dyrektor NFM. Myślę jednak, że mamy przed sobą wiele koncertów równie atrakcyjnych. NFM stało się miejscem znanym na całym świecie i wielu najwybitniejszych artystów chce tutaj przyjeżdżać i występować. W bieżącym sezonie będziemy gościć trzy czołowe orkiestry świata: Berliner Philharmoniker pod batutą Yannicka Nézeta-Séguina, Royal Concertgebouw Orchestra z Amsterdamu z Daniele Gattim i London Symphony Orchestra pod kierownictwem sir Simona Rattle`a. Wystąpi także wielu znakomitych dyrygentów i solistów.

Dyrektor Artystyczny NFM, Jarosław Thiel zapowiedział, że układ koncertów pozostaje bez zmian: w piątki odbywać się będą koncerty symfoniczne. Coraz większą popularnością i uznaniem cieszą się koncerty kameralne, które odbywać się będą w czwartki. Soboty i niedziele natomiast wypełnią koncerty NFM Orkiestry Leopoldinum, Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, Chóru NFM. Wśród nadchodzących wydarzeń warto wymienić "Muzykę filmową" (14 grudnia 2018), "Tylko Vivaldi" (15 grudnia 2018 r.), wspomniany już Berliner Philharmoniker (19 lutego 2019), "Mozart & Dreamers` Circus (16 marca 2019) czy "Romans z Beethovenem" (30 marca 2019).

Spośród koncertów Wrocławskiej Orkiestry Barokowej nie można przeoczyć "Koncertu Bożonarodzeniowego" (21 grudnia 2018), "Stabat Mater" (21 marca 2019), "Pasji wg św. Łukasza" Telemanna (24 marca 2019), "Pasji wg św. Mateusza" J.S. Bacha (16 kwietnia 2019) oraz Mszy h-moll tego kompozytora (22 maja 2019) czy "Missa brevis C-dur" Mozarta (15 maja 2019). Są to często równocześnie koncerty chóralne.

Jak co roku, muzyka zabrzmi także na festiwalach, z których pierwszy, Jazztopad Festival, odbędzie się już po raz 15. w listopadzie i będzie gościł takie gwiazdy, jak Chick Corea. W styczniu odbędzie się czwarty Festiwal Noworoczny, a na przełomie lutego i marca - kolejna Akademia, poświęcona tym razem barokowi latynoamerykańskiemu.

Cały sezon ukierunkowany jest na obchody rocznicy Niepodległości - zaznaczył Jarosław Thiel. Głównym punktem tego programu będzie koncert 11 listopada, w którym znajdą się kompozycje Krzysztofa Pendereckiego, Witolda Lutosławskiego i Fryderyka Chopina. Koncert pod batutą Giancarla Guerrero będzie częścią programu "Dekady wolności" - projektu, w którym NFM uczestniczy od dwóch lat. Przygotowywany jest box z nagraniami najwybitniejszych utworów muzyki polskiej, który niebawem się ukaże. Sam koncert będzie transmitowany przez Polskie Radio i TVP.Rocznicę Niepodległości obchodzimy wspólnie z innymi państwami, które również ją świętują, toteż do Wrocławia przyjadą na koncerty. W ub. tygodniu gościliśmy Filharmonię Lwowską, przyjedzie także orkiestra z Ostrawy i inne, które będą prezentować swoje narodowe, niepodległościowe programy. Gościć także będą wybitni wykonawcy. Poza już wymienionymi, przyjedzie do Wrocławia Gabrieli Consort & Players Paula McCreesha. Mamy także w zanadrzu niespodzianki. Będzie się działo naprawdę dużo.

Podczas konferencji zabrał głos także Dyrektor NMF Filharmonia Wrocławska,  Giancarla Guerrero, który poza zapowiedzią koncertu inauguracyjnego, ogłosił, że w piątki będzie odbywał spotkania z publicznością przed koncertami i chętnie odpowie na każde pytanie.

Przyjeżdżając do Wrocławia odczuwam niezwykłą radość nie tylko z powodu ciepłego przyjęcia, ale również dlatego, że poznałem wiele utworów wspaniałej  muzyki polskich kompozytorów - powiedział Maestro. Nikolaj Znajder specjalnie nauczył się Koncertu skrzypcowego Karola Szymanowskiego i obaj byliśmy pod wielkim jego wrażeniem. Obecny sezon wypełni w tym pięknym wnętrzu muzyka najlepszych artystów.

piątek, 4 kwietnia 2025

16. Leo Festiwal: Muzyka i natura /zapowiedź, program/

 W dniach 23 maja do1 czerwca 2025 roku odbędzie się w Narodowym Forum Muzyki 16. edycja Leo Festiwal, w tym roku pod hasłem "Muzyka i natura".


"Już Arystoteles twierdził, że to, co ukształtowała przyroda, uzupełniają i odzwierciedlają sztuki stworzone przez człowieka i niewątpliwie do dziś odgłosy natury są jednymi z ważniejszych źródeł inspiracji dla kompozytorów i muzyków - twierdzi Christian Danowicz – dyrektor artystyczny Leo Festiwalu.

Żywioły mają własne dźwięki, a zwierzęta wydają wyraźne odgłosy o określonej wysokości, które można imitować za pomocą instrumentów lub głosu. Te bogactwa barw natury skłoniły włoskiego duchownego, Antonia Vivaldiego, do skomponowania w 1723 roku hitu wszechczasów, Le quattro stagioni. Utwór ten zabrzmi w wykonaniu NFM Orkiestry Leopoldinum oraz jednego z najoryginalniejszych i najodważniejszych polskich zespołów – Bastarda Trio. Dzieło weneckiego mistrza będzie przeplatane nieprzewidywalnymi fragmentami improwizowanymi, które wykonają nasi goście.

Dzieje cywilizacji to historia coraz głębszego oddzielenia człowieka od natury. Dostrzegamy dziś, że proces, który przez wieki uważaliśmy za błogosławieństwo, jest również przyczyną naszego wyobcowania. Osobiście uważam, że z przyrodą w sposób instynktowny wciąż łączy nas muzyka; w największym stopniu zaś muzyka społeczności żyjących blisko niej, a więc twórczość ludowa. Ta zainspirowała artystów, takich jak Johannes Brahms, Béla Bartók i Piotr Czajkowski, do skomponowania kameralnych arcydzieł, które zabrzmią w pięknych przestrzeniach Zamku Topacz. Wydarzenie to zwieńczy VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” Ludwiga van Beethovena w wersji smyczkowej z efektami elektronicznymi.

Z okazji Dnia Dziecka postanowiłem 1 czerwca przedstawić sylwetkę najsłynniejszego cudownego dziecka w historii muzyki: Wolfganga Amadeusza Mozarta, który niewiarygodnie wcześnie opanował język muzyczny, tak jakby się już z nim urodził. Publiczność usłyszy zdumiewające, dowcipne fragmenty z korespondencji do ojca i siostry oraz Kinder-Symphonie C-dur znaną jako Symfonia zabawek, a skomponowaną prawdopodobnie przez ojca Wolfganga, Leopolda Mozarta, z udziałem naszych najmłodszych artystów z wrocławskich szkół muzycznych. Będzie zabawa!"

Program

25 maja, godz. 15.00, Zamek Topacz, wstęp wolny
Instynkty


Program:
S. Prokofiew Uwertura na tematy żydowskie op. 34
J. Brahms / A. Schönberg I Kwartet fortepianowy g-moll op. 25 (oprac. na orkiestrę): III. Andante con moto; IV. Rondo alla Zingarese: Presto
***
B. Bartók 44 Duety na dwoje skrzypiec Sz. 98 (wybór)
P. Czajkowski Sekstet smyczkowy d-moll op. 70 „Souvenir de Florence”

Wykonawcy:
Muzycy NFM Orkiestry Leopoldinum
Studenci akademii muzycznych w Polsce

Lokalizacja:
Zamek Topacz
Ślęza, ul. Główna 12

25 maja, godz. 19.00, Zamek Topacz

Przyroda i technologia


Program:
L. van Beethoven VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” (oprac. na smyczki i elektronikę tworzoną na żywo na podstawie oprac. M.G. Fischera)

Koncerty odbędą się na świeżym powietrzu, zachęcamy do zabrania koców, a w przerwie zapraszamy na degustację lokalnych produktów.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce, prowadzenie
Antoni Grzymała – elektronika tworzona na żywo
NFM Orkiestra Leopoldinum

Lokalizacja:
Zamek Topacz
Ślęza, ul. Główna 12

29 maja, godz. 19.00, NFM, Sala Główna ORLEN, estrada w odwróceniu

For Seasons

Program:
Opowieść o odwiecznym cyklu natury oparta na sonetach będących poetyckim programem do Czterech pór roku Antonia Vivaldiego, zilustrowana muzycznie fragmentami dzieła i utworami skomponowanymi przez Bastarda Trio.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce, prowadzenie
Bastarda Trio:
Paweł Szamburski – klarnet
Tomasz Pokrzywiński – wiolonczela
Michał Górczyński – klarnet kontrabasowy
NFM Orkiestra Leopoldinum

1 czerwca, godz. 16.00, Sala Główna ORLEN

Wolfgang Amadeus Mozart – urodzony muzyk

Kiedy dziewięcioletni Wolfgang Amadeus Mozart przebywał w Londynie, wzbudził zainteresowanie naukowców z Royal Society podejrzewających, że jego ojciec – Leopold Mozart – kłamie co do wieku swojego syna, chcąc wywołać sensację nadzwyczajnymi zdolnościami muzycznymi dziecka. Doszło nawet do tego, że jeden z uczonych poddał młodego artystę szeregowi testów przy klawiaturze klawesynu, by zweryfikować datę jego narodzin i rzeczywisty stopień rozwoju jego talentu. Próby musiały jednak zostać przerwane, gdy w pomieszczeniu pojawił się ulubiony kot Mozarta i przez dłuższy czas niemożliwe było ponowne zagnanie chłopca do instrumentu, co samo w sobie rozwiało dużą część wątpliwości gorliwego badacza. Pod wieloma względami młody kompozytor w niczym nie różnił się od swoich rówieśników.

Odbywający się w Dzień Dziecka finałowy koncert tegorocznego Leo Festiwalu poświęcony będzie dzieciństwu urodzonego w Salzburgu klasyka. Wydarzenie rozpocznie Symfonia dziecięca przypisywana kiedyś Josephowi Haydnowi, dziś zdecydowanie chętniej wspomnianemu już Leopoldowi Mozartowi. Powstanie utworu związane jest z alpejską miejscowością Berchtesgaden, położoną nieopodal Salzburga. W XVIII wieku słynęła ona z produkcji drewnianych zabawek, w tym miniaturowych instrumentów dla dzieci (z pewnością bawił się nimi i mały Amadeus). Z przeznaczeniem na nie komponowano też muzykę. Przykładem takiego dzieła jest właśnie trzyczęściowa Symfonia dziecięca. W jej obsadzie poza tradycyjnym składem smyczków znalazły się więc zabawkowa trąbka, terkotka, ptasie gwizdki, rurki, trójkąt, bębenek i dzwonki. Podczas koncertu zagrają na nich uczniowie wrocławskich szkół muzycznych.

Kolejna kompozycja, której wysłuchamy, została stworzona przez samego Wolfganga Amadeusa Mozarta. Choć pisząc swój III Koncert skrzypcowy, jego autor nie był już dzieckiem – miał bowiem dziewiętnaście lat – z pewnością ów utwór można nazwać młodzieńczym. W tym czasie Mozart piastował już jednak eksponowane stanowisko koncertmistrza w orkiestrze arcybiskupa Salzburga Hieronima Colloredo. Styl artysty w tym czasie nie był jeszcze w pełni ukształtowany, dzieło jednak jest wspaniałym przykładem estetyki klasycznej. Najważniejsze są tu nie wirtuozowskie popisy, lecz piękno zapisanych w partyturze melodii. Ponieważ jedna z nich pochodzić miała ze Straßburga, Amadeus w liście do ojca określił kompozycję mianem „Straßburg-Concert”. Inne listy klasyka pisane do Mozarta seniora, a także do siostry, podczas ostatniego festiwalowego wydarzenia zaprezentuje znany aktor Bartosz Gelner.

Program:
L. Mozart Kinder-Symphonie C-dur
W.A. Mozart III Koncert skrzypcowy G-dur KV 216
fragmenty listów W.A. Mozarta do ojca i do siostry

Wydarzenie przeznaczone dla osób powyżej szóstego roku życia.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce solo, dyrygent
Krzysztof Szczepaniak – recytacja
Uczniowie wrocławskich szkół muzycznych I i II stopnia
NFM Orkiestra Leopoldinum

informacja prasowa

Wywiad z Christianem Danowiczem - dyrektorem artystycznym Leo Festiwal - pod tym linkiem



czwartek, 25 czerwca 2026

Carl Philipp Emanuel Bach i jego wspaniali dziedzice /relacja z koncertu "Królewskie dziedzictwo"/

Koncertem "Królewskie dziedzictwo" Wrocławska Orkiestra Barokowa zakończyła swój kolejny sezon artystyczny. Tytułowe "dziedzictwo" było schedą po Carlu Philippie Emanuelu Bachu, synu lipskiego Kantora, zaś dziedzicami – Wolfgang Amadeus Mozart,  Felix Mendelssohn Bartholdy oraz Ludwig van Beethoven. Wykonawcy: Wrocławska Orkiestra Barokowa i jej gość – urodzony w Japonii, dorastający w Stanach i uczący się pod okiem chińskich mistrzów, a potem w Paryżu i w Monachium, genialny skrzypek Shunske Sato twórczo poszukiwali śladów owego dziedzictwa w utworach dziedziców. Koncert był piękny i gorąco oklaskiwany przez wdzięcznych melomanów.

Shunske Sato (skrzypce), Jarosław Thiel (wiolonczela, dyr. Wrocławskiej Orkiestry Barokowej), koncert "Królewskie dziedzictwo", fot. Karol Adam Sokołowski

Zaproszenie do wspólnego koncertowania takiego muzyka jak Shunske Sato okazało się niezwykle owocnym pomysłem. Jedynie ktoś, kto otrzymał tak staranne wykształcenie, a grać rozpoczął już we wczesnym dzieciństwie, mógł bez większych przeszkód nie tylko "odczytać" ślady owego dziedzictwa, ale też zaprezentować znakomite interpretacje utworów kompozytorów czerpiących ze spuścizny "berlińskiego" Bacha. Już w w lipcu 2010 roku jako skrzypek barokowy, zdobył Drugą Nagrodę oraz Nagrodę Publiczności na 17. Międzynarodowym Konkursie im. Johanna Sebastiana Bacha. Natomiast w styczniu 2013 roku Sato został mianowany koncertmistrzem Orkiestry Holenderskiego Towarzystwa Bachowskiego, zastępując Johannes'a Leertouwera, a także orkiestry Concerto Köln. Dodajmy też, że od tamtej pory gra  na skrzypcach barokowych wykonanych przez Giovanni'ego Grancino około 1695 roku, a wypożyczonych od Jumpstart Jr. Foundation w Amsterdamie. 

W pamiętnym niedzielnym koncercie w Narodowym Forum Muzyki Shunske Sato nie tylko grał na tym historycznym instrumencie, ale też poprowadził Wrocławską Orkiestrę Barokową. I w obu rolach sprawdził się znakomicie. 

Koncert "Królewskie dziedzictwo", fot. Karol Adam Sokołowski
Na początku, co oczywiste, wysłuchaliśmy kompozycji  Carla Philippa Emanuela Bacha: Symfonii F-dur Wq 183/3.  W jego twórczości muzyka zmierza wprost ku uczuciowości romantyzmu (Sturm und Drang), a wpływ symfonii sięga aż do XIX wieku, kiedy to odciska swoje piętno na manierystycznym stylu symfonii smyczkowych młodego Feliksa Mendelssohna. Kompozytor spędził większość swojego zawodowego życia w Berlinie na cesarskim dworze Fryderyka II Pruskiego, ale  Symfonie Wq 183, opisane przez kompozytora nietypowym podtytułem „na 12 instrumentów”, powstały podczas jego pobytu w Hamburgu i opublikowane w 1780 roku z dedykacją dla księcia koronnego Fryderyka Wilhelma. Gwałtowne zmiany nastroju, dynamiki i tonacji, a także nieoczekiwane sola skrzypiec – tak można by w wielkim skrócie opisać estetykę tej kompozycji. 

Jako pierwszy "dziedzic" zabrzmiał W. A. Mozart w muzyce instrumentalnej do sztuki Thamos, król Egiptu, skomponowanej do dramatu heroicznego Tobiasa Philippa von Geblera. Mozart kochał teatr we wszelkich jego przejawach, lecz muzykę sceniczną skomponował tylko do tej jednej sztuki. Wybitny dramatopisarz, baron Tobias Philipp von Gebler, zwrócił się do Mozarta z prośbą o napisanie muzyki do wystawianego w Wiedniu w kwietniu 1774 roku pięcioaktowego dramatu Thamos, König in Ägypten. Miała ona zastąpić wcześniejszą oprawę muzyczną, która nie zadowoliła barona. Mozart zdołał wówczas skomponować jedynie dwa chóry. Gdy w styczniu 1776 roku sztukę wystawiano w Salzburgu, kompozytor dodał do niej interludia orkiestrowe. Kolejnej zmiany dokonał w 1779 roku, w związku z wystawieniem dzieła w Salzburgu przez zespół Johanna Heinricha Böhma. Żadna z tych wersji nie zapewniła jednak sztuce trwałej popularności...  Sztuka Geblera stanowi alegorię masońską i choć sam Mozart nie należał jeszcze wówczas do loży, nasycił to dzieło bogatą, wymowną symboliką, którą później w pełni rozwinął w Czarodziejskim flecie.  Fragment tego utworu wykonano również w drugiej części koncertu (Interludium nr 2).

koncert "Królewskie dziedzictwo", fot. Karol Adam Sokołowski
Przed przerwą zabrzmiał wspaniale Koncert skrzypcowy d-moll MWV 03  Felixa Mendelssohna Bartholdy`ego, skomponowany przez zaledwie 13-letniego kompozytora dla Eduarda Rietza (najstarszego brata Juliusa Rietza ), ukochanego przyjaciela i nauczyciela, który później pełnił funkcję koncertmistrza podczas legendarnego wykonania przez Mendelssohna Pasji według św. Mateusza Johanna Sebastiana Bacha, co – jak się uważa – przywróciło Bacha do życia publicznego. Swoją prawdziwą premierę Koncert miał dopiero wiosną 1951 roku w Londynie, a wykonał go słynny skrzypek Yehudi Menuhin.  Prawa do koncertu odkupił on od członków rodziny Mendelssohnów mieszkających w Szwajcarii, po czym zredagował koncert i wydał go nakładem wydawnictwa Peters Edition. 4 lutego 1952 roku Menuhin zaprezentował koncert publiczności w Carnegie Hall wraz z orkiestrą smyczkową, dyrygując koncertem od skrzypiec. Shunske Sato nawiązał niejako do tej tradycji podczas wrocławskiego koncertu. Całość zabrzmiała oszałamiająco pięknie: skrzypek i dyrygent w jednej osobie porwał publiczność bez reszty. Dla mnie osobiście była to najjaśniejsza część tego pamiętnego wieczoru. Pozostaje żałować, że artysta nie dał się namówić na bis...

czwartek, 20 kwietnia 2023

Od losu nie ma ucieczki. "Idomeneo" W. A. Mozarta w Staatsoper w Berlinie /recenzja opery/

"Idomeneo" W. A. Mozarta w Staatsoper Unter den Linden w Berlinie jest spełnieniem marzeń każdego melomana. Sądzę, że przydarzyła mi się rzecz zgoła niezwykła - miałam szczęście zobaczyć i usłyszeć spektakl operowy, który nie był banalny, podejmował tematy ponadczasowe, a przy tym serwował słuchaczom prawdziwą ucztę muzyczno-wizualną. To jednak rzadkość, ale i nie przypadek, zważywszy, jacy stworzyli go artyści. 

"Idomeneo" W. A. Mozarta w Staatsoper Berlin, fot. Bernd Uhlig

"Idomeneo" - zagadkowa opera Mozarta

"Idomeneo" Wolfganga Amadeusza Mozarta jest bodaj najmniej znaną operą tego kompozytora, co może dziwić, zważywszy, jak jest znakomita. Okoliczności jej powstania wskazują, że  Mozart napisał ją na zamówienie elektora palatyńskiego, Karola Teodora, dysponującego najlepszą orkiestrą w ówczesnej Europie, kierowaną przez Christiana Cannabicha. W jej skład wchodzili wybitni wirtuozi, m. in.  Johann Baptista Wendling, którego żona Dorothea zagrała Ilię, a szwagierka Elisabeth została pierwszą Elektrą. Mozart miał wówczas 25 lat i był już dojrzałym twórcą (pierwszą operę: "Mitrydate" skomponował mając 14 lat!), więc toczył boje z librecistą ks. Giambattistą Varesco, aby postacie nie były papierowe, a role "przegadane|", o czym wiemy z jego listów do ojca. Kompozytor tworzy tę operę z wielkim zaangażowaniem - troszczy się o najdrobniejsze szczegóły, ale zarazem dba o ogólny efekt sceniczny. Narzeka na wykonawców męskich ról - Anton Raaff, tenor, grający tytułową rolę, jest dobrze po sześćdziesiątce i niektóre arie są dla niego za trudne, zaś Idamante, którego gra włoski kastrat-sopran - Vincenzo dal Prato, był podobno sztywny jak kołek i w ogóle nie umiał grać (zresztą podobnie jak Raaff). "Nie ma za grosz metody" - pisze Mozart do ojca. Trzeba więc było indywidualnie z nimi pracować, a nawet przerabiać finałową arię Idomeneo. 

 Włoskie i niemieckie strony tytułowe oryginalnego libretta opery Mozarta Idomeneo,
źródło: Wikipedia
Za to wykonawczynie ról kobiecych były świetne. Mimo wszystko Mozart był bardzo szczęśliwy, ponieważ tworzył muzykę dla wspaniałej orkiestry, a poza tym współpracował z nim znakomity choreograf i scenograf. Był także otoczony  troską i życzliwością swojego protektora. Prapremiera odbyła się w Monachium 26 stycznia 1781 roku, lecz pomimo zachwytów nad pięknem muzyki,  operę zagrano tylko trzy razy. Potem Mozart ją jeszcze poprawiał i próbował wystawiać, ale bez większego powodzenia. Także w XIX w. wystawiano ją rzadko. 

Dopiero w 1951 roku na Festiwalu w Glyndebourne Fritz Busch po raz pierwszy poprowadził "Idomeneo" według oryginalnej partytury, a także zaprosił znakomitych solistów. Niewiele to jednak zmieniło, bo w praktyce wykonawczej opery nadal stosowano skróty, a wykonawcy byli często gęsto marni. Dopiero w 1973 roku austriacki dyrygent Karl Böhm ponownie powrócił do oryginału. Upłynęło sporo czasu i dopiero w latach 2000 pojawiły się interesujące interpretacje "Idomeneo", m. in. spektakl pod dyr. Marca Minkowskiego w reżyserii Davida McVicara (tego samego, który stworzył inscenizację, o której piszę), w którym wystąpiła, podobnie jak w berlińskiej adaptacji, Magdalena Kožená. Po operę Mozarta sięgali także: Nicolaus Harnoncourt (1982), z Pavarottim w roli tytułowej czy John Eliot Gardiner, który w 1993 r. nagrał płytę z Anthonym Rolfe Johnsonem jako Idomeneuszem. W Polsce zaś po raz pierwszy zaprezentowano tę operę dopiero w 1991 roku w warszawskiej Operze Kameralnej i na tym poprzestano... 

Rozbitkowie w berlińskiej wersji "Idomeneo", fot. Bernd Uhlig

Od losu nie ma ucieczki...

Zgoda na tragiczność życia - w tym się wyraża cała nasza godność 
i nasza duma. Na pokorze wobec tego, co jest nieuchronne.
Wiesław Myśliwski

    "Idomeneo" jest operą przypominającą tragedię grecką, z jej fatalistyczną wizją świata i ludzkiego losu. Poza jednym wyjątkiem - szczęśliwym zakończeniem. Akcja rozgrywa się na Krecie, po wygranej przez Greków wojnie trojańskiej. Idomeneusz - król wyspy nie powrócił jeszcze spod Troi, ale wysłał statki z niewolnikami, wśród których znajduje się córka króla Priama - Ilia. Pod nieobecność ojca rządy sprawuje młody i wielkoduszny Idamante, który zakochuje się w Ilii, ona jednak pozostaje pogrążona w głębokiej żałobie, a odwzajemnienie uczuć "wrogowi" uważa za swoistą zdradę wobec tych, którzy zginęli z ręki Greków, w tym swojego ojca i brata ("Padre, germani, addio"). Kiedy jednak Idamante uwalnia z niewoli jej rodaków, nie potrafi pozostać obojętna, nadal czując się rozdarta pomiędzy pamięcią bliskich a miłością do szlachetnego Idamante (piękne partie chóru "Godiam la pace" o zwycięstwie Amora). Tymczasem wieść niesie, że statek, którym podróżował Idomeneusz, zatonął. Istotnie, Neptun, chcąc wystawić bohatera na próbę, ratuje mu życie pod warunkiem, że poświęci on życie pierwszej napotkanej na brzegu osoby w ofierze. Brawurowe sceny przedstawiające walkę o życie marynarzy Idomeneusza, walczących z żywiołem, są szalenie interesujące tak pod względem scenograficznym, jak i muzycznym ("Pietà, numi, pietà!"). Jak się nietrudno domyślić, pierwszym napotkanym człowiekiem okazuje się - ku przerażeniu Idomeneusza - jego jedyny syn. Następuje dramatyczna scena, w której kochający, dobry syn zostaje przez ojca odepchnięty, co sprawia mu ogromny ból. 

Andrew Staples jako Idomeneo i Magdalena Kožená jako Idamante
fot. Bernd Uhlig

    O tym, jakie są prawdziwe przyczyny zachowania Idomeusza dowiaduje się doradca króla - Arbace i doradza mu, aby odesłał syna jak najdalej. Także król sądzi, że pozbywając się syna, ukrywając go, uniknie spełnienia obietnicy danej Neptunowi. Ponadto na jego dworze przebywa księżniczka mykieńska Elektra, która po tym, jak skłoniła brata Orestesa do zamordowania matki (Klitajmestra wraz z kochankiem skrytobójczo zamordowała powracającego spod Troi Agamemnona), schroniła się przed wyrzutami sumienia (Erynie) na Krecie. Poznawszy delikatnego i dobrego Idamante, zakochuje się w nim i marzy o nowym, szczęśliwym życiu. Ona również pragnie uciec od swego losu, co koniec końców okaże się niemożliwe. Tylko Idamante i Ilia, pod wpływem wzajemnej miłości, gotowi są stawić czoła losowi i poświęcić się w imię wyższych uczuć, nie myśląc o sobie. I to oni wychodzą zwycięsko z opresji. Ostatecznie Neptun wynosi Idamante na tron (mówiąc, że miłość zwyciężyła) i dając mu za żonę Ilię. Ci, którzy buntowali się przeciwko losowi, uosobionemu w postaci Neptuna, przegrali i muszą odejść. Odchodzą więc - Idomeneusz w pokorze, Elektra zaś w zapiekłej wściekłości (wspaniała dramatyczna aria "O smanie! D`Oreste, d`Aiace"). Całość kończy jednak duet nowych panujących oraz chóru. Można by powtórzyć za Wiesławem Myśliwskim, że nie wykazali pokory wobec nieuchronności swojego losu i na skutek tego poniekąd przegrali swoje życie. 
    25-letni geniusz stworzył więc prawdziwą operę seria, w której temat mitologiczny nie pozostał czystą konwencją, za którą nie skrywa się żadna treść. Przeciwnie - mamy do czynienia z prawdziwym dramatem ludzkiego losu, który dotyczy nie tylko pojedynczych osób, ale także kładzie się cieniem na życiu całej zbiorowości. Służy temu także pogłębiona psychologia postaci. Jeśli tak na to spojrzymy, nie będziemy się zastanawiać, skąd i po co wzięła się na Krecie Elektra.

"Idomeneo", scena zbiorowa, fot. Bernd Uhlig

  "Idomeneo" w Staatsoper Unter den Linden    

       Inscenizacja operowa "Idomeneo" w Staatsoper Unter den Linden w Berlinie była moją pierwszą widzianą na żywo, wcześniej jednak poznałam dwie inne, bardziej oszczędne, jeśli chodzi o środki scenicznego wyrazu, ale zaśpiewane znakomicie. W szczególności dotyczy to nagranej na żywo w La Scali w Mediolanie wersji "Idomeneo" z 2006 roku, którą poprowadził brytyjski dyrygent Daniel Harding, a wyreżyserował wybitny, urodzony w Zurychu, reżyser teatralny Luc Bondy, dyrektor paryskiego teatru Odeon. W rolę tytułową wcielił się w obu wersjach (także późniejszej, z 2016 roku, z tym samym dyrygentem) urodzony w Malezji znakomity tenor Steve Davislim. 
    Wyznać muszę, że berlińska wersja była bardzo interesująca koncepcyjnie, co nie dziwi, jeśli zważyć, jakie przygotowały ją tuzy, nota bene sami Brytyjczycy. Inscenizatorem jest David McVicar, twórca mający ogromne doświadczenie (także w realizacji znanych oper Mozarta) i od lat współpracujący z wielkimi teatrami operowymi. Autorką scenografii jest brytyjska scenografka i kostiumolog - Vicki Mortimer, która zaprojektowała kostiumy i scenografię do ponad 30 spektakli, w tym do "Good" i "Medea" (West End Theatre w Londynie), a także wieczoru baletowego "AfteRite/Lore" (Teatro alla Scala di Milano). Piękne kostiumy stylizowane na wschodnie (w tym nieco kontrowersyjny, ale jakże dramaturgiczny strój dla Medei i jej służących) zaprojektowała inna Brytyjka - Gabrielle Dalton, która we współpracy z Davidem McVicarem zrealizowała wiele wcześniejszych projektów, m. in.do opery "Falstaff", kilkakrotnie w Grange Park Opera ("Don Kichot", "Idomeneo", "Don Carlos"), także w Opéra National de Lorraine w De Nederlandse Reisopera ("Don Giovanni" i "Turandot"). 

"Idomeneo", scena zbiorowa, fot. Bernd Uhlig

Efekty tej wieloletniej współpracy okazały się i w Staatsoper Unter den Linden znakomite! Powstała inscenizacja najwyższej próby, interesująca plastycznie, pełna ukrytych znaczeń, w której ogromną rolę odgrywa także światło (brawa dla Paule Constable, która pracowała dla wielu renomowanych zespołów teatralnych w Wielkiej Brytanii). Przez niemal cały spektakl nad bohaterami ciąży fatum pod postacią trupiej czaszki z zakneblowanymi ustami - zmienia kąt nachylenia, barwy, a nawet bywa zasłaniana, kiedy to bohaterowie sądzą, że udało się im uniknąć swego przeznaczenia. Znika zaś, gdy się z nim pogodzili. Piękna jest też choreografia widowiska (Colm Seery, który od lat współpracuje z McVidalem), dzięki której bohaterowie - pojedynczo i zbiorowo - poruszają się w scenicznym świecie, wspomagani strojami i rekwizytami, a także światłem, tworząc pełnowymiarowe ludzkie postaci. Sceny są skomponowane niczym obrazy - jak w teatrze plastycznym.

Olga Peretyatko - Elektra, fot. Bernd Uhlig
    Dopiero kiedy sobie uzmysłowimy, jak wiele czynników składa się na kreację postaci, warto przyjrzeć się wykonawcom głównych ról.
Otóż w obejrzanej przeze mnie 26 marca 2023 r. wersji rolę Idomeneo wcielił się Andrew Staples - uważany za jednego z najbardziej wszechstronnych tenorów swojego pokolenia, regularnie występujący z Simonem Rattle, Harding, Haïm, Davis, Salonen i Nézet-Séguin, a także z Filharmonikami Berlińskimi i wielu innymi. Bardzo dobry śpiewak i interpretator, słabszy aktor, choć w niektórych scenach, oddających jego bunt przeciw bogom, poczucie zagubienia, a wreszcie zgody na swój los był wiarygodny. Brakowało mi w tej interpretacji dramatyzmu Steve`a Davislima. Znakomicie zaśpiewała rolę Idamante  Magdalena Kožená, wyróżniał się także Linard Vrielink w roli powiernika Idomeneo - Arsace. Mistrzowski występ Koženy miał to silne, szlachetne i jasne mezzo. Śpiewaczka doskonale wyczuwa retoryczną energię muzyki, zawsze kierując się typem ekspresji i logicznym uzasadnieniem prowadzenia roli. W Ilię wcieliła się Anna Prohaska - sopran koloraturowy, predystynowana do ról lirycznych śpiewaczka, która współpracowała z takimi dyrygentami, jak  Claudio Abbado i Daniel Barenboim. W sposób wiarygodny wyśpiewała swoje dramatyczne rozterki postaci rozdartej pomiędzy żałobą a niespodzianą miłością do syna wroga. W pamięci pozostanie zwłaszcza piękna scena, w której śpiewa o swojej miłości i tęsknocie wśród spadających płatków kwiatów, zjawiskowo oświetlona, jakby przez to uczucie przemieniona. Wielkie wrażenie zrobiła również Olga Peretyatko jako Elektra. Posągowo piękna, co podkreślało jeszcze bardziej kimono, szczególnie, że choreografia i światło dawały możliwość "ogrania" kostiumu, co się znakomicie udało. Peretyatko była fascynująca, zupełnie odmienna od szlachetnej Ilii, która gotowa jest poświęcić życie dla ukochanego. Drapuieżna , ale i liryczna ("Idol mio"), zwłaszcza w partiach dramatycznych, gdy śpiewała arię "D`Oreste, d`Aiace", pragnąc już tylko śmierci i potępienia. 

Anna Prohaska jako Ilia, Magdalena Kozena jako Idamante, Olga Peretyatko jako Elektra,
w tle Andrew Staples - Idomeneo, ot. Bernd Uhlig
Piękne są też sceny zbiorowe, np. dość realistyczna scena pomoru, którym Neptun każe miasto: bohaterowie wrzucają owinięte w całun zwłoki do wspólnego grobu, a w tle płonie ogień... 
Mocną stroną spektaklu była muzyka orkiestrowa w wykonaniu znakomitej Staatskapelle Berlin, którą poprowadził Simon Rattle - genialny brytyjski dyrygent, który w 2002 roku zastąpił Claudio Abbado na stanowisku głównego dyrygenta Berliner Philharmoniker. Rattle był niewątpliwie jedną z gwiazd tego wieczoru. Stając za pulpitem, z charakterystyczną burzą siwych włosów, wyglądał jak czarodziej i istotnie wyczarował z niezwykłą subtelnością zarówno liryczne nastroje, jak i sceny pełne dramatyzmu. Po prostu mistrz!

A to już ja - szczęściara, w obiektywie Marka Ciska 
    Sądzę, że przydarzyła mi się rzecz zgoła niezwykła - miałam szczęście zobaczyć i usłyszeć spektakl operowy, który nie był banalny, bo podejmował tematy ponadczasowe, a przy tym serwował słuchaczom prawdziwą ucztę muzyczno-wizualną. To jednak rzadkość, ale i nie przypadek, zważywszy, jacy stworzyli go artyści. 


IDOMENEO I Staatsoper Unter den Linden 


sobota, 20 stycznia 2018

Akademia Mozartowska: Piękna muzyka, znakomici wykonawcy

Wspaniałe koncerty i kursy mistrzowskie oraz muzyka Wofganga Amadeusza Mozarta i jego mistrzów w znakomitych aranżacjach i wykonaniu. Wystąpią m.in. Isabelle Faust i Il Giardino Armonico, Christine Schornsheim oraz Olga Pasiecznik. Akademię poprowadzi Giovanni Antonini. Na zakończenie zabrzmi "Wesele Figara".
 

Idea i tradycja Akademii

NFM już po raz trzeci organizuje Akademię poświęconą wybitnemu kompozytorowi. W minionych latach Akademię Bachowską poprowadził Philippe Herreweghe, a Händlowską - Paul McCreesh. Ten rok należy do Mozarta, m.in. z racji jego 260. rocznicy urodzin. 

Pomysł Akademii zapożyczyliśmy od Philippe Herreweghe, ale twórczo go zmodyfikowaliśmy - powiedział podczas konferencji prasowej dyrektor NFM - Andrzej Kosendiak. W przeciwieństwie do Maestro, każdego roku prezentujemy innego mistrza kompozycji, który prezentowany jest przez uznanego mistrza batuty. W tym roku jest to wspaniały artysta oraz zespół, któremu przewodzi - Giovanni Antonini i Il Giardino Armonico. Jednakże główną ideą Akademii jest spotkanie mistrzów ze zdolną młodzieżą, która znajduje się na początku swej drogi artystycznej.

Mozart i jego mistrzowie

Prezentując program tegorocznej Akademii, jej dyrektor artystyczny - Jarosław Thiel zapowiedział na finał  "Wesele Figara" - operę włoską, której wykonanie przypadnie na Dzień św. Walentego. Znakomici artyści, m.in. Olga Pasiecznik jako Contessa, Christian Senn  jako Conte, Veronica Cangemi - Susanna, João Fernandes - Figaro. Światowej sławy śpiewakom towarzyszyć będzie Wrocławska Orkiestra Barokowa.
Izabelle Faust/NFM

Jednak podczas trwania tegorocznej Akademii usłyszymy nie tylko Mozarta, ale także jego mistrzów: J. Haydna i C. Ph. E. Bacha. Podkreślił także, że w repertuarze tym usłyszymy wybitną niemiecką skrzypaczkę - Isabelle Faust, należącą obecnie do czołówki mistrzów tego instrumentu. Interesującym eksperymentem będzie również połączenie barokowych skrzypiec z muzyką klasyczną.

Mimo różnicy wieku Mozart zaprzyjaźnił się z Haydnem i pobierał u niego nauki - wyjaśniał podczas konferencji Jarosław Thiel. Haydn miał wielki wpływ na rozwój muzyki i powstanie stylu klasycznego - wprowadzenie nowego języka muzycznego, charakterystycznego dla klasycyzmu. To dzięki niemu Mozart mógł dalej rozwijać ten styl.

W wykonaniu Isabelle Faust i Il Giardino Armonico usłyszymy Symfonię f-moll nr 49, Hob.: I:49 "La passione” J. Haydna w zestawieniu z I Koncertem skrzypcowym B-dur KV 207 W. A. Mozarta.  

Drugi koncert ma charakter kameralny - wyjaśniał Jarosław Thiel. Mozart napisał sześć kwartetów smyczkowych zadedykowanych swojemu mistrzowi i są to najbardziej pokreślone partytury kompozytora, co dowodzi, że chciał dorównać swojemu mistrzowi. Ta muzyka kameralna antycypuje dzieła Brahmsa i Szostakowicza, jeśli chodzi o zawartość emocjonalną i nowe rozwiązania techniki kompozytorskiej.

Tak więc usłyszymy Uwerturę do opery "L’isola disabitata Hob." J. Haydna i V Koncert skrzypcowy A-dur KV 219 Mozarta.

Drugim mistrzem był dla Mozarta Carl Philipp Emanuel Bach. Był to czas, w którym generacja synów J.S. Bacha zdominowała życie muzyczne w Europie. Mozart uczył się w Londynie u Jana Christiana Bacha, a jego idolem pozostał również Philipp Emanuel Bach, którego wręcz uwielbiał. Gwiazdą tego koncertu będzie Christine Schornsheim - specjalistka wykonawstwa muzyki baroku i klasycyzmu, która tym razem zasiądzie przed pianoforte (prototypie fortepianu). Christine Schornsheim jest przy tym pedagogiem z ogromnym doświadczeniem, którym podzieli się podczas warsztatów Akademii. W jej wykonaniu usłyszymy dwa utwory C. Ph. E. Bacha oraz dwa kwartety fortepianowe Mozarta.

Młodzi muzycy z mistrzami

Kolejny koncert w ramach tych wyjątkowych spotkań, zatytułowany "Matinée", będzie podsumowaniem jednego z kursów  mistrzowskich odbywających się w ramach Akademii. Tym razem wystąpią tegoroczni podopieczni Christiny Schornsheim – wybitnej niemieckiej klawesynistki i pianistki specjalizującej się w wykonawstwie historycznym. 
 
Giovanni Antonini, fot. B. Beszlej
Zwieńczeniem kilku dni pracy ze studentami będzie koncert, który poprowadzi Stefano Barneschi  - skrzypek, koncertmistrz zespołu Il Giardino Armonico. W pracy ze studentami wspierać go będą koledzy z zespołu: skrzypek Marco Bianchi oraz wiolonczelista Marcello Scandelli. O stronę wokalną zadba Agnieszka Franków-Żelazny oraz wybitny szwajcarski bas baryton - Stephan MacLeod. W programie tego koncertu znajdzie się muzyka liturgiczna młodego Mozarta. 

Akademia Mozartowska odbędzie się w dniach od 9 do 14 lutego 2016 roku w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu.

 Zapowiedź ukazała się na portalu Kulturaonline 8 lutego 2016 r.

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty