Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Christian Danowicz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Christian Danowicz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 maja 2025

Christian Danowicz o intrygującej i pełnej niespodzianek 16. edycji Leo Festiwal /wywiad/

„W tym roku tematem przewodnim jest natura, więc „Cztery pory roku” Antonia Vivaldiego stały się dla mnie głównym źródłem pomysłów” – o programie tegorocznej edycji Leo Festiwal opowiada jego dyrektor artystyczny – Christian Danowicz.

Christian Danowicz, 2024, fot. ze strony artysty na FB

Barbara Lekarczyk-Cisek: Leo Festiwal odbywa się w tym roku już po raz 16, a po raz drugi pod Pańskim kierownictwem artystycznym. Czy pamięta Pan jego początki?

Christian Danowicz: Twórcą festiwalu jest Ernst Kovacic, który – będąc dyrektorem artystycznym Wrocławskiej Orkiestry Kameralnej „Leopoldinum” – powołał festiwal do istnienia. Ja pojawiłem się w orkiestrze nieco później, w 2010 roku.

Koncepcja festiwalu była od początku oryginalna i niekonwencjonalna. Ernst Kovacic łączył rozmaite dziedziny, pokazując związki muzyki z tańcem, architekturą, malarstwem, literaturą, a nawet ze sportem… Ba, pamiętam, że tematem siódmej edycji festiwalu była… cisza rozumiana jako stworzenie przestrzeni, w której człowiek odnajdzie "z dala od zgiełku" własne myśli, a także poczuje urodę i smak życia. Pan z kolei w ubiegłym roku nawiązał do „Biegunów” Olgi Tokarczuk. Skąd taki pomysł i jakie dawał możliwości?

Kiedy w ubiegłym roku zacząłem prowadzić Leo Festiwal, kontynuowałem zamysł Kovacica, aby zmierzać w kierunku synkretyzmu. Ernst Kovacic ciągle zresztą z nami współpracuje – to wielki erudyta i staramy się sprostać jego aspiracjom i inspiracjom. Podobnie jak mój poprzednik, chciałem łączyć różne dziedziny sztuki i to się udało, bo był i teatr (narrator na scenie), i różne rodzaje muzyki – coś, co jest „pomiędzy”: crossover. Sama książka okazała się bardzo inspirująca, bo podejmuje tematykę ruchu i czasu. Dzięki niej mogliśmy podjąć te uniwersalne zagadnienia i przyjrzeć się im przez pryzmat muzyki oraz tańca. Mogłem w ten sposób nawiązać także do filozofii Henri Bergsona i jego Élan vital – twórczej siły, będącej motorem rozwoju oraz podstawą działań duchowych i artystycznych. Bergson twierdził, że obok czasu uniwersalnego istnieje czas przeżywany – psychologiczny.

Na jego filozofii opiera się powieść Marcela Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”… Ale i Olga Tokarczuk dotyka tego zagadnienia.

Tak, to mnie w jej powieści najbardziej zainspirowało! W tym roku punktem wyjścia nie jest dzieło literackie, lecz przyroda, która jest pierwotnym źródłem inspiracji dla wszystkich dziedzin sztuki. 

Intryguje mnie, jak powstaje program takiego festiwalu, bo zapewne, mimo pewnych ustalonych już ram, pozostaje jednak spory margines swobody na własne twórcze podejście do tematu…

To dobre pytanie! (śmiech) Przez dziesięć lat prowadziłem festiwal w swoim rodzinnym mieście we Francji, mam więc pewne doświadczenie. Przede wszystkim myślę o utworach, które chciałbym zagrać. Temat przewodni traktuję jako wspólny mianownik tych utworów. W ubiegłym roku towarzyszyła mi także myśl, aby wychodzić z muzyką poza NFM, koncertować w przestrzeni publicznej, czemu sprzyjał fakt, że graliśmy z Marcinem Maseckim, którego pianino na kołach dawało takie możliwości. 

W tym roku tematem przewodnim jest natura, więc „Cztery pory rokuAntonia Vivaldiego stały się dla mnie głównym źródłem pomysłów. Bogactwo barw natury skłoniło włoskiego duchownego do skomponowania w 1723 roku hitu wszechczasów, Le quattro stagioni. Utwór ten wykonamy wraz z jednym z najoryginalniejszych i najodważniejszych polskich zespołów – Bastarda Trio. Dzieło weneckiego mistrza będzie przeplatane nieprzewidywalnymi fragmentami improwizowanymi, które wykonają nasi goście. Skoro przyroda, to pomyślałem o jej kontraście i połączyłem klasykę z … elektroniką. 

Wyszedłem z założenia, że inspiracje naturą różnie oddziaływały na kompozytorów, choćby dlatego, że natura jest pod różnymi szerokościami geograficznymi odmienna. Jednak dobór kompozycji wiązał się głównie z ich nawiązywaniem do tradycji folkloru. Ciekawe, że muzyka ludowa podoba się pod każdą szerokością geograficzną. 

Jeśli więc natura, to oczywiście także „Pastoralna” Beethovena, ale w wersji smyczkowej z efektami elektronicznymi. Tak więc będzie to „dobarwianie” Beethovena elektroniką, ale w składzie kameralnym. 

Christian Danowicz podczas koncertu 15. edycji Leo Festiwal, fot. Adam Sokołowski

Czy te wszystkie plany udaje się spełnić, czy też ostateczny kształt programu jest średnią wypadkową?

To raczej średnia wypadkowa, nie sposób bowiem wyobrazić sobie wszystkie problemy, które się pojawiają, począwszy od spraw technicznych. W tym roku np. odbędzie się w Zamku Topacz koncert „Instynkty”, do którego zaprosiliśmy studentów akademii muzycznych w Polsce. 

Czasami miejsce, w którym planuje się koncert, okazuje się niewłaściwe, a czasami program jest zbyt obszerny. Poza tym musi on mieć swoją dramaturgię, a jego elementy powinny ze sobą współgrać. Lubię mieć czas, aby to wszystko sensownie ułożyć, nie działać pod presją. W jakimś sensie trzeba to „odłożyć”, aby się uleżało, dojrzało. 

Tym, co odróżnia Leo festiwal od innych, jest koncertowanie w plenerze (np. w Zamku Topacz), jak też w prywatnych mieszkaniach. Jak to wygląda w praktyce?

Ernst Kovacic miał ideę, aby stworzyć wokół Orkiestry Leopoldinum grono przyjaciół. Zapraszają nas nie tylko melomani, ale także ludzie, by tak rzec, przypadkowi, ciekawi tego, co się wydarzy. W zależności od przestrzeni, gramy w większych lub mniejszych składach. Po koncertach zazwyczaj gospodarze i ich przyjaciele biesiadują z muzykami, co tworzy zupełnie inne relacje niż te, które znamy z sali koncertowej. 

Natomiast w Topaczu chciałem wykorzystać piękne, sielskie plenery, co jest jednak obarczone różnymi problemami związanymi z pogodą i nagłośnieniem. Mam nadzieję, wszystko się uda, ale mamy też w odwodzie salę balową i starą stodołę. 

4-letni Christian Danowicz grający na werblu,
fot. z archiwum rodzinnego artysty

Przyglądając się programowi zauważyłam, że nie zapomniał Pan także o najmłodszych i przygotował dla nich Dzień Dziecka z Mozartem, dodajmy z młodym Mozartem – cudownym dzieckiem…

Wiąże się to z moim wspomnieniem z dzieciństwa. Otóż kiedy miałem cztery lata, mój ojciec, muzyk z zawodu, przygotował koncert, którego wykonawcami były m. in. dzieci, w tym ja grający na werblu i na „kuku” (ptaszku) „Symfonię dziecięcą” Mozarta… To były wielkie emocje!  Myślę, że dla maluchów to jest super sprawa, że można być na scenie i grać muzykę klasyczną, w dodatku tak czarującą. Uważam, że taki występ jest dla dzieci motywujący, a dla muzyków granie w takim towarzystwie jest również wspaniałym przeżyciem. 

Mozart był muzykiem genialnym, można by powiedzieć, że muzyka była częścią jego natury. Podczas koncertu będą także czytane jego listy do ojca i do siostry, które pokażą go jako człowieka o wielkim poczuciu humoru, niekiedy specyficznego. Zaprezentujemy w ten sposób mniej oficjalnego Mozarta. 

Który koncert poleciłby Pan jako najciekawszy, którego przeoczyć nie można?

Dla mnie wszystkie będą ciekawe, być może dlatego, że nie wiem, jak finalnie będą wyglądać. Mimo że mam całościową wizję programu, to jednak wszystko się klei dopiero na ostatniej próbie. Podobnie było w ubiegłym roku. Czasami na próbach z aktorem nic nie wychodziło, co rodziło wielki stres, a tymczasem koncert wypadł fantastycznie. W przypadku tego festiwalu nie da się pewnych rzeczy zaplanować wcześniej, bo nie powielamy codziennych schematów. Kiedy ćwiczę przed koncertem wiele godzin, to wiem, jak go zagram, a w tym przypadku nic nie wiem, może oprócz koncertu z Bastardą, bo po dwóch próbach już wiem, że to będzie naprawdę interesujące – zarówno dla szerokiej publiczności, jak i dla melomanów. 

Myślę, że cała niedziela w Zamku Topacz powinna dać wszystkim satysfakcję i przyjemność. Najpierw koncert kameralny w pięknych otoczeniu natury, a potem– dla kontrastu – Beethoven  i elektronika. Jak wypadnie – sam nie wiem (śmiech).

Brzmi intrygująco!

Tak, to jest intrygujące! Ten festiwal to dla mnie duża sprawa. Zapraszam do uczestnictwa w nim.

Dziękuję za rozmowę i życzę równie ekscytujących przeżyć, jak te z dzieciństwa.

poniedziałek, 27 lipca 2020

Christian Danowicz: Najważniejsze jest być sobą /wywiad/

Rozmawiam z Christianem Danowiczem, znakomitym skrzypkiem, koncertmistrzem NFM Orkiestry Leopoldinum, laureatem wielu nagród, m. in. nagrody Radia Wrocław Kultura Emocje” oraz  Wrocławskiej Nagrody Muzycznej. Artysta opowiada o swojej drodze muzycznej, polskich korzeniach, podejściu do edukacji muzycznej oraz o ... twórczym nic-nie-robieniu.

Christian Danowicz, fot. ze strony internetowej artysty
Barbara Lekarczyk-Cisek: Wyznać muszę, że kocham koncerty na żywo w Narodowym Forum Muzyki i kiedy na skutek pandemii zostałam od nich nagle odcięta, czułam się głęboko nieszczęśliwa. Toteż kiedy zapowiedziano pierwszy koncert 12 czerwca, pognałam do NFM jak na skrzydłach i nie przeszkadzały mi nawet rozmaite obostrzenia. Koncert ten jakoś szczególnie przeżyłam nie tylko dlatego, że wszyscy byliśmy poruszeni ponownym otwarciem Forum, ale również z tej przyczyny, że był on pierwszy po długim okresie zamknięcia NFM dla publiczności. Dodatkowo wniósł Pan do tego koncertu tyle radości i energii, że publiczność spontanicznie wyrywała się do braw pomiędzy częściami "Czterech pór roku" Vivaldiego, a potem wielokrotnie bisowaliście. Miałam nawet odczucie, że muzycy tego potrzebują - aby czuć publiczność. A jak to wyglądało ze sceny?

Christian Danowicz: To był rzeczywiście szczególny koncert. Jeden z moich kolegów - muzyków dobrze określił to, co wtedy wszyscy czuliśmy. Początek koncertu był pełen napięcia, które towarzyszyło naszemu powrotowi do sztuki.  Byliśmy jak bohaterowie, którzy muszą stanąć na wysokości zadania, a nie było to łatwe, bo sala wydawała się być pusta. Nikt się jednak nie poddał, czułem wielkie zaangażowanie i wsparcie muzyków. Prawdziwy powrót poczułem jednak dopiero pomiędzy bisami.

My, z widowni, czuliśmy przede wszystkim dobrą energię - graliście świetnym tempie, nawet tupali. Miało się przekonanie, że to szczególny koncert, w którym każda kolejna część przynosiła coś nowego. Dla mnie to były najlepsze, najbardziej pamiętne "Cztery pory roku", choć słyszałam je wiele razy w bardzo dobrych wykonaniach.

Akurat jeśli chodzi o tupanie, to Vivaldi je przewidział, pisząc wiersze do każdej pory roku. Zimą trzeba biegać i tupać, aby się rozgrzać (śmiech). Osobiście bardzo sobie cenię członków Orkiestry Leopoldinum nie tylko za to, że są znakomitymi muzykami, ale także dlatego, że są otwarci, skłonni do eksperymentowania, twórczy.

Vivaldiego grał Pan nie po raz pierwszy, w dodatku utrwalił na płycie "Vivaldi & Piazzola". Intryguje mnie, w jaki sposób artysta poszukuje własnej interpretacji utworu wprawdzie pięknego, ale jednocześnie tak "ogranego".

Aby to wyjaśnić, odwołam się do anegdoty. Byłem kiedyś na próbie generalnej wybitnego skrzypka, jednego z moich ulubionych - Ivry Gitlisa z orkiestrą Capitole w Tuluzie. Grał koncert skrzypcowy Brahmsa i wykonywał go wbrew tradycji wykonawczej - grał cały utwór odwrotnymi smyczkami (pierwszy dźwięk i akordy do góry), czego nikt do tej pory nie wymyślił. Orkiestra była zbulwersowana i odebrała to jako brak szacunku. Kiedy koncertmistrz zapytał skrzypka, dlaczego grał wszystko na odwrót, Gitlis odparł, że nie mógłby sobie wyobrazić innego brzmienia utworu, skoro gra go zawsze tak samo. Musi zatem doświadczyć nowego brzmienia, aby doznać nowych inspiracji. Dla mnie stało się to doświadczenie kluczem do twórczego wykonawstwa. I nie chodzi tylko o to, że każdy gra w swoim stylu, inaczej niż pozostali, ale przede wszystkim o to, że każdy próbuje pokonać własne schematy, grać twórczo. Powtarzam także swoim studentom, że nie po to ćwiczymy godzinami, aby grać czysto i perfekcyjnie technicznie, choć to też jest ważne. Należy przede wszystkim dążyć do osiągnięcia takiej swobody w graniu, aby móc za pomocą muzyki "opowiadać" za każdym razem w inny sposób. To trochę tak, jak z opowiadaniem dziecku bajki na dobranoc: schemat pozostaje ten sam, ale za każdym razem coś się jednak dodaje od siebie, dzięki czemu istnieje element niespodzianki i opowiadana historia nie znudzi się. Podobnie rzecz ma się z nagraniami. Zdecydowanie nie jestem ich fanem. Ta praca nad interpretacją utworu jest czasami procesem intelektualnym, a niekiedy dzieje się spontanicznie na scenie, podczas koncertu. Oba te podejścia mogą zresztą współistnieć. Najważniejsze jest być sobą.

Nie docenia Pan nawet tych najlepszych nagrań?

Nie, bo to dążenie do bycia doskonałym jest śmiercią prawdziwej sztuki. Sztuka służy temu, aby było tak, jak na tym koncercie 12 czerwca - wyzwalają się emocje i dzieje się coś więcej niż zwykły koncert. Jeśli natomiast przychodzi się na koncert po to, aby zwracać uwagę na jego techniczne walory, to coś ważnego się traci. Poza tym zapominamy, że muzyka była dawniej dla wszystkich, a nie tylko dla elit. Opera była miejscem rozrywki, jak dziś festiwal rockowy. Ludzie gromadzili się także, aby pomuzykować dla przyjemności, dla zabawy. Barokowe concertare było po prostu rozmową, a nie poważnym koncertem w dzisiejszym znaczeniu. Muzyka nie może być tylko dla muzyki, sztuką dla sztuki.

Christian Danowicz, fot. Bogusław Beszlej

Być może o podejściu do muzyki decydują nasze wczesne doświadczenia oraz ci, którzy nas wprowadzają w świat dźwięków... Pańskim pierwszym nauczycielem muzyki był ojciec. Jak wyglądały Wasze lekcje i czy przenosi Pan coś z tej praktyki na własne dzieci i na studentów?

Będąc dzieckiem nie marzyłem bynajmniej, aby grać na skrzypcach. Wszystko przebiegało w sposób naturalny: ojciec był skrzypkiem, więc czasami grywał w domu dla gości i do dziś miło to wspominam jako spotkania muzyczne. Ojciec był wędrownym muzykiem - ciągle gdzieś wychodził w futerałem i czasami nie było go tygodniami. Mnie nie zmuszał do ćwiczeń, ale próbował motywować, płacąc mi np. kieszonkowe za godzinę grania. Nawet wówczas, kiedy był w domu, uczył innych, więc nie miał zbyt wiele czasu dla mnie.Toteż kiedy miał ze mną lekcje, pragnąłem mieć wreszcie tatę tylko dla siebie i chciałem, aby to trwało jak najdłużej. Czasami wracał tak zmęczony, że odpoczywał w innym pokoju, podczas gdy ja ćwiczyłem, aby mnie słyszał i był zadowolony z tego, że się staram. Czasami jednak spędzaliśmy ze skrzypcami cały dzień, grając i słuchając skrzypków ze starej szkoły wykonawstwa, których dzięki ojcu pokochałem. A słuchaliśmy Yehudi Menuhina, Ivry Gitlisa, Jaschę Heifetza, Fritza Kreislera. Ojciec wszystkich ich kochał i uczył mnie, jak odróżnić ich styl wykonawczy, musiałem zgadywać, kto gra. Uczyłem się więc poza systemem, zupełnie bez presji, w atmosferze zabawy.

Ale w końcu trafił Pan do konserwatorium - trudne były początki?

Kiedy miałem 14-15 lat, ojciec wysłał mnie na kurs i wtedy zobaczyłem innych skrzypków w moim wieku albo i młodszych, którzy grają lepiej ode mnie. Wtedy dopiero zrozumiałem, że istnieje coś takiego jak konkurencja. Miałem wprawdzie braki techniczne, ale także i to, co najważniejsze: miłość do tego, co robię.

Czy te doświadczenia zaważyły jakoś na Pana podejściu do systemu kształcenia muzyków?

Uważam, że nie można stworzyć 100-procentowego artysty. Utalentowane dziecko samo odnajdzie swoją drogę. Nie chciałbym przy tym deprecjonować roli pedagoga. Ci najwięksi nie byli w stanie wszystkiego przekazać. Słynny amerykański skrzypek Nathan Milstein zawsze powtarzał, że skrzypek musi mieć inwencję w pokonywaniu problemów technicznych. "Czy myślicie, że mój mistrz Leopold Auer mi wszystko tłumaczył? - pytał swoich uczniów. Lekcje były czasami bardzo krótkie i musiałem sam rozwiązywać pewne problemy w domu". Podzielam taką postawę i myślę, że nawet bardzo dobry pedagog może stworzyć świetnego skrzypka, ale nie artystę.

Młodemu człowiekowi trzeba dać po prostu przestrzeń do tego, aby nie był tylko odtwórczy.

Właśnie tak! I co ciekawe, wspomniany Leopold Auer miał wielu uczniów, m. in. Milsteina, Heifetza, Mischę Elmana i każdy z nich grał zupełnie inaczej. Współcześnie trudno znaleźć dwóch tak wybitnych, a jednocześnie różnie grających skrzypków, a tym bardziej takich, którzy by byli kształceni przez tego samego pedagoga. To ostatnie jest prawie niemożliwe. Myślę, że na tę indywidualną grę mają wpływ także instrumenty. Dawniej lutnictwo rozwijało się bardzo dynamicznie, a poza tym istniały różne warsztaty tworzące instrumenty według własnych zasad. A w pewnym momencie pojawił się Stradivari i od tego czasu kopiujemy jego skrzypce, w dodatku z myślą, aby to brzmiało jak Stradivari. A to nie sprzyja rozwojowi sztuki.

Przyznam, że intryguje mnie Pańska droga życiowa, bo w jakimś sensie Pańskie życie zatoczyło krąg. Dziadek wyjechał z Polski do Argentyny, a Pan do niej w trzecim pokoleniu powrócił i tu się zakorzenił. Czy pamięta Pan swojego dziadka i czy zna okoliczności jego wyjazdu?

Niestety, urodziłem się po śmierci dziadka, ale z rodzinnej opowieści wiem, że bardzo wcześnie trafił do wojska i walczył o Polskę. Dowiedziałem się niedawno, że opuścił ojczyznę w 1919 roku, w dramatycznych okolicznościach. Dziadek był Żydem. Jako młody, ale doświadczony na wojnie mężczyzna, został wcielony do wojska. Trafił tam w nowych skórzanych oficerkach, które dostał od swego ojca i te buty stały się przedmiotem zazdrości jego przełożonego, który zażądał, by mu je oddał. Dziadek zaprotestował, wywiązała się szarpanina i przełożony dostał karabinem w głowę. Dziadek trafił do więzienia, skąd koledzy pomogli mu uciec. Udał się pieszo do Francji, gdzie próbował zarobić na podróż do Nowego Jorku, w którym mieszkała część rodziny. Niestety, na statku wybuchła epidemia  i żaden port nie chciał ich przyjąć. Ogłoszono kwarantannę i po jej upływie statek wylądował w Buenos Aires. Podobnie przypadkowo trafiła tam także pochodząca z włoskiej rodziny moja babcia.

I tam się Pan urodził...

Tak, ale rodzice wyemigrowali do Francji, kiedy miałem trzy lata. Oboje byli artystami i sądzili, że w Europie znajdą więcej przestrzeni dla sztuki.

Christian Danowicz, fot. Joanna Stoga, ze strony FB
Bardziej więc przynależy Pan do kultury francuskiej. Co w takim razie sprawiło, że zdecydował się Pan studiować w Polsce, u państwa Jakowiczów? Tak po prostu przyjechał Pan z wielkiego świata do Warszawy, w dodatku nie znając języka polskiego?

(śmiech) Ależ właśnie przyjeżdżając do Warszawy sądziłem, że przyjeżdżam do świata! Języka rzeczywiście kompletnie nie znałem. Z francuskiej perspektywy każdy dobry muzyk powinien mieć nazwisko, które kończy się na -ski albo na -wicz, bo wielcy muzycy w powszechnym mniemaniu pochodzą ze Wschodu. Osobiście miałem także przekonanie, że w Warszawie zastanę wielu grających Cyganów, podobnie jak w Budapeszcie. Wyobrażałem sobie, że w Polsce nauka gry na instrumencie jest bardziej intuicyjna, jak w przypadku górali. Tymczasem elitarna tradycja muzyczna jest na wielkim poziomie, o czym wiadomo z perspektywy Francji.

Jednak nie od razu zdecydował się Pan na Warszawę.

Rzeczywiście, początkowo jeździłem to tym rejonie Europy, zwiedzając Budapeszt, Pragę, Warszawę, gdzie brałem prywatne lekcje u różnych pedagogów. Ostatecznie zadecydowała miłość do dziewczyny, obecnie mojej żony, dzięki której poznałem panią profesor Julię Jakowicz. I to ona zrobiła ze mnie prawdziwego skrzypka.

Od dziesięciu lat pracuje Pan we Wrocławiu, - jako koncertmistrz i pedagog, mówi już dobrze po polsku. Czy to wystarczy, aby poczuć się wrocławianinem? Czy gdyby ktoś zaproponował Panu coś równie interesującego, to czy zdecydowałby się Pan wyjechać?

Oboje z żoną znaleźliśmy bardzo dobre warunki pracy, dzięki którym możemy się spełniać zawodowo. Narodowe Forum Muzyki jest czymś absolutnie wyjątkowym. Tęsknię trochę za Francją, bo tam się wychowałem i ukształtowałem. Czytam nadal głównie po francusku, choć sięgam także po polskie książki, aby doskonalić język. Trochę mi brakuje tej francuskiej lekkości - radości życia, cieszenia się byle czym, kontaktów towarzyskich. Co prawda, jest to taki etap w moim życiu, że wychowuję dzieci, dużo pracuję, podobnie jak wszyscy, moi rówieśnicy, więc mam niewiele wolnego czasu  Przy tym chciałbym, aby moje dzieci nie utraciły francuskich korzeni. Rozmawiamy tylko po francusku, jeździmy często do Francji. Ale to właśnie we Wrocławiu mieszkam, pracuję, mam znajomych - czuję się wrocławianinem. Lubię być tu zakorzeniony, ale jednocześnie jestem drugą nogą we Francji.

Christian Danowicz z żoną i synami, fot. ze strony FB

Pracuje Pan także na wrocławskiej i warszawskiej Akademii Muzycznej. Lubi Pan uczyć?

Tak, bardzo! Sprawia mi to wielką radość. Choć zabrzmi to paradoksalnie, najbardziej lubię uczyć w szkole średniej, bo dzieci wszystko chłoną, są bardziej otwarte. Ze studentami jest interesująco, kiedy mają własne zdanie, bo taka sytuacja jest najciekawsza dla młodego artysty. Staram się traktować swoich studentów jak artystów - poważnie. Zawdzięczam to moim własnym pedagogom, którzy tak właśnie mnie traktowali.

Na koniec naszej rozmowy proszę zdradzić, czy ma Pan jakieś hobby i co robi w wolnym czasie, o ile go ma.

Jestem na takim etapie życia, że brakuje mi wolnego czasu, no, może poza okresem izolacji z powodu pandemii. W całości poświęciłem go rodzinie. Powiem coś, co zabrzmi paradoksalnie: lubię się nudzić - czuję wtedy, że jestem wolny, że mam czas. Owszem, dobrze jest poczytać książkę, rozwijać się, a ja lubię czasami się nie rozwijać, tylko siedzieć i myśleć (śmiech). Rzadko mi się to zdarza, najczęściej, kiedy jadę pociągiem.

Sądzę, że to jest pozorne lenistwo, takie chwile są potrzebne, bo w przeciwnym razie staniemy się robotami. Dziękuję za rozmowę.


Schubert, Rondo in A, Christian Danowicz-violin, Hartmut Rohde- dyr., 
NFM Orkiestra Leopoldinum,  Hamburg, marzec 2015







piątek, 4 kwietnia 2025

16. Leo Festiwal: Muzyka i natura /zapowiedź, program/

 W dniach 23 maja do1 czerwca 2025 roku odbędzie się w Narodowym Forum Muzyki 16. edycja Leo Festiwal, w tym roku pod hasłem "Muzyka i natura".


"Już Arystoteles twierdził, że to, co ukształtowała przyroda, uzupełniają i odzwierciedlają sztuki stworzone przez człowieka i niewątpliwie do dziś odgłosy natury są jednymi z ważniejszych źródeł inspiracji dla kompozytorów i muzyków - twierdzi Christian Danowicz – dyrektor artystyczny Leo Festiwalu.

Żywioły mają własne dźwięki, a zwierzęta wydają wyraźne odgłosy o określonej wysokości, które można imitować za pomocą instrumentów lub głosu. Te bogactwa barw natury skłoniły włoskiego duchownego, Antonia Vivaldiego, do skomponowania w 1723 roku hitu wszechczasów, Le quattro stagioni. Utwór ten zabrzmi w wykonaniu NFM Orkiestry Leopoldinum oraz jednego z najoryginalniejszych i najodważniejszych polskich zespołów – Bastarda Trio. Dzieło weneckiego mistrza będzie przeplatane nieprzewidywalnymi fragmentami improwizowanymi, które wykonają nasi goście.

Dzieje cywilizacji to historia coraz głębszego oddzielenia człowieka od natury. Dostrzegamy dziś, że proces, który przez wieki uważaliśmy za błogosławieństwo, jest również przyczyną naszego wyobcowania. Osobiście uważam, że z przyrodą w sposób instynktowny wciąż łączy nas muzyka; w największym stopniu zaś muzyka społeczności żyjących blisko niej, a więc twórczość ludowa. Ta zainspirowała artystów, takich jak Johannes Brahms, Béla Bartók i Piotr Czajkowski, do skomponowania kameralnych arcydzieł, które zabrzmią w pięknych przestrzeniach Zamku Topacz. Wydarzenie to zwieńczy VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” Ludwiga van Beethovena w wersji smyczkowej z efektami elektronicznymi.

Z okazji Dnia Dziecka postanowiłem 1 czerwca przedstawić sylwetkę najsłynniejszego cudownego dziecka w historii muzyki: Wolfganga Amadeusza Mozarta, który niewiarygodnie wcześnie opanował język muzyczny, tak jakby się już z nim urodził. Publiczność usłyszy zdumiewające, dowcipne fragmenty z korespondencji do ojca i siostry oraz Kinder-Symphonie C-dur znaną jako Symfonia zabawek, a skomponowaną prawdopodobnie przez ojca Wolfganga, Leopolda Mozarta, z udziałem naszych najmłodszych artystów z wrocławskich szkół muzycznych. Będzie zabawa!"

Program

25 maja, godz. 15.00, Zamek Topacz, wstęp wolny
Instynkty


Program:
S. Prokofiew Uwertura na tematy żydowskie op. 34
J. Brahms / A. Schönberg I Kwartet fortepianowy g-moll op. 25 (oprac. na orkiestrę): III. Andante con moto; IV. Rondo alla Zingarese: Presto
***
B. Bartók 44 Duety na dwoje skrzypiec Sz. 98 (wybór)
P. Czajkowski Sekstet smyczkowy d-moll op. 70 „Souvenir de Florence”

Wykonawcy:
Muzycy NFM Orkiestry Leopoldinum
Studenci akademii muzycznych w Polsce

Lokalizacja:
Zamek Topacz
Ślęza, ul. Główna 12

25 maja, godz. 19.00, Zamek Topacz

Przyroda i technologia


Program:
L. van Beethoven VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” (oprac. na smyczki i elektronikę tworzoną na żywo na podstawie oprac. M.G. Fischera)

Koncerty odbędą się na świeżym powietrzu, zachęcamy do zabrania koców, a w przerwie zapraszamy na degustację lokalnych produktów.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce, prowadzenie
Antoni Grzymała – elektronika tworzona na żywo
NFM Orkiestra Leopoldinum

Lokalizacja:
Zamek Topacz
Ślęza, ul. Główna 12

29 maja, godz. 19.00, NFM, Sala Główna ORLEN, estrada w odwróceniu

For Seasons

Program:
Opowieść o odwiecznym cyklu natury oparta na sonetach będących poetyckim programem do Czterech pór roku Antonia Vivaldiego, zilustrowana muzycznie fragmentami dzieła i utworami skomponowanymi przez Bastarda Trio.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce, prowadzenie
Bastarda Trio:
Paweł Szamburski – klarnet
Tomasz Pokrzywiński – wiolonczela
Michał Górczyński – klarnet kontrabasowy
NFM Orkiestra Leopoldinum

1 czerwca, godz. 16.00, Sala Główna ORLEN

Wolfgang Amadeus Mozart – urodzony muzyk

Kiedy dziewięcioletni Wolfgang Amadeus Mozart przebywał w Londynie, wzbudził zainteresowanie naukowców z Royal Society podejrzewających, że jego ojciec – Leopold Mozart – kłamie co do wieku swojego syna, chcąc wywołać sensację nadzwyczajnymi zdolnościami muzycznymi dziecka. Doszło nawet do tego, że jeden z uczonych poddał młodego artystę szeregowi testów przy klawiaturze klawesynu, by zweryfikować datę jego narodzin i rzeczywisty stopień rozwoju jego talentu. Próby musiały jednak zostać przerwane, gdy w pomieszczeniu pojawił się ulubiony kot Mozarta i przez dłuższy czas niemożliwe było ponowne zagnanie chłopca do instrumentu, co samo w sobie rozwiało dużą część wątpliwości gorliwego badacza. Pod wieloma względami młody kompozytor w niczym nie różnił się od swoich rówieśników.

Odbywający się w Dzień Dziecka finałowy koncert tegorocznego Leo Festiwalu poświęcony będzie dzieciństwu urodzonego w Salzburgu klasyka. Wydarzenie rozpocznie Symfonia dziecięca przypisywana kiedyś Josephowi Haydnowi, dziś zdecydowanie chętniej wspomnianemu już Leopoldowi Mozartowi. Powstanie utworu związane jest z alpejską miejscowością Berchtesgaden, położoną nieopodal Salzburga. W XVIII wieku słynęła ona z produkcji drewnianych zabawek, w tym miniaturowych instrumentów dla dzieci (z pewnością bawił się nimi i mały Amadeus). Z przeznaczeniem na nie komponowano też muzykę. Przykładem takiego dzieła jest właśnie trzyczęściowa Symfonia dziecięca. W jej obsadzie poza tradycyjnym składem smyczków znalazły się więc zabawkowa trąbka, terkotka, ptasie gwizdki, rurki, trójkąt, bębenek i dzwonki. Podczas koncertu zagrają na nich uczniowie wrocławskich szkół muzycznych.

Kolejna kompozycja, której wysłuchamy, została stworzona przez samego Wolfganga Amadeusa Mozarta. Choć pisząc swój III Koncert skrzypcowy, jego autor nie był już dzieckiem – miał bowiem dziewiętnaście lat – z pewnością ów utwór można nazwać młodzieńczym. W tym czasie Mozart piastował już jednak eksponowane stanowisko koncertmistrza w orkiestrze arcybiskupa Salzburga Hieronima Colloredo. Styl artysty w tym czasie nie był jeszcze w pełni ukształtowany, dzieło jednak jest wspaniałym przykładem estetyki klasycznej. Najważniejsze są tu nie wirtuozowskie popisy, lecz piękno zapisanych w partyturze melodii. Ponieważ jedna z nich pochodzić miała ze Straßburga, Amadeus w liście do ojca określił kompozycję mianem „Straßburg-Concert”. Inne listy klasyka pisane do Mozarta seniora, a także do siostry, podczas ostatniego festiwalowego wydarzenia zaprezentuje znany aktor Bartosz Gelner.

Program:
L. Mozart Kinder-Symphonie C-dur
W.A. Mozart III Koncert skrzypcowy G-dur KV 216
fragmenty listów W.A. Mozarta do ojca i do siostry

Wydarzenie przeznaczone dla osób powyżej szóstego roku życia.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce solo, dyrygent
Krzysztof Szczepaniak – recytacja
Uczniowie wrocławskich szkół muzycznych I i II stopnia
NFM Orkiestra Leopoldinum

informacja prasowa

Wywiad z Christianem Danowiczem - dyrektorem artystycznym Leo Festiwal - pod tym linkiem



poniedziałek, 23 kwietnia 2018

„Made in Poland” – nagroda Fryderyk 2018 dla NFM Leopoldinum i Atom String Quartet

W tym roku Nagrodę Fryderyk  w kategorii „Album roku muzyka symfoniczna i koncertująca” otrzymała płyta "Made in Poland” w wykonaniu Atom String QuartetNFM Orkiestra Leopoldinum oraz Christian Danowicz (skrzypce, lider).


Główną inspiracją do stworzenia płyty stała się polska muzyka ludowa i jej wpływ na różne style, jak na przykład klasyka czy jazz. Pomysłodawcą nagrania albumu był Christian Danowicz, koncertmistrz NFM Orkiestry Leopoldinum, który dobrał repertuar wydawnictwa. Do wspólnego nagrania został zaproszony zaprzyjaźniony z Leopoldinum improwizujący zespół – Atom String Quartet.

Zawarty na płycie program nawiązuje do folkloru podhalańskiego. Na krążku znalazły się kompozycje Karola Szymanowskiego, Grażyny Bacewicz, Mikołaja Góreckiego oraz aranżacje autorstwa muzyków kwartetu – Dawida Lubowicza i Krzysztofa Lenczowskiego.   

Płyta jest częścią cyklu wydawnictw fonograficznych NFM zrealizowanych w ramach programu Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Albumy wydano dzięki dofinansowaniu ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce, lider
Atom String Quartet:
Dawid Lubowicz – I skrzypce
Mateusz Smoczyński – II skrzypce
Michał Zaborski – altówka
Krzysztof Lenczowski – wiolonczela  
NFM Orkiestra Leopoldinum

Program:
D. Lubowicz Ballada o śmierci Janosika na improwizujący kwartet smyczkowy i orkiestrę smyczkową
K. Szymanowski II Kwartet smyczkowy op. 56 na orkiestrę smyczkową (aranż. R. Tognetti)
K. Szymanowski / P. Kochański Taniec góralski z baletu Harnasie op. 55 na orkiestrę (aranż. Ch. Danowicz)
K. Lenczowski Iława na improwizujący kwartet smyczkowy i orkiestrę smyczkową
G. Bacewicz Koncert na orkiestrę smyczkową
K. Lenczowski Namysłowiak na improwizujący kwartet smyczkowy i orkiestrę smyczkową
M. Górecki Concerto-Notturno na skrzypce i orkiestrę smyczkową

Płyta została już wcześniej wyróżniona Wrocławską Nagrodą Muzyczną dla NFM Orkiestry Leopoldinum i Christiana Danowicza oraz Atom String Quartet za wspólną płytę, która powstała z twórczego zachwytu nad polskim folklorem”.

informacja prasowa 

środa, 4 października 2023

Filharmonia Sudecka świętuje 45-lecie

Tej jesieni wałbrzyscy melomani mają co świętować. Mija czterdzieści pięć lat od powstania w mieście filharmonii. Z tej okazji Filharmonia Sudecka w Wałbrzychu zaprasza na dwa, a właściwie trzy, koncerty jubileuszowe, z których jeden zagrany zostanie w Czechach. Obchody czterdziestopięciolecia Filharmonia rozpocznie już w najbliższy piątek, 6 października o godzinie 19:00, I Koncertem Jubileuszowym, który odbędzie się w sali koncertowej przy ul. Słowackiego 4 w Wałbrzychu. 

Filharmonia Sudecka, która początkowo nosiła nazwę Filharmonia Wałbrzyska powstała w 1978 r.  z inicjatywy lokalnych władz i środowiska muzycznego. O jej utworzenie poproszono Józefa Wiłkomirskiego, który w bardzo krótkim czasie zdołał pozyskać muzyków i 1 września 1978 r. orkiestra w składzie 69 osób rozpoczęła próby, a już 5 października dała pierwszy koncert w Hradec Králové (w ówczesnej Czechosłowacji). Oficjalna inauguracja Filharmonii w Wałbrzychu odbyła się 24 listopada 1978 r. W nawiązaniu do tej historii, instytucja zaplanowała obchody swojego czterdziestopięciolecia. Rozpoczną się one koncertem przygotowanym we współpracy z Filharmonią Hradec Králové, który zostanie zagrany dwukrotnie - 6 października w Wałbrzychu oraz 8 października w Hradec Králové.

Muzyka łączy ludzi pomimo państwowych czy naturalnych granic, Polaków z Czechami łączą też wspólne góry. Nazwa wałbrzyskiej filharmonii jest więc dobrą wizytówką współpracy transgranicznej. A jej świadectwem ma być I Koncert Jubileuszowy, podczas którego usłyszymy czeską muzykę oraz prawykonanie poematu symfonicznego "Legendae Montium Sudetorum" stworzonego przez polską kompozytorkę Katarzynę Dziewiątkowską specjalnie dla Filharmonii Sudeckiej.  Wykonanie koncertu będzie również międzynarodowe, Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Sudeckiej poprowadzi czeska dyrygentka - Miriam Němcová, a solistą, który zagra "Koncert skrzypcowy a-moll" Antonína Dvořáka będzie Christian Danowicz, francusko-argentyński skrzypek o polskich korzeniach.

Miriam Niemcova, fot. materiały prasowe

W czterdziestą piątą rocznicę powstania Filharmonii Sudeckiej odbędzie się II Koncert Jubileuszowy. W sali koncertowej w Wałbrzychu, 25 listopada 2023 r. uroczyście zabrzmią utwory najsłynniejszych polskich kompozytorów: Stanisława Moniuszki, Fryderyka Chopina i Karola Szymanowskiego. Z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Sudeckiej wystąpi Akademicki Chór Politechniki Wrocławskiej, przygotowany przez Małgorzatę Sapiechę-Muzioł oraz soliści: Krzysztof Książek - pianista i Adam Zdunikowski - tenor. Za pulpitem dyrygenckim zobaczymy Maestro Marka Pijarowskiego. Bilety na oba koncerty jubileuszowe, a także na koncert w Hradec Králové, są jeszcze dostępne.

Maestro Marek Pijarowski, fot. materiały prasowe


KONCERTY JUBILEUSZOWE FILHARMONII SUDECKIEJ

6.10.2023, piątek, godz. 19:00

I Koncert Jubileuszowy 45 lat Filharmonii Sudeckiej

Wałbrzych, Filharmonia Sudecka

Program:

Katarzyna Dziewiątkowska Poemat symfoniczny "Legendae Montium Sudetorum" (prawykonanie)

Antonín Dvořák Koncert skrzypcowy a-moll op. 53

Josef Suk Pohadka op. 16

Wykonawcy:

Miriam Němcová - dyrygent

Christian Danowicz- skrzypce

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Sudeckiej

Bilety: 50 / 30 zł, http://www.bilety.filharmoniasudecka.pl

Christian Danowicz, fot. Lukasz Rajchert

8.10.2023, niedziela, godz. 18:00

I Koncert Jubileuszowy 45 lat Filharmonii Sudeckiej

Hradec Králové, Filharmonia Hradec Králové

Program:

Katarzyna Dziewiątkowska Poemat symfoniczny "Legendae Montium Sudetorum"

Antonín Dvořák Koncert skrzypcowy a-moll op. 53

Josef Suk Pohadka op. 16

Wykonawcy:

Miriam Němcová - dyrygent

Chrystian Danowicz - skrzypce

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Sudeckiej

Bilety: 250 Kč, http://www.fhk.cz


25.11.2023, sobota, godz. 18:00

II Koncert Jubileuszowy 45 lat Filharmonii Sudeckiej 

Wałbrzych, Filharmonia Sudecka

Program:

Stanisław Moniuszko Uwertura do opery Halka

Fryderyk Chopin Koncert fortepianowy e-moll op.11

Karol Szymanowski Harnasie

Wykonawcy:

Marek Pijarowski - dyrygent

Krzysztof Książek - fortepian

Adam Zdunikowski - tenor

Akademicki Chór Politechniki Wrocławskiej

przygotowanie chóru - Małgorzata Sapiecha-Muzioł

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Sudeckiej

Bilety: 90 / 60 zł, http://www.bilety.filharmoniasudecka.pl

Więcej informacji: http://www.filharmoniasudecka.pl

informacja prasowa

piątek, 19 kwietnia 2024

BIEGUNI Olgi Tokarczuk I NFM I 15. Leo Festiwal

W dniach od 9 do 19 maja 2024 r. odbędzie się 15. edycja Leo festiwal, tym razem zainspirowana powieścią Olgi Tokarczuk: "Bieguni", podejmującą tematykę ruchu i czasu.

W imieniu pana Andrzeja Kosendiaka, dyrektora generalnego, a także pana Christiana Danowicza, dyrektora artystycznego, zapraszamy na 15. edycję Leo Festiwalu, która odbędzie się w dniach 10–19 maja 2024 roku we Wrocławiu.

Drodzy Słuchacze,

zainspirowany książką „Bieguni” Olgi Tokarczuk, która podejmuje tematykę ruchu i czasu, chciałbym podczas tegorocznego Leo Festiwalu zachęcić do wspólnej refleksji nad tymi uniwersalnymi zagadnieniami i przyjrzeć się im poprzez pryzmat muzyki oraz tańca.

Zapraszamy na wspólną muzyczną wędrówkę!

Christian Danowicz

Dyrektor artystyczny Leo Festiwalu

Christian Danowicz, fot. Bogusław Beszlej

 „Wielu ludzi wierzy, że istnieje na układzie współrzędnych świata punkt doskonały, gdzie czas i miejsce dochodzą do porozumienia” – pisze na stronach Biegunów Olga Tokarczuk. Artyści występujący podczas finałowego koncertu 15. edycji Leo Festiwalu poszukiwać będą takiego wyjątkowego spotkania czasu i przestrzeni nie na gruncie zwyczajnego, codziennego doświadczenia, ale w wymykającym się mu świecie muzyki. Do NFM Orkiestry Leopoldinum, gospodarzy festiwalu, dołączą wyjątkowi goście – Marcin Masecki i Marcelo Nisinman, a publiczność wysłucha dzieł kompozytorów, którzy, tak jak bohaterowie książki noblistki, wybrali życie koczowników i nomadów. Wybrane teksty z powieści Bieguni Olgi Tokarczuk czyta Mariusz Bonaszewski.


Zespół NFM

Program

10.05 pt. 18:00
mieszkania prywatne, Wrocław

Dla przyjaciół i miłośników NFM Orkiestry Leopoldinum przygotowaliśmy niespodziankę! Podczas 15. edycji Leo Festiwalu będzie można zaprosić muzyków do siebie. Jak? Wystarczy wziąć udział w nadchodzących koncertach orkiestry i zebrać naklejki za bilety. Spośród tych osób, które zdobędą ich najwięcej, zostaną wybrani przyszli organizatorzy Domówki z Leo. Artyści na ich zaproszenie dadzą koncert dla nich oraz ich gości w weekend 10–12 maja 2024. Zachęcamy to wspólnej zabawy!

Koncert Domówka z Leo wprowadza muzykę do mieszkań prywatnych. W ramach tej inicjatywy melomani mają możliwość zaprosić do własnego domu zespół uformowany z członków NFM Orkiestry Leopoldinum. Dzięki temu mogą zaoferować swoim przyjaciołom i gościom wysłuchanie w domowym zaciszu znakomitego koncertu muzyki kameralnej wykonywanej przez ansamble, w którego składzie gra od dwóch do pięciu muzyków. Po koncercie publiczność ma okazję spotkać się z muzykami i wspólnie spędzić czas przy mniej formalnych rozmowach na interesujące ich tematy. Wspólnie spędzony czas buduje wyjątkowe relacje między publicznością a artystami.



Kompozytorzy na emigracji
16.05 czw. 19:00
NFM, Sala Czerwona

Narratorka "Biegunów" na pewno nie uznałaby Antonína Dvořáka za „prawdziwego podróżnika”. Pobyt kompozytora w Ameryce przypominał opisane w jednym z autobiograficznych wątków książki wakacyjne wyjazdy rodziców Olgi Tokarczuk. Chociaż pewnie on sam, decydując się na podróż za ocean, myślał przede wszystkim o pensji dyrektora Konserwatorium w Nowym Jorku, która miała być dwudziestopięciokrotnie wyższa niż kwota wypłacana mu w Pradze, to tak naprawdę, tak jak oni, „wyjechał po to, żeby wrócić”.

Zakochany w swoich rodzinnych Czechach Dvořák na swoje pierwsze amerykańskie wakacje – latem 1893 roku – spośród całego bogactwa Ameryki wybrał Spillville położone wśród pustkowi stanu Iowa. Odległe od Nowego Jorku o dwa tysiące kilometrów prowincjonalne miasteczko zamieszkane było przez dużą liczbę potomków czeskich imigrantów. Kompozytor znowu znalazł się tam zatem wśród swoich i powrócił do wielu przyzwyczajeń z kultywowanych w letniej posiadłości w Czechach (grał na przykład na organach podczas porannych mszy w lokalnym kościele). W kolejnym roku artysta zdecydował się na wyjazd do Czech na wakacje, wiosną 1895 roku powrócił już do kraju na dobre. W tej namiastce domu, jaką było dla niego Spillville, Dvořák nie zapomniał o swojej misji, do spełnienia której sprowadzono go do Stanów Zjednoczonych – było nią stworzenie narodowej muzyki amerykańskiej. Napisał tam Kwartet smyczkowy F-dur, do którego, podobnie jak w symfonii Z Nowego Świata, inkorporował elementy muzycznych kultur Ameryki, a nawet śpiew ptaka, który usłyszał nad Turkey River – jednym z dopływów Missisipi.

Działający niemal dokładnie sto lat przed nim Włoch Luigi Boccherini czuł się za granicą znacznie lepiej niż Dvořák. Już jako czternastolatek wyjechał do Wiednia. W 1768 roku trafił do Madrytu, w którym pozostał do końca życia. Dziewięć napisanych przez niego kwintetów gitarowych to w rzeczywistości autorskie transkrypcje jego wcześniejszych utworów. Kompozytor łączy w nich styl klasyczny ze stylizacjami hiszpańskimi, a zamykający Kwintet D-dur taniec fandango, który zabrzmi podczas koncertu, to najbardziej porywający przykład takiej syntezy.

Śladami Dvořáka, jako Europejczyk w Ameryce, podążył czterdzieści lat po Czechu Erich Korngold. Do Stanów Zjednoczonych został zaproszony w 1934 roku. Miał wtedy trzydzieści siedem lat. Już wcześniej jego muzyczna kariera rozwijała się niezwykle błyskotliwie, a ogromny talent dawał o sobie znać w latach młodzieńczych. Pracę nad zaskakującym dojrzałością Sekstetem smyczkowym, który usłyszymy, Korngold rozpoczął w wieku siedemnastu lat. Austriak zatrudnienie za oceanem znalazł w Hollywood, a jego styl stał się potem punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń twórców muzyki filmowej.

Program:
A. Dvořak XII Kwartet smyczkowy F-dur op. 96 „Amerykański” (Karolina Podorska – I skrzypce, Dominika Kuzio – II skrzypce, Agnieszka Żyniewicz – altówka, Jakub Kruk – wiolonczela) 
L. Boccherini Fandango z IV Kwintetu gitarowego D-dur G 448 (Magdalena Ziarkowska-Kołacka – I skrzypce, Tymoteusz Rapak – II skrzypce, Julianna Przybył – altówka, Stanisław Giłka – wiolonczela, Paweł Konieczny – gitara) 
*** 
E.W. Korngold Sekstet smyczkowy D-dur op. 10 (Christian Danowicz – I skrzypce, Agata Kasperska – II skrzypce, Michał Micker – I altówka, Marzena Malinowska – II altówka, Marcin Misiak – I wiolonczela, Monika Łapka – II wiolonczela) 

Wykonawcy:
Soliści NFM Orkiestry Leopoldinum oraz studenci Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu


Mobilność jest realnością
18.05 sob. 13:00
Przestrzeń miejska Wrocławiu

Podążając za wyrażonym w "Biegunach" Olgi Tokarczuk przekonaniem, że „zawsze lepsze będzie to, co jest w ruchu, niż to, co pozostaje w spoczynku”, NFM Orkiestra Leopoldinum wyrusza z muzyką w miasto. Z wrocławskim zespołem i swoim wędrującym pianinem peregrynować będzie również Marcin Masecki w towarzystwie tancerzy, a ich do istotności ruchu przekonywać przecież nie trzeba. Szczegółowa lista lokalizacji, w których będzie można spotkać artystów, zostanie ujawniona już wkrótce.

Nawiązujące do różnych tradycji taneczne utwory, które zaprezentują muzycy, złożą się w prawdziwie wiosenną feerię barw. Sięgną aż do baroku, do twórczości jednego z pierwszych wirtuozów skrzypiec, których sława osiągnęła zasięg międzynarodowy – Arcangela Corellego. Sonata jego autorstwa należy do zbioru dwunastu dzieł tego gatunku opublikowanych w 1700 roku i jest jednym z jego najsłynniejszych utworów. Włoch wykorzystuje w nim temat wywodzący się z XVI wieku i opracowuje go w formie wariacji.

Pisząc swoje Cztery pory roku w Buenos Aires, Astor Piazzolla mierzył się z legendarnym cyklem czterech koncertów skrzypcowych innego włoskiego kompozytora barokowego, obecnie nawet przewyższającego sławą Corellego – Antonia Vivaldiego. W 1965 roku jako pierwsze powstało żywiołowe Lato w Buenos Aires. Kompozycja pisana była pierwotnie z myślą o spektaklu Melenita de oro. Cały cykl zaprezentowano dopiero w 1970 roku. Muzycy zagrają też taneczną kompozycję Marcina Maseckiego. Dekadę temu pianista na płycie Polonezy zreinterpretował formę tradycyjnego dworskiego tańca, poszukując rytmów i brzmień bliskich jego własnej, współczesnej wrażliwości. Masecki, zachowując dystans wobec nieśmiertelnych dzieł Chopina, Ogińskiego i Kilara, przedstawił muzykę awangardowo świeżą i odważną.

Program:
A. Corelli Sonata d-moll na skrzypce i b.c. 5 nr 12 „La folia” 
A. Piazzolla Verano porteño
M. Masecki Polonez


Wykonawcy:
Marcin Masecki – pianino
Liwia Bargieł – choreografia, taniec
Agnieszka Brzezińska – taniec
Patrycja Grzywińska – taniec
Stanisław Bulder – taniec
NFM Orkiestra Leopoldinum


Blind Test
18.05 sob. 19:00
NFM, Sala Czerwona

Poznajmy się bliżej! Dzięki wyjątkowemu wydarzeniu Leo Festiwalu zgłębimy charakterystykę brzmienia NFM Orkiestry Leopoldinum, a także poszczególnych instrumentów.

Podczas koncertu, który będzie jednocześnie przypominał profesjonalne przesłuchania muzyków orkiestrowych, publiczność zyska niepowtarzalną szansę przyjrzenia się pracy artystów od kulis. Nie zabraknie niespodzianek i konkursów, ale również okazji do rozmowy z członkami orkiestry.

W niezobowiązującej atmosferze każdy meloman będzie miał szansę rozwinąć swój warsztat odbiorcy sztuki i zyskać narzędzia do oceny zaprezentowanych wykonań, a także wziąć udział w teście na znajomość prezentowanych kompozycji. Zdobyte z pomocą muzyków umiejętności na pewno przydadzą się podczas koncertów – nie tylko tych festiwalowych i nie tylko tych z udziałem NFM Orkiestry Leopoldinum.

Program:
Koncert niespodzianka z udziałem publiczności

Wykonawcy:
NFM Orkiestra Leopoldinum

Lokalizacja:
NFM, Sala Czerwona
plac Wolności 1, Wrocław

informacja prasowa

czwartek, 11 grudnia 2025

Baroque Revisited Better Together - koncert NFM Leopoldinum w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

13 grudnia o 18.00 w ramach serii koncertów NFM Orkiestry Leopoldinum usłyszymy kolejny "Better together", którego cechą jest współpraca szczególnego rodzaju – w jej ramach muzycy sięgają po utwory na orkiestrę i kilku solistów, a więc koncerty, które można nazwać „wielokrotnymi”. Podczas grudniowego wydarzenia solistami będą muzycy samej orkiestry: skrzypkowie Karolina Podorska, Magdalena Ziarkowska-Kołacka, Agata Kasperska i Christian Danowicz oraz altowiolista Michał Micker 

Podczas koncertu zostaniemy poprowadzeni przez najważniejsze ośrodki muzyczne epoki baroku. Choć Antonio Vivaldi uznawany jest za weneckiego mistrza koncertu solowego, tworzył również w innych odmianach tego gatunku. Ze zbioru L’estro armonico op. 3 usłyszymy Koncert d-moll nr 11 oraz Koncert h-moll op. 10. W tym pierwszym przed orkiestrą stanie dwoje skrzypków i wiolonczelista, a w drugim liczba skrzypków wzrośnie aż do czterech! W programie nie mogło zabraknąć najsłynniejszego Koncertu z op. 6 Arcangela Corellego, zwanego „bożonarodzeniowym”. To klasyczne rzymskie concerto grosso powstało na dwoje skrzypiec, wiolonczelę oraz grupę orkiestrową zwaną ripieni. 

Koncert na altówkę Georga Philipa Telemanna pojawi się jako wyjątek, atrakcyjny nie tylko ze względu na swoje walory estetyczne, ale i na to, że stanowi najstarszy znany przykład koncertu na ten instrument. Za domknięcie niemieckiej części odpowiadał zaś będzie Johann Sebastian Bach. Z arcydzielnych Koncertów brandenburskich wrocławscy artyści wybrali trzeci i szósty, którym najbliżej do concerto grosso. Muzyka ta przypomina piękną orkiestrową materię, tkaną przez instrumenty wymieniające się solowymi wątkami tematycznymi. Wart uwagi jest fakt, że w drugim z prezentowanych koncertów Bach pozwolił sobie na zaskakujący krok: zrezygnował ze skrzypiec, oddając brzmieniowe pierwszeństwo altówkom i violom da gamba!

Program:

A. Vivaldi Koncert d-moll RV 565, op. 3 nr 11 ze zbioru L’estro armonico

G.Ph. Telemann Koncert na altówkę G-dur

J.S. Bach III Koncert brandenburski G-dur BWV 1048

***

J.S. Bach VI Koncert brandenburski B-dur BWV 1051

A. Corelli Concerto grosso g-moll op. 6 nr 8 „Fatto per la notte di Natale”

A. Vivaldi Koncert h-moll na czworo skrzypiec op. 3 nr 10, RV 580 ze zbioru L’estro armonico

Wykonawcy:

Alexander Sitkovetsky – skrzypce solo, kierownictwo artystyczne NFM Orkiestry Leopoldinum

Christian Danowicz, Karolina Podorska, Magdalena Ziarkowska-Kołacka, Agata Kasperska – skrzypce

Michał Micker – altówka

Marcin Misiak – wiolonczela

Aleksandra Rupocińska – klawesyn

NFM Orkiestra Leopoldinum


Czas trwania: 90 minut

Lokalizacja: NFM, Sala Czerwona

plac Wolności 1, 50-071 Wrocław

informacja prasowa. 


sobota, 6 listopada 2021

Astor Piazzolla w Narodowym Forum Muzyki

6 listopada Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert "Astor Piazzolla - Aconcagua" w wykonaniu NFM Orkiestry Leopoldinum pod batutą Christiana Danowicza, z udziałem Juanja Mosaliniego, argentyńskiego wirtuoza bandoneonu. Wieczór wypełnią dzieła trzech kompozytorów tworzących na styku muzyki popularnej i klasycznej. 

Orkiestra Leopoldinum, fot. Łukasz Rajchert/NFM

Najpierw wysłuchamy I Koncertu podwójnego na skrzypce i bandoneon Juana Pabla Jofrego, urodzonego w 1983 roku w San Juan argentyńskiego artysty, który jest zarówno cenionym kompozytorem, jak i wirtuozem bandoneonu. W młodości grał na perkusji, wibrafonie, fagocie, kontrabasie i fortepianie. Był też członkiem zespołu heavymetalowego. Przełomowym momentem dla nastoletniego Jofrego stało się zetknięcie z twórczością Astora Piazzolli, która w zasadniczy sposób wpłynęła na zmianę sposobu myślenia młodego artysty o muzyce i zainspirowała do gry na bandoneonie. Jego koncert składa się z pięciu krótkich ogniw: Introduction, Allegro, Adagio, Cadenza i Milonga.

Juanjo Mosalini, fot. FB

Swoich sił jako kompozytor próbuje także Juanjo Mosalini, a podczas koncertu NFM Orkiestry Leopoldinum zabrzmią dwa pełne inwencji utwory jego autorstwa – Cien años oraz Toma Toca. Z kolei Concierto para quinteto Astora Piazzolli, które również znalazło się w programie wieczoru, to dzieło pochodzące z noszącego taki sam tytuł albumu z 1971 roku. Przepojone jest ono typową dla Argentyńczyka melancholią, nadającą jego muzyce tak charakterystycznego wyrazu. Wieczór zwieńczy wykonanie wirtuozowskiego, pełnego pasji Koncertu na bandoneon i orkiestrę Aconcagua”, który jest jednym z najbardziej znanych utworów Piazzolli. To dzieło o niezwykłej intensywności emocjonalnej, łączące żar i z momentami wielkiej nostalgii i tęsknoty.

 Wykonawcy:

Christian Danowicz – skrzypce, dyrygent

Juanjo Mosalini – bandoneon

NFM Orkiestra Leopoldinum

Program:

A. Piazzolla Concierto para quinteto [10']

(wyk. Christian Danowicz – skrzypce, Juanjo Mosalini – bandoneon, Justyna Skoczek – fortepian, Robert Horna – gitara, Mirosław Mały – kontrabas)

JP Jofre I Koncert podwójny na skrzypce i bandoneon [16']

J. Mosalini Cien años, Tomá Tocá  [11']

A. Piazzolla Koncert na bandoneon i orkiestrę „Aconcagua” [25']

informacja prasowa

 


niedziela, 7 listopada 2021

Piazzolla na stulecie urodzin w Narodowym Forum Muzyki /relacja z koncertu/

6 listopada w Narodowym Forum Muzyki triumfował Astor Piazzolla. Koncert w wykonaniu NFM Orkiestry Leopoldinum z solistami: Christianem Danowiczem grającym na skrzypcach oraz Juanjo Mosalinim na bandoneonie wzbudził wielkie emocje i aplauz publiczności. Muzycy bisowali dwukrotnie, a i tak wychodziłam z NFM z poczuciem niedosytu. Sądzę, że nie tylko ja.

Juanjo Mosalini, fot. z FB artysty

Astor Piazzolla przyszedł na świat 11 marca 1921 roku w Mar del Plata w Argentynie,  obchodzimy więc w tym roku stulecie jego urodzin. Pomysł, aby uczcić je koncertem, wyszedł, zdaje się, od koncertmistrza Orkiestry Leopoldinum  – Christiana Danowicza, który urodził się w Argentynie i którego rodzice byli tangiem zafascynowani. Piazzolla był nie tylko kompozytorem tanga argentyńskiego, ale także wirtuozem gry bandoneonie (harmonii ręcznej w typie concertiny) i tanguero - miłośnikiem tanga. 

"Moja muzyka może się podobać albo nie  –  mówił w obszernym wywiadzie przeprowadzonym przez Natalio Gorina  –  ale nikt nie zaprzeczy jej wartości: jest dobrze zorkiestrowana, odkrywcza, współczesna i ma zapach tanga – dlatego jest tak atrakcyjna na całym świecie". 

Istotnie, wszystkim nam wczoraj pachniało tangiem, ale uwiodła nas przede wszystkim ciekawa orkiestracja  –  swobodne łączenie takich instrumentów, jak harfa, bandenon, wiolonczela w Koncercie na bandoneon i orkiestrę „Aconcagua” czy skrzypiec i bandenonu w Concierto para quinteto. 

Piazzolla jest twórcą nurtu tango nuevo, a więc tanga zreformowanego, służącego do słuchania, formalnie wyrafinowanego, a jednocześnie pełnego zachwycającej witalnej energii, czerpanej ze źródeł klasycznego tanga. Stworzony przez niego gatunek tango nuevo stał się muzyką autonomiczną o wysokich walorach artystycznych . Najważniejszym nośnikiem melodii i ekspresji tango nuevo pozostał bandoneon, którego Piazzolla był wspaniałym wirtuozem. 

Christian Danowicz (skrzypce) i Juanjo Mosalini (bandenon), fot. Joanna Stoga?NFM

Wprawdzie podczas koncertu mogliśmy usłyszeć także utwory innych kompozytorów, np. Koncert podwójny na skrzypce i bandoneon Argentyńczyka Juana Pablo Jofre Romarion, ale prawdziwym bohaterem wieczoru był jednak Piazzolla, szczególnie jego Koncert na bandoneon i orkiestrę,  który wydawca dzieła, Pablo Pagani, określił mianem "Aconcagua", wskazując symbolicznie na najwyższy szczyt górski obu Ameryk i całej półkuli południowej. Bez wątpliwości do zachwytu publiczności tą muzyką przyczynili się soliści: Christian Danowicz oraz Juanjo Mosalini, a także wspaniale odnajdująca się w tym repertuarze NFM Orkiestra Leopoldinum.

Juanjo Mosalini należy do trzeciego pokolenia bandoneonistów, a jego pierwszym nauczycielem tego instrumentu był ojciec – Juan José – wybitny artysta tanga argentyńskiego, który występował z samym  Piazzollą. Mosalini okazał się prawdziwym wirtuozem bandoneonu, którym nadawał ton ostatniej części koncertu, wywołując u słuchaczy rozmaite nastroje, którym się z ochotą poddawaliśmy. 😀 Bo koncert był po prostu ZACHWYCAJĄCY!



piątek, 12 maja 2023

Wkrótce 14. edycja Leo Festiwal

W dniach od 1 do 4 czerwca Narodowe Forum Muzyki zaprasza melomanów na 14. edycję Leo Festiwal. Podczas koncertu otwierającego festiwal NFM Orkiestra Leopoldinum wykona dwa utwory czołowych kompozytorów z Polski i Austrii – Witolda Lutosławskiego i HK Grubera – obok dwóch ponadczasowych symfonii Josepha Haydna i Wolfganga Amadeusa Mozarta! Gościmy Leo ponownie wniesie muzykę kameralną do prywatnych mieszkań.

"Leo Festiwal od pierwszej edycji starał się koncentrować na aktywnej roli orkiestry kameralnej NFM w społeczeństwie. Próbowaliśmy doświadczyć związków muzyki z tańcem, sportem i innymi dyscyplinami, takimi jak architektura, literatura, kabaret, malarstwo czy haute cuisine. Zanurzyliśmy się nawet w świat magików i próbowaliśmy dowiedzieć się czegoś o humorze w muzyce.  

   Kolejnym ważnym celem była współpraca z chórami dziecięcymi i młodzieżowymi, czy to przy koncertach, czy przy produkcjach operowych. Być może pamiętacie wykonania Brzydkiego kaczątka Michała Ziółkowskiego, które były hitem Leo 2016 i 2017! 

   Ponieważ jest to ostatnia edycja festiwalu pod moim kierownictwem, ponownie chciałem umieścić w programie teatralny wieczór z fantastyczną młodzieżą – chórami Małgorzaty Podzielny, co z powodu pandemii Covid-19 nie było możliwe przez kilka lat. Na finał Leo Festiwalu 2023 proponujemy Państwu dwa klasyki tego gatunku: Wir bauen eine Stadt Paula Hindemitha i Brundibar Hansa Krásy. Podczas koncertu otwierającego festiwal NFM Orkiestra Leopoldinum wykona dwa utwory czołowych kompozytorów z Polski i Austrii – Witolda Lutosławskiego i HK Grubera – obok dwóch ponadczasowych symfonii Josepha Haydna i Wolfganga Amadeusa Mozarta! Gościmy Leo ponownie wniesie muzykę kameralną do prywatnych mieszkań. Orkiestra będzie aktywnie docierać do swojej publiczności, oferując gospodarzom i przyjaciołom intymne doznania muzyczne, co już jest rzadkie w naszych czasach.

    Miło mi poinformować, że kierownictwo artystyczne Leo Festiwalu w przyszłym roku obejmie lider NFM Orkiestry Leopoldinum, Christian Danowicz. W ten sposób również w przyszłości festiwal będzie wyrazem aktywnej roli orkiestry w tym wspaniałym mieście. Ogromne podziękowania należą się wszystkim, którzy pomogli wprowadzić Leo Festiwal 2023 na scenę, a szczególnie Dyrektorowi Andrzejowi Kosendiakowi za jego wsparcie przez tyle lat! Życzę stymulujących występów! Ogromne podziękowania dla Was, drodzy słuchacze, za nieustające zainteresowanie Leo Festiwalem.

Ernst Kovacic

Program:

NFM Orkiestra Leopoldinum, fot. Łukasz Rajchert


1 czerwca, godz. 19.00

Płynie czas

J. Haydn Symfonia g-moll Hob. I:83 „Kura”

W. Lutosławski Mała suita na orkiestrę kameralną

***

HK Gruber Nebelsteinmusik na skrzypce i smyczki

W.A. Mozart Symfonia D-dur KV 385 „Haffnerowska”


Wykonawcy:

Ernst Kovacic – dyrygent, skrzypce

Christian Danowicz – dyrygent

NFM Orkiestra Leopoldinum

Czas trwania:

64 minuty

2 czerwca, godz. 18.00

Gościmy Leo

Wykonawcy:
Muzycy NFM Orkiestry Leopoldinum występujący w mniejszych zespołach kameralnych (duety, tria, kwartety)

Lokalizacja:
mieszkania prywatne, Wrocław

4 czerwca, godz. 17.00

P. Hindemith Wir bauen eine Stadt – opera dziecięca
***
H. Krása Uwertura na małą orkiestrę, Brundibar – opera dziecięca (wersja praska)

Koncert dla dzieci w wieku od 7. roku życia.

Wykonawcy:
Ernst Kovacic – dyrygent
Soliści dziecięcy
Chór Chłopięcy NFM
Chór Dziewczęcy NFM
Małgorzata Podzielny – kierownictwo artystyczne Chóru Chłopięcego NFM i Chóru Dziewczęcego NFM
NFM Orkiestra Leopoldinum
TBA – reżyseria

Lokalizacja:
NFM, Sala Główna
plac Wolności 1, Wrocław

informacja prasowa


niedziela, 29 grudnia 2024

Koncert sylwestrowy w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

30 grudnia o 19.00 i 31 grudnia o 18.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert sylwestrowy prezentujący tango argentyńskie w wykonaniu najbardziej utalentowanych bandoneonistów współczesnej sceny – spadkobierców legendy tango nuevo Juana José Mosaliniego. Artyści wystąpią z towarzyszeniem prowadzonej przez Christiana Danowicza NFM Orkiestry Leopoldinum.

Juanjo Mosalini, fot. ze strony artysty

Koncert 30 grudnia

Program:

Wybór tradycyjnych tang argentyńskich:
O. Tarantino Ciudad triste
A. Troilo Desencuentro (sł. C. Castillo)
A. Pontier Trenzas (sł. H. Expósito)
G.M. Rodríguez La cumparsita
N. Marconi Negro nacarado 
A. Troilo Romance de Barrio 
R. Garello Bien al mango 
C. Gardel, A. Le Pera Volver
A. Piazzolla Balada para mi muerte (sł. H. Ferrer)
O. Ruggiero Bordoneo y 900  
***
A. Piazzolla Cuatro estaciones porteñas (oprac. na bandoneon i smyczki J. Mosalini)
L. Teruggi Queda una estrella – suita na bandoneon, fortepian i smyczki (dedykowana Juanowi José Mosaliniemu)

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce solo, prowadzenie
Juanjo Mosalini – bandoneon
Carmela Delgado – bandoneon
Lysandre Donoso – bandoneon
Fabrizio Colombo  – bandoneon
Sandra Rumolino – śpiew
Diego Aubia – fortepian
Leonardo Teruggi – kontrabas
NFM Orkiestra Leopoldinum

czas trwania: 120 minut, Sala Czerwona

Od ponad stulecia argentyńskie tango służy do wyrażania żaru najbardziej intymnych uczuć. Nie przestaje się też rozwijać, odpowiadając na zmieniającą się wrażliwość kolejnych pokoleń melomanów. W sylwestrowy wieczór z towarzyszeniem prowadzonej przez Christiana Danowicza NFM Orkiestry Leopoldinum zaprezentują się światowe gwiazdy współczesnego tanga. Niech pierwsza noc Nowego Roku stanie się Noche de Tango – nocą pasji i zmysłów!

Już początki historii tego tańca i towarzyszącej mu muzyki ukazują tango jako przedmiot ciągłych przemian. Jako pierwsi doświadczyć tego pod koniec XIX wieku mogli bywalcy lokali tanecznych w najgorszych dzielnicach Buenos Aires i Montevideo, a być może też domów publicznych – za upowszechnienie tego przekonania odpowiedzialny jest Jorge Borges. Powstało jako fuzja hiszpańskiego flamenco, argentyńskiej milongi oraz kubańskiej habanery. Musiało minąć ponad dwadzieścia lat zanim ten nowy niezwykle zmysłowy taniec stał się społecznie akceptowany, co utorowało drogę jego popularności w Europie w czasach I wojny światowej – tzw. tangomanii. Zaskakujące może wydać się jednak, że w latach dwudziestych XX wieku pogodne dotychczas tango zyskało na powadze, co odróżniało je od beztroski głównego nurtu odreagowującej wojenne horrory popkultury.

Z opowieścią o tangu nierozerwalnie związany jest bandoneon. Podczas sylwestrowego koncertu wysłuchamy zatem najbardziej utalentowanych bandoneonistów współczesnej sceny – spadkobierców legendy tango nuevo Juana José Mosaliniego. Swój warsztat zawdzięcza mu na pewno jego syn – Juanjo Mosalini, a do grona uczniów mistrza z dumą zaliczają się również Simone Tolomeo i Carmela Delgado. Z Grand Tango Orchestra Mosaliniego grał również Lysandre Donoso, który odziedziczył pierwszy bandoneon po pochodzącym z Polski dziadku. W koncertach argentyńskiego mistrza brała udział również wokalistka Sandra Rumolino, która debiutowała w słynnym paryskim kabarecie Les Trottoirs de Buenos Aires.

Znakomici muzycy wykonają najsłynniejsze i najpiękniejsze zarazem tradycyjne tanga. Nie zabraknie klasycznych kompozycji Anîbala Troilo, Carlosa Gardela czy przebojowej La cumparsita Urugwajczyka Gerarda Matosa Rodrígueza. W drugiej części koncertu wysłuchamy suity samego Astora Piazzolli – fantastycznej Las cuatro estaciones porteñas. Utwór ów znany jest pod polskim tytułem Cztery pory roku w Buenos Aires, tymczasem zawarte w oryginale hiszpańskie określenie porteño nasuwa interesujący kontekst: oznacza bowiem osobę zamieszkującą miasto portowe. Miastem takim jest właśnie Buenos lub… Wrocław. 

Koncert 31 grudnia


Program:

Wybór tradycyjnych tang argentyńskich:
O. Tarantino Ciudad triste
A. Troilo Desencuentro (sł. C. Castillo)
A. Pontier Trenzas (sł. H. Expósito)
G.M. Rodríguez La cumparsita
N. Marconi Negro nacarado 
A. Troilo Romance de Barrio 
R. Garello Bien al mango 
C. Gardel, A. Le Pera Volver
A. Piazzolla Balada para mi muerte (sł. H. Ferrer)
O. Ruggiero Bordoneo y 900  
***
A. Piazzolla Cuatro estaciones porteñas (oprac. na bandoneon i smyczki J. Mosalini)
L. Teruggi Queda una estrella – suita na bandoneon, fortepian i smyczki (dedykowana Juanowi José Mosaliniemu)

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce solo, prowadzenie
Juanjo Mosalini – bandoneon
Carmela Delgado – bandoneon
Lysandre Donoso – bandoneon
Fabrizio Colombo  – bandoneon
Sandra Rumolino – śpiew
Diego Aubia – fortepian
Leonardo Teruggi – kontrabas
NFM Orkiestra Leopoldinum

Czas trwania: 120 minut, Sala Główna NFM


„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty