Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Verdi, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Verdi, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 września 2025

Maciej Krzysztyniak – Wieczór wspomnień w Operze Wrocławskiej

 „Jest coś w głosie operowym, co dociera do duszy, jakby pochodziło z innego świata.” – Luciano Pavarotti

Opera Wrocławska i Stowarzyszenie Towarzystwo Teatralne zapraszają Państwa na wyjątkowy koncert poświęcony pamięci jednego z najwspanialszych artystów w historii sceny Opery Wrocławskiej – Macieja Krzysztyniaka, wybitnego barytona, który przez dekady poruszał serca publiczności swoją interpretacją, głosem i obecnością sceniczną. Zmarł 9 października 2023 roku, tuż przed jubileuszem 40-lecia swojej pracy artystycznej. Ten wieczór będzie hołdem złożonym jego talentowi, pasji i oddaniu muzyce.

Maciej Krzysztyniak jako Twvje Mleczarz w "Skrzypku na dachu",
fot. materiały prasowe

Maciej Krzysztyniak był nie tylko znakomitym śpiewakiem, ale również duszą Opery Wrocławskiej – artystą o wyjątkowej wrażliwości, charyzmie i głębokim człowieczeństwie. Absolwent Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu (klasa śpiewu prof. Eugeniusza Sąsiadka i Macieja Witkiewicza), przez lata stworzył niezapomniane kreacje w operach Verdiego, Pucciniego, Bizeta, Wagnera, Moniuszki czy Donizettiego. Publiczność pokochała go jako Rigoletta, Nabucca, Germonta, Jagona, Barnabę, Tewjego Mleczarza, Angelottiego czy Marcella.

W swoim bogatym repertuarze miał blisko 30 głównych partii operowych, a jego występy zapisały się w pamięci zarówno polskich melomanów, jak i widzów z zagranicy – artysta występował gościnnie m.in. w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Holandii i Szwajcarii. Był również laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in. „Złotej Iglicy”, Brązowego i Srebrnego Krzyża Zasługi, Medalu Gloria Artis oraz tytułu „Diamentu Wrocławia”.

Aria Tewjego „Gdybym był Bogaczem”

Podczas koncertu wspomnieniowego usłyszą Państwo arie i duety z oper, które stanowiły fundament jego artystycznego świata – wykonane przez przyjaciół, kolegów ze sceny, śpiewaków Opery Wrocławskiej oraz zaproszonych gości. 

Wystąpią:

Maria Rozynek

Barbara Bagińska

Dorota Dutkowska

Katarzyna Haras

Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak

Joanna Moskowicz

Jadwiga Postrożna

Zdzisław Madej

Aleksander Zuchowicz

Jacek Jaskuła

Tomasz Łykowski

Łukasz Motkowicz

Łukasz Rosiak

Tomasz Rudnicki

Katarzyna Neugebauer-Jastrzębska

Ivan Zhukov

Prowadzenie wieczoru:

Izabella Starzec i Jacek Jaskuła


Program koncertu:

Gaetano Donizetti (1797-1848)

Duet Adiny i Dulcamary Come s'en va contento... quanto amore! z opery Napój miłosny


Gaetano Donizetti (1797-1848)

Aria Malatesty Bella siccome un angelo z opery Don Pasquale


Wolfgang Amadeus Mozart (1756-1791)

Tercet Dorabelli, Fiordiligi i Don Alfonso Soave sia il vento z opery Così fan tutte


Richard Wagner (1813-1883)

Aria Erdy Weiche, Wotan, weiche! z opery Złoto Renu


Georges Bizet (1838-1875)

Habanera z opery Carmen


Georges Bizet (1838-1875)

Kuplety Torreadora z opery Carmen


Georges Bizet (1838-1875)

Duet Carmen i Escamilla Si tu m'aimes, Carmen z opery Carmen


Gioacchino Rossini (1792-1868)

Aria Izabeli Cruda sorte! z opery Włoszka w Algierze


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Aria Germonta Di Provenza il mar, il suol z opery Traviata


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Kwartet Gildy, Maddaleny, Księcia Mantui i Rigoletta Bella figlia dell amore z opery Rigoletto


Camille Saint-Saëns (1835-1921)

Aria Dalili Mon cœur s'ouvre à ta voix z opery Samson i Dalila


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Aria Księżnej Eboli O don fatale z opery Don Carlo


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Duet Don Carlosa i Rodriga Dio, che nell'alma infondere z opery Don Carlo


Giacomo Puccini (1858-1924)

Duet Zakrystiana i Cavaradossiego E Sempre Lava! z opery Tosca


Giuseppe Verdi (1813-1901)

Brindisi Libiamo ne’ lieti calici z opery Traviata

wszyscy wykonawcy

Maciej Krzysztyniak, "Cyganeria" wznowienie 2006 , fot. materiały prasowe

W programie znajdą się także fragmenty zarejestrowanych wykonań Macieja Krzysztyniaka – jego głos, choć już niestety tylko z nagrań, znów rozbrzmi w murach Opery.

Wieczór wzbogacą wspomnienia artystów, dyrygentów, pedagogów i przyjaciół, którzy podzielą się refleksją o człowieku, który przez całe życie służył sztuce. Ten koncert to nie tylko hołd, ale także wspólna chwila zatrzymania – czas dla pamięci, wdzięczności i muzyki, która – jak powiedział Luciano Pavarotti – „dociera do duszy, jakby pochodziła z innego świata”.

Koncert „Maciej Krzysztyniak – Wieczór Wspomnień” dofinansowany jest ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego oraz Gminy Wrocław. Organizatorami wydarzenia są: Stowarzyszenie Towarzystwo Teatralne oraz Opera Wrocławska.

Maciej Krzysztyniak – Wieczór Wspomnień
8 października 2025 | 19:00
Opera Wrocławska, ul. Świdnicka 35
Bilety w cenie 10-70 zł dostępne w Operze Wrocławskiej https://www.opera.wroclaw.pl/1/bilety.php

informacja prasowa

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Gala noworoczna: czarodziejki i czarownice. 4 i 5 stycznia 2019 r. w Narodowym Forum Muzyki

Narodowe Forum Muzyki zaprasza na dwa koncerty "Gali noworoczna: czarownicy i czarodziejki" odbywające się w ramach 4. Festiwalu Noworocznego NFM. Na melomanów czekają wspaniali wykonawcy: Joanna Moskowicz, Ewa Majcherczyk i Anna Borucka oraz NFM Filharmonia Wrocławska pod dyrekcją Bassema Akiki.

Joanna Moskowicz, fot. Małgorzata Chrastek
Na początku nowego roku zastanawiamy się, co przyniesie przyszłość. Nie tylko my dalibyśmy sporo, aby dowiedzieć się, co nas czeka – wielu bohaterów oper uciekało się do różnych sposobów, by odkryć tajemnice jutra. Ich fascynujące historie przybliżą nam gwiazdy młodego pokolenia sceny operowej, wrocławscy filharmonicy oraz dyrektor Festiwalu Noworocznego NFM – brawurowy dyrygent Bassem Akiki.

Znana z doskonałych umiejętności aktorskich sopranistka Joanna Moskowicz dwa lata temu zdobyła Nagrodę im. Jana Kiepury dla najlepszej śpiewaczki. Ewa Majcherczyk (sopran liryczno-koloraturowy) partie bohaterek, w które wcieli się tego wieczoru, wykonywała nieraz w ojczyźnie opery – we włoskich teatrach. Anna Borucka wygrała III Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. Andrzeja Hiolskiego w Kudowie Zdroju, a w 2017 roku zadebiutowała w prestiżowej Semperoper w Dreźnie. Wszystkie diwy błyszczą nie tylko talentem, lecz także urodą. Galę jak co roku poprowadzi Bassem Akiki.

Odczytywaniem przyszłości z kart parają się Cyganki w operowym superprzeboju Carmen. Koleżanki głównej bohaterki dowiadują się o czekających je miłości i bogactwie, ale Carmen przepowiadają dramatyczny los. Wiele operowych postaci udaje się po wróżby do czarownic, choćby starej Indianki w operze Bal maskowy, która rozgrywa się w Ameryce (choć została zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami ze Szwecji). Niektórym wiedźmy same wchodzą w drogę – zapowiedź przyszłych wydarzeń mąci spokój Makbeta, a charakter mrocznych osobistości oddaje muzyka baletowa Giuseppe Verdiego. Najsłynniejszy kompozytor operowy nieraz inspirował się twórczością Szekspira – w czasie gali usłyszymy także jego wzruszającą modlitwę Desdemony z Otella. Natomiast Tytania ze Snu nocy letniej i jej czarodziejski dwór elfów zostaną przywołane w arii z opery Mignon, dzieła Ambroise’a Thomasa.

Czarownice w operach świadczą różne usługi. Tytułowa Rusałka z utworu Antonína Dvořáka przychodzi do Baby Jagi po eliksir, dzięki któremu jej ogon zmieni się w nogi. Mimo że wyśpiewywana lista składników magicznego przepisu może przyprawić o dreszcze (lub nudności), a w warstwie muzycznej kompozytor sięgnął po typowe upiorne motywy, utwór brzmi komicznie i jeśli będziemy się trząść, słysząc Čury mury fuk, to ze śmiechu, nie ze strachu. Operą zanurzoną w nieprawdopodobnym świecie magii jest uwielbiany przez publiczność Czarodziejski flet. Partia złowrogiej, ale jakże pięknie śpiewającej Królowej Nocy jest popisową rolą Joanny Moskowicz. Groźnymi bohaterkami są też wiły – duchy kobiet, które porzucone przez swych wybranków, zmarły ze zgryzoty i mszczą się teraz na nich.

Dramatycznymi postaciami są także Azucena z Trubadura, której arię wykona Anna Borucka, księżniczka Eboli z Don Carlosa, która przeklina własną urodę, i niewolnica Liu z Turandot, baśniowej opery Giacoma Pucciniego. Bajkowy nastrój towarzyszy również Opowieściom Hoffmanowskim, z których pochodzi bardzo trudna i przezabawna aria lalki Olimpii: „artystkę” w trakcie występu trzeba nakręcać, żeby mogła śpiewać dalej.

Równie pogodne w charakterze są cztery musicalowe piosenki, które znalazły się w programie. Bohaterowie Facetów i laleczek wykorzystują wróżbiarskie rekwizyty – karty i kości – zgodnie z ich podstawowym przeznaczeniem: do hazardu. Bohaterki Calamity Jane wyśpiewują o czarodziejskim kobiecym dotyku, który więcej może niż zaklęcia i różdżki (ów szósty zmysł kobiety to w tej piosence po prostu umiejętność sprzątania). Natomiast rywalki z Pal Joey dochodzą w duecie do wniosku, że nie ma co walczyć o mężczyznę, który nie jest tego wart. Koncert zakończy trio sióstr ze Skrzypka na dachu: dzierlatki przedrzeźniają swatkę, postać podobną trochę do czarodziejek i czarownic – samotną, starszą kobietę, która nie wiadomo kiedy i skąd przyprowadza pannom mężów.

Niezależnie od tego, czy wierzymy w bajkowy świat czy stąpamy twardo po ziemi, czy chcielibyśmy poznać przyszłość, a może wolimy, by los robił nam (miłe) niespodzianki – wszyscy ulegniemy czarowi gali noworocznej.

4 i 5.01.2019, piątek i sobota, godz. 19:00
NFM, Sala Główna
Gala noworoczna: czarownicy i czarodziejki

Wykonawcy:
Bassem Akiki – dyrygent
Joanna Moskowicz – sopran
Ewa Majcherczyk – sopran
Anna Borucka – mezzosopran
NFM Filharmonia Wrocławska
Marcin Majchrowski – prowadzenie

Program:
G. Verdi Ave Maria z opery Otello
G. Verdi Re dell'Abisso, affrettati z opery Bal maskowy
W.A. Mozart O zittre nicht, mein lieber Sohn z opery Czarodziejski flet
G. Puccini Tu che di gel sei cinta z opery Turandot
G. Verdi O don fatale z opery Don Carlo
J. Offenbach Les oiseaux dans la charmille z opery Opowieści Hoffmana
G. Bizet Melons! Coupons! z opery Carmen
G. Verdi – muzyka baletowa z opery Makbet                                    
***
G. Puccini La tregenda z opery-baletu Wiły
G. Bizet Les tringles des sistres tintaient z opery Carmen
W.A. Mozart Der Hölle Rache z opery Czarodziejski flet
G. Verdi Stride la vampa z opery Trubadur
A. Thomas Ah, pour ce soir… Je suis Titania z opery Mignon
A. Dvořák Čury mury fuk z opery Rusałka
F. Loesser Marry the Man Today z musicalu Faceci i laleczki (sł. F. Loesser)
S. Fain  A Woman’s Touch z musicalu / from Calamity Jane (sł. P.F. Webster)
R. Rodgers Take Him z musicalu Pal Joey (sł. L. Hart)

J. Bock Oj swatko, swateńko męża mi znajdź z musicalu Skrzypek na dachu (sł. S. Harnick, libretto Joseph Stein)

informacja prasowa

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Koncert Messa da Requiem Verdiego w Narodowym Forum Muzyki

12 kwietnia (piątek) o godz. 19.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert Messa da Requiem Verdiego. Wystąpi Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej pod batutą Jacka Kraszewskiego, soliści oraz Polski Narodowy Chór Młodzieżowy.


Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej, fot. NFM
Jak zauważa muzykolog Carlos Maria Solare, „w Requiem można znaleźć przykłady najpiękniejszej muzyki kompozytora. Śpiewany a capella hymn Te decet i misterne Sanctus świetnie weryfikują poziom techniki chóralnej, czyniąc to w znacznie większym stopniu, niż bardziej efektowne Dies irae. Arie i ansamble bez wątpienia wymagają operowych głosów, ważniejsze jest jednak, by podczas wykonywania utworu śpiewacy wykazali dostateczną powściągliwość i czujność we wzajemnym słuchaniu się”.

Napisanie Messa da Requiem Giuseppe Verdi powziął w 1873 roku, po zgonie podziwianego poety, Allesandra Manzoniego. Z siedmiu części utworu zasadzie miał już wówczas ostatnią – Libera me i niewykorzystany fragment z Don Carlosa, z którego powstała Lacrimosa. Libera me Verdi skomponował już w 1868 roku. Miał to być finał wspólnego dzieła czołowych włoskich kompozytorów, których Verdi na wieść o śmierci mistrza włoskiej opery zaprosił do stworzenia Messa per Rossini. Na skutek intryg dzieła wówczas nie wykonano; przypomniano je dopiero w naszych czasach, w 1988 roku.


Messa da Reguiem wykonano po raz pierwszy w 1874 roku w rocznicę śmierci Allesandra Manzoniego w mediolańskim kościele św. Marka.
(informacja ze strony Filharmonii Śląskiej)



Koncert Messa da Requiem Verdiego
Wykonawcy:
Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej
Jacek Kraszewski – dyrygent
Ewa Vesin – sopran
Bernadetta Grabias – mezzosopran
Tomasz Kuk – tenor
Wojciech Gierlach – bas
Polski Narodowy Chór Młodzieżowy
Agnieszka Franków-Żelazny – przygotowanie chóru

informacja prasowa

piątek, 10 kwietnia 2026

"Falstaff" Verdiego od 17 kwietnia w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej

Już 17 kwietnia  w  Teatrze Wielkim - Operze Narodowej premiera "Falstaffa" Giuseppe Verdiego – dzieła szczególnie wymagającego zarówno pod względem realizacyjnym, jak i wykonawczym, czy dyrygenckim. Reżyserii ostatniego dzieła wielkiego kompozytora podjął się doskonale znany operowej publiczności Marek Weiss. W tym roku reżyser obchodzi jubileusz 50-lecia pracy artystycznej, a premiera nowego spektaklu jest jego 150. inscenizacją teatralną.

Plakat: Adam Żebrowski

"Falstaff jest sumą wszystkich moich doświadczeń. To arcydzieło Verdiego. Arcydzieło bardzo skomplikowane, bardzo trudne, bardzo zawiłe. Verdi powiedział: „Dobra, chcecie koniecznie jeszcze jednej opery? Napiszę coś wesołego, żeby tak współcześnie było”. No i napisał, a pod spód dał to, o co mu naprawdę chodziło – mrok – powiedział reżyser podczas wywiadu.

Opera jest w popularnej tradycji dziełem wesołym, pełnym humoru. Oparta została na postaci Sir Johna Falstaffa znanego z dramatów Williama Szekspira. Verdi, wspólnie z librecistą Arrigiem Boitem, stworzył kompozycję z pozoru lekką w formie, lecz niezwykle precyzyjną dramaturgicznie, opierając się na na sztuce Wesołe kumoszki z Windsoru oraz wybranych scenach z Henryka IV Williama Szekspira.

Nowa inscenizacja w TW-ON z pewnością zaskoczy widzów zupełnie innym spojrzeniem na klasyczny tytuł, łącząc szacunek dla tradycji z nowoczesnym językiem scenicznym. Ostatnie dzieło Verdiego rozumiane jest jako komedia o grubym opoju, który cynicznie uwodzi dwie kobiety i zostaje przez nie dotkliwie ukarany. Kiedy jednak prześledzi się wnikliwie szekspirowski pierwowzór i przeanalizuje dokładnie niezwykłe bogactwo motywów muzycznych, odnajdzie się drugie mroczne dno tajemniczego dzieła, które sędziwy, spełniony kompozytor pisał świadomie jako swoje pożegnanie z ogromnym dorobkiem, własnym imponującym życiem i światem, który z filozoficznym przymrużeniem oka ocenił jako bolesny żart stwórcy z ludzi i ich poczynań.

Robię spektakl o tym, że ani wolność nie jest dana na zawsze, ani honor, ani wszystkie inne wartości. Falstaff jest sumą wszystkich moich doświadczeń – opowiada Marek Weiss –powiedziałem sobie, że będzie moim ostatnim spektaklem.

Finał opery zawiera słynne przesłanie: Tutto nel mondo è burla (Wszystko na świecie jest żartem), które jednocześnie jest ostatnią puenta znakomitego kompozytora.

Spektakl przygotowany został przez uznany zespół realizatorów, a na scenie wystąpią wybitni soliści, chór oraz orkiestra Teatru Wielkiego - Opery Narodowej poprowadzona przez maestro Patricka Fournilliera.


Obsada:

Falstaff - Sergio Vitale / Mateusz Michałowski

Ford - Stanislav Kuflyuk / Stepan Drobit

Alice Ford - Aleksandra Orłowska / Natalia Rubiś

Nanetta - Hanna Sosnowska-Bill / Hanna Okońska

Fenton - Nico Darmanin / Ioan Hotea

Mrs Quickly - Deniz Uzun / Valentina Pluzhnikova

Meg Page - Monika Ledzion-Porczyńska / Elżbieta Wróblewska

Dr Caius - Wojciech Parchem / Zbigniew Malak

Bardolfo - Mateusz Zajdel / Piotr Maciejowski

Pistola - Remigiusz Łukomski / Jakub Szmidt

Realizatorzy:

Dyrygent - Patrick Fournillier

Reżyseria - Marek Weiss

Scenografia - Wiesław Olko

Kostiumy - Paprocki Brzozowski

Choreografia i współpraca reżyserska - Izadora Weiss

Reżyseria świateł - Katarzyna Łuszczyk

Projekcje video - Bartek Macias

Przygotowanie chóru - Łukasz Hermanowicz

Casting director - Izabela Kłosińska

Współpraca realizatorska - Łukasz Kwietniewski


Falstaff
Premiera - 17 kwietnia 2026

Kolejne spektakle - 18/19/24/26/26 kwietnia 2026

Sala Moniuszki

informacja prasowa

informacja prasowa

środa, 19 września 2018

53. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans: Wyzwolenie /relacja/

Od 7. do 16. września Wrocław żył piękną muzyką - w tym czasie trwał 53. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans. Tematem przewodnim było WYZWOLENIE. 



Metaforyczny, wieloznaczny sens tego słowa pozwolił zaprezentować różne oblicza wyzwolenia - począwszy od wyzwolenia z niewoli narodowej, osobistej, na uwolnieniu od trudów egzystencji kończąc.

Program tegorocznego festiwalu przywołuje wiele wydarzeń historycznych, które przypominają nam, jak blisko jest od chwały do hańby, od swobody do zniewolenia - napisał o programie festiwalu Andrzej Kosendiak, jego Dyrektor Generalny. Świętujmy zatem polski jubileusz w poczuciu nie tylko wdzięczności, ale i odpowiedzialności za dziedzictwo, które pozostawili po sobie nasi przodkowie.

Z kolei Giovanni Antonini, Dyrektor Artystyczny festiwalu, zwracał uwagę na rozmaite aspekty wyzwolenia, w tym na wyzwolenie od norm moralnych, społecznych i obyczajowych, które nakłada na nas kultura. Zaprosił także słuchaczy do refleksji nad tym, czy naprawdę chcemy być wolni:

Od czego pragniemy się wyzwolić? - pytał. Ile wysiłku jesteśmy w stanie włożyć w wywalczenie niezależności? Niech do refleksji natchnie nas muzyka będąca zawsze przestrzenią wolności.

Obecność na koncertach była zatem nie tylko wypełniona słuchaniem muzyki, lecz miała charakter aktywnego uczestnictwa w  tym, co proponowali wykonawcy, kompozytorzy, dyrygenci, a co przekładało się w jakimś sensie na własne doświadczenia.


Król Roger": Czy można wyzwolić się od Natury?


Festiwal rozpoczęła opera Karola Szymanowskiego: "Król Roger". Choć rzadko wystawiana, we Wrocławiu znana jest dobrze dzięki Mariuszowi Trelińskiemu, który w roku 2011 wyreżyserował ją na deskach Opery Wrocławskiej. Jak pisał o tym spektaklu Tomasz Cyz:

"Reżyser rezygnuje z historycznych wątków Króla Rogera. Odchodząc od jednoznacznego określenia czasu i miejsca akcji, stara się wydobyć realistyczny wymiar dzieła, pokazuje świat władzy – nie zhierarchizowanej jak w średniowieczu, lecz równie autorytarnej. Koncentruje się na współczesnym człowieku, atrybutami Rogera (Andrzej Dobber), władcy surowego, ale sprawiedliwego, czyni garnitur i ciemne okulary. Roksana (Aleksandra Buczek) zachowuje się uwodzicielsko i wyzywająco.  W tak skonstruowany świat wkracza Pasterz, który porywa tłumy… Wrocławska inscenizacja Króla Rogera razem z La Bohème, przynależy do drugiego okresu – „realizmu magicznego” – w którym świat przedstawiony nie przestaje nasycać się symbolami i archetypami, ale w którym człowiek przestaje być tylko figurą, alegorią, maską, zyskuje ciało zanurzone w realnym dzisiaj".

Dodajmy, że tamten spektakl wydobywa ukryty, homoseksualny podtekst dzieła (spokrewnieni ze sobą obaj autorzy libretta: Jarosław Iwaszkiewicz i Karol Szymanowski) byli homoseksualni), szczególnie w scenie dionizyjskiej orgii.

W przypadku opery zaprezentowanej na Festiwalu Wratislavia Cantans mieliśmy do czynienia z wersją koncertową, ale także - co należałoby podkreślić - główny konflikt pomiędzy Kulturą a  Naturą odnosi się do nietscheańskiej opozycji pomiędzy tym, co platońskie, a tym, co dionizyjskie.

Roger II, mozaika, La Partorama, Palermo, Wikipedia

Opera "Król Roger" powstała pod wpływem fascynacji Karola Szymanowskiego antykiem i orientem, a także filozofią Wschodu, które przejawiały się nie tylko w jego twórczości kompozytorskiej, ale również pisarskiej. Kompozycje muzyczne: Mity, III Symfonia, Maski i Metopy sąsiadują w jego dorobku z powieścią Efebos. Niepoślednią rolę w powstaniu opery odegrała ujrzana w Palermo średniowieczna mozaika przedstawiająca króla Rogera II. Ten istotny impuls oraz spotkanie z piszącym kuzynem, Jarosławem Iwaszkiewiczem, zdecydowało, że powstało libretto, z którego jednak kompozytor był niezbyt zadowolony i dokonał w nim licznych poprawek. Opera miała swoją prapremierę 19 czerwca 1926 roku. Rolę tytułową kreował Eugeniusz Mossakowski, partię królowej Roksany zaśpiewała siostra kompozytora, Stanisława Korwin-Szymanowska, a orkiestrą dyrygował Emil Młynarski. Recenzje były bardzo pochlebne, pomimo że opera nie zachwyciła słuchaczy.


Mariusz Kwiecień (tenor), tytułowy Król Roger pod batutą maestro Jacka Kaspszyka,
podczas 53. MF Wratislavia Cantans, fot. Łukasz Rajchert

Akcja "Króla Rogera" rozgrywa się na Sycylii około 1150 roku. W I akcie (tzw. bizantyjskim) podczas nabożeństwa w katedrze król Roger wraz z żoną Roksaną i doradcą Edrisim dowiadują się, że Kościołowi zagraża założyciel nowej religii, młody piękny Pasterz. Na życzenie króla młodzieniec zostaje przyprowadzony do świątyni i oskarżony o obrazę boską. Tłum żąda osądzenia i skazania go na śmierć, ale król, Roksana i Edrisi są pod wielkim wrażeniem jego łagodności i pokory. W rezultacie Roger daruje mu wolność, ale nakazuje stawić się na sąd.

W akcie II (tzw. orientalnym) król wyznaje Edrisiemu swoje obawy o uczucia Roksany, która wstawiła się za Pasterzem. Tymczasem Pasterz rzuca czar na Roksanę i na dworzan, którzy dołączają się do upojnego tańca miłości. Król zachowuje jednak spokój i rozkazuje uwięzić Pasterza. Ten z łatwością zrywa ciężkie łańcuchy i wzywa ludzi, aby udali się z nim do kraju wiecznej wolności. Wszyscy, w tym Roksana, podążają za nim. Tylko Roger i Edrisi pozostają w pałacu. Król rezygnuje z tronu i jako pielgrzym udaje się na poszukiwanie żony i Pasterza.

Joanna Zawartko jako Roksana (sopran) i Arnold Rutkowski jako Pasterz (tenor),
fot. Łukasz Rajchert 
Akt III (tzw. helleński) rozgrywa się w ruinach antycznego teatru w Syrakuzach. Po długiej wędrówce dotarli tu Roger i Edrisi. Król wzywa Roksanę, a ona odpowiada mu najpierw z daleka, by wreszcie pojawić się przed nim i sławić kult Pasterza. Wkrótce Pasterz w swej prawdziwej postaci - Dionizosa - wkracza do amfiteatru. Pełen zachwytu Roger wznosi hymn na cześć wschodzącego słońca. To rodzaj credo wyzwolonego człowieka, który znalazł odpowiedź i któremu udało się uwolnić od dramatycznego rozdarcia..


od lewej: Mariusz Kwiecień (król Roger), Joanna Zawartko (Roksana), Arnold
Rutkowski (Pasterz), Jacek Kaspszyk (dyr.), fot. Łukasz Rajchert

Poprowadzić tak skomplikowaną materię: solistów, orkiestrę, liczne chóry  - było z pewnością wyzwaniem nie lada, ale maestro Jacek Kaspszyk poradził z tym sobie znakomicie. Z pewnością pomogło mu w tym doświadczenie - w 2003 roku nagrał tę operę dla wytwórni Accord, a towarzyszyli mu wtedy równie wspaniali wykonawcy, m.in. Wojciech Drabowicz (baryton) jako król Roger, Olga Pasiecznik (sopran) jako Roksana i Piotr Beczała (tenor) jako Pasterz. Lata pracy z Filharmonią Wrocławską także wydały swoje owoce. Dość wspomnieć pamiętny koncert IV Symfonii A. Brucknera czy porywającą "Symfonię Tysiąca" G. Mahlera.

Także i tym razem całość wypadła znakomicie. Można bez większej przesady powiedzieć, że tegoroczna Wratislavia zaczęła się od wysokiego C. Wybitny baryton Mariusz Kwiecień w roli króla Rogera był przejmujący, namiętny, pełen niepokoju, bynajmniej nie apolliński. Można by powiedzieć, że śpiewając tę rolę wielokrotnie (m.in. londyńskim Covent Garden, pod batutą sir Antonio Pappano), miał szansę i czas, aby do niej dojrzeć i to było słychać we wrocławskiej interpretacji. Arnold Rutkowski (tenor) w roli Pasterza miał również możliwość zaprezentowania swoich wielkich możliwości. Taka wspaniała rola! Mnie najbardziej ujął śpiew Joanny Zawartko - cudownie brzmiący sopran, który zauroczyłby każdego. I choć partie były do zaśpiewania i interpretacji niełatwe, to jednak w jej wykonawstwie znalazły prawdziwą, pełną uczuć i namiętności Roksanę. Mnie w każdym razie ten "Król Roger" wyzwolił od obaw, że jestem głucha na kompozycje Karola Szymanowskiego. :-)

"Madame Curie" - wyzwolenie od dominacji mężczyzn, wolność wewnętrzna 


Madame Curie, fot. Karol Sokołowski, NFM

Opera została skomponowana przez Elżbietę Sikorę na zamówienie Państwowej Opery Bałtyckiej w 2011 roku, Roku Chemii, którego patronką była wybitna polska uczona, Maria Curie-Skłodowska. Autorką libretta jest Agata Miklaszewska (ta od "Metro"), której udało się uniknąć publicystyki, ponieważ pokazała Marię jako pełnowymiarowego człowieka, targanego uczuciami oraz wątpliwościami co do tego, czy jej odkrycia nie staną się zagrożeniem, zamiast, jak tego pragnęła, służyć dobru ludzkości. Całość została pomyślana jako sen bohaterki, w którym przeszłość, teraźniejszość i przyszłość wzajemnie się przenikają.

"Piękna, dramatyczna postać z krwi i kości. Taką chcemy ją pokazać i taką kochać" - powiedział o bohaterce opery jej reżyser Marek Weiss.

"Madame Curie" miała premierę 15 listopada 2011 roku w sali UNESCO w Paryżu. Blisko siedem lat po premierze mogliśmy ją zobaczyć w tym kształcie i z tą samą wykonawczynią w roli Marii - Anną Mikołajczyk (sopran). Również pozostali wykonawcy, podobnie jak dyrygent - Wojciech Michniewski, byli ci sami. We wrocławskiej wersji opery wzięła także udział NFM Filharmonia Wrocławska, co wydaje się być oczywiste. 

Madame Curie, fot. Karol Sokołowski, NFM

To był niezwykły wieczór i niezwykłe wykonawstwo. Największe wrażenie robiła jednak muzyka Elżbiety Sikory - takiej skali uczuć, bogactwa emocji dawno we współczesnej muzyce nie słyszałam. A przy tym cienia banału. Gwałtowne dysonanse i rozwibrowane recytatywy wywoływały skojarzenia z ekspresjonizmem, a jednocześnie nie brakowało przynoszących ulgę partii lirycznych. Psychologiczna, by tak rzec, strona tej muzyki pozwalała zaprezentować całą skalę odczuć Marii przed przeczuwaną śmiercią Piotra (znakomity tenor Paweł Skałuba), poprzez rozpacz z powodu utraty ukochanego, pożegnanie z nim, po wyciszenie i powrót do przepełnionego pracą życia. Maria ciągle się krząta w swoim szarym fartuchu, a jednak nie jest pozbawiona kobiecości. Wspomnienie pierwszej balowej sukni, kolejna namiętność, zmaganie się ze społecznym potępieniem, pogardą mężczyzn-naukowców - wszystko to znajduje swoje odzwierciedlenie w muzyce. Ogromnie podobało mi się także wprowadzenie scen symbolicznych: taniec pięknego białego motyla (Elżbieta Czajkowska-Kłos), który przekształca się w rodzaj ćmy, wreszcie w martwą istotę - sprawia, że utwór zyskuje dodatkowe znaczenia, łącząc harmonijnie muzykę z wieloznacznym, symbolicznym, a przy tym pięknym obrazem, które wzajemnie się dopełniają.

Magdalena Dobosz, fot. Karol Sokołowski, NFM
Owo przenikanie się muzyki - partii solowych i chóralnych - z dźwiękami orkiestry, a także z obrazem scenicznym porwało festiwalową publiczność, która urządziła kompozytorce i wykonawcom owację na stojąco. 

Jasna Góra - duchowa stolica Polaków

O wolności rozumianej w kategoriach wyzwolenia z niewoli można mówić w kontekście niezwykle pięknego koncertu muzyki dawnej: "Duchowa stolica Polski", pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka. Koncert, na który złożyły się kompozycje mało dziś znanego, a przecież wybitnego polskiego kompozytora XVIII wieku, Marcina Józefa Żebrowskiego. To właśnie w klasztorze jasnogórskim zachowały się manuskrypty, w tym autografy jego dzieł. Koncert był szczególny także dlatego, że Magnificat, Rorate coelli i Missa Pastoricia wykonano tak, jak były prawdopodobnie prezentowane w czasach kompozytora - na historycznych instrumentach zagrała Wrocławska Orkiestra Barokowa, a partie solowe sopranu wykonywał chłopiec - Jian Hui Mo, z towarzyszeniem Chóru Chłopięcego NFM oraz Chóru NFM.

Koncert Duchowa stolica Polski, pod dyr. Andrzeja Kosendiaka, fot. A. Sokołowski
8 września 1717 roku obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej został uroczyście uhonorowany mocą dekretu papieża Klemensa XI, ale już wcześniej Jasna Góra wraz z cudownym Obrazem była dla Polaków miejscem szczególnie ważnym - właśnie ową duchową stolicą. Klasztor posiadał własną kapelę, a jednym z jej członków był wspomniany Marcin Józef Żebrowski - śpiewak, skrzypek, kompozytor i nauczyciel muzyki. Wiadomości na jego temat są nader skąpe, wiadomo jednak, że kształcił się za granicą (o czym świadczy odnaleziony w Londynie autograf Concerto grosso), a zachowane dokumenty wskazują, że w latach 1748–1765 był zatrudniony w kapeli jasnogórskiej jako świecki muzyk i nauczyciel. Z ksiąg rachunkowych wynika, że jego pensja należała do najwyższych wśród muzyków kapeli, co świadczyłoby o dużym uznaniu, którym się cieszył, a także o wszechstronnym wykorzystaniu jego umiejętności. Wiemy także, że wystąpił wraz z żoną, śpiewaczką Marią Elżbietą, na koncercie z okazji imienin króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, 8 maja 1768 roku w Warszawie.

Koncert Duchowa stolica Polski, pod dyr. Andrzeja Kosendiaka, fot. A. Sokołowski
Był czołowym kompozytorem tamtych czasów, przedstawicielem stylu galant w muzyce sakralnej, co jest najbardziej widoczne w ornamentyce jego linii melodycznych. Jednak w niektórych jego kompozycjach można zauważyć cechy typowe dla późnego baroku, takie jak użycie polifonii (w tym podwójnego kontrapunktu) czy techniki koncertującej. Nawiązywał ponadto do polskiego folkloru muzycznego, np. wykorzystując cechy krakowiaka lub cytując polskie pieśni religijne. W zbiorach Biblioteki Jasnogórskiej przechowywanych jest 31 jego utworów.

Koncert wrocławski miał niezwykły klimat, także za sprawą miejsca, w którym go zaprezentowano - barokowego wnętrza Kościoła im. Najświętszego Imienia Jezus, zwanego powszechnie Kościołem Uniwersyteckim, z racji jego sąsiedztwa. Najpierw wysłuchaliśmy przepięknego Magnificat, które swoją urodą doprawdy nie ustępowało kompozycji Jana Sebastiana Bacha. Szczególnie piękne były arie, zwłaszcza Quia recet nihil magna oraz Fecit potentiam z towarzyszeniem koncertującej trąbki, mówiąca o Bogu Izraela, który "okazał moc Swego ramienia". Pięknie zabrzmiał także duet sopranu i altu: Deposuit patentes, wraz z koncertującymi obojami. Zresztą posłuchajcie fragmentu:


Marcin J. Żebrowski (1702-1770), Magnificat (cz. 2). Wrocław Vocal Consort 

Wprawdzie to inni wykonawcy, ale daje wyobrażenie, jak piękna jest ta muzyka i moje skojarzenie z Bachem wcale nie jest przesadą.

Po cudownym Magnificat wysłuchaliśmy rorat poświęconych Najświętszej Marii Pannie, by na koniec dać się oczarować Missa Pastoritia - uroczystej mszy na cztery głosy: sopran, alt, tenor i bas, dwoje skrzypiec, dwie trąbki, kotły i basso continuo.


Missa Pastoritia powstała najprawdopodobniej w latach 1763-1765 i reprezentuje popularny w XVIII w. gatunek mszy pastoralnych, stanowiąc zarazem najwybitniejszy jej przykład z kręgu kultury polskiej. Na szczególną uwagę zasługuje przede wszystkim inwencja i pomysłowość w kształtowaniu linii melodycznej, widoczna szczególnie w częściach solowych" Domino Deus, Qoniam czy Benedictus, a także nawiązujące do barokowej tradycji części polifoniczne Qui tollis i Cum Sancto Spiritu. 
Cała  Missa Pastoritia była olśniewająca, a w sercu na dłużej pozostał końcowy Agnus Dei połączony z Dona nobis pacem...

Różne oblicza wyzwolenia w koncercie  In tempore belli


Wyznam na początku, że ten właśnie koncert szczególnie głęboko zapadł mi w pamięć. Był czymś więcej niż "tylko" koncertem. Była w nim jakaś metafizyka, którą trudno opisać słowem, ale wrażenia owej niezwykłości stało się nie tylko moim udziałem, bo doświadczyło jej więcej osób. 

Koncert In tempore belli, fot. Sławek Przerwa
Koncert rozpoczęła uwertura do opery L`isola dosabitata (Wyspa bezludna), z librettem Metastasia, której pierwsze przedstawienie odbyło się dla uczczenia imienin księcia Mikołaja. Uwertura utrzymana w tonie tragicznym, przeznaczona na sopran dramatyczny. Pod wpływem wiadomości, że jej ukochany chce popełnić samobójstwo, Demetria również pragnie śmierci. Tylko ona może przynieść wyzwolenie z sytuacji, w której dobrego wyjścia nie ma. Aria bohaterki tego dramatu pełna jest gwałtownych uczuć, świadczących o tym, że Haydn był mistrzem w odmalowywaniu psychiki postaci.

Druga część koncertu miała dla odmiany lekki, żartobliwy charakter. Zaprezentowano Symfonię fis-moll "Pożegnanie", mającą związek z pewnym zabawnym epizodem w biografii kompozytora. Otóż książę Mikołaj przedłużył pobyt Haydna i orkiestry w pałacu Esterháza, co muzykom nie bardzo przypadło do gustu. Postanowili więc w sposób kulturalny dać temu wyraz. W finale tej kompozycji kolejno kończyli swoje partie, gasili świece i wychodzili. W efekcie dwaj ostatni skrzypkowie z trudem dokończyli utwór. Książę miał na szczęście poczucie humoru i pojął tę aluzję, skutkiem czego nie tylko muzycy, ale cały dwór powrócił do Eisenach. Bywa więc, że można się wyzwolić z opresji uciekając się do mniej drastycznych metod, ba, do metod pokojowych: aluzji i żartu, o ile tylko osoba, do której je adresujemy posiada poczucie humoru. 

 Giuseppina Bridelli (mezzosopran), koncert In tempore belli, fot. Sławek Przerwa

Wrocławska Orkiestra Barokowa pod batutą Giovanniego Antoniniego odtworzyła tamten epizod ku uciesze publiczności. Na szczęście opuścili nas na krótko, byśmy mogli cieszyć serca przepięknym wykonaniem tytułowego utworu tego koncertu: Missa in tempore belli, zwanej "Paukenmesse" (Msza o błogosławionym Bernardzie z Offidy). 
Po raz pierwszy zabrzmiała 25 grudnia 1796 roku w wiedeńskim kościele pijarów, podczas prymicji Josepha Franza von Hoffmanna, którego ojciec pełnił funkcję cesarskiego skarbnika wojennego. Fakt ten, a przede wszystkim okoliczności historyczne (wojna austriacko-francuska) wpłynęły na nietypowe wykonanie mszy, w której Haydn powiększył liczbę instrumentów dętych, a także dodał kotły, tak iż wydaje się, że wojna "przeniknęła" do tego liturgicznego utworu. Znalazło to odzwierciedlenie nie tylko w doborze instrumentów, ale również tonacji (C-dur) oraz w budowie utworu, nawiązującego do formy sonatowej. Do historii przeszło brzmienie Agnus Dei, wielokrotnie "zakłócane" przez tremola kotłów. Jakby kompozytorowi zależało na podkreśleniu, że trwa wojna i wzbudza niepokój wiernych. W tym kontekście finałowe Dona nobis pacem powraca wielokrotnie, brzmiąc szczególnie znacząco i dobitnie. 

Koncert In tempore belli, fot. Sławek Przerwa

Partie solowe są mocno zintegrowane z chórem, jakby kompozytor chciał podkreślić zależność jednostkowych losów od losów całej ludzkości. Na tym tle szczególnie pięknie brzmi solo basu w Qui tollis.W interpretacji Fulio Bettini zabrzmiało szczególnie pięknie i lirycznie. W muzyce sakralnej  bardzo lubię śpiew solowy, jednakże w Missa in tempore belli przeważał śpiew chóralny i to on nadawał tej kompozycji niezwykłą moc. Chór NMF zabrzmiał tego wieczora szczególnie pięknie... Tak pięknie, że fragment utworu ponownie wykonano na bis, co się raczej w przypadku tego rodzaju kompozycji nie zdarza. To był taki szczególny wieczór, kiedy wszyscy artyści oraz panujący nad całością Giovanni Antonini, zabrzmieli jak doskonale harmonijna całość. To się czuło - tę jakąś mistykę chwili, którą nie sposób oddać słowem, ale która pozostanie w uczestnikach na zawsze. Od niej uwolnić się nie można... I chyba nikt by tego nie chciał.

Messa da Requiem Giuseppe Verdiego, czyli wyzwolenie od ziemskiego padołu


53. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans rozpoczął się od wysokiego C i na nim zakończył - na Requiem Verdiego. Pracę nad tym dziełem rozpoczął kompozytor po śmierci Gioacchino Rossiniego w 1868 roku. Miał to być zbiorowy hołd kilku kompozytorów tamtych czasów złożony wybitnemu twórcy. Verdi napisał wtedy końcowe Libera me (Wybaw mnie, Panie), jednakże wówczas nie udało się doprowadzić dzieło do premiery. Dopiero nagła śmierć poety Alessandra Manzoniego w 1873 roku sprawiła, że Verdi rok później poprowadził premierę swego najnowszego dzieła w mediolańskim Kościele św. Marka. Najsłynniejsza powieść Manzoniego: Narzeczeni, z którą Verdi zapoznał się we wczesnej młodości, wywarta na nim, jak sam wyznał, ogromne wrażenie i wpłynęła na jego twórczość. Uwielbienie dla wielkiego pisarza towarzyszyło kompozytorowi przez całe życie.  Ponieważ Verdi był kompozytorem operowym, dysponował charakterystyczną dla tego gatunku stylistyką, co wywołało liczne kontrowersje. Z operą wiążą Requiem również cechy indywidualnego stylu kompozytorskiego Verdiego. Przede wszystkim typ melodyki: bujnej, żywiołowej, śpiewnej. To, co dla współczesnych stanowiło rażące odstępstwo od religijnego wzorca, dziś - w czasach swobodnego przenikania się różnych gatunków i poetyk - wydaje się być zaletą dzieła, dzięki temu brzmi ono oryginalne.

Sir John Eliot Gardiner z Orchestre Révolutionnaire et Romantique, fot.
Łukasz Rajchert
Utwór rozpoczyna żarliwa, błagalna modlitwa, obejmująca Requiem i Kyrie. Po nich następuje Dies Irae - Dzień Gniewu Pańskiego, ewokujący Sąd Ostateczny. Scena ta jest najbardziej rozbudowana i obejmuje dramatyczne partie chóru oraz fragmenty śpiewane solo. Część III, Ofertorium, służy refleksji, wyróżniając się nastrojem skupienia i pięknem pełnych natchnienia melodii. Po niej następuje Sanctus, w formie podwójnej fugi, eksponujący chór. Część V to Agnus Dei, w klimacie spokojnej modlitwy, w którym arie śpiewają sopran i mezzosopran, po nich dołącza chór. Następuje Lux aeterna - część o niezwykle lirycznym, błagalnym charakterze, w wykonaniu mezzosopranu, tenoru i basu. Ostatnia, VII część utworu, to Libera me, również bardzo rozbudowana. Rozpoczyna się dramatycznym recytatywem, po którym powracają poprzednie obrazy dźwiękowe: chóralny Dies irae oraz Requiem, śpiewane tym razem przez sopran z chórem. Powtarza się następnie dramatyczny temat Libera me, przybierając formę monumentalnej fugi . Zakończenie ma jednak nastrój błagalno-modlitewny, nawiązujący do początkowych partii utworu, który w ten sposób zostaje jakby spięty muzyczną klamrą.

Ann Hallenberg (mezzosopran) i Corinne Winters (sopran), fot. Ł. Rajchert

Wykonanie takiego utworu wymaga wyobraźni, muzycznej wrażliwości i doświadczenia. Sir John Eliot Gardiner szczęśliwie wszystko to posiada. W 1995 roku nagrał dla Wytwórni Philips płytę z nagraniem Requiem Verdiego. Towarzyszyła mu wówczas Orchestre Révolutionnaire et Romantique, założona przez niego w 1989 roku. Ci sami wykonawcy zaprezentowali Requiem podczas tegorocznego festiwalu. Czyż mogliśmy marzyć o doskonalszym wykonaniu..? Mamy niezwykłe szczęście, że sir John Eliot Gardiner pojawia się we Wrocławiu coraz częściej i za każdym razem przywozi prawdziwe skarby: dwa lata temu była to Pasja według św. Mateusza, rok temu Powrót Ulissesa do ojczyzny Claudia Monteverdiego.

Sir John Eliot Gardiner i Edgaras Montvidas (tenor), fot. Ł. Rajchert

Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny rok i kolejny festiwal Wratislavia Cantans przyniosą uczestnikom równie wiele wrażeń, wzruszeń i refleksji.

czwartek, 12 października 2017

Krystian Adam Krzeszowiak: Kocham to, co robię /wywiad/

Mój drugi wywiad z Krystianem Adamem przeprowadziłam w 2013 roku, podczas jego wizyty we Wrocławiu na Wratislavia Cantans. Ukazał się na portalu Kulturaonline.

Krystian Adam Krzeszowiak, fot. ze strony artysty

Barbara Lekarczyk-Cisek: Zaśpiewał Pan po raz wtóry na festiwalu Wratislavia Cantans. Poprzednio wykonał Pan arię z wczesnego utworu J.S. Bacha, kantatę „Z głębokości…”, pod batutą Giovanni Antoniniego. W tym roku zaśpiewał Pan kompozycję Zelenki. Z tego, co mi wiadomo, poznał Pan Maestro Antoniniego już wcześniej…

Krystian Adam Krzeszowiak: Tak, z Giovannim Antoninim zetknąłem się na festiwalu w Insbruku, gdzie wystąpiłem w operze Vivaldiego ”Ottone in villa”. Było to dla mnie wówczas wielkie wydarzenie. Antonini i jego zespół Il Giardino Armonico są dla mnie do tej pory niedościgłym wzorem wykonawstwa muzyki barokowej. Później śpiewałem pod jego batutą Bacha, Händla… Jeździliśmy z tym programem po całej Europie i w końcu zaśpiewałem Bacha we Wrocławiu.

Proszę nam wobec tego zdradzić, jak się pracuje z Antoninim?

Początkowo wydawał mi się bardzo zdystansowany i miałem wrażenie, że nie dopuszcza zbyt blisko do siebie ludzi. Zwracałem się więc do niego z wielkim szacunkiem: ”Maestro”. Aż któregoś dnia, gdy wykonywałem arię z ”Il trionfo del Tempo” Händla, powiedział do mnie z bardzo poważną miną, że moja interpretacja nie jest dobra. Struchlałem i poczułem się już zwolniony. A wtedy Antonini zaczął się śmiać i zrozumiałem, że żartuje, abym nie czuł się tak spięty. Od tej pory traktuję go jak przyjaciela. Poza tym świetnie się z nim pracuje. To jest dyrygent, który wie, czego chce i jak to osiągnąć. Świetny muzyk, znakomity dyrygent – po prostu geniusz!

A jak wyglądają próby? Czy Antonini sugeruje pewne interpretacje, czy raczej akceptuje to, co proponuje wykonawca?

Na początku zawsze słucha, co mam do powiedzenia i albo się z tym zgadza, albo niekoniecznie. Robi jednak uwagi w sposób delikatny, sugerując raczej inną interpretację, niż ją narzucając. Nie jest typem dyktatora. Wie wprawdzie, czego oczekuje, ale pozwala też innym współtworzyć. Sądzę, że dobry dyrygent potrafi dostrzec, co jest mocną stroną śpiewaka czy muzyka i wykorzystać to. Jeżeli ktoś ma piękne legato, to nie przyśpiesza tempa, lecz próbuje je pokazać.

Miał Pan także okazję współpracować z czeskim dyrygentem Václavem Luksem, który zaprezentował na tegorocznym festiwalu Wratislavia Cantans dwie kompozycje Jana Dismasa Zelenki.

Krystian Adam (po prawej), koncert pod dyr. Václava Luksa, 2013 r.
Po raz pierwszy śpiewałem kompozycję Zelenki z Václavem w Pradze w 2013 roku. Była to ”Melodrama de Sancto Wenceslao”, dzięki której odkryłem geniusz tego kompozytora. Václav to kolejny dyrygent, z którym świetnie się czuję i porozumiewam. Jest bardzo słowiański. I jest pracoholikiem. Kiedy z nim pracowałem, był na każdej próbie, od rana do wieczora. A kiedy skończył się tydzień, zaproponował… próbę w niedzielę. Udałem entuzjazm. Później okazało się, że próba w warunkach domowych była wspaniałą przygodą i dała mi dużo energii. Zupełnie nie czułem zmęczenia, podobnie jak pozostali śpiewacy.

To jest możliwe chyba tylko wówczas, gdy się coś kocha…

Tak, to prawda. Nie traktuję tego jako żmudnej pracy, choć bywa, że jest to ciężki kawałek chleba. Najczęściej jednak nie czuję, żebym pracował, bo naprawdę kocham to, co robię.

Mimo ukończonych studiów w Polsce i we Włoszech, ciągle Pan pracuje nad swoim głosem. Sądzę też, że współpracując z wybitnymi dyrygentami i śpiewając różnorodny repertuar rozwija Pan ciągle swoje możliwości.

Rzeczywiście, miałem szczęście współpracować z najwybitniejszymi. Ze zmarłym niedawno Claudio Abbado miałem zaśpiewać niewielki utwór, a ostatecznie wykonałem wszystkie partie tenorowe w „Dixit Dominus” Pergolesiego. Przez wiele lat pracowałem w Lugano z Diego Fasolisem, który jest nie tylko tytanem pracy i dyrygentem, ale także wspaniałym… malarzem, artystą wielostronnie uzdolnionym. Współpracowałem również  z Fabio Biondi przy “Philemon und Baucis” Haydna oraz z Janem Adamusem i Capella Cracoviensis.

Ostatnio występowałem z sir Eliotem Gardinerem  w “Vespers of 1610” C. Monteverdiego w Cambridge, Barcelonie i na festiwalu w Salsburgu. Gardiner jest szalenie sympatyczny prywatnie, ale jednocześnie bardzo wymagający w pracy. Próby do Monteverdiego trwały po siedem godzin dziennie i pewne partie ćwiczono wielokrotnie. Później Gardiner zaproponował mi przesłuchanie do ”Orfeusza” Monteverdiego. Przygotowywałem się intensywnie przez miesiąc. Kiedy po przesłuchaniu wsiadłem ledwo żywy do samolotu, marząc tylko o tym, aby nieco odpocząć, ktoś dotknął mego ramienia. Okazało się, że był to Maestro, który oznajmił mi, że nad jedną z arii muszę jeszcze popracować, ale reszta jest dobra. I tak zostałem Orfeuszem. Ostatnim wielkim śpiewakiem, który wykonywał tę rolę, był zmarły przed kilku laty Anthony Rolfe Johnson…
Zanim jednak wyjadę na turnee z Eliotem Gardinerem Stanów, ruszam do Covent Garden w Londynie, gdzie zaśpiewam “Idomeneo” Mozarta pod batutą Marka Minkowskiego.

Wspaniałe plany! A jak postrzega Pan Wratislavia Cantans z punktu widzenia człowieka, który śpiewa na wielkich scenach całego świata?

Jeszcze niedawno wiele osób nie znało tego festiwalu. Od pewnego czasu jednak chętnie tu przyjeżdżają. I to wielkie nazwiska! Festiwal jest świetnie przygotowany. Jestem pełen uznania dla dyrektora Andrzeja Kosendiaka i dla obecnego dyrektora artystycznego – Giovanniego Antoniniego.

Dziękuję za rozmowę i – mam nadzieję – do zobaczenia na kolejnym, jubileuszowym festiwalu Wratislavia Cantans.



Krystian Krzeszowiak (ps. artystyczny Krystian Adam)
Urodzony w Jaworze, ukończył Akademię Muzyczną we Wrocławiu, w klasie prof. Bogdana
Makala. Studiował w Conservatorio „G. Verdi” w Mediolanie u prof. Rity Orlandi-Malaspiny oraz w Accademia Internazionale della Musica di Milano. Zadebiutował w partii Almavivy w „Cyruliku Sewilskim“ Rossiniego w Gliwickim Teatrze Muzycznym.
Występował w Teatro alla Scala w Mediolanie, Teatro La Fenice w Wenecji, Arena di Verona
Teatro Filarmonico w Weronie, Teatro Carlo Felice w Genui, Teatro Olimpico w Vicency, Teatro  G. Verdi w Pizie, Accademia Nazionale di Santa Cecilia w Rzymie, a także w Paryżu, Londynie, Stanach Zjednoczonych i Chinach.

wtorek, 11 kwietnia 2023

4. Festiwal Polskiego Radia Chopin

W środę, 12 kwietnia, rozpoczyna się 4. Festiwal Polskiego Radia Chopin, który odbędzie się w Pałacu Myśliwskim Książąt Radziwiłłów w Antoninie. Hasło tegorocznego wydarzenia brzmi: „Chopin i generacja romantyczna”. Pianistyczne recitale potrwają do 16 kwietnia. Transmisje wszystkich wydarzeń na antenie Polskiego Radia Chopin.


Wszystkie wydarzenia 4. Festiwalu Polskiego Radia Chopin będą dostępne na antenie Polskiego Radia Chopin od 12 do 16 kwietnia od godziny 19.00. Pół godziny przed wszystkimi koncertami rozpoczynać się będą – także transmitowane na antenie – prelekcje.  W tym roku prelegentami będą znani z anteny Polskiego Radia Chopin dziennikarze – Magdalena Sawicka, autorka pasma Arcydzieło miesiąca i gospodyni cotygodniowych video-serwisów kulturalnych Polskiego Radia Chopina oraz Jakub Puchalski, znany z pasma Czarne na białych, a ostatnio także jako autor najświeższej, wydanej przed kilkunastoma tygodniami przez Polskie Wydawnictwo Muzyczne monografii Fryderyka Chopina. Wszystkie koncerty poprowadzi dziennikarz radiowej Dwójki – Marcin Majchrowski, stale współpracujący z Polskim Radiem Chopin m.in. jako twórca cyklu Interpretacja niejedno ma imię: Chopin historyczny czy współczesny? 

O roku, tym, czym była określona w haśle tegorocznego Festiwalu kompozytorska generacja, prof. Marcin Gmys, Dyrektor Polskiego  Radia Chopin mówi tak: Była to prawdopodobnie najwybitniejsza formacja pokoleniowa w historii muzyki. Nigdy wcześniej, nie wyłączając renesansu, baroku i klasycyzmu, ale także nigdy później, nie zdarzyło się, by na przestrzeni kilku lat (symboliczną datę romantycznej generacji wyznacza rok 1810 - rok urodzin Fryderyka Chopina i Roberta Schumanna) przyszło na świat tak wielu, niezwykle ważnych dla potomności i powszechnie lubianych kompozytorów. Prócz Chopina i Schumanna, we współczesnych filharmoniach i teatrach operowych świata nieustannie prezentowane są przecież również dzieła takich romantycznych tytanów, jak Felix Mendelssohn, Ferenc Liszt, Hector Berlioz, Richard Wagner, Giuseppe Verdi. A to nie wszystkie istotne nazwiska, skoro do największych romantyków zalicza się także twórców nieco starszych Franza Schuberta, Gioacchina Rossiniego, Gaetana Donizettiego czy Vincenza Belliniego. których dzieła również weszły do żelaznego kanonu.

Celem tegorocznego Festiwalu Polskiego Radia Chopin będzie zwięzłe unaocznienie kluczowej roli Fryderyka Chopina dla uformowania się europejskiego romantyzmu. Podczas recitali Beaty Bilińskiej, Julii Kociuban i Zbigniewa Raubo usłyszeć będzie można starannie dobrane fortepianowe kompozycje większości wymienionych powyżej twórców. Kontekst europejski nie będzie jedynym, który dojdzie do głosu w Antoninie: podczas występu reprezentanta najmłodszego pokolenia polskich pianistów – Adama Goździewskiego, muzyka Chopina pojawi się również w otoczeniu twórczości polskich kolegów patrona anteny – Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego oraz Edwarda Wolffa. 

Tradycyjnie podczas festiwali Polskiego Radia Chopin jeden wieczór zarezerwowany został dla muzyki jazzowej. 13 kwietnia w Pałacu Radziwiłłów pojawi się Kuba Stankiewicz, który prócz własnych opracowań pieśni Chopina wykona autorskie reinterpretacje kompozycji młodopolskiego artysty Ludomira Różyckiego. Czwartkowy recital będzie przedpremierową prezentacją mającego się wkrótce ukazać albumu pianisty – „Kuba Stankiewicz inspired by Ludomir Różycki”. 


informacja prasowa


     


środa, 15 stycznia 2025

„Simon Boccanegra” w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej już w lutym 2025 roku na deskach Opery Narodowej

Miłość, zdrada, lojalność i walka o władzę – uniwersalne emocje i dylematy ludzkiej natury są w centrum „Simona Boccanegry”, jednego z arcydzieł Giuseppe Verdiego. W lutym 2025 roku dzieło to powraca na deski Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w zaskakującej odsłonie. Orkiestrę poprowadzi Fabio Biondi, spektakl reżyseruje Agnieszka Smoczyńska.

Agnieszka Smoczyńska, fot. materiały prasowe Opery Narodowej

Reżyserka Agnieszka Smoczyńska, debiutująca w operze, przenosi opowieść o korsarzu, który staje się władcą Genui, do dystopijnego świata dotkniętego katastrofą klimatyczną. Ta nowoczesna interpretacja stanowi zarówno ostrzeżenie przed groźnymi skutkami globalnych zmian, jak i refleksję nad ludzką kondycją w obliczu rozpadu wspólnoty i cywilizacji.

W swoim debiucie Smoczyńska oferuje świeże spojrzenie na operę Verdiego, która opowiada o miłości, zdradzie i walce o władzę. Osadzona pierwotnie w XIV-wiecznej Genui, historia została przekształcona w futurystyczną opowieść o Europie, która przypomina biblijną pustynię – miejsce wypalone przez słońce, pozbawione życia, gdzie natura ustępuje miejsca katastrofie.

Przenosimy „Simona Boccanegrę” w czasy neośredniowiecza, do świata, gdzie idea wspólnoty ulega rozpadowi, a katastrofa klimatyczna staje się rzeczywistością. To przestrzeń, w której główny bohater, Simon, jako korsarz wyniesiony do rangi przywódcy, stara się ocalić szczęście swojej córki nawet za cenę własnego życia. Ta opera, pełna melancholii, miłości i mroku, idealnie współgra z naszymi współczesnymi obawami przed nadchodzącym końcem świata, który wciąż można ocalić – mówi Agnieszka Smoczyńska.

„Simon Boccanegra” to jedna z najbardziej intrygujących oper Giuseppe Verdiego. Choć pierwotnie wystawiona w 1857 roku, uznanie zdobyła dopiero po poprawkach z 1881 roku. Ta mroczna muzyczna opowieść, w której główną rolę odgrywają barytonowe głosy, ukazuje Simona Boccanegrę jako bohatera rozdartego między politycznymi intrygami a osobistymi tragediami.


Giuseppe Verdi: Simon Boccanegra
Premiera 14 lutego 2025 r.
Kolejne spektakle 16/19/21/23 lutego 2025 r.

Teatr Wielki - Opera Narodowa
Scena Moniuszki

Obsada:

Sebastian Catana (baryton) - Simon Boccanegra

Gabriela Legun (sopran) - Amelia Grimaldi

Rafał Siwek (bas) - Jacopo Fiesco

Anthony Ciaramitaro - tenor

Szymon Mechliński (baryton) - Paolo Albiani

Lukas Jakobski (bas) - Pietro

Realizatorzy:

Fabio Biondi dyrygent


Katarzyna Borkowska - scenografia

Robert Bolesto - dramaturgia

Tomasz Jan Wygoda - choreografia

Katarzyna Lewińska - kostiumy

informacja prasowa

czwartek, 21 maja 2026

Koncert Piotra Beczały w Operze Narodowej!

Już 27 maja Teatr Wielki - Opera Narodowa zaprasza na koncert wieńczący zainicjowany przez Dyrektora TWON Borisa Kudličkę cykl "Wielkie Głosy". Jego punktem kulminacyjnym będzie koncert Piotra Beczały –  jednego z najwybitniejszych tenorów współczesnej sceny operowej. Tego wieczoru warszawska publiczność usłyszy fragmenty oper Richarda Wagnera, Giuseppe Verdiego, Giacomo Pucciniego oraz Stanisława Moniuszki w interpretacji artysty.


Piotr Beczała należy do grona najznakomitszych śpiewaków współczesnej sceny operowej. Studiował w Akademii Muzycznej w Katowicach, a swoje umiejętności doskonalił podczas kursów mistrzowskich prowadzonych m.in. przez Jana Ballarina, Senę Jurinac i Dale’a Fundlinga. Karierę rozpoczął w Landestheater w Linzu, a międzynarodową renomę ugruntował dzięki występom na najważniejszych scenach operowych świata, takich jak Metropolitan Opera w Nowym Jorku, wiedeńska Staatsoper, mediolańska La Scala czy Opera Królewska w Londynie.

Artysta współpracował z najwybitniejszymi dyrygentami i reżyserami operowymi, a jego repertuar obejmuje zarówno wielkie role włoskiego, francuskiego i niemieckiego repertuaru operowego, jak i dzieła kompozytorów polskich, w tym Karola Szymanowskiego i Stanisława Moniuszki. Szczególne uznanie przyniosły mu interpretacje ról w operach Giuseppe Verdiego, Giacoma Pucciniego oraz Richarda Wagnera, w tym debiut w roli Lohengrina  podczas Festiwalu Wagnerowskiego w Bayreuth.

Orkiestrę Teatru Wielkiego - Opery Narodowej podczas czwartego i ostatniego w tym sezonie koncertu "Wielkie głosy" poprowadzi Clelia Cafiero. Włoska dyrygentka rozpoczęła swoją karierę muzyczną jako pianistka koncertowa a rozgłos dały jej występy w prestiżowych  salach koncertowych takich jak Concertgebouw w Amsterdamie, Carnegie Hall, Royal Albert Hall czy Philharmonie de Paris. Studiowała fortepian i dyrygenturę w konserwatoriach w Neapolu i Mediolanie oraz w salzburskim Mozarteum. Jest również absolwentką filozofii na Uniwersytecie Neapolitańskim Federico II. W latach 2022–2025 Cafiero pełniła funkcję pierwszej gościnnej dyrygentki Opéra de Tours, gdzie prowadziła zarówno produkcje operowe, jak i koncerty symfoniczne. W sezonie 2024/25 debiutowała na kolejnych ważnych scenach operowych: w English National Opera (Cyganeria), Opéra Royal de Wallonie w Liège (La Périchole), Cincinnati Opera (Tosca) oraz Nikikai Opera Foundation w Tokio (Così fan tutte). Wśród jej debiutów symfonicznych  znalazły się występy z Orchestre National de Lyon, Irish National Orchestra oraz podczas festiwalu w Napa Valley w 2025 roku.

PROGRAM

Część 1

GIUSEPPE VERDI

Uwertura do opery Moc przeznaczenia

Aria Riccarda Forse la soglia attinse z III aktu opery "Bal maskowy"

Scena Don Alvara La vita è inferno… O tu che seno agli angeli z III aktu opery "Moc przeznaczenia"

RICHARD WAGNER

Uwertura (Vorspiel) do opery "Lohengrin"

Aria Lohengrina In fernem Land unnahbar Euren Schritten z III aktu opery "Lohengrin"

STANISŁAW MONIUSZKO

Aria Stefana Cisza dokoła z ​III aktu opery "Straszny dwór" 


Część 2

STANISŁAW MONIUSZKO

Aria Jontka Szumią jodły z IV aktu opery "Halka"

PIETRO MASCAGNI

Intermezzo z opery "Rycerskość wieśniacza"

Aria Turiddu Addio alla madre Mamma, quel vino è generoso z I aktu opery "Rycerskość wieśniacza"

GIACOMO PUCCINI

Intermezzo z opery "Manon Lescaut" 

Aria Cavaradossiego Recondita armonia z I aktu opery "Tosca​"


Wielkie głosy: Piotr Beczała
27 maja 2026, godz. 19.00
Sala Moniuszki 

informacja prasowa

Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty