poniedziałek, 22 stycznia 2018

"W Anglii zielonej, kraju łąk" z Paulem McCreeshem

Koncert „W Anglii zielonej, kraju łąk” dowodzi, że kryzysy bywają twórcze i nie należy ich lekceważyć ani unikać. Z pewnością zaś nie można unikać tak pięknych koncertów, bo byłoby to niepowetowaną stratą.

Paul McCreesh podczas koncertu "W Anglii zielonej...", fot. Bogusław Beszlej

Paul McCreesh i jego ”smuga cienia”

Tak się szczęśliwie złożyło, że dzięki Paulowi McCreeshowi mogliśmy w minioną niedzielę, mimo panującego mrozu, wędrować po Anglii zielonej, kraju łąk, co – przyznacie – rzadko się zdarza w środku zimy, nawet ludziom z wielką wyobraźnią, jak Lewis Caroll (to inny Anglik, ten od ”Alicji w Krainie Czarów”). Tymczasem McCreesh, znany dyrygent i niegdysiejszy szef Festiwalu Wratislavia Cantans powraca od czasu do czasu do Wrocławia, aby nas porwać (przeważnie muzyką). Tym razem jednak ”porwanie” miało charakter szczególny. Otóż – jak się dowiedzieliśmy już na samym początku – dyrygenta nawiedził ostatnio kryzys wieku średniego, toteż postanowił podczas wakacji przewędrować Anglię ze wschodu na zachód, pieszo. W rezultacie tej peregrynacji nie tylko przekonał się, że Anglia ciągle jeszcze jest piękna i zielona, ale również odkrył repertuar muzyczny, który jakoś współgra zarówno z owym obrazem piękna natury, jak też z refleksją na temat ludzkiego życia. Tak oto powstał repertuar pieśni, wykonanych tego niedzielnego wieczoru w Narodowym Forum Muzyki, w kameralnej Sali Czerwonej. Jeżeli nawet McCreesh przeszedł kryzys, to z pewnością nie tyczyło to tego wieczoru. Dowcipnie i ze swadą zapowiadał kolejne utwory, bawił publiczność, ale też nastrajał melancholijnie, sam się przy tym świetnie bawiąc. Najwyraźniej zarówno owa wędrówka okazała się owocna, jak też gorąca i serdeczna atmosfera, którą emanowali słuchacze.

"W Anglii zielonej...", fot. B. Beszlej

Przyroda i metafizyka

Tematy pieśni były przeróżne, zawsze jednak powiązane z przyrodą. Koncert rozpoczął utwór Charlesa Villersa Stanforda: ”The blue Bird” – opowiadający o błękitnym ptaku, który fruwa tak szybko, że trudno go zauważyć, bo jest właściwie smugą błękitu. Czasami jednak ptakowi udaje się zobaczyć swoje odbicie w wodzie. Coś nieuchwytnego i pięknego w tej pieśni, której ostatnie słowa brzmią:
Na chwilę przed tym, jak ptak odleciał,
Niebo uchwyciło jego obraz w locie.

Kolejne pieśni opowiadały o tym, jak słodka jest muzyka albo były refleksją na temat relacji między muzyką a ciszą (”Cisza i muzyka” E. Elgara):
Ta muzyka łagodniej opada na duszę
Niż zmęczone powieki na zmęczone oczy
I przynosi słodki sen z błogich niebios.


Folklor i Percy Grainger

Szczególne miejsce przeznaczono w tym koncercie osobie Percy Graingera, który był Australijczykiem z urodzenia i Anglikiem z wyboru. Ten wybitny pianista, kompozytor i folklorysta zebrał wiele angielskich i szkockich pieśni ludowych. Niektórych mogliśmy posłuchać podczas koncertu i wyznam, że ich wykonanie najbardziej mi się podobało. Być może za przyczyną aranżacji, pieśni te bowiem wykonywali soliści (Jerzy Butrym, Maciej Adamczyk) z chórem.
Interesująca była kompozycja samego Graigera, zatytułowana ”Trzy kruki”, którą rozpoczyna obraz tytułowych ptaków patrzących na zmarłego rycerza, jak na … śniadanie, po czym w serii symbolicznych scen narracja dochodzi do punktu, w którym pojawia się refleksja na temat… miłości i wierności. Kto bowiem jej doświadcza, nie będzie samotny i porzucony.

Chór NFM, fot. B. Beszlej

Piękne też były kompozycje dedykowane Graingerowi przez znakomitego brytyjskiego kompozytora XX w. – Benjamina Brittena, który bardzo wysoko cenił jego dorobek. Teksty pieśni mówią o ulotnym pięknie i przemijaniu (”Do żonkili”), o utraconej miłości (”Turkaweczka”), o wierności i jej braku (”Targ w Brigg”). 

Nie zabrakło też elementów humorystycznych, m.in. w pieśni J. Dove ”Who Cock Robin” (Kto zabił Rudzika) – czymś w rodzaju dziecięcej rymowanki, w której znakomity Chór NFM wykazał się nieskazitelną angielską dykcją.

Najpiękniejsza bodaj była kompozycja ostatnia: ”Rest” (Odpoczynek), która powstała do słów Christiny Rossetti, angielskiej poetki czasów wiktoriańskich. Utwór ten to przepiękna, poetycka medytacja nad utratą i śmiercią:

Błogosławiona cisza osłania ją od tego
Co tak ją dręczyło od chwili narodzin.
A spokój dokoła jest nieomal Rajem.
Otacza ją ciemność jaśniejsza od słońca
Bezgłos dźwięczniejszy od muzyki,
Nawet jej serce zamarło
Aż do świtu Wieczności
Jej odpoczynek nie ma początku ani końca – on trwa.
A kiedy się z niego wybudzi, wyda jej się zaledwie chwilą.

Koncert  ”W Anglii zielonej, kraju łąk” dowodzi, że kryzysy bywają twórcze i nie należy ich lekceważyć ani unikać. Z pewnością zaś nie można unikać tak pięknych koncertów, bo byłoby to niepowetowaną stratą.

Paul McCreesh, fot. B. Beszlej


Koncert  ”W Anglii zielonej, kraju łąk” odbył się 12 lutego w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Chórem NFM  dyrygował Paul McCreesh.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 18 lutego 2017 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zdobywca Grammy w niedzielę zagra we Wrocławiu

We Wrocławiu trwa XXVI Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej im. Johannesa Brahmsa Non Sola Scripta. Najbliższy festiwalowy koncert będzie ...

Popularne posty