Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Marc Minkowski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Marc Minkowski, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 9 kwietnia 2025

Marc Minkowski – Pasja wg św. Jana /zapowiedź koncertu/

13 kwietnia o 18.00 będziemy mieć niebywałą okazję posłuchania Pasji wg św. Jana Johanna Sebastiana Bacha w interpretacji i pod batutą wybitnego dyrygenta Marca Minkowskiego, który poprowadzi Wrocławską  Orkiestrę Barokową oraz znakomitych solistów. W roli koncertmistrzyni grającej na viola d’amore wystąpi Rachel Podger, w roli Ewangelisty – Sebastian Kohlhepp (tenor), Jezusa – Leon Košavić baryton, partie altowe wykona dobrze znany we Wrocławiu Tim Mead.

Marc Minkowski, fot. Benjamin, Chelly les-Echos

Pasję wg św. Jana Bach napisał podczas pobytu w Lipsku, gdy pełnił zaszczytną funkcję kantora przy kościele św. Tomasza. Nie bez powodu proces twórczy odbywał się właśnie tam, dzieło bowiem miało powstać na specjalne zamówienie radnych owego miasta. Fundamentem Pasji kompozytor uczynił dwa poszczególne rozdziały Ewangelii św. Jana – od pojmania Jezusa aż do złożenia Jego ciała do grobu po ukrzyżowaniu. Poruszający tekst biblijny wzbogacił także fragmentami z Ewangelii św. Mateusza. Ta struktura odzwierciedla się również w warstwie muzycznej utworu, który Bach podzielił na dwie części – pierwotnie oddzielone zostały homilią. Nadrzędne role w jego przebiegu należą do Ewangelisty, Piotra, Jezusa oraz Piłata, choć podkreślić należy także niebagatelny głos Chóru komentującego obrazy związane z ostatnimi momentami Chrystusowego żywota. Ich muzyczne opracowanie zachwyca z jednej strony szlachetną prostotą, z drugiej zaś bogactwem duchowej głębi płynącej z mistrzowsko skonstruowanych partii tak wokalnych, jak i instrumentalnych. Nastrój Pasji Janowej ukazuje już wprowadzające, doskonale wyważone, choć niemniej przejmujące zawołanie chóru: Herr, unser Herrscher (pol. Panie, nasz Władco). Wartość dzieła wzbogacają także liczne kunsztownie wplecione w całość dialogi oraz wypowiedzi uczestników, co dodaje pasji teatralności dynamizującej narrację. 

Prawykonanie kompozycji odbyło się w Wielki Piątek 7 kwietnia 1724 roku w lipskim kościele św. Mikołaja. Ponad trzysta lat później Pasja wg św. Jana wciąż jest jednym z niezwykłych, a zarazem refleksyjnych utworów, który pomimo upływu czasu nie traci niczego ze swej niekwestionowanej wartości kulturowej. 

Program:
J.S. Bach Pasja wg św. Jana BWV 245

Koncert będzie transmitowany w Programie II Polskiego Radia. Osoby spóźnione mogą nie zostać wpuszczone na wydarzenie. 


Wykonawcy:

Marc Minkowski – dyrygent

Hannah De Priest – sopran 

Maïlys de Villoutreys – sopran   

Nina van Essen – mezzosopran

Tim Mead – alt 

Sebastian Kohlhepp – tenor (Ewangelista) 

Bastien Rimondi – tenor 

Clément Pottier – tenor

Leon Košavić – baryton (Jezus)  

James Platt – bas 

Wrocławska Orkiestra Barokowa 

Rachel Podger – koncertmistrzyni, viola d’amore

Mikołaj Zgółka – viola d’amore  

Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne Wrocławskiej Orkiestry Barokowej


Czas trwania:

140 minut

informacja prasowa


środa, 4 października 2017

Julia Lezhneva: Na moje życie patrzę jak na cud /wywiad/

Rozmawiam z Julią Lehznevą – wybitną rosyjską mezzosopranistką koloraturową - o jej polskich korzeniach, dzieciństwie, a także o współpracy z Markiem Minkowskim, Giovannim Antoninim oraz Philippem Jarussky.

Julia Lehzneva jako Mona Lisa

Barbara Lekarczyk-Cisek: Kiedy słuchałam Pani po raz pierwszy podczas festiwalu Wratislavia Cantans w 2013 roku, przeżyłam głębokie wzruszenie… Skojarzyło mi się to z biografią Ch. Andersena, w której przeczytałam, że kiedy śpiewała jego przyjaciółka Jenny Lind, wszyscy płakali. Wydawało mi się to nieco egzaltowane i niezrozumiałe, dopóki sama czegoś podobnego nie doświadczyłam. I nie tylko ja…. Czy Pani ma świadomość, że tak oddziałuje na słuchaczy?

Julia Lehzneva: To, o czym Pani mówi, mnie samej jest bardzo bliskie. Takie reakcje słuchaczy wprawiają mnie w drżenie. Z drugiej strony, sama jestem człowiekiem, który łatwo wzrusza się do łez. Gdyby nie tacy ludzie jak Pani, którzy potrafią się wzruszyć słuchając muzyki, to wszystko nie byłoby takie piękne i głębokie. Muzyka może być bardzo piękna, ale to dzięki ludziom staje się ona przeżyciem.  Myślę, że taka reakcja słuchaczy to jest dar i jestem wdzięczna za taką publiczność. Sądzę też, że nie byłoby to możliwe, gdyby muzycy sami nie potrafili się tak wzruszyć.

Zdumiewać też może niezwykły rozwój Pani kariery. Ukończyła Pani z wyróżnieniem  szkołę średnią przy Konserwatorium Moskiewskim, a później, w wieku zaledwie 18 lat, wyjechała na studia do Wielkiej Brytanii. Czy było to dla Pani trudne doświadczenie: z Sachalina do Moskwy, a potem w wielki świat?

Z Sachalina wyjechaliśmy do Moskwy, kiedy miałam siedem lat. To było najtrudniejsze doświadczenie. Wiedziałam wprawdzie, że tylko w ten sposób mogę rozwijać swoje umiejętności i zainteresowania. Mama wierzyła w mój talent i uważała, że powinnam zająć się muzyką. Mimo to na początku płakałam i ciągle dopytywałam mamę, kiedy wrócimy do domu. To była tęsknota do mojej małej ojczyzny, którą tam pozostawiłam. Później do Moskwy zaczęli przyjeżdżać moi przyjaciele z Sachalina i rozłąka przestała być tak bolesna, a tęsknota słabła.  Kiedy byłam na tyle dojrzała, że wiedziałam, iż chcę być śpiewaczką, Moskwa stała się moim domem. Mogłam chodzić na koncerty, poznałam nowych przyjaciół, w tym niezastąpionego Miszę [mowa o Michaile Antonenko, przyjacielu i agencie Julii].  Kiedy wyjeżdżałam do Cardiff w Wielkiej Brytanii, miałam świadomość, że jest to wyjazd okresowy. Zresztą, były to już inne czasy. Mogłam się komunikować z bliskimi przez skype` a.  Byłam też otoczona starszymi i życzliwymi ludźmi. Nie odczuwałam więc tak bardzo rozstania. 

Julia Lehzneva podczas występu w ramach Akademii Haendlowskiej, 
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W pewnym momencie w Pani życiu zaczęły się pojawiać wybitne indywidualności muzyczne.  Pierwszą był Marc Minkowski, który podobno  znalazł Panią na … You Tube. Proszę opowiedzieć o współpracy z nim.

To był 1998 rok. Nie mogłam uwierzyć, kiedy otrzymałam wiadomość od agenta Marca Minkowskiego! Okazało się, że usłyszał mnie na You Tube i zapragnął  mnie poznać osobiście. Było to dla mnie kompletnym zaskoczeniem, jakimś cudem. Nie mieściło mi się w głowie, że można tak po prostu usłyszeć kogoś na YouTube i chcieć go poznać. Tak się złożyło, że Minkowski przyjechał miesiąc później do Moskwy z „Peleasem i Melisandą” Debussy`go i miał wystąpić w Moskiewskim Akademickim Teatrze Muzycznym im.  Stanisławskiego i Niemirowicza – Danczenki. Spotkaliśmy się w przerwie pomiędzy próbami przedstawienia. Poprosił, abym coś zaśpiewała. Byłam tak szczęśliwa, że gotowa byłam zaśpiewać i altem, i sopranem. Minkowski niczego mi nie narzucał. Akompaniował mi Misza. Zaśpiewałam Kantatę 51 J.S. Bacha, Mozarta i arię Kopciuszka Rossiniego… Wtedy Marc zaproponował mi udział w projekcie. Była to Msza h - moll (B minor Mass) J.S. Bacha i mieliśmy ją wykonać w Santiago de Compostella. Miałam śpiewać w chórze, ale zaśpiewałam też arię drugiego sopranu – „Laudamus Te”. Byłam absolutnie szczęśliwa, choć bardzo zdenerwowana. Przygotowałam się bardzo starannie, ale i tak miałam wrażenie, że to za mało. Prosiłam, aby zwracano się do mnie z komentarzami co do mojego śpiewu, ale uwag nie było. Marc odnosił się do mnie jak do własnego dziecka - był bardzo opiekuńczy i troskliwy. Od razu poczułam jego sympatię i nawiązała się nić porozumienia. W takiej atmosferze rozkwitam. Później otrzymałam także zaproszenie do Salzburga, gdzie występowałam jako solistka, wykonując „Litanie” W. A. Mozarta i Magnificat J. S. Bacha. 

Z Markiem Minkowskim przyjechała Pani także do Krakowa….

Po raz pierwszy byłam w Krakowie w 2010 roku, na koncercie „Requem”, poświęconym ofiarom katastrofy smoleńskiej. Wypoczywaliśmy w Egipcie, kiedy otrzymałam wiadomość od Marca Minkowskiego, z prośbą, abym wzięła udział w koncercie na krakowskim Rynku. Samoloty nie kursowały z powodu erupcji wulkanu, więc z przygodami, jadąc m.in. 9 godzin pociągiem z Wiednia, udało nam się szczęśliwie dojechać na czas. Później wystąpiłam również w maju 2010 roku,  w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, w przedstawieniu opery Vivaldiego ”Ottone in Villa”, pod kierownictwem Giovanniego Antoniniego.

Z Markiem Minkowskim łączą Panią także polskie korzenie. Podobno Pani prababką była Maria Idalia  Stankiewicz…
Z przykrością muszę powiedzieć, że niewiele wiem na ten temat. Prababci nie poznałam osobiście. Zmarła, gdy miałam 5 lat.  Wiem, że była to kobieta niezwykła. Bardzo długo łudziła się, że jej mąż został zesłany, tymczasem, jak się później okazało, został rozstrzelany tuż po aresztowaniu. Mogę sobie tylko wyobrazić, co czuła, kiedy czekała, a potem – gdy dowiedziała się prawdy. Cały czas samotnie wychowywała dziecko – mojego ukochanego dziadka, z którym – po przeprowadzce do Moskwy – spędziłam szczęśliwe dzieciństwo i z którym byłam bardzo zżyta. Wiem, że Idalia i jej mąż poznali się w Berlinie. Byli naukowcami – zajmowali się badaniami ludzkiego mózgu. Mój dziadek przez pierwsze lata życia mówił wyłącznie po niemiecku. Kiedy wrócili do Moskwy, uznano ich ślub za nielegalny i to chyba uratowało dziadkowi życie, ponieważ był traktowany jako dziecko nieślubne. Prababcia przeżyła niemal sto lat. Obecnie zajmuję  jej mieszkanie. Całe swoje życie przeżył w nim też mój dziadek i wszystko tam przypomina mi, jakich miałam wspaniałych przodków. Pozostały po nich zdjęcia i pamiątki. Czuję, jakby ciągle byli ze mną, mimo że już odeszli.
wrocławski występ Julii, fot. Marek Cisek

Pasjonujące są te opowieści o przodkach i zapewne można by o nich jeszcze długo rozmawiać… Wróćmy jednak do tego, co jest zasadniczym tematem naszego spotkania, a mianowicie Pani kariery. Po Minkowskim pojawił się w Pani artystycznej biografii równie ważny muzyk – Giovanni Antonini. Z nim nagrała Pani swoją pierwszą płytę – ”Alleluja”. Czy miała Pani wpływ na jej kształt, na dobór utworów?

Zdecydowanie tak! W tej materii bardzo dobrze rozumieliśmy się z Antoninim. Uważam go za najwybitniejszego muzyka. Bardzo lubię występować z nim i jego Il Giardino Armonico. Mam takie odczucie, jakbyśmy wspólnie tworzyli obraz, rodzaj tkaniny, w której wątek i osnowa splatają się w harmonijną, nierozerwalną całość. Pomysł wspólnego nagrania wyszedł wprawdzie od Antoniniego, ale miałam swobodę w doborze repertuaru. Płyta zawiera motety Mozarta, Vivaldego, Händla i Porpory. Utwór tego ostatniego znalazła Katia, siostra Miszy [Antonenko], która odkryła w British Library  te wspaniałe kompozycje w stylu galante. Dziś mało komu znani, Porpora i Galuppi byli czołowymi przedstawicielami tego gatunku muzyki. Kiedy zobaczyłam motety Porpory, zachwyciłam się i wiedziałam, że muszę je zaśpiewać. Dzięki nim głos brzmi zupełnie wyjątkowo. Dla Giovanniego było to coś tajemniczego, niezwykłego, co w pewien sposób także go ubogaciło. Porpora dodał nowych barw i Giovanniemu, i jego orkiestrze.
Z Giovannim Antoninim zetknęłam się po raz pierwszy w 2010 roku. Jeździłam nawet do Mediolanu, gdzie odbywał ze mną specjalne próby, podczas których uczyłam się wykonywać recytatywy. Uczył mnie takiego odczuwania tej muzyki, aby ona żyła, przygotowywał mnie do improwizacji. Ten czas spędzony z Giovannim bardzo na mnie wpłynął i ukształtował moje podejście do muzyki. Giovanni doskonalił mój warsztat także później. Wskutek tej współpracy moje doświadczenie muzyki znacznie się pogłębiło. Także w zakresie pracy z instrumentami. Włosi mają swój rozpoznawalny styl grania.
Dodam, że włoskim renesansem interesowałam się już w dzieciństwie. W Moskwie chętnie chodziłam do muzeów, gdzie prezentowano dzieła włoskiego renesansu. Sama także rysowałam:  twarze kobiet, aniołów, z charakterystycznymi dla tej epoki nakryciami głowy. Miałam mnóstwo książek z reprodukcjami, które pasjami oglądałam. Ten włoski renesans był moją dziecięcą miłością, a muzyka stała się niejako jej dopełnieniem.


Julia-Lezhneva, fot.Uli Weber, DECCA

Po pamiętnym występie podczas Wratislavia Cantans w 2013 roku odbywała Pani koncerty z Giovannim Antoninim oraz Il Giardino Armonico. Została też zaproszona przez Philippe`a Jaroussky`ego  do nagrania „Stabat Mater” Pergolesiego. W jakich okolicznościach do tego doszło?

Byłam ogromnie szczęśliwa, kiedy zaprosił mnie do współpracy ten wspaniały kontratenor, a także – jak się później okazało – wspaniały człowiek. Poznałam go przypadkowo we wrześniu 2010 roku w konserwatorium, do którego pewnego dnia przyjechał. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, kiedy w naszym skromnym studenckim bufecie, gdzie często piliśmy herbatę i rozmawiali, pojawił się ten znakomity śpiewak. Wszyscy staliśmy jak wrośnięci w podłogę i patrzyli jak nas mija. W pewnym momencie podszedł do mnie i przywitał się. Potem poszłam na jego koncert w Konserwatorium Moskiewskim. Zdarzyło mi się następnie słuchać go także podczas występów w na scenach europejskich, wtedy też spotykaliśmy się. W końcu zaprosił mnie do współpracy przy nagraniu „Stabat Mater” Pergolesiego. To niezwykła kompozycja, która otwiera przed wykonawcą niekończące się pokłady piękna. Szczególnie, jeśli wykonywana jest w kościele. Mimo tragizmu, w muzyce tej jest jakieś wewnętrzne światło. Utwór nas głęboko uduchowił, a my śpiewając dzieliliśmy się tym duchowym przeżyciem. Takich momentów się nie zapomina. To nie tylko szczęście, że mogłam ten utwór zaśpiewać, ale także że mogłam to zrobić z takimi wspaniałymi muzykami.

Na koniec chciałam Panią jeszcze zapytać, czy marzy Pani jeszcze o jakimś nagraniu, ale z tego, co słyszę, to marzenia spełniają się w Pani przypadku jeszcze zanim się pojawią…

Tak właśnie jest.  Z perspektywy czasu odczuwam radość i wdzięczność tego powodu. Nawet nie marzyłam, że to się ziści, a tu zdarza się taki cud. Nie musiało tak być, a jednak stało się. Czasami zastanawiam się nawet, dlaczego to zdarzyło się właśnie mnie…  Jest tylu innych, wspaniałych ludzi, tak samo utalentowanych, którzy takiego szczęścia nie mieli. Dlaczego przydarzyło się to właśnie mnie? Toteż patrzę na to jak na cud albo dar losu.

Chciałam jeszcze dodać, że my na Panią patrzymy również jak na dar i bardzo się cieszymy, że znowu możemy Pani posłuchać. Bardzo dziękuję za rozmowę.

G. F. Händel, Lascia Chio pianga

środa, 9 kwietnia 2025

Wratislavia Cantans ma już 50 lat! /zapowiedź festiwalu/

Pod hasłem "Niech żyje Wratislavia!" odbędzie się we wrześniu 2015 roku odbędzie się jubileuszowa edycja zasłużonego festiwalu. 



Rekonstrukcje koncertów, śpiew cerkiewny i "urodzeni szaleńcy"


Pierwsze dźwięki festiwalu Wratislavia Cantans zabrzmiały 14 sierpnia 1966. Jako że jest po temu szczególna okazja, w programie tegorocznej Wratislavii znalazły się koncerty będące przypomnieniem pierwszej edycji festiwalu. Tamten koncert miał charakter szczególny nie tylko dlatego, że poprowadził go Andrzej Markowski – twórca festiwalu. Jego istota zawiera się przede wszystkim w zarysowaniu programu, który uwzględniał muzykę – od najdawniejszej po współczesną, wówczas wciąż awangardową (autorstwa m.in. młodego Pendereckiego). Tak więc 6 września wśród prezentowanych kompozycji usłyszymy "Magnificat" Mikołaja Zieleńskiego, "La espero" Andrzeja Koszewskiego, "Psalmy Dawida" Krzysztofa Pendereckiego, "Cinq rechants" Oliviera Messiaena oraz utwory Konstantego Regamey`a. Koncert poprowadzi dzisiejszy szef wrocławskiej orkiestry – Benjamin Shwartz.

Tadeusz Strugała / prasowe

Prawdziwa uczta dla melomana czeka 13 września, kiedy to pod dyrekcją Giovanniego Antoniniego zabrzmi kolejny zrekonstruowany koncert: Msza c-moll  W. A. Mozarta. Została  napisana jako wotum za zdrowie narzeczonej, późniejszej żony – Konstancji Weber.  Mozart złożył ślubowanie, że jeśli ukochana wyzdrowieje i wyjdzie za niego, skomponuje wielki cykl mszalny. Tak też się stało. W prawykonaniu utworu wystąpiła sama Konstancja, z myślą o niej bowiem Mozart komponował partię sopranu, umieszczając w niej wirtuozowskie arie rodem  z opery. Dodam, że Antonini poprowadzi także inny interesujący koncert, a mianowicie "Dydonę i Kleopatrę" Henry Purcella. Jest on także pomysłodawcą "Podróży muzycznej", podczas której usłyszymy śpiew cerkiewny, w wykonaniu podziwianego na całym świecie Chóru Patriarchatu Moskiewskiego. Szef artystyczny chce, aby jubilatka Wratisalvia była wiecznie młodym, ciekawym świata festiwalem, dlatego zaprosił „urodzonych szaleńców” – wielokrotnych zdobywców Grammy, zespół eighth blackbird, i Agatę Zubel.

Trzecią rekonstrukcją będzie koncert pod tytułem "Wratislavia pulcherrima", który zostanie zaprezentowany 15 września, pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka z Wrocławską Orkiestrą Barokową. Będzie to tym razem odtworzenie ostatniego koncertu pierwszej edycji, która miała miejsce 18 sierpnia 1966 roku. Zaprezentowano wówczas polską  twórczość barokową – utwory Bartłomieja Pękiela i Marcina Mielczewskiego

Bartłomiej Pękiel był pierwszym Polakiem kierującym królewską kapelą wawelską. Wcześniej stanowisko to zajmowali sprowadzani przez Zygmunta Starego kompozytorzy z Włoch. Już współcześni Pękielowi wiedzieli, że mają do czynienia z wybitnym artystą: jeden z muzyków, przepisując Mszę na wzór Palestriny, dopisał w tytule „pulcherrima”, czyli „najpiękniejsza”. Dzieło jest jednym z najdoskonalszych przykładów polskiej barokowej polifonii a cappella.

Losy dorobku Marcina Mielczewskiego są mniej znane. Wiadomo jednak, że był nadwornym muzykiem króla Władysława IV Wazy oraz kapelmistrzem u jego brata, biskupa Karola Ferdynanda oraz że jego utwory inspirowały twórców wielogłosowej muzyki cerkiewnej, były też adaptowane na potrzeby liturgii luterańskiej.


Mahler na początek i na koniec festiwalu


Dwukrotnie podczas jubileuszowego festiwalu zabrzmi muzyka Gustawa Mahlera. Drugiego dnia bowiem zostanie zaprezentowana IX Symfonia w wykonaniu Israel Philharmonic Orchestra pod dyrekcją Zubina Mehta. O Dziewiątej – ostatniej ukończonej symfonii Mahlera i ostatniej symfonii romantycznej w ogóle – mówi się zwykle w kontekście przemijania. Powstała w trudnym dla kompozytora czasie – zaledwie na rok przed jego śmiercią. Wiedział, że nadchodzi rewolucja w muzyce, a on sam był jednym z ostatnich przedstawicieli „starego porządku”.

Mahlera usłyszymy raz jeszcze, na koniec festiwalu. 19 września zabrzmi "Symfonia tysiąca" pod dyrekcją szczególnie cenionego za interpretacje dzieł Mahlera Jacka Kaspszyka. W finale jubileuszowej Wratislavii, obok Orkiestry Symfonicznej i Chóru Filharmonii Narodowej, wystąpią trzy chóry Narodowego Forum Muzyki. Po raz pierwszy w historii Wratislavii Cantans publiczność i artyści będą mieli do dyspozycji salę koncertową adekwatną do ogromu Maherowskiej VIII Symfonii. Ze względu na niezbędne warunki akustyczne i kolosalny aparat wykonawczy dzieło – które zdecydowanie zyskuje słuchane na żywo – rzadko trafia na afisze.  Powstanie Narodowego Forum Muzyki, przestrzeni, w której nic nie ogranicza muzycznego piękna, jest najlepszym prezentem dla świętującej pięćdziesiąte urodziny Wratislavii Cantans


Świętowanie przy dźwiękach Händla 


Jubileuszowo  zabrzmi także podczas festiwalu muzyka Georga Friedricha Händla. Będzie to oratorium "Uczta Aleksandra", które poprowadzi Paul Goodwin. Maestro jest laureatem Händel Honorary Prize przyznawanej przez miasto Halle, będące rodzinną miejscowością kompozytora. Goodwin słynie z doskonałych interpretacji muzyki dawnej. Przez jedenaście lat był dyrygentem Academy of Ancient Music. Dzięki jego niespożytej energii koncerty są pełne ekspresji, podobnie jak niegdysiejsze występy Tymoteusza. Podczas koncertu, obok światowej sławy solistów, zaśpiewa świętujący trzydziestolecie istnienia Dresdner Kammerchor oraz Wrocławska Orkiestra Barokowa. 


Muzyczne skarby Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu


Wydarzeniem szczególnym festiwalu będzie prezentacja bogatych zbiorów muzycznych Biblioteki Uniwersyteckiej. Oprócz wystawy zaprezentowane zostaną utwory pochodzące z  siedemnastowiecznych starodruków muzycznych z weneckich oficyn. W nastrój siedemnastowiecznego Wrocławia wprowadzi nas śpiewem Hana Blažíková, jedna z najlepszych interpretatorek muzyki baroku, która gościła już kilkakrotnie w naszym mieście. Artystce będą towarzyszyć muzycy grający na instrumentach dawnych, w tym Jan Krejča, który na ciekawie brzmiącej i jeszcze ciekawiej wyglądającej teorbie wykona efektowne utwory Kapspergera i Castaldiego.

Trevor Pinock


Trevor Pinnock, Olga Pasiecznik i Deutsche Kammerphilharmonie Bremen


Na jubileuszowym festiwalu nie może zabraknąć prawdziwych gwiazd, toteż Mozarta i Chopina podczas koncertu pod znaczącym tytułem "Mądrość, miłość i transcendencja"   poprowadzi sir Trevor Pinnock, niedościgniony klawesynista, a zarazem pierwszorzędny dyrygent, który jest jednym z pionierów wykonawstwa muzyki na instrumentach z  epoki.

Utwory, które usłyszymy w wykonaniu Olgi Pasiecznik i Deutsche Kammerphilharmonie Bremen, to przeboje muzyki klasycznej. Jak rozumieć tytuł koncertu? Miłość przywodzi oczywiście na myśl zakochane bohaterki oper, mądrość to cecha dobrego władcy z Łaskawości Tytusa, transcendencja zaś jest cudowną właściwością muzyki – sztuki, która lepiej niż słowa wyraża uczucia i rozterki ludzkiej duszy. Miłość, mądrość, ale także rozpacz, nadzieja i dylematy moralne – wszystko to odnajdziemy w programie tego koncertu. Jeśli możemy dotknąć rzeczywistości niematerialnej i niepoznawalnej ludzkim umysłem, czynimy to także poprzez muzykę.


Pierre  Hantai

Jan Sebastian Bach i "Wariacje Goldbergowskie"


Na festiwalu nie mogło, oczywiście utworów zabraknąć lipskiego kantora, święcącego w tym roku 330 rocznicę urodzin. Usłyszymy jego "Wariacje Goldbergowskie". Na ostatniej stronie rękopisu Bach napisał „etc.”, zachęcając do komponowania kolejnych wariacji. 

Dla francuskiego klawesynisty Pierre’a Hantaï  "Wariacje..." są kompozycją szczególną. Muzyką Bacha zajmuje się, podobnie jak Goldberg, od dziesiątego roku życia. Wariacje gra żywiołowo, nieprzewidywalnie i niepowtarzalnie. Zachwyca wirtuozerią, ale nie popisuje się – wydobywa przede wszystkim śpiewność kompozycji. Choć nie pomija żadnego detalu, gra niewiarygodnie lekko. Każda wariacja w interpretacji Hantaï ma indywidualny charakter, ale wszystkie razem są cyklem o wyraźnej linii dramaturgicznej. Nic dziwnego, że Gustav Leonhardt uważał Hantaï za swego najzdolniejszego ucznia. Współpracę z klawesynistą szczególnie upodobał sobie Jordi Savall, Francuza cenią także Marc Minkowski, Philippe Pierlot, Philippe Herreweghe.


Koncert specjalny z okazji jubileuszu 8--lecia urodzin Tadeusza Strugały


Swój jubileusz będzie także święcił Tadeusz Strugała - najdłużej urzędujący dyrektor Wratisalvii Cantans. Wzbogacił festiwal o wydarzenia łączące muzykę z innymi dziedzinami sztuki, przeprowadził Wratislavię przez trudne momenty w historii, takie jak stan wojenny i transformacja ustrojowa. Pięćdziesięciolecie Wratislavii to także święto ludzi takich, jak Tadeusz Strugała. Maestro w tym roku obchodzi także osobiste jubileusze – osiemdziesiąte urodziny i sześćdziesięciolecie działalności dyrygenckiej. Jubileuszowy koncert prowadzony przez znakomitego dyrygenta będzie wielką atrakcją dla miłośników muzyki symfonicznej. Będzie także wyrazem kontynuacji tradycji Wratislavii.

Wratislavia Cantans jest zawsze wielkim świętem muzyki - powiedział podczas konferencji Dyrektor festiwalu Andrzej Kosendiak. Jubileuszowa edycja to także święto artystów i organizatorów, dzięki którym festiwal trwał i rozwijał się mimo gwałtownych zmian historycznych, jakie zaszły w ciągu minionego półwiecza. Łączenie tradycji z nowoczesnością, szacunku dla wielkiej sztuki z artystyczną odwagą – to klucz do sukcesu festiwalu, który po pięćdziesięciu latach z ciekawością zwraca się ku przyszłości. Niech żyje Wratislavia!

Festiwal odbędzie się w dniach 6 - 19 września 2015 roku.

Artykuł ukazał się 25 marca 2015 roku na portalu Kulturaonline.

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty