Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Tadeusz różewicz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Tadeusz różewicz, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 3 października 2018

RÓŻEWICZ OPEN FESTIWAL 2018

Od 3. do 9. października trwa w Radomsku Różewicz Open Festiwal, poświęcony postaciom i twórczości braci Różewiczów: Janusza, Stanisława i Tadeusza, którzy swoje młodzieńcze lata spędzili w Radomsku.


Program:

03.10 – środa
godz. 16.00 – 20.00 – „List do Ciebie” – warsztaty teatralno – scenograficzne
(pracownia plastyczna MDK )
Różewicz Open Festiwal 2018 zaczynamy nie słowem, a obrazem. Na początek twórcze warsztaty dla młodzieży przeprowadzone przez artystów z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych dla studentów. Przyjadą wykładowcy z ASP. Opiekę artystyczną sprawuje prof. Marek Chowaniec, a zajęcia dla radomszczańskiej młodzieży poprowadzą też Anna Adamek i Marta Kozera. Głównym bohaterem warsztatów będzie najstarszy z braci – Janusz.

04.10. – czwartek
godz. 17.00 – „Stanisław Różewicz i scenarzyści” – spotkanie z Marcinem Filipowiczem i Piotrem Śmiałowskim
(czytelnia MBP, wstęp wolny)
Przenosimy się do Miejskiej Biblioteki Publicznej. Tu festiwalowa publiczność posłucha rozmowy z animatorem kultury Marcinem Filipowiczem i dziennikarzem Piotrem Śmiałowskim. A rozmawiać będziemy o Stanisławie Różewiczu. Obaj panowie znali go nie tylko ze szklanego ekranu. W jakich okolicznościach go poznali i dlaczego ich zafascynował? W poszukiwaniu odpowiedzi zapraszamy na spotkanie.

godz. 18.00 – „Głos z tamtego świata” – projekcja filmu w reż. Stanisława Różewicza
(czytelnia MBP, wstęp wolny)
Tego popołudnia zostajemy w Miejskiej Bibliotece Publicznej. I zapraszamy w nostalgiczną podróż do świata, którego już nie ma. Stanisław Różewicz z właściwym sobie taktem zagląda w głąb ludzkiej duszy. Na ekranie Danuta Szaflarska, Krystyna Feldman, Kazimierz Rudzki. To wszystko okraszone muzyką Wojciecha Kilara. Dodamy tylko, że współscenarzystą obrazu był ojciec naszego gościa – Kornel Filipowicz.

05.10 – piątek
godz 17.00 – „Zawsze fragment” – otwarcie wystawy Teresy Kępowicz
(galeria MDK, wstęp wolny)
Wracamy do Miejskiego Domu Kultury. Tym razem na wystawę z Karpacza ukochanego przez Tadeusza Różewicza. Z serca Karkonoszy przyjechało do nas 12 wyjątkowych obrazów. Autorka Teresa Kępowicz w taki właśnie sposób przypomina o silnych związkach Tadeusza Różewicza z tym zakątkiem Polski.

godz. 17.30 – „Skąd się bierze zło ?” – czytanie w wyk. Sceny Poezji, reż. Małgorzata Wesołowska
(sala kameralna MDK, wstęp za wejściówkami)
Trudne pytanie ustami recytatorów zadaje nam Tadeusz Różewicz. Na scenie zadawać je będą zarówno ludzie młodzi, jak również ci, którzy mają bogatszy bagaż doświadczeń. Czy definicja zła dla każdego pokolenia jest taka sama? Posłuchajmy poety…

godz.18.00 – „Tadeusz Różewicz - prywatnie” – otwarcie wystawy zdjęć Janusza Stankiewicza.
(hol Miejskiej Biblioteki Publicznej, wstęp wolny)
I znów zapraszamy do Miejskiej Biblioteki Publicznej. Fotograf był jednym z nielicznych artystów, którym Tadeusz Różewicz pozwolił sfotografować się w zupełnie prywatnych, domowych sytuacjach. Ze zdjęć patrzy na nas starszy pan z melancholią i błyskiem ironii w oczach.

godz. 19.00 – „Kartoteka rozrzucona” – spektakl w wyk. Teatru Studio w Warszawie, reż. Radosław Rychcik, wyst.: Dominika Biernat, Tomasz Nosinski, Dominika Ostałowska, Bartosz Porczyk, Natalia Rybicka, Mateusz Smoliński
(sala widowiskowa MDK, wstęp za wejściówkami)
Pierwsza festiwalowa prezentacja teatralna. Najbardziej znany dramat Tadeusza Różewicza w najnowszej inscenizacji. Premiera odbyła się w marcu 2018 r. Na scenie plejada aktorów z Dominiką Ostałowską na czele.

06.10 – sobota
godz 16.00 – „Różewicz – Radomsko – Retrospekcja” – rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego
(hol górny MDK, wstęp wolny)
W tym konkursie oceniano głównie pomysłowość i wyobraźnię. Cel był jeden. Spróbować odnaleźć ślady braci Różewiczów. W przestrzeni miasta, gdzieś w świecie, a może gdzieś zupełnie blisko, na półce z książkami, w domowej filmotece. Efekty tych poszukiwań będzie można ocenić na pokonkursowej wystawie.

godz. 16.30 – „List do Ciebie” – finał warsztatów teatralno – scenograficznych przygotowanych pod opieką prof. Marka Chowańca.
(foyer MDK, wstęp za wejściówkami)
Zobaczymy czego młodzi ludzie nauczyli się podczas trzydniowych warsztatów. Zadaniem było stworzenie plastycznej instalacji poświęconej Januszowi Różewiczowi. Druga grupa przygotowywała teatralną etiduę. Wszystko złożyć się ma na jedną spójną historię przypominającą o najstarszym z braci. Czy się udało? Zapraszamy na finał warsztatów.

godz. 17.00 – rozstrzygnięcie X Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Janusza Różewicza.
(sala taneczna MDK, wstęp wolny)
Stały punkt festiwalu. Tym razem jubileuszowy. I znów jury miało trudne zadanie. Na konkurs spłynęło ponad 100 zestawów wierszy, nie tylko z Polski, ale też z różnych zakątków Europy. Jury spośród sześciu finalistów wyłoni zwycięzcę. Główną nagrodą jest wydanie debiutanckiego tomiku wierszy.

godz. 19.00 – „Głodomór” – monodram w wyk. Kamila Suszczyka, reż. Michał Rzepka
(sala kameralna MDK, wstęp za wejściówkami)
Kamil Suszczyk właśnie kończy wydział aktorski warszawskiej Akademii Teatralnej. Pamiętamy go jednak dobrze z naszych scen. Kiedyś był jednym z filarów „Rekwizytorni teatr”, zdobywał laury na konkursach recytatorskich. Kamil występował też w teatrze „Animagia” w Żytnie, bo właśnie stamtąd pochodzi. Dziś wraca do nas w autorskim projekcie. Monodram, który przygotował powstał na podstawie tekstu „Odejście głodomora” Tadeusza Różewicza.

07.10 – niedziela
godz. 15.00 – śladami braci Różewiczów – spacer po Radomsku
Ruszamy w plener. Naszą przewodniczką będzie Agnieszka Kuligowska, historyk. To będzie podróż do przeszłości. Zatrzymamy się w miejscu, gdzie bracia mieszkali, gdzie chodzili do szkoły, do kościoła. Ważnym przystankiem będzie też oczywiście Kinema. Zajrzymy też w miejsca związane w sposób szczególny z festiwalem. Obejrzymy park rzeźb i murale.

godz.17.30 – „Dzieciństwo – czas” – teatralny pokaz warsztatowy przygotowany przez Olgę Sawicką
(sala kameralna, wstęp za wejściówkami)
Kolejna propozycja szczególnie dla młodszej festiwalowej publiczności. Studenci warszawskiej Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza przedstawią fragmenty opowiadania „Grzech”. Będą też wiersze Tadeusza Różewicza. Całość opracowała Olga Sawicka, nauczyciel akademicki, wychowawca studentów.

godz. 19.00 – „Świadkowie” – spektakl w wyk. Teatru „Barakah” w Krakowie, reż. Piotr Jędrzejas, wyst.: Aneta Wirzinkiewicz, Marcin Kalisz
(sala widowiskowa, wstęp za wejściówkami)
Wracamy na scenę teatralną. To będzie wyjątkowa interpretacja jednego z najbardziej rozpoznawalnych dramatów T. Różewicza „Świadkowie, albo nasza mała stabilizacja”. Prezentacja szczególna przede wszystkim ze względu na odtwórców głównych ról. Kiedyś przed laty dla Anety Wirzinkiewicz i Marcina Kalisza był to spektakl dyplomowy. Teraz wrócili do tekstu Tadeusza Różewicza, już jako dojrzali artyści.

08.10. – poniedziałek
godz. 9.00, 11.00 – „Różewicz, czyli świat” – warsztaty literaturoznawcze z dr Joanną Lisiewicz
(I LO im. F. Fabianiego, II LO im. K.K. Baczyńskiego)
Znów wychodzimy poza mury MDK. Tym razem udajemy się do radomszczańskich szkół średnich. Joanna Lisiewicz, literaturoznawca, wielka miłośniczka twórczości Tadeusza Różewicza spróbuje do swoich pasji przekonać młodych ludzi. Punktem wyjścia dwugodzinnych warsztatów będzie dramat „Pułapka”.

godz.17.30 – „W kręgu dramatu” – forum
(sala kameralna MDK, wstęp wolny)
Czy pisanie dramatów jest w modzie? Czy Tadeusz Różewicz ma swoich następców, a może naśladowców? Dlaczego utwory wielkiego pisarza są tak rzadko wystawiane? Jaki jest sposób by ocalić je od niepamięci? To tylko niektóre pytania, które padną podczas forum poświęconego kondycji współczesnego dramatu. Nasze zaproszenie do rozmowy przyjęli: Bronka Nowicka, laureatka literackiej nagrody Nike, literaturoznawca Joanna Lisiewicz i aktor Wojciech Pszoniak. Spotkanie poprowadzi Jolanta Dąbrowska.

godz. 19.00 – „Koncert muzyki filmowej” w wyk. Galicyjskiej Orkiestry Straussowskiej „Obligato”
(sala widowiskowa MDK, wstęp za wejściówkami)
Orkiestra pod batutą Jerzego Sobeńko wykona kompozycje m.in. W. Kazaneckiego, W. Kilara, M. Lorenca. Zaśpiewa Ewa Romaniak, Zbigniew Kawalec – skrzypce, prowadzenie – Jolanta Suder.

09.10. Wtorek
godz. 19.00 – spektakl „Na czworakach” w wyk. Teatru Polonia w Warszawie, reż. Jerzy Stuhr, wyst.: Jerzy Stuhr, Anna Karczmarczyk, Dorota Stalińska, Michał Breitenwald, Andrzej Glazera, Wiesław Komasa, Wojciech Chorąży, Macieja Kosmala
(sala widowiskowa, bilety: 20 zł.)
Na koniec prawdziwa wisienka na festiwalowym torcie. Głośny spektakl w reżyserii Jerzego Stuhra, który gra też główną rolę. Partneruje mu m.in. Dorota Stalińska i Wiesław Komasa. Widowisko nieco groteskowe, zaskakujące, przenoszące widza w inny surrealistyczny czasem świat. To rozliczanie się artysty z własnym dorobkiem. Robi to zarówno Różewicz, jak i Stuhr. Widz musi już sam ocenić efekty tej konfrontacji. I jeszcze jedno. Spektakl nie przypadkowo pokazany zostanie 9 października. To dzień urodzin poety.

Inne wydarzenia:
Wystawa ze zbiorów MDK (zdjęcia, rękopisy, wielkoformatowe prezentacje) – eksponaty przekazało Muzeum Literatury w Warszawie – hol dolny MDK

Wystawa pokonkursowa „Różewicz – Radomsko – Retrospekcje” – hol górny MDK

informacja prasowa

poniedziałek, 20 listopada 2017

Piotr Lachmann: "Tadeusz Różewicz. Twarze”. O czym mówi twarz Poety? /recenzja filmu/

5 czerwca 2012 roku odbył się w Dolnośląskim Centrum Filmowym zamknięty pokaz filmu dokumentalnego „Tadeusz Różewicz. Twarze”, w reżyserii Piotra Lachmanna. Jest to niezwykły zapis, który powstał w ciągu 30 lat trwającej przyjaźni  obu poetów i który zawiera unikalne materiały, nigdy dotąd niepublikowane. Tematem przewodnim jest twarz Poety – motyw, który wielokrotnie powraca w jego wierszach. Świadczą o tym tytuły tomów: „Twarz” i „Twarz trzecia”. Zaprezentowany dokument jest pierwszą częścią tryptyku „Tadeusz Różewicz w małym obiektywie”.

Piotr Lachmann, Tadeusz Różewicz. Twarze
W pokazie nie uczestniczyli wprawdzie jego główni protagoniści, ale autor filmu Piotr Lachmann  napisał rodzaj przesłania, które odczytał widzom aktor i poeta Bogusław Kierc. Przede wszystkim zaznaczył, że jest to jego pierwszy i jedyny film, a i to „film” uznał za słowo na wyrost. 

„Intencjonalnie nie myślałem o filmie jako takim. W zamierzeniu były to materiały wyjściowe do już prezentowanych żywych instalacji wideo. Żywymi także w tym znaczeniu, że były prezentowane w obecności bohatera, który jest ich spiritus movens – autorem i podmiotem”.

Zaczęło się to w roku 1980 i materiały powstawały w ciągu 30 lat. Dopiero niedawno, 2 – 3 lata temu zdecydowano, że warto byłoby z tych wielogodzinnych nagrań (ok. 80 godzin!) coś zrobić. Tak powstał scenariusz „Twarzy”.

„Wracaliśmy bardziej sporadycznie niż systematycznie do pomysłu samego Różewicza: nakręcenia czegoś wokół tematu ludzkiej twarzy. Rzecz powstawała na raty. Narracja autotematyczna, a obiektem obiektywu była twarz Poety i jego specyficzne spojrzenie na twarz. Dopiero później, na skutek pewnego acz twórczego „zakłócenia”, doszła edycja twarzy Emmanuela Levinasa[1].”

kadr z filmu

Film Lachmanna w istocie pokazuje twarz Poety w różnych okresach życia i w różnych sytuacjach, także w interakcjach z ludźmi. Widzimy go z rodziną: matką, braćmi: Januszem i  Stanisławem, z żoną Wiesławą, a także z tymi, z którymi przyjaźnił się latami: z Jerzym Tchórzewskim i prof. Ryszardem Przybylskim. Dyskutuje z nimi o partyzantce, historii, o malarstwie, o doświadczeniu pustki i o wpływie filmu Pasoliniego „Ewangelia według św. Mateusza”… 

Widzimy go również w najzwyklejszych czynnościach, jak golenie się, spacer albo kiedy robi sobie zdjęcie z dziećmi, które go rozpoznały na ulicy. Dyskutuje też z Lachmannem, którego obecność traktuje jako obecność drugiego człowieka, a nie kamerzysty. Film spięty jest rodzajem klamry: Różewicz ogląda film o sobie i komentuje go, żartując co niemiara. Mówi też o tworzeniu, o tym, że pracuje znacznie mniej, ale więcej reflektuje… Widzimy skromnie ubranego, nieco przysadzistego, małego mężczyznę i – podobnie jak on – zastanawiamy się: Więc tak wygląda poeta? Czy ludzka duchowość jest w jakiś sposób widoczna na twarzy? Jak rodzą się wiersze?  Dlaczego niektóre nigdy nie ujrzą światła dziennego?...
Podobną poetykę – zgrzebną i chropawą – ma film.

kadr z filmu (po lewej Ryszard Przybylski)

„Uważam, że mamy tu do czynienia z czymś, co nosi nazwę kamery subiektywnej, choć w nieco innym znaczeniu, szczególnie na materiałach wcześniejszych – mówi jego autor. Słyszymy bowiem nie tylko szmery otoczenia, głosy ulicy i przechodniów, ale słychać motor samej kamery. Można rzez: słyszymy łomot jej serca. Ale taka metafora nie uchodzi, jak powiedziałby jeden z najważniejszych rozmówców Tadeusza Różewicza – Ryszard Przybylski. Szczególnie jeśli ta metafora pojawia się w kontekście prezentacji poety, który tak skutecznie i zasadnie wymiótł metafory i obrazy ze światowej poezji. Skoro film, to jednak trudno jest eliminować obrazy. Niech więc one przemówią przez usta Poety, a czasem i wyraz jego twarzy – jako kolejna odsłona jego teatru niekonsekwencji, której jestem mimowolnym i nieudolnym reżyserem”.

A zatem niech przemówi Poeta poprzez film. Zanim to się jednak stanie udziałem kolejnych widzów, proponuję wiersz Tadeusza Różewicza z tomu „Regio”:

TWARZ TA SAMA

twarz poety
otwarta pełna ciszy

twarz ta sama
i zupełnie inna

ze ściany
patrzy na mnie
maska

twardym
pustym
okiem
1968

Piotr Lachmann, niem. Peter Lachmann (ur. w 1935 r. w Gliwicach, niem. Gleiwitz) – niemiecko-polski poeta, eseista, reżyser teatralny oraz tłumacz.



[1] Fenomenologia etyczna Emmanuela Levinasa, jego 'fenomenologia uspołecznienia' zaczyna się od doświadczenia 'twarzy' (le visage) drugiej osoby, od 'bliskości' Innego. Levinas używa terminu 'twarz' odnosząc się do rzeczywistej obecności drugiej osoby, gdy dla przykładu stajemy z kimś 'twarzą w twarz', ale równocześnie w jego pracach termin ten rozkwita wieloma metaforami, by oddać wszystkie aspekty ludzkiej osobowości i kultury.

środa, 7 października 2026

„Dzwonił do mnie Różewicz, żebym przyszedł z aparatem...” – wystawa fotografii Janusza Stankiewicza w Muzeum Pana Tadeusza

 9 października 2026 Muzeum Pana Tadeusza zaprasza na wystawę fotografii Janusza Stankiewicza: "Dzwonił do mnie Różewicz, żebym przyszedł z aparatem...”. Wernisaż w piątek o 17.00. Ekspozycję można oglądać do 28 marca 2027.

Choć początki znajomości Janusza Stankiewicza z Tadeuszem Różewiczem sięgają wczesnych lat dziewięćdziesiątych XX wieku, a twórczość poety zawsze była dla fotografa bardzo ważna, to ich znajomość zacieśniła się dopiero wtedy, gdy Różewicz zaczął bywać u Eugeniusza Geta Stankiewicza, brata Janusza. Get, wrocławski grafik i rzeźbiarz, autor Miedziorytu towarzyskiego znajdującego się w zbiorach Ossolineum, miał pracownię w tak zwanym Domku Miedziorytnika przy wrocławskim Rynku. Na spotkania Różewicz często przynosił ze sobą skarby znalezione podczas spacerów w parku, takie jak szyszki, piórka, kasztany czy plastikową żabkę kupioną w sklepie z pamiątkami. Efektem tych wizyt stał się cykl Zabawy przyjemne i pożyteczne prezentowany w Muzeum Narodowym we Wrocławiu w 2003 r., a także cd. Nauki chodzenia, do którego inspiracją był styropianowy model w kształcie litery „Y” autorstwa Jana Jaromira Aleksiuna. Z kolei w 2009 r. powstała jeszcze Teka zawierająca plansze z grafikami Geta Stankiewicza zestawione z wierszami Różewicza i rysunkami obu twórców.

Janusz Stankiewicz jako drukarz prac swojego brata często uczestniczył w tych spotkaniach, a jego fotografie stały się wyjątkową dokumentacją wspólnej pracy. Zdjęcia wykonane przez Stankiewicza znalazły się później na okładkach tomików Wyjście oraz nauka chodzenia. Każda z fotografii jest na odwrocie dokładnie opisana, z miejscem, czasem, datą, a nawet godziną spotkania lub opisem okoliczności, tematem rozmów czy cytatem –  zawsze eleganckim, kaligraficznym stylem. Po przeprowadzce poety na Biskupin wizyty Janusza stopniowo przenosiły się do domu Różewicza. Do domu i przede wszystkim do ogrodu, który był dla Różewicza szczególnie ważny. Na wykonanych w ciągu kilkunastu lat zdjęciach widać autora Niepokoju w prywatnym, zacisznym otoczeniu. To Różewicz nieoficjalny i pozbawiony pozy: siedzi przy stole z ciasteczkami i nalewką, w zamyśleniu wpatruje się w kwiaty, prezentuje bibeloty w „pracowni” – tak nazywał pokój, w którym powstawały wiersze – spaceruje po ogrodzie w kapciach i ulubionej niebieskiej bluzie, chowa się za drzewem jak dziecko i zmęczony wspiera się o ulubioną jarzębinę. 

Czasem czytał jakiś wiersz i pytał fotografa, co o nim sądzi. „A co ja miałem na to odpowiedzieć?” – komentuje dzisiaj Stankiewicz. Te zdjęcia powstały niejako przy okazji spotkań, w sposób naturalny, ale raz było inaczej. Różewicz zadzwonił do Stankiewicza – bo to on zawsze dzwonił – poprosił, żeby przyszedł z aparatem i dodał, że zdjęcia mogą być nieostre, ale nie wyjaśnił nic więcej. Włożył na siebie obszerny, gruby sweter, usiadł na stołku, Stankiewicz zaczął robić zdjęcia. Z przejęcia zapomniał, że w aparacie nie ma jeszcze filmu. Ta zamówiona przez poetę sesja, która powstała w styczniu 2012, była zarazem ostatnią: „Więcej zdjęć nie będzie… Ogród może pan dalej fotografować” – powiedział po jej zakończeniu Różewicz. Później, gdy oglądał odbitki, zdjęcia bardzo mu się podobały. Rozmawiali wtedy o Van Goghu. Stankiewicz dopiero po czasie znalazł w albumie z malarstwem wizerunek Starego człowieka w smutku przedstawiający mężczyznę siedzącego na krześle i prawdopodobnie to tym obrazem zainspirował się Różewicz. Portret Różewicza z twarzą w dłoniach znalazł się w książce – poeta zestawił go ze zdjęciem z pierwszej komunii i komentarzem: „jak szybko mija czas”. 

Ostatnie dwa lata tej znajomości to głównie dokumentacja ogrodu Różewicza. Widzimy, jak mijają kolejne pory roku, czas płynie. Jarzębina rośnie, kwitnie, owocuje, „Niech pan przyjedzie, został ostatni listek”, a potem znów przychodzi wiosna. Czasem gdzieś w tle widać też malutkiego Różewicza. Lubił później oglądać te zdjęcia, wołał żonę i mówił: „Wiesławo, popatrz, jakie piękne zdjęcia zrobił pan Janusz!”. Stankiewicz wspomina: „Cały czas myślał o drzewach. Wskazywał na jedno i mówił mi, że są z nim w tym ogrodzie najstarsi. Kiedy poprosiłem, żeby stanął przy drzewie do zdjęcia, skrył się za gałęziami i liśćmi. Otulał się nim, podobnie jak na zdjęciu z dzieciństwa z matką, przy kwitnącej jabłoni”. Spotkali się jeszcze 25 marca 2014 r. Przebieg tego spotkania widzimy niemal klatka po klatce: wczesna wiosna, kwitną pierwsze kwiaty, poeta spaceruje po ogrodzie z laską, a jego żona wzmacnia trawę. Zaczyna padać, Różewicz idzie do domu, prosi, aby po zakończeniu fotografowania Stankiewicz przyszedł na czekoladową Pliskę. Siądą, jak zwykle, przy stole w salonie, wypiją likier, będą rozmawiać. Gdy Różewicz na chwilę wyjdzie, Stankiewicz zrobi jeszcze zdjęcie pustego krzesła, a przez okno widok ogrodu w deszczu. I to będzie ich ostatnie spotkanie. Tadeusz Różewicz zmarł miesiąc później, 24 kwietnia 2014 r., nie zdążył zobaczyć wiosennych zdjęć z ogrodu, choć były już wywołane.

Janusz Stankiewicz powiedział niedawno, że dla niego to nie tyle wystawa, co opowieść o spotkaniach: „Nigdy nie wiedziałem, czy będą kolejne, każde mogło być ostatnie, dlatego starałem się uchwycić jak najwięcej”. 


Biogram

Janusz Stankiewicz – współtwórca, aktor i przez wiele lat szef Teatru Mimu „Gest” we Wrocławiu, fotograf, drukarz, miłośnik kaligrafii, z wykształcenia historyk. Urodził się w 1944 roku w Oszmianie na Wileńszczyźnie. Od 1962 roku mieszka we Wrocławiu. Brat i współpracownik Eugeniusza Geta Stankiewicza, drukarz oraz dokumentalista jego prac, między innymi zrealizowanych wspólnie z Tadeuszem Różewiczem Zabaw przyjemnych i pożytecznych oraz cd. Nauki chodzenia. Autor wystaw fotograficznych, między innymi Oszmiański aparat’czik i Ogrody R. Najbardziej znanym cyklem jego prac jest Epitafium i wiatr…, seria fotografii kilkuset osób na tle epitafium Melchiora Brichsela na ścianie kościoła pw. św. Elżbiety we Wrocławiu, zebranych w albumie pod tym samym tytułem. Janusz Stankiewicz przez kilkanaście lat fotografował poetę Tadeusza Różewicza.


„Dzwonił do mnie Różewicz, żebym przyszedł z aparatem…”
wystawa fotografii Janusza Stankiewicza
9 października 2026–28 marca 2027


kuratorka: Ewelina Wypchło

produkcja: Ewelina Wypchło i zespół Działu Technicznego

współpraca multimedialna: Magdalena Sozańska, Dział Technologii Informatycznych

opieka konserwatorska: Dział Konserwacji i Aleksandra Kuklewska

identyfikacja wizualna: Magdalena Subocz

promocja: Marek Paś i zespół Działu Projektów Muzealnych

opracowanie tekstów: Dobromiła Jankowska

użyczenie obiektów ze zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich: Dział Rękopisów

wykonanie skanów fotografii: Pracownia Reprograficzna


informacja prasowa

czwartek, 22 kwietnia 2021

Radiowa Dwójka wspomina Tadeusza Różewicza – premierowe słuchowisko i audycje specjalne

Odszedł 7 lat temu, dokładnie 24 kwietnia 2014 roku. Wybitny poeta, dramaturg, scenarzysta, ale również wielki przyjaciel Polskiego Radia. By upamiętnić życie i twórczość Tadeusza Różewicza, Program 2 Polskiego Radia przygotował na nadchodzący weekend audycje specjalne oraz spektakle na podstawie dzieł artysty – w tym premierową adaptację „Pułapki”. 



W premierowej odsłonie cyklu „Książka do słuchania”, już od czwartku 22 kwietnia Dwójka emituje fragmenty „Opowiadań” Tadeusza Różewicza w mistrzowskiej interpretacji Adama Ferencego. 
– Krytyka chce raz ze mnie zrobić dramaturga, kiedy indziej poetę lub prozaika. A ja jestem po prostu pisarzem, który uprawia różne gatunki – mówił w jednym z wywiadów Tadeusz Różewicz, pytany o swoją twórczość. Tę różnorodność tematyczną i formalną doskonale widać w jego pisanych w ciągu niemal pół wieku „Opowiadaniach”. Różewicz jako prozaik – podobnie jak w całej swoje twórczości – ukazuje swych bohaterów uwikłanych w historię, życie społeczne i skomplikowane relacje rodzinno-osobiste. Jednak „Opowiadania” to także znakomite gawędy i wspomnienia z czasów dzieciństwa, złośliwe i dowcipne portrety twórców ze środowiska literackiego oraz czasem wesołe, czasem smutne, czasem pełne refleksji obserwacje rzeczywistości we wszystkich jej przejawach. 
Emisja od czwartku 22 kwietnia o godz. 19.15 (codziennie od poniedziałku do czwartku)

***
W niedzielę 25 kwietnia Dwójka zaprasza na premierę słuchowiska „Pułapka” Tadeusza Różewicza w reżyserii Ewy Małecki. Napisany w 1979 roku tekst nawiązuje w swej treści do życiorysu jednego z najważniejszych twórców XX wieku – Franza Kafki. W interpretacji Ewy Małecki to historia Franza, literata w średnim wieku, który próbuje zmierzyć się z przeszłością i uwolnić od wpływów ojca. Wraz z bohaterem wędrujemy przez labirynt jego myśli, obaw, wspomnień i pragnień poszukując rozwiązania narastających problemów, ucieczki od doskwierającej rzeczywistości oraz obrazów podsuwanych przez udręczoną pamięć. Sztuka Różewicza to psychologiczne studium doświadczenia artysty i próba odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób cierpienie, trauma, neuroza stają się punktem wyjścia do stworzenia dzieła sztuki.
Adaptacja i reżyseria: Ewa Małecki; realizacja akustyczna: Agnieszka Szczepańczyk; muzyka: Grzegorz Łapiński. Obsada: Piotr Bajtlik (Franz), Marian Opania (Ojciec), Łukasz Lewandowski (Maks), Kuba Strach (Duszyczka). Emisja w niedzielę 25 kwietnia o godz. 19.00.
W sobotę 24 kwietnia w „Wieczorze ze słuchowiskiem” Dwójka przypomni „Recycling” według poematu Różewicza, nagrodzony Grand Prix VII Festiwalu „Dwa Teatry” w Sopocie. Adaptacja i reżyseria Waldemar Modestowicz, realizacja akustyczna Tomasz Perkowski, opracowanie muzyczne Małgorzata Małaszko. Obsada: Olgierd Łukaszewicz, Mariusz Benoit, Adam Woronowicz, Anna Chodakowska, Dorota Landowska. Emisja o godz. 19.30.

***
Na Różewiczowski weekend Program 2 Polskiego Radia przygotował również dwie audycje publicystyczne poświęcone artyście. W sobotę 24 kwietnia okolicznościowe wydanie audycji „Dwie do setki”. – Tadeusza Różewicza wspomni jego wnuczka, Julia – bohemistka i wydawczyni. Spotkamy się także z Krzysztofem Zygmą i Jolantą Dąbrowską z Młodzieżowego Domu Kultury w Radomsku – instytucji, która od wielu lat organizuje Różewicz Open Festival. Będziemy mieli szansę porozmawiać o tym, co znajdzie się w programie wydarzenia w Roku Różewicza, ale także przywołać młodość poety i jego braci – Janusza i Stanisława, o których pamięć także pielęgnuje ta interdyscyplinarna impreza – mówi Paweł Siwek, autor audycji. Natomiast prof. Barbara Osterloff opowie o rewolucji w teatrze, którą wywołał autor „Kartoteki”, a poeta Tadeusz Dąbrowski – uznawany za kontynuatora poezji Różewicza – o tym, za co wielbi poezję jednego z patronów roku 2021. Początek o godz. 15.00.
Dzień wcześniej, w piątek 23 kwietnia, w „Rozmowach po zmroku: Strefa literatury” audycja Doroty Gacek pt. „Tadeusz Różewicz o byciu poetą”, omawiająca stosunek Różewicza do tego, co to znaczy być poetą, do powstawania i formy istnienia wierszy, inspiracji poetyckich, miejsca poezji we współczesnym świecie. Początek o godz. 21.30.

informacja prasowa

niedziela, 15 października 2017

Kazimierz Braun: Nadal czuję się wrocławianinem /wywiad/

Kazimierz Braun – wybitny reżyser teatralny, znawca historii teatru i pisarz, a także potrójny Jubilat – opowiada o fascynacji teatrem, początkach pracy, a także o wrocławskim okresie swojej kariery zawodowej.

Kazimierz Braun, fot. Marek Dusza

Kazimierz Braun – wybitny reżyser teatralny, dramaturg i autor książek z dziedziny historii teatru – został honorowym obywatelem Tarnowa. 22 października 2016 odbyła się w tarnowskim Ratuszu uroczysta premiera sztuki Kazimierza Brauna "Powrót Norwida" w reżyserii autora oraz Tomasza Żaka, w wykonaniu aktorów Teatru Nie Teraz. Premiera uświetniła potrójny jubileusz Kazimierza Brauna: 80 lat życia, 55 lat pracy teatralnej oraz 45 pracy uniwersyteckiej. Z tej też okazji szanowny Jubilat otrzymał od Prezydenta RP Andrzeja Dudy Krzyż Komandorski Orderu Polonia Restituta, a od Rady Miejskiej Tarnowa – tytuł  Honorowego Obywatela Miasta Tarnowa. Ponadto w Teatrze Oratorium w Warszawie wystawiono sztukę autorstwa Kazimierza Brauna: "Moj syn Maksymilian" (o św. Maksymilianie Kolbe).
Kazimierz Braun jest częstym gościem w tarnowskim Gimnazjum nr 4, które nosi imię jego stryja - Jerzego Brauna, autora znanej pieśni ”Płonie ognisko i szumią knieje”. W mieście tym Jubilat kilkakrotnie pracował, inscenizując na scenie Solskiego spektakle własne i innych autorów. W darze dla miasta napisał nawet dramat ”Tarnowski wiatr niepodległości”.

Kazimierz Braun Honorowym Obywatelem Miasta Tarnowa, prasowe
Wrocław był w karierze Kazimierza Brauna miastem szczególnym, w którym w latach 1975-1984 wyreżyserował wiele wybitnych spektakli, a ponadto pracował także jako pedagog w PWST oraz na Uniwersytecie Wrocławskim. W przeprowadzonym przeze mnie wywiadzie Profesor opowiada o fascynacji teatrem, początkach pracy, a także o wrocławskim okresie swojej kariery zawodowej.


Barbara Lekarczyk-Cisek: Mimo Pańskiej długiej nieobecności w życiu kulturalnym Wrocławia, ciągle pamiętam Pańskie znakomite inscenizacje – zawsze były wydarzeniem. W Panu Tadeusz Różewicz znalazł twórczego interpretatora. Pamiętam też ”Dziady” Adama Mickiewicza z końca lat 70., które wystawił Pan w różnych przestrzeniach i wykorzystał nadmarionety Petera Schumanna. A także ”Dziady” i ”Dżumę” stanu wojennego, które trafnie oddawały naszą, Polaków,  dramatyczną sytuację… Znakomity reżyser i inscenizator – wizjoner nie pojawia się znikąd. Jakie były tego początki?  Dlaczego teatr?

Kazimierz Braun: Teatr był w atmosferze naszego domu od momentu, kiedy zacząłem być świadomym dzieckiem, w ”atmosferze świata”, jakby powiedział Norwid. To piękne określenie. Dodam przy okazji, że Norwid był moim pierwszym ośrodkiem zainteresowania i to poprzez Norwida doszedłem do Różewicza. Chociaż do autora ”Vademecum” wracałem wielokrotnie. Pozostał dla mnie źródłem inspiracji.
Teatr był w atmosferze mojej rodziny bardzo konkretnie: mój stryj Jerzy Braun – poeta, polityk, później ostatni przywódca polskiego państwa podziemnego podczas wojny i po niej, był także dramatopisarzem. Po latach zrealizowałem przedstawienie na podstawie jego dramatu: ”Europa”, z wykorzystaniem fragmentów innych dramatów, spełniając w pewnym sensie jego testament teatralny.
Aktorką teatralną była moja ciotka Jadwiga Domańska, z domu Braunówna. Ukończyła Instytut Teatralny prowadzony przez Aleksandra Zelwerowicza. W pewnym momencie jej legenda zaczęła do mnie docierać. Jak wszyscy członkowie mojej rodziny, była zaangażowana w walkę o niepodległość. Po klęsce kampanii wrześniowej przystąpiła do  wojskowej konspiracji (ZWZ) i została kurierką. Aresztowana przez sowietów, znalazła się w łagrze, a potem dotarła do Armii gen. Andersa. Dostała rozkaz zorganizowania teatru i tak powstał Teatr Dramatyczny Armii Polskiej, z którym przebyła cały szlak wojenny, aż do Londynu. Po wojnie pozostała za granicą, ponieważ domyślała się, że w Polsce czekałby ją los okrutny, jaki spotkał jej braci: Juliusza i Jerzego.

A wracając do inspiracji teatralnych, w mojej rodzinie był także krakowski aktor Antoni Żuliński. Pamiętam go melorecytującego przy fortepianie monologi Konrada z ”Wyzwolenia”, do którym komponował muzykę. Ponieważ sam pisałem wiersze, więc kiedy zdałem maturę, postanowiłem zdawać na polonistykę. W tym czasie mój ojciec siedział w więzieniu, więc nie dostałem się na studia. Kiedy jednak z powodu choroby ojciec został przedterminowo zwolniony, dostałem się na polonistykę w Poznaniu i już jesienią tego roku zacząłem poszukiwać zajęć teatralnych. O mały włos nie zostałem przyjęty do obsady okropnej sztuki socrealistycznej, na szczęście jednak odrzucono moją kandydaturę. I tak trafiłem do ”Wieczoru trzech króli”. Wtedy na dobre połknąłem bakcyla teatru. Już podczas studiów polonistycznych postanowiłem zdawać na reżyserię teatralną. Złożyłem pracę i zostałem przyjęty, co wyznaczyło moją dalszą drogę.

Jak wyglądały w tamtych czasach studia reżyserii teatralnej?

Studia reżyserii były wtedy ogromnie wymagające, trudne. Trzeba było walczyć, żeby się na nich utrzymać. Miałem szczęście, że zostałem wzięty pod opiekę przez Erwina Axera, który był doskonałym zawodowcem. Oprócz zajęć na uczelni, studenci mieli wówczas rano i wieczorem próby w teatrze. Byłem asystentem Axera przez całe studia i bardzo wiele mu zawdzięczam, szczególnie w sferze pracy z aktorem.
Natomiast teatru inscenizacji uczył nas Bohdan Korzeniewski. Nie był reżyserem, ale naukowcem, historykiem teatru, teatrologiem. Obok Erwina Axera, był dla mnie również ważnym nauczycielem i źródłem inspiracji. W ogóle miałem wspaniałych nauczycieli!  Scenografii uczył mnie największy artysta tamtych czasów – Andrzej Pronaszko, który robił m.in. scenografię do schillerowskich ”Dziadów” w latach 30. Pracy z aktorem uczył mnie Jan Świderski, a analizę dramatu prowadził z nami Edward Csato – wybitny teatralny.

Pański debiut miał miejsce w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku…

To Erwin Axer mnie zarekomendował. Jako zawodowy reżyser zadebiutowałem tam trzema jednoaktówkami Sławomira Mrożka: ”Karol”, ”Na pełnym morzu”, ”Strip-tease”. Obsada była znakomita: Tadeusz Gwiazdowski, Tadeusz Wojtych, Zdzisław Maklakiewicz, którzy życzliwie mnie przyjęli, co nie zawsze się zdarza debiutantom. Dodam jeszcze, że moim przedstawieniem dyplomowym był ”Pierścień wielkiej damy” Norwida na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego w Warszawie. I było to pierwsze z wielu przedstawień norwidowskich, które zrealizowałem w ciągu następnych lat. To jakby drugie skrzydło – poetyckie moich zainteresowań teatralnych.

Czy będąc dyrektorem teatru w Lublinie miał Pan większą wolność w doborze repertuaru?

Tak się złożyło, że zawsze mogłem wynegocjować z kierownikiem literackim teatru czy jego dyrektorem to, nad czym będę pracował. Natomiast kiedy objąłem kierownictwo artystyczne, a po pewnym czasie również dyrekcję Teatru w Lublinie, to spełniając różne uwarunkowania i obowiązki, zapraszałem różnych reżyserów, a sam mogłem koncentrować się na tym, co mnie najbardziej interesowało. Właśnie w Lublinie spotkałem się po raz pierwszy z Różewiczem i zrealizowałem ”Akt przerywany”. Nota bene, było to moje pierwsze przedstawienie pokazywane we Wrocławiu na Festiwalu Sztuk Współczesnych. Pamiętam pierwsze rozmowy z Różewiczem… Starałem się jakoś wejść w jego dramaturgię, przełożyć ją na widowisko teatralne, co nie było proste. Tadeusz Różewicz zadał sobie trud i przejeżdżał do Lublina, a w końcu zaakceptował moją pracę, co było dla mnie formą zachęty, aby sięgać ponownie po jego teksty. Po ”Akcie przerywanym” zrobiłem ”Kartotekę”, ale zarówno ta, jak i kolejne moje ”Kartoteki” to były zupełnie inne przedstawienia. Sam tekst zmieniał się zresztą wielokrotnie, bo nie podobał się cenzorom. Różewicz opublikował dziesięć lat później tzw. ”Sceny dodane” i tak odbyła się druga premiery tej sztuki. Jest to świetna sztuka do pracy z aktorami, także do nauki aktorstwa. Robiłem ją później w PWST w Krakowie i na uniwersytetach amerykańskich. Stała się także podstawą do realizacji ”Kartoteki rozrzuconej”. Uważam, że Wrocław ma szczególny obowiązek, aby zrealizować przedstawienie w oparciu o ten tekst. Mnie odmówiono realizacji tego projektu, więc zrealizowałem go Stanach Zjednoczonych – w języku angielskim.

Pamiętam, jaki sukces odniosło ”Białe małżeństwo” w Pana reżyserii, w 1975 roku…

To była pierwsza sztuka Tadeusza Różewicza, którą realizowałem we Wrocławiu. Po niej były następne. Napisałem nawet książkę o teatrze Różewicza i została ona przyjęta do druku w Wydawnictwie Dolnośląskim, ale gdy w stanie wojennym wyrzucono mnie z teatru, książka gdzieś zginęła. Po latach, będąc już na emigracji, napisałem ją na nowo we współpracy z Krystyną Hoffman – krytykiem teatralnym i literatką.  Próbowałem kiedyś policzyć, ile przedstawień tekstów Różewicza zrobiłem w życiu i wyszło na to, że jest ich dziewiętnaście, więc z tą monografią będzie tych moich różewiczowskich prac równo dwadzieścia.

Mimo tych rozlicznych zasług, w stanie wojennym zwolniono Pana w trybie natychmiastowym…

Zawsze traktowałem teatr jako sztukę oraz płaszczyznę porozumiewania się ludzi, ale było to umocowane w bieżącym życiu, a więc także w polityce. Choć w samą politykę nigdy się bezpośrednio nie angażowałem. W stanie wojennym trzeba się było jasno zadeklarować. Został rozwiązany Związek Literatów, do którego należałem, a do nowego – pod auspicjami władz komunistycznych – nie zapisałem się. Podobnie było z ZASP-em. Bardzo  istotnym źródłem mojego konfliktu z władzami stanu wojennego stała się realizacja ”Dżumy” na motywach powieści Alberta Camusa. Myśmy się zastanawiali w teatrze, jak mamy odpowiedzieć na to, co zrobiono z nami i z całym narodem. ”Dżuma” była artystycznym oskarżeniem tego, co się stało w Polsce, co się stało z nami, gdy wprowadzono stan wojenny. Przedstawienie zostało zdjęte, a potem na krótko wznowione, ale wściekłość władzy narastała. Nie powiedziano mi o niczym wprost, ale kiedy już zaplanowałem repertuar na nowy sezon, 4 lipca 1984 roku zostałem z dnia na dzień zwolniony z Teatru Współczesnego. Wraz ze mną, w solidarnym proteście, odeszło wielu pracowników tej instytucji. Dla mnie była to katastrofa. Nie planowałem nigdy emigracji, choć miewałem propozycje reżyserowania na Zachodzie. Musiałem utrzymać rodzinę, więc pojechałem na zaproszenie moich przyjaciół  do Stanów Zjednoczonych i tam zacząłem pracować. Ale cały czas zachowywałem polski paszport, żeby móc wrócić. Jednak takie zaproszenie nigdy nie przyszło przez ponad dwadzieścia lat. Mimo to jednak nadal czuję się wrocławianinem…

Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline. Przeprowadziłam go jednak wcześniej, ok. 2012 roku, kiedy to Profesor prowadził warsztaty w Teatrze Arka, na zaproszenie jego dyrektorki śp. Renaty Jasińskiej, która była przed laty aktorką Teatru Współczesnego. Spotkaliśmy się dwukrotnie i nasza rozmowa trwała w sumie ponad 3 godziny. Powyższy jej fragment został przeze mnie opracowany na okoliczność jubileuszu Profesora. 

czwartek, 23 września 2021

24'21 Różewicz Jam Session w Teatrze Muzycznym Capitol

Z okazji Roku Tadeusza Różewicza Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu przygotowuje poetycko-muzyczne spotkanie – jam session z wykorzystaniem wierszy i poematów Tadeusza Różewicza. W ciągu 24 godzin, od południa 2 października do południa dnia następnego, na teatralnym Podwórku odbędzie się nieprzerwany, częściowo improwizowany koncert z udziałem artystek i artystów.

Tadeusz Różewicz przy pomniku „Ku Czci Zwierząt Rzeźnych” we Wrocławiu, fot. Adam Hawałej

24'21 Różewicz Jam Session będzie można oglądać na żywo i w streamingu na teatralnym Facebooku. Aktorki i aktorzy będą interpretować wiersze Tadeusza Różewicza, deklamując je lub śpiewając, a towarzyszyć im będą improwizujący muzycy. Co pół godziny na scenie pojawi się nowy muzyczno-aktorski tandem stanowiący świeżą inspirację dla wciąż zmieniającego skład zespołu muzycznego. Kolejne pary wniosą twórczą, inspirującą różnorodność, ich spotkanie na scenie będzie intrygujące w formie, poetycko ulotne, prowokujące publiczność do refleksji, budzące emocje.

Pełną obsadę wydarzenia można znaleźć na stronie Teatru Muzycznego Capitol, wkrótce będzie tam także dostępny godzinowy plan jam session.

W projekcjach wideo oglądać będziemy zdjęcia Tadeusza Różewicza autorstwa Adama Hawałeja, który ponad ćwierć wieku fotografował poetę w rozmaitych sytuacjach, prywatnych i publicznych: przy wręczaniu nagród i wyróżnień, podczas prób w teatrze, w trakcie happeningu Śmietnik, na spacerach w zoo.

Bilety w cenie 10 zł będzie można kupić tylko w kasie Teatru Muzycznego Capitol na godzinę przed rozpoczęciem – czyli 2 października od godz. 11:00.

informacja prasowa

sobota, 14 października 2017

50. WROSTJA – Jubileusz niezwykłego festiwalu monodramów (relacja)

O początkach festiwalu monodramów, ich charyzmatycznym pomysłodawcy i organizatorze – Wiesławie Gerasie, jubileuszowych publikacjach i najciekawszych monodramach tegorocznej edycji.

plakat ubiegłorocznych WROSTJA

W dniach od 17 do 24 października odbyły się Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora. Ten wyjątkowy w skali światowej festiwal monodramów święcił w tym roku swoje 50-lecie.

Na początku był … Geras


Jubileuszowe wydawnictwo, Klub Krytyki Teatralnej/ Polska Sekcja IATC : Wydawnictwo Skorpion


Nie byłoby to zapewne możliwe bez pomysłodawcy i niestrudzonego organizatora – dyrektora festiwalu, Wiesława Gerasa. Temu niezwykłemu człowiekowi, który nie tylko czuwał nad organizacją festiwali, ale także je programował, jeżdżąc po świecie i zapraszając do Wrocławia (i nie tylko) wybitnych artystów, wielokrotnie też inspirował wielu aktorów do zagrania monodramów, została poświęcona jubileuszowa książka o znamiennym tytule: ”50 lat WROSTJA. Po teatrze jednego aktora oprowadza Wiesław Geras”. Została wydana przez Klub Krytyki Teatralnej/Polska Sekcja IATC, pod redakcją Tomasza Miłkowskiego i zawiera – oprócz rozmowy z twórcą festiwalu – wspomnienia aktorów, teatrologów, dziennikarzy, którzy w kolejnych edycjach uczestniczyli ”od zawsze”. Dzięki temu historia tego niezwykłego festiwalu opowiedziana jest barwnie i polifonicznie.

Siemion ojcem założycielem


Początków trzeba szukać w połowie lat 60., które prof. Janusz Degler określa złotym okresem w kulturze Wrocławia. Jego zdaniem, ten rodzaj teatru stwarzał nie tylko szansę  na ujawnienie siebie – własnego warsztatu i sił twórczych. 17 października 1966 roku Danuta Michałowska zaprezentowała w Piwnicy Świdnickiej monodram na podstawie powieści ”Komu bije dzwon” Ernesta Hemnigwaya. Tak rozpoczął się trwający do 23 października Ogólnopolski Przegląd Teatrów Jednego Aktora. Jednakże za ”ojca założyciela” Tomasz Miłkowski uznał Wojciecha Siemiona, który wystąpił z monodramem ”Zdrada” według Izaaka Babla.

W ”Zdradzie” – twierdzi autor ”Impulsu, czyli jak to się zaczęło” – demonstrował Siemion swoje odkrycie estetyczne – wykazywał, że nie dość powołać na scenie postać, trzeba ją jeszcze skomentować, nie tyle być nią, ile być obok niej, opowiadać ją w taki sposób, jakby się nią było. Trudna to sztuka (…), jak zachować bliskość i dystans jednocześnie, ale aktor umiał odnaleźć ten właściwy ton. Stąd aplauz, z jakim spotkał się na festiwalu jego spektakl.

Poza spektaklami, w których wystąpili aktorzy tak znani i wybitni, jak Ryszarda Hanin, Kalina Jędrusik, Andrzej Łapicki i inni, odbywały się także spotkania z aktorami i gośćmi festiwalu, wśród których były takie nazwiska, jak Tadeusz Różewicz czy wspomniany Wojciech Siemion… Codziennie dyskutowano o obejrzanych monodramach, a na spektakle ”waliły tłumy”, jak pisał nieżyjący, znany wrocławski dziennikarz Tadeusz Burzyński. Kolejne przeglądy miały już charakter konkursu, a laureatem pierwszej nagrody – Nagrody Głównej Ministra Kultury i Sztuki – został Tadeusz Malak -  za monodram ”W środku życia” na podstawie tekstów Tadeusza Różewicza. On też otworzył tegoroczne jubileuszowe WROSTJA, odwołując się do tamtego przedstawienia: "Powrót do źródeł... od Różewicza... i dalej...”.

 Tadeusz Malak w monodramie "Powrót do źródeł...", Wrocław 2016

Hamlet Geta


W kolejnym roku Eugeniusz Get-Stankiewicz zaprojektował grafikę zatytułowaną ”Hamlet”, która stała się oficjalnym logo festiwalu, a także znalazła się na okładkach serii wydawniczej poświęconej monodramom – ”Czarnej książeczce z Hamletem”.  Serii, dodajmy, zupełnie unikalnej. Ukazało się w niej 17 publikacji, z czego trzy w tym roku: ”166 monodramów” Tomasza Miłkowskiego, ”Wypowiedzieć człowieka. Poezjoteatr Tadeusza Malaka” Katarzyny Flader-Rzeszowskiej oraz ”Lidii Danylczuk droga ku sobie” Iryny Wołyćka-Zubko. Dodajmy, że każda taka książeczka miała swoją promocję, podczas której nie tylko o niej dyskutowano. Zazwyczaj aktor, który był jej bohaterem, prezentował również swoje monodramy – we fragmentach i w całości.


Ukraińska aktorka Lidia Danylczuk – jedno  z wielu odkryć Wiesława Gerasa – gościła w Polsce wielokrotnie ze swoim ”Teatrem w Koszyku”, który charakteryzuje się nowatorską syntezą słowa, obrazu i dźwięku. W tym roku zaprezentowała monodram "Do źródeł. Głos cichego odmętu", na podstawie tekstu Nedy Neżdany, poruszającego historię głodu na Ukrainie w latach 30.

Geras znaczy dobry


Wielkim atutem jubileuszowego wydawnictwa ”50 lat WROSTJA” jest nie tylko zebranie i uporządkowanie informacji na temat wrocławskiego festiwalu monodramów, ale – a może dla czytelnika przede wszystkim – głosy aktorów, którzy bywali we Wrocławiu ze swoimi spektaklami, a także osób aktywnie uczestniczących w festiwalu w różnych rolach. Dzięki nim poznajemy też trochę ten festiwal od kulis.

Birutė Mar odkrywa dla nas, że słowo ”geras” znaczy po litewsku ”dobry”.
Teraz, po prawie dwudziestu latach  - wspomina aktorka – rozumiem, że Pan Wiesław Geras był wówczas tym dobrym człowiekiem, litewskim ”Gerasem” przysłanym mi przez los, który inspirował do tworzenia, rozwoju, doskonalenia się. (…) Wrocław stał się moim miastem rodzinnym tak jak WROSTJA moim rodzinnym festiwalem, gdzie zagrałam wszystkie swoje spektakle, gdzie chce się powrócić i spotkać starych dobrych przyjaciół, gdzie zawsze ktoś na mnie czeka.

Lidia Danylczuk nazywa Wiesława Gerasa żartobliwie ”rycerzem jednego aktora”, a Katarzyna Flader-Rzeszowska ”człowiekiem z pasją”. Z kolei Krzysztof Gordon podziwia jego świeżość patrzenia na teatr, na aktora, na spektakl, zaś  Krzysztof Grabowski – kompetencje  i szybkość działania: 

Byłem wielokrotnie świadkiem – pisze żartobliwie – jak Wiesław Geras, znany wszystkim służbom w Polsce jako szef mono mafii, zapytany, czy ma jakiś pomysł, kogo można by zaprosić ze spektaklem, odpowiadał, że zaraz coś napisze. Wracał po 30 minutach z pełnym programem na najbliższe dwie edycje festiwalu.

Bogusław Kierc określa Wiesława Gerasa mianem ”jasnoksiężnika”, a Wiesław Komasa nazywa ”Sir Wiesławem” i jedną z najbarwniejszych postaci w historii Teatru Jednego Aktora. Zaś Piotr Konrad, próbując odpowiedzieć na pytanie, czym jest teatr jednego aktora, dochodzi do wniosku, iż jest to ”teatr jednego Gerasa”.

Wiesław Geras, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Tych wypowiedzi i przemyśleń, nie stroniących od anegdoty i błyskotliwych bon motów, jest we wspomnianej  publikacji o wiele więcej. Zachęcam gorąco wszystkich, którzy lubią monodramy i są ciekawi takich charyzmatycznych postaci, jak pan Wiesław Geras, aby sięgnęli do niej. Osobiście zawdzięczam dyrektorowi festiwalu nie tylko możliwość obejrzenia wielu wspaniałych spektakli, których bez Niego nie miałabym szansy zobaczyć, a w konsekwencji – doznać  wielu niezapomnianych wrażeń. Chylę również czoła przed Jego pasją, determinacją i wrażliwością, dzięki którym stworzył zjawisko tak niebywałe, a zarazem tak trwałe.

WROSTJA A.D. 2016


W tym roku spektakle celowo były prezentowane w różnych miejscach, które przypominały historię festiwalu – począwszy od Piwnicy Świdnickiej, gdzie wszystko się zaczęło, poprzez scenę PWST, Teatru Lalek, Biura Festiwalowego IMPART, Teatr Polski, Teatr Muzyczny Capitol, po miejsca zupełnie nowe, ale znaczące,  jak nowo powstałe Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, gdzie odbyła się sesja o stanie i kondycji teatru jednego aktora, zaprezentowano wystawę fotografii oraz nowe publikacje.

Spośród wielu interesujących monodramów, obejrzanych podczas jubileuszowego festiwalu, chciałabym więcej miejsca poświęcić szczególnie dwóm. Pierwszym jest ”Żmija” - według prozy Aleksandra Tołstoja i w wykonaniu Doroty Stalińskiej, drugim zaś ”Anioły Dostojewskiego”, które zaprezentowała litewska aktorka Birutė Mar. 

”Żmija” – jubileuszowy monodram Doroty Stalińskiej


”Żmija” to spektakl, który jest swoistym fenomenem. Powstał w 1978 roku (sic!), a więc blisko czterdzieści lat temu i najpierw otrzymał I Nagrodę na 13. OFTJA w Toruniu, a następnie Grand Prix na 11. WROSTJA w 1987 roku.  Jednakże prawdziwym zdumieniem napawa fakt, iż grany był przez wiele lat, a liczba przedstawień przekroczyła cztery tysiące!  Kiedy aktorka wznowiła go, prezentując ponownie podczas festiwalu ”W remizie” na Helu, w 2015 roku, nie mogła wejść do środka, tak wielu chętnych usiłowało bezskutecznie dostać się na widownię. To dowodzi, że są spektakle, które się nie starzeją. We Wrocławiu Stalińska zaprezentowała ”Żmiję” w ramach festiwalu po raz czwarty – przy wypełnionej sali. W ten sposób uczciła jubileusz WROSTJA, ale również własny jubileusz 40-lecia pracy artystycznej.

Monodram ten jest autorski w pełnym tego słowa znaczeniu – aktorka wybrała tekst, opracowała go, wyreżyserowała, stworzyła scenografię oraz kostium i własnoręcznie je wykonała (poza wojskowym płaszczem i butami). Jej bohaterka – Olga Wiaczesławowna Zołotowa jest rodzajem Kandyda w spódnicy (w spodniach także). Urodzona w inteligenckiej rodzinie, traci najbliższych w wyniku Rewolucji Październikowej, a sama – mimo ran i uwięzienia – przeżywa i próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zakochana w poznanym podczas pobytu w szpitalu dowódcy o sokolich oczach, wstępuje do armii i robi wszystko, co on każe. Uczy się jeździć konno, strzelać, znosi wszelkie trudy, bo on jest teraz jej ”rodziną”. Dowódca jest  przy tym powściągliwy i traktuje ją początkowo po ojcowsku, by z czasem zauważyć w niej kobietę, ale nigdy tego nie wykorzystuje. Przed samobójczym, nakazanym przez dowództwo atakiem, wyznaje jej miłość, po czym... ginie. Dziewczyna niczego poza walką nie umie i kiedy nastaje czas pokoju, nie potrafi odnaleźć się w tzw. zwyczajnym życiu. Jest samotna, zamknięta w sobie i staje się łatwą ofiarą pomówień i intryg. Pełne determinacji próby zademonstrowania otoczeniu, że jest normalną kobietą, pragnącą kochać i być kochaną, kończą się tragicznie.

Dorota Stalińska w monodramie "Żmija", WROSTJA 2016

Dorota Stalińska znakomicie pokazuje dramat swojej bohaterki, opowiadając jej historię w formie retrospekcji, od momentu, kiedy to kobieta znajduje się w więzieniu i jest przesłuchiwana, a jednocześnie przygląda się swojemu życiu, próbując zrozumieć, jak to się stało, że zabiła człowieka. Nawiązuje kontakt z publicznością, jakby w oczekiwaniu, że ktoś jednak zrozumie jej dramat. Gra zarówno naznaczoną dramatycznymi przejściami bohaterkę – doświadczoną i nieufną, by za chwilę zmienić się w młodą, niewinną dziewczynę, jaką była na początku. Czasami tragiczna, niekiedy tragikomiczna, zabawna – zawsze prawdziwa i wiarygodna. Taka jest Olga Doroty Stalińskiej: komiczna, gdy uczy się konnej jazdy (wszystko rozgrywa się na naszych oczach), liryczna i trochę zabawna, gdy jesteśmy świadkami jej pierwszej rozkwitającej miłości, tragiczna – gdy  rozpacza po śmierci ukochanego. Piękna jest scena, w której zakochani spędzają ostatnią noc przy ognisku, a mężczyzna śpiewa miłosną pieśń po ukraińsku. Stalińska wyczarowuje przed nami tę scenę tak znakomicie, że ”widzimy” dwoje zakochanych, czujemy atmosferę tej chwili… Prawdziwa mistrzyni! Pod koniec spektaklu, kiedy emocje sięgają zenitu, właściwie bez zastrzeżeń stajemy po stronie ”skrzywdzonej i poniżonej” bohaterki tej opowieści.

Sądzę, że ponadczasowość tego monodramu wynika nie tylko z przesłania utworu, w którym ukazano, jak historia i ludzka podłość mogą zniszczyć życie człowieka. To także, a może przede wszystkim zasługa aktorki, która potrafiła tę prawdę w sposób wiarygodny przekazać środkami scenicznymi, z upływem lat robiąc to coraz bardziej świadomie i dojrzale. 

Wywiad z Dorotą Stalińską - pod tym linkiem.


”Anioły  Dostojewskiego” i Birutė Mar


Prawdziwym brylantem 50. WROSTJA była litewska aktorka Birutė Mar, która tym razem zaprezentowała monodram na kanwie prozy Fiodora Dostojewskiego. Tytuł został zaczerpnięty z opowiadania "Chłopczyk na gwiazdce u Pana Jezusa", bo też dziecko – niewinne, skrzywdzone, poniżone, cierpiące biedę i głód – jest bohaterem tego spektaklu. Tacy ”niewinni aniołowie” pojawiają się w różnych tekstach Dostojewskiego.

Dziatki kochajcie szczególnie – naucza starzec Zosima w ”Braciach Karamazow – albowiem również i one są bezgrzeszne jako anioły i żyją ku rozrzewnieniu, ku oczyszczeniu serc naszych, niejako będąc dla nas wskazówką. Biada temu, kto skrzywdził dziecko.
Tymczasem dzieci są krzywdzone nieustannie: uwiedzione, naiwne nieletnie dziewczęta, marzące o miłości, które wykorzystano cynicznie, nigdy już nie będą potrafiły kochać, będą tylko ranić innych, jak Gruszeńka z ”Z braci Karamazow” czy naiwna dziewczyna z ”Białych nocy”. 
Birutė Mar wchodzi w rolę każdej z postaci w sposób tak naturalny, że to aż zdumiewające. Wkłada męski płaszcz i jest Stawroginem opowiadającym, jak doprowadził do samobójczej śmierci małą dziewczynkę Matrioszę, która nie umiała żyć po tym, jak ją skrzywdził. Cyniczny i mający niejedno na sumieniu, ciągle widzi jej postać wygrażającą mu maleńką piąstką.  Biada temu, kto skrzywdził dziecko… Za skrzywdzonym dzieckiem ujmuje się także inny bohater Dostojewskiego – książę Myszkin, który doskonale wie, że dzieci potrafią być także okrutne w stosunku do siebie, ale nigdy w takim stopniu jak dorośli. Zresztą sam Myszkin ma wrażliwość i ”anielskość” dziecka – i pozostaje bezbronny jak one.

Birute Mar w monodramie "Anioły Dostojewskiego", WROSTJA 2016

Birutė wchodzi także w rolę sześcioletniego chłopczyka i robi to jak nikt inny – wkłada rozczłapane buty, twarz jej się zmienia, oczy nabierają takiego wyrazu, że można o nic powiedzieć: ”oczy dziecka”… Przypomina mi w tym Giuliettę Masinę. Chłopczyk opuszcza suterenę, w której leży ciało zmarłej matki i usiłuje znaleźć coś do jedzenia. Jest mały, bezbronny, przemarznięty. Właśnie zbliża się Wigilia Bożego Narodzenia i za szybami sklepów i oknami widać stosy jedzenia, ale nikt nie chce chłopcu dać się pożywić. W końcu malec zamarza za stosem drewna i ktoś nazajutrz odnajduje jego zwłoki. Tymczasem – mówi Dostojewski, a za nim Birutė – chłopiec trafia na Wigilię do Pana Jezusa, bo u Niego  jest zawsze w Wigilię gwiazdka dla małych dzieci, które nie mają własnej gwiazdki. Ale pointa monodramu jest zupełnie inna niż w opowiadaniu. Narrator Dostojewskiego dystansuje się do tej historii, mówiąc, że jest zmyślona. Birutė zaś przytacza na koniec słowa starca Zosimy i to one stają się pointą spektaklu. Otóż w kontrze do myśli "jeśli Boga nie ma, wszystko wolno”, starzec Zosima uważa, że całe zło, a w szczególności cierpienie niewinnych, bierze się z faktu zerwania przez człowieka więzi z Bogiem.

Spektakl litewskiej mistrzyni monodramu to przykład coraz rzadszego we współczesnej sztuce zjawiska, kiedy to teatr przekracza swoje własne granice, stając się czymś więcej niż scenicznym działaniem. Jak w starożytnej Grecji, przynosi rodzaj katharsis i sprawia, że widz będący współuczestnikiem spektaklu (bo powiedzieć: widzem - to za mało), przeżywa rodzaj duchowego wstrząsu, po którym nic już nie jest takie samo.

Gdyby na WROSTJA  zaprezentowano tylko to przedstawienie, byłoby to i tak wielkim sukcesem tego zasłużonego festiwalu. Jednak takich przeżyć doświadczyłam w ciągu minionych lat więcej, toteż ogromnie żałuję, że 50. przegląd monodramów był zarazem ostatnim.

Wywiad aktorką - pod tym linkiem


Relacja ukazała się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

niedziela, 11 października 2026

60 lat teatrów jednego aktora we Wrocławiu /19 października 2026/

19 października będziemy świętować 60 lat teatrów jednego aktora we Wrocławiu! Z tej to okazji we Wrocławskim Teatrze Lalek zostaną zaprezentowane dwa monodramy: Wiesława Komasy, który zadebiutował we Wrocławiu w 1971 roku spektaklem "Wołający" oraz Agaty Kucińskiej, która za "Sny" wg Iwana Wyrypajewa otrzymała w 2005 roku Nagrodę Dziennikarzy WROSTJA. Odbędzie się też rozmowa o początkach przeglądu monodramów we Wrocławiu z udziałem dziennikarzy, profesorów i aktorów. Pomysłodawcą przeglądu i jego organizatorem  przez ponad 50 lat  jest Wiesław Geras – dziennikarz i animator kultury.

Pierwszy Przegląd Teatrów Jednego Aktora odbył się w dniach od 17 do 19 października 1966 roku w Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu. Wiesław Geras zaprosił wówczas 16 spektakli Wystąpili m. in.: Wojciech Siemion ze "Zdradą" wg Izaaka Babla, Irena Jun z "Pastorałkami polskimi", Andrzej Dziedziul z "Orfeuszem" na podst. tekstów Leszka Kołakowskiego, Danuta Michałowska z monodramem "Komu bije dzwon", Kalina Jędrusik z "Tabu" na podst. powieści Jacka Bocheńskiego, Andrzej Łapicki w "Sposobie bycia" wg noweli Stanisława Dygata... Przeglądowi towarzyszyły pokazy filmów i wystawa fotosów aktorów biorących w nim udział. Ponadto w Piwnicy Świdnickiej i innych klubach odbywały się spotkania i dyskusje o obejrzanych monodramach, w których wzięli udział nie tylko aktorzy, ale także pisarze i dziennikarze: Tadeusz Różewicz, Krzysztof Teodor Toepltz... Ukazywała się gazetka festiwalowa, a w niej entuzjastyczne relacje i recenzje. Zainteresowanie było ogromne!

Kolejny przegląd, który odbył się w 1967 roku, miał już charakter konkursu, a pierwszym laureatem został Tadeusz Malak, nagrodzony za monodram "W środku życia". Eugeniusz Get-Stankiewicz ofiarował Wiesławowi Gerasowi grafikę "Hamlet", która odtąd stanie się oficjalnym logo WROSTJA, zamieszczanym później również na drukach, programach i okładkach książek z serii wydawniczej "Czarna książeczka z Hamletem", poświęconej teatrowi jednego aktora.

W 2016 roku uczestniczyłam w jubileuszowej 50. edycji Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora. Ponownie wystąpił wówczas Tadeusz Malak, tym razem w monodramie pod znaczącym tytułem "Powrót do źródeł...". Pojawiła się także Dorota Stalińska z monodramem "Żmija", który powstał w 1978 roku i najpierw otrzymał I Nagrodę na 13. OFTJA w Toruniu, a następnie Grand Prix na 11. WROSTJA w 1987 roku. Aktorka gra go nadal z wielkim powodzeniem. Prawdziwym brylantem 50. WROSTJA była litewska aktorka Birutė Mar, która odwiedzała Wrocław wielokrotnie i tym razem zaprezentowała monodram na kanwie prozy Fiodora Dostojewskiego: "Anioły Dostojewskiego". Po jubileuszu festiwal został przeniesiony do Torunia, odbywał się też w innych miastach, nad czym bardzo ubolewam do dziś. Dzięki niemu bowiem w latach 70. i później miałam okazję obejrzeć wiele wspaniałych monodramów. To było dla mnie zawsze wspaniałe święto teatru. Cieszy więc, że dla uczczenia 60. rocznicy powstania przeglądu we Wrocławiu będzie okazja przeżycia tego raz jeszcze, choć w zdecydowanie skromniejszej formie. 

Za kilka dni zobaczymy dwa wyjątkowe monodramy. Autorką pierwszego jest Agata Kucińska, która tym razem zaprezentuje spektakl "Hałas" w swojej własnej reżyserii. Drugi monodram ma charakter autobiograficzny. "Mieć jak rzeka swoje źródło" przygotował Wiesław Komasa, który w tym roku obchodzi 55-lecie pracy artystycznej i który pragnie w ten spektakularny sposób zakończyć swoją wieloletnią karierę.

Pomiędzy spektaklami będzie można wziąć udział w rozmowie o początkach przeglądu monodramów we Wrocławiu.


PROGRAM

15.00
Agata Kucińska: "Hałas"

 – monodram inspirowany książką Małgorzaty Halber

16.30
Rozmowa "Zaczęło się we Wrocławiu" w 1966 roku 

z udziałem dziennikarzy, profesorów, ludzi teatru: 

prof. Janusz Degler, prof. Tomasz Miłkowski, dr hab. Katarzyna Flader-Rzeszowska, prof. Marzenna Wiśniewska, poeta, aktor, eseista Bogusław Kierc, prof. Mirosław Kocur, red. Mariusz Urbanek, red. Elwira Militowska, Wiesław Geras  – dziennikarz, animator kultury, organizator i pomysłodawca przeglądów teatru jednego aktora.

18.30
Wiesław Komasa: "Mieć jak rzeka swoje źródło" 

 – monodram autobiograficzny, premiera wrocławska

Gdzie: Wrocławski Teatr Lalek

Wywiad z Wiesławem Gerasem - pod tym linkiem


Mozart – "Requiem" w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...

Popularne posty