Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
14 września o godz. 18.00 w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego odbędzie się inauguracja sezonu artystycznego 2024/2025 Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie. Orkiestrę poprowadzi jej dyrektor artystyczny Michał Klauza. Transmisja wydarzenia w Programie 2 Polskiego Radia.
14 września w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego zabrzmi Ein Deutsches Requiem - Niemieckie Requiem op. 45 Johannesa Brahmsa. Kompozytor wielokrotnie miał zastanawiać się, czy zamiast niemieckim, nie nazwać swojego Requiem po prostu ludzkim. Tradycyjnie Requiem to msza za zmarłych, Brahms jako człowiek mało religijny i przekorny uczynił z tego gatunku misterium pocieszenia dla pozostających w świecie doczesnym żałobników. Kompozytor nie proponuje jednak prostego rozwiązania - w tym monumentalnym utworze prowadzi słuchaczy od ziemskiego cierpienia ku tryumfowi, wykorzystując fragmenty Biblii Lutra.
W programie zabrzmi także Litania do Marii PannyKarola Szymanowskiego. W swoim ukończonym w 1933 roku opusie 59 Szymanowski wykorzystał tekst zmarłego dwa lata wcześniej w bardzo młodym wieku poety – Jerzego Lieberta. W panoramie późnych dzieł kompozytora Litania do Marii Panny wyróżnia się powściągliwością wyrazu, co w połączeniu z lirycznym tonem wypowiedzi poetyckiej interpretowano, jako sygnał o bardzo osobistym wydźwięku kompozycji. Jednocześnie Litania wpisuje się w nurt utworów o szczególnie uniwersalnym wymiarze – tak, jak Requiem Johannesa Brahmsa.
Partie solowe wykonają: Joanna Zawartko – sopran i Artur Janda – bas/baryton.
Zaśpiewa także Chór Polskiego Radia – Lusławice wraz z uczestnikami swojej Akademii przygotowany przez Marię Piotrowską – Bogalecką.
Inauguracja sezonu artystycznego Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie 14 września o godz. 18.00 w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego
Transmisja na antenie Programu 2 Polskiego Radia (prowadzenie Andrzej Sułek)
W niedzielę 13 grudnia, w 39. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, radiowa Dwójka zaprasza na specjalny koncert Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie. Program wypełnią utwory trzech kompozytorów manifestujących swą postawą i twórczością sprzeciw wobec totalitarnej opresji. Transmisja ze Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego o godz. 15.00: na antenie Programu 2 oraz – w formie streamingu wideo – na stronie internetowej, Facebooku stacji i kanale YouTube Polskiego Radia.
Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie, fot Wojciech Kusiński/ Polskie Radio
– Tym koncertem chcemy oddać hołd wszystkim tym, którzy 39 lat temu walczyli o wyrwanie naszej Ojczyzny z jarzma rządów komunistycznego reżimu – mówi Michał Klauza, dyrektor artystyczny Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie. Koncert pod jego dyrekcją otworzy Adagietto z „Raju utraconego” Krzysztofa Pendereckiego – dzieła, którego libretto oparte na wątku z poematu Johna Miltona, poprzez biblijną historię Adama i Ewy dotyka uniwersalnego tematu walki dobra ze złem.
– Instrumentalne Adagietto, opracowane w 2007 roku przez kompozytora w wersji na rożek angielski i smyczki, spełni rolę refleksyjnego preludium do Fantazji na wiolonczelę i orkiestrę op. 52 Mieczysława Weinberga – urodzonego w Warszawie 101 lat temu kompozytora, którego bogata twórczość, inspirowana wpływem trzech kultur budujących jego artystyczną tożsamość, jest stopniowo przywracana naszej pamięci. Solistą w tym utworze z 1953 roku nawiązującym do polskiego folkloru będzie Marcin Zdunik – wybitny wiolonczelista młodego pokolenia – zapowiada Róża Światczyńska z Programu 2 Polskiego Radia.
Koncert zamknie Symfonia kameralna op. 110a Dymitra Szostakowicza. Dzieło, będące opracowaniem na orkiestrę smyczkową autobiograficznego VIII Kwartetu smyczkowego c-moll, jednego z najbardziej poruszających utworów kompozytora, oficjalnie poświęconego „ofiarom wojny”, w rzeczywistości dedykowanego samemu sobie.
Koncert symfoniczny Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie – niedziela 13 grudnia o godz. 15.00 – transmisja w Dwójce, na stronie internetowej i profilu facebookowym stacji oraz kanale YouTube Polskiego Radia.
Program: Krzysztof Penderecki – Adagietto z „Raju utraconego”, Mieczysław Weinberg – Fantazja na wiolonczelę op.52, Dymitr Szostakowicz – Symfonia kameralna op. 110a (orch. R. Barshai); wyk. Marcin Zdunik – wiolonczela, Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie, dyr. Michał Klauza.
Najnowsza adaptacja sceniczna "Carmen" Georgesa Bizeta w reżyserii Marii Sartovej to kolejny wielki sukces Opery Wrocławskiej. Znakomita inscenizacja, wspaniale zagrane i zaśpiewane role oraz piękna muzyka w świetnym wykonaniu Orkiestry Opery Wrocławskiej pod batutą Michała Klauzy przyciąga tłumy, a bilety znikają w zawrotnym tempie. Mimo że przedstawienie trwa bez mała trzy godziny, nie chce się z opery wychodzić, a później jeszcze długo muzyka rezonuje w nas...
Kontrowersyjny temat, spektakularna klęska i pośmiertny triumf
Libretto "Carmen" powstało na podstawie noweli Prospera Meriméego, jest to jednakże adaptacja twórcza i znacznie pogłębiająca charakterystykę postaci i problematykę utworu. Sprawili to nie tylko znakomici libreciści: Henri Meilhac i Ludovic Halévy, ale również sam Georges Bizet swoją wspaniałą muzyką. Jego ideałem był geniusz Mozarta, który jak nikt odmalowywał ludzkie namiętności za pomocą ścisłych form muzycznych. O tym, że potrafił zbliżyć się do tego ideału, świadczy poza wszystkim fakt, iż jego dzieło nie tylko przetrwało próbę czasu, ale jest dziś najczęściej graną operą. Nie od razu jednak poznano się na tym geniuszu. To, co zdecydowało o ponadczasowości dzieła: zniesienie granic między gatunkami (opera seria, a z drugiej strony opéra-comique) sprawia, że – podobnie jak w dramatach Shakespeare`a – postacie są skomplikowane i pełne życiowej prawdy.
Problemy z "Carmen" miał Bizet właściwie już od początku, bo dla dyrekcji Opéry-Comique już sam temat był mocno kontrowersyjny: środowisko Cyganów, robotnic, złodziei, a na dodatek – jakby tego było mało – kochanek morduje na końcu tytułową bohaterkę... Buntowali się także podczas prób wykonawcy: chór i orkiestra. Na szczęście, soliści stali murem za kompozytorem i szczęśliwie udało się doprowadzić wszystko do premiery "Carmen" 3 marca 1875 roku. Obecność tak wybitnych postaci, jak: Charles Gounod, Jacques Offenbach czy Aleksander Dumas syn, uświetniła wprawdzie prapremierę "Carmen", ale opera poniosła legendarne fiasko, do czego przyczynił się walnie jej temat i niedopuszczalne "mieszanie gatunków". Klęska zapewne stała się prawdopodobną przyczyną przedwczesnej, rychłej śmierci 36-letniego zaledwie kompozytora, taka przynajmniej powstała legenda. Cena nowatorstwa bywa nieraz bardzo wysoka... "Nie pierwszy to raz - zauważa kąśliwie Piotr Kamiński - Paryż najpóźniej uznał wielkość francuskiego dzieła".
Tymczasem dzieło Bizeta rozpoczęło swój triumfalny pochód przez sceny znanych teatrów Europy i świata. Trafiła także do Warszawy, gdzie "Carmen" zabrzmiała w Teatrze Letnim 5 lipca 1882 roku. Krótko mówiąc, opera wystawiana jest do dziś we wszystkich językach, grana i śpiewana przez najwybitniejszych wykonawców. Ba, stała się, by tak rzec, archetypem opery w ogóle. Nawet ci, których noga nie przestąpiła nigdy szacownych progów jej przybytku, potrafią zanucić "marsz torreadora".
"Carmen" we Wrocławiu
Skoro już mowa o spektakularnym triumfie opery Bizeta na scenach całego świata, warto wspomnieć, że we Wrocławiu inscenizowano ją wielokrotnie. Po raz pierwszy 12 stycznia 1949 r. w reżyserii i scenografii Stanisława Cegielskiego, z Bożeną Brun-Barańską w roli tytułowej. "Carmen" grano w latach 50., 60., a w 2002 – za dyrekcji Ewy Michnik – powstały aż trzy inscenizacje, których cechą wspólną były eksperymenty z przestrzenią. Pierwsza, w reżyserii Teresy Kujawy, miała miejsce w Atrium Hotelu Dorint. Scenografia, której autorką była Małgorzata Słoniowska, wykorzystywała istniejącą architekturę. Kolejna odbyła się w salonie samochodowym Mercedes-Benz Frączak, a trzecia – w ciągle remontowanym gmachu Opery Wrocławskiej. W 2005 roku "Carmen" zaprezentowano jako superwidowisko (które stało się znakiem rozpoznawczym polityki programowej Ewy Michnik), które obejrzało ponad 30 tysięcy widzów (sic!). Zamysł inscenizacyjny reżysera Roberto Skolimowskiego był taki, że akcja rozgrywała się w bliżej nieokreślonym państwie rządzonym przez juntę wojskową. Autorką strojów i scenografii i tym razem była Małgorzata Słoniowska. Kolejna adaptacja opery Bizeta powstała w 2007 roku i była wystawiana w Operze Wrocławskiej przez dwanaście lat, co jest wynikiem imponującym i świadczącym o popularności przedstawienia. Nie na tym koniec! W 2016 roku opera ta uświetniła obchody Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu. Wystawiono wówczas superwidowisko "Hiszpańska noc z Carmen — Zarzuela show". Tym razem pomysłem Ewy Michnik było zmodyfikowanie libretta "Carmen" przez wprowadzenie elementów zarzueli – tradycyjnej hiszpańskiej formy teatralnej łączącej recytację, śpiew i taniec. Widowisko wyreżyserował, a jakże, Hiszpan Ignacio García (drugim reżyserem był Waldemar Zawodziński), choreografem zaś był jego rodak – Manuel Segovia. Ogromna scenografia na Stadionie Miejskim imitowała hiszpańskie miasteczko. Tytułową rolę zagrała i zaśpiewała Kate Aldrich, solistka Metropolitan Opera w Nowym Jorku, znana wykonawczyni postaci Carmen, a w rolę Don José wcielił się Arnold Rutkowski.
Skazani na sukces – najnowsza adaptacja "Carmen"
Mamy więc świadomość, że podejmując się wystawienia "Carmen" po raz kolejny dyrekcja Opery Wrocławskiej miała niełatwe zadanie. Zaproszeni do współpracy artyści sprostali jednak temu wyzwaniu znakomicie. Reżyserka Maria Sartova jak mało kto czuje materię opery, sama będąc z wykształcenia śpiewaczką – uczennicą Ady Sari. Odbyła też studia wokalne za granicą, a jej doświadczenie śpiewaczki (stworzyła główne role w wielu operach na scenach całego świata) zdaje się predestynować artystkę do do tego zadania w sposób szczególny. Od 2002 roku Maria Sartova reżyseruje przedstawienia operowe i musicale. W Teatrze Wielkim w Poznaniu zrealizowała „Poławiaczy pereł" i „Normę", a w szczecińskiej Operze na Zamku „Bal maskowy" i „Księżniczkę czardasza". Krzysztof Korwin-Piotrowski powiada, że jest to artystka pełna oryginalnych pomysłów i świetnie pracująca ze śpiewakami od strony aktorskiej oraz doskonale znająca partytury.
Podczas konferencji prasowej Maria Sartova podkreślała, że "Carmen" jest dla niej szczególną operą i reżyserując ją starała się odnaleźć w tekście to, co współczesne i uniwersalne. "Główni bohaterowie: Carmen i Don José są bardzo bliscy współczesnemu światu – twierdziła. Dla mnie Carmen jest prototypem feministki. Żyjąc w świecie macho, Cyganów, ludzi żyjących na marginesie społecznym, bohaterka walczy o swoją niezależność. Kocha być zakochana i sama wybiera sobie mężczyzn – to jej sposób na bycie wolną. Z kolei Don José jest prototypem współczesnego, zamkniętego w sobie człowieka, introwertyka, który nie potrafi wyrazić własnych emocji. Kiedy więc po raz pierwszy opanowuje go namiętność, skutkuje to autodestrukcją".
Interesujący jest także ramowy kształt przedstawienia, które rozpoczyna i kończy scena morderstwa, podczas gdy pomiędzy nimi rozgrywa się akcja sztuki. Dramatyczne wydarzenie na początku sprawia, że musimy zadać sobie pytanie, dlaczego do tego doszło.
Aplauz po premierze, w środku dyrygent Michał klauza, fot. Enen Studio/Opera Wrocławska
Nad muzyczną stroną spektaklu czuwał Michał Klauza, uznany dyrygent operowy, dyrektor artystyczny Orkiestry Polskiego Radia w Warszawie. Ten niezwykle utalentowany artysta jest bez wątpliwości współtwórcą sukcesu "Carmen" na deskach Opery Wrocławskiej. Posiada duże doświadczenie: współpracował z licznymi orkiestrami w kraju i za granicą, koncertował we Francji, Niemczech, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Brazylii, Armenii, Korei, w krajach Zatoki Perskiej. Współpracował z Operą Bałtycką, Operą Nova w Bydgoszczy, Teatrem Wielkim w Poznaniu. Teatrem Wielkim — Operą Narodową w Warszawie i wielu innymi. Podczas próby mogliśmy podziwiać, z jaką pieczołowitością osiąga zamierzone efekty, panując nie tylko nad orkiestrą, ale również nad wykonawcami, cyzelując akcenty...
W operze istotną rolę odgrywa także koncepcja scenograficzna. Warto więc zauważyć, że choć scenografia "Carmen" nie jest może aż tak bogata jak w "Tosce" (Gary McCann) czy w "Cosi van tutte" (Renato Theobaldo), ale nie mniej interesująca. Autorem koncepcji scenograficznej wrocławskiej "Carmen" jest Damian Styrna - grafik, ilustrator, autor scenografii i animacji licznych spektakli, koncertów i realizacji telewizyjnych. Jest uznanym scenografem, laureatem (m. in.) „Złotej Maski” za scenografię do spektaklu "Sześć wcieleń Jana Piszczyka" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pomysł polegający na połączeniu fukcjonalnej, realistycznej scenografii, znakomicie wprowadzającej widzów w realia, ze scenami nieco odrealnionymi, symbolicznymi (jak puste przestrzenie oświetlone zmiennym światłem księżyca), które dodają widowisku dodatkowych znaczeń – pogłębiają znaczenia. Hiszpania – dla Bizeta również czarowny egzotyczny świat – została przez Styrnę "wyczarowana" przepięknie.
Kostiumy Małgorzaty Żak – malarki, scenografki i kostiumologa o dużym doświadczeniu scenicznym – olśniewające, szczególnie w scenach w Sevilli. Dodajmy, że to nie przypadek, ponieważ autorka kustiumów przez rok przebywała na stypendium w Hiszpanii, gdzie też prezentowała swoje prace. Od 1996 r. jest profesorem tytularnym i kierownikiem katedry Projektowania Kostiumu na Wydziale Plastyki Teatralnej w Królewskiej Wyższej Szkole Sztuk Dramatycznych /RESAD/ w Madrycie. Chciałoby się zakrzyknąć: Olé!
Istotną rolę, zwłaszcza w takim przedstawieniu jak "Carmen", odgrywa choreografia – poprzez taniec i ruch sceniczny wiele się tu wyraża. Łatwo się o tym przekonać oglądając (i słuchając) wspaniałej wykonawczyni roli Carmen sprzed laty – Teresy Berganzy, znakomitej hiszpańskiej śpiewaczki operowej (mezzosopran), która w przedstawieniu z 1980 roku tańczy i porusza się z wielką gracją – jest wiarygodna, pomimo bliskiej wówczas pięćdziesiątki (sic!). We wrocławskim spektaklu choreografię przygotował hiszpański (a jakże!) baletmistrz – Alfonso Palencia. Artysta doświadczony – współpracował gościnnie jako baletmistrz, pedagog i choreograf z zespołami baletowymi, szkołami baletowymi oraz uczelniami artystycznymi na całym świecie: od Niemczech po Koreę Południową. A w 2017 r. został mianowany dyrektorem baletu Hagen Ballet. We wrocławskim spektaklu tańczą nie tylko tancerze w scenach zbiorowych, ale również główna bohaterka (scena z kastanietami i nie tylko)
Scena zbiorowa, fot. Enen Studio/Opera Wrocławska
Wymieniłam tylko tych artystów spośród dużego grona współtwórców "Carmen", ale to tylko pokazuje, że w zasadzie ta nowa inscenizacja była "skazana na sukces" i nie musiała mieć kompleksów wobec poprzednich.
W operze najbardziej eksponowane miejsce zajmują jednak wykonawcy – to na nich spoczywa ciężar przedstawienia, oni też decydują ostatecznie, czy odniesie ono sukces. Miałam szczęście obejrzeć obie obsady (a w styczniu 2023 roku konsekwentnie wybieram się na trzecią 😁). W pierwszej w głównych rolach wystąpili zaproszeni artyści. W rolę Carmen wcieliła się Monika Ledzion-Porczyńska (mezzosopran) – artystka, która od kilku lat z powodzeniem kreuje tę rolę w Operze Krakowskiej, Operze Bydgoskiej, Operze Bałtyckiej, Teatrze Wielkim w Łodzi, Teatrze Wielkim w Poznaniu i Operze Podlaskiej oraz w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. We Wrocławiu zagrała fantastycznie – z wielką swobodą, bo zdążyła zrosnąć się niejako z tą rolą. Była porywająca: piękna, silna i uwodzicielska. To nie tylko piękny głos, ale także niepospolite zdolności aktorskie, temperament, ekspresja... Jest wkreowanej przez tę artystkę postaci Carmen wielkie pragnienie prawdziwej miłości odwzajemnionej, potrzeba całkowitego oddania – aż po śmierć. Nie uznaje kompromisów. Jest radykalna we wszystkim i może to właśnie sprawia, że staje się przedmiotem pragnień i podziwu zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Carmen ma też silnie wpojone przekonanie o sile przeznaczenia, czego dowodzi aria z kartami w akcie III, którą Bizet zderza z kontrastowo i zabawnie brzmiącym duetem jej towarzyszek. Oczywiście, uwodzi wspaniała i doskonale znana aria Carmen, kiedy pojawia się w I akcie opery: "L'amour est un oiseau rebelle", ale już wtedy, choć jest taka zmysłowa i uwodzicielska, ma świadomość przeznaczenia.
Jej partner, grający rolę Don José, niezwykle utalentowanygruziński tenor Giorgi Sturua, nie miał łatwego zadania ze swoim wyglądem poczciwca, a jednak okazał się bardzo wiarygodny, kiedy zagrał i wyśpiewał całą skomplikowaną gamę uczuć: wrażenie, jakie zrobiła na nim Carmen, próbę jego stłamszenia, rozterki, które mu towarzyszą, gdy porzuca służbę, zdając się na łaskę i niełaskę kobiety i jej środowiska, tak mu obcego mentalnie. Wreszcie pojawia się rozpacz i przekonanie, że nie mogąc żyć bez Carmen, musi razem umrzeć wraz z nią. Sturua był przejmujący, porywający, dramatyczny. Wrocławska publiczność miała już okazję podziwiać artystę w roli Cavaradossiego w najnowszej inscenizacji opery "Tosca" G. Pucciniego i można bez przesady powiedzieć, że artysta rowija się ze spektaklu na spektakl. Kreacja Don José była doprawdy poruszająca.
Trzecią postacią, która pozostaje na długo w pamięci, jest Micaëla, którą operowa publiczność pokochała od razu i nagradzała szczodrymi brawami w obu obsadach. Mnie najbardziej urzekła Gabriela Legun (piękny, czysty sopran), w której interpretacji postać ma coś z dziecka i kobiety jednocześnie: czysta i niewinna, a zarazem silna i odważna. Jej styl przypomina Małgorzatę z "Fausta" Gounoda, wzbogacony jednakże lżejszą, oryginalną muzyczną myślą. Wszystkiego dopełnia delikatna uroda, no i ten warkocz... Dodajmy, że mimo młodego wieku Gabriela Legun ma na swoim nie tylko wiele prestiżowych nagród, ale również znaczące role: jako solistka Opery Śląskiej występuje jako tytułowa Łucja z Lammermooru oraz Adina w "Napoju miłosnym" G. Donizettiego, a rola Micaëli nie jest jej pierwszą, ponieważ gra ją również w rodzimej operze
Gabriela Legun jako Micaëla, fot. Enen Studio/Opera Wrocławska
Porównując obydwie obsady można sobie jasno uzmysłowić, jak wiele możliwości dają artystom tak dobrze pomyślane role, ile mogą wnieść do nich własnych cech i kreatywności. Trzeba bowiem podkreślić, że każda z postaci wyposażona jest w sobie tylko właściwy język muzyczny. Druga obsada zabrzmiała w związku z tym nieco inaczej, bo pojawiły się na scenie nowe osobowości, z ich warunkami fizycznymi, głosowymi i doświadczeniem scenicznym.Jadwiga Postrożna jako tytułowa Carmen śpiewała wspaniale swoim mocnym mezzosopranem, ale nie miała już tej swobody, co Monika Ledzion-Porczyńska.Przypuszczam, że nastąpi to wraz z coraz głębszym oswajaniem się z postacią. Paradoksalnie, można by tego artystce pozazdrościć – owego procesu zakorzeniania się w roli drogą twórczych poszukiwań. A wiemy, że stać ją na wiele, jeśli wspomnimy tylko rolę Cyganki Azuceny w "Trubadurze" Verdiego, za którą otrzymała tytuł „Śpiewaczki Roku”. Jest bez wątpliwości jedną z gwiazd Opery Wrocławskiej, gdzie stworzyła wiele niezapomnianych ról.
Partnerujący artystce Paweł Skałuba (tenor) zagrał i wyśpiewał swoją rolę równie znakomicie, jak jego dubler. Podobał mi się zwłaszcza w końcowych scenach, w których pokazał całą skalę swojego talentu. To artysta wielostronny: wystąpił m.in. w roli Alfreda w "Traviacie" G. Verdiego, Cavaradossi w "Tosce" G. Pucciniego, Don Ottavia w "Don Giovannim" W.A. Mozarta, Pierre w "Madame Curie" Elżbiety Sikory , a rola Don José nie jest dla niego żadną nowością, bo śpiewał ją już wcześniej w Operze Bałtyckiej.
Jadwiga Postrożna (Carmen) i Paweł Skołuba (Don José), fot. Enen Studio/Opera Wrocławska
Najnowsza adaptacja sceniczna "Carmen" Georgesa Bizeta w reżyserii Marii Sartowej to kolejny wielki sukces Opery Wrocławskiej. Znakomita inscenizacja, wspaniale zagrane i zaśpiewane role oraz piękna muzyka w świetnym wykonaniu Orkiestry Opery Wrocławskiej pod batutą Michała Klauzy przyciąga tłumy, a bilety są rozchwytywane. Mimo że przedstawienie trwa bez mała trzy godziny, nie chce się z opery wychodzić, a później jeszcze długo muzyka brzmi rezonuje w nas...
25 października o 19.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na koncert NFM Filharmonii Wrocławskiej pod batutą Michała Klauzy, podczas którego twórczość polska minionej epoki spotka się z muzyczną teraźniejszością. Pierwszą kategorię reprezentować będą kompozycje Władysława Szpilmana i Henryka Warsa, których dzieła dyrygent promuje już od dłuższego czasu, a drugą – nowy koncert skrzypcowy Marcina Markowicza, który zagra wirtuoz Jakub Jakowicz.
Jakub Jakowicz, fot. Mateusz Żaboklicki
Władysław Szpilman, autor Małej uwertury, to dla miłośników kinematografii przede wszystkim tytułowy bohater filmu Romana Polańskiego Pianista z 2002 roku. Artysta ten był płodnym kompozytorem, tworzącym popularne piosenki i muzykę do filmów, a także utwory orkiestrowe utrzymane w przystępnym nurcie neoklasycznym, sięgającym do wzorców epok minionych. Taka też jest lekka, pogoda i barwnie orkiestrowana uwertura, która wyszła spod pióra Szpilmana w 1968 roku. Niespodzianką dla słuchaczy będzie prawykonanie Koncertu na skrzypce i orkiestrę Marcina Markowicza. Artysta ten jest założycielem i drugim skrzypkiem Lutosławski Quartet, w latach 2006–2019 był koncertmistrzem NFM Filharmonii Wrocławskiej, a od 2019 roku jest koncertmistrzem Polskiej Orkiestry Radiowej. Z wybitnym skrzypkiem Jakubem Jakowiczem, który w nowej kompozycji zaprezentuje partie solowe, łączy Markowicza nie tylko wieloletnia współpraca artystyczna, ale także przyjaźń.
Drugą część koncertu wypełni napisana w 1949 roku I Symfonia Henryka Warsa. Jej autor był polskim kompozytorem (przyszedł na świat jako Henryk Warszawski, a znany był też jako Henry Vars), pianistą i dyrygentem pochodzenia żydowskiego. Przed II wojną światową tworzył głównie popularne piosenki i muzykę filmową, był też jednym z wczesnych promotorów jazzu w Polsce. Potem osiadł w Los Angeles w Stanach Zjednoczonych i nawiązał współpracę z hollywoodzkimi wytwórniami filmowymi. Nie przestał pisać muzyki przeznaczonej do wykonań koncertowych. Dzieła te nie cieszyły się jednak popularnością, a odkryte zostały wiele lat po śmierci artysty, w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Wykonanie fascynującej, radykalnej brzmieniowo I Symfonii będzie przypomnieniem twórczości tego niebanalnego kompozytora.
Program:
E. Abramian Scherzo koncertowe na trąbkę i fortepian*
Duet skrzypka Jakuba Jakowicza i pianisty Łukasza Chrzęszczyka wystąpi z koncertami w ramach cyklu „Z klasyką przez Polskę” 9 kwietnia w Złotoryjskim Ośrodku Kultury, 10 kwietnia w pałacu Brunów i 11 kwietnia w Żarowskiej Izbie Historycznej.
Duet powstał w 2020 roku. Jego działalność skupia się na wykonawstwie wartościowych, lecz mniej znanych dzieł polskiej kameralistyki, które muzycy chętnie łączą z kanonem literatury kameralnej. Zestawiając rodzimą twórczość z muzyką europejską i światową, zespół stara się pokazać nie tylko to, co stanowi o odrębności muzyki polskiej, ale także sposób, w jaki dzieła najwybitniejszych kompozytorów można odczytywać dzisiaj, z perspektywy współczesnego słuchacza.
Duet występował m.in. w Filharmonii Narodowej w Warszawie, Filharmonii Krakowskiej, Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego, Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, na Zamku Królewskim w Warszawie, uczestnicząc m.in. w programie Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca Scena Muzyki Polskiej, festiwalach takich jak Bezsenność, Emanacje, czy Kwartesencja. Fonograficznie zespół zadebiutował w 2021 roku wydaną przez Orphée Classics płytą zawierającą komplet oryginalnych kompozycji Sergiusza Prokofiewa na skrzypce i fortepian; w 2024 roku nakładem Chopin University Press ukazał się album Departures, której trzon stanowi polska twórczość kameralna XX wieku
9 kwietnia 2026, godz. 18:00 Złotoryjski Ośrodek Kultury Pl. Reymonta 5, Złotoryja
10 kwietnia 2026, godz. 18:00 Pałac Brunów Brunów 27, Lwówek Śląski
11 kwietnia 2026, godz. 17:00 Żarowska Izba Historyczna ul. Dworcowa 3, Żarów
Skrzypek koncertujący od 11. roku życia. Laureat Paszportu Polityki, nagrody Orfeusz festiwalu Warszawska Jesień, medalu 100-lecia urodzin Witolda Lutosławskiego oraz dwukrotnie nagrody Fryderyk. Występował na najważniejszych scenach Europy, Azji i obu Ameryk, m.in. w Filharmonii Berlińskiej, Wigmore Hall w Londynie, Suntory Hall w Tokio, Wiener Konzerthaus. Jako soliście towarzyszyły mu m.in. Münchner Philharmoniker, Orchestra del Maggio Musicale Fiorentino we Florencji, Česká filharmonie w Pradze, Orchestra dell’Accademia Nazionale di Santa Cecilia w Rzymie, Orchestre de la Suisse Romande w Genewie, Orquesta Nacional de España w Madrycie, Kungliga Filharmonikerna, Orquestra Sinfônica do Estado de São Paulo, Concerto Köln i wszystkie polskie filharmonie; współpracował z dyrygentami takimi jak Pinchas Steinberg, Jerzy Semkow, Antoni Wit, Jerzy Maksymiuk, Kazimierz Kord czy Krzysztof Penderecki.
Na płytowy dorobek artysty składa się kilkadziesiąt albumów dla wytwórni krajowych i zagranicznych, w repertuarze od klasyki XX wieku po muzykę najnowszą. Jako członek Zehetmair Quartet współtworzył płytę ECM z utworami Béli Bartóka i Paula Hindemitha, uhonorowaną nagrodą Diapason d’Or 2007, a z Lutosławski Quartet nagrał komplet kwartetów smyczkowych Grażyny Bacewicz dla wytwórni Naxos. Jego najnowsze nagrania obejmują m.in. dzieła Ernesta Chaussona.
Od wielu lat aktywnie działa jako kameralista, występując m.in. z ojcem, skrzypkiem Krzysztofem Jakowiczem, oraz współpracując z czołowymi instrumentalistami polskimi i zagranicznymi. W 2020 roku uzyskał tytuł doktora habilitowanego sztuk muzycznych; jest profesorem Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie oraz Akademii Muzycznej w Katowicach, gdzie prowadzi klasy skrzypiec.
Łukasz Chrzęszczyk
Łukasz Chrzęszczyk
Pianista, solista i kameralista, regularnie współpracujący z czołówką wykonawców polskich. Jest laureatem m.in. Grand Prix, I Nagrody w kategorii duetów skrzypce – fortepian i wszystkich nagród specjalnych I Międzynarodowego Konkursu Muzyki Kameralnej im. Ludwiga van Beethovena w Lusławicach oraz międzynarodowych konkursów muzyki kameralnej im. Johannesa Brahmsa w Gdańsku, im. Kiejstuta Bacewicza w Łodzi, im. St. Moniuszki w Rzeszowie (2019). Występował m.in. w Het Concertgebouw w Amsterdamie, siedzibie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, filharmoniach w Bratysławie, Mediolanie, czy Warszawie – z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej. Jako solista współpracował także z orkiestrami Filharmonii Świętokrzyskiej, Rzeszowskiej, Warmińsko – Mazurskiej, Polską Orkiestrą Sinfonia Iuventus, Lutosławski Youth Orchestra pod batutą takich dyrygentów jak Patrick Fourniller, Adrian Varela, Michał Klauza, Tomasz Bugaj, Wojciech Rodek.
Na dorobek fonograficzny artysty obok nagrań dla Polskiego Radia i TVP Kultura składa się dziesięć płyt wydanych przez Orphée Classics, DUX i Chopin University Press, o tematyce sięgającej od klasyków XX i XXI wieku po mniej znaną muzykę polską, wielokrotnie nominowanych do nagrody Fryderyk. W latach 2020 – 2021 w ramach stypendium Kultura w sieci (2020) i stypendium twórczego MKiDN (2021) pianista zrealizował projekt Mazurek – antologia, w ramach którego zarejestrowanych i udostępnionych w sieci zostało ponad 70 mazurków mniej znanych kompozytorów polskich.
Absolwent Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie w klasach fortepianu prof. Piotra Palecznego i kameralistyki fortepianowej prof. Mai Nosowskiej (2014). W 2018 roku uzyskał stopień doktora sztuki. Od 2014 roku jest wykładowcą Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, prowadzącym zajęcia z kameralistyki fortepianowej i współpracującym z klasami skrzypiec i wiolonczeli.
Cykl koncertów „Z klasyką przez Polskę” to projekt realizowany przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca we wszystkich regionach kraju. Propaguje muzykę klasyczną i jazzową poprzez promocję znakomitych artystów oraz ambitnego repertuaru w miejscach, w których publiczność na co dzień nie obcuje z ambitną sztuką i nie ma możliwości uczestnictwa w ciekawych i różnorodnych działaniach kulturalnych.
Na Dolnym Śląsku jest współorganizowany przez Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Operatorem przedsięwzięcia jest Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Dolnośląskie Laboratorium Kultury. Projekt finansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego.
Organizatorzy: Narodowy Instytut Muzyki i Tańca, Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Instytucja Kultury Samorządu Województwa Dolnośląskiego
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – podstawowego funduszu celowego oraz z budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego.
Narodowe Forum Muzyki serdecznie zaprasza na koncerty w nowym sezonie artystycznym 2021/2022 NFM Filharmonia Wrocławska wystąpi pod batutą wybitnych dyrygentów. Za pulpitem dwukrotnie stanie szef artystyczny orkiestry, laureat siedmiu nagród Grammy – Giancarlo Guerrero. A to dopiero początek atrakcji!
Gianfranco Guerrero, fot. archiwalna
W programach koncertów znajdą się kompozycje m.in. Richarda Straussa i Igora Strawińskiego.Marzena Diakun, laureatka Paszportu „Polityki”, dyrektor artystyczna oraz główna dyrygentka Orquesta y Coro de la Comunidad de Madrid, poprowadzi dzieła Antona Brucknera, Franza Schuberta oraz wykonanie nowej kompozycji na wiolonczelę i orkiestrą autorstwa Pawła Szymańskiego, a w roli solistki wystąpi Magdalena Bojanowicz-Koziak.
Powróci także ceniony za odkrywcze interpretacje, subtelną kolorystykę i dynamizm interpretacji Gilbert Varga. Na swój wrocławski debiut czeka urodzony w Wenezueli i porywający publiczność na całym świecie Christian Vásquez, który zadyryguje utworami Ralpha Vaughana Williamsa i Georges’aBizeta.
Jubileusz 50-lecia pracy artystycznej świętować będzie ceniony i lubiany przez publiczność maestro Marek Pijarowski. W programie jego koncertu znajdzie się III Symfonia Es-dur „Eroica” Ludwiga van Beethovena. Nie mniej popularną V Symfonię c-moll tego twórcy przedstawi Michał Klauza.
Z NFM Filharmonią Wrocławską wystąpią też uznani soliści. W wykonaniu Piotra Anderszewskiego zabrzmią koncerty fortepianowe Josepha Haydna i Ludwiga van Beethovena, a laureaci I i II nagrody XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina przedstawią interpretacje dzieł patrona tego wydarzenia. Pojawią się też znakomici skrzypkowie. Michael Barenboim zagra Koncert e-moll Felixa Mendelssohna Bartholdy’ego, natomiast Bartłomiej Nizioł wykona Koncert A-dur Mieczysława Karłowicza. Wybitna śpiewaczka Elīna Garanča zaprezentuje fragmenty z oper Piotra Czajkowskiego, Camille’a Saint-Saënsa i Charles’a Gounoda.
Z pozdrowieniami
Zespół NFM
informacja prasowa
Intrygująco zapowiada się również koncert Lithuanian Chamber Orchestra, która wystąpi pod dyrekcją wybitnego dyrygenta i skrzypka Sergeya Krylova. W programie znalazło się dzieło oparte na melodiach zaczerpniętych z Carmen Georges’a Bizeta, czyli jednej z najbardziej znanych oper wszech czasów. Będziemy też gościć Orkiestrę Filharmonii Narodowej wraz z Andrzejem Boreyką i Krzysztofem Jabłońskim. Artyści zaprezentują dzieła dwóch kompozytorów epoki romantyzmu. Jeszcze w październiku nadarzy się okazja do wysłuchania Chóru NFM pod batutą Lionela Sowa – nowego dyrektora artystycznego zespołu. Z kolei NFM Orkiestra Leopoldinum podczas inauguracji sezonu przedstawi aranżacje dwóch kwartetów smyczkowych Ludwiga van Beethovena w aranżacji Josepha Swensena, który poprowadzi także wydarzenia poświęcone twórczości Igora Strawińskiego oraz arcydziełom muzyki angielskiej, z kompozycjami Edwarda Elgara i Johna Tavenera na czele. Podczas koncertu Śpiew duszy zabrzmią dzieła Gustava Holsta, Andrzeja Panufnika oraz Benjamina Brittena. W roli solisty oraz dyrygenta jednocześnie wystąpi Alexander Sitkovetsky. W identyczną podwójną rolę wcieli się także Kolja Blacher, który wykona dzieła Dymitra Szostakowicza i Claude’a Debussy’ego. Usłyszymy także utwory Astora Piazzolli, w tym Koncert na bandoneon i orkiestrę „Aconcagua”.
Inauguracja sezonu Wrocławskiej Orkiestry Barokowej będzie spotkaniem z twórczością Georga Friedricha Händla. Zespół zmierzy się także m.in. z dziełami Heinricha Schütza czy Samuela Beslera, a maestro Andrzej Kosendiak poprowadzi artystów podczas wieczoru poświęconego Johannowi Sebastianowi Bachowi.
W trakcie koncertów solowych i kameralnych pojawią się: Aleksandra Kubas-Kruk, Anna Bernacka i Monika Kruk, które przedstawią pieśni Mieczysława Wajnberga. Wybitny francuski organista Philippe Lefebvre zagra na najnowszym, wybudowanym specjalnie dla NFM instrumencie podczas wieczoru zatytułowanego Muzyka z katedry Notre Dame, a Piotr Alexewicz zagra utwory Fryderyka Chopina. Wystąpią też świetne zespoły: LutosAir Quintet, NFM Ensemble, Ãtma Quartet czy Lutosławski Quartet.
288 wydarzeń w sezonie 2025/26 w tym 4 premiery operowe i 3 baletowe – tak zapowiada się repertuar w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej, który przyniesie zarówno nowe, wyczekiwane produkcje, jak i powroty tytułów, które na trwałe wpisały się w krajobraz repertuarowy sceny narodowej. Wśród nich znajdą się m.in. monumentalny "Nabucco" Verdiego, dramatyczna i głęboko poruszająca "Pasażerka" Wajnberga, baśniowy "Czarodziejski flet" Mozarta, pełna emocji "Madame Butterfly" Pucciniego, poetycki balet "Peer Gynt" w choreografii Edwarda Cluga, kultowa "Traviata" Verdiego oraz narodowa "Halka" Moniuszki – każde z tych dzieł powróci w nowym sezonie, przypominając o bogactwie i różnorodności operowego oraz baletowego kanonu.
Wśród dyrygentów, obok Patricka Fournillier, dyrektora muzycznego TW-ON, pojawią się m.in.: Robert Houssart, Carlo Montanaro, Marta Kluczyńska, Michał Klauza, Łukasz Borowicz, Nimrod Pfeffer, Alexei Baklan oraz Bassem Akiki – uznani artyści o wyrazistym stylu, nadający każdemu spektaklowi indywidualne brzmienie. Reżyserię nowych produkcji powierzono twórcom reprezentującym różne generacje i wrażliwości artystyczne: Barbara Wiśniewska zaprezentuje współczesną historię odbudowy Warszawy, Mariusz Treliński powróci z mrocznym Richardem Straussem, Marek Weiss podejmie się Verdiowskiego "Falstaffa", Barbara Wysocka zreinterpretuje mit Romea i Julii, zaś w balecie zobaczymy spektakle z choreografią Roberta Bondary, Izadory Weiss,Edwarda Cluga, George’a Balanchine’a i Toera van Schayka. Będzie to sezon głosów mocnych, różnorodnych, ale zjednoczonych wspólnym celem – głębokiego poruszenia widza i zaproszenia go do współuczestnictwa w opowieści o świecie.
Kierunek artystyczny sezonu 2025/26 nie ucieka od trudnych tematów. Szuka tego, co głębokie, odważne, osobiste. Stawia na mocne reżyserskie wizje, nowe głosy choreograficzne, ale też na dialog z klasyką, który nie wymazuje przeszłości – tylko wpisuje ją w teraźniejszość.
JUBILEUSZ 1825-1965-2025
Sezon odbywa się w wyjątkowym czasie – 200 lat temu położono kamień węgielny pod budowę Teatru Wielkiego, 60 lat temu natomiast otwarto gmach Teatru Wielkiego po odbudowie ze zniszczeń wojennych. Warto podkreślić, że idea budowy tego gmachu narodziła się w czasach zaborów, gdy państwo polskie wykreślone było z mapy świata. Jego odbudowa z wojennych popiołów była niezwykle trudnym przedsięwzięciem, lecz pomimo tych wszystkich zawirowań historycznych trwał od 200 lat, dostarczając szeregu emocji, wzruszeń oraz sztuki na najwyższym światowym poziomie.
To rocznica nie tylko architektoniczna, ale symboliczna – powrotu ducha, wiary, że można budować na nowo, z cegieł i z dźwięków. To moment, w którym instytucja nie tylko spogląda wstecz, ale też energią i odpowiedzialnością projektuje przyszłość.
Jak mówi Waldemar Dąbrowski, dyrektor naczelny Teatru Wielkiego – Opery Narodowej:
Chodząc po tym teatrze, mam poczucie wielkiego zobowiązania i wdzięczności dla ludzi, którzy w spopielonej przez wojnę Warszawie zbudowali tak wspaniały obiekt. Na ich czele stał Arnold Szyfman, którego okropnie pożegnano, wymazując jego nazwisko podczas uroczystości otwarcia Teatru Wielkiego w 1965 roku. W prestiżowym miejscu naszego foyer wmurowałem tablicę oddającą mu hołd, ponieważ stworzył jeden z najwspanialszych i najnowocześniejszych teatrów świata.
Obchody odbudowy Teatru Wielkiego rozpoczniemy we wrześniu premierą "Najlepszego miasta świata. Operą o Warszawie". Dla naszej widowni przygotowaliśmy szereg atrakcji: odbędą się Dni Otwarte Teatru, Koncert Jubileuszowy, liczne wystawy historyczne, artystyczne oraz projekty specjalne, dające możliwość poznania kulis tego gmachu przez szerokie grono publiczności. Opera pozostaje miejscem, gdzie sztuka nie tylko opowiada o emocjach, ale również je przeżywa wspólnie z widzem. To scena, na której czas nie jest linią, lecz kręgiem – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nieustannie się tu spotykają. Realizacja tak ambitnego i zróżnicowanego programu artystycznego nie byłaby możliwa bez partnerów, którzy rozumieją wagę długofalowego wspierania kultury narodowej. Szczególne miejsce wśród nich zajmuje ORLEN – Mecenas Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, który towarzyszy instytucji w jej najważniejszych momentach.
Współpraca z Teatrem Wielkim - Operą Narodową to dla ORLENU nie tylko zaszczyt, ale także świadome, długofalowe zobowiązanie. Chcemy nadal wspierać projekty, które podkreślają rolę tej instytucji w kulturze narodowej i budują jej prestiż na arenie międzynarodowej – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.
Premiery operowe
"Najlepsze miasto świata. Opera o Warszawie", Cezary Duchnowski (wrzesień 2025)
Spektakl, którego libretto powstało na podstawie książki Grzegorza Piątka to prapremiera wyjątkowego dzieła o odbudowie Warszawy. Po wygraniu konkursu operę stworzyli dramaturg Beniamin Bukowski i kompozytor Cezary Duchnowski.
W centrum opowieści znajdą się: architektka z Biura Odbudowy Stolicy i amerykańska dziennikarka, których losy splatają się w powojennym mieście. Opera opowiada nie tylko o zniszczeniach i wysiłku ich naprawy, lecz także o starciu ideologii, traumie i marzeniach.
Premiera odbędzie się w osiemdziesiątą rocznicę rozpoczęcia odbudowy stolicy, ale i w rocznicę otwarcia Teatru Wielkiego po odbudowie w 1965 roku. W wizji reżyserskiej istotną rolę odgrywają wszystkie urządzenia sceniczne, którymi dysponuje opera – to hołd dla tego budynku – ostatniego dzieła Bohdana Pniewskiego. Jednak nie chodzi o przeładowanie, a nowoczesne, dobrze osadzone w tradycji przedstawienie, którego twórczynie i twórcy doskonale rozumieją, czym jest opera, i trzymają się pewnych ram, które definiują ten rodzaj sztuki. Świadomie osadzono nas w pewnej konwencji. Jednak wszystko w operze nastawione jest na budowanie emocji.
Jarosław Trybuś - pomysłodawca projektu
Reżyserka Barbara Wiśniewska podjęła się wystawienia tego dzieła na Scenie Moniuszki, a w projekt zaangażowany jest nie tylko Teatr Wielki. Na scenie usłyszymy orkiestrę Sinfonia Varsovia oraz chór Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Scenografię przygotuje Natalia Kitamikado, a za kostiumy dopowiada Emil Wysocki. Solistów (m.in. Joannę Freszel i Agatę Zubel) oraz orkiestrę SV poprowadzi Bassem Akiki.
Kobieta bez cienia, Richard Strauss (luty 2025)
Kobieta bez cienia jest czwartą operą, która powstała we współpracy kompozytora Richarda Straussa i pisarza Hugona von Hofmannsthala. Opowiada pełną zagadek historię dwóch par zawieszonych między światami. Libretto łączy w sobie tropy orientalnej baśni i symbolistycznej przypowieści.
Mariusz Treliński ukazuje tę historię jako współczesną opowieść o kobiecie doświadczającej stanu duchowego wypalenia; jego inspiracją były dzieła filmowe Larsa von Triera i Ingmara Bergmana. W ujęciu reżysera Kobieta bez cienia to nie oderwana od rzeczywistości baśń, lecz dzieło rezonujące z ważnym obecnie tematem kobiecości i macierzyństwa.
W tej inscenizacji splata się symbolizm z realizmem, psychologiczna głębia z wciągającym doświadczeniem wizualnym oraz muzycznym.
Kobieta bez cienia premierowo otworzyła nowy sezon w Opéra de Lyon w 2023 r .
Dzięki tej mądrej inscenizacji zagmatwane libretto Hugo von Hofmannsthala staje się bajecznie proste, nawet jeśli tajemnica Kobiety bez cienia pozostaje nieprzenikniona.
Frédéric Rossi, Premiere loge
Spektakl Kobieta bez cienia jest produkcją Opera de Lyon.
Falstaff, Giuseppe Verdi (kwiecień 2026)
Ostatnia opera Verdiego powstała pod koniec życia wielkiego kompozytora i była rodzajem pożegnania z twórczością i życiem artysty.
Jest to błyskotliwa komedia o miłości, iluzjach i upływającym czasie. Falstaff to postać z pozoru śmieszna, lecz w interpretacji Marka Weissa to tragikomiczny bohater epoki gasnących złudzeń. Osadzona w estetyce holenderskiego malarstwa inscenizacja eksponuje napięcie między śmiechem a refleksją. Muzyka Verdiego tętni rytmem i melodycznym dowcipem, a zarazem niesie nutę egzystencjalnego smutku.
To trudna muzyka, niezwykle bogata w najróżniejsze zaskakujące motywy. Można ją pokochać dopiero po wielu uważnych wysłuchaniach. Ale oczywiście bardziej wytrawni melomani niż ja z pewnością kochają ją.
Marek Weiss
Romeo i Julia, Charles Gounod (czerwiec 2026)
Ta historia miłosna jest jednym z najbardziej znanych mitów we współczesnej kulturze pojawiających się m.in. w teatrze dramatycznym, musicalu i filmie. Tym razem ukazana zostanie w nowej, współczesnej perspektywie przez Barbarę Wysocką. To opowieść nie tylko o zakazanym uczuciu, ale też o potrzebie tożsamości i bycia dostrzeżonym w świecie pełnym społecznych oczekiwań.
Interesuje mnie los, ale nie jako wielka metafizyka. Raczej jako coś nieuchwytnego, ulotnego: moment za wcześnie, krok za późno, zaginiony list. Wszystko dzieje się „prawie”. Prawie się spotkali. Prawie zdążyli. To nie jest opowieść o przeznaczeniu, tylko o tym, jak bardzo życie zależy od przypadku, jednej decyzji, jednej sekundy.
I że nawet jeśli ludzie się kochają, to zakończenie szczęśliwe jest prawie niemożliwe. Porusza mnie to, że ta historia miłosna dzieje się w świecie, który nie zostawia na nią miejsca. To opowieść o ludziach, którzy z desperacją szukają bliskości. Ich miłość nie jest sentymentalna, lecz totalna.
Barbara Wysocka
Ta inscenizacja podkreśla liryczność partytury Gounoda, a jednocześnie stawia pytania o sens buntu i miłości w czasach kryzysu. Dyryguje Robert Houssart.
Spektakl Romeo i Julia jest produkcją Semperoper Dresden.
Trzy spojrzenia na taniec w rytmie muzyki romantycznej – to propozycja baletowa na otwarcie sezonu.
VII Symfonia Beethovena – choreografia Toera van Schayka, w której taniec staje się czystą formą energii, podporządkowaną wewnętrznemu rytmowi jednej z najpotężniejszych kompozycji w historii muzyki.
Ssss… – subtelna, kameralna choreografia Edwarda Cluga do nokturnów Fryderyka Chopina, proponująca ciszę, skupienie i refleksję jako kontrapunkt dla codziennego zgiełku.
Symfonia C-dur Bizeta – klasyczna kompozycja George’a Balanchine’a, ikona baletowego neoklasycyzmu, ukazująca kunszt zespołu w pełnej, wizualnej i muzycznej harmonii.
Jak podkreśla Krzysztof Pastor, dyrektor Polskiego Baletu Narodowego:
Pomyślałem o powtórzeniu cieszącej się kilka lat temu ogromnym uznaniem i powodzeniem Siódmej symfonii w choreografii znakomitego Toera van Schayka z naszego tryptyku baletowego Beethoven i szkoła holenderska, ale też o zmodyfikowanie tego wieczoru poprzez wzbogacenie go o dwa inne cenne i nowe dla naszego widza dzieła choreograficzne. I tak powstał pomysł nowego tryptyku muzyką Beethovena, Chopina i Bizeta, który nazwaliśmy przenośnie Symfonią tańca. W nim zaś, obok znanej nam już symfonii choreograficznej van Schayka, znajdzie się stosunkowo nowy balet Edwarda Cluga do muzyki Chopina oraz Symfonia C-dur Georgesa Bizeta w klasycznej już choreografii George’a Balanchine’a, który jest dla mnie bardzo ważnym choreografem. A jeśli mówimy o jakiejś formie prometejskości, to powiem tak: zwłaszcza ten ostatni balet powinien iskrzyć, musi w nim być dużo radości, energii i blasku w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Trzy języki choreograficzne, trzy temperamenty – jedno pytanie o relację muzyki i ciała.
Łowca androidów, Przemysław Zych (maj 2026)
Balet inspirowany kultową powieścią Philipa K. Dicka i filmami „Blade Runner” Ridleya Scotta oraz Denisa Villeneuve’a. Robert Bondara tworzy pełnowymiarowy spektakl, w którym choreografia, scenografia i światło budują dystopijny świat przyszłości.
Historia Ricka Deckarda – łowcy androidów – to opowieść o tym, co czyni nas ludźmi, gdzie przebiega granica między empatią a obojętnością, między światem mechanicznym a emocjonalnym. Balet zanurzony w estetyce kina neo-noir wykorzystuje nowoczesne środki wyrazu i wielowarstwową muzykę Przemysława Zycha, tworząc widowisko, które stawia pytania aktualne nie tylko dla przyszłości, ale i dla naszej współczesności. Kierownictwo muzyczne prapremierą obejmie Marta Kluczyńska.
Urojenia (czerwiec 2026)
Spektakl Izadory Weiss łączy dwie kobiece postacie – Roksanę z „Króla Rogera” i Virginię Woolf – w poetyckiej medytacji nad kobiecością, samotnością i pamięcią. Weiss daje głos tym, które w historii pozostawały na marginesie – muzyką Szymanowskiego, Tabakovej i Shaw tworzy przestrzeń dla ich emocji i siły.
Tytuł mojego spektaklu stawia nas wobec alternatywnego zjawiska, jakim są projekty, kreacje i artefakty tworzone przez ludzką wyobraźnię, ludzkie marzenia i lęki. Ich relacje z rzeczywistością są przedmiotem odwiecznych sporów wśród filozofów i artystów. Jednak nie jest to przecież domena wyłącznie intelektualistów.
Każdy człowiek staje przed problemem akceptacji zjawisk urojonych wobec nieubłaganego dla nich realnego świata, którego reguły są zwykle zbyt trudne do opanowania, by móc sobie w nim poradzić bez wsparcia fantazji i złudzeń. Alternatywność ta dotyczy również sfery aksjologicznej i wywołuje w nas niepokój, że urojenia mogą mieć niezbywalne wartości, ale że również mogą stać się zagrożeniem bytu czy naszej orientacji na drodze w kierunku poszukiwania prawdy i szacunku dla swojej roli w otaczającym nas świecie. Wierzę, że teatr jest miejscem, w którym ten aksjologiczny spór rozstrzyga się z powodzeniem, demonstrując nam świat, w którym bohaterowie spektaklu walczą o to, by odróżnić swoje urojenia od rzeczywistości.
Izadora Weiss
Latem tego roku w sierpniu muzycy Ukrainian Freedom Orchestra pod batutą Keri-Lynn Wilson ponownie wyruszą w kolejne tournée. W programie usłyszymy między innymi muzyczny symbol oporu przeciw tyranii – V Symfonię Beethovena. W sierpniu orkiestra zadebiutuje na Litwie i Łotwie oraz w Rumunii, gdzie wystąpi na Festiwalu im. George’a Enescu w Bukareszcie. Podczas trasy koncertowej zespół zawita ponownie do Lucerny, Amsterdamu, Warszawy i Londynu. Patronat honorowy nad przedsięwzięciem również tym razem objęła Pierwsza Dama Ukrainy, Ołena Zełenska.
Trasę otworzy koncert w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie, skąd artyści udadzą się do Wrocławia oraz Lucerny. Podczas tegorocznego tournée orkiestra zaprezentuje prapremierowe wykonanie nowego utworu autorstwa wybitnego ukraińskiego kompozytora Maxima Kolomiietsa. Na scenie zobaczymy także amerykańską sopranistkę Rachel Willis-Sørensen, która wykona z zespołem Preludium i Liebestod z opery Tristan i Izolda Richarda Wagnera, a także przejmująceCztery ostatnie pieśni Richarda Straussa.
W sezonie 2025/26 na scenie Teatru Wielkiego – Opery Narodowej nie zabraknie cenionych i lubianych tytułów z poprzednich lat.
Powróci wyczekiwana przez publiczność operaNabucco Giuseppe Verdiego, a także ponadczasowe arcydzieło Czarodziejski flet Wolfganga Amadeusa Mozarta w reżyserii Barriego Kosky’ego i Suzanne Andrade. W repertuarze znajdą się również uznane produkcje, takie jak wielokrotnie nagradzana Halka i Madame Butterfly, w reżyserii Mariusza Trelińskiego, wzruszająca La Bohème Barbary Wysockiej i dramatyczny Simon BoccanegraAgnieszki Smoczyńskiej, a także ciągle budzące wielkie emocje Traviata, również w reżyserii Mariusza Trelińskiego.
W najbliższym sezonie artystycznym po wielu latach powróci Pasażerka, opera poruszająca trudny temat Auschwitz. Skomponował ją Mieczysław Wajnberg, polsko-żydowski warszawiak, który stracił rodzinę w obozie, i o którym reżyser opery David Pountney powiedział, że „spędził życie, tworząc muzykę ku pamięci straconych najbliższych”. Inspiracją Wajnberga stała się powieść Pasażerka (1962) Zofii Posmysz. Autorka przeżyła obóz a decyzja, by dawać świadectwo okrucieństwu Zagłady była dla niej oczywista. Dopiero w 2006 roku, już po śmierci kompozytora, odbyło się jej wykonanie koncertowe w Moskwie. Obecną inscenizację, którą zrealizował w 2010 roku David Pountney pokazano najpierw na Festiwalu w Bregenz, następnie w Warszawie, w Teatro Real w Hiszpanii, Tel-Awiwie, później w Londynie, Houston, Nowym Jorku, Chicago, Detroit i na Florydzie.
Miłośników tańca ucieszy powrót znakomitych spektakli baletowych: Peer Gynta E. Cluga, Pinokia A. Hop, Prometeusza K. Pastora oraz klasycznej Bajadery N. Makarowej.
Równolegle Galeria Opera zaprezentuje trzy nowe wystawy wybitnych artystów: Krystyny Piotrowskiej, Andrzeja Dudzińskiego oraz Ewy Kuryluk.Muzeum Teatralne natomiast zaprosi zwiedzających na dwie ekspozycje: La Tartana. Teatr Lalek oraz Harfa Derwida, ukazujące bogactwo teatralnej tradycji i sztuki scenicznej w szerokim kontekście kulturowym.
Czy opera może fascynować dzieci? Czy balet potrafi oczarować młodzież? Teatr Wielki - Opera Narodowa udowadnia, że tak! Nowa strategia edukacyjna TW-ON odpowiada na potrzeby współczesnej publiczności, aktywnie ją kształtując. Od przedszkolaka po maturzystę, od rodzin z dziećmi po nauczycieli – edukacja w TW-ON to coś więcej niż tylko cykl zajęć. To zaproszenie do przeżywania sztuki wszystkimi zmysłami.
Propozycje edukacyjne TW-ON nie powielają popularnych zajęć umuzykalniających, lecz czerpią z unikalnego dziedzictwa Opery Narodowej: z jej historii, codziennej pracy artystycznej i magii zaplecza scenicznego.
„Wielki dla Małych” maluchy śpiewają, tańczą i uczą się uważnego słuchania. „Rodzinne zabawy w Wielkim” budują więzi między pokoleniami przez wspólne muzykowanie, zabawę i taniec, oraz program „Mali dla Małych”: to tylko część programu edukacyjnego w nowym sezonie 2025/26. Zapraszamy na próby otwarte z udziałem publiczności oraz cieszące się ogromną popularnością wycieczki po zakamarkach Teatru Wielkiego Opery Narodowej.
Sprzedaż biletów na wydarzenia w sezonie 2025/26 ruszy 10 czerwca o godz. 11.00.
Tego dnia widzowie będą mogli zakupić bilety ze specjalną zniżką 21%.
Leonora Armellini oraz Alexander Gadjiev – Laureaci XVIII Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina – wystąpią w niedzielę, 9 stycznia, podczas uroczystego koncertu inaugurującego obchody 85-lecia Programu 2 Polskiego Radia. Wirtuozom fortepianu będzie towarzyszyć Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie pod dyrekcją Michała Klauzy. Transmisja wydarzenia od godz. 19.00 w Dwójce. Zaproszenia można zdobyć w tym tygodniu na antenie stacji.
Program 2 Polskiego Radia rozpoczął nadawanie 1 marca 1937 roku. W tym roku przypadają więc 85. urodziny stacji, która obchodzić je będzie bardzo uroczyście, a do wspólnego świętowania zaprosi wszystkich słuchaczy. W najbliższych tygodniach można spodziewać się więc wielu projektów muzycznych i wydawniczych, których kulminacją będzie cykl koncertów zaplanowanych na 1 marca br.
Inauguracją tych wydarzeń będzie uroczysty koncert w najbliższą niedzielę 9 stycznia. Tego wieczoru w Studiu Koncertowym Polskiego Radia zaprezentują się: włosko-słoweński pianista Alexander Gadjiev – Laureat II Nagrody ubiegłorocznego Konkursu Chopinowskiego oraz Włoszka Leonora Armellini, która zajęła V miejsce podczas tego samego Konkursu. Wirtuozom fortepianu towarzyszyć będzie Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie pod dyrekcją jej dyrektora artystycznego – Michała Klauzy. W programie dzieła Fryderyka Chopina – odpowiednio: Koncert fortepianowy f-moll op.21 oraz Koncert Fortepianowy e-moll op.11.
Wszystkie bilety na wydarzenie zostały już wysprzedane. Program 2 Polskiego Radia przygotował jednak dla swoich słuchaczy pulę zaproszeń. Można je zdobyć w tym tygodniu na antenie Dwójki.
Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego – 9 września (niedziela), godz. 19.00 – Koncert inaugurujący 85. urodziny Programu 2 Polskiego Radia; w programie: Fryderyk Chopin – Koncert fortepianowy f-moll op.21 oraz Koncert Fortepianowy e-moll op.11; wykonanie: Alexander Gadjiev, Leonora Armellini, Orkiestra Polskiego Radia w Warszawie, dyr. Michał Klauza.
Narodowe Forum Muzyki serdecznie zaprasza na koncerty nowego sezonu!
budynek Narodowego Forum Muzyki, fot. B. Lekarczyk-Cisek
NFM Filharmonia Wrocławska wystąpi pod batutą wybitnych dyrygentów. Za pulpitem dwukrotnie stanie szef artystyczny orkiestry, laureat siedmiu nagród Grammy – Giancarlo Guerrero. W programach koncertów znajdą się kompozycje m.in. Richarda Straussa i Igora Strawińskiego.
Marzena Diakun, laureatka Paszportu „Polityki”, dyrektor artystyczna oraz główna dyrygentka Orquesta y Coro de la Comunidad de Madrid, poprowadzi dzieła Antona Brucknera, Franza Schuberta oraz wykonanie nowej kompozycji na wiolonczelę i orkiestrą autorstwa Pawła Szymańskiego, a w roli solistki wystąpi Magdalena Bojanowicz–Koziak.
Powróci także ceniony za odkrywcze interpretacje, subtelną kolorystykę i dynamizm interpretacji Gilbert Varga. Na swój wrocławski debiut czeka urodzony w Wenezueli i porywający publiczność na całym świecie Christian Vásquez, który zadyryguje utworami Ralpha Vaughana Williamsa i Georgesa Bizeta. Jubileusz 50-lecia pracy artystycznej świętować będzie ceniony i lubiany przez publiczność maestro Marek Pijarowski. W programie jego koncertu znajdzie się III Symfonia Es-dur „Eroica” Ludwiga van Beethovena. Nie mniej popularną V Symfonię c-moll tego twórcy przedstawi Michał Klauza.
Z NFM Filharmonią Wrocławską wystąpią też uznani soliści. W wykonaniu Piotra Anderszewskiego zabrzmią koncerty fortepianowe Josepha Haydna i Ludwiga van Beethovena, a laureaci I i II nagrody XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina przedstawią interpretacje dzieł patrona tego wydarzenia. Pojawią się też znakomici skrzypkowie.Michael Barenboim zagra Koncert e-moll Felixa Mendelssohna Bartholdy’ego, natomiast Bartłomiej Nizioł wykona Koncert A-dur Mieczysława Karłowicza. Wybitna śpiewaczka Elīna Garanča zaprezentuje fragmenty z oper Piotra Czajkowskiego, Camille’a Saint-Saënsa i Charles’a Gounoda.
Intrygująco zapowiadają się również koncerty NFM Orkiestry Leopoldinum. Podczas pierwszego wystąpienia zespół przedstawi aranżacje dwóch kwartetów smyczkowych Ludwiga van Beethovena w aranżacji Josepha Swensena. Dyrektor artystyczny orkiestry kameralnej poprowadzi też wydarzenia poświęcone twórczości Igora Strawińskiego oraz arcydziełom muzyki angielskiej, z kompozycjami Edwarda Elgara i Johna Tavenera na czele. Podczas koncertu „Śpiew duszy” zabrzmią dzieła Gustava Holsta, Andrzeja Panufnika oraz Benjamina Brittena. W roli solisty oraz dyrygenta jednocześnie wystąpi Aleksander Sitkovetsky. W identyczną podwójną rolę wcieli się także Kolja Blacher, który wykona dzieła Dymitra Szostakowicza i Claude’a Debussy’ego. Usłyszymy także utwory Astora Piazzolli, w tym Koncert na bandoneon i orkiestrę „Aconcagua”.
W trakcie koncertów solowych i kameralnych pojawią się: Aleksandra Kubas-Kruk, Anna Bernacka i Monika Kruk, które przedstawią pieśni Mieczysława Wajnberga. Wybitny francuski organista Philippe Lefebvre zagra na najnowszym, wybudowanym specjalnie dla NFM instrumencie podczas wieczoru zatytułowanego „Muzyka z katedry Notre Dame”, a Piotr Alexewicz zagra utwory Fryderyka Chopina. Wystąpią też świetne zespoły: LutosAir Quintet, NFM Ensemble, Ãtma Quartet czy Lutosławski Quartet.
Mamy nadzieję, że dołączą Państwo do nas i spotkamy się podczas koncertów w NFM! Zakup biletów będzie możliwy od 1.07.2021, godz. 11.00.
Przed nami osiem dni z muzyką Krzysztofa Pendereckiego. W dniach 16-23 listopada zagości w Warszawie śmietanka artystyczna z całego świata, a na antenie Programu 2 Polskiego Radia pojawią się transmisje festiwalowych koncertów.
Podczas 7 koncertów symfonicznych i 3 kameralnych (w 4 warszawskich lokalizacjach – w tym. m.in. w Filharmonii Narodowej i Teatrze Królewskim w Łazienkach) usłyszeć będzie można dzieła reprezentujące drogę twórczą mistrza: od awangardowych utworów z lat 60. po utwory z ostatnich lat (IV Kwartet smyczkowy, VI Symfonia „Chinesische Lieder”). W trakcie festiwalu odbędzie się również prawykonanie nowego utworu, Tria fortepianowego, napisanego dla zespołu Penderecki Trio oraz przedstawiona zostanie nowa odsłona Koncertu podwójnego w wersji na flet i klarnet (w aranżacji Michela Lethieca).
Do udziału w Festiwalu zaproszone zostały czołowe polskie zespoły (m.in. Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej, Polska Orkiestra Radiowa, Sinfonia Varsovia), a orkiestrami zadyrygują światowej sławy dyrygenci: Jerzy Maksymiuk, Christoph Eschenbach, Alexander Liebreich, Jacek Kaspszyk i inni. – Każdy z zaproszonych mistrzów batuty będzie dyrygował jednym utworem Krzysztofa Pendereckiego – zapowiada Elżbieta Penderecka, dyrektor artystyczna festiwalu.
Urodziny mistrza Pendereckiego przypadają 23 listopada. Tego dnia w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej odbędzie się koncert finałowy z udziałem gwiazdy – Anne-Sophie Mutter i z monumentalnym dziełem wokalno-instrumentalnym Dies illa, które kompozytor napisał z okazji stulecia wybuchu I wojny światowej.
Cztery festiwalowe koncerty wyemituje radiowa Dwójka.
– Rozpoczynamy od koncertu inauguracyjnego (piątek 16 listopada – transmisja od godz. 19.30) – mówi Andrzej Sułek, kierownik redakcji muzycznej radiowej Dwójki. W programie: II Koncert wiolonczelowy oraz cykl Powiało na mnie morze snów… Pieśni zadumy i nostalgii na sopran, mezzosopran, baryton, chór i orkiestrę (wykonawcy: Orkiestra Filharmonii Narodowej, Chór Filharmonii Narodowej, Jacek Kaspszyk – dyrygent, Michał Klauza – dyrygent, Dawid Runtz – dyrygent, Amit Peled – wiolonczela, Wioletta Chodowicz – sopran, Małgorzata Pańko-Edery – mezzosopran, Mariusz Godlewski – baryton).
We wtorek 20 listopada (godz. 19.30) zabrzmi muzyka wokalno-instrumentalna płynąca z inspiracji religijnej: Hymn do św. Wojciecha, Hymn do św. Daniiła i Credo (wyk. Iwona Hossa – sopran, Karolina Sikora, Anna Lubańska, Adam Zdunikowski, Wojtek Gierlach – bas, Warszawski Chór Chłopięcy, Chór Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie, Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej, Polska Orkiestra Radiowa, dyr. Rolf Beck i Maximiano Valdés).
– Z kolei w środę 21 listopada (godz. 19.30) usłyszymy I Symfonię, Capriccio na skrzypce i orkiestrę, Emanacje i I Koncert skrzypcowy (wyk: Patrycja Piekutowska, skrzypce, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach, dyr. Alexander Liebreich, Jerzy Maksymiuk, Maciej Tworek, Lawrence Foster), natomiast w piątek 23 listopada (godz. 20.00) urodzinowy koncert finałowy, w trakcie którego mocno wybrzmi finałowa gala w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, gdzie usłyszymy gwiazdorską obsadę solistów: Anne-Sophie Mutter w II Koncercie skrzypcowym „Metamorfozy”, Fransa Helmersona, Ivana Monighettiego i Arto Norasa w Concerto Grosso na trzy wiolonczele i orkiestrę oraz Johannę Rusanen (sopran), Annę Radziejewską (mezzosopran), Nikolaya Didenkę (bas) w Dies illa. Wystąpią z Chórem Filharmonii Narodowej, Chórem Narodowego Forum Muzyki, Poznańskim Chórem Kameralnym i Orkiestrą Sinfonia Varsovia, a dyrygentami tego wieczoru będą Leonard Slatkin, Christoph Eschenbach, Krzysztof Penderecki i Maciej Tworek – mówi Andrzej Sułek.
Więcej informacji na stronach dwojka.polskieradio.pl i beethoven.org.pl/festiwal/.
Z Agnieszką Rehlis – mezzosopranistką o wyjątkowym głosie, śpiewaczką operową występująca na deskach najważniejszych scen operowych Europy i świata – o jej muzycznej drodze, ważnych rolach, najbliższych planach, a także o tym, jak jej głos ... unieruchomił scenę obrotową w Opernhaus w Zurichu 😊
Barbara Lekarczyk-Cisek: To szczęśliwy traf, że występuje Pani we Wrocławiu, bo niezmiernie rzadko można Panią usłyszeć w Polsce. W dodatku usłyszymy Panią w repertuarze kameralnym i w towarzystwie znakomitego gitarzysty Krzysztofa Meisingera, z którym współpracuje Pani od lat.
Agnieszka Rehlis: Nasza współpraca rozpoczęła się 10 lat temu, kiedy to zagraliśmy pierwszy koncert we wrocławskim Arsenale. Później mieliśmy wiele koncertów, aż w końcu nagraliśmy prywatnie kompozycje Bartka Marusika: „Pieśni nocą śpiewane”. Nie odbyliśmy wcześniej żadnej próby, a mimo to była pomiędzy nami niesamowita nić porozumienia. Wcześniej, oczywiście, przygotowywaliśmy się do tego nagrania indywidualnie, ale nigdy bym nie przypuszczała, że można z takim spokojem po prostu zrealizować nagranie. To był bardzo piękny, nastrojowy cykl, prawdziwe perełki! Kiedy śpiewaliśmy go trzy lata temu w Łazienkach na Festiwalu Mozartowskim, zgromadziła się tak liczna publiczność, że połowie nie udało się w ogóle wejść. Współpracujemy z Krzysztofem nieczęsto, ponieważ ciągle wyjeżdżam, ale zdarza się nam spotkać od czasu do czasu, czego przykładem jest koncert w ramach cyklu „Ars Cameralis”.
Najczęściej można Panią usłyszeć na scenach operowych Europy i świata. Podobno niedawno, podczas spektaklu „Balu maskowego” G. Verdiego w Opernhaus w Zurichu, gdy wykonała Pani rolę Ulryki, scena obrotowa zatrzymała się, a organizatorzy poinformowali widownię, że to przez Pani czary 😊
To się wydarzyło naprawdę! Scena spowita piękną zielenią, także stół, przy którym siedzę z niemą postacią towarzyszącego mi służącego. Na koniec scena miała się obrócić, ale czekaliśmy na próżno. Trochę markowaliśmy, że tak ma być, ale w końcu nie wytrzymaliśmy i mój sceniczny partner zaproponował mi szeptem, abyśmy, nie czekając aż maszyneria ruszy, sami zeszli ze sceny. Najpierw udaliśmy się za zieloną kotarę, okazało się jednak, że natrafiliśmy na ścianę bez wyjścia. Nie straciłam zimnej krwi i ruszyliśmy w kierunku lewej kulisy, rejestrując po drodze Erikę Grimaldi, grającą rolę Amelii, która ciągle czekała na swoje wejście. Idąc coś improwizowaliśmy, żeby wyglądało naturalnie, a Gianandrea Noseda na szczęście zorientował się, że sytuacja jest trudna i powstrzymał się od dyrygowania. I poszło! Choć scena nadal się nie obracała i udało się ją uruchomić dopiero podczas II aktu. O tym, że poinformowano publiczność, iż unieruchomienie sceny obrotowej nastąpiło na skutek czarów Ulryki, dowiedziałam się później od osoby, która była na widowni. Widziałam wprawdzie na koniec znaczące uśmiechy artystów i garderobianej przesyłane w moim kierunku, ale dopiero post factum zrozumiałam ich znaczenie. (śmiech)
Agnieszka Rehlis w roli Ulriki w "Balu maskowym" G. Verdiego, Opernhaus Zurich, fot. ze strony Opernhaus Zurich na FB
Wcale się temu nie dziwię, bo Pani czaruje słuchaczy nieomal na całym świecie, czego sama doświadczyłam podczas wrocławskiego koncertu. Przypuszczam, że Pani talent i głos dojrzewał do tego latami. Jakie były tego początki?
Śpiewałam „od zawsze” i pociągało mnie też pianino, ale czasy były zgrzebne i rodziców nie stać było na taki instrument. Mama jednak, zauważywszy moje muzyczne ciągoty, zaprowadziła mnie do pana Franciszka Koscha, wychowanka Stefana Stuligrosza. Prowadził popularny w Jeleniej Górze chór męski oraz Chór Kameralny Collegium Musicum, w którym śpiewały również dziewczęta i panie. Byłam w ósmej klasie szkoły podstawowej, kiedy to w grudniu, bardzo stremowana, stanęłam przed obliczem pana Koscha i zaśpiewałam. Stwierdził, że mam dużą skalę głosu i umieścił mnie w sopranach, choć czasami odczuwałam, że to nie do końca „mój głos”, czym podzieliłam się z dyrygentem, on zaś zaproponował mnie i paru innym osobom lekcje indywidualne, podczas których uczył nas śpiewu solowego. Po półtora roku takich ćwiczeń, tak się w nich rozsmakowałam, że będąc jeszcze w liceum, postanowiłam zdawać na studia wokalne. Pan Kosch tak znakomicie mnie przygotował, że mimo afonii, która mnie dopadła podczas egzaminów, zaśpiewałam na tyle dobrze, że pani profesor Barbara Ewa Werner, znakomita śpiewaczka i skrzypaczka, przyjęła mnie na Wydział Wokalny Państwowej Szkoły Muzycznej w Jeleniej Górze. Profesor Werner uczyła mnie potem śpiewu przez okres dwu lat, kiedy co sobotę przyjeżdżała do Jeleniej Góry. Nadal też udzielał mi lekcji pan Kosch. Kontynuowałam je także później, kiedy dostałam się do Akademii Muzycznej we Wrocławiu, pod opiekę pani prof. Werner. Muszę podkreślić, że Franciszkowi Koschowi ogromnie wiele zawdzięczam – gruntowne podstawy śpiewu i pasję do muzyki. Będąc na studiach nadal współpracowałam z jego chórem. Na IV roku Akademii śpiewałam już poważne i trudne utwory, jak „Missa solemis” L. Beethovena czy Mszę h-moll J. S. Bacha. Swoje umiejętności doskonaliłam także na kursach mistrzowskich, m.in. pod kierunkiem Krystyny Szostek-Radkowej, a także u niemieckich pedagogów: Adele Stolte, Christiana Elsnera i Gerharda Kahry'ego.
W jakich okolicznościach trafiła Pani do Opery Wrocławskiej?
Och, to był pewien proces. Kończąc studia nie bardzo wiedziałam, co dalej, radziłam się więc zarówno pani prof. Werner, jak też pani Szostek-Radkowej i ta ostatnia poradziła mi, aby składać podania do różnych oper, a pani Werner poinformowała mnie, że Opera Wrocławska organizuje właśnie przesłuchania. Trwał strajk pracowników opery, więc pani Ewa Michnik wraz z komisją przesłuchiwała mnie w jakimś budynku na Krzykach. Pamiętam, że zaśpiewałam arię z „Orfeusza” Claudio Monteverdiego, którą przygotowałam wcześniej jako dyplom w Akademii Muzycznej. Realizując jako przedstawienie dyplomowe „Orfeusza”, pracowaliśmy też nad ruchem scenicznym ze wspaniałym tancerzem i choreografem Waldemarem Karstem – artystą związanym przede wszystkim z Teatrem Dramatycznym w Wałbrzychu oraz z Operą Wrocławską.
Dodam, że kandydatów było ponad trzydziestu, a przyjęto czterech, w tym mnie, przy czym był to angaż do roli Doralby w operze Domenico Cimarosy: „Impresario w opałach”. Był luty roku 1996, pechowy, bo cała obsada się rozchorowała i ostatecznie nie zaśpiewałam tej roli. Wkrótce potem, w czerwcu, dostałam telefon z zapytaniem, czy nie wystąpiłabym w roli Jadwigi w „Strasznym dworze” Stanisława Moniuszki, w reżyserii i inscenizacji Adama Hanuszkiewicza i pod kierownictwem muzycznym Andrzeja Straszyńskiego. W roli Miecznika wystąpił wówczas sam Andrzej Hiolski! Tak więc kończąc studia zagrałam w tej sztuce, a od września otrzymałam angaż do opery.
Trzeba przyznać, że zaczęła Pani swoją sceniczną karierę z wysokiego C! O Adamie Hanuszkiewiczu krążą rozmaite opinie, głównie takie, że był w stosunku do aktorów surowy do bólu. A jakie są Pani doświadczenia z prób „Strasznego dworu”?
Już kiedy pani Krystyna Preis, nasz ówczesny koordynator pracy artystycznej, zapowiedziała scenicznym szeptem, że nadchodzi mistrz Hanuszkiewicz, zaniemówiłam z wrażenia (śmiech). No i zaczęły się próby. Śpiewałam w drugiej obsadzie z Ewą Czerniak, mogłam więc obserwować grę pierwszych solistów z wiodącej obsady. To było wielkie przeżycie! Pewnego dnia jednak „zaniemówiłam” na skutek jakiejś afonii, podeszłam do maestro Hanuszkiewicza i wyszeptałam, że dziś nie mogę śpiewać. Akurat była to próba sceniczna i śpiew nie był konieczny, a Adam Hanuszkiewicz nie tylko się nie zdenerwował, ale pragnąc mnie pocieszyć, zaprosił na ciastko do pobliskiej kawiarni. Kiedy ja zajadałam się pysznym ciastkiem od Bliklego, on opowiadał mi różne interesujące historie, które związane były z jego pracą w teatrze. Dziś już niewiele z tego pamiętam, ale byłam wzruszona jego ojcowską dobrocią.
Natomiast Andrzeja Hiolskiego najbardziej zapamiętałam z próby generalnej, kiedy to niespodziewanie dla nas pojawił się w loży na pierwszym balkonie i zaśpiewał swoją arię. Po czym zszedł do nas i przytulił… Taka to była reżyseria.
Agnieszka Rehlis w roli Azuceny w "Trubadurze" G. Verdiego, z Piotrem Beczałą (Manrico (2021, Opernhaus Zurich), trailer
Od początku swojej kariery scenicznej bardzo dobrze radziła Pani sobie także aktorsko. Czy to samorodny talent, czy też zasługa studiów na Akademii Muzycznej, gdzie były także zajęcia temu poświęcone?
Odbyłam studia wokalno-aktorskie, podczas których zajęcia prowadzili fantastyczni pedagodzy – aktorzy, pracujący równolegle w Szkole Teatralnej: Igor Przegrodzki, Zygmunt Bielawski, Miłogost Reczek. Program studiów obejmował wiele przedmiotów z dziedziny sztuki aktorskiej, miałam więc nawet możliwość pójścia na jeden rok do szkoły teatralnej, aby zrobić dyplom, ale zrezygnowałam.
Opera Wrocławska była pierwszą sceną, na której zdobywała Pani zawodowe szlify i rozeznawała swoje możliwości. Jak Pani wspomina ten czas i które przedstawienia okazały się ważne w Pani karierze?
Z pewnością do takich należy rola Jadwigi w „Strasznym dworze”, a po dwóch latach pracy, w 1997 roku, pojawiła się możliwość zaśpiewania w „Requiem” Verdiego w reżyserii Roberto Skolmowskiego. Zaśpiewałam całość, prócz jednej arii, bo takie były założenia reżyserii. Śpiewałam także inne, może mniej znaczące role, ale miło je wspominam: Florę w „Traviacie”, Magdalenę w „Rigoletto” Verdiego, Siebel w „Fauście” Gounoda, Cherubina w „Weselu Figara”, Mercedes w „Carmen” Bizeta, Eurydykę w „Antygonie” Zbigniewa Rudzińskiego. Ważna była także możliwość obserwacji innych śpiewaczek, od których również się uczyłam.
Praktyka jest w każdym zawodzie bezcenna. Z pewnością widziała Pani film dokumentalny „Pavarotti”. Słynny tenor opowiada tam dowcipnie m. in. o początkach swojej kariery, kiedy to uczy się sztuki oddychania przeponą od swojej scenicznej partnerki, obejmując ją podczas wykonywania duetu.
Ja z kolei na początku swojej kariery scenicznej śpiewałam rolę Mercedes w „Carmen”, a towarzyszyła mi pani Jola Żmurko jako Frascita i zachęcała mnie podczas prób, abym sprawdziła, jak pracuję przeponą, podobnie jak to robił Pavarotti. Korygowała mnie w sposób bardzo życzliwy.
Kiedy była Pani solistką Opery Wrocławskiej, rozpoczął się także trwający wiele lat okres współpracy z Krzysztofem Pendereckim, z którym wykonywała Pani trudny repertuar oratoryjny. Jak doszło do tej współpracy?
Pani Ewa Michnik, będąc dyrektorką Opery Wrocławskiej, sprawowała również w latach 1997-2002 funkcję dyrektora artystycznego Międzynarodowego Festiwalu Oratoryjno-Kantatowego "Wratislavia Cantans". Znając moje upodobanie do muzyki oratoryjnej, zapytała mnie, czy zaśpiewałabym Requiem Dvořáka, którym będzie dyrygował Krzysztof Penderecki. Warunkiem była akceptacja maestro, wobec czego pani Michnik zaaranżowała spotkanie. Zaproszono mnie do NOSPR-u, gdzie Profesor akurat miał próby. Podczas przesłuchania zauważyłam, że profesor Penderecki zaczął odruchowo dyrygować, a potem zapytał mnie, czy mogłabym się nauczyć jego Credo, co zapowiadało dalszą współpracę. Zamurowało mnie z wrażenia, ale oczywiście przytaknęłam, choć wtedy nie znałam tego utworu. To był luty 1999 (koncert miał być we wrześniu), a tu niespodziewanie dostaję w marcu telefon od Henryka Gizy – dyrektora Festiwalu Muzyki i Sztuki Krajów Bałtyckich, z pytaniem, czy znam „Polskie Requiem” K. Pendereckiego. Okazało się, że Profesor mnie zarekomendował w miejsce pani Jadwigi Rappé, która nie mogła wtedy wystąpić. Miałam kilka tygodni na przygotowanie, w czym wydatnie pomogła mi korepetytorka naszej opery, pani Maria Rzemieniecka. Próba odbyła się w Technikum Kolejowym w Warszawie i uczestniczył w niej prof. Penderecki. Byłam bardzo stremowana i niepewna, czy dobrze zaśpiewam. W pewnym momencie Profesor przestał nagle dyrygować, odwrócił się do mnie i po chwili (dla mnie to była wieczność) powiedział, że śpiewam bardzo dobrze, po czym dostałam oklaski od całej orkiestry. Ależ to było przeżycie! Zaczęłam swoją współpracę z Mistrzem od jednego z najtrudniejszych jego utworów, w porównaniu z którym Credo i Siedem bram Jerozolimy to była bułka z masłem. Mój ostatni koncert z Mistrzem Pendereckim odbył się w lutym 2017 roku na Festiwalu Pablo Casalsa w Puerto Rico. Współpraca z Maestro trwała więc osiemnaście lat! Przez długi czas kojarzono mnie w związku z tym raczej z muzyką współczesną.
Agnieszka Rehlis w kompozycji K. Pendereckiego: "Dies illa" LACRIMOSA / wyk. NOSPR
W 2003 roku wypłynęła Pani na szerokie wody, zaproszona do Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, gdzie debiutowała Pani rolą Feneny w „Nabucco” G. Verdiego i to pod batutą maestro Jacka Kaspszyka. Jak do tego doszło?
Pracowałam wówczas w szkole muzycznej w rodzimej Jeleniej Górze, gdy nagle otrzymałam telefon z propozycją, abym natychmiast przyjechała do Warszawy i zagrała następnego dnia w „Nabucco”. Było to jakieś nagłe zastępstwo, ale ponieważ znałam reżyserię Marka Grzesińskiego, bo występowałam w tej sztuce wcześniej w Hali Ludowej [obecnie Hali Stulecia], przyjęłam propozycję z entuzjazmem. Nie zdążyłam wprawdzie dojechać na próbę, bo fizycznie nie było to możliwe, ale wszystko poszło dobrze. Maestro Kaspszyk wyraził po koncercie nadzieję, że jeszcze z nim wystąpię w kolejnej roli. Jakoś zaiskrzyło i w rezultacie śpiewałam z maestro wiele koncertów, m. in. VIII Symfonię Gustava Mahlera, a nawet miałam szczęście zaśpiewać tuż przed pandemią, w 2019 roku, „Requiem” Verdiego, obok takich wykonawców, jak Aleksandra Kurzak, Roberto Alagna i Paweł Siwek. To był koncert pożegnalny maestro Kaspszyka, który kończył wówczas swoją współpracę z Filharmonią Narodową w Warszawie.
G. Verdi: Messa da Requiem, Warsaw Philharmonic Orchestra and Choir / Orkiestra i Chór Filharmonii Narodowej pod dyr. Jacka Kaspszyka, wyk. Agnieszka Rehlis, Aleksandra Kurzak, Roberto Alagna i Rafał Siwek, Filharmonia Narodowa w Watszawie, 27 września 2019
Ale Pani współpraca z Operą Narodową nabrała tempa…
Tak, zagrałam m. in. Mafio Orsiniego w „Lukrecji Borgii” Donizettiego w 2009, rok później – Lisę w „Pasażerce” Wajnberga , a także Martę w „Jolancie” Czajkowskiego, Hagar w prawykonaniu opery Knapika „Moby Dick” w 2014 roku oraz Wróżkę w „Ognistym aniele” Prokofiewa w 2018. Zdarzało mi się występować także w spektaklach baletowych, np. w „Tristanie”, gdzie śpiewałam pieśni Wagnera, stojąc w orkiestronie. Wystąpiłam również w balecie „Chopin, artysta romantyczny”, gdzie wykonywałam pieśń do muzyki Hectora Berlioza. Poznałam wówczas dyrygenta Tadeusza Kozłowskiego, który potem zaprosił mnie na swój jubileusz w Filharmonii w Łodzi. W roku 2023 wystąpiłam w roli Amneris w „Aidzie” w Warszawie i okazało się, że był to mój setny spektakl.
Współpracowała Pani także z innymi polskim operami...
Rzeczywiście, kiedy w 2007 roku zostałam artystką freelance, zaczęłam dostawać propozycje z różnych teatrów operowych, m. in. z Opery Krakowskiej, gdzie zaśpiewałam m. in. rolę Kompozytora w „Ariadnie na Naxos” R. Straussa, w reżyserii Włodzimierza Nurkowskiego i pod kierownictwem muzycznym Tomasza Tokarczyka. To była dla mnie wspaniała możliwość zagrania roli przeznaczonej dla młodej jeszcze artystki, bo wiadomo, że głos z upływem czasu się zmienia. Udało mi się wówczas wystąpić w około trzydziestu spektaklach.
Agnieszka Rehlis w Prologu do "Ariadny na Naxos" R. Straussa
Zaśpiewałam także w 2013 roku rolę Azuceny w „Trubadurze” Verdiego w reżyserii Laco Adamika, ale zrozumiałam wtedy, że mój głos jeszcze do tej roli nie dojrzał. Dopiero cztery lata później, kiedy dzięki mojej fantastycznej agencji TACT weszłam na scenę z Azuceną, poczułam, że jest to rola dla mnie. Wystąpiłam też w 2011 roku w roli Judyty w „Zamku księcia Sinobrodego” Beli Bartóka w Teatrze Wielkim w Łodzi, gdzie kierownictwo muzyczne sprawował Łukasz Borowicz. Spektakl był grany wraz z "Dydoną i Eneaszem" Henry'ego Purcella. Dwa skrajne style, które dane mi było wykonać w jednym dniu, ponieważ zachorowała koleżanka, zaśpiewałam więc obie premiery. Dostałam potem entuzjastyczne recenzje, zwłaszcza za rolę Judyty.
Muszę wspomnieć również Operę Podlaską w Białymstoku, gdzie w 2015 roku namówiono mnie do zagrania tytułowej roli w „Carmen” Bizeta w inscenizacji Beaty Redo-Dobber i gdzie wcześniej, w 2012 roku, wystąpiłam na otwarcie opery, wykonując Jadwigę w „Strasznym dworze” St. Moniuszki. Reżyserował Roberto Skolmowski, wówczas dyrektor opery, a kierownictw muzyczne sprawował Mieczysław Dondajewski. Z panią Redo-Dobber współpracowałam wcześniej przy „Pasażerce” w Teatrze Wielkim w Warszawie, toteż uznała, że dobrze zaśpiewam rolę Carmen. Zgodziłam się, bo nie jest to rola trudna i przyjemnie się ją śpiewa, natomiast aktorsko nie bardzo ją lubię, bo uważam, że to rodzaj kreacji obliczonej na aplauz publiczności. Lubię role, które są większym wyzwaniem. O przyjęciu roli Carmen zdecydował także fakt, że dyrygentem był Michał Klauza, o którym wiedziałam, że jest świetny i że współpraca z nim będzie owocna. Zaśpiewałam trzy premiery pod rząd, a potem chyba ze trzydzieści spektakli.
Miałam także epizod z „Carmen” związany z Aalto-Musiktheater Essen, gdzie znano mnie z roli Amneris z „Aidy” i gdzie zaśpiewałam kilka spektakli „Carmen”.
W którym momencie zaczęła się Pani światowa kariera?
Wszystko zaczęło się od międzynarodowej agencji Tact Artists Management, której przedstawiciele byli w 2016 roku na spektaklu „Jolanty” Piotra Czajkowskiego w reżyserii Mariusza Trelińskiego, gdzie grałam rolę Marty. Nazajutrz umówili się ze mną na spotkanie. Nasłuchałam się najpierw komplementów na temat mojego występu, a następnie zaproponowali mi współpracę. Warunkiem było zaaranżowanie przesłuchań (tzw. audycji) na różnych scenach. Te audycje odbywały się jeszcze przez trzy lata, ale już po jednym przesłuchaniu w Teatrze Wielkim otrzymałam kilka propozycji ról. Jeździłam też do Zurichu, gdzie byłam przesłuchiwana do roli Wróżki i Matki Przełożonej w „Ognistym aniele” Siergieja Prokofiewa i od razu dostałam tę rolę.
W 2016 roku zaśpiewałam rolę Amneris w Estońskiej Operze Narodowej w Tallinnie, co także było atutem dla mojej agencji.
Czy zechce Pani uchylić rąbka tajemnicy odnośnie swoich planów artystycznych?
Za chwilę zaśpiewam w Royal Ballet and Opera w Londynie Azucenę w „Trubadurze”, w Statsooper Berlin tę samą rolę, w doborowym towarzystwie Anny Netrebko i Yusifa Eyvazova. Potem kolejno: w kwietniu tego roku zadebiutuję pod dyrekcją maestro Zubina Mehty – wykonam we Florencji Requiem G.Verdiego. Później wraca „Aida” (Amneris) we Florencji oraz w Arena di Verona, tym razem w reżyserii Stefano Poda. Kolejna „Aida” z tą samą rolą czeka mnie w Kennedy Center w Waszyngtonie, a za rok powrócę tam z „Tryptykiem” Giacoma Pucciniego.
Co jest dla Pani najważniejsze w zawodzie, który wykonuje?
Ważna jest znajomość historii muzyki oraz warsztat, ale – jak kiedyś powiedziała Ewa Podleś, śpiewanie to przede wszystkim wyobraźnia, która sprawia, że świadomie kształtujemy nasz głos. W śpiewaniu musi brzmieć prawda.
Czy ma Pani jakieś pasje pozamuzyczne?
Ważna jest dla mnie duchowość – dbam o swoje relacje z Panem Bogiem. Ponadto pasjonuje mnie matematyka, astronomia oraz astrofizyka, czyli czysta nauka. Od czasu do czasu śledzę życie gwiazd za pomocą odpowiedniego sprzętu. Ważne jest, aby mieć także zainteresowania pozamuzyczne, bo to także człowieka rozwija.
Bardzo dziękuję za spotkanie i rozmowę. Życzę, aby kolejne role operowe oraz udział w koncertach przyniosły Pani wiele satysfakcji i dały poczucie, że w Pani śpiewie brzmi prawda.