Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Rijksmuseum, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Rijksmuseum, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 kwietnia 2023

Tajemnicze konwersacje z Vermeerem /o wystawie w Rijksmuseum/

Tak wspaniała wystawa, jaką ma Johannes Vermeer w Muzeum Królewskim w Amsterdamie, jest doprawdy zjawiskiem unikalnym. W jego malarstwie zachwyciły mnie barwy i światło, a przede wszystkim zawarta w jego obrazach tajemnica, która fascynuje i sprawia, że toczymy z nimi niekończącą się rozmowę, pełną zagadek i niedopowiedzeń.

Rijksmuseum, fot. Marek Cisek

Związki z Vermeerem

    Moja przygoda z Vermeerem trwa od lat, a zaczęła się od zauroczenia jego "Koronczarką", którą zobaczyłam w Luwrze, w latach 90. ubiegłego wieku. Zakupiona wówczas reprodukcja, o wiele większa niż oryginał, zdobi ścianę kuchni, tworząc klimatyczne zaplecze z drewnianą ławą i kącikiem muzycznym. Wcześniej jednak, w końcu lat 70. obejrzałam francuski film w reżyserii Claude`a Goretty pod tytułem "Koronczarka", z niezapomnianą rolą Isabelle Huppert... To był pierwszy impuls, pomimo że nie miał bezposredniego związku z obrazem. Dopiero obejrzany w 2004 roku film Petera Webbera: "Dziewczyna z perłą" sprawił, że przeczytałam opracowania dotyczące Vermeera, które były w owym czasie dostępne (a była to dość skąpa kolekcja) i napisałam recenzję. Nie była to jednakże biografia malarza, choć wysmakowane kadry Eduardo Serra przywodziły jako żywo na myśl obrazy Mistrza z Delft. 

     Pojawił się też znakomity cykl Phila Grabsky` ego: "Wystawy na ekranie", dzięki któremu mogłam obejrzeć wystawę „Vermeer i muzyka”, która była eksponowana w National Gallery of London w 2013 roku. Dokument opowiadał o związkach malarstwa niderlandzkiego z muzyką, przy czym centrum wystawy stanowiły płótna Johannesa Vermeera. Podczas wirtualnego oglądania obrazów można było zapoznać się z różnymi interpretacjami i zobaczyć tak istotne detale. Wszyscy interpretatorzy byli jednak zgodni co do tego, że Vermeer, nawet jeśli podejmował temat podobny do któregoś ze swoich poprzedników lub rówieśników – nadawał mu niezwykły, tajemniczy ton. 


Przed "Koronczarką" Vermeera w Luwrze, Paryż 1997

    W 2017 roku Muzeum Luwr we współpracy z Narodową Galerią w Dublinie oraz Narodową Galerią Sztuki w Waszyngtonie zaprezentował znakomitą wystawę "Vermeer i mistrzowie malarstwa rodzajowego", której głównym bohaterem był Johannes Vermeer. Po raz pierwszy od 1966 roku zgromadzono w jednym miejscu  dwanaście obrazów Mistrza z Delft, konfrontując je z dziełami innych artystów Złotego Wieku. Tej wystawy nie widziałam osobiście ani wirtualnie, ale napisałam o niej na podstawie zamieszczonych na stronie Luwru materiałów informacyjnych i obrazów.

     I wreszcie w tym roku zdarzyła się rzecz niebywała, do której  – jak to teraz widzę  – dojrzewałam latami: Rijksmuseum zorganizowało znaczącą, bo liczącą aż 28 obrazów Mistrza z Delft, wystawę. To bardzo dużo zważywszy, że według tego muzeum na świecie istnieje raptem 37 dzieł Vermeera. Wyjazd, którego główną atrakcją miała być wystawa, wzbogacił się ponadto o dwa wspaniałe koncerty: "Pasję według św. Mateusza" i "Pasję według św. Jana" J. S. Bacha w znakomitym wykonaniu  – w Concertgebouw (ale to osobna opowieść), a w samym Muzeum Królewskim byliśmy dwukrotnie, odwiedziliśmy także Van Gogh Museum oraz Hermitage Amsterdam, gdzie gościła nieduża, ale interesująca wystawa z kolekcji w Lejdzie: "Rembrandt i jemu współcześni". Cztery dni wypełnione muzyką i sztuką najwyższej próby... 

Tajemnicze rozmowy


Johannes Vermeer, "Przerwana lekcja muzyki", 1860-61, The Frick Collection, Nowy Jork,
tu: wystawa Vermeera w Rijksmuseum, fot. Marek Cisek
      W ikonografii chrześcijańskiej istnieje pewien typ przedstawienia noszący nazwę Sacra conversatione (dosł. święte rozmowy). Pojawił się w sztuce włoskiej XIV wieku jako hierarchiczna kompozycja, w której Matka Boża zajmuje centralne miejsce, a po jej bokach stoją symetrycznie ustawieni święci. Ten rodzaj malarstwa doczekał się licznych wariantów w okresie wczesnego i rozwiniętego renesansu, rozpowszechnił się także w całej Europie jako popularne przedstawienie główne nastaw ołtarzowych. W późniejszym okresie hierarchiczność przedstawienia została przełamana przez wprowadzenie elementu narracyjnego, kontaktu i rozmowy pomiędzy przedstawionymi postaciami. Otóż Vermeer zdaje się kontynuować ten rodzaj przedstawienia, choć jego conversatione są całkiem nieświęte. Toczą się jednak nie tylko pomiędzy postaciami na obrazie, ale także między nimi a znaczącymi przedmiotami: instrumentami muzycznymi, obrazami i innymi, a także pomiędzy nimi a widzem. Mało tego  – obraz staje się także pretekstem do rozmowy pomiędzy oglądającymi go. A ponieważ jest w tych płótnach tyle tajemnic i ukrytych treści, konwersacje te właściwie nie mają końca. Podejrzewam też, że ukryta w płótnach Vermeera warstwa autotematyczna dodaje im szczególnej wielowymiarowości. Na tym właśnie polega geniusz malarza, tym czaruje i uwodzi, a nam sprawia przyjemność fakt, że uczestniczymy w owej tajemniczej rozmowie  – to ekscytujące! Moje "konwersacje" z płótnami Vermeera przedstawię na podstawie kilku wybranych obrazów, lecz nadam im kształt otwarty. Nie mam także ambicji opisania całej wystawy ani przybierania pozy historyka sztuki  – to nie moja rola. 

"Koronczarka", czyli kontemplacja zamiast rozmowy


Johannes Vermeer, "Koronczarka", ok. 1669–1671, Luwr, Paryż, tu:
wystawa "Vermeer" w Rijksmuseum, Amsterdam, fot. Marek Cisek
     Fakt, że zaczynam od tego płótna, jest w świetle tego, co napisałam na początku, oczywisty. 
Obraz przedstawia dziewczynę zajmującą się wyrobem koronek. Choć skupiona na swojej pracy młoda kobieta nie nawiązuje kontaktu z widzem, to jednak obraz "przemawia". I to jak silnie!
Wisława Szymborska jest m. in. autorką wiersza "Vermeer", który nawiązuje wprawdzie do "Mleczarki", sądzę jednak, że oddaje istotę każdego kobiecego portretu Vermeera.

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata. 

Z pewnością nie zasługuje na koniec świata Świat koronczarki. Ora et labora  – przepełniony staranną pracą i modlitwą (obok stolika służącego do do wyrobu koronek, na stole przykrytym kolorowym dywanem spoczywa książka  –  prawdopodobnie Biblia). Jej skupienie w jakiś tajemniczy sposób udziela się również widzowi Można bez końca kontemplować tę twarz, staranne, gładkie uczesanie, pracowite dłonie... Wzrok przykuwa także intensywna żółć stanika  –  kolor przez Vermeera ulubiony. Żółcień  –  jak podaje w swoim Słowniku symboli Władysław Kopaliński –  jest symbolem wieczności, świętości, Prawdy objawionej (Płaszcz św. Piotra), stałości (wiary), energii, światła, jasności... Także dobroci, szczęścia, godności, jedności, delikatności... Stojąc przed "Koronczarką" nie toczymy zbędnych rozmów. Po prostu kontemplujemy coś zachwycającego, pełnego harmonii i spokoju.

"Pani ze służącą" - pomiędzy wiernością a pokusą


J. Vermeer, "Dama ze służącą", 1666-67, The Frick Collection, Nowy Jork,
tu: wystawa "Vermeer" w Rijksmuseum, fot. Marek Cisek
         Żółcienie dominują także w stroju kobiety przedstawionej na obrazie "Dama ze służącą". To również jedno z tych fascynujących płócien, które przemawiają i przy który mogłoby się stać bez końca... 
Siedząca przy stole kobieta, ubrana w żółty kaftan obszyty białym futrem, została ukazana w momencie pisania listu (częsty motyw w malarstwie niderlandzkim) i podparłszy podbródek palcami lewej ręki, jakby nieco zaskoczona, zwróciła się w stronę służącej, która właśnie przyniosła list. Być może jest to list od osoby, do której kieruje swoje słowa młoda kobieta... Jej twarz wyraża zaskoczenie i zdziwienie, mówi coś do pokojówki, a może tylko wydała cichy okrzyk... Uwagę zwraca nie tylko żółć jej kaftana, ale także piękna, pobłyskująca perła w uchu, naszyjnik z drobnych pereł wokół szyi i starannie zapleciony warkocz upięty z tyłu głowy, również ozdobiony perłami. Może zdumiewać, że samotna, przebywająca w domu kobieta ubrana jest tak starannie, jakby się kogoś spodziewała. Jednakże wiemy, że perła symbolizuje czystość, wzniosłość i poświęcenie. W przeciwieństwie do takich obrazów, jak "Szklanka wina" czy "Śpiąca dziewczyna", przedstawiona tu kobieta zachowała czystość i jest wierna mężowi, do którego pisze. A może służąca przynosi list od wielbiciela, wystawiając ją w ten sposób na próbę? Wyłania się bowiem ze sfery mroku i ma wstydliwie opuszczony wzrok, co mogłoby uzasadniać i taką interpretację...

Przed obrazem Vermeera "Dziewczyna z lutnią", The Frick Collection,
Nowy Jork, fot. Marek Cisek
Choć obrazy Vermeera są na ogół niewielkie, to jednak za sprawą kolorów i rysunku zwracają na siebie uwagę już z daleka, przyciągają wzrok. Kiedy zaś znajdziemy się w ich pobliżu, stają się tym bardziej pociągające  –  przez to, że z jednej strony są narracyjne (conversatione), a zarazem pełne tajemnic i ukrytych znaczeń, których czasami możemy się domyślać, ale i tak pozostanie jakaś sfera niedopowiedzenia. Dlaczego dama z powyższego obrazu nie sięga po list, jeśli pochodzi on od mężczyzny, do którego właśnie pisze? A jeśli to zaproszenie na randkę od wielbiciela, dlaczego tak uważnie przygląda się służącej, jakby jednak rozważała przyjęcie propozycji? Tego nie dowiemy się nigdy i to także jest siłą malarstwa Vermeera.

O czym myśli "Kobieta pisząca list"?


J. Vermeer, "Kobieta pisząca list", National Gallery of Art, Waszyngton,
wystawa "Vermeer", fot. Marek Cisek
      Wybrane przeze mnie obrazy tworzą swoistą triadę: łączy je postać głównej bohaterki i kolorystyka, przy czym szczególną rolę odgrywa żółcień kaftana. Jak wspomniałam, tematyka pisania listów była w czasach Vermeera bardzo popularna, nikt jednak nie nadał jej tyle treści i nie wyposażył w tyle tajemnic. 
Przedstawiona na płótnie młoda dziewczyna patrzy na nas badawczo, co sprawia, że znajdujemy się w sytuacji voyerystów, ale jej delikatny uśmiech i baczne, akceptujące spojrzenie sprawia, że nie odczuwamy z tego powodu dyskomfortu. Podejmujemy ów kontakt wzrokowy i tak rozpoczyna się nasza conversatione. Do kogo pisze? Dlaczego naszyjnik z pereł leży obok niej? Co znajduje się w tajemniczych skrzyneczkach? Biżuteria? Przybory do pisania? A może listy miłosne? Co przedstawia obraz wiszący za nią na ścianie? Tego nie zobaczymy, ale w komentarzu National Gallery of Art przeczytamy, że "ten ciemny, ledwo rozpoznawalny wizerunek przypomina martwą naturę z instrumentami muzycznymi. Jedynym rozpoznawalnym instrumentem jest kontrabas. Instrumenty muzyczne często są aluzją do miłości, można zatem rozumieć, że list jest adresowany do nieobecnego kochanka". Dodajmy, że połyskujące w uszach młodej kobiety perły kojarzą się pozytywnie  – z czystością i poświęceniem. Co odpowiedziałaby nagabywana naszymi wścibskimi pytaniami? Zapewne zbyłaby nas swoim skromnym, nieśmiałym uśmiechem. Ile jednak mieliśmy przyjemności obcując z nią choćby przez niedużą chwilę...

J. Vermeer, "Mleczarka", ok. 1660, Rijksmuseum, Amsterdam, fot. Marek Cisek
     Tak wspaniała wystawa, jaką ma obecnie Johannes Vermeer w Muzeum Królewskim w Amsterdamie, jest doprawdy zjawiskiem unikalnym. Już nie musiałam "pielgrzymować" za Vermeerem, jak to określił Zbigniew Herbert, od galerii do galerii, bo oto niemal wszystkie, a w każdym razie znacząca ich większość znalazła się na tej ekspozycji. Niestety, nie udało mi się obejrzeć "Dziewczyny z perłą", która została zabrana do Hagi tuż przed moim przyjazdem do Amsterdamu... W malarstwie Vermeera zachwyciły mnie barwy i światło, a przede wszystkim zawarta w jego obrazach tajemnica, która fascynuje i sprawia, że toczymy z nimi niekończącą się rozmowę, pełną zagadek i niedopowiedzeń.

piątek, 19 stycznia 2018

"Rembrandt. The Late Works" / cykl "Wystawa na ekranie"/

Dokument poświęcony wystawie późnych prac Rembrandta, zatytułowany "Rembrandt z National Gallery w Londynie i Rijksmuseum w Amsterdamie", pozwala zobaczyć jego dzieło w perspektywie prac okresu dojrzałego. Jest też unikalną formą udziału w ekspozycji, jeśli nie ma możliwości wyjazdu do Londynu.


W ramach cyklu "Wystawa na ekranie" mogliśmy obejrzeć kolejny film - tym razem poświęcony trwającej jeszcze wystawie Rembrandta - zatytułowany "Rembrandt z National Gallery w Londynie i Rijksmuseum w Amsterdamie". Dokument popularyzujący twórczość wybitnego malarza zaprezentował także biografię artysty oraz miejsca z nim związane: Lejdę i Amsterdam. Wystawa "Rembrandt. Późne prace" (oryg. "Rembrandt. The Late Works") w National Gallery w Londynie może być bez wątpienia uznana za wydarzenie sezonu. Zgromadzono na niej czterdzieści obrazów, dwadzieścia rysunków i trzydzieści grafik, pochodzących z kolekcji z całego świata.  Począwszy od Rijksmuseum w Amsterdamie poprzez paryski Luwr do National Gallery of Art w Waszyngtonie. Prace z dojrzałego okresu twórczości Rembrandta dowodzą jego mistrzostwa i świadczą, że w latach 1650–
–1669 nie opuszczała go pasja eksperymentowania. 
W filmie zrealizowanym przez BBC kuratorzy wystawy zapoznali nas z jej koncepcją, która - jak się dowiedzieliśmy - powstawała blisko dziesięć lat. Istotne było postawienie pytania, jakie uczucia powinni odczuwać zwiedzający, a także zgromadzenie dzieł z całego świata, przede wszystkim jednak z Rijksmuseum w Amsterdamie i z National Gallery. Jeden z kuratorów porównał swoją pracę do czynności kompozytora, tworzącego utwór muzyczny. Ostatecznie zdecydowano się na zaprezentowanie późnych dzieł Rembrandta, aby móc przyjrzeć się jego twórczości w perspektywie dzieł dojrzałych, a zarazem ujrzeć w nim wiecznego eksperymentatora, człowieka do końca twórczego.

Samoanaliza



Zdjęcie z krzyża . Part of Rembrandt's Passion Cycle for Frederick Henry, Prince of Orange,
źródło" Web Gallery of Art
Wystawa składa się z kilku części. Najpierw zaprezentowane są autoportrety, aby - jak się wyraził jeden z kuratorów - sam artysta zapraszał na wystawę. Tytuł pierwszej sali - "Samoanaliza" - sugeruje cechę dla malarza charakterystyczną: skłonność do autorefleksji, czego wyrazem są liczne autoportrety, malowane przez całe życie. Właściwie żaden malarz nie stworzył aż tylu. Wiele "autoportretów" Rembrandta zostało zresztą namalowanych przez jego uczniów. Istotne jest jednak to, że były też rodzajem studiów, które malarz później wykorzystywał w innych kontekstach. Przedstawiał siebie na przykład, jako łotra w "Zdjęciu z Krzyża". Za młodu, aby mieć ciekawą twarz, malował się w żywej mimice: szeroko otwierał oczy, wyciągał szyję, wyostrzał spojrzenie. Śmiał się nawet. Rembrandt starszy po prostu patrzy, bezkompromisowo poważny, szczególnie skupiony. Na twarzy dojrzałego malarza zapisane są: smutek, trudności, duma - słowem: i charakter, i całe doświadczenie. Ostatni przedstawia 63 - letniego malarza i jest szczególnie doskonały. Skupia się na twarzy, a artysta patrzy na nas, nawiązując kontakt wzrokowy, jakby chciał powiedzieć: to ja, a kim ty jesteś? 

Światło i technika eksperymentalna


Rembrandt, Lekcja anatomii doktora Tulpa, 1632, Haga, Mauritshuis
 
Sala druga nosi tytuł "Światło i technika eksperymentalna". Wyeksponowano w niej m.in. słynną "Lekcję anatomii doktora Tulpa", na której tradycyjny portret zbiorowy znakomitych osób zyskuje nowe, głębsze znaczenia. Światło skupia się bowiem na ciele zmarłego, każąc zastanowić się nad fundamentalnymi sprawami życia i śmierci. Przy okazji dowiadujemy się też z filmu, jak malarz tworzył, jak eksperymentował, nakładając na płótno farbę nie tylko pędzlem, ale także szpachlą, modelując fakturę obrazu. Najwyraźniej do końca fascynował go sam proces powstawania dzieła, o czym świadczą także zdjęcia rentgenowskie obrazów, dzięki którym odkrywamy, jak dalece odbiega często efekt finalny od szkicu.

Naśladowanie i obserwacja życia codziennego 


Rembrandt, Kąpiąca się dziewczyna, 1654, National Gallery w Londynie
Salę trzecią zatytułowano "Naśladowanie i obserwacja życia codziennego". Znajdziemy w niej m.in. znany obraz "Kąpiąca się dziewczyna".
Rembrandt nie ukończył go, pośpiesznie naszkicował jedynie główne wątki, skutkiem czego suknia kobiety, ręce i nogi są namalowane skrótowo i niedokładnie. Dzięki temu - jak stwierdził jeden z kuratorów - to widz ma za zadanie "ukończyć obraz" - dookreślić go i zinterpretować. Sam zasugerował bardzo interesującą interpretację, w myśl której dziewczyna jest Zuzanną, my zaś starcami (nieco bezwstydnymi obserwatorami). Dodajmy, że w tej samej sali wyeksponowano również ostatni autoportret mistrza.

Konwencje artystyczne


Lukrecja, ok. 1666, Instytut Sztuki w Minneapolis, Minnesota
Sala czwarta prezentuje - jak wskazuje tytuł - "Konwencje artystyczne". Spośród przedstawionych tutaj dzieł, które znamionują konflikty wewnętrzne bohaterów, szczególną uwagę zwrócono na obraz "Lukrecja" z 1666 roku. Rembrandt dwukrotnie podejmował temat z legendy rzymskiej. Po raz pierwszy sportretował Lukrecję w 1664 roku. Przedstawił wówczas kobietę w bogatym stroju z epoki, gotową do zadania sobie śmiertelnego ciosu. Jej twarz i powstrzymujący gest lewej dłoni wskazują na wielką determinację, ale i ogromy żal wobec wyrządzonej jej krzywdy. Natomiast dwa lata później przedstawił ją Rembrandt w scenie samobójczej. Właśnie przed chwilą zadała sobie śmiertelny cios, czego dowodem jest struga krwi sącząca się spod koszuli oraz blada twarz Lukrecji. Twarz bohaterki wyraża tym razem już nie wątpliwość, ale smutek i ból. Lewą ręką pociąga za dzwonek, aby powiadomić bliskich o swoim dramacie. Uwagę zwraca jednak nie tylko twarz bohaterki, ale także szczególna biel jej koszuli, z wyraźnie odcinającą się strużką sączącej się krwi. Obraz ten zdradza także, że Rembrandt pracował jak rzeźbiarz, modelując farbę nakładaną za pomocą szpachli.

Rembrandt, Żydowska narzeczona, 1665–1669, Rijksmuseum, Amsterdam

Dokument poświęcony wystawie późnych prac Rembrandta pozwala nie tylko zobaczyć jego dzieło w perspektywie prac okresu dojrzałego, ale dzięki głosom kuratorów i znawców twórczości malarza, lepiej zrozumieć jego dzieło i zawarte w nim ukryte treści. 

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline w styczniu 2015 r.



poniedziałek, 25 listopada 2019

Pokazy filmów dokumentalnych o architekturze i sztuce: "Nowe Rijksmuseum" oraz "Świątynie kultury 3D" w Kinie Pod Baranami

Kino Pod Baranami zaprasza na dwa wyjątkowe pokazy filmowe, związane ze światem sztuki i architektury.

Nowe Rijksmuseum, fot. organizatorów

29 listopada na ekranie pojawi się film dokumentalny "Nowe Rijksmuseum", przedstawiający historię żmudnej przebudowy najsłynniejszego holenderskiego muzeum. Po seansie odbędzie się spotkanie z Wimem Pijbesem, byłym dyrektorem instytucji.

Natomiast 2 grudnia, w Kinie Pod Baranami zaprezentowany zostanie niezwykły cykl dokumentalny "Świątynie kultury" poświęcony współczesnej architekturze, w którym sześciu reżyserów (m.in. Wim Wenders i Robert Redford) przedstawia historię i tajemnice związane ze słynnymi budynkami. Każdy z odcinków dotyczy innej budowli, która pojawia się na ekranie w pełnej krasie dzięki technologii 3D.

Świątynie kultury, fot. organizatorów

Wstęp na pokaz "Świątyń kultury" jest wolny, natomiast na seansie filmu
"Nowe Rijksmuseum" obowiązują bilety.

informacja prasowa

sobota, 30 września 2023

Frans Hals - wystawa w National Gallery w Londynie

Dziś otwarto w National Gallery wystawę obrazów Fransa Halsa - jednego z najwybitniejszych przedstawicieli baroku w malarstwie holenderskim. Wystawa potrwa do 21 stycznia 2024 roku. Zostanie pokazanych około 50 najlepszych dzieł Halsa, w tym wyjątkowy najsłynniejszy obraz "Śmiejący się kawaler" z Wallace Collection.  Ekspozycja została przygotowana przez Galerię Narodową, Rijksmuseum w Amsterdamie, Gemäldegalerie, Staatliche Museen zu Berlin we współpracy z Muzeum Fransa Halsa w Haarlemie.

Hals był jednym z najbardziej poszukiwanych malarzy swojego pokolenia. Utalentowany artysta, którego zręczna praca pędzla nie miała sobie równych, zbudował swoją sławę na nowym stylu portretu - bardzo niezwykłym w jego czasach - który pokazywał zrelaksowanych, żywych opiekunów, często uśmiechniętych, a nawet śmiejących się. XVII-wieczna holenderska publiczność była nimi zachwycona, a popularność jego portretów przyniósł  status słynnego syna Haarlemu.

Ta wystawa, pierwsza duża retrospektywa Halsa od ponad trzydziestu lat, oznacza także możliwość odkrycia tego malarza przez nowe pokolenie.

Frans Hals, Młody człowiek trzymający czaszkę (Vanitas), 1626-8, The National Gallery, Londyn
Na wystawie zgromadzono około 50 najlepszych dzieł Halsa, w tym wyjątkowy, "Śmiejący się kawaler" (1624) ze zbiorów Wallace Collection.

Od małych prac po portrety dużych grup, sceny rodzajowe i portrety małżeńskie ponownie połączone po raz pierwszy z międzynarodowych kolekcji, odwiedzający zobaczą najlepsze prace jego życia.

Hals to jeden z najwybitniejszych portrecistów z kręgu malarstwa europejskiego. Malował portrety grupowe i indywidualne oraz sceny rodzajowe. Hals, jako ulubiony malarz Haarlemu, nie narzekał na brak zamówień. Malował portrety pojedyncze, wizerunki par małżeńskich lub narzeczeńskich, portrety rodzinne, czy też kompanii strzeleckich. Przede wszystkim jednak był mistrzem portretów grupowych, zamawianych powszechnie w siedemnastowiecznej Holandii przez członków różnych mieszczańskich instytucji: straży municypalnych, zarządów przytułków i szpitali, zarządów cechów. W dużych miastach dostanie się do tak wąskiego grona malarzy otrzymujących podobne zamówienia było trudne i stanowiło to wyraźną nobilitację artysty. W Haarlemie Hals wyrobił sobie pozycję głównego wykonawcy portretów miejskich gwardii strzeleckich. Kompanie strzeleckie, oddziały składające się z wolontariuszy, odegrały swego czasu dużą rolę w walce z Hiszpanami o niepodległość, stąd brało się ich znaczenie polityczne i towarzyskie w siedemnastowiecznej Holandii. Ponieważ jednak ich rola militarna znacząco zmalała w latach rozejmu (1609-1621) i potem, gdy działania wojenne nie były zbyt ożywione, zeszły one na plan dalszy, przybrały jednak charakter klubów towarzyskich, których członkowie dawali się portretować dla upamiętnienia wspólnych bankietów oraz ćwiczeń strzeleckich. W Haarlemie były 2 kompanie strzeleckie – św. Jerzego (do którego należał Hals) i św. Hadriana, obie kilkakrotnie przedstawiane na płótnach przez artystę. Frans Hals namalował w sumie ponad 100 portretów.

Frans Hals (ukończony przez Pietera Codde, 1637), The Meagre Company, 1633.
Rijksmuseum, Amsterdam ©
Sława Halsa dotarła do Amsterdamu, skąd, co było bardzo wyjątkowe, otrzymał w 1633 roku zamówienie na wykonanie portretu oficerów Kompanii Kuszników pod wodzą kapitana Reyniera Reaela i porucznika Michielszoona Blaeuwa (obecnie obraz znajduje się w Muzeum Państwowym, w Amsterdamie). Praca nad wielkim portretem przeciągała się i w lipcu 1636 roku Hals został wezwany do Amsterdamu, aby tam, na miejscu, ukończyć dzieło. Mimo że potrzebował pieniędzy, gdyż od paru miesięcy był w poważnych tarapatach finansowych, odmówił odbycia dwunastomilowej podróży do Amsterdamu. Nalegał, aby członkowie gwardii przyjechali do jego pracowni, jako najdogodniejszego miejsca malowania obrazu. Tamci jednak nie ustąpili, portret został w 1637 roku ukończony przez Pietera Codde (1599–1679), a sam Hals prawdopodobnie nigdy nie uzyskał zapłaty za dzieło.

Frans Hals, Portret pary, (prawdopodobnie Isaac Abrahamsz Massa i Beatrix van der Laen),
około 1622 © Rijksmuseum, Amsterdam
Ludzie z wczesnych portretów Halsa urzekają witalną siłą, zdrowiem i pogodą. W jego obrazach brak wykwintnych metafor i nawiązań. Przykładowo, u jego współczesnemu malarzowi – Jordaensowi – przedstawienia flamandzkiej społeczności są dokonane poprzez odwoływanie się do motywów biblijnych i mitologicznych. Tymczasem Hals malował ludzi sobie bliskich – kompanów pijatyk, nie posiadających grosza przy duszy. Nie dążył do pogłębiania psychiki swych modelów ani do bardziej wnikliwego jej studiowania. Dostrzegał w twarzy swego modela przede wszystkim to, co da się ująć jednym spojrzeniem i jak nikt potrafił przenieść swą wizję na płótno. Posiadał wielką zdolność do obserwacji szybkich ruchów, gestykulacji, mimiki. O ile było to możliwe, Hals pozwalał swym modelom zachować postawę niewymuszoną. Wykonywał swe obrazy w szaleńczym tempie, nie dbając o poprawność formalną, by oddać zaobserwowane gwałtowne i zamaszyste ruchy. Był jednym z pierwszych artystów posługujących się swobodnymi i lekkimi pociągnięciami pędzla na płótnie, którymi jednocześnie potrafił wyraźnie określić plastyczną formę.

Frans Hals, Śmiejący się kawaler, 1624 © The Wallace Collection, Londyn
Późne portrety przenika wewnętrzny niepokój. Nie ma tu już śladu żywej, pełnej temperamentu mimiki modeli i śmiałych, energicznych ruchów pędzla. Ludzie wydają się być nikłymi cieniami. Artysta, który tak wiele oczekiwał od życia, przeżywał głębokie rozczarowanie, co wpłynęło na wygląd jego ostatnich dzieł. W tym okresie można znaleźć w jego twórczości przestrogi przypominające o przemijalności dóbr ziemskich i próżności ambicji życiowych.

Powszechne uznanie zdobył Hals również w drugiej połowie XIX wieku. Przyczyniły się do tego zakupy jego obrazów przez bogatych Amerykanów oraz uznanie, jakie zdobył u impresjonistów. Z pewnością był inspiracją dla Vincenta van Gogha pod względem technicznym (stosowanie techniki impastu). Ten rodzaj ekspresji po ponad trzystu latach rozwoju znalazł najbardziej dobitny wyraz w dziele Jacksona Pollocka.

Twórczość Halsa stała się inspiracją dla kilku utworów Jacka Kaczmarskiego: „Trzy portrety” – zgodnie z tytułem inspirowanym trzema portretami: pijanego żołnierza, Cyganki i lekarza, „Portret zbiorowy w zabytkowym wnętrzu”, „Portret zbiorowy we wnętrzu – Dom Opieki.

Wystawa została przygotowana przez Galerię Narodową, Rijksmuseum w Amsterdamie, Gemäldegalerie, Staatliche Museen zu Berlin we współpracy z Muzeum Fransa Halsa w Haarlemie.

Frans Hals: Master of the Quick Brush Stroke - Artist Portrait - Meet the Artist


sobota, 6 stycznia 2024

Frans Hals. Mistrz chwili - wystawa w Gemäldegalerie / 12.07.24 - 03.11.24

W 2024 roku berlińska Gemäldegalerie poświęci pierwszą od ponad 30 lat kompleksową wystawę przeglądową Fransowi Halsowi, wielkiemu mistrzowi holenderskiego portretu. Zobaczymy około 50 najważniejszych prac Halsa z ponad 20 publicznych i prywatnych kolekcji w Europie, USA i Kanadzie. 

Frans Hals, "Błazen grający na lutni", ok. 1623, Luwr, fot. domena publiczna

Obok Rembrandta i Vermeera, Hals (1582/83–1666) uważany jest za jednego z najwybitniejszych malarzy holenderskich XVII wieku. Jeden z najwybitniejszych portrecistów wszech czasów, był niekonwencjonalny, ekspresyjny i nowatorski. Nie tylko ówczesne elity zamawiały u niego portrety, był także pierwszym artystą, który dedykował portretowe wizerunki ludziom marginalizowanym przez społeczeństwo. Jego ponowne odkrycie w XIX wieku odcisnęło piętno na ewolucji nowoczesnego malarstwa, jak żaden inny artysta epoki wczesnonowożytnej.

Frans Hals, "Śmiejący się kawaler", 1624, Wallace Collection, fot. domena publiczna

Na wystawie zaprezentowano około 50 najważniejszych prac Halsa z ponad 20 publicznych i prywatnych kolekcji w Europie, USA i Kanadzie. Wystawa w Berlinie nie tylko zaprezentuje arcydzieła Halsa, ale także rzuci światło na jego środowisko artystyczne w Haarlemie, jego współpracę z innymi artystami oraz fascynację, jaką jego twórczość wzbudziła wśród współczesnych malarzy niemieckich na przełomie XIX i XX wieku.

Frans Hals to jeden z najwybitniejszych portrecistów z kręgu malarstwa europejskiego. Malował portrety grupowe i indywidualne oraz sceny rodzajowe. Hals, jako ulubiony malarz Haarlemu, nie narzekał na brak zamówień. Malował portrety pojedyncze, wizerunki par małżeńskich lub narzeczeńskich, portrety rodzinne, czy też kompanii strzeleckich. Przede wszystkim jednak był mistrzem portretów grupowych, zamawianych powszechnie w siedemnastowiecznej Holandii przez członków różnych mieszczańskich instytucji: straży municypalnych, zarządów przytułków i szpitali, zarządów cechów. W dużych miastach dostanie się do tak wąskiego grona malarzy otrzymujących podobne zamówienia było trudne i stanowiło to wyraźną nobilitację artysty. W Haarlemie Hals wyrobił sobie pozycję głównego wykonawcy portretów miejskich gwardii strzeleckich. Kompanie strzeleckie, oddziały składające się z wolontariuszy, odegrały swego czasu dużą rolę w walce z Hiszpanami o niepodległość, stąd brało się ich znaczenie polityczne i towarzyskie w siedemnastowiecznej Holandii. Ponieważ jednak ich rola militarna znacząco zmalała w latach rozejmu (1609-1621) i potem, gdy działania wojenne nie były zbyt ożywione, zeszły one na plan dalszy, przybrały jednak charakter klubów towarzyskich, których członkowie dawali się portretować dla upamiętnienia wspólnych bankietów oraz ćwiczeń strzeleckich. W Haarlemie były 2 kompanie strzeleckie – św. Jerzego (do którego należał Hals) i św. Hadriana, obie kilkakrotnie przedstawiane na płótnach przez artystę. Frans Hals namalował w sumie ponad 100 portretów.

Frans Hals (ukończony przez Pietera Codde, 1637), The Meagre Company, 1633.
Rijksmuseum, Amsterdam ©

Sława Halsa dotarła do Amsterdamu, skąd, co było bardzo wyjątkowe, otrzymał w 1633 roku zamówienie na wykonanie portretu oficerów Kompanii Kuszników pod wodzą kapitana Reyniera Reaela i porucznika Michielszoona Blaeuwa (obecnie obraz znajduje się w Muzeum Państwowym, w Amsterdamie). Praca nad wielkim portretem przeciągała się i w lipcu 1636 roku Hals został wezwany do Amsterdamu, aby tam, na miejscu, ukończyć dzieło. Mimo że potrzebował pieniędzy, gdyż od paru miesięcy był w poważnych tarapatach finansowych, odmówił odbycia dwunastomilowej podróży do Amsterdamu. Nalegał, aby członkowie gwardii przyjechali do jego pracowni, jako najdogodniejszego miejsca malowania obrazu. Tamci jednak nie ustąpili, portret został w 1637 roku ukończony przez Pietera Codde (1599–1679), a sam Hals prawdopodobnie nigdy nie uzyskał zapłaty za dzieło.

Frans Hals, Portret pary, (prawdopodobnie Isaac Abrahamsz Massa i Beatrix van der Laen),
około 1622 © Rijksmuseum, Amsterdam

Ludzie z wczesnych portretów Halsa urzekają witalną siłą, zdrowiem i pogodą. W jego obrazach brak wykwintnych metafor i nawiązań. Przykładowo, u jego współczesnemu malarzowi – Jordaensowi – przedstawienia flamandzkiej społeczności są dokonane poprzez odwoływanie się do motywów biblijnych i mitologicznych. Tymczasem Hals malował ludzi sobie bliskich – kompanów pijatyk, nie posiadających grosza przy duszy. Nie dążył do pogłębiania psychiki swych modelów ani do bardziej wnikliwego jej studiowania. Dostrzegał w twarzy swego modela przede wszystkim to, co da się ująć jednym spojrzeniem i jak nikt potrafił przenieść swą wizję na płótno. Posiadał wielką zdolność do obserwacji szybkich ruchów, gestykulacji, mimiki. O ile było to możliwe, Hals pozwalał swym modelom zachować postawę niewymuszoną. Wykonywał swe obrazy w szaleńczym tempie, nie dbając o poprawność formalną, by oddać zaobserwowane gwałtowne i zamaszyste ruchy. Był jednym z pierwszych artystów posługujących się swobodnymi i lekkimi pociągnięciami pędzla na płótnie, którymi jednocześnie potrafił wyraźnie określić plastyczną formę.

Frans Hals, Młody człowiek trzymający czaszkę (Vanitas), 1626-8, The National Gallery, Londyn

Późne portrety przenika wewnętrzny niepokój. Nie ma tu już śladu żywej, pełnej temperamentu mimiki modeli i śmiałych, energicznych ruchów pędzla. Ludzie wydają się być nikłymi cieniami. Artysta, który tak wiele oczekiwał od życia, przeżywał głębokie rozczarowanie, co wpłynęło na wygląd jego ostatnich dzieł. W tym okresie można znaleźć w jego twórczości przestrogi przypominające o przemijalności dóbr ziemskich i próżności ambicji życiowych.

Powszechne uznanie zdobył Hals również w drugiej połowie XIX wieku. Przyczyniły się do tego zakupy jego obrazów przez bogatych Amerykanów oraz uznanie, jakie zdobył u impresjonistów. Z pewnością był inspiracją dla Vincenta van Gogha pod względem technicznym (stosowanie techniki impastu). Ten rodzaj ekspresji po ponad trzystu latach rozwoju znalazł najbardziej dobitny wyraz w dziele Jacksona Pollocka.

Twórczość Halsa stała się inspiracją dla kilku utworów Jacka Kaczmarskiego: „Trzy portrety” – zgodnie z tytułem inspirowanym trzema portretami: pijanego żołnierza, Cyganki i lekarza, „Portret zbiorowy w zabytkowym wnętrzu”, „Portret zbiorowy we wnętrzu – Dom Opieki.

Wystawa jest wspierana przez Kuratorium Preußischer Kulturbesitz oraz Ernst von Siemens Kunststiftung.

Wystawa specjalna Gemäldegalerie – Staatliche Museen zu Berlin, National Gallery w Londynie i Rijksmuseum w Amsterdamie, we współpracy z Muzeum Fransa Halsa w Haarlemie.

informacja prasowa

poniedziałek, 11 listopada 2024

Rembrandt – Hoogstraten. Kolor i iluzja - wystawa w Kunsthistorisches Museum Wien /relacja, zdjęcia/

8 października 2024 w Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu otwarto wystawę prac dwóch mistrzów baroku:  Rembrandta i  Hoogstratena. Obrazy wypożyczono z renomowanych muzeów na całym świecie, m.in. National Gallery w Londynie, Rijksmuseum, Luwru i Metropolitan Museum. Wystawa opowiada o tym, jaki wpływ miała sztuka Rembrandta na jego utalentowanego ucznia Samuela van Hoogstratena. Miałam okazję zobaczyć ją w grudniu 2024 dwukrotnie. Ekspozycja skupia się na imponującym efekcie koloru i zadziwiających technikach iluzjonistycznych, którymi Rembrandt i Hoogstraten fascynowali widzów dawniej i czynią to nadal.

Rembrandt, Autoportret z dwoma okręgami, ok. 1665, Kenwood Hose London,
wystawa "Rembrandt – Hoogstraten. Kolor i iluzja",  Kunsthistorisches Museum Wien,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Fascynacja iluzją


Ekspozycja skupia się na imponującym efekcie koloru i zadziwiających technikach iluzjonistycznych, którymi Rembrandt i Hoogstraten fascynowali widzów dawniej i czynią to nadal. Imponująca różnorodność najważniejszych dzieł dwóch holenderskich malarzy ukazuje ogromne zainteresowanie iluzją i percepcją w tamtych czasach: dążenie do realistycznego przedstawienia, oszukiwanie oka, tworzenie iluzjonistycznych efektów. Obrazy Rembrandta i Hoogstratena wydają się być żywe, namacalne i iluzyjne, nawet dla dzisiejszych oczu. Wciąż zanika w nich granica między sztuką a rzeczywistością. "Dziewczyna w ramie obrazu" (znana także jako "Żydowska narzeczona" albo "Dziewczyna w kapeluszu"), wypożyczona na tę wystawę ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie, która była twarzą ekspozycji na plakatach, jest tego najlepszym przykładem. Utrzymany w typowej dla rembrandtowskiego chiaroscuro mrocznej kolorystyce obraz posiada trzy silne akcenty świetlne; główne ognisko światła pada na twarz (poniżej czoła) i częściowo szyję oraz na obie dłonie.

Rembrandt, Dziewczyna w ramie obrazu, 1641, wystawa "Rembrandt – Hoogstraten.
Kolor i iluzja",  Kunsthistorisches Museum Wien, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Samuel van Hoogstraten - tajemniczy uczeń Rembrandta

O ile postać Rembrandta jest dość dobrze znana, o tyle uczeń pozostał w jego cieniu. Samuel van Hoogstraten lub Hoogstraeten (ur. 2 sierpnia 1627 w Dordrechcie, zm. 19 października 1678 tamże) był holenderskim malarzem i grafikiem okresu baroku, uczniem Rembrandta.

Początkowo pobierał nauki u swojego ojca Dircka van Hoogstratena, a następnie w l. 1642-48 - u Rembrandta w Amsterdamie. W 1651 przeniósł się do Wiednia, a w 1653 wyjechał do Rzymu. Po pobycie w Londynie w l. 1662-66 osiadł w Holandii. Był członkiem związku malarzy Pictura.

Malował sceny rodzajowe (wizerunki postaci wyglądających przez okno, widoki korytarzy), portrety, martwe natury typu trompe l’oeil. Tworzył grafiki, eksperymentował z narzędziami optycznymi, konstruował zabawki optyczne (perspektywiczne pudełka), pisał traktaty o sztuce (jego wierszowany traktat o malarstwie ukazał się w 1678). 

                                           
Hoogstraten, Stary człowiek w oknie, 1653, Kunsthistorisches Museum Wien,
wystawa "Rembrandt – Hoogstraten. Kolor i iluzja", fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Hoogstraten nie tylko przedstawił w swoim traktacie malarskim teoretyczne rozważania na temat związku między techniką malarską a iluzją przestrzenną. Jego specjalnością były trompe-l'oeils, "oszukać oko", jak ten, którym zdaje się dorównywać geniuszowi Mistrza.  Jest to rodzaj iluzjonizmu artystycznego, który daje wrażenie trójwymiarowego realizmu. Historia trompe l’oeil sięga starożytnej Grecji. Pliniusz Starszy zapisuje w swojej Historii naturalnej słynną konfrontację dwóch greckich malarzy z V wieku p.n.e., Zeuksisa i Parrhasiusa, którzy brali udział w konkursie malarskim. Każdy z nich starał się stworzyć obraz, który wytwarzałby doskonalszą iluzję rzeczywistego świata. 

Artysta nie tylko wspaniale namalował twarz starego człowieka, jego siwą brodę, zamyślone spojrzenie, lekko  pochyloną głowę, która wychyla się  z jednej z szyb w oknie. Można odnieść wrażenie, że wychodzi on w naszą przestrzeń, że nas obserwuje. Chociaż ma życzliwą twarz, jest w tym coś bardzo niepokojącego. Z wielkim pietyzmem oddał też samo okno i ścianę wokół niego. Na parapecie na zewnątrz umieścił mały wazonik, co wzmacnia i podkreśla głębię obrazu. Parapet okienny jest otoczony przez kamienny mur. 

Na wystawie w Kusthistorisches Museum znalazły się także postacie i sceny religijne, mitologiczne, a także portrety i autoportrety, w  których kolor i iluzja odegrały znaczącą rolę. Oto kilka z nich:

Hoogstraten, Martwa natura z listem, 1651-1654, wystawa 
wystawa "Rembrandt Hoogstraten. Kolor i iluzja" w Kunsthistorisches Museum Wien,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek



Rembrandt, Jeremiasz opłakujący zniszczenie Jerozolimy, 1630,
Rijksmuseum Amsterdam, wystawa "Rembrandt Hoogstraten. Kolor i iluzja" w 
Kunsthistorisches Museum, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Rembrandt, Minerwa w swoim pokoju, 1635, Kolekcja Leiden, Nowy Jork, 
wystawa "Rembrandt Hoogstraten. Kolor i iluzja" w Kunsthistorisches Museum Wien,
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Rembrandt, Kobieta w łożu (a. Sara oczekująca na Tobiasza), 1647,
National Galleries of Sckotland, wystawa wystawa "Rembrandt – Hoogstraten.
Kolor i iluzja",  Kunsthistorisches Museum Wien, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

środa, 13 listopada 2024

Rozpoczęcie renowacji „Straży nocnej” Rembrandta

Po pięciu latach intensywnych badań rozpoczęto w Rijksmuseum renowację "Straży nocnej". W tej chwili usuwany jest z arcydzieła Rembrandta stary lakier, aby optymalnie zachować dzieło sztuki dla przyszłych pokoleń.

Rembrandt, Straż nocna, Rijksmuseum

Lakier to przezroczysta powłoka ochronna. Obecne warstwy lakieru zostały nałożone w latach 1976, 1980 i 1990 i są przeznaczone do wymiany. Obejrzyj film i zanurz się w procesie renowacji.


link do filmu

Straż nocna w ultrawysokiej rozdzielczości


Czy kiedykolwiek widziałeś ten wspaniały obraz z bliska? To zdjęcie o ultrawysokiej rozdzielczości jest największym i najbardziej szczegółowym kiedykolwiek zrobionym dziełem sztuki, składającym się z 717 gigapikseli.

Na tym zdjęciu możesz bardzo wyraźnie zobaczyć stan fizyczny, pęknięcia i szczegóły arcydzieła Rembrandta. Powiększ tutaj i odkryj je wszystkie.


Więcej informacji o  Straży nocnej


Odkryj więcej historii o projekcie badawczym i restauracyjnym Straży nocnej Rembrandta. Jakie badania poprzedziły i jakie fazy zostały już zakończone: TUTAJ

informacja prasowa

poniedziałek, 22 lipca 2024

"Ci, którzy na statkach ruszyli na morze..." – niderlandzcy malarze o doświadczeniu morskiego żywiołu /wystawa w Muzeum Morskim w Gdańsku/

Do 15 września 2024 w Spichlerzu na Ołowiance można podziwiać wspaniałe niderlandzkie malarstwo XVII i XVIII wieku. Bogactwo ukrytych znaczeń, fascynujące, pełne dramatyzmu historie! To pierwsza tak obszerna  prezentacja holenderskich marin epoki baroku. Obok najcenniejszych niderlandzkich dzieł ze zbiorów własnych Narodowego Muzeum Morskiego prezentowane są na niej malowidła m.in. z Muzeum Narodowego w Warszawie, Zamku Królewskiego w Warszawie, Zamku Królewskiego na Wawelu, Muzeum Narodowego w Poznaniu i Muzeum Narodowego w Gdańsku. Jej ukoronowaniem są trzy wybitne dzieła niderlandzkiej marynistyki sprowadzone specjalnie na tę okazję z Rijksmuseum i Het Scheepvaartmuseum w Amsterdamie. 

Tytuł wystawy pochodzi z Psalmu 107 – jak wyjaśnia jedna z kuratorek, Monika Jankiewicz-Brzostowska – i jest rodzajem podsumowania doświadczeń, które były udziałem XVII-wiecznych żeglarzy. Dotyczy także kondycji ludzkiej w ogóle. "Psalm 107 – pisze Brzostowska – często był przywoływany w literaturze i sztuce XVII-wiecznych Niderlandów Północnych, zapewne dlatego, że kontakt z żywiołem morskim był powszechny w kraju zbudowanym wszak na ziemi wydartej morzu. (...) Morze stało się narzędziem w ręku Opatrzności, czuwającej nad lejdejczykami [broniło ich przed napastnikami]. Z drugiej strony, przerwanie wałów należało do najbardziej przerażających klęsk żywiołowych. (...) Jednocześnie morze było istotnym źródłem utrzymania". Niderlandzcy kupcy handlowali drewnem i zbożem, a także artykułami luksusowymi, kwitło też rybołówstwo. A jednocześnie sztormy i wojny odsłaniały częstokroć ludzką bezsilność wobec żywiołów. Stąd poszukiwanie wybawienia za sprawą Opatrzności.

Wystawa "Ci, którzy na statkach..." w Muzeum Morskim w Gdańsku,
fot. Zuzanna Mikołajek-Kiełb
Narrację wystawy tworzą m.in. dzieła mistrzów takich jak Simon de Vlieger, Ludolf  Bakhuizen, Jan i Julius Porcellisowie, Jan Abrahamszoon Beerstraaten, malarze z rodziny Willaertsów, Lieve Verschuir czy Thomas Heeremans – ich obrazy pochodzą ze zbiorów muzeów polskich. 

W nadzwyczaj starannie wydanym polsko-angielskim katalogu  możemy podziwiać imponującą ilość znakomitych reprodukcji obrazów wraz z opisami. Wydawnictwo zawiera także wiele interesujących artykułów, począwszy od wprowadzenia do tematu malarstwa marynistycznego prof. Piotra Oczko, poprzez zagadnienia historyczne, które znalazły w nim odbicie, próby interpretacji wybranych obrazów, po zestawienie prac badawczych na ten temat. 

We wspomnianym katalogu, jak i na wystawie, możemy znaleźć obrazy z popularnymi w tamtych czasach tematami, jak choćby "Młodą kobietę drącą list", co jako żywo skojarzyć się może z "Dziewczyną czytającą list", tak dobrze znaną z obrazu Vermeera (i innych malarzy), tutaj jednak zaprezentowano płótno Dirca Halsa, brata słynnego Fransa. Biały fartuch, w interpretacji prof. Oczko, nawiązuje do żagla statku unoszonego na wzburzonych falach, widocznego na obrazie na środku ściany. To porównanie miłosnych uniesień i dramatów do niebezpiecznej żeglugi.

Wystawa "Ci, którzy na statkach..." w Muzeum Morskim w Gdańsku,
fot. Zuzanna Mikołajek-Kiełb
Skoro już mowa o ukrytych znaczeniach, możemy na wystawie zobaczyć obrazy zainspirowane literaturą, począwszy od Homera i Platona, po Owidiusza, a także tematy biblijne, choć te z wiadomych powodów, pojawiają się rzadziej. Jako przykład może posłużyć obraz przedstawiający Lota z córkami, uchodzącego z Sodomy w asyście dwóch aniołów, zaś w głębi widać sylwetkę jego zamienionej w słup soli żony. To monumentalne płótno uchodziło niegdyś za obraz niezidentyfikowanego artysty flamandzkiego z przełomu XVI i XVII w., zostało zakupionego przed laty jako „Pożar w porcie w nocy”. Podczas konserwacji ukazała się ta właśnie scena biblijna.

Skoro morze, to także i plaża :-) Ten wątek podejmuje druga kuratorka wystawy - Zuzanna Mikołajek-Kiełb. W pejzażach czy scenach rodzajowych również pojawiają się symboliczne treści. Na przełomie XVI i XVII wieku modne były grafiki i druki (rzadziej obrazy) przedstawiające martwe wieloryby na niderlandzkich plażach. "Wyrzucony na brzeg wieloryb – pisze kuratorka – był najczęściej interpretowany jako komentarz do losów narodu lub znak zbliżającej się katastrofy (...) Ogromne stwory morskie traktowano jako omen, starano się odgadnąć, jakie zamiary żywi Bóg względem nowo powstałego kraju – czy pojawienie się wieloryba zapowiada rychły atak hiszpańskiej Armady, czy może raczej apokaliptyczną klęskę Północnych Niderlandów". Jak stąd wynika, traktowano plaże przede wszystkim jako miejsce tematów metafizycznych.

Z całą pewnością warto podczas wakacji odwiedzić Gdańsk i obejrzeć tę ze wszech miar inspirującą wystawę.

Zuzanna Mikołajek-Kiełb, fot. Monika Jankiewicz-Brzostowska
Kuratorki wystawy: dr Monika Jankiewicz Brzostowska i Zuzanna Mikołajek-Kiełb

Wystawie towarzyszy wiele wydarzeń, m. in. festyn, oprowadzania kuratorskie, wykłady tematyczne oraz zajęcia z muzeoterapii – odrębne dla dzieci i dla dorosłych.

Wydano bszerny katalog, złożony z kilku esejów oraz ponad 50 obszernych komentarzy do obrazów (łącznie ponad 300 stron).

Patronat honorowy nad wystawą objęła Ambasada Królestwa Niderlandów

Patronat medialny: TVP Kultura, TVP 3 Gdańsk, Radio Gdańsk, Dziennik Bałtycki, Trojmiasto.pl

Organizację wystawy „Ci, którzy na statkach ruszyli na morze… Mistrzowie niderlandzkiego malarstwa marynistycznego XVII i XVIII w. w zbiorach polskich” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Katalog wystawy "Ci, którzy na statkach ruszyli na morze..."  w Narodowym Muzeum w Gdańsku


poniedziałek, 5 czerwca 2023

Wydarzenia w Muzeum Narodowym i oddziałach 10-11 czerwca 2023

 8 czerwca (Boże Ciało) Muzeum „Panorama Racławicka” będzie czynne dla Zwiedzających w  godz. 8.30–19.00, a pozostałe Oddziały Muzeum Narodowego we Wrocławiu będą zamknięte.  W kolejne dni długiego weekendu w Gmachu Głównym zaplanowano m.in. wydarzenia związane z obchodami 100-lecia urodzin Wisławy Szymborskiej. W Muzeum Etnograficznym została otwarta kolejna wystawa czasowa pt. „Intrygujące!”. Zwiedzający zobaczą niezwykłe przedmioty, wśród nich ozdoby wykonane z włosów, artefakty związane z piernikarstwem i drukowaniem tzw. blaudruków, instrumenty muzyczne, elementy strojów tradycyjnych i inne zabytki, z których każdy jest intrygujący.

Pamiątki I Komunii św., wystawa "Nie zapomnisz. Pamięć, pamiątka, pamiętnik",
 fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Muzeum Narodowe we Wrocławiu


10.06, g. 11:00

Między kolażem a poezją – zabawa plastyczna Karoliny Rzepki dla dzieci w wieku 6–12 lat w ramach cyklu wydarzeń związanych z obchodami 100-lecia urodzin Wisławy Szymborskiej.

Jak powstały kolaże Szymborskiej? Poetka miała problem z kupnem ładnych pocztówek, więc zaczęła robić je samodzielnie. Na zajęciach przyjrzymy się postaci naszej noblistki oraz damy się ponieść pracy twórczej przy własnych kompozycjach z materiałów plastycznych oraz słów.

Bilety w cenie 5 zł

Zapisy: edukacja@mnwr.pl, 71 372 51 48

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu


10.06, g. 12:00

Szymborska – przenikliwie o życiu i sztuce. Wykład Sławomira Ortyla z okazji obchodów 100-lecia urodzin Wisławy Szymborskiej

Prelegent pokusi się o próbę wyboru tych wierszy Wisławy Szymborskiej, w których poetka nawiązuje do dzieł sztuki. Pozwoli to na zestawienie tekstu pisanego z pracami plastycznymi, które inspirowały noblistkę do mówienia o uczuciach, człowieku, świecie.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116


11.06, g. 11:00

Sztuka Młodej Polski – wykład dr. Dariusza Galewskiego w ramach cyklu „Kurs historii sztuki”

Okres Młodej Polski to jeden z najciekawszych etapów w sztuce polskiej ostatnich dwóch stuleci. Od końca XIX w. do wybuchu I wojny światowej, pomimo braku państwowości, rozwijały się w Krakowie, Lwowie i Warszawie liczne nurty artystyczne, które decydowały o obliczu tego okresu. Obok najbardziej spektakularnej secesji pojawiały się dzieła reprezentujące impresjonizm, postimpresjonizm, ekspresjonizm i symbolizm. Cały czas silna była także tradycja malarstwa historycznego i akademickiego. Niemniej o obliczu epoki decydowały dzieła Stanisława Wyspiańskiego, Józefa Mehoffera, Władysława Podkowińskiego, Jacka Malczewskiego czy Olgi Boznańskiej. To przede wszystkim ich twórczości poświęcone zostanie spotkanie z cyklu „Kurs historii sztuki”, choć nie zabraknie też twórców mniej znanych, a równie interesujących.

Bilety w cenie 10 zł

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116

11.06, g. 13:00

Rembrandt kontra Vermeer – wykład dr dr Beaty Lejman

Zakończona właśnie w amsterdamskim Rijksmuseum wystawa dzieł Jana Vermeera van Delft jest świetną okazją do rozmowy o twórczości tego holenderskiego malarza. Ogromna różnica losów i stylu Vermeera oraz Rembrandta dobrze oddaje przemiany w kulturze siedemnastowiecznej Holandii. Obydwaj twórcy od lat konkurują o tytuł symbolu Złotego Wieku tego małego kraju, który wydał wówczas wielu znakomitych artystów. Który z nich ma większe szanse w tej rywalizacji?

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116

Władysław Luciński, "Trojak Śląski", Ruda Śląska, 1976,
wystawa "Intrygujące!", fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Muzeum Etnograficzne


11.06, g. 12:00

Pamiątka zaklęta w szkle – warsztaty rodzinne dla dzieci w wieku 7–12 lat, w ramach cyklu „ETNO w południe”, prowadzenie Julia Szot. Wydarzenie towarzyszące wystawie „Nie zapomnisz. Pamięć, pamiątka, pamiętnik”

Imieniny, gody, jubileusze to święta wymagające szczególnej oprawy, poczęstunku oraz – koniecznie – podarunków. Podobnie jak dzisiaj, tak i dawniej własnoręcznie wykonane upominki podlegały różnym modom i zmianom gustów. Zmieniała się ich forma, materiał oraz technika wykonania. Najważniejsze było jednak zawsze, by prezent podarowany był z głębi serca. Podczas warsztatów uczestnicy wykonają malowaną na szkle laurkę utrzymaną w duchu dawnych pamiątek jubileuszowych.

Bilety w cenie 5 zł 

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl, 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne

informacja prasowa

Wydarzenia w MNWr i Oddziałach /3–4 października 2026 oraz Weekend Seniora z Kulturą

Wykład „Jak dawniej dbano o zdrowie?”, warsztaty graficzne, hafciarskie i złotnicze, a także oprowadzania po wystawach – śladem miłości w ma...

Popularne posty