Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Vermeer, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Vermeer, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 stycznia 2018

Vermeer i muzyka /"Wystawa na ekranie"/

Vermeer tajemniczy i muzyczny to propozycja, której nie można przeoczyć, szczególnie, jeżeli cenimy malarstwo autora „Dziewczyny z perłą” i chcielibyśmy pogłębić jego znajomość. W ramach stałego cyklu „Wystawa na ekranie” można oglądać najmodniejsze światowe wystawy.

Ostatnią rzeczą, o której bym pomyślała, że się spełni, jest oglądanie malarstwa w … kinie. Tymczasem w Kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu można od niedawna „zwiedzać” wystawy na ekranie. Najpierw był Manet, po nim Munch, wreszcie – mój ulubiony malarz Johannes Vermeer. I choć to namiastka obcowania z oryginalnym dziełem sztuki, można jednak obejrzeć wystawy czasowe i to w urozmaiconym towarzystwie kuratorów, znawców sztuki, a nawet przy dźwiękach muzyki. Kino Nowe Horyzonty zaproponowało – oprócz wystawy „Vermeer i muzyka. Sztuka miłości i odpoczynku” w reżyserii Phila Grabsky`ego i Bena Hardinga - także film dokumentalny Tellera: „Vermeer według Tima”, tworząc w ten sposób bezprecedensową propozycję dla wielbicieli tego malarza.

Vermeer muzycznie w National Gallery of  London

Wystawa „Vermeer i muzyka” była eksponowana w National Gallery of London od czerwca do września 2013 roku. Jej tematem były związki malarstwa niderlandzkiego z muzyką, przy czym centrum stanowiły płótna Johanna Vermeera. W salach wystawienniczych pokazano także instrumenty z epoki, a ponadto odbywały się w nich koncerty Academy of Ancient Music. Na tę okazję zgromadzono w jednym pomieszczeniu, obok należącej do zbiorów Galerii Narodowej „Kobiety stojącej przy klawesynie” oraz „Dziewczyny siedzącej przy klawesynie”, także obrazy z innych muzeów oraz ze zbiorów prywatnych, m.in. „Grającą na gitarze” z Kenwood House czy pochodzącą ze zbiorów Jej Królewskiej Mości „Lekcję muzyki”.

Johannes Vermeer, Dziewczyna grająca na gitarze, ok. 1672
Temat muzyki często pojawiał się w malarstwie holenderskim XVII wieku. Instrumenty w kompozycjach martwych natur symbolizowały przemijanie, taka jest bowiem natura dźwięku niezapisanego. Jednakże w niektórych obrazach wspólne granie oznaczało więź, harmonię pomiędzy postaciami, niekiedy zaś miłosny dialog.
Podczas wirtualnego oglądania obrazów można było zapoznać się z różnymi interpretacjami i ujrzeć rozmaite istotne detale. Wszyscy byli jednak zgodni co do tego, że Vermeer, nawet jeśli podejmował temat podobny do któregoś ze swoich poprzedników lub rówieśników – nadawał mu niezwykły, tajemniczy ton. Jego obrazy, jak żadne inne malarstwo, wypełnia harmonijny spokój i cisza. Są to płótna, które można, a nawet należy kontemplować, dopiero wówczas dopuszczają pewną poufałość z widzem, choć i ta bywa łudząca.

Dziewczyna siedząca przy klawesynie, 1670
„Dziewczyna siedząca przy klawesynie” patrzy prosto na nas, jakby chciała zachęcić, abyśmy ujęli stojący na pierwszym planie instrument (violę da gamba) i podjęli wraz z nią muzyczny temat. Ale pochodząca z późniejszego okresu „Dziewczyna grająca na gitarze” już na nas nie patrzy, podejmując kontakt wzrokowy z kimś, kogo nie widzimy, kto znajduje się niejako poza obrazem…

I choć uważa się, że Vermeer malował „z natury’, to znaczy odwzorowywał kształty za pomocą laterna magica, to jednak – co uzmysłowił nam jeden z tzw. ekspertów – spis rzeczy po śmierci malarza, który jest jedynym zachowanym dokumentem, dowodzi, iż większości z namalowanych przedmiotów Mistrz z Delft nie posiadał, gdyż po prostu cierpiał materialny niedostatek. Ot, i kolejna tajemnica, ale może to właśnie sprawia, że fascynacja malarstwem Vermeera nie przemija. 

"Vermeer i muzyka. Sztuka miłości i odpoczynku" z National Gallery

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 16 maja 2014 r.

piątek, 4 maja 2018

Vermeer i mistrzowie malarstwa rodzajowego /wystawa w Luwrze/

Od 22 lutego 2017 roku prezentowana jest w Luwrze wystawa poświęcona malarstwu rodzajowemu Johannesa Vermeera i innych znanych artystów jego epoki.

J. Vermeer, Kobieta czytająca list
MuzeumLuwr we współpracy z Narodową Galerią w Dublinie oraz Narodową Galerią Sztuki w Waszyngtonie prezentuje znakomitą wystawę malarstwa, której głównym bohaterem jest Johannes Vermeer. Po raz pierwszy od 1966 roku zgromadzono w jednym miejscu aż dwanaście obrazów Mistrza z Delft, konfrontując je z dziełami innych artystów Złotego Wieku.

Sprowadzono obrazy nie tylko z wspomnianych już muzeów, ale także z Niemiec i, oczywiście, z Holandii. Pozwala to zobaczyć Vermeera w nowym świetle. Dotychczas zwykło się myśleć o nim jako o zjawisku osobnym i niepowtarzalnym. "Sfinks Delft" wymyślony został przez francuskiego dziennikarza i krytyka sztuki Étienne Josepha Théophila Thoré, który odkrył Vermeera pod koniec XIX wieku i chciał go w ten sposób wypromować jako tajemniczego artystę. Mit samotnego geniusza zrobił swoje.

Vermeer, Mleczarka

Wystawa daje możliwość skonstatowania, że Johannes Vermeer (1632-1675) nie osiągnął artyzmu w oderwaniu od sztuki swoich czasów. Poprzez porównanie z pracami innych artystów Złotego Wieku: Gerardem Dou, Gerardem ter Borch, Janem Steenem, Pieterem de Hooch, Gabrielem Metsu, Casparem Netscherem i Fransem van Mierisem ekspozycja uświadamia, że Vermeer był – jak wielu malarzy tej epoki – piewcą życia codziennego. Artyści tworzyli w różnych miejscach, używali różnych technik, stylów i indywidualnie komponowali swoje dzieła, ale nie osiągnęłyby one takich wyżyn artyzmu, gdyby nie rywalizacja.

Gerard ter Borch, Kobieta pisząca list

Kiedy oglądamy obraz Ter Borcha z 1655-6 roku, przedstawiający kobietę piszącą list, to nie mamy wątpliwości, że Vermeer musiał go widzieć, zanim namalował swoją "Kobietę czytającą list". Był to zresztą temat w tym czasie popularny, nie wymyślony bynajmniej przez Ter Borcha. W konfrontacji z innymi malarzami Vermeer wychodzi jednak zwycięsko. Nie potrzebuje właściwie mitu samotnego geniusza, bo w istocie był genialny. A dzięki filmowi Petera Webbera ”Dziewczyna z perłą” stał się na dodatek mieszkańcem masowej wyobraźni.

Vermeer, Koronczarka


Wystawa ” Vermeer i mistrzowie malarstwa rodzajowego” w Muzeum Luwr (Vermeer and the Masters of Genre Painting) jest otwarta do 22 maja 2017 roku.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 22 lutego 2017 roku.

sobota, 15 kwietnia 2023

Tajemnicze konwersacje z Vermeerem /o wystawie w Rijksmuseum/

Tak wspaniała wystawa, jaką ma Johannes Vermeer w Muzeum Królewskim w Amsterdamie, jest doprawdy zjawiskiem unikalnym. W jego malarstwie zachwyciły mnie barwy i światło, a przede wszystkim zawarta w jego obrazach tajemnica, która fascynuje i sprawia, że toczymy z nimi niekończącą się rozmowę, pełną zagadek i niedopowiedzeń.

Rijksmuseum, fot. Marek Cisek

Związki z Vermeerem

    Moja przygoda z Vermeerem trwa od lat, a zaczęła się od zauroczenia jego "Koronczarką", którą zobaczyłam w Luwrze, w latach 90. ubiegłego wieku. Zakupiona wówczas reprodukcja, o wiele większa niż oryginał, zdobi ścianę kuchni, tworząc klimatyczne zaplecze z drewnianą ławą i kącikiem muzycznym. Wcześniej jednak, w końcu lat 70. obejrzałam francuski film w reżyserii Claude`a Goretty pod tytułem "Koronczarka", z niezapomnianą rolą Isabelle Huppert... To był pierwszy impuls, pomimo że nie miał bezposredniego związku z obrazem. Dopiero obejrzany w 2004 roku film Petera Webbera: "Dziewczyna z perłą" sprawił, że przeczytałam opracowania dotyczące Vermeera, które były w owym czasie dostępne (a była to dość skąpa kolekcja) i napisałam recenzję. Nie była to jednakże biografia malarza, choć wysmakowane kadry Eduardo Serra przywodziły jako żywo na myśl obrazy Mistrza z Delft. 

     Pojawił się też znakomity cykl Phila Grabsky` ego: "Wystawy na ekranie", dzięki któremu mogłam obejrzeć wystawę „Vermeer i muzyka”, która była eksponowana w National Gallery of London w 2013 roku. Dokument opowiadał o związkach malarstwa niderlandzkiego z muzyką, przy czym centrum wystawy stanowiły płótna Johannesa Vermeera. Podczas wirtualnego oglądania obrazów można było zapoznać się z różnymi interpretacjami i zobaczyć tak istotne detale. Wszyscy interpretatorzy byli jednak zgodni co do tego, że Vermeer, nawet jeśli podejmował temat podobny do któregoś ze swoich poprzedników lub rówieśników – nadawał mu niezwykły, tajemniczy ton. 


Przed "Koronczarką" Vermeera w Luwrze, Paryż 1997

    W 2017 roku Muzeum Luwr we współpracy z Narodową Galerią w Dublinie oraz Narodową Galerią Sztuki w Waszyngtonie zaprezentował znakomitą wystawę "Vermeer i mistrzowie malarstwa rodzajowego", której głównym bohaterem był Johannes Vermeer. Po raz pierwszy od 1966 roku zgromadzono w jednym miejscu  dwanaście obrazów Mistrza z Delft, konfrontując je z dziełami innych artystów Złotego Wieku. Tej wystawy nie widziałam osobiście ani wirtualnie, ale napisałam o niej na podstawie zamieszczonych na stronie Luwru materiałów informacyjnych i obrazów.

     I wreszcie w tym roku zdarzyła się rzecz niebywała, do której  – jak to teraz widzę  – dojrzewałam latami: Rijksmuseum zorganizowało znaczącą, bo liczącą aż 28 obrazów Mistrza z Delft, wystawę. To bardzo dużo zważywszy, że według tego muzeum na świecie istnieje raptem 37 dzieł Vermeera. Wyjazd, którego główną atrakcją miała być wystawa, wzbogacił się ponadto o dwa wspaniałe koncerty: "Pasję według św. Mateusza" i "Pasję według św. Jana" J. S. Bacha w znakomitym wykonaniu  – w Concertgebouw (ale to osobna opowieść), a w samym Muzeum Królewskim byliśmy dwukrotnie, odwiedziliśmy także Van Gogh Museum oraz Hermitage Amsterdam, gdzie gościła nieduża, ale interesująca wystawa z kolekcji w Lejdzie: "Rembrandt i jemu współcześni". Cztery dni wypełnione muzyką i sztuką najwyższej próby... 

Tajemnicze rozmowy


Johannes Vermeer, "Przerwana lekcja muzyki", 1860-61, The Frick Collection, Nowy Jork,
tu: wystawa Vermeera w Rijksmuseum, fot. Marek Cisek
      W ikonografii chrześcijańskiej istnieje pewien typ przedstawienia noszący nazwę Sacra conversatione (dosł. święte rozmowy). Pojawił się w sztuce włoskiej XIV wieku jako hierarchiczna kompozycja, w której Matka Boża zajmuje centralne miejsce, a po jej bokach stoją symetrycznie ustawieni święci. Ten rodzaj malarstwa doczekał się licznych wariantów w okresie wczesnego i rozwiniętego renesansu, rozpowszechnił się także w całej Europie jako popularne przedstawienie główne nastaw ołtarzowych. W późniejszym okresie hierarchiczność przedstawienia została przełamana przez wprowadzenie elementu narracyjnego, kontaktu i rozmowy pomiędzy przedstawionymi postaciami. Otóż Vermeer zdaje się kontynuować ten rodzaj przedstawienia, choć jego conversatione są całkiem nieświęte. Toczą się jednak nie tylko pomiędzy postaciami na obrazie, ale także między nimi a znaczącymi przedmiotami: instrumentami muzycznymi, obrazami i innymi, a także pomiędzy nimi a widzem. Mało tego  – obraz staje się także pretekstem do rozmowy pomiędzy oglądającymi go. A ponieważ jest w tych płótnach tyle tajemnic i ukrytych treści, konwersacje te właściwie nie mają końca. Podejrzewam też, że ukryta w płótnach Vermeera warstwa autotematyczna dodaje im szczególnej wielowymiarowości. Na tym właśnie polega geniusz malarza, tym czaruje i uwodzi, a nam sprawia przyjemność fakt, że uczestniczymy w owej tajemniczej rozmowie  – to ekscytujące! Moje "konwersacje" z płótnami Vermeera przedstawię na podstawie kilku wybranych obrazów, lecz nadam im kształt otwarty. Nie mam także ambicji opisania całej wystawy ani przybierania pozy historyka sztuki  – to nie moja rola. 

"Koronczarka", czyli kontemplacja zamiast rozmowy


Johannes Vermeer, "Koronczarka", ok. 1669–1671, Luwr, Paryż, tu:
wystawa "Vermeer" w Rijksmuseum, Amsterdam, fot. Marek Cisek
     Fakt, że zaczynam od tego płótna, jest w świetle tego, co napisałam na początku, oczywisty. 
Obraz przedstawia dziewczynę zajmującą się wyrobem koronek. Choć skupiona na swojej pracy młoda kobieta nie nawiązuje kontaktu z widzem, to jednak obraz "przemawia". I to jak silnie!
Wisława Szymborska jest m. in. autorką wiersza "Vermeer", który nawiązuje wprawdzie do "Mleczarki", sądzę jednak, że oddaje istotę każdego kobiecego portretu Vermeera.

Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
w namalowanej ciszy i skupieniu
mleko z dzbanka do miski
dzień po dniu przelewa,
nie zasługuje Świat
na koniec świata. 

Z pewnością nie zasługuje na koniec świata Świat koronczarki. Ora et labora  – przepełniony staranną pracą i modlitwą (obok stolika służącego do do wyrobu koronek, na stole przykrytym kolorowym dywanem spoczywa książka  –  prawdopodobnie Biblia). Jej skupienie w jakiś tajemniczy sposób udziela się również widzowi Można bez końca kontemplować tę twarz, staranne, gładkie uczesanie, pracowite dłonie... Wzrok przykuwa także intensywna żółć stanika  –  kolor przez Vermeera ulubiony. Żółcień  –  jak podaje w swoim Słowniku symboli Władysław Kopaliński –  jest symbolem wieczności, świętości, Prawdy objawionej (Płaszcz św. Piotra), stałości (wiary), energii, światła, jasności... Także dobroci, szczęścia, godności, jedności, delikatności... Stojąc przed "Koronczarką" nie toczymy zbędnych rozmów. Po prostu kontemplujemy coś zachwycającego, pełnego harmonii i spokoju.

"Pani ze służącą" - pomiędzy wiernością a pokusą


J. Vermeer, "Dama ze służącą", 1666-67, The Frick Collection, Nowy Jork,
tu: wystawa "Vermeer" w Rijksmuseum, fot. Marek Cisek
         Żółcienie dominują także w stroju kobiety przedstawionej na obrazie "Dama ze służącą". To również jedno z tych fascynujących płócien, które przemawiają i przy który mogłoby się stać bez końca... 
Siedząca przy stole kobieta, ubrana w żółty kaftan obszyty białym futrem, została ukazana w momencie pisania listu (częsty motyw w malarstwie niderlandzkim) i podparłszy podbródek palcami lewej ręki, jakby nieco zaskoczona, zwróciła się w stronę służącej, która właśnie przyniosła list. Być może jest to list od osoby, do której kieruje swoje słowa młoda kobieta... Jej twarz wyraża zaskoczenie i zdziwienie, mówi coś do pokojówki, a może tylko wydała cichy okrzyk... Uwagę zwraca nie tylko żółć jej kaftana, ale także piękna, pobłyskująca perła w uchu, naszyjnik z drobnych pereł wokół szyi i starannie zapleciony warkocz upięty z tyłu głowy, również ozdobiony perłami. Może zdumiewać, że samotna, przebywająca w domu kobieta ubrana jest tak starannie, jakby się kogoś spodziewała. Jednakże wiemy, że perła symbolizuje czystość, wzniosłość i poświęcenie. W przeciwieństwie do takich obrazów, jak "Szklanka wina" czy "Śpiąca dziewczyna", przedstawiona tu kobieta zachowała czystość i jest wierna mężowi, do którego pisze. A może służąca przynosi list od wielbiciela, wystawiając ją w ten sposób na próbę? Wyłania się bowiem ze sfery mroku i ma wstydliwie opuszczony wzrok, co mogłoby uzasadniać i taką interpretację...

Przed obrazem Vermeera "Dziewczyna z lutnią", The Frick Collection,
Nowy Jork, fot. Marek Cisek
Choć obrazy Vermeera są na ogół niewielkie, to jednak za sprawą kolorów i rysunku zwracają na siebie uwagę już z daleka, przyciągają wzrok. Kiedy zaś znajdziemy się w ich pobliżu, stają się tym bardziej pociągające  –  przez to, że z jednej strony są narracyjne (conversatione), a zarazem pełne tajemnic i ukrytych znaczeń, których czasami możemy się domyślać, ale i tak pozostanie jakaś sfera niedopowiedzenia. Dlaczego dama z powyższego obrazu nie sięga po list, jeśli pochodzi on od mężczyzny, do którego właśnie pisze? A jeśli to zaproszenie na randkę od wielbiciela, dlaczego tak uważnie przygląda się służącej, jakby jednak rozważała przyjęcie propozycji? Tego nie dowiemy się nigdy i to także jest siłą malarstwa Vermeera.

O czym myśli "Kobieta pisząca list"?


J. Vermeer, "Kobieta pisząca list", National Gallery of Art, Waszyngton,
wystawa "Vermeer", fot. Marek Cisek
      Wybrane przeze mnie obrazy tworzą swoistą triadę: łączy je postać głównej bohaterki i kolorystyka, przy czym szczególną rolę odgrywa żółcień kaftana. Jak wspomniałam, tematyka pisania listów była w czasach Vermeera bardzo popularna, nikt jednak nie nadał jej tyle treści i nie wyposażył w tyle tajemnic. 
Przedstawiona na płótnie młoda dziewczyna patrzy na nas badawczo, co sprawia, że znajdujemy się w sytuacji voyerystów, ale jej delikatny uśmiech i baczne, akceptujące spojrzenie sprawia, że nie odczuwamy z tego powodu dyskomfortu. Podejmujemy ów kontakt wzrokowy i tak rozpoczyna się nasza conversatione. Do kogo pisze? Dlaczego naszyjnik z pereł leży obok niej? Co znajduje się w tajemniczych skrzyneczkach? Biżuteria? Przybory do pisania? A może listy miłosne? Co przedstawia obraz wiszący za nią na ścianie? Tego nie zobaczymy, ale w komentarzu National Gallery of Art przeczytamy, że "ten ciemny, ledwo rozpoznawalny wizerunek przypomina martwą naturę z instrumentami muzycznymi. Jedynym rozpoznawalnym instrumentem jest kontrabas. Instrumenty muzyczne często są aluzją do miłości, można zatem rozumieć, że list jest adresowany do nieobecnego kochanka". Dodajmy, że połyskujące w uszach młodej kobiety perły kojarzą się pozytywnie  – z czystością i poświęceniem. Co odpowiedziałaby nagabywana naszymi wścibskimi pytaniami? Zapewne zbyłaby nas swoim skromnym, nieśmiałym uśmiechem. Ile jednak mieliśmy przyjemności obcując z nią choćby przez niedużą chwilę...

J. Vermeer, "Mleczarka", ok. 1660, Rijksmuseum, Amsterdam, fot. Marek Cisek
     Tak wspaniała wystawa, jaką ma obecnie Johannes Vermeer w Muzeum Królewskim w Amsterdamie, jest doprawdy zjawiskiem unikalnym. Już nie musiałam "pielgrzymować" za Vermeerem, jak to określił Zbigniew Herbert, od galerii do galerii, bo oto niemal wszystkie, a w każdym razie znacząca ich większość znalazła się na tej ekspozycji. Niestety, nie udało mi się obejrzeć "Dziewczyny z perłą", która została zabrana do Hagi tuż przed moim przyjazdem do Amsterdamu... W malarstwie Vermeera zachwyciły mnie barwy i światło, a przede wszystkim zawarta w jego obrazach tajemnica, która fascynuje i sprawia, że toczymy z nimi niekończącą się rozmowę, pełną zagadek i niedopowiedzeń.

piątek, 19 stycznia 2018

"Vermeer według Tima” /recenzja filmowa/

Kino Nowe Horyzonty zaproponowało – oprócz wystawy „Vermeer i muzyka. Sztuka miłości i odpoczynku” - także film dokumentalny „Vermeer według Tima”, tworząc w ten sposób bezprecedensową propozycję dla wielbicieli tego malarza.

plakat filmu

Być jak Vermeer?

Zanim obejrzałam wystawę „Vermeer i muzyka”, miałam również okazję zobaczyć amerykański dokument zatytułowany „Vermeer według Tima”. Wyznam, że od początku zapachniał mi mistyfikacją.
Bohaterem filmu jest pochodzący z Teksasu Tim Jenison – wynalazca i niespokojny duch. Po sukcesach (liczonych w dolarach) w branży telewizyjnego obrazu poszukuje kolejnych wyzwań. Nie wiedzieć czemu pada na Vermeera. Jak typowy pragmatyczny Amerykanin, Tim usiłuje udowodnić, że każdy może być … Vermeerem. Wystarczy zastosować lustrzane odbicie przedmiotu (osoby) i namalować to, co się widzi. Wyznam, że początkowo przyglądałam się temu eksperymentowi z pobłażaniem. Ta uproszczona wizja świata i pomysły na „rozwiązanie zagadki Vermeera” wydały mi się dziecinadą, żeby nie nazwać tego dosadniej.

Tim Jenison, kadr z filmu
Potem jednak, gdy widziałam, jak Tim podejmuje się żmudnego zadania rekonstrukcji mebli, instrumentów, a nawet wnętrza pokoju przedstawionego na obrazie „Lekcja muzyki”, uzbroiłam się w cierpliwość i oglądałam te przygotowania nawet z pewną nutką podziwu. Choć nie do końca uwierzyłam, że się to Timowi samodzielnie udało, czy też nie była to czasem historia wyreżyserowana. Powstawanie obrazu było szalenie czasochłonne, do czego sam się przyznawał autor tego eksperymentu. Mimo wszystko Tim pozostał jednak w sferze technicznej – obraz był dla niego jedynie odwzorowaniem rzeczywistości i nadal uważał, że każdy potrafi to zrobić.

Tim Jenison, kadr z filmu
Tim  poszukiwał jakiegoś sposobu na zdobycie rozgłosu. Swoim „odkryciem” techniki powstawania obrazu niczego w istocie nie odkrył. Nawet jeśli Vermeer używał jakichś narzędzi optycznych, to pozostaje jeszcze bogata w treść aranżacja scen, ich symbolika, pełna ukrytych znaczeń, że nie wspomnę już o skali kolorów, która jest nie do podrobienia.

Eksperyment Amerykanina nie jest zresztą zbyt oryginalny. Otóż w eseju Zbigniewa Herberta „Mistrz z Delft” przeczytałam, że niejaki Han Antonius van Meegeren – holenderski malarz niedoceniony przez krytykę, postanowił zakpić z krytyków i historyków sztuki produkując fałszywe obrazy Vermeera. Pracował latami niczym alchemik i udało mu się odtworzyć cały warsztat malarski XVII wieku: pędzle, farby, oleje, werniksy. Zakupił nawet ramy i płótna z epoki Vermeera i stworzył obrazy, których mistyfikacja była niemal doskonała. Zwiódł największe autorytety i zapewne nie dowiedzielibyśmy się prawdy, gdyby sam się nie przyznał…

Tim Jenison, kadr z filmu

Vermeera można już zatem oglądać nie tylko w muzeach, ale również w kinie. Dobrze to, czy źle?
Tak czy owak wielbiciele Vermeera i malarstwa niderlandzkiego łączcie się (w Kinie Helios Nowe Horyzonty lub gdziekolwiek indziej)!

Vermeer według Tima / Tim’s Vermeer, 2013, reż. Raymond Joseph Teller


Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline 16 maja 2014 roku.

poniedziałek, 25 grudnia 2017

„Dziewczyna z perłą” Petera Webera: Perły i tajemnice /recenzja filmu/

Czy można dotknąć tajemnicy, jaką jest człowiek – prawdy w nim ukrytej? Zapewne zdarza się to niezwykle rzadko i tylko nielicznym. O tym – o tajemnicy ludzkiego jestestwa – zdaje się przede wszystkim mówić inspirowana twórczością Vermeera „Dziewczyna z perłą”, zrealizowana na podstawie bestsellerowej powieści Tracy Chevalier i w reżyserii Petera  Webera. 

polski plakat filmu
Warto zauważyć, że ten wybitny XVII-wieczny malarz holenderski jest autorem trzech podobnych studiów kobiecej twarzy: obok znanego nam już portretu znajdującego się w Hadze (Mauritshuis), są to obrazy: „Głowa dziewczyny” (Palm Beach, Wrighsman Collection) oraz „Studium śmiejącej się dziewczyny” (Bruksela, kolekcja ks. V. Arenberga). Ponieważ za każdym razem modelka jest inna, choć portret ma podobną koncepcję, należy wnosić, że sugestie na temat miłosnych napięć między malarzem a jego modelką są w istocie efektem sentymentalnych pragnień tych, którzy je stworzyli. Przypomina to poniekąd historię bohaterów „W poszukiwaniu straconego czasu” M. Prousta: Swanna i Odety. Otóż pragnąc nawiązać ze Swannem  intelektualną nić porozumienia, pyta ona, czy  Vermeer cierpiał przez kobietę i czy to ona go natchnęła do tworzenia. A kiedy słyszy odpowiedź, że nic mu o tym nie wiadomo, przestaje się interesować malarzem...
  Wydaje się, że autorzy filmu postąpili w podobny sposób: aby Odeta (czytaj: widz)  nie przestała  pasjonować się Vermeerem, a wręcz przeciwnie, utkali wokół znanego obrazu pełną napięć historię „miłości niemożliwej”, acz  owocnej dla obu stron i dla widza. Jaki jednak inny sposób pokazania tajemnicy tworzenia obrazu byłby lepszy?
   Paul Cox, realizując film o życiu van Gogha, miał do dyspozycji jego listy do brata, które obficie cytuje, a także krajobrazy, które nie zmieniły się do dziś. Peter Weber  dysponował  książką  napisaną przez kobietę o mentalności Odety (to nie zarzut, to fakt). Nie ma bowiem nic bardziej interesującego jak historie międzyludzkie i nic bardziej nudnego niż snobistyczne rozważania, „czym w istocie jest piękno w sztuce i jak trzeba podziwiać wiersze albo obrazy” (Swann).


Scarlett Johansson jako Griet

  Jest więc to film, w którym, poza subtelnie opowiedzianą historią miłosną, ujrzymy kadry skomponowane tak, jakbyśmy oglądali holenderskie malarstwo: możemy smakować do woli rzeczy zwykłe: obrazy suszącej się bielizny, podziwiać kolorystykę złocistego, gęstego mydła do prania, z pietyzmem odtworzone biedne XVII-wieczne uliczki w Delft, a także wnętrza domu, stroje kobiet i mężczyzn z epoki – wraz z kryjącą się w nich obyczajowością. Jakże piękna jest scena, w której Griet odmawia zdjęcia czepka i odsłania wstydliwie głowę dopiero w odosobnieniu. A wszystko to wygląda jak wyjęte z obrazów Vermeera lub Pietera de Hooch.

kadr z filmu


Film o odwiecznej wędrówce w Domu w Świat


  Film można też odczytać – i to dowodzi, że jest on jednak zrobiony z talentem nie tylko plastycznym – jako uniwersalną historię o odwiecznej wędrówce z Domu w Świat. Droga dziewczyny na służbę do malarza jest w istocie takim doświadczeniem. Zarówno we wstępnej prezentacji, jak i w końcówce filmu, zostaje wyeksponowany motyw koła (labiryntu): bohaterka waha się przez chwilę, w którą ruszyć stronę i moment ten rozpoznamy, gdy – po ważnych doświadczeniach – wraca do domu jako świadoma siebie, bogatsza wewnętrznie osoba. Symbolem owego doświadczenia stają się perły – symbol wieloznaczny i zagadka (atrybut) dziewczyny. Perła bowiem oznacza czystość, wzniosłość, ale także nieśmiertelność (dzięki twardości, niezmienności), doskonałość, platońskie wyobrażenie człowieka sferycznego. Jest ponadto znakiem tajemnicy, którą jest prawda o człowieku, o sobie samym, a tę zdobywamy na drodze wielu bolesnych doświadczeń. 

  Powróćmy zatem do tak opowiedzianej historii.
Griet  wyrusza w świat zupełnie nieświadoma siebie samej ni swoich możliwości, zabierając z sobą kafelek zrobiony przez ociemniałego ojca oraz pouczenia matki, jak ma postępować. Wiemy też z pierwszych kadrów, że ma szczególne poczucie piękna i harmonii barw, a także światłocienia, gdy na naszych oczach zamienia pospolitą czynność krojenia warzyw i przyrządzanie posiłku w wysmakowany obraz.  

Pracownia malarza


Colin Firth jako Jan Vermeer, Scarlett Johansson jako Griet

  W domu malarza – niczym w pałacu Sinobrodego – istnieje oczywiście tajemnicza, zakazana komnata, jest nią pracownia malarza. Wszyscy, domowników nie wyłączając, darzą ją sprzecznymi uczuciami fascynacji i strachu, które udzielają się także naszej bohaterce, zanim jeszcze pojmie znaczenie i źródło tych uczuć.  Oczywiście, nie zdaje sobie sprawy z grożącego jej niebezpieczeństwa i „uchyla” zakazane drzwi, w czym wydatnie pomagają jej malarz, jego teściowa i cyniczny mecenas – manipulant ludzkich dusz.

Zbigniew Herbert  w zbiorze esejów „Martwa natura z wędzidłem” tak opisuje obraz „Malarz w swojej pracowni” Adraena van Ostade:

Obszerna izba, dość mroczna, chociaż po lewej stronie jest wielkie sklepione okno. Przez grube kawałki szkła oprawione w ołów sączy się do wnętrza leniwe światło dnia.(...) W głębi izby, położonej wyżej niż reszta pracowni (wchodzi się tam po schodkach), pod mroczniejącą ścianą uczeń rozciera barwniki”.

I komentuje:

A więc to tak rodzi się sztuka? W niejasnym wnętrzu, wśród kurzu pajęczyn i nieopisanego bałaganu przedmiotów bez wdzięku i urody. (...)Nie ma w tym obrazie ani cienia tajemniczości, czarnoksięstwa, uniesienia. (...) Wszystkie subtelne gusta, wyobrażenia pięknoduchów muszą doznać zawodu i cofnąć się przed gęstą materialnością dzieła.”

  Także i w filmie jesteśmy świadkami procesu łączenia mikstur i farb, ale za sprawą dziewczyny ani na chwilę nie wątpimy, że dzieje się tu coś niepospolitego – preludium do czekającego nas dramatycznego finału opowieści. Również wygląd pracowni bardziej przypomina „Sztukę malarską” (a. „Atelier malarza”) Vermeera – z jej tajemniczym ładem i symbolicznym przesłaniem. Do wnętrza pracowni zaglądamy usytuowani przed podwiniętą grubą materią, przypominającą kurtynę. Przed nami prawdziwe teatrum: siedzący tyłem malarz, ubrany w kostium zainspirowany strojami znanymi z późnośredniowiecznych ilustracji, a więc na starożytną modłę. Dziewczyna stojąca po lewej stronie, w pobliżu okna, ubrana jest  w ciemnoniebieski strój, od którego odcina się jaskrawą żółtą plamą książka, w drugiej ręce trzyma trąbkę fanfarową, by głosić nią chwałę, a na głowie ma wieniec laurowy - symbol niezniszczalnej sławy. To Klio – muza Historii. Nad głowami obu postaci rozpięta jest mapa Niderlandów sprzed 1581 r., w złocisto-brązowej kolorystyce – jako części imperium habsburskiego (aluzja do sławy  o randze obejmującej całe malarstwo holenderskie i flamandzkie). Płótno wygląda jak zatrzymany kadr, który za chwilę ożyje... Płótna Vermeera z całą pewnością – mimo precyzji w oddawaniu szczegółów – poza „gęstą materialnością” – są przede wszystkim światem pełnym ukrytych znaczeń i duchowych treści.


Scarlett Johansson jako Griet i Colin Firth jako Jan Vermeer

  Bohaterka filmu  także temu procesowi zdaje się podlegać, kiedy  – w całkowitym oddaniu – pozwala  malarzowi dotknąć swojej najgłębszej tajemnicy. W pewnym momencie powiada: „Zajrzeliście mi do serca, panie”, przy czym dosłowne tłumaczenie tego dialogu  bliższe jest jego istoty: „inside me” znaczy bowiem „Zajrzeliście w głąb mnie samej”... Geniusz malarza utrwali ową ukrytą głęboko tajemnicę w obrazie. W świecie gry, manipulacji i pozorów ten jeden moment rozbłyśnie jak błyskawica, której towarzyszyć będzie głuchy groźny grzmot: furia żony i niema wściekłość mecenasa.


  Ostatnia scena, w której dziewczyna otrzymuje perły (nie wiadomo w istocie, kto jest ich ofiarodawcą), stawia widza w obliczu zagadki. Jest to bowiem scena symboliczna,  rodem z XVII-wiecznego malarstwa, lubującego się w tego rodzaju ukrytych znaczeniach. Dziewczyna została ostatecznie nagrodzona, ale czym jest w istocie ten skarb (perły), który pojawia się na moment, a następnie znika w jej ręku? Nie towarzyszy temu bynajmniej radość z jego posiadania... Prawda o sobie samym to skarb, niewątpliwie, ale czy jesteśmy dzięki niemu szczęśliwsi?

Recenzja ukazała się pierwotnie w miesięczniku "Nowe Życie", wrzesień 2004.

poniedziałek, 5 czerwca 2023

Wydarzenia w Muzeum Narodowym i oddziałach 10-11 czerwca 2023

 8 czerwca (Boże Ciało) Muzeum „Panorama Racławicka” będzie czynne dla Zwiedzających w  godz. 8.30–19.00, a pozostałe Oddziały Muzeum Narodowego we Wrocławiu będą zamknięte.  W kolejne dni długiego weekendu w Gmachu Głównym zaplanowano m.in. wydarzenia związane z obchodami 100-lecia urodzin Wisławy Szymborskiej. W Muzeum Etnograficznym została otwarta kolejna wystawa czasowa pt. „Intrygujące!”. Zwiedzający zobaczą niezwykłe przedmioty, wśród nich ozdoby wykonane z włosów, artefakty związane z piernikarstwem i drukowaniem tzw. blaudruków, instrumenty muzyczne, elementy strojów tradycyjnych i inne zabytki, z których każdy jest intrygujący.

Pamiątki I Komunii św., wystawa "Nie zapomnisz. Pamięć, pamiątka, pamiętnik",
 fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Muzeum Narodowe we Wrocławiu


10.06, g. 11:00

Między kolażem a poezją – zabawa plastyczna Karoliny Rzepki dla dzieci w wieku 6–12 lat w ramach cyklu wydarzeń związanych z obchodami 100-lecia urodzin Wisławy Szymborskiej.

Jak powstały kolaże Szymborskiej? Poetka miała problem z kupnem ładnych pocztówek, więc zaczęła robić je samodzielnie. Na zajęciach przyjrzymy się postaci naszej noblistki oraz damy się ponieść pracy twórczej przy własnych kompozycjach z materiałów plastycznych oraz słów.

Bilety w cenie 5 zł

Zapisy: edukacja@mnwr.pl, 71 372 51 48

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu


10.06, g. 12:00

Szymborska – przenikliwie o życiu i sztuce. Wykład Sławomira Ortyla z okazji obchodów 100-lecia urodzin Wisławy Szymborskiej

Prelegent pokusi się o próbę wyboru tych wierszy Wisławy Szymborskiej, w których poetka nawiązuje do dzieł sztuki. Pozwoli to na zestawienie tekstu pisanego z pracami plastycznymi, które inspirowały noblistkę do mówienia o uczuciach, człowieku, świecie.

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116


11.06, g. 11:00

Sztuka Młodej Polski – wykład dr. Dariusza Galewskiego w ramach cyklu „Kurs historii sztuki”

Okres Młodej Polski to jeden z najciekawszych etapów w sztuce polskiej ostatnich dwóch stuleci. Od końca XIX w. do wybuchu I wojny światowej, pomimo braku państwowości, rozwijały się w Krakowie, Lwowie i Warszawie liczne nurty artystyczne, które decydowały o obliczu tego okresu. Obok najbardziej spektakularnej secesji pojawiały się dzieła reprezentujące impresjonizm, postimpresjonizm, ekspresjonizm i symbolizm. Cały czas silna była także tradycja malarstwa historycznego i akademickiego. Niemniej o obliczu epoki decydowały dzieła Stanisława Wyspiańskiego, Józefa Mehoffera, Władysława Podkowińskiego, Jacka Malczewskiego czy Olgi Boznańskiej. To przede wszystkim ich twórczości poświęcone zostanie spotkanie z cyklu „Kurs historii sztuki”, choć nie zabraknie też twórców mniej znanych, a równie interesujących.

Bilety w cenie 10 zł

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116

11.06, g. 13:00

Rembrandt kontra Vermeer – wykład dr dr Beaty Lejman

Zakończona właśnie w amsterdamskim Rijksmuseum wystawa dzieł Jana Vermeera van Delft jest świetną okazją do rozmowy o twórczości tego holenderskiego malarza. Ogromna różnica losów i stylu Vermeera oraz Rembrandta dobrze oddaje przemiany w kulturze siedemnastowiecznej Holandii. Obydwaj twórcy od lat konkurują o tytuł symbolu Złotego Wieku tego małego kraju, który wydał wówczas wielu znakomitych artystów. Który z nich ma większe szanse w tej rywalizacji?

Wstęp wolny

Miejsce: Muzeum Narodowe we Wrocławiu, s. 116

Władysław Luciński, "Trojak Śląski", Ruda Śląska, 1976,
wystawa "Intrygujące!", fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Muzeum Etnograficzne


11.06, g. 12:00

Pamiątka zaklęta w szkle – warsztaty rodzinne dla dzieci w wieku 7–12 lat, w ramach cyklu „ETNO w południe”, prowadzenie Julia Szot. Wydarzenie towarzyszące wystawie „Nie zapomnisz. Pamięć, pamiątka, pamiętnik”

Imieniny, gody, jubileusze to święta wymagające szczególnej oprawy, poczęstunku oraz – koniecznie – podarunków. Podobnie jak dzisiaj, tak i dawniej własnoręcznie wykonane upominki podlegały różnym modom i zmianom gustów. Zmieniała się ich forma, materiał oraz technika wykonania. Najważniejsze było jednak zawsze, by prezent podarowany był z głębi serca. Podczas warsztatów uczestnicy wykonają malowaną na szkle laurkę utrzymaną w duchu dawnych pamiątek jubileuszowych.

Bilety w cenie 5 zł 

Zapisy: edukacja@muzeumetnograficzne.pl, 71 344 33 13

Miejsce: Muzeum Etnograficzne

informacja prasowa

poniedziałek, 28 października 2019

Wystawa na ekranie: "Leonardo. Dzieła wszystkie" /recenzja/

Film dokumentalny "Leonardo. Dzieła wszystkie" został wyreżyserowany przez Phila Grabsky`ego z okazji 500. rocznicy śmierci jednego z trzech wielkich twórców włoskiego renesansu. Starannie zrealizowany, zawiera nie tylko interesujące omówienie obrazów i szkiców Leonarda da Vinci, ale również pozwala zapoznać się z jego sposobem pracy, eksperymentami i niepowtarzalnym ujęciem ludzkich postaci. Nikt przed nim tak nie malował!

Leonardo da Vinci, Ostatnia Wieczerza, ok. 1495-1497

Phil Grabsky, mimo tak swojsko brzmiącego nazwiska,  jest angielskim, a nie polskim dokumentalistą, a ponadto reżyserem filmowym i producentem, znanym przede wszystkim jako autor cyklu filmów o słynnych kompozytorach. Jego poprzedni cykl "W poszukiwaniu..." poświęcony był Mozartowi, Haydnowi, Beethovenowi i Chopinowi. Z tym ostatnim zawitał m. in. do Wrocławia, gdzie w Kinie Nowe Horyzonty odbyło się spotkanie z Grabsky`m oraz premiera znakomitego dokumentu "W poszukiwaniu Chopina".  Zachęcony sukcesem muzycznej serii, reżyser spróbował swoich sił w dziedzinie malarstwa i tak powstał nowy cykl: "Wystawa na ekranie", realizowany we współpracy w najlepszymi galeriami i muzeami świata. Serię tę rozpoczął filmem "Leonardo w Galerii Narodowej", po którym pojawiły się kolejne interesujące dokumenty, m.in. "Canaletto i sztuka Wenecji", "Cézanne. Portrety życia",  „Hockney. Pejzaże, portrety i martwe natury”, "Degas. Umiłowanie perfekcji". Mnie najbardziej zapadł w pamięć dokument "Vermeer i muzyka", o którym pisałam w 2014 roku.

Obecnie trwa już siódmy sezon z cyklu "Wystawa na ekranie", pokazywany w 1500 kin w 55 krajach, w tym w Polsce. Phil Grabsky powraca do artysty, który przyniósł mu niegdyś szczęście zapoczątkowując tę ciekawą i lubianą serię, a mianowicie do Leonarda da Vinci. I choć tytuł filmu sugeruje, że obejrzymy na ekranie wszystkie dzieła włoskiego geniusza, to jednak reżyser ograniczył się jedynie do obrazów i szkiców. Ktoś, kto oczekiwał więcej, poczuje być może niedosyt, ale z drugiej strony... Nie można uprawiać "wszystkoizmu", toteż Grabsky pokazał da Vinci - eksperymentatora w odniesieniu do sztuki malarskiej.

Madonna Benois, 1475-1478, Narodowe Muzeum Ermitażu, Sankt Petersburg

Narracja dokumentu "Leonardo. Dzieła wszystkie" jest właściwie tradycyjna, a jednak zawsze dobrze odbiera się filmy Anglika i epigoni nie urastają mu do pięt. Grabsky nie tylko umiejętnie dobiera tematy, ale ponadto potrafi je atrakcyjnie przedstawić. Po pierwsze, decyduje o tym dobór rozmówców, którzy nigdy nie są nudni i wnoszą coś odrębnego i szczególnego do charakterystyki postaci i jego twórczości. W przypadku filmu, o którym mowa, są to wybitni specjaliści, zajmujący się malarzem całe swoje życie, potrafią więc mówić o nim swobodnie, niekiedy z pasją. Czasami są to badacze, którzy - jak włoska konserwatorka i znawczyni obrazu "Pokłon Trzech Króli" - wtajemnicza nas w swoje odkrycia. Zdarzają się też koneserzy, którzy błyskotliwie potrafią porównać sposoby ujęcia kobiecej postaci młodszego, a później eksperymentującego, dojrzałego twórcy, jak dyrektor Ermitażu, który miał okazję napatrzeć się na radosną i dziecięcą nieomal "Madonnę Benois" (1472-1478) oraz na dojrzałą "Madonnę Littą" (1490), pogodzoną z czekającym ją cierpieniem.

Madonna Litta, ok. 1490, Narodowe Muzeum Ermitażu, Sankt Petersburg

Ważny jest także sposób prowadzenia narracji. Zanim padną słowa komentarza, widz ma okazję przez dłuższy czas kontemplować obraz i jego detale. To bardzo ważne! Kiedy głos zabierają specjaliści, mamy już niejako osobisty stosunek do oglądanego dzieła. Poza tym dzieł nie kontemplujemy w ciszy - towarzyszy nam ciągle piękna muzyka renesansowa - zarówno śpiewana, jak i instrumentalna, zawsze starannie dobrana do malarskiego przedstawienia. W okresie włoskim podczas prezentacji portretów o świeckiej tematyce, muzyka ma charakter świecki. Z kolei w okresie francuskim, kiedy Leonardo przebywa w zamku Cloux, towarzyszy nam muzyka dworska.

Salvator Mundi (Zbawiciel świata), ok. 1506-1513, kolekcja prywatna 

Grabsky dba także o to, abyśmy nie tylko uświadomili sobie, że Leonardo potrafił zawrzeć w obrazach całą swoją wiedzę o ludziach i o świecie. Pragnie także, aby znajomość twórczości tego bodaj największego geniusza uporządkować. Temu służy chronologia - od pierwszych szkiców i obrazu Verrocchio "Chrzest Chrystusa", na którym anioły namalowane przez Leonarda zwiastują, że uczeń przerósł mistrza, poprzez dzieła tak wybitne, jak "Gioconda" czy "Ostatnia Wieczerza", a skończywszy na ostatnich pracach, wśród których znajduje się obraz "Salvator Mundi", namalowany dla króla Francji Ludwika XII.

Gorąco zachęcam do obejrzenia filmu "Leonardo. Dzieła wszystkie". Będzie po temu okazja już wkrótce - 24 listopada w Kinie Nowe Horyzonty.

ocena: 8/10

piątek, 8 grudnia 2017

Bożena Fabiani o Biblii w malarstwie - pasjonująco! /recenzja książki "Biblia w malarstwie"/

Bożena Fabiani w doskonały sposób łączy erudycję z dociekliwością odkrywcy, a także z pewnym szlachetnym rodzajem naiwności, które mają dzieci, a które charakteryzuje się towarzyszącym odkryciom uczuciem radości. W dodatku jest to radość zaraźliwa.

Mój egzemplarz "Biblii w malarstwie"

Musiałam, choć z bólem serca – przyznaje we wstępie Bożena Fabiani – usunąć liczne dygresje biograficzne, a także część opisów obrazów.

Ale przecież nie o ilość chodzi. W tak starannym edytorsko tomie tworzy się przestrzeń do kontemplowania obrazów i ich detali, co w rezultacie przybliża nas do interpretacji w duchu Pisma Świętego, z którego wyrastają. Nie jest to jednak po prostu banalny album z dobrymi reprodukcjami, jakich wiele.

Mam ochotę – pisze we wstępie autorka – zająć się tylko wybranymi epizodami ze Starego Testamentu, (…) ściślej powiązać historię z obrazem, wyjaśnić jego treść, pokazać podejście malarza do tematu – tak różne w zależności od epoki i indywidualnych cech artysty.

Jako wierna słuchaczka radiowych gawęd o sztuce miałabym ochotę wykrzyknąć: Ależ tak! Za to właśnie kochamy Pani gawędy! Są niepowtarzalne właśnie dlatego, że ich autorka nie jest ani trochę „historyczno-sztuczna”, że opowiada z pasją i dużą znajomością rzeczy.

Co możemy znaleźć w najnowszej książce? Otóż jej układ rzeczywiście przypomina Biblię. Rozpoczyna ją Stary Testament, z Księgą Rodzaju na czele, a w niej, oczywiście, stworzenie świata i człowieka, grzech pierworodny, wygnanie z raju, zabójstwo Abla, potop i wieża Babel – tematy najczęściej podejmowane przez malarstwo. Z Księgi Rodzaju wybrała autorka historię Abrahama, zagładę Sodomy, dzieje Izaaka, Jakuba i Józefa. Z Księgi Wyjścia: dzieje Mojżesza i wyprowadzenie z niewoli egipskiej. Potem są już wybrane księgi, z których Fabiani zwróciła szczególną uwagę na wybrane postaci: Saula, Dawida, Goliata, Salomona itd. Przedstawia również dramat Hioba. Po czym następuje Nowy Testament  i jego najważniejsze tematy, począwszy od Zwiastowania, a skończywszy na zesłaniu Ducha Świętego.  Szkoda, że nie ma Apokalipsy św. Jana…Być może autorka ją jeszcze napisze J

mozaika w Montreale, skan

Jest natomiast to, za co kochamy Bożenę Fabiani: narracja, która fascynuje i pozwala odkrywać malarstwo w sposób absolutnie świeży i nieschematyczny. W rozdziałach zatytułowanych „Pędzlem malarza” autorka snuje rozważania na poły warsztatowe, na poły filozoficzne: jak namalować światło, wodę, niebo? Jak oddawali je malarze różnych epok? Kto zrobił to po mistrzowsku? Jakim sposobem?

Dowiadujemy się zatem, że w renesansie umiejętność oddania na obrazie światła różni się od poprzednich epok, kiedy to rysowano cieniutkie promyczki złotą farbką. Dopiero renesansowi mistrzowie potrafili namalować świetliste powietrze, zaś Flamandowie już w XV wieku malowali rozmaite refleksy świetlne. Doskonalono tę umiejętność z pokolenia na pokolenie, imitując dowolne światło: słoneczne, księżycowe, blask pochodni… Największymi mistrzami byli Rembrandt i Vermeer, ale żaden z nich nie próbował namalować dzieło stworzenia z Księgi Rodzaju. Zrobili to natomiast mistrzowie mozaik w katedrze Monreale na Sycylii, których dzieło autorka opisuje z zaraźliwą przyjemnością. Opowiadając z właściwym sobie humorem o tej niezwykłej mozaice (której reprodukcję możemy zresztą zobaczyć w książce), wyraża jednocześnie podziw dla anonimowego artysty, który oddał w sposób niekonwencjonalny Boski akt twórczy, przedstawiając Boga – niczym zegarmistrza – nakręcającego mechanizm wielkiego zegara.

Bóg Ojciec stwarzający świat, Michał Anioł, skan

Oczywiście, przy takim temacie autorka nie może pominąć artysty znakomicie wszystkim znanego: Michała Anioła i jego fresków w Kaplicy Sykstyńskiej. Aby w pełni oddać styl autorki, pozwolę sobie przytoczyć fragment:

Najciekawszy jest drugi fresk, w który Mistrz włożył najwięcej inwencji. Widać na nim postać Boga z dwóch stron, bo Stwórca każe najpierw zabłysnąć Słońcu i Księżycowi, a następnie zmienia gwałtownie kierunek lotu, odwraca się do widza tyłem (namalowanym, nawiasem mówiąc, więcej niż śmiało, bo bardzo dosłownie wedle anatomii człowieka) i mknie w dal, by kazać wynurzyć się Ziemi i pokryć ją roślinnością: malarz odmienił tu kolejność zdarzeń w porównaniu z zapisem w Biblii, gdzie najpierw Bóg stwarza Ziemię i zieleń, a potem Słońce. Ciekawe, że wcześniejszą scenę „Oddzielenia światła od ciemności” Michał Anioł zostawił na koniec.

I dodaje:

Na dwóch obrazach, na których Bóg płynie na wysokości, Stwórca porusza się razem z widzem chodzącym z zadartą głową po Kaplicy – już Vasari, okiem malarza, zaobserwował, że postacie Boga „ruszają się i obracają zależnie od punktu widzenia” to wymaga maestrii!

I tak, w sposób niemal niezauważalny, odkrywamy różne smaczki, zapoznając się ‘przy okazji” z podstawowymi dziełami historii sztuki.
Bożena Fabiani – o czym wielokrotnie mogliśmy się przekonać – w doskonały sposób łączy znajomość malarstwa i erudycję z dociekliwością odkrywcy, a także pewnym szlachetnym rodzajem naiwności, które mają dzieci, a które charakteryzuje się towarzyszącym odkryciom uczuciem radości. W dodatku jest to radość zaraźliwa. Może to jest właśnie tajemnica powodzenia gawęd Bożeny Fabiani? Tak czy owak słucham jej i czytam od lat z równą przyjemnością i tego życzę wszystkim, którzy sięgną po „Biblię w malarstwie” albo zechcą obdarować nią kogoś bliskiego.

„Biblia w malarstwie” Bożeny Fabiani ukazała się w Wydawnictwie Naukowym PWN SA 21 sierpnia 2017 roku.


zdjęcie z archiwum  Bożeny Fabiani, źródło: Wikipedia
Bożena Fabiani – absolwentka Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego (1963), doktor nauk humanistycznych (1974), długoletni wykładowca historii kultury w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (1975–2005), historyk, pisarka, poetka, pedagog, nauczyciel akademicki, tłumaczka i popularyzatorka wiedzy o sztuce. Autorka książek historycznych, artykułów naukowych i popularnonaukowych oraz utworów poetyckich. W kręgu jej zainteresowań znajdują się: kultura i sztuka baroku, dzieje chrześcijańskiego Rzymu, kultura staropolska oraz biografie najbardziej znanych artystów. Od lat popularyzuje zagadnienia z zakresu historii sztuki na antenie 2 Programu Polskiego Radia w audycji Ewy Prządki „W stronę sztuki”. Część z tych gawęd – przejrzana i rozszerzona – znalazła się w serii książek „Gawędy o sztuce” (informacja ze strony Wydawnictwa PWN) .

wtorek, 20 lutego 2024

Zeszyty bardzo osobiste. Artbook poetycki Wisława Szymborska / Grażka Lange

Synkretyczny artbook poetycki z wierszami Wisławy Szymborskiej został wydany z okazji 100. rocznicy urodzin poetki. W artbooku połączyliśmy subtelność poezji laureatki Nagrody Nobla z niezwykle oryginalną wizją graficzną Grażki Lange.

Fot. materiały prasowe Narodowego Centrum Kultury

100. rocznica urodzin Wisławy Szymborskiej zainspirowała Narodowe Centrum Kultury do wydania niecodziennej publikacji. To synkretyczny artbook poetycki, który łączy subtelność poezji laureatki Nagrody Nobla z oryginalną autorską wizją graficzną Grażki Lange. Artbook tworzy dziewięć zeszytów z wierszami noblistki, zilustrowanymi przez prof. Lange, którą zainspirowały „wyklejanki” Szymborskiej. O koncepcji i procesie tworzenia tej nieszablonowej publikacji artystka opowiada w podcaście Audycji Kulturalnych. W najbliższą sobotę w Warszawie graficzka poprowadzi specjalne warsztaty nawiązujące do artbooka. Ich uczestnicy poznają podstawy tworzenia książki obrazkowej i wykonają własny picturebook do wybranego utworu Szymborskiej.

Artystyczne oblicze Szymborskiej to połączenie głębokiej refleksji, precyzyjnego języka i unikalnej zdolności do ukazywania piękna w prostocie. Interpretacja graficzna wybitnej polskiej graficzki i ilustratorki towarzyszy 9 wybranym wierszom poetki: „Mapa”, „Vermeer”, „Utopia”, „Fotografia tłumu”, „Radość pisania”, „Miniatura średniowiecza”, „Dwie małpy Bruegla”, „Ludzie na moście”, „Muzeum”.

Artbook Wisława Szymborska/ Grażka Lange wydany jest w niezwykle oryginalnej formie 9 zeszytów w etui.

informacja prasowa

Urodziny Zofii Kossak w Górkach Wielkich

9 i 10 sierpnia w ruinach Dworu Kossaków znów będzie gwarno, jak dawniej, kiedy do Górek Wielkich zjeżdżali się m.in.: Maria Dąbrowska, Wańk...

Popularne posty