Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wesele, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wesele, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 marca 2022

Monika Strzępka: Pokazać możliwości i talenty /wywiad, zdjęcia/

"W przypadku dyplomu istotne jest, aby pokazać możliwości i talenty aktorów". Rozmawiam z Moniką Strzępką, reżyserką wielu spektakli, które stały się ważnym głosem w społecznej dyskusji. Tym razem – o  pracy ze studentami nad "Weselem” Wyspiańskiego. 

Monika Strzępka, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Czy „Wesele” jest Pani pierwszym spektaklem dyplomowym?

Monika Strzępka: O, nie, debiutowałam dwa lata temu. Robiliśmy „Love & information” Caryla Churchilla, w tłumaczeniu Pawła Demirskiego, również na PWST we Wrocławiu.

Dlaczego "Wesele” – tekst obciążony tyloma interpretacjami, w dodatku szkolna lektura? W dodatku z młodymi, niedoświadczonymi ludźmi.

No, tak, ale nie ma ryzyka – nie ma zabawy (śmiech). Z „Love & information” też łatwego zadania nie miałam, bo zrobienie przedstawienia z całą czternastką i danie wszystkim równorzędnych ról to twardy orzech do zgryzienia. Na szczęście Churchill nie pożałowała w swojej sztuce miejsca na przeróżne postaci. Jest ich w sumie ponad setka, więc można było wybierać do woli.Tym razem miałam wielką potrzebę popracowania ze studentami nad tekstem, który jest pisany wierszem. Jestem wielką fanką takiej literatury, a tak się złożyło, że w życiu zawodowym nie miałam okazji się z tym zetknąć.

Próba "Wesela" w reż. Moniki Strzępki, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W przeciwieństwie do poprzedniego spektaklu dyplomowego, nie znałam grupy, z którą miałam pracować. Widziałam wprawdzie jak pracują na materiałach zarejestrowanych na wideo, ale w żadnym stopniu nie oddaje to rzeczywistego obrazu. W związku z tym nie chciałam przychodzić z gotowym tekstem. A ponieważ trudno jest znaleźć w literaturze dramatycznej tekst, w którym byłyby role dla tylu kobiet i mężczyzn, więc zaczęliśmy szukać, przede wszystkim u Shakespeare` a. Czytaliśmy "Sen nocy letniej”, "Wieczór trzech króli”, a także "Czarownice z Salem” Arthura Millera, ale ciągle była taka sytuacja, że musiałabym wybrać część osób, bo dla pozostałych nie byłoby ról. Tymczasem im dłużej ich poznawałam i widziałam ich zapał, tym bardziej trudno mi było dokonać takiego wyboru. I wtedy – intuicyjnie – zaproponowałam „Wesele”. Kiedy zaczęliśmy je czytać, coś zaczęło iskrzyć. Większość studentek i studentów zaczęła się do tego odnosić entuzjastycznie. Tekst również mnie uruchomił. I tak to się stało, że postanowiliśmy realizować ten właśnie dramat. Przygotowywaliśmy go przez sześć tygodni. 

Próba "Wesela" w reż. Moniki Strzępki, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Jak Pani pracuje ze studentami?

Podobnie jak z zawodowymi aktorami. Myślę, że każdy reżyser ma swoje preferencje. W tym przypadku sama po raz pierwszy pracuję nad sztuką, która jest pisana wierszem. Trzymanie rytmu, odpowiednich akcentów i żeby to w dodatku brzmiało naturalnie jak mowa potoczna – wszystko to było również dla mnie wyzwaniem. W praktyce okazało się, że wiersz daje takie możliwości – niesie tekst i nie jest żadną przeszkodą, jakby się pozornie mogło wydawać. Tego się po prostu dobrze słucha, bo ma rytm.

Co Pani chciała przez "Wesele” powiedzieć?

Chciałam się temu dramatowi bliżej przyjrzeć podczas jego realizacji. Uznałam, że nie muszę wszystkiego wiedzieć od początku, ale mogę przyglądać się mu w trakcie jego stawania się na scenie. W przypadku dyplomu istotne jest, aby pokazać możliwości i talenty aktorów. 

Zaczęliśmy od rozczytywania tekstu, aby lepiej zrozumieć, co sam Wyspiański chciał powiedzieć na początku XX wieku. Potem zastanawialiśmy się, co poprzez tekst można powiedzieć dzisiaj. Przy tym – poza drobnymi skrótami – nie robiliśmy żadnej ingerencji w tekst, bo nadal brzmi bardzo współcześnie. 

Próba "Wesela" w reż. Moniki Strzępki, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

O ile mi wiadomo, studenci stworzyli także scenografię i kostiumy do tego spektaklu…

Tak, ponieważ chciałam, aby czuli się odpowiedzialni nie tylko za grane role, ale również za pozostałe aspekty spektaklu. W ten sposób stali się współtwórcami koncepcji scenografii, kostiumów, choreografii, muzyki… Dzięki temu było dużo fajnej, wspólnotowej roboty. 

Gratuluję i dziękuję za rozmowę. 

Próba "Wesela" w reż. Moniki Strzępki, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek




sobota, 20 stycznia 2018

Twarze Mozarta: Sacrum i profanum /relacja z koncertu/

Wspaniałe wykonania muzyki sakralnej oraz znakomicie zagrana i zaśpiewana opera buffa "Wesele Figara" zwieńczyły Akademię Mozartowską.


W swojej poprzedniej relacji z Akademii Mozartowskiej pisałam o Mozarcie - uczniu oraz o jego mistrzach. Kompozytor zaczął tworzyć bardzo wcześnie i dojrzałość w dziedzinie muzyki osiągnął znacznie szybciej, niż to było z innymi wybitnymi twórcami. Był bez wątpienia swoistym cudem - geniuszem, który w wieku czterech lat grał biegle na instrumencie klawiszowym, w szóstym roku życia zaczął tworzyć pierwsze kompozycje, a mając lat jedenaście skomponował swoją pierwszą operę:  "Apollo et Hyacinthus" (KV 38). Nic więc dziwnego, że mimo iż odszedł w młodym wieku (35 lat), zostawił po sobie ogromny zbiór często wybitnych kompozycji.  Akademia Mozartowska, choć trwająca zbyt krótko, aby się tą wspaniałą muzyką do syta nacieszyć, ukazała kompozytora nie tylko w jego młodzieńczym okresie, ale także jako w pełni dojrzałego twórcę. Mogliśmy wysłuchać koncertu przygotowanego przez mistrzów i uczniów, na który złożyły się głównie utwory religijne, napisane w tzw. okresie salsburskim. Całość Akademii zwieńczyła opera buffa: "Wesele Figara".

Sacrum w twórczości Mozarta


Zbiór utworów religijnych autora "Requiem" jest całkiem spory - obejmuje osiem litanii i nieszporów oraz 19 mszy, nie licząc kilkudziesięciu mniejszych utworów. Wychowany w wierze katolickiej przez bardzo pobożnych rodziców, w młodości, podobnie jak ojciec, zależny od arcybiskupa Colloredo, Mozart rzadko pisał utwory religijne na zamówienie, raczej "z potrzeby serca". A był to czas, kiedy kompozycje religijne nie były chętnie słuchane. W ramach Akademii mogliśmy poznać dzieła należące do gatunku Missa brevis (tzw. msze krótkie), napisanych głównie w Salzburgu.
 
Stefano Barneschi, fot. B. Beszlej
Koncert prezentujący głównie dzieła religijne młodego Mozarta poprowadził włoski skrzypek Stefano Barneschi, wspierany przez kolegów z zespołu Il Giardino Armonico: Marco Bianchi (skrzypce) i Marcello Scandelli (wiolonczela). Towarzyszyli im uczestnicy kursów mistrzowskich, którzy pod ich opieką koncert ten przygotowali..

Rozpoczęto od Divertimenta F-dur (KV 138), napisanego przez Mozarta w 1776 roku. Biograf kompozytora - Albert Einstein twierdzi, że utwór ten "całkowicie ustala ton i styl (...) nie tylko dla salsburskiego, ale i dla późniejszego, wiedeńskiego okresu". Napisane przez niespełna szesnastoletniego kompozytora „Divertimento F-dur” utrzymane jest w pogodnym nastroju, który momentami przechodzi w skrajną nawet wesołość. W wykonaniu mistrzów i ich uczniów utwór skrzył się dowcipem i zachwycał wyrafinowaniem. 
 
Chor NFM i uczestnicy Akademii, foto B. Beszlej
Jednakże zasadniczą część koncertu wypełniła tzw. "Liturgia Salzburska”, którą rozpoczął Introitus: V Sonata kościelna F-dur (KV 145), po czym nastąpiły kolejne części  Missa brevis: Kyrie, Gloria, Graduale, Credo, Sanctus, Benedictus, Agnus Dei  oraz Offertorium: Misericordias Domini (KV 222), Communio: Ave verum corpus (KV 618), Ite missa est: Alma Dei creatoris (KV 277). W tej części koncertu zaprezentowali się przede wszystkim młodzi śpiewacy, którzy byli przygotowywani przez Stephana MacLeoda (bas barytona). O ile muzycy grali wyrównanie, to wśród śpiewaków dało się zauważyć bardzo piękne arie obok występów nieco słabszych. Najlepiej wypadły soprany, szczególnie w Benedictus i Agnus Dei.  Chór, przygotowany przez Agnieszkę Franków-Żelazny,  zaśpiewał bardzo dobrze. Generalnie, występ był udany, szczególnie jeśli się zważy,  że młodzi wykonawcy przygotowywali się zaledwie przez tydzień.

Profanum, czyli Wesele Figara


Jednak prawdziwa uczta melomana czekała nas na zakończenie Akademii, kiedy to zaprezentowano operę buffa - "Wesele Figara". Wielkich rozmiarów dzieło, trwające cztery akty (bite trzy godziny!), było tak wspaniale zagrane i zaśpiewane, że nie dało się tego odczuć żadną miarą.
Prapremiera opery, do której libretto napisał Lorenzo da Ponte, na podst. sztuki Pierre`a Augustina Beaumarchais`ego, miała miejsce 1 maja 1786 roku w Burgtheater w Wiedniu. Trzydziestoletni wówczas kompozytor odniósł wielki sukces. Piotr Kamiński pisze w odniesieniu do tego dzieła, że "operowy ideał spełnił się w dziejach gatunku tylko raz: wszystko inne, to jedynie mniej lub bardziej udane przybliżenia..."

João Fernandes – Figaro, Josè Maria Lo Monaco – Cherubino, foto B. Beszlej
Z prawdziwym mistrzostwem Mozart uczynił z błahej komedii błyskotliwą operę buffa, w której ludzkie głosy znakomicie oddają charakter postaci, a ponadto splatają się ze sobą w tak niesłychany sposób, że nowatorstwo to można by porównać z językiem "Ulissesa" Joyce`a. Figaro (służący Hrabiego - João Fernandes, bas) żeni się ze służącą swego pana - Zuzanną (Veronica Cangemi, sopran). Nie wie, że podarunek od Hrabiego (pokój i łóżko) nie jest bezinteresowny, ponieważ ma on ochotę uwieść ukochaną Figara. Hrabia ów (Christian Senn, baryton) jest zazdrośnikiem i uwodzicielem w jednym, o czym doskonale wie jego małżonka (Olga Pasiecznik, sopran). Sama jest przedmiotem westchnień młodziutkiego Cherubina (Josè Maria Lo Monaco, mezzosopran), ale ten jest w ogóle bardzo kochliwy i niczego to nie oznacza. Zresztą Hrabina pragnie, aby mąż przestał ją zdradzać i zaczął odwzajemniać jej uczucia. Dopiero jednak, gdy weźmie sprawę w swoje ręce, a intryga zainicjowana przez młodą parę zacznie narastać piętrowo, wówczas jej niewierny i wybuchowy mąż złagodnieje i padnie na kolana. 

Olga Pasiecznik - Hrabina, foto B. Beszlej
 Te międzyludzkie komplikacje oddał Mozart w błyskotliwych ariach, duetach, a nawet tercetach i oktetach. I jak to wszystko wspaniale brzmi, a w dodatku nieodparcie komicznie! Pominąwszy już znaną arię Figara, w której roztacza on przed delikatnym Cherubinem trudy żołnierskiego żywota ("Non più andrai"), najbardziej zachwycające są śpiewy zbiorowe, kiedy na dodatek każdy z uczestników sceny ma inne intencje i sytuacja jest mu nie w smak (albo odwrotnie). Takie śpiewane "awantury", np. sekstet "Riconosci in questo amplesso", w którym  Marcelina (Aleksandra Lewandowska, sopran) - niedoszła żona Figara, rozpoznaje w nim syna, doktor Bartolo (Tomáš Král, baryton) okaże się ojcem i do tego jąkającym, podczas gdy Hrabia zgrzyta zębami, bo pokrzyżowało mu to plany - budzą i wesołość, i podziw dla kompozytora, który tak to wszystko genialnie połączył, że ów sekstet stanowi jednak pełną dynamiki całość. 

Christian Senn  jako Hrabia, foto B. Beszlej
Oprócz tego uraczył nas także pięknymi ariami i duetami o miłosnych cierpieniach i rozkoszach. Najpiękniejszą jest bodaj aria Hrabiny: "Dove sona", w której zakochana kobieta żywi nadzieję, że jej małżonek do niej powróci. Jakieś zalety musiał jednak mieć, skoro tak go kocha. Bez jego zmysłowości, która pojawia się w scenach zespołowych i tercetach, trudno byłoby uwierzyć w tę jej gorącą miłość. Przyznać muszę, że wszystkie te postaci zostały wspaniale oddane za pomocą muzyki, śpiewu i gestu: Veronica Cangemi była w istocie wesołą i sprytną Zuzanną, João Fernandes - słodkim, ale także zazdrosnym kochankiem, który często gęsto obrywał, Christian Senn jako Hrabia był prawdziwie furiacki, a Olga Pasiecznik jako jego żona znakomicie przeistaczała się z zastraszonej i podległej w kobietę wyemancypowaną i nie bojącą się wyzwań.

Veronica Cangemi, Christian Senn, Tomáš Králl, Aleksandra Lewandowska, Aleksander Kunach, fot. B. Beszlej
Niezwykłe bogactwo środków muzycznych i operowanie dramatycznym napięciem zostało znakomicie podkreślone przez wszystkich śpiewaków i muzyków grających pod batutą Giovanniego Antoniniego. Genialny Wolfgang Amadeusz Mozart znalazł w Maestro idealnego interpretatora. Tak więc Akademię Mozartowską zakończono równie wspaniale jak zaczęto. Pozostał niedosyt... 


sobota, 30 września 2017

Wojtek Smarzowski: Filmy mnie zmieniają /wywiad/

"Otaczam się ludźmi kreatywnymi, którzy są lepsi ode mnie, inspirują mnie i może dzięki temu ja też staram się nie dawać ciała" - mówi nam jeden z najbardziej cenionych polskich reżyserów filmowych.

Wojtek Smarzowski we wrocławskim DCF-ie, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Twórca "Róży" pojawił się we Wrocławiu z okazji przeglądu swoich filmów, zorganizowanego przez Dolnośląskie Centrum Filmowe. Po seansie "Pod Mocnym Aniołem" zorganizowano specjalne spotkanie z reżyserem. Wtedy też udzielił mi wywiadu. 

Barbara Lekarczyk-Cisek: Jakie są źródła Pańskiego zainteresowania kinem? Skąd filmoznawstwo, łódzka "filmówka”..?

Wojtek Smarzowski: Ważne jest przede wszystkim, w jakim wieku to się dzieje. Poszedłem na studia dlatego, aby nie pójść do wojska, a nie po to, aby się czegoś nauczyć. Musiało upłynąć sporo lat, abym się mógł określić, co naprawdę chcę robić w swoim życiu. Zaczęło się od dwuletniego Studium Kulturalno – Oświatowego ze specjalnością filmową w Krośnie, której wprawdzie nie skończyłem, ale tam zrozumiałem, że tego właśnie chcę.  Szkoła jak szkoła, ale  ważni są ludzie, którzy tam wtedy pracowali i którzy potrafili pokazać nam film z innej strony, przeanalizować go, dzięki czemu poznawałem znaczenia, a nie jak do tej pory -wyłącznie akcję.

Pański debiut był od razu dojrzały… Skąd się wziął pomysł "Wesela” – filmu obciążonego tak licznymi znaczeniami?

Pomysł wziął się … z biedy. To był okres, kiedy powstawały takie filmy jak "Gulczas” albo "Ogniem i Mieczem”, które sporo kosztowały, a pachniały popeliną. Innego kina nie było. Zastanawiałem się wówczas, co można zrobić, kiedy nie ma się pieniędzy na zrobienie filmu. Pomyślałem, że najtaniej byłoby nakręcić wideo – wesele.  Z tego niepoważnego pomysłu powstało konkretne kino.

Film, choć debiut, został zauważony i zebrał sporo nagród. Nadal jednak nie było chyba łatwo nakręcić kolejny film, skoro ten powstał pięć lat później.

Zrobiłem "Wesele” i przestałem być anonimowy, ale wcześniej zrealizowałem dla Teatru Telewizji "Małżowinę” i "Kurację”. Ten ostatni otrzymał nagrody i dzięki temu udało się zrobić "Wesele”. Natomiast scenariusz do "Domu złego” był gotowy wcześniej, jeszcze przed "Weselem”, ale system finansowania był taki, że aby dostać pieniądze na pierwszy film, trzeba było mieć za sobą telewizję. I telewizja chciała "Wesele”,  a nie chciała "Domu złego”. Pisanie scenariusza to dla mnie ważny i najbardziej czasochłonny okres, toteż obecnie zazwyczaj jeden scenariusz piszę sam, a drugi wspólnie. Dzięki temu mogę częściej  kręcić filmy.

Tematy Pańskich filmów są zawsze istotne, a sposób ich pokazania – twórczy i mocny. Dla mnie jest to kino autorskie w pełnym tego słowa znaczeniu. Nikt tak nie robi filmów jak Pan. No, może trochę Bracia Cohen, ale ich jest dwóch.

Wierzę, że mam grupę widzów o wrażliwości podobnej do mojej i cieszę się z tego. Ale robiąc filmy nie kalkuluję, tylko staram się mówić o rzeczach istotnych. Robię filmy, bo coś mnie uwiera, coś mnie w naszej rzeczywistości boli. Ale zawsze próbuję zostawić nadzieję. Na tyle, na ile potrafię.  Na swój sposób jestem reżyserem niezależnym.

Pańskie filmy mówią o kondycji Polaków, o Polsce, ale mają też uniwersalny wymiar. A poza tym dotyka Pan takich tematów, które do tej pory nie zostały opowiedziane. Dotyczy to choćby "Róży” – filmu o mało znanym epizodzie z historii Mazurów, a jednocześnie pięknej historii o miłości.  Jak są odbierane przez widzów?

"Róża" jest filmem wyjątkowym, bo odbiór tej historii jest bardzo emocjonalny. Ten film zrobił coś dobrego dla nazwania, wyrównania, oczyszczenia. A przy tym "Róża” jest – w dobrym tego słowa znaczeniu - prostą historią. O wiele trudniejszy w odbiorze, bo pełen ukrytych znaczeń, jest "Dom zły”, podobnie jak "Pod Mocnym Aniołem”. Ten ostatni był pokazywany na festiwalu w Tokio i po projekcji zadałem widzom pytanie dotyczące ostatniej sceny: kto uważa, że główny bohater wejdzie do baru, a kto – że przestanie pić. Połowa widzów uważała, że bohater nie będzie pił. Pogratulowałem im optymizmu, bo w Polsce większość ludzi odbierała to zakończenie pesymistycznie. Zadałem też pytanie o to, kto ma problem z alkoholem lub ma kogoś takiego w rodzinie. Rękę podniosły trzy osoby. Byłem zbudowany. Po spotkaniu natomiast wielu podeszło do mnie i przeprosiło, że nie podniosło ręki, bo z różnych powodów wstydzili się swego nałogu lub nie chcieli go ujawniać ze względu na pełnione funkcje. Reasumując, jest tam podobnie jak w Polsce. Czasy są takie, że ta choroba może dotknąć jeszcze więcej ludzi.

Pracuje Pan często z tymi samymi aktorami, a muzykę do Pańskich filmów przeważnie komponuje Mikołaj Trzaska. Czy to taki styl pracy?

To dlatego, że nie znam innych (śmiech). Często grają u mnie ci sami aktorzy, dają mi poczucie bezpieczeństwa, ale cały czas wprowadzam także nowych. Otaczam się ludźmi kreatywnymi, którzy są lepsi ode mnie, inspirują mnie i może dzięki temu ja też staram się nie dawać ciała. Poza tym ja opowiadam ciągle tę samą historię…  (śmiech) Nie powiem o czym, ale to jest jeden temat. A mówiąc serio, tematy muszą we mnie zakiełkować.

Obecnie realizuje Pan kolejny film – tym razem o rzezi wołyńskiej. Kolejny po "Róży” – o trudnej polskiej historii. Jaki one mają wpływ na Pana?

Bardzo istotny. Nie potrafię np. powiedzieć, co będę robił po filmie o rzezi na Kresach, bo nie wiem, jakim będę człowiekiem, gdy zrobię ten film. Filmy mnie zmieniają. Muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcę jakoś odreagować i zrobić coś lżejszego, co – moim zdaniem – nie będzie lżejsze, bo wiem, że wyjdzie z tego jakaś kolejna trauma. Najważniejsze jest dla mnie to, co będę chciał przez film powiedzieć. Jednak będę to wiedział dopiero wtedy, gdy zamknę pewien etap filmu o ludobójstwie na Kresach. Postrzegam kino jako rodzaj misji. Robienie filmów błahych kompletnie mnie nie interesuje.

Dziękuję za rozmowę. 

Wywiad ukazał się w 2015 roku na portalu Kulturaonline.pl


niedziela, 27 czerwca 2021

Nowy sezon w Operze Wrocławskiej

W nowym sezonie Opera Wrocławska zaprezentuje m. in. "Toskę" Pucciniego, uczci jubileusz 180-lecia swojej siedziby operą jej dawnego dyrektora, Carla Marii von Webera, w której wystąpi dawno nie słyszana we Wrocławiu Aleksandra Kurzak. Ponadto zabrzmi "Wesele Figara", postraszy nas także Frankenstein w spektaklu przeniesionym z belgijskiej La Monnaie. Na tym nie koniec - sezon zapowiada się rewelacyjnie!

Opera Wrocławska, fot. Diego Delso

TOSCA - ujmująca muzyka, wielka miłość, krwawa zbrodnia

Opera Wrocławska rozpocznie sezon ponadczasowym dziełem Giacomo Pucciniego pt. "Tosca". Niezwykle zwarta akcja (muzycznie i teatralnie) przenosi nas do Rzymu 1800 roku. To właśnie tam - na dziedzińcu Zamku Świętego Anioła - jesteśmy świadkami intrygi, która z miłości przeradza się w tragedię. Do wrocławskiej Toski został zaangażowany światowej sławy reżyser Michael Gieleta, a także scenograf i projektant kostiumów - Gary McCann. Natomiast gwiazdorska obsada głównych ról to m.in.: znana wrocławskiej publiczności z Gali Inauguracyjnej z 2020 roku Lianna Haroutounian oraz Ambrogio Maestri, jeden z najbardziej uznanych barytonów na świecie.

WOLNY STRZELEC w jubileusz 180-lecia obecnego budynku Opery Wrocławskiej

Tytuł nie jest przypadkowy. W tym roku minęło 200 lat od napisania dzieła, którego autorem jest dawny dyrektor dzisiejszej Opery Wrocławskiej - Carl Maria von Weber! Stanowisko kapelmistrza piastował tu w latach 1804-1806. W postać Agaty, główną rolę kobiecą, wcieli się - urodzona i wykształcona we Wrocławiu, występująca niemalże na wszystkich scenach operowych świata - Aleksandra Kurzak. Całość zostanie wystawiona w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego - twórcę głośnych spektakli muzycznych, który Monteverdiego serwował w barze mlecznym, Glucka ćwiczył na sali gimnastycznej, a Moniuszkę w krakowskim salonie.

Opera ta rozpocznie uroczyste obchody 180-lecia gmachu Opery Wrocławskiej przy ul. Świdnickiej.

MANON - dla miłośników romantycznej, francuskiej muzyki

Francuska opera „Manon” J. Masseneta nie często gości na deskach teatrów operowych w Polsce. Opera Wrocławska po raz pierwszy przedstawi tę niezwykłą miłosną historię z przepiękną romantyczną muzyką. We wrocławskim spektaklu usłyszymy takich solistów, jak pochodzący z Kosowa tenor Rame Lahaj (którego również usłyszymy w Cyganerii), a także parę na scenie oraz w życiu: Ekaterinę Siurinę i Charles’a Castronovo. Małżeństwo solistów podczas wrześniowej Gali Inauguracyjnej dało już przedsmak tej opery finałowym miłosnym duetem.  

WESELE FIGARA w duchu Opery Młodych

Premiera "Wesela Figara" W.A. Mozarta to dopełnienie dwóch poprzednich oper duetu Mozart-Da Ponte wystawianych w Operze Wrocławskiej - Don Giovnniego oraz Così fan tutte. Reżyserii podjął się, wszystkim dobrze znany z ostatniej premiery, Andre Heller-Lopes. "Wesele Figara" to kolejna szansa dla utalentowanych twórców u progu swojej kariery artystycznej. Spektakl zostanie zrealizowany w ramach projektu Opera Młodych.

DON CARLOS - życie to nieustanna gra

Wielkie dzieło Giuseppe Verdiego oparte na dramacie Friedricha Schillera. Opera ta przenosi nas do XVI-wiecznej Hiszpanii i opowiada historię infanta Don Carlosa, który po stracie ukochanej postanowił żyć w klasztorze. Don Carlos jednak - za namową przyjaciela - nie realizuje tych planów, lecz postanawia zaangażować się na rzecz opozycji względem króla. Wszystko w cieniu hiszpańskiej inkwizycji. Reżyserem spektaklu będzie Michał Znaniecki znany z zaskakujących i niekonwencjonalnych koncepcji. Wyjątkowości premierze nada gościnny udział wspaniałej łotewskiej sopranistki Kristine Opolais.

FRANKENSTEIN w Operze!

Spektakl przeniesiony na deski Opery Wrocławskiej z belgijskiej La Monnaie. Amerykański kompozytor Mark Grey powrócił do oryginalnej historii z powieści science fiction Mary Shelley z 1816 roku, aby stworzyć swoją pierwszą pełnowymiarową operę. XXI-wieczna interpretacja w reżyserii Alexa Ollé’a (La Fura dels Baus) to futurystyczna scenografia i najnowocześniejsze wstawki wideo.

KOPCIUSZEK (balet) - taniec inspirowany życiem

Miłośnicy tańca i baletu również nie będą zawiedzeni. W lutym 2022 roku Balet Opery Wrocławskiej przedstawi „Kopciuszka” S. Prokofiewa. Ten spektakl baletowy odzwierciedla prawdziwą historię Poliny Semionowej, dla której tancerz i choreograf Vladimir Malakhov stworzył tę konkretną choreografię.

Oprócz premier nie zabraknie spektakli, które cieszą melomanów już od dawna. Należą do nich Halka, Don Giovanni, Nabucco, Cyganeria czy Poławiacze pereł. Wśród spektakli repertuarowych pojawią się także te długo wyczekiwane, takie jak Faust Ch. Gounoda z udziałem światowej sławy bas-barytona Tomasza Koniecznego. Również dla miłośników baletu Opera przygotowała wiele pozycji, m.in. cieszący się ogromną popularnością bajkowy Dziadek do orzechów, emocjonująca Anna Karenina, czy Giselle.

wtorek, 5 października 2021

Co nowego w DCF od 8 do 14 października 2021

 W najbliższy weekend Dolnośląskie Centrum Filmowe zaprasza na premierę nowej wersji "Wesela" Wojciecha Smarzowskiego, "Komediantów i debiutantów" Emmanuela Courcola, a w cyklach - na "Sweat" Magnusa von Horna.



PREMIERY OD 8 PAŹDZIERNIKA

Wesele” | reż. Wojciech Smarzowski | Polska 2020

"Wesele" Anno Domini 2021. Gromada podchmielonych gości szaleje na parkiecie w rytm disco polo, druhny zacięcie rywalizują ze sobą w konkursach, ktoś nagrywa wideo życzenia dla młodej pary. Wesele jakich wiele, jednak pod pozorem dobrej zabawy kryje się gorzka prawda o nas. Panna młoda w zaawansowanej ciąży (Michalina Łabacz), zdecydowana na emigrację, z rosnącym niepokojem obserwuje wybryki męża. Jej ojciec, lokalny biznesmen Rysiek (Robert Więckiewicz), tej nocy też ma więcej zmartwień niż tylko zamieszanie wokół ślubu córki. Interes życia wisi na włosku, a w tle są nie tylko wielkie pieniądze, ale także szczęście jego najbliższych. Sytuacja zaognia się również za sprawą zaproszonych na uroczystość gości, a wszystko to obserwuje senior rodu Antoni Wilk (Ryszard Ronczewski), do którego wracają wspomnienia dramatycznych wydarzeń sprzed lat, kiedy poznał miłość swojego życia. Z każdą minutą rosną emocje i odżywają najgłębsze uczucia, historie burzliwych miłości dawnych i nowych kochanków przenikają się nawzajem. Stopniowo zatraca się granica między tym co kiedyś, a tym co teraz. Na jaw wychodzą tajemnice przeszłości, nakręcające spiralę zła, z której nie ma ucieczki. Mało komu udaje się zobaczyć coś więcej poza „swoimi własnymi” prawdami. A jeśli już się uda, to najczęściej w ukryciu – w obawie i strachu przed konsekwencjami i zdemaskowaniem. Świt zastanie bohaterów w różnej kondycji, stanie emocjonalnym i z różnym bagażem doświadczeń. Pewne jest tylko jedno – z tym weselnym kacem każdy będzie musiał poradzić sobie sam.

OBSADA: Robert Więckiewicz, Michalina Łabacz, Agata Kulesza, Andrzej Chyra, Arkadiusz Jakubik, Ryszard Ronczewski, Agata Turkot, Mateusz Więcławek, Robert Wabich, Henryk Gołębiewski, Maria Sobocińska, Bartosz Porczyk, Tomasz Schuchardt, Przemysław Przestrzelski, Krzysztof Kowalewski | REŻYSER: Wojciech Smarzowski | SCENARIUSZ: Wojciech Smarzowski | MUZYKA: Mikołaj Trzaska | GATUNEK: dramat/obyczajowy | CZAS TRWANIA: 135' | PRODUKCJA: Polska 2020


„Komedianci debiutanci” | reż. Emmanuel Courcol | Francja 2020

Niezwykła historia grupy więźniów, którzy grają w słynnej sztuce Samuela Becketta "Czekając na Godota". Film z oficjalnej selekcji Festiwalu Filmowego w Cannes, oparty na prawdziwych wydarzeniach. Zagraliby w stand-upie lub komedii. Etienne, aktor prowadzący warsztat teatralny w więzieniu, proponuje wystawić słynną sztukę Samuela Becketta "Czekając na Godota". Początkowo niechętna grupa kilku skazanych, z czasem angażuje się w próby poważnego przedsięwzięcia. Jest jednocześnie głośno, wesoło i filozoficznie. Wspólne wycieczki poza areszt zbliżają mężczyzn. Między reżyserem i aktorami rodzi się specyficzna więź. Jej zwieńczenie nastąpi podczas premiery w Paryżu.

OBSADA: Kad Merad, David Ayala, Lamine Cissokho, Sofian Khammes, Pierre Lottin | TYTUŁ ORYGINALNY: Un triomphe | REŻYSER: Emmanuel Courcol | SCENARIUSZ: Emmanuel Courcol, Thierry de Carbonnières | GATUNEK: Dramat/Komedia | CZAS TRWANIA : 105' | PRODUKCJA: Francja, 2020

CYKLE

DKF „Centrum”

11.10 | „SWEAT” | reż. Magnus von Horn | Polska, Szwecja 2020 | 100′

Seanse w każdy poniedziałek o godz. 19:00 | Bilety: 13 zł


Filmowy Klub Seniorów 

12.10 | „TAXI-TEHERAN” | reż. Jafar Panahi | Iran 2015 | 81 min.Seanse w każdy wtorek o godz. 12:00  | bilety: 13 

informacja prasowa

 

niedziela, 6 marca 2022

Motyw domu w literaturze

We wszystkich kulturach dom symbolizuje schronienie, miejsce, w którym czujemy się bezpiecznie. Obraz domu, który zapamiętaliśmy z dzieciństwa, towarzyszy nam na ogół przez całe życie. O tym, że jest doświadczenie uniwersalne, świadczy fakt, że słowo dom jest jednym z najstarszych pojęć i występuje we wszystkich językach, także w najdawniejszych. Na przykład w języku irańskim – dam, w sanskryckim również dam, greckim – domos, czy w łacińskim -  domus

Dwór w Żelazowej Woli, pierwotnie będący oficyną dworską ,
fot. Wikipedia

Dom jest także symbolem rodu, dynastii. W wielu kulturach, określenie dom ojca oznaczało pochodzenie człowieka. W słowniku etymologicznym języka polskiego znajdziemy interesującą informację o tym, że słowiańskie słowo ród, znaczyło pierwotnie tylko „traf szczęśliwy”, „powodzenie”, „przyrost” i było nazwą bożka szczęścia, losu. Dopiero z czasem słowo ród zmieniło znaczenie i zaczęto kojarzyć je ze słowem krewny. W tym znaczeniu pojawia się on w Biblii Leopolity oraz Wujka.

Zarówno dom jak i rodzina pojawiają się w różnych  znaczeniach w literaturze. W Iliadzie Homera słowo dom występuje 103 razy, co dowodzi, że starożytni Grecy przywiązywali do niego dużą wagę. Wartość domu rozumianego jako rodzinne gniazdo znajdziemy także w drugiej epopei Homera – Odysei. Tytułowy bohater powracający do rodzinnej Itaki stał się symbolem człowieka wędrownego, który po latach doświadczeń wraca do Ojczyzny i do rodziny. 

Pojęcie domu kojarzy się nie tylko z gniazdem rodzinnym, ale również z Ojczyzną, która szczególnie w okresie romantyzmu była traktowana jako utracony dom. W większości wypadków obraz domu i dzieciństwa jest doświadczeniem ważnym i pozytywnym w życiu człowieka. Dom symbolizuje azyl, schronienie, kojarzy się z bezpieczeństwem. Niekiedy pozostaje tylko we wspomnieniu. W niektórych przypadkach jednak dom dzieciństwa ukazuje swoje drugie oblicze, za którym kryje się samotność, strach i różne traumatyczne przeżycia. W wierszu mój dom jest teraz pełen zasadzek Halina Poświatowska zdaje mówić, że mimo pozorów spokoju i poczucia bezpieczeństwa, dzieciństwo nie jest wolne od lęków i marzeń o innym lepszym świecie. Przywoływanie wspomnień z rodzinnego domu może się okazać powrotem do doświadczeń trudnych, z którymi bohater nigdy się nie uporał. 

Dom jest obrazem o niezwykłej głębi. W kulturze tradycyjnej jawi się on jako kosmos, azyl, łono matki, ale również jako więzienie, siedziba sił demonicznych i złych mocy. 

Litwo, ojczyzno moja!

Soplicowo, plan filmowy "Pana Tadeusza" w reż. Andrzeja Wajdy

Pojęcie domu kojarzy się nie tylko z gniazdem rodzinnym, ale również z Ojczyzną, która szczególnie w okresie romantyzmu była traktowana jako utracony dom. Takim właśnie domem – ostoją polskości było Soplicowo w epopei Adama Mickiewicza Pan Tadeusz. Już na wstępie Inwokacji padają pamiętne słowa: „Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie. // Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, // Kto cię stracił. Dziś piękność  twą w całej ozdobie // Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie”.
O domostwie Sopliców czytamy już na początku poematu: 

„Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, // Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, // Stał dwór szlachecki”.
 
Zatem to dwór szlachecki z jego charakterystycznym otoczeniem stanowi symbol polskości. Drewniany, pobielany, otoczony drzewami, przede wszystkim topolami i brzozami – zagości na stałe w wyobraźni Polaków. Badacze twierdzą, że pierwowzorem Soplicowa są Tuhanowicze, a przyjazd panicza Tadeusza, który rozpoczyna poemat, jest wiernym odwzorowaniem autentycznej sceny pierwszego spotkania Mickiewicza z Marylą Wereszczakówną – jego wielką miłością i muzą. 

Soplicowo, plan filmowy "Pana Tadeusza" w reż. Andrzeja Wajdy

Cechą wyróżniającą dworek w Soplicowie jest nie tylko jego swojski, typowo polski krajobraz, ale również obecność tradycji. Otóż kiedy Tadeusz mija bramę, która jest otwarta, jakby podkreślając gościnność, wchodzi do wnętrza domu i przekonuje się, że wszystko jest jak dawniej – na swoim miejscu: portrety wielkich patriotów wywodzących się z Litwy – Tadeusza Kościuszki, Rejtana i dowódców z czasów insurekcji kościuszkowskiej – Jakuba Jasińskiego i Tadeusza Korsaka. Zaś stary kurantowy zegar gra mazurka Dąbrowskiego. Patriotyczną edukację pobierano przede wszystkim w domu, często wprost od ojców, wujów, którzy walczyli o wolną Polskę. Przechowywano pamiątki, które przywoływały postaci  patriotów godnych szacunku i naśladowania przy każdej okazji, np. w  karczmie ks. Robak wyjmuje tabakierę i opowiada, w jakich okolicznościach i kto mu ją ofiarował. Wykładem historii Polski jest także w poemacie gra Jankiela na cymbałach. Polskie są również kultywowane obyczaje, o których mowa przy każdej okazji: polowanie, powrót z lasu w odpowiednim szyku, a przede wszystkim uczty. Mickiewicz  szczegółowo opisuje potrawy, które pojawiały się na pańskich stołach, a nawet podaje przepisy kulinarne. Uczta jest szacownym ceremoniałem towarzysko – kulinarnym. 

Soplicowo, plan filmowy "Pana Tadeusza" w reż. Andrzeja Wajdy
Pana Tadeusza rozpoczyna i kończy uczta. Jej przebieg odbywa się według surowo przestrzeganych zaleceń wynikających z tradycji staropolskiej. Rozpoczynało je rytualne wejście gości i zajmowanie miejsca przy stole według rangi. Bardziej uroczyste uczty rozpoczynano polonezem, jak to ma miejsce w ostatniej księdze Pana Tadeusza. Wznoszono toasty, których ranga i kolejność była istotna. Gerwazy, który przywołuje chwalebne tradycje hucznych biesiad w zamku Horeszków, przypomina też sceny wznoszenia toastów, z których „Pierwszy wiwat za zdrowie króla Jegomości// Potem prymasa, potem królowej Jejmości…” Obyczaje związane ze stołem i biesiada były ściśle związane z polską kulturą szlachecką, więc w czasach niewoli miały wydźwięk patriotyczny. Uczta w Panu Tadeuszu gromadzi w jednym miejscu ludzi ze sobą skłóconych, jednoczy ich, stając się symbolem narodowego pojednania.

Bronowicka chata

"Wesele" stanisława Wyspiańskiego w reż. Andrzeja Wajdy
Niewola narodowa sprawiła, że temat Polski i Polaków powraca również i później – w okresie Młodej Polski. Wówczas to bronowicka chata stanie się jej symbolem. Pisząc swój dramat, Stanisław Wyspiański nie tylko upamiętnił ślub Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną, ale przestawił w postaci symboli polskie problemy Anno Domini 1901. Od tamtej pory „mówimy Weselem”, a wielu twórców, którzy chcą coś o Polsce i Polakach powiedzieć, nawiązuje do tego dramatu. 

   W klimat polskości wprowadzają nas już didaskalia dramatu, w których autor – malarz przede wszystkim – zobrazował „polską chatę”. Jest noc listopadowa, która kojarzy się nie tylko z powstaniem 1830 roku, ale także z Mickiewiczowskimi Dziadami. Słychać muzykę i gwar dobiegające z sąsiedniej izby. „I cała uwaga osób, które przez tę izbę – scenę przejdą, zwrócona jest tam, ciągle tam; zasłuchani, zapatrzeni ustawicznie w ten tan, na polską nutę… (…) taniec kolorów, krwawych wstążek, pawich piór, (…) barwnych kaftanów i kabatów, nasza dzisiejsza wiejska Polska”. Tę Polskę prezentują „święci obrazkowi”, Matejkowski „Wernyhora” i „Racławice”, a także „złożone na krzyż szable, flinty, pasy podróżne, torba skórzana”. Jest także stolik empirowy z resztkami brązów, stary alabastrowy zegar „dźwigający złocony krąg godzin; nad zegarem portret pięknej damy w stroju z lat 1840”. Są też szczególnie ważne dla Polaków obrazy: Matki Boskiej Ostrobramskiej oraz Matki Boskiej Częstochowskiej „w koralach i koronie polskiej Królowej, z Dzieciątkiem, które rączkę ku błogosławieństwu wzniosło.” Symbole Polski dawnej, szlacheckiej,  symbole wiary, nieodłącznie z historią Polski związane. 

"Wesele" stanisława Wyspiańskiego w reż. Andrzeja Wajdy
Na weselu w podkrakowskiej wsi spotkali się chłopi i wywodząca się ze szlachty polska inteligencja. Wyspiański pokazał ich wzajemną nieufność i brak zrozumienia. Dotyczy to państwa młodych. On, inteligent, dla którego żona jest piękną lalką przebraną w krakowski strój, ona – nie bardzo rozumiejąca, czemu mąż tyle mówi. Dostało się wszystkim: „panom” – że traktują chłopów z pogardą i chcieliby w nich widzieć postacie z sielanki, że mogliby wiele uczynić, ale „oni nie chcom chcieć”. Dostało się też „chłopom” – że mocni w gębie, a do czynu niezdolni, że nade wszystko dbają o „czapkę z piór”, toteż gubią złoty róg, a naród ostatecznie zapada w sen i snuje swój chocholi taniec. Wesele Wyspiańskiego rozgrywa się w bronowickiej chacie, stając się dramatem o narodzie, o jego teraźniejszości i przyszłości, o jego potencjalnej sile i rozpaczliwej niemocy.

Mityczny Drohobycz


W przeciwieństwie do Pana Tadeusza i Wesela, proza Bruno Schulza, pisarza tworzącego w dwudziestoleciu międzywojennym, kreuje dom jako część mitu dzieciństwa. Jest to mitologia całkowicie prywatna, zarazem jednak niezwykle piękna i sugestywna. Autor Sklepów cynamonowych niemal całe swoje życie przeżył w małym miasteczku na Kresach, w obwodzie lwowskim – w Drohobyczu. Dzieciństwo Schulza minęło z końcem epoki patriarchalnego kupiectwa. Następujące zmiany były m.in. efektem odkrycia ropy naftowej. Schulz był malarzem, toteż jego proza jest bardzo obrazowa. Opisywał swój dom i Drohobycz – swoją „małą ojczyznę” na różne sposoby, m.in. w opowiadaniu Ulica Krokodyli.  

Rozpoczyna je opis pięknej starej mapy miasta, którą ojciec narratora przechowuje w biurku. „Zawieszona na ścianie, zajmowała niemal przestrzeń całego pokoju i otwierała daleki widok na całą dolinę Tyśmienicy, wijącej się falisto bladozłotą wstęgą, na całe Pojezierze szeroko rozlanych moczarów i stawów, na pofałdowane przedwzgórza, ciągnące się ku południowi (…), coraz mniejszych i coraz bledszych, w miarę jak odchodziły ku złotawej i dymnej mgle horyzontu”. 
Spośród wielu uliczek i kamienic wyróżnia się ulica Krokodyli – jak nazwał autor realny odpowiednik drohobyckiej ulicy Stryjskiej.  To dziwna ulica, nieobecna na planach miasta, jakby wstydliwie ukryta. Dlaczego? Otóż dowiadujemy się, że jest to miejsce „pasożytnicze”, wyłącznie użyteczne, pseudoamerykańskie. Charakteryzuje je na pierwszy rzut oka tandeta i pretensjonalność – kamienice są tanie i byle jak postawione, o charakterystycznych karykaturalnych fasadach. Przeważają magazyny , sklepy, zakłady fryzjerskie, z anglojęzycznymi napisami. Rdzenni mieszkańcy miasteczka trzymają się z dala od tej okolicy zamieszkałej przez szumowiny i kreatury – ludzi niemoralnych, „zbiegów spod sztandaru godności własnej”. A jednak wszyscy – także narrator – czują się wciągnięci w tandetny urok tej dzielnicy. Suną więc tłumnie główną ulicą jak senny korowód marionetek, demonstrując wielkomiejskie maniery.  Co więcej, mieszkańcy zdają się być dumni z odoru zepsucia, którym tchnie ulica Krokodyli: „Nie mamy potrzeby niczego sobie odmawiać – myślą z dumą – stać nas i na prawdziwą wielkomiejską rozpustę”. A jednak nadzieje na wielkomiejską zmianę okazują się nieporozumieniem. Ludzie błądzą od szyldu do szyldu, wędrują od sklepu do sklepu, ale wszystko sprawia wrażenie papierowej imitacji. 

"Xięgi Schilza" w Teatrze Polskim we Wrocławiu
Pozornie realistyczny opis ulicy nieustannie się przemienia pod wpływem wyobraźni autora. Opisując świat tradycji i porządku zderza go z nowym – gorszym i tandetnym światem wczesnego kapitalizmu, który właśnie nadchodzi i którego cechą jest komercja, brzydota i tandeta. U Schulza ulica Krokodyli stała się symbolem urzekającego, chorobliwego piękna imitacji, zachowując jednak swe rzeczywiste cechy, zalążki magicznej metamorfozy. Czerpanie z wyobraźni było bowiem dla pisarza procesem czerpania z pamięci, także pamięci emocjonalnej.

Dom jest  jednym z najważniejszych toposów kulturowych, obrazującym związki  człowieka z domem i rodziną, a także z narodem i ojczyzną. W okresie zaborów dom stanie się ostoją polskości – wraz z kultywowanymi tam obyczajami, patriotycznymi postawami i kulturą, jak to ma miejsce w romantycznej epopei Adama Mickiewicza  Pan Tadeusz. Również bronowicka chata posłuży Stanisławowi Wyspiańskiemu jako symbol Polski, aby dokonać gorzkiej diagnozy kondycji Polaków na początku XX wieku. Istnieją również prywatne mitologię domu i miasta – jako „małych ojczyzn”, jak w opowiadaniu Brunona Schulza, powstałym już w wolnej Polsce. 

piątek, 27 maja 2022

Co nowego w DCF | 27 maja - 2 czerwca 2022

 W najbliższym czasie Dolnośląskie centrum Filmowe zaprasza m. in. na Himalajski wieczór poświęcony Wandzie Rutkiewicz, "Wesele" Andrzeja Wajdy w ramach cyklu KinoTeatr. Ponadto na premiery i stałe cykle.

WYDARZENIA

Himalajski wieczór poświęcony Wandzie Rutkiewicz | 31 maja | godz. 19:00

31 maja zapraszamy do DCF na himalajski wieczór poświęcony Wandzie Rutkiewicz. W programie pokaz dwóch filmów dokumentalnych o słynnej polskiej himalaistce oraz prelekcja i spotkanie z zaproszonymi gośćmi.

Gościem wieczoru będzie m.in. dr Jan Supiński, docent w Zakładzie Sportów Indywidualnych AWF Wrocław – mieście młodości, studiów i pracy Wandy Rutkiewicz, która ze sportem była związana od najmłodszych lat, ale jej ulubioną dyscypliną stała się siatkówka. Grała w I-ligowej drużynie Gwardii Wrocław. Należała do szerokiej kadry olimpijskiej przed igrzyskami w Tokio 1964; rok później uczestniczyła w Uniwersjadzie w Budapeszcie. O mało znanych zdarzeniach w życiu wybitnej himalaistki opowie także wiceprezes klubu Polskie Himalaje, dziennikarz i podróżnik Janusz Kalinowski.

Przed projekcją filmów do nabycia będą nepalskie pamiątki i wyroby rękodzielnicze oraz książki z autografami, m.in. „Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz” autorstwa Anny Kamińskiej i „Na jednej linie”, napisanej przez… Wandę Rutkiewicz.

KinoTeatr | „Wesele” Andrzeja Wajdy | 2 czerwca | godz. 19:00

W ramach kolejnej odsłony KinoTeatru zapraszamy na pokaz „Wesela” Andrzeja Wajdy. Tematem spotkania będzie zaś proces adaptacji dzieła dramatycznego na ekran. Spróbujemy przyjrzeć się filmowi Wajdy, jako modelowej adaptacji filmowej dramatu i zastanowić, na ile jest to inscenizacja dramatu (w sensie wierna Wyspiańskiemu) a na ile jego twórcza reinterpretacja (wierna strategii reżysera filmu).

PREMIERY OD 27 MAJA

Top Gun: Maverick | reż. Joseph Kosinski | USA, 2022

Po ponad trzydziestu latach służby jako jeden z najlepszych lotników Marynarki Wojennej Pete „Maverick” Mitchell (Tom Cruise) jest dokładnie tym kim powinien być – odważnym, unikającym awansu, który mógłby go uziemić, pilotem testującym najnowocześniejsze maszyny. Nic więc dziwnego, że tylko on może stanąć na czele spec-grupy pilotów szkolących się do udziału w misji, jakiej dotąd nie było. 

Wśród członków grupy jest porucznik Bradley „Rooster” Bradshaw (Miles Teller), syn przechwytującego radary porucznika Nicka Bradshawa, ps. „Goose”, który zginął w czasie jednej z misji wykonywanej z Maverickiem. Stawiając czoła niepewnej przyszłości i duchom przeszłości, Maverick zostaje wciągnięty w konfrontację z własnymi lękami, której kulminacją jest misja wymagająca najwyższego poświęcenia od tych, którzy zostaną wybrani do jej wykonania.

OBSADA: Tom Cruise, Jennifer Connelly, Miles Teller, Val Kilmer | TYTUŁ ORYGINALNY: Top Gun: Maverick | REŻYSER: Joseph Kosinski | SCENARIUSZ: Ehren Kruger, Eric Warren Singer, Christopher McQuarrie | GATUNEK: akcja | CZAS TRWANIA: 131' | PRODUKCJA: 

USA, 2022

Infinite Storm | reż. Małgorzata Szumowska | Polska, UK, USA, Australia, 2022

 „Infinite Storm”, pierwszy amerykański film Małgorzaty Szumowskiej, to zapierająca dech w piersiach i mrożąca krew w żyłach wyprawa w jedno z najbardziej niebezpiecznych górskich pasm świata, gdzie porywy wiatru sięgają 300 km na godzinę, a pogoda zmienia się nieustannie. To również opowieść o innych żywiołach: stracie, ryzyku i odwadze, która pozwala wyjść cało z najgorszej życiowej nawałnicy. Główną rolę w inspirowanym prawdziwą historią thrillerze zagrała hollywoodzka gwiazda Naomi Watts („Niemożliwe”, „Birdman”, „Mulholland Drive”), w idealnych proporcjach łącząc kruchość z niezłomnością.

Jej bohaterka, Pam Bales, wyrusza na samotną wędrówkę na Górę Waszyngtona, najwyższe wzniesienie nieprzewidywalnych, targanych lodowatymi wichurami Gór Białych w amerykańskim stanie New Hampshire. Ta wyprawa to jej rytuał i sposób na poradzenie sobie z dramatycznymi wspomnieniami. I właśnie w dniu, w którym czuje się najsłabsza, będzie musiała wykazać się największą siłą: ktoś umrze, jeśli nie udzieli mu pomocy. Ale jeśli zdecyduje się pomóc, sama też może zginąć. „Infinite Storm” wciąga nas w sam środek monumentalnego pejzażu, szalejących żywiołów i ekstremalnych emocji. Przypomina, że piękno i groza bywają nierozłączne, a życiowe kryzysy są nieuniknione, tak jak gwałtowne załamania pogody. Poruszająca historia Pam Bales uczy, że warto stawiać im czoła i nigdy się nie poddawać. 

OBSADA: Naomi Watts, Billy Howle, Denis O'Hare | REŻYSER: Małgorzata Szumowska | SCENARIUSZ: Josh Rollins | GATUNEK: thriller | CZAS TRWANIA: 98' | PRODUKCJA: 

Polska, UK, USA, Australia, 2022

Chiara | reż. Jonas Carpignano | Francja, Włochy, 2021

Osiemnaste urodziny najstarszej córki Claudia i Carmeli to dobra okazja do wspólnego świętowania dla całej rodziny oraz najbliższych przyjaciół. Giulia i jej trzy lata młodsza siostra Chiara ku uciesze zgromadzonych gości brylują na parkiecie. Rodzinną sielankę zakłóci jednak brutalny akt przemocy.

Po tym, jak samochód Claudia został wysadzony w powietrze, mężczyzna znika w tajemniczych okolicznościach. Co więcej, matka tytułowej bohaterki nie chce udzielić jej żadnych wyjaśnień.

Chiara powoli otwiera oczy na rzeczywistość, którą wcześniej ignorowała, i na własną rękę rozpoczyna śledztwo. Doprowadzi ją ono do momentu, kiedy będzie musiała zdecydować o swojej przyszłości i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ważniejsze dla niej jest lojalność wobec rodziny, czy szansa na nowe życie.

OBSADA: Swamy Rotolo, Claudio Rotolo, Grecia Rotolo, Carmela Fumo | TYTUŁ ORYGINALNY: A Chiara | REŻYSER: Jonas Carpignano | SCENARIUSZ: Jonas Carpignano

GATUNEK: dramat | CZAS TRWANIA: 121' | PRODUKCJA: Francja, Włochy, 2021

CYKLE

DKF „Centrum”

30.05 | Lato 1993 | reż. Carla Simon | Hiszpania 2017

Seanse w każdy poniedziałek o godz. 19:00 | Bilety: 16 zł

 
Filmowy Klub Seniorów

31.05 | Duch śniegów | reż. Marie Amiguet, Vincent Munier | Francja 2021 | 96’

Seanse w każdy wtorek o godz. 12:00 | Bilety: 16 zł 

informacja prasowa

piątek, 28 września 2018

W Teatrze Słowackiego powstaje Kurtyna Wyspiańskiego!

Kurtyna Wyspiańskiego, szkic, Muzeum Narodowe Kraków

Stanisław Wyspiański od samego początku, od momentu powstania Teatru Miejskiego w Krakowie, był związany z tą sceną. Co prawda jako duchowy patron jest na niej stale obecny, jednak w obrębie samego budynku brakuje namacalnego śladu, który kojarzyłby się z Wyspiańskim. Staraniem Krzysztofa Głuchowskiego, dyrektora Teatru oraz dzięki środkom przekazanym przez Małopolską Agencję Rozwoju Regionalnego powstaje w Teatrze Słowackiego druga kurtyna oparta na szkicu artysty z 1892 roku. Pracami malarskimi kieruje Tadeusz Bystrzak, autor m.in. kopii „Pochodni Nerona”.  Nowa kurtyna Wyspiańskiego będzie używana zamiennie z istniejącą od 124 lat,  słynną kurtyną Henryka Siemiradzkiego.
Kurtyna Wyspiańskiego, szkic, Muzeum Narodowe Kraków
Wyspiański od swojego debiutu w 1898 roku związany był z Teatrem Miejskim (obecnie Teatrem im. J. Słowackiego), kształtował go artystycznie, pisał, tworzył scenografię do prapremier własnych dzieł i reformował myślenie o teatrze. To tutaj w 1901 roku wystawił swoje „Wesele”, a po jego sukcesie powierzono mu inscenizację „Dziadów” Adama Mickiewicza. Było to pierwsze w Polsce wystawienie tego dramatu, Wyspiański połączył wszystkie części dzieła Mickiewicza w całość, z jego adaptacji korzystano przez kolejnych 20 lat. Za europejskim sukcesem Teatru Miejskiego stały dzieła i inscenizacje Stanisława Wyspiańskiego.


Kurtyna Wyspiańskiego, szkic, Muzeum Narodowe Kraków

Mało kto wie, że w 1892 autor „Wesela” stanął też do konkursu na projekt kurtyny w Teatrze, przedłożył wówczas pracę o nazwie „Z moich fantazyj”. Mimo, że konkurs został rozstrzygnięty, wygrali go artyści mało znani, kurtynę ostatecznie zamówiono u Henryka Siemiradzkiego. Obecna dyrekcja przy wsparciu Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego chce przypomnieć o tym zdarzeniu, a widzom i odwiedzającym Teatr dać namacalny dowód na to, jak ważny był ten młodopolski twórca:

„Marzenie o tym, żeby w Teatrze był artefakt związany z Wyspiańskim towarzyszyło mi od samego początku objęcia sceny przy placu św. Ducha. Co prawda nadal korzystamy ze sceny, na której Wyspiański inscenizował swoje dramaty: „Wyzwolenie”, „Warszawiankę”, „Bolesława Śmiałego”, „Wesele” i inne ale to skojarzenie symboliczne, wspomnieniowe. W Teatrze nie zachowało się prawie nic, co by wskazywało, że to jego dom i że na zawsze taki pozostanie. Stąd pomysł na wykorzystanie szkicu kurtyny Wyspiańskiego i jego realizację” – tłumaczy Krzysztof Głuchowski, dyrektor naczelny i artystyczny Teatru im. J. Słowackiego.
„Zaangażowanie się w powstanie nowej kurtyny w Teatrze im. Słowackiego pozwoliło nam na połączenie kultury, biznesu i wartości. Wyspiański w swojej twórczości pokazywał znaczenie takich wartości jak wolność i niezależność, które są istotne także w biznesie. Zadaniem biznesu nie jest tylko zarabianie pieniędzy. W ramach naszej misji pokazujemy, jak przedsiębiorcy mogą się włączać w rozwój swojego regionu. Wsparcie powstania nowej kurtyny jest naszym wkładem w historię krakowskiego Teatru” – mówi Jan Pamuła, Prezes MARR.
Tadeusz Bystrzak przy pracy

Realizacji projektu kurtyny Wyspiańskiego podjął się Tadeusz Bystrzak, artysta, malarz, rzeźbiarz, scenograf i projektant wnętrz. Tadeusz Bystrzak ukończył studia na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowni prof. Ryszarda Otręby. Jego twórczość obejmuje zarówno malarstwo sztalugowe, iluzjonistyczne i wielkoformatowe, jak i wzornictwo szkła artystycznego i użytkowego. Od wielu lat z dużymi sukcesami zajmuje się projektowaniem i realizacją różnego rodzaju przestrzeni publicznych i komercyjnych, w tym słynnej kopii obrazu Henryka Siemiradzkiego „Pochodnie Nerona”.

Odsłonięcie nowej kurtyny namalowanej według projektu Stanisława Wyspiańskiego nastąpi 9 października o godzinie 11:00, wstęp wolny. Potem będzie można ja oglądać przed wybranymi spektaklami, najbliższy to premiera „Wyspiański. Koncert” , 19 października 2018 roku, oraz wszystkie kolejne „Koncerty”.
***

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, otwarty 21 października 1893 r., jest jedną z najbardziej zasłużonych polskich scen dramatycznych. Początkowo, do 1909 r., nosił nazwę Teatr Miejski. Piękny, eklektyczny gmach zaprojektował Jan Zawiejski. Na fasadzie widnieje motto: „Kraków narodowej sztuce”. Widownię zdobi słynna kurtyna Henryka Siemiradzkiego, obok sceny mieści się zabytkowa garderoba Ludwika Solskiego. Teatr dysponuje kilkoma budynkami, w tym nowoczesnym Małopolskim Ogrodem Sztuki. Na przełomie XIX i XX w. teatr pełnił funkcję sceny narodowej, zapoczątkował w Polsce nowoczesną inscenizację. W czasach świetnych dyrekcji Tadeusza Pawlikowskiego i jego następców debiutowało w nim pokolenie Młodej Polski, po raz pierwszy wystawiono arcydzieła romantyzmu: Kordiana, Dziady, Nie-Boską komedię. O europejskiej randze tej sceny zdecydowały inscenizacje dzieł Stanisława Wyspiańskiego. Mimo że teatr nosi imię romantycznego poety, jego duchowym patronem pozostaje właśnie Wyspiański.
Małopolska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. jest instytucją samorządu wojewódzkiego działającą na rzecz rozwoju regionalnego. Spółka działa jako inwestor, operator funduszy i programów oraz lider dużych projektów regionalnych. Inicjuje działania w nowych dziedzinach, inwestuje w nowatorskie projekty, tworzy wzorce dobrych praktyk i wskazuje nowe rozwiązania. MARR S.A. działa na rzecz małopolskich przedsiębiorstw, samorządów i organizacji pozarządowych.
informacja prasowa



piątek, 13 sierpnia 2021

„Teściowie” za miesiąc w kinach i wkrótce na Nowych Horyzontach

„Boże święty. Tyle się wszystkiego pomarnuje” – zamartwia się teść Tadeusz na zapleczu sali weselnej. Jedno jest pewne – główni bohaterowie komedii „Teściowie” nie zmarnują okazji, by po odwołanym ślubie swoich dzieci wyjaśnić sobie parę spraw. Bez ogródek i nie bacząc na zachowanie pozorów – jak to w rodzinie, którą prawie zostali. „Teściowie” z Mają Ostaszewską, Marcinem Dorocińskim, Izabelą Kuną i Adamem Woronowiczem w kinach już za miesiąc. A także za kilka dni - w ramach Polish Days, wydarzenia branżowego festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu.  

Autorem plakatu artystycznego jest Plakiat Maks Bereski.
Za sesję zdjęciową bohaterów odpowiadała Gosia Turczyńska. 


POZNAJCIE TEŚCIÓW 

Zanim „Teściowie” wejdą do kin, widzowie będą mieli okazję poznać ich nieco bliżej.  „Ojciec/mąż/mleczarz” – tak na Instagramie przedstawia się Tadeusz, w którego w filmie wciela się Adam Woronowicz. Zapraszamy do obserwowania Tadeusza na Instagramie: tesc_tadeusz. 

Teściowie, fot. Michał Chojnacki

W sieci sukcesywnie pojawiają się też filmy, w których bohaterowie wpuszczają nas do swojego świata. Jak np. ten, w którym Andrzej (Marcin Dorociński) przedstawia swoją żonę, Małgorzatę (Maja Ostaszewska): 


Maja Ostaszewska z kolei tak mówi o swojej bohaterce: – Małgorzata jest bardzo silną, władczą kobietą. Jest inteligentna, elegancka, wyrafinowana, a zarazem potrafi być wredna, wyższościowa i bardzo złośliwa. Są w filmie sceny, dialogi i sytuacje, które są bardzo śmieszne. Jednak to, co ujęło mnie w scenariuszu, to że są w nim także momenty przejmujące, wzruszające. Pokazujemy  kobietę, która niczym współczesna Dulska stara się z całych sił trzymać w ryzach swoje pozornie idealne życie, podczas kiedy wszystko wokół się rozpada. Relacje są powierzchowne. Choć wydaje się  perfekcyjną królową śniegu, w środku czuje się samotna, nierozumiana. Każda z postaci, mając potencjał mocno komediowy, ma po drodze moment przełamania.  

Teściowie, fot. Michał Chojnacki

CO SIĘ MOŻE WYDARZYĆ, GDY PUSZCZAJĄ NERWY 

Czy wesele po odwołanym ślubie to przepis na katastrofę? Owszem. I to jaką! Dwie rodziny różni wszystko – pochodzenie, status, zawartość portfela, gust. Rodzice pana młodego (Maja Ostaszewska, Marcin Dorociński) i panny młodej (Izabela Kuna, Adam Woronowicz) początkowo są w szoku. Co takiego się stało? Kto zawinił? Co z weselem? Czy witać gości? Grać muzykę? Polewać wódkę? Kto pokroi tort? Od słowa do słowa uprzejme uśmiechy zamieniają się w publiczne pranie brudów. Aż wreszcie wybucha prawdziwa bomba… A tymczasem wesele rozkręca się w szaloną imprezę. I nikomu nie przeszkadza brak młodej pary. 


Oficjalny zwiastun filmu


TWÓRCY  

W obsadzie znaleźli się: Maja Ostaszewska („Klangor”, „Magnezja”, „(Nie)znajomi”), Marcin Dorociński („Pitbull. Ostatni pies”, „Gambit królowej”, „Róża”, „Jack Strong”), Izabela Kuna („Nieobecni”, „Polot”, „Lejdis”), Adam Woronowicz („Mayday”, „Diagnoza”, „Kamerdyner”). 

Producentem „Teściów” jest AKSON STUDIO („Atak paniki”, „W lesie dziś nie zaśnie nikt”, „Jak najdalej stąd”), koproducentem i dystrybutorem NEXT FILM („W jak morderstwo”, „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa”, „365 dni”, „Słodki koniec dnia”). Reżyserem filmu jest Kuba Michalczuk, utalentowany reżyser reklamowy – „Teściowie” będą jego debiutem fabularnym. Za scenariusz odpowiada Marek Modzelewski. Autorem zdjęć jest Michał Englert, producentem – Michał Kwieciński, a producentem wykonawczym – Małgorzata Fogel-Gabryś. 

TEŚCIOWIE 

Premiera: 10 września 2021  

Obsada: Maja Ostaszewska, Marcin Dorociński, Izabela Kuna, Adam Woronowicz 

Reżyseria: Kuba Michalczuk 

Scenariusz: Marek Modzelewski 

Zdjęcia: Michał Englert PSC 

Scenografia i dekoracja wnętrz: Marta Zając, Jakub Zwolak 

Montaż: Wojciech Włodarski PSM 

Kostiumy: Katarzyna Lewińska 

Charakteryzacja: Liliana Gałązka, Ludmiła Krawczyk 

Muzyka: Jerzy Rogiewicz  

Dźwięk: Błażej Kafarski 

Producent wykonawczy: Małgorzata Fogel-Gabryś 

Producent: Michał Kwieciński

Produkcja: Akson Studio  

Koprodukcja: Next Film  

Dystrybucja: Next Film 

informacja prasowa

piątek, 7 grudnia 2018

Chełmoński i Kossak pod choinkę? Dzieła polskich klasyków na przedświątecznej aukcji

Obraz„Próba czwórki”najwybitniejszego polskiego pejzażysty Józefa Chełmońskiego  został sprzedany za rekordową kwotę – blisko 2 miliony złotych. Podczas najbliższej (20 grudnia) aukcji Art Outlet. Sztuka Dawna inne dzieło artysty będzie można kupić w wyjątkowo okazyjnej cenie. Przedświąteczna licytacja to świetna okazja dla łowców okazji i prezentów z dziedziny sztuki. Na aukcji, z niskimi cenami wywoławczymi, pojawią się prace m.in. Jerzego Kossaka, Bronisławy Rychter-Janowskiej czy Wilhelma Kotarbińskiego.

Jerzy Kossak, Wesele góralskie, 1937

Zainicjowane 5 lat temu przez Dom Aukcyjny DESA Unicum aukcje Art Outlet to niecodzienne wydarzenia na rynku sztuki. Można nabyć na nich dzieła uznanych artystów nawet za połowę ich wartości. Na grudniowej aukcji zaprezentowany zostanie szeroki wybór prac stworzonych w okresie od XIX do pierwszej połowy XX wieku. To zarówno malarstwo, prace na papierze, jak i sztuka użytkowa.

Józef Chełmoński, Kapliczka przy leśnej drodze, 1904

Prawdziwą okazją kolekcjonerską będzie „Kapliczka przy leśnej drodze – Kuklówka” pędzla Józefa Chełmońskiego z 1904 roku.Wartość dzieła szacuje się od 45 tysięcy złotych. Płótno przedstawia pejzaż ze wsi Kuklówka na Mazowszu,  gdzie artysta spędził dużą część swojego życia i gdzie mieszkał do swojej śmierci. Obrazy artysty znajdują się w najważniejszych kolekcjach publicznych w Polsce, m.in. w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Wilhelm Kotarbiński, Pejzaż śródziemnomorski, 1922

Na aukcji pojawi się również praca Jerzego Kossaka. To artysta, który w swojej twórczości porusza tematykę folklorystyczną, czerpiąc z artystycznych doświadczeń dziadka i ojca, Wojciecha oraz Juliusza Kossaków. Jego „Wesele góralskie” z 1937 roku, które zobaczymy na grudniowej aukcji,  wycenione zostało od 18 tys. zł. Z kolei „Pejzaż śródziemnomorski” Wilhelma Kotarbińskiego, prezentujący krajobraz starożytnej Grecji, to unikatowa praca na polskim rynku sztuki. Duża część obrazów artysty uległa zniszczeniu lub zaginęła w czasie I wojny światowej. Wartość „Pejzażu śródziemnomorskiego” szacuje się od 40 tys. złotych.

Bolesław Biegas, Zatoka ("La baie de la mer"), 1924 r.

Na aukcji prezentowane będą  również liczne dzieła twórców École de Paris, w tym wybitnych jej przedstawicieli: Meli Muter, Bolesława Biegasa oraz Henryka Haydena. Twórczość artystów kręgu École de Paris — członków kosmopolitycznej bohemy artystycznej działającej w Paryżu w pierwszych dekadach XX stulecia — to ważny i ceniony przez kolekcjonerów fenomen.

Henryk Heiden, Pejzaż z południa Francji

Aukcji towarzyszy katalog. Znajdziemy w nim również zdjęcia aranżacyjne, pokazujące jak prace z serii Sztuka Dawna mogą wyglądać w konkretnych wnętrzach.

Aukcja Art Outlet. Sztuka Dawna: 20 grudnia 2018, godz.19.00, Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa


Wystawa obiektów: 14-20 grudnia 2018, godz. 11-19 (poniedziałek-piątek) i godz. 11-16 (sobota), Dom Aukcyjny DESA Unicum, ul. Piękna 1A, Warszawa, wstęp wolny

informacja prasowa, fotografie obrazów: DESA UNICUM

„Feliks Janiewicz – Complete Violin Concertos” – nowy album wydany przez Narodowe Forum Muzyki

7 sierpnia 2026 roku premierę będzie miał nowy album Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, nagrany przez Bartłomi...

Popularne posty