Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Akademia Mozartowska, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Akademia Mozartowska, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 stycznia 2018

Akademia Mozartowska: Piękna muzyka, znakomici wykonawcy

Wspaniałe koncerty i kursy mistrzowskie oraz muzyka Wofganga Amadeusza Mozarta i jego mistrzów w znakomitych aranżacjach i wykonaniu. Wystąpią m.in. Isabelle Faust i Il Giardino Armonico, Christine Schornsheim oraz Olga Pasiecznik. Akademię poprowadzi Giovanni Antonini. Na zakończenie zabrzmi "Wesele Figara".
 

Idea i tradycja Akademii

NFM już po raz trzeci organizuje Akademię poświęconą wybitnemu kompozytorowi. W minionych latach Akademię Bachowską poprowadził Philippe Herreweghe, a Händlowską - Paul McCreesh. Ten rok należy do Mozarta, m.in. z racji jego 260. rocznicy urodzin. 

Pomysł Akademii zapożyczyliśmy od Philippe Herreweghe, ale twórczo go zmodyfikowaliśmy - powiedział podczas konferencji prasowej dyrektor NFM - Andrzej Kosendiak. W przeciwieństwie do Maestro, każdego roku prezentujemy innego mistrza kompozycji, który prezentowany jest przez uznanego mistrza batuty. W tym roku jest to wspaniały artysta oraz zespół, któremu przewodzi - Giovanni Antonini i Il Giardino Armonico. Jednakże główną ideą Akademii jest spotkanie mistrzów ze zdolną młodzieżą, która znajduje się na początku swej drogi artystycznej.

Mozart i jego mistrzowie

Prezentując program tegorocznej Akademii, jej dyrektor artystyczny - Jarosław Thiel zapowiedział na finał  "Wesele Figara" - operę włoską, której wykonanie przypadnie na Dzień św. Walentego. Znakomici artyści, m.in. Olga Pasiecznik jako Contessa, Christian Senn  jako Conte, Veronica Cangemi - Susanna, João Fernandes - Figaro. Światowej sławy śpiewakom towarzyszyć będzie Wrocławska Orkiestra Barokowa.
Izabelle Faust/NFM

Jednak podczas trwania tegorocznej Akademii usłyszymy nie tylko Mozarta, ale także jego mistrzów: J. Haydna i C. Ph. E. Bacha. Podkreślił także, że w repertuarze tym usłyszymy wybitną niemiecką skrzypaczkę - Isabelle Faust, należącą obecnie do czołówki mistrzów tego instrumentu. Interesującym eksperymentem będzie również połączenie barokowych skrzypiec z muzyką klasyczną.

Mimo różnicy wieku Mozart zaprzyjaźnił się z Haydnem i pobierał u niego nauki - wyjaśniał podczas konferencji Jarosław Thiel. Haydn miał wielki wpływ na rozwój muzyki i powstanie stylu klasycznego - wprowadzenie nowego języka muzycznego, charakterystycznego dla klasycyzmu. To dzięki niemu Mozart mógł dalej rozwijać ten styl.

W wykonaniu Isabelle Faust i Il Giardino Armonico usłyszymy Symfonię f-moll nr 49, Hob.: I:49 "La passione” J. Haydna w zestawieniu z I Koncertem skrzypcowym B-dur KV 207 W. A. Mozarta.  

Drugi koncert ma charakter kameralny - wyjaśniał Jarosław Thiel. Mozart napisał sześć kwartetów smyczkowych zadedykowanych swojemu mistrzowi i są to najbardziej pokreślone partytury kompozytora, co dowodzi, że chciał dorównać swojemu mistrzowi. Ta muzyka kameralna antycypuje dzieła Brahmsa i Szostakowicza, jeśli chodzi o zawartość emocjonalną i nowe rozwiązania techniki kompozytorskiej.

Tak więc usłyszymy Uwerturę do opery "L’isola disabitata Hob." J. Haydna i V Koncert skrzypcowy A-dur KV 219 Mozarta.

Drugim mistrzem był dla Mozarta Carl Philipp Emanuel Bach. Był to czas, w którym generacja synów J.S. Bacha zdominowała życie muzyczne w Europie. Mozart uczył się w Londynie u Jana Christiana Bacha, a jego idolem pozostał również Philipp Emanuel Bach, którego wręcz uwielbiał. Gwiazdą tego koncertu będzie Christine Schornsheim - specjalistka wykonawstwa muzyki baroku i klasycyzmu, która tym razem zasiądzie przed pianoforte (prototypie fortepianu). Christine Schornsheim jest przy tym pedagogiem z ogromnym doświadczeniem, którym podzieli się podczas warsztatów Akademii. W jej wykonaniu usłyszymy dwa utwory C. Ph. E. Bacha oraz dwa kwartety fortepianowe Mozarta.

Młodzi muzycy z mistrzami

Kolejny koncert w ramach tych wyjątkowych spotkań, zatytułowany "Matinée", będzie podsumowaniem jednego z kursów  mistrzowskich odbywających się w ramach Akademii. Tym razem wystąpią tegoroczni podopieczni Christiny Schornsheim – wybitnej niemieckiej klawesynistki i pianistki specjalizującej się w wykonawstwie historycznym. 
 
Giovanni Antonini, fot. B. Beszlej
Zwieńczeniem kilku dni pracy ze studentami będzie koncert, który poprowadzi Stefano Barneschi  - skrzypek, koncertmistrz zespołu Il Giardino Armonico. W pracy ze studentami wspierać go będą koledzy z zespołu: skrzypek Marco Bianchi oraz wiolonczelista Marcello Scandelli. O stronę wokalną zadba Agnieszka Franków-Żelazny oraz wybitny szwajcarski bas baryton - Stephan MacLeod. W programie tego koncertu znajdzie się muzyka liturgiczna młodego Mozarta. 

Akademia Mozartowska odbędzie się w dniach od 9 do 14 lutego 2016 roku w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu.

 Zapowiedź ukazała się na portalu Kulturaonline 8 lutego 2016 r.

niedziela, 13 lutego 2022

Akademia Telemannowska w Narodowym Forum Muzyki /zapowiedź/

Od 24 do 27 lutego 2022 odbędzie się w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu kolejna Akademia Muzyki Dawnej, tym razem poświęcona Georgowi Philippowi Telemannowi - wybitnemu niemieckiemu kompozytorowi epoki baroku. 

Akademie Muzyki Dawnej odbywają się w Narodowym Forum Muzyki (a wcześniej - Filharmonii Wrocławskiej) od wielu lat i stały się już piękną tradycją. Na początku, w 2014 roku, był - jakże by inaczej! - Jan Sebastian Bach. Po nim mogliśmy uczestniczyć w Akademii Händlowskiej, w 2016 odbyła się Akademia Mozartowska, po niej - Akademia Mendelssohnowska, w 2018 - Akademia Vivaldiowska , zaś nietypowa Akademia Latynoamerykańska odbyła się w 2019 roku. Następnie powrócono do znanych kompozytorów i uczestniczyliśmy w Akademii Bethoveenowskiej. Rok 2021 z powodu pandemii pozbawił nas kolejnej, za to w tym roku wynagrodzono nam to piękną muzyką Telemanna. Jednakże  już w ubiegłym roku, podczas 55. odsłony Wratislavia Cantans mieliśmy szczęście wysłuchać jego kompozycji w wykonaniu  Dresdner Kammerchor, Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod batutą Jarosława Thiela oraz solistów. Koncert "Jak wielkie jest Twoje imię" przyniósł nie tylko wspaniałą trzyczęściową uwerturę skomponowaną według wzoru francuskiego oraz zestaw tańców, które następują po niej, ale również poruszającą kantatę napisaną przez Telemanna dla upamiętnienia ofiar trzęsienia ziemi w Lizbonie w 1755 roku: "Die Donnerode". W tym roku będzie jednak czas dłuższego delektowania się muzyką tego kompozytora. I to z uwzględnieniem polskich wątków!


Georg Philipp Telemann, sztych Georga Lichtenstegera z 1745 r.

Kompozytor - samouk i wątek polski

Telemann był już multiinstrumentalistą, który niemal wyłącznie sam nauczył się gry na flecie prostym i flecie poprzecznym, szałamai, oboju, puzonie, organach i klawesynie, skrzypcach, violi da gamba i kontrabasie. Od 1701 studiował prawo na uniwersytecie w Lipsku. W mieście tym pracował też jako organista. Po studiach przebywał w różnych miastach w Niemczech, a także w Żarach na Łużycach, gdzie miał okazję poznać muzykę ludową. W latach 1704–1708 Telemann przebywał na dworze hr. Promnitza (dworzanina Augusta II, króla polskiego) w Żarach jako muzyk nadworny i kapelmistrz. Objął to stanowisko po 63-letnim Wolfgangu Kasparze Prinzu. W miesiącach letnich bywał częstym gościem w Pszczynie. Żarski dwór Promnitza uchodził za jeden z najświetniejszych sasko-polskich dworów magnackich. Panował tam przepych i ceremoniał. Niemal bez przerwy gościły włoskie i francuskie zespoły operowo–baletowe. Promnitz utrzymywał stałą kapelę, składającą się z muzyków polskich, czeskich i niemieckich.

Podczas pobytu w Żarach i Pszczynie, a potem w trakcie podróży po kraju (Kraków, Warszawa) kompozytor zetknął się z muzyką polską, zarówno taneczną dworską, jak i ludową. Stylistyczne nawiązania do polskiej muzyki ludowej obecne są w wielu napisanych przez Telemanna utworach: sonatach skrzypcowych, Suicie polskiej Partie polonaise, tzw. Koncertach polskich na czworo skrzypiec (nietypowa obsada jest nawiązaniem do składu polskich kapel skrzypcowych) czy sześciu Partitach (suitach) "alla polacca" na skrzypce, flet traverso i basso continuo.

Ławeczka G.F. Telemanna w Żarach, fot. Andrzej Białas 

W 1702 został dyrektorem muzycznym opery w Lipsku. W 1704 objął stanowisko organisty przy Nowym Kościele (obecnie kościół św. Mateusza) w Lipsku, gdzie założył Collegium Musicum dla młodzieży studenckiej. W 1705 został kapelmistrzem hrabiów Promnitz. Podczas pobytu w Żarach oraz w Pszczynie i Krakowie Telemann poznał polską muzykę ludową, która stała się inspiracją jego wielu awangardowych kompozycji instrumentalnych. 

Od 1708 był kapelmistrzem na dworze w Eisenach (gdzie zaprzyjaźnił się z Johannem Bernhardem Bachem i z działającym w niedalekim Weimarze Johannem Sebastianem Bachem), od 1712 we Frankfurcie n. Menem; od 1721 był kantorem i dyrygentem muzyki kościelnej w Hamburgu.

Był kompozytorem samoukiem. Przez całe życie utrzymywał się wśród najbardziej postępowych twórców. U współczesnych zyskał uznanie także jako organista i kapelmistrz. Jest uważany za najbardziej płodnego kompozytora wszystkich czasów. Napisał ponad 3000 utworów, często znacznych rozmiarów (niestety wiele z nich zaginęło lub uległo zniszczeniu, zwłaszcza w czasie II wojny światowej).

Jarosław Thiel o Akademii Telemannowskiej

"Moda na przeprowadzanie rozmaitych plebiscytów i ustalanie rankingów „najwybitniejszych” kompozytorów wydaje się nie mijać. Te sympatyczne zabawy, do których redakcje rozgłośni radiowych i czasopism muzycznych zapraszają swoich słuchaczy i czytelników, dają ciekawy socjologicznie obraz aktualnie dominujących gustów muzycznych, nie aspirując najczęściej do wkroczenia w przestrzeń poważniejszego namysłu nad fascynującym zagadnieniem: na czym polega to, że jeden kompozytor komponuje lepiej niż inny?

Gdyby ktoś się o to spytał mnie, to bym odpowiedział, że jest taki kompozytor, który przerasta każde podium i każdy piedestał jest dla niego niewystarczający. Bach. Absolutnie poza kategoriami. Kto następny: Monteverdi? Vivaldi? Händel? A może…. Telemann?

Telemann na niespotykaną skalę rozwijał wolnorynkową działalność, stając się uosobieniem nowego typu kompozytora – przedsiębiorcy. Pisał na każde zestawy instrumentów, często dostosowując poziom trudności kompozycji do najszerszej grupy klientów – miłośników domowego muzykowania – czym zapewniał sobie szerszy zbyt. Sam sztychował, drukował i sprzedawał swoje utwory, a niejako przy okazji próbował swych sił jako poeta i librecista, przygotowywał artykuły z teorii muzyki, wydawał kompozycje kolegów i prowadził przebogatą korespondencję z muzykami, intelektualistami i dyplomatami z całej Europy. Nadzorując oprawę muzyczną pięciu głównych kościołów w Hamburgu, organizował także publiczne koncerty i przedstawienia operowe z własnymi kompozycjami, dbając także o marketing i rozprowadzanie biletów. Szacuje się, że mógł napisać nawet cztery tysiące utworów, choć duża część uległa zniszczeniu, zwłaszcza w trakcie II wojny światowej.

Gdybyśmy mieli więc wrócić do pytania: kto po Bachu? – może warto więc przemyśleć kandydaturę Telemanna? Nie jest łatwo dać podczas zaledwie kilku koncertów reprezentatywny obraz tak niezwykle obszernej i różnorodnej twórczości. Tym goręcej zapraszamy na wszystkie wydarzenia Akademii Telemannowskiej. Może wpłyną one na nieoczekiwane zmiany miejsc w Państwa osobistych rankingach ulubionych kompozytorów?

Dyrektor programowy Akademii Telemannowskiej
Dyrektor artystyczny Wrocławskiej Orkiestry Barokowej

Program Akademii Telemannowskiej


François Lazarevitch, fot. Jean-Baptiste Millot


24 lutego, czwartek, godz. 19.00

"Telemann w Paryżu"

Program:
G.Ph. Telemann
I Koncert G-dur TWV 43:G1 ze zbioru Quadri
Deuxième quatuor a-moll TWV 43:a2 ze zbioru Nouveaux quatuors en six suites
***
II Sonata g-moll TWV 43:g1 ze zbioru Quadri
Sixième quatuor e-moll TWV 43:e4 ze zbioru Nouveaux quatuors en six suites

Czas trwania: [60']

Wykonawcy:
Alessandro Tampieri – skrzypce
François Lazarevitch – flet
Jarosław Thiel – wiolonczela
Menno van Delft  – klawesyn

26 lutego, sobota
godz. 17.00

Wykład Vittoria Ghielmiego "Il Suonar Parlante – historia techniki „przemawiania” za pomocą instrumentów" - wydarzenie towarzyszące, w języku angielskim.

Il Suonar Parlante Orchestra / fot. Luis Duarte



godz. 18.00

"Telemann w Pszczynie"

Program:
G.Ph. Telemann  
Koncert a-moll na flet podłużny, violę da gamba i orkiestrę TWV 52:a1
Concerto alla Polonese G-dur TWV 43:G7: I. Dolce, II. Allegro
Uwertura B-dur TWV 55:B8 „Ouverture burlesque”: II. Scaramouches (oprac. V. Ghielmi)

Cyganji Tanz z manuskryptu z Sepsiszentgyörgy (oprac. V. Ghielmi)
Magyar Tanz z manuskryptu z Sepsiszentgyörgy (oprac. V. Ghielmi, S. Palúch)
Iai Devlale So Tẻ Kẻrav – tradycyjna pieśń lowarska (oprac. G. Gibelli)
S. Palúch Hajduk Dance wg melodii z manuskryptu Annae Szirmay-Keczer (1688)
J. Bihari Adagio affectuoso
V. Ghielmi, S. Palúch Mozart the Gypsy wg V Koncert skrzypcowego A-dur KV 219 „Tureckiego” W.A. Mozarta
S. Palúch Mozart Sîrba wg V Koncert skrzypcowego A-dur KV 219 „Tureckiego” W.A. Mozarta
***
J.G. Graun Koncert d-moll na violę da gamba i orkiestrę: III. Allegro
G.Ph. Telemann Solo per voi tra mille – aria z kantaty Pastorella venga bella TWV 20:62
A. Vivaldi Koncert D-dur RV 208 „Grosso Mogul”: II. Grave recitativo (oprac. A. Tampieri, M. Comendant)
F. Benda Koncert G-dur na klawesyn, smyczki i b.c.: III. Allegro scherzando
G.Ph. Telemann  Overture-Suite Es-dur TWV 55:Es3 „La Lyra”: III. Vielle (oprac. V. Ghielmi)
Šol páii pe luludjori – tradycyjna pieśń lowarska (oprac. G. Gibelli, S. Pazlúch)
Saltus Pollonicus and Hungaricus z manuskryptu z Uhrovca (oprac. V. Ghielmi, S. Palúch)
Cântec de leagǎn – tradycyjna kołysanka mołdawska (oprac. G. Gibelli, M. Comendant)
J.Ph. Kirnberger Masura (oprac. V. Ghielmi, S.Palúch)
Trana nanna – tradycyjna pieśń lowarska (oprac. S. Palúch)

Czas trwania: [100']

Wykonawcy:
Wykonawcy:
Il Suonar Parlante Orchestra:
Vittorio Ghielmi – viola da gamba, kierownictwo artystyczne
Graciela Gibelli* – śpiew
Dorothee Oberlinger* – flet podłużny
Stano Palúch*, Alessandro Tampieri*, Nicolas Penel – skrzypce
Laurent Galliano – altówka
Marco Testori – wiolonczela
Riccardo Coelati Rama – kontrabas
Marcel Comendant* – cymbały
Shalev Ad-el – klawesyn

*partie solowe

Vocalconsort Berlin / fot. Hans Scherhaufer



27 lutego (niedziela, godz. 18.00

"Telemann w Hamburgu"

Program:
Koncert finałowy Akademii Telemannowskiej

G.Ph. Telemann
Die Tageszeiten TWV 20:39
***
Die Donnerode TWV 6:3a (cz. I)
Die Auferstehung TWV 6:7


Czas trwania: [120']

Wykonawcy:
Howard Arman – dyrygent
Roberta Invernizzi  – sopran
Jake Arditti – alt
David Fischer – tenor
Tobias Berndt – bas I
Felix Schwandtke – bas II
Vocalconsort Berlin
Wrocławska Orkiestra Barokowa
Jarosław Thiel – kierownictwo artystyczne Wrocławskiej Orkiestry Barokowej

informacja prasowa


sobota, 20 stycznia 2018

Twarze Mozarta: Sacrum i profanum /relacja z koncertu/

Wspaniałe wykonania muzyki sakralnej oraz znakomicie zagrana i zaśpiewana opera buffa "Wesele Figara" zwieńczyły Akademię Mozartowską.


W swojej poprzedniej relacji z Akademii Mozartowskiej pisałam o Mozarcie - uczniu oraz o jego mistrzach. Kompozytor zaczął tworzyć bardzo wcześnie i dojrzałość w dziedzinie muzyki osiągnął znacznie szybciej, niż to było z innymi wybitnymi twórcami. Był bez wątpienia swoistym cudem - geniuszem, który w wieku czterech lat grał biegle na instrumencie klawiszowym, w szóstym roku życia zaczął tworzyć pierwsze kompozycje, a mając lat jedenaście skomponował swoją pierwszą operę:  "Apollo et Hyacinthus" (KV 38). Nic więc dziwnego, że mimo iż odszedł w młodym wieku (35 lat), zostawił po sobie ogromny zbiór często wybitnych kompozycji.  Akademia Mozartowska, choć trwająca zbyt krótko, aby się tą wspaniałą muzyką do syta nacieszyć, ukazała kompozytora nie tylko w jego młodzieńczym okresie, ale także jako w pełni dojrzałego twórcę. Mogliśmy wysłuchać koncertu przygotowanego przez mistrzów i uczniów, na który złożyły się głównie utwory religijne, napisane w tzw. okresie salsburskim. Całość Akademii zwieńczyła opera buffa: "Wesele Figara".

Sacrum w twórczości Mozarta


Zbiór utworów religijnych autora "Requiem" jest całkiem spory - obejmuje osiem litanii i nieszporów oraz 19 mszy, nie licząc kilkudziesięciu mniejszych utworów. Wychowany w wierze katolickiej przez bardzo pobożnych rodziców, w młodości, podobnie jak ojciec, zależny od arcybiskupa Colloredo, Mozart rzadko pisał utwory religijne na zamówienie, raczej "z potrzeby serca". A był to czas, kiedy kompozycje religijne nie były chętnie słuchane. W ramach Akademii mogliśmy poznać dzieła należące do gatunku Missa brevis (tzw. msze krótkie), napisanych głównie w Salzburgu.
 
Stefano Barneschi, fot. B. Beszlej
Koncert prezentujący głównie dzieła religijne młodego Mozarta poprowadził włoski skrzypek Stefano Barneschi, wspierany przez kolegów z zespołu Il Giardino Armonico: Marco Bianchi (skrzypce) i Marcello Scandelli (wiolonczela). Towarzyszyli im uczestnicy kursów mistrzowskich, którzy pod ich opieką koncert ten przygotowali..

Rozpoczęto od Divertimenta F-dur (KV 138), napisanego przez Mozarta w 1776 roku. Biograf kompozytora - Albert Einstein twierdzi, że utwór ten "całkowicie ustala ton i styl (...) nie tylko dla salsburskiego, ale i dla późniejszego, wiedeńskiego okresu". Napisane przez niespełna szesnastoletniego kompozytora „Divertimento F-dur” utrzymane jest w pogodnym nastroju, który momentami przechodzi w skrajną nawet wesołość. W wykonaniu mistrzów i ich uczniów utwór skrzył się dowcipem i zachwycał wyrafinowaniem. 
 
Chor NFM i uczestnicy Akademii, foto B. Beszlej
Jednakże zasadniczą część koncertu wypełniła tzw. "Liturgia Salzburska”, którą rozpoczął Introitus: V Sonata kościelna F-dur (KV 145), po czym nastąpiły kolejne części  Missa brevis: Kyrie, Gloria, Graduale, Credo, Sanctus, Benedictus, Agnus Dei  oraz Offertorium: Misericordias Domini (KV 222), Communio: Ave verum corpus (KV 618), Ite missa est: Alma Dei creatoris (KV 277). W tej części koncertu zaprezentowali się przede wszystkim młodzi śpiewacy, którzy byli przygotowywani przez Stephana MacLeoda (bas barytona). O ile muzycy grali wyrównanie, to wśród śpiewaków dało się zauważyć bardzo piękne arie obok występów nieco słabszych. Najlepiej wypadły soprany, szczególnie w Benedictus i Agnus Dei.  Chór, przygotowany przez Agnieszkę Franków-Żelazny,  zaśpiewał bardzo dobrze. Generalnie, występ był udany, szczególnie jeśli się zważy,  że młodzi wykonawcy przygotowywali się zaledwie przez tydzień.

Profanum, czyli Wesele Figara


Jednak prawdziwa uczta melomana czekała nas na zakończenie Akademii, kiedy to zaprezentowano operę buffa - "Wesele Figara". Wielkich rozmiarów dzieło, trwające cztery akty (bite trzy godziny!), było tak wspaniale zagrane i zaśpiewane, że nie dało się tego odczuć żadną miarą.
Prapremiera opery, do której libretto napisał Lorenzo da Ponte, na podst. sztuki Pierre`a Augustina Beaumarchais`ego, miała miejsce 1 maja 1786 roku w Burgtheater w Wiedniu. Trzydziestoletni wówczas kompozytor odniósł wielki sukces. Piotr Kamiński pisze w odniesieniu do tego dzieła, że "operowy ideał spełnił się w dziejach gatunku tylko raz: wszystko inne, to jedynie mniej lub bardziej udane przybliżenia..."

João Fernandes – Figaro, Josè Maria Lo Monaco – Cherubino, foto B. Beszlej
Z prawdziwym mistrzostwem Mozart uczynił z błahej komedii błyskotliwą operę buffa, w której ludzkie głosy znakomicie oddają charakter postaci, a ponadto splatają się ze sobą w tak niesłychany sposób, że nowatorstwo to można by porównać z językiem "Ulissesa" Joyce`a. Figaro (służący Hrabiego - João Fernandes, bas) żeni się ze służącą swego pana - Zuzanną (Veronica Cangemi, sopran). Nie wie, że podarunek od Hrabiego (pokój i łóżko) nie jest bezinteresowny, ponieważ ma on ochotę uwieść ukochaną Figara. Hrabia ów (Christian Senn, baryton) jest zazdrośnikiem i uwodzicielem w jednym, o czym doskonale wie jego małżonka (Olga Pasiecznik, sopran). Sama jest przedmiotem westchnień młodziutkiego Cherubina (Josè Maria Lo Monaco, mezzosopran), ale ten jest w ogóle bardzo kochliwy i niczego to nie oznacza. Zresztą Hrabina pragnie, aby mąż przestał ją zdradzać i zaczął odwzajemniać jej uczucia. Dopiero jednak, gdy weźmie sprawę w swoje ręce, a intryga zainicjowana przez młodą parę zacznie narastać piętrowo, wówczas jej niewierny i wybuchowy mąż złagodnieje i padnie na kolana. 

Olga Pasiecznik - Hrabina, foto B. Beszlej
 Te międzyludzkie komplikacje oddał Mozart w błyskotliwych ariach, duetach, a nawet tercetach i oktetach. I jak to wszystko wspaniale brzmi, a w dodatku nieodparcie komicznie! Pominąwszy już znaną arię Figara, w której roztacza on przed delikatnym Cherubinem trudy żołnierskiego żywota ("Non più andrai"), najbardziej zachwycające są śpiewy zbiorowe, kiedy na dodatek każdy z uczestników sceny ma inne intencje i sytuacja jest mu nie w smak (albo odwrotnie). Takie śpiewane "awantury", np. sekstet "Riconosci in questo amplesso", w którym  Marcelina (Aleksandra Lewandowska, sopran) - niedoszła żona Figara, rozpoznaje w nim syna, doktor Bartolo (Tomáš Král, baryton) okaże się ojcem i do tego jąkającym, podczas gdy Hrabia zgrzyta zębami, bo pokrzyżowało mu to plany - budzą i wesołość, i podziw dla kompozytora, który tak to wszystko genialnie połączył, że ów sekstet stanowi jednak pełną dynamiki całość. 

Christian Senn  jako Hrabia, foto B. Beszlej
Oprócz tego uraczył nas także pięknymi ariami i duetami o miłosnych cierpieniach i rozkoszach. Najpiękniejszą jest bodaj aria Hrabiny: "Dove sona", w której zakochana kobieta żywi nadzieję, że jej małżonek do niej powróci. Jakieś zalety musiał jednak mieć, skoro tak go kocha. Bez jego zmysłowości, która pojawia się w scenach zespołowych i tercetach, trudno byłoby uwierzyć w tę jej gorącą miłość. Przyznać muszę, że wszystkie te postaci zostały wspaniale oddane za pomocą muzyki, śpiewu i gestu: Veronica Cangemi była w istocie wesołą i sprytną Zuzanną, João Fernandes - słodkim, ale także zazdrosnym kochankiem, który często gęsto obrywał, Christian Senn jako Hrabia był prawdziwie furiacki, a Olga Pasiecznik jako jego żona znakomicie przeistaczała się z zastraszonej i podległej w kobietę wyemancypowaną i nie bojącą się wyzwań.

Veronica Cangemi, Christian Senn, Tomáš Králl, Aleksandra Lewandowska, Aleksander Kunach, fot. B. Beszlej
Niezwykłe bogactwo środków muzycznych i operowanie dramatycznym napięciem zostało znakomicie podkreślone przez wszystkich śpiewaków i muzyków grających pod batutą Giovanniego Antoniniego. Genialny Wolfgang Amadeusz Mozart znalazł w Maestro idealnego interpretatora. Tak więc Akademię Mozartowską zakończono równie wspaniale jak zaczęto. Pozostał niedosyt... 


wtorek, 24 października 2017

Jarosław Thiel: Bardziej wiolonczelista niż dyrygent /wywiad/

Rozmawiam z Jarosławem Thielem – szefem Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, wiolonczelistą, miłośnikiem wykonawstwa historycznego: o początkach kariery, muzycznych pasjach i planach.

Jarosław Thiel, fot. Łukasz Rejchert

Barbara Lekarczyk-Cisek: Skąd się u Pana wzięło zamiłowanie do muzyki, a szczególności do muzyki barokowej?

Jarosław Thiel: To się zaczęło już w dzieciństwie. Rodzice nie byli wprawdzie muzykami, ale moje rodzeństwo uczęszczało do szkoły muzycznej. Jako najmłodszy z naszej czwórki zapragnąłem im dorównać. Niestety, tylko ja ostałem się w zawodzie muzyka, mimo że moje rodzeństwo było bardzo utalentowane. Przechodziłem kolejne szczeble edukacji muzycznej i pod koniec studiów zacząłem poważnie myśleć o muzyce dawnej.
Zaczęło się od tego, że poznałem prywatnie Ewę i Aureliusza Golińskich – liderów Arte Dei Suonatori, którzy w tym czasie dopiero rozpoczynali swoją działalność. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do wykonawstwa historycznego i miałem co do niego wiele wątpliwości. A zbliżył nas zupełny przypadek. Chciałem mianowicie zagrać kwartet smyczkowy na ślubie mojej siostry i poszukiwałem kolegów, którzy mogliby go wraz ze mną wykonać. Zatelefonowałem do Ewy i Arka i w ten sposób miałem już parę skrzypków do mojego zespołu. Kiedy wreszcie razem zagraliśmy fragmenty Kwartetu ”Dysonansowego” Mozarta, tak nam się to spodobało, że postanowiliśmy kontynuować próby. Potem już nałożyłem struny jelitowe na wiolonczelę i w ten sposób zaczęła się moja przygoda z muzyką dawną.
Co ciekawsze, potrafiłem sobie już wcześniej bez trudu wyobrazić, że barok na starych instrumentach będzie brzmiał odmiennie niż wykonywany w tradycyjnej manierze. Natomiast zupełnym zaskoczeniem było dla mnie, jak inaczej, wręcz rewolucyjnie, brzmi muzyka klasycyzmu i wczesnego romantyzmu. Na początku lat 90. zaczęła ukazywać się seria nagraniowa Symfonii Beethovena pod Gardinerem, która była wprost olśniewająca. Fascynacja tymi nagraniami wpłynęła na repertuar Wrocławskiej Orkiestry Barokowej – gramy dużo późnego klasycyzmu, sięgamy do muzyki romantycznej. Muzyka ta w ujęciu historycznym i na historycznych instrumentach brzmi bardzo interesująco.

Grając taką właśnie muzykę, współpracował Pan z wieloma interesującymi wykonawcami, którzy z całą pewnością wpłynęli na Pana…

Miałem szczęście zagrać z większością polskich zespołów wykonujących muzykę dawną. Przed dwudziestu laty było to oczywiste, ponieważ muzyków preferujących tę stylistykę było bardzo mało. O ile się nie mylę, po pani Teresie Kamińskiej, byłem drugim polskim wiolonczelistą, który ukończył regularne studia na wiolonczeli barokowej w Universität der Künste w Berlinie, w klasie wiolonczeli barokowej Phoebe Carrai i Markusa Möllenbecka (dyplom z wyróżnieniem). A zatem miałem przyjemność współpracować z Markiem Toporskim i jego Concerto Polacco, zagrałem kilka spektakli w Warszawskiej Operze Kameralnej, koncertowałem z Arte Dei Suonatori oraz z zespołami prowadzonymi przez Marcina Szelesta…  Najdłuższej towarzyszyłem Janowi Tomaszowi Adamusowi będąc pierwszym wiolonczelistą w prowadzonych przez niego zespołach (Dolnośląska Orkiestra Barokowa, Harmonologia). Potem, podczas studiów w Berlinie, nawiązywałem kontakty z tamtejszymi muzykami. Szczególnie ważna była dla mnie intensywna współpraca z jedną z najlepszych orkiestr barokowych na świecie - Akademie für Alte Musik Berlin, z którą odbyłem wiele podróży koncertowych. Od 15 lat jestem pierwszym wiolonczelistą Drezdeńskiej Orkiestry Barokowej, współpracuję też z innymi niemieckimi zespołami.
Przez te lata kształtowałem własne doświadczenia i miałem coraz wyraźniejszą wizję tego jak chcę i powinienem grać. Również sposób funkcjonowania Wrocławskiej Orkiestry Barokowej w dużej mierze wywodzi się z moich wcześniejszych kontaktów z tego rodzaju zespołami niemieckimi.

Proszę nam więc przybliżyć, jak funkcjonuje taka orkiestra.

W Polsce wciąż najbardziej rozpowszechnionym systemem organizacji pracy orkiestr jest ich związanie z instytucjami dotowanymi z kasy państwowej, przy czym muzycy w większości zatrudnieni są na etatach. Ten system doskonale sprawdza się w przypadku tradycyjnych orkiestr symfonicznych. W mojej opinii jednak jest niezbyt korzystny w przypadku orkiestry grającej na historycznych instrumentach.  
Po pierwsze, etatowa stabilność często osłabia kreatywność muzyków – a wykonawstwo muzyki dawnej bazuje na kreatywności poszczególnych muzyków. Po drugie,  utrzymywanie pełnego składu orkiestrowego z całym kompletem historycznych instrumentów dętych mija się z celem, ponieważ niezmiernie rzadko wykorzystuje się ten skład w pełni. Standaryzacja obsady orkiestrowej, tak jak ją dzisiaj rozumiemy, wykształciła się przecież dopiero pod koniec XVIII wieku.
Dlatego wraz z dyrektorem Kosendiakiem zdecydowaliśmy się na rozwiązanie pośrednie: Wrocławska Orkiestra Barokowa jest pełnoprawnie zakotwiczona w strukturach Narodowego Forum Muzyki, będąc jednocześnie orkiestrą projektową, kompletującą każdorazowo skład muzyków na potrzeby konkretnego programu. Na świecie zdecydowana większość zespołów grających na dawnych instrumentach jest zorganizowana na podobnych zasadach i dotyczy to także słynnych angielskich czy francuskich orkiestr.
Trzeba także przypomnieć, że ruch wykonawstwa muzyki dawnej stanowi niewielką część całości sceny muzycznej i jest niejako specyficzną repertuarową niszą. Objawia się to  między innymi nieustającym niedoborem muzyków grających na dawnych instrumentach, w rezultacie czego podróżują oni nieustannie, zasilając coraz to nowe zespoły. Na międzynarodowych festiwalach muzyki dawnej spotykamy się ciągle z gronem dobrze znanych kolegów, którzy grają wymiennie w najróżniejszych formacjach. Również we Wrocławiu gościmy często tych muzyków.
Poza  pewnym efektem świeżości, dla każdego muzyka naszej orkiestry taka wymiana jest czynnikiem mobilizującym. Grając muzykę dawną potrzebuję mieć w zespole indywidualności, muzyków autentycznie zaangażowanych w swoją pracę. Wielcy dyrygenci, jak choćby Igor Strawiński, wymagali od orkiestry całkowitego podporządkowania. To się sprawdza, kiedy orkiestra jest bardzo liczna. Natomiast styl muzykowania w XVII – XVIII wieku był zupełnie inny, w znacznie większym stopniu uzależniony od indywidualizmu poszczególnych wykonawców. Grano poza tym w znacznie mniejszych obsadach.

Jednak z indywidualistami współpracuje się trudniej…
Często sam się zastanawiam, jak ja to jeszcze wytrzymuję (śmiech). Jako szef zespołu muszę się liczyć z kompetencjami moich kolegów. Często są oni wybitnymi osobowościami, prowadzącymi własne niezwykle wartościowe projekty muzyczne, począwszy od Zbyszka Pilcha – koncertmistrza, znakomitego skrzypka i lidera, wykładowcę Akademii Muzycznych w Krakowie i Wrocławiu, przez Marcina Szelesta – profesora, kierownika Katedry Muzyki Dawnej w Akademii Muzycznej w Krakowie, szefa zespołu Harmonia Sacra, Marka Niewiedziała, wykładowcę Akademii Muzycznej w Poznaniu, wieloletniego dyrektora festiwalu Varmia Musica, Mikołaja Zgółkę – skrzypka, wykładowcę poznańskiej Akademii Muzycznej, założyciela kwartetu Musicarius  i wielu, wielu innych. Darzę tych muzyków zaufaniem i szacunkiem, korzystając z bogactwa ich osobowości oraz doświadczenia. Nie może tu być mowy o narzucaniu im własnych koncepcji. Rola dyrygenta w prowadzeniu tego typu zespołu jest zupełnie inna.

No tak, a w dodatku Pan nie tylko dyryguje, ale także sam gra.

Istotnie, bardzo to sobie wciąż cenię i cały czas bardziej czuję się wiolonczelistą niż dyrygentem.

W jaki sposób powstają projekty? Czy ich pomysłodawcą jest szef orkiestry, czy też powstają w drodze dyskusji? I jakiego rodzaju muzykę upodobał Pan sobie szczególnie?

Jest to wypadkowa wielu czynników. Mam swoje pomysły i idee, które chcę realizować. Zazwyczaj rozmawiamy o tym w mniej lub bardziej oficjalny sposób, wymieniając się opiniami i pomysłami. Mamy też zamówienia z zewnątrz, jesteśmy bowiem zapraszani na różne festiwale czy do nagrań płytowych. Czasami o wyborze utworu i składzie orkiestry decydują środki finansowe (a raczej ich brak). Zasadniczym priorytetem jest dla mnie utrzymanie profilu orkiestrowego zespołu. Podczas gdy w świecie muzyki dawnej zauważamy wyraźną tendencję do minimalizowania składów zespołów, udaje się nam zdecydowaną większość programów wykonywać jako orkiestra, choć co jakiś czas planujemy także małe programy kameralne, w których prezentujemy solistyczne umiejętności naszych muzyków.
Osobiście preferuję repertuar klasyczny i wczesnoromantyczny, ale staram się tak konstruować program w ciągu sezonu, aby był on różnorodny, z korzyścią zarówno dla orkiestry, jak i melomanów.

Wrocławska Orkiestra Barokowa powstała 10 lat temu. Kiedy został Pan jej szefem i czy takie szefowanie jest dla muzyka trudne?

Wrocławską Orkiestrę Barokową założył w 2006 roku dyrektor Andrzej Kosendiak, na początku swojej działalności. Była ona częścią planu, który miał doprowadzić do powstania Narodowego Forum Muzyki i rozbudzić życie kulturalne Wrocławia. Przede wszystkim wynikało to z jego własnych zainteresowań muzyką dawną. Bardzo szybko zaproponował mi kierownictwo orkiestry i wkrótce potem zagraliśmy nasz pierwszy koncert we wrocławskim Ratuszu jako Orkiestra Barokowa Filharmonii Wrocławskiej im. W. Lutosławskiego. Na koncert złożyły się kompozycje synów J.S. Bacha: Wilhelma Friedemana, Carla Philippa Emanuela, Johanna Christiana.
Orkiestra zaczęła ewoluować i pragnę podkreślić, że pomimo piętrzących się niejednokrotnie trudności, zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie dyrektora Kosendiaka. Przebyliśmy wspólnie kawał drogi, także w sensie artystycznym. Mam nadzieję, że i publiczność dostrzega ten postęp. Otwarcie gmachu Narodowego Forum Muzyki, z jego znakomitą akustyką, stworzyło nam nowe, niesłychane możliwości.

Jak wyglądają Pana najbliższe plany?

Jest ich mnóstwo, ale koncentrując się na większych projektach chciałbym zapowiedzieć jubileusz dyrektora Kosendiaka, który uświetni wykonanie Mszy h-moll J.S. Bacha. Grałem ten utwór wiele razy, ale ciągle nie przestaje mnie on wzruszać. Ciekawy i zabawny może się okazać koncert sylwestrowy, podczas którego będziemy poszukiwać „zaginionej arii” Haendla, podróżując przez barokową Europę, i nie tylko.
W lutym 2016 wielkim wydarzeniem będzie Akademia Mozartowska, którą poprowadzi Giovanni Antonini. Najpierw wraz ze swoim zespołem Il Giardino Armonico oraz skrzypaczką Isabelle Faust zaprezentują Koncerty Skrzypcowe Mozarta, a na zakończenie wspólnie z Wrocławską Orkiestrą Barokową przedstawimy operowe arcydzieło  – ”Wesele Figara”. 
W okresie wielkanocnym zaplanowaliśmy ”Mesjasza” Haendla, a pod koniec maja ponownie zaprosiliśmy zespół Cantus Cölln z Konradem Junghänelem do wykonania ”Oratorium na Wniebowstąpienie” J.S. Bacha. Na koniec sezonu będziemy grali ”Pory roku” Haydna pod Paulem McCreeshem.

Wspaniale! Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline.

Maestro i uczniowie. Cirillo dell'Antonio i Szkoła Snycerska w Cieplicach

Portrety, rzeźba sakralna, szopki bożonarodzeniowe a także wizerunki Liczyrzepy czy postaci w tradycyjnych śląskich strojach ludowych pokaza...

Popularne posty