Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania błogosławieństwo, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania błogosławieństwo, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Rozważania o biblijnych źródłach słowa „błogosławieństwo"

Powtarzając „od zawsze” słowa modlitwy „Zdrowaś Mario” nie zastanawiamy się już na ogół nad ich sensem. Aby tego sensu dociec, pragnę pochylić się nad kluczowym słowem zdania, które jest cytatem z Ewangelii Św.  Łukasza, a mianowicie nad „Jesteś błogosławiona”. Cóż to bowiem znaczy „być błogosławionym”?


Łukasz Cranach, Madonna pod Jodłami
To piękne słowo kojarzy się najpierw z macierzyństwem („być w błogosławionym stanie”). Jednak biblijne konteksty pozwalają nam ujrzeć je w całym jego bogactwie i pięknie. Przyznaję, że najsilniejszym impulsem, który skłonił mnie do podjęcia tego tematu, była potrzeba głębszego spojrzenia, a także sama sposobność obcowania ze słowem. Błogosławieństwem jest już bowiem samo obcowanie z „błogosławieństwem”….


Znaczenie słowa „błogosławieństwo” i pokrewnych


      W języku hebrajskim istnieje jeden rdzeń słowotwórczy, który służy określeniu wszystkich form tego słowa: brk.
Błogosławieństwo, będąc równocześnie darem komuś ofiarowanym, czynnością ofiarowania i określeniem daru – jest w hebrajszczyźnie przedstawione za pomocą rzeczownika „beraka” (אֱלֹהִים וְכִי), czasownika „barek” i przymiotnika  „baruk”.
I tak rzeczownik „beraka” (אֱלֹהִים וְכִי) oznacza „prezent”, ale wyraża też ideę spotkania z drugim człowiekiem.
       Gdy powracający i skruszony Jakub składa dary swemu starszemu bratu Ezawowi, to są one znakiem woli pojednania i tak też zostają przyjęte: „Przyjmij więc dar mój, który dla ciebie przeznaczyłem; Bóg obdarzył mnie sowicie: mam wszystko!» (Rdz 33, 11). W oryginale zaś czytamy: „Bóg mnie obdarzył, gdyż tobie przekazałem moje błogosławieństwo”
Tym, kto błogosławi, jest najczęściej Bóg:
Rdz 24, 34-36 «Jestem sługą Abrahama. Pan w szczególny sposób błogosławił memu panu, toteż stał się on zamożny: dał mu owce, woły, srebro, złoto, niewolników, niewolnice, wielbłądy i osły. Żona zaś pana mego, Sara, urodziła panu memu w podeszłym swym wieku syna.
       Ale i człowiek odważa się błogosławić Boga, a takie błogosławieństwo jest w swej istocie dziękczynieniem:
Ps 16,7 Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
    bo nawet nocami upomina mnie serce.
Ps 100, 4 Wstępujcie w Jego bramy wśród dziękczynienia,
    wśród hymnów w Jego przedsionki;
    chwalcie Go i błogosławcie Jego imię!
Ps 103, 1-2 Błogosław (בָּרְכִי), duszo moja, Pana,
    i całe moje wnętrze - święte imię Jego!
   Błogosław, duszo moja, Pana,
    i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach!

         Jest także błogosławieństwo odpowiedzią człowieka na objawienie Boga:
Rdz 24, 27 „«Niech będzie błogosławiony (בָּרוּךְ) Pan, Bóg mego pana Abrahama, który nie omieszkał okazać łaskawości swej i wierność memu panu, ponieważ prowadził mnie w drodze do domu krewnych mojego pana!»
W  przypadku człowieka bowiem „błogosławić Boga” nie oznacza  dawać Mu cokolwiek ze swego bogactwa, ale świadczy o tym, że człowiek dał się unieść porywowi objawienia, co publicznie głosi światu. Jest to zatem rodzaj wyznania wiary.
     Błogosławi  także człowiek drugiego człowieka (np. ojciec syna, jak to było w przypadku Izaaka i Jakuba – Rdz 27, 26-29).
     Jednak najmocniejszą formą tego słowa – taką, która wyraża ideę błogosławieństwa, jest imiesłów baruk (בָּרוּךְ). To błogosławieństwo Boże czyni obdarzoną nim osobę źródłem promieniowania. Osoba błogosławiona promieniuje bowiem niewyczerpaną Bożą dobrocią. Taką była Jael, Judyta, a przede wszystkim Maryja.  Błogosławieni przez Boga stają się Jego objawieniem.


Słów parę o błogosławieństwie w perspektywie historycznej


      Błogosławieństwo pojawi się już na początku Księgi Rodzaju, kiedy to Bóg błogosławi pierwszym ludziom:
„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,  na obraz Boży go stworzył:
 stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi».( Rdz 1, 27-28)
W błogosławieństwie tym wyraża Bóg swoją miłość i troskę o człowieka. Otacza swoim słowem człowieka niczym bezpiecznym kokonem. Dodajmy też, że błogosławieństwo to nigdy nie zostaje człowiekowi odebrane, choć przekracza on Boski zakaz. Przeklęty zostaje tylko wąż.
        Ponownie błogosławi Bóg ludzi po potopie, mówiąc do Noego i jego synów:
Rdz 9, 1-3  «Bądźcie płodni i mnóżcie się, abyście zaludnili ziemię. Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko.
Wtedy też zawiera Bóg z człowiekiem przymierze. Dzieje tego przymierza odnajdziemy następnie w historii Abrahama i całego Izraela – narodu wybranego, by przezeń błogosławieństwo otrzymały ludy na całej ziemi:
Rdz 12,3 Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą,  a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył.  Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi». 
W tym błogosławieństwie zawiera się już obietnica zbawienia, która się spełni w Jezusie Chrystusie, Synu Maryi.
 
 

Błogosławieństwo w Jezusie Chrystusie, czyli Nowy Testament


       Cały Nowy Testament  jest błogosławieństwem doskonałym, otrzymanym od Boga i do Niego odesłanym. A jednak w  Ewangeliach jest tylko jedno błogosławieństwo odnoszące się do Jezusa: „Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!”(Mt 21, 9). Jest okrzyk, który wznosi tłum witający Jezusa przy wjeździe do Jerozolimy. Nikt nie stanowi tak doskonałego obrazu istoty błogosławionej jak Syn Człowieczy. Jego błogosławieństwa mają też szczególną moc: błogosławiąc rozmnaża chleb i ryby, karmiąc nimi tłumy. Jego błogosławieństwo chleba i wina ustanawia Eucharystię. Błogosławieństwa wypowiadane przez Jezusa są kluczem do zrozumienia Jego całego orędzia (Mt 5, 3-12; Łk 6, 2-23).
W Nim błogosławieństwo znajduje doskonale wypełnienie: najwspanialszy dar Ojca i zarazem najcenniejszy dar Syna, „który swoje życie dał, abyśmy mieli życie wieczne”. Jest to zarazem pełnia naszej wdzięczności, złączonej z Jego dziękczynieniem. Jest to dar płodności, tajemnica życia i jedności.
„Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, - pisze w Liście do Efezjan św. Paweł - On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. (Ef 1,3).
Ostatnim czynem Jezusa jest błogosławieństwo pozostawione Kościołowi:
„Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba”. (Łk 24, 50)
   Błogosławieństwo Boga w pełnym znaczeniu to Duch Święty Boga. Główne tematy występujące w błogosławieństwach: odradzająca woda, narodziny, życie, płodność, pełnia, pokój, radość, wspólnota serc – to również dary Ducha Św.

Błogosławieństwo w Ewangelii św. Łukasza, scena Nawiedzenia


Nawiedzenie św. Elżbiety Rogiera van der Weydena, ok. 1435-40 Lipsk, Museum der bildenden Künste

       Słowo „błogosławiony” powtarza się u Łukasza 11 razy. W samej tylko perykopie o Nawiedzeniu powtarza się ono trzykrotnie: „Błogosławiona jesteś między niewiastami”, „błogosławiony jest owoc  Twego łona”, „błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła”, przy czym w greckim oryginale odnajdziemy tu inne słowo: και μακαρια – „i szczęśliwa”.
      Pozdrowienie skierowane do Elżbiety sprawiło, że poruszyło się dziecko w jej łonie, co jest oznaką radości, którą wywołuje spotkanie z przyszłym Zbawicielem. Napełnienie Elżbiety Duchem Świętym sprawia, że Elżbieta zaczyna prorokować. Interpretuje mianowicie znak dany w jej łonie jako wskazujący na Chrystusa. „Ze względu na Niego Maryja pełna łaski (gr. κεχαριτωμενη- kecharitomenē) – pisze Langkammer - otrzymuje obecnie tytuł „wielce błogosławiona” (gr. ευλογημενη –eulogēmenē).  Tytuł ten otrzymuje także dziecko, przysługuje on bowiem w NT tylko Bogu. Tytuł ten oznacza zatem, że nie ma wśród niewiast drugiej takiej, która poczęła Syna Bożego”.
„A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” – to pytanie, które zawiera również proroctwo: Tytuł „Kyrios” na równi z tytułem „Syn Boży” jest najważniejszym określeniem godnościowym.
        Z powyższych rozważań wynika, że zanim przejdziemy długi proces uważnego przyglądania się słowom: „błogosławić”/”błogosławiony”  i ich pochodnym, nie mamy na ogół świadomości, jakie bogactwo się w nich zawiera. Począwszy od sceny w Ks. Rodzaju, kiedy  Bóg błogosławi pierwszym ludziom, a skończywszy na scenie Nawiedzenia, kiedy to rajskie błogosławieństwo spełnia się w całej swej doskonałości… Pomiędzy nimi zaś - rozliczne odcienie i barwy: dziękczynienie, dar, szczęście…
   Zawsze jest to rodzaj miłosnego wyznania, które Bóg czyni człowiekowi, na które ten - na swą ludzką miarę - odpowiada, a co znajduje kulminację w Osobie Najświętszej Maryi Panny -  „wielce błogosławionej.”

Powyższa praca powstała podczas studiów biblijnych na Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, w 2007 roku.

piątek, 4 kwietnia 2025

16. Leo Festiwal: Muzyka i natura /zapowiedź, program/

 W dniach 23 maja do1 czerwca 2025 roku odbędzie się w Narodowym Forum Muzyki 16. edycja Leo Festiwal, w tym roku pod hasłem "Muzyka i natura".


"Już Arystoteles twierdził, że to, co ukształtowała przyroda, uzupełniają i odzwierciedlają sztuki stworzone przez człowieka i niewątpliwie do dziś odgłosy natury są jednymi z ważniejszych źródeł inspiracji dla kompozytorów i muzyków - twierdzi Christian Danowicz – dyrektor artystyczny Leo Festiwalu.

Żywioły mają własne dźwięki, a zwierzęta wydają wyraźne odgłosy o określonej wysokości, które można imitować za pomocą instrumentów lub głosu. Te bogactwa barw natury skłoniły włoskiego duchownego, Antonia Vivaldiego, do skomponowania w 1723 roku hitu wszechczasów, Le quattro stagioni. Utwór ten zabrzmi w wykonaniu NFM Orkiestry Leopoldinum oraz jednego z najoryginalniejszych i najodważniejszych polskich zespołów – Bastarda Trio. Dzieło weneckiego mistrza będzie przeplatane nieprzewidywalnymi fragmentami improwizowanymi, które wykonają nasi goście.

Dzieje cywilizacji to historia coraz głębszego oddzielenia człowieka od natury. Dostrzegamy dziś, że proces, który przez wieki uważaliśmy za błogosławieństwo, jest również przyczyną naszego wyobcowania. Osobiście uważam, że z przyrodą w sposób instynktowny wciąż łączy nas muzyka; w największym stopniu zaś muzyka społeczności żyjących blisko niej, a więc twórczość ludowa. Ta zainspirowała artystów, takich jak Johannes Brahms, Béla Bartók i Piotr Czajkowski, do skomponowania kameralnych arcydzieł, które zabrzmią w pięknych przestrzeniach Zamku Topacz. Wydarzenie to zwieńczy VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” Ludwiga van Beethovena w wersji smyczkowej z efektami elektronicznymi.

Z okazji Dnia Dziecka postanowiłem 1 czerwca przedstawić sylwetkę najsłynniejszego cudownego dziecka w historii muzyki: Wolfganga Amadeusza Mozarta, który niewiarygodnie wcześnie opanował język muzyczny, tak jakby się już z nim urodził. Publiczność usłyszy zdumiewające, dowcipne fragmenty z korespondencji do ojca i siostry oraz Kinder-Symphonie C-dur znaną jako Symfonia zabawek, a skomponowaną prawdopodobnie przez ojca Wolfganga, Leopolda Mozarta, z udziałem naszych najmłodszych artystów z wrocławskich szkół muzycznych. Będzie zabawa!"

Program

25 maja, godz. 15.00, Zamek Topacz, wstęp wolny
Instynkty


Program:
S. Prokofiew Uwertura na tematy żydowskie op. 34
J. Brahms / A. Schönberg I Kwartet fortepianowy g-moll op. 25 (oprac. na orkiestrę): III. Andante con moto; IV. Rondo alla Zingarese: Presto
***
B. Bartók 44 Duety na dwoje skrzypiec Sz. 98 (wybór)
P. Czajkowski Sekstet smyczkowy d-moll op. 70 „Souvenir de Florence”

Wykonawcy:
Muzycy NFM Orkiestry Leopoldinum
Studenci akademii muzycznych w Polsce

Lokalizacja:
Zamek Topacz
Ślęza, ul. Główna 12

25 maja, godz. 19.00, Zamek Topacz

Przyroda i technologia


Program:
L. van Beethoven VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” (oprac. na smyczki i elektronikę tworzoną na żywo na podstawie oprac. M.G. Fischera)

Koncerty odbędą się na świeżym powietrzu, zachęcamy do zabrania koców, a w przerwie zapraszamy na degustację lokalnych produktów.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce, prowadzenie
Antoni Grzymała – elektronika tworzona na żywo
NFM Orkiestra Leopoldinum

Lokalizacja:
Zamek Topacz
Ślęza, ul. Główna 12

29 maja, godz. 19.00, NFM, Sala Główna ORLEN, estrada w odwróceniu

For Seasons

Program:
Opowieść o odwiecznym cyklu natury oparta na sonetach będących poetyckim programem do Czterech pór roku Antonia Vivaldiego, zilustrowana muzycznie fragmentami dzieła i utworami skomponowanymi przez Bastarda Trio.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce, prowadzenie
Bastarda Trio:
Paweł Szamburski – klarnet
Tomasz Pokrzywiński – wiolonczela
Michał Górczyński – klarnet kontrabasowy
NFM Orkiestra Leopoldinum

1 czerwca, godz. 16.00, Sala Główna ORLEN

Wolfgang Amadeus Mozart – urodzony muzyk

Kiedy dziewięcioletni Wolfgang Amadeus Mozart przebywał w Londynie, wzbudził zainteresowanie naukowców z Royal Society podejrzewających, że jego ojciec – Leopold Mozart – kłamie co do wieku swojego syna, chcąc wywołać sensację nadzwyczajnymi zdolnościami muzycznymi dziecka. Doszło nawet do tego, że jeden z uczonych poddał młodego artystę szeregowi testów przy klawiaturze klawesynu, by zweryfikować datę jego narodzin i rzeczywisty stopień rozwoju jego talentu. Próby musiały jednak zostać przerwane, gdy w pomieszczeniu pojawił się ulubiony kot Mozarta i przez dłuższy czas niemożliwe było ponowne zagnanie chłopca do instrumentu, co samo w sobie rozwiało dużą część wątpliwości gorliwego badacza. Pod wieloma względami młody kompozytor w niczym nie różnił się od swoich rówieśników.

Odbywający się w Dzień Dziecka finałowy koncert tegorocznego Leo Festiwalu poświęcony będzie dzieciństwu urodzonego w Salzburgu klasyka. Wydarzenie rozpocznie Symfonia dziecięca przypisywana kiedyś Josephowi Haydnowi, dziś zdecydowanie chętniej wspomnianemu już Leopoldowi Mozartowi. Powstanie utworu związane jest z alpejską miejscowością Berchtesgaden, położoną nieopodal Salzburga. W XVIII wieku słynęła ona z produkcji drewnianych zabawek, w tym miniaturowych instrumentów dla dzieci (z pewnością bawił się nimi i mały Amadeus). Z przeznaczeniem na nie komponowano też muzykę. Przykładem takiego dzieła jest właśnie trzyczęściowa Symfonia dziecięca. W jej obsadzie poza tradycyjnym składem smyczków znalazły się więc zabawkowa trąbka, terkotka, ptasie gwizdki, rurki, trójkąt, bębenek i dzwonki. Podczas koncertu zagrają na nich uczniowie wrocławskich szkół muzycznych.

Kolejna kompozycja, której wysłuchamy, została stworzona przez samego Wolfganga Amadeusa Mozarta. Choć pisząc swój III Koncert skrzypcowy, jego autor nie był już dzieckiem – miał bowiem dziewiętnaście lat – z pewnością ów utwór można nazwać młodzieńczym. W tym czasie Mozart piastował już jednak eksponowane stanowisko koncertmistrza w orkiestrze arcybiskupa Salzburga Hieronima Colloredo. Styl artysty w tym czasie nie był jeszcze w pełni ukształtowany, dzieło jednak jest wspaniałym przykładem estetyki klasycznej. Najważniejsze są tu nie wirtuozowskie popisy, lecz piękno zapisanych w partyturze melodii. Ponieważ jedna z nich pochodzić miała ze Straßburga, Amadeus w liście do ojca określił kompozycję mianem „Straßburg-Concert”. Inne listy klasyka pisane do Mozarta seniora, a także do siostry, podczas ostatniego festiwalowego wydarzenia zaprezentuje znany aktor Bartosz Gelner.

Program:
L. Mozart Kinder-Symphonie C-dur
W.A. Mozart III Koncert skrzypcowy G-dur KV 216
fragmenty listów W.A. Mozarta do ojca i do siostry

Wydarzenie przeznaczone dla osób powyżej szóstego roku życia.

Wykonawcy:
Christian Danowicz – skrzypce solo, dyrygent
Krzysztof Szczepaniak – recytacja
Uczniowie wrocławskich szkół muzycznych I i II stopnia
NFM Orkiestra Leopoldinum

informacja prasowa

Wywiad z Christianem Danowiczem - dyrektorem artystycznym Leo Festiwal - pod tym linkiem



sobota, 9 stycznia 2021

Nowe wirtualne spacery Zamku Królewskiego na Wawelu Sztuka Wschodu, Skarbiec i Bazylika

Wawel na wyciągnięcie ręki. Spotkanie ze sztuką jakiego jeszcze nie było. Doświadczenie historii bez wychodzenia z domu. Zamek Królewski na Wawelu zaprasza na nowe wirtualne spacery po królewskiej rezydencji. 

Wystawa "Sztuka Wschodu. Namioty tureckie", fot. Zamek Królewski na Wawelu

Wybierzemy się w podróż na Bliski Wschód zwiedzając wystawę „Sztuka Wschodu. Namioty tureckie”. Zajrzymy do Skarbca Koronnego, poznając bezcenne zbiory. Udamy się również do jednego z najbardziej wyjątkowych miejsc na Zamku – rezerwatu archeologiczno-architektonicznego tworzonego m.in. przez Bazylikę św. Gereona. Wirtualne spacery, które przygotował Zamek Królewski na Wawelu będą dostępne w języku polskim i angielskim. Premiera na stronie wawel.krakow.pl odbędzie się w następujących dniach: 9 i 10 stycznia (godz. 10), 11 stycznia (godz. 18).

Projekt wirtualnych spacerów jest kontynuacją działań Zamku Królewskiego na Wawelu realizowanych od początku 2020 roku, którym towarzyszy pragnienie dotarcia do szerokiej grupy odbiorców za pomocą nowoczesnych środków komunikacji. Prezentujemy nasze zbiory w atrakcyjny sposób, ale przede wszystkim chcemy budować silną więź ze zwiedzającym, budząc emocje i przybliżając sztukę przez doświadczenie – dziś w świecie wirtualnym, ale po ustaniu pandemii także w rzeczywistości – bezpośrednio na Zamku – mówi dr hab. Andrzej Betlej, prof. UJ, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu.

W PODRÓŻY NA WSCHÓD

Wawelskie zbiory sztuki wschodniej nie należą do historycznego wyposażenia królewskiej rezydencji, pokazują jednak, jak istotną rolę odegrały orientalia w kulturze dawnej Rzeczypospolitej. Sytuacja geopolityczna rozległego państwa polsko-litewskiego, graniczącego z terenami podbitymi przez wyznawców islamu, stwarzała liczne okazje do różnorodnych kontaktów ze Wschodem, zarówno pokojowych, jak i militarnych. Wpłynęły one w zasadniczy sposób na gust i upodobania artystyczne polskiego dworu i społeczeństwa szlacheckiego. Gdy po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w roku 1918 przystąpiono do urządzania w dawnej siedzibie polskich królów ekspozycji muzealnej, zabytki wschodniej proweniencji zajęły ważne miejsce w gromadzonych wówczas zbiorach. Jednym z najwcześniejszych darów dla tworzącego się muzeum był namiot turecki – pamiątka odsieczy wiedeńskiej roku 1683, ofiarowany w roku 1921 przez rodzinę Potockich z Olszy.

Wystawa "Sztuka Wschodu. Namioty tureckie"

Podczas wirtualnego zwiedzania przyjrzymy się z bliska tureckim namiotom, zgłębimy wiedzę o ceramice i wybranych militariach. Jedną z największych atrakcji będzie podziwiany przez szeroką publiczność namiot owalny, dwumasztowy - złożony z dwóch płotów i dwuspadowego dachu; wyróżnia się rzadko spotykanym błękitnym kolorem tła (większość tureckich namiotów sporządzano z czerwonej bawełny). Aplikowana dekoracja skupia się we wnętrzu. Ściany (płoty) zdobi rząd 24 arkad, jak w pałacowym krużganku, w którym ustawiono kwitnące drzewka w ogrodowych wazonach. W polach pod łukami mieszczą się kartusze z życzeniami pomyślności: Niech będzie szczęście; Niech będzie błogosławieństwo.


TAJEMNICE SKARBCA

W gotyckich pomieszczeniach skarbca, najpierw w piwnicy, a od XVI wieku – na parterze przechowywano insygnia, klejnoty koronne i inne cenne pamiątki i osobliwości. Tylko przy szczególnie uroczystych okazjach wyjmowano je na widok publiczny. Choć kolejni monarchowie gromadzili różne kosztowne przedmioty w swych zamkowych apartamentach, to jednak w Skarbcu Koronnym chroniono te najcenniejsze, stanowiące własność Korony, a później Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W skrzyniach i na stołach przechowywano tu oznaki królewskiej władzy: korony, berła, jabłka, miecz, księgę Ewangelii, na którą przysięgano w czasie koronacji, a także srebrną tacę służącą w tym obrzędzie.

Oprawa Ewangeliarza Anastazji, warsztat nadmozański lub Polska, ok. 1170,
fot. materiały Zamku Królewskiego na Wawelu

Podczas spaceru odsłonimy przed zwiedzającymi m.in. historię haftowanego srebrem i złotem płaszcza ofiarowanego w 1676 roku królowi Janowi III Sobieskiemu przez króla francuskiego Ludwika XIV (wykonanego z czarnego aksamitu z wyhaftowanym motywem ognistych języków), paradnej kolczugi z mosiężnych kółek, ozdobionej licznymi ornamentami z lapis lazuli (wykonanej zapewne w Siedmiogrodzie w pierwszej połowie wieku XVII. Według tradycji po królu Władysławie IV), maleńkiego serwisu ze złota i półprzezroczystego jadeitu, inkrustowany turkusami, składający się z czarki, paterki i łyżeczki (Stambuł, 2. połowa w. XVII), miecza koronacyjnego zwanego Szczerbcem, stanowiącego wybitne dzieło sztuki płatnerskiej (wykonany zapewne w 2. ćwierci wieku XIII).

REZERWAT ARCHEOLOGICZNY


Rezerwat archeologiczno-architektoniczny, Bazylika św. Gereona
fot. Dział Dokumentacji Wizualnej Zamku Królewskiego na Wawelu

Wśród wielu form ekspozycji muzealnych rezerwat archeologiczno- architektoniczny zajmuje miejsce wyjątkowe. Idea udostępniania reliktów architektury w formie świadomie zorganizowanej przestrzeni ma na wzgórzu wawelskim długą tradycję. Dzięki inicjatywie profesora Adolfa Szyszko - Bohusza, już w okresie międzywojennym zaaranżowane i udostępnione zostały dwie tego typu wystawy. Niedawno ponownie otwarty został dla zwiedzających rezerwat, który mieści się w przyziemiu zachodniego skrzydła pałacu królewskiego. Powstał on na początku lat 20-tych XX w. na podstawie badań i projektu Szyszko-Bohusza. Trzy pomieszczenia przyziemia skrzydła zachodniego zostały połączone by możliwa stała się prezentacja zachowanych reliktów wschodniej partii świątyni romańskiej oraz kaplicy gotyckiej. W celu uczytelnienia formy kościoła romańskiego, według hipotezy badacza, uzupełniono i nadbudowano w wielu miejscach oryginalne partie murów. W północnym ramieniu transeptu dokonano anastylozy kolumn. W okresie powojennym prowadzone były w obrębie rezerwatu prace konserwatorskie oraz weryfikacyjne badania archeologiczne. Obecna aranżacja uwzględnia najnowsze doniesienia badawcze. Tematem ekspozycji są dwie, następujące chronologicznie po sobie budowle sakralne romański kościół pod wezwaniem św. Gereona i gotycka kaplica św. Marii Egipcjanki.

informacja prasowa






niedziela, 1 kwietnia 2018

"Pory roku" Haydna: Pochwała Boga i natury /relacja z koncertu/

Życie człowieka wpisane w symbolikę pór roku, w znakomitej interpretacji solistów, Chóru NFM, Gabrieli Consort&Players i Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod Paulem McCreeshem.

Koncert Pory roku J. Haydna/NFM


Symbolika i ilustracyjność


Dzieło to – lepiej niż jakikolwiek pamiętnik osobisty – zaświadcza o wewnętrznych horyzontach myślowych Haydna. W dziele tym dziecięca naiwność, zmysłowa radość i łagodny humor łączą się z głęboką wiarą, szlachetnością wyrazu i hymniczną wrażliwością. Ta różnorodność duchowego krajobrazu może tłumaczyć silny oddźwięk, jaki dzieło to od swego prawykonania wywołuje w sercach słuchaczy – pisał biograf kompozytora Karl Geringer o jego ”Stworzeniu świata”. Wydaje się jednak, że słowa te w równym stopniu można odnieść do innej wielkiej kompozycji wokalnej – do ”Pór roku”.
Powstała z adaptacji tekstu angielskiego poematu Jamesa Thomsona pod tym samym tytułem. Autorem libretta jest – podobnie jak w ”Stworzeniu świata” – Gotfried van  Swieten. W dużej mierze dzięki niemu tekst nabrał cech inscenizacji o cechach symbolicznych, którą Haydn wypełnił wspaniałą, porywającą muzyką. Jest ona - w najlepszym tego słowa znaczeniu – ilustracyjna.

Początek – przejście od mroźnej zimy do wiosny - został oddany za pomocą groźnego unisona skrzypiec, a także złowieszczych dźwięków puzonów i kotłów. Gęste i ciężkie powietrze przed burzą w ”Wiośnie” oddaje cichy głos sopranu, niepokojące pizzicato smyczków i złowieszcze werble kotłów. Orkiestra prawie milknie, po czym – dla kontrastu – słyszymy gromką burzę, oddaną z całym realizmem. Groza żywiołu splata się tutaj z ludzką rozpaczą. Wspaniałe są także sceny polowania czy festyn po winobraniu w ”Jesieni”.


Życie człowieka wpisane w symbolikę pór roku


Paul McCreesh, Pory roku J. Haydna/NFM

Urodę muzyki instrumentalnej przewyższa – choć to pozornie niemożliwe – piękno ludzkich głosów: trojga bohaterów i chóru. Pod tym względem Haydn osiągnął mistrzostwo swego wielkiego poprzednika – Georga Friedricha Händla. W oratorium śpiewają trzy postacie: rolnik Szymon (bas), jego córka Hanna (sopran) oraz jej ukochany Łukasz (tenor). Uosabiają pracowitość, miłość i pobożność. U Haydna pojedyncze ludzkie głosy często splatają się z głosami chóru – pojedynczy człowiek jest zawsze zakorzeniony w zbiorowości, a wszyscy – w Naturze i w Bogu.  Już pierwszą część oratorium kończy modlitwa o błogosławieństwo dla pól, którą rozpoczyna ekstatyczne solo tenoru, następnie dołącza bas, sopran i wreszcie chór intonujący hymn do Stwórcy. Rodzi się wspaniała, majestatyczna fuga, przypominająca chóry z ”Mesjasza” Händla. Jest to chyba najpiękniejszy, najbardziej wzruszający moment oratorium. Jednakże właściwe przesłanie utworu usłyszymy w ostatniej, czwartej jego części – ”Zimie”. Autor wpisuje życie człowieka w symbolikę pór roku i wprowadza paralelę pomiędzy zimą a śmiercią. Nie jest to jednak wątek smutny czy przygnębiający, ponieważ kieruje myśl ku Bożemu miłosierdziu. Pytania między tercetem solistów a chórem dają nadzieję na radość zbawienia. Oto ”przez bramę waży się przejść człowiek, który się trudził, prowadził niezepsute życie, którego język pozbawiony jest przebiegłości”. Krótkie, choć dramatyczne Amen stanowi majestatyczne zakończenie dzieła.

Pory roku w mistrzowskim wykonaniu


Pory roku, Chór NFM, fot. Łukasz Rajchert

Wiele muzycznych (i nie tylko) wzruszeń dostarczył słuchaczom przepiękny koncert w Narodowym Forum Muzyki, który uwieńczył tegoroczny sezon. ”Pory roku” Haydna wykonali gościnnie Gabrieli Consort&Players, a towarzyszyła im WrocławskaOrkiestra Barokowa oraz Chór NFM (podobnie jak w ”Zuzannie” Händla – fantastyczny). W roli Hanny wystąpiła znakomita sopranistka Carolyn Sampson, partie Szymona wyśpiewał obdarzony mocnym barytonem Adrew Foster-Williams, zaś w postać Łukasza wcielił się wspaniały tenor Jeremy Ovenden. Całość poprowadził Paul McCreesh.  Angielskiemu dyrygentowi zawdzięczamy już niejedno znakomite wykonanie utworów uznanych kompozytorów, w m.in.  także Josepha Haydna. Takim było niewątpliwie ”Stworzenie świata” z wybitnym tenorem Markiem Padmorem.

Adrew Foster-Williams, Jeremy Ovenden, Carolyn Sampson/Łukasz Rajchert, NFM
Wyznam, że tylko na początku odczuwałam mały dyskomfort, kiedy - nawykła do niemieckiej wersji językowej dzieła w genialnej wersji Eliota Gardinera – musiałam  się ”przestroić” na wymowę angielską. Mocne, twarde „Ewiger, mächtiger, gütiger Got!” brzmi jednak inaczej niż miękkie ”Beautiful God”. Stało się to jednakże przyczynkiem do refleksji nad tym, jak brzmienie języka oddaje jego treść.
Kiedy ”Pory roku” Haydna trwają jeszcze w naszych sercach i umysłach, powoli sposobimy się na kolejne wspaniałe muzyczne odkrycia, których nam NFM nie tylko nie skąpi, ale do których zostaliśmy już właściwie przyzwyczajeni :-)

Koncert ”Haydn - Pory roku” odbył się 19 czerwca 2016 roku w Narodowym Forum Muzyki.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 24 czerwca 2016 roku.

czwartek, 22 maja 2025

16. Leo Festiwal - Muzyka i natura l 23.05-1.06.2025

W imieniu pani Olgi Humeńczuk, dyrektorki Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, a także pana Christiana Danowicza, dyrektora artystycznego, zapraszamy na 16. edycję Leo Festiwalu, która odbędzie się w dniach 23.05–1.06.2025 roku we Wrocławiu i Ślęzie.

Już Arystoteles twierdził, że to, co ukształtowała przyroda, uzupełniają i odzwierciedlają sztuki stworzone przez człowieka i niewątpliwie do dziś odgłosy natury są jednymi z ważniejszych źródeł inspiracji dla kompozytorów i muzyków.

Żywioły mają własne dźwięki, a zwierzęta wydają wyraźne odgłosy o określonej wysokości, które można imitować za pomocą instrumentów lub głosu. Te bogactwa barw natury skłoniły włoskiego duchownego, Antonia Vivaldiego, do skomponowania w 1723 roku hitu wszech czasów, Le quattro stagioni. Utwór ten zabrzmi w wykonaniu NFM Orkiestry Leopoldinum oraz jednego z najoryginalniejszych i najodważniejszych polskich zespołów – Bastarda Trio. Dzieło weneckiego mistrza będzie przeplatane nieprzewidywalnymi fragmentami improwizowanymi, które wykonają nasi goście.

Dzieje cywilizacji to historia coraz głębszego oddzielenia człowieka od natury. Dostrzegamy dziś, że proces, który przez wieki uważaliśmy za błogosławieństwo, jest również przyczyną naszego wyobcowania. Osobiście uważam, że z przyrodą w sposób instynktowny wciąż łączy nas muzyka; w największym stopniu zaś muzyka społeczności żyjących blisko niej, a więc twórczość ludowa. Ta zainspirowała artystów, takich jak Johannes Brahms, Béla Bartók i Piotr Czajkowski, do skomponowania kameralnych arcydzieł, które zabrzmią w pięknych przestrzeniach Zamku Topacz. Wydarzenie to zwieńczy VI Symfonia F-dur op. 68 „Pastoralna” Ludwiga van Beethovena w wersji smyczkowej z efektami elektronicznymi.

Z okazji Dnia Dziecka postanowiłem 1 czerwca przedstawić sylwetkę najsłynniejszego cudownego dziecka w historii muzyki: Wolfganga Amadeusza Mozarta, który niewiarygodnie wcześnie opanował język muzyczny, tak jakby się już z nim urodził. Publiczność usłyszy zdumiewające, dowcipne fragmenty z korespondencji do ojca i siostry oraz Kinder-Symphonie C-dur znaną jako Symfonia zabawek, a skomponowaną prawdopodobnie przez ojca Wolfganga, Leopolda Mozarta, z udziałem naszych najmłodszych artystów z wrocławskich szkół muzycznych. Będzie zabawa!

Zapraszamy!

Christian Danowicz

Dyrektor artystyczny Leo Festiwalu

Wywiad z Christianem Danowiczem - [pod tym linkiem

poniedziałek, 27 listopada 2017

Wojciech Jagielski: "Wszystkie wojny Lary" /recenzja książki/

Reportaż Wojciecha Jagielskiego wyróżnia się nie tylko wnikliwym spojrzeniem na historię pojedynczego ludzkiego losu, ale także na to, jaką rolę odgrywa on w historii całego świata - naszego świata.

Wojciech Jagielski, Wszystkie wojny Lary, Wyd. Znak


Najnowsza publikacja znanego reportażysty, autora m.in. książek o Afganistanie ("Modlitwa o deszcz") oraz  o Czeczenii ("Wieże z kamienia"), jakby wychodząc na przeciw aktualnym wydarzeniom, podejmuje tym razem opowieść o świętej wojnie. "Wszystkie wojny Lary" jest próbą zrozumienia, jakie są jej okoliczności i skutki. Jednocześnie jest to odbicie wielkiej historii w pojedynczym ludzkim losie. To opowieść kobiety, która utraciła dom i synów i teraz próbuje zrozumieć , dlaczego się tak stało. 

Przypowieść  o raju utraconym


Bohaterka tej opowieści, Lara, urodziła się i wzrastała w dolinie Pankisi, oddzielonej od reszty świata górami. Zamieszkiwali ją Kistowie - lud przybyły z Czeczenii. Kistami nazwali ich miejscowi, kachetyjscy Gruzini. Byli muzułmanami. Kiedy jednak Gruzini przyjęli chrześcijaństwo, czeczeńscy przybysze nie  widzieli w nich wrogów. Modlili się wprawdzie inaczej, ale zachowali dawne upodobania do wspólnych biesiad, potraw i wina. Według kaukaskiej legendy, pochodzili od wspólnego przodka - Targamosa, potomka Jafeta i Noego, który zbudował arkę i osiadł w niej na górze Ararat. Rzadko ruszali się z doliny, ponieważ drogi były trudne do przebycia, a potem, kiedy Kaukaz podbili Rosjanie,  tym bardziej byli izolowani.

Owa izolacja miała także dobre strony, ponieważ omijały ich wszystkie dziejowe burze, o których - na ich szczęście - tylko słyszeli. Kiedy jednak upadło imperium zła i kraje dawnego Związku Radzieckiego zaczęły ogłaszać niepodległość, Kistowie zaczęli również odkrywać świat, szczególnie zaś swoich przodków i z dumą skonstatowali, że Czeczeni, którzy mówią takim samym językiem jak oni i tak samo się modlą - są najpotężniejszym z ludów Kaukazu.

Tak zaczęła się kaukaska wędrówka ludów, ale także wojny, które wybuchały w różnych miejscach, aż w końcu dotarły do spokojnej dotąd doliny, która nagle wypełniła się tysiącami uchodźców. Zmieniło się wszystko. Nawet po ich odejściu już nic nie było takie samo...


Wszystkie poranki świata mijają bezpowrotnie


Historię swojej wsi, położonej w owej - do czasu - szczęśliwej dolinie, a także swój własny dramat opowiada reporterowi kobieta, której nadał imię Lara, nawiązując w ten sposób do bohaterki powieści "Doktor Żywago" Borisa Pasternaka, opisującej losy rosyjskiej inteligencji podczas i po rewolucji październikowej. Lara - jak jej powieściowy pierwowzór - jest postacią tragiczną, na skutek wojny traci bowiem najbliższych. 

Jednakże Wojciecha Jagielskiego - podobnie jak jego rozmówczynię - interesuje przede wszystkim, jakie były przyczyny, okoliczności i skutki tego jednostkowego dramatu, ponieważ dzięki temu można spróbować zrozumieć, co się stało ze światem wokół nas, dlaczego toczy się "święta wojna" i skąd taka fala nienawiści, która z Syrii rozlewa się po całym świecie. Stała się ponadto źródłem ogromnej fali uchodźców.

Aby uchronić synów przed skutkami wojny, Lara wywozi ich z Groznego do swojej spokojnej doliny. A tam nie tylko dopadają ich wspomniane już skutki wojny, ale także odradzająca się fanatyczna odmiana wiary muzułmańskiej. Pozbawieni ojca synowie, coraz częściej spędzają czas z meczecie i matka nie ma już na swoich dorastających synów żadnego wpływu. Zresztą, nie podejrzewa, podobnie jak później ojciec, że może to mieć takie zgubne skutki. 

Wyjazd chłopców do upragnionej Europy, w nadziei na lepsze życie, również kończy się rozczarowaniami. Żyją w enklawach i z czasem coraz bardziej czują się obywatelami gorszej kategorii. Zachód goniący za zyskiem, pozbawiony duchowych wartości, wyzwala jedynie uczucia rozczarowania i nienawiści. Na frustrację najlepszy okazuje się wyjazd na "świętą wojnę".

Lara w tym czasie opiekuje się starymi rodzicami, ale utrzymuje z synami kontakt najpierw na skype, a potem również osobisty. Próbuje też bezskutecznie powstrzymać starszego syna przed udziałem w wojnie - ale to na nic. Podejmuje nawet, szaloną poniekąd, próbę dotarcia do niego, do Syrii, łudząc się, że jej miłość i poświęcenie coś zmieni, a w każdym razie pragnąc jeszcze raz zobaczyć syna. Wszystko jednak okazuje się daremne - niczego odwrócić się nie da. Wszystkie wojny Lara przegrywa, mimo że zawsze była kochającą i ofiarną matką. Jednakże, jak większość matek, pozostaje ze swoją miłością bezbronna.

Zachód nigdy nie stanie po naszej stronie ani po stronie prawdy  -  tłumaczy jej syn. Ale niedługo skończy się ten czas zdrad i wyzysku prawowiernych. Dziś bijemy się o Aleppo, ale jutro zdobędziemy Damaszek, Bagdad i Jerozolimę, a potem z Bożą pomocą, onszallah, podbijemy Rzym. A wtedy spełnią się przepowiednie Proroka Mahometa, niech będzie z nim pokój i błogosławieństwo, pokonany zostanie Antychryst i dopełnią się dzieje świata.

Reportaż Wojciecha Jagielskiego wyróżnia się nie tylko wnikliwym spojrzeniem na historię ludzkiego losu, ale także  na to, jaką rolę odgrywa ona w historii całego świata - naszego świata...


Książka Wojciecha Jagielskiego "Wszystkie wojny Lary" ukazała się w Wydawnictwie Znak.

Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w 2015 roku


Wojciech Jagielski o książce "Wszystkie wojny Lary"

piątek, 4 października 2024

Maria Grabas - wspomnienie

4 października 2021 roku odeszła do Pana Maria Grabas - moja nauczycielka języka polskiego, mentorka, przyjaciółka... Z pewnością pozostała we wdzięcznych sercach wielu swoich wychowanków ze Szkoły Podstawowej nr 13 w Świdnicy, a także Liceum Pedagogicznego. Była nauczycielką z powołania, a przy tym Osobą nietuzinkową, świadomie unikającą banałów, autentyczną i piękną.



Maria Grabas była nie tylko moją polonistką w szkole podstawowej, ale także Osobą, która w sposób znaczący wpłynęła na moje życie. Imponowała mi swoją erudycją, była nietuzinkowa, pełna osobistego uroku. Po szkole podstawowej nadal utrzymywałam z Nią kontakt. Był to w moim życiu trudny czas: rodzice się burzliwie rozwodzili, a potem wstąpili w nowe związki i wyjechali ze Świdnicy, zostawiając mnie całkowicie pod opieką coraz bardziej bezradnych Dziadków. Maria była wówczas jedyną osobą, z którą mogłam porozmawiać o swoich problemach, ale spotykałam się z Nią przede wszystkim po to, aby Jej posłuchać. Mówiła piękną polszczyzną, kochała teatr (grała amatorsko i jeździła regularnie do Warszawy oglądać dobre spektakle), jednym słowem: była dla mnie uosobieniem innego, lepszego świata, do którego pragnęłam dążyć. I tak się stało! Dostałam się na polonistykę we Wrocławiu, pochłaniałam mnóstwo książek, pasjami chodziłam do teatru, a także (ten zwyczaj wyniosłam jeszcze ze Świdnicy) do dyskusyjnego klubu filmowego. W ogóle odmieniło się moje życie. 

Marię spotykałam w tym czasie rzadko. Zaczęła pracować w Liceum Pedagogicznym w Świdnicy, jak zwykle z pasją i wielkim zaangażowaniem. Jednakże w tym czasie w Jej życiu nastąpił dramatyczny zwrot, w rezultacie czego trafiła do szpitala psychiatrycznego w Bolesławcu. Odwiedzałam Ją tam, choć wiele mnie to kosztowało. Wtedy to był ośrodek zamknięty, a pacjentów traktowano bardzo przedmiotowo, a czasami wręcz ordynarnie. U Marii stwierdzono schizofrenie paranoidalną i leczono elektrowstrząsami i psychotropami... Długo nie chciała w swoją chorobę uwierzyć, ale z czasem pogodziła się z tym. Trafiła też (już z własnej woli) do ośrodka we Wrocławiu, który, na szczęście, wyglądał i funkcjonował nieco lepiej, a pacjenci byli traktowani po ludzku. 

Z czasem Maria nauczyła się żyć z tą chorobą, miała lepsze i gorsze okresy. W tych lepszych trafiła do Biblioteki Pedagogicznej w Świdnicy i przepracowała tam kilka lat. Potem znikła. Ja w międzyczasie wyszłam za mąż (Maria była obecna na moim ślubie), urodziły się dzieci... Po latach próbowałam Ją odnaleźć. W Jej dawnym mieszkaniu nic nie wiedziano, dopiero sąsiadka powiedziała mi, że przyjechał ktoś z rodziny i Marię zabrał. Napisałam więc do Kalnikowa, Jej rodzinnej miejscowości (byłam tam kiedyś i pamiętałam adres), a mój list przekazano Marii. Okazało się, że mieszka w nowo powstałym domu pomocy w Ustrzykach Dolnych. I tak zaczął się kolejny i zarazem ostatni etap naszej przyjaźni. Dużo do siebie pisałyśmy, wysyłałam Jej książki, zdjęcia, a nawet udało mi się zachęcić znajome (także Jej byłe uczennice), aby do Marii pisały. Jedna z nich słała te listy aż z Australii... Inna nawet Ją odwiedziła (niestety, nie udało mi się odnaleźć tych zdjęć).

Maria, co może się wydawać zaskakujące, prowadziła w Ustrzykach bardzo aktywne życie: haftowała, występowała w jasełkach, pomagała innym chorym. Wkrótce przed odejściem (panował covid i tego rodzaju zakłady były zamknięte) rozmawiałyśmy telefonicznie po długim okresie milczenia. Maria była pogodna i pogodzona z życiem, jakie wiodła. 

Minęły trzy lata od Jej odejścia... Jakoś nie umiałam zmobilizować się, aby napisać to wspomnienie, zapewne dlatego, że musiałam dotknąć pewnych bolesnych strun w Jej i moim życiu. Jednak dziś, kiedy modliłam się za Jej duszę podczas Mszy św. w Jej intencji, pomyślałam, że dłużej nie mogę zwlekać. Zdjęcia, wyimki z listów, piękne życzenia z okazji naszych rocznic - to wszystko mogę dołączyć później. I tak zapewne zrobię. Taką mam nadzieję...

Z pewnością Maria pozostała we wdzięcznych sercach wielu swoich wychowanków ze Szkoły Podstawowej nr 13 w Świdnicy, a także Liceum Pedagogicznego, choć nie zawsze dają temu wyraz. Była nauczycielką z powołania, a przy tym Osobą nietuzinkową, świadomie unikającą banału, autentyczną i piękną. 




WSPOMNIENIE KRYSTYNY PODBIELSKIEJ, DAWNEJ UCZENNICY:

Moje wspomnienie o Pani Marii

    Pani Maria zachowała się w mojej pamięci bardzo wyraźnie Moje pierwsze związane z Nią wspomnienia to wspomnienie dziecka, które zapamiętało  miłą i troskliwą Panią od języka polskiego w szkole podstawowej w Świdnicy.
Lubiłam jej lekcje. Pani Maria wszczepiała dzieciom miłość do ojczyzny przez uczenie poezji i literatury polskiej. Robiła to z taką pasją i zaangażowaniem, że my, dzieci, bardzo szybko zarażaliśmy się od Niej zamiłowaniem do wierszyków i książek.
Wspominam, jak nas prowadziła, całą klasę w parach, przez ulice miasta do kina lub do teatru. Przypuszczam, że nigdy nie byłabym w teatrze czy na filmie dla dzieci, gdyby nie ona, bo rodzice wówczas nie zajmowali się tym. To Pani Maria na lekcjach poruszała moją dziecięcą wyobraźnię i miało to wpływ na całe moje życie.
     Po wielu latach od skończenia podstawówki dowiedziałam się od koleżanki Basi (która prowadzi ten blog) o losach Pani Marii, o jej chorobie i o tym, że jako osoba o nieprzeciętnej duszy była w społeczeństwie niezrozumiana. Pamiętam, że wraz z Basią odwiedziłam ją w jej świdnickim skromnym mieszkaniu.
      Mój bliższy kontakt z Panią Marią stał się szczególnym, gdy po bardzo wielu latach dowiedziałam się o jej zamieszkaniu w Domu Pomocy Społecznej i zaczęłam z nią korespondować. Żyjąc bardzo daleko od kraju, doświadczałam wielu trudnych emigracyjnych przeżyć, więc każdy serdeczny list otrzymany drogą pocztową, napisany własnoręcznie, a nie wystukiwany na klawiaturze, był taki drogi, bezcenny... Czekałam niecierpliwie na każdy kolejny jej list. Opisywała swoje codzienne życie, refleksje i wynikające z podeszłego wieku dolegliwości zdrowotne - a było w jej listach coś niezwykłego, że razem z mężem czytaliśmy ze łzami w oczach. Tak jakby między wierszami czuliśmy jej błogosławieństwo, tego nam właśnie brakowało na obczyźnie.

    Pamiętam, że cieszyła się znaczkami pocztowymi na moich listach, gdyż mogła je przekazać jakiemuś nastoletniemu chłopcu, który po prostu zbierał znaczki pocztowe, starałam się więc przyklejać jakieś ciekawe australijskie znaczki na moje listy.
     Życie Pani Marii było uduchowione. W swoich listach często wspominała o uczestnictwie w nabożeństwach, cytowała fragmenty modlitw albo załączała obrazki sakralne.
W perspektywie mojej długoletniej korespondencji oceniam, że Pani Maria spokojnie w swojej pokornej duchowości odeszła na spotkanie z Bogiem.
Takich pięknych, głębokich, szlachetnych, pełnych miłości ludzi bardzo nam potrzeba. Pani Maria na zawsze zostanie w mojej pamięci.

 Krystyna

czwartek, 28 grudnia 2017

Pokłon Trzech Króli i Adoracja pasterzy w literaturze i sztuce

Temat Narodzin w ubogiej stajence łączy się często z tematem Adoracji Pasterzy oraz Trzech Króli, zwanych niekiedy magami. Pasterze pojawiają się już na wczesnochrześcijańskich przedstawieniach narodzin Chrystusa, np. na sarkofagach. Przyjrzyjmy się, jak różnorodnie bywa przedstawiany. 


Fra ANGELICO, Adoracja magów, 1423-24, Museo Diocesano, Cortona

W zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich znajduje się bogata kolekcja rękopisów, rysunków  i grafik  o tematyce  Staro- i Nowotestamentowej. Są to wspaniałe miedzioryty niderlandzkie oraz rysunki ze zbiorów Muzeum Książąt Lubomirskich, ponadto piękne stare rękopisy iluminowane oraz całkiem współczesne, jak notatki Romana Brandstaettera do „Kręgu biblijnego” i „Jezusa z Nazaretu” czy rękopis „Pokłonu Trzech Króli” Jana Parandowskiego. W Dziale Starych Druków z kolei znajdziemy wielką obfitość grafik, głównie miedziorytów i drzeworytów, którymi ilustrowano zarówno Biblie, jak też dzieła o ambicjach naukowych, np.  „Physica Sacra” Johanna Jacoba Scheuchzera.

Pokłon Trzech Króli i Adoracja Pasterzy
Temat Narodzin w ubogiej stajence łączy się często z Adoracją Pasterzy i Trzech Króli, zwanych niekiedy magami. Pasterze pojawiają się już na wczesnochrześcijańskich przedstawieniach narodzin Chrystusa, np. na sarkofagach. Występują jako pierwsi reprezentanci wszystkich ludzi, którzy mogą podziwiać i poświadczyć przyjście na świat Zbawiciela. Natomiast przedstawienie pokłonu pasterzy powstało pod wpływem pobożności franciszkańskiej (XIV w.).  Opowieść o mędrcach (magach) ze Wschodu pojawia się w Ewangelii św. Mateusza. Św. Augustyn widział w Trzech Mędrcach pierwszych pogan, którym objawił się Bóg. Jednocześnie przez odniesienie do przepowiedni starotestamentowych stają się oni królami. („I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu” – Iz 60,3). Pokłon Trzech Króli stanie się popularnym tematem w sztuce romańskiej i gotyckiej, rozwiniętym następnie w sztuce późnośredniowiecznej i w baroku (pod wpływem jasełek). Po ten temat sięgali najwybitniejsi malarze: Leonardo da Vinci, Sandro Botticelli, Pieter Breughel Starszy, Peter Paul Rubens…
Phisica sacra” J.J. Scheuchzera (Augsburg-Ulm 1731/35), ilustracje: Johann Andreas Pfeffel (der Ältere), 
Dział Starych Druków ZNiO

   Znajdujące się w Dziale Starych Druków oprawne w skórę piękne czterotomowe wydanie (1731/35)  „Physica Sacra”  Johanna Jacoba Scheuchzera,  zawiera wiele miedziorytów ze scenami Starego i Nowego Testamentu”, począwszy od Księgi Genesis, na Apokalipsie św. Jana kończąc, również sceny z życia i Pasji Jezusa Chrystusa. Autor – Johann Jacob Scheuchzer (1672-1733) – urodzony w Szwajcarii, syn fizyka, studiował matematykę w Niemczech, po czym wrócił do ojczyzny z tytułem profesora.  Jak wielu naukowców jego czasów, odczytał on biblijną historię Starego Testamentu jako autentyczną, literalną historię Ziemi. Dał temu wyraz właśnie w łacińsko-niemieckiej publikacji zatytułowanej „Physica Sacra”(1728). Autorem ilustracji jest Johann Andreas Pfeffel (der Ältere) (1674-1748).  Wszystkie wyobrażone przez niego sceny otacza rodzaj artystycznej  ramy, zawierającej nie tylko elementy dekoracyjne, ale również figuralne, korespondujące ze scenami w środku.  

Phisica sacra” J.J. Scheuchzera (Augsburg-Ulm 1731/35), ilustracje: Johann Andreas Pfeffel (der Ältere)
Pod każdym takim obrazem znajduje się zaznaczony fragment Pisma Świętego, do którego grafika nawiązuje. W scenie Narodzin  i Pokłonu Trzech Króli – podobnie jak w sztuce niderlandzkiej – widać całe bogactwo obyczajowego tła. Na pierwszym planie – w szopie – Maryja z Dzieciątkiem i św. Józefem. Chrystus jest źródłem światła, pozostali mają aureole.  Jezus w pozycji półsiedzącej (na kufrze podróżnym pokrytym sianem), czule wpatrzony w Matkę, wyciąga ku Niej rączki. Obok nich gotuje się w kociołku jakaś strawa. Na drugim planie – solidny mieszczański dom i postać człowieka niosącego drewno. Trzeci plan – w oddali grupa jeźdźców – to Trzej Królowie. Całość tworzy nie tylko rodzaj Świętej Historii, której poszczególne elementy zostają z sobą powiązane, jest to zarazem obraz niewyidealizowany, lecz w dużej mierze realistyczny – dzięki obyczajowym smaczkom i zastosowaniu kolorytu lokalnego. Autor pozostaje jednak wierny tekstowi biblijnemu, o czym świadczą m.in. wyobrażenia kadzidła, mirry i złota – darów królewskich na ramie obrazu.


Adoracja pasterzy, La Sainte Bible, Paryż 1789-1803, Dział Starych Druków ZNiO
Adoracja pasterzy, La Sainte Bible, Paryż 1789-1803, Dział Starych Druków ZNiO

Zupełnie różne od tego, wyidealizowane ujęcie tematu, odnajdziemy w innym starodruku – XVIII-wiecznej francuskiej Świętej Biblii (La Sainte Bible). Świętej Rodzinie przedstawionej na miedziorycie w nieco teatralnych pozach towarzyszą roje aniołków w chmurkach. Tytułowych pasterzy prawie nie widać, ot, czyjaś głowa z prawej strony, tuż za św. Józefem. Natomiast w scenie pokłonu Trzech Króli Maryja trzyma na kolanach Dzieciątko, które błogosławi przybyłych. W progu można dostrzec ciekawskie twarze sług zajmujących się wielbłądami.


Pokłon Trzech Króli.  Biblia wydana w Amsterdamie przez Jacoba Pietersza  Wachterta w 1643 r.,  z licznymi miedziorytami, mapami i planem Jerozolimy, Dział Starych Druków ZNiO

Bliższy XVII-wiecznym grafikom niderlandzkim jest  Pokłon Trzech Króli w tzw. Biblii Amsterdamskiej, wydanej przez Jacoba Pietersz. Wachtert  w 1643, z licznymi miedziorytami, mapami i planem Jerozolimy. Scena rozgrywa się na pierwszym planie, pośrodku obrazu. Nie ma stajenki. Maria z Dzieciątkiem siedzi przy ruinie starej budowli, która może symbolizować synagogę, a wokół Świętej Rodziny i królów z darami widać tłum ludzi ubranych w XVII-wieczne stroje z epoki. Możemy się domyślać, że sportretowani zostali prawdziwi mieszczanie, którzy w ten sposób uczestniczą w Świętej Historii.


"Icones. Biblicae Veteris et Novi Testamenti". Norymberga 1680, Dział Starych Druków ZNiO

Scenę adoracji pasterzy  można odnaleźć w wielu ujęciach. Jednym z nich jest grafika z "Icones. Biblicae Veteris et Novi Testamenti", wydanej w Norymberdze w 1680 roku, z rycinami (miedzioryt z akwafortą) znanego niemieckiego sztycharza Melchiora Kussela. W centrum sceny znajduje się Matka Boska z Dzieciątkiem, po lewej św. Józef wskazujący na Narodzonego, z obłoku zaś i w  cudownej poświacie widoczne są główki aniołków. Prawą stronę tej sceny wypełnia grupa pasterzy, którzy klęczą i nachylają się nad Zbawicielem. Wśród nich dominuje kobieca sylwetka z dzbanem na głowie i stojący przy niej starzec o lasce. Ich sylwetki dają olbrzymi cień na ścianie. Trudno właściwie o jednoznaczną interpretację tej sceny. Być może oznacza ona, że do szopy przybyli wszyscy: starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni. Dotarli tam jakby się zbiegli, z tym, co mieli. Obraz jest  nokturnem, stąd gra światła i cienia.


Nowy Testament to jest Święta Pana Jezusa Christusa Ewangelia" Kraków, drukował Stanisław Scharffenberger, 1568, Dział Starych Druków ZNiO

Adoracja Trzech Króli  w polskojęzycznym starodruku Nowy Testament to jest Święta Pana Jezusa Christusa Ewangelia", drukowanym w Krakowie  przez Stanisława Scharffenbergera w 1568 roku. Uproszczony drzeworyt  ukazuje Matkę z Dzieciątkiem w  architekturze symbolizującej Nowy Kościół. Trzej królowie ubrani w różne szaty, w tym czarnoskóry, oznaczają, że cały świat składa pokłon Dzieciątku, a gest błogosławieństwa oznacza błogosławieństwo całej ludzkości.


Breviarum cum callendario Gallico, Kodeks pergaminowy z XIV w. ,  pisany  w języku  łacińskim,
Dział Rękopisów, Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Przepiękna miniatura w brewiarzu z XIV w. przedstawia Matkę Bożą z błogosławiącym Dzieciątkiem siedzących na tronie. Trzej królowie ubrani w szaty czerwone, niebieskie i zielone. W bogatej ornamentyce – ptak (gołąb - symbolizuje Ducha Świętego )  i jeleń (w tradycji chrześcijańskiej był personifikacją Chrystusa, symbolizując zmartwychwstanie, czystość i dobroć).


Pokłon Trzech Króli, Mszał łaciński, kodeks pergaminowy z XIV w., Dział Rękopisów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich
Pokłon Trzech Króli z Mszału łacińskiego przedstawia wprawdzie Matkę Bożą z Jezusem w ubogiej stajence, ale zarówno jej wnętrze wyłożone królewską materią, jak również strój NMP – niebiański – wskazują na idealistyczny charakter przedstawienia. Kielich, który podaje Dzieciątku pierwszy Król, a które Ono przyjmuje, jest zarazem kielichem ofiarnym, który w Ogrodzie Oliwnym przyjmuje od Ojca Jezus Chrystus. Na drugim planie  widoczna góra może być Górą Oliwną. Postać Maryi i Jezusa przenika światło gwiazdy betlejemskiej.

Pokłon Trzech Króli stał się inspiracją również dla literatury. Przykładem może być  opowiadanie Jana Parandowskiego, którego autograf  znajduje się w Dziale Rękopisów.


Pokłon Trzech Króli, rękopis Jana Parandowskiego, 
fragment opowieści, 1943, Dział Rękopisów ZNiO

Już ta niewielka ilość przykładów dowodzi, jak inspirująco potrafi oddziaływać taki temat na różne dziedziny sztuki. A choć temat jest jeden i, wydawałoby się, pozornie prosty i jednoznaczny, to sztuka ujawnia bogactwo przesłania jego jawnych i ukrytych treści, za każdym razem wzbogacając nimi odbiorcę.

środa, 16 października 2024

Pielgrzymka do Bazyliki Świętej Jadwigi Śląskiej, czyli o marnowaniu czasu dla Pana Boga /relacja, D. A. Wawrzyny/

Pielgrzymkę do sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej odbyliśmy z Markiem pod przewodnictwem Orzecha w 2006 roku. 

Św. Jadwiga Śląska, miniatura, Kodeks Schlackenwertha, 1353


ziemi tyle mam,

Ile jej stopa ma pokrywa,

Dopokąd  idę!...

C.K. Norwid, Pielgrzym 


Stwierdzenie Norwida, że człowiek ma naturę pielgrzymią, jest uniwersalne. Samo słowo „pielgrzym”, oznaczające pątnika, wędrowca do miejsc kultu, to łacińskie pelegrinus – obcy. W istocie bowiem – obcy na ziemi - zmierzamy do innego świata, który nie przemija. 

Pielgrzymki odbywali ludzie w starożytności, np. do Delf w Grecji czy do Mekki w Arabii. Chrześcijanie już w IV w. pielgrzymowali do Ziemi Świętej – do Jerozolimy. Od wieków pielgrzymowano też do świętych, by upraszać różne łaski: do św. Franciszka i św. Klary z Asyżu, do św. Antoniego w Padwie czy do grobu apostoła Jakuba w Santiago de Compostella. Również w Polsce są takie miejsca, do których zmierzają pielgrzymi, jak choćby klasztor jasnogórski z ikoną Matki Bożej Częstochowskiej. Dla mieszkańców Dolnego Śląska takim szczególnym miejscem jest Bazylika św. Jadwigi Śląskiej. 

          Trzebnickie sanktuarium św. Jadwigi jest - obok sanktuarium św. Wojciecha w Gnieźnie i św. Stanisława w Krakowie - najstarszym miejscem pielgrzymkowym w Polsce. Klasztor i kościół pod wezwaniem NMP i św. Bartłomieja w Trzebnicy ufundował w 1202 r. "na własnym gruncie i na własny koszt" książę Henryk I Brodaty. Uczynił to na wyraźną prośbę swej małżonki Jadwigi z rodu Andechs (Bawaria), która odkąd przybyła na Śląsk, dostrzegała potrzebę takiego ośrodka, w którym ucząc się w szkole klasztornej dziewczęta mogłyby przygotować się do czekających je w życiu zadań, a zakonnice zajmowałyby się chorymi, sierotami i podróżującymi. Księżna Jadwiga często przybywała do Trzebnicy i osobiście angażowała się do pracy społeczno-charytatywnej. Wspierała biednych, troskliwie umiała zająć się matką oczekującą dziecka, nie zapominała o wdowach, sierotach i więźniach. Tam gdzie dostrzegała braki i konieczne potrzeby, przychodziła z pomocą, stosownie do słów Pisma świętego: "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7). 

Od czasu jej śmierci Trzebnica stała się bardzo uczęszczanym miejscem pielgrzymkowym. Nikt nie potrafi dziś policzyć tych, którzy w ciągu ponad siedmiu wieków pielgrzymowali do tego miasta. Bulla kanonizacyjna z 26 III 1267 r. była adresowana do polskiego Episkopatu z arcybiskupem gnieźnieńskim Januszem na czele, który polecił organizowanie uroczystych obchodów ku czci św. Jadwigi. Papież i biskupi, podobnie jak przy kanonizacji św. Stanisława (1253), udzielili pielgrzymom odwiedzającym Trzebnicę odpustów. Diecezja wrocławska, przodująca w oddawaniu czci św. Jadwidze, postanowiła na synodzie w 1344 r. wprowadzić u siebie święto św. Jadwigi (15 X) jako święto nakazane (de praecepto). Obchodzono je na Śląsku z oktawą do 1772 r. Kult św. Jadwigi rozszerzył się na całą środkową Europę. Na prośbę króla polskiego Jana III Sobieskiego papież bł. Innocenty XI rozszerzył 17 IX 1680 r. kult św. Jadwigi na cały Kościół. W tym samym roku ksieni opactwa trzebnickiego Krystyna z Wierzbna Pawłowska kazała wykonać - istniejący do dziś - monumentalny sarkofag św. Jadwigi z czarnego i różowego marmuru, jedyny znany w Polsce grobowiec tej wielkości wykonany dla uczczenia kobiety. 

Ślub Henryka I Brodatego z Jadwigą z Andechs, według ikonografii z XIV w.

Dla rozwoju kultu naszej patronki nie były bez znaczenia uroczyste obchody 700-lecia śmierci św. Jadwigi w 1943 r., kiedy to papież Pius XII podniósł kościół pocysterski w Trzebnicy do rangi bazyliki mniejszej. W r. 1966 - roku Tysiąclecia Chrześcijaństwa w Polsce - przybyły do Trzebnicy delegacje wszystkich polskich parafii pod wezwaniem św. Jadwigi, aby otrzymać relikwie swojej patronki. 

Z okazji 750-lecia śmierci św. Jadwigi metropolita wrocławski ogłosił "Jadwiżański Rok Jubileuszowy" trwający od października 1992 do października 1993 roku. Wydarzenia Roku Jubileuszowego zostały zebrane w "Księdze Jadwiżańskiej" wydanej w Wydawnictwie Uniwersytetu Wrocławskiego w 1995 r.

    W historii sanktuarium najbardziej radosnym odpustem okazał się dzień 16 X 1978 r., gdy Polak został wybrany papieżem. Św. Jadwiga, dotąd czczona jako patronka Śląska i Polski, patronka chrześcijańskich małżeństw i rodzin, patronka dzieł miłosierdzia, patronka pojednania i twórczej współpracy między narodami, patronka budowanych kościołów i obiektów sakralnych, stała się wtedy również patronką dnia wyboru papieża Jana Pawła II. Fakt ten został upamiętniony umieszczeniem w 1979 r. w bazylice trzebnickiej specjalnej tablicy. Papież nawiązał do tego wydarzenia w czasie swojej pierwszej wizyty do ojczystego kraju. Przemawiając na Jasnej Górze do pielgrzymów z metropolii wrocławskiej w dniu 5 VI 1979 r. powiedział: „[...] A teraz pozwólcie, że z Jasnej Góry przekażę szczególne wotum do sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy, koło Wrocławia. Tym wotum jest świeca paschalna, którą przywiozłem z Rzymu i kielich dla sanktuarium trzebnickiego.. Mam, jak wiecie dobrze, szczególne powody do przekazania tego wotum. Opatrzność Boża w swoich niewypowiedzianych zrządzeniach wybrała dzień 16 X 1978 r. jako dzień przełomowy w moim życiu. 

W dniu 16 października Kościół w Polsce czci św. Jadwigę Śląską. I dlatego też poczytuję za mój szczególny obowiązek złożyć dzisiaj na ręce Kościoła w Polsce, na ręce Metropolity Wrocławskiego, to wotum dla tej Świętej, która jest patronką sąsiadujących narodów, jest również patronką dnia wyboru pierwszego Polaka na Stolicę Piotrową. Proszę, abyście po powrocie do waszych stron zanieśli to papieskie wotum do sanktuarium w Trzebnicy, miejsca, które stało się nową Ojczyzną z wyboru św. Jadwigi, tak, jak moją nową ojczyzną z wyboru stał się Rzym. Niech też to moje wotum dopełni tej długiej historii ludzkich wydarzeń, nieraz bardzo trudnych, a zarazem dzieł Opatrzności Bożej, jakie wiążą się z tym miejscem, z tym sanktuarium w Trzebnicy - i całą Waszą Ziemią”.

Feliks Sypniewski, Św. Jadwiga godzi Konrada Mazowieckiego z Henrykiem Brodatym, 1873

Tegoroczna pielgrzymka do Bazyliki Świętej Jadwigi ruszyła  ok. 7.00 rano w dniu 14 października 2006 roku – po modlitwie i błogosławieństwie – spod Katedry wrocławskiej. Pielgrzymi, wśród których byli ludzie w różnym wieku – od starych po małe dzieci w wózkach – zostali podzieleni na 17 grup, z których dwunasta – Wawrzynowa – była w istocie grupą „mieszaną”, skojarzoną – jak inne – z miejscowościami podwrocławskimi (w tym przypadku z Lutynią). Pielgrzymce przewodniczył – już zwyczajowo – ks. Stanisław Orzechowski, czyli nasz Orzech.  W swojej konferencji  - jak zwykle bogatej w anegdoty i osobiste refleksje – przypomniał pielgrzymom, że idąc do św. Jadwigi w intencji rychłej beatyfikacji Ojca św. Jana Pawła II, powinniśmy rozważać przede wszystkim tę Jego główną cechę, jaką było całkowite zawierzenie Bogu – do końca. I jakie przyniosło owoce.

O obłudzie i fałszywej wierze

„Czy wierzę w boga, czy wierzę Bogu?! – pytał Orzech. I odpowiadał: „Ja sam w Boga wierzyłem, ale Bogu zacząłem wierzyć nie tak dawno. Co to znaczy? Mówię o panowaniu Pana Jezusa w swoim życiu. Uznaję Jego wpływ na moje życie. Liczę się z Jego przykazaniami. Nie udaję głupiego i nie mówię: Które to? A dzisiaj jest moda, że np. drugie – to może tak albo siódme, ale szóste to już, Panie Boże, raczej chyba byłeś zdenerwowany albo spałeś... Bo np. maszeruje teraz na pielgrzymce jejmość studentka, a już sobie zaplanowała mieszkanie z chłopem w akademiku, bez ślubu!

O roli rodziny w rozwoju wiary

„Ogromnie dużo zawdzięczam środowisku: matce, rodzinie. To bardzo szczęśliwa okoliczność, jeżeli ktoś z nas urodził się w rodzinie wierzącej. Jeżeli się u nas w domu rozmawiało o niewierzących, to się mówiło z  troską. My do Boga odnosiliśmy wszystko...”

O roli błogosławieństwa i o tym jak nietrzeźwy indyk kaczęta wysiadywał

„Na wiosnę mama robiła znak krzyża świętego, kiedy sadzała kurę albo kaczkę na gnieździe, żeby potem Stasiowi z piór pierzynkę zrobić, żeby miał ciepło w zimie.. A kiedyś kura wysiadywała 30 jaj i nie wysiedziała. Wtedy ja wykorzystałem swoją inteligencję: Wpadłem na pomysł, żeby indora przyzwyczaić do siedzenia na jajach. I wiecie, co zrobiłem? Upiłem go. Naprawdę!  Indor tak się spił, że było mu obojętne i wysiedział tych 15 kaczych jaj... To taka anegdota. Ale chciałem wam powiedzieć, że wszystko znakiem krzyża rozpoczynamy. Do dzisiaj to zachowałem I jeżeli chcecie wiedzieć, to tak się u nas wszystko mnoży w gospodarstwie, że jak pasę kozy, to nie mogę się doliczyć. Tak działa błogosławieństwo Boże. Tak się dzieje, kiedy człowiek wierzy Bogu!”

O „marnowaniu czasu” dla Pana Boga, czyli o modlitwie

„ Tracić” to znaczy ofiarować czas Panu Bogu. Ludzie mają skłonność bagatelizować to: „Opuściłem paciórek”... To znaczy zaniedbałeś rozmowę z Panem Bogiem! Wystawiłeś wiarę na próbę! Tymczasem Ten, który jest w tabernaculum, to   Miłość, która zawsze odpowiada. Nigdy nie odszedłem od tabernaculum bez odpowiedzi... 
To są różne myśli. Taką miałem intencję, żeby zachęcić do dbania o wiarę, do modlitwy.

O Świętej Jadwidze

To patronka rodzin. Sama urodziła sześcioro dzieci. Miała porządnego chłopa, brodatego, i wiedziała, co z nim zrobić!
Refleksjami na temat wiary dzielili się także z nami uczestnicy pielgrzymki. Najważniejsza jednak była modlitwa wspólnie odmawiana. Bo modlitwa człowieka niesie, kiedy jest mu ciężko, kiedy jest zmęczony i bolą go nogi...  Prowadzący grupę klerycy modlili się też z nami śpiewem, podobnie jak towarzysząca pielgrzymom grupa śpiewających studentów. Były też chwile ciszy, głębokiego skupienia, tak bardzo potrzebnego wyciszenia, aby Bóg mógł do nas przemówić.

Kiedy po powrocie do Wrocławia wysiadałam z autobusu, nogi już właściwie do mnie nie należały. Dopiero teraz zmęczenie doszło do głosu. Zmęczenie, ale i radość, że wytrwałam. A także pewność, że za rok pójdę znowu i zaśpiewam Świętej Jadwidze:

O, jasna Gwiazdo na śląskim niebie,
Święta Jadwigo z Trzebnicy.
Twe dzieci prośby swe ślą do Ciebie,
Świeć nam wśród burz nawałnicy.
Tyś wspomagała swój lud w niedoli,
Więc udziel, czego nam trzeba.
Błogosławieństwa uproś na roli,
By nie zabrakło nam chleba.
Osłoń nasz Kościół, broń świętej wiary,
Jak to czyniłaś na ziemi.
Na naród polski swe rozlej dary,
Łaskami wspieraj go swymi.

Tekst powstał w 2006 roku dla czasopisma "Wawrzyn", ukazującego się w Duszpasterstwie Akademickim "Wawrzyny".

Wrzesień w Muzeum Architektury: dla dorosłych, dzieci i ciekawych miasta

 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na spotkanie warsztatowe w ramach Akademii Architektury, warsztaty dla dorosłych: "Śląski de...

Popularne posty