Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Uroczy i lekki jak pianka film dwojga tak różnych artystów opowiada o ludziach, o zmieniającym się świecie, o próbach zatrzymania czasu na fotografii i w filmowym kadrze. Jednocześnie w sposób nieomal niezauważalny, oglądając go, snujemy refleksje o pamięci i przemijaniu, a także ... o nas samych. Piękne, bezpretensjonalne, kameralne, a jednocześnie wielkie kino.
Agnes Varda i JR, kadr z filmu "Twarze, plaże"
Pomysł na film przypomina "Dziennik z podróży" Piotra Stasika, którego bohaterem jest wybitny polski artysta fotografik, Tadeusz Rolke. We francuskim filmie wiekowa już, bo blisko 90-letnia, Varda wyrusza z 33-letnim artystą fotografii samochodem - ciemnią, by utrwalać w różnych miejscach Francji ludzkie oblicza. Fotografie ozdobią potem ściany, mury i inne mniej oczywiste miejsca, nadając im szczególne znaczenie. Przede wszystkim jednak to fotografowani ludzie nabierają nowego znaczenia, często ku ich zaskoczeniu, a nawet wzruszeniu.
Varda jest często pomysłodawczynią tego, kto i gdzie ma był fotografowany, bo - jak się okazuje - w większości są to miejsca znane jej z młodości. Sama jest nie tylko kultową reżyserką, której filmy mieliśmy okazję oglądać na retrospektywie 80-letniej wówczas artystki, podczas festiwalu Nowe Horyzonty w 2006 roku, Varda jest również fotografem. Jeden z jej pięknych poetyckich filmów, które wówczas zaprezentowano, nosił tytuł "Plaże Agnes" i to do niego nawiązują "Twarze, plaże".
Samotna kobieta na górniczym osiedlu ze swoją fotografią
Zanim jednak, dzięki obojgu artystom, ożyje opustoszałe osiedle i przywołani zostaną nieżyjący znajomi z przeszłości, odwiedzają oni umierające górnicze osiedle, które również już niebawem odejdzie w przeszłość. Filmują jedną z nielicznych mieszkanek - prostą kobietę, którą dotąd nikt się nie interesował i nie tylko wysłuchują jej historii, ale również robią jej ogromne zdjęcie, które następnie JR przyklei do muru jej domu. Kobieta ze wzruszenia nie może mówić, a kiedy artyści odjeżdżają, widzimy wiele fotografii nieżyjących już górników - niegdyś mieszkańców tego osiedla, na murach ich domostw. Są jak freski przedstawiające inny czas i inną cywilizację - piękna, poruszająca scena... Jest takich scen znacznie więcej, bo w istocie jest to film o pamięci i przemijaniu.
Znakomicie skomponowany kadr z oknem w środku
Właśnie dlatego, aby ocalić od zapomnienia, powstają zarówno owe fotografie, jak też sam film. Ale to nie wyczerpuje jego znaczeń. Dla mnie jest to także film o tworzeniu i o tym, że człowiek jest twórczy bez względu na wiek. Zderzenie młodości i starości jest w tym filmie źródłem humoru, ale także nawiązuje do relacji uczeń - mistrz. JR odnosi się do Vardy jak do partnerki, a czasami "zapomina", ile ona ma lat. Jest w filmie zabawna scena, kiedy fotograf wbiega krętymi schodkami na dość wysoką wieżę, podczas gdy Agnes Varda wspina się na nią z trudem i dochodzi do połowy jej wysokości. Po czym mówi żartem, że ten wysiłek jest równoważny tygodniowym ćwiczeniom. Podobnie żartuje, gdy JR pyta ją, czy nie bała się, gdy podczas wizyty u okulisty otrzymała zastrzyk w oko.
Zawsze sobie w takich sytuacjach wyobrażam scenę z przecinaniem oka w filmie "Pies andaluzyjski" Bunuela - odpowiada. W porównaniu z nią mój zastrzyk to pikuś.
W "Plażach, twarzach" subtelny humor towarzyszy nam nieustannie, począwszy od czołówki, w której snuje się opowieść w stylu komedii omyłek - o tym, w jaki sposób artyści się nie poznali :-) Pozornie szorstki i zawsze schowany za okularami JR jest jednak ostatecznie kimś bliskim, kto - choć pozornie odmienny, bo młodszy o trzy pokolenia - jest jednak inicjatorem owego wspólnego projektu, dzięki któremu Varda uczestniczy w kolejnej, być może swojej ostatniej twórczej przygodzie.
Agnes Varda
"Plaże, twarze" to nie tylko film o pamięci, jednakże w swojej podstawowej warstwie jest zapisem współczesnego życia i próbą refleksji nad nim. Widzimy, jak radykalnie się ono zmieniło. Duży zakład pracy w coraz mniejszym stopniu jest miejscem, gdzie wszyscy się znają i tworzą układ wzajemnych relacji. Fotograf utrwala obie zmiany pracujące w fabryce w geście wyciągniętych rąk. Zdjęcia te również znajdą się na murach zakładu, nadając im szlachetny, ludzki wymiar. A przy okazji okaże się, że jeden z fotografowanych pracowników jest w pracy po raz ostatni. Daje to pretekst do rozmowy o tym, czym zajmie się na emeryturze. "Najpierw się wyśpię" - próbuje żartować mężczyzna, ale wcale się nie uśmiecha. Najwyraźniej nie ma pomysłu na życie na emeryturze i bardziej jest przestraszony niż ucieszony swoją nieoczekiwaną wolnością. To problem wielu ludzi.
Fotografie na ścianie fabryki
Z kolei sfotografowana przez artystów kelnerka z ich ulubionej kawiarni przyciąga uwagę klientów, którzy robią sobie na tle jej powiększonego zdjęcia selfie. W rezultacie jej fotografie znajdą się powielone w Internecie w tysiącach egzemplarzy, co sprawi, że nagle nikomu nieznana skromna dziewczyna stanie się kimś rozpoznawalnym. Jej pryncypał ze zdumieniem kręci nad tym głową, a dzieci kelnerki są dumne z tego, że mama stała się sławna. O media, o tempora, chciałoby się wykrzyknąć.
Zdjęcie kelnerki
Uroczy i lekki jak pianka film dwojga tak różnych artystów opowiada o ludziach, o zmieniającym się świecie, o próbach zatrzymania czasu na fotografii i w filmowym kadrze. Jednocześnie w sposób nieomal niezauważalny, oglądając go, snujemy refleksje o pamięci i przemijaniu, a także ... o nas samych. Piękne, bezpretensjonalne, kameralne, a jednocześnie wielkie kino.
Do rozpoczęcia Millennium Docs Against Gravity 2024 pozostał jeszcze ponad miesiąc, ale dla osób, które nie mogą się już doczekać tegorocznego festiwalu, Dolnośląskie Centrum Filmowe we współpracy z Watching Closely przygotowało wyjątkową odsłonę spotkań Dyskusyjnego Klubu Filmowego pod hasłem „Porozmawiajmy o artystach”. W programie znalazły się najlepsze filmy z poprzednich edycji MDAG.
Wtorkowe spotkania Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Centrum” w DCF mają długą tradycję. W tym roku formuła cyklu została odświeżona za sprawą nowych prowadzących. O jakościowy repertuar, dawkę filmoznawczej wiedzy i zajmujące dyskusje po seansach dbają Maciej Stasierski, Mateusz Rot i Michał Hernes, czyli twórcy bloga filmowego Watching Closely.
Kwietniowy DKF „Centrum” upłynie pod hasłem „Porozmawiajmy o artystach”. Na ekran powrócą świetne filmy dokumentalne, które pokazywane były podczas poprzednich edycji Millennium Docs Against Gravity, a w roli głównej wystąpią m.in. Quentin Tarantino, P.J.MDAG Harvey, Miloš Forman czy Agnès Varda.
23 kwietnia, po pokazie filmu „Twarze, plaże”, z wrocławską publicznością spotka się Artur Liebhart, czyli twórca i dyrektor festiwalu Millennium Docs Against Gravity.
PROGRAM
2.04, 19:00 | TARANTINO: BĘKART KINA | reż. Tara Wood
Quentin Tarantino to jeden z najbardziej znanych, kontrowersyjnych i wpływowych reżyserów. Jest marką samą w sobie, a każdy jego film budzi zainteresowanie krytyków i widzów. W filmie Tary Wood poznajemy biografię i twórczość Tarantino, począwszy od jego pracy w wypożyczalni, poprzez wkroczenie do świata kina w roli scenarzysty, aż do zyskania miana jednego z najbardziej utalentowanych reżyserów.
9.04 | NA WIARĘ. „EGZORCYSTA” WILLIAMA FRIEDKINA | reż. Alexandre O. Philippe
Jak powstawała klasyka horroru? Opowiada o tym reżyser William Friedkin – twórca „Egzorcysty” (nominowanego do Oscara w 1974) i „Francuskiego łącznika” (nagrodzonego Oscarem w 1972). Proces powstania „Egzorcysty” jawi nam się jako tajemniczy i spirytualny. Lekcja o gatunku horroru jest ilustrowana licznymi fragmentami filmu.
„Amadeusz”, „Lot na kukułczym gniazdem” czy „Hair” sprawiły, że Miloša Formana pokochali widzowie na całym świecie. Zanim jednak wyjechał do USA, w rodzimej Czechosłowacji zrobił klasyki takie jak „Miłość blondynki” czy „Czarny Piotruś”. Archiwalne materiały nie ukazują jego życia w wyłącznie pozytywnym świetle. To wielowymiarowy, szczery portret nie tylko wielkiego artysty, ale przede wszystkim wyjątkowego człowieka.
Agnès Varda, przedstawicielka francuskiej Nowej Fali, laureatka honorowego Oscara® za całokształt twórczości oraz honorowego Cezara. Obok niej znany francuski fotograf, uliczny artysta, graficiarz ukrywający się pod inicjałami JR. Film „Twarze, plaże" jest dokumentacją wzajemnej przyjaźni dwojga bliskich sobie artystycznie i mentalnie osobowości, które dzielą co prawda pokolenia, ale łączą podobne poglądy i postawy wobec życia.
Gościem specjalnym pokazu będzie Artur Liebhart – twórca i dyrektor festiwalu Millennium Docs Against Gravity, dystrybutor filmów dokumentalnych.
30.04 | PJ HARVEY. A DOG CALLED MONEY | reż. Seamus Murphy
Dziecko z ciekawością przyciska twarz do okna samochodu, w którym siedzą artystka PJ Harvey oraz nagradzany fotoreporter i filmowiec Seamus Murphy. Znajdują się w Kabulu w Afganistanie, jednym z trzech miejsc, do których podróżują. Pozostałe to Kosowo i biedne dzielnice Waszyngtonu. Film to swobodny wizualny kolaż, który odkrywa potencjał twórczy PJ Harvey oraz sposób, w jaki pracuje i zdobywa inspirację.
Każde spotkanie w ramach DKF składa się ze wstępu przygotowanego przez Watching Closely, projekcji filmu oraz dyskusji. Bilety w cenie 16 zł dostępne są w kasach Dolnośląskiego Centrum Filmowego lub na www.dcf.wroclaw.pl.
20 maja 2018 r. zakończył się 15. Millennium Docs Against Gravity Film Festival. Dla wrocławian, w tym dla mnie, była to 7. odsłona festiwalu filmów dokumentalnych. Jak co roku, udało mi się obejrzeć kilka znakomitych obrazów - pięknych i poruszających.
Z roku na rok festiwal jest bogatszy o ilość filmów oraz o dodatkowe atrakcje w postaci spotkań z twórcami, warsztaty, projekcje z wykorzystaniem nowych technologii. Często filmy stają się także pretekstem do dyskusji, wymiany myśli - nie tylko w kuluarach, ale także w postaci debat. Specjalnym adresatem festiwalu były w tym roku dzieci, dla których przygotowano nie tylko specjalny repertuar, ale również warsztaty.
Nie udało mi się obejrzeć wszystkich filmów, które sobie zaplanowałam, ani też uczestniczyć w spotkaniach, na których miałam ochotę zostać, ale i tak zobaczyłam 16 filmów, co - zważywszy, że festiwal trwał 10 dni - nie jest liczbą małą. Jednak ważniejsze od cyfr są doznania, których doświadczyłam, refleksje, które się nasunęły, wymiana myśli z innymi widzami. Niektóre filmy tak mną wstrząsnęły, że nie mogłam już nic oglądać, bo trzeba było złapać oddech. Tak było m.in. w przypadku filmu pozornie skromnego: "Można kochać ziemniaki". Czasami opis filmu nie zapowiadał całego bogactwa znaczeń, a podczas projekcji pozorny banał zamieniał się w głębokie studium psychologiczno-socjologiczne, jak to było w przypadku "Współczesnego mężczyzny", o którym już pisałam. Niektóre filmy przerażały pesymistycznym oglądem świata, który zdaje się zmierzać donikąd ("Genesis 2.0"), inne poruszały problemami społecznymi ("Eldorado", "Rok nadziei"). Wszystkie niemal ukazywały niezmiernie ciekawe i skomplikowane ludzkie portrety, które głęboko poruszały. Takim filmem był bez wątpienia "Lubow - miłość po rosyjsku" czy portrety artystów, m.in. "Graces Jones" czy Charlie Siema, a już bodaj najbardziej - opowieść o Michale Waszyńskim ("Książę i dybuk"). Trzeba bowiem dodać, że w większości przypadków interesująca opowieść była zarazem znakomitym artystycznie kinem.
Moja relacja z festiwalu będzie, jak co roku, subiektywna, co w moim odczuciu jest raczej zaletą, nie wadą :-)
Opowiem o filmach, które zrobiły na mnie największe wrażenie, bo przy tej okazji będę miała możliwość choć trochę zrozumieć, dlaczego tak się stało.
"Można kochać ziemniaki": opowieść o rodzinnych traumach
Filmem, który ogromnie mnie poruszył, był dokument holenderskiej reżyserki Aliony van der Horst: "Można kochać ziemniaki". Podczas 9. odsłony festiwalu mieliśmy okazję zobaczyć inny jej interesujący film: "Wodne dzieci". Tym razem jest to obraz bardzo osobisty. Reżyserka, córka Rosjanki i Holendra, urodzona w Moskwie i znakomicie władająca rosyjskim, przyjeżdża na wieś, gdzie urodziła się jej matka, aby zrozumieć jej trudną, bolesną historię. Matka jest wówczas po wylewie i nie może już opowiedzieć o sobie, ponieważ utraciła zdolność mówienia. Nie jest to zresztą pierwsza wizyta w tym miejscu, o czym świadczy pewna zażyłość z kuzynostwem, a także nagranie wspomnienia babki, które udało się Alionie zarejestrować przed laty.
siostry pod jabłonią - jak z Czechowa, w środku matka reżyserki
Niektóre siostry matki już nie żyją, jedna w ogóle nie chce się spotkać z siostrzenicą, o czym mówi otwarcie w rozmowie telefonicznej. Wszystkie wyparły wspomnienia z przeszłości i nie chcą o niej mówić lub mówią komunały, chwaląc Stalina. Babka jako jedyna opowiada o straszliwym głodzie tuż po wojnie, o ciężkiej całodniowej pracy w kołchozie, którą musiała wykonywać, choć w tym czasie umierały jej dzieci. Wspomina także męża - alkoholika, który po powrocie z wojny pił notorycznie aż do śmierci.
fragm. animacji w filmie
Reżyserka cierpliwie namawia krewnych, aby opowiedzieli swoje historie, ogląda nieliczne zachowane zdjęcia, przedmioty (m.in. dziesiątki butów, które były w domu przechowywane z jakimś obsesyjnym uporem - po latach biedy, kiedy ich brakowało). Jak opowiedzieć historię rodziny, której opowiedzieć się nie da? Okazuje się, że to jest możliwe, jeśli się jest silnie zmotywowanym i konsekwentnym. Aliona jest właśnie taka. Ponadto wrażliwa, cierpliwa i empatyczna. A przy tym to uzdolniona artystka, która tka swoją opowieść z zachowanych strzępów wspomnień, z drobiazgów pozornie, a kiedy nie ma nic materialnego - wprowadza czarno-białe animacje Włocha Simone Massiego, przypominające poetyką filmy Lenicy. Pokazuje w nich swoją matkę jeszcze nienarodzoną, a już głodującą w łonie babki. Jej bezgłośny krzyk...
Znaczącą część tej historii "dopowiada" nieoczekiwania sama matka, kiedy to kuzynce Aliony udaje się odnaleźć jej listy do siostry. To właśnie ona wypowiada słowa, które stały się tytułem filmu: Można kochać ziemniaki, kiedy zaznało się straszliwego głodu. I oto ta, która uciekła przed ojcem, przed biedą i opresyjnym systemem aż do Holandii, na starość nieustannie wspomina swoją przeszłość: dzieciństwo, młodość... Okazuje się, że nie można od tego uciec - od swojej przeszłości. W listach odsłania się ze swoimi myślami, choć nigdy dotąd o tym nie mówiła i starała się trudne doświadczenia wyprzeć z pamięci. Zrozumienie przeszłości staje się dla Aliony kluczem do zrozumienia matki, a w konsekwencji - siebie samej.
Aliona z ciotką, kadr z filmu
Jest w tym filmie piękna scena, w której ojciec Aliony opiekuje się przykutą do łóżka matką. Głaszcze ją czule po głowie i mówi do córki:
Wiesz, że właśnie teraz, kiedy stała się ode mnie zależna, zakochałem się w niej po raz drugi? Bo wcześnie była taka chłodna i nie lubiła dotyku...
Pointa filmu jest znacząca. Dom, w którym urodziły się i dorastały siostry, dziedziczy jeden z kuzynów, który wraz z synem dobudowuje do niego nowy budynek. Wygląda to dość cudacznie, ale solidnie. Aliona chwali ich za ten wysiłek. Idzie nowe.
scena z butami
"Można kochać ziemniaki" jest filmem bolesnym - o tym, jak trudne może być życie w opresyjnym systemie, w owym "tu i teraz", którego sobie przecież nie wybieramy. A jednak w obrazach domu i jego otoczenia, a także na starej czarno-białej fotografii, na której siostry stoją w cieniu wielkiej jabłoni, tej grozy nie widać. Siostry bardziej przypominają postacie z "Wiśniowego sadu" Czechowa, aniżeli ofiary stalinowskich opresji czy rodzinnych traum. Jest w tym filmie wiele ciepła, a nawet poezji, które stanowią rodzaj przeciwwagi i pozwalają kontemplować niełatwe przecież ludzkie losy.
rodzinny dom matki Aliony
trailer filmu
"Książę i dybuk". Michała Waszyńskiego życie w filmie
Chociaż film Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego jest próbą zrekonstruowania biografii jednego z najbardziej znanych reżyserów dwudziestolecia międzywojennego, to jednak na tym nie wyczerpuje się ta ekscytująca opowieść.
To także film o roli kina, które nie tylko "jest snem", ale utrwala ludzkie twarze, historie, a nawet chwile ulotne. To również opowieść o tym, że od siebie uciec nie można.
Michał Waszyński, kadr z filmu :Książę i dybuk"
Konstrukcja filmu "Książę i dybuk" wywołuje skojarzenia z "Obywatelem Kane" Orsona Wellesa i nie sądzę, aby było to przypadkowe, ponieważ nie ma w tym dokumencie nic przypadkowego - to precyzyjnie skonstruowana opowieść o wieloznacznym przesłaniu. Rozpoczyna ją, jak we wspomnianym arcydziele Wellesa, fragment kroniki filmowej, z którego dowiadujemy się, że zmarł książę Michael Waszynsky i że został pochowany z honorami w rodzinnym grobowcu włoskich arystokratów. Od członków rodziny Dikeman zaczynają autorzy filmu swoje hm.., śledztwo. I podobnie jak w "Obywatelu Kane", niczego prawdziwego się o swoim bohaterze nie dowiadują. Bohater jest i pozostaje tajemnicą.
"Nawet człowiek nie wie nic o sobie - pisze Gustaw Herling-Grudziński w wydanym ostatnio "Dzienniku 1957-1958" - i wystarczy, że stanie przed lustrem, by zacząć mieć wątpliwości". Charakterystyczne, że Waszyński także prowadzi dziennik - to jego lustro.
Waszyński, ostatni po prawej, obok Orsona Wellesa, podczas kręcenia "Otella"
Rozmówców, którzy próbują nam coś powiedzieć o Waszyńskim, jest wielu. Włoscy arystokraci twierdzą, że był księciem, a wskazywały na to jego maniery i elegancja. Od operatora pracującego z Wellesem przy "Otellu" dowiadujemy się, że Waszyński współpracował przy tym filmie, ale co tam robił poza tym, że grał z nim w karty - nie pamięta. Jednym z ważniejszych narratorów jest prywatny kierowca, który wprowadza nas w klimat Rzymu lat 50., podobnie jak muzyka Nino Roty i obrazy ulic, ludzi, nocnych klubów.
"Nigdy nie mówiło się o przeszłości" - podkreśla. A przecież wiemy, że reżyser ją posiadał, i to bardzo bogatą!
Film jako "druga realność"
Zmiana realiów - cofamy się w czasie i widzimy Warszawę końca lat 20. ubiegłego wieku, kiedy to nieznany nikomu młody człowiek realizuje swój pierwszy film. Zachowały się archiwalne zapisy, do których dotarli twórcy filmu i oto widzimy naszego bohatera, który nieco piskliwym głosem deklaruje, że robi to, co kocha. Dodaje też może banalnie dziś brzmiące słowa o magii kina, o tym, że film to, jak się wyraża, to "druga realność".
Patrząc na życie Waszyńskiego w pewnej perspektywie odnosimy wrażenie, iż słowa te trafiają w sedno - jego życie to niekończący się film, w którym wszystko jest możliwe i wszystko jest fantazją, ekscytującą fantazją.
Mosze Waks, skromny chłopiec z małego miasteczka na Wschodzie, może zamienić się we wziętego reżysera, bon vivanta, w księcia, producenta filmowego, który za miliony (cudzych) dolarów buduje w Hiszpanii "drugi Rzym", aby sfilmować upadek Wiecznego Miasta, a potem znika bez śladu i konsekwencji...
"Dybuk" w reż M. Waszyńskiego
Po raz pierwszy ucieka z Kowla, bo czuje się odrzucony przez innego żydowskiego chłopca. Do tego wątku powraca obsesyjnie przez całe życie, zarówno w dzienniku, jak też w swoim słynnym filmie "Dybuk", a wreszcie w życiu - kiedy każe kierowcy wozić się po całym mieście w poszukiwaniu dybuka... Wyjeżdżając z Kowla porzuca jednocześnie swoją żydowską tożsamość, nie tylko z powodu chłopca. Jedyny syn Mosze Waksa (prócz niego miał pięć czy sześć córek) jest homoseksualistą, a to wystarczający powód, aby uciec.
Książę Waszyński?
Kiedy pojawi się w Warszawie jako początkujący reżyser, jest już Michałem Waszyńskim - Polakiem wyznania rzymsko-katolickiego. Po przybyciu do Włoch wraz z armią Andersa (w której pełni głównie rolę operatora filmowego), mianuje się księciem i to także nikogo to nie zdziwi. Był miłym w obejściu, wiarygodnie zachowującym się człowiekiem. Bohater jego pierwszego włoskiego filmu pokazuje człowieka znikąd, który urodził się "dziś", jak sam powiada, i jest nim poniekąd sam Waszyński. Nie przyznaje się do tego, że odnosił w Polsce sukcesy jako reżyser. Woli grać rolę księcia, ewentualnie producenta - to robi lepsze wrażenie. Po wojnie życie wielu zaczyna się od nowa, więc nie budzi podejrzeń. Imponują poza tym jego powiązania z rodami arystokratycznymi, co zawdzięcza swojej żonie, zmarłej krótko po ślubie, ale chyba przede wszystkim temu, że znakomicie odgrywa rolę księcia.
Aby dotrzeć do prawdy o swoim bohaterze, twórcy filmu: Elwira Niewiera i Piotr Rosołowski, zjechali właściwie cały świat. Dotarli także do Kowla oraz do Tel Avivu, gdzie żyją dalsi krewni Waszyńskiego, którym udało się ujść zagładzie. Na zdjęciu zrobionym w 1922 roku w Kowlu widzimy młodego mężczyznę w towarzystwie kobiety, ale nie udaje się ustalić, kim ona jest: matką?
kadr z filmu "Książę i dybuk"
Starzy mieszkańcy Kowla rozpoznają zapisane na odwrocie prawdziwe nazwisko reżysera: Waks - to już jest jakiś trop. Podobnie - krewni w Tel Avivie. W Kowlu nie zachował się nawet cmentarz, a w pięknym, odnowionym budynku dawnej synagogi mieści się magazyn... Jeden z nielicznych ocalonych opowiada, że Niemcy spędzili tam kilkaset osób, w tym rodzinę bohatera filmu, z których nieomal wszyscy umierali w straszliwych męczarniach. Zapisanym na ścianach głosom ("Tyle cierpienia! Nikt nie stawia oporu. Nasze głosy wzywają Boga") towarzyszą utrwalone na taśmie filmowej ludzkie twarze... To częsty zabieg w tym filmie: obrazom opustoszałych miasteczek i cmentarzy odpowiada zapis utrwalony na taśmie filmowej: bawiące się dzieci, tętniące życiem miasteczka, cmentarze, gdzie spoczywają przodkowie.
Film - fresk naszych czasów
Wielką wartością filmu "Książę i dybuk" jest także i to, że rekonstruując los głównego bohatera, ukazują zarazem tamten miniony bezpowrotnie świat - żydowskie sztetle, przedwojenną Warszawę... To pokazuje, że film jest nie tylko ucieczką od rzeczywistości, ale także jej odbiciem, sugestywnym zapisem, rodzajem współczesnego fresku z Pompejów naszych czasów.
Niezwykle poruszające był dla mnie obraz Warszawy z 1937 roku: poranek, służby porządkowe zmywają ulice, mleczarz rozwozi mleko w wielkich kadziach, gołębie podrywają się do lotu... Za chwilę ten świat przestanie istnieć...
Artyści pokazują jednocześnie, że także ów zapis bywa ulotny - taśma filmowa podlega destrukcji, stąd "rozmywające się" obrazy, utrwalone przypadkowe chwile: mały kotek w kieszeni płaszcza, Waszyński przechadzający się z papierosem brzegiem morza...
Dybuk
Zachowując chronologię wydarzeń, twórcy filmu inkrustują archiwalia nie tylko współczesnymi rozmowami o bohaterze, ale - od początku - wplatają weń sceny z "Dybuka" Waszyńskiego, traktując ten film jako rodzaj najbardziej osobistej wypowiedzi artystycznej reżysera. I choć twierdził on, kręcąc "Dybuka", że nie zna jidysz, swój intymny dziennik, będący zwięzłym komentarzem do wielu wydarzeń, pisze właśnie w tym języku.
"Dybuk" Waszyńskiego
Autorom filmu udało się stworzyć dzieło wybitne. Nie tylko opowiedzieli w sposób niebanalny historię tajemniczych losów Michała Waszyńskiego - samozwańczego księcia, hollywoodzkiego producenta, a zarazem jednego z najbardziej znanych i popularnych polskich reżyserów okresu dwudziestolecia międzywojennego. Próbowali dociec tajemnicy człowieka, który całe życie uciekał od swojej przeszłości i tożsamości w świat filmowych fantazji.
Michał Waszyński w swoim rzymskim mieszkaniu
Zachowując chronologię wydarzeń, twórcy filmu inkrustują archiwalia nie tylko współczesnymi rozmowami o bohaterze, ale - od początku - wplatają weń sceny z "Dybuka" Waszyńskiego, traktując ten film jako rodzaj najbardziej osobistej wypowiedzi artystycznej reżysera. I choć twierdził on, kręcąc "Dybuka", że nie zna jidysz, swój intymny dziennik, będący zwięzłym komentarzem do wielu wydarzeń, pisze właśnie w tym języku.
Jest to także film o roli kina, które nie tylko "jest snem", ale utrwala ludzkie twarze, historie, również chwile ulotne. To również opowieść o tym, że od siebie uciec nie można.
Uroda tego filmu, precyzja montażu, dobór archiwaliów i zawarte w nim głębokie przemyślenia na temat "życia w sztuce" pozwalają na określenie go mianem wybitnego. Równie wybitny, jak podziwiany w ubiegłym roku "Dawson City - czas zatrzymany" Billa Morrisona.
"Książę i dybuk", trailer
"Twarze, plaże": o pamięci i przemijaniu
Niejako na antypodach tamtych sytuuje się film pary francuskich artystów: Agnes Vardy i fotografa JR-a, zatytułowany "Twarze, plaże". Kino pogodne, a przy tym mądre i dające do myślenia.
Agnes Varda i JR, kadr z filmu "Twarze, plaże"
Pomysł na film przypomina "Dziennik z podróży" Piotra Stasika, którego bohaterem jest wybitny polski artysta fotografik, Tadeusz Rolke. We francuskim filmie wiekowa już, bo blisko 90-letnia, Varda wyrusza z 33-letnim artystą fotografii samochodem - ciemnią, by utrwalać w różnych miejscach Francji ludzkie oblicza. Fotografie ozdobią potem ściany, mury i inne mniej oczywiste miejsca, nadając im szczególne znaczenie. Przede wszystkim jednak to fotografowani ludzie nabierają nowego znaczenia, często ku ich zaskoczeniu, a nawet wzruszeniu. Varda jest często pomysłodawczynią tego, kto i gdzie ma był fotografowany, bo - jak się okazuje - w większości są to miejsca znane jej z młodości. Sama jest nie tylko kultową reżyserką, której filmy mieliśmy okazję oglądać na retrospektywie 80-letniej wówczas artystki, podczas festiwalu Nowe Horyzonty w 2006 roku, Varda jest również fotografem. Jeden z jej pięknych poetyckich filmów, które wówczas zaprezentowano, nosił tytuł "Plaże Agnes" i to do niego nawiązują "Twarze, plaże".
W swojej relacji z 15. Millennium Docs Against Film Festival przyjrzałam się głębiej kilku filmom, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Zarówno ich problematyka, jak i forma artystyczna pozwalają dostrzec istotne problemy współczesnego człowieka w sposób daleki od banału, operujący metaforą i symbolem. To piękne, wartościowe kino, dajże widzowi wiele satysfakcji i niezapomnianych przeżyć.
"Idę do kina" kontynuuje stały cotygodniowy cykl, zawierający przegląd nowości filmowych. Ich wybór jest całkowicie subiektywny, ale daje jakieś rozeznanie :-) Zobaczcie, co dla Was (i dla siebie) wybrałam w tym tygodniu.
Dziś rozpoczyna się festiwal filmów dokumentalnych Millenium Docs Against Gravity. Niektórych tytułów nie można pominąć, bo nie zobaczymy ich już najprawdopodobniej w kinie.
Wyjątkiem jest wchodzący właśnie na ekrany "Książę i dybuk" - fascynujący dokument o fascynującym polskim reżyserze Michale Waszyńskim, który stworzył wiele filmów w dwudziestoleciu międzywojennym, m.in. "Dodek na froncie", z Adolfem Dymszą, "Jego ekscelencja subiekt" z Eugeniuszem Bodo i oczywiście także "Dybuka", z żydowskimi aktorami. Pracował z elitą polskich aktorów. Aresztowany we Lwowie, został zesłany na Syberię, a następnie z armią Andersa przeszedł cały szlak bojowy. Kiedy znalazł się we Włoszech, poślubił wdowę po hrabim, Marię Dolores Tarantini, a po jej śmierci odziedziczył ogromny majątek. Miał niezwykłe szczęście w życiu. Poznał Orsona Wellesa, któremu asystował przy realizacji "Otella" i tak ponownie zaczęła się jego kariera, tym razem w Hollywood. Mało kto wie, że to on właśnie odkrył talent Sophii Loren i Audrey Hepburn. Lubił siebie kreować i "dorabiał" sobie różne fakty w biografii. Z pewnością był nietuzinkowy i film o nim wart jest obejrzenia.
trailer filmu "Książę i dybuk"
Chciałabym także zarekomendować film "Twarze, plaże" francuskiej reżyserki Agnès Varda. Kilka lat temu oglądałam retrospektywę jej filmów podczas festiwalu Nowe Horyzonty, którego była gościem. Zachwyciły mnie szczególnie "Plaże Agnès" - piękne kameralne kino dotykające bliskich, ludzkich spraw.
trailer filmu "Twarze, plaże"
Dobrych filmów będzie zresztą co niemiara. Warto jednak wspomnieć, że w tym roku po raz pierwszy będzie możliwość oglądania niektórych z nich w systemie VR (Virtual Reality). Dzięki temu będzie można zanurzyć się w oceanie wraz z "Człowiekiem delfinem", czyli Jacques Mayolem, jednym z największych nurków w historii, pierwowzorem bohatera "Wielkiego błękitu".
trailer filmu "Człowiek delfin"
Poza festiwalem, który w całości gorąco polecam, zwracam także uwagę na dwie premiery. Pierwszą: "Prawdziwą historię" Romana Polańskiego już recenzowałam. Nie jest to może film wybitny, ale i tak wart obejrzenia.
Drugim polecanym filmem jest "Katyń: ostatni świadek" w reżyserii Piotra Szkopiaka, z międzynarodową obsadą. Rolę brytyjskiego dziennikarza, który prowadzi śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej zagra Robert Więckiewicz. Film jest zainspirowany biografią naocznego świadka, Iwana Kriwoziercowa alias Michała Łobody (w tej roli Piotr Stramowski). Dziennikarz próbuje dojść przyczyny przedwczesnej śmierci mężczyzny w podejrzanych okolicznościach w Wielkiej Brytanii, w 1947 roku.
trailer filmu "Katyń: ostatni świadek"
Do zobaczenia w kinie :-)
Czytelników proszę o polubienie mojej strony na Facebooku :-)
Ponad 60 znakomitych propozycji kina dokumentalnego z całego świata, spotkania z twórcami, debaty, warsztaty, sekcje edukacyjne dla dzieci i seniorów oraz filmy wykorzystujące technologię VR – 11 maja w Dolnośląskim Centrum Filmowym startuje 15. edycja Millennium Docs Against Gravity, największego w Polsce festiwalu filmów non-fiction. Bilety w sprzedaży.
Przez dziesięć festiwalowych dni we Wrocławiu zobaczyć będzie można najgłośniejsze filmy z festiwali na całym świecie, laureatów prestiżowych nagród i ekscytujące debiuty. Publiczność przekona się, co fetysze mówią o współczesnej kulturze (w programie m.in. "Współczesny mężczyzna" i "W absolutnej ciszy"), pozna prawdziwych superbohaterów ("Święta Góra", "Człowiek delfin"), spotka ikony popkultury ("Grace Jones", "Westwood: Punkówa, Ikona, Aktywistka"), uda się też w podróż do byłych republik radzieckich ("Rosyjska robota", "Jądra Tarzana"). Festiwal otworzy pokaz "Filmu o niczym" – satyrycznej dokumentalnej przypowieści, w której głównym bohaterem jest tytułowe Nic. Gościem wieczoru będzie reżyser Boris Mitić, który po seansie opowie o kulisach powstawania dokumentu.
W programie warto także zwrócić uwagę m.in. na nominowane do Oscara "Twarze, plaże" legendarnej reżyserki Agnes Vardy i fotografa JR-a, stworzone z rozmachem "Wędrówki ludów" Ai Weiweia, nagrodzony na tegorocznym Berlinale "Walc Waldheima" w reżyserii Ruth Beckermann oraz "Genesis 2.0"Christiana Freia i Maxima Arbugaeva, czy też doceniony na festiwalu w Wenecji film "Książę i dybuk" Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego.
Zwiastun 15. Millennium Docs Against Gravity
Grand Prix Dolnego Śląska
Nieodłączną częścią wrocławskiej odsłony festiwalu jest także rywalizacja o Grand Prix Dolnego Śląska. O Nagrodę Marszałka Województwa Dolnośląskiego powalczy w tym roku trzynaście znakomitych tytułów, wśród nich m.in.: obalający mit o demokratyczności w sieci "Czyściciele internetu" w reżyserii Hansa Blocka i Moritza Riesewiecka, "Pokolenie pieniądza" Lauren Greenfield, "Call me Tony" Klaudiusza Chrostowskiego oraz "Stając się zwierzęciem", w którym Peter Mettler i Emma Davie pokazują ulotny stan, gdy ludzie i zwierzęta spotykają się w poczuciu jedności i braku agresji. Zdobywcę Grand Prix poznamy 18 maja na uroczystej gali, która połączona będzie z pokazem filmu "Grace Jones" w reżyserii Sophie Fiennes.
Debaty, spotkania i kino VR
Trwający do 20 maja Millennium Docs Against Gravity będzie też wspaniałą okazją, by porozmawiać z odwiedzającymi DCF dokumentalistami. We Wrocławiu spotkać będzie można m.in. Jana Geberta ("Gdy nadejdzie wojna"), Katarzynę Kozyrę ("Szukając Jezusa"), Petera Mettlera ("Stając się zwierzęciem”), a także Elwirę Niewierę i Piotra Rosołowskiego ("Książę i dybuk"). Dla dzieci zajęcia przeprowadzi Akademia Dokumentalna OKI DOKI – pokazom dokumentów dla najmłodszych towarzyszyć będą rozmowy i warsztat, z kolei dojrzali festiwalowicze będą mogli wziąć udział w Akademii Dokumentalnej dla Seniora, gdzie zobaczą "Twarze, plaże" i "Człowiek Delfin". Tegoroczna odsłona festiwalu to także prezentacje filmów VR, debaty z udziałem specjalistów, czytanie na żywo w ramach prologu Europejskiej Nocy Literatury oraz specjalny pokaz filmu "Ojczulek Joe i lew" podczas Nocy Muzeów.
Bilety (12 i 15 zł) dostępne są w kasach Dolnośląskiego Centrum Filmowego i na www.dcf.wroclaw.pl. Przy zakupie dziesięciu lub więcej biletów każdy z nich kosztuje tylko 10 złotych. Na spotkania i debaty wstęp jest wolny – pierwszeństwo mają widzowie posiadający bilet na dany seans. Na pokazy filmów VR oraz warsztaty dla dzieci i dorosłych obowiązują zapisy – liczba miejsc ograniczona. Więcej informacji i pełny program: www.docsag.pl i fb.com/DocsAGWroclaw.
Iluzjon, ukochane kino Warszawy już 21 maja zaprasza na klasyczny dreszczowiec Fritza Langa "M – morderca". W najbliższy weekend będzie można zobaczyć także "Słodkie życie" Federico Felliniego oraz zwycięzcę tegorocznych Oscarów – "Nomadland".
"M - morderca" w reż. Fritza Langa
Zaplanowany na piątkowy wieczór (godz. 20:30) seans M – morderca będzie wznowieniem przerwanego cyklu Retrodreszcze, w którym prezentowane się głośne horrory z lat 30 XX wieku, zrealizowane głównie w wytwórni Universal. To dzięki nim na stałe utrwaliły w kulturze masowej takie postacie jak Frankenstein, Dracula, czy Mumia. Każdy film z cyklu poprzedzony jest prelekcją filmografa FINA, Michała Pieńkowskiego. W maju pokazany zostanie także Znak wampira Toda Browninga z 1935 roku.
W maju Iluzjon zaprasza także na pokazy dwóch filmów Agnes Vardy, zmarłej dwa lata temu legendy kina – Twarze, plaże i Varda według Agnes. Agnès Varda. Varda była dokumentalistką, reżyserką filmową i fotografką oraz pierwszą kobietą-reżyserem Nowej Fali. Została wyróżniona Oscarem za całokształt twórczości, jest także najstarszą osobą nominowaną do tej nagrody.
Agnes Varda, kadr z filmu "Twarze, plaże"
Kino Iluzjon nie zapomina również o najważniejszych i najciekawszych nowościach. W repertuarze znalazł się Nomadland, zwycięzca tegorocznych Oscarów w kategorii najlepszy film, reżyseria (Chloé Zhao) oraz aktorka pierwszoplanowa (Frances McDormand).
Kadr z filmu "Nomadland" w reż. Chloé Zhao
Kino powróci także do innych cykli, które zostały przerwane w marcu. Fani talentu Christophera Plummera będą mogli ponownie cieszyć się retrospektywą filmów z jego udziałem. Warsawianistów i miłośników kina przedwojennego z pewnością zainteresują pokazy odbywające się w ramach cyklu Retrokino. Z widokiem na Warszawę, w którym można zobaczyć jak w latach 30. filmowcy portretowali stolicę. Wielbiciele wielkich aktorskich kreacji będą mogli podziwiać stworzone Marlene Dietrich, Liv Ullmann i Brigitte Bardot postaci w filmach pokazywanych w ramach Wonder woman – królowe kina.
Kadr z filmu Słodkie życie
W sobotę, 22 maja o godz. 19:00, widzowie skosztująSłodkiego życia Federico Fellinego, z niezapomnianą rolą Marcello Mastroianniego. Gorzkie w finałowym wydźwięku dzieło stawia fundamentalne pytania o sens istnienia, możliwość autentycznego porozumienia między ludźmi, szanse znalezienia trwałych i głębokich wartości określających istotę człowieczeństwa.
Ponad 60 filmów z całego świata, spotkania, debaty i warsztaty, a także sekcje edukacyjne dla dzieci i seniorów – poznaliśmy program wrocławskiej odsłony 15. Millennium Docs Against Gravity. Największy w Polsce festiwal filmów non-fiction odbędzie w dniach 11-20 maja w Dolnośląskim Centrum Filmowym. Bilety do sprzedaży trafią 30 kwietnia.
Pod hasłem „Oderwij się” przez dziesięć
dni wrocławska publiczność będzie miała szansę zobaczyć kilkadziesiąt
najlepszych produkcji non-fiction ostatnich lat – najgłośniejsze tytuły z
festiwali na całym świecie, zdobywców prestiżowych nagród i najbardziej
ekscytujące debiuty. Tegoroczną edycję otworzy satyryczny „Film o niczym”(“In Praise of Nothing”). To
wyreżyserowana przez Borisa Miticia seria krótkich ujęć nakręconych przez 62
operatorów (m.in. Vitalija Mansky’ego i Michaela Glawoggera), na których widać
lub czuć… tytułowe Nic.
Film o niczym
Najlepsze filmy z całego świata
Wśród niewątpliwych hitów festiwalu
wyróżnić należy nominowane do Oscara „Twarze, plaże” (“Faces,
places”) legendarnej reżyserki Agnes Vardy i fotografa JR-a, którzy stworzyli
niezwykły filmowy portret zanikających powoli francuskich peryferii i jego
mieszkańców. Premierowo pokazany zostanie „Książę i
dybuk” Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego – dokumentalna podróż śladami Michała
Waszyńskiego, jednego z najbardziej fascynujących polskich filmowców. Widzowie udadzą się w epicką wyprawę z chińskim artystą Ai Weiweiem, który w filmie „Wędrówki
ludów” (“Human Flow”) próbuje wyjaśnić oszałamiającą skalę kryzysu
uchodźczego, zobaczą także nagrodzony na
tegorocznym Berlinale „Walc Waldheima” (“Waldheim Waltz”) Ruth
Beckermann oraz „Genesis 2.0” Christiana Freia i Maxima Arbugaeva,
którzy opowiadając o łowcach mamucich kłów, badają nie tylko granice pomiędzy
nauką a mitem, lecz również skutki przejęcia przez człowieka kontroli nad ewolucją.
Instant Dreams
Podczas tegorocznej odsłony
Millennium Docs Against Gravity pokazane zostaną też m.in: „Błyskawiczne
marzenia” („Instant Dreams”) Willema Baptista (w którym autor stara się
uchwycić magię Polaroidów i pokazać ich znaczenie i rolę w popkulturze), kolejny
film ulubieńca publiczności Festiwalu Madsa Brüggera „Wielka europejska
zagadka papierosów” (“The Great European Cigarette Mystery”), ostatnią
część tzw. „trylogii zła” Barbeta Schroedera „Wielebny W.” (“The
Venerable W.”), a także projekt artystki wizualnej Katarzyny Kozyry „Szukając
Jezusa”.
Grand Prix Dolnego Śląska
Nieodłączną częścią festiwalu jest także
rywalizacja o Nagrodę Marszałka Województwa Dolnego Śląska w wysokości 3000
euro. W konkursie powalczy w tym roku trzynaście tytułów, wśród nich: „Jutro
albo pojutrze” (“Minding the Gap”) w reżyserii Bing Liu, „Czyściciele internetu”
(“The Cleaners”)
Hansa Blocka i Moritza Riesewiecka oraz „Stając się zwierzęciem” (“Becoming
Animal”) Emmy Davie i Petera Mettlera. O tym, kto w tym roku zwycięży, zadecyduje
4-osobowe Jury w składzie: Maciej Kurowicki – wokalista i autor tekstów,
Jarosław Perduta – dyrektor Instytucji Kultury „Odra-Film”, Magda
Piekarska – dziennikarka kulturalna oraz Arkadiusz Wojnarowski –
producent, dystrybutor filmowy i wykładowca. Decyzja Jury ogłoszona zostanie 18
maja podczas uroczystej gali połączonej z pokazem filmu „Grace Jones” (“Grace Jones – Bloodlight and Bami”) wreżyserii Sophie Fiennes.
Minding the Gap
Więcej niż kino
Program 15. Millennium Docs Against Gravity
uzupełniały będą rozbudowane propozycje wydarzeń towarzyszących. Tradycyjnie
odbędą się spotkania z odwiedzającymi festiwal dokumentalistami, m.in. z
Janem Gebertem, reżyserem „Gdy nadejdzie wojna”oraz reżyserką „Szukając
Jezusa”, Katarzyną Kozyrą. Podczas pięciu
debat grono specjalistów zagłębi się w najbardziej interesujące i ważkie
problemy podnoszone przez prezentowane w tym roku filmy. Dojrzałych festiwalowiczów zapraszamy też na
pokazy Akademii Dokumentalnej dla Seniora.
Z kolei dla najmłodszych
zajęcia przeprowadzi Akademia Dokumentalna OKI DOKI – filmom dokumentalnym dla
dziecitowarzyszyć będą rozmowy i warsztaty.
Tegoroczna odsłona festiwalu to także zajęcia dla dorosłych, koncerty
w Klubie Festiwalowym Czuła jest Noc, a także prezentacje dokumentów
wykorzystujących rzeczywistość wirtualną (VR). W ramach prologu
Europejskiej Nocy Literatury usłyszeć będzie można na żywo fragmenty prozy
Swietłany Aleksijewicz, bohaterki „Lubow – miłość po rosyjsku”, a podczas Nocy
Muzeów odbędzie się bezpłatny pokaz filmu „Ojczulek Joe i lew”.
Bilety w sprzedaży od 30 kwietnia
Bilety w cenach 12 i 15 złotych (pojedyncze
seanse, cena zależna od godziny projekcji) dostępne będą w kasach
Dolnośląskiego Centrum Filmowego i na www.dcf.wroclaw.pl od 30
kwietnia. Przy zakupie dziesięciu lub więcej biletów, każdy z nich kosztował
będzie tylko 10 złotych. Do sprzedaży trafią także karnety w cenie 120 złotych,
które umożliwiać będą wejście na każdy festiwalowy seans – liczba karnetów jest
ograniczona.
11
maja rusza 15. edycja Millennium Docs Against Gravity – wrocławska odsłona to pokazy ponad
60 znakomitych filmów dokumentalnych oraz rozbudowany program wydarzeń
towarzyszących. Do DCF-u zapraszamy na spotkania z twórcami, debaty, zajęcia
dla dzieci i dorosłych, czytanie na żywo, a także pokazy filmów VR.
Uczestnicy festiwalu, dzięki specjalnym
projekcjom w technologii VR, będą mogli poczuć świat przedstawiany w filmach niemal dosłownie. Kino VR otwarte będzie w
weekend (12-13 maja) na poziomie -1 w Dolnośląskim Centrum Filmowym. Publiczność będzie miała też okazję spotkać się z zaproszonymi do
Wrocławia dokumentalistami, m.in.: z Madsem Brüggerem, twórcą „Wielkiej
europejskiej zagadki papierosów” (13 maja, godz. 19:00), Rafałem Śródką
i Konradem Jarockim – reżyserem i głównym bohaterem filmu „W absolutnej
ciszy” (14 maja, godz. 17:30) czy też Janem Gebertem, autorem „Gdy
nadejdzie wojna” (19 maja, godz. 16:30). Z kolei podczas pięciu debat grono specjalistów zagłębi się w
najbardziej interesujące i ważkie problemy podnoszone przez prezentowane w tym
roku filmy. Prelegenci debatować będą m.in.: o znaczeniu muzyki w filmach (po
seansie „Score. Muzyka filmowa”), o przyszłości aborcji w Polsce (po pokazie
„Trzeciej opcji”), a także o tym w jaki
sposób rozmawiać ze skrajną prawicą (po filmie „Kobiety Złotego Świtu”).
Zwiastun filmu „Score.
Muzyka filmowa”
Dojrzałych festiwalowiczów zapraszamy na pokazy Akademii Dokumentalnej
dla Seniora, gdzie obejrzą „Twarze, plaże” i „Człowieka Delfina”. Zkolei dla najmłodszych zajęcia przeprowadzi Akademia Dokumentalna OKI DOKI– w bloku „Rozumiem Cię” dzieci zobaczą dwa filmy: „Cicha” i „Trzy
siostry” (13 maja, godz. 12:00).
Ojczulek Joe i lew_reż_Benjamin Wigley
W ramach prologu Europejskiej Nocy Literatury usłyszeć będzie można
na żywo fragmenty prozy Swietłany Aleksijewicz, bohaterki „Lubow – miłość po
rosyjsku” (14 maja, godz. 20:00), podczas Nocy Muzeów zobaczyć bezpłatny pokaz filmu „Ojczulek Joe i lew” (19 maja,
godz. 22:00), a w weekendowe wieczory wziąć udział w koncertach w Klubie Festiwalowym Czuła jest Noc.
Oderwijmy
się!
W dniach 11-20 maja wrocławska
publiczność zobaczy jedne z najlepszych filmów non-fiction ostatnich lat – w
programie znalazły się m.in.: „Wędrówki ludów” ("Human Flow") Ai Weiweia, „Książę i dybuk”Elwiry Niewiery i Piotra
Rosołowskiego, najnowszy film Barbeta Schroedera „Wielebny W.”(”The Venerable W.), „W absolutnej ciszy” Rafała Śródki, czy też „Twarze, plaże” (”Faces, places”) w
reżyserii Agnes Vardy i JR-a. Festiwal otworzy pokaz „Filmu o niczym”(”In Praise of Nothing”).
Gościem wieczoru będzie reżyser filmu, Boris Mitić (11 maja, godz. 19:00).
Zwiastun filmu „W absolutnej
ciszy”:
Bilety w cenach 12 i 15 złotych
(pojedyncze seanse, cena zależna od godziny projekcji) dostępne są w kasach
Dolnośląskiego Centrum Filmowego i na www.dcf.wroclaw.pl.
Przy zakupie dziesięciu lub więcej biletów, każdy kosztował będzie tylko 10
złotych. Na spotkania i debaty wstęp jest wolny – pierwszeństwo mają widzowie
posiadający bilet na dany seans. Na pokazy filmów VR oraz warsztaty dla dzieci
i dorosłych obowiązują zapisy – liczba miejsc ograniczona.
Więcej o 15. Millennium Docs Against Gravity: www.docsag.pl i www.facebook.com/DocsAGWrocław.