![]() |
| Spektakl Medea, National Theatre of London, prasowe |
![]() |
| spektakl Medea, National Theatre of London, prasowe |
![]() |
| spektakl Medea, National Theatre of London, prasowe |
Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu… Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
![]() |
| Spektakl Medea, National Theatre of London, prasowe |
![]() |
| spektakl Medea, National Theatre of London, prasowe |
![]() |
| spektakl Medea, National Theatre of London, prasowe |
26 maja dość nieoczekiwanie mogłam posłuchać rzadko prezentowanej opery Georga Friedricha Händla: "Teseo" ("Tezeusz") w znakomitym wykonaniu Wrocławskiej Orkiestry Barokowej i doborowych solistów. Koncert poprowadził z wielkim sukcesem maestro Jarosław Thiel. Znaleźliśmy się niejako na Händel-Festspiele Halle, tam bowiem zmierzali artyści, robiąc we Wrocławiu coś w rodzaju próby generalnej. Tak nas zachwycili, że musieli bisować, choć – jak żartobliwie zauważył dyrygent – innej opery nie przygotowali.
![]() |
| Fanny Lustaud jako Medea i Jarosław Thiel, fot. Karol Sokołowski |
![]() |
| Suzanne Jerosme jako Agilea i Dennis Orellana - Tezeusz, fot. Karol Sokołowski |
![]() | ||
| Fanny Lustaud jako Medea i Sonja Runje jako Egeusz, fot. Karol Sokołowski |
![]() |
| Henryk Tomaszewski i Mercel Marceau, foto, Stefan Arczynski |
![]() |
| Henryk Tomaszewski jako Hamlet 1952, fot. S. Arczyński |
![]() |
| "Medea" w reż. Tomasza Szczepanka, Wrocławski Teatr Pantomimy |
![]() |
Anne Edwars, Maria Callas primadonna stulecia, Wyd. ZnakPiękność gruba i pryszczata
Z mężem Giovannim Battista Meneghinim, 1951, skan książki
Piękna i utalentowana Maria Callas przez całe życie zmagała się z kompleksami i samotnością. Oto jak wspomina ją znana śpiewaczka, nauczycielka Konserwatorium Ateńskiego - Elvira de Hidalgo:
Była gruba, pryszczata i nerwowo obgryzała paznokcie. Pomysł, że miałabym ją kształcić na śpiewaczkę, wydał mi się kompletnie niedorzeczny. (...) Kiedy zaczęła śpiewać, efekt był elektryzujący. (...) był w jej głosie wrodzony dramatyzm, muzykalność i pewna indywidualność, które mnie głęboko poruszyły. Prawdę mówiąc, uroniłam parę łez i odwróciłam się, żeby ona tego nie widziała. Od razu zrozumiałam, że będę jej nauczycielką, a gdy spojrzałam w jej pełne wyrazu oczy, zobaczyłam też, że mimo tych wszystkich rzeczy [otyłości, stanu skóry itd.], jest to piękna dziewczyna.
Później zdarzało się to wielokrotnie - płakała nie tylko publiczność, ale również pracujący z nią dyrygenci, a Luchino Viscinti jeździł za nią po całych Włoszech, aby móc jej znowu posłuchać.
Callas i Onasis
Trudne i pracowite początki
Nie przyszło to jednak łatwo. Zakompleksiona dziewczynka, pozbawiona opieki ojca, którego matka nie kochała i właściwie porzuciła, wyjeżdżając z obiema córkami z Ameryki w czasach kryzysu do Grecji, gdzie, jak niesłusznie sądziła, będzie się żyło lżej. Ojciec był czuły, matka zaś zimna i chorobliwie ambitna, a przy tym depresyjna i kłótliwa. Maria była właściwie niekochanym dzieckiem. Była krótkowzroczna, otyła i nieśmiała. Dopiero kiedy matka odkryła że dziewczynka ładnie śpiewa i że jest obdarzona fenomenalnym słuchem, zainteresowała się nią - zaczęła posyłać na lekcje śpiewu, kazała ciągle ćwiczyć i ciągała na przesłuchania. Niewiele to dało, ale kiedy wróciły do Aten, Marią zajęła się prawdziwa śpiewaczka - madame Trivella, która nie tylko uczyła ją śpiewu za darmo (niepracująca matka nigdy nie miała pieniędzy i zawsze ktoś musiał ją utrzymywać), ale także odgrywała rolę zastępczej matki - troskliwej i serdecznej. Z czasem całe życie Marii obracało się wokół studiów i muzyki. Pracowała z tym większym zapałem, że w wolnych chwilach czuła się samotna i nikomu niepotrzebna. Wspomniana na wstępie nauczycielka śpiewu w Konserwatorium Ateńskim - Elvira de Hidalgo - pracowała z nią po kilka godzin dziennie, doskonaląc wyczucie dźwięku, technikę legato, kontrolę oddechu i frazowanie. W domu zaś Maria ćwiczyła gamy i rulady na rozszerzenie skali głosu. Brała również lekcje z języków obcych i dykcji, kursy gry aktorskiej i lekcje fortepianu...
Precz z kontraktem z Metropolitan Opera!
Zadebiutowała bardzo wcześnie, mając niespełna dziewiętnaście lat, w 1942 roku rolą Toski. Na koniec publiczność zgotowała jej owację na stojąco, a mimo to wróciła do domu przekonana, że ... jej występ był porażką.
Jednak prawdziwą karierę postanowiła rozpocząć w miejscu swego urodzenia - w Nowym Jorku. Kiedy jednak udało się jej wreszcie dostać przed oblicze dyrektora Metropolitan Opera - Edwarda Johnsona, .. odrzuciła propozycję kontraktu, uznała bowiem, że zarówno proponowana rola, jak też warunki kontraktu są nie do przyjęcia. Nikt nie chciał w to uwierzyć, a Callas, której wyrzucano, że zmarnowała szanse na karierę - podobno odparła: "Bzdura! Pewnego dnia Met [tak w skrócie nazywano Metropolitan] przyjdzie do mnie na kolanach, błagając, żebym zaśpiewała". I nie myliła się. Powróciła do Ameryki po triumfach w Europie już jako uznana śpiewaczka - prawdziwa gwiazda.
Zanim to jednak nastąpiło, szczęśliwie zadebiutowała we Włoszech. Szczęśliwie - bo dzięki temu trafiła na wspaniałego włoskiego dyrygenta Tullia Serafina, który wcześniej przez dziesięć lat dyrygował w Metropolitan Opera i okazał się dla Callas człowiekiem opatrznościowym - przyjacielem i mentorem. Współpraca z nim, trwająca do końca życia artysty, oznaczała rozwój talentu Marii, a poza tym Serafin - jak ona - żył muzyką. Śpiewając pod jego batutą tytułową rolę w "Giocondzie" Amilcare Ponchiellego, "wzniosła się na najwyższe szczyty dramatyzmu - jak pisał jeden z recenzentów - ze wspaniałą muzykalnością dobywała z siebie płynnie jak roztopiony metal i pełne liryzmu dźwięki, przechodząc od dramatycznego sopranu do głębokiego kontraltu". Podkreślał także to, co stało się znakiem rozpoznawczym Callas - jej dar ukazywania bogactwa emocji.
Maria Callas i włoski reżyser Pier Paolo Passolini
Splot życia osobistego i sztuki
Autorka biografii nie tylko interesująco i rzetelnie opisuje rozwój kariery słynnej śpiewaczki, ale od samego początku poddaje analizie jej życie osobiste, dając do zrozumienia, że właśnie ich tragiczny nierzadko splot owocował znakomitymi rolami, które przeszły do historii. Dodać trzeba, że nie popada przy tym w plotkarski ton, a jej narracja jest wyjątkowo interesująca. Zapewne to także zasługa tłumacza (Mieczysław Godyń), ale z pewnością talent Anne Edwards zdecydował, że dostaliśmy wreszcie do rąk biografię, na jaką Callas z pewnością zasłużyła. I nie jest to bynajmniej "pomnik ku czci". Callas jawi się bowiem jako osoba z krwi i kości: wywołuje podziw, ale także zdumienie, niekiedy irytację.
Maria, jaką znamy z nielicznych nagrań wideo oraz filmu "Medea" Pasoliniego, jest piękna i hieratyczna. Edwards pokazuje także Marię wykorzystywaną przez męża, skłóconą z najbliższą rodziną, Marię beznadziejnie zakochaną z zdeklarowanym homoseksualiście - reżyserze Luchino Viscontim, a później romansującą z Onassisem w obecności jego żony... Marię, która wywołuje u publiczności głębokie wzruszenia, ale także staje się ofiarą pomówień i agresji.
Maria Callas jako Medea w filmie Passoliniego
Pławiła się w sławie - czytamy. Prywatność nie była już dobrem, którego mogłaby żądać. Była samotna jak nigdy przedtem. Została zdradzona przez matkę, nic jej tak naprawdę nie wiązało z ojcem ani siostrą. (...) Sypiała kiepsko. Jadła bardzo niewiele, obsesyjnie obawiając się przybrania na wadze. Praca dawała jej siłę i była lekiem na wszystko. Pracując, potrafiła pokonać wszelkie przeszkody, niedogodności, rozczarowania i bolączki - z wyjątkiem samotności.
Na koniec utraciła również głos, co w jakiś sposób przyczyniło się do jej przedwczesnej śmierci, której okoliczności pozostają mroczną tajemnicą.
Znakomita biografia, którą można polecić każdemu, nie tylko wielbicielom opery i talentu Marii Callas.
Książka Anne Edwards "Maria Callas. Primadonna stulecia" ukazała się w Wydawnictwie Znak, w przekładzie Mieczysława Godynia.
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline w 2015 roku.
|
O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanym przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, rozmawiam z Martą Niedźwiecką – klawesynistką, wykładowczynią wrocławskiej Akademii Muzycznej.
![]() |
| Marta Niedźwiecka, fot. Łukasz Rajchert |
Barbara Lekarczyk-Cisek: Podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans poprowadzi Pani koncert pod elektryzującym tytułem: „Burze namiętności”. Czego możemy oczekiwać?
Marta Niedźwiecka: Tytuł istotnie frapujący, a to dlatego, że podczas koncertu wykonamy trzy kantaty Louis-Nicolasa Clérambault, mówiące o porywczych nastrojach i uczuciach: namiętnościach i zazdrości: „Polifem”, „Medea” i „Le Jaloux” („Zazdrosny”). Dla równowagi całość zwieńczymy kantatą o pokoju: „Le Triomphe de la Paix”. Utwory te są właściwie miniaturowymi dramatami muzycznymi, a o „Medei” mówi się nawet, że jest mini-operą, bo aż tak intensywnie operuje rozmaitymi emocjami i środkami retorycznymi. Clérambault nie ogranicza się przy tym wyłącznie do stylu francuskiego, lecz łączy charakterystyczny francuski liryzm i deklamacyjność z wirtuozerią i ekspresją włoską, co sprawia, że jego kompozycje są tak atrakcyjne.
Brzmi interesująco, ale jednak jest to mało znany francuski kompozytor, skąd więc taki wybór?
Pracując w Akademii Muzycznej we Wrocławiu zaobserwowałam, że studenci mają zbyt mało do czynienia z muzyką francuską. Podobnie jest z koncertami, podczas których rzadko prezentuje się twórczość francuskich kompozytorów. Zdecydowaliśmy więc z dyrektorem Andrzejem Kosendiakiem wypełnić tę lukę i sięgnęliśmy do francuskiego kompozytora i organisty, który ma w swoim dorobku piękne kantaty: do Clérambault. Choć niełatwe, dają one wiele możliwości adeptom sztuki, którzy po raz pierwszy na ogół stykają się z francuską muzyką barokową. Mam nadzieję, że będą tego dobre efekty, bo pracujemy intensywnie już od tygodnia.
Jaki był klucz doboru wykonawców?
Od 50 lat odbywa się w Akademii Muzycznej we Wrocławiu Kurs Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, którego zwieńczeniem są koncerty podczas Wratislavii Cantans. Na początku zazwyczaj trwają rozmowy, które dotyczą repertuaru festiwalu, po czym jest ogłaszany kurs, w którym udział mogą wziąć wszyscy zainteresowani: studenci i absolwenci uczelni, a nawet uczniowie średnich szkół muzycznych. O występie na koncercie festiwalu Wratislavia Cantans ostatecznie decyduje poziom artystyczny, który prezentuje uczestnik kursu. W tym roku poziom jest wyjątkowo wysoki. Być może dlatego, że już w czerwcu zaczęliśmy pracę nad tym repertuarem, a poza tym tegoroczni kursanci są niezwykle pracowici i poświęcili wiele czasu na zgłębienie językowych i muzycznych zawiłości opracowywanych kompozycji. Kurs, który organizuje Akademia, jest prowadzony głównie przez pedagogów śpiewu: Bogdana Makala, Piotra Łykowskiego, Agatę Stanisławską, Olgę Ksenicz i Annę Werecką. Ja jestem również wykładowcą na kursie, ale zajmuję się przede wszystkim interpretacją, której wspólnie poszukujemy, jestem też odpowiedzialna za pracę z zespołem.
Pozostaje mi więc życzyć, aby „Burze namiętności” pięknie wybrzmiały podczas Wratislavii i oczarowały słuchaczy. Dziękuję za rozmowę.
Koncert "Burze namiętności" będzie prezentowany 5 września o 19.00 w Kościele ewangelicko-augsburskim pw. Świętego Krzyża w Myśliborzu oraz 6 września o 16.00 w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu.
Wykonawcy:
Marta Niedźwiecka – prowadzenie, klawesyn
Uczestnicy 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej:
Klaudia Matlak – skrzypce
Karolina Zych – flet traverso
Julia Karpeta – viola da gamba
Anna Wiktoria Swoboda – teorba
Czas trwania: 70 minut
Od 21 kwietnia do 1 maja Studio Kokyu i Fundacja Zarzewie zapraszają na festiwal „Sakura. II Wrocławskie dni japońskich inspiracji”. W tym roku po raz pierwszy festiwal został poszerzony o pozycje filmowe, dzięki nawiązaniu współpracy z Kinem Nowe Horyzonty. Wydarzenia nurtu głównego odbędą się w dniach 27-30 kwietnia 2023.
Studio Kokyu, działające od 2016 roku w Instytucie Grotowskiego, czerpie z japońskiej kultury a zwłaszcza z tradycyjnych sztuk walki, inspirację do swoich poszukiwań w domenie sztuki aktora i szeroko rozumianej praktyki teatralnej.
Skupienie na tym, co ulotne i chwilowe w spotkaniu, wyznacza terytorium ich praktyki. Zarówno teatr, jak i sztuki walki – obydwie domeny równoprawnie obecne w ich codziennej pracy – dotykają tego, co nietrwałe a jednak ze wszech miar istotne. Tego co tu i teraz.
Tradycja japońska jest źródłem, inspiracją i punktem odniesienia. Wiedza zawarta w praktyce aikido – ta dotycząca psychofizyczności, uwagi, kontaktu, jak i ta na poziomie etosu – niezmiennie pozostaje głównym horyzontem ich pracy. Stąd pomysł, aby zachwycić się kwiatem Sakury. Podczas festiwalu – święta kwitnących wiśni, zapraszamy do źródeł, do świata inspiracji. Studio Kokyu podzieli się owocami nie tylko swojej pracy, ale i innych zaprzyjaźnionych grup, które na poziomie tematyki, bądź wpływów praktycznych, pozostają w polu oddziaływania kultury Japonii. Łączą tradycję z nowoczesnością i dbałością o własną wyjątkową tożsamość. Organizatorzy zachęcają, aby co roku gałązka kwitnącej wiśni otwierała gościnne przestrzenie Instytutu Grotowskiego i zapraszała do wspólnego świętowania, poznawania oraz zadumy nad ulotnym pięknem chwili, którą możemy nazywać teatrem, sztuką lub po prostu życiem.
Mistrzowie kina: Akira Kurosawa – przegląd filmów
21–24.04, Kino Nowe Horyzonty
„Welcome Inside”
Spektakl Gintarė Šmigelskytė pod opieką artystyczną Przemysława Błaszczaka
27.04, godz. 18.00, Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli
29.04, godz. 18.30, Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli
Warsztaty gry na shakuhachi z Maekawą Kōgetsu Shihan
27–29.04, godz. 9.00–15.00, Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli
Bronisław Piłsudski i jego spotkania z japońskimi kobietami
Spotkanie z prof. Kazuhiko Sawadą, prowadzenie amb. Jadwiga Rodowicz-Czechowska
28.04, godz. 18.00, Instytut Grotowskiego, Czytelnia im. Ludwika Flaszena
„Działanie Medea”
Premiera spektaklu Studia Kokyu
28.04, godz. 20.00, Instytut Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium
29.04, godz. 20.30, Instytut Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium
Budō
Prezentacje japońskich sztuk walki i spotkanie z przedstawicielami poszczególnych dyscyplin: Pawłem Czaplickim (judo), Wiesławem Bielem (kendo), Mirellą Stern (Iaido), Jackiem Lamotem (karate kyokushin), Piotrem Masztalerzem (aikido) i Andrzejem Zarzyckim (karate shotokan). Rozmowę poprowadzi Przemysław Błaszczak.
29.04, godz. 15.30, Instytut Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia
Sakura
Wystawa prac Aleksandry Janik, Małgorzaty „Mauko” Korczak, Michała
Puszczyńskiego, Przemysława Pintala, Anny Kołodziejczyk, Dagmary
Tagowskiej i Kamila Moskowczenki
29.04, godz. 15.00–18.00, Instytut Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia
30.04, godz. 15.00–17.00, Instytut Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia
Trening otwarty Studia Kokyu
30.04, godz. 10.00–13.00, Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli
Kamienie Shodō Małgorzaty „Mauko” Korczak i Michała Puszczyńskiego
Wystawa ceramicznych rzeźb pokrytych kaligrafiami
30.04, godz. 12.00 wernisaż, Ogród Japoński
30.04–23.05 zwiedzanie indywidualne, Ogród Japoński
Koncert shakuhachi w wykonaniu Maekawą Kōgetsu Shihan oraz spotkanie
30.04, godz. 17.00, Instytut Grotowskiego, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia
Więcej informacji i program „Sakury 2023”: https://grotowski-institute.pl/projekty/sakura-2023/
Więcej informacji i program „Mistrzów kina: Akira Kurosawa”: https://www.kinonh.pl/cykl.s?id=916
Organizatorzy: Studio Kokyu, Fundacja Zarzewie
Partnerzy: Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Kino Nowe Horyzonty, Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, Muzeum im. Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, Zarząd Zieleni Miejskiej we Wrocławiu
Patronat: Ambasada Japonii w Polsce, Wydział Kultury Miasta Wrocław
informacja prasowa
Kobiety fatalne istniały w mitologii i literaturze od niepamiętnych czasów. Sprowadzały na mężczyzn nieszczęścia, prowokowały do występków i do zbrodni. W kręgu kultury chrześcijańskiej najbardziej znaną ikoną jest postać Ewy kuszącej Adama i sprowadzającej w ten sposób nieszczęście nie tylko na niego, ale na całe ludzkie plemię.
| Salome, 1526, Lucas Cranach, Szépmuvészeti Múzeum, Budapest |
Na kartach Biblii znajdziemy także inne kobiety, które stają się przyczyną nieszczęść. Należy do nich Salome, córka Herodiady, która za namową matki zażąda głowy Jana Chrzciciela na tacy…
Wczesnymi przykładami femme fatale są: sumeryjska bogini Isztar i biblijne Dalila i Salome oraz Lilith z tradycji judaistycznej. W mitologii greckiej funkcję femme fatale pełnią syreny, Sfinks, Skylla i Klitajmestra.W mitologii i tragedii greckiej pojawia się postać Klitajmestry, która zabija wraz z kochankiem swego męża Agamemnona – króla Sparty, zwycięskiego wodza spod Troi. Medea zaś uśmierca brata, aby pomóc Jazonowi w zdobyciu złotego runa, a potem zabija własne dzieci, aby go w ten sposób ukarać za zdradę… Najpiękniejsza zaś kobieta starożytności – Helena przyczynia się do upadku Troi. Ale i w czasach nam bliższych literatura roi się od postaci w rodzaju Lady Makbet, która popycha męża do zbrodni.
Bogaty wybór kobiet fatalnych odnajdziemy w literaturze romantyzmu: cygankę Carmen Meriméego, do której w chwili pocałunku mówi Don Jose: „Jesteś diabłem”, Cecylię – satanistyczną Kreolkę z Tajemnic Paryża oraz liczne postacie wzięte wprost z kart Biblii i ze starożytności.
Jednak w sposób szczególnie intensywny zaroiło się od kobiet fatalnych w epoce modernizmu. Artyści – mężczyźni z upodobaniem ukazywali kobiety – niszczycielki, kobiety – modliszki, kobiety – wampiry.
| Caravaggio, Salome z głową Jana Chrzciciela, ok. 1610, National Gallery of London |
Jedną z najbardziej popularnych postaci biblijnych, która posłużyła artystom za prototyp kobiety fatalnej, jest Salome. Jej historię znamy z Nowego Testamentu. Za namową matki Salome zażądała głowy Jana Chrzciciela, który rozgniewał i upokorzył Herodiadę, karcąc ją za niezgodne z prawem małżeństwo z Antypasem. W historii tej Salome jest naiwną młodą dziewczyną, która wypełnia polecenia matki, będąc przez nią zdominowana.
Do najbardziej znanych literackich wersji opowieści o Salome należy dramat Oscara Wilde’ a, który ukazał się w 1894r w Anglii z ilustracjami Beardley’ a. Wilde przedstawia judejską księżniczkę jako równorzędną partnerkę Jana Chrzciciela- satanistyczny symbol rozkoszy. W jego interpretacji to nie Jan jest ofiarą, ale kusicielem. W centrum dramatu znajduje się Salome, której urodę i okrucieństwo pisarz celebruje. Klasyczny obraz okrutnej dziewicy, z którym mamy do czynienia, nie jest czymś nowym. Wywodzi się z mitologii greckiej, z legend o dziewicach - łowczyniach : Artemidzie czy Atalancie. Polowanie należy do pradawnych symbolów erotycznych. Salome nie brak cech tych mitologicznych dziewic. To ona pierwsza wyznaje miłość janowi, a kiedy zostaje odrzucona, ścigać go będzie aż do śmierci. Podczas gdy Wilde prezentuje obraz Salome przypominającą pogańską boginię, autor ilustracji przedstawia ją w sposób bardziej złożony.
Na rysunkach Beardsley’ a odnajdziemy nawiązania do sztuki antycznej, a także do wizerunków kobiet orientalnych: bogini Izydy z księżycem we włosach i tańczących bóstw indyjskich. Znajdziemy także podobieństwo do postaci gejsz z japońskich drzeworytów oraz aluzje do obrazów Madonn i świętych w scenach miłości mistycznej. Rysunki te mają często świętokradczy charakter i są nasycone erotyzmem. Np. na rysunku zatytułowanym Klimaks Beardsley przedstawia klęczącą Salome, która trzyma oburącz głowę Jana Chrzciciela. Jej postać zdaje się unosić nad brzegiem wody, do której spadają krople krwi tworzące strumień o wężowym kształcie. Wężowy kształt mają także włosy Salome, również głowa Jana zdaje się być siedliskiem żmij. Ta wężowa forma jest aluzją do zapłodnienia. Dodajmy, że wąż w połączeniu z postacią kobiety i symboliką księżyca ma sugerować niezwykle intensywny czar. Piękna księżniczka porównana została w ten sposób do czarownicy, która uczestniczy w magicznej transformacji cyklu natury. Potwierdzałby to tytuł innej ilustracji: „Księżycowa kobieta”, która znajduje się na froncie dramatu Wilde’ a.| Gustav Klimt, Judyta z głową Holofernesa, 1901, olej na płótnie, Österreichische Galerie, Wiedeń |
| Gustav Klimt, Judyta II (Salome), 1909 |
| Lucas Cranach Starszy, Adam i Ewa, 1526, Londyn, Courtauld Institute of Art |
26 maja będzie niebywała okazja wysłuchania koncertowej wersji rzadko wystawianej opery Georga Friedricha Händla w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Orkiestrę Barokową poprowadzi Jarosław Thiel, wystąpią znakomici soliści: Fanny Lustaud (mezzosopran) w roli Medei, młody sopran pochodzący z Hondurasu - Dennis Orellana jako Teseo czy pochodząca z Zagrzebia Sonja Runje (mezzosopran). Posłuchamy wielu pięknych arii, których - jak to u Händla - nie brakuje.
![]() |
| Wrocławska Orkiestra Barokowa, fot. Łukasz Rajchert |
W historii przedstawionej przez Georga Friedricha Händla w "Teseo" za sznurki pociągają kobiety. To nie z tego powodu trzecią operę seria skomponowaną przez niego dla Londynu uznaje się za eksperyment (przecież wyrazistych postaci kobiecych w innych jego utworach też wcale nie brakuje). W zaprezentowanym po raz pierwszy w 1713 roku dziele ewenementem były wyraźne wpływy francuskie. Jest to właściwie połączenie opery włoskiej i tragédie lyrique.
Libretto Teseo autorstwa Nicoli Hayma bazuje luźno na wątkach mitologicznych. Sławny pogromca Minotaura – Tezeusz – znów ma kłopoty. Kiedy razem z Ateńczykami – poddanymi swojego ojca, króla Egeusza – wyrusza na wojnę, ten postanawia poślubić jego ukochaną Agileę, a jego samego zmusić do ożenienia się z czarodziejką Medeą. Co gorsza, wracającego w glorii chwały syna oskarża o zawiązanie spisku mającego na celu przejęcie władzy. Kiedy Tezeusz oświadcza Medei, że wcale nie zamierza rezygnować z miłości do Agilei, ta postanawia się zemścić. Nasyła na kochanków demony, a królowi wręcza truciznę służącą do zabicia Tezeusza. W ostateczności bierze sprawy w swoje ręce, przybywa na rydwanie ciągniętym przez smoki i skórę herosa musi ratować sama Minerwa.
Haym tej zawiłej historii nie stworzył od podstaw, a jedynie zaadaptował akcję jednej z francuskich oper Jeana-Baptiste’a Lully’ego. To właśnie dlatego widowisko rozpisane jest na aż pięć aktów, a obok głównej pary kochanków – Tezeusza i Agilei, pojawia się druga – Arcane i Clizia. Zupełnie inna niż w typowej operze włoskiej jest tu też zazwyczaj funkcja arii – Händel nie przestrzega neapolitańskiej konwencji, zgodnie z którą postać po jej wykonaniu opuszcza scenę. W "Teseo" zdarza się nawet, że śpiewa się dwie takie arie z rzędu, a kolejnych duetów – też wbrew wzorcom włoskim – nie oddziela recytatyw.
Dzisiaj taka nietypowa forma intryguje; zachwyca orkiestracja, wirtuozeria partii wokalnych i znakomicie oddane w muzyce charaktery postaci. "Teseo" to kolejna, obok chociażby "Rinalda" czy "Alciny", opera Händla, w której pojawiają się wątki magiczne. Po ponad trzystu latach od ich powstania wciąż warto poddawać się ich czarowi.
Program:
Koncert we współpracy z Händel-Festspiele w Halle
Wykonawcy:
Jarosław Thiel – dyrygent
Fanny Lustaud – Medea (mezzosopran)
Dennis Orellana – Teseo (sopran)
Suzanne Jerosme – Agilea (sopran)
Johanna Rosa Falkinger – Clizia (sopran)
Sonja Runje – Egeo (mezzosopran)
Franko Klisovic – Arcane (kontratenor )
Michał Pytlewski – Sacerdos di Minerva (bas)
Czas trwania:
150 minut
Lokalizacja:
NFM, Sala Główna, estrada w odwróceniu
plac Wolności 1, Wrocław
informacja prasowa
Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dialog Wrocław rozpoczęły dwie sztuki teatralne, które są mniej lub bardziej wiernymi adaptacjami utworów pisarzy rosyjskich : Mikołaja Gogola i Antoniego Czechowa. Poza tym zderzono ze sobą spektakle, które dzieli właściwie wszystko: problematyka, estetyka, forma teatralna.
![]() |
| "Płaszcz" Mikołaja Gogola, Teatro Milagros, fot. materiały prasowe |
Znane opowiadanie Gogola o niewiele znaczącym urzędniku, który budzi śmiech i irytację otoczenia, ale żyje skromnie i nawet jest na swój sposób szczęśliwy, Paola Giannini (autorka scenariusza) uzupełniła o dzieciństwo – pełne nieudanych prób „bycia kimś” albo „bycia kochanym”. Naszemu bohaterowi nie udaje się ani jedno, ani drugie. Jego powołaniem jest kopiowanie dokumentów i czyni to rzetelnie i z upodobaniem. Można by nawet zaryzykować żartobliwe stwierdzenie, że taki żywot zdaje się być kopią prawdziwego życia. Tymczasem realizatorki chilijskiego Teatro Milagros wcale go nie wykpiwają, przeciwnie – krytycznie oceniają tych, którzy - mimo że mają się za inteligentniejszych i poniekąd lepszych od Akakiusza Akakiewicza Kamaszkina – wcale takimi nie są. W interpretacji chilijskich aktorek łagodny i cichy bohater budzi u widza współczucie i sympatię. Punkt kulminacyjny sztuki, kiedy wzruszony przymierza uszyty za cenę wielu wyrzeczeń nowy płaszcz, wcale nie czyni go śmiesznym. Co więcej, płaszcz ten staje się jego pierwszym i jedynym sukcesem, jaki osiągnął w życiu. Tracąc go, traci właściwie wszystko, przekonując się jednocześnie, że nikogo to nie obchodzi.
O ile Gogol przedstawił w swoim opowiadaniu nędznego urzędnika, którego monotonia życia i jego miałkość irytują i śmieszą zarówno otoczenie bohatera, jak i czytelnika, to autorki i zarazem aktorki przedstawienia spojrzały na niego z prawdziwie kobiecą czułością. Dostrzegły w nim mianowicie godnego współczucia człowieka.
„Wybrałyśmy ten tekst – mówiły podczas spotkania z publicznością w Klubie Lewitacja, gdzie codziennie toczą się dyskusje wokół obejrzanych przedstawień - ze względu na jego aktualność. Chile ma swoje obszary nędzy, dla których los bohatera nie jest żadną metaforą, ale czystym realizmem. Język teatru lalkowego pozwolił nam dotrzeć do emocji widza. My oddziałujemy poprzez emocje i wrażliwość”
Spektakl na podst. „Płaszcza” M. Gogola jest autorski w literalnym sensie tego słowa. Tworzące go chilijskie aktorki same wykonały laki i dekoracje. Skromnie określiły proces tworzenia jako „pracę rzemieślniczą”, ale jeśli jest to rzemiosło, to w najlepszym stylu. Realistyczny szczegół, znakomita praca z lalką - to charakterystyczne cechy tego teatru. Na tę przestrzeń teatralną nakłada się druga, filmowa animacja, tworząc z nią spójną i bogatą znaczeniowo całość.
„Płaszcz” Gogola w scenicznym opracowaniu Aline Kuppenheim i Paola Giannini i w wykonaniu Teatro Milagros (Chile) jest moralitetem pełnym wdzięku, opowiedzianym z kobiecą wrażliwością i humorem.
![]() |
| Scena ze spektaklu ''Rosjanie!'' w reż. Ivo van Hove. (fot. materiały prasowe) |
Na spotkaniu z publicznością w Klubie Lewitacja reżyser stwierdził, że zbytnio upiększamy Czechowa i że dlatego sięgnął do jego wczesnych sztuk, ponieważ – jego zdaniem – ich bohaterowie mają „punkową wrażliwość” i buntują się dla samego buntu. Zapytany o charakterystyczną dla tego przedstawienia brutalność, odparł, że po „Tragediach rzymskich”, gdzie przedstawił polityków manipulujących społeczeństwem, pragnął w kolejnej sztuce spojrzeć na kondycję tego społeczeństwa. W jego przedstawieniu jest ono zbiorem samolubnych jednostek i egocentryków. „To egoiści – mówił van Hove – którzy nie dają miłości, tylko miłość biorą. Spośród bohaterów jedynie żona Iwanowa jest zdolna do poświęceń. Mamy zatem do czynienia z katastroficznym światem samolubnych egocentryków zajętych szukaniem kozła ofiarnego, który by zrekompensował ich własne niepowodzenia.”
W przedstawieniu „Rosjanie” obaj czechowowscy bohaterowie się spotykają. Ponadto akcję sztuki przeniesiono do współczesności i rozgrywa się ona w zachodnich realiach. O ile pierwsza część spektaklu ma charakter realistyczny, a jej akcja toczy się na dachach miasta (co symbolizuje zawieszenie między niebem a piekłem), o tyle pozostałe części sztuki są próbą pokazania sytuacji duchowej bohaterów – ich frustracji i agresji. Zdaniem reżysera, „Rosjanie” są spektaklem o walorach uniwersalnych. Równie dobrze mogliby to być Amerykanie czy Francuzi.
Obecny na spotkaniu jego gość specjalny, prof. Cezary Wodziński – filozof, tłumacz i eseista - uznał takie dowolne potraktowanie tekstów Czechowa za nieporozumienie. „Dlaczego spektakl zatytułowany „Rosjanie” – pytał – odwołuje się do jakiegoś doświadczenia uniwersalnego? W takim razie, dlaczego Rosjanie, a nie np. Kaszubi czy Anglicy?” Przytoczył też smakowitą anegdotę wiele mówiącą o stosunku zachodnich intelektualistów do literatury rosyjskiej, po którą tak chętnie sięgają, nie zgłębiając jej specjalnie. Otóż przywołał scenę z „Alicji w Krainie Czarów”, której bohaterka przygląda się znikającemu kotu i mówi: „Tyle razy widziałam kota bez uśmiechu, ale uśmiech bez kota – nie, takiego nigdy nie widziałam” Prof. Wodziński konkludował: „To jest właśnie nasza sytuacja, kiedy próbujemy spojrzeć na Rosję przez zachodnie okulary i mówić o niej w naszych idiomach. Paradoks polega nie tylko na tym, że widzimy kota bez uśmiechu, ale na tym, że widzimy uśmiech bez kota. Ja tego uśmiechu bez kota w przedstawieniu Ivo van Hove nie widziałem”.
Jak to zaznaczyłam na wstępie, obie sztuki, które zaprezentowano pod hasłem „O (nie)widzeniu” są diametralnie różne, choć obie wywodzą się z tego samego matecznika rosyjskiej kultury. Przede wszystkim dzieli je przepaść, jeśli chodzi o stosunek do człowieka, o którego kondycji mówią. Aktorki z Teatro Milagros pochylają się nad swoim bohaterem współczująco, podczas gdy tzw. świat nie zauważa go albo nim pomiata. Ivo van Hove natomiast postrzega swoich bohaterów jako ludzi odrażających, których kochać się nie da.
Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu PIK Wrocław w październiku 2011 roku.
U progu nowego sezonu nie można przeoczyć interesujących propozycji we Francji i innych krajach Europy. Wyboru dokonał Christophe Rizoud na podstawie nowego wydania przewodnika Music & Opera. Wśród prezentowanych znajdują się m. in. dzieła Zingarellego, Wagnera, Rossiniego, wśród inscenizatorów - David McVicar i Romeo Castellucci, a wśród wykonawców - Franco Fagioli, Jakub Józef Orliński i Lea Desandre.
HALEVY, La Juive – Turyn, 21 września – 3 października 2023
Miłość, śmierć i tajemnica sprawiają, że La Juive jest fascynującą operą, która wstrząsa widzami do głębi. Skomponowany przez Fromentala Halévy'ego w 1835 roku, replikuje bogatą estetykę francuskiej wielkiej opery, prezentując ogromny fresk historyczny, z historią fanatyzmu religijnego osadzoną w XV-wiecznych Niemczech. Tytułową bohaterką jest Rachel, córka bogatego złotnika Éléazara: w jej przeszłości kryje się tajemnica, która może ją uratować, ale religijny obskurantyzm jej ojca i kontekst, w którym żyje, sprawiają, że ostatecznie spotyka ją tragiczny koniec. To nowe przedstawienie Stefano Pody ma być „otwartą refleksją nad uniwersalnymi pytaniami, wykraczającymi poza obszary geograficzne i okresy pierwotnej historii”. Eléazara zaśpiewa Gregory Kunde – bardzo wyczekiwana rola. Uwaga dla fanów dzieła – cykl siedmiu występów we Frankfurcie od 16 czerwca do 14 lipca 2024 r. z Johnem Osbornem w roli głównej.
Stworzona w La Scali w Mediolanie w 1796 roku "Giulietta e Romeo" była , jak się wydaje, ulubioną operą Napoleona I. Aby zaspokoić swój przesadny gust do muzyki włoskiej w ogóle, a do tego dzieła w szczególności, cesarz zaprosił do Paryża kontralt Giuseppinę Grassini i jedynego śpiewaka zdolnego poruszyć go do łez, kastrata Girolamo Crescentiniego. Na scenie Opery Wersalskiej, w przedstawieniu Gillesa Rico, zadaniem Franco Fagioli i Adèle Charvet będzie jednoczesne przywrócenie do życia tej legendarnej pary i historycznej ścieżki dźwiękowej. Przygotuj chusteczki!
"Pierścień Nibelungów" jest zawsze wydarzeniem. Premiera "Złota Renu" w 1876 roku otworzyła nowy, decydujący rozdział w historii opery. Z pojedynczego akordu otwierającego otwiera się cały kosmos: epicka tetralogia Richarda Wagnera "Der Ring des Nibelungen". Dzieło oparte na ideale Gesamtkunstwerk miało wywołać rewolucję estetyczną, filozoficzną, ale przede wszystkim artystyczną, której skutki odczuwalne są do dziś. Fakt, że reżyserię "Złota Renu" powierzono artyście wizualnemu Roméo Castellucciemu, znanemu z radykalizmu swoich inscenizacji teatralnych, jeszcze bardziej zwiększa zainteresowanie, jakie wzbudziła nowa produkcja w reżyserii dyrektora muzycznego Théâtre Royal de la Monnaie, Alaina Altinoglu, rozłożona na dwa lata sezony: po Das Rheingold jesienią, Die Walküre , od 21 stycznia do 11 lutego oraz dwa ostatnie dni cyklu w latach 2024-25.
Powrót "Maometta II" do San Carlo, jednego z najpiękniejszych teatrów na świecie, w którym powstała ta opera 3 grudnia 1820 roku. Niczego nie zaniedbano, aby na nowo rozpalić płomień muzyki Rossiniego, zaczynając od zespołu doświadczonych w tym repertuarze śpiewaków : Roberto Tagliavini, Dmitry Korchak, Varduhi Abrahamyan i Vasilisa Berzhanskaya, (ta ostatnia nadal ukoronowana swoją potężną Sinaide w "Mojżeszu i faraonie" w 2021 r. w Pesaro, a następnie w następnym roku w Aix-en-Provence i Lyonie) . Na czele spektaklu stanie wbrew sobie dyrygent, któremu dano przydomek Rossinian - Michele Mariotti, a reżyserię powierzono Calixto Bieito.
Wspaniałe arcydzieło Musorgskiego zanurza nas w mroczne lata założycielskie imperium rosyjskiego. Car Borys, który wstąpił na tron kosztem straszliwej zbrodni, słabnie i upada pod ciężarem wyrzutów sumienia. Muzyka, wspaniały zabytek chóralny i orkiestrowy z licznymi nawiązaniami do folkloru, zgłębia otchłanie rosyjskiej duszy. Nowa produkcja jest zarazem debiutem wielkiego niemieckiego barytona Matthiasa Goerne'a w tej legendarnej roli tytułowej, a reżyserem spektaklu jest Olivier Py.
Opera z muzyką Amilcare Ponchiellego i librettem Arrigo BoitoGioconda jest trudna do wystawienia, gdyż wymaga aż sześciorga wybitnych śpiewaków dla obsadzenia wiodących partii: Enza, Laury, Alvisa, Ślepej i Barnaby. Wielkimi wykonawczyniami partii tytułowej były m.in. Lillian Nordica, Florence Easton, Eugenia Burzio, Giannina Arangi-Lombardi, Emmy Destinn, Rosa Raisa, Rosa Ponselle, Gina Cigna, Zinka Milanov, Maria Callas, Renata Tebaldi, Leonie Rysanek i Montserrat Caballé. Partię Enza wykonywali wielcy tenorzy, m.in. Enrico Caruso, Beniamino Gigli, Giovanni Zenatello, Francesco Merli., wystawiona po raz pierwszy w 1876 roku. Jedyna opera Ponchiellego stale utrzymująca się w repertuarze scenicznym.
Tym razem wystąpią: Anna Netrebko, Agnieszka Rehlis, Jonas Kaufmann, Ludovic Tézier, Luca Salsi... Artyści wystąpią z towarzyszeniem Orchestra dell’Accademia Nazionale di Santa Cecilia, Coro dell’Accademia Nazionale di Santa Cecilia, Bachchor Salzburg, Salzburger Festspiele und Theater Kinderchor.
W eterycznym zaświatach czas i przestrzeń zostają zniesione. Cienie, uwolnione od ziemskich trosk, celebrują wielkość bogini Prawdy. Przepojona wieczną chwałą, siedzi triumfalnie, otoczona Pięknem i Dobrocią; u jej stóp leży cierpienie w jego płaszczu krwi. Pośród tego chóru pochwał wznosi się niezgodna skarga: „Żyjcie! Kto przywróci mi radość życia? » To historia Guercœura, który zmarł w kwiecie wieku po tym, jak odnalazł miłość w Giselle i uwolnił swój lud od tyrana wraz ze swoim przyjacielem Heurtalem. Nie mogąc znaleźć odpoczynku, Guercœur błaga, aby zwrócono mu jego fizyczne ciało. Prawda go ostrzega: minęły już dwa lata na tej ziemi, gdzie nic nie trwa. Jego upadek z Raju może być brutalny...
Opéra National du Rhin po raz kolejny wykazała się śmiałością i wyobraźnią. Guercœur Albérica Magnarda nie był wystawiany na francuskiej scenie operowej od czasu jego pośmiertnego powstania w 1931 roku w Palais Garnier. Nazwiska Stéphane’a Degouta i Catherine Hunold, reżyserowanych przez Ingo Metzmachera w Strasburgu (oraz Anthony’ego Fourniera w Miluzie) w przedstawieniu Christofa Loya, potęgują niecierpliwość związaną z odkryciem tego „zapomnianego arcydzieła” inaczej niż na płycie (Guercœur został nagrany w 1986 r. ) . Michela Plassona z José van Damem w roli tytułowej ).
Guercoeur, Op. 12, Act 1: Introduction symphonique. Large, Orchestre Du Capitole De Toulouse - Michel Plasson, ℗ 1986 Parlophone / Warner Music France, a Warner Music Group CompanyFilm Wima Wendersa zainspirował kompozytora Othmana Louatiego, znanego z adaptacji wielkich dzieł z repertuaru ze swoim zespołem Miroirs Etendus: Faust według Berlioza w 2017 r., Orphée według Glucka w 2018 r., Les Vêpres według Monteverdiego w 2020 r. Z librettem w języku francuskim Gwendoline Soublin, jej pierwsza opera zbudowana jest wokół autorskiego systemu: siedmiu śpiewaków solowych, sześciu lalkarzy, dwanaście lalek inspirowanych bunraku (japońskim teatrem lalek) i trzynastu instrumentalistów dźwiękowych. Po Nantes opera będzie gościć w Rennes od 14 do 18 maja 2024 r.
L'Olimpiade powstała w Wenecji w 1734 roku, w Teatro Sant'Angelo, do libretta poety Metastazjusza według Herodota. Był to spektakularny i natychmiastowy sukces. Akcja rozgrywa się w pobliżu miasta Olimpia, w dniu igrzysk. Ale libretto jest przede wszystkim pretekstem do ogromnej melodyjnej eksplozji, w której rywalizują zdradzone przyjaźnie i udaremnione miłości. To jedna z najpiękniejszych oper Vivaldiego, w której kompozytor wykorzystał ogromną różnorodność sytuacji dramatycznych. Arie różnych postaci są wspaniałe, a muzyka posiada niezwykle bogatą i kolorystyczną melodykę. Prowadzeni przez mistrza Vivaldian, Jeana-Christophe'a Spinosi, z radością odkryli, że wysportowany Jakub Józef Orliński czuje się równie swobodnie w wokalu, jak i w breakdance .
Aby zademonstrować sceniczną żywotność oper Rudego Księdza, żywiołowy dyrygent będzie mógł liczyć na inscenizację Emmanuela Daumasa i śpiewaków, którzy rozpalą widownię: Jakuba Józefa Orlińskiego, Marinę Viotti, Jodie Devos ...
informacja prasowa
![]() |
| "Idomeneo" W. A. Mozarta w Staatsoper Berlin, fot. Bernd Uhlig |
![]() |
| Włoskie i niemieckie strony tytułowe oryginalnego libretta opery Mozarta Idomeneo, źródło: Wikipedia |
![]() |
| Rozbitkowie w berlińskiej wersji "Idomeneo", fot. Bernd Uhlig |
"Idomeneo" jest operą przypominającą tragedię grecką, z jej fatalistyczną wizją świata i ludzkiego losu. Poza jednym wyjątkiem - szczęśliwym zakończeniem. Akcja rozgrywa się na Krecie, po wygranej przez Greków wojnie trojańskiej. Idomeneusz - król wyspy nie powrócił jeszcze spod Troi, ale wysłał statki z niewolnikami, wśród których znajduje się córka króla Priama - Ilia. Pod nieobecność ojca rządy sprawuje młody i wielkoduszny Idamante, który zakochuje się w Ilii, ona jednak pozostaje pogrążona w głębokiej żałobie, a odwzajemnienie uczuć "wrogowi" uważa za swoistą zdradę wobec tych, którzy zginęli z ręki Greków, w tym swojego ojca i brata ("Padre, germani, addio"). Kiedy jednak Idamante uwalnia z niewoli jej rodaków, nie potrafi pozostać obojętna, nadal czując się rozdarta pomiędzy pamięcią bliskich a miłością do szlachetnego Idamante (piękne partie chóru "Godiam la pace" o zwycięstwie Amora). Tymczasem wieść niesie, że statek, którym podróżował Idomeneusz, zatonął. Istotnie, Neptun, chcąc wystawić bohatera na próbę, ratuje mu życie pod warunkiem, że poświęci on życie pierwszej napotkanej na brzegu osoby w ofierze. Brawurowe sceny przedstawiające walkę o życie marynarzy Idomeneusza, walczących z żywiołem, są szalenie interesujące tak pod względem scenograficznym, jak i muzycznym ("Pietà, numi, pietà!"). Jak się nietrudno domyślić, pierwszym napotkanym człowiekiem okazuje się - ku przerażeniu Idomeneusza - jego jedyny syn. Następuje dramatyczna scena, w której kochający, dobry syn zostaje przez ojca odepchnięty, co sprawia mu ogromny ból.
![]() |
| Andrew Staples jako Idomeneo i Magdalena Kožená jako Idamante fot. Bernd Uhlig |
![]() |
| "Idomeneo", scena zbiorowa, fot. Bernd Uhlig |
![]() |
| "Idomeneo", scena zbiorowa, fot. Bernd Uhlig |
![]() |
| Olga Peretyatko - Elektra, fot. Bernd Uhlig |
![]() |
| Anna Prohaska jako Ilia, Magdalena Kozena jako Idamante, Olga Peretyatko jako Elektra, w tle Andrew Staples - Idomeneo, ot. Bernd Uhlig |
![]() |
| A to już ja - szczęściara, w obiektywie Marka Ciska |
6 listopada o 19.00 w Narodowym Forum Muzyki angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, pod...