Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Franco Fagioli, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Franco Fagioli, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 czerwca 2023

Początek Festiwalu Bachowskiego w Świdnicy – z wysokiego C! /relacja/

Wczoraj – z wysokiego C! – rozpoczęła się w Świdnicy XXIV edycja Festiwalu Bachowskiego. Wystąpił światowej sławy kontratenor Franco Fagioli z towarzyszeniem znakomitego zespołu Jana Tomasza Adamusa Capella Cracoviensis. Owacja na stojąco zakończyła ten pełen wrażeń muzyczny wieczór.

Franco Fagioli podczas koncertu otwierającego Festiwal Bachowski
w Świdnicy, fot. Daniel Gębala

Program koncertu został zaprezentowany bardzo interesująco. Usłyszeliśmy kompozycje Josepha Haydna i Wolfganga Amadeusza Mozarta wzajemnie się przeplatające i tworzące przez to nową muzyczną jakość. Capella Cracoviensis pod dyr. maestro Jana Tomasza Adamusa zagrała 80. Symfonię d-moll Haydna, dzieląc ją na części. pomiędzy którymi znalazły się arie z różnych utworów Mozarta (jego oper), na koniec zaś zabrzmiał motet Exsultate, jubilate ("Cieszcie się i radujcie"), napisany przez 17-letniego Wolfganga Amadeusa Mozarta do tekstu łacińskiego, przy czym ostatnia część zawiera tylko jedno słowo: "Alleluja!", ale jest to fragment wymagający od śpiewaka prawdziwej wirtuozerii. Wiemy skądinąd, że obaj kompozytorzy znali się i przyjaźnili, należeli do loży masońskiej, a nawet grywali wspólnie w kwartetach smyczkowych i wymieniali utworami. Połączenie ich kompozycji w jednym koncercie było więc poniekąd naturalne.

Capella Cracoviensis pod dyr. Jana Tomasza Adamusa, 
fot. Daniel Gębala


Haydn w mistrzowskim wykonaniu Capella Cracoviensis


Haydn tworzył symfonie przez całe życie, jednak ich forma ulegała przekształceniom. Wczesne symfonie Haydna (powstałe w latach sześćdziesiątych XVIII w.) są utworami trzy- lub czteroczęściowymi, w których mieszają się wpływy barokowe i klasyczne. Po 1770 r.. Haydn usunął ze składu orkiestry klawesyn i sięgał po bardziej odległe tonacje. Brzmienie symfonii staje się silniejsze, dzięki szerszemu wykorzystaniu instrumentów dętych, czego mogliśmy doświadczyć słuchając jego 80 Symfonii d-moll, która  została napisana w 1784 roku jako środkowa część trylogii na koncert wielkopostny w Wiedniu w marcu 1785 roku. 

Symfonia skomponowana jest na flet, dwa oboje, dwa fagoty, dwa rogi i smyczki i składa się z czterech części: Allegro spiritoso, Adagio, Menuetto i Finałe Presto. Część pierwszą otwiera temat na wiolonczeli z towarzyszeniem tremolo na smyczkach, po czym muzyka staje się na sposób romantyczny burzliwa. Liryczna druga część utrzymana jest w tonacji B-dur i w żaden sposób nie przypomina burzliwej części otwierającej. 
Z kolei część trzecia powraca do tonacji D-moll, podobnie jak w części pierwszej. Trio utrzymane jest w tonacji D-dur i wykorzystuje incipit lamentatio z gregoriańskiej melodii, użytej wcześniej w jego 26 Symfonii "Lamentatione". Finał ma formę sonatową w D-dur. Ostatnia część kończy się fragmentem podobnym do tego, którego użył kompozytor do zakończenia swojej Symfonii nr 84 in E.

Jan Tomasz Adamus, dyrygent Capella Cracoviensis i dyrektor artystyczny Festiwalu
Bachowskiego w Świdnicy, fot. Daniel Gębala
Capella Cracoviensis zabrzmiała w świdnickim Kościele Pokoju znakomicie! Zespół istnieje od roku 1970, a od 2011 gra muzykę dawną na instrumentach z epoki. Miałam okazję słyszeć w wykonaniu członków chóru tego zespołu “Tenebrae responsoria” Carlo Gesualdo w Kościele pw. św. Katarzyny w Krakowie podczas Misteria Paschalia w 2016 roku i było to niezapomniane przeżycie. Tym razem mogłam podziwiać orkiestrę – doskonale zgraną, mogącą się poszczycić znakomitymi muzykami (te sola fletu czy instrumentów dętych, wspaniałe skrzypce!), a w dodatku dyskretnie towarzyszącą śpiewakowi, wzbogacając jednocześnie jego występ. Chapeau bas! Nie dziwi zatem, że artyści tego zespołu występują z sukcesem na całym świecie i że chętnie współpracują z nimi uznani instrumentaliści, jak i śpiewacy.

Wyrazistość i doskonałość brzmienia zespołu to w dużym stopniu zasługa Jana Tomasza Adamusa, który od 2008 roku jest dyrektorem naczelnym i artystycznym Capelli Cracoviensis. – krakowskiego chóru kameralnego oraz grającej na historycznych instrumentach orkiestry, z którymi wystąpił na wielu znaczących festiwalach i w renomowanych salach koncertowych: Concertgebouw Amsterdam, Theater an der Wien, Haydn Festspiele Brühl, Festspiele Schwetzingen, Bachfest Leipzig, Händel Festspiele Halle... Może także poszczycić się wspaniałymi nagraniami fonograficznymi  oper barokowych (m.in. fonograficzne prapremiery Germanico in Germania Porpory i Adriano in Siria Pergolesiego wydane przez wytwórnię Decca), a także dawnej muzyki polskiej oraz repertuaru klasycznego i romantycznego.

Franco Fagioli  – argentyński Orfeusz


Franco Fagioli, fot. Daniel Gębala

Nieprzypadkowo użyłam tego porównania z Orfeuszem, bo poza wszystkim od tej roli w operze Glucka zaczęło się moje zainteresowanie śpiewakiem. Poza oszałamiającą techniką, Franco Fagioli dysponuje także tym CZYMŚ, na co składa się jego emocjonalność, pasja śpiewania i talent. Utwory Mozarta, które zaprezentował w Świdnicy, te jego cechy ujawniły w pełnej krasie. 

Zadebiutował na Salzburg Whitsun Festival w 2014 roku ze swoim programem Giambattista Velutti. W tym samym roku miały ponadto miejsce dwa debiuty z dziełami Mozarta: po wykonaniu partii Sesto w La clemenza di Tito w Nancy, zadebiutował jako Idamante w nowej produkcji Martina Kušeja: Idomeneo w Royal Opera House, Covent Garden. Jesienią 2014 roku ukazała się jego solowa płyta Il maestro Porpora – Arias, w której Franco Fagioli złożył hołd włoskiemu kompozytorowi i nauczycielowi śpiewu Nicoli Porporze. Pojawił się także na płycie Siroe – Re di Persia G. F. Handla (nie muszę dodawać, że wszystkie te płyty posiadam 😍), która została wydana mniej więcej w tym samym czasie, a także na płycie zatytułowanej La Concordia de' pianeti, odkrytym na nowo utworze barokowego kompozytora Antonio Caldary.

Na początku swojego występu w świdnickim Kościele Pokoju Franco Fagioli wykonał arię Se l’augellin sen fugge z włoskiej opery W. A. Mozarta "La Finta Giardiniera". Mozart napisał ją w Monachium w styczniu 1775 roku, gdy miał 18 lat, a jej prawykonanie miało miejsce 13 stycznia w Salvator Theater w Monachium. To rola Cavaliera Ramiro, przeznaczona na głoś kastrata. Podczas jej wykonywania Fagioli mierzył się zapewne z przestrzenią kościoła, bo dopiero kolejne arie dały słuchaczom pełne wyobrażenie o jego talencie i możliwościach. Przepięknie zabrzmiała aria Ah! se morir mi chiama! (Ach! Jeśli śmierć mnie wzywa!) z opery Mozarta "Lucio Silla". Pochodzi ona z II aktu opery. Giunia jest zagrożona przez dyktatora Lucio Silli, który chce ją poślubić, gdy tymczasem ona obawia się o bezpieczeństwo swojego ukochanego Cecilio, który potajemnie powrócił z wygnania. Biegnie więc do Cecilio i błaga go, by uciekał. Na pożegnanie Cecilio śpiewa tę piękną arię, zapewniając ją, że będzie jej wierny nawet po śmierci. To aria pełna ozdobników, dająca swobodę wykonawcy, co nie jest bez znaczenia w przypadku artysty takiego formatu jak Franco. Piękno i liryzm mieszają się dramatem rozstania... Wszystkich nas ta aria poruszyła. 

Po niej MUSIAŁO być jeszcze lepiej i choć wydaje się to nierealne  –  było! Kolejna aria pochodziła z opery "La clemenza di Tito" ("Łaskawość Tytusa") i nosiła tytuł Parto, parto, ma tu ben mi (Odchodzę, ale jesteś moja). Niezwykle piękna i poruszająca. Wykonana przy akompaniamencie fletu,  pełna liryzmu, ale są w niej także partie dramatyczne, dające wyobrażenie o skali możliwości śpiewaka. 

Można jej posłuchać tutaj, żeby nie było, że mnie poniosło :-) I choć jest to nagranie sprzed lat (Franco miał wtedy raptem 24), daje jednak jakieś wyobrażenie.


Na koniec zabrzmiał prawdziwy hit: motet Exsultate, Jubilate. Mozart skomponował ten utwór w Mediolanie, w 1773 roku dla wybitnego kastrata Venanzio Rauzziniego. Premiera Exsultate, Jubilate odbyła się 17 stycznia w kościele św. Antoniego w Mediolanie. Ze względu na sopranowy charakter utworu, który wymaga od wykonawcy swobodnego operowania w zakresie oktawy dwukreślnej i osiągnięcia w decydującym momencie c3 (c trzykreślnego) utwór w zasadzie nie jest wykonywany przez kontratenorów, których skala zazwyczaj kończy się na alcie bądź też mezzosopranie, rzadko osiągając skalę pełnego sopranu. Ale dla Franco Fagioli wykonanie go nie stanowiło najmniejszego problemu. Zaśpiewał go z właściwym sobie wdziękiem i wirtuozerią. I "za karę :-) musiał bisować. Owacja na stojąco zakończyła ten pełen wrażeń muzyczny wieczór.

Owacja na stojąco po koncercie, fot. Daniel Gębala


My na koncercie, fot. Daniel Gębala


poniedziałek, 18 września 2023

Dziesięć oper, które trzeba zobaczyć w sezonie 2023–2024

U progu nowego sezonu nie można przeoczyć interesujących propozycji we Francji i innych krajach Europy. Wyboru dokonał Christophe Rizoud na podstawie nowego wydania przewodnika Music & Opera. Wśród prezentowanych znajdują się m. in. dzieła Zingarellego, Wagnera, Rossiniego, wśród inscenizatorów - David McVicar i  Romeo Castellucci, a wśród wykonawców - Franco Fagioli, Jakub Józef Orliński i Lea Desandre.



HALEVY, La Juive – Turyn, 21 września – 3 października 2023

Miłość, śmierć i tajemnica sprawiają, że La Juive jest fascynującą operą, która wstrząsa widzami do głębi. Skomponowany przez Fromentala Halévy'ego w 1835 roku, replikuje bogatą estetykę francuskiej wielkiej opery, prezentując ogromny fresk historyczny, z historią fanatyzmu religijnego osadzoną w XV-wiecznych Niemczech. Tytułową bohaterką jest Rachel, córka bogatego złotnika Éléazara: w jej przeszłości kryje się tajemnica, która może ją uratować, ale religijny obskurantyzm jej ojca i kontekst, w którym żyje, sprawiają, że ostatecznie spotyka ją tragiczny koniec. To nowe przedstawienie Stefano Pody ma być „otwartą refleksją nad uniwersalnymi pytaniami, wykraczającymi poza obszary geograficzne i okresy pierwotnej historii”.  Eléazara zaśpiewa Gregory Kunde – bardzo wyczekiwana rola. Uwaga dla fanów dzieła – cykl siedmiu występów we Frankfurcie od 16 czerwca do 14 lipca 2024 r. z Johnem Osbornem w roli głównej.

Halévy: La Juive / Act 1 - Finale: "Noël! Noël! Noël!",
René Massis · René Schirrer · Julia Varady · José Carreras · Dalmacio Gonzales · Ambrosian 
Opera Chorus · Philharmonia Orchestra · Antonio de Almeida

ZINGARELLI, Giulietta e Romeo – Wersal, 18-22 października 2023

Stworzona w La Scali w Mediolanie w 1796 roku "Giulietta e Romeo" była , jak się wydaje, ulubioną operą Napoleona I. Aby zaspokoić swój przesadny gust do muzyki włoskiej w ogóle, a do tego dzieła w szczególności, cesarz zaprosił do Paryża kontralt Giuseppinę Grassini i jedynego śpiewaka zdolnego poruszyć go do łez, kastrata Girolamo Crescentiniego. Na scenie Opery Wersalskiej, w przedstawieniu Gillesa Rico, zadaniem Franco Fagioli i Adèle Charvet będzie jednoczesne przywrócenie do życia tej legendarnej pary i historycznej ścieżki dźwiękowej. Przygotuj chusteczki!

Franco Fagioli - Giulietta e Romeo - NEW CD & DVD Château de Versailles Spectacles

WAGNER, Das Rheingold – Bruksela, 24 października – 9 listopada 2023 

"Pierścień Nibelungów" jest zawsze wydarzeniem. Premiera "Złota Renu" w 1876 roku otworzyła nowy, decydujący rozdział w historii opery. Z pojedynczego akordu otwierającego otwiera się cały kosmos: epicka tetralogia Richarda Wagnera "Der Ring des Nibelungen". Dzieło oparte na ideale Gesamtkunstwerk miało wywołać rewolucję estetyczną, filozoficzną, ale przede wszystkim artystyczną, której skutki odczuwalne są do dziś. Fakt, że reżyserię "Złota Renu" powierzono artyście wizualnemu Roméo Castellucciemu, znanemu z radykalizmu swoich inscenizacji teatralnych, jeszcze bardziej zwiększa zainteresowanie, jakie wzbudziła nowa produkcja w reżyserii dyrektora muzycznego Théâtre Royal de la Monnaie, Alaina Altinoglu, rozłożona na dwa lata sezony: po Das Rheingold jesienią, Die Walküre , od 21 stycznia do 11 lutego oraz dwa ostatnie dni cyklu w latach 2024-25.


ROSSINI, Maometto II – Neapol, 25 października-5 listopada

Powrót "Maometta II" do San Carlo, jednego z najpiękniejszych teatrów na świecie, w którym powstała ta opera 3 grudnia 1820 roku. Niczego nie zaniedbano, aby na nowo rozpalić płomień muzyki Rossiniego, zaczynając od zespołu doświadczonych w tym repertuarze śpiewaków : Roberto Tagliavini, Dmitry Korchak, Varduhi Abrahamyan i Vasilisa Berzhanskaya, (ta ostatnia nadal ukoronowana swoją potężną Sinaide w "Mojżeszu i faraonie" w 2021 r. w Pesaro, a następnie w następnym roku w Aix-en-Provence i Lyonie) . Na czele spektaklu stanie wbrew sobie dyrygent, któremu dano przydomek Rossinian - Michele Mariotti, a reżyserię powierzono Calixto Bieito. 


MOUSSORGSKI, Boris Godounov – Tuluza, 24 listopada – 3 grudnia 2023

Wspaniałe arcydzieło Musorgskiego zanurza nas w mroczne lata założycielskie imperium rosyjskiego. Car Borys, który wstąpił na tron ​​kosztem straszliwej zbrodni, słabnie i upada pod ciężarem wyrzutów sumienia. Muzyka, wspaniały zabytek chóralny i orkiestrowy z licznymi nawiązaniami do folkloru, zgłębia otchłanie rosyjskiej duszy. Nowa produkcja jest zarazem debiutem wielkiego niemieckiego barytona Matthiasa Goerne'a w tej legendarnej roli tytułowej, a reżyserem spektaklu jest Olivier Py.


PONCHIELLI, La Gioconda – Salzburg, 23 marca-6 kwietnia 2024

Opera z muzyką Amilcare Ponchiellego i librettem Arrigo BoitoGioconda jest trudna do wystawienia, gdyż wymaga aż sześciorga wybitnych śpiewaków dla obsadzenia wiodących partii: Enza, Laury, Alvisa, Ślepej i Barnaby. Wielkimi wykonawczyniami partii tytułowej były m.in. Lillian Nordica, Florence Easton, Eugenia Burzio, Giannina Arangi-Lombardi, Emmy Destinn, Rosa Raisa, Rosa Ponselle, Gina Cigna, Zinka Milanov, Maria Callas, Renata Tebaldi, Leonie Rysanek i Montserrat Caballé. Partię Enza wykonywali wielcy tenorzy, m.in. Enrico Caruso, Beniamino Gigli, Giovanni Zenatello, Francesco Merli., wystawiona po raz pierwszy w 1876 roku. Jedyna opera Ponchiellego stale utrzymująca się w repertuarze scenicznym.

Tym razem wystąpią: Anna Netrebko, Agnieszka Rehlis, Jonas Kaufmann, Ludovic Tézier, Luca Salsi... Artyści wystąpią z towarzyszeniem Orchestra dell’Accademia Nazionale di Santa Cecilia, Coro dell’Accademia Nazionale di Santa Cecilia, Bachchor Salzburg, Salzburger Festspiele und Theater Kinderchor.

CHARPENTIER, Médée – Paryż (Garnier), 10 kwietnia-11 maja 2024 


W 1693 roku Marc-Antoine Charpentier stworzył swoją jedyną tragedię liryczną w Królewskiej Akademii Muzycznej – przodku paryskiej Opery Narodowej – z librettem Thomasa Corneille’a. Trzy wieki po powstaniu barokowa partytura o wielkim bogactwie orkiestrowym powraca po raz pierwszy na scenę Paryskiej Opery Narodowej, prowadzona pod kierownictwem muzycznym Williama Christie,  z Leą Desandre w tytułowej roli. David McVicar przenosi akcję do czasów II wojny światowej, ale Opera Narodowa w Paryżu pragnie uspokoić zwolenników tradycji: reżyser „słynie z bardzo czytelnych lektur”.. 


Charpentier: Médée. wykonawcy: Lorraine Hunt (Medea), M. Padmore (Jazon), M. Zanetti, Les Arts Florissants, dyr. William Christie, maj 2016


MAGNARD, Guercœur – Strasburg, 28 kwietnia – 7 maja 2024 

W eterycznym zaświatach czas i przestrzeń zostają zniesione. Cienie, uwolnione od ziemskich trosk, celebrują wielkość bogini Prawdy. Przepojona wieczną chwałą, siedzi triumfalnie, otoczona Pięknem i Dobrocią; u jej stóp leży cierpienie w jego płaszczu krwi. Pośród tego chóru pochwał wznosi się niezgodna skarga: „Żyjcie! Kto przywróci mi radość życia? » To historia Guercœura, który zmarł w kwiecie wieku po tym, jak odnalazł miłość w Giselle i uwolnił swój lud od tyrana wraz ze swoim przyjacielem Heurtalem. Nie mogąc znaleźć odpoczynku, Guercœur błaga, aby zwrócono mu jego fizyczne ciało. Prawda go ostrzega: minęły już dwa lata na tej ziemi, gdzie nic nie trwa. Jego upadek z Raju może być brutalny...

Opéra National du Rhin po raz kolejny wykazała się śmiałością i wyobraźnią. Guercœur Albérica Magnarda nie był wystawiany na francuskiej scenie operowej od czasu jego pośmiertnego powstania w 1931 roku w Palais Garnier. Nazwiska Stéphane’a Degouta i Catherine Hunold, reżyserowanych przez Ingo Metzmachera w Strasburgu (oraz Anthony’ego Fourniera w Miluzie) w przedstawieniu Christofa Loya, potęgują niecierpliwość związaną z odkryciem tego „zapomnianego arcydzieła” inaczej niż na płycie (Guercœur został nagrany w 1986 r. ) . Michela Plassona z José van Damem w roli tytułowej ).

Guercoeur, Op. 12, Act 1: Introduction symphonique. Large,  Orchestre Du Capitole De Toulouse - Michel Plasson, ℗ 1986 Parlophone / Warner Music France, a Warner Music Group Company


LOUATI, Wings of Desire – Nantes, 6-7 maja 2024


Film Wima Wendersa zainspirował kompozytora Othmana Louatiego, znanego z adaptacji wielkich dzieł z repertuaru ze swoim zespołem Miroirs Etendus: Faust według Berlioza w 2017 r., Orphée według Glucka w 2018 r., Les Vêpres według Monteverdiego w 2020 r. Z librettem w języku francuskim Gwendoline Soublin, jej pierwsza opera zbudowana jest wokół autorskiego systemu: siedmiu śpiewaków solowych, sześciu lalkarzy, dwanaście lalek inspirowanych bunraku (japońskim teatrem lalek) i trzynastu instrumentalistów dźwiękowych. Po Nantes opera będzie gościć w Rennes od 14 do 18 maja 2024 r.


VIVALDI, L’Olimpiade – Paryż (TCE), 20-29 czerwca 2024


L'Olimpiade powstała w Wenecji w 1734 roku, w Teatro Sant'Angelo, do libretta poety Metastazjusza według Herodota. Był to spektakularny i natychmiastowy sukces. Akcja rozgrywa się w pobliżu miasta Olimpia, w dniu igrzysk. Ale libretto jest przede wszystkim pretekstem do ogromnej melodyjnej eksplozji, w której rywalizują zdradzone przyjaźnie i udaremnione miłości. To jedna z najpiękniejszych oper Vivaldiego, w której kompozytor wykorzystał ogromną różnorodność sytuacji dramatycznych. Arie różnych postaci są wspaniałe, a muzyka posiada niezwykle bogatą i kolorystyczną  melodykę. Prowadzeni przez mistrza Vivaldian, Jeana-Christophe'a Spinosi, z radością odkryli, że wysportowany Jakub Józef Orliński czuje się równie swobodnie w wokalu, jak i w breakdance . 

 Aby zademonstrować sceniczną żywotność oper Rudego Księdza, żywiołowy dyrygent będzie mógł liczyć na inscenizację Emmanuela Daumasa i  śpiewaków, którzy rozpalą widownię: Jakuba Józefa Orlińskiego, Marinę Viotti, Jodie Devos ...




informacja prasowa


poniedziałek, 5 czerwca 2023

Festiwal Bachowski Świdnica 2023 / Radykalne przestrzenie /zapowiedź, program/

25 czerwca 2023 roku, koncertem w wykonaniu światowej sławy kontratenora Franco Fagioli z udziałem Capella Cracoviensis pod batutą Jana Tomasza Adamusa, rozpocznie się XXIV Festiwal Bachowski w Świdnicy. W tym roku festiwal odbywa się pod hasłem "Radykalne przestrzenie", co oznacza, że poza Kościołem Pokoju w Świdnicy koncerty będą się odbywały w historycznych, malowniczo położonych, dolnośląskich wsiach i miasteczkach.

W tym roku w Świdnicy wystąpią: wybitny kontratenor Franco Fagioli (25.06), Europa Galante prowadzona przez Fabia Biondiego (22.07), znana z nieortodoksyjnych interpretacji muzyki dawnej L'Arpeggiata z Christiną Pluhar (23.07), Jakub Józef Orliński z Michałem Bielem (28.07) oraz legendarni The King’s Singers (29.07).

Festiwalowi Bachowskiemu Świdnica od lat towarzyszą koncerty poza granicami miasta. W tym roku dotrą one do takich miejscowości jak Żarów, Niedźwiedzica, Olszyniec, Domanice, Glinno, Piława Górna, Grodziszcze, Krzyżowa, Walim, Sobótka, Łagiewniki, Bagieniec, Lwówek, Lubomierz, Nowa Wieś i Lesica, przybliżając muzykę klasyczną mieszkańcom regionu i docierając z nią w miejsca, gdzie nie ma innych szans wysłuchania jej na żywo.

Dolny Śląsk to jeden z najcenniejszych krajobrazów kulturowych Europy. To niezwykła, za każdym razem zaskakująca, „ziemia nieznana” – niewiarygodnie piękny region, który tym bardziej docenimy, im lepiej go poznamy i zgłębimy. Przyciągając wybitnych muzyków z Polski i całego świata, festiwal pragnie zaproponować publiczności okazję do odkrycia bogactwa muzyki kameralnej w historycznych, malowniczo położonych, dolnośląskich wsiach i miasteczkach. Utwory J. S. Bacha, W. A. Mozarta (wykonany zostanie cały komplet jego kwintetów), J. Haydna, J. Brahmsa, F. Schuberta, A. Schoenberga i innych wielkich kompozytorów zabrzmią w miejscach, w których ich interpretacje nabierają naprawdę unikalnego i wyjątkowego charakteru. To średniowieczne, renesansowe i barokowe kościoły, pałace, zamki, folwarki, a nawet dworce, leżące często z dala od utartych turystycznych tras, a koniecznie warte odwiedzenia. 

Wioletta Fluda-Tkaczyk (pianistka), fot. materiały prasowe

Nie tylko ich architektura jest wyjątkowa, ale też przyrodnicze otoczenie pozwalające na przygotowanie wydarzeń w formule „śniadań na trawie” czy „pikników romantycznych” tworzących z koncertami spójną całość. Nie mają być one wyłącznie dodatkiem, ale działaniem społecznym integrującym lokalną zbiorowość we wspólnym działaniu i odpoczynku. Koncert staje się sytuacją towarzyską. Wiele osób włącza się w jego organizację, przynosząc własne, regionalne i ekologiczne, wyroby, inne spotykają się, rozmawiają, poznają.

Festiwal Bachowski Świdnica to nie tylko muzyka, ale przede wszystkim wyjątkowe doświadczenie otwierające przed nami nowe perspektywy na Dolny Śląsk.

Historia festiwalu

Międzynarodowy Festiwal Bachowski w Świdnicy – odbywający się corocznie od 2000 roku w Świdnicy letni festiwal muzyczny prezentujący przede wszystkim kompozycje Jana Sebastiana Bacha i repertuar barokowy, ale też utwory romantyczne oraz współczesne, ze szczególnym uwzględnieniem tych zapomnianych i rzadko grywanych w salach koncertowych. 
Dyrektorem artystycznym i inicjatorem Festiwalu Bachowskiego jest dyrygent i organista Jan Tomasz Adamus. Poza działalnością koncertową festiwal zajmuje się wspieraniem i promocją młodych talentów w ramach projektu Akademia Bachowska. Wspólnie z Capellą Cracoviensis zaprasza młodych śpiewaków i instrumentalistów grających na instrumentach historycznych do udziału w koncertach Orkiestry Festiwalowej. Muzycy doskonalą swój warsztat muzyczny poprzez udział w kursach mistrzowskich, które prowadzą znani wykonawcy związani z nurtem stylowego wykonawstwa muzyki dawnej: Kai Wessel, Andrew Parrot, Fabio Bonizzoni. Festiwal współorganizują Capella Cracoviensis, Świdnicki Ośrodek Kultury i Parafia Ewangelicko-Augsburska w Świdnicy.

Inspiracją dla powstania Festiwalu Bachowskiego był świdnicki Kościół Pokoju oraz jego historia: 31 grudnia 1729 kantorem (dyrektorem muzycznym) kościoła został pochodzący z Biedrzychowic koło Lubania Śląskiego uczeń Bacha, Christoph Gottlob Wecker (ok. 1700 – 1774). Ideą festiwalu jest pokazywanie muzyki w jej naturalnych kontekstach, wpisanie w kulturowe tło regionu, ożywianie nieoczywistych przestrzeni i promocja określonego sposobu spędzania wolnego czasu przez organizowanie połączonych z koncertami śniadań na trawie.

W ciągu pierwszych 15 lat istnienia festiwal gościł m.in. takich artystów jak Vincent Dumestre, Roberta Invernizzi, Teresa Kamińska, Edin Karamazov, Simone Kermes, Emma Kirkby, Karol Kozłowski, Andrew Lawrence-King, Carlos Mena, Matteo Messori, Anna Mikołajczyk, Mark Padmore, Jan Peszek, Luca Pianca, Marcin Świątkiewicz czy Marek Toporowski. Podczas festiwalu wystąpiło także wiele znanych zespołów i trup muzycznych, m.in. Arte Dei Suonatori, Akademie für Alte Musik Berlin, Orlando Consort, The Hilliard Ensemble, L’Arpeggiata, La Venexiana, Le Poème Harmonique, Les Talens Lyriques, Cantus Polonicus.

Kościół Pokoju w Świdnicy, fot. materiały prasowe

W tym roku w Świdnicy wystąpią: 


25.06 Franco Fagioli, który posiada jeden z najbardziej fascynujących głosów naszych czasów. To rzadki typ kontratenora mocą głosu dorównującego dramatycznym kobiecym mezzosopranom i łączącego ją z niezwykłą wirtuozerią. W Kościele Pokoju zaśpiewa arie i motety Mozarta.

fot. Clarissa Lapollaph / Pentatone
22.07 Europa Galante, włoski zespół specjalizujący się w wykonawstwie muzyki barokowej założony i prowadzony przez Fabia Biondiego, jednego z najwybitniejszych współczesnych skrzypków. Zespół koncertuje na wszystkich kontynentach, przywracając do życia liczne zapomniane arcydzieła. W Świdnicy zagra sonaty skrzypcowe włoskich barokowych twórców.

23.07 L’Arpeggiata, która wystąpi z programem „Audi coelum”, to zespół zupełnie wyjątkowy. Jego nieortodoksyjne interpretacje muzyki dawnej zjednały mu całe rzesze fanów. Christina Pluhar, szefowa formacji, układa barwne tematyczne programy, w których łączy kompozycje barokowych mistrzów z ludową muzyką krajów basenu Morza Śródziemnego czy Ameryki Łacińskiej.

28.07 Jakub Józef Orliński, polski śpiewak, który stał się światowym objawieniem. Pojawia się regularnie w najważniejszych teatrach operowych z nowojorską Metropolitan Opera na czele. Jego występy w Polsce należą do rzadkości — tym bardziej wyjątkowy będzie jego świdnicki recital (przy fortepianie zasiądzie Michał Biel) z pieśniami m.in. Purcella, Moniuszki i Karłowicza.

29.07 The King’s Singers od ponad pięćdziesięciu lat reprezentują złoty standard śpiewu a cappella na największych scenach świata. Słyną z niezrównanej techniki, wszechstronności i umiejętności wykonawczych, a także z doskonałej muzykalności. W katedrze świdnickiej wykona program w całości poświęcony brytyjskiej muzyce renesansowej.

Ponadto, jak zwykle, odbędą się też w koncerty w różnych częściach regionu. Festiwal dociera do najbardziej odległych, a niezwykle urokliwych, zabytkowych kościołów we wsiach położonych z dala od popularnych tras turystycznych oraz malowniczych miasteczek (m.in. Strzegom, Żarów, Walim, Pożarzysko, Grodziszcze, Krzyżowa, Łagiewniki, Lesica, Piława Górna, Lwówek, Lubomierz, Gryfów). Tam również odkrywa nową publiczność, która nierzadko po raz pierwszy ma możliwość doświadczenia muzyki klasycznej na żywo w swojej własnej miejscowości.

Szczegóły/karty festiwalowe/wejściówki: bach.pl

informacja prasowa



poniedziałek, 18 czerwca 2018

"Orfeusz i Eurydyka" Ch. W. Glucka w Operze Wrocławskiej /recenzja/

We wrocławskiej inscenizacji "Orfeusza i Eurydyki" Ch. W. Glucka Mariusz Treliński osadza swoich bohaterów we współczesnych realiach, rozgrywa na naszych oczach kameralny dramat i zmienia pierwotne zakończenie. Jego opowieść brzmi na wskroś współcześnie.




Orfeusz i Eurydyka - siła muzyki i miłości

Wedle "Metamorfoz" Owidiusza, Orfeusz (syn Apollina i muzy Kaliope), pochodził z Tracji i był największym śpiewakiem i poetą. Miał talent tak niezwykły, że oddziaływał nie tylko na ludzi, ale także na dzikie zwierzęta i świat nieożywiony. Pod wpływem jego pieśni drzewa i skały poruszały się, by być bliżej niego, a wilk leżał obok baranka, zasłuchany i łagodny. Innymi słowy, przywracał światu jego utraconą harmonię. I oto pewnego dnia żona Orfeusza została ukąszona przed węża i zmarła. Kiedy nadbiegł poeta, była już martwa. Zrozpaczony, długo opłakiwał ukochaną, nie mógł jednak pogodzić się z jej utratą i postanowił zejść do Hadesu, aby ją odzyskać. Swoją muzyką oczarował Charona, obłaskawił Cerbera, aż stanął przed Hadesem i jego żoną, aby oznajmić im, że jego miłość silniejsza jest od śmierci. Zaczął błagać o zwrócenie mu ukochanej i gotów był umrzeć wraz z nią, jeśli miałby żyć bez niej. Jego pieśń była tak przejmująca, że - jak opowiada Owidiusz - "płakały cienie", Tantal zastygł w bezruchu, a sępy przestały wydziobywać jego wątrobę, zaś Syzyf usiał na swym głazie. Nawet okrutne Eumenidy zapłakały wzruszone pieśnią. W rezultacie Prozerpina i władca podziemia ulegli prośbom nieszczęśnika - oddali mu Eurydykę, z tym wszakże zastrzeżeniem, że Orfeusz nie może się odwrócić i spojrzeć na nią, zanim nie przejdą przez bramy Avernu. Jednak stało się: Orfeusz, zlękniony, że może ją utracić i spragniony jej widoku, odwrócił wzrok. I tak stracił ją na wieki. Owidiusz opowiada, że odtąd towarzyszyły mu płacz i cierpienie, aż wreszcie, narzekając na okrucieństwo Hadesu, powrócił do siebie. Inne wersje mitu dopowiadają, że zginął z rąk trackich kobiet, złych na niego, że ich unika. Podczas uroczystości ku czci Dionizosa najpierw bezskutecznie usiłowały go ukamienować (ale kamienie, czułe na jego śpiew, zatrzymywały się w locie), a wreszcie rzuciły się na niego z wściekłością, rozszarpały, a jego głowę i lirę wrzuciły do Hebros. Podobno fale zaniosły głowę i lirę na Lesbos, gdzie uroczyście je pochowano i odtąd wyspa ta uchodzi  za ojczyznę poezji lirycznej.

A. Rodin, Orfeusz i Eurydyka

Mit opowiadający o sile muzyki, która przywraca pierwotną harmonię, a także o miłości silniejszej od śmierci, stał się inspiracją dla artystów - począwszy od starożytności  (liczne malowidła wazowe) aż po współczesność, także w dziedzinie opery. Interpretacji mitu jest zresztą znacznie więcej. Jedna z nich zmierza w kierunku refleksji nad postacią poety i siłą jego wyobraźni. Mit Orfeusza w kulturze Zachodu przez wiele wieków utwierdzał w przekonaniu, że sztuka posiada szczególną moc, dzięki której artysta dotyka Absolutu. Mówił także o sztuce wyrażającej miłość, piękno i harmonię wszechświata oraz o "skażeniu" śmiercią, wyrażając w ten sposób tragizm ludzkiej egzystencji, rozdartej między wiecznością a przemijaniem, a także między miłością (życiem) a śmiercią.

Po temat ten sięgnął Claudio Monteverdi. Jego  Orfeusz (1607) pokonuje śmierć dzięki głęboko emocjonalnej pieśni. Oprócz Monteverdiego i Glucka po mit ten sięgali także inni kompozytorzy: Franciszek Liszt skomponował poemat symfoniczny "Orfeusz" (1854), J. Offenbach "Orfeusza w zaświatach" (1858), D. Milhaud operę "Cierpienie Orfeusza" (1931), zaś I. Strawiński - balet "Orfeusz" (1947). Z kompozytorów polskich warto wspomnieć operobalet "Orfeusz w lesie" (1977), skomponowany przez Tadeusza Paciorkiewicza. do słów poezji K.K. Baczyńskiego.

"Orfeusz i Eurydyka" Christopha Willibalda Glucka 

Wydaje się, że opera stanowi doskonałe medium pozwalające unieść ponadczasowe treści mitu za pomocą słowa i muzyki. Doświadczenie jednostkowe zyskuje w niej uniwersalny wymiar, w którym odnaleźć się może każdy człowiek.

Spektakl operowy "Orfeusz i Eurydyka" Christopha Willibalda Glucka powstał w szczytowym momencie kariery kompozytora, a jego prapremiera odbyła się 5 października 1762 roku na scenie wiedeńskiego Burgtheater. Pierwszym wykonawcą roli Orfeusza był wielki kastrat Gaetano Guadagni, który przyczynił się do sukcesu opery. Piotr Kamiński wspomina o istnieniu dwóch oryginalnych wersji tej opery: wiedeńskiej, śpiewanej po włosku na głos altowy oraz paryskiej - w języku francuskim, na wysoki tenor.

Akt I rozpoczyna scena nad grobem Eurydyki, w której Orfeusz i chór opłakują jej przedwczesną śmierć w pięknej i dojmująco smutnej pieśni Ah, se intorno, ah, dans ce bois:

Kathleen Ferrier, 1947 (contralto), Zoe Vlachopoulos (soprano), Ann Ayars (soprano), 
Southern Philharmonic Orchestra, Glyndebourne Festival Chorus, Fritz Stiedry

Orfeusz pragnie zostać sam (Chiami mio ben cosi - Objet de mon amour): 

Léopold Simonneau (tenor) w arii Chiami mio ben cosi - Objet de mon amour

Przybywa jednak Amor z wiadomością, że jest szansa na odzyskanie Eurydyki, pod warunkiem, że Orfeusz nie spojrzy na nią, dopóki nie znajdzie się wśród żywych. Ten nie waha się ani chwili  i schodzi do Piekieł. W akcie II wita go piekielny chór, a wokół niego krążą szalejące furie. Początkowe próby Orfeusza, mające na celu wzruszenie skargą, nie dają efektu, toteż wiedziony rozpaczą uderza mocno w struny liry i dopiero wówczas jego dramatyczny śpiew odnosi pożądany skutek (Deh, placatevi con me - Laissez vous toucher):

Anders J. Dahlin (tenor) w pieśni Deh, placatevi con me...

Udaje mu się poruszyć piekielne moce i oto znajduje się na Polach Elizejskich, otoczony baletem Szczęśliwych Cieni, a Eurydyka powraca do niego.

W akcie III oboje przemierzają mroczne otchłanie w kierunku świata żywych. Podczas tej wędrówki Eurydyka nie rozumie, dlaczego jej ukochany jest tak obojętny, że nawet nie spojrzy na nią. Skarży się, a on jej odpowiada wymijająco (Veni, appaga ilo tuo consorte).


Vieni Appaga Il Tuo Consorte - Jaime Korkos & Hae Ji Chang

Pod wpływem wyrzutów, nie mogąc dłużej znieść jej cierpienia, Orfeusz odwraca się, a wówczas Eurydyka powtórnie umiera w jego ramionach. Zrozpaczony poeta pragnie targnąć się na swoje życie, ale wtedy pojawia się Amor i zwraca mu Eurydykę żywą (tercet Trionfi Amore - L`Amour triomphe) - miłość zwycięża śmierć.



L'Amour Triomphe - C.W. Gluck - sir John Eliot Gardiner, English Baroque Soloists & Monteverdi Choir 
Derek Lee Ragin (counter-tenor), , Lyndia Sieden (soprano), Sylvia McNair (soprano)



                 "Orfeusz i Eurydyka" Ch. W. Glucka w reżyserii Mariusza Trelińskiego,
                                                      w Operze Wrocławskiej 

16 grudnia 2017 roku odbyła się wrocławska premiera opery Glucka "Orfeusz i Eurydyka" w reżyserii Mariusza Trelińskiego - wybitnego interpretatora wielu oper. Nie jest to jego pierwsza inscenizacja tej opery. W 2008 roku przygotował "Orfeusza i Eurydykę" w Słowackim Teatrze Narodowym w Bratysławie, gdzie cieszyła się wielkim powodzeniem. Kolejną wersję zaprezentował w 2009 roku w Teatrze Wielkim Operze Narodowej. "Orfeusz i Eurydyka" była także wystawiana w Operze Izraela (2012). Jest to zatem dzieło, z którym reżyser mierzy się od dawna, choć każda z tych inscenizacji jest nieco inna. Wrocławska wersja opery Glucka jest czwartą z kolei, przygotowaną we współpracy Opery Wrocławskiej z Narodowym Forum Muzyki (Orkiestrą Barokową).

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
Każda z tych inscenizacji jest jednak trochę inna, choć nie zasadniczo. Tym razem chcieliśmy opowiedzieć historię współczesną, ludzką, intymną - wyjaśniał podczas konferencji prasowej Treliński. Wszyscy doświadczamy utraty, więc historia Orfeusza, rozgrywająca się we współczesnym mieszkaniu, może stać się bliską każdemu. To historia o utracie miłości, rozstaniu, po których pozostaje dojmujący smutek. Pokazujemy w tym spektaklu wszystkie fazy piekła, przez które przechodzi człowiek tak boleśnie zraniony, roztrząsający swoje winy, czujący ciągle obecność ukochanej osoby. Potem to się zmienia, kiedy wyobrażamy sobie, co by było, gdyby do rozstania nie doszło, zaczynamy rzecz całą idealizować. Ta obecność ciągle istnieje i boli.

Podkreślał także obecność inspiracji poematem "Orfeusz i Eurydyka" Czesława Miłosza, a ściślej - jego zakończeniem (przytulenie policzka do ciepłej ziemi).

Wszystkie moje realizacje mają związek ze sprawami, które wydarzają się w moim życiu bezpośrednio lub duchowo - dodał reżyser.

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
Sądzę, że takie podejście do opery wiele tłumaczy. Dlatego też Mariusz Treliński osadza swoich bohaterów we współczesnych realiach, rozgrywa na naszych oczach kameralny dramat i zmienia zakończenie, co jest jednak istotne dla wymowy opery. Przyznam, że choć doceniam twórcze podejście reżysera, to jednak zabrakło mi w tym spektaklu metafizyki. Zapowiada to już widoczna na plakacie czerwona pigułka z napisem "Piekło jest we mnie", który brzmi trochę jak nawiązanie do cytatu z Sartre`a ("Piekło to inni"). Tak czy owak to dramat na wskroś współczesny, rodzaj psychodramy, którą odgrywa tytułowy bohater. Jego partnerka popełnia samobójstwo (a to jednak nie to samo, co nagła i niespodziewana śmierć), z czego możemy wnosić, że chyba nie była w tym związku szaleńczo szczęśliwa. Raczej nie czuła się kochana, skoro sięgnęła po tabletki (a wcześniej podcięła sobie żyły). Mężczyzna zjawia się za późno - ona umiera w jego ramionach. Od tej pory wszystko rozgrywa się w jego wyobraźni - piekło rzeczywiście jest w nim. Zbyt późno uświadamia sobie, jak ważna była dla niego Eurydyka - ciągle czuje jej obecność i próbuje ją odzyskać, ale smagany wyrzutami sumienia - traci ją ponownie i bezpowrotnie.

Orfeusz i Eurydyka w reż. M. Trelińskiego, Opera Wrocławska
W rolach głównych wystąpił gościnnie we wrocławskim przedstawieniu Glucka Michał Partyka (baryton), ale opera ma także w obsadzie Jacka Jaskułę i Łukasza Rosiaka. W Eurydykę wcieliła się gościnnie Bożena Bujnicka (sopran), zamiennie z Iloną Krzywicką. W roli Amora (przebranego za listonoszkę): Maria Rozynek-Banaszak i Hanna Sosnowska. Wystąpił także Chór i Balet Opery Wrocławskiej. Grała - jak zawsze pięknie - Wrocławska Orkiestra Barokowa pod dyrekcją Jarosława Thiela. Wykonawcy - wszyscy bez wyjątku znakomici, o czym nie trzeba nikogo przekonywać.

Strona wokalna i wizualna (świetne Eumenidy ucharakteryzowane na Eurydykę, stanowiące jej zwielokrotnienie, wyrażają obsesję bohatera) wzbogacają interpretację sztuki. Zwyczajna, a zarazem bardzo funkcjonalna scenografia Borisa Kudlički - stałego współpracownika Trelińskiego, wspomagana światłem, pełniącym w tym spektaklu istotną rolę (Marc Heinz) - tworzą kameralny obraz świata. To mogłoby się wydarzyć wszędzie, także w twoim M4, zdaje się mówić reżyser,  bo "piekło jest w tobie". Szkoda jednak, że współczesny Orfeusz (czytaj: artysta) nie wierzy w to, że miłość jest silniejsza od śmierci. A może po prostu nie umie kochać równie mocno, jak jego mitologiczny odpowiednik...

Tak czy owak niedawna propozycja Opery Wrocławskiej zasługuje na uwagę i z pewnością trzeba ją zobaczyć (ja zrobiłam to dopiero w czerwcu, bo w grudniu powaliła mnie grypa) i - przede wszystkim POSŁUCHAĆ.

Na koniec mój ulubiony Orfeusz - Franco Fagioli:

Franco Fagioli Orfeo "Che faró senza Euridice",C.W.Gluck- Palacio Versailles,
Paris 7-11-2013

czwartek, 14 listopada 2019

W blasku gwiazd i w hołdzie dla Beethovena - znamy program ICE Classic 2020!

Gwiazdorski cykl koncertów ICE Classic w Centrum Kongresowym ICE Kraków po raz szósty powraca w roku 2020, w którym przypada 250-lecie urodzin Ludwiga van Beethovena. Znamy już program – czekają nas trzy niezapomniane wieczory z orkiestrami i solistami należącymi do światowej czołówki wykonawstwa muzyki klasycznej. W ramach ICE Classic wystąpią Royal Philharmonic Orchestra, Jordi Savall oraz Jakub Józef Orliński. Bilety dostępne są od 14 listopada.




Podobnie jak w roku 2019, i tym razem cykl ICE Classic otworzy wybitna orkiestra symfoniczna. Zwana brytyjską orkiestrą narodową Royal Philharmonic Orchestra od siedmiu dekad kroczy drogą sukcesów osiąganych na Wyspach i podczas regularnych tras koncertowych obejmujących cały świat. Orkiestra została założona w 1946 roku przez sir Thomasa Beechama, kluczową postać powojennego życia muzycznego w Zjednoczonym Królestwie, realizatora stu dwudziestu operowych premier, w tym sześćdziesięciu dzieł wykonywanych w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy. Dzieje RPO noszą także polski ślad: jednym z jej dyrygentów (jako stały współpracownik) jest Grzegorz Nowak. 25 marca również nie zabraknie rodzimego akcentu, bowiem koncert otworzy Dziesięć tańców polskich – intrygujące wczesne dzieło Witolda Lutosławskiego. Od sezonu 2021/2022 na czele Royal Philharmonic Orchestra stanie Vasilij Petrenko, jeden z najbardziej rozchwytywanych obecnie dyrygentów. Rosyjsko-brytyjski artysta zasłynął jako wybitny interpretator muzyki ze swej pierwszej ojczyzny, szczególnie dzieł Dymitra Szostakowicza (dla wytwórni Naxos zarejestrował serię wykonań jego symfonii). Usłyszymy pod jego batutą I Koncert skrzypcowy – jedno z wielu dzieł w dorobku Szostakowicza świadczących o trudnych relacjach z władzą komunistyczną, na blisko dziewięć lat wstrzymane przez cenzurę, „uwolnione” dopiero po śmierci Józefa Stalina i zaprezentowane w 1955 roku. Koncert dedykowany był jednemu z najważniejszych skrzypków dwudziestego stulecia – Dawidowi Ojstrachowi, który jego partię solową nazwał „rolą prawdziwie szekspirowską”. W Krakowie jako solista wystąpi światowej sławy rosyjski skrzypek Siergiej Krylov. Szostakowicz w swoim monumentalnym utworze podejmuje dialog z arcydziełem, przeciwstawiając cytat z własnej VII Symfonii motywowi losu z V Symfonii Ludwiga van Beethovena. Skoro więc w Koncercie Szostakowicza wywołany zostanie Beethoven, na finał zabrzmi właśnie jego V Symfonia. W ten sposób ICE Classic po raz pierwszy złoży muzyczny hołd jubilatowi.

Druga część celebracji odbędzie się jesienią – 13 października Jordi Savall oraz Le Concert des Nations wykonają Beethovenowskie opus magnum: IX Symfonię. Będzie to jedyny punkt tego wieczoru z ICE Classic, ale za to jaki! Koncert jest częścią szeroko zakrojonego projektu Beethoven Academy 250 realizowanego przez katalońskiego interpretatora i propagatora muzyki dawnej, wielokrotnego gościa Festiwalu Misteria Paschalia. Wraz z zespołem Le Concert des Nations, obchodzącym w 2019 roku swoje 30-lecie, Savall angażuje młodych muzyków, którzy dołączają do wielonarodowej orkiestry, aby zgłębiać świat symfoniki niemieckiego kompozytora. Możemy się spodziewać, że ostatnia symfonia Beethovena, nazywana „boskim objawieniem”, „Marsylianką ludzkości”, „symfoniczną alfą i omegą”, zabrzmi – wraz Odą do radości, którą wybrano na hymn Unii Europejskiej – w zupełnie nowej szacie dźwiękowej instrumentów historycznych oraz ożywczej interpretacji Savalla.

Ubiegłoroczny cykl ICE Classic zamykał uwielbiany przez polską publiczność Philippe Jaroussky. Pisaliśmy wówczas, że choć to największy kontratenor świata, po piętach depcze mu Jakub Józef Orliński, który jak błyskawica pędzi od sukcesu do sukcesu. Choć śpiewak ukończył zaledwie 28 lat, jego kariera ma już wymiar światowy. Dorota Kozińska pisała o nim: „Nie ma na niego mocnych (...). Postanowił zostać bożyszczem współczesnych tłumów – bez kompleksów, bez rozpychania się łokciami, z wdziękiem i za cenę mrówczej pracy. Na razie idzie mu świetnie”. To właśnie jego recital zamknie cykl ICE Classic w 2020 roku: 16 grudnia artysta wystąpi z programem ze swego drugiego solowego albumu Facced'amore, na który składa się wybór arii m.in. Cavallego, Handla, Bononciniego czy Hassego. Orliński przyznawał, że kryterium doboru dzieł było stworzenie wielowymiarowego portretu męskiego kochanka. W jego kreowaniu polskiemu śpiewakowi towarzyszyć będzie specjalizujący się w wykonawstwie dawnych oper zespół Il Pomo d'Oro, który przyczynił się do sukcesu takich kontratenorowych gwiazd, jak Franco Fagioli, Max Emanuel Cencic i Xavier Sabata.

Trzy wielkie koncerty i trzy mocne programy – od Witolda Lutosławskiego do Francesca Cavallego, od wielkiej symfoniki do intymnych arii miłosnych z barokowych oper, od współczesności po muzykę dawną, a wszystko w mistrzowskich wykonaniach – to właśnie oferuje melomanom (i nie tylko!) cykl ICE Classic.


Dla KBF Mateusz Ciupka, autor bloga „Szafa melomana”

informacja prasowa

niedziela, 9 czerwca 2024

"Händel-Haus". Muzeum kompozytora w Halle

Podczas pobytu w Halle na Händel Festspiele odwiedziłam Händel-Haus - Dom Händla, w którym została zaaranżowana wystawa poświęcona kompozytorowi, a także instrumentom muzycznym z epoki - aż po współczesność. Można na niej także posłuchać fragmentów kompozycji autora "Mesjasza" i ... samemu coś zagrać :-)

Przed Händel-Haus (Dom Händla) w Halle, fot. Marek Cisek

Do 7 stycznia 2025 roku można oglądać w Händel-Haus wystawę w kształcie, jaki zaproponowali na podstawie książek historycznych oraz cennych grafik, dwaj kuratorzy: Karl Altenburg, Christiane Barth, przy współpracy dr. Juliane Riepe (Fundacja Domu Handla)

HANDEL – EUROPEJCZYK

W szesnastu salach wystawienniczych muzeum można uzyskać informacje o życiu, twórczości i czasach Georga Friedricha Händla – Europejczyka (Mieszkał m. in. we Włoszech, w Anglii). Korzenie rodziny sięgają Wrocławia (wówczas Breslau). Już na początku ekspozycji wyeksponowano księgi metrykalne i genealogię rodziny. Został także pokazany instrument podobny do tego, na którym Händel uczył się grać od 1696 roku. Jego nauczycielem był  Friedrich Wilhelm Zachau, utalentowany muzyk i kompozytor. Jednak W 1704 roku przyszły kompozytor postanowił zrezygnować z kariery organisty i opuścił rodzinne Halle, by udać się do Hamburga, gdzie został zatrudniony w Oper am Gänsemarkt jako skrzypek i klawesynista Wkrótce potem rozpoczął pisanie oper. 

Fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W salach wystawowych na pierwszym piętrze można zobaczyć wystawę „Handel –Halle”, Handla jako „kompozytora o randze europejskiej” oraz dużo portretowanych osobowości artystycznych, m. in. Johannesa Brahmsa czy Ludviga van Bethoveena. Wirtualnie zaprezentowano "Händla w Londynie": jako „kompozytora operowego i przedsiębiorcę” (dziś powiedzielibyśmy raczej: menadżera), „mistrza oratorium angielskiego” i ostatecznie określono mianem „obywatela świata”. Możemy zatem zobaczyć pierwsze wydania oper i oratoriów oraz Biblii, z której mógł korzystać kompozytor. Sfotografowałam m. in wydania Teseo" oraz "Tolomeo", którego miałam okazję posłuchać podczas Händel-Festspiele Halle w znakomitym wykonaniu Il Giardino Armonico, Kammerorchester Basel  pod batutą Giovanniego Antoniniego oraz  wspaniałych solistów, m. in. Franco Fagioli, Guli Semenzato, Andrea Mastroni...

fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Zabytkowe instrumenty muzyczne

Znaczącą część ekspozycji zajmują zabytkowe instrumenty muzyczne. Zwiedzający wyruszają w ekscytującą podróż śladem ich historii –  od baroku do współczesności: smyczkowe, szarpane, dęte i klawiszowe z czasów Haendla, po których pojawiły się wczesne instrumenty klasyczne, takie jak fortepiany, Wśród eksponatów jest także takie cudo, jak harmonika szklana z 1820 roku – podłużna drewniana skrzynia, wewnątrz której umocowanych jest współosiowo kilkadziesiąt szklanych talerzy (zwanych też kloszami), stanowiących zestaw wibratorów różniących się wielkością, strojonych chromatycznie. Za pomocą mechanizmu napędzanego pedałem są one wprawiane w ruch obrotowy. Dotknięcie wilgotną opuszką palca wirującego klosza wprawia go w drganie o częstotliwości zależnej od jego wielkości.

Harmonika szklana z 1820 roku, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Na drugim piętrze z kolei zobaczymy instrumenty dęte blaszane z epoki klasycznej i romantycznej, ale także ekscytujące wynalazki, takie jak szafy grające czy... unikalne skrzypce do paznokci i suzafon  (niestety, w większości za szybą, toteż zdjęcia wyszły mi marne). Chętni mogą tu zagrać na kopiach instrumentów historycznych.

Fragment wystawy, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Jako ciekawostkę dodam, że w każdą pierwszą niedzielę miesiąca o 15.00 w Domu Händla studenci University of Church Music Halle lub zaproszony solista grają na wybranych instrumentach klawiszowych. Ton tym koncertom nadają odrestaurowane w 1993 organy zbudowany w latach 1769/70 dla kościoła protestanckiego w Tegkwitz koło Altenburga i 17 października 1770 przez Johanna Ludwiga Krebsa (1713–1780), który pracował wówczas jako organista nadworny w Altenburgu. Instrument został gruntownie odrestaurowany w pracowni restauracyjnej Handel House i zintegrowany z muzeum instrumentów muzycznych, gdzie słychać go regularnie od 2003 roku.

fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Połączenie instrumentu klawiszowego i liry: Lyraflügel, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Z pewnością jest to wystawa warta obejrzenia, pomysłowo zaaranżowana. 


Mycelium. Formy z królestwa grzybów – otwarcie nowej wystawy w Muzeum Architektury we Wrocławiu

W czwartek, 15 października 2026 r. o godzinie 18.00 Muzeum Architektury we Wrocławiu zaprasza na otwarcie wystawy "Mycelium. Formy z k...

Popularne posty