Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Aldona Bartnik, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Aldona Bartnik, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2019

Nastrojowa "Melancholia" Aldony Bartnik /recenzja płyty/

Płyta "Melancholia" zawiera wyjątkowo piękne utwory polskich kompozytorów do słów rodzimych poetów i jest niezwykle udaną prezentacją rozmaitych nastrojów, nie tylko smutnych - także wesołych, żartobliwych, a zarazem urokliwych. Z pewnością spodoba się nie tylko cudzoziemcom, choć została pomyślana jako prezentacja polskiej kultury muzycznej.



Płyta nagrana przez Aldonę Bartnik i towarzyszącego jej pianistę Maurice Lammerts van Buerena mogłaby stanowić ilustrację znanego powiedzenia: "Cudze chwalicie, swego nie znacie"...  Zawiera wyjątkowo piękne utwory polskich kompozytorów i zrodziła się w jakimś sensie z zachwytu uczestników  warsztatów muzycznych na Wydziale Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze, gdzie nasz piękny sopran studiował przez dwa lata muzykę dawną. Tak opowiadała o tym artystka w wywiadzie:

"/Podczas studiów/ brakowało mi polskiej kultury, za którą tęskniłam. W związku z tym postanowiłam przynieść na warsztaty Pieśni kurpiowskie Karola Szymanowskiego. Pianista był bardzo biegły w czytaniu nut a vista i byłam pewna, że poradzi sobie również z tymi trudnymi kompozycjami. Kiedy wykonaliśmy te pieśni, na sali zapadła głęboka cisza. Ludzie oniemieli. Wtedy też doświadczyłam, jaką moc ma w sobie ta muzyka. Po zajęciach zauroczony nią pianista Maurice Lammerts van Bueren zaproponował mi nagranie albumu z muzyką polską. Oczywiście, zgodziłam się bez wahania! Upłynęły dwa lata i wreszcie płyta pt. „Melancholia” została nagrana w styczniu 2018 roku w holenderskiej  wytwórni Zefir Records".

W konsekwencji powstała ta niezwykła płyta, zawierająca piękne i bardzo osobiste interpretacje utworów kompozytorów polskich. Album otwierają - jakże by mogło być inaczej - trzy pieśni Fryderyka Chopina do słów poetów romantycznych. Pierwszą jest pieśń  Józefa Bohdana Zaleskiego, stylizowana na ukraińską dumkę, pod tytułem"Śliczny chłopiec", którą  zachwyci się goszcząca w Nohant Ludwika, siostra Fryderyka. Chopin zaś nadał pieśni melodię i rytmy mazurka. Wykonana została na płycie z prawdziwym wdziękiem przez Aldonę (sopran), której z dużym wyczuciem akompaniuje, było nie było, Holender :-)

Śliczny chłopiec, czego chcieć?
Czarny wąski, biała płeć!
Niech się spóźni godzinę,
To mi tęskno aż ginę,
Śliczny chłopiec, czego chcieć?
Czarny wąsik, biała płeć. 



Aldona Bartnik (sopran), Maurice Lammerts van Buerena (piano), 
19 Polish Songs, Op. 74: No. 8, Śliczny chłopiec

Drugi utwór Chopina ma w sobie więcej melancholii - to liryczna melodia do słów innego wybitnego poety romantycznego - Zygmunta Krasińskiego: "Melodia":

Z gór, gdzie dźwigali strasznych krzyżów brzemię,
Widzieli z dala obiecaną ziemię.
Widzieli światło niebieskich promieni,
Ku którym w dole ciągnęło ich plemię,
A sami do tych nie wejdą przestrzeni!
Do godów życia nigdy nie zasiędą,
I nawet, nawet może zapomnieni
Zapomnieni, zapomnieni będą.

Trzeci - "Moją pieszczotkę" Chopin skomponował do słów Adama Mickiewicza i jest to pełna wdzięku pieśń miłosna:

Moja pieszczotka, gdy w wesołej chwili
Pocznie szczebiotać i gruchać, i kwilić
Tak mile grucha, szczebioce i kwili
Że nie chcąc słówka żadnego postradać
Nie śmiem przerywać, nie śmiem, nie śmiem odpowiadać
I tylko chciałbym słuchać, słuchać, słuchać

Lecz mowy żywość gdy oczki zapali
I pocznie mocniej jagody różować
Perłowe ząbki błysną śród korali

Ach! wtenczas śmielej w oczęta spoglądam
Usta pomykam i słuchać nie żądam
Tylko całować, całować, całować

Po niej następują bardzo nastrojowe pieśni Ignacego Paderewskiego do wierszy autora "Liryków lozańskich", wśród których znajduje się m.in. słynny utwór "Polały się łzy" czy "Nad wodą wielką". Dodać trzeba , że niektóre z nagrań wykonuje na fortepianie solo Maurice Lammerts van Bueren i czyni to z niezwykłym wyczuciem tonu, frazy, nastroju - świetny interpretator!


Aldona Bartnik (sopran), Maurice Lammerts van Buerena (piano), 6 Lieder, Op. 18:
No. 1, Polały się łzy

Oprócz kompozycji Chopina i Paderewskiego, na płycie znalazły się także utwory Karola Szymanowskiego do słów Juliana Tuwima, wśród których usłyszymy takie polskie łamańce językowe, jak chociażby "Słowisień". Widać stąd, że Aldona Bartnik nie boi się wyzwań i chętnie częstuje cudzoziemców trudną ojczyzną-polszczyzną. I bardzo dobrze!



Aldona Bartnik (sopran), Maurice Lammerts van Buerena (piano), Słopiewnie, 
Op. 46b: No. 1, Słowisień

Być może polskie nastroje i "szeleszczący" język kojarzą się obcemu odbiorcy z melancholią, ja tu jednak dostrzegam bogactwo różnych nastrojów i - może przede wszystkim - oryginalność polskiej kultury. Jeśli nawet polszczyzna budzi u innych takie emocje, jak w powieści Miljenko Jergovića "Wilimowski":

Ów język – szeleszczący ostry i jękliwy przerażał i zdumiewał. Kiedy słyszeli go z daleka, zaczynali głośno śpiewać pobożne pieśni, żeby uchronić się przed jego diabelską mocą. 

Otóż sądzę, że w przypadku, gdy język jest śpiewany - i to tak pięknie! - może tylko oczarować swoją "anielską mocą" :-)  Nie szelesty słychać, lecz piękne brzmienie. Płyta "Melancholia" Aldony Bartnik i  Maurice`a  Lammerts van Buerena z pewnością spodoba się nie tylko cudzoziemcom. Słuchałam jej z prawdziwą przyjemnością i gorąco Wam polecam.

Melancholia: Polish songs and mazurkas by Aldona Bartnik and Maurice Lammerts van Bueren

środa, 9 kwietnia 2025

Aldona Bartnik z Chopinem przez świat /wywiad/

Z Aldoną Bartnik – sopranem wykonującym muzykę dawną – rozmawiam o recitalach chopinowskich  w Japonii z towarzyszeniem pianisty Naruhiko Kawaguchi, o okolicznościach podwójnego zaproszenia na EXPO 2025 oraz o tajemnicach interpretacji.

Aldona Bartnik i Naruhiko Kawaguchi podczas koncertu w Japonii, fot z archiwum artystki
Barbara Lekarczyk-Cisek: W tym roku Japonia po raz trzeci organizuje Wystawę Światową Expo, na którą również zostałaś zaproszona. To z pewnością wielkie wydarzenie, szczególnie, że będziesz w nim uczestniczyła po raz pierwszy. Jakie złożyły się na to okoliczności?

Aldona Bartnik: Tegoroczna wystawa odbywa się na terenie specjalnie wybudowanej wioski, znajdującej się w pobliżu dawnego lotniska. Otwarcie nastąpi 13 kwietnia, a wystawa potrwa do 13 października. Tematem przewodnim jest „ŻYCIE”, co wraz z podtematami podkreśla zbliżenie narodów i ludzi poprzez współpracę ponad wszelkimi podziałami na rzecz dobrego życia oraz lepszego jutra dla wszystkich. Bardzo się cieszę, że będę częścią tego projektu!

A pomysł pojawił się w grudniu 2023 roku, kiedy po raz pierwszy pojechałam do Japonii na koncerty z pieśniami Fryderyka Chopina, ponieważ Japończycy uwielbiają naszego kompozytora. Koncertowałam wraz z Naruhiko Kawaguchim – laureatem drugiego miejsca I Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych. Poznałam go w 2016 roku Amsterdamie i nagraliśmy wspólnie płytę „Kilka słów o miłości”, która zawiera kompozycje pochodzące z manuskryptów znajdujących się we wrocławskim Ossolineum, które opracowałam w ramach projektu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 

Na tym się jednak Wasza współpraca nie zakończyła…

To prawda, nasza współpraca tak dobrze się układała, że Naruhiko zaproponował, abyśmy zrobili podobny projekt z pieśniami Chopina. W grudniu 2023 roku pojechaliśmy do Japonii, gdzie zaprezentowaliśmy pięć koncertów: w Tokio, Nagoja, Kioto, Sagamiko, Sakai. Zostaliśmy niezwykle ciepło przyjęci! Japońska publiczność jest wyjątkowa, inna od europejskiej, która przychodzi na koncerty niekoniecznie dla samej muzyki, ale bardziej z powodów konwencjonalnych. Japończycy są inni – słuchają niezwykle uważnie, w wielkim skupieniu i pozwalają artyście na przekazanie rozmaitych niuansów, na większe otwarcie się w poczuciu, że jest się traktowanym z wielką uważnością, żeby nie powiedzieć: z miłością. Zdarzało mi się doświadczyć, że słuchacze podczas koncertu płakali, co było dla mnie znakiem, że udało mi się dotknąć w nich czegoś głęboko intymnego. W Japonii miałam nawet swój fan club, co mi się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Po każdym koncercie podpisywaliśmy płyty, a ludzie wręczali nam prezenty, co jest w Japonii zwyczajem. Ludzie lubią je sobie wręczać przy różnych okazjach. Czułam się tam bardzo dobrze, bo kultura Japończyków jest bardzo wysoka. Starają się sobie wzajemnie nie przeszkadzać, są delikatni, szanują wzajemnie swoją odrębność. Było to dla mojej duszy rodzajem sanatorium po naszej głośnej Europie, w której ścigamy się, kto jest lepszy. Kiedy więc wracałam do Europy, zapragnęłam tam powrócić. Traf chciał, że jeszcze w samolocie przeczytałam informację, że japońska fundacja, organizująca Wystawę Światową EXPO, przyjmuje zgłoszenia na eventy. Po powrocie, w ciągu zaledwie kilku dni, bo tyle tylko miałam czasu, w porozumieniu z Naruhiko oraz Arim –  twórcą wizualizacji, napisałam wniosek i w maju otrzymałam pozytywną zwrotną informację. 

Ile koncertów zamierzacie zaprezentować i jaki to będzie repertuar?

Damy po dwa koncerty 6 i 12 maja i oczywiście będzie to Chopin. Zamierzamy wybrać pieśni oraz kilka utworów fortepianowych. Zwróciłam się do Instytutu Fryderyka Chopina z prośbą o finansowe wsparcie naszego projektu – również z powodzeniem. Głównym atutem był Naruhiko (śmiech). Instytut nie tylko nas sfinansował, za co jestem bardzo wdzięczna, ale także zaprosił ponownie na EXPO – na Tydzień Chopinowski w Pawilonie Polskim, który odbędzie się w sierpniu 2025 roku. I wtedy ponownie zagramy z Naruhiko recital pieśni. Tak więc w Japonii będę dwukrotnie, z czego bardzo się cieszę. Jestem również ciekawa, jakie możliwości daje występ na EXPO. Być może zostaniemy zauważeni, co zaowocuje występami w miejscach, w których jeszcze nie byliśmy. 

Aldona Bartnik i Naruhiko Kawaguchi podczas koncertu w Japonii, fot. z archiwum artystki

Oby się udało! Twój sopran artystki wykonującej muzykę dawną znakomicie współgra z pieśniami Chopina, komponowanymi z myślą, że będą one wykonywane w salonach przez utalentowane muzycznie młode damy. 

Rzeczywiście, jako artystka śpiewająca muzykę dawną czuję się swobodnie i autentycznie wykonując utwory łączące poezję z muzyką. Poza tym niemal za każdą z tych pieśni kryje się jakaś historia, często tajemnicza i niedopowiedziana.

To interesujące! Czy mogłabyś którąś z nich przytoczyć? 

W pamięci mam pełną tajemnic historię, która skrywa się na za pieśnią skomponowaną do słów Adama Mickiewicza: „Moja pieszczotka”. Istnieją poszlaki, że została napisana dla Delfiny Potockiej – muzy romantyków, kobiety niezwykle pięknej i utalentowanej muzycznie i plastycznie, która była uczennicą i wieloletnią przyjaciółką Chopina. Nie wiadomo, czy mieli romans, wiadomo jednak, że na prośbę umierającego Chopina przyjechała do Paryża, aby zaśpiewać mu na łożu śmierci, co też uczyniła, z trudem hamując płacz… Musieli więc być sobie bliscy. Kilka utworów jej zadedykował, m. in. Walc Des-dur nr 1: „A Madame la Comtesse Delphine Potocka” czy Koncert fortepianowy f-moll op. 21. W liście do Tytusa Woyciechowskiego pisał, że ma swój ideał, który mu się śni i na jego pamiątkę stworzył adagio do tego koncertu. Tym ideałem z pewnością była Delfina Potocka.

Bardzo poruszające… Zetknięcie z twórczością kompozytora niezmiennie prowadzi do zgłębiania jego biografii – by lepiej oddać emocje w niej zawarte. Koncertujecie z Naruhiko również w Polsce…

Tak, 1. maja damy koncert w Narodowym Forum Muzyki, a jego program będzie powtórzeniem tego, który prezentowaliśmy na trasie koncertowej w Japonii. Wcześniej będziemy występować w ramach cyklu „Z klasyką przez Polskę”. W programie znajdzie się muzyka Chopina i jego uczniów oraz pieśni Stanisława Niewiadomskiego, nagrane na płycie „Kilka słów o miłości”. Cykl jest dedykowany słuchaczom z małych miejscowości i służy „oswajaniu” ich z klasyką. 

Aldona Bartnik podczas koncertu w Japonii, fot. z archiwum artystki

Czy mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy, jaka jest droga do właściwej interpretacji. 

Nie jestem typem wokalistki, która przychodzi na próbę z pianistą z gotową interpretacją. Powstaje ona w toku prób. Szczególną uwagę zwracam na tekst, który jest dla mnie punktem wyjścia do interpretacji, a także na melodię, natomiast z Naruhiko staram się znaleźć harmoniczne aspekty wymagające podkreślenia. Czasami jest tak, że Naruhiko przekona mnie do swojej wersji interpretacji, a czasami ja to robię i tak osiągamy konsensus. Zawsze dostarczam mu tłumaczenie, więc towarzysząc mi doskonale orientuje się w tekście, mimo że nie zna języka polskiego. Głos jest narzędziem, który się zmienia, dojrzewa wraz z wiekiem, co także wpływa na sposób interpretacji, która nigdy nie jest taka sama. Dlatego staram się pracować nad kompozycjami w dłuższej perspektywie, dojrzewać do właściwej dla mnie. Temu też służą między innymi koncerty. 

Już sama współpraca z cudzoziemcem, który nie zna języka, jest dużym wyzwaniem, sprawiającym, że tłumacząc dla niego tekst i interpretując go, sama musisz przyjrzeć się mu wnikliwiej, a w konsekwencji działa to pewno stymulująco i otwiera nowe możliwości interpretacji.

Z pewnością tak jest. Mimo pewnych barier, praca z Naruhiko jest przyjemna, ponieważ jest niezwykle pracowity i bardzo szybko się uczy. Sam pianista uważa, że wrażliwość Polaków i Japończyków jest zbliżona. Twierdzi, że lubi przyjeżdżać do Polski, bo ludzie tutaj są delikatni i ciepli. Z Naruhiko mamy mimo wszystko znakomite porozumienie – wspólny język artystyczny. Na scenie dajemy sobie wolność, bo umiemy siebie słuchać. A przy tym, mimo długiej już współpracy, pozytywnie się zaskakujemy i ciągle inspirujemy. Nie nudzimy się sobą (śmiech). Bardzo sobie cenię tę muzyczną przyjaźń. 

Z Naruhiko będziemy w październiku koncertować w Valldemossie na Majorce, gdzie Chopin kilkakrotnie wypoczywał z George Sand i o której pisał: „Niebo jak turkus, morze jak lazur, góry jak szmaragd, powietrze jak w niebie”. Skomponował tam wiele arcydzieł: Poloneza c-moll, Balladę F-dur, Scherzo cis-moll oraz cykl 24 Preludiów. A my będziemy koncertować w domu, w którym się zatrzymywał. 

O, to już nie zwykły koncert, ale wędrówka śladami Chopina! Dziękuję za rozmowę i życzę wspaniałych przeżyć.


F. Chopin, Moja pieszczotka / My Darling Op.74 No.12, wyk. Aldona Bartnik i Naruhiko Kawaguchi


Pod tym linkiem - recenzja płyty „Kilka słów o miłości”

poniedziałek, 28 października 2019

Aldona Bartnik: Pragnę śpiewać o miłości /wywiad/

Rozmawiam ze znakomitą sopranistką – absolwentką Akademii Muzycznej we Wrocławiu oraz Wydziału Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze. Artystka z sukcesem specjalizuje się w muzyce dawnej, współpracując z wieloma wybitnymi wykonawcami, m.in. z Colegium Vocale Gent, Vox Luminis, Capella Cracoviensis, a także dyrygentami: Philippe Herreweghe, Václavem Luksem czy Jordi Savallem. Aldona Bartnik opowiada o swojej drodze artystycznej, nagraniach, przeżyciach i planach artystycznych.

Aldona Bartnik, fot. Karol Adam Sokołowski

Barbara Lekarczyk-Cisek: Wprawdzie sukcesy są przyjemną stroną każdej kariery, mnie jednak interesuje prowadząca do nich, często niełatwa, droga. Od czego w ogóle się zaczęło? Kiedyś rozmawiałam z panem Jarosławem Thielem - wyznał, że będąc najmłodszy w rodzinie, pragnął dorównać starszemu rodzeństwu, które kształciło się w szkole muzycznej. Ostatecznie to on jako jedyny ostał się w zawodzie muzyka… A jak było z Panią?

Aldona Bartnik
: O tym, że zaczęłam kształcić się muzycznie, również zdecydował właściwie przypadek. Jestem jedyną osobą w rodzinie zajmującą się muzyką. Jednak oboje rodzice zawsze kochali muzykę – śpiewali, grali na różnych instrumentach, ale ze względu na różne okoliczności nie mogli rozwijać się profesjonalnie w tym kierunku. To właśnie Tato bardzo pragnął, abym uczyła się grać. Po przesłuchaniu w szkole muzycznej wybrano dla mnie skrzypce, ponieważ byłam malutka i miałam drobne dłonie. Uczęszczałam do szkoły muzycznej I i II stopnia w Szczecinie. Bardzo lubiłam grać na skrzypcach! Brałam też udział w różnych międzynarodowych warsztatach, a było to w czasach, gdy Polska nie należała jeszcze do UE. Dla tak młodej osoby, jaką wówczas byłam, doświadczenie to było ekscytujące.  Jeździłam na wymiany uczniowskie do Danii, Szwecji, Niemiec... Jednocześnie, przy okazji nauki gry na skrzypcach w szkole muzycznej I stopnia, obowiązkowo śpiewałam w chórze. W rezultacie mój głos już od dziecięcych lat był kształtowany. Z czasem śpiewałam również partie solowe. W gimnazjum i w szkole muzycznej II stopnia nadal kształciłam się w grze na skrzypcach i jakoś nie myślałam poważnie o śpiewie. Moi rodzice zdecydowanie chcieli, abym została skrzypaczką, ponieważ śpiewaczka kojarzyła się im z postawną kobietą, a nie z takim maleństwem jak ja. W rezultacie dostałam się na studia do Akademii Muzycznej we Wrocławiu, w klasie skrzypiec.

A jak to się stało, że ze Szczecina trafiła Pani właśnie do Wrocławia?

Zdawałam także do uczelni poznańskiej, bardzo dobrej w dziedzinie wiolinistyki, ale zabrakło mi jednego punktu, podczas gdy na wrocławską uczelnię dostałam się bez trudu. Okazało się to szczęśliwym trafem, ponieważ na I roku studiów, za namową koleżanki, z którą mieszkałam, poszłam na przesłuchania chóru Filharmonii Wrocławskiej. Ucieszyła mnie ta możliwość, bo w gruncie rzeczy zawsze lubiłam śpiewać. Jeszcze będąc w domu i ćwicząc na skrzypcach, sporo śpiewałam i potrafiłam „umilić” sąsiadom niejeden weekend. To był śpiew operowy, a więc głośny (śmiech). Podczas przesłuchania miałam przyjemność poznać panią Agnieszkę Franków-Żelazny, która zwróciła na mnie uwagę i dała mi wówczas szansę rozwijania swego głosu. Poczułam się bardzo wyróżniona, ponieważ trafiłam do grona wykształconych śpiewaków i był to dla mnie mocny impuls, aby się w tym kierunku kształcić. Zaczęłam brać lekcje śpiewu, a poza tym chór uczestniczył w warsztatach z Brytyjczykami, którzy przyjeżdżali wówczas do Wrocławia i prowadzili zajęcia bardzo dobrze rozwijające umiejętności śpiewu zespołowego. Siedem lat pracy w chórze dały mi solidne podstawy nie tylko w zakresie śpiewu, dykcji, ale również umiejętność pracy zespołowej. W międzyczasie ukończyłam studia licencjackie z gry na skrzypcach, studiowałam także śpiew.


Aldona Bartnik (sopran), Stanisław Sylwester Szarzyński, Jesu, spes mea,
z Wrocław Baroque Ensemble
Kiedy zdecydowała się Pani wykonywać muzykę dawną?

Już podczas studiów poczułam, że mój głos w jakiś sposób pasuje do muzyki dawnej. Myślę, że to efekt naturalnego rozwoju głosu. Zaczęłam świadomie pracować nad głosem stosunkowo późno, bo mając dziewiętnaście lat, był więc nieoszlifowany, z natury lekki i jasny, niewibrujący i bez maniery, czyli idealnie pasujący do muzyki dawnej.

Czy pamięta Pani swój pierwszy występ?

Nie pamiętam wprawdzie tytułu wykonywanego utworu, ale był to występ z Wrocławską Orkiestrą Barokową i właśnie wtedy poczułam, że przynosi mi to niebywałą satysfakcję. Później dyrektor Andrzej Kosendiak zaprosił mnie do swoich projektów. Nie były to bynajmniej utwory polskie, ale barok francuski. Tak zaczęła się moja przygoda z muzyką dawną.

Odbyła Pani również 2-letnie studia muzyczne na Wydziale Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze, gdzie doskonaliła śpiew pod okiem wybitnych artystów. Dość wymienić Ritę Dams, Petera Kooij czy Michaela Chance’a… W jakich okolicznościach zdecydowała się Pani na te studia?

Po ukończeniu studiów licencjackich zapragnęłam wyjechać, aby dalej się kształcić, poznać międzynarodowe trendy w dziedzinie wykonawstwa muzyki dawnej, ponieważ są one w różnych krajach odmienne. To fascynujące, że barok gra się i śpiewa inaczej we Francji niż we Włoszech albo w Niemczech! Była to dla mnie także wspaniała okazja do współpracy z profesorami będącymi jednocześnie znakomitymi wykonawcami tej muzyki.

Aldona Bartnik w oratorium A.M. Bononcini (1677- 1726),
 La decollazione di San Giovianni Battista - aria Salomè: De le palme
Mistrzami w pełnym tego słowa znaczeniu! Obejrzałam niedawno interesujący dokument o Luciano Pavarottim, w którym ten znakomity śpiewak opowiadał nieco żartobliwie, jak to na początku swojej kariery uczył się świadomego oddechu od swojej scenicznej partnerki i zarazem mistrzyni, czując pod palcami ruch jej przepony. A jak wyglądały Pani studia w Hadze?

Z pewnością samo bycie pośród lepszych od siebie ma walor edukacyjny i bardzo motywuje do pracy nad sobą. Mając za sobą doświadczenia śpiewu chóralnego, aplikowałam na przesłuchania do tak znakomitych zespołów jak Collegium Vocale Gent. Dzięki temu miałam okazję poznawania śpiewaków o wiele bardziej doświadczonych scenicznie, których świadomość wokalna znacznie większa niż moja i od których mogłam się wiele nauczyć. Jeśli natomiast chodzi o mistrzów, to myślę, że w różnych momentach natrafiamy na takich, od których czegoś się uczymy, potem – na kolejnych, którzy rozwijają inne nasze umiejętności. Czasami potrzebujemy osobowości artystycznej, która nas ubogaci, a kiedy indziej niezbędny jest nam ktoś, kto udzieli nam konkretnych technicznych wskazówek. Fascynują mnie różni artyści.

Proszę więc o nich opowiedzieć – jak się z nimi pracuje, jacy są?

Moim głównym nauczycielem w Hadze była Rita Dams, z którą pracowałam nad techniką wokalną muzyki dawnej: nad retoryką i artykulacją głosek. Od wspaniałego Petera Kooij nauczyłam się, jak wykonywać muzykę Johanna Sebastiana Bacha. To, co wydaje się być trudne do zaśpiewania w jego kompozycjach, po logicznej analizie układało się nagle w coś prostego i oczywistego. Z kolei Michael Chance uświadomił mi, że aby dobrze śpiewać, trzeba się uprościć – pozwolić brzmieć głosowi zgodnie z jego naturą, bo wtedy jest najpiękniejszy.  Jill Feldman, sopran, specjalistka od francuskiego baroku, uświadomiła mi, że w baroku francuskim istnieje aż pięć rodzajów samogłoski e (gdy tymczasem w polszczyźnie jest tylko jedna), pracowałyśmy więc nad frazami, gdzie one się pojawiały, a ja uczyłam się je słyszeć i śpiewać. Dzięki tym ćwiczeniom poczułam także potrzebę dalszego zgłębiania i doskonalenia tej umiejętności, bo jest to fascynująca, niekończąca się przygoda.

Jeśli natomiast chodzi o artystyczne osobowości, które wpłynęły na mnie w sposób znaczący, choć mniej oczywisty, to wiele zawdzięczam Narodowego Forum Muzyki, a przede wszystkim festiwalom Wratislavia Cantans, na które przyjeżdżali koncertować znakomici wykonawcy. Tego rodzaju inspiracje mają bardziej duchowy charakter i są dla mnie bardzo istotne. Można czerpać te artystyczne impulsy z samej urody świata i życia – z zapachu kwiatów, ze smaków, z rozmaitych kultur, także z własnych doświadczeń… Dzięki temu przekaz artystyczny staje o wiele bogatszy i intensywniejszy. Piękno, którym artysta się dzieli, zależy także od ludzi, z którymi się styka.

Aldona Bartnik (sopran) -  J.S. Bach, Mass in B Minor BWV 232, 
duet - Domine Deus / Ton Koopman
Fascynują mnie osobowości, które napotkałam dzięki festiwalowi, bardzo różnorodne i piękne. Nie zawsze doświadczenia te przekładają się wprost na wykonywaną przeze mnie sztukę, z pewnością jednak odciskają jakieś istotne piętno, stając się źródłem niezapomnianych przeżyć. Taką osobowością jest na przykład Philippe Herreweghe czy Tom Koopman, z którym śpiewałam Mszę h-moll  J. S. Bacha i który daje wykonawcom swobodę, obdarzając ich dużym zaufaniem. Z kolei Herreweghe ma swoją wizję wykonania utworu, którą konsekwentnie realizuje i potrafi do niej przekonać śpiewaka. To wspaniała charyzmatyczna osobowość, za którą się idzie bez cienia wątpliwości. Podobne odczucia miałam pracując z Václavem Luksem czy Jordi Savallem. Dzięki nim następuje rodzaj idealnego artystycznego porozumienia, tworzy się jakaś magia… A przy tym Václav jest wyjątkowym, dobrym człowiekiem, z którym wspaniale się pracuje. Z nim odczuwa się radość tworzenia.

To z pewnością wielkie szczęście stykać się z takimi osobowościami, bo od każdej tak wiele się otrzymuje…

Z pewnością, choć przyznam, że czasami czuję się jak szpieg (śmiech), kiedy od jednego artysty przechodzę do innego, zupełnie odmiennego, choć równie interesującego,  przenosząc jednocześnie swoje doświadczenia.

Ale to jest chyba jednocześnie bardzo odświeżające, bo otwiera na doświadczenie innych osobowości!  Chciałabym też zapytać o proporcje pomiędzy pracą a życiem. W filmie dokumentalnym Toma Volfa „Maria Callas” artystka podkreśla, że istnieje konflikt między Marią a Callas. Mówi, że chciałaby być Marią, ale musi dorównać Callas. Czy Pani również odczuwa to dramatyczne napięcie pomiędzy życiem prywatnym a karierą artystki?

Taki problem istnieje, ale z czasem nauczyłam się radzić z nim sobie. Podczas studiów w Holandii opanowałam umiejętność planowania w taki sposób, jak to robią Holendrzy. Aby dobrze wypaść na scenie,  trzeba o siebie zadbać: dobrze się odżywiać, dbać o kondycję fizyczną, wysypiać się... Staram się też ze sobą zaprzyjaźnić (śmiech). Występy sceniczne łączą się z silnymi emocjami, toteż próbuję wyperswadować sobie, że tu nie o mnie chodzi, ale o muzykę i o publiczność. Wtedy łatwiej jest wejść na scenę i skupić się na tym, co chcę przekazać. Ciągłe podróże i życie „w drodze” bywa także uciążliwe. Towarzyszy mi jednocześnie satysfakcja z wykonywanego zawodu i poczucie samotności. Uważam jednak, że można pogodzić życie osobiste z zawodowym, o ile  spotka się osobę, które będzie nas kochała i rozumiała. Bardzo cenię sobie relacje z ludźmi, toteż wolne chwile staram się spędzać z rodziną i przyjaciółmi. Celebruję spotkania, wspólne posiłki, rozmowy. Dbam o balans w życiu – to bardzo ważne.

Wracając do muzyki, proszę opowiedzieć jak wyglądała Pani praca nad solową płytą „Melancholia” i w jakich okolicznościach doszło do jej nagrania. Sądzę, że przydały się też Pani wcześniejsze doświadczenia przy projektach z Wrocław Baroque Ensemble.

Płyty są zawsze efektem współpracy z innymi artystami, nawet jeśli są solowe. Seria płyt, które wydało Narodowe Forum Muzyki, prezentuje muzykę polskich kompozytorów. Pomysłodawca, dyrektor Andrzej Kosendiak, miał nie tylko znakomity pomysł, aby propagować muzykę kompozytorów polskiego baroku, ale ponadto towarzyszyły tym projektom prace badawcze. Trwały poszukiwania manuskryptów, opracowywanie ich, odkrywanie nowych wersji utworów dotąd nienagranych. To była zespołowa, wspaniała przygoda muzyczna, której finałem stała się płyta.

Aldona Bartnik (sopran) w utworze M. Mielczewskiego (? - c.1651),
 Vesperae Dominicales / Dixit Dominus
Wrocław Baroque Ensamble pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka 
Albumem, do którego zostałam na początku zaproszona, była nagrana w 2012 roku pierwsza płyta z nagraniami kompozycji Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. Zespół był wówczas międzynarodowy, śpiewała m.in. angielska sopranistka Susan Gilmour Bailey, kontratenor Matthew Venner, partie basu wykonywał  czeski baryton Tomáš Král, a tenoru – Maciej  Gocman. Potrzebowali sopranu do jednego z utworów i ja otrzymałam tę szansę. Kiedy się o tym dowiedziałam, byłam bardzo szczęśliwa. Miałam wprawdzie małe doświadczenie, ale za to wielką wiarę, lubiłam pracować i byłam pełna zapału. Pamiętam, że nagrywaliśmy tę płytę w maleńkim kościółku pw. św. Piotra i św. Pawła we Wrocławiu i wszystko poszło jak z płatka. Czułam się bardzo dobrze w gronie dojrzałych, świadomych muzyków i śpiewaków. Kiedy płyta się ukazała, mogłam po raz pierwszy usłyszeć swój głos. I jego brzmienie także było dla mnie rodzajem odkrycia.

Potem pojawiła się propozycja nagrania kolejnej płyty Gorczyckiego, na której zastąpiłam Susan, która została matką. Nagrywaliśmy w starym budynku Filharmonii Wrocławskiej i płyta również okazała się bardzo piękna. W tym czasie bardziej skupiona byłam na technice wykonawczej. W kolejnych nagraniach natomiast koncentrowałam się głównie na wyrazie artystycznym, bo miałam już większą swobodę techniczną. Niemało się wówczas nauczyłam nie tylko od dyrektora Kosendiaka, ale także od innych wykonawców.

Jednak indywidualny album nagrała Pani w Holandii…

Tak się złożyło, że do jego realizacji doszło podczas moich studiów w Holandii – kraju wielu wpływów, bardzo interesującym dla artysty. Jednocześnie brakowało mi polskiej kultury, za którą tęskniłam. W związku z tym postanowiłam przynieść na warsztaty Pieśni kurpiowskie Karola Szymanowskiego. Pianista był bardzo biegły w czytaniu nut a vista i byłam pewna, że poradzi sobie również z tymi trudnymi kompozycjami. Kiedy wykonaliśmy te pieśni, na sali zapadła głęboka cisza. Ludzie oniemieli. Wtedy też doświadczyłam, jaką moc ma w sobie ta muzyka. Po zajęciach zauroczony nią pianista Maurice Lammerts van Bueren zaproponował mi nagranie albumu z muzyką polską. Oczywiście, zgodziłam się bez wahania! Upłynęły dwa lata i wreszcie płyta pt. „Melancholia” została nagrana w styczniu 2018 roku w holenderskiej  wytwórni Zefir Records.




Wybrałam do niej cały cykl pieśni Karola Szymanowskiego Słopiewnie, do słów Juliana Tuwima, trzy pieśni kurpiowskie, cykl sześciu pieśni Jana Paderewskiego do słów Adama Mickiewicza, no i oczywiście mazurki Fryderyka Chopina. Płyta spotkała się z dużym zainteresowaniem i była promowana przez holenderskie radio MPO – odpowiednik radiowej Dwójki. Nagrania promujemy także koncertując i wówczas staramy się, aby słowa pieśni były tłumaczone. Współpraca z Mauricem układa się tak dobrze, że planujemy kolejny projekt – tym razem dedykowany dzieciom, w którym znajdzie się 19 utworów Karola Szymanowskiego oraz kilka piosenek dla dzieci, skomponowanych przez Witolda Lutosławskiego. Koncerty będą wzbogacone przez wizualizacje córki Maurice`a. Ogromnie cieszy mnie fakt, ze mogę być ambasadorem polskiej muzyki za granicą. Uważam, że w Europie jest przestrzeń i zapotrzebowanie na polską muzykę, trzeba tylko w nią samemu wierzyć – w jej wartość i piękno. I promować ją!


Aldona Bartnik (sopran) w Piosnce dudarza, I.J. Paderewskiego (1860-1941),
 Six songs to lyric by Adam Mickiewicz, Op.18, No.2 , Maurice Lammerts van Bueren (piano)

Czy oprócz tych występów ma Pani jeszcze inne plany artystyczne?

Och, mnóstwo! (śmiech). Obecnie realizuję projekt stypendialny Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, związany z Wrocławiem. Opracowuję mianowicie manuskrypty znajdujące się w Ossolineum. Zostaną wydane i umieszczone w bibliotekach różnych uczelni muzycznych w Europie. Złożyłam także wniosek do  Prezydenta Miasta Wrocławia o dofinansowanie płyty, na której znajdą się utwory z kompozycjami pochodzącymi z opracowanych przeze mnie manuskryptów. Są to pieśni z okresu romantyzmu, które chcę nagrać z pianoforte  - instrumentem z epoki, wraz z moim wspaniałym pianoforcistą Naruhiko Kawaguchi,  którego poznałam w Amsterdamie i z którym już wspólnie koncertowaliśmy. Yoshiko ma przepiękne brzmienie, wyczucie frazy i  nie tylko znakomicie gra, ale także kocha Polskę – polską muzykę, Chopina, a także … kuchnię (śmiech). Uważa, że polskie jedzenie jest najlepsze na świecie. Najistotniejsze jest jednak to, że rozumiemy się artystycznie. Album, który nagramy, będzie nosił tytuł „Kilka słów o miłości”. Wybrałam spośród wielu kompozycji te, które mówią o miłości, bo właśnie o niej pragnę śpiewać.

A zatem czekamy na miłosny album z romantyczną muzyką polską. Dziękuję za rozmowę.

środa, 30 kwietnia 2025

Kilka słów o miłości, czyli Chopin w wykonaniu Aldony Bartnik i Naruhiko Kawaguchi /zapowiedź/

Pieśni skomponowane przez Fryderyka Chopina stanowią niewielki fragment jego twórczości. Pomimo tego nie jest to repertuar, który można w jakikolwiek sposób lekceważyć. Wydane już po śmierci twórcy utwory na głos z towarzyszeniem fortepianu stanowią bardzo cenne uzupełnienie jego dorobku. W NFM zaprezentuje je śpiewaczka Aldona Bartnik, a towarzyszyć jej będzie Naruhiko Kawaguchi – laureat II nagrody I Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych. Dodatkowe wrażenia podczas koncertu zapewnią wizualizacje, których autorem jest Ari Dykier.

Aldona Bartnik i Naruhiko Kawaguchi podczas koncertu w Japonii, fot z archiwum artystki

Mimo skupienia wykonawców na liryce nie zabraknie również dzieł czysto fortepianowych. Poza Walcem Es-dur op. 18, znanym też jako „Grande Valse Brillante”, oraz Berceuse Des-dur op. 57 kompozycje należące do tej kategorii, które zagra japoński pianista, są mniej znane i stosunkowo rzadko wykonywane. Kawaguchi wykona chociażby cztery mazurki z op. 17 powstałe między 1830 a 1833 rokiem z inspiracji wiejskim folklorem. Przypominającą ludową melodię zawarł Chopin również w napisanym najprawdopodobniej kilka lat później Nokturnie c-moll opublikowanym dopiero w 1938 roku. Do stworzenia dwóch pozostałych dzieł fortepianowych zawartych w programie skłoniły go natomiast fascynacje włoską operą – są to opracowanie arii Casta Diva z opery Norma Vincenza Belliniego, a także młodzieńczy Polonez b-moll op. posth. zawierający cytat z kawatiny Giannetta – fragmentu opery Sroka złodziejka Gioacchina Rossiniego.

Repertuar pieśniowy pozostawiony przez romantyka zdradza literackie źródła jego wzruszeń. Stefan Witwicki, Bohdan Zaleski, Adam Mickiewicz, Zygmunt Krasiński, Wincenty Pol, Ludwik Osiński… Wśród autorów słów wykorzystanych przez Chopina w pieśniach napotykamy zarówno narodowych wieszczów, jak i poetów, o których próżno byłoby szukać dziś wzmianki w podręcznikach. Kompozytor podchodził do swoich pieśni zupełnie inaczej niż do utworów na fortepian solo – pisał je nieregularnie, często spontanicznie i z myślą o najbliższych znajomych. Według Juliana Fontany, improwizował nawet „z książką poezji przed sobą”. Jest to twórczość niezwykle zróżnicowana. Znajdziemy tu zarówno proste zwrotkowe utwory, jak i formy przekomponowane; podobnie rozmaita jest ich tematyka. Nietrudno oczywiście odnaleźć wśród pieśni takie, które poruszają zagadnienie miłości. To właśnie to uczucie było tak istotne w epoce romantyzmu. Mimo przemian w prawie każdym innym względzie dziedziczy ono tę pozycję do dziś.

Program:

F. Chopin

Nokturn c-moll op. posth nr 21 

Życzenie op. 74 nr 1

Gdzie lubi op. 74 nr 5

Czary WN 31

Mazurek e-moll op. 17 nr 2 

Mazurek B-dur op. 17 nr 1 

Wojak op. 74 nr 10

Precz z moich oczu op. 74 nr 6 

Smutna rzeka op. 74 nr 3

Andantino g-moll „Wiosna” B. 117

Mazurek As-dur op. 17 nr 3  

Narzeczony op. 74 nr 15

Poseł op. 74 nr 7 

Leci liście z drzewa op. 74 nr 17

Mazurek a-moll op. 17 nr 4 

***

Casta Diva – aria z opery Norma V. Bellinego w transkrypcji F. Chopina

Polonez b-moll op. posth.

Mazur G-dur „Jakież kwiaty, jakie wianki” WN 17a

Piosnka litewska op. 74 nr 16

Walc Es-dur op. 18 „Grande Valse Brillante”

Pieśni op. 74: nr 12 Moja pieszczotka op. 74 nr 12 

Śliczny chłopiec op. 74 nr 8 

Pierścień op. 74 nr 14

Berceuse Des-dur op. 57 

Z gór, gdzie dźwigali op. 74 nr 9

Dwojaki koniec op. 74 nr 11

Wiosna op. 74 nr 2

Dumka a-moll (I wersja Nie ma, czego trzeba) WN 58a

Nie ma, czego trzeba op. 74 nr 1

Wykonawcy:

Aldona Bartnik – sopran

Naruhiko Kawaguchi – fortepian historyczny

Ari Dykier  – twórca wizualizacji


Lokalizacja:

NFM, Sala Czerwona

informacja prasowa

wtorek, 8 kwietnia 2025

"Z klasyką przez Polskę": Aldona Bartnik i Naruhiko Kawaguchi

W dniach 24-26 kwietnia na Dolny Śląsk powróci cykl „Z klasyką przez Polskę”, w ramach którego na trzech koncertach pieśni romantycznych wystąpi duet sopranistki Aldony Bartnik i pianisty Naruchiko Kawaguchi.


Wykonawcy:

Aldona Bartnik - sopran

Naruhiko Kawaguchi (fortepian)


Program:

Fryderyk Chopin (1810-1849)

Życzenie op. 74 nr 1 (sł. S. Witwicki)

Gdzie lubi op. 74 nr 5 (sł. S. Witwicki)

Mazurek e-moll op. 17 nr 2

Poseł op. 74 nr 7 (sł. S. Witwicki)

Piosnka litewska op. 74 nr 16 (sł. S. Witwicki)

Hulanka op. 74 nr 4 (sł. S. Witwicki)

Julian Fontana (1810-1869)

Nokturn op. 20

Ignacy Jan Paderewski (1860-1941)

Nokturn op. 16 nr 4

Stanisław Niewiadomski (1859-1936)

Oczekiwanie op. 47 nr 9

O sroga czasów odmiano! op. 45 nr 9

Echo op. 45 nr 6

Fryderyk Chopin (1810-1849)

Grande Valse Brillante Es-dur op.18

Pierścień op. 74 nr 14 (sł. S. Witwicki)

Smutna rzeka op. 74 nr 3 (sł. S. Witwicki)

Dwojaki koniec op. 74 nr 11 (sł. J.B. Zaleski)

Nokturn c-moll op. posth nr 21

Moja pieszczotka op. 74 nr 12 (sł. A. Mickiewicz)

Śliczny chłopiec op. 74 nr 8 (sł. J.B. Zaleski)

Wojak op. 74 nr 10 (sł. S. Witwicki)

Stanisław Niewiadomski (1859-1936)

Krakowiak op. 47 nr 5


Aldona Bartnik, sopran


Ukończyła Królewskie Konserwatorium w Hadze, specjalizując się w wykonawstwie muzyki dawnej. Występowała jako solistka m.in. pod batutą Tona Koopmana oraz Jordi Savalla. W 2019 roku otrzymała stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego wspierające jej pracę badawczą w zakresie poszukiwań manuskryptów. W 2021 roku ukazał się jej solowy album „Kilka słów o miłości…” dedykowany mało znanym pieśniom romantycznym. Projekt ten zrealizowała z Naruhiko Kawaguchim, grającym na fortepianie historycznym. W 2018 roku wraz z pianistą Maurice Lammerts van Bueren wydała w Holandii solowy album „Melancholia” zawierający pieśni polskich kompozytorów. Za wkład w promocję Polskiej kultury w Holandii była nominowana do nagrody Polonus 2016. W jej dorobku znajduje się ponad dziesięć albumów muzyki barokowej. Trzy z nich zrealizowane z Wrocław Baroque Ensemble otrzymały nagrodę fonograficzną Fryderyk. Od 2021 roku jest członkinią Akademii Młodych Uczonych i Artystów oraz prezesem Stowarzyszenia Inicjatyw Artystycznych „Mosty Kultury” działającego na rzecz popularyzacji sztuki. W 2022 roku została wyróżniona Nagrodą EMOCJE przyznawaną przez Radio Wrocław Kultura za działalność artystyczną oraz organizację wydarzeń kulturalnych we Wrocławiu.


Naruhiko Kawaguchi, fortepian


Pianista specjalizujący się w grze na instrumentach historycznych. Urodził się w Morioce (Japonia), dorastał natomiast w Yokohamie. Ukończył z wyróżnieniem studia

magisterskie pod okiem Kikuko Ogury, specjalizując się w wykonawstwie muzyki dawnej na Tokyo University of the Arts. Następnie by doskonalić swój warsztat gry na fortepianach historycznych i pianoforte wyjechał do Europy i studiował u Richarda Egarra w Conservatorium van Amsterdam. W konsultacji z Menno van Delft praktykuje również grę na klawikordzie. Pianista znakomicie odnajduje się w wykonawstwie utworów z różnych epok. Jako solista oraz kameralista regularnie koncertuje i nagrywa płyty w Japonii oraz w Europie. Jest laureatem wielu konkursów, m.in.: Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego na Instrumentach Historycznych w Warszawie, Międzynarodowego Konkursu Musica Antiqua w Brugii, I Międzynarodowego Konkursu dla pianoforte w Rzymie Premio Muzio Clementi. Występował z recitalami m.in. na festiwalach: Chopin i jego Europa w Warszawie, Festival Oude Muziek w Utrechcie oraz Goldberg Festival w Gdańsku oraz jako solista z Orchestra of the Eighteenth Century i {oh!} Orkiestra Historyczna.

Cykl koncertów „Z klasyką przez Polskę” to projekt realizowany przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca we wszystkich regionach kraju. Propaguje muzykę klasyczną poprzez promocję znakomitych artystów oraz ambitnego repertuaru w miejscach, w których publiczność na co dzień nie obcuje z ambitną sztuką i nie ma możliwości uczestnictwa w ciekawych i różnorodnych działaniach kulturalnych. Na Dolnym Śląsku jest współorganizowany przez Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Operatorem przedsięwzięcia jest Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu – Dolnośląskie Laboratorium Kultury. Projekt finansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz budżetu Samorządu Województwa Dolnośląskiego.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury 

informacja prasowa

czwartek, 6 lipca 2023

Aldona Bartnik o programie Letniego Festiwalu Kameralnego "Muzyka w dawnym Wrocławiu" /wywiad/

Z artystką Aldoną Bartnik (sopran) –  prezesem Stowarzyszenia  Inicjatyw Artystycznych "Mosty Kultury" – rozmawiamy o tegorocznej edycji Letniego Festiwalu Kameralnego "Muzyka w dawnym Wrocławiu". 

Aldona Bartnik, fot. z archiwum artystki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Festiwal kameralny "Muzyka w dawnym Wrocławiu" zaistniał już w pejzażu miasta i odbywa się w tym roku po raz trzeci. Czego będzie można posłuchać oraz - co równie ważne - w jakich magicznych przestrzeniach?

Aldona Bartnik: Zanim o tym szerzej powiem, przypomnę, że organizatorem festiwalu jest Stowarzyszenie Inicjatyw Artystycznych "Mosty Kultury", którego ideą była od początku promocja muzyki klasycznej we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Wiceprezesem i dyrektorem artystycznym wspomnianego festiwalu jest pianistka, Monika Kruk, a składzie zarządu zasiada również znany wiolonczelista, Krzysztof Karpeta. Od 2021 roku działamy prężnie popularyzując sztukę i czyniąc ją dostępną dla każdego.  Kocham Wrocław i i mimo życia podzielonego pomiędzy dwa kraje (Polska, Holandia), chętnie tu powracam. Jak wielu innych, uważam, że jest to dobry grunt, na którym można siać i potem zbierać obfite żniwo. 

Tegoroczny festiwal nawiązuje do 190. rocznicy urodzin Johannesa Brahmsa, dlatego dyrektor artystyczna festiwalu – Monika Kruk zdecydowała się, aby w programie znalazła się muzyka wokalna i instrumentalna tego kompozytora. Ale nie tylko. Inauguracja festiwalu odbyła się 1 lipca w hotelu Altus Palace. Budynek ma interesującą historię. Został zbudowany w latach 1872-74 przez Ignatza Leipzigera, żydowskiego bankiera i często odbywały się w nim koncerty kameralne, nawiązujemy więc do tej tradycji. Podczas remontu odsłonięto dużą liczbę kamiennych detali elewacji, np. wykusz sali balowej na południowej elewacji, w której odbył się koncert. Publiczność dopisała i trzeba było robić tzw. dostawki, co dla organizatora jest wyznacznikiem sukcesu. Wystąpiło czworo wokalistów: Justyna Sławiec-Korzeń (sopran), Alina Lobedan (mezzosopran), Adrian Domarecki (tenor) Łukasz Klimczak (baryton). Akompaniowały im na fortepianie: Justyna Skoczek oraz Olga Tsymbaluk. W programie znalazły się Liebeslieder Waltzer. Koncert pieśni miłosnych Brahmsa bardzo się podobał.

Znakiem rozpoznawczym festiwalu są koncerty w pięknych wnętrzach...

Tak, ideą naszego festiwalu jest powrót do tradycji salonów muzycznych dawnego Wrocławia, które niegdyś odbywały się w nietuzinkowych wnętrzach wrocławskich pałaców i okazałych kamienic. Warto wspomnieć, że każdemu koncertowi towarzyszy krótka prelekcja Marty Dardzińskiej, która w interesujący sposób opowiada o historii budynku oraz o dawnych jego właścicielach. Kolejny koncert zaplanowano w sobotę, 15 lipca, w Konsulacie Generalnym Republiki Federalnej Niemiec na Podwalu. W repertuarze ponownie Brahms, ale tym razem Sonatę wiolonczelową F-dur op. 59, nr 2 zagra Krzysztof Karpeta, natomiast pieśni zaśpiewa Joanna Zawartko-Kołodziej (sopran). Wystąpi także dwoje pianistów: Monika Kruk i Michał Rot. Na to bezpłatne wydarzenie obowiązują jednak zapisy. Więcej informacji o zapisach znajdą Państwo na stronie www.MostyKultury.pl albo na FB www.facebook.com/MostyKultury.

Z kolei koncert LutosAir Quintet zagra 29 lipca kompozycje Béli Bartóka i  Antonína Dvořáka na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza. Oprócz muzyki Brahmsa, staramy się także prezentować romantycznych twórców z innych krajów. Będzie można nie tylko delektować się piękną muzyką, ale również lokalnym winem z Winnicy Spokojnej w Boleścinie z okolic Trzebnicy. Zależy nam, aby publiczność wrocławska miała swobody dostęp do kultury, dlatego wejście na ten koncert jest również bezpłatne. Wejściówki będą do odebrania w kasie muzeum na kilka minut przed koncertem.

Kolejnym wydarzeniem będzie występ sopranistki Hanny Sosnowskiej-Bill z towarzyszeniem harfy, na której zagra Malwina Lipiec. Wystąpi również oboistka Justyna Panek. Wykonawczynie zaprezentują muzykę kompozytorów francuskich: Claude`a Debussy, Gabriela Fauré i Maurice`a Ravela. Koncert ten odbędzie się 12 sierpnia w wyjątkowym miejscu  – w Sali Witrażowej Starej Giełdy na Placu Solnym, dawnym Pałacu Rehdingerów. Jest to nasze jedyne płatne festiwalowe wydarzenie. Bilety w cenie 25 zł można będzie nabyć przed samym koncertem (płatność tylko gotówką). 

Finał nastąpi 26 sierpnia: w pięknej sali Oratorium Marianum wystąpią soliści Narodowego Forum Muzyki: Christian Danowicz (skrzypce), Michał Micker (altówka), Marcin Misiak (wiolonczela) i Anna Rutkowska-Schock (fortepian). Zaprezentują Kwartet fortepianowy a-moll, op. 67 hiszpańskiego kompozytora Joaquína Turina oraz Kwartet fortepianowy d-moll op. 8  polskiego kompozytora Zygmunta Noskowskiego, który wykształcił wielu znakomitych kompozytorów, m.in. Karola Szymanowskiego, Mieczysława Karłowicza, Ludomira Różyckiego.  Wejście na ten koncert jest bezpłatne. W imieniu własnym oraz dyrektor festiwalu, Moniki Kruk, serdecznie zapraszamy! 

Wspaniały program! Dziękuję za rozmowę.




środa, 1 grudnia 2021

Od melancholii do miłosnych uniesień. Aldona Bartnik, Naruhiko Kawaguchi: `Kilka słów o miłości` /recenzja płyty/

W wywiadzie sprzed dwóch lat, zatytułowanym "Pragnę śpiewać o miłości!", Aldona Bartnik zapowiadała powstanie tej płyty. I oto jest! Pięknie zaśpiewana, niezwykle nastrojowa. Przy tym szlachetne, czyste brzmienie sopranu artystki, jej subtelne interpretacje wzbogaca dźwięk historycznego instrumentu, którego walory brzmieniowe nie sposób przecenić, podobnie jak grę utalentowanego i wrażliwego muzyka -  Naruhiko Kawaguchi. A zatem dajmy się uwieść słowom i melodii!

W 2019 roku ukazała się pierwsza solowa płyta Aldony Bartnik, zatytułowana "Melancholia", której zawartość stanowiły wyjątkowo piękne utwory polskich kompozytorów do słów rodzimych poetów. Powstała po trosze z inicjatywy pianisty Maurice`a  Lammerts van Buerena, który zachwycił się (wraz z pozostałymi uczestnikami warsztatów muzycznych na Wydziale Muzyki Dawnej w Królewskim Konserwatorium w Hadze, gdzie artystka studiowała) Pieśniami kurpiowskimi Karola Szymanowskiego. Kiedy rozmawiałyśmy o nagraniach Aldony, znałam jej dokonania dzięki koncertom w Narodowym Forum Muzyki oraz wspaniałej serii płyt z muzyką dawną, w której uczestniczy od 2012 roku wraz z  Wrocław Baroque Ensemble, począwszy od nagrań z  kompozycjami Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. 

Powstanie "Kilku słów o miłości" poprzedziła praca badawcza. Artystka opracowywała manuskrypty znajdujące się w Ossolineum oraz w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu, by następnie opublikować je i umieścić w bibliotekach różnych uczelni muzycznych w Europie. Plonem pracy badawczej jest także płyta nagrana w Narodowym Forum Muzyki, zawierająca pieśni z okresu romantyzmu, które artystka wykonuje przy akompaniamencie pianoforte  - instrumentu z epoki, pochodzącego z wrocławskiej fabryki fortepianów Franza Welcka (ok. 1860 r.), na którym towarzyszy jej znakomity pianista Naruhiko Kawaguchi. 

Na płycie przeważają utwory dwóch kompozytorów polskich, których łączy miasto Lwów, w nim bowiem głównie tworzyli: Stanisława Niewiadomskiego i Jana Galla. Wrocław, jak powszechnie wiadomo, stał się spadkobiercą kultury pochodzącej z Kresów, jak również miejscem, do którego przybyli licznie po II wojnie kresowianie. 

Okładka płyty "Kilka słów o miłości"


Od "Oczekiwania" do... Stanisława Niewiadomskiego

Płytę rozpoczyna utwór Stanisława Niewiadomskiego: "Oczekiwanie" - kompozycja do tekstu sielskiego nieznanego autora, rozpoczynająca się od słów kojarzących się jako żywo z twórczością Franciszka Karpińskiego:

Już miesiąc zeszedł, gwiazda się zaćmiła,

jużem swe oczy zanim wypatrzyła.

Łącznie nagrano siedem utworów tego kompozytora. Warto może przypomnieć, że Niewiadomski był nie tylko kompozytorem, ale także pedagogiem, publicystą i krytykiem muzycznym oraz dyrygentem chórów. Popularyzował kulturę muzyczną, na Uniwersytecie Jana Kazimierza, dając wykłady i wygłaszając prelekcje. Pełnił funkcję jurora w konkursach kompozytorskich i pianistycznych. Zorganizował we Lwowie cykl Moniuszkowski dla uczczenia setnej rocznicy urodzin kompozytora, prezentując "Halkę" (we własnej reżyserii), "Hrabinę", "Straszny dwór", "Verbum nobile", "Flisa". Ponadto redagował „Gazetę Muzyczną”. Po wyjeździe do Warszawy kontynuował tę działalność, był także jednym z członków - założycieli zarządu powstałego 1934 w Warszawie Instytutu F. Chopina. Napisał wiele utworów na fortepian, m.in. Między nami nic nie było op. 4, do słów Adama Asnyka, dwie pieśni op. 6, oraz Rotę do słów Marii Konopnickiej, Kurhanek Maryli do słów Adama Mickiewicza czy Już miesiąc zeszedł do słów Franciszka Karpińskiego (możemy jej posłuchać na płycie).

"A więc kochaj..." - Jan Gall

Spośród kompozytorów najliczniej reprezentowanych na płycie należy także wymienić Jana Galla - twórcę, który od roku 1896 do śmierci mieszkał we Lwowie, gdzie związany był ze środowiskiem muzycznym zarówno polskim, jak żydowskim i ukraińskim. Był dyrygentem lwowskiego towarzystwa śpiewaczego „Echo-Macierz”, dla którego stworzył większość swoich utworów chóralnych. Od 1903 roku Gall pełnił również obowiązki pierwszego dyrygenta Żydowskiego Chóru Akademickiego „Kinor” oraz prowadził wykłady z teorii muzyki w Instytucie Muzycznym im. M. Łysenki. Zanim jednak osiadł we Lwowie, przebywał także w Warszawie (gdzie przyszedł na świat) oraz w Krakowie, gdzie debiutował jako kompozytor. W 1883 roku poznał w Weimarze Franciszka Liszta, u którego doskonalił swój warsztat kompozytorski, a następnie udał się do Włoch, by uczyć się śpiewu. Komponował głównie pieśni i piosenki przeznaczone dla ruchu amatorskiego. Stworzył ponad 400 kompozycji i opracowań chóralnych oraz ok. 90 pieśni solowych.

Na płycie usłyszymy m. in. Stornellę do tekstu Antoniego Langego oraz O komm in mein Schiffchien (Zejdź do gondoli) do tekstu Augusta Kopischa (mieszkańca Breslau) czy A więc kochaj... do słów Narcyzy Żmichowskiej.

Spis utworów

Chopin, Wrocław i inni 

Nie zabrakło też kompozycji Fryderyka Chopina, który odwiedził Wrocław czterokrotnie, a także Moritza Moszkowskiego - wrocławianina, polskiego Żyda, który podobno grał Chopina jak nikt inny...

Wybrane przez Aldonę Bartnik kompozycje miłosne łączy zatem nie tylko temat, ale również miejsce: dawny Wrocław (Breslau) i Wrocław współczesny, gdzie znaleźć można ślady dawnych kompozytorów oraz ich manuskrypty.

Płyta jest pięknie zaśpiewana i niezwykle nastrojowa. Przy tym szlachetne, czyste brzmienie sopranu artystki, jej subtelne interpretacje wzbogaca dźwięk historycznego instrumentu, którego walory brzmieniowe nie sposób przecenić, podobnie jak grę utalentowanego i wrażliwego muzyka -  Naruhiko Kawaguchi. A zatem dajmy się uwieść słowom i melodii!

A few words about love ... / Kilka słów o miłości ...


Pod tym linkiem można znaleźć wywiad z Aldoną Bartnik.



 

sobota, 24 marca 2018

Perła polskiego baroku – Marcin Mielczewski /relacja z koncertu/

Muzyka religijna i wczesnobarokowe canzony zabrzmiały w NFM w wykonaniu Wrocław Baroque Ensemble oraz znakomitych solistów.

Soliści oraz Wrocław Baroque Ensamble, dyr. Andrzej Kosendiak,
fot. Sławek Przerwa
Po mocnym akcencie finalizującym sezon muzyczny w Narodowym Forum Muzyki, jakim były ”Pory roku” J. Haydna pod Paulem McCreeshem, mogliśmy jeszcze uczestniczyć w niezwykłym koncercie w ramach ESK Wrocław 2016: ”Perła polskiego baroku”. Ową perłą został nazwany Marcin Mielczewski – kompozytor wczesnego baroku, którego partytury zachowały się m.in. we Wrocławiu. 
Dziś nieco zapomniany, był w XVII wieku postacią znaną i cenioną jako kapelmistrz Karola Ferdynanda Wazy, najmłodszego brata Władysława IV, biskupa wrocławskiego i płockiego. Biskup – królewicz miał jeden z najlepszych zespołów muzycznych w ówczesnej Rzeczypospolitej, złożony z muzyków włoskich i polskich, a kapelmistrzostwo Mielczewskiego było najbardziej prestiżowym stanowiskiem muzycznym zajmowanym przez Polaka. Funkcję tę pełnił do końca życia, nie zrywając jednak kontaktów z dworem królewskim. Jego utwory znano w ośrodkach niemieckich, w Danii, Gdańsku, na Śląsku, Morawach i Słowacji, Ukrainie, w Rosji i przypuszczalnie w Paryżu. Oprócz ponad stu zachowanych wokalno-instrumentalnych utworów religijnych, pozostawił też kompozycje instrumentalne, canzony na dwa lub trzy instrumenty i basso continuo.

Utwory religijne i canzony


Tym bardziej więc cieszy fakt, że Andrzej Kosendiak – Dyrektor Narodowego Forum Muzyki – postanowił przybliżyć je melomanom. Zaprezentował na koncercie utwory różnorodne, głównie religijne, ale w programie koncertu znalazły się także utwory świeckie w stylu włoskim, a mianowicie dwie canzony: Canzona quarta i Canzona seconda.
Koncert Perła polskiego baroku, na pierwszym planie Aldona Bartnik, sopran,
fot. Sławek Przerwa
Canzona to najważniejsza forma renesansowej i wczesnobarokowej muzyki instrumentalnej, której nazwa pochodzi od słowa "śpiewać". Pierwsze canzony były transkrypcjami wielogłosowych utworów wokalnych – włoskich canzon i francuskich chansons i zachowały śpiewny charakter pierwowzoru. Poszczególnym częściom koncertu towarzyszył słowny komentarz Andrzeja Kosendiaka, który wprowadzał słuchaczy w niuanse i piękno kompozycji Mielczewskiego.
Na początek usłyszeliśmy Missa Triumphalis: Kyrie, Gloria, po którym zabrzmiała instrumentalna Canzona quarta. Kolejne prezentowane utwory ukazywały zarówno piękno brzmienia głosów, które – jak za życia kompozytora – prezentowane były w różnych konfiguracjach i miejscach przestrzeni scenicznej, jak też urodę współbrzmiących z nimi instrumentów dawnych, w wykonaniu Wrocław Baroque Ensemble. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że tak właśnie brzmiały te utwory w XVII-wiecznym Breslau.
Najbardziej urzekła mnie kompozycja Laudate Dominum in sanctis eius, w którym cudownie przeplatające się głosy sopranów z altami i basami przypominały nieco włoską muzykę renesansu. – z jej śpiewną, płynną melodią i jakimś rodzajem słodyczy. Znakomici śpiewacy: Aldona Bartnik i Aleksandra Turalska - soprany, Matthew Venner  i Piotr Łykowski - kontratenorzy, Maciej Gocman  i Tomáš Lajtkep  - tenorzy oraz Jonathan Brown  i Jerzy Butryn  - basy – zabrzmieli  pięknie i harmonijnie. Jednocześnie zaś z chóru wyłaniały się regularnie prawdziwe perełki pojedynczych głosów: piękny, mocny sopran Aldony Bartnik, ciepły tenor Macieja Gocmana i poruszający alt Matthew Vennera.
Marcin Mielczewski stał się dzięki nim kompozytorem dla nas odzyskanym, tym bardziej, że – jak poinformowano – niebawem ukaże się płyta z jego muzyką.

 Koncert odbył się w NFM 26 czerwca 2016 r. i był ostatnim z serii kilku koncertów prezentujących twórczość Marcina Mielczewskiego.

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline 5 lipca 2016 roku.

piątek, 18 października 2019

Stanisław Sylwester Szarzyński na płycie Narodowego Forum Muzyki /recenzja/

Płyta Narodowego Forum Muzyki z kompozycjami Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego składa się z tak pięknych wykonań, że można się nimi bez końca delektować. Pozwala także odkryć, że piękno i duchowość odnajdziemy nie tylko w muzyce Johanna Sebastiana Bacha, ale również w dziełach polskich kompozytorów XVII i XVIII wieku, pomimo że wojny pozbawiły nas znaczącej części ich dorobku. Toteż przywracanie ich polskiej kulturze jest aktem bezcennym.


Historia pewnej fascynacji


25 maja 2018 roku odbył się w Narodowym Forum Muzyki niezwykły koncert – jeden z tych, który na długo zapada w pamięć, pozostawia bowiem po sobie ślad niepowtarzalnego przeżycia. Zaprezentowano wówczas po raz pierwszy utwory Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego, a koncert nosił tytuł „Dzieła polskiego baroku”. Siedzieliśmy na odwróconej scenie jak urzeczeni, a wykonawcy pod batutą Andrzeja Kosendiaka grali i śpiewali w jakimś natchnieniu, które udzielało się słuchaczom… 

Muzyka usłyszana tego wieczoru długo jeszcze we mnie rezonowała. Zaczęłam poszukiwać wiadomości na temat kompozytora i jego nagrań. Wiedziałam, że NFM przygotowuje płytę z kompozycjami Szarzyńskiego, ale zakochani bywają niecierpliwi :-) Toteż nie ustawałam i w końcu trafiłam na starą, analogową płytę „Musica antiqua polonica” z nagraniami Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego w wykonaniu Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pod dyr. Jerzego Dobrzańskiego. Rozczarowanie! Ale nie poddawałam się nadal i tak dotarłam do pięknego albumu „Stanisław Sylwester Szarzyński Opera omnia” z 2016 roku, którego w polskich księgarniach nie uświadczysz. Sprzedał mi go na Allegro jakiś … Czech :-)  Utwory na płytach wykonuje Zespół Solistów Warszawskiej Opery Kameralnej oraz Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (tak, ten sam, co na płycie analogowej!) pod kierownictwem Władysława Kłosiewicza. Cóż to za wspaniałe nagrania! Uderzające, jak zmienił się w ciągu niedługiego przecież czasu styl wykonawczy. 

Stanisław Szarzyński na płytach Narodowego Forum Muzyki



Ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia, jakaż była moja radość, kiedy ukazała się w NFM płyta ze wszystkimi kompozycjami Szarzyńskiego, w pamiętnym wykonaniu, które mnie tak zafascynowało: Wrocław Baroque Ensemble pod kierownictwem pomysłodawcy wspaniałej serii polskich kompozytorów muzyki dawnej XVII i XVIII wieku – Andrzeja Kosendiaka. Dołączona do albumu książeczka zawiera interesujący esej dotyczący twórczości Szarzyńskiego (o życiu nie wiemy prawie nic) pióra Marcina Szelesta – wybitnego organisty kościoła Świętego Krzyża w Krakowie, gdzie gra na odrestaurowanym instrumencie z 1704 roku. Profesor Szelest jest ponadto członkiem Rady Naukowej serii wydawniczej „Fontes Musicae in Polonia” oraz dyrektorem artystycznym Starosądeckiego Festiwalu Muzyki Dawnej. Przygotował także wydanie dzieł wszystkich Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego w serii „Monumenta musicae in Polonia”. Książeczka dołączona do płyt zawiera, prócz eseju, teksty pieśni i ich polskie tłumaczenia, można więc sobie pośpiewać słuchając płyt :-) Jakby tego było mało, mam na niej piękną dedykację od Aldony Bartnik – wspaniałej sopranistki, która (obok Aleksandry Turalskiej) wykonuje utwory na tej płycie. Śpiewają na niej także inni wybitni wykonawcy muzyki dawnej: Alexander Schneider (alt), Maciej Gocman (tenor) i Tomáš Král (bas) – znani nam doskonale z innych wydawnictw tej serii, jak choćby z płyt Marcina Mielczewskiego.


Książeczka z dedykacją pani Aldony Bartnik

Jak była już o tym mowa, wydawnictwo zawiera dzieła wszystkie dzieła kompozytora, czyli całą zachowaną jego spuściznę: raptem jedenaście utworów. Większość z nich przetrwała w bibliotece kolegiaty w Łowiczu, stąd domniemanie, że być może był związany z tym miastem. Twórczość Szarzyńskiego znamy wyłącznie na podstawie odpisów i możemy przypuszczać, że jego utwory były wykonywane przez różne kapele klasztorne (w tym także żeńskie: benedyktynki i franciszkanki). Połowę kompozycji stanowią koncerty kościelne, będące utworami do tekstów liturgicznych (antyfona, sekwencja) lub paraliturgicznych, dedykowanych Chrystusowi, Matce Bożej i świętym.

Kompozycje Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego utrzymane są na ogół w stylu utworów, które od początku XVII wieku zaczęły w muzyce liturgicznej wypierać renesansową polifonię. Ów nowy styl muzyki religijnej łączył ekspresyjny śpiew i instrumenty, które dialogują, koncertują (łac. concertare oznacza współzawodnictwo) z głosem solowym, zaś towarzyszące śpiewakom i instrumentom organy grają partię basso continuo, czyli realizują harmonię. Ten rodzaj muzykowania określa się mianem seconda practica. Szarzyński pisał także w starym stylu, o czym świadczy zachowana niekompletna Msza w stile antico.



Stanisław Sylwester Szarzyński, Ad hymnos ad cantus / Wrocław Baroque Ensemble


Nie miejsce tu, aby omawiać wszystkie utwory, które znalazły się na płytach, toteż ograniczę się do dwóch szczególnie przeze mnie ulubionych: Ave Regina i Jesu spes mea.

Pierwszy z nich stanowi opracowanie tekstu antyfony maryjnej Ave Regina caelorum. Utwór rozpoczyna się siedmiotaktowym, powolnym wstępem instrumentalnym, określanym jako sonata, który swoją ekspresję zawdzięcza przejmującej harmonii. Po nim następuje część w takcie trójdzielnym, w której opracowane zostały dwie pierwsze linijki tekstu: „Ave, Regina caelorum, Ave, Domina Angelorum” (Bądź pozdrowiona, Królowo Niebieska, Bądź pozdrowiona, o Pani Anielska). Poszczególne frazy wokalne przedzielają wejścia opadającej chromatycznie frazy zespołu smyczkowego. Pozostała część tekstu została opracowana w kolejnej, szybkiej części w takcie parzystym. Dialogi instrumentów i głosu stają się teraz szybsze i bardziej nieprzewidywalne, obejmując od kilku do zaledwie połowy taktu.

Na płycie NFM utwór ten wykonuje Aldona Bartnik (sopran), znakomicie operując kontrastami, zestawiając niespokojną retoryczną figurę exclamatio (wznoszące się skoki kwartowe na słowach „Ex qua mundo lux est orta” [„z której pochodzi światło dla świata”], a później „vale” [„bądź pozdrowiona”]) ze statycznością powtarzanych dźwięków następnych fraz. Przede wszystkim zaś cechą tego koncertu jest ustawiczne dialogowanie głosu solowego z towarzyszeniem basso continuo z zespołem instrumentalnym. Pierwsza część – niezwykle liryczna, zaś w partii dramatycznej, szybkiej przypomina momentami recytatyw, aby na końcu zabrzmieć dobitnie i uroczyście, a przy tym pięknie i melodyjnie.

Witaj, Pani Aniołów – czytamy tłumaczenie.
Witaj, Różdżko i Bramo,
Ciesz się, Panno chwalebna,\
ponad wszystkie piękniejsza,
Witaj, o Najśliczniejsza,
Proś Chrystusa za nami.

Drugi piękny utwór na tej płycie (ale który nie jest piękny, można zapytać) to Jesu, spes mea, również na sopran i zespół instrumentalny, należy do najbardziej znanych i lubianych kompozycji Szarzyńskiego. Stanowi przykład utworu dojrzałego baroku, przypominając nieco kantatę, ale ze względu na następstwo tempa wolnego i szybkiego bliżej mu do sonaty da chiesa. Jesu, spes mea ma silnie emocjonalny przekaz i zawiera błagania w formie poetyckich figur retorycznych. W polskim tłumaczeniu brzmią one tak:

Jezu, pocieszenie moje,
Jezu, schronienie moje,
Jezu, pragnienie moje,
Jezu, serce moje.

Tyś życiem moim,
Tyś jest zbawieniem moim,
Tyś pocieszeniem moim,
Tyś nadzieją w życiu moim,
Tyś schronieniem moim.

W Tobie zaufam
i wołać będę,
Tobie zaśpiewam,
Ciebie uwielbię,
Ciebie zawezwę,
Tobie oddam serce.

(…)

By moja wola już nie moja
mój Jezu, była,
przez nią wybaw mnie,
przez nią władaj mną,
przez nią pokrzep mnie,,
przez nią uzdrów mnie,
o mój Jezu.

Nastrój utworu tworzą nie tylko te piękne i poruszające słowa, ale także jego tonacja molowa (a-moll) oraz dominująca w wolnych częściach kompozycji liryczna melodyka. Napięcie emocjonalne wzmacniają powtarzające się w coraz wyższych rejestrach melodie związane z poszczególnymi fragmentami tekstu. Dyskretnie towarzyszy głosowi dźwięk skrzypiec. Głos dominuje nad instrumentarium, jakby wznosił się do nieba. Przepiękny, czysty sopran Aldony Bartnik brzmi w tym utworze w sposób niezwykły: czasami liryczny, czasami dramatyczny, zawsze uduchowiony.


Aldona Bartnik (soprano), Jesu, spes mea, S.S. Szarzyński


Płyta Narodowego Forum Muzyki z kompozycjami Stanisława Sylwestra Szarzyńskiego składa się z tak pięknych wykonań, że można się nimi delektować bez końca. Pozwala także odkryć, ze piękno i duchowość można odnaleźć nie tylko w muzyce Johanna Sebastiana Bacha, ale również w dziełach polskich kompozytorów XVII i XVIII wieku, pomimo ze wojny pozbawiły nas części ich dorobku. Przywracanie ich polskiej kulturze jest aktem bezcennym.

Między bólem a zachwytem. Między życiem a śmiercią - Bernini na Wawelu

Od 6 listopada 2026 roku do 6 stycznia 2027 roku Zamek Królewski na Wawelu zaprasza na wystawę Ekstazy. Bernini na Wawelu - trzecią odsłonę ...

Popularne posty