Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Narodowe Forum Muzyki zaprasza melomanów do spędzenia wieczoru przy dźwiękach dzieł Ludwiga van Beethovena – jednego z najważniejszych kompozytorów w historii. Na estradzie wystąpi Wrocławska Orkiestra Barokowa pod kierownictwem Jarosława Thiela, a partie solowe w Koncercie potrójnym C-dur na skrzypce, wiolonczelę i fortepian op. 56 wykonają wspaniali wirtuozi tych instrumentów: Daniel Sepec, Roel Dieltiens i Andreas Staier.
Koncert C-dur op. 56 autorstwa Ludwiga van Beethovena to dzieło wyjątkowe, gdyż stanowi tzw. koncert potrójny. Kompozytorzy bardzo często wykorzystują formę koncertu, aby pokazać wirtuozowską grę oraz techniczne umiejętności jednego solisty. Beethoven stworzył utwór, w którym partie solowe powierzył trzem instrumentalistom, dzięki czemu możemy wysłuchać inspirujących fragmentów wirtuozowskich, lecz także przyjrzeć się interesującym dialogom pomiędzy solistami oraz między solistami a orkiestrą. Kompozytor potraktował muzykę jako konwersację, a jednocześnie chciał stworzyć dzieło, którego wykonywanie oraz słuchanie będzie dawać wiele radości. Koncert potrójny C-dur op. 56 napisany został bowiem z myślą o księciu Franzu Josephie Lobkowitzu, który był wielkim melomanem, uzdolnionym pianistą, a także uczniem Beethovena.
Inne okoliczności towarzyszyły kompozytorowi podczas prac nad III Symfonią Es-dur op. 55, która nosi przydomek „Eroica”. „Symfonia bohaterska” miała zostać zadedykowana Napoleonowi Bonaparte, którego Beethoven podziwiał. Niestety francuski przywódca nie dostąpił finalnie tego zaszczytu. Kompozytor wpadł w szał, kiedy dowiedział się, że Bonaparte sam mianował się Cesarzem Francuzów i urządził uroczystość swojej koronacji. Beethoven diametralnie zmienił zdanie o Napoleonie – był głęboko rozczarowany jego zachowaniem i próżnością. Mimo rozgoryczenia kompozytor stworzył dzieło przełomowe. III Symfonia Es-dur op. 55 zawiera w sobie wiele muzycznych nowości. „Eroica” zachwyca monumentalnością – zarówno jeśli chodzi o rozmiary kompozycji, jak i o wolumen brzmienia. Trend zapoczątkowany przez Beethovena stał się inspiracją dla innych kompozytorów. Niespotykane dotąd było także zastosowanie marsza żałobnego jako II części symfonii. Ponadto Beethoven wprowadził do dzieła innowację w postaci odniesień pozamuzycznych – poprzez symbol mitycznego Prometeusza wyraża się poparcie kompozytora dla libertariańskich wartości. 22 czerwca, godz. 18.00
Program:
L. van Beethoven
Koncert potrójny C-dur na skrzypce, wiolonczelę i fortepian op. 56
***
III Symfonia Es-dur op. 55 „Eroica”
Wykonawcy:
Jarosław Thiel – dyrygent
Daniel Sepec – skrzypce
Roel Dieltiens – wiolonczela
Andreas Staier – fortepian
Wrocławska Orkiestra Barokowa
Już w najbliższy poniedziałek Sächsische Staatskapelle Dresden wystąpi ponownie we Wrocławiu. Wraz z zespołem do stolicy Dolnego Śląska przybędzie cieszący się trwającą ponad pół wieku karierą pianista – Rudolf Buchbinder. Tego wieczoru wystąpi on również w roli dyrygenta.
Saechsische Staatskapelle Dresden, Christian Thielemann, Matthias_Creutziger
Usłyszymy aż dwa wielkie dzieła fortepianowe Ludwiga van Beethovena, kompozytora ważnego w życiu austriackiego wirtuoza. Dowodem na to jest nie tylko imponująca dyskografia Buchbindera, lecz także jego książka "Mój Beethoven – życie z mistrzem".
Koncerty fortepianowe Ludwiga van Beethovena należą dziś do żelaznego repertuaru. Kompozytor nie tylko zyskał miano wybitnego symfonika, był również doskonałym wirtuozem. I Koncert fortepianowy napisał z myślą o sobie jako wykonawcy. Był wówczas u progu muzycznej kariery i koncentrował się przede wszystkim na zdobyciu sławy wybitnego pianisty. Mówi się, że wspomniane dzieło jest utrzymane w stylu muzyki wiedeńskiej końca XVIII wieku – klasycyzmu spod znaku twórczości Haydna i Mozarta. Podobna opinia dotyczy również pozostałych młodzieńczych utworów Beethovena. George M. Marek, biograf kompozytora, określa jednak I Koncert jako „rewolucyjny”. W dziele tym wyraźnie rozbrzmiewa indywidualizm jego twórcy. W końcu buntownik, jakim niewątpliwie był Beethoven, „nie musi być hałaśliwy”. I Koncertem artysta rozpoczął fascynujący rozwój swojego warsztatu kompozytorskiego. Na końcu tej drogi widnieje V Koncert zwany „Cesarskim” – tu twórca w genialny sposób połączył swoje osiągnięcia na polu muzyki fortepianowej i symfonicznej.
Rudolf Buchbinder, fot. ze strony artysty na FB
Utwory fortepianowe Beethovena od lat zajmują szczególne miejsce w repertuarze Rudolfa Buchbindera. Jego nagrania wszystkich sonat autorstwa ostatniego z klasyków wiedeńskich znacznie wpłynęły na dzisiejsze tendencje wykonawcze. W działalności artystycznej Buchbindera nazwisko Beethovena wydaje się ustępować jedynie twórczości Mozarta, będącej podstawą jego repertuaru. Na wnikliwość interpretacji i świadomość wykonawczą Buchbindera wpływają nie tylko talent i doświadczenie, lecz także jego hobby. Artysta jest kolekcjonerem historycznych partytur – w jego zbiorach nie brak oczywiście dawnych wydań dzieł Beethovena. Należy do nich m.in. 39 kompletnych edycji wszystkich sonat fortepianowych, które wyszły spod pióra Mistrza.
27 maja 2019 r., poniedziałek, godz. 19:30 NFM, Sala Główna plac Wolności 1, Wrocław
Wykonawcy: Rudolf Buchbinder – fortepian, dyrygent Sächsische Staatskapelle Dresden
Program:
L. van Beethoven I Koncert fortepianowy C-dur op. 15
***
L. van Beethoven V Koncert fortepianowy Es-dur op. 73 „Cesarski”
Cały świat celebruje 250. rocznicę urodzin Ludwiga van Beethovena. W obchody włącza się Narodowe Forum Muzyki, które ma jeszcze jeden powód do świętowania: 40-lecie działalności NFM Orkiestry Leopoldinum. W sobotę 28 września br. o godz. 18:00, u progu nowego sezonu artystycznego, zapraszamy do Sali Głównej na początek świętowania urodzin mistrza w NFM i jednocześnie na jubileuszowy koncert NFM Orkiestry Leopoldinum.
NFM Orkiestra Leopoldinum, fot. Łukasz Rajchert
Trudno uwierzyć, że Beethoven, komponując IX Symfonię, już nie słyszał. Z tego powodu nie mógł dyrygować prawykonaniem, jedynie stał na estradzie za dyrygentem, obserwując orkiestrę. Kiedy wybrzmiały ostatnie dźwięki, kompozytor nie usłyszał gromkich braw, które rozległy się w sali – pozostał tyłem do publiczności, aż Caroline Unger, wykonująca partię altu, podeszła do niego i odwróciła go przodem do audytorium, by mógł zobaczyć, jak bardzo podobało się jego dzieło.
Największą sławę przyniosła ostatniej symfonii Beethovena finałowa kantata do słów Ody do radości poety Friedricha Schillera, spopularyzowana także jako hymn Unii Europejskiej. To jeden z tych motywów muzyki klasycznej, które słyszał każdy, choćby wykorzystane w popkulturze. Beethoven zresztą przoduje wśród autorów wpadających w ucho „szlagierów”, o czym będzie się można przekonać w trakcie 16 koncertów „Cyklu Beethovenowskiego” w NFM. Dziewiąta jest pierwszą w historii symfonią wokalno-instrumentalną. Rzeczywiste i domniemane kulisy pracy nad nowatorskim utworem stały się podstawą fabuły Kopii mistrza w reżyserii Agnieszki Holland z Edem Harrisem w roli Beethovena.
Jedno z najważniejszych dzieł muzyki klasycznej wykona z okazji swojego jubileuszu NFM Orkiestra Leopoldinum, która wystąpi w powiększonym tego wieczoru składzie wraz z solistami i Chórem NFM pod batutą swojego szefa artystycznego Josepha Swensena.
Już jutro, 4 września 2025 rozpocznie się 60. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego, który potrwa do 14 września. We Wrocławiu oraz w miastach aż trzech województw odbędzie się ponad pięćdziesiąt wydarzeń. Tematem tegorocznej, jubileuszowej edycji jest Raj utracony [?]. O godzinie 16.00 na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza (Rynek 6, Wrocław) odbędzie się wernisaż wystawy "Andrzej Markowski. Opus magnum".O 18.00 nastąpi uroczyste odsłonięcie popiersia Maestra Andrzeja Markowskiego w foyer NFM. Festiwal rozpocznie o 19.00 koncert zatytułowany "Pamięci wielkiego człowieka", na którego program złożą się kompozycje W. A. Mozarta oraz L. van Beethovena. Orkiestrę Il Giardino Armonico poprowadzi maestro Giovanni Antonini.
Plakat autorstwa Lva Sterna
W dniu inauguracji o godzinie 16.00 na dziedzińcu Muzeum Pana Tadeusza (Rynek 6, Wrocław) odbędzie się wernisaż wystawy "Andrzej Markowski. Opus magnum. Ekspozycja ukazuje postać i dorobek wybitnego dyrygenta oraz kompozytora, a także dzieło jego życia: Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans, którego Maestro był twórcą i pierwszym dyrektorem artystycznym. Wystawa będzie prezentowana od 2 do 14 września 2025 roku. O godzinie 18.00 natomiast przeniesiemy się do foyer Narodowego Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego na uroczyste odsłonięcie popiersia Maestra Andrzeja Markowskiego. Autorem rzeźby jest Bronisław Krzysztof. Wydarzenie to uhonoruje wielkiego muzyka, za sprawą którego dziś możemy świętować 60. już edycję festiwalu.
Także w foyer NFM po raz pierwszy na czarnej ścianie powstała instalacja będąca jednocześnie swego rodzaju obrazem. Sięga ona dwudziestu metrów i została stworzona przez Lva Sterna – architekta, malarza i rzeźbiarza, autora wizerunku tegorocznej edycji Wratislavii Cantans. To wykraczające poza ramy i przenikające do przestrzeni instytucji przedłużenie idei wyrażającej tematykę nadchodzącego festiwalu – nurt muzyki rozświetlający naszą rzeczywistość.
Z kolei 6 i 7 września w Kinie Nowe Horyzonty odbędą się pokazy specjalne filmów z muzyką skomponowaną przez Maestra Markowskiego. Dobór tytułów, wśród których znajdują się pełen uroku Spacerek staromiejski Andrzeja Munka, dramat wojenny Pokolenie Andrzeja Wajdy i monumentalny Pan Wołodyjowski Jerzego Hoffmana, stanowi hołd dla wszechstronności i artystycznej biegłości bohatera przeglądu.
Festiwal rozpocznie o 19.00 koncert zatytułowany "Pamięci wielkiego człowieka", na którego program złożą się kompozycje W. A. Mozarta oraz L. van Beethovena.
Złe, ty bądź moim Bogiem, niech przynajmniej / przez ciebie władzę z królem Niebios dzielę, / przez ciebie może więcej niż połowę / Królestwa zyskam; o czem niezadługo / dowie się człowiek [tłum. Władysław Bartkiewicz] – mówi Szatan w "Raju utraconym" Johna Miltona. Podobny do wizji zawartej w literackich wersach pogląd na władzę, jako mającą swoje źródło w niegodziwości, wyznawał u progu XIX wieku zapatrzony w ideały Oświecenia Ludwig van Beethoven. Podczas koncertu otwierającego 60. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans Il Giardino Armonico pod batutą Giovanniego Antoniniego zaprezentuje dzieło, podczas komponowania którego polityczne marzenia niemieckiego artysty zostały wystawione na ciężką próbę.
Prezentację Beethovenowskiej III Symfonii poprzedzi wykonanie dzieł Wolfganga Amadeusa Mozarta. Powstanie dwóch pierwszych z nich – uwertury do opery "Idomeneusz, król Krety" i Kyrie d-moll – jeszcze nie tak dawno wyznaczano na koniec lat siedemdziesiątych XVIII wieku i wiązano z pobytem artysty w Monachium. Dziś napisanie drugiej z kompozycji łączy się raczej z ostatnimi latami życia Mozarta, spędzonymi w Wiedniu. Nieco wcześniej niż wspomniany utwór dramatyczny, bo w 1779 roku, stworzył on natomiast "Mszę koronacyjną". Jest to dzieło genialne, choć będące wynikiem kompromisu między twórczymi możliwościami mistrza rozwijanymi podczas europejskich podróży a ograniczeniami, z jakimi zetknął się on po powrocie do rodzinnego Salzburga. Wpływ na formę komponowanej w tym okresie przez Mozarta muzyki liturgicznej miały chociażby upodobania arcybiskupa Hieronima Colloredo – ówczesnego patrona artysty. Purpurat oczekiwał muzycznych opracowań tekstu liturgii, które byłyby zarówno zwięzłe, jak i uroczyste. Klasyk wywiązał się z postawionego przed nim zadania perfekcyjnie. Dzieło to jest zwarte, pogodne, niepozbawione też wyraźnej teatralności. Nastrojowi celebracji sprzyja obecność w obsadzie perkusji oraz dość licznych instrumentów dętych. Msza po raz pierwszy zabrzmiała najprawdopodobniej już w Wielkanoc, niedługo po jej napisaniu. Dość szybko zyskała sławę znacznie wykraczającą poza Salzburg. W 1791 roku wykonano ją w Pradze podczas ceremonii koronacji cesarza Leopolda II Habsburga na króla Czech, a już rok później zabrzmiała, gdy intronizowano jego następcę – Franciszka II, stąd jej przydomek – „koronacyjna”.
Zaraz po wstąpieniu na tron, zarówno cesarski, jak i królewski, Franciszek musiał zaangażować się w wojnę z rewolucyjną Francją. Konflikt z tym państwem, od 1799 roku już pod rządami Napoleona Bonapartego, doprowadził ostatecznie do zrzeczenia się przez przedstawiciela Habsburgów tytułu cesarza rzymskiego. Gdyby nie wcześniejsza koronacja samego Napoleona na cesarza Francuzów, z takiego obrotu spraw byłby zadowolony Ludwig van Beethoven. Przepełniony republikańskimi ideami, za których uosobienie uważał Bonapartego, będącego wówczas w swoim państwie Pierwszym Konsulem, skomponował w latach 1802–1804 III Symfonię i zatytułował ją Bonaparte. Kiedy utwór był ukończony, znad Sekwany dotarły jednak wieści, że Korsykanin sięgnął po cesarski wieniec. „Teraz i on pogwałci prawa ludzi, by zaspokoić swoją ambicję, wyniesie się ponad wszystkich, stanie się tyranem!” – miał mówić rozgoryczony Beethoven, wykreślając Napoleona z arcydzieła. Ostatecznie pojawiła się ironiczna dedykacja: „Symfonia bohaterska, napisana ku uczczeniu pamięci wielkiego Człowieka”. Tak właśnie na karty historii sztuki wkroczyła niezrównana Eroica.
Program:
Wolfgang Amadeus Mozart Uwertura do opery Idomeneusz, król Krety KV 366, Kyrie d-moll KV 341; Msza C-dur KV 317 „Koronacyjna”
***
Ludwig van Beethoven III Symfonia Es-dur op. 55 „Eroica”
Po trzymiesięcznej przerwie Narodowe Forum Muzyki powraca do działalności koncertowej! Serdecznie zaprasza na trzy koncerty, które w symboliczny sposób zwieńczą sezon artystyczny 2019/2020. Bilety będzie można kupić online. Wszystkie koncerty odbędą się bez przerw.
NFM Zapewnia, że jest w stałym kontakcie ze służbami sanitarnymi i organizuje wydarzenia zgodnie z ich zaleceniami i wytycznymi. Jednocześnie z przykrością informuje, że nie odbędą się wszystkie pozostałe odwołane do tej pory koncerty sezonu 2019/2020 zaplanowane na czerwiec.
Do 31 sierpnia istnieje możliwość zwrotu biletów na odwołane wydarzenia lub ich wymiany. Ze względów bezpieczeństwa zwroty biletów na odwołane koncerty przyjmujemy wyłącznie online – poprzez FORMULARZ lub pod adresem kasa@nfm.wroclaw.pl. Nie obsługujemy zwrotu biletów zakupionych w zewnętrznych punktach sprzedaży.
Pod batutą Jurka Dybała NFM Filharmonia Wrocławska wykona dzieła, których motywem przewodnim jest walka o wolność i godność. Zabrzmi także po raz pierwszy w Polsce utwór wybitnego kompozytora, w którym partie solowe zaprezentuje aż dwóch wybitnych trębaczy.
Sergei Nakariakov / fot. archiwum artysty
Koncert otworzy radosna uwertura do Fidelia, jedynej ukończonej przez Ludwiga van Beethovena opery, będącej manifestem przeciwko tyranii. Praca nad tym dziełem przysporzyła artyście wielu trudności, nie był on też zresztą do końca zadowolony z osiągniętego rezultatu. Wymowny jest też fakt, że kompozycja ta jest czwartym orkiestrowym wstępem do Fidelia, który napisał Beethoven. Opera ta – należąca do popularnego w osiemnastym stuleciu gatunku określanego mianem „opery grozy i niespodziewanego ocalenia” – wystawiana jest dość rzadko ze względu na statyczną akcję i język muzyczny, niedający śpiewakom zbyt wielu okazji do popisu.
Następnie zabrzmi Koncert na dwie trąbki i orkiestrę. Jego autorem jest turecki kompozytor i pianista Fazil Say urodzony w Ankarze w 1970 roku. Obszerny dorobek artysty obejmuje prawie pięćdziesiąt dzieł przeznaczonych na różne składy. Znajdują się wśród nich także trzy symfonie. Utwór, którego wysłuchamy, powstał na zamówienie Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu, MŰPA w Budapeszcie, hr-Sinfonieorchester Frankfurt, Beethoven Orchester Bonn i Prague Symphony Orchestra. Partie solowe wykonają w nim Gábor Boldoczki i Sergei Nakariakov – wirtuozi uważani za największych trębaczy naszych czasów. Prawykonanie dzieła odbyło się w Budapeszcie 13 maja 2023 roku. Fazil Say na własnej skórze przekonał się, jak aktualny jest w jego ojczyźnie problem ograniczenia wolności słowa. W 2012 roku artysta otwarcie zadeklarował się jako ateista i niepochlebnie wyraził o islamskiej koncepcji raju i życiu w tak konserwatywnym kraju jak Turcja. Artystę oskarżono o bluźnierstwo. Groził mu nawet rok więzienia, ostatecznie jednak wyrok uchylono.
W drugiej części koncertu zabrzmią wybrane fragmenty z czteroaktowego baletuSpartakus autorstwa ormiańskiego kompozytora Arama Chaczaturiana. Tytułowy bohater to tracki niewolnik, przywódca największego i najgroźniejszego powstania w historii Rzymu. Szacuje się, że wzięło w nim udział od sześćdziesięciu do stu tysięcy niewolników i gladiatorów. Insurekcja została krwawo stłumiona przez Marka Krassusa. Spartakus zginął w czasie bitwy, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. Oparty na wątkach z jego życia balet Chaczaturiana należy, z racji barwności i komunikatywności języka muzycznego, do najbardziej znanych i najchętniej grywanych jego kompozycji. Wystawiono go po raz pierwszy w 1956 roku w Petersburgu, wówczas Leningradzie.
Program:
L. van Beethoven Uwertura do opery Fidelio op. 72
F. Say Koncert na dwie trąbki i orkiestrę*
***
A. Chaczaturian – muzyka do baletu Spartakus (wybór)
24 stycznia 2025 Christoph Eschenbach i NFM Filharmonia Wrocławska zaprezentują słuchaczom dwa niekwestionowane arcydzieła: romantyczną VIII Symfonię G-dur Antonína Dvořáka oraz Symfonię C-dur Ludwiga van Beethovena.
Christoph Eschenbach, fot. Manu Theobald
Pracę nad partyturąI Symfonii C-dur Beethoven rozpoczął u schyłku osiemnastego stulecia – w 1799 roku. Dzieło to nosi jeszcze wyraźne znamiona wpływów, jakie trzydziestoletni wówczas kompozytor czerpał z dorobku bliskich mu artystów należących do panteonu twórców klasycyzmu – Josepha Haydna oraz Wolfganga Amadeusa Mozarta. Składająca się z czterech ogniw symfonia koncentruje w sobie równocześnie elementy świadczące o stopniowo kształtującym się, zindywidualizowanym rysie języka kompozytorskiego najmłodszego z klasyków wiedeńskich. Błyskotliwe w wyrazie dzieło Beethoven zaprezentował publiczności po raz pierwszy – pod swoją batutą – podczas koncertu na początku kwietnia 1800 roku w wiedeńskim Burgtheater. Po premierze słynny „Allgemeine musikalische Zeitung” opublikował słowa podziwu dla twórcy, który w kontekście rzeczonej kompozycji „wykazał się wielkim kunsztem, innowacyjnością i bogactwem pomysłów”. Prawdziwie rewolucyjna odsłona Beethovena jako genialnego symfonika miała jednak dopiero nadejść.
Drugą część wieczoru wypełni napisana w 1889 rokuVIII Symfonia G-dur op. 88 Antonína Dvořáka należąca do najpopularniejszych dzieł w jego dorobku. Chociaż twórcy epoki romantyzmu (nie wyłączając też znakomitego Czecha) lubowali się w tworzeniu muzyki dramatycznej i niekoniecznie optymistycznej, to utwór ten jest zaskakująco promienny w wyrazie. Owa beztroska wynikać mogła z wpływu otaczającej kompozytora przestrzeni. Ósma powstała bowiem podczas pobytu Dvořáka w willi Rusałka znajdującej się we wsi Vysoká u Příbramě. W tym niezwykle atrakcyjnym, przystępnym i pełnym wpadających w ucho, śpiewnych melodii utworze wyczuć też można wyraźną inspirację muzyką ludową tamtego regionu. Finał rozpoczyna fanfara trąbki, o której znakomity czeski dyrygent Rafael Kubelik powiedział kiedyś: „W Bohemii trąbka nigdy nie wzywa do bitwy – jest zaproszeniem do tańca!”.
Program:
L. van Beethoven I Symfonia C-dur op. 21
***
A. Dvořák VIII Symfonia G-dur op. 88
Wykonawcy:
Christoph Eschenbach – dyrygent
Marisol Montalvo – sopran
NFM Filharmonia Wrocławska
Czas trwania:
100 minut
Przed koncertem, o 17.30, w ramach cyklu "Wszystkie oblicza muzyki", z myślą o posiadaczach abonamentu symfonicznego, odbędzie się spotkanie z dyrygentem Christophem Eschenbachem. Spotkanie poprowadzi Agnieszka Ostapowicz / Dorota Żak.
23 czerwca o 19.00 Narodowe Forum Muzyki zaprasza na ostatni w tym sezonie koncert Wrocławskiej Orkiestry Barokowej. W programie W. A. Mozart, Franz Schubert i Ludwig van Beethoven. Orkiestrę poprowadzi znakomity francuski dyrygent Jérémie Rhorer.
Jérémie Rhorer / fot. Karoline Doutre
Pierwszym dziełem w programie jest ukończona w 1788 Symfonia C-dur „Jowiszowa” Wolfganga Amadeusa Mozarta, uważana za jedno z arcydzieł późnego klasycyzmu. Nie mamy pewności, kto ani dlaczego nadał dziełu taki podtytuł. Syn Mozarta wskazywał na londyńskiego impresaria Johanna Petera Salomona, inny zaś trop prowadzi do wydawcy Johanna Baptista Cramera, któremu podobno otwierające dzieło majestatyczne, poprzedzone wznoszącymi triolami dźwięki skojarzyły się z Jupiterem miotającym pioruny.
Historia powstaniaSymfonii h-moll Franza Schuberta, zwanej potocznie „Niedokończoną”, jest dość zagadkowa. W 1823 roku Towarzystwo Muzyczne w Grazu postanowiło przyznać kompozytorowi dyplom honorowy. W podzięce twórca przekazał instytucji partyturę jednej ze swoich kompozycji. Wybór padł na symfonię składającą się z dwóch pierwszych części oraz dwóch zorkiestrowanych stron trzeciego ogniwa. Schubert przekazał rękopis przyjacielowi i członkowi Towarzystwa, ten jednak zachował manuskrypt u siebie i dopiero po ponad czterdziestu latach przyznał się, że jest w jego posiadaniu. Prawykonanie symfonii w Wiedniu w 1865 roku odbiło się szerokim echem, a „nowe” dzieło prędko weszło do symfonicznego kanonu. Melomani błyskawicznie pokochali tę pełną melancholii, mroczną i jednocześnie liryczną muzykę, w której raz jeszcze ujawnił się wielki dar melodyczny kompozytora.
Koncert zwieńczy wykonanie uwertury Leonora IIILudwiga van Beethovena. Kompozytor miał duże problemy z napisaniem uwertury do opery Fidelio. Powstały aż cztery jej wersje, trzy z nich noszące nazwę Leonora I, II i III oraz Fidelio, która znalazła się ostatecznie w operze. Leonorę III uważa się za najlepszą z nich. Jednak ponieważ jest to rozbudowana i dramatyczna kompozycja, nie sprawdziłaby się w roli wstępu i przytłoczyłaby zbytnio pierwszy akt opery. Znakomicie sprawdza się natomiast w roli samodzielnej kompozycji koncertowej. Tutaj jej dramatyzm i obszerność stają się zaletami. Beethoven pozostawił w niej także element sceniczny – solo trąbki zza kulis, symbolizujące w operze przybycie ministra, a tym samym uratowanie Florestana, głównej postaci męskiej w dziele.
Program:
W.A. Mozart Symfonia C-dur KV 551 „Jowiszowa”
***
F. Schubert VIII Symfonia h-moll D 759 „Niedokończona”
5 listopada wybitny dyrygent Marek Pijarowski będzie świętować we Wrocławiu swoje 70. urodziny oraz 50-lecie pracy artystycznej . Przed koncertem nastąpi uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej współpracę maestra Marka Pijarowskiego z Narodowym Forum Muzyki. W programie koncertu maestra z NFM Filharmonią Wrocławską znalazła się jedna z najbardziej wyjątkowych symfonii Ludwiga van Beethovena.
Marek Pijarowski, fot. Łukasz rajchert/NFM
Kompozytor III Symfonię Es-dur „Eroicę” pisał w latach 1803–1804. To jedno z jego najważniejszych dzieł, a przy tym pierwsze w tym gatunku, które zostało pomyślane z takim bezprecedensowym rozmachem. Nikt przed Beethovenem nie stworzył niczego tak monumentalnego, symfonii tak długiej, przeznaczonej na tak duży skład, a jednocześnie tak spójnej i pełnej emocjonalnej głębi. Pisząc to dzieło, artysta myślał o zadedykowaniu go Napoleonowi Bonapartemu, jednak kiedy ten koronował się na cesarza Francji, rozeźlony kompozytor uznał, że generał zdradził w ten sposób republikańskie ideały, i wykreślił dedykację tak mocno, że wydrapał przy okazji dziurę w papierze.
Rozbudowana część pierwsza jest pełna energii i rozmachu. Otwierają ją dwa potężne akordy w tonacji Es-dur, która dla późniejszych kompozytorów stanie się wręcz synonimem heroizmu. Pierwszy, śpiewny temat wprowadzają wiolonczele, jednak prędko pojawiają się w tej melodii dźwięki nienależące do Es-dur – ówczesnych słuchaczy musiało to szokować i wywoływać u nich wrażenie niezgodności. Podobne niespodzianki zdarzają się tu co chwila, a największą z nich jest wprowadzenie przez instrumenty dęte drewniane w środku tego ogniwa zupełnie nowej myśli muzycznej w tonacji e-moll, która jest bardzo odległa od tonacji zasadniczej. To ponownie wywołuje wrażenie obcości.
Zamiast części wolnej Beethoven zaproponował słuchaczom porażający siłą ekspresji marsz żałobny w tonacji c-moll, w którym okazjonalnie pojawiają się też jaśniejsze barwy. W środkowej, dynamicznej, a nawet agresywnej trzeciej części, Scherzu, występuje wirtuozowski fragment przeznaczony dla trzech waltorni. Finał natomiast oparł Beethoven na temacie zaczerpniętym ze swojego baletu TworyPrometeusza, który stał się podstawą dziesięciu brawurowo opracowanych wariacji. Te zaś prowadzą do wywalczonej z trudem, triumfalnej apoteozy.
L. van Beethoven III Symfonia Es-dur op. 55 „Eroica”
Czas: 60'
Jubileusz 70-lecia urodzin i 50-lecia pracy artystycznej Maestra Marka Pijarowskiego
Przed koncertem (godz. 18.00) zapraszamy Państwa na uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej współpracę maestra Marka Pijarowskiego z Narodowym Forum Muzyki. Znajdzie się ona w Alei Gwiazd przed budynkiem NFM na pl. Wolności, tam też będzie miało miejsce jej odsłonięcie.
Tegoroczna edycja Międzynarodowego Festiwalu Wratyslavia Cantans była interesująca, choć nietypowa, ale też okazała się dla słuchaczy (a przynajmniej dla mnie) pewnym wyzwaniem. Przewodnie hasło, dotyczące przekraczania granic, uzmysłowiło mi, że są we mnie pewne bariery nie do pokonania. Tam jednak, gdzie doświadczałam wzajemnego wpływu muzyki i słowa, nawet niekonwencjonalne, nieklasyczne wykonania wywoływały u mnie głębsze przeżycia i niespodziewaną otwartość na rzeczy pozornie mi obce. Te doświadczenia z pewnością były dominujące, za co jestem dozgonnie wdzięczna wspaniałym wykonawcom i organizatorom.
Podobnie jak poprzednie edycje festiwalu, tak i 56. miała swoją przewodnią myśl - było nią przekraczanie granic. Owa idea, będąca osią każdej Wratislavi, staje się zazwyczaj także źródłem wielu refleksji dotyczących nie tylko samej muzyki, ale również szerszej natury, bo światopoglądowych, egzystencjalnych itd. Jak słusznie zauważył Andrzej Kosendiak - dyrektor generalny festiwalu - sama "muzyka jest rodzajem refleksji przenikającej przestrzenie często wymykające się nauce czy doświadczeniu empirycznemu". Wyraził przy tym nadzieję, że pozwala ona choć na chwilę "zrzucić z siebie ograniczenia, szczególnie te, które dosięgły nas w ostatnich miesiącach".
Podobnie rozważania snuje dyrektor artystyczny festiwalu - maestro Giovanni Antonini, dla którego przekraczanie granic przez muzykę stanowi wręcz o jej istocie. W kontekście zaś tego festiwalu przekraczanie owo przybiera rozmaite oblicza i dotyczy zarówno granic pomiędzy muzyką klasyczną a ludową, także współczesną, pomiędzy słowem mówionym a muzyką, jak też granic formalnych w obrębie muzyki tego samego kompozytora, czego przykładem może być Ludvig van Beethoven czy Witold Lutosławski. Idea przekraczania granic dotyczy także granic mentalnych w spojrzeniu na muzykę spoza kultury europejskiej itd.
Dodam, że tegoroczna edycja Wratislavia Cantans dość radykalnie przekroczyła granicę, którą stworzył dla festiwalu jego założyciel - Andrzej Markowski. Miał to być w swej istocie festiwal muzyki oratoryjno-kantatowej, czego w żaden sposób nie można powiedzieć o tegorocznej edycji. Szczerze mówiąc, przekroczenie to spowodowało u mnie pewien dyskomfort, ale doceniam fakt, że musiałam otworzyć się na inne rodzaje muzyki. 😉
Magdalena Kožená, czyli o granicy nieprzekroczonej
Magdalena Kožená i dyrygent Duncan Ward, koncert "Niech śpiewa cały świat", fot. Łukasz Rajchert/NFM
Pierwsze wyzwanie stanowił już dla mnie koncert inauguracyjny, zatytułowany entuzjastycznie: "Niech śpiewa cały świat". Pierwszą część wypełniły kompozycje Witolda Lutosławskiego "Słomkowy łańcuszek i inne dziecinne utwory na sopran i mezzosopran, flet, obój, 2 klarnety i fagot". Zaśpiewał je Chór Chłopięcy NFM pod kier. Małgorzaty Podzielny, z towarzyszeniem solistów NFM Filharmonii Wrocławskiej. Wypadło uroczo, a nawet wzruszająco. Przy okazji można się było przekonać, jakie jest inne oblicze Lutosławskiego, który stworzył cykl oryginalnych utworów do znanych wierszy, stylizowanych na muzykę ludową.
Jednakże prawdziwą gwiazdą tego wieczoru miała być - i była! - Magdalena Kožená, - wspaniały mezzosopran, niezapomniana wykonawczyni wielu ról operowych, jak choćby Carmen Bizeta, Medei Charpentiera czy Orfeusza w Orfeuszu i Eurydyce H. W. Glucka w interpretacji sir Johna Gardinera, a dla mnie również jest to wspaniała Judyta z oratorium Antonia VivaldiegoJudtha triumphans pod dyr. Andrea Marcona. Tymczasem ta znakomita wykonawczyni muzyki barokowej (i nie tylko) zaśpiewała tym razem pieśni ludowe Béli Bartókai Luciano Berio (po węgiersku i po włosku). Była dowcipna, błyskotliwa w swoich interpretacjach, ale mimo wszystko nie udało mi się przekroczyć tej granicy, którą była dla mnie Kožená jako wykonawczyni muzyki klasycznej. Wolę ją jednak nadal w tradycyjnych ramach, choć rozumiem, że jest poszukująca i może nawet lubi mierzyć się w nowym...
"Werther" - przekraczanie granic muzyki i słowa
Jarosław Thiel i Wrocławska Orkiestra Barokowa, koncert "Werther", fot. Karol Sokołowski/NFM
Jako rasowa polonistka byłam wielce ciekawa, jak przekraczane będą granice pomiędzy muzyką a słowem, toteż z przyjemnością wysłuchałam koncertu "Werther". Gwoli ścisłości dodać muszę, że temat ten był motywem przewodnim 52. edycji Wratislavia Cantans: "Recitar cantando", w którym zaakcentowano zależność muzyki od słowa. Doświadczyłam wówczas, że nie tylko słowo wpływa na muzykę, ale także muzyczna interpretacja dodaje mu wiarygodności. Sądzę, że w przypadku tego koncertu to się sprawdziło.
Kompozytorem, który sięgnął po powieść epistolarną Johanna Wolfganga GoethegoCierpienia młodego Wertera, był Włoch Gaetano Pugnani - skrzypek i kapelmistrz na dworze sabaudzkim. Pierwsze wykonanie miało miejsce w Turynie, w 1791 roku, a więc zaledwie 17 lat po ukazaniu się dzieła. Wiemy też, że kompozytor wykorzystał francuskie tłumaczenie, ponieważ jego publiczność stanowili dyplomaci i arystokraci. Dzieło było wykonano raz jeszcze w 1796 roku w Wiedniu. Na podstawie zachowanych głosów orkiestrowych do "Werthera" Alberto Basso dokonał rekonstrukcji partytury dzieła, on też wybrał fragmenty powieści, przedstawiając rozwój uczucia bohatera do pięknej Lotty. A ponieważ wykonawcy zwykli korzystać z różnych przekładów, toteż podczas tegorocznej prezentacji dzieła wykorzystano polski przekład Leopolda Staffa.
Jakub Gierszał jako Werther i Wrocławska Orkiestra Barokowa, fot. Karol Sokołowski/NFM
"Werther" to dobry przykład na harmonijne przenikanie się tekstu i muzyki. Istotną rolę odgrywają uczucia bohatera, który najpierw próbuje ukoić swój niepokój i niemożność odnalezienia się w świecie obcowaniem z pięknem natury. Kiedy poznaje Lottę jadąc na bal z inną, przypadkową dziewczyną, jesteśmy świadkami budzącego się uczucia, jego rozkwitu, ale także dramatyzmu wynikającego z faktu, że ukochana jest zaręczona z innym, wreszcie - samobójstwa bohatera. Wszystkie te nastroje i przemyślenia Wertera oraz jego opisy przyrody zawarte w listach do Wilhelma mają swoje odzwierciedlenie w pięknej muzyce Gaetano Pugnani. Nie był to mój pierwszy koncert, w którym słowo odgrywało istotną rolę, ale po raz pierwszy tekst nie był recytacją sytuującą się pomiędzy częściami utworu muzycznego, lecz jego integralną częścią. Czytający tekst Goethego Jakub Gierszał miał przed sobą na pulpicie zarówno muzyczną partyturę, jak i fragmenty powieści. Dodać muszę, że okazał się znakomitym i wrażliwym interpretatorem postaci Wertera. Przy tym nie miał nic z romantycznej pozy - skromny, skupiony, trochę chyba także zdenerwowany nietypowym zadaniem aktorskim, co też dobrze wpisywało się w tę rolę. Jeśli ktoś widział "Salę samobójców" w reżyserii Jana Komasy, ten z pewnością nie będzie miał wątpliwości, że to idealny wykonawca do roli Wertera. Oczywiście, równie ważną rolę odegrali także muzycy Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod dyr. Jarosława Thiela, którzy "ponieśli" wspaniały tekst Goethego na wyżyny wykonawstwa. Okazało się, że przekraczanie granic muzyki i słowa rodzić może wspaniałą jakość.
"W blasku Haydna", czyli przekraczanie gustów i przyzwyczajeń
Giovanni Antonini, koncert "W blasku Haydna", fot. Łukasz Rajchert/NFM
Przykład Ludwiga van Beethovena uzmysławia, że młodemu kompozytorowi, który nie zaznał jeszcze sławy, niełatwo jest przekroczyć granice muzycznych gustów i przyzwyczajeń, które zostały ukształtowane przez sławnych poprzedników, w tym wypadku przez Josepha Haydna. Kiedy w 1801 roku Beethoven skomponował muzykę do baletu Twory Prometeusza, spodobała się ona tak bardzo (był w tym zapewne niemały udział popularnego wówczas Salvatora Viganò i jego trupy, dla których powstał ów balet), że wystawiono go ponad dwadzieścia razy, a nazwisko kompozytora stało się znane. W konsekwencji tego sukcesu sześć lat później książę Nikolaus II Esterhazy zamówił u Beethovena mszę dla uczczenia imienin żony Marii Józefy - tak powstała Msza C-dur op. 86. Poprzednikiem kompozytora był Joseph Haydn, który sześciokrotnie przygotowywał utwory na tę uroczystość. Poprzeczka była więc wysoko ustawiona, szczególnie, że Beethoven nie miał doświadczenia w tworzeniu muzyki religijnej. Jego Msza C-dur zabrzmiała po raz pierwszy 13 września 1807 roku w kościele w Eisenstadt pod kierownictwem kompozytora, a książę nie ukrywał bynajmniej swego niezadowolenia. Można by nieco żartobliwie zauważyć, że miał swoje ograniczenia, ale w tym przypadku granice estetyczne wyznaczała wspaniała muzyka Haydna. I chociaż - jak stwierdził muzykolog Martin Geck - "nie było w czasach Beethovena innego kompozytora, który z podobnym zaangażowaniem zagłębiłby się w tekst" - to jednak de gustibus... Przykład Mszy C-dur uświadamia, że gusty również bywają naszym ograniczeniem.
Krystian Adam Krzeszowiak i Fulvio Bettini, koncert "W blasku Haydna, fot. Łukasz Rajchert/NFM
We Wrocławiu wspomniane utwory Beethovena (baletu nie było 😀) wykonali wspaniali artyści, a publiczność była "oswojona Beethovenem", więc nie trzeba właściwie było niczego przekraczać. Byliśmy zachwyceni! Il Giardino Armonico pod dyrekcją maestro Giovanniego Antoniniego przyzwyczaili nas do znakomitych interpretacji rozmaitych kompozytorów. Jest to zespół fantastycznie zgrany i na dodatek składa się z wybitnych muzyków. Jeśli do tego dołożyć wspaniały Chór NFM i solistów doprawdy znakomitych, jak choćby Krystian Adam Krzeszowiak (tenor), Fulvio Bettini (baryton) czy Francesca Ascioti (kontralt) i Giulia Semenzato (sopran), to człowiek nabiera przekonania, że gdyby ten koncert usłyszał śp. książę Esterhazy, z pewnością z jego ust nie wyrwałyby się słowa "nieznośnie śmieszna i okropna", lecz "zachwycająca". Pominąwszy bowiem jego gust, zapewne uległby presji tłumu, czyli zgromadzonej w Narodowym Forum widowni. 😉
Przekraczanie granic tonalności - podążanie muzyki za słowami
Huelgas Ensemble, koncert "Sublimacja brzmienia", fot. Karol Sokołowski/NFM
W średniowieczu i renesansie dominowała muzyka tonalna. Był to system mający silnie zarysowane centrum tonalne w postaci pojedynczego dźwięku, a dźwięki główne i poboczne miały strukturę hierarchiczną. Ceniono współbrzmienia konsonansów doskonałych, a jeśli nawet niekiedy pojawiał się dysonans, to był on odpowiednio przygotowany. Świat dźwięków miał swój ład, który czerpano z tradycji starogreckiej, toteż nagłe pojawienie się dysonansów było czymś, co szokowało i było złamaniem zasad. A jednak zdarzały się odstępstwa., głównie w XV i XVI wieku, szczególnie w madrygałach i motetach. Zazwyczaj podyktowane to było treścią słów, szczególnie, gdy te nazywały uczucia: smutek, tęsknotę czy miłość.
W ramach tegorocznej Wratoslavi mieliśmy okazję podziwiać niezwykły belgijski zespół wykonujący muzykę dawną – Huelgas Ensemble (nazwa nawiązuje do rękopisu muzyki polifonicznej Codex Las Huelgas), założony przez flamandzkiego dyrygenta Paula van Nevela. Wykonawcy zaprezentowali festiwalowej publiczności utwory kompozytorów XIV-XVII wieku, którzy granice tonalności przekraczali po mistrzowsku, m. in. utwory Orlando di Lasso i Luca Marenzio.
Huelgas Ensemble, koncert "Sublimacja brzmienia", fot. Karol Sokołowski/NFM
Prophetiae Sybillarum Orlando di Lasso składa się z jednego trzywierszowego prologu i dwunastu sześciowierszowych motetów. Wszystkie wiersze są napisane heksametrem daktylowym. Proroctwa zaś (każde wypowiedziane przez inną prorokinię) mówią o przyjściu Chrystusa, co już samo w sobie jest zaskakujące. Proroctwa owe oddaje Lasso w stylu chromatycznym, nasycając brzmienie licznymi dysonansami, kładąc nacisk na artykulację i należyte wydobycie treści motetów. To słowo decyduje o takiej retoryce muzycznej.
Taka sama zasada przyświeca madrygałom, w których przeważa tematyka miłosna. Tęsknota, rozstanie – wszystko to stwarzało możliwość nasyconych chromatycznie melodii, w których dysonanse w sposób oczywisty oddawały złożoność uczuć. Jednym z najwybitniejszych madrygalistów był Luca Marenzio, którego utworu Solo e pensoso (Samotny i rozważny), skomponowanego do słów F. Petrarki, mieliśmy okazję posłuchać. Wybitne umiejętności Marenzia w muzycznym „malowaniu słów”, zwłaszcza w madrygałach, były bardzo podziwiane przez znawców jego czasów. W ciągu około 20 lat Marenzio napisał ponad 400 madrygałów i około 80 villanelli, opublikowanych w 23 księgach, a także wiele dzieł sakralnych, w tym około 75 motetów. Nie ograniczał się do muzycznych ilustracji słów, lecz dążył do oddania ogólnego nastroju i wyrazu emocjonalnego tekstu. W tym celu stosował zróżnicowane środki muzyczne: imitację, chromatykę, dysonanse, nieoczekiwane zmiany harmoniczne. Wydaje się, że tytuł koncertu "Sublimacja brzmienia" trafnie oddaje efekt, który uzyskał Huelgas Ensemble prezentując nie tylko ów znakomity madrygał. Brzmienie głosów, wydobywające skomplikowaną tkankę uczuć właściwie nie daje się opisać... Tego należy po prostu posłuchać!
Solo e pensoso, Huelgas Ensemble
Przekraczanie ograniczeń i reguł rozmaitych sztuk
Joanna Freszel, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia, pod dyr. Lawrance Fostera, koncert "Narodziny muzyki współczesnej", fot. Łukasz Rajchert/NFM
Charakterystyczne dla schyłku XIX i XX wieku staje się przekraczanie granic gatunkowych rozmaitych sztuk. Ta swoista rewolucja ma swoje korzenie w romantyzmie, który z brawurową swobodą łamał klasyczne ograniczenia, mieszając ze sobą gatunki i tworząc dzieła synkretyczne, czego przykładem są ballady czy DziadyAdama Mickiewicza, w których formę dramatu co i rusz rozsadzają inne gatunki literackie (przypowieść, bajka, opowiadanie), a także pozaliterackie (sen, obrzęd), w tym muzyczne (opera, pieśń). Dziady zainspirują Stanisława Moniuszkę do skomponowania kantaty Widma...
Również Claude Debussy, zachwycony Popołudniem fauna Stéphane`a Mallarmé, zapragnął za pomocą muzyki oddać emocje, których doświadczył czytając te poezje tak bardzo ze swej istoty muzyczne, by nie rzec: impresjonistyczne, oddziałujące nie tylko dźwiękiem, ale także barwą, nastrojem. Tak powstało Preludium do "Popołudnia fauna", Stało się ono z kolei inspiracją dla baletu, którym zasłynął Wacław Niżyński. Balet był inspirowany zarówno poezja Mallarmégo, jak też Preludium Debussy`ego, ale został wzbogacony o choreografię i wspaniałe kostiumy, nie mówiąc już o niezwykłym, choć kontrowersyjnym wykonawcy. Wszystkie te trzy dzieła – poemat, preludium i balet, wynikające z inspiracji poezją i muzyką, mają istotny udział w rozwoju sztuki współczesnej.
Zamysłem Debussy’ego nie była bynajmniej synteza treści poematu Mallarmégo, wyrażona środkami muzycznymi, ale oddanie impresji wywołanej poezją. Kompozytor unikał dosłownej ilustracyjności i bardziej sugerował niż naśladował. Treść pozamuzyczną preludium scharakteryzował dość enigmatycznie, określając ją jako serię marzeń sennych rodzących się w głowie fauna podczas leniwego popołudnia, po wcześniejszej pogoni za nimfami. Struktura utworu jest trzyczęściowa, z dodaną codą. Część pierwsza ma również wewnętrzny trójpodział, a temat otwierający, grany przez flet, jest powtórzony na oboju, Część trzecia jest skróconą, zmodyfikowaną repryzą części pierwszej. W pamięci pozostaje ów dźwięk fletu, a potem oboju, jak klisza "wyświetlający" w wyobraźni atmosferę ciepłego, leniwego popołudnia.
Podczas wrocławskiego koncertu pięknie zabrzmiała Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia pod batutą Lawrance Fostera. A ja proponuję choć przez chwilę posłuchać Leonarda Bernsteina.
Debussy Prélude à l'après-midi d'un faune - Leonard Bernstein
Równie piękne okazało się być wykonanie Sieben frühe Lieder Albana Berga, z fenomenalną Joanną Freszel (sopran) w roli solistki. Siedem wczesnych pieśni (ok. 1905-1908) to wczesne kompozycje Berga, wówczas studenta Arnolda Schoenberga. Pieśni zostały po raz pierwszy napisane na głos średni i fortepian, a po latach kompozytor dokonał ich korekty na głos wysoki i orkiestrę. Siedem wczesnych pieśni opowiada historię, nawet jeśli pierwotnie nie były pomyślane jako cykl. Jest to historia miłości, być może do przyszłej żony Helene, którą poznał, kiedy powstawały te utwory. Cykl został jej dedykowany. Pieśni zostały skomponowane do słów różnych poetów, m. in. Carla Hauptmanna (otwierająca cykl "Noc"), Theodora Storma ("Słowik") czy Rainera Marii Rilkego ("Koronowany snem"). Aby czytelnik miał wyobrażenie, jaka to jest nastrojowa, niekiedy pełna niepokoju, poezja, przytoczę tekst pierwszej z nich ("Nacht"):
Dämmern Wolken über Nacht und Tal,
Nebel schweben, Wasser rauschen sacht.
Nun entschleiert sich's mit einemmal:
O gib Acht! Gib Acht!
Weites Wunderland ist aufgetan.
Silbern ragen Berge, traumhaft groß,
Stille Pfade silberlicht talan
Aus verborg'nem Schoß;
Und die hehre Welt so traumhaft rein.
Stummer Buchenbaum am Wege steht
Schattenschwarz, ein Hauch vom fernen Hain
Einsam leise weht.
Und aus tiefen Grundes Düsterheit
Blinken Lichter auf in stummer Nacht.
Trinke Seele! Trinke Einsamkeit!
O gib Acht! Gib Acht!
Co brzmi w tłumaczeniu:
Jeśli chmury zaświtają nad nocą i doliną,
Mgła unosi się, woda płynie delikatnie.
Teraz nagle zostaje odsłonięty:
Uważaj! Zwróć uwagę!
Ogromna kraina czarów jest otwarta.
Wieża górska w kolorze srebrnym, fantastycznie duża,
Ciche ścieżki, srebrzyste jasne talan
Z ukrytego okrążenia;
A szlachetny świat tak marzycielsko czysty.
Przy drodze stoi cichy buk
Cień czerni, dotyk odległego gaju
Samotny wieje cicho.
I ponury z głębokiego powodu
Migające światła w cichej nocy.
Pij duszę! Pij samotność!
Uważaj! Zwróć uwagę!
Joanna Freszel, koncert "Narodziny muzyki współczesnej", fot. Łukasz Rajchert/NFM
Wiersz typowo impresjonistyczny, nokturn oddziałujący kolorem, zmiennością światła, obrazów i kolorem. Niepokojący. Podobnie jest z muzyką: oddziałuje nastrojem, ciemnymi barwami, zmiennością rytmu... Istotny jest nade wszystko związek muzyki ze słowem. Łatwo też dostrzec nawiązanie do późnych romantyków, do tematyki nocy, snów i miłości. Joanna Freszel okazała się znakomitą interpretatorką tej poezji, tak przecież niełatwej do zaśpiewania. A jednak wydobyła z niej wszystkie niuanse: ową zmienność nastrojów, niepokój, liryzm i dramatyzm. Byłam pod wielkim wrażeniem!
Reasumując, należy stwierdzić, że tegoroczna odsłona Międzynarodowego Festiwalu Wratyslavia Cantans była interesująca, choć nietypowa, ale też okazała się dla słuchaczy (a przynajmniej dla mnie) wyzwaniem. Przewodnie hasło, dotyczące przekraczania granic, uzmysłowiło mi, że są we mnie pewne bariery nie do pokonania. Tam jednak, gdzie doświadczałam wzajemnego wpływu muzyki i słowa, nawet niekonwencjonalne, nieklasyczne wykonania wywoływały u mnie głębsze przeżycia i niespodziewaną otwartość na rzeczy pozornie mi obce. Te doświadczenia z pewnością były dominujące, za co jestem dozgonnie wdzięczna wspaniałym wykonawcom i organizatorom.
Niebezpieczne związki muzyki i władzy okazały się bardziej skomplikowane, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Władza i próby dominacji mogą być destrukcyjne, ale bywa i tak, że relacje te są owocne i pozwalają muzykowi swobodnie tworzyć. Z pewnością jest to temat na nie jedną opowieść. Dla nas jednak, uczestników 57. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans, związki te stały się źródłem wielu wspaniałych doznań, poruszających wyobraźnię i ducha.
Koncert "San Giovanni Battista", fot. Karol Sokołowski
Tegoroczny 57. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego miał - zgodnie z zapowiedzią jego dyrektora artystycznego Giovanniego Antoniniego - właściwie dwa źródła inspiracji: powieść Pierre`a Choderlosa de Laclosa zatytułowaną "Niebezpieczne związki" oraz jej słynną adaptację w reżyserii Stephena Frearsa, z pamiętnymi rolami Johna Malkovicha, Glenn Close i Michelle Pfeiffer. "Powiedziałbym, że jest to przede wszystkim powieść o władzy - to ona ostatecznie stanowi motor działań bohaterów. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest najczęstszą przyczyną lidzkich działań w ogóle" - deklarował maestro Antonini podczas konferencji prasowej. W istocie, dla władzy człowiek zdolny jest do sprzeniewierzenia się wszelkim wartościom, a nawet do zbrodni. Zaprezentowane podczas festiwalu utwory mówią o tym niekiedy literalnie, jak choćby oratorium "San Giovanni Battista" Alessandra Stradelli, ale też dotykają sfery ludzkiego ducha i jego zniewoleń ("Ciało i dusza") czy zgoła współczesności (występy Narodowego Chóru Ukrainy "Dumka").
Niebezpieczne związki władzy i namiętności
Historii ścięcia Jana Chrzciciela wysłuchaliśmy przed czterema laty, kiedy to Andrzej Kosendiak z towarzyszeniem Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, zespołu Collegio Musica Sacra i solistów zaprezentował przepiękne oratorium Antonia Marii Bononciniego: "La decollacione di San Giovanni Battista". Tym razem mieliśmy okazję wysłuchać kompozycji znacznie wcześniejszej, XVII-wiecznej, w dodatku napisanej przez młodego, zaledwie 23-letniego kompozytora - Alessandra Stradelli. Nic zatem dziwnego, że kompozycja ma swoje słabości, jednakże znakomici wykonawcy: Wrocław Baroque Ensemble pod batutą Andrzeja Kosendiaka, a także wspaniali soliści sprawili, że dzieło to zabłysło nade wszystko pięknymi ariami. W rolę Jana Chrzciciela wcielił się Piotr Olech (kontratenor), partie córki Herodiady wspaniale interpretowała sopranistka Alicia Amo, zaś Bożena Bujnicka (również sopran) wcieliła się w postać złej Herodiady (we wspomnianym koncercie z 2018 roku fantastycznie zaśpiewała rolę Salome). Postać Heroda, mającego wahania i wątpliwości, ale ulegającego intrygom kobiet, wspaniale zinterpretował Tomáš Král, a w roli jego doradcy wystąpił wybitny tenor Krystian Adam Krzeszowiak. Pozostali soliści Wrocław Baroque Ensemble (Aldona Bartnik, Aleksandra Turalska, Radosław Pachołek, Maciej Gocman) dzielnie dotrzymywali im kroku.
"San Giovanni Battista", fot. Łukasz Rajchert
Sądzę, że młody i niestety przedwcześnie zmarły kompozytor nie mógłby sobie wymarzyć równie świetnych wykonawców. Wydobyli oni z tekstu libretta Ansaldo Ansaldi wszystko, a nawet więcej, nie tylko śpiewając, ale również inscenizując oratorium (co nie jest powszechną praktyką). Pominąwszy rażącą momentami barokową "kwiecistość" libretta, zwłaszcza w partiach Jana, trzeba przyznać, że z tak pięknymi ariami i w ogóle muzyką, oratorium Stradelliego bliższe jest momentami operze. Jego przesłanie natomiast - zgodnie z ewangelicznym przekazem - uświadamia, że kiedy w grę wchodzi pycha władzy, namiętności i intrygi, wówczas moralne skrupuły bledną... O ile jednak postacie Heroda i kobiet są dobrze psychologicznie umotywowane, to sylwetka Jana Chrzciciela, mającego być w założeniu uosobieniem głębokiej wiary i niezłomności, wypada trochę blado. Przypuszczalnie wtedy, podobnie jak i dziś, uważano, że człowiek święty jest rodzajem mimozy, a przecież przekaz biblijny pokazuje Jana Chrzciciela jako człowieka radykalnego (był nazarejczykiem, jadł miód i szarańczę) i charyzmatycznego (przychodziły do Niego tysiące, aby się ochrzcić, miał też wielu uczniów). Dodajmy, że oratorium zaprezentowano w miejscu szczególnie tego godnym - w Katedrze pod Jego wezwaniem.
"Il viaggio dei Bassano", fot. Joanna Stoga
Muzyka i hojna władza
Choć relacje między mecenasami a artystami różnie się układały (Mozart), to jednak bez dworskiego mecenatu zapewne nie powstałoby tyle znakomitych dzieł. Wielcy kompozytorzy wręcz starali się o posady na dworach. Nie udało się to co prawda Johannowi Sebastianowi Bachowi, ale już jego syn Carl Philip Emanuel przez trzydzieści lat przebywał na służbie u Fryderyka II, zaś Johann Christian robił karierę komponując dla Teatru Królewskiego w Londynie. Joseph Haydn z kolei został nadwornym kompozytorem i wicekapelmistrzem na dworze węgierskiej rodziny arystokratycznej, Esterházych. Znani kompozytorzy wiązali się też z książęcymi dworami: Georg Philipp Telemann został kapelmistrzem hrabiów Promnitz i bardzo to sobie chwalił. Było to obarczone bolesną niekiedy niezależnością, ale dawało też poczucie bezpieczeństwa materialnego. Podobnie było z włoską rodziną Bassano, która rozpoczęła swoją karierę w Wenecji, by potem przenieść się na Wyspy Brytyjskie, na których część z nich osiadła. Pozostali jednak wierni swojej tradycji, grając na konsortach, nauczając muzyki, a także konstruując i naprawiając instrumenty muzyczne: kornety, różne typy fletów, pomorty, kurtale i szałamaje. Zapewne nigdy byśmy się o nich nie dowiedzieli, gdyby nie Giovanni Antonini, który tytułem twórczego eksperymentu podjął próbę odtworzenia repertuaru tej zacnej rodziny. Mógł rozbrzmiewać np. w komnatach Tudorów, gdyż Henryk VIII był rozmiłowany nie tylko w kobietach, ale także w muzyce, zatrudniał więc śpiewaków i muzyków, a sam grał, śpiewał i komponował.
Koncert "Il viaggio dei Bassano" pozwolił nam wyobrazić sobie, jak brzmiała ta muzyka, a także zobaczyć owe instrumenty, których twórcami byli w przeszłości. Znany z zamiłowania do gry na flecie, Giovanni Antonini mógł się tu spełnić przede wszystkim jako muzyk. Nie wyszedł całkiem z tej roli nawet wówczas, kiedy poprowadził swój ostatni koncert: "Ciało i dusza", wychodząc do publiczności z fletem miast dyrygenckiej pałeczki 😁. Towarzyszący mu młodzi muzycy grali biegle i świetnie się odnajdywali w owym starym repertuarze (XVI-XVII wiek).
"Missa solemis", fot. Sławek Przerwa
"Missa solemnis" dla arcyksięcia Rudolfa: "Z serca do serc"
Związki muzyki i władzy okazały się równie bezpieczne dla kompozytora IX Symfonii. Choć Ludvig van Beethoven skomponował mszę dla swego protektora arcyksięcia Rudolfa, uczynił to z własnej inicjatywy i - można by rzec - w wolności, wychodząc poza zwykłe schematy. To dzieło oryginalne, wręcz prekursorskie, podobnie jak ostatnie kompozycje tego twórcy.
Beethoven wręczył swemu przyjacielowi i mecenasowi - kardynałowi i arcybiskupowi Ołomuńca, "Missa solemnis" 19 marca 1823 r. (kompozytor błędnie pomylił tę datę z rocznicą intronizacji). z dedykacją, o której wspomniał przed koncertem niezrównany jej interpretator, sir John Eliot Gardiner. Arcybiskup Rudolf zanotował: „ten pięknie napisany rękopis […] podarował mi sam kompozytor 19 marca 1823 r.” . Dedykacja brzmiała następująco: „Z serca – oby do serc trafiła”. I tak też zadedykował swój koncert maestro Gardiner. Nie były to tylko zdawkowe słowa. Wykonanie wspaniałe, poruszające! Gdyby podczas Wratislavi zaprezentowano tylko ten utwór, i tak byłabym usatysfakcjonowana...
"Missa solemis", fot. Sławek Przerwa
"Missa solemnis" składa się z pięciu części: Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus/Benedictus, Agnus Dei. Beethovenowi nie chodziło bowiem o skrupulatne skomponowanie tradycyjnych części mszy, lecz o oddanie marności człowieczej wobec nieskończonej potęgi Boga. O ile pierwsze części są jeszcze w miarę tradycyjne, o tyle od Benedictus/Sanctus "Missa solemnis" przekracza w sposób wizjonerski schemat mszy, kiedy po orkiestrowym Preludio pojawiają się skrzypce solo, których najwyższy ton symbolizuje Ducha Świętego, zstępującego na ziemię we wcieleniu Chrystusa. W końcowym, przepięknym Agnus Dei błaganie Miserere nobis męskich głosów prowadzi do promiennej modlitwy o pokój: Dona nobis pacem w D-dur, zaś na zakończenie Beethoven cytuje m.in. temat z Mesjasza Haendla: „A króluje na wieki wieków".
Sądzę, że ten koncert był najwspanialszym punktem festiwalu, a interpretacja Gardinera zdaje się nie mieć sobie równych. Znakomici soliści, Monteverdi Choir i Orchestre Révolutionnaire et Romantique wykonali ten utwór wprost fenomenalnie.
Koncert "Zakochany Mahler"
Muzyka i miłość: "Zakochany Mahler"
Tytuł tego koncertu wydaje się być dość niefortunny w kontekście tego, co wiemy o relacji Almy i Gustava Mahlerów. Nie byli bynajmniej szczęśliwą parą gruchających gołąbków. Wprawdzie kompozytor zakochał się w Almie tego samego wieczoru, 7 listopada 1901 roku, kiedy ją poznał, ale kochali się w niej "wszyscy" bez wyjątku, bo roztaczała wokół siebie niezwykły urok. W tym czasie była w związku z Aleksandrem von Zemlinskym, u którego pobierała lekcje kompozycji i którego podziwiała za jego inteligencję i muzykę, on zaś był w niej mocno zadurzony. Mahler był o dziewiętnaście lat starszy od Almy i do tego nieuleczalnie chory, więc rodzina odwodziła ją od tego związku, a jednak rok później stanęli na ślubnym kobiercu. Wychodząc za mąż za Gustava, Alma musiała zrezygnować z komponowania i przyjąć rolę czułej żony i matki, a nade wszystko gorącej zwolenniczki jego muzyki. W dodatku Mahler unikał towarzystwa i ściśle trzymał się swojego rozkładu dnia. Z dzienników Almy wynika, że czuła się samotna i znudzona, a ponadto "zdegradowana" do roli pani domu. Dopiero po kilku latach, kiedy Alma zaczęła flirtować z innymi mężczyznami, Mahler odnalazł i opublikował jej pieśni, mając nadzieję na poprawę stosunków. Nie na wiele się to jednak zdało - związek, szczególnie po śmierci córki - chylił się ku upadkowi. Oczywiście, tych dramatów w pieśniach nie odnajdziemy, choć nie są one też zapisem miłosnych uniesień, jakby należało sądzić. Pointa jest jednak dająca do myślenia. Otóż po latach, już po śmierci Mahlera i kolejnych swoich nieudanych związkach, Alma opublikowała z kolei pieśni Mahlera...
Podczas koncertu Agata Zubel zaśpiewała zarówno owych "Pięć pieśni" wydanych za sprawą męża, ale powstałych dekadę wcześniej, jak też "Cztery pieśni", wydane po śmierci Mahlera w 1915 roku. Alma skomponowała je do słów m. in. Rainera Marii Rilkego i Heinricha Heinego, a także do tekstów współczesnych poetów: Richarda Dehmela i Gustava Falkego. Poezje (może to wina tłumaczenia) zabrzmiały wprawdzie dość dziwacznie i trudno było momentami zrozumieć ich sens, za to muzyka... Przypuszczam, że duża w tym zasługa Agaty Zubel, która ciągle eksperymentuje z głosem i to się oryginalnie przekłada na interpretacje utworów klasycznych. Dwa lata temu zachwyciła mnie interpretacją cyklu pieśni Benjamina Brittena do słów Artura Rimbauda: "Les illuminations". W tym roku podobnie było z pieśniami Almy, a jeszcze bardziej - Gustava Mahlera. Małe miniatury Almy, pozbawione ozdobników, za to o wspaniałej barwie muzycznej, robią i dziś wrażenie.
Agata Zubel, "Zakochany Mahler"
Pieśni Gustava Mahlera zabrzmiały jeszcze lepiej, a co ciekawsze - kompozytor sam napisał do nich teksty i zrobił to z wielkim talentem! Powstało dzieło totalne, które można by porównać z "Podróżą zimową" Schuberta. "Pieśni wędrującego czeladnika" mają tę samą rangę symbolu ludzkiego życia, z jego smutkami i radościami oraz finałową elegią nad utratą nadziei i miłości. Realizm miesza się tu z fantazją, świat przeżyć bohatera znajduje kontrapunkt w zmiennym stanie natury, opisy sytuacji i zdarzeń rzeczywistych przeplatają się z marzeniami sennymi. Końcowa pieśń „Die zwei blauen Augen” („Dwoje niebieskich oczu”) z jednej strony podkreśla niemożność ukojenia w tej wędrówce bez końca, pojawia się jednak drzewo lipowe, dające zapomnienie i spokój. Wszystko, co do tej pory przeżył bohater pieśni, zyskuje głęboki sens. Owa rozmaitość życiowych doznać znajduje swoje odzwierciedlenie w muzyce, pełnej kontrastów, emocji, falujących nastrojów, aż do wyciszenia... Być może bez burzliwego mariażu Mahlerów nie powstałyby te znakomite utwory...
Koncert "Ciało i dusza", fot. Łukasz Rajchert
Kiedy materia zniewala ducha: "Ciało i dusza"
Tegoroczny festiwal Wratislavia Cantans zamyka swoista klamra: koncert "Ciało i dusza" zdaje się w jakimś sensie korespondować z zaprezentowanym na początku oratorium Stratellego. O ile jednak w przypadku "San Giovanni Battista" mieliśmy do czynienia z pierwszym oratorium, o tyle "Duszę i ciało" należałoby uznać za pierwszą operę - głównie z uwagi na elementy inscenizacji, której w oratoriach nie było. Choć - co trzeba podkreślić - właściwie nie ma w niej akcji, a jedynie dialogi postaci alegorycznych. Mnie się ten utwór kojarzył z XV-wiecznym moralitetem, w którym pojawiają się alegorie pojęć abstrakcyjnych, bohater zaś (Każdy, Everyman) znajduje się ciągle wobec wyboru między dobrem a złem. Zresztą, już opozycja ciało i dusza wywodzi się ze scholastycznej myśli średniowiecza. Po alegorie sięgają także twórcy późniejszych epok, np. Johann Wolfgang Goethe w "Fauście", kiedy to u schyłku życia tytułowego bohatera pojawiają się - jak w "Eneidzie" Wergiliusza - siwe niewiasty: Troska, Choroby, Starość, Strach, Nędza i Śmierć.
Koncert "Ciało i dusza", fot. Łukasz Rajchert
W kompozycji Emilio de Cavalieri: "Rappresentatione di Anima, et Corpo" do libretta Agostino Mani występują wyłącznie postacie alegoryczne, począwszy od Czasu, Duszy i Ciała, poprzez Rozkosz i jej towarzyszy, po Życie Ziemskie i Świat. Corpo przestrzega przed niewłaściwymi wyborami Anima, a także Anioł Stróż. Próby "uwiedzenia" przez "Rozkosze tego świata", a także opieranie się im rozgrywają się w pięknych ariach, duetach, tercetach, zaś alegoryczni bohaterowie dzielą się na dobrych (jasno ubranych) i złych (na czarno), abyśmy nie mieli wątpliwości, jakie powinny być wybory każdego. Jednak nie dydaktyzm decyduje o urodzie tego uroczego dziełka, lecz przede wszystkim muzyka Cavalierego, którą pięknie zinterpretował maestro Giovanni Antonini wraz z zespołem Il Giardino Armonico oraz solistami.
Niebezpieczne związki muzyki i władzy okazały się bardziej skomplikowane, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Władza i próby dominacji mogą być destrukcyjne, ale bywa i tak, że relacje te są owocne i pozwalają muzykowi swobodnie tworzyć. Z pewnością jest to temat na nie jedną opowieść. Dla nas jednak, uczestników 57. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans, związki te stały się źródłem wielu wspaniałych doznań poruszających wyobraźnię i ducha (nie bójmy się tego słowa :-))