Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwony Kapturek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czerwony Kapturek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2019

Kamila Marek: Baśniowe postacie czyli kto tak naprawdę jest zły? (Czerwony Kapturek, Roszpunka oraz Śnieżka)

Prezentowane tutaj rozważania o postaciach baśniowych zostały napisane przez Kamilę Marek na "zaliczenie" przedmiotu pod wdzięczną nazwą "Baśniowe ścieżki kobiet", na I roku studiów. Kama daje w niej upust swoim przemyśleniom, które wydają się być momentami tak zabawne, że postanowiłam pokazać je szerokiemu odbiorcy, gdyż "są tego warte". Ja w każdym razie, czytając je, poprawiłam sobie nastrój, czego i Wam życzę :-) Co smaczniejsze "kąski" podkreśliłam :-)



Pierwszą baśnią, którą opracuję, jest „Czerwony Kapturek”. Główną złą postacią w tej opowieści jest Wilk, który pozornie wodzi za nos małą dziewczynkę i ma wobec niej złe zamiary. Jak powszechnie wiadomo, to właśnie on jest jedyną złą postacią w baśni o Czerwonym Kapturku i właśnie tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy aby na pewno to Wilk jest zły w tej baśni?

Wilk w baśni reprezentuje aspołeczne tendencję, które podświadomie posiada każdy z nas. Zwierzę pełni obraz ojca, który pociąga seksualnie Czerwonego Kapturka. Po stwierdzeniu, że Wilk pociąga Kapturka, nie może umknąć naszej uwadze fakt, że to nie Wilk pragnie Kapturka, tylko na odwrót. Śmiem twierdzić, że mała, zagubiona w lesie dziewczynka, pragnąca starszego osobnika, to dosyć patologiczny i nietendencyjny obraz. Zwierzę ma swoje naturalne instynkty. Gdy dzikie zwierzę czuje się zagrożone, ucieka lub próbuje się bronić – wszystko zależy od sytuacji, w której się znajduje. Ten fakt możemy rozważyć przyglądając się postawie naszego baśniowego Wilka.

Teoretycznie Wilk mógł poczuć się zagrożony na tle seksualnym przez Kapturka, (która może nawet nieświadomie zaburzyła jego przestrzeń osobistą). Owa sytuacja mogła przytłoczyć zwierzę, które naturalnie zaczęło się bronić i jedynym wyjściem dla niego było pozbycie się dziewczyny poprzez jej pożarcie. Później tzw. „wilczy apetyt” nie pozwolił Wilkowi przestać myśleć o zjedzeniu Kapturka i stwierdził, że taka mała dziewczyna nie zaspokoi jego głodu, więc zaplanował wypytać ją o babcię i zjeść je obie. Opisana przeze mnie wyżej teoria jest dość śmiała, ponieważ staram się udowodnić, że tak naprawdę nie możemy uważać Wilka za jedyną złą postać w przedstawianej przeze mnie baśni.

Kolejną sprawą jest prowokacja. Czerwony jest najbardziej wyraźnym, charakterystycznym i rzucającym się w oczy kolorem. Z psychologicznego punktu widzenia osoby noszące na sobie ubranie koloru czerwonego kochają rywalizację. „Czerwoni” potrafią okręcić sobie innych wokół palca i dzięki temu niemal wszystko uchodzi im na sucho. Odnosi się to, moim zdaniem, bezpośrednio do charakteru dziewczyny. Tak naprawdę to Kapturek jest prowodyrem całej zaistniałej sytuacji między nią a Wilkiem. Prowokuje Wilczura czerwienią swojej pelerynki, chce zwrócić na siebie jego uwagę. Gdy dochodzi do interakcji, Czerwony Kapturek zachowuję się jak niczemu niewinna bezbronna dziewczynka, a z Wilka wydobywają się najgłębiej skrywane instynkty. W pochopnej ocenie to Wilk jest wszystkiemu winny, jednak, gdy przyjrzymy się szczegółowo całej sytuacji, to Czerwony Kapturek manipuluje Wilkiem, poprzez jej odważny czerwony strój oraz wyczuwalne pożądanie. 

W baśni możemy zauważyć również narcystyczną stronę dojrzewającej młodej kobietki. Młoda dziewczyna, czując pożądanie w stosunku do Wilka, bez problemu podaje mu wszelkie szczegóły na temat adresu zamieszkania jej babci. Kapturek podświadomie uważa, że babcia stanowi dla niej zagrożenie i chcę ją wyeliminować by „zachować” Wilka tylko dla siebie Jednak mimo jasno widocznego egoizmu Czerwonego Kapturka oraz jej niechlubnych zagrywek, uchodzi jej wszystko na sucho i nadal uważana jest za dobrą baśniową postać. Jest przecież uroczą, małą dziewczynką, a takie „zawsze” są niewinne.

Następną kwestią, którą poruszę w mojej pracy, jest postać matki. Rozsądna matka, ubierając swoją córkę na wyprawę przez las (pomijając, że rozsądne matki raczej nie wysyłają swoich dzieci samotnych do lasu), ubrałaby ją w neutralne, spokojne kolory, by ta nie ściągnęła na siebie uwagi zwierzyny leśnej jak i pracujących w lesie drwali. Różnica jednak jest taka, że matka Kapturka może i była rozsądną kobietą, ale nie miała czystych zamiarów ubierając córkę w czerwone odcienie. Matka chcąc, aby jej dziecko jak najszybciej dojrzało, daję jej czerwoną pelerynę i pragnie, by przeszła inicjację seksualną i stała się prawdziwą kobietą. Moim zdaniem, matka Czerwonego Kapturka nie jest zbyt pozytywną postacią w tej baśni. Kierują nią własne pobudki i ambicje, a instynktu macierzyńskiego na pewno nie dopatrzymy się w tej postaci.

W mojej pracy nie twierdzę, że Wilk jest uosobieniem dobra i nie jest winny swoich czynów, ale uważam również, że mimo jego gniewnej natury nie powinniśmy obarczyć go całym zawartym w tej baśni „złem”. Wilk jest tak naprawdę tylko „narzędziem” w rękach kobiet. Zwierzę jest podatne na ich sugestie i prowokację, co prawdopodobnie może się wiązać z jego typowymi „pieskimi” zachowaniami.





Kolejną baśnią, którą opracuję jest „Roszpunka”. Główną złą postacią występującą w tej baśni jest Czarownica, ale czy możemy w ogóle nazwać ją „złoczyńcą”?
Pierwsze moje rozważania oprę na postaci biologicznej matki Roszpunki. Jest to kobieta dbająca tylko o swoje własne zachcianki. Pewnego dnia kobieta zobaczyła w ogrodzie roszpunkę, której pragnęła bardziej niż czegokolwiek na świecie (pomijając upragnione przez nią dziecię) i musiała ją mieć, więc poprosiła swojego męża o dostarczenie jej. Matka Roszpunki doskonale wiedziała, że ogród należy do Czarownicy i nikt nie ma prawa tam wchodzić, bo czeka go kara. Mimo zakazu zjedzenie przez nią jagódek było ważniejsze niż bezpieczeństwo jej męża. Gdy spróbowała cudem zdobytych przez jej małżonka jagód – chciała ich jeszcze więcej. Królowa kolejny raz bezkarnie naraziła swojego męża na niebezpieczeństwo, aby zaspokoić swoje rządzę. Królowa ewidentnie jest egoistką. Jej zachowanie nie jest godne szanującej się żony, ani matki. W rodzinie najważniejsze jest dbanie o siebie nawzajem. Rodzina pod każdym względem powinna być dla nas ważniejsza, niż inne dobra – materialne czy też nie. Moim zdaniem, zachowanie matki Roszpunki czyni z niej po prostu złą „osobę”. Żaden z nas nie chciałby, by nasi najbliżsi przekładali swoje dobro, nad dobro rodziny.
Przejdę do ojca królewny. Ojca Roszpunki ciężko jest nazwać złą postacią, ponieważ jest to tylko posłuszny, spełniający kobiece zachcianki mężczyzna. Nie jest stanowczy i daje sobą manipulować. Król jest bardziej głupcem niż złoczyńcą i przez to właśnie on staje się bezpośrednim winowajcą odpowiedzialnym za utracenie swojej własnej córki. W tym momencie nasuwa mi się myśl „Nieznajomość prawa szkodzi”, ponieważ Król nie zdawał sobie sprawy z tego, że będzie musiał dotrzymać złożonej obietnicy Czarownicy i oddać dziecko po jego narodzinach (bo tak działa prawo obietnicy). W tym przypadku głupota ojca księżniczki odbija się na jego ogólnej ocenie i jest odbierany przeze mnie jako postać negatywna.

Kolejną postacią, której postawa sieje mnóstwo wątpliwości, jest Królewicz. Młody chłopak, zakochany w Roszpunce, obiecuje jej pomóc uwolnić się z wieży, w której została „uwięziona” przez Czarownicę. Mimo złożonej przez Księcia obietnicy, że przy okazji następnego spotkania przyniesie włóczkę, z której Królewna będzie mogła zrobić drabinkę i z nim uciec, chłopak nie spełnia jej. Książę codziennie wieczorem odwiedza ukochaną, lecz nie stara się jej w żaden sposób uwolnić. Jak później dowiadujemy się, jego odwiedziny nie mają wyłącznie charakteru „poznawczego”, ale charakter typowo seksualny. Młody chłopak, kierowany żądzami seksualnymi, „wykorzystuje” Księżniczkę do zaspokojenia własnych potrzeb. Jego zachowanie świadczy o tym, że nie traktuje poważnie związku z Roszpunką. Wniosek z tego jest tylko jeden: Królewicz nie potrzebuje na co dzień dziewczyny jako swojej życiowej partnerki, lecz jedynie do własnego spełnienia się na tle seksualnym. Określenie Księcia mianem „gwałciciela” jest może zbyt agresywnym stwierdzeniem, ale moim zdaniem najbardziej odpowiednim (nazywajmy rzeczy po imieniu).

Złej strony Czarownicy, myślę, że nie muszę przedstawiać, bo jest ona dość „oczywista”. Skupię się, więc na jaśniejszej stronie tej postaci. Czarownica wcale nie ukradła małej Roszpunki jej rodzicom poprzez krętactwo czy też kłamstwo. Kobieta zawarła z ojcem Roszpunki w uczciwy układ, dzięki któremu mała dziewczyna stała się jej „własnością”. Czarownica traktowała Roszpunkę jak własną córkę. Wychowała ją  i dbała o nią jak należy.
Przejdę o zamknięcia królewny w wieży. Z pozoru wydaje się to dość drastyczny aspekt wychowawczy, ale jeśli pomyśleć o tym pod innym kątem widzimy, że Czarownica chciała głównie dobra dla swojej wychowanki. Wychowana według starej daty kobieta mogła uważać, że umieszczenie podopiecznej w wieży będzie dla dziewczyny najbezpieczniejszym miejscem w trakcie procesu dojrzewania. „Matka” chciała bronić swe dziecię przed złem otaczającego świata. Wiedziała, że Roszpunka to piękna kobieta i że na wolności wywoływałaby niemałe zainteresowanie u osobników płci przeciwnej. Chciała, by dziewczyna mogła tego uniknąć. Faktem jest to, że Czarownica w pewnym momencie zapędziła się za daleko w swojej opiekuńczości i zazdrości o swe dziecię, co widzimy, gdy wpada w złość dowiedziawszy się o romansie Roszpunki z Królewiczem. Traktuje ona bowiem Księżniczkę nadal jako małą, niedoświadczoną dziewczynkę potrzebującą ochrony. Zachowanie Czarownicy nie jest „przesiąknięte” złem i niechlubnymi pobudkami, lecz bardziej typowo matczyno-opiekuńczymi obawami. Czy to upoważnia nas do nazwania jej „tą złą”?





Ostatnią baśnią, w której występuje jedna z najbardziej kojarzonych złych postaci,
 jest „Śnieżka”, a dokładniej chodzi mi o Królową. W tym miejscu po raz kolejny jestem zobowiązana postawić pytanie: Czy w „Śnieżce” tylko Królowa jest negatywną postacią? Czy doszukamy się w tej opowieści innego „ciemnego charakteru”?

Królewicz, który ujrzał Śnieżkę w trumnie i zapragnął ją mieć na własność, to (po raz kolejny w baśniach) przejaw czystego egoizmu. „Widzę i muszę mieć, bo w przeciwnym razie oszaleję” – takiego zachowania spodziewałabym się, u co najwyżej siedmioletniego dziecka, które nie przystoi młodocianemu Królewiczowi. Młodym chłopakiem kierują własne żądze, nie liczy się z uczuciami krasnoludków, które błagają, by ten nie odbierał im Śnieżki. Dodatkowo możemy pomyśleć, że jest on władcą, który nie słucha próśb swoich podwładnych, a liczy się tyle ze swoim zdaniem. Dokładnie nie wiemy, po co martwa dziewczyna była dostojnemu Królewiczowi, ale nie wydaje mi się, by wziął ją krasnalom, by ją, np. pochować jak należy.
Śnieżka jest piękną młodą kobietą, która (można powiedzieć) „kusi” swoim ciałem całe królestwo.

Wszyscy uważają Królewnę za piękną kobietę, a ona sama ma tego pełną świadomość. Można powiedzieć, że Śnieżka wykorzystuje swoje atuty, by osiągnąć, co chce. Pierwszą taka sytuacją jest uniknięcie śmierci z ręki Myśliwego, urok osobisty odegrał tu dużą rolę. Drugą taką sytuacją jest wtargnięcie do domu siedmiu krasnoludków i nieponiesienie za to konsekwencji wyłącznie, dlatego, że mężczyźni już dawno nie widzieli kobiety, a dodatku takiej pięknej.
Śnieżka, wiedząc, że jej niezrównoważona macocha jej nienawidzi, powinna odsunąć się w cień, jednak ta mimo wszystko „rywalizowała” z macochą o względy jej ojca. Śnieżka jest tzw. intrygantką.
Jeśli chodzi o Czarownicę, to postać ta jest ewidentnie negatywna. Zachowanie Czarownicy wynika jej z jej zazdrości o młodszą, piękniejszą Śnieżkę. Po jakimś czasie ta zazdrość stała się obłędem i myślę, że odbiło się to na psychice Królowej. Moim zdaniem nie byłą to kobieta przy zdrowych zmysłach, dlatego popełniła te wszystkie zbrodnie.
W baśni pt. „Śnieżka” w gruncie rzeczy jest tylko jedna zła postać – Czarownica, a dodatkowo jest to, w moim mniemaniu, najbardziej okrutna i najgorsza sylwetka, którą omówiłam w mojej pracy. Królewicz i Śnieżka mimo to, że zachowują się dziwnie i nieszlachetnie, nie są złymi postaciami. Powiedziałabym, że są zagubieni.

Podsumowując, mój wniosek wyciągnięty z głębszego przyjrzenia się postaciom baśniowym jest taki, że nie powinniśmy pochopnie ich szufladkować. Możemy wniosek ten przenieść też na nasze życie. Nie należy dzielić postaci baśniowych oraz ludzi w życiu codziennym na „złych” i „dobrych”. Baśniowe sylwetki, jak i ludzie często tworzą iluzję i pozory wokół własnej osoby, co nieraz zakłóca nam czysty odbiór zamiarów, intencji i charakteru osoby lub postaci.


poniedziałek, 5 lutego 2018

Baśnie i ich animowane ekranizacje a rozwój moralny dziecka

Artykuł powstał w związku z moją specjalizacją nauczycielską, którą robiłam w 1999 roku. Został opublikowany w "Warsztatach Polonistycznych" nr 4/1999. Tutaj opublikowałam fragmenty.

Zdjęcie moje z 2-letnią Celinką, moją najstarszą latoroślą, której czytałam baśnie,
podobnie jak młodszym dzieciom

W jaki sposób baśń wpływa na rozwój osobowości dziecka, pomagając mu osiągnąć dojrzałość moralną?


Bruno Bettelheima - pięknego człowieka i humanistę w starym, przedwojennym stylu - ukształtowały studia i atmosfera rodzinnego Wiednia (studiował historię sztuki i estetykę), zaś on sam powołuje się także na traumatyczne przeżycie obozów koncentracyjnych. Twierdził, że doświadczenie ukazujące psychiczną śmierć człowieka pod wpływem obozowych cierpień ("zmuzułmanienie"), pozwoliło mu odkryć analogię między tą sytuacją a okolicznościami, które leżą u podłoża cierpień osoby psychotycznej. Lata doświadczeń z dziećmi autystycznymi tę analogię zdawały się potwierdzać:

To, co w przypadku więźnia jest rzeczywistością zewnętrzną - twierdzi Bettellheim - w przypadku dziecka autystycznego stanowi jego rzeczywistość wewnętrzną. (...) Dziecko - które jest jeszcze za małe, aby móc wyraźnie oddzielić swoje doznania wewnętrzne od świata zewnętrznego - utożsamia to, czego doznaje, z obrazem świata zewnętrznego.

    Przez czterdzieści lat Bettelheim zajmował się psychoterapią dziecięcą, kierując instytutem Sonia Shankman Orthogenic School, należącym do University of Chicago, gdzie wykładał. Opublikował wiele prac o najcięższych zaburzeniach psychicznych, ale napisał także książki poświęcone normalnemu rozwojowi dzieci. Poza Cudownym i pożytecznym, w Polsce wydano jeszcze bardzo interesujący esej Freud i dusza ludzka, w którym przywraca podstawowe terminy twórcy psychoanalizy w znaczeniu, jakiego faktycznie używał Freud. Ponadto opublikowano książkę Sztuka oczywistości. Psychoanaliza w terapii i na co dzień (wspólnie z Alvinem A. Rosenfeldem).  Bettelheim jest także autorem pracy z zakresu antropologii kulturowej: Rany symboliczne. Rytuały inicjacji i zazdrość męska. Wreszcie jako rodzaj życiowego i naukowego testamentu powstała w 1987 roku książka o dobrej relacji między matką i ojcem a dzieckiem: Wystarczająco dobrzy rodzice. Jak wychować dziecko.
   
    W swoim fundamentalnym dziele Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni powiada, że największą potrzebą, a zarazem najtrudniejszym zadaniem każdego człowieka, jest znalezienie sensu własnej egzystencji. We wstępie pisze m.in.:

Musiałem dociec, jakie doświadczenia życiowe dziecka najbardziej sprzyjają temu, żeby własne życie miało dla niego sens (...). Najważniejszy jest w tej dziedzinie wpływ rodziców i innych osób opiekujących się dzieckiem, a następnie - dziedzictwa kultury, jeśli jest ono przekazywane dziecku we właściwy sposób. Młodszemu dziecku przekazują je najlepiej utwory literackie.

    Aby opowieść mogła dziecku pomóc w sposób istotny, musi mieć związek z jego lękami i dążeniami oraz umożliwić mu rozpoznanie własnych trudności. Musi zatem odnosić się do wszystkich aspektów dziecięcej osobowości, przede wszystkim zaś - dawać dziecku nadzieję. Kryteria te, zdaniem Bettelheima, spełnia przede wszystkim baśń ludowa. Zawiera ona bowiem wielowiekową mądrość, a sposób, w jaki przekazuje doniosłe treści, dostępny jest zarówno dziecku, jak i dorosłemu. Baśń konfrontuje dziecko z podstawowymi problemami egzystencjalnymi człowieka, takimi jak śmierć (najbliższych i własna), zło (także zło w sobie samym), cierpienie (które jest niezbędnym warunkiem rozwoju), samotność, strach... Baśniowe opowieści ukazują w atrakcyjnej formie, na czym polega prawidłowy proces rozwoju człowieka i zachęcają go do pracy nad sobą. Proces dojrzewania zaczyna się od oporu stawianego rodzicom, lęku przed dorastaniem, a kończy, gdy młody człowiek odnajduje siebie - zyskuje niezależność psychiczną i dojrzałość moralną.

Baśnie wzbogacają życie dziecka i wnoszą w nie atmosferę cudowności właśnie - dlatego, że dziecko nie bardzo wie, jak to się dzieje, że opowieści te mają dla niego tyle czaru. (Rany symboliczne)

    Baśnie pomagają dziecku odkryć własną tożsamość i powołanie, wskazując jednocześnie, jakiś doświadczeń potrzebuje, aby rozwinąć swój charakter. Ukazują, że mimo wielu przeciwności, życie może być satysfakcjonujące, pod warunkiem jednak, że nie ucieka się przed trudnościami, bo one pozwalają odkrywać prawdziwe "ja". Jeśli zaś jest się lękliwym i unika niebezpieczeństw, wtedy jest się skazanym na egzystencję jałową i nieszczęśliwą.
    W baśni procesy wewnętrzne podlegają eksternalizacji: wyrażone są za pomocą zdarzeń i postaci, bo tak łatwiej je zrozumieć. Bettelheim stwierdza, powołując się na Piageta, że aż do wieku dojrzewania dzieci myślą animistycznie, tzn. cały świat traktują jako ożywiony. Zgodnie z myśleniem animistycznym, nie tylko zwierzęta, ale także kamienie czują i myślą jak ludzie. Dzieci zatem szukają odpowiedzi na fundamentalne pytanie: "Kim jestem?" w ramach myślenia animistycznego.
    Słuchając baśni dziecko - podobnie jak czyni to w zabawie - przypisuje postaciom różne aspekty własnej osobowości, z którymi nie może sobie poradzić. Niekiedy  identyfikuje się z bohaterem, by w ten sposób zrekompensować sobie w fantazji własne braki i ograniczenia. Jeśli zaspokoi w ten sposób swoje pragnienia, aby być kimś wspaniałym, zdolne będzie z mniejszym niepokojem odnosić się do swoich problemów.
    Bettelheim podkreśla wielką wartość fantazjowania. Pozwala ono dziecku przeżywać rzeczywisty gniew lub poczucie winy w sposób mniej bolesny. Dziecko nie rozumie, dlaczego kochająca matka staje się zła, zagniewana, groźna. Chroni się wówczas w świat wyobrażeń. W takich sytuacjach nie jest to prawdziwa matka, ale ktoś do niej bardzo podobny, kto przywłaszczył sobie jej wygląd, aby dziecko prześladować. W baśni to częste rozdwojenie postaci na matkę i macochę bądź też przeobrażenie: kochająca babcia/zły wilk. Podobnie dziecko rozczepia siebie, rzutując na "kogoś" to, co wydaje mu się zbyt przerażające, by mogło uznać, że należy do jego własnej osobowości.
    Proces formowania się dojrzałej osobowości dziecka ukazany jest w baśniach w sposób symboliczny. Bettelheim w interpretacji tych symboli posługuje się terminologią psychoanalityczną. Toteż zanim przedstawię analizę wybranych baśni i ich wersji animowanych, objaśnię pokrótce najczęściej pojawiające się terminy:

  • zawody narcystyczne związane z poczuciem własnej wartości
W początkowym okresie życia - w fazie narcyzmu pierwotnego - małe dziecko ma wyolbrzymione poczucie własnej wartości i mocy. Jest to cecha niezbędna do przetrwania. Gdy podrasta, zaczyna dostrzegać, jak niewiele może, co staje się przyczyną powstania trudnych problemów natury psychicznej.

  • konflikty edypalne - przeżycia dziecka odkrywającego różnice płci, pragnienie silniejszego i wyłącznego związku z rodzicem płci odmiennej oraz wiążąca się z tym zazdrość i poczucie winy zarazem. Pojawiają się od czterech lat do wieku młodzieńczego.
  • Oralność pierwotna dotyczy początkowego okresu życia dziecka, w której najważniejsze przeżycia psychofizyczne związane są ze strefą ust. Przekraczanie oralności pierwotnej jest potrzebą rozwojową, która wiąże się z silnymi lękami przed opuszczeniem, odłączeniem, zagładą.
  • Stłumienie - zepchnięcie bolesnych i trudnych uczuć, myśli czy wspomnień w sferę podświadomości. Stłumiona treść działa jednak dalej, wpływając niszcząco na psychikę.
  • Przytwierdzenie (do stadium rozwojowego osoby) - gdy psychika nie podlega kolejnym stadiom rozwojowym, lecz trwa w jednym z nich.
  • Regresja - cofnięcie się w życiu psychicznym do wcześniejszego stadium rozwojowego.
  • Sublimacja - przetworzenie popędu, potrzeby, dążenia o charakterze seksualnym ku innemu celowi, wysoko cenionemu w społeczeństwie. Należy do najważniejszych zdolności kulturotwórczych człowieka.
  • Inkorporacja - rodzaj zawładnięcia obiektem uczuć (np. matką), charakterystyczny dla wczesnej fazy rozwojowej. Są to działania dla obiektu destrukcyjne. Tendencje te musi dziecko przezwyciężać i poddawać sublimacji.
Wszystkie te problemy są źródłem cierpienia, które zarazem stanowi niezbędny warunek rozwoju osobowości, kształtując także jej morale.

Analiza porównawcza wybranych baśni i ich ekranizacji pod kątem problematyki moralnej


    Wybrane przeze mnie baśnie tworzą swoiste uniwersum: zaczynam od problemów wczesnego dzieciństwa, poprzez okres dojrzewania, kończę zaś na etapie, gdy bohaterowie baśni osiągają pełną dojrzałość. Używając terminologii Bettelheima (i Freuda), pierwsza baśń dotyczy problemów fazy oralnej, druga - edypalnej, a trzecia ukazuje proces uwalniania się od problemów edypalnych ku dorosłości.
    
Jaś i Małgosia na ilustracji Alexandra Zicka


     "Jaś i Małgosia" (problemy fazy oralnej)


    Początek baśni ma cechy realistycznej opowieści. Oto rodzina drwala cierpi biedę i macocha namawia ojca Jasia i Małgosi, by pozbyć się dzieci. Drwal oponuje, ale w końcu ulega żonie. Wyprowadzone do lasu dzieci wracają jednak za pierwszym razem, bo sprytny chłopiec znaczy drogę błyszczącymi kamieniami. Za drugim razem rozsypuje chleb, ale ptaki wydziobują okruchy i tym razem dzieciom nie udaje się odnaleźć drogi do domu. Charakterystyczne, że gdy rodzice ciężko pracują, dzieci siedzą przy ognisku, wygrzewają się i pojadają otrzymany od nich chleb.
    Posługując się terminologią psychoanalityczną, można by powiedzieć, że dzieci znajdują się w fazie oralnej i boją się opuszczenia w obawie przed głodem. Ponieważ źródłem pokarmu jest matka, dziecko w tej fazie rozwoju przeżywa głęboki zawód w odniesieniu do niej. Sądzi, że przestało być kochane, ale zarazem potrzebuje rodziców i nie może potępić matki, toteż rozczepia jej postać na dobrą matkę (która nie żyje) i złą macochę.  Opowieść o Jasiu i Małgosi ukazuje, jak należy przezwyciężać lęki, unikać regresji i tendencji do inkorporacji.. Okazuje się bowiem, że pierwszy powrót do domu nie tylko niczego nie zmienił, ale jeszcze pogorszył sytuację. Pomysł Jasia z kamieniami świadczy o jego inteligencji i zdolnościach radzenia sobie w trudnej sytuacji, ale za drugim razem chłopiec nie myśli już tak jasno i skutecznie, ponieważ jedyny pomysł, jaki przychodzi mu do głowy, wiąże się z ... jedzeniem.
    W lesie (symbolu podświadomych lęków) dzieci całkowicie dają się owładnąć regresji oralnej. Jej symbolem jest domek czarownicy (kolejne "rozszczepienie" postaci matki na karmiącą i jednocześnie "pożerającą" - niszczącą), na który Jaś i Małgosia rzucają się łapczywie. Charakterystyczne, że dzieci w sposób nieopanowany pochłaniają dom właśnie. Obawiając się utraty domu, nie zawahają się pozbawić go kogoś innego (psychiczny mechanizm projekcji). Dom może też reprezentować w nieświadomości matkę z najwcześniejszego okresu życia, gdy tymczasem zaczyna ona nakładać pewne ograniczenia (staje się "macochą"). Tu jednak okazuje się, że żarłoczność grozi unicestwieniem. Uosobieniem niszczycielskiej siły oralności staje się czarownica, która chce zjeść dzieci. Aby się ocalić, muszą one przestać być bierne i zależne od instynktów, a zamiast tego  sprytem (bo czarownica jest silniejsza) pokonać zło.  Tak więc muszą wznieść się do wyższego stadium rozwojowego. Oszukując czarownicę (Jaś podaje jej kostkę zamiast palca, a Małgosia popycha do pieca), dzieci pozbywają się jej ostatecznie. Okazuje się wówczas, że pokonanie zła (w tym wypadku - pierwotnej oralności, bierności) zostaje nagrodzone: dzieci znajdują skarby, z którymi wrócą do domu i mogą "w radości żyć wszyscy troje przez długie jeszcze lata".
    Z baśni tej wyłania się prawda psychologiczna, że dziecko może mieć różne problemy związane z osiąganiem dojrzałości moralnej, jednakże w pokonywaniu ich pomagają mu dobre relacje z rodzicami (powrót do domu i podzielenie się skarbami z ojcem). "Troski ich skończyły się": dzieci nie poczują się już nigdy odrzucone, opuszczone w ciemnym lesie ani nie będą szukały cudownego domku z piernika, ponieważ dowiodły sobie, że dzięki własnym wysiłkom mogą czarownicę przechytrzyć i zwyciężyć.
    Tak można by przedstawić psychoanalityczną interpretację baśni o Jasiu i Małgosi.
Jej wersja animowana zachowuje co prawda schemat fabularny oryginału, jednakże zawłaszczając cechy formalne i poetykę baśni pozbawia ją tego, co najistotniejsze - moralnego przesłania.
    Po pierwsze, w japońskiej wersji animowanej Jasia i Małgosi ojciec konsekwentnie przeciwstawia się macosze i udaje się jej spełnić niecny plan tylko dlatego, że opuszcza on dom w poszukiwaniu chleba. Taka sytuacja wyjściowa uświadamia nam, że źródłem dziecięcego problemy jest de facto macocha, a nie one same. \\\\\\\\\\\\\\\\owo "przeniesienie" jest brzemienne w skutki. "Prześladowane" dzieci trafiają do chatki czarownicy. Walka z nią przedstawiona jest w taki sposób, że uwagę widza pochłaniają liczne efekty specjalne (przemiany czarownicy). Unicestwienie jej w płomieniach też staje się dziełem przypadku, a nie przemyślanego działania dzieci.  Na koniec czarownica krzyczy, że "zje je na kolację, dokądkolwiek uciekną" (kaseta wideo Mega Entertraiment Inc. Demel Home Video, Vision Best Film 1995, cytuję ze ścieżki dźwiękowej). Żadnych skarbów dzieci nie znajdują. Wracają do domu, gdzie oczekuje ich ojciec. Wystarczyło usunąć macochę i czarownicę (bez aktywnego udziału dzieci), aby żyć w szczęściu i bez problemów.
    Przesłanie moralne filmu jest zatrważajace. Sugeruje ono bowiem, że źródeł problemów należy szukać poza sobą i że jeśli jest źle, to "ktoś inny" jest temu winien. Taka postawa wydaje się być szkodliwa, bo nie uczy radzenia sobie z problemem. W przeciwieństwie do ludowego oryginału, dzieci nie posługują się sprytem i nie przynoszą skarbów. Spotkanie z czarownicą z pewnością nauczyło je, że muszą uważać, aby - zgodnie z obietnicą - nie zjadła ich kiedyś na kolację. Tak więc dla filmowych bohaterów ona nigdy nie zginie, co dowodzi, że nie przekroczyli fazy oralnej swego rozwoju, pozostając w stanie regresji (powrót do ojca i pozostanie na jego utrzymaniu).

"Czerwony Kapturek" (problemy fazy edypalnej)


Czerwony Kapturek i wilk na ilustracji autorstwa Gustave’a Doré
W wersji braci Grimm dziewczynka nazywana jest Czerwoną Czapeczką (Rotkaeppchen), co byłoby właściwszym tłumaczeniem ze względu na płeć bohaterki. Znowu - podobnie jak w baśni o Jasiu i Małgosi - mamy do czynienia z realistycznym początkiem: dziewczynka była "słodka" i "kochał ją każdy, kto ją tylko raz ujrzał, a najwięcej kochała babcia - nie wiedziała wprost, co jej dać".
    Sytuacja psychologiczna nierzadka: urocza dziewczynka i rozpieszczająca ją babcia, która swoją miłość do wnuczki objawia w dawaniu. Jednak Czerwona Czapeczka jest inna od Małgosi - przekroczyła już lęk oralny (zanosi babci jedzenie), a jej dom jest dostatni. Mieszka wprawdzie koło lasu, ale nie boi się go (do babci chodzi znaną drogą przez las). Dom opuszcza chętnie, co oznacza, że nie obawia się świata poza nim, przeciwnie - jest go ciekawa. Wysyłając ją do chorej babci matka poucza córkę:

... nie zbaczaj z drogi (...), nie zapomnij powiedzieć babci "dzień dobry" i nie rozglądaj się po wszystkich kątach. 

Upomnienia te dowodzą, że dziewczynka jest wścibska i chętnie porzuca utarte drogi. Bywa też roztargniona (skupiona na sobie). Bohaterka zmaga się już z problemami okresu dojrzewania, nie rozwiązała jednak swoich wcześniejszych problemów edypalnych. Baśń o Czerwonej Czapeczce ukazuje w symbolicznej formie te właśnie problemy i wiążące się z nimi niebezpieczeństwa, Widoczne jest, że ani matka, ani babcia nie są dla niej zagrożeniem, ale nie zapewniają jej też właściwej opieki. Małej dziewczynce potrzebna jest tymczasem silna postać macierzyńska, która dostarczałby jej wzoru do naśladowania. Matka jednak pozostaje bierna (wysyła ją samą do lasu, mimo że doskonale zna jej słabości), babcia zaś rezygnuje ze swej kobiecości, obdarzając wnuczkę czerwonym czepeczkiem, który zwraca uwagę. Czerwień symbolizuje kobiecość (krew, menstruację, seksualność). Dziewczynka tymczasem jest zbyt niedojrzała, aby sobie z nią poradzić.

Na plan pierwszy wysuwa się postać męska rozszczepiona na dwie przeciwstawne: groźnego wilka(uwodziciela, który ją "skonsumuje") i myśliwego (który jest obrazem silnego i opiekuńczego ojca). Jednocześnie wilk to nie tylko symbol mężczyzny - uwodziciela, to także znak aspołecznych i zwierzęcych tendencji w każdym człowieku. Zbaczając z wytkniętej "prostej drogi" napotyka Kapturek "wcielone zło" i lęka się, że ono ją pochłonie, jednak baśń pokazuje także, że przez zło można się odrodzić. Spotykając wilka dziewczynka dokonuje wyboru między zasadą przyjemności (robienie tego, na co ma się ochotę) a zasadą rzeczywistości (powinności - pouczenia matki). Baśń przedstawia zatem, co się dzieje, jeśli wybiera się to, na co przychodzi nam ochota, nie licząc się z innymi. Dziewczynka dopiero wówczas przestaje zbierać kwiaty, kiedy ma tego dość i zaczyna myśleć o obowiązkach. "Zapomina" też o pouczeniach matki i rozmawia z nieznajomym (wilkiem), wskazując mu drogę do babci i umożliwiając mu tym samym jej pożarcie (podświadome "pozbycie się" postaci macierzyńskiej). Konsekwencje tego są takie, że Czerwona Czapeczka zostaje pożarta przez wilka, jednak baśń niesie również nadzieję. Pojawia się ona pod postacią myśliwego (postać dobrego ojca, w którym dorastająca córka znajduje oparcie i ratunek), który rozcina brzuch śpiącemu wilkowi. Scena ta symbolizuje ponowne narodziny. Wilk ginie unicestwiony przez własną żarłoczność, przestaje więc być zagrożeniem. Oznacza to zarazem poradzenie sobie z problemem (pomysł z wypełnieniem wilczego brzucha kamieniami pochodzi od Kapturka). Odtąd dziewczynka będzie już myślała i postępowała właściwie:

Odtąd nigdy nie będę biegała po lesie, gdy mi mamusia zabroni! - deklaruje dziewczynka..

Słowa te dowodzą, że zasada obowiązku zwyciężyła zasadę przyjemności, a wypowiedziała je sama bohaterka, co świadczyłoby o tym, że osiągnęła większą dojrzałość i lepiej rozumie własne doświadczenia emocjonalne Czerwony Kapturek traci wprawdzie niewinność, ale zyskuje życiową mądrość. Baśń dowodzi uczciwie, że życie niesie wiele niebezpieczeństw i dramatów, ale bolesne przeżycia można przetworzyć, czyniąc z nich moralne reguły postępowania.

"Czerwony Kapturek" w wersji animowanej rozpoczyna się sielankową sceną w domu babci, a towarzyszy jej piosenka, z której dowiadujemy się , że babcia uważa swoją wnuczkę za istotę wyjątkową i dobrą, co czyni ją szczęśliwą. Twierdzi także, że "chociaż tak szybko dorasta, nic je nie rozdzieli". Ciąg dalszy powtarza znaną fabułę w jej podstawowej treści, tzn. matka posyła Kapturka do chorej babci i przestrzega przed nieznajomymi. Mimo że twórcy filmu zawłaszczają cechy formalne i podstawową treść oryginału, czynią to jednak pomijając przesłanie moralne baśni. Cała zaś jej złożona problematyka została sprowadzona do matczynego ostrzeżenia, aby nie rozmawiać z nieznajomymi. Fabuła wersji animowanej jest dość przypadkowa i w związku z tym trudna do dekodowania. Przede wszystkim dziewczynka nie zostaje postawiona przed żadnym wyborem. Pozostaje wprawdzie w lesie nieco dłużej, ale czas ten wypełniają jej "dobre uczynki" (poucza sarenkę, że na imieniny trzeba dać mamie kwiaty, pomaga rannemu drozdowi pozbyć się lęku przed lataniem, wraz z bobrami nosi drzewo na ich siedzibę). W międzyczasie spotyka wilka przebranego za drwala, a następnie za staruszka. Pierwszego grzecznie zbywa, z drugim dzieli się ciastem i (niebacznie( informacją o babci, jest bowiem w szlachetności swej do bólu naiwna. Wilk zaś pokazany jest jako przygłup (kilkakrotnie dostaje drzewem w głowę, bo nie zauważa, że spada), więc widzowi trudno wyobrazić go sobie jako groźnego wroga czyhającego na bohaterkę i jej babkę. I rzeczywiście. Kiedy pojawia się w domku babci, wcale jej nie zjada, lecz zamyka, nie udaje mu się też schrupać Czerwonego Kapturka, gdyż przychodzą jej na pomoc wszystkie zwierzęta, którym udzieliła pomocy. Oczywiście, mszczą się sadystycznie na głupim wilku, który - obity i ścigany - spada do wodospadu. Jakie przesłanie moralne wynika z tego filmu?

Zapewne takie, że jeśli na życie dziewczynki, która jest uosobieniem zalet, czyha jakiś podejrzany typ, to należy go bezwzględnie zniszczyć, przy użyciu wszelkich możliwych środków. W dodatku towarzyszy temu ogólna wesołość, bo "typ" jest jakiś nierozgarnięty. Powyższy przykład wskazuje, że za animowaną wersją baśni, której treści są niezwykle ważne dla dziecka, a które baśń podaje w subtelnej symbolicznej formie, nie kryje się już żadne przesłanie. Dziecko może popatrzeć, posłuchać piosenek, dowiedzieć się, że na imieniny trzeba dać mamie kwiaty oraz przekonać się, że dobre zwierzątka utopiły złego wilka i tak już będzie zawsze. Żadnych problemów egzystencjalnych, związanych z okresem dojrzewania, w animowanej baśni nie ma. Została do bólu spłycona.

cdn. :-)



    

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty