Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mira Żelechower-Aleksiun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mira Żelechower-Aleksiun. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lipca 2023

"Spotkajmy się w NFM!" z Mirą Żelechower-Aleksiun /relacja?/

2 czerwca tego roku gościem Agnieszki Ostapowicz w jej autorskim cyklu "Spotkajmy się" była Mira Żelechower-Aleksiun - znana w środowisku wrocławskim (i nie tylko!) artystka. Mirę znam od lat i bardzo lubię jej niebanalne wernisaże, więc chętnie skorzystałam z okazji, aby znowu zobaczyć ją i posłuchać. Mira jest i pozostanie dla mnie swego rodzaju punktem odniesienia - pełna twórczej energii artystka, ciepły, serdeczny Człowiek... Znać ją jest przywilejem i zaszczytem.

Mira Żelechower-Aleksiun i Agnieszka Ostapowicz, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Minęło już trochę czasu od spotkania w Narodowym Forum Muzyki, więc moja relacja (?) z tego spotkania będzie raczej impresją :-) Myślę jednak, że ta forma bardziej pasuje do Miry i do naszych osobistych relacji aniżeli suchy sprawozdawczy ton.

Z Mirą poznałyśmy się przed laty w salonie prof. Józefa Dudka, a gościem specjalnym wieczoru był wówczas reżyser i scenarzysta Jan Jakub Kolski. Prowadziłam wówczas autorską klasę z edukacją filmową w liceum i w salonie znalazłam się dzięki śp. pani Ewie Deglerowej, z którą dzieliłyśmy pasję do kina. Chciałam zorganizować przegląd filmów twórcy "Jańcia Wodnika" i skwapliwie skorzystałam z zaproszenia. Miry wówczas nie znałam, ale siedziała blisko mnie i to ona nawiązała ze mną kontakt w  tak naturalny sposób, jakbyśmy się znały od dawna. Po upływie dłuższego czasu, próbując opisać ikonografię kaplicy św. Wawrzyńca na Bujwida, dowiedziałam się od ks. Stanisława Orzechowskiego vel Orzecha, że autorką Drogi Krzyżowej jest właśnie Mira Żelechower-Aleksiun. Spotkałyśmy się wówczas u niej w domu i usłyszałam pasjonującą historię jej nawrócenia (Droga Krzyżowa była rodzajem votum) na wiarę chrześcijańską, a następnie powrotu do żydowskich korzeni. Nigdy tego wywiadu nie opublikowałam, bo był zbyt osobisty, ale miałyśmy za to rozmowę o cyklu obrazów inspirowanych prozą Brunona Schulza. Zanim jednak do niej doszło, telefonowałam do Miry, która była akurat w ferworze malowania tych dużych formatowo płócien, które zostały potem po raz pierwszy zaprezentowane z Synagodze pod Białym Bocianem. Robiły wrażenie w tym - jeszcze wówczas surowym - wnętrzu. Otóż podczas owej rozmowy Mira, z właściwym sobie humorem, poinformowała mnie, że właśnie ze względu na format oraz na problemy z kręgosłupem, maluje leżąc na ... obrazie. Przytaczam tę anegdotę, bo dobrze obrazuje jej stosunek do własnej pracy: maluje dużo i z ciągle młodzieńczym entuzjazmem, pomimo nieuniknionych przeszkód. 

Wspomniałam też o wernisażach, w których uczestniczyłam. Otóż nigdy to nie były sztywne spotkania z lampką wina w ręce, podczas których przemawiają organizatorzy. Zawsze Mira była prawdziwą gospodynią spotkania i nawiązywała dialog z widzami, wśród których przeważali znajomi, więc atmosfera była nieomal familijna. Na przykład podczas wernisażu wystawy "Wszystko się łączy" (2013) Mira mówiła o swojej rodzinie: o matce, ojcu, który zmarł w obozie, gdy była dzieckiem, o wnuku...  Powiedziała wtedy m. in. „Chciałabym, aby mój wnuk był otwarty na swoją tradycję, na tradycję moich przodków - żeby  to była jego droga. To jest bardzo ważne wypełnienie przesłania „z pokolenia na pokolenie”.  Chciałabym, żeby Leon nie niósł traumy, ale żeby niósł pamięć. Żebyśmy wszyscy ją nieśli. Myślę, że  Tora jest również zapisem takich zdarzeń – straszliwych, ale zostały one przemienione, a życie trwa dalej. To światło – tak widoczne na wielu obrazach – ciągle niesione jest dalej.” A na koniec spotkania został odczytany Psalm 91 „Pod Bożymi skrzydłami” – w oryginale i w polskim tłumaczeniu. Przyznacie sami, że to nie był "zwykły" wernisaż...

Wydawnictwo OKiS-u

Takich spotkań z Mirą i jej obrazami miałam więcej, choć wcale nie było to takie częste, toteż z radością przyjęłam wiadomość, że będzie gościem Agnieszki Ostapowicz w Narodowym Forum Muzyki. Z uwagi na miejsce spotkania, była mowa o muzyce, a Mira - jak zwykle - była "u siebie". Dowiedziałam się m. in., że w dzieciństwie miała uczyć się gry na pianinie, ale choć ostatecznie nie muzyka zajęła pierwszoplanowe miejsce w jej artystycznym życiu, to jednak towarzyszyła jej ciągle. A to w postaci śpiewanej (przez siebie i koleżankę) "oprawy muzycznej" pierwszego wernisażu, a to w związku z przedstawieniami Teatru Gardzienice, z którym współpracowała przez lata, a to wreszcie przez udział w koncertach. 

Spotkanie w Narodowym Forum Muzyki pełne było wspomnień, anegdot i refleksji. Z okazji 80. rocznicy urodzin (ale to tylko cyfra, bo Mira jest tak pełna życia, młoda i urodziwa, że cyfry i jubileusze wywołują tylko rodzaj niedowierzania) została wydana przez OKiS książka poświęcona jej malarstwu, zatytułowana "Mira między A i Ż", w której zawarto reprodukcje jej obrazów, począwszy od roku 1966, na 2021 kończąc. Znajdziemy w niej także autobiograficzny szkic "Autoportret w ruchu", informacje o wystawach, a także artykuły o twórczości artystki pióra m. in. Zofii Gebhard i Waldemara Okonia. Wydawnictwo stało się rarytasem i niełatwo je zdobyć, ale jestem jego szczęśliwą posiadaczką, w dodatku z czułą dedykacją...


Mira jest i pozostanie dla mnie swego rodzaju punktem odniesienia - pełna twórczej energii artystka, ciepły, serdeczny Człowiek... Znać ją jest przywilejem i zaszczytem.

poniedziałek, 29 maja 2023

Spotkajmy się w NFM. Mira Żelechower-Aleksiun

2 czerwca o 18.00 gościem Agnieszki Ostapowicz w jej autorskim cyklu "Spotkajmy się" będzie Mira Żelechower-Aleksiun - malarka żydowskiego pochodzenia, przedstawicielka wrocławskiego środowiska artystycznego. Poza malarstwem zajmowała się również scenografią.  W swoim dorobku ma udział w ponad osiemdziesięciu wystawach zbiorowych i indywidualnych.

Mira Żelechower-Aleksiun, fot. materiały prasowe NFM

Kochasz muzykę i bywasz na koncertach? A może po prostu fascynuje Cię świat sztuki i lubisz słuchać ciekawych historii? Jeśli tak, to zapraszamy na specjalny cykl „Spotkajmy się w NFM”!

Codziennie mijamy się na ulicach, jeździmy razem tramwajem, stoimy w kolejce czy siedzimy w poczekalni. Niczego o sobie nie wiemy, a tak wiele nas łączy. Postanowiliśmy wyjść naprzeciw wszystkim, którzy pragną spotkań i dyskusji poświęconych muzyce oraz wydarzeniom organizowanym w Narodowym Forum Muzyki. Gościć będziemy osobistości życia publicznego i przedstawicieli różnych zawodów, m. in.: lekarzy, naukowców, biznesmenów, polityków, duchownych, artystów i wielu innych. Podzielą się z nami swoją pasją oraz opowiedzą o miłości do muzyki!

Mira Żelechower-Aleksiun podczas otwarcia wystawy,  5 czerwca 2013 r.
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Mira Żelechower-Aleksiun – urodzona 26 marca 1941 roku w Milerowie. W 1966 roku ukończyła dyplom w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu (obecnie Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta) w katedrze malarstwa architektonicznego u prof. Stanisława Dawskiego. Jej pierwsza wystawa miała miejsce w galerii Teatru Kalambur równocześnie z premierą sztuki Piotra Załuskiego "Mole" i "Odwiedziny" w reżyserii Bogusława Litwińca i z jej scenografią. Przez lata studiów była związana z tym teatrem (tworzyła scenografie we współpracy z reżyserem Włodzimierzem Hermanem). W latach siedemdziesiątych rozpoczęła współpracę z powstającym wtedy Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice stworzonym przez Włodzimierza Staniewskiego, a początkowo rozwijanym również przez Tomasza Rodowicza. W latach osiemdziesiątych współorganizowała wiele wydarzeń w Duszpasterstwie Środowisk Twórczych. Najważniejszym z nich była Wystawa Malarstwa Młodych  oraz towarzyszące jej sympozjum "Droga i prawda".

Pierwsza podróż do Izraela w 1987 zmieniła jej widzenie świata i podejście do obrazu . Owocem tej przemiany był cykl obrazów "Przez Ziemię Świętą do Ziemi Obiecanej" pokazany w Jerozolimie w prestiżowej galerii Bejt Omanim (dom artystów) w roku 1989, a potem w galerii ZPAP Na Solnym.

W roku 2001 pokazała wystawę pod nazwą "Dziedzictwo" we wrocławskim Ratuszu. Wystawa była połączona z sympozjum w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich pt. "Wkład Żydów w dziedzictwo kultury Rzeczpospolitej". Wystawa prezentowana była również w Konsulacie Generalnym RP w Nowym Jorku.

W latach 2004–2007 powstał cykl "Światło Midraszy", składający się z malowanych komentarzy do Tory, pokazany po raz pierwszy w Muzeum Miejskim w Pałacu Królewskim we Wrocławiu.

W 2016 roku ukazała się książka Moniki Braun "Mona. Opowieść o życiu malarki" i towarzyszyła wystawie w Galerii Miejskiej we Wrocławiu z okazji pięćdziesięciolecia pracy twórczej artystki.

W 2022 roku nakładem Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu ukazał się album Mira między A i Ż  z tekstami Waldemara Okonia, Zofii Gebhart, Jana Jakuba Fereńskiego oraz Małgorzaty Kitowskiej i Małgorzaty Baranowskiej. Książka prezentowana była w tzw. Prawdziwym Domu Kultury w Warszawie przez Mariusza Szczygła. Cały nakład został wyprzedany. W książce poza tekstami i reprodukcjami dokumentującymi dzieło osiemdziesięciu lat życia malarki znajduje się pełne kalendarium jej twórczości. Obecnie Mira Żelechower-Aleksiun pracuje nad cyklem "Tu też jest Kotel – ściana płaczu".

Wywiad z Mirą Żelechower-Aleksiun znajduje się pod tym linkiem.

wtorek, 7 czerwca 2022

Spotkanie wokół książki: "Mira między A i Ż. Malarstwo (1966-2021)

Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu we współpracy z Instytutem im. Jerzego Grotowskiego zapraszają na spotkanie wokół monografii artystki Miry Żelechower-Aleksiun pt. „Mira między A i Ż. Malarstwo (1966-2021)”, w którym udział wezmą Mira Żelechower-Aleksiun oraz autorzy tekstów i goście artystki m.in. Waldemar Okoń, Zofia Gebhard, Alina Drapella-Hermansdorfer i Ewa Molenda-Pilecka.

Dyskusję moderował będzie Mariusz Szczygieł – dziennikarz, reportażysta, autor bestsellerowych książek.

Książka "Mira między A i Ż. Malarstwo (1966-2021)" jest prezentacją dzieł malarskich – z okazji jubileuszy 55-lecia pracy artystycznej (1966–2021) oraz 80-lecia urodzin (1941–2021) uznanej wrocławskiej artystki, malarki i scenografki teatralnej – Miry Żelechower-Aleksiun, pod redakcją Kazimiery Kuzborskiej. Zawiera, w układzie achronologicznym, wybrane dzieła głównych cykli malarskich, a także teksty poświęcone sztuce Artystki, m.in.: Małgorzaty Baranowskiej (1945-2012), Małgorzaty Kitowskiej-Łysiak (1953-2012), Zofii Gebhard, Waldemara Okonia, Piotra Jakuba Fereńskiego. Publikacja ma charakter monografii. Krytycy w sposób komplementarny przedstawiają zarówno malarstwo, jak i klimat, aurę i przesłania, które ono zawiera.

Bardzo istotnym tekstem jest "Autoportret w ruchu" Miry Żelechower-Aleksiun. Artystka wspomina ważne dla siebie wydarzenia artystyczne, które ją inspirowały, kształtowały i wzbogacały postawę twórczą. 

W trakcie wydarzenia będzie możliwość zakupu książki.

Spotkanie wokół książki: "Mira między A i Ż. Malarstwo (1966-2021)

środa, 15 czerwca 2022, godz. 18.00

Instytut im. Jerzego Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium (Wrocław, Rynek-Ratusz 27)

Wstęp tylko z wejściówkami, które można zarezerwować przez formularz

Liczba miejsc ograniczona.

informacja prasowa

piątek, 27 maja 2022

Program na czerwiec w Instytucie Grotowskiego

W czerwcu Instytut im. Jerzego Grotowskiego zaprasza m. in. na premierę spektaklu Rafała Gąsowskiego i Katarzyny Wolak-Gąsowskiej zatytułowaną "Panie Malczewski", wystawę prac wykonanych w ramach drugiej edycji warsztatów fotografii teatralnej prowadzonych przez Tobiasza Papuczysa, spotkanie z Mirą Żelechower-Aleksiun poświęcone książce „Mira między A i Ż. Malarstwo (1966-2021)” z udziałem artystki. 


Czerwcowe wydarzenia w Instytucie Grotowskiego

Teatr/Sztuka/Spotkanie. Twórcza aktywność z grupą w pracy społecznej, edukacyjnej, animacyjnej

sob.–niedz., 4–5.06, 17:00–20:00

Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli 

Warsztaty pilotażowe rocznego programu prowadzone przez Igę Załęczną

 

Panie Malczewski

czw. 9.06, 19:00

Instytut Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium 

Premiera spektaklu Rafała Gąsowskiego i Katarzyny Wolak-Gąsowskiej

Bilety: 10 PLN

Czas trwania: 80 min

 

Polska scenografia teatralna lat ostatnich i przyszłych

pt.–sob., 10–11.06 pt. 17:00–19:30, sob. 10:00–12:30

Instytut Grotowskiego, Czytelnia im. Ludwika Flaszena

Konferencja podsumowująca kurs wiodący Otwartego Uniwersytetu Poszukiwań 2021/2022 z udziałem grupy roboczej i zaproszonych gości

Wstęp wolny, wymagana rezerwacja bezpłatnej wejściówki

Program dostępny na stronie internetowej Instytutu Grotowskiego

 

Fotografia teatralna

pon. 13.06, 18.00 

Wystawa prac wykonanych w ramach drugiej edycji warsztatów fotografii teatralnej prowadzonych przez Tobiasza Papuczysa 

Wernisaż: pn. 13.06.2022, 18.00

Dzień otwarty: sb. 25/06/2022, 16.00–22.00

Oprowadzania kuratorskie: pt. 1.07, sb. 2.07, nd. 3.07.2022, 19.30 (zamknięcie wystawy)

Wstęp wolny

Mira między A i Ż

śr. 15.06, 18:00

Instytut Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium

Spotkanie z Mirą Żelechower-Aleksiun poświęcone książce „Mira między A i Ż. Malarstwo (1966-2021)” z udziałem artystki, Zofii Gebhard, Waldemara Okonia, Aliny Drapelli-Hermansdorfer i Ewy Molendy-Pileckiej

prowadzenie: Mariusz Szczygieł

Wstęp wolny, wymagana rezerwacja bezpłatnej wejściówki na stronie Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu (od 1 czerwca)

 

Opowieść głosu

sob.–wt 18–21.06, 16:00–20:00

Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli

Warsztaty prowadzone przez Ditte Berkeley

Zapisy do 11 czerwca

Zajęcia prowadzone w języku angielskim z możliwością tłumaczenia na język polski

 

Utopia

pon. 20.06, 19:00

Instytut Grotowskiego, Studio Na Grobli

Dyptyk Moniki Wachowicz i Jarosława Freta

Bilety: 25/35 PLN

Czas trwania: 130 min (z przerwą)

 

Cambio dolor. Wyznanie wiary

pt., niedz. 24, 26.06, 19:00

Instytut Grotowskiego, Sala Teatru Laboratorium

Monodram dokumentalny Pawła Pacyny

W ramach „Teatru na faktach”

Bilety: 25/35 PLN

Czas trwania: 75 min

Po pokazie spektaklu 24 czerwca, ok. godz. 20.30, odbędzie się spotkanie „O niebinarności w Polsce” (wstęp wolny)

 Koniec świata już był

sob. 25.06, 16:00 – początek wydarzenia

Instytut Grotowskiego, Piekarnia

Półmaraton czytań performatywnych

W ramach „Teatru na faktach”

Wstęp wolny

Podczas wydarzenia prowadzona będzie zbiórka datków na rzecz Fundacji Ukraina

informacja prasowa

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

"Wszystko się łączy". Rozmowy Miry z duchami /relacja z wystawy/

W środę, 5 czerwca 2013 r., w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej SIMCHA, odbył się wernisaż wystawy „Wszystko się łączy” Miry Żelechower – Aleksiun. W rozmowie z Karoliną Szykier – Koszucką malarka nawiązała do tematu dnia – Dybuka, wyjaśniając, że w jej malarstwie chodzi raczej o duchy przodków – o pamięć o nich i otwarcie na tradycję. Zarazem jest to wystawa bardzo osobista – najbardziej intymna wśród dotychczasowych prac autorki.

Mira Żelechower-Aleksiun podczas otwarcia wystawy, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

„Zaczęłam tę serię obrazów od dużych płócien, których na tej wystawie nie ma – mówiła o swojej wystawie Mira Żelechower – Aleksiun – a które są refleksją na temat mojej wczesnej twórczości. Później jednak pomysły zaczęły pojawiać się w takim tempie, że nie miałam już cierpliwości i czasu, aby utrwalać je na dużych obrazach. Właśnie kiedy malowałam małe obrazy, pojawiły się duchy. Nie były to jednak duchy w rodzaju Dybuka – stwierdziła malarka – ale duchy przodków – praojców”.

Wszystko się łączy/ze strony artystki
„Poczułam, że sama jestem pramatką – w stosunku do mego wnuka. W moich obrazach zawarłam przesłanie do niego. Chciałabym, żeby mój wnuk Leo pozostawał w łączności ze swoimi praojcami. Sama dość późno stałam się na to otwarta i czuła. Może trzeba mieć wiedzę, żeby móc się otwierać – dodała – albo być otwartym, żeby mieć wiedzę…”

Wszystko się łączy/ze strony artystki

Artystka opowiadała też o swoich rodzicach – matce, której obrazy zaczęła tak późno rozumieć, a także o ojcu, którego nie poznała, ponieważ został zabity przed jej urodzeniem, dlatego że był Żydem.  Jeden z obrazów na wystawie cytuje obraz mamy Miry, który namalowała mając zaledwie 17 lat. Jest na nim podwórko i okno jej dzieciństwa, a dla artystki jest to okno, którym wchodzą aniołowie. Jest też na tym obrazie stół sederowy, który nie ma końca – i to jest przesłanie obrazu matki, jak je rozumie artystka.
Również ojciec pojawia się na obrazach tego cyklu – duchowy, irracjonalny, jak w opowieściach tych, którzy go znali i potwierdzali ich – ojca i córki – wielkie podobieństwo.

Wszystko się łączy/ze strony artystki

„Chciałabym, aby mój wnuk – powiedziała artystka – był otwarty na swoją tradycję, na tradycję moich przodków - żeby  to była jego droga. To jest bardzo ważne wypełnienie przesłania „z pokolenia na pokolenie”.  Chciałabym, żeby Leon nie niósł traumy, ale żeby niósł pamięć. Żebyśmy wszyscy ją nieśli. Myślę, że  Tora jest również zapisem takich zdarzeń – straszliwych, ale zostały one przemienione, a życie trwa dalej. To światło – tak widoczne na wielu obrazach – ciągle niesione jest dalej.”

Na koniec spotkania został odczytany Psalm 91 „Pod Bożymi skrzydłami” – w oryginale i w polskim tłumaczeniu:

Kto przebywa w pieczy Najwyższego
i w cieniu Wszechmocnego mieszka,
mówi do Pana: «Ucieczko moja i Twierdzo,
mój Boże, któremu ufam».

Mira Żelechower-Aleksiun: Pragnę zbliżenia z drugim człowiekiem… /wywiad/

Z Mirą Aleksiun - o jej malarstwie, a szczególnie o "Kalendarzu pamięci" - cyklu obrazów inspirowanym twórczością Bruno Schulza.

Mira Żelechower-Aleksiun, z archiwum artystki

Poprzez malarstwo opowiada Pani o doświadczeniu świata, o własnej duchowości, o swoich korzeniach wreszcie. Czy z Brunonem Schulzem, z którego inspiracji powstał cykl zatytułowany „Kalendarz pamięci”,  łączy Panią wspólnota pochodzenia, czy coś więcej: rodzaj duchowości? wrażliwości? W jakich okolicznościach powstał ten niezwykły cykl?

Cykl „Kalendarz pamięci” powstał w 2007 roku w przeciągu paru miesięcy. Zanim jednak zostałam zaproszona przez Double Edge Theatre – amerykańską grupę teatralną, która zamówiła u mnie scenografię do spektaklu na podstawie prozy Brunona Schulza, miałam w 2002 roku dużą wystawę w Lublinie. Grupa ta gościła wówczas w Polsce i widziała moje obrazy. W tym czasie odbyła się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim sesja poświęcona Schulzowi. Podczas niej niemiecki badacz twórczości autora „Sklepów cynamonowych” – Jörg Schulte wygłosił bardzo interesujący wykład: „Wielka kronika kalendarza”. Dowodził w nim, że istnieje związek między „Sklepami …” a żydowskim kalendarzem, który stanowi „klucz do ukrytych konstrukcji” zbiorów prozy Schulza.  Zaczęłam czytać opowiadania Schulza pod takim kątem i odkryłam wyraźne aluzje. Dodam, że Schulz drażnił mnie w młodości. Piękne teksty, ale obrazy mnie obrażały – ta kobieta jako upostaciowanie zła.

Kalendarz Schulzowski, z archiwum artystki
Na prośbę Stacy Klein – założycielki i dyrektorki artystycznej Double Edge Theatre, zdecydowałam się jednak opracować tę scenografię. Wymyśliłam że to się może dziać po prostu w przestrzeni synagogi. Pomysł się spodobał i pojechałam do Ashfield, w stanie Massachusetts. Jednocześnie powróciłam do Schulza i zaczęłam go na nowo czytać. Spektakl został zaproszony do Nowego Jorku, do La MaMa Experimental Theatre i okazało się, że mogę zaprezentować wystawę w Nowym Jorku.
Punktem wyjścia do namalowania „Kalendarza pamięci” był jednak nie tekst, ale obraz. Otóż w holu domu Stacy pozostał ślad schodów. Dzięki temu tajemniczemu zbiegowi okoliczności wróciłam do domu z gotowym pomysłem: w swoim „Kalendarzu …” użyłam schodów. Dawały mi możliwość pokazania czasu. Swój cykl obrazów zaczęłam od Jom Kipur, bo jest to czas rozliczenia i stawania przed Bogiem. Fragmenty tekstów wpisywałam w obraz, użyłam także fragmentów grafik Schulza – jako cytatów. Wplotłam je w tematy związane z czytaniami Tory przypadającymi na odpowiedni czas. To była ogromna praca – dwumetrowe obrazy! Ich malowanie – robiłam to równocześnie, zaczynając od tła – było dla mnie niezwykłą przygodą. Powstawały w takim tempie, że miałam poczucie, że życie ze mnie uchodzi… Pięć pierwszych płócien pokazałam w Nowym Jorku w Instytucie Kultury Polskiej. Kiedy wróciłam, Grzegorz Bral, dyrektor Teatru Pieśń Kozła, z którym współpracuję,  zaproponował mi, żebym wystawiła obrazy podczas Brave Festival. Powiedział mi wtedy: „Zapraszam artystów, którzy życie oddają za to, co robią”… Obrazy miały zostać wyeksponowane w Synagodze pod Białym Bocianem, gdzie jest tyle odstępów między oknami, ile jest obrazów, a więc trzynaście.

Kalendarz Schulzowski, z archiwum artystki

Czy Pani stosunek do Schulza zmienił się? Co odczuwała Pani malując „Kalendarz pamięci”?

Intencją całej tej pracy była pamięć o Schulzu, z którym bardzo się w trakcie pracy zbliżyłam. Poczucie, że mogę przy nim trwać, to było …   Wprost nie mogłam się od niego oderwać! Dzieliłam z nim rozpacz niespełnionego życia,  wręcz identyfikowałam się z jego losem jako artysty. Tak bardzo było mi go żal, że zapragnęłam oddać mu hołd. W jakiś tajemniczy sposób zaczęłam wtedy myśleć również o moim ojcu, który zginął w tym samym czasie co Schulz, dwa miesiące po moim urodzeniu,  i któremu nie poświęciłam dotąd zbyt wiele uwagi, ponieważ nie był w nim obecny, a także  z powodu lojalności wobec mego ojczyma. To jest moje zapalenie świeczki za tych wszystkich … Więcej nawet – to jest akt wdzięczności, bo ja należę do tamtego pokolenia i wcale nie musiałam ocaleć, a jednak żyję.

Kalendarz Schulzowski, z archiwum artystki

Słowo pojawiało się w Pani twórczości od początku – a to w postaci cytatów, a to poprzez oryginalne tytuły, którymi opatrywała Pani swoje obrazy, np. „Katalog westchnień” 1978), „A tych, co kocham, przy tym sadzam stole” albo „Sączy się przenika, przecieka, ucieka, umyka, ulata” (1980)…

Ciągle miałam tę potrzebę mówienia… Kiedyś, w latach 70. zaproponowano mi wystawę w Galerii Jednego Obrazu. Namalowałam wtedy obraz, który zastąpił mi film. Było to wyobrażenie zupełnie filmowe – rodzaj panoramy. Ale miałam też potrzebę wygłoszenia czegoś i po drugiej stronie tego obrazu napisałam słowa Simone Weil. Tytuły obrazów to jak postawienie kropki na „i”. Myślenie o znaczeniu wykluwa się w procesie powstawania obrazu. Kiedy już wiem, piszę tytuł i obraz jest skończony.
Kalendarz Schulzowski, z archiwum artystki

Pani malarstwo jest zapisem nie tylko stanu ducha i myśli, ale również rodzajem dialogu z drugim człowiekiem. Czy zgodzi się z tym Pani?

Ależ tak! Nie wyobrażam sobie  sztuki bez odbiorcy. Doświadczyłam tego podczas wystawy „Kalendarza pamięci” w synagodze. Po namalowaniu tego cyklu byłam kompletnie pozbawiona sił, kiedy jednak zaczęli przychodzić ludzie i oglądać moje obrazy, siły zaczęły mi wracać. W filmie „Marina Abramoviċ – artystka obecna” pokazana została taka właśnie levinasowska sytuacja – dialog odbywa się twarzą w twarz i nie potrzeba wtedy słów. W takim obrazie jak „Koronczarka” Vermeera, przed którą stałam oniemiała podczas pobytu w Paryżu,  zawiera się ludzka duchowość. Ludzie są na taką sztukę zawsze otwarci, czego dowodzą te tłumy pragnące spojrzeć w twarz Mariny Abramoviċ.  Ja także pragnę zbliżenia z drugim człowiekiem. Pragnę dać mu coś, dzięki czemu się spotkamy.

Kalendarz Schulzowski, z archiwum artystki
Dziękuję za spotkanie.

Wywiad ukazał się pierwotnie na stronie Konkursu Ojczyzny Polszczyzny.

sobota, 9 grudnia 2017

Mira Żelechower-Aleksiun: Tajemnicze zjawisko /o wystawie "Księga Ruth. Za zasłoną"/

Od 23 marca do 28 kwietnia 2016 roku możemy oglądać obrazy Miry Żelechower-Aleksiun na jubileuszowej wystawie "50+ czyli pół wieku twórczości Miry". Znajdziemy na niej nieliczne dawne prace malarki, przeważają jednak nowe, bo artystka ciągle tworzy i pozostaje nadal w pełni sił twórczych. 
Mira Żelechower-Aleksiun, Prawo do tajemnicy (1973), fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

W latach 60. - 80. uprawiała twórczość przez jednych zaliczaną do "nowej figuracji", przez drugich zaś nazywaną "realizmem magicznym". Przeważały portrety, bo artystkę zawsze interesował drugi człowiek, ale pojawiały się także autoportrety, świadczące o tym, że sztuka jest dla niej czymś osobistym: przyglądaniem się sobie, duchowym poszukiwaniem. Jeden z takich portretów - "Prawo do tajemnicy" (1973) również zobaczymy na tej wystawie.

Twórczość Miry Żelechower-Aleksiun wyróżnia spośród innych osobliwe współistnienie słowa i obrazu. Słowo pojawiało się w jej malarstwie na różne sposoby od początku: a to w postaci cytatów, a to poprzez oryginalne tytuły, którymi opatrywała swoje obrazy, np. "Katalog westchnień” (1978), "A tych, co kocham, przy tym sadzam stole”(przed 1077) albo „Sączy się przenika, przecieka, ucieka, umyka, ulata” (1980). Słowo rozgościło się na dobre w jej obrazach, kiedy przeżyła rodzaj duchowej przemiany i powróciła do swoich żydowskich korzeni. Powstał wtedy ogromny cykl obrazów z komentarzem do Tory: "Światło midraszy" (53 obrazy, bo tyle jest czytań paraszy w roku), a wkrótce po nim - kolejny cykl: 

Kalendarz Schulzowski



Mira Żelechower-Aleksiun, Kalendarz Schulzowski, 2005, 
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Na wystawie znajduje się większość obrazów z tego cyklu, który powstał z inspiracji niemieckiego badacza twórczości autora "Sklepów cynamonowych” – Jörga Schulte. W wykładzie "Wielka kronika kalendarza” dowodził on, iż istnieje związek między "Sklepami …” a żydowskim kalendarzem, który stanowi "klucz do ukrytych konstrukcji” zbiorów prozy Schulza.  W wywiadzie, którego udzieliła mi artystka w 2012 roku, tak wyjaśnia swoje intencje, które towarzyszyły powstaniu tego cyklu:

Intencją całej tej pracy była pamięć o Schulzu, z którym bardzo się w trakcie pracy zbliżyłam. Poczucie, że mogę przy nim trwać, to było …   Wprost nie mogłam się od niego oderwać! Dzieliłam z nim rozpacz niespełnionego życia,  wręcz identyfikowałam się z jego losem jako artysty. Tak bardzo było mi go żal, że zapragnęłam oddać mu hołd. W jakiś tajemniczy sposób zaczęłam wtedy myśleć również o moim ojcu, który zginął w tym samym czasie co Schulz, dwa miesiące po moim urodzeniu,  i któremu nie poświęciłam dotąd zbyt wiele uwagi, ponieważ nie był w nim obecny, a także  z powodu lojalności wobec mego ojczyma. To jest moje zapalenie świeczki za tych wszystkich … Więcej nawet – to jest akt wdzięczności, bo ja należę do tamtego pokolenia i wcale nie musiałam ocaleć, a jednak żyję … 

Obrazy tego cyklu stanowią intertekstualną zagadkę, artystka bowiem nie tylko "czyta" Schulza przez pryzmat odkryć Jörga Schulte, ale również okrywa na nowo jego prozę w osobistej lekturze, cytuje również grafiki z "Xięgi Bałwochwalczej", tworząc jednakże własną, autonomiczną, pełną ukrytych treści opowieść, w której czas obrazują schody, występujące na wszystkich trzynastu płótnach. 

Przypowieść o przezwyciężaniu śmierci


Mira Żelechower-Aleksiun, Księga Ruth, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Drugą dominującą część ekspozycji stanowią obrazy inspirowane Księgą Ruth: "Za zasłoną". Sądzę, że przypomnienie treści tej księgi pozwala lepiej zrozumieć przesłanie cyklu. Otóż główna bohaterka tej pięknej historii - Moabitka wyrusza wraz ze swoją teściową do kraju jej przodków, po tym, jak Noemi straciła w obcej ziemi wszystkich najbliższych, w tym obu synów. Oznaczało to obumarcie rodu, a jednak Bóg do tego nie dopuścił. Dzięki prawu lewiratu Ruth wychodzi za mąż za krewnego Noemi, rodzi mu syna i w ten sposób ród się odradza.

Dla artystki, która w Holocauście straciła ojca i - z trudem przetrwawszy wojnę - odbyła z matką wędrówkę na tzw. Ziemie Odzyskane - historia Ruth staje się w jakimś sensie jej historią. Wychowana bez świadomości tego, kim jest - bez wiary, języka, kultury żydowskiej, wszystko to jednak odzyskała jakimś cudem na nowo. Stało się to, co wydawało się niemożliwe. Tajemnicze postaci zaludniające obrazy z cyklu "Ruth, poza zasłoną" mają często rysy samej artystki.

Mira Żelechower-Aleksiun, Księga Ruth, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Liczne wątki splecione w tej pięknej przypowieści – takie jak "obcy wśród wspólnoty”, "podnoszenie się z klęski i zagrożenia”, stały się dla mnie inspiracją do intensywnej i pełnej emocji pracy twórczej - zdradza autorka kulisy pracy na swojej stronie internetowej. Wiele jest dawnych i współczesnych komentarzy do tej Księgi, a te rozważania są dla mnie tak fascynujące, że chcę opowiadać o tym obrazami. W tej pozornie prostej historii zawarta jest przypowieść o przezwyciężaniu śmierci. Rut podobnie jak Gilgamesz poszukuje sposobu na życie wieczne i pokonanie nieodwracalności śmierci. Gilgameszowi nie udaje się to, tymczasem w Księdze Rut mamy opowieść o tym, jak cudzoziemska księżniczka zostaje pramatką królewskiego rodu Dawida, z którego wywodził się będzie Mesjasz.

Mira Żelechower-Aleksiun, Księga Ruth, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Mira Żelechower-Aleksiun należy do tych rzadkich artystów i ludzi, których twórcza aktywność nie ustaje. Ekspozycja w Galerii Miejskiej podkreśla wprawdzie, że mamy do czynienia z ponad półwieczną działalnością artystyczną, ale Mira - fizycznie i artystycznie - zdaje się być poza czasem. To zjawisko tajemnicze i ewenement. 

Artykuł ukazał się na portalu Kulturaonline w kwietniu 2016 roku.

środa, 22 listopada 2017

Anna Zubrzycki: Co skrywa Rut… za zasłoną? /recenzja teatralna/

Monodram znakomicie zagrany przez Annę Zubrzycki, z talentem napisany i wyreżyserowany przez Monikę Braun. Niesie nie tylko ważkie treści dotyczące wiary, wierności, przyjaźni, ale zdaje się wykraczać poza tekst biblijny, tworząc odniesienia poetyckie, metaforyczne, ponadczasowe. Każdy może się w nim przejrzeć i zobaczyć jakiś fragment własnej historii. Za zasłoną odnaleźć można znaleźć samego siebie.

Anna Zubrzycki, Ruth . . . za zasłoną, fot. Joanna Stoga
Monodram Anny Zubrzycki „Rut… Za zasłoną”, w reżyserii i według scenariusza Moniki Braun, powstał na podstawie Księgi Rut. Mieliśmy okazję obejrzeć go w dniach od 16 do 19 listopada 2017 roku w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego we Wrocławiu.

Biblijna Rut – każdy może być zbawiony

Tytułowa bohaterka jest Moabitką, a więc według Prawa osobą obcą. Księga opowiada, jak to na skutek głodu Izraelita Elimelek przeniósł się wraz z rodziną z Betlejem judzkiego do Moabu, gdzie wkrótce potem zmarł. Dwaj jego synowie pożenili się z tamtejszymi kobietami, ale obaj zmarli bezpotomnie. I tak żona Elimeleka, Noemi, straciła swoich bliskich, a opłakawszy ich, postanowiła powrócić do siebie, ponieważ dowiedziała się, że Pan nawiedził swój lud i klęska głodu się zakończyła. Towarzyszą jej obie synowe, z których tylko jedna, Rut, nie godzi się jej opuścić, choć Naomi przekonuje je, że powinny ponownie wyjść za mąż i urodzić dzieci. Odpowiedź Rut brzmi bardzo zdecydowanie:


Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę,
gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam,
twój naród będzie moim narodem,
a twój Bóg będzie moim Bogiem.
Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę
i tam będę pogrzebana. 
(Rt 1, 16-17)

Kobiety w Betlejem są wstrząśnięte powrotem Noemi, która straciła wszystkich najbliższych, na co ona reaguje wezwaniem, aby odtąd nazywano ją nie Noemi (imię to oznacza „moja słodycz”), lecz Mara („gorzka”, „moja gorycz”), czuje się bowiem srodze przez Boga doświadczona. Szczęśliwie Rut (imię to jest również znaczące: „przyjaciółka”, „pokrzepienie”) troszczy się o nią i pracuje w polu, aby nakarmić zarówno teściową, jak i siebie. Tak poznaje Booza – krewnego zmarłego męża Noemi. Ten, poruszony jej szlachetnością, okazuje troskę i życzliwość, a w końcu korzysta z prawa wykupu i bierze za małżonkę. Rut rodzi mu syna imieniem Obed, co oznacza „sługa” (w domyśle: „sługa Boży”). Ten zaś będzie ojcem Jessego i dziadkiem Dawida.
Księga ma mocne przesłanie o uniwersalizmie zbawienia. Wynika z niej, że Bóg obejmuje zbawieniem i miłością wszystkich ludzi, także cudzoziemców, którzy w niego uwierzyli i są wierni Jego Prawu.  

Anna Zubrzycki, Ruth . . .Za zasłoną, fot. Joanna Stoga

„Rut… Za zasłoną” – poetycka opowieść o wierności i przyjaźni

Monodram „Ruth… Za zasłoną” jest opowieścią opartą na historii biblijnej, a zarazem wykracza poza nią. Wykonawczyni, Anna Zubrzycki, jest zarazem Rut i Noemi, jest też głosem Booza i otaczających ją kobiet. Opowiada tę piękną historię o wierności w sposób niezwykle prosty i subtelny. Zaczyna jako Rut, która nawołuje swojego synka Obeda, a jednocześnie rozwija przed nami dramatyczne dzieje obu bohaterek tej historii. Momentami jest Noemi, która rozpacza po stracie męża i synów, aby następnie – jako Rut – nie zgodzić się na samotne odejście teściowej, pogrążonej w nieutulonym smutku:

Twój naród będzie moim narodem,
a twój Bóg będzie moim Bogiem!

Wędrują więc razem do Betlejem (nazwa oznacza „Dom chleba”), aby zacząć nowe życie. Możemy sobie łatwo wyobrazić, co czuje Noemi, kiedy wraca po dziesięciu latach „z niczym”. Mówi o sobie, że wyszła pełna, a wróciła pusta…  A jednak szczęśliwie się myli – nie jest sama i za sprawą Rut przypadnie jej w udziale wielka nagroda od Boga. Obecność i postawa Rut wobec teściowej, jej skromność i pracowitość budzą szacunek, a potem także miłość Booza.

Anna Zubrzycki, Rut . . . Za zasłoną, fot. Joanna Stoga
Przedstawiając tę historię Anna Zubrzycki porusza się w skromnej, lecz za to funkcjonalnej scenografii. Wykorzystuje kilka wiszących początkowo na sznurach zasłon, które w jej rękach stają się dziećmi, grobem, drogą, płaszczem – wszystkim, czego tylko chce. Już sam początek monodramu, kiedy pojawiająca się postać usiłuje pochwycić słoneczne plamy na podłodze, wprowadza nas w klimat poezji i niedopowiedzenia, który współtworzy subtelna, stylizowana na wschodnią, muzyka, grana na żywo. Rola Zubrzycki nie tylko ujawnia wrodzony liryzm aktorki, ale także jej wyobraźnię i dar roztaczania przed widzem teatralnych światów. Choć potrafi także wydobyć dramatyzm granych przez siebie postaci.

Ważną rolę w wyrazie scenicznym monodramu odgrywają także frontalnie wyświetlane na dużym ekranie obrazy Miry Żelechower-Aleksiun, pochodzące z cyklu „Księga Ruth”. Współtworzą teatralny kosmos, szczególnie w scenach, kiedy zdają się przenikać ciało postaci, jak przenikają się te dwie narracje: malarska i teatralna. Owe tajemnicze związki dwóch artystek: aktorki i malarki, które współpracują ze sobą, a także przyjaźnią się od wielu lat, dodają spektaklowi wymiaru osobistego, intymnego, a zarazem nieuchwytnego.

Monodram, z talentem i wrażliwością napisany i wyreżyserowany przez Monikę Braun, która jest również autorką scenografii, niesie nie tylko ważkie treści dotyczące wiary, wierności, przyjaźni, ale zdaje się wykraczać poza tekst biblijny, tworząc odniesienia poetyckie, metaforyczne – ponadczasowe. Każdy może się w nim przejrzeć i zobaczyć jakiś fragment własnej historii.


„Rut… Za zasłoną”

Scenariusz i reżyseria: Monika Braun
Redakcja tekstu w języku angielskim: Rachel McCrum
Muzyka: Igor Pietraszewski
Aranżacje muzyczne: Tomasz Kasiukiewicz
Produkcja i realizacja dźwięku: Tomasz Kasiukiewicz, Tomasz Orszulak
Reżyseria światła: Monika Braun, Wojciech Maniewski
Scenografia: na podstawie obrazów Miry Żelechower-Aleksiun – Monika Braun
Multimedialny projekt scenografii: Iwona Skoczylas
Asystent scenografa: Jacek Timingeriu
Konsultacje głosowe: Ewa Głowacka-Fierek
Produkcja spektaklu: I DO PRODUCTION

Obsada: Anna Zubrzycki
Muzycy: Igor Pietraszewski, Tomasz Kasiukiewicz

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty