Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Lungu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dan Lungu. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2019

Dan Lungu: Humor jest cechą mojej osobowości /wywiad/

Z autorem niezwykłej książki „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” rozmawiam o jego zamiłowaniu do opisywania świata, który jest mu bliski, a jednocześnie intrygujący, o dziecięcej wrażliwości i wyobraźni, a także o roli humoru w literaturze.

Dan Lungu, Göteborg, 2013, fot. Wikipedia

Barbara Lekarczyk-Cisek: Kiedy odkrył Pan w sobie pisarza?

Dan Lungu: Myśl o tym, że zostanę pisarzem, nie pojawiła się nagle – to był proces. Kiedy nauczyłem się porządnie pisać i czytać, najchętniej spędzałem wolny czas na pisaniu opowiadań i wierszyków. Wolałem to od zabaw z rówieśnikami. Dopiero w liceum zdałem sobie sprawę, że pisanie mogłoby być dla mnie dobrym sposobem na życie. Nie miałem jednak większych złudzeń, że będzie to łatwe. Był początek lat 90. i możliwości publikowania były znikome. Przejrzałem jednak swoje wcześniejsze pisarskie próbki i uznałem, że to mógłby być dobry początek.

Pańska pierwsza powieść ukazała się w 2004 roku, kiedy był Pan już po studiach. Nosi charakterystyczny długi tytuł: „Raj dla kur. Fałszywa powieść o plotkach i cudach”. Czy jest zapowiedzią typowych dla Pańskiego pisarstwa tematów i sposobów narracji – zamiłowania do absurdu i groteski?

Ta pierwsza powieść była w istocie moją trzecią, po tomach opowiadań, publikacją. Okoliczności jej powstania wiążą się z powrotem do domu na wakacje, po dłuższej nieobecności. Mój dom rodzinny znajduje się na przedmieściu małej miejscowości Botoszan. Zauważyłem wtedy, że na tej zapyziałej prowincji zaszły duże zmiany – zarówno w ludziach, jak i w otoczeniu. Znałem ich od dzieciństwa, wychowałem się tam, więc wpadłem na pomysł, żeby to opisać, szczególnie, że podobne zmiany zachodziły w całym kraju.
Najpierw myślałem, że napiszę opowiadanie i zdecydowałem się na humorystyczny ton, najbardziej mi bliski. Pomysł jednak rozrósł się do rozmiarów powieści. Jej głównym elementem konstrukcyjnym jest – jak w tytule – krążenie różnych plotek na temat ulicy, która jest głównym bohaterem tej historii. „Raj dla kur” tworzy z kolejną powieścią – „Jestem komunistyczną babą!” – rodzaj dyptyku, Obie opowiadają o transformacji z perspektywy zwykłego człowieka. W pierwszej bohaterem jest ulica i zbiorowość, a w drugiej – pojedynczy człowiek.

Czy kolejne, nietłumaczone na język polski, powieści: „Zapomnieć o kobiecie” oraz „W piekle spaliły się wszystkie żarówki” zapowiadają w jakiś sposób Pański sposób opowiadania o świecie, który odnajdziemy również w „Dziewczynce, która bawiła się w Boga”?

Jeśliby poszukiwać jakiegoś punktu wspólnego, to można by powiedzieć, że eksploruję temat Rumunii tuż po upadku komunizmu. Tytuł powieści „Zapomnieć o kobiecie” jest trochę mylący, ponieważ wątek miłosny nie jest tam pierwszoplanowy. Chodziło mi o to, aby opisać kondycję rumuńskiej prasy po zmianie ustroju. Natomiast drugim ważnym tematem, podjętym po raz pierwszy w literaturze rumuńskiej, jest wątek neo-protestantów. Był to świat dotychczas zupełnie nieznany i nieopisany.
Zawsze starałem się poruszać tematy rzadko podejmowane albo w ogóle nieobecne, a jednocześnie intrygujące i trudne. W powieści „Jestem komunistyczną babą!” piszę o nostalgii za komunistyczną przeszłością, natomiast we „W piekle spaliły się wszystkie żarówki” próbuję wykorzystać w sposób artystyczny język, który pojawił się po transformacji. Wcześniej tak nie mówiono.

W powieści „Jestem komunistyczną babą!” opisuje Pan wprawdzie zjawisko homo sovieticus, ale zarazem pokazuje, że na skutek transformacji ludzie zostali pozostawieni samym sobie, skrzywdzeni, bez pracy. Ich sentymenty na temat przeszłości mają głębsze uzasadnienie.

Rzeczywiście tak jest: nostalgia jest dla bohaterki i innych jej podobnych motorem działania. Świat, który przeminął, był w ich odczuciu uporządkowany, a życie miało sens, bo widzieli przed sobą przyszłość i czuli się potrzebni. Natomiast nowy świat, który charakteryzuje wielkie przyśpieszenie, ma zupełnie inne oczekiwania wobec ludzi. Trzeba się szybko zmieniać i dostosowywać do nowych wymagań, a oni tego nie potrafią. Stąd ich frustracje, poczucie niespełnienia, wykluczenia. Nic więc dziwnego, że patrzą w stronę przeszłości, w której czuli się bezpiecznie.

W Pańskiej najnowszej powieści zapada w pamięć szczególnie postać dziecka, z jego wrażliwością i wyobraźnią. Czy to pierwszy taki portret, czy też zdarzyło się Panu już wcześniej opisywać dziecięcy świat?

Dzieci pojawiały się już w moich krótkich formach narracyjnych. Robiłem to z zamysłem napisania czegoś większego, gdzie pokazałbym świat w perspektywie dziecka. To było prawdziwe wyzwanie, ale ja bardzo lubię wyzwania. Z jednej strony pojawił się nowy temat: emigracji zarobkowej i problemy z nią związane. Z drugiej – miałem możliwość eksploracji dziecięcego świata – z jego naiwnością i szczerością. Celem artystycznym, który sobie postawiłem, było oddanie dziecięcego języka.

Intryguje mnie, w jaki sposób udało się Panu tak wiarygodnie pokazać dziecięce portrety. Pańscy mali bohaterowie mówią charakterystycznym, zindywidualizowanym językiem, mają odpowiednią do swojego wieku wyobraźnię, której dają wyraz w zabawach, rozmowach i monologach wewnętrznych…

Część z tych opowiedzianych przeze mnie historii pochodzi z mojego własnego dzieciństwa, a inne powstały w rezultacie obserwowania dzieci. Bardzo lubię dzieci i z przyjemnością przysłuchuję się temu, co i jak mówią. Obserwuję, jak wyrażają swoje emocje, ale najbardziej interesuje mnie język, którym się posługują. Skoncentrowałem się na postaci Dobrusi, zaś pozostali bohaterowie dopełniają literacki obraz świata w taki, a nie inny sposób.

To zamiłowanie do dzieci jest odczuwalne podczas lektury. Co więcej, wszyscy możemy się w tych dziecięcych portretach odnaleźć. Wprowadza Pan np. drugoplanową postać Marka – małego chłopca, młodszego od Dobrusi – i pozwala mu opowiadać o sobie, nieśpiesznie, z wielką uwagą, choć postać ta niewiele wnosi do rozwoju fabuły. Liczy się właśnie radość obcowania, czy tak?

Istotnie, ta postać nie odgrywa większej roli w rozwoju akcji powieści. Wprowadziłem go po to, aby czytelnik mógł się zatrzymać, poobserwować dziecko, ale także zaobserwować relacje pomiędzy dziećmi. Tworzenie postaci Marka dało mi wiele radości i mam nadzieję, że udało mi się „zarazić” jego postacią czytelników.

Zdecydowanie tak! Pańską powieść przeczytała cała moja rodzina i każdy znalazł tam jakąś cząstkę siebie. Ważną rolę odgrywa w Pana powieści wszechobecny humor, który stanowi przeciwwagę dla rozgrywającego się dramatu. A może chciał Pan pokazać, że w życiu dramat splata się z komizmem?

Humor jest w gruncie rzeczy cechą mojej osobowości, a poza tym uważam, że pełni bardzo ważną rolę w literaturze, stając się źródłem pomysłów zarówno na poziomie stylu, jak i konstrukcji. Łatwiej jest opowiedzieć o sprawach trudnych lub nawet tragicznych ze szczyptą humoru. Podobnie jak to jest w teatrze, nie można ciągle trzymać widza w napięciu, bo może tego nie wytrzymać. W powieści „Dziewczynka, która bawiła się w Boga” starałem się ukazać, że ta sama sytuacja może być odbierana inaczej przez różne osoby – w zależności od tego, jakim poczuciem humoru obdarzeni są bohaterowie i jaki mają bagaż doświadczeń. Przykładem są postaci Letycji i Laury.

Tym niemniej wszystko zmierza ku dramatycznemu zakończeniu. Emigracja zarobkowa jest w Pana opowieści czymś zdecydowanie złym. Czy zakończenie powieści było jedynym, o którym Pan pomyślał, czy też może miał inne warianty?

O takim zakończeniu powieści myślałem od samego początku – jest mocny i wstrząsający, mimo że nic nie jest powiedziane wprost i nie wiadomo, jak potoczy się dalej ta historia. Powieść ma określoną konstrukcję – starałem się przygotować czytelnika na takie zakończenie, a zarazem nie pisać o tym literalnie. Powinien przeczuć zbliżający się dramat, ale jednocześnie to nie może być dla niego oczywiste, jednoznaczne.

Nad czym pracuje Pan obecnie i czy również stanowi to jakieś nowe, niełatwe wyzwanie, które Pan tak lubi?

O powieści można mówić w sposób naskórkowy, ale można też próbować wniknąć w jej jądro. W tym pierwszym rozumieniu moja aktualnie pisana powieść będzie próbą opisania zmian, które wydarzyły się na wsi rumuńskiej po transformacji. Jednak mój głębszy zamysł ma na celu nowe ujęcie tego pozornie nieatrakcyjnego i „przykurzonego” tematu. Wieś była w literaturze rumuńskiej przez wiele lat mocno eksploatowana. Mimo to chcę wrócić do tego pozornie zgranego tematu, aby opowiedzieć o nim innymi środkami wyrazu i w ten sposób odświeżyć go i tchnąć w niego życie. O wiele łatwiej jest napisać coś zupełnie nowego i odkrywczego niż zabrać się za temat tak mocno ograny. Tymczasem cała sztuka polega na tym, aby ten pozornie nudny i wyświechtany temat uczynić na nowo atrakcyjnym.

Domyślam się, że Pan już wie, jak to zrobić...

Tak, tak, mam już zamysł konstrukcyjny powieści, a nawet napisałem już jej część.

Wspaniale! Może kiedyś przeczytamy ją w polskim przekładzie.

(do Radosławy Janowskiej-Lascar, tłumaczki) Dzięki Pani znakomitemu tłumaczeniu wspaniałą powieść Dana Lungu „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” mogą poznać polscy czytelnicy. Co było najtrudniejsze w Pani pracy?



Radosława Janowska-Lascar, fot. z profilu na FB
Radosława Janowska-Lascar: Pozornie język, którym posługują się dorośli w tej powieści, jest łatwiejszy, bardziej przewidywalny. Natomiast język dzieci jest bardziej skomplikowany, także przez neologizmy czy inną składnię. Dan Lungu np. zamieszcza co tydzień na Facebooku kapitalne powiedzonka swojego syna, który ma dar tworzenia niesamowitych konstrukcji zdań. Mam także własne doświadczenia, nie tylko ze swoimi dziećmi, ale także z tłumaczeniem. Otóż parę lat temu pracowałam nad przekładem pierwszego tomu sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego, w której mnóstwo było neologizmów i nie tylko. Było to bardzo dobre ćwiczenie, które owocuje do dzisiaj.



Czy zdarzały się Pani mimo to kryzysy podczas pracy nad przekładem „Dziewczynki…”? Czy tak doświadczony tłumacz jak Pani miewa w ogóle takie momenty?

Prawdziwy artysta nie może być nigdy zadowolony z siebie w stu procentach, jak mawiał mój nauczyciel gry na flecie. Staram się to zdanie stosować w mojej pracy. To już moje czwarte tłumaczenie, a więc zdobyłam doświadczenie. Z drugiej strony jednak do każdej książki trzeba podchodzić z innym zamysłem, bo są bardzo różne. W przypadku „Dziewczynki…” miałam problem ze sceną w chatce Mamy-Złej, rozgrywającą się pod koniec powieści. Jakoś jej nie czułam, ale kiedy porozmawiałam o niej z autorem, pojęłam, jaką odgrywa ona rolę w powieści.
Tłumaczenie literatury nie jest moim głównym zajęciem. Traktuję je jako przyjemność – to jest miód na moje serce.

Dziękuję Państwu za rozmowę.

Wywiad przeprowadziłam w 2017 roku, przy okazji pobytu Dana Lungu we Wrocławiu. Publikowany jest po raz pierwszy.

środa, 19 czerwca 2019

Miesiąc Spotkań Autorskich we Wrocławiu. Gość honorowy: Rumunia

Od 3 lipca do 2 sierpnia 2019 roku portwa 20. edycja Miesiąca Spotkań Autorskich. Festiwal literacki odbywa się równolegle w pięciu miastach: we Wrocławiu, Brnie, Ostrawie, Koszycach i Lwowie. W tym roku gościem honorowym jest Rumunia.



W okresie od 3 lipca do 4 sierpnia 2019 r. w każdym z tych miejsc zostaną zorganizowane 62 spotkania z pisarzami i pisarkami pochodzącymi z Polski, Czech, Słowacji i Ukrainy (tzw. linia środkowoeuropejska), a także z autorami z kraju będącego gościem honorowym festiwalu – tym razem jest to Rumunia. Wszystkie spotkania odbywają się w Mediatece, Pl. Teatralny 5.
Szczegółowy program znajdziecie TUTAJ.

Szczególnie polecam nast. pisarzy :-)



Varujan Vosganian, nagrodzony Angelusem 2016 autor "Księgi szeptów": 19. 07. piątek – 20:30

Varujan Vosganian, fot. MSA



Lucian Dan TeodoroviciNagroda im. Natalii Gorbaniewskiej za powieść "Matei Brunul: 22. 07. poniedziałek – 20:30 

Lucian Dan Teodorovici, fot. MSA


Dan Lungu, autor powieści "O dziewczynce, która bawiła się w Boga": 25. 07. czwartek – 20:30

Dan Lungu, fot. MSA

informacja prasowa

czwartek, 14 września 2017

Dan Lungu: "O dziewczynce, która bawiła się w Boga" /recenzja książki/

Tytuł powieści „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” brzmi jak przypowieść albo baśń.  Dan Lungu opisuje jednak w taki paraboliczny sposób historię najnowszą, oddając niejako głos swoim bohaterom i stając się – jakby powiedziała Swietłana Aleksijewicz – kronikarzem ich dusz.

Okładka powieści, Wydawnictwo Amaltea


Renesans rumuńskiej kultury

Nie sądziłam, doprawdy, że kolejna powieść rumuńskiego pisarza (po Lucianie Dan Teodorovici i Cristianie Teodorescu) okaże się fascynująca do tego stopnia, że poświęcę noce, nie mogąc się od niej oderwać. Uwielbiam ten rodzaj uwiedzenia, znany mi jeszcze z dzieciństwa, ale zdarzający się, niestety, coraz rzadziej. To stan, w którym lektura książki tak dalece człowieka pochłania, że czas przestaje płynąć, a świat zewnętrzny istnieć… Tym razem sprawiła to powieść Dana Lungu, choć zupełnie się tego nie spodziewałam. Jakże szczęśliwie się myliłam!

Muszę także wyznać, że to już trzecia pozycja rumuńskiej literatury współczesnej, po „Matei Brunulu” Luciana Dan Teodorovici oraz „Medgidii” Christiana Teodorescu, która zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie. Zaczynam więc podejrzewać, że stałam się admiratorką tej – słabo mi dotąd znanej – kultury. Trzeba bowiem dodać do tego obejrzany niedawno film „Sieranevada” Cristi Puiu czy wcześniej – filmy Cristiana Mungiu. Cóż za potencjał! Dopiero teraz przestała mi się kojarzyć wyłącznie z nazwiskami emigrantów: Tristanem Tzarą, Eugen Ionesco, Emilem Cioranem czy Mircea Eliade.

Wracając jednakże do literatury, trzeba podkreślić, że zarówno Teodorovici, jak Teodorescu czy nagrodzony ostatnio Angelusem Varujan Vosganian (z pochodzenia Ormianin) to zupełnie odrębne światy, zarówno w sferze tematyki, jak i formy. Teodorovici rozlicza się z komunizmem, używając do tego metafory teatru lalek, Teodorescu opowiada o wielkiej historii posługując się metaforą małego miasteczka i jego mieszkańców oraz wplatając w tę opowieść osobisty wątek. Voscanian natomiast pisze epopeję o zagładzie Ormian, używając języka pełnego obrazów i metafor, trochę tak, jak Orhan Pamuk. A jaka jest proza Dana Lungu?

Dan Lungu – kronikarz ludzkich dusz


Otóż Dan Lungu, znany w Polsce z powieści Jestem komunistyczną babą!, opisuje historię najnowszą, w której głównym tematem jest emigracja zarobkowa, a czyni to oddając głos swoim bohaterom i stając się – jakby powiedziała Swietłana Aleksijewicz – kronikarzem ich dusz.
Autor „Dziewczynki, która bawiła się w Boga” jest z zawodu socjologiem, co sprawia, że pisze kompetentnie o tym, co stało się w Rumunii po transformacji, ale jednocześnie – dzięki swojej wrażliwości i talentowi literackiemu – tworzy wiarygodne i interesujące ludzkie portrety, w tym portrety dzieci.
Co czuje dziecko, kiedy zostaje pozbawione rodzicielskiej opieki? Jak przeżywają rozstania dorośli? Otóż wszyscy, bez wyjątku, ponoszą głęboki uszczerbek, którego nigdy nie da się wyleczyć, bo nie można „odrobić” tego, co się utraciło.

Z punktu widzenia dziecka


Tytułowa dziewczynka ma na imię Dobrusia i jest wychowywana przez dziadków, ponieważ matka wyjechała zarobkować do Włoch, a ojciec wraz ze starszą córką wyprowadził się od teściów i zupełnie się nią nie interesuje. Dziewczynka żyje w świecie wyobraźni, bo tylko dzięki temu ma poczucie, że panuje nad sytuacją i własnym życiem. Lungu bez trudu wchodzi w dziecięcy świat swojej bohaterki. I nie tylko jej.
Jego narracja jest nieśpieszna – doskonale wie, że to, co najważniejsze, dzieje się wewnątrz człowieka i że wszelkie działania są tego pochodną. Toteż wraz z nim wchodzimy w świat dziewczynki, która nie tylko wyobraża sobie, że ma wpływ na życie otaczających ją ludzi, ale przede wszystkim możemy odczuć na nowo ten rodzaj wrażliwości i wyobraźni, który jest dla dziecka charakterystyczny, a który większość z nas na ogół traci bezpowrotnie. A wygląda to na przykład tak, że wracając ze szkoły, Dobrusia wyobraża sobie, jakby to było, gdyby wydobywający się z komina domu dziadków dym nie tylko tworzył zawijasy w kształcie litery „S”, ale również całe zdania w rodzaju:

„Uwaga, Babunia jest w złym humorze” albo „Witamy cię w domu, Dobrusiu”.

A kiedy matka oznajmia jej, że musi wyjechać, Lungu pisze, że „Dusza uwierała ją jak duża i ciepła kulka, a łzy szczypały w policzki”. Dzieci pozostawionych przez jedno albo oboje  rodziców jest zresztą wiele. Skala zjawiska jest tak duża, że dzieci zamiast indywidualnych imion, noszą nazwy państw, do których wyemigrowali ich bliscy. Nazywają się więc Włochami czy Hiszpanami, a zamiast miłości otrzymują paczki. Charakterystyczne zabawy najdobitniej mówią o ich stanie ducha.
Mały Marek, znajomy Dobrusi, ciągle chce bawić się w dom i wyznacza jej rolę matki. Młodszy od niej, żyje jeszcze bardziej zanurzony w swoim świecie. Opowiada bez przerwy różne historie tak wspaniale i mają one tzw. drugie dno, że aby je zrozumieć, trzeba przytoczyć choćby mały fragment:

Kiedy dajesz kwiatom wodę, musisz się uśmiechać, bo inaczej siedzą obrażone cały dzień i łysieją. (…) Ten kwiat jest dziadkiem pozostałych kwiatów i wszystkie go słuchają. Płaczące dzieci nie rosną i całe życie chodzą z gilami zwisającymi z nosa. On nie płacze, jest odważny jak tato, który walczy z bakteriami w dżungli.

Niekiedy pisarz rezygnuje z mowy pozornie zależnej, przytaczając dosłownie sposób mówienia dziecka, gdy zwierza się ono ze swoich lęków:
Ty umalnęłaś, ale u mnie było gozej… W nocy psysedł do mnie do pokoju wielki Kocul i zjadł mi wszystkie samochodziki.

Ta opowieść chłopca jest bardzo długa i pozornie nie wnosi niczego do głównego wątku, a jednak pisarz w jakimś sensie daje dziecku przestrzeń, aby wreszcie mogło opowiedzieć o swoich lękach, problemach i marzeniach. Jakby on jeden rozumiał, jakie to ważne, nikt bowiem z otoczenia chłopca tego nie słucha… Nawet Dobrusia – choć to pokrewna dusza – zasypia, przytłoczona własnymi zmartwieniami.

Z punktu widzenia dorosłego

Ale nie tylko dzieci próbują sobie wyjaśniać świat. Robią to także dorośli. Oczywiście, nie wszyscy i nie w taki sam sposób. Pozostawiony przez żonę wujek Miron, obsesyjnie opowiada Dobrusi o zwierzęcych i owadzich matkach, czułych i opiekuńczych, nie rozstających się ze swymi dziećmi nawet na chwilę, gotowych za nie umrzeć. Z jego opowiadań wynika, że coś niedobrego dzieje się w świecie ludzi, którzy zachowują się tak, jakby zatracili ów wrodzony instynkt.

Lungu próbuje także wejść w świat tych, którzy wyjechali – zrozumieć, co czują i co przeżywają. Pierwszoplanową postacią jest Letycja – matka Dobrusi, ale pojawiają się też w związku z nią inne postaci, których losy dopełniają obraz złożonego zjawiska zwanego emigracją zarobkową. Jest w tych opowieściach nie tylko to, o czym na ogół wiemy: upokorzenia, ciężka praca, coraz bardziej słabnący kontakt z bliskimi, życie skromne i często w zawieszeniu. Jest także to, co u tego wrażliwego pisarza najistotniejsze: współczująca obserwacja tego, co dzieje się z człowiekiem pod wpływem takiego doświadczenia.

Letycja trafiła stosunkowo dobrze: opiekuje się starszą panią, która traktuje ją z sympatią i szacunkiem. Jej krewni są już inni, ale mimo wszystko kulturalni i przyzwoici. Nie zmienia to jednak faktu, że kobieta doświadcza licznych rozterek i czuje się upokorzona. Począwszy od tego, że jako Rumunka jest postrzegana przez cudzoziemców jako gorszy gatunek człowieka, a jej chlebodawczyni pyta ją nawet o to, czy umie czytać, bo sądzi, że jest analfabetką, a skończywszy na rozważaniach, czy to wszystko ma sens. Nawet wówczas, kiedy okazuje się, że włada nieźle francuskim, jest wykształcona i szybko nauczy się włoskiego, jej poczucie „gorszości” pozostanie, a tęsknota i przeczucie, że dzieje się coś nieodwracalnego, nie przestaną jej dręczyć. Fakt, że otrzymuje pensję będącą równowartością swoich półrocznych zarobków w Rumunii, przywodzi ją najpierw o zawrót głowy, a potem pojawiają się smutne refleksje o zmarnowanych w biedzie latach, braku perspektyw.

Ta koperta – czytamy – uświadomiła jej w jednej chwili, że prowadziła życie niewolnika, larwy, wołu w jarzmie. Płakała nad zapomnianą radością, nad straconym życiem, nad brakiem perspektyw zduszonych przez biedę. (…) Płakała, bo wydało jej się niesprawiedliwe, że jedni rodzą się w Rumunii, a inni we Włoszech, Hiszpanii czy Ameryce.

Wprawdzie zarobione przez nią pieniądze pozwolą na spłacenie długu mieszkaniowego, a rodzicom – na remont starego domu, ale ona sama żyje niezwykle skromnie, wysyłając każdy zarobiony grosz do kraju. Przeżywa tęsknotę, samotność i ma poczucie, że to czas stracony, jeśli chodzi o relacje z bliskimi. Oddalają się od siebie w sposób nieuchronny i nieodwracalny. Wszystko zmierza ku katastrofie. Nie tylko w jej rodzinie, także w innych.

Dan Lungu nie daje żadnej nadziei, choć bardzo byśmy tego pragnęli. A przede wszystkim pragnęliby tego jego bohaterowie. Tytuł powieści „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” brzmi jak przypowieść.  I w jakimś sensie nią jest, a jej przesłanie jest mądre i jednoznaczne: emigracja zarobkowa jest złem, a pieniądze okupione ciężką pracą, samotnością i osobistym nieszczęściem, nie dają szczęścia również tym, którzy nimi dysponują..

Świat zaklęty w języku

Chciałabym także zwrócić uwagę na walory artystyczne samej powieści i jej tłumaczenia. Otóż przedstawione postaci – a jest ich niemało, zarówno dzieci jak i dorosłych – to nie tylko osobne, fascynujące światy, ale także różne narracje – zindywidualizowane i jakże prawdziwe. To poprzez język postaci przebija ich duchowość, ich świat wewnętrzny i dzięki temu poruszone zostają w czytelniku najgłębsze struny jego wyobraźni i współczucia. 

Wypada tylko ubolewać, że taki „kronikarz duszy” nie objawił się w polskiej literaturze współczesnej. Próby w rodzaju „My zdies` emigranty” Manueli Gretkowskiej to jednak nie ten kaliber.

Na koniec pragnę skierować wyrazy uznania do tłumaczki – Radosławy Janowskiej-Laskar, której talentowi translatorskiemu zawdzięczamy kolejne literackie odkrycie. A język tej powieści był z pewnością dużym wyzwaniem. 

Powieść Dana Lungu: „O dziewczynce, która bawiła się w Boga” ukazała się w Wydawnictwie Amaltea, w przekładzie Radosławy Janowskiej-Lascar.



Wywiad z pisarzem znajdziecie TUTAJ.



Dan Lungu (ur. 5 września 1969, Botoszany, Rumunia) – rumuński pisarz i dziennikarz. Ukończył studia filozoficzne, ma również doktorat z socjologii. Pracuje jako wykładowca socjologii na Uniwersytecie w Jassach (Rumunia) i redaktor paryskiego magazynu „Au Sud de l’Est”. W latach 2001–2002 był redaktorem naczelnym pisma kulturalnego „Timpul” („Czas”). Opublikował zbiory opowiadań i wierszy, jest także autorem sztuk teatralnych, powieści oraz prac z zakresu socjologii. Na podstawie powieści Jestem komunistyczną babą! powstaje film w reżyserii Stere Gulei.

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty