Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Mickiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Adam Mickiewicz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2026

Refleksje o wystawie "Zanim stał się epopeją" w Muzeum Pana Tadeusza

Tylko do końca maja można zwiedzać unikalną wystawę zatytułowaną "Zanim "Pan Tadeusz" stał się epopeją". Wprawdzie "rękopisy nie płoną", ale nie można ich zbyt długo naświetlać. I to takie rękopisy! Oprócz manuskryptu mickiewiczowskiego arcydzieła, na wystawie w Muzeum Pana Tadeusza zgromadzono cenne eksponaty, które wypożyczono z Muzeum Narodowego w Krakowie, Biblioteki Polskiej w Paryżu, Ośrodka Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II oraz z Centralnego Archiwum Historycznego Ukrainy we Lwowie. Rękopisom poematu oraz listom poety i przyjaciół Adama Mickiewicza towarzyszą osobiste pamiątki, m. in. tabakierka, szkło powiększające, kałamarz, pierścień i zegarek, który poeta miał ze sobą w chwili śmierci. TAKĄ ekspozycję trzeba odwiedzić obowiązkowo!

Hebanowa szkatuła, w której rodzina Tarnowskich przechowywała manuskrypt "Pana Tadeusza" w Dzikowie, oprawa wykonana w 1940 przez Aleksandra Semkowicza, manuskrypt epopei ze zbiorów Biblioteki Ossolineum, Oddziału ZNiO, fot. Piotr Jamski

Wystawa, będąca częścią stałej ekspozycji Muzeum Pana Tadeusza, opowiada przede wszystkim o okolicznościach, w jakich powstawał poemat. Dowiadujemy się o tym z listów poety do i od przyjaciół, a także z ich relacji spisanych po latach. Dzięki listom Adama Mickiewicza do Antoniego Edwarda Odyńca, brata Franciszka, Bohdana Zaleskiego do syna poety czy wspomnieniom Ignacego Domeyki możemy odtworzyć atmosferę i proces powstawania epopei, a także źródła inspiracji. Rękopisom towarzyszą zdjęcia i portrety.

Adam Mickiewicz pisał „Pana Tadeusza” w latach 1932-34. Początkowo zakładał, że będzie to dziełko niewielkie, rodzaj sielanki. W liście do przyjaciela Antoniego Edwarda Odyńca oznajmia w grudniu 1832:

Piszę teraz poema szlacheckie w rodzaju „Herman i Dorothea”, już ukropiłem tysiąc wierszy. Podoba  się bardzo szlachcie powstańskiej. Duch poetycki czuję w sobie. 

Duch poetycki nieprędko go opuścił, skoro w liście z maja 1833 roku,   adresowanym do poety i przyjaciela Stefana Garczyńskiego, napisze żartobliwie:

Skończyłem trzecią pieśń „Pana Tadeusza”. Zanosi się na długą chryję; dotąd dosyć dobrze udaje się.

Fragm. autografu Księgi I "Pana Tadeusza" z kolekcji Ambrożego Grabowskiego ze zbiorów Centralnego Państwowego Historycznego Archiwum Ukrainy we Lwowie, fot.-Mirek-Koch

W lipcu zaś  informuje swego brata Franciszka, że sprzedał rękopis nowego poematu za 4 tys. franków swemu wydawcy Aleksandrowi Jełowieckiemu, choć poemat był dopiero częściowo napisany.  W tym czasie Mickiewicz jedzie do  Bex w Szwajcarii i opiekuje się umierającym na suchoty Garczyńskim. Nie jest to z pewnością czas sprzyjający pisaniu. Wątek związany z tym nieco już zapomnianym poetą również odnajdziemy na wystawie. 

Roboty moje całkiem teraz przerwane. Łatwo zgadniesz, iż przy odgłosie kaszlu i patrząc ciągle na cierpienia Stefana nie podobna myślić o pisaniu, a nawet czytaniu  – donosi w liście do Ignacego Domejki. Po śmierci Stefana Garczyńskiego we wrześniu 1833 r. równie trudno mu było powrócić do pisania, odchorował bowiem cierpienia i śmierć przyjaciela:

Byłem od przyjazdu z Szwajcarii często chory. Wiesz smutek wielki, który mię spotkał  – napisze w liście do brata Franciszka. Ale już wkrótce wraca do pracy pisarskiej, która ma błogosławiony wpływ na jego samopoczucie:

Przybyłem do Paryża z chorobą – napisze do Antoniego Edwarda Odyńca w liście z 13 listopada 1833 r. – która mi przez kilka miesięcy dokuczała (…) jestem znowu zdrów i świeży. Wziąłem się do roboty, wychodzę rzadko, piszę a piszę. Piątą pieśń „Tadeusza” skończyłem.

Kałamarz z brązu należący do Adama Mickiewicza. Własność: Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, fot. Piotr Jamski

I tak, obcując z oryginałami listów i relacji oraz towarzyszącym im portretami i osobistymi pamiątkami, wchodzimy głębiej w świat, w którym powstawało arcydzieło. Oczywiście, wtedy tak o "Panu Tadeuszu" nie myślano. Świadczą o tym historie związane z korektą dzieła. Otóż zanim dotarł do rąk oficjalnego korektora Bogdana Jańskiego, był odczytywany w obecności przyjaciół. Przywołajmy znowu Zaleskiego:

Adam z piórem w ręku sam czytał „Pana Tadeusza”, księgę po księdze, a kiedy uczuwał zmęczenie, odsuwał rękopis ku Witwickiemu albo ku mnie do czytania. Z początku branie inicjatywy tej cenzorskiej szło twardo; ten to ów bąkał jednak uwagi, które Adam po krótkim namyśle, uznawał za niesłuszne lub też słuszne i natychmiast własnoręcznie mazał lub podkreślał poprawki: a czynił to z nieocenioną skromnością i nawet z pokorą. Nieraz w czasie czytania, wyrywał mi rękopis i przekreślał piękne wiersze bezlitośnie. Wypraszaliśmy je jak najwymowniej od śmierci.

Podczas pisania epopei Mickiewicz pomieszkiwał u Ignacego Domeyki, który widząc, że część autografu została przepisana „na czysto”, brudnopis „odkradł Adamowi”. Co więcej, część tej wersji brudnopisu rozdał przyjaciołom...

Książka-kucharska, którą Adam Mickiewicz zabrał z sobą na emigrację,własność ZNiO,
fot.-Karolina-Okrzesik

Wystawa prezentuje także dzieje rękopisu "Pana Tadeusza", w szczególności wątek dzikowski, ponieważ manuskrypt na dłużej znalazł się w posiadaniu rodziny Tarnowskich. W roku 1871 został sprzedany przez syna Poety Stanisławowi Tarnowskiemu, profesorowi i rektorowi Uniwersytetu Jagiellońskiego, historykowi literatury. Pod jego pieczołowitą opieką rękopis zyskał ozdobną szkatułkę, w której go przechowywano. Została wykonana na zamówienie w 1873 roku przez lwowskiego artystę Józefa Brzostowskiego, a na wystawie znajduje się obecnie jej oryginał w towarzystwie samego manuskryptu (na co dzień w Muzeum udostępnia się kopie). We wrześniu 1939 roku autograf „Pana Tadeusza” przekazał jako depozyt Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Lwowie syn Zdzisława - Artur, ostatni właściciel kolekcji dzikowskiej. 

Rękopis przyszedł do Lwowa w bardzo ciężkim momencie, w momencie walk i ostrzeliwań, kiedy do Biblioteki trafiło szereg rozmaitych przesyłek (…) – wspomina Janina Kelles-Krauz, kierowniczka Działu Czasopism Biblioteki ZNiO. Między innymi przybyła i paczka dzikowska, niepozorna, rękopis opakowany był w poduszki pokryte skórą, tak że nie wiedziało się, co się w niej znajduje.

W ten sposób rękopis znalazł się we Wrocławiu. Jeszcze wcześniej, w styczniu 1940 roku został poddany konserwacji i oprawiony przez Aleksandra Semkowicza. Ponadto władze sowieckie rękopis znacjonalizowały i przekazały na własność Zakładowi Narodowemu. Pod koniec 1949 roku, kiedy znajdujące się już we Wrocławiu Ossolineum zostało podporządkowane bezpośrednio Urzędowi Rady Ministrów, Pełnomocnikiem Rządu do Spraw Ossolineum został ponownie Jerzy Borejsza.

Srebrna tabakiera należąca do Adama Mickiewicza, własność: Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, fot. Piotr Jamski

Antoni Knot – dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich od 1947 roku – wspomina, że w momencie odnalezienia autografu jego sytuacja prawna była dość skomplikowana, toteż nie od razu podano fakt jego odnalezienia do publicznej wiadomości. Stało się tak dlatego, że zbiory dzikowskie zostały przyznane Bibliotece Jagiellońskiej. Prof. Knot rozpoczął starania, skutkiem których Decyzją Rady Ministrów autograf „Pana Tadeusza” został przyznany Ossolineum. 

Sprawa rękopisu „Pana Tadeusza” ożyła 5 listopada 1999 roku. Tego dnia bowiem Jan Artur Tarnowski – prawowity właściciel rękopisu – podpisał akt notarialny, na mocy którego rękopis został sprzedany miastu Wrocław, a następnie przekazany na własność Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich. Jan Tarnowski wycenił bezcenny rękopis za sumę 600 tysięcy dolarów, z czego miasto zapłaciło 200 tysięcy, resztę rodzina Tarnowskich potraktowała jako darowiznę.

Wędrując po wystawie w towarzystwie Ewy Benesz, od lat 70. recytującą "Pana Tadeusza", którego zna na pamięć (robiła to także we Włoszech – po włosku!), jej asystenta Vincenzo Pennella, który napisał o jej "Panu Tadeuszu" pracę magisterską oraz pracującej w Muzeum adiunkt Magdy Sudoł, która była naszym cicerone, czułam, że uczestniczę w czymś, co można by nazwać spełnieniem losu. Wszystko było "tak jak trzeba": rękopis, mimo burzliwych dziejów, spoczywał bezpiecznie w gablocie muzeum, które stało się jego nowym domem. 

Album Jadwigi Wolskiej z wpisami znanych pisarzy z lat 1849-1858, z wklejoną kartą "Pana Tadeusza", Zbiory Muzeum Literatury, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

P.S. Wystawa została przygotowana z okazji ogłoszenia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Roku Józefa Maksymiliana Ossolińskiego oraz Roku Ossolineum ogłoszonego przez Radę Miasta Wrocławia.

Zanim "Pan Tadeusz" stał się epopeją
30 kwietnia 2026–31 maja 2026

wernisaż: 30 kwietnia 2026, godzina 17.00

kuratorka: Justyna Zimna

aranżacja i scenografia: Magdalena Subocz

sobota, 5 listopada 2022

Orientalizm w literaturze i sztuce

Czerpanie inspiracji w myśli  Wschodu, pojmowanej jako mądość  tajemnicza, mistyczna, nie zaś racjonalistyczna, pojawia się w różnych epokach, z różnym natężeniem. W  polskiej kulturze - głównie w okresie romantyzmu i Młodej Polski. Motyw orientu pojawia się w twórczości Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Kazimierza Tetmajera. Ale nie jest to tylko polska specjalność, czego dowodzi twórczość Hermanna Hessego. Tematyką orientalną zajmowała się większość naszych malarzy w XIX wieku, w tym tak znanych, jak Józef Brandt, Juliusz Kossak, Jan Matejko, Piotr Michałowski.

Juliusz Kossak, Farys, 1928, fot. Artinfo.pl


Czym jest orientalizm?

Orientalizm to prąd kulturowy, czerpiący inspiracje z kultury szeroko pojętego Wschodu, najczęściej rozumianego jako kraje należące do kręgu kultury islamskiej, a więc Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej. Obejmuje także Krym i Kaukaz, Grecję oraz Mauretańską Hiszpanię. Wschód jest tutaj rozumiany nie geograficznie, lecz jako wzór kulturowy opozycyjny wobec Zachodu z jego tradycją klasyczną i myślą  racjonalistyczną.  

Orientalizm cechuje się pędem do prymitywizmu, do dziewiczej przyrody i do naturalnego człowieka, którego obraz się zmienił. W przeciwieństwie do egzotyzmu, gdzie chodzi o uchwycenie kolorytu lokalnego, na plan pierwszy wysuwają się elementy etnograficzne i podróżnicze. Łączy orientalizm z egzotyzmem postawa eksperymentalna, poznawcza oraz przekonanie, że odkrycie nowego świata prowadzi do odkrycia nowych stron psychiki ludzkiej. W orientalizmie owe nieznane strony świata i człowieka są z góry określone jako ukryta mądrość pozarozumowa najstarszej tradycji, wiecznie twórcza głębia.

Sposoby pojmowania orientalizmu

Dla pewnej systematyzacji można wyróżnić kilka podstawowych, często komplementarnych, ujęć orientalizmu:

Po pierwsze, Wschód bywa pojmowany jako kraj tajemniczej, mistycznej, nie zaś racjonalistycznej mądrości i pogodzonych przeciwieństw. Przykład takiego ujęcia odnajdziemy w prozie Hermannna Hessego.

Po drugie, jest to  Wschód pustyni, zemsty, samotności. To obszar leżący jakby poza światem rzeczywistym, poza normami moralnymi, któremu rysów dostarcza wschód arabski.

Takie ujęcie orientalizmu odnajdziemy w „Giaurze” George`a Byrona.

Po trzecie,  Wschód bywa często terenem podróży poznawczej, częścią edukacji kulturalnej. Podróż ta pociąga często za sobą głębszy, ukryty sens, czego przykładem może być J. Słowackiego „Podróż z Neapolu do Ziemi Świętej”.

Po czwarte,  Wschód jawi się często  jako synonim przeżycia wewnętrznego. Towarzyszą temu przeciwstawienia kulturowe: Wschód – Zachód, racjonalizm – irracjonalizm, powierzchnia – głębia itd. Zacierają się tu na ogół granice między rzeczywistym a fantastycznym, realnym a nierealnym – jak to ma miejsce w „Podróży na Wschód” Hermanna Hessego.  Podróż jako synonim owych przeżyć wewnętrznych – wędrówkę, a także szalony bieg, w którym pokonuje się wszelkie ograniczenia odnajdziemy w „Farysie” A. Mickiewicza.

Wschód może też być traktowany jako malowniczy teren wojen i rozgrywek politycznych, tło romantycznej epiki, a także jako malownicza dekadencja, „ginący świat”, jak „Agaj-Han” Zygmunta Krasińskiego.

Dzieje motywu

Zainteresowanie Wschodem pojawia się już w literaturze antycznej, jednak największy rozkwit przeżywa w okresie romantyzmu. Obok ludowości, orientalizm stał się jednym z podstawowych atrybutów literatury romantycznej, znajdując wyraz w krytyce Friedricha Schlegla i twórczości najwybitniejszych pisarzy epoki. „Giaur” Byrona, „Sonety Krymskie” Mickiewicza, „Podróż z Neapolu do Ziemi Świętej” i "Ojciec zadżumionych"  Słowackiego są tego nurtu najlepszym przykładem. 

Orientalizm dotyczył nie tylko literatury, ale także sztuk plastycznych. W wyniku coraz większego udziału artystów w wyjazdach na Wschód wykształcił się w XIX wieku typ malarzy – orientalistów - podróżników zajmujących się tematyką wschodnią. W większości wypadków artyści wykonywali na miejscu jedynie szkice z natury, bądź akwarele. Było to podyktowane warunkami, w jakich przyszło im pracować. Malowanie farbami sprawiało im trudności, gdyż szybko wysychały  w wysokich temperaturach.

Antoine-Jean Gros, Napoleon odwiedza zadżumionych w Jaffie, 1804, Luwr

Jednym z pierwszych wydarzeń politycznych, które obudziły zainteresowanie Wschodem był podbój Egiptu przez Napoleona w 1798r. Egipt stał się jednak znany w Europie dzięki obrazom takich artystow jak „Napoleon odwiedzający zadżumionych na Jaffie” Antoine’a – Jean Grosa, czy też Jean Leon Gerome’a „Edyp”. Innym wydarzeniem politycznym, które skupiło uwagę Europejczyków na Wschodzie, była walka Greków o niepodległość, ciągnąca się od 1821 – 1830. W sztuce najwybitniejszym przykładem zainteresowania wojną grecką były obrazy Eugene Delacroix „Grecja na ruinach Missolungi” i „Rzeź na Chios”. Zainteresowanie Wschodem w Europie wywołały wreszcie wydarzenia w północno – zachodniej Afryce, wiążące się z kolonizacją Maghrebu przez Francuzów. Do Afryki Północnej zaczęło się wyprawiać coraz więcej malarzy francuskich, wśród nich Eugene Delacroix. W wyniku tej podróży powstał słynny obraz „Kobiety z Algieru”, który przyczynił się w dużej mierze do spopularyzowania orientalizmu we Francji, a za jej przykładem w innych krajach Europy. Bardzo popularna była twórczość Jean-Leon Gerome`a . Jego przedstawienia haremów, sprzedaży niewolnic, scen ulicznych, wnętrz meczetów były szeroko znane i naśladowane. Jego działalność artystyczna i pedagogiczna miała także wpływ na upowszechnienie podróży na Wschód, ponieważ artysta ten zalecał swoim uczniom bezpośredni kontakt z Orientem – dla poszukiwania tematów i doskonalenia warsztatu.

Polski orientalizm

Polski orientalizm, w porównaniu z jego odpowiednikami w innych krajach europejskich, cechowało większe koncentrowanie się artystów na zewnętrznych aspektach życia wschodniego. Wiązało się to ze słabszą znajomością realiów przedstawianych krajów, z którymi artyści stykali się na ogół w czasie krótszych lub dłuższych podróży. Charakterystyczne dla orientalizmu w sztuce polskiej są wyobrażenia jeźdźców wschodnich: Turków, Tatarów, Kozaków, Kurdów, Czerkiesów, które występują już w twórczości Aleksandra Orłowskiego, Januarego Suchodolskiego i Piotra Michałowskiego, w malarstwie Tadeusza Ajdukiewicza, Józefa Brandta.  Szczególnie znane, są przedstawienia Farysa, bohatera poematu Adama Mickiewicza o tym tytule. Jego pierwowzorem był Wacław Rzewuski (1785–1831), postać niezwykle barwna w naszych dziejach. Słynny podróżnik, który spędził część swego życia wśród Arabów, przybrawszy tytuł emira i zwyczaje Beduinów, należał do najwybitniejszych znawców Orientu i miłośników koni arabskich w Polsce. Jako Farysa przedstawiali go January Suchodolski, Juliusz Kossak (1824–1899), Henryk Pillati (1832–1894), Stanisław Fabijański (1865–1947). Jego przygody opisane w Dumie o Wacławie Rzewuskim przez Juliusza Słowackiego zilustrował Jan Rosen (1854–1936). Portret, wzorowany na litografii Piotra Le Bruna, wykonał Kazimierz Żwan (1792–1858), natomiast wśród Arabów ukazał go Tadeusz Ajdukiewicz.

Adam Mickiewicz: Farys - podróż wewnętrzna ku mistycznej mądrości

Podtytuł  utworu „Kasyda na cześć emira Tadż-Ul-Fechra ułożona” nawiązuje do arabskiej formy utworu, który jest pochwałą lub krytyką jakiejś osoby, w tym wypadku Wacława Rzewuskiego, który przybrał takie imię.

Choć  słowo farys oznacza muzułmańskiego jeźdźca, wojownika (mameluk), odpowiednika europejskiego rycerza, u Mickiewicza przypomina raczej romantycznego szaleńca. Jego ped ku nieskończoności, ku gwiazdom, ma cechy podróży symbolicznej, nierzeczywistej, której prawdziwym celem jest pokonanie ludzkich ograniczeń. Mickiewicz przywołuje obraz bezkresnej pustyni, stwarza romantyczną grozę, posługując się takimi charakterystycznymi znakami jak: czarny koń, groźne głazy, sępy, martwe karawany.

Symbolizują one śmierć, przemijanie i wzbudzają lęk. Orientalny krajobraz został przywołany za pomocą pustynnego pejzażu i martwej karawany. Nie widzimy bohatera, który występuje w wierszu w pierwszej osobie. Oznacza to, że każdy może się z nim utożsamić. Możemy się domyślić, że pęd Farysa ku nieskończoności odbywa się w istocie w wyobraźni. Świadczy o tym brak konkretnych realiów: odrealniony krajobraz oraz sceny, w których bohater protestuje przeciw kolejnym ograniczeniom, pokonuje je i zwycięża. Podróż wewnętrzna bohatera ma na celu osiągnięcie pełnej wolności. W tym znaczeniu podróż Farysa ma cechy uniwersalne, oznacza bowiem tęsknotę każdego człowieka do pełni i prawdziwej wolności. Wiersz ten jest przykładem takiej formy orientalizmu, w której szalony bieg symbolizuje wewnętrzne zmagania i kończy się osiągnięciem jakiejś tajemniczej, mistycznej mądrości i pogodzonych przeciwieństw. Szaleństwo romantyczne oznacza zawsze przekraczanie granic, transgresję.

January Suchodolski Farys, Muzeum Narodowe w Poznaniu,
fot. Pinakoteka Zaścianek, domena publiczna

To właśnie wiersz Mickiewicza, a nie bezpośrednio biografia Wacława "Emira" Rzewuskiego, stał się inspiracją malarzy. Interesujące są zwłaszcza różne ujęcia bohatera literackiego.

Obrazy Suchodolskiego, ukazujące Mickiewiczowskiego Farysa, są najwcześniejszymi jego przedstawieniami. Powyższy Suchodolskiego ukazuje jeźdźca wschodniego pędzącego na koniu przez pustynię. Malarz przedstawia Farysa w tym momencie, w którym omija on oazę i zbliża się do miejsc, w którym widnieją szkielety ludzi i zwierząt. Ubrany jest w  strój wschodni, jakby perski: głowę spowija turban, na który nałożony jest hełm, ma zbroję, w ręku dzierży łuk orientalny oraz strzałę, za pasem tkwi  jatagan (rodzaj noża).  Jest to raczej rodzaj kostiumu niż autentyczna szata wschodnia. Jeździec dosiada arabskiego konia, również zaopatrzonego na sposób wschodni: we wschodnie rzędy ozdobione frędzlami i strzemiona w typie tureckim. 

Juliusz Kossak, "Farys" , akwarela, Muzeum Narodowe, Kraków 

Podobnie wygląda jeździec na akwareli Juliusza Kossaka, ten jednak bardziej przypomina Beduina – z rozwianym płaszczem i twarzą na poły przesłoniętą szalem. Obraz utrzymany jest w tonacji żółci od bardzo jaskrawej do ciemnej przechodzącej w brąz. Jasnoróżowe, żółte i niebieskie plany gór i nieba tworzą tło dla pędzącego jeźdźca. Dzięki użyciu takich kolorów obraz wydaje się w odbiorze pogodny, co nie zgadza się z  intencją utworu, w którym panuje mrok i śmierć.

Juliusz Kossak, Farys, 1928, fot. Artinfo.pl

O wiele bliższy oryginałowi wydaje się być obraz Juliusza Kossaka, którego kolorystyka jest  utrzymana w ciemnych tonacjach, zgaszonej żółci i ciemnej zieleni, szarości i czerni. Centralną postacią obrazu jest człowiek tworzący jedno z rumakiem, równie czarny jak on. Na pierwszym planie widzimy szczątki zwierząt, a nad jeźdźcem unoszą się czarne kruki. Krajobraz zdaje się być odrealniony i niepokojący, a przez to bliższy romantycznej frenezji. Strój bohatera i łuk świadczy o tym, że jest uzbrojony i gotowy do walki. Nie widzimy jednak przeciwnika. Istotna jest sama postać i otaczająca ją mroczna tajemnica.

Słowacki podczas podróży na Wschód, rys. Zenona Brzozowskiego, 1837,
Muzeum Literatury w Warszawie


Juliusz Słowacki: "Podróż z Neapolu do Ziemi Świętej" - duchowe i artystyczne aspekty podróże

Orient fascynował nie tylko Mickiewicza. Pojawi się on także w wielu utworach Juliusza Słowackiego, ale sposób opisu, a także treści, które kryją się pod maską Wschodu, są odmienne. Najbardziej znaczącym już z samego tytułu jest „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu”. Genezy poematu należy doszukiwać się w biografii poety, który w 1836r. udał się ze Szwajcarii do Włoch, a stamtąd, za namową znajomych: Aleksandra Hołyńskiego i Zenona Brzozowskiego, udał się w podróż na Wschód.  Zwiedził Grecję, Egipt, Palestynę i Liban. Podróż ta była źródłem wiedzy oraz doświadczeń natury zarówno duchowej, jak też intelektualnej – twórczej. Stanowiła źródło inspiracji literackich. W liście do swojej matki nie ukrywa zadowolenia, że projekt podróży w końcu doszedł do skutku. Zapewnia ją, że będzie miał z tej wyprawy same korzyści – jak pisze, pozna nowe kultury, sposób życia tamtejszych ludzi, a także zobaczy grób Chrystusa, gdzie będzie się modlił za tych, których kocha. W czasie tej podróży Słowacki prowadzi dziennik, w którym zapisuje wydarzenia związane z tą wyprawą.

Rysunek Juliusza Słowackiego podpisany "Na Nilu 27 października 1836".
Fot. polona.pl/domena publiczna


Czytając Pieśń I, zatytułowaną „Wyjazd z Neapolu”, dowiadujemy się o jego motywach podróży z Europy na Wschód. Już na początku autor, który jest zarazem podmiotem lirycznym, twierdzi pół-serio, że jest kuszony do wyjazdu, tak jak diabeł kusił Chrystusa na pustyni, mówiąc Mu, że „tam będzie lepiej”. Dodaje też,że  dobrze by się czuł w Neapolu, gdyby miał „mniej bólu w pamięci, zachceń i marzeń”. Jak wiadomo, Słowacki marzył o zobaczeniu pustyń Afryki i brzegów Nilu od lat młodzieńczych. W Pieśni I jednak odbiega często od tematu podróży. Przykładem ciągłych dygresji  jest przywoływanie przez poetę licznych imion bohaterów z różnych utworów literackich, a także rzeczywistych osób, których dziś nie znamy. Ich nagromadzenie domaga się wyjaśnień. Nie uzyskamy ich jednak, ponieważ autor kpi sobie z naszych oczekiwań, twierdząc, że przypisy musiałby pisać prozą, a tego nie lubi. Autor prowadzi więc z czytelnikiem swoistą grę, w której to on rozdaje karty. Kpi najwyraźniej ze sposobu pisania o podróży.  Poszukuje zarazem własnego stylu, własnej metody kreowania.  W przeciwieństwie do innych pisarzy, którzy relacjonowali swoje wędrówki (np. Chateaubriand), pisze wierszem, co wymaga znacznie większej dyscypliny, a poza tym  unika schematów, gotowych wzorów. Dygresjom i grom z czytelnikiem towarzyszy nieustannie także ton poważny, który dotyczy różnych spraw duchowych i moralnych. Przykładem mogą być motywy patriotyczne pojawiające się w Pieśni V, zatytułowanej „Podróż konna”. Słowacki mówi w niej o zmartwychwstaniu ludu, czyli o wyzwoleniu narodu polskiego. Zastanawia się, co trzeba zrobić, by tak się stało. Modląc się do Chrystusa, poeta pyta Go, w jaki sposób „odwalał kamienie grobowe”. Próbuje poznać tajemnicę zmartwychwstania, aby uwierzyć, że i Polska zmartwychwstanie.

Ale za chwilę znowu pojawiają się dygresje różnego rodzaju i jakby bez związku z głównym tematem, np. krytyka księgarza wrocławskiego Bogumiła Korna, który nie wywiązał się z umowy sprzedaży jego poezji, co bardzo poetę zdenerwowało i w ten sposób „zemścił się” na nierzetelnym księgarzu.

 Część Pieśni V poświęcona jest jednak ściśle tematowi podróży. Jak wiadomo, była to podróż z Patras do Vostizy. Patras Słowacki opuścił 11 września w grupie kilku podróżnych z przewodnikiem. Poeta był zainteresowany jego osobą i przedstawił w wierszu dość szczegółowy jego opis. Wynika z niego, że mieszkańcy egzotycznych krajów ubierali się co najmniej dziwnie. Opisywany przewodnik nosił mycę, a na sobie miał „marszczoną spódnicę”. Interesujący jest też opis krajobrazu, w którym porusza się karawana. Otóż jest to teren ubogi i opustoszały. Brakuje roślinności, rosną jedynie chwasty, nie widać też żadnego człowieka. W krajobrazie pozostało jedynie stado kuropatw. Cechą dominującą jest martwota,  brak życia. Jak pisze poeta, „kraj ten zniszczyła tak wolości dżuma”.

    Chociaż Słowacki traktował podróż na Wschód jako źródło dla swojej poezji, a także jako doświadczenie natury duchowej, mistycznej, to jednocześnie próbował utrwalać mijane krajobrazy. Prowadził – jak inni artyści i podróżnicy – dziennik podróżny, nie rozstawał się też ze szkicownikiem. Odnajdziemy w nim nie tylko pejzaże, ale również ruiny architektury antycznej, kościoły gotyckie, wnętrza sanktuariów…

Juliusz Słowacki, akwarela "Podróż po Nilu", Album podróży na Wschód.
Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Spośród nich warto zwrócić uwagę na akwarelę zatytułowaną „Podróż po Nilu”, przedstawiającą  płynącą barkę oraz drzewa i ruiny budowli. Na pierwszym planie dominuje niebieski nurt rzeki, po której płynie egzotyczna barka z widoczną do pasa sylwetką orientalnie ubranego człowieka. Poza tym w krajobrazie dominują ruiny minionej cywilizacji – szkielety świetnych niegdyś murów budowli. Dwa pozostałe mają charakter szkiców, które w uproszczony sposób przedstawiają z dużej perspektywy górski krajobraz. Niekiedy pojawiają się na nich budowle oraz niewielkie, jakby zagubione w pejzażu ludzkie sylwetki. Szkicownik dowodzi wprawdzie, że Słowacki miał również talent plastyczny, ale rysunek nie służył mu jako forma ekspresji, ale raczej jako sposób zapamiętania mijanych krajobrazów i budowli. Co nie znaczy, że nie niosą one głębszego przesłania dotyczącego przemijania i znikomości człowieka i jego dzieł.



Hermanna Hessego podróż na Wschód: "Siddhartha"

       Ten sam rodzaj wewnętrznej podróży duchowej, który dominował w utworach romantyków, odnajdujemy z utworach niemieckiego pisarza  (a okazjonalnie również malarza i  rysownika) - Hermana Hessego pt „ Podróż na Wschód” i „Siddhartha”.
W obu głównym tematem jest podróż, wędrówka, której celem  jest osiągnięcie wewnętrznej doskonałości. Droga wiodąca do wytycznego celu jest w obu powieściach odmienna, różni są też bohaterowie. Jednak i jeden, i drugi może być potraktowany jako kreacja samego pisarza, jego alter ego, na co wskazuje życiorys  Hessego, który odbył podróż na Wschód w 1911 roku. Dowodzi tego również skrót imienia i nazwiska (H.H) pod którym ukrywa się bohater i zarazem narrator podróży na Wschód. Wraz z członkami Związku udaje się do Ojczyzny Światła. Podróż ta ma charakter nie dosłowny, lecz symboliczny. Dowiadujemy się, że odbywa się ona jednocześnie w różnych epokach i kulturach. Bohaterowie wędrują  przez m.in. średniowiecze, Złoty Wiek, a równocześnie przez pewne przekazy kulturowe, takie jak Don Kichot Cervantesa. Czas podróży jest daleki od realnego, jest to czas subiektywny, w którym przeszłość miesza się z teraźniejszością. W pewnym momencie powiada: 

„Nasz Wschód był przecież nie tylko jakimś krajem czy pojęciem geograficznym, lecz również ojczyzną i młodością duszy, znajdował się wszędzie i nigdzie, był jednością wszystkich czasów”. 

Wędrowcy biorą udział w pielgrzymce, której celem nie jest bynajmniej Wschód w sensie geograficznym, jakby to wynikało z tytułu powieści. Prawdziwym celem podróży jest połączenie wszystkich uczestników podróży we wspólnotę duchową.
   Natomiast tytułowy bohater powieści „Siddhartha”  swoją drogę do celu odbywa na początku w towarzystwie swego przyjaciela, a następnie samotnie. Ma cechy człowieka orientu: wskazuje na to jego imię, miejsce urodzenia, religia. Ale ma on też cechy uniwersalne. Jego wędrówka symbolizuje trudną drogę, prowadzącą do wewnętrznej wolności. Główny bohater opuszcza rodzinny dom. Motywem tej wędrówki jest tęsknota za istnieniem bez przywiązań,  w wewnętrznej wolności. Przez całe życie Siddhartha dąży do odkrycia tajemnicy swojego „ja”. Dąży do tego różnymi sposobami, wypróbowując różnorakie style życia. Po odejściu z domu, przystaje do ascetów, a następnie przez wiele lat wiedzie życie światowe.  Na koniec, po wielu różnych doświadczeniach,  osiąga pewien rodzaj wewnętrznej harmonii, służąc ludziom jako przewodnik i  ucząc się prawdziwej mądrości od rzeki. 
   Obie powieści Hessego wpisują się w nurt literatury orientalnej. Wschód oznacza jednak nie tyle realne miejsce, co tajemnicę i mądrość. Zainteresowanie orientem wynika też z biografii pisarza. Hesse od dzieciństwa miał styczność ze światopoglądem Dalekiego Wschodu; jego dziadek Hermann Gundert był indologiem, a także misjonarzem w Indiach. 

         Bohaterowie przytoczonych utworów, a także obrazów poruszali się w przestrzeni mającej cechy orientalne, egzotyczne, ale ich wędrówka miała sens o wiele głębszy. Symbolizowała przekraczanie barier, pozornie niemożliwych do pokonania, jak było w Farysie Mickiewicza i Kossaka. Bariery te miały charakter nie tylko fizycznych ograniczeń człowieka, ale też odnosiły się do sfery duchowej. Podobny charakter – duchowej podróży - miała też wyprawa Słowackiego na Wschód. Jej cechą wyróżniającą była inspirująca rola podróży i nowatorski język jej opisania. O wiele bardziej tradycyjne są szkice i akwarele, na których poeta próbował utrwalić swoją podróż. 
         Motyw podróży jako drogi wewnętrznego doskonalenia się, rozwoju, oświecenia odnajdziemy w prozie Hessego. Jego powieści omówione przeze mnie już w tytułach nawiązują do motywu podróży na Wschód i podobnie jak to było w literaturze romantycznej, pod postaciami głównych bohaterów, odnajdziemy wątki biograficzne, które pozwalają interpretować temat podróży jako rodzaj wewnętrznego dziennika.

         Dowodem na popularność orientalizmu również współcześnie świadczy także prezentowana od października 2008 r. do stycznia 2009 r. w Muzeum Narodowym w Warszawie głośna wystawa „Orientalizm w malarstwie, rysunku i grafice w Polsce w XIX i 1. połowie XX wieku”.





piątek, 27 maja 2022

Premierowe słuchowisko "Sonety krymskie. Dziennik podróży" w radiowej Dwójce

Program 2 Polskiego Radia zaprasza na premierę słuchowiska „Sonety krymskie. Poetycki dziennik podróży” na podstawie słynnego cyklu wierszy Adama Mickiewicza w reżyserii Dariusza Błaszczyka. W obsadzie znakomitości sceny teatralnej: Krzysztof Kwiatkowski, Krzysztof Wakuliński i Justyna Kowalska. Emisja w najbliższą niedzielę, 29 maja, na antenie Dwójki. Początek o godz. 19.00.

W najbliższą niedzielę, 29 maja o godz. 19.00 na antenie Dwójki odbędzie się premiera słuchowiska „Sonety krymskie. Poetycki dziennik podróży” wg słynnego cyklu wierszy autorstwa Adama Mickiewicza. Radiowej adaptacji i reżyserii podjął się Dariusz Błaszczyk - reżyser wielokrotnie nagradzany za swoje radiowe produkcje.

Scenariusz słuchowiska wiernie odzwierciedla cykl poetycki, a co za tym idzie przebieg podróży młodego Adama Mickiewicza, który latem i jesienią 1825 roku wybrał się ze swoimi towarzyszami na Krym. Radiowa adaptacja w warstwie dźwiękowej nawiązuje do bogatej kultury tatarskiej, obecnej na Półwyspie Krymskim, ale i do drugiego wątku tematycznego sonetów – tęsknoty za ojczyzną, za Litwą, która pobrzmiewa w niemal każdym tekście cyklu.

Za muzykę odpowiada Jacaszek - artysta dźwiękowy, autor eksperymentalnej muzyki elektroakustycznej, który podejmuje rozmaite motywy muzyczne i dźwiękowe składające się na złożony obraz tej poetyckiej podróży.

Obsada: Krzysztof Kwiatkowski (Pielgrzym), Krzysztof Wakuliński (Mirza), Justyna Kowalska (Ona), Arina Piskovskaya (głos ukraiński), Nedim Usejnow (głos tatarski).


Adam Mickiewicz – „Sonety krymskie. Poetycki dziennik podróży”; adaptacja radiowa i reżyseria – Dariusz Błaszczyk; realizacja akustyczna – Agnieszka Szczepańczyk; muzyka – Jacaszek.  

Premiera w Programie 2 Polskiego Radia w niedzielę, 27 maja, o godz. 19.00 w „Wieczorze ze słuchowiskiem”.


Adam Mickiewicz "Sonety krymskie. Poetycki dziennik podróży" | reportaż z planu słuchowiska

informacja prasowa



środa, 28 lipca 2021

Agata Obłąkowska: Zawsze należy walczyć o miłość, wolność i własną kulturę /wywiad/

Rozmawiam z Agatą Obłąkowską – reżyserką  „Dziadów” w Teatrze Arka o okolicznościach powstania inscenizacji, jej koncepcji i przesłaniu.

Agata Obłąkowska, fot. z archiwum aktorki

Barbara Lekarczyk-Cisek: Wkrótce na deskach Teatru Arka ponownie zagoszczą „Dziady” – spektakl w Pani reżyserii. W jakich okolicznościach zdecydowała się Pani zrobić inscenizację tego wspaniałego i zarazem skomplikowanego dramatu Adama Mickiewicza?

Agata Obłąkowska: Żyjąc wyłącznie codziennością i współczesnymi sprawami, często zapominamy o tym, że świat składa się również z tajemnic, że istnieje sfera duchowości, świat naszych przodków… Sama odczuwam mocno istnienie tego niewidzialnego świata w swoim życiu. Czasem trzeba się zatrzymać, wsłuchać uważnie, aby nie zubożeć, nie spłaszczyć swego życia. „Dziady” Adama Mickiewicza, dramat mówiący zarówno o świecie duchowym człowieka, jak też o jego związku z przodkami, doskonale się nadawał do tego, aby te zapomniane prawdy przypomnieć.  Premiera spektaklu odbyła się w ubiegłym roku, przed Zaduszkami, co nabierało dodatkowych znaczeń. W tradycji obrzędu dziadów, jak ją przedstawia Mickiewicz we wstępie do części IV, nie tylko żywi pomagają umarłym przejść do lepszego świata, ale również umarli wspierają żywych zapewniając im szczęście, urodzaj plonów i dają szansę, aby – zanim znajdą się po tamtej stronie – przyjęli pewne prawdy moralne i według nich postępowali, aby uniknąć potępienia. 

Poza tym „Dziady” jako całość są dramatem wybitnym, mówiącym także o sensie cierpienia jednostki i narodu, dającym nadzieję w trudnych czasach zaborów i podkreślającym wartość polskiej kultury, która stanowi o naszej tożsamości. Gdy umiera kultura i wiara, wówczas naród jako taki również umiera. Idąc za tą myślą, w mojej interpretacji nie wiadomo, kto jest żywy, a kto umarły. Te dwa światy przenikają się i łączą w jedną mistyczną całość.

Scena ze spektaklu "Dziady" w Teatrze Arka

Jak wygląda praca nad spektaklem, o którym wiadomo, że jego inscenizacji podejmowali się najwybitniejsi ludzie teatru? Dość wspomnieć najwybitniejszy, jak się wydaje, spektakl Konrada Swinarskiego, a wcześniej: „Widma” Stanisława Moniuszki czy „Dziady” w interpretacji samego Stanisława Wyspiańskiego. To dramat szczególnie obrosły rozmaitymi interpretacjami, także współczesnymi: „Dziady” wystawiał Jerzy Grotowski czy Kazimierz Dejmek, którego inscenizacja rozpoczęła wypadki marcowe 1968. Z kolei „Lawa. Opowieść o Dziadach Adama Mickiewicza Tadeusza Konwickiego powstała w stanie wojennym i także odnosiła się do współczesnej historii. Wreszcie „Dziady” we wrocławskim Teatrze Polskim w reż. Michała Zadary, które – bez skrótów – trwały blisko 15 godzin! Jak się Pani w tym wszystkim odnalazła?

W naszej inscenizacji „Dziady” są przede wszystkim historią przemian i walki o wolność w całej wieloznaczeniowości tego słowa.  Każda z części dramatów Mickiewicza porusza trochę inne tematy, ale w każdej odnajdziemy część obrzędu Dziadów. Dlatego kluczem do naszej inscenizacji stał się właśnie ten obrzęd, na który zapraszane są różne dusze, w tym dusza Upiora. Dzięki temu wszystkie najistotniejsze problemy zawarte w dramacie: miłość, wolność, jednostka, kultura, walka łączą się podczas tej jednej magicznej nocy, ale również w postaci Gustawa, który zjawia się na obrzędzie jako Upiór. Przygotowując spektakl inspirowałam się także życiem samego autora. Dlatego też spektakl „Dziadów” rozpoczyna pojawienie się Dziewicy, będącej postacią zainspirowaną osobą Maryli – ukochanej Mickiewicza. Walka o miłość i walka o wolność splatają się w postaci głównego bohatera. Scaliłam poza tym w jedną postać księdza z IV cz., księdza Piotra z III i Guślarza. Ugruntowany w swojej wierze i przekonaniach ksiądz z części IV,  poprzez spotkanie z Gustawem, zaczyna poszukiwać korzeni i przemienia się w mistyka, wizjonera, dotyka przestrzeni dotąd mu nie znanych, aby być bliżej zwykłego człowieka. Każda postać w tym spektaklu ma swoją drogę – jest dynamiczna i ulega przemianom, nie tylko Gustaw. Nasz spektakl różni się od innych także tym, że biorą w nim udział aktorzy z niepełnosprawnością intelektualną i ruchową, co nadaje mu dodatkowych znaczeń. W romantyzmie takie osoby, niejako „wykluczone”, były zarazem wyposażone w większą wrażliwość i miały dar komunikowania się ze sferą niewidzialną, często były łącznikami z zaświatami, jak w słynnej balladzie „Romantyczność”. Mam wrażenie, że i nasi aktorzy posiadają ten dar. 

Scena ze spektaklu "Dziady" w Teatrze Arka

A jak tworzyli Państwo postać głównego bohatera Gustawa/Konrada, która spaja wszystkie części „Dziadów? To trudna rola…

Ta rola jest wielkim wyzwaniem, szczególnie gdy się pamięta, jak wielcy aktorzy się z nią mierzyli. Próbowaliśmy zawrzeć w niej przeżycia pokolenia poetów, pokolenia, które zostały zniszczone, ale równocześnie indywidualne cierpienia miłosne każdego młodego człowieka. Droga od romantycznego poety, poprzez buntownika, wyzwoliciela, do Upiora, który poświecił swe życie dla walki o wyższe wartości. Wolność i walka o nią stają się doświadczeniem uniwersalnym. Dużą rolę w budowaniu całości spektaklu odegrała także muzyka, scenografia, światło i rekwizyty. Wszystkie składowe inscenizacji mają swe korzenie w dawnych obrzędach, czasach bardzo odległych, ale zawierających wszystkie najistotniejsze dla nas wartości.  

Maciej Mazurkiewicz jako Gustaw w "Dziadach", 
Teatr Arka

Realizując to przedstawienie, chciałam sprawić, aby widzowie weszli z nami w ten czas mistyczny, przepełniony wizjami świat, poczuli się częścią obrzędu i uwierzyli, że zawsze należy walczyć i o miłość, i o wolność, i o naszą kulturę.


sobota, 17 lipca 2021

"Dziady" Adama Mickiewicza w Teatrze Arka /zapowiedź/

„Czy wierzysz w piekło, w czyściec? I w co Twoje wierzyły pradziady? Ach, najpiękniejsze święto, bo święto pamiątek, Za cóż znosiłeś dotychczas obchodzone Dziady? Jednak proszę przeze mnie i ja szczerze radzę, Przywróć nam Dziady”. Wrocławski Teatr Arka zaprasza na przedstawienie "Dziadów" Adama Mickiewicza. 

"Dziady" Adama Mickiewicza w Teatrze Arka

Funkcjonujemy w czasach, których szczególną cechą jest życie wyłącznie teraźniejszością, wypełnianie życia przedmiotami, rzeczami materialnymi... Często zapominamy, że nie wszystko jest racjonalne. Są bowiem tajemnice, myśli i uczucia, których nie da się zrozumieć. Nasz lęk zamyka nas przed poszukiwaniem i doświadczaniem tajemnicy. Odgradzamy się i zapominamy….ale raz do roku przychodzi ten mistyczny czas, czas wspominania naszych bliskich zmarłych: Zaduszki. 

Na tę wyjątkową chwilę Teatr Arka przygotował  premierę. „Dziadów” Adama Mickiewicza, w autorskiej adaptacji Agaty Obłąkowskiej, powstały z potrzeby przypomnienia tego, co najistotniejsze. Istotą spektaklu, jak i obrzędu dziadów, wywodzącego się z czasów przedchrześcijańskich, jest „obcowanie żywych z umarłymi”, a konkretnie- nawiązywanie relacji z duszami przodków, które okresowo powracają do siedzib z czasów swojego życia. W spektaklu tym łącznikiem są drzwi, które - uchylone - pozwalają duszy skontaktować się z żywymi. Jednak autor w swoim dramacie pokazuje nam o wiele głębsze treści. Świat dramatu ma swój Boski plan, który obejmuje nie tylko pojedynczego człowieka, ale także cały naród. Bóg pojawia się także w historii narodu, o czym mówi III część "Dziadów". Walka narodu o niepodległość, wolność znajduje swoje odzwierciedlenie w widzeniu księdza Piotra, będącym mistyczną wizją narodu polskiego, którego cierpienia zostały porównane do Męki i Śmierci Chrystusa. Jej sensem jest Zmartwychwstanie. Dla przytłoczonych politycznymi wypadkami Polaków (klęska powstania listopadowego, represje) taka wizja dawała nadzieję.

"Dziady" Adama Mickiewicza w Teatrze Arka

Starając się być wiernymi autorowi, a jednocześnie nawiązując do otaczającej nas rzeczywistości, prezentujemy te wszystkie wątki i wplatamy je w bieg spektaklu. Spektaklu wyjątkowego, wypełnionego mistycyzmem, pieśniami, obrzędami i ukazującemu walkę jednostki o wartości wyższe. Wszystkie te treści spaja główny bohater dramatu - Gustaw/Konrad poszukający sensu historii, buntujący się przeciw Bogu i pragnący innego losu dla swego narodu, a ostatecznie rozumiejącego, że .się mylił. 

"Dziady", opublikowane w latach 1823–1860, nabierają nowych, współczesnych znaczeń,  z zachowaniem pełnego szacunku dla autora i jego przekazu. W spektaklu można też odnaleźć wątki biograficzne dotyczące samego Mickiewicza, który - podobnie jak inni romantycy - tworzywem literackim często czynił własne przeżycia.

"Dziady" Adama Mickiewicza w Teatrze Arka

Ważną kwestią jest również fakt, że zespół Teatru Arka jest zespołem integracyjnym. Inkluzja tak odmiennych wrażliwości i wyobraźni stwarza nową jakość, dzięki której przesłanie "Dziadów" nabiera wyjątkowego znaczenia. Musimy bowiem pamiętać, że podczas obrzędów zadusznych szczególną rolę odgrywali ludzie odmienni, prości, których w wielu rejonach postrzegano jako postacie mediacyjne, łączące nas z „tamtym światem”. Spotkamy się zatem i przeżyjmy razem ten czas powrotów, w miejscu samotnym, czasie nocnym, obrzędach fantastycznych silnie przemawiających do naszej imaginacji. Bądźmy ogniskiem oświetlającym drogę wędrującym duszom, tak by nie zabłądziły i mogły spędzić tę noc wśród bliskich.

"Dziady" Adama Mickiewicza w Teatrze Arka


Obsada

Marianna – Beata Lech-Kubańska

Dziewczyna – Agata Obłąkowska

Ksiądz Piotr – Rafał Kozok

Gustaw – Maciej Mazurkiewicz

Guślarz 1 – Wojciech Dereń

Dziecię, Stara kobieta – Alicja Idasiak

Anioł, Rózia, Chór ptaków – Anna Rzempołuch

Chór Młodzieńców, Duch, Józio, Kruk – Radosław Wojtas

Strzelec, Widmo – Marek Trociński

Pan Młody – Andrzej Kusiak

Chór:

Natalia Sikorzyńska

Monika Nawrocka

Hania Mazur                                                                                                                                                  Maria Błęka

Natalia Dudziak

Paulina Jarząb

Reżyseria i adaptacja dramatu – Agata Obłąkowska

Muzyka -,, Kamson”

Scenografia – Alexandre Marquezy

Kostiumy – Karolina Koniecka

Choreografia – Jan Nykiel

Aktualnie trwają próby  wznowieniowe do profesjonalnego nagrania spektaklu. Będzie on szeroko dystrybuowany w szkołach podstawowych, liceach, bibliotekach na terenie województw Dolnośląskiego i Wielkopolskiego.  Możemy stworzyć takie nagranie dzięki dotacji ze środków Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu w ramach programu Kultura Dostępna.

Projekt. który złożyliśmy, służyć będzie popularyzacji dramatu Adama Mickiewicza oraz promocji sztuki integracyjnej . Zawiera próby otwarte, spotkania z aktorami, spektakle - zarówno wyjazdowe, w domach kultury małych miejscowości, jak i w siedzibie Teatru Arka. Spektakl zostanie również przetłumaczony na język migowy, a ponadto będzie prezentowany z audiodeskrypcją dla osób z dysfunkcją wzroku.

Spektakle w ramach projektu  będą prezentowane w siedzibie Teatru Arka 31 lipca i 1 sierpnia 2021 r.  o godzinie 19. 00.

Tekst i zdjęcia: materiały promocyjne Teatru Arka

piątek, 2 kwietnia 2021

Premiera słuchowiska „Dziady” cz. II w radiowej Jedynce

Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie we współpracy z Teatrem Polskiego Radia przygotował słuchowisko według II części „Dziadów” Adama Mickiewicza. Premiera radiowej odsłony dramatu w reżyserii Andrzeja Seweryna już w najbliższą sobotę 3 kwietnia o godz. 21.35 na antenie Programu 1 Polskiego Radia.



Druga część „DziadówAdama Mickiewicza to efekt zainteresowania poety kulturą ludową Polski i Litwy, jej duchowością oraz rytuałami wywodzącymi się z czasów pogańskich, które za życia Mickiewicza były już, jako praktyki zabobonne, surowo zakazane przez Kościół. Tradycja obrzędu dziadów, czyli wywoływania z zaświatów dusz zmarłych, była na tyle silna, że przetrwała jako obrzęd odprawiany po kryjomu nocą na cmentarzu lub w jego okolicach.

Słuchowisko w reżyserii Andrzeja Seweryna, połączone z muzyką ludową to próba wyobrażenia sobie tego obrzędu i wejścia w świat wierzeń, kultury i emocji jego uczestników.

Występują: Tomasz Błasiak, Jerzy Schejbal, Anna Cieślak, Antoni Ostrouch, Paweł Krucz, Katarzyna Skarżanka, Dorota Bzdyla, Marta Alaborska, Ewa Domańska, Krystian Modzelewski, Dominik Łoś, Andrzej Seweryn. 

Śpiew i przygotowanie wokalne aktorów: Maniucha Bikont; reżyseria dźwięku: Andrzej Brzoska; współpraca artystyczna: Anna Skuratowicz.

informacja prasowa

niedziela, 21 marca 2021

"Samotność, cóż po ludziach..." Rozważania o samotności w świetle utworów romantyków i współczesnych

Czym jest samotność, jakie są jej przyczyny i skutki? Z pewnością każdy jej zaznał, gdyż jest doświadczeniem egzystencjalnym wszystkich ludzi. W romantyzmie była pewnym stanem ducha i pochodną światopoglądu, że człowiek jest tajemnicą, istotą niepowtarzalną, małym mikrokosmosem, a więc musi odczuwać własną odrębność, a co za tym idzie – samotność. Poczucie samotności pogłębia zarówno dramatycznie przeżywana miłość, jak również okoliczności historyczne albo los. Bywa jednak także samotność z wyboru, kiedy człowiek pragnie uciec od zgiełku  świata i codziennych problemów związanych z kontaktami międzyludzkimi. Wszystkie te odmiany doświadczenia samotności są udziałem człowieka.

Walenty Wańkowicz, portret Adama Mickiewicza na Judahu skale, 1827-1828,
Muzeum Narodowe w Warszawie
Samotność jest doświadczeniem egzystencjalnym każdego człowieka. Doświadczył jej już pierwszy człowiek - Adam, dopóki Pan Bóg nie stworzył dla niego kobiety, ponieważ słusznie zauważył:

«Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc». (Ks. Rdz. 2, 18)

Czasami jednak człowiek pragnie samotności, aby uciec od zgiełku  świata i codziennych problemów związanych z kontaktami międzyludzkimi.  Niekiedy potrzebuje ciszy na przemyślenie pewnych spraw i wobec tego ucieka od zgiełku świata. 

Samotność romantyków

Samotność jako pewien stan ducha została na różne sposoby opisana w tekstach romantyków. Wynikało to z romantycznego światopoglądu, że człowiek jest tajemnicą, istotą niepowtarzalną, małym mikrokosmosem, a więc musi odczuwać własną odrębność, a co za tym idzie – samotność. Prekursorem romantycznych samotników jest tytułowy bohater epistolarnej powieści Johanna Wolfganga GoethegoWerter. Już na samym początku opowieści deklaruje on: 

Jestem samotny i cieszę się z mojego życia w tej okolicy stworzonej dla dusz takich jak moja.


Gustaw wkracza do chaty Księdza, FOTOGRAWURA R. PAULUSSENA,  
 CZ. B. JANKOWSKI PINX.

Samotność stanie się jednak z czasem uciążliwa i wrażliwy młodzieniec zapragnie kochać i być kochanym. Podobnie jak postać wzorowana na Werterze – Gustaw, bohater „Dziadów Adama Mickiewicza. 

Cechą charakterystyczną romantycznych bohaterów jest ich silny związek z biografią twórców. Przyczynia się to do tworzenia nieschematycznych postaci, o pełnych luk biografiach, a co za tym idzie – tajemniczych i samotnych. Owa samotność jest w przypadku literackich kreacji zapisem odczuć samego autora. Bohaterem jest przeważnie poeta, człowiek nadwrażliwy, odczuwający własną oryginalność i niepowtarzalność. Poczucie samotności pogłębia zarówno dramatycznie przeżywana miłość, jak również okoliczności historyczne albo los, który stał się udziałem bohatera. 

Jak bohaterka RomantycznościKarusia kocha miłością szaloną i czuje się niezrozumiana w tłumie obcych ludzi, tak też bohater Dziadów różni się od wszystkich tym, jak przeżywa uczucia. Jego odmienność jest wyraźna od początku – od ballady Upiór, która poprzedza tekst Dziadów. Jawi się jako Upiór i samobójca, a więc ktoś, kto już nie należy do ludzkiej społeczności. Kiedy jednak pojawi się na obrzędzie dziadów, nie reaguje na polecenia Guślarza, a więc nie należy również do społeczności duchów. W IV części Dziadów dowiadujemy się o nim nieco więcej. Kiedy trafia do chatki Księdza, wygląda jak upiór, ale sam siebie przedstawia jako Pustelnika, czyli „umarłego dla świata”. 

Świadczy to w sposób jednoznaczny, że człowiek ten nie ma z ludźmi nic wspólnego, że funkcjonuje w sposób dla nikogo niezrozumiały i bardzo tajemniczy. Dopiero w trakcie rozmowy z Księdzem okazuje się, że jest to Gustaw – jego dawny uczeń. Ujawnia także, co stało się przyczyną jego wyobcowania. Okazuje się, że jest nią miłość. 

Gustaw z ukochaną: "Stała w miejscu grobowej podobna kolumnie //
Oczy zwrócone w ziemię..., Nie spojrzała ku mnie!"
fotograwura F. Paulussena

Miłość w ujęciu romantyków była uczuciem, które „wyrywało” człowieka ze wszystkich schematów. Odtąd nie zachowywał się on już tak jak wszyscy, paradoksalnie, stawał się sobą. Romantycy uważali, że miłość jest odtworzeniem pierwotnej harmonii, kiedy to dwoje ludzi stanowi nierozerwalną wspólnotę. 

znaliśmy nawzajem czucia wspólnej duszy, co jedno pomyśliło, już drugie odgadło – powie Gustaw podczas swojego monologu w chacie Księdza.

Ponieważ jednak tego rodzaju harmonia była na dłuższą metę niemożliwa na ziemi, toteż zakochany cierpiał,  a czasami nawet wolał umrzeć niż żyć bez ukochanej. Jego myśli i uczucia krążyły wokół jej osoby. Wszystko to graniczyło z szaleństwem, było transgresją, niekiedy przekraczaniem  granic życia i śmierci. Później Gustaw wyzna, że gdy ukochana wyszła za innego, był „Jak trup samotny, obok weselnego tłumu”. 

Nic więc dziwnego, że bohater żyjący w takim emocjonalnym napięciu musiał się czuć samotny i inny niż wszyscy. Powołując do życia postać Gustawa, Mickiewicz posłużył się własnymi doświadczeniami: zawarł w nim miłosne przeżycia związane z osobą Maryli Wereszczakówny. 

Samotność emigranta


Kazimierz Mordasiewicz, ilustracja do Hymnu o zachodzie słońca Juliusz Słowackiego,
(1899), Muzeum Literatury

Również podmiot liryczny Hymnu Juliusza Słowackiego ma rysy samego poety. Dowodzi tego m.in.  przypis na końcu: 

Pisałem o zachodzie słońca, na morzu przed Aleksandrią.

Istotnie, wiersz jest zapisem przeżyć i refleksji poety podczas jego podróży na Wschód. Również w samym tekście odnajdziemy tropy osobiste, kiedy mowa jest o człowieku, który nieustannie wędruje i nie ma rodzinnego domu albo gdy wspomina o modlącej się za niego dziecinie. Ma wówczas na myśli  dziecko przyjaciółki - Joanny Bobrowej. 

Hymn, zgodnie z kanonem gatunku, jest pieśnią pochwalną.  Jednak w przypadku Hymnu Słowackiego zachwyt nad urodą świata miesza się ze smutkiem i refleksjami na temat własnego samotnego życia. Już sama sytuacja rozmowy z Bogiem nasuwa myśl, że człowiek jest samotny i swoje troski może powierzyć jedynie Bogu. O tym, że tak jest istotnie, świadczą także określenia w rodzaju „Dla obcych ludzi mam twarz jednakową”. Dowodzą one, że podmiot mówiący czuje się obco pośród ludzi i wobec tego nie zdradza swoich uczuć. Poczucie wyobcowania wynika również z faktu „niezakorzenienia”. Płynąc po morzu czuje się zagubiony, a uczucie osamotnienia i braku ojczyzny oraz rodzinnego domu pogłębia jeszcze widok lecących bocianów – typowo polskich ptaków. 

Hymn jest także refleksją na temat przemijania, które jest zawsze dla każdego człowieka doświadczeniem jednostkowym i niepowtarzalnym. Świadomość własnego przemijania wobec trwałości i piękna stworzonego świata staje się również źródłem smutku i wyobcowania. Jest ono tak dojmujące, że poeta przeczuwa, że nawet po śmierci nie zazna spokoju. W przypadku Juliusza Słowackiego możemy mówić o wpływie historii na samotność człowieka. Gdyby poeta nie musiał emigrować i miał szansę powrotu do ojczyzny, zapewne nie czułby się tak nieszczęśliwy i samotny. 

Samotność trędowatego


Torre del Lebbroso – Wieża Trędowatego w Aoście

Bohater i atmosfera tajemnicy, które odnajdziemy w opowiadaniu Gustawa Herlinga – Grudzińskiego zatytułowanym Wieża, wywodzą się z ducha romantyzmu. Romantyczne są nie tylko przedstawione tam ruiny, ale również dramatyczne ludzkie losy. Pierwszoosobowy narrator ma wiele cech, które kojarzą się z biografią autora. Jest mianowicie oficerem wojsk alianckich, który skończył właśnie kampanię włoską i postanowił spędzić urlop w odosobnieniu. W ten sposób trafił do opustoszałego domku u podnóża Alp, należącego ongiś do emerytowanego nauczyciela. W domu tym narrator odkrywa oprócz sztychów Piranesjego z cyklu Więzienia - grafikę przedstawiającą wieżę otoczoną murem, będącą zarazem obrazowym uosobieniem opuszczenia i samotności. 

Trafia też na opowiadanie Francois – Xavier de Maistre’a poświęcone trędowatemu, który spędził w tej wieży wiele lat. Była to tak zwana wieża strachu i uchodziła za siedzibę duchów. Pod koniec 1782 roku odrestaurowano ją, otoczono wysokim murem i oddano na schronienie trędowatemu, aby w ten sposób odizolować go całkowicie od świata. Nikt nie znał nawet jego imienia. De Mestre odwiedził go podczas kampanii alpejskiej w 1797 roku i odbył z nim długą rozmowę, a następnie opisał jego historię. 

Jej bohater opowiedział o swojej głębokiej samotności i o tym, że od rozpaczy i samobójczej śmierci uchroniła go wiara w Chrystusa. Mimo wdzięczności wobec odwiedzającego go, trędowaty odmówił jednak uściśnięcia jego dłoni i korespondencyjnych kontaktów. Postanowił widocznie spełnić swój los do końca. Historia ta zafascynowała po latach emerytowanego nauczyciela, który zamieszkał w chatce po tym, jak stracił w pożarze całą rodzinę. Jego los wydał mu się widocznie podobny do losu trędowatego. Był równie nieszczęśliwy i samotny. Utrata najbliższych przyczyniła się do kryzysu religijnego i wyobcowania. W losie trędowatego zobaczył swój własny. Toteż poświęcił mu całą swoją uwagę i czas. Jednak podczas wojny został przez SS-manów aresztowany i zostałby rozstrzelany, gdyby nie interwencja księdza, który oddał za niego swoje życie. Wydarzenie to sprawiło, że bohater wstrząśnięty tym umarł. 

Pod wpływem obu historii trędowatego i nauczyciela narrator udał się do Wieży Strachu, aby naocznie zobaczyć miejsce, które znał ze sztychów i opowiadania. Jego zainteresowanie dowodziłoby, że problem cierpienia i samotności był także jego problemem. Na miejscu znalazł wprawdzie ruinę, ale w centralnym miejscu celi trędowatego znajdował się duży krucyfiks z figurą Chrystusa, który był oparciem dla żyjącego tu człowieka, a teraz stał się odpowiedzią na pytania tego, który właśnie do wieży dotarł. 

Narrator powiada na zakończenie, że lubi wyobrażać sobie jak trędowaty z Aosty dociera na klęczkach na szczyt świętego krzyża i z okrzykiem triumfu osuwa się na nagie skały. Temu krzykowi towarzyszy huk końca świata. Takie zakończenie pozwala zinterpretować losy bohaterów i samego narratora jako historie ludzi cierpiących i bardzo samotnych. Stają się oni zarazem symbolami ludzkiego losu – losu Hioba, którego Bóg dotyka cierpieniem trwającym z pokolenia na pokolenie, do końca świata. Dopiero wówczas nastąpi jego kres. 



poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Piotr Wierzbicki: Powrót do Mickiewicza /recenzja książki/

Eseje Piotra Wierzbickiego "Powrót do Mickiewicza" są książką na tyle ważną, że nie można jej przeoczyć, bo pisząc o Mickiewiczu w sposób świeży i osobisty, autor zachęca jednocześnie do pogłębionej refleksji także o nas samych. Mamy się pochylić nie tylko nad twórczością autora "Pana Tadeusza", ale także nad podstawowymi wartościami w życiu każdego z nas - naszą polską tożsamością - abyśmy jej zbyt łatwo nie rozmienili na drobne i nie sprzedali za srebrniki.




Powroty własne


Wyznam na wstępie, że w czasach pandemii zapragnęłam powrócić do Dziadów Adama Mickiewicza. Czytam ten wspaniały dramat kolejny już raz i ciągle odkrywam na nowo. Zdumiewa rozmach wyobraźni autora, który nie pozwala mu zamknąć się w sztywnych ramach klasycznego dramatu, lecz ciągle rozsadza formę. A jednak nie tylko nie wprowadza to chaosu, ale przeciwnie - ustala inny ład - by tak rzec, bardziej ludzki, złożony, nie pozwalający na schematyczne odczytanie. W konsekwencji obdarza czytelnika możliwością aktywnego uczestnictwa/odczytania. Ale Dziady to nie tylko genialna wyobraźnia, która rozsadza schematy, to także wizja świata, który mimo doświadczenia absurdu, zła, niesprawiedliwości, ma jednak głęboki sens. Ten, który nadaje mu Bóg. Wbrew temu, co myślimy, jest On obecny zarówno w życiu pojedynczego człowieka, jak też w Historii. W Dziadach jest wszystko: miłość, śmierć, cierpienie, głębokie rozumienie różnych ludzkich postaw i emocji, są rozważania na temat dobra i zła, roli snów... Czytam je półgłosem, jak się czyta poezję - wtedy słyszę też brzmienie Mickiewiczowskiego słowa i lepiej je rozumiem. Czytam po kolei - od początku, tzn. od ballady "Upiór" i ciągle nie mam dość, wręcz przeciwnie - nie mogę i nie chcę się oderwać.

Powroty Piotra Wierzbickiego


I właśnie w takim kontekście trafiłam na niewielką rozmiarami książkę Piotra Wierzbickiego: "Powrót do Mickiewicza". Czy to przypadek? Z pewnością nie! Recenzowałam onegdaj eseje tego autora, zatytułowane "W salonie", znałam więc jego kunszt pisarski i przenikliwość myśli, ale w tym wypadku najważniejszy był temat - Mickiewicz - bo jakoś tajemniczo zrymował się z moją lekturą Dziadów, a także biografii ich autora (powroty do: "Adama i Celiny" Aliny Witkowskiej, "Rodziny M." oraz "Boskich diabłów" Ewy K. Kossak...).

Eseista przygląda się Mickiewiczowi, by tak rzec, z lotu ptaka, obejmując zarówno twórczość, jak i sylwetkę Poety. Bada, co jest istotą, co brzmi ponadczasowo, a nawet daje się "przyłożyć" do późniejszych doświadczeń historycznych i własnych piszącego. Rozpoczyna od swoistej laudacji:

"Strofy, które nie mają sobie równych. Pasjonująca publicystyka. Mądrości rozsiane po listach i stenogramach wystąpień. Służba publiczna na polu obywatelskim i narodowym. Oddany prawdzie. Wobec win własnych twardy głos sumienia".

Dodaje też uczciwie:

Mickiewicz. Morze faktów, także zagadek. W tym zwięzłym eseju dotykam tylko paru obszarów newralgicznych. Gdy zdaje mi się, że mam do powiedzenia coś nowego, zabieram głos. Tekst zatrąca niekiedy o strunę osobistą. Trudno się dziwić: Mickiewicz to sprawa osobista dla Polaka".

Okopany w domowości


Eseje rozpoczyna opis wyglądu i usposobienia Adama Mickiewicza, w którym autor przedstawia Poetę jako "niewysokiego, szczupłego, z bujną czupryną, w mowie zaciągającego z wileńska, w twarzy rys wschodni, kresowy, grube wargi, coś z dzikości, w końcu najpewniej potomek dawnych litewskich wojowników (...)". Opisuje też cechy charakteru (niewylewny, ale skłonny do uniesień, prozaiczny, pracowity, wierny w przyjaźni, życzliwy, uczynny). Kochliwy, a zarazem zdolny do dozgonnej, wzajemnej miłości. "Okopany w domowości, litewskości, pamięci ziemi nowogrodzkiej". Kolejne rozdziały poświęca autor sprawom fundamentalnym.

Pyta o credo poetyckie Mickiewicza - okazuje się, że jest nim prawda, nie zaś - jak moglibyśmy się spodziewać "czucie". Prawda rozumiana jako "jeśli nie o d b i c i e  rzeczywistości, to przynajmniej o s a d z a d z e n i e  w niej, honorowanie jej przejawów newralgicznych, elementarna wobec niej s o l i d a r n o ś ć". I rzeczywiście, jeśli przyjrzymy się opisom osób, ich zachowań, a także zjawiskom przyrody, to zauważymy ich szczegółowość, rozmaite detale, które nieomal "widzimy".Obrazy dawnych obyczajów w Panu Tadeuszu - tych potraw, rytuału parzenia kawy, usadzania przy stole wedle tradycji - są tak szczegółowe, jakby ich autor "miał się za etnografa" - zauważa Wierzbicki.

Pisząc o Mickiewiczu, nie pomija także zagadnienia stylu Poety. Cytuje fragment listu Mickiewicza do Konstancji Łubieńskiej-Wodpolowej, z którego wynika, że miał on głęboką świadomość tego, co nazywa "dobrym stylem". Otóż

"Dobry styl, czyli po prostu dobra, właściwa mowa, jest ta, która najbardziej zbliża się do mowy, do r o z m o w y, a nawet wszystkie zwroty pisma, szczególniej kiedy się rozprawia o rzeczach poważnych, wyższych, powinny prostotą i szczerotą wchodzić w tok mowy prostodusznej, prosto serdecznej".

Analizując te słowa Piotr Wierzbicki dochodzi do wniosku, że Poeta przybiera postawę mentalnej dominacji, dzięki której zwyczajny, obiektywny opis nabiera specyficznej mocy. Staje się on "atutem poematu, ostoją jego rzetelności i oddania prawdzie". Nawet w liryce, gdzie opis ma mniejsze możliwości, źródłem mocy staje się mikrokosmos tekstu, jak choćby w znanych wierszach:

Precz z moich oczu!.. posłucham od razu (Do M***)

O matko Polko! gdy u syna twego (Do matki Polki)

Gdy mój trup w pośrodku was zasiada (Gdy mój trup)

Charakterystyczny, "unikalny Mickiewiczowski napór" - komentuje Wierzbicki. Wymienia także prostoduszność (Mama czy zdrowa? domowi? -Powrót taty), serdeczność (Kiedy po nim lud prosty tak płacze/I o zdrowie tak pyta ciekawy - Śmierć Pułkownika), m ó w i o n o ś ć (Ktokolwiek będziesz w Nowogródzkiej stronie - Świteź), język grozy (Bo jakie szatan wyprawia tam harce - Świteź). Zdaniem Wierzbickiego, Mickiewicz jest poetą domowym. To jeden biegun. Na drugim - bunt, męskość, pęd...

"Styl Mickiewicza - pięknie konkluduje - sekunduje temu dziełu. Stoi przy nas w radości i w biedzie. Wstrząsa, pociesza, pokrzepia".

W kolejnych esejach zawartych w tej cennej książeczce odnajdziemy przemyślenia na temat Mickiewicza - mędrca i uczonego, którego wiele przemyśleń brzmi dziś na wskroś współcześnie. Odkrycia - Mickiewicz jako filozof ("Iskra i chwila"), ale także mniej oczywiste rozważania nad tym, kto jest lawą, a kto skorupą, śmiała teza sprzeciwiająca się obiegowym już interpretacjom traktującym Pana Tadeusza jako baśń i sielankę ("Pan Tadeusz jako poemat tragiczny"). Dowiadujemy się także o porażce drugiej części Pana Tadeusza, której bohaterem miał być syn Jacka Soplicy. Nie zachował się też żaden fragment nowych Dziadów, co świadczy o tym, jak bardzo samokrytyczny był Mickiewicz. Przemyślenia Piotra Wierzbickiego na temat Adama Mickiewicza i jego dzieła kończy interesujący autorski wybór tekstów, zdaniem autora, najbardziej wartościowych i ponadczasowych. Pisze o tym wszystkim autor zatroskany o to, o co najbardziej troszczył się Poeta - o niepodległość Polski.

Wobec widma utraty niepodległości


"Stoimy wobec widma jej utraty - pisze - tym razem bez jednego wystrzału, bez okupacji i rozbiorów, na własne życzenie, plasterek po plasterku lub nawet hurtem, w radosnym dziele wyrzucenia na śmietnik własnego kraju, a przy okazji tych wszystkich, którzy na przestrzeni dziejów, od konfederacji barskiej po Powstanie Warszawskie i Solidarność, oddali za jego wolność życie".

Gorzka to refleksja, ale także próba uświadomienia, że odcinając się od polskości - jej tradycji i historii, której najjaśniejszy punktem jest twórczość Adama Mickiewicza - skazujemy się na niebyt, na miałkość egzystencji, zanik tożsamości. Wolność nie jest nam dana w spadku i raz na zawsze - o nią zawsze trzeba walczyć, dokonując radykalnych wyborów.

Eseje Piotra Wierzbickiego "Powrót do Mickiewicza" są książką na tyle ważną, że nie można jej przeoczyć, bo pisząc o Mickiewiczu w sposób świeży i osobisty, autor zachęca jednocześnie do pogłębionej refleksji także o nas samych. Mamy się pochylić nie tylko nad twórczością autora "Pana Tadeusza", ale także nad podstawowymi wartościami w życiu każdego z nas - naszą polską tożsamością - abyśmy jej zbyt łatwo nie rozmienili na drobne i nie sprzedali za srebrniki.

Książka Piotra Wierzbickiego "Powrót do Mickiewicza" miała swoją premierę 29 maja 2020 roku w Państwowym Instytucie Wydawniczym.

czwartek, 20 lutego 2020

"Sonety krymskie" Mickiewicza z muzyką Moniuszki - nowa płyta Polskiego Radia

Właśnie ukazała się nakładem Polskiego Radia wyjątkowa płyta: kantata Stanisława Moniuszki „Sonety krymskie”, do słów Adama Mickiewicza, w nowym opracowaniu. Ten rodzaj post scriptum do zeszłorocznej 200. rocznicy urodzin Moniuszki przygotował Chór Polskiego Radia i {oh!} Orkiestra Historyczna.



Stanisław Moniuszko napisał tę kantatę na głosy solowe, chór i orkiestrę w 1867 roku do słów zaczerpniętych z dziewięciu spośród 18 sonetów swojego ulubionego poety. Pierwsze wykonanie odbyło się rok później w Warszawie, w lutym 1868 r.


Romantyczna moda na Orient

Zainteresowanie Wschodem było u romantycznych twórców zjawiskiem dość powszechnym. Z jednej strony w egzotycznej kulturze pociągała romantyków odmienność, z drugiej zaś barwność i swego rodzaju bajkowość. Wprowadzali więc ochoczo do swych utworów motywy
m.in. arabskie, perskie czy tureckie. Jak pisał w „Pamiętniku literackim” Marian Kwaśny: „orientalizm romantyczny – jako jedna z głównych postaci romantycznego egzotyzmu […] był modą literacką, wraz z jej wszystkimi charakterystycznymi cechami: urokiem nowości, zmiennością
i przemijalnością, powierzchownością i dorywczością”.
Na gruncie polskim z orientalną „falą” popłynął sam Adam Mickiewicz,
o czym świadczą jego Sonety krymskie, wydane w 1826 roku. Jako motto swojego zbioru wykorzystał cytat z cyklu liryków Goethego pt. Dywan Zachodu i Wschodu: „Kto chce zrozumieć poemat, musi jechać do kraju poematu; kto chce zrozumieć poetę, musi jechać do kraju poety”. W istocie udał się w trwającą blisko dwa miesiące podróż na daleki Krym, która trwała od 29 sierpnia do 27 października 1825 roku.


Mickiewicz i muzyka

Związki naszego wieszcza z muzyką są ściślejsze niż można by sądzić.
W 1840 roku autor Pana Tadeusza napisał do swojego przyjaciela Bohdana Zaleskiego: „Ty wiesz, gdybym miał pieniądze, porzuciłbym literaturę i książki, osiadłbym na wsi i komponował muzykę. To jest moje dawne pragnienie – komponować”.
Zresztą pewne skromne próby umuzycznienia swoich wierszy poeta podejmował sam. Od początku jednak jego poezja stanowiła źródło inspiracji dla wielu kompozytorów zarówno polskich, jak i zagranicznych. Po jego teksty sięgali m.in. Piotr Czajkowski, Michaił Glinka, Nikołaj Rimski-Korsakow, Cezar Cui, Maria Szymanowska, Carl Loewe, Fryderyk Chopin czy Ignacy Jan Paderewski. Najszerzej jednak twórczość romantycznego wieszcza obecna jest właśnie w twórczości Stanisława Moniuszki. Autor monografii kompozytora z 1972 r. Witold Rudziński napisał: „Mickiewicz był ulubionym poetą Moniuszki (…) Nikt nie potrafił tak wszechstronnie przejąć się duchem tej poezji”. I trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Obok najpopularniejszych ballad, które weszły do kanonu liryki wokalnej, jak Świtezianka, Czaty, Trzech Budrysów, Pani Twardowska, Powrót taty czy Rybka, są też te mniej znane pieśni jak Pieśń z wieży, Pieśń do Wilii, Do Niemna, Rozmowa, Sen, Żeglarz, Do H***. Wezwanie do Neapolu i Moja pieszczotka, czy tłumaczenia tekstów Goethego, których dokonał Mickiewicz, jak Znaszli ten kraj. Moniuszko ma na koncie również kantatę Widma, będącą muzyczną ilustracją II części Dziadów.

Krym przez Moniuszkę odmalowany

Szczególnym dziełem są prezentowane na płycie w nowym opracowaniu Sonety krymskie do słów Mickiewicza, będące przykładem ujęcia cyklu poetyckiego w cykl wokalno–instrumentalny. Po słynne Sonety kompozytor sięgnął w 1867 roku. Prawykonanie tej kantaty przeznaczonej na chór mieszany, głos solowy i orkiestrę symfoniczną, miało miejsce 16 lutego 1868 roku w Warszawie. „Sonety ułożone w muzykę! — rzecz rzadka, prawie nie praktykowana” – napisał w recenzji Oskar Kolberg. Spośród 18 sonetów z Mickiewiczowskiego cyklu, autor Halki wybrał do swojej kantaty dziewięć i ułożył je w muzyczno-poetycką opowieść o fascynującej podróży po Półwyspie Krymskim.

Obsada orkiestry to kwintet smyczkowy, harfa, dwa flety (w tym flet piccolo), dwa oboje, dwa klarnety, dwa fagoty, cztery waltornie, dwie trąbki, trzy puzony, ofiklejda, kotły, bęben mały, bęben wielki, talerze oraz tam-tam. Dzieło otwiera wolna instrumentalna Intrada, po której następuje pełna zadumy Cisza morska (Andante molto tranquillo). Żegluga utrzymana jest w tempie szybkim (Allegro, non troppo presto). Pieśń młodzieńca (Allegro) to jedyna, poza wstępem, część czysto instrumentalna, po której nadchodzi dramatyczna Burza (tenor, chór i orkiestra), z dopiskiem Molto agitato. Na tej pełnej ilustracyjnych efektów części kończy się także wątek morski. Ruina (Bakczysaraj) przynosi niewątpliwe uspokojenie nastroju (Largo), po czym przy słowach „Gdzież jesteś o miłości, potęgo i chwało!” przechodzi w quasi-marsz. Po umiarkowanej i nostalgicznej Nocy (Andantino), rozbrzmiewa majestatyczny Hymn (Czatyrdah). Następnie uwagę przykuwa tenorowa pieśń Pielgrzym, utrzymana w Andantino, ze smyczkami pizzicato. Dzieło wieńczy powolny, ale optymistyczny Epilog (Ajudah, chór i orkiestra), który przynosi filozoficzny spokój, a nawet spełnienie.

Najlepszym komentarzem do umuzycznionych przez Moniuszkę Sonetów krymskich niech będzie opis, który znajdziemy w monografii kompozytora z 1914 roku, autorstwa Aleksandra Polińskiego:
„Myślą towarzysząc pielgrzymującemu po Krymie Mickiewiczowi, wszystkie jego uczucia, żale, wspomnienia ze stron rodzinnych, zadumy, wrażenia i przejmujące tęsknoty, niemniej wyraziście opisał tajemniczą mową dźwięków, jak poeta żywym słowem poetyckim. To, na co orli duch wieszcza pooglądał ze skały Judahu, o czym dumał na gruzach starej Girajów dziedziny i marzył podczas czarownej nocy wschodniej, muzyk natchniony to widział, odczuwał i przeżywał, czytając jego przecudne sonety”.
Mateusz Borkowski

Z inicjatywy Programu 2 Polskiego Radia dzieło to postanowił przypomnieć Chór Polskiego Radia. Do współpracy została zaproszona {oh!} Orkiestra Historyczna, grająca na instrumentach z epoki. To sprawiło, że napisane ponad 150 lat temu „Sonety krymskie” zyskały wyjątkowy i historyczny wydźwięk.

„Najlepszym komentarzem do umuzycznionych przez Moniuszkę Sonetów krymskich niech będzie opis, który znajdziemy w monografii kompozytora z 1914 roku, autorstwa Aleksandra Polińskiego: Myślą towarzysząc pielgrzymującemu po Krymie Mickiewiczowi, wszystkie jego uczucia, żale, wspomnienia ze stron rodzinnych, zadumy, wrażenia i przejmujące tęsknoty, niemniej wyraziście opisał tajemniczą mową dźwięków, jak poeta żywym słowem poetyckim. To, na co orli duch wieszcza pooglądał ze skały Judahu, o czym dumał na gruzach starej Girajów dziedziny i marzył podczas czarownej nocy wschodniej, muzyk natchniony to widział, odczuwał i przeżywał, czytając jego przecudne sonety” – pisze o płycie Mateusz Borkowski, muzykolog, publicysta i krytyk muzyczny, autor bloga "Orfeum Borkowskiego"

Stanisław Moniuszko (1819-1872) Sonety krymskie/ Crimean Sonnets

na chór mieszany, tenor solo i orkiestrę symfoniczną do poezji Adama Mickiewicza/ for mixed choir, tenor solo and symphony orchestra set to poetry of Adam Mickiewicz

UTWORY:

Intrada / Introduction                                                                  2:54

Cisza morska / Calm at Sea                                                        4:13

Żegluga / Sailing                                                                             3:19

Pieśń młodzieńca / Song of a Young Man                           0:56

Burza / The Storm                                                                         5:59

Ruina (Bakczysaraj) / Ruins (Baktschi Serai)                        4:47

Noc / The Night                                                                                              3:56

Hymn (Czatyrdah) /Hymn (Tschatir Dagh)                           3:44

Pielgrzym / The Pilgrim                                                               5:51

Epilog (Ajudah) / Epilogue (Ayu-Dag)                                   4:18

WYKONAWCY:

Chór Polskiego Radia / Polish Radio Choir

Maria Piotrowska-Bogalecka – przygotowanie chóru / choirmaster

Aleksander Kunach –  tenor


{oh!} Orkiestra Historyczna

Dirk Vermuelen – dyrygent / conductor
.
informacja prasowa

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanym przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipińs...

Popularne posty