Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu…
Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Już w piątek w kinie Iluzjon rozpoczyna się pierwsza edycja festiwalu „Lost & Found” . Niedzielne spotkanie z Maciejem J. Drygasem poprowadzi Wojciech Klata. W ramach festiwalu pokażemy filmy polskiej i zagranicznej produkcji. Wśród nich film "Beksińscy. Album wideofoniczny" w reż. Marcina Borchardta.
Przyspieszający proces digitalizacji starych taśm w światowych archiwach zachęcił wielu artystów do tworzenia filmów montażowych będących próbą nadania nowych sensów materiałom źródłowym.
Jak wykorzystać możliwości języka filmowego do zbudowania relacji emocjonalnej pomiędzy widzem a rzeczywistością archiwalną? W jakim momencie kompilacja staje się kreacją? Jak radykalnie przeformułować pierwotny sens materiałów archiwalnych? Jakich narzędzi użyć do realizowania tego procesu? I czy ten nowy świat, który został powołany do życia na ruinach starego, jest światem osobnym?
Mamy nadzieję, że proponowany przez nas zestaw bardzo różnorodnych formalnie filmów, korzystających z materiałów archiwalnych, otworzy widzom przestrzeń do głębszej refleksji nad magią kina.
Zainspirowany książką W.G. Sebalda (tytuł oryginalny Luftkrieg und Literatur) i oparty na archiwalnych materiałach z II wojny światowej film stawia pytanie: czy wykorzystywanie ludności cywilnej jako środka wojennego jest moralnie dopuszczalne? Czy można usprawiedliwić masową zagładę w imię wyższych „moralnych” ideałów? Pytanie to pozostaje tak samo aktualne dziś, jak 80 lat temu, a jego znaczenie tragicznie przejawia się w bieżących wydarzeniach politycznych.
16.09 (SOBOTA)
godz. 14.00 Iskra boża, reż. Bill Morrison, 67 min, 2010, USA
Reżyser Bill Morrison ożywia archiwalne materiały filmowe, aby opowiedzieć na nowo Frankensteina Mary Shelley, z oryginalną ścieżką dźwiękową skomponowaną i wykonaną przez Dave’a Douglasa i Keystone.
godz. 16.00 Matka Dao żółwiopodobna, reż. Vincent Monnikendam, 88 min, 1995, Holandia
Reżyser zebrał zachowane w archiwach państwowych nitro filmy nakręcone przez holenderskich operatorów w latach 1912-1933 w koloniach w Indiach. Dokument pozwala przyjrzeć się, za pośrednictwem archiwalnych fragmentów filmów, holenderskiemu kolonializmowi w Indonezji na początku XX wieku. Zwykły komentarz został pominięty, a w jego miejsce zostały włączone do cyfrowej kompozycji dźwiękowej wiersze i piosenki w języku bahasa indonesia.
Film był pokazywany na czterdziestu ośmiu międzynarodowych festiwalach filmowych i otrzymał osiemnaście nagród i wyróżnień, w tym pięć Złotych Nagród. Film został uznany za najlepszy holenderski film 1995 roku.
Historia miłosna, dwie różne wiary, rodzina w zamęcie współczesnej historii Iranu.
„Matka poślubiła zdjęcie ojca”, mówi reżyserka Firouzeh Khosrovani na początku tego głęboko osobistego dokumentu. Nie jest to jednak przenośnia – jej matka Tayi dosłownie poślubiła portret Hosseina w Teheranie – był on w Szwajcarii i studiował radiologię i nie mógł wrócić do ojczyzny na ślub. Wydarzenie to ilustruje przepaść, która wciąż istnieje w ich małżeństwie: Hossein jest świeckim postępowcem, a Tayi pobożną, tradycyjną muzułmanką. Ta historia rodzinna jest rodzajem zdjęcia rentgenowskiego, obnażającego konflikty irańskiego społeczeństwa w okresie poprzedzającym i następującym po irańskiej rewolucji w 1979 roku. Oprócz komentarza Khosrovani, słyszymy czytane na głos listy i wspomnienia rozmów między jej rodzicami. Jednocześnie widzimy zdjęcia i filmy z rodzinnego archiwum. Te fragmenty intymności przeplatane są stylizowanymi ujęciami rodzicielskiego domu reżyserki, którego wystrój i umeblowanie subtelnie odzwierciedlają każdy nowy etap w małżeństwie jej rodziców – i w irańskim społeczeństwie.
godz. 20.00 Beksińscy. Album wideofoniczny, reż. Marcin Borchardt, 80 min, 2017, Polska
Dokument ukazuje życie rodziny Beksińskich za pośrednictwem prywatnych materiałów dźwiękowych i filmowych.
Historia wybitnego polskiego malarza, Zdzisława Beksińskiego i jego skomplikowanej relacji z synem Tomkiem – niezwykle popularnym dziennikarzem muzycznym, cierpiącym na depresję i podejmującym wielokrotnie próby samobójcze. Wstrząsający, dokumentalny dramat rodzinny, precyzyjnie zrekonstruowany na podstawie prywatnych, nigdy wcześniej w takiej formie niepublikowanych, dźwiękowych, filmowych i fotograficznych materiałów z archiwum Beksińskich. Scenariusz oparty na bestsellerowej biografii Magdaleny Grzebałkowskiej pt. Beksińscy. Portret podwójny.
The Maelstrom wykorzystuje kolekcję domowych filmów nakręconych w Holandii przed i w trakcie II wojny światowej, których bohaterami są członkowie rodziny Peereboom.
Kolejny w dorobku węgierskiego mistrza dokument poświęcony losom europejskich Żydów. Wykorzystane w tym filmie ujęcia zostały nakręcone w Holandii na przełomie lat 30. i 40 ubiegłego wieku. Uwiecznieni na nich ludzie uprawiają sport, bawią się z dziećmi, flirtują, żenią się i świętują. Choć trudno znieść myśl, że nie potrafimy odróżnić jednych od drugich, są wśród nich zarówno ofiary, jak i architekci „ostatecznego rozwiązania”. Ciężko też pogodzić się z myślą, że oglądamy ostatnie chwile ludzi, którzy tak bardzo potrafią cieszyć się życiem.
Film łączy materiały archiwalne z częściowo fabularyzowaną narracją dziennikarki Grace Drummond-Hay. W 1929 roku była ona jedyną kobietą, która wzięła udział w pierwszej podróży Grafa Zeppelina dookoła świata. Scenarzystka i reżyserka Ditteke Mensink stworzyła fikcyjny pamiętnik na podstawie artykułów prasowych i listów miłosnych Drummond-Hay. Wspomnienia dziennikarki opisują podróż słynnego zeppelina, atmosferę tamtego okresu w Europie i poza nią, a także życie osobiste tej wyjątkowej kobiety. Narracji dziennika towarzyszą wymowne ujęcia monumentalnego zeppelina, jego luksusowych wnętrz i przebiegu życia osób na pokładzie. Film przedstawia emocje odczuwane przez wszystkich pasażerów i tłumy wielbicieli na całym świecie. Film jest żywym świadectwem entuzjazmu i optymizmu okresu oddzielonego zaledwie kilkoma tygodniami od Czarnego Wtorku i krachu na Wall Street.
godz. 18.00 Jeden dzień w PRL, reż. Maciej J. Drygas, 58 min, Polska (po projekcji spotkanie z autorem)
Archiwalne fragmenty audycji radiowych, milicyjne raporty, donosy, fragmenty listów, pamiętników… wszystkie te materiały łączy jedno – powstały tego samego dnia 27 września 1962 roku. Maciej Drygas bez tuszowania i ubarwiania pokazuje od – świtu do zmierzchu – zwykły dzień w Polsce Ludowej.
Swoją filmową pracę porównuje do "Lekcji anatomii" Rembrandta. Punktem wyjścia jest człowiek, z jego fizyczną obecnością i historią, ale właściwym tematem pozostaje tajemnica człowieka, której dokumentalista docieka. Zawsze wrażliwy na drugiego człowieka i jego los. Staranna dokumentacja pokazuje, że nic tu nie jest na niby, a kreacja nie jest tylko formalną wirtuozerią, ale służy poruszeniu serca widza.
Maciej J. Drygas, fot. IMDb
Historia człowieka niezłomnego: "Usłyszcie mój krzyk"
Pierwszym filmem, który sprawił, że zainteresowałam się twórczością tego znakomitego artysty, był "Usłyszcie mój krzyk" (1991). Za pomocą nieznanych, często niespodziewanie odkrytych, materiałów archiwalnych reżyser opowiada historię samospalenia Ryszarda Siwca podczas uroczystości dożynkwych 8 września 1968 roku na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Gromadząc dokumentację, Drygas natknął się na 7-sekundowy zapis na taśmie filmowej, który jakimś cudem ocalał w archiwum WFD. To bezcenne znalezisko stało się w rezultacie punktem wyjścia i kulminacją filmu.
Sekwencja wstępna ukazuje funkcjonariuszy milicji pośpiesznie palących akta. Potem - z archiwów szpitala i prokuratury, a także z zapisu w księdze parafialnej, że akta sprawy Ryszarda Siwca nie istnieją, zaś jako oficjalną przyczynę zgonu odnotowano wypadek...
Kadr z filmu "Usłyszcie mój krzyk"
A jednak - jak się okazało po z górą trzydziestu latach - historia tego człowieka została zapamiętana przez wielu. Nie tylko jego bliskich i znajomych; także naocznych świadków, którzy po latach ze szczegółami relacjonują tamto wydarzenie. Maciej J. Drygas przeplata ich relacje z refleksjami na temat śmierci Siwca - jej przyczyn i wymowy. Wszyscy pozostają wobec tego dramatu bezradni. Ksiądz Józef Tischner twierdzi, że samospalenie nie należy do tradycji chrześcijańskiej, ale w przypadku Siwca mieliśmy do czynienia z aktem wolnym. Swoim samotnym heroicznym aktem wzniecił na warszawskim stadionie ogień wolności. Z pewnością była to męczeńska ofiara. Pozostali rozmówcy mówią o buncie przeciwko złu i kłamstwu.
Maciej Drygas nie tylko wydobywa bohatera z otchłanie niepamięci. Pokazuje również, ze czyn taki nigdy nie jest daremny. W filmie pobrzmiewa ton tragedii antycznej, której istotą jest wybór tragiczny - wybór mniejszego zła, który jednak charakteryzuje utrata jakiejś wartości. W przypadku Siwca jest nią nie tylko własne życie, ale również ukochana rodzina: żona i pięcioro dzieci, którzy będę dźwigać swoje cierpienie przez całe życie... Nie mamy wątpliwości, że tak właśnie jest, szczególnie w odniesieniu do dorosłych już dzieci bohatera.
Wydawało mi się - mówi reżyser - że to taka polska historia, tymczasem postawa Siwca okazała się uniwersalna. Widzowie w różnych zakątkach świata żywo dyskutowali po filmie o własnych konformistycznych postawach. Film znajdziecie TUTAJ.
"Stan nieważkości" (1994) - przypowieść o końcu pewnego świata
W 1992 roku świat obiegła informacja, że po orbicie krąży od roku kosmonauta Siergiej Krikalow. Po powrocie na Ziemię zyskał nawet przydomek ostatniego obywatela ZSRR; jego powrót odbył się bowiem tuż po rozpadzie Związku Radzieckiego. Historia samotnie krążącego po orbicie człowieka, podczas gdy rozpada się jego dotychczasowy świat, wydała się Maciejowi Drygasowi niezwykle inspirująca. Uznał, że ten dramatyczny lot posłużyć może do zbudowania dokumentalnej opowieści o końcu XX wieku. Pojechał więc do Rosji, by starać się o wywiad z Krikalowem i ku swojemu zdumieniu dowiedział się, że lot ten wcale nie był samotny i że to właśnie za zgodą kosmonauty został przedłużony. W tym czasie zmienili się jego partnerzy. Pierwotny zamysł reżysera musiał ulec przeobrażeniu. Udało mu się - po wielu staraniach - dotrzeć do Archiwum Dokumentacji Kosmicznej. Podczas wielotygodniowego przesłuchiwania nagrań rozmów kosmonautów z Ziemią reżyser tak dalece wszedł w ten szczególny i - zdawałoby się - hermetyczny świat, że nawiązanie bezpośrednich kontaktów z kosmonautami stało się czymś naturalnym, choć oczywiście nie było łatwe. Żartobliwie podzielił swoich potencjalnych rozmówców na żołnierzy i poetów. Ci pierwsi niewiele mieli do powiedzenia, dla drugich pobyt w kosmosie był marzeniem życia. I to z nimi głównie rozmawiał autor "Stanu nieważkości".
Reżyser podczas kręcenia Stanu nieważkości
Z bogatego materiału dokumentacyjnego - gotowego i własnego - Drygas stworzył fascynujący film. W kosmosie bohaterowie czują, że spełniły się ich marzenia i że taka podróż ma głęboki sens. Opowiadają o sprawach "codziennych", tzn. o swoim funkcjonowaniu w nietypowych warunkach, ale rozważają też doznania niezwykłej harmonii kosmosu. Jednak powrót ze stanu nieważkości do rzeczywistości okazuje się bolesny. Reżyser odsłania także ciemną stronę lotów: poza eksperymentami, które wielu opłaciło życiem lub trwałym kalectwem, to także wiele nieudanych lotów, zakończonych katastrofami. Ich śladem są dziś sterczące w niebo rdzewiejące konstrukcje, zniszczone kapsuły są jak szczątki przedpotopowych zwierząt lub umarłych cywilizacji... Film ma cechy przypowieści i mówi także o cenie, jaką płaci człowiek realizując marzenia o transcendencji.
"Stan nieważkości" w reż. Macieja J. Drygasa
"Głos nadziei" (2002) - opowieść o niezniszczalności prawdy
Pokazałem film byłym pracownikom rozgłośni Radia Wolna Europa - opowiada reżyser "Głosu nadziei". Gdy skończyła się projekcja, odczytałem list do Jana Nowaka Jeziorańskiego, która napisał, za moją sugestią, jeden z moich bohaterów - byłych pracowników stacji przekaźnikowej. Przepraszał w nim za to, że przez tyle lat zagłuszał wolne słowo. Nowak Jeziorański był bardzo poruszony. Kilka dni później autor listu zatelefonował do mnie i tłumiąc wzruszenie, zaczął opowiadać:
- Panie Maćku, dzisiaj rano - dzwoni telefon. Podnoszę słuchawkę i co słyszę? Głos człowieka, którego tyle lat zagłuszałem!.. I on mi wybaczył!!!
Kadr z filmu "Głos nadziei"
Radio Wolna Europa było w latach 1952-1994 dla wielu Polaków własnie owym tytułowym głosem nadziei. Jednak film nie jest bynajmniej historią RWE. Reżyser dopuścił do głosu ludzi mieszkających wówczas w Polsce pozbawionej wolności słowa, w której wszelkimi sposobami zagłuszano prawdę.
Film rozpoczynają słowa spikera z 3 maja 1952 roku:
Będziemy mówili wam prawdę o wypadkach dziejących się w świecie, którą sowiecki reżim chce przed wami ukryć, by zabić w was resztki nadziei. (...)Nadejdzie jeszcze ten dzień, kiedy jutrzenka swobody zabłyśnie znowu nad Warszawą.
W końcówce filmu z eteru płyną słowa będące potwierdzeniem wypełnienia misji i zapowiadające zakończenie działalności Radia Wolna Europa. Reżyser pokazuje archiwalne obrazy polskiej rzeczywistości tamtych lat: biedne, zaniedbane podwórka, zgrzebne ulice, apatyczne twarze ludzi stłoczonych w autobusie w drodze do pracy. Pojawiają się też szczególni rozmówcy: pracownicy zatrudnieni przy zagłuszaniu płynących z wolnego świata fal radiowych, głos zabierają także ludzie stawiający temu opór.
Podczas trwania stanu wojennego Radio Wolna Europa prowadziło akcję "Pomoc - telefon do kraju", dzięki której rozłączone brutalnie rodziny mogły się ze sobą skomunikować. Wtedy też powstaje pierwsze niezależne radio w Polsce - Radio "Solidarność". Przestrzeń wolności się powiększa, zwycięstwo prawdy nad kłamstwem staje się nieuniknione. Wreszcie widzimy jego symboliczny znak - walące się maszty antenowe, które służyły zagłuszaniu radiowych fal. Podobnie, jak w poprzednich filmach, najbardziej poruszające są ludzkie historie, którym reżyser pozwala zaistnieć.
Jak co dzień - "Jeden dzień w PRL" (2005)
"Jeden dzień w PRL" (całość)
Nie szukałem niezwykłego dnia. To mógłby być każdy inny dzień - powiedział podczas reżyser podczas spotkania we Wrocławiu. W tym opresyjnym systemie szukałem człowieka, który pragnął odrobiny wolności, żeby jakoś żyć.
W istocie, ten dzień - 27 września 1962 roku, pokazany od świtu do zmierzchu - to dzień, jakich wiele, wybrany jako charakterystyczny obraz mikrokosmosu PRL-u. Film rozpoczyna panorama pełnej neonów Warszawy lat 60. oraz scena nauki twista. Ale po tym propagandowym obrazku przedstawiającym szczęśliwy świat i uśmiechniętych ludzi następuje właściwa opowieść, której nie znajdziemy w żadnych z filmów tamtych czasów. Słyszymy, jak przedstawiciel tajnych służb informuje o antypaństwowych napisach, a tajny współpracownik zdaje raport o obserwowanych z ukrycia zwykłych mieszkańcach zwykłego bloku:
Figurant rozmawia z żoną o sprawach intymnych, je śniadanie, kładzie się spać. Figurantka kupuje w sklepie kilka kilogramów soli.
Poczucie absurdu, a zarazem niewyobrażalna skala inwigilacji płynie nie tylko z przekazywanych informacji, ale , ale także z towarzyszącym im obrazów. W filmowej narracji ważną rolę odgrywają stopklatki, sprawiające wrażenie, że ktoś obserwuje i utrwala wszystko: sprzątającą kobietę, ludzi śpieszących do pracy, roznosiciela gazet... Słyszymy charakterystyczny dźwięk migawki aparatu fotograficznego.
Obrazom towarzyszą także charakterystyczne teksty z epoki. Na przykład kierowniczka sklepu tłumaczy się z faktu posiadania "nadwyżki biustonoszy", kupiła je bowiem okazyjnie w... piekarni. W liście do redakcji Fali 56 Polskiego Radia kobieta prosi o interwencję, pragnąc uniknąć kary więzienia za "posiadanie nielegalnego mięsa", które zawiozła synowi do szpitala.
Kończy się dzień. Tramwaje zjeżdżają do zajezdni. Wybija północ i spikerka zapowiada dzień następny - taki sam...
"Cudze listy" (2011) - skradzione biografie
Przy okazji gromadzenia materiałów archiwalnych do poprzednich filmów Maciej Drygas odkrył, że od początku istnienia PRL przechwytywano i rozpracowywano miliony listów rocznie. Sześć lat zabrało reżyserowi gromadzenie i opracowywanie dokumentacji na ten temat. Warto filmy te zobaczyć jako dopełniające się, choć pod wieloma względami różne. Reżyser przedstawia tym razem ukrytą w archiwach, skradzioną Polakom historię, a właściwie historie trzydziestu ludzi wybranych spośród tysięcy. O "Cudzych listach" mówi:
Ten film nie jest ani historyczny, ani publicystyczny. Zrealizowałem moją bardzo autorską wizję PRL-u, choć wykreowany przeze mnie świat powstał w większości z materiałów archiwalnych. Zabieram widzów na wycieczkę w przeszłość.
Kadr z filmu "Cudze listy"
Film rozpoczyna scena zakończenia wojny i wkroczenia wojsk rosyjskich. Entuzjastyczne powitania i uśmiechy są kontrapunktem do ścieżki dźwiękowej. Narratorem jest kobieta pisząca list, która opowiada o strachu, kradzieżach, biciu i innych represjach ze strony „wyzwolicieli”. Następnie słyszymy tekst tajnego pisma z 18 czerwca 1945 roku, będącego sprawozdaniem z pracy cenzury wojskowej, z którego wynika, że cała korespondencja w kraju została objęta nadzorem. Listy i telegramy kontrolowano, a część z nich zatrzymywano, by służyły jako materiał dowodowy do aresztowań i wszczęcia śledztwa. Wybrane teksty są w filmie czytane przez amatorów, podobnie jak w „Jednym dniu w PRL”, przez co brzmią one jeszcze bardziej wiarygodnie. O czym piszą ludzie, których głos rozlega się po tylu latach? O głodzie i o biedzie, o drożyźnie i bezrobociu, o aresztowaniach i braku nadziei. Niektóre pozostają w pamięci na długo, jak ten pisany przez 13-letniego chłopca do prezydenta Bieruta, by darował ojcu karę śmierci, bowiem on i jego młodsze rodzeństwo zostaną sierotami. Towarzyszy temu obraz dzieci bawiących się na brudnym podwórku, jakich wówczas było wiele.
Proceder trwa długo i przybiera coraz bardziej monstrualne wymiary. W latach 80., w rezultacie wprowadzenia stanu wojennego, wielu Polaków znalazło się nagle w więzieniach i na emigracji. Listy od nich mówią o tęsknocie i trudach emigracji:
Tu jest wszystko, ale ja bym wolała - pisze jedna z autorek zatrzymanego listu - wrócić do Polski. W odpowiedzi otrzymuje uściski z szarej, ale kochanej Polski.
Końcowa sekwencja filmu pokazuje ludzkie twarze - smutne, zmęczone, szare. Obrazom tym towarzyszy piękna, przejmująca muzyka Pawła Szymańskiego. Trzydzieści listów – trzydzieści biografii, historii ludzkich, które zostały okradzione z wolności, godności, z ojczyzny… Bardzo poruszający film, odwołujący się przede wszystkim (podobnie jak poprzednie) do emocji widza.
"Cudze listy", reż. Maciej J. Drygas
"Usłysz nas wszystkich" (2008) - metaforyczna opowieść o przemijaniu
Tytuł kojarzyć się może z pierwszym filmem dokumentalnego cyklu Macieja Drygasa: "Usłyszcie mój krzyk". Tym razem jednak jest to krzyk dobiegający z otchłani czasu, krzyk zbiorowości - opowieść o zaginionej cywilizacji, której fragmenty znajdują w Sudanie polscy archeolodzy. Wydawać by się mogło, że to film dla Drygasa nietypowy, ale reżyser i tu dotyka spraw, które go ciągle nurtują. Bez względu na czas i miejsce interesuje go przede wszystkim człowiek. Przy tym reżyser ma temperament archeologa: cierpliwość i dociekliwość. Swoją kwerendę w archiwach sam nazwał "codzienną archeologią", której towarzyszy poczucie radości szukania - i znajdowania. Jak powie podczas spotkania: Wyciągałem świat z niebytu i pokazywałem.
Film "Usłysz nas wszystkich" jest właściwie impresją na temat odkrycia wczesnochrześcijańskiego grobu. Żmudne poszukiwania, piasek, z którego wyłaniają się napisy, bdące przesłaniem zaginionej cywilizacji:
Przywódco Duchów, Panie spraw, abyśmy żyli w tym kraju, którego nie dotyka srogość złego ducha. Przyjdź, objaw się, słysz nas wszystkich.
Czy podobne słowa nie mogły paść w którymś z poprzednich filmów?
Kadr z filmu "Usłysz nas wszystkich"
"Abu Haraz" (2013) - Opowieść o końcu świata
Przy okazji pobytu w Sudanie reżyser dowiedział się o planach likwidacji wioski Abu Haraz. Miał więc niepowtarzalną okazję utrwalić ją w kadrze, zanim to się stanie. Mógł także towarzyszyć jej mieszkańcom, gdy jeszcze w niej mieszkali, kiedy protestowali, a wreszcie kiedy z niej wyjeżdżali. Widzimy ich także w obcym, pozbawionym zieleni krajobrazie, w którym czują się wyobcowani i nieszczęśliwi.
Główny bohater filmu "Abu Haraz"
Znając poprzednie dokonania Macieja Drygasa, nie dziwi nas, że reżyser znowu sięga po temat, w którym człowiekowi dzieje się krzywda i nie ma on wpływu na swój los - to rodzaj fatum.. Charakterystyczne jest, że każdy z jego filmów ma inną poetykę, starannie dobraną do tematu. "Abu Haraz" ma momentami realistyczny charakter, jednak ujęcia ludzkich twarzy i krajobrazów służą przede wszystkim refleksji i mają impresyjny charakter. Rozpoczyna go i kończy wyrazisty bohater – Sulejman, który opowiada swój sen:
Często mi się śni, że jestem u siebie w Abu Haraz i prowadzę normalne życie. Śni mi się, że koszę trawę, że jestem wśród palm. Nieraz mówię do kogoś, kogo już nie ma, o rzeczach, które już nie istnieją. Czuję, że jestem martwy, chociaż jeszcze żyję.
Również na końcu filmu bohater opowiada o tym, że śnili mu się zmarli rodzice. Pomiędzy tymi opowieściami o snach z przeszłości obserwujemy życie w wiosce. Narodziny dziecka są traktowane jako doniosłe wydarzenie, o którym powinni wiedzieć wszyscy. Obserwujemy pracujących w polu rolników, bardzo precyzyjnie nawadniających swoje uprawy, opiekujących się nowo narodzonymi zwierzętami, dzieci uczące się w szkole (kapitalna scena, w której nauczyciel pyta je o to, kim jest biedak), rodziny jedzące wspólne posiłki. Czasami dochodzi do kłótni, ale mimo wszystko jest to bardzo dobrze zintegrowana mała społeczność.
Jednak – jak się okazuje – poza nią mielą się żarna Historii i wystarczy czyjaś decyzja, aby całkowicie zmienić los tych ludzi. Protesty na nic się zdadzą… Trzeba sprzedać część zwierząt, spakować skromny dobytek i ruszyć w nieznane. Ci, których na to stać, zamierzają ekshumować i zabrać z sobą prochy swoich bliskich, ale dla większości jest to niewykonalne. Widzimy ich następnie w podobnych barakach, ale krajobraz wokół nim – obcy, jałowy… Smutek i przygnębienie z powodu oderwania od korzeni drążą nie tylko głównego bohatera, widać je na twarzach wszystkich mieszkańców wioski.
Maciej J. Drygas podczas pobytu w wiosce Abu Haraz
Twórczość Macieja J. Drygasa fascynuje mnie począwszy od filmu "Usłyszcie mój krzyk". Artysta z wielkim szacunkiem i niebywałą cierpliwością wydobywa z niepamięci ludzkie historie, dramaty wydawałoby się bezpowrotnie zapomniane. Nie tylko przywraca pamięć o takich nietuzinkowych bohaterach jak Ryszard Siwiec, odnajduje także fragmenty biografii zwyczajnych ludzi, którym je kiedyś skradziono ("Cudze listy"), ba, sięga znacznie dalej w głąb czasu, towarzysząc archeologom podczas wykopalisk w Sudanie ("Usłysz nas wszystkich"). Zawsze wrażliwy na drugiego człowieka i jego los. Staranna dokumentacja pokazuje, że nic tu nie jest na niby, a kreacja nie jest tylko formalną wirtuozerią, ale służy poruszeniu serca widza.
Dodajmy, że filmy Drygasa są doceniane na całym świecie, co potwierdza, że ich przesłanie ma głęboko humanistyczny i zarazem uniwersalny charakter.
Artykuł o twórczości Macieja J. Drygasa ukazał się pierwotnie w miesięczniku "KINO" 2011, nr 10. W tej wersji został nieco poprawiony i poszerzony o ostatni film tego reżysera.
1 grudnia 2011 roku w ramach Akademii
Filmu Dokumentalnego „MovieWro” odbyła się w Dolnośląskim Centrum Filmowym
wrocławska premiera filmu dokumentalnego Macieja J. Drygasa „Cudze listy”. Jest
to niezwykle poruszający dokument, ukazujący historię lat 1945 – 1989 z
perspektywy zwykłych ludzi, żyjących w opresyjnym systemie.
kadr z filmu Macieja J. Drygasa Cudze listy
Po projekcji odbyła
się dyskusja poprowadzona przez Stanisława Liguzińskiego, z
udziałem historyka, dyrektora Oddziału IPN we Wrocławiu, prof. Włodzimierza
Sulei oraz krytyka filmowego Tadeusza Sobolewskiego.
Przy okazji gromadzenia materiałów archiwalnych do
poprzednich filmów ( przede wszystkim „Jeden dzień w PRL”, 2005) Maciej J. Drygas odkrył, że od początku
istnienia PRL przechwytywano i rozpracowywano miliony listów rocznie. Reżyser
przedstawia tym razem ukrytą w archiwach, skradzioną Polakom historię, a
właściwie historie trzydziestu ludzi wybranych spośród tysięcy. Listy czytają głównie
amatorzy, podobnie jak w „Jednym dniu w PRL”, przez co brzmią one jeszcze
bardziej wiarygodnie. Filmy te dzieli odległość sześciu lat, tyle bowiem
zabrało reżyserowi gromadzenie i opracowanie dokumentacji, by w efekcie
stworzyć kolejną niezwykłą dokumentalną kreację.
Film rozpoczyna scena zakończenia wojny i wkroczenia
wojsk rosyjskich. Entuzjastyczne powitania i uśmiechy są kontrapunktem do
ścieżki dźwiękowej. Narratorem jest kobieta pisząca list, która opowiada o strachu, kradzieżach, biciu i
innych represjach ze strony „wyzwolicieli”.
Po niej słyszymy tekst tajnego pisma z 18 czerwca 1945 roku, będącego
sprawozdaniem z pracy cenzury wojskowej MSW, z którego wynika, że cała
korespondencja w kraju została objęta nadzorem. Listy i telegramy kontrolowano
i część z nich zatrzymywano, by służyły jako materiał do aresztowań i wszczęcia
śledztwa.
Poza raportami, w których funkcjonariusze cytują
fragmenty listów, słyszymy także teksty czytane w pierwszej osobie, jakby przez
ich autorów po latach dopuszczonych do głosu. O czym piszą? O głodzie i o
biedzie, o drożyźnie i bezrobociu, o aresztowaniach i braku nadziei, a także o
represjach ze strony Rosjan i funkcjonariuszy milicji. Czarno-białe fragmenty
filmowe zostały przez reżysera – jak zwykle – bardzo starannie dobrane, w
porządku chronologicznym i tematycznym, aż do roku 1989, kiedy to urząd
zawiesza swoją działalność.
Niektóre listy pozostają w pamięci na długo, jak ten
pisany przez 13-letniego chłopca do prezydenta Bieruta, by darował ojcu karę
śmierci, w przeciwnym razie bowiem on i jego młodsze rodzeństwo zostaną
sierotami. Listowi towarzyszy obraz bawiących się na brudnym podwórku dzieci.
Trzydzieści listów – trzydzieści biografii, historii
ludzkich, które zostały okradzione z wolności, godności, z ojczyzny… Końcowa
sekwencja filmu pokazuje ludzkie twarze – smutne, zmęczone, szare. Towarzyszy
im piękna, przejmująca muzyka Pawła Szymańskiego, skłaniająca do zadumy i
refleksji.
Po projekcji odbyła się dyskusja z udziałem prof. W.
Sulei oraz red. T. Sobolewskiego. O ile publicysta „Gazety Wyborczej” próbował
polemizować z przedstawioną w filmie Drygasa wizją PRL-u, twierdząc, że nie
było aż tak źle, szaro i opresyjnie, jak to przedstawia w swoich filmach reżyser,
o tyle prof. W. Suleja twierdził, że owszem, było jeszcze gorzej, że autor
„Cudzych listów” najbardziej drastyczne tematy i tak przemilczał, koncentrując
się na wątku wszechobecnej cenzury. Mimo to nie uważał, aby był to film
polityczny.
Zabrałam głos i ja, twierdząc, że
„Cudze listy”, podobnie jak poprzednie filmy Drygasa, od „Usłyszcie mój
krzyk”(1991) począwszy, a na „Usłysz nas wszystkich” (2008) są przywracaniem
pamięci o ludziach, którym stała się krzywda, próbą poruszenia naszych sumień.
Staranna dokumentacja pokazuje, że nic tu nie jest na niby, a kreacja nie jest
tylko formalną wirtuozerią, ale służy poruszeniu serca widza.
Dodajmy, że filmy Drygasa są doceniane na całym
świecie, co potwierdza, że ich przesłanie ma głęboko humanistyczny i zarazem
uniwersalny charakter.
ocena: 10/10
Recenzja ukazała się na portalu PIK Wrocław w grudniu 2011 roku.
Film można obejrzeć tutaj:
Maciej J. Drygas, mat. prasowe
Maciej J. Drygas - - reżyser, scenarzysta i producent filmów dokumentalnych oraz audycji radiowych, pedagog, doktor sztuki filmowej.
Urodził się 3 kwietnia 1956 roku w Łodzi. Jest absolwentem Wydziału Reżyserii Wszechrosyjskiego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK) w Moskwie.
Zadebiutował w 1983 roku- jako scenarzysta i reżyser - średniometrażowym filmem fabularnym, zrealizowanym w Zespole Filmowym "Tor" na zlecenie Telewizji Polskiej, zatytułowanym" Psychoterapia" . Jego debiutem dokumentalisty był film „Usłyszcie mój krzyk” (1991) poświęcony Ryszardowi Siwcowi, który w 1968 roku dokonał samospalenia na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie – w proteście przeciwko sowieckiemu totalitaryzmowi. Kolejny film – „Stan nieważkości” (1994) poświęcił radzieckiej kosmonautyce, która stała się punktem wyjścia do rozważań o końcu pewnego świata. Z kolei „Głos nadziei”(2002), poświęcony Radiu Wolna Europa, ukazywał zwykłych ludzi w Polsce, którym Radio dawało nadzieję i którzy podjęli walkę z systemem i zwyciężyli ją. Kolejny film – „Jeden dzień w PRL”(2005) - bogato udokumentowany dzień, jakich wiele, ukazuje świat będący pod nieustanną obserwacją, zniewolony i szary. Przed „Cudzymi listami” (2011) Drygas nakręcił jeszcze impresję „Usłyszcie nas wszystkich” (2008) – opowieść o zaginionej cywilizacji, której okruchy odnajdują polscy archeolodzy w Sudanie.
Za swoją twórczość otrzymał liczne nagrody, m.in.: Golden Gate Award na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w San Francisco, Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Melbourne oraz Srebrny Smok w Krakowie - za „Usłyszcie mój krzyk”, Platinum Remi na Worldfest Independent Film Festiwal w Houston oraz Srebrny Smok dla najlepszego filmu dokumentalnego na Krakowskim Festiwalu Filmowym za „Jeden dzień w PRL”(2007), Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Twórczości Telewizyjnej w Monte Carlo za „Stan nieważkości”.
Film Macieja
J. Drygasa o sudańskiej wiosce Abu Haraz tylko pozornie wydaje się być
egzotyczną i odległą historią. Kiedy go oglądałam we Wrocławiu, tym szczególnym
mieście, do którego po II wojnie przeniesiono mieszkańców Kresów, nie mogłam
pozbyć się uczucia, że to jest także historia mojej rodziny…
plakat filmu Abu Haraz w reż. Macieja J. Drygasa/fot. Against Gravity
Reżyser
wiedział, że wioska będzie zatopiona i miał niepowtarzalną okazję utrwalić ją w
kadrze, zanim to się stanie. Mógł także towarzyszyć jej mieszkańcom, gdy
jeszcze w niej mieszkali, kiedy protestowali, a wreszcie kiedy z niej
wyjeżdżali. Widzimy ich także w obcym, pozbawionym zieleni krajobrazie, w
którym czują się wyobcowani i nieszczęśliwi.
Twórczość
Macieja J. Drygasa fascynuje mnie począwszy od filmu Usłyszcie mój krzyk. Artysta z wielkim szacunkiem i niebywałą
cierpliwością wydobywa z niepamięci ludzkie historie, dramaty wydawałoby się bezpowrotnie
zapomniane. Nie tylko przywraca pamięć o takich nietuzinkowych bohaterach jak
Ryszard Siwiec, odnajduje także fragmenty biografii zwyczajnych ludzi, którym
je kiedyś skradziono (Cudze listy), ba,
sięga znacznie dalej w głąb czasu, towarzysząc archeologom podczas wykopalisk w
Sudanie (Usłysz nas wszystkich).
W tym
kontekście nie dziwi, że reżyser znowu sięga po taki temat. Charakterystyczne
jest, że każdy z jego filmów ma inną poetykę, starannie dobraną do tematu. Abu Haraz, ma momentami realistyczny
charakter, jednak ujęcia ludzkich twarzy i krajobrazów służą przede wszystkim
refleksji i mająimpresyjny
charakter. Rozpoczyna go i kończy wyrazisty bohater – Sulejman, który opowiada
swój sen:
„Często mi się śni, że jestem u siebie w Abu Haraz i prowadzę normalne życie. Śni mi się, że koszę trawę, że jestem wśród palm. Nieraz mówię do kogoś, kogo już nie ma, o rzeczach, które już nie istnieją. Czuję, że jestem martwy, chociaż jeszcze żyję”.
Abu Haraz w reż. Macieja J. Drygasa
Również na końcu filmu bohater opowiada o tym, że śnili mu się zmarli rodzice. Pomiędzy tymi opowieściami o snach z przeszłości obserwujemy życie w wiosce. Narodziny dziecka są traktowane jako doniosłe wydarzenie, o którym powinni wiedzieć wszyscy. Obserwujemy pracujących w polu rolników, bardzo precyzyjnie nawadniających swoje uprawy, opiekujących się nowo narodzonymi zwierzętami, dzieci uczące się w szkole (kapitalna scena, w której nauczyciel pyta je o to, kim jest biedak), rodziny jedzące wspólne posiłki. Czasami dochodzi do kłótni, ale mimo wszystko jest to bardzo dobrze zintegrowana mała społeczność.
Abu Haraz w reż. Macieja J. Drygasa
Jednak – jak się okazuje – poza nią mielą się żarna Historii i wystarczy czyjaś decyzja, aby całkowicie zmienić los tych ludzi. Protesty na nic się zdadzą… Trzeba sprzedać część zwierząt, spakować skromny dobytek i ruszyć w nieznane. Ci, których na to stać, zamierzają ekshumować i zabrać z sobą prochy swoich bliskich, ale dla większości jest to niewykonalne. Widzimy ich następnie w podobnych barakach, ale krajobraz wokół nim – obcy, jałowy… Smutek i przygnębienie z powodu oderwania od korzeni drążą nie tylko głównego bohatera, widać je na twarzach wszystkich mieszkańców wioski. Można by powiedzieć, że i tak mieli szczęście, bo ich nie rozłączono, bo dano im czas na spakowanie się i wyprowadzkę, bo mogą jeszcze popłynąć łodzią i na skrawku lądu wystającego z wody pomodlić się za swoich przodków… A jednak oglądając film czuje się bezbrzeżny smutek i tęsknotę za tym, co bezpowrotnie minęło. To tak jak w wierszu Zbigniewa Herberta:
Gdybym tam wrócił Pewnie bym nie zastał Ani jednego cienia z domu mego Ani drzew dzieciństwa Ani krzyża z żelazną tabliczką Ławki na której szeptałem zaklęcia Kasztany i krew Ani też żadnej rzeczy która nasza jest
("Pan Cogito myśli o powrocie do rodzinnego miasta")
Maciej J. Drygas podczas realizacji filmu
Recenzja ukazała się na portalu WYWROTA w maju 2013 roku.