10 maja (niedziela) o godz. 19:00 wybitna polska sopranistka Aleksandra Kurzak wystąpi dla polskiej publiczności live on-line, na specjalne zaproszenie Teatru Studio (STUDIO teatrgaleria). Towarzyszyć jej będzie francuska pianistka Morgane Fauchois-Prado. Ten wirtualny koncert poprowadzi Mariusz Szczygieł, ceniony reporter, a prywatnie miłośnik opery.
W ubiegłym sezonie Aleksandra Kurzak zadebiutowała w tytułowej roli w operze Pucciniego „Madame Butterfly” – w Warszawie, na Placu Defilad. To było prawdziwe święto muzyki, które zrzeszyło ponad 200 artystów i 5.000 widzów pod Teatrem Studio oraz Pałacem Kultury i Nauki.
W tym roku, w nieco innej rzeczywistości, artystka przyjęła po raz drugi zaproszenie od Teatru Studio i wykona transmitowany w mediach społecznościowych koncert najpiękniejszych pieśni i arii operowych. W programie m.in. utwory Schumanna, Pucciniego, Rossiniego, Dvořáka, Cilèi i Chopina.
Dostępny dla każdego koncert [LIVE STRAMING] będzie transmitowany na Facebooku Teatru Studio: facebook.com/studio.teatr
Teatr Studio w Warszawie jest naszym wieloletnim partnerem w transmitowaniu oper z Nowego Jorku w cyklu „The Metropolitan Opera: Live in HD”. W nadchodzącym sezonie 2020–21 Studio będzie jednym z ponad 30 miejsc na mapie Polski, w którym będą mogli Państwo zobaczyć na żywo nowojorskie przedstawienia.
informacja prasowa
Tytuł bloga powstał z inspiracji prozą Brunona Schulza, w której wielokrotnie, w różnych kontekstach, pada to tajemniczo brzmiące słowo, znaczące o wiele więcej niż „składniki”, bo mające rangę metafory, symbolu… Kulturalne Ingrediencje nie jest blogiem monotematycznym, np. książkowym czy filmowym. Łączę w nim wszystkie moje pasje w jedną całość. Znajdują się tu teksty dotyczące literatury, filmu, muzyki i sztuk plastycznych. Ponadto rozmowy z artystami i własne zapiski.To także moje archiwum.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Szczygieł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mariusz Szczygieł. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 maja 2020
piątek, 4 października 2019
Festiwal „Uwaga! Czesi!” 20-27 października
Przed nami festiwal „Uwaga! Czesi!”. Między 20 a 27 października Wrocław zamieni się w ośrodek czeskiej kultury. Zaplanowano koncerty, przegląd kina czeskiego, spotkania z twórcami zza południowej granicy, seminaria, a także dni kuchni czeskiej. Festiwal upamiętnia 30. rocznicę Przeglądu Czechosłowackiej Kultury Niezależnej we Wrocławiu, nazwanego przez Václava Havla „uwerturą aksamitnej rewolucji”.
- W listopadzie 1989 roku do Wrocławia przybyła czołówka czeskiej politycznej i artystycznej emigracji oraz wielu intelektualistów polskich i europejskich. Na scenie Teatru Polskiego wystąpili wówczas najwybitniejsi czescy bardowie, mi.in. Karel Kryl i Jaroslav Hutka. Do Wrocławia w tym czasie przyjechało, mimo blokady granicy, około dwóch tysięcy Czechów. Wrocław na kilka dni stał się czeskim wolnym miastem. Niecałe dwa tygodnie później upadł system komunistyczny w Czechosłowacji. Prezydent Václav Havel nazwał po latach wrocławski przegląd „uwerturą do aksamitnej rewolucji”. – mówi Jarosław Broda z Solidarności Polsko–Czesko-Słowackiej.
Do Wrocławia przyjadą wybitni twórcy czeskiego kina, muzycy, a także uczestnicy Przeglądu Czechosłowackiej Kultury Niezależnej, który odbył się we Wrocławiu w 1989 roku. Gośćmi specjalnymi będą m.in. światowej sławy surrealista Jan Švankmajer, a także reżyserzy Radim Spacek, Vladimir Merta, oraz pisarz i reportażysta Mariusz Szczygieł. Na scenie Starego Klasztoru wystąpią Jaroslav Hutka z Antoniną Krzysztoń, a podczas koncertu galowego w Teatrze Polskim zagrają: Sisa Feherová , Bara Zemkova oraz Renata Przemyk Akustik Trio i Natalia Grosiak z Mikromusic Trio.
Przegląd Kina Czeskiego
Częścią Festiwalu będzie Przegląd Kina Czeskiego, który odbędzie się w Dolnośląskim Centrum Filmowym między 20 a 27 października.
- Pokażemy rzadko goszczące na naszym ekranie tytuły Czechosłowackiej Nowej Fali – między innymi filmy Věry Chytilovej, Jana Němca, Pavla Juračka, a także surrealisty Jana Švankmajera. Widzowie zobaczą też kultową animację w odcinkach „Proszę Pana, chodźmy się pobawić” Břetislava Pojara i Miroslava Štěpánka. Oprócz tego na naszych ekranach zagości nowe czeskie kino fabularne i dokumentalne. Zaprosimy też na spotkania z twórcami. – mówi Jarosław Perduta, dyrektor Dolnośląskiego Centrum Filmowego.
![]() |
| Kadr z filmu "Diamenty nocy" |
Wydarzeniom towarzyszyć będą również seminarium „Europa na rozdrożu” z udziałem m.in. Petra Blažka i Aleksandra Vondry, oraz dyskusja panelowa „Tragedia Europy Środkowej A.D. 2019?”, w której uczestniczyć będą m.in. Michael Žantovský i Marek Cichocki.
- Trzydziesta rocznica wydarzeń jest dobrym powodem do podjęcia ówczesnej refleksji i dyskusji nad aktualną sytuacją - Europa ponownie znajduje się na rozdrożu. Debata będzie koncentrować się na roli, jaką może, czy też powinna, odgrywać Europa Środkowa. Kultura będzie dominującą, ale nie jedyną kwestią poruszaną podczas dyskusji. Seminarium podzielone jest na dwie części - wprowadzającą, w której głos zabiorą Petr Blažek, Alexander Vondra, Mirosław Jasiński oraz Katarzyna Uczkiewicz oraz zasadniczą czyli debatę. Punktem wyjścia dla tej ostatniej jest esej Milana Kundery "Zachód porwany, albo tragedia Europy Środkowej" z 1983 roku. Warto postawić pytanie, czy jego ówczesna diagnoza (Europa Środkowa przechowała wartości i kulturę europejską, podczas gdy Zachód je zagubił) pozostaje aktualna. – mówi dr Łukasz Kamiński współpracujący z Ośrodkiem Pamięć i Przyszłość.
![]() |
| Kadr z filmu "Kilina zawsze wraca" |
Seminarium i debata odbędą się 25 października w Oratorium Marianum.
Z okazji rocznicowych wydarzeń swoją premierę będzie miała również książka „Ponad granicami. Historia Solidarności Polsko-Czechosłowackiej” autorstwa Łukasza Kamińskiego, Petra Blažka i Grzegorza Majewskiego, wydanej przez Ośrodek Pamięć i Przyszłość. Jest to opowieść o idei, która połączyła m.in. Adama Michnika, Antoniego Macierewicza i Václava Havla i o nielegalnych spotkaniach na szlakach pogranicza polsko-czechosłowackiego.
O Przeglądzie Czechosłowackiej Kultury Niezależnej ‘89
Festiwal „Uwaga! Czesi!” upamiętnia 30. rocznicę Przeglądu Czechosłowackiej Kultury Niezależnej i Seminarium „Europa na rozdrożu. Pomiędzy totalitaryzmem a komercjalizmem”. Przedsięwzięcie to zorganizowała Solidarność Polsko-Czesko-Słowacka, antykomunistyczna, międzynarodowa organizacja powstała w konspiracji w 1981 roku.
Festiwal „Uwaga! Czesi” patronatem objęli: Minister Spraw Zagranicznych RP – Jacek Czaputowicz oraz Minister Spraw Zagranicznych Republiki Czeskiej – Tomáš Petříček.
Głównym organizatorem jubileuszowych wydarzeń jest Fundacja Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej. Współorganizatorzy: Centrum Historii Zajezdnia, Dolnośląskie Centrum Filmowe, Instytut Polski w Pradze, My. Activity o.p.s., Nasze Miasto Wrocław – Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Kulturalnych.
informacja prasowa
czwartek, 12 kwietnia 2018
11. Festiwal Okiem Młodych: spotkanie z Mariuszem Szczygłem i wystawa Krzyśka Orłowskiego
11. Festiwal „Okiem Młodych” odbędzie się w Świdnicy między 18 a 22 kwietnia pod hasłem ‘Inni’ Wydarzenie sprzyja nie tylko poznawaniu najlepszego kina dokumentalnego ostatnich lat, ale przede wszystkim jest okazją do pasjonujących spotkań – jednym z nich będzie rozmowa z Mariuszem Szczygłem.
Znakomitego reportażysty nie trzeba nikomu przedstawiać – w Polsce na chwilę obecną nie ma ważniejszej i bardziej wpływowej postaci w tej dziedzinie. Mariusz Szczygieł kojarzony jest ze swojego zamiłowania do Czech i mieszkańców tego kraju, od 1990 r. związany z ‘Gazetą Wyborczą’. Jest autorem niezapomnianego bestselleru „Gottland” , który zdobył Europejską Nagrodę Książkową w 2009 roku oraz Nike Czytelników w roku 2007. Jego książki przetłumaczono na dziewiętnaście języków. Szczygieł jest także autorem znanej antologii polskiego reportażu po 1989 r. pt. „20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła”. Nie sposób pominąć jego twórczości w rozmowach o niełatwych zadaniach prawdziwego reportera. Podczas spotkania w Świdnicy zapytamy go o jego fach, o to, co inspiruje go do dalszego działania i jak czuje się we współczesnej Polsce. W rozmowie będziemy chcieli również dowiedzieć się, czym dla reportażysty jest inność i czy autor sam często czuje się odmieńcem. Spotkanie poprowadzi znany z Radia RAM dziennikarz Jan Pelczar. Warto dodać, że Mariusz Szczygieł podczas tegorocznej edycji Okiem Młodych pełni funkcję jurora Konkursu Głównego (wraz z: Anną Gawlitą, Anną Zamecką, Hansem Rombachem i Petrem Vlčkiem) – będzie go można zatem spotkać w Świdnicy przez kilka festiwalowych dni.
Spotkanie odbędzie się ostatniego dnia Festiwalu, w niedzielę, 22. kwietnia, w godzinach 11:00-12:00, w Świdnickim Ośrodku Kultury. Wstęp wolny.
O pełnej emocji pasji, jak w przypadku Mariusza Szczygła, można słuchać godzinami, organizatorzy w ramach „Okiem Młodych” przygotowali również ucztę dla oka. Festiwal od lat konsekwentnie proponuje widzom spektrum dokumentalnego opowiadania i różne jego aspekty, nie tylko filmowe, rozszerzając program o prezentację nowych trendów. Dlatego też podczas Okiem Młodych kolejny raz zapraszamy na wystawę fotografii dokumentalnej – tym razem w Galerii Fotografii pojawią się prace Krzyśka Orłowskiego – fotograf działający zgodnie z mottem ‘Nie trzymaj zdjęć w szufladzie’, zainteresowany człowiekiem i jego otoczeniem, zwracający uwagę na tożsamość, korzenie i miejsce pochodzenia.
Jego projekt „End of the Road” nawiązuje do hasła tegorocznej edycji Festiwalu, jakim są: „Inni”. Tytuł ten można odczytać jako odcięcie, dotarcie do końca drogi, świata, gdzie toczy się życie zamkniętej społeczności. Bohaterowie zdjęć pozostają anonimowi, ich historia nie zostaje nam opowiedziana. Uwagę zwraca specyfika projektu, dokumentalna w metodzie pracy i samych obrazach z narracją wykreowaną w wyobraźni fotografa, która przez niedopowiedzenie staje się bramą do konfrontacji z naszymi własnymi lękami. Inność w zdjęciach Orłowskiego widzimy jako strach przed obcymi, kimś, kto nie należy do społeczności, oraz nienazwaną tajemnicą stanowiącą aurę wystawy. Autor przez uwiecznienie dzikiej przyrody, artefaktów, starych pamiątek przedstawia tworzy intrygującą opowieść, jej przebieg w przeszłości możemy sobie tylko wyobrażać. Słowo ‘inni’ kryje się za mrokiem bijącym z dokumentalnych obrazów, pozostawiając odbiorcę sam na sam z niepokojem. Kuratorem wystawy jest Janusz Dąbkiewicz – fotograf, animator kulturalny i społeczny, selekcjoner i organizator festiwalu Okiem Młodych.
Na wernisaż wystawy „End of the Road” zapraszamy w piątek, 20. kwietnia, o godzinie 17:00, do Galerii Fotografii. W sobotę, 21. Kwietnia, w godzinach 15:30-16:30 odbędzie się spotkanie z autorem zdjęć, które poprowadzi dziennikarz Radia RAM i Radia Wrocław Kultura, Maciek Przestalski. Wystawę będzie można zobaczyć w świdnickiej Galerii Fotografii do 4. maja 2018 r.
informacja prasowa, materiały organizatorów
sobota, 10 lutego 2018
"Pomnik", czyli krótka historia czeskiego komunizmu /recenzja teatralna/
Na podstawie reportażu ”Dowód
miłości” polskiego pisarza Mariusza Szczygła czeski reżyser Jiří Havelka
zrealizował spektakl w Teatrze Lalek we Wrocławiu. Ta polsko-czeska plątanina dała znakomity
rezultat: ”Pomnik” – przedstawienie adresowane do młodego widza, ale i ten
dojrzalszy znajdzie coś dla siebie.
![]() |
| scena spektaklu Pomnik w reż. Jiří Havelka, fot. Wrocławski Teatr Lalek |
Dowód miłości
W dowód
miłości do czeskiej kultury znany reportażysta i pisarz Mariusz Szczygieł napisał najpierw ”Gottland”, który ukazał się w 2006 roku i wzbudził wielkie
zainteresowanie, a dziś jest już uznawany za klasykę reportażu. Potem były
jeszcze ”Zrób sobie raj” (2010) i ”Láska nebeská” (2012), skutkiem czego polski
reporter urósł do rangi specjalisty od tematów związanych z naszymi
południowymi sąsiadami. Nic zatem dziwnego, że zaproszony do współpracy z
Teatrem Lalek czeski reżyser teatralny, dramaturg, aktor, prezenter różnych
programach telewizyjnych w jednej młodej osobie (rocznik 1980) - Jiří Havelka sięgnął właśnie po tego
autora. W dodatku temat pomnika Stalina, którzy nasi sąsiedzi postawili
Józefowi Wissarionowiczowi w ”dowód miłości”, jak głosi tytuł reportażu, został
przez nich wstydliwie przemilczany i trzeba było takiego Szczygła, z jego
uporem i dociekliwością, aby rzecz całą przypomnieć światu i Czechom.
Pomnik był
hołdem złożonym Stalinowi z okazji jego siedemdziesiątych urodzin, a władze
podjęły decyzję, że stanie w Pradze, na wzgórzu Letná nad Wełtawą i będzie
największym pomnikiem wodza rewolucji na kuli ziemskiej. Trwająca kilka lat
budowa pomnika, opisana przez Mariusza Szczygła z iście czeskim poczuciem
humoru, zostaje spointowana odsłonięciem w dniu 1 maja 1955 roku – dwa lata po
śmierci Stalina. Następnie pomnik zostaje wysadzony w powietrze w 1962 roku –
”cicho i z godnością”. Jego budowa i to wszystko, co temu towarzyszyło, a także
jego destrukcja i jej okoliczności stały się dla reportera przedmiotem badań i
refleksji, diagnozą stanu czeskiego ”ducha”, by na koniec skonstatować, że
”Pomnik Stalina w Pradze … istnieje”.
"Pomnik" Havelki
Spektakl we
wrocławskim Teatrze Lalek, w reżyserii rodowitego Czecha Jiří Havelki oraz według scenariusza Polki Elżbiety Chowaniec nosi tytuł bardziej jednoznaczny: ”Pomnik”. Bazując
na tekście Szczygła prezentuje w pewnym myślowym skrócie historię komunizmu w
Czechosłowacji, której ów pomnik staje się widomym znakiem i symbolem. Scena
ograniczona ramami jak obraz, staje się umownym symbolem świata, w którym –
oprócz słowa – króluje obraz właśnie, a ten pozwala na większą swobodę i
wieloznaczność.
![]() |
| scena spektaklu Pomnik w reż. Jiří Havelka, fot. Wrocławski Teatr Lalek |
Pośrodku
owego uniwersum króluje długi prezydialny stół, a nad nim dominuje portret
Józefa Wissarionowicza. Zaledwie trójka aktorów: Radosław Kasiukiewicz, Anna Makowska-Kowalczyk, Tomasz Maśląkowski
wciela się w rozmaite role. A to premiera rządu, jego sekretarkę, a to
skubaczkę gęsi, a to rzeźbiarzy, robotników pracujących przy budowie pomnika
itd., posługując się przy tym różnymi rekwizytami. Oglądamy także oryginalne zdjęcia przedstawiające
pomnik i jego otoczenie. Funkcjonalna scenografia Marka Zákostelecký`ego (także Czech) pozwala tę sceniczną
rzeczywistość do woli przekształcać na oczach widzów. Punktem kulminacyjnym
jest, jakże by inaczej, pomnikowa postać Stalina, a następnie jej upadek.
Twórcy przedstawienia wzbogacili je również o wątki dotyczące spotkań
przywódców rządów, wraz ich słynnym ”pocałunkiem”, wykonanym w perfekcyjnym
półobrocie i pod odpowiednim kątem.
Upadek
komunizmu, który symbolizuje pomnik, nie jest już taki spektakularny. Po prostu
nie widać go. Za to telefon ”z dyrektywami” brzmi ciągle tak samo…
Przedstawienie
błyskotliwe i dowcipne, ukazujące historię komunizmu w Czechosłowacji,
pozostaje także metaforą każdego ucisku, ukazując, jak zachowują się ludzie
żyjący w opresji, zniewoleni i pozbawieni indywidualnych cech. Brawa należą się
zarówno twórcom, jak i aktorom. Okazuje się, że współpraca polsko-czeska może
być bardzo owocna.
Pomnik , premiera: 30 września 2016 r.
Recenzja ukazała się na portalu Kulturaonline wpaździerniku 2016 r.
sobota, 16 września 2017
Mariusz Szczygieł: Nie znoszę nudy! /wywiad/
Rozmawiam z wybitnym reportażystą – Mariuszem Szczygłem – o tym, jak postanowił zostać dziennikarzem, a nie recepcjonistą, a także o wpływie Marty Kubišovej na głębsze zainteresowanie Czechami, którzy "zostali stworzeni po to, aby sprawić przyjemność Polakom".
Barbara Lekarczyk-Cisek: Jak to się stało, że chłopiec z prowincji, w dodatku absolwent liceum ekonomicznego, postanowił zostać dziennikarzem i udało mu się spełnić to marzenie?
Mariusz Szczygieł: Do czternastego roku życia myślałem, że będę recepcjonistą, a potem kierownikiem hotelu, ponieważ cała moja rodzina pracowała w Hotelu pod Basztą w Złotoryi. Wychowałem się tam i jako 13-latek prenumerowałem nawet pismo ”Hotelarz”. To w ogóle jakaś dewiacja, prawda? (śmiech)
Ale nie został Pan jednak w recepcji.
Nie, ponieważ okazało się, że bardzo dobrze piszę szkolne wypracowania. Pisałem dużo, o wiele więcej niż pozostali uczniowie. Widząc moją pasję, polonistka zadawała mi dodatkowe tematy i w specjalnym zeszycie, bo w dzienniku nie było już miejsca, wpisywała oceny. Kiedy na początku ósmej klasy pojechaliśmy na wycieczkę, zrobiłem zdjęcia i potem wykorzystałem je do kroniki szklonej. Koledzy zaczęli wtedy mówić, że jestem prawdziwym dziennikarzem, co wydało mi się wspaniałym pomysłem, więc idąc do liceum postanowiłem, że zostanę dziennikarzem. Jednocześnie miałem w sobie dryg, jak mawia mój tato, aby opowiadać ludziom różne historie, coś im przedstawiać. Poza tym byłem jedynakiem, któremu się wydawało, że nie jest akceptowany przez kolegów z podwórka, bo słabo grałem w piłkę nożną, toteż starałem się czymś im zaimponować. Opowiadałem więc różne niestworzone historie. A kiedy się okazało, że mam same piątki z wypracowań, prosili mnie, abym im pisał zadania. W ten sposób już wtedy zacząłem zarabiać na pisaniu (śmiech). Poczułem, że mam w sobie potencjał: umiem zainteresować tym, co robię, a przede wszystkim – sobą. Moje pierwsze próby dziennikarskie były przede wszystkim po to, żeby zobaczyć swoje nazwisko w druku i żeby ludzie mówili, że ten Mariusz ze Złotoryi to nie jest taki głupi chłopak.
Może dzięki temu przebojem dostał się Pan na studia dziennikarskie do Warszawy, a później zaczął pisać do harcerskiego pisma ”Na przełaj”. Czy już wówczas pisał Pan reportaże?
O, tak! Już wtedy próbowałem. Pamiętam, że już jako nastolatek opisywałem samobójstwo swojego rówieśnika z Legnicy. Interesowały mnie bardzo poważne tematy. Kiedyś, podczas podróży do Wrocławia, poznałem niewiele od siebie starszą dziewczynę, która oznajmiła mi, że wyjeżdża zarabiać na życie do Warszawy. Okazało się, że jest prostytutką. Zaprzyjaźniłem się z nią i dzięki temu napisałem ”Reportaż dla dorosłych”, którego jest jedną z bohaterek. Poznałem dzięki niej rejony Dworca Głównego stolicy i cały ten tajemniczy światek, co na mnie – jako na bardzo młodym człowieku – robiło ogromne wrażenie.
Czy taki tekst o półświatku mógł się ukazać w harcerskiej gazecie?
To była połowa lat 80. i takie teksty już się ukazywały. Oczywiście, mój reportaż był jeszcze bardzo nieudolny, ale cechował go zapał i zaangażowanie autora.
A skoro już o tym mowa, to proszę zdradzić, jak to jest z tematami – przychodzą same, czy też ktoś je Panu sugeruje albo może nawet zleca?
Z tym bywa różnie. Zdarza się i tak, że ktoś daje mi temat, bo uważa, że ja go najlepiej zrobię. Tak było np. z tekstem ”Śliczny i posłuszny” – o nauczycielce, która zabiła swojego pasierba, a po odbyciu kary została… ekspertem MEN. Bywają także tematy, które można znaleźć w cudzych książkach. W ”Nieznośnej lekkości bytu” Milana Kundery przeczytałem o człowieku, o którym wcześniej w ogóle nie słyszałem – o Janie Procházce. To było zdanie, które mówiło, że pisarza zabiły jego własne słowa usłyszane w telewizji. Zaintrygowało mnie to. Zacząłem poszukiwać o nim wiadomości i okazało się, że Czesi nie mają żadnego poważnego tekstu na jego temat. Wobec tego ja go podjąłem.
Temat pomnika Stalina też nie był Czechom bliżej znany…
O tym też przeczytałem w autobiograficznej książce Josefa Škvorecký` ego, gdzie napisał, że twórca pomnika Stalina strzelił sobie łeb, kiedy zobaczył, że jego dzieło jest niszczone. Potem okazało się to kompletną nieprawdą. Udało mi się ustalić, że rzeźbiarz zabił się na miesiąc przed odsłonięciem pomnika, bo nie mógł znieść potwora, którego stworzył.
"Ofiara miłości"…
Tak, nie mógł też znieść oczekiwań władzy. Ten temat połączył się niejako z wcześniejszym reportażem: ”Dowód miłości”.
Jest Pan postrzegany przede wszystkim jako reporter znakomicie piszący o Czechach. Dlaczego właśnie Czesi? Wprawdzie próbował Pan to żartobliwie wyjaśnić, pisząc, że Czesi zostali stworzeni po to, aby zrobić przyjemność Polakom, ale sądząc po Pańskich reportażach, największą przyjemność stworzenie Czechów przyniosło jednak Panu (śmiech).
To był kompletny przypadek. Wcześniej nigdy do Czechosłowacji nie jeździłem i do trzydziestego piątego roku życia byłem wielkim ignorantem.
Aż trudno w to uwierzyć…
A jednak tak było. Dopiero kiedy w 2000 roku pojechałem do Pragi i zakochałem się w niej. Kiedy usłyszałem brzmienie języka, to było dla mnie jak muzyka. A pojechałem na wywiad z Heleną Vondráčkovą, z którą rozmawiałem po polsku, ale ona zaczęła mówić po czesku i opowiadać mi o swojej koleżance Marcie Kubišovej, z którą śpiewała w latach 60. Po 1968 roku Marta miała zakazane występy przez dwadzieścia lat. Tak mnie to wszystko zainteresowało, że postanowiłem napisać o niej reportaż i w takich okolicznościach powstał tekst ”Życie jest mężczyzną”. Na początku jednak okazało się, że Marta Kubišová mówi słabo po angielsku, a ja nie mówię w ogóle (śmiech), więc postanowiłem nauczyć się czeskiego. Po roku mogłem już z nią porozmawiać.
A co z kultury czeskiej lubi Pan najbardziej? Ja np. uwielbiam czeskie kino, m.in. wczesne filmy Miloša Formana, a także Jiří Menzla, Jana Svěráka (szczególnie "Kolę" i "Szkołę podstawową"), ale szczególnie zapadł mi w pamięć film "Skřítek" Tomáša Vorela.
Ooo, ""Skřítek" to mój ulubiony film! Ogólnie rzecz biorąc, z kultury czeskiej najbardziej lubię ich dystans do świata, to, że bardzo wątpią i wolą postawić znak zapytania tam, gdzie my stawiamy kropkę. Kiedy my mówimy o cudach Jana Pawła II, to oni wolą mówić o tzw. cudach Jana Pawła II, jak wynika z anegdoty opowiedzianej mi przez korespondenta czeskiego radia w Warszawie. Nam nasza wiara i katolicyzm dają odpowiedzi na wiele pytań i nie mamy tylu wątpliwości.
Ale jednak przykład "Skrzata" dowodzi, że Czesi trochę tęsknią za metafizyką…
Rzeczywiście, film Vorela, będącym rodzajem groteski, opowiadającej o przeciętnej czeskiej rodzinie, w której mąż pije piwo, zamiast zajmować się żoną, ma kochankę i problemy z dziećmi. Całość jest przaśną komedią, w której nie pada ani jedno słowo, a oprócz ludzi, w filmie występuje skrzat, który jeździ na… świni. Ma czapkę z lejka i pojawia się w różnych nieoczekiwanych sytuacjach: czasami podgląda tę rodzinę, innym razem zabiera dziewczynkę na spacer po dachach. Ma też dziwny, magiczny kamień, który sprawia, że świat widziany jest w innych kolorach, a kiedy bierze się go do ręki, wydaje dziwny dźwięk. Dla większości polskich widzów ten skrzat wydaje się być dość głupim pomysłem, ja natomiast doszedłem do wniosku, że jest on próbą wplecenia w zwykłą rzeczywistość czegoś, co pochodzi ze świata alternatywnego, co jest jakąś niewiadomą, czymś, co przerasta także doświadczenie bohaterów filmu.
Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na język Pańskich reportaży. Otóż kiedy się czyta "Gottland", ”Zrób sobie raj” czy najnowszy tom: "Projekt: Prawda", to poszczególne tomy mają zupełnie inny styl. W "Gottlandzie" był Pan zwięzły i pisał precyzyjnym językiem, potem się trochę rozbuchał, a ostatnio balansuje Pan pomiędzy metafizyką a realizmem. Można by wręcz zaryzykować, że odchodzi Pan od reportażowego stylu. Dla mnie ten ostatni tom to jest Pańskie "Osiem i pół"…
Ależ mi Pani sprawiła przyjemność tym porównaniem! Może nawet nieskromnie jest zachwycać się tym komplementem. Wyszedłem ze szkoły reportażu Hanny Krall i Małgorzaty Szejnert, które dbały o to, aby młodzi reporterzy pisali rzeczowo, konkretnie, gazetowo, nie wyrażali swojego zdania i nie popadali w żadne literackości. I to było bardzo dobre. Ale teraz, kiedy mam pięćdziesiąt lat, mam większą potrzebę bardziej złożonego wyrażania się. Poza tym bardzo lubię, aby każdy mój tekst miał trochę inną formę. Lubię poszukiwać i nie znoszę nudy, więc każda moja książka jest inna. Potrafię pisać bardzo poważnie, ale umiem też pisać dowcipnie. Nie lubię także, aby czytelnik się ze mną nudził. Czasami myślę, że przypominam trochę Marylę Rodowicz, która potrafi zaśpiewać i piosenkę dramatyczną, ale także jakiś kuplet.
Nad czym Pan pracuje obecnie?
Akcja następnej książki będzie się działa na Dolnym Śląsku, w okolicach Dzierżoniowa i będzie to historia bardziej reporterska. Chcę napisać o ludziach, którzy w kwietniu 1981 roku porwali samolot i zamiast do Warszawy polecieli do Berlina. To było aż trzydzieści osób! Obecnie część z nich mieszka w Ameryce, część w Niemczech, a pomysłodawca porwania wrócił do Polski i mieszka pod Zieloną górą. Udało mi się odnaleźć adresy sprzed 35 lat, przejrzałem także akta ze śledztwa. Chcę ich wszystkich odnaleźć i zadać im pytanie, czy warto było. A tych, którzy wrócili do kraju, chcę zapytać, czy warto było zostać. Bardzo mnie frapuje, co się dzieje z człowiekiem, kiedy podejmuje taką decyzję. Jednocześnie chcę pokazać kawałek polskiej historii i polskich losów. Gdyby się okazało, że ktoś z czytelników coś wie o tej historii, to bardzo proszę, aby do mnie napisał: szczygielnaczwartek@gazeta.pl
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Wywiad ukazał się na portalu Kulturaonline 15 grudnia 2016 r.
Mariusz Szczygieł: 'Projekt: Prawda' - Pytania o sens życia /recenzja książki/
Najnowszy tom reportaży Mariusza Szczygła: "Projekt: Prawda" jest właściwie rodzajem kolażu, na który składają się rozważania o życiu – zarówno samego autora, jak i jego rozmówców. Bonusem jest powieść Stanisława Stanucha: "Portret z pamięci”.
Mariusz Szczygieł przyzwyczaił nas do błyskotliwych i napisanych z charakterystycznym "czeskim humorem" reportaży o naszych południowych sąsiadach (Gottland", "Zrób sobie raj", "Láska nebeská"). Najpierw jednak były reportaże o Polsce i Polakach, których pierwszy tom: "Niedziela, która zdarzyła się w środę" ukazał się w 1996 roku. Reporter prowadził także popularny program w TV Polsat - talk-show "Na każdy temat", który przyniósł mu sporą popularność. Jest ponadto autorem kilku tomów "Antologii polskiego reportażu". Jego najnowsza książka: "Projekt: Prawda" wydaje się być na tym tle nietypowa, ale jeśli się jej przyjrzymy z bliska, odnajdziemy i w niej dawnego Mariusza Szczygła, tyle że bardziej refleksyjnego i nieco filozofującego.
Najpiękniejsze: poznanie innego człowieka
Tom otwiera rozdział zatytułowany "Kłącza", do którego nawiązuje okładka książki. Jak powiada o obrazie wiszącym na ścianie w mieszkaniu Szczygła jedna ze znajomych, przedstawia sielankę rozsadzaną przez kłącza śmierci. Obraz ten jest nabytkiem od czeskiego malarza Filipa Černego. Aby go zakupić, reporter musiał wykazać się uporem i determinacją. Malarz pokazywał mu inne płótna, najwyraźniej nie mając ochoty pozbywać się tego właśnie. Kupno obrazu jest – zdaniem reportera - "aktem intymnym", polegającym niejako na otrzymaniu od artysty fragmentu jego życia. Malując go bowiem poświęcił mu swój czas, myśli, uczucia i stworzył coś niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju. To zupełnie co innego niż kupno książki czy płyty, gdyż to może uczynić każdy. A obraz jest jeden jedyny. Reporter umieścił go następnie w pokoju, w którym zazwyczaj pracuje i okazało się, że obraz wywołuje różnorodne reakcje u odwiedzających go gości i że każdy dostrzega w nim coś innego.
W byciu człowiekiem najpiękniejsze jest poznanie innego człowieka – czytamy – którego oczami możemy spojrzeć na to, co widzimy od dawna. Jego oczy patrzą na nas. Dostrzegają rzeczy, których nie mogły dostrzec nasze. Ktoś znajduje nowe znaczenia tego, co zaliczyliśmy już do oczywistości.
Książka Mariusza Szczygła składa się z takich właśnie spojrzeń. Pytanie o najważniejszą prawdę w życiu jest w gruncie rzeczy pytaniem o sens. A jak to się zaczęło?
Dążenie do prawdy
Otóż zaczęło się od niezgody na nieobecność. Chodzi oczywiście o nieobecność drogich nam osób, o ich ostateczne odejście, ale także, jak sądzę, niezgody na nieobecność własną. Chciałoby się pozostawić po sobie coś trwałego, ważnego: pamięć, miłość…
Mariusz Szczygieł powołuje się na słowa Gabriela Marcela:
Kochać znaczy powiedzieć drugiemu: ty nie umrzesz.
Ale robi także coś więcej, żeby ”nie utonąć”: przywraca społecznej świadomości zapomnianą, debiutancką powieść Stanisława Stanucha: ”Portret z pamięci”. Bo właśnie w tej książce natknął się na myśl, która stała się inspiracją do powstania całego projektu. Tę mianowicie, że każdy rozsądny człowiek powinien dążyć do prawdy, starać się odkryć w swoim życiu jedną, bodaj najmniejszą prawdę. W przeciwnym razie życie jego wydawać się może zmarnowane.
Reporter przyjmuje wyzwanie i odtąd będzie pytał napotkanych ludzi o tę jedyną i najważniejszą prawdę w ich życiu. Prawd jest tyle, ile napotkanych osób. Dla francuskiego znajomego, Alexandre Clėmenta, prawdą jest Bóg. Nie obawia się zamachów terrorystycznych, ponieważ wierzy i – jak twierdzi - może umrzeć bez obawy. Dla aktora Lecha Dyblika istnieje ”prawda stówy”, co de facto oznacza, że wyświadczone komuś dobro zatacza kręgi i nie pozostaje bez wpływu na życie ludzi. Ktoś inny uważa, że trzeba mieć wszystkiego mniej, a sam reporter – żebardzo łatwo jest stać się nikim.
Niewielkie rozmiarami miniatury to interesujące ludzkie portrety, a także losy i wydarzenia, czasami zabawne, czasami smutne, ale zawsze niosące istotne przesłanie i skłaniające do refleksji.
A jaka jest prawda reportera? Zapewne taka, że jego misją jest pokazywanie prawdy o ludziach…
Książka Mariusza Szczygła: "Projekt: Prawda" ukazała się nakładem Wydawnictwa Dowody na Istnienie.
Recenzja została opublikowana 22 grudnia 2016 r. na portalu Kulturaonline.
Wywiad z pisarzem znajduje się TUTAJ.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/
O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...
Popularne posty
-
Anioły na obrazach dawnych malarzy są piękne, dlatego często zapominamy, że są niematerialne i że ich piękno ma charakter duchowy. Sztuka pr...
-
W dniach od 7 do 15 lutego 2015 roku odbędzie się we Wrocławiu Akademia Händlowska. Wystąpi fenomenalna Julia Lezhneva, znakomici brytyjscy...
-
Film "Dom dobry" jest zrobiony "grubą kreską", co nie jest bynajmniej komplementem. O ile reżyser postarał się nakreślić...










