Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucian dan Teodorovici. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucian dan Teodorovici. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2025

Premiera spektaklu "MATEI BRUNUL" w reżyserii Jerzego Bielunasa i Anety Głuch-Klucznik we wrocławskim Teatrze Lalek /zapowiedź spektaklu/

8 listopada na scenie kameralnej Wrocławskiego Teatru Lalek odbędzie się premiera spektaklu MATEI BRUNUL w reżyserii Jerzego Bielunasa oraz Anety Głuch-Klucznik. Spektakl jest sceniczną adaptacją powieści rumuńskiego pisarza Luciana Dana Teodorovici pt. „Matei Brunul”. Książce przyznano w Rumunii najważniejsze nagrody i uznano za „Książkę Roku”.

Sceniczna adaptacja książki „Matei Brunul” (2011) rumuńskiego pisarza Luciana Dana Teodorovicia. Powieści przyznano w Rumunii wszelkie najważniejsze nagrody i uznano ją za „Książkę Roku”. Została przetłumaczona m.in. na język angielski, francuski, niemiecki, węgierski i polski. Ukazała się w Stanach Zjednoczonych oraz w wielu krajach Europy, wszędzie spotykając się z uznaniem. W 2015 roku utwór został nominowany do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus i otrzymał Nagrodę Czytelników im. Natalii Gorbaniewskiej.

Akcja powieści rozgrywa się w Rumunii w czasach reżimu stalinowskiego. To dramatyczne studium niszczenia człowieka przez system totalitarny. 

Tytułowy bohater – rumuński marionetkarz włoskiego pochodzenia – zostaje niesłusznie oskarżony i trafia do stalinowskiego obozu pracy. Więziony w nieludzkich warunkach, poddawany torturom, traci pamięć. Po wyjściu na wolność, wciąż cierpiąc na amnezję, Brunul zaczyna pracować w Państwowym Teatrze Lalek. Świadkiem jego rozpaczy i samotności, słuchaczem i powiernikiem staje się marionetka o imieniu Bazylek. Brunul, nieświadomy paradoksalnych analogii między brutalną rzeczywistością a światem sztuki, zgłębia tajniki technik lalkarskich, ucząc się na pamięć fragmentów instrukcji:

 „Życie marionetki jest w rękach marionetkarza. Nigdy nie będziesz mógł poruszać lalką i sprawić, aby żyła tak, jak chcesz, jeżeli nie nauczysz się kontrolować dogłębnie jej duszy, niezależnie od miejsca, w którym się ona znajduje”*.

Po wyjściu z obozu Brunul jest tylko pozornie wolny. System nie opuszcza swej ofiary. Każda chwila życia lalkarza jest nadal nadzorowana. Staje się on dla reżimu poletkiem doświadczalnym. Agenci służb bezpieczeństwa poddają go „obróbce”, próbując uformować z niego nowego człowieka, który ma tworzyć „ziemski raj dla dobra ogółu”. Dzieło Luciana Dana Teodorovicia kreśli przerażającą wizję ubezwłasnowolnionego społeczeństwa, która jest niepokojąco aktualna.

Spektakl „Matei Brunul” jest poświęcony pamięci zmarłego przed rokiem profesora Wiesława Hejny – wieloletniego dyrektora Wrocławskiego Teatru Lalek, twórcy słynnej Małej Sceny dla Dorosłych, reżysera przełomowych przedstawień polskiego teatru lalek, w tym tzw. „tryptyku władzy” – trzech przedstawień Wrocławskiego Teatru Lalek, zrealizowanych na podstawie: „Procesu” Franza Kafki (1985), „Gyubala Wahazara” Witkacego (1987) oraz „Fausta” Johanna Wolfganga Goethego (1989). Wszystkie trzy spektakle podejmowały temat wpływu władzy na jednostkę.

*Lucian Dan Teodorovici, „Matei Brunul”, Wydawnictwo Amaltea, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2014, s. 18.
MATEI BRUNUL | premiera 8.11.2025 
Premiera spektaklu Jerzego Bielunasa i Anety Głuch-Klucznik na podstawie powieści Luciana Dana Teodorovicia 


Adaptacja powieści: Jerzy Bielunas 
Reżyseria: Jerzy Bielunas, Aneta Głuch-Klucznik
Reżyseria światła: Alicja Pietrucka
Scenografia: Mirosław Chudy
Kostiumy: Monika Luścińska, Elżbieta Terlikowska-Misiak
Marionetka: Maciej Luściński
Produkcja: Monika Luścińska, Wiktoria Palczewska
Występują: Sambor Dudziński (gościnnie), Aneta Głuch-Klucznik, Krzysztof Grębski, Sławomir Przepiórka, Piotr Starczak, Tomasz  Szczygielski (gościnnie), Marek Tatko
Spektakl na podstawie powieści Luciana Dana Teodorovicia pt. „Matei Brunul” w przekładzie Radosławy Janowskiej-Lascar (Wydawnictwo Amaltea, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2014).
Producent: Instytut im. Jerzego Grotowskiego
Partner: Wrocławski Teatr Lalek


8.11.2025, 19:00 - PREMIERA
9.11.2025, 18:00

Wrocławski Teatr Lalek (pl. Teatralny 4)

Czas trwania: 75 min
Bilety: 40/50 PLN, dostępne na stronie: https://bilety.teatrlalek.wroclaw.pl/
 
informacja prasowa

środa, 28 lutego 2024

Lucian Dan Teodorovici: Warto podjąć trud pisania /wywiad/

Rozmawiam z  autorem nagrodzonej  Angelusem powieści "Matei Brunul”. O inspiracjach, trudnych chwilach podczas pisania oraz czytelniczych uwagach z Facebooka :-) 

Lucian Dan  Teodorovici, fot. Cato Lein

Barbara Lekarczyk-Cisek: Muszę Panu wyznać na wstępie, że Pańska książka ”Matei Brunul” zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Przede wszystkim forma tej opowieści jest niezwykle interesująca. Porozmawiajmy więc o niej.

Lucian Dan Teodorovici: Dziękuję, że zaproponowała mi Pani rozmowę o literaturze, bo najczęściej zdarza się tak, że dla moich rozmówców książka jest tylko pretekstem do tego, aby rozmawiać o historii i polityce. 

Na początek proszę mi jednak wyjaśnić, dlaczego podjął Pan temat, który dotyka komunistycznej przeszłości Rumunii – czasów, kiedy Pana jeszcze nie było na świecie…

Trudno mi podać jedną przyczynę, ale z pewnością najbardziej zaważyło przeżycie z dzieciństwa. Otóż wychowywałem się u dziadków. Mój dziadek był wiernym i wytrwałym słuchaczem Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki. Kiedy miałem może osiem lat, widziałem go płaczącego podczas słuchania audycji, co zrobiło na mnie wielkie wrażenie, szczególnie że dziadek nie był człowiekiem łatwo ulegającym emocjom. To był dla mnie pierwszy impuls: chciałem zrozumieć, dlaczego dziadek płacze. Tak więc ten temat rósł we mnie latami. Później sam wielokrotnie, czytając o sprawach związanych z tamtymi czasami, przeżywałem to bardzo emocjonalnie.

/do tłumaczki:/

Pani Radosławo, a co Panią skłoniło, aby tę książkę przybliżyć polskiemu czytelników?

Radosława Janowska-Lascăr: Kiedy pracowałam przed laty w Rumunii jako lektor języka polskiego, Lucian był studentem filologii rumuńskiej. Wprawdzie nie mieliśmy bezpośrednich kontaktów, ale już wówczas słyszałam o młodych zdolnych ludziach na filologii, a potem nawet czytałam jego opowiadania. W tym czasie jednak zajęta byłam tłumaczeniami z literatury polskiej na język rumuński. Dopiero w listopadzie 2012 roku, trochę przypadkiem, trafiłam na jego powieść "Matei Brunul”.

Byłam wtedy w Bukareszcie na wernisażu wystawy poświęconej Kazimierze Iłłakowiczównie, którą pomagałam przygotowywać. Przy okazji postanowiłam pójść na cmentarz, aby odwiedzić grób mojej zmarłej przyjaciółki, Polki. Czekając na kolegę, z którym miałam pójść na cmentarz, weszłam do pobliskiej księgarni, aby pooglądać nowości wydawnicze. Tak trafiłam na dwie książki: "Matei Brunul” oraz  ”Medgidia miasto u kresu Cristiana Teodorescu. Po przeczytaniu fragmentów pomyślałam jak Danusia z ”Krzyżaków”: "Mój ci on" i postanowiłam obie przełożyć. Szczególnie że historia, a zwłaszcza lata 50. należą do kręgu moich zainteresowań. Ciekawiło mnie, w jaki sposób obaj pisarze opowiadają o tamtych czasach.

No właśnie, bardzo interesujące jest zagadnienie formy powieści. Swietłana Aleksijewicz, tegoroczna noblistka, nazywa siebie kronikarką duszy. W Pana powieści podobne słowa padają w stosunku do lalki. Pana również interesuje przede wszystkim ludzka dusza w sytuacji opresji … Tytułowy bohater powieści ”Matei Brunul” jest lalkarzem, co pozwala użyć wieloznacznej metafory teatru marionetkowego. Skąd wziął się taki pomysł na opowiedzenie tej historii?

Taki zamysł, aby bohaterem był marionetkarz, miałem od początku, choć trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się stało. Inspiracje płyną z różnych źródeł i nie zawsze są racjonalne.  Tak się przy tym składa, że studiując reżyserię teatralną, miałem dużo zajęć z teatru lakowego. Dzięki temu zauważyłem, że podczas grania spektaklu aktor nie tylko animuje lalkę, ale też sam zmienia się pod jej wpływem. Zmienia się nie tylko jego fizjonomia, ale także sposób poruszania się.  Chciałem dokonać swego rodzaju transpozycji z duszy marionetki (o której bohater pisze w swoim traktacie) na duszę człowieka. Mój bohater traci duszę, ponieważ traci pamięć i to właśnie marionetka ”przywraca” mu życie.

 Dla mnie symbol marionetki ma w Pana powieści niejednoznaczne, a niekiedy sprzeczne znaczenia. Z jednej strony teatr marionetkowy, mając bardzo starą tradycję, służy bohaterowi do tego, aby opowiadając pewną uniwersalną historię, mógł zrozumieć otaczający go świat, a tym samym przeżyć doświadczenie kolonii karnej, co się na dłuższą metę nie udaje.  Z drugiej strony teatr marionetek jako dzieło ludzkiej wyobraźni pozwala zapomnieć o opresyjnej rzeczywistości, jak to ukazał Pan w najpiękniejszej scenie tej powieści, kiedy Bruno ożywia marionetkę i świat wokół przestaje istnieć. Czy zgodzi się Pan z taką interpretacją?

Pisarz zawsze marzy o tym, aby czytelnik odnalazł w jego książce te istotne myśli, które tam zawarł, toteż bardzo się cieszę, że Pani trafiła w sedno. Otóż w latach 50. ludzie nie byli już w stanie wyzwolić się z tego gorsetu, który im założono. Scena, w której Bruno animuje lalkę w obecności ”dobrego strażnika” jest kluczowa w powieści, ponieważ pokazuje, że bywają takie momenty, kiedy zrzucenie owego "gorsetu” mogło się – choć na krótką chwilę – wydarzyć.

W Pańskiej powieści teraźniejszy czas narracji przeplata się z czasem przeszłym, dzięki czemu poznajemy coraz lepiej sylwetkę głównego bohatera, ale mimo wszystko pozostaje pewna sfera tajemnicy, do której nie mamy dostępu. Brunul okazuje się być o wiele bardziej wolnym człowiekiem, niż sądzą inni bohaterowie, a także czytelnik…

Taki sposób narracji miał podkreślić, że początkowo, kiedy poznajemy bohatera, egzystuje on tak, jakby go nie było. Natomiast ten sam bohater w retrospekcjach jest człowiekiem bardzo aktywnym życiowo. Miałem taki zamysł, aby te dwie narracje w pewnym momencie się przecięły. Skutkiem tego im bardziej nasz bohater w teraźniejszości staje się żywotny, tym bardziej Bruno z przeszłości staje się martwy.

Gdy zbierałem dokumentację do tej powieści, bardzo istotne były dla mnie konsultacje z doktorem Bogdanem O. Popescu – jednym z najzagorzalszych pasjonatów neurologii w Rumunii. Na kształt narracji wpłynęła więc także wiedza na temat amnezji, będącej siłą spowalniającą człowieka, jak to jest w przypadku mojego bohatera.

Czy podczas pisania powieści były jakieś szczególnie trudne momenty?

Było wiele takich momentów, kiedy próbowałem połączyć ze sobą wątek teatru lakowego, rzeczywistość historyczną i teraźniejszość. Odkładałem wówczas pisanie, aby powrócić do niego po kilku tygodniach i podjąć opowieść.

Czy udało się już Panu uwolnić od swojego bohatera i pomyśleć o nowej historii?

W Rumunii wiele osób zadawało mi pytanie, czy mam zamiar kontynuować opowieść o Brunulu. Na Facebooku jeden z czytelników napisał do mnie, że powieść wprawdzie bardzo mu się podobała, ale nie wybaczy mi tego, że uśmierciłem swojego bohatera, co nie jest prawdą (śmiech).  Nie mam wprawdzie potrzeby kontynuować tej historii, ale to zainteresowanie czytelników dało mi do myślenia. Zresztą fakt, że mogę ciągle toczyć rozmowy o tej książce,  dowodzi, że mój bohater nadal żyje – w myślach i wyobraźni czytelników, mimo że ja się już od niego uwolniłem.

Prowadząc dokumentację do tej książki odkryłem też wiele materiałów na inne opowieści i jestem przekonany, że temat historii lat 50. w Rumunii będę kontynuował.

W ramach tegorocznego Angelusa otrzymał Pan Nagrodę Czytelników im. Natalii Gorbaniewskiej. Co dla Pana znaczy to wyróżnienie?

Moje książki były tłumaczone na inne języki, miałem też pragnienie, aby ukazał się także  polski przekład. A kiedy okazało się, że przekład będzie, tak się tym ucieszyłem, że zacząłem sobie wyobrażać, że coś się musi wydarzyć. I tak się stało! Nagroda Czytelników daje poczucie, że warto podjąć trud pisania oraz nadzieję, że znajdą się również amatorzy kolejnych moich książek.

 Dziękuję za rozmowę.


Lucian Dan Teodorovici urodził się 17 czerwca 1975 roku. Jest rumuńskim pisarzem, reżyserem teatralnym, scenarzystą filmowym i telewizyjnym, a także redaktorem serii „Ego. Proza” – współczesnej literatury rumuńskiej w wydawnictwie Polirom. Napisał siedem scenariuszy filmowych i był współscenarzystą dobrze przyjętego w Rumunii serialu TV (Animal Planet Show, 2005-2008). Wyreżyserował kilka sztuk teatralnych. Teodorovici jest autorem powieści: Cu puţin timp înaintea coborîrii extratereştrilor printre noi (Tuż przed przybyciem do nas istot pozaziemskich; 1999, 2005), Circul nostru vă prezintă (Nasz cyrk przedstawia państwu; 2002, 2007), Celelalte poveşti de dragoste (Pozostałe historie miłosne; 2009), zbiorów opowiadań: Lumea văzută printr-o gaură de mărimea unei ţigări marijuana (Świat widziany przez dziurkę wielkości skręta; 2000), Atunci i-am ars două palme (Wtedy strzeliłem mu dwa razy w twarz; 2004), a także sztuki teatralnej Unu + unu (+ unu…) (Jeden + jeden (+ jeden…); 2014). Jego książki wydano w USA, we Francji, w Wielkiej Brytanii, Niemczech, we Włoszech, na Węgrzech, w Hiszpanii, w Egipcie, Macedonii, Bułgarii.

Powieść Matei Brunul, opublikowana w 2011 roku, zdobyła najważniejsze nagrody krajowe i uznana została za „Książkę Roku”. (informacja ze strony Wydawnictwa Amaltea)

Wywiad ukazał się pierwotnie 27 października 2015 r. na portalu Kulturaonline.pl

środa, 19 czerwca 2019

Miesiąc Spotkań Autorskich we Wrocławiu. Gość honorowy: Rumunia

Od 3 lipca do 2 sierpnia 2019 roku portwa 20. edycja Miesiąca Spotkań Autorskich. Festiwal literacki odbywa się równolegle w pięciu miastach: we Wrocławiu, Brnie, Ostrawie, Koszycach i Lwowie. W tym roku gościem honorowym jest Rumunia.



W okresie od 3 lipca do 4 sierpnia 2019 r. w każdym z tych miejsc zostaną zorganizowane 62 spotkania z pisarzami i pisarkami pochodzącymi z Polski, Czech, Słowacji i Ukrainy (tzw. linia środkowoeuropejska), a także z autorami z kraju będącego gościem honorowym festiwalu – tym razem jest to Rumunia. Wszystkie spotkania odbywają się w Mediatece, Pl. Teatralny 5.
Szczegółowy program znajdziecie TUTAJ.

Szczególnie polecam nast. pisarzy :-)



Varujan Vosganian, nagrodzony Angelusem 2016 autor "Księgi szeptów": 19. 07. piątek – 20:30

Varujan Vosganian, fot. MSA



Lucian Dan TeodoroviciNagroda im. Natalii Gorbaniewskiej za powieść "Matei Brunul: 22. 07. poniedziałek – 20:30 

Lucian Dan Teodorovici, fot. MSA


Dan Lungu, autor powieści "O dziewczynce, która bawiła się w Boga": 25. 07. czwartek – 20:30

Dan Lungu, fot. MSA

informacja prasowa

środa, 6 grudnia 2017

4. Bruno Schulz Festiwal: Od Schulza do Wojaczka

18 października 2015 roku - Galą Angelusa - zakończył się tegoroczny, czwarty już Bruno Schulz. Festiwal. Poświęcony postaci i twórczości Rafała Wojaczka, dotykał różnych sfer pisarstwa, nie tylko autora "Którego nie było". Spotkania z pisarzami, dyskusje o literaturze, koncerty, projekcje filmowe - znacznie wzbogacały program.

Krzysztof Siwczyk i Lech Majewski, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Umierając w wieku dwudziestu sześciu lat, Rafał Wojaczek dołączył do legend XX wieku: Jimi Hendrixa, Janis Joplin, Jima Morrisona, Jean-Michela Basquiata czy Jamesa Deana. W tym roku skończyłby siedemdziesiąt lat, ale trudno go sobie wyobrazić jako statecznego starszego pana. Jemu też poświęcono tegoroczną konferencję naukową - "Wojaczka przeczytanego”, by podjąć próbę odczytania tej twórczości na nowo i sprawdzenia, co z niej pozostało istotnego, poza legendą samego twórcy. Nawiasem, Wojaczek uśmiałby się zapewne, gdyby usłyszał, że poświęcono mu poważne rozważania naukowe... Żyje przede wszystkim jako legenda i tak już zapewne pozostanie.

Dla mnie największym atutem festiwalu były spotkania z twórcami - i to wybitnymi, jako że powiązano go z Nagrodą Angelusa. Na początku gościła we Wrocławiu Agata Tuszyńska, która napisała książkę dla Festiwalu Bruno Schulza szczególnie znaczącą, a mianowicie "Narzeczoną Schulza". Jej rozmowa ze Stanisławem Beresiem toczyła się nie tylko wokół tej biografii, ale także biografistyki jako takiej. 

Wojaczek wykreowany - film Lecha Majewskiego
 
Kadr z filmu Wojaczek w reż. Lecha Majewskiego
Rozważania na temat biografii powróciły również po seansie filmu Lecha Majewskiego "Wojaczek".
Prowadzący spotkanie Jacek Ziemek zaryzykował wręcz stwierdzenie, że nie jest to film biograficzny, lecz refleksyjna medytacja na kanwie pewnej biografii. Niezupełnie zgodził się z takim stanowiskiem reżyser filmu, który stwierdził, że jego film jest biografią - w znaczeniu mitu, legendy, którą pozostawił po sobie poeta. 
Większość moich filmów to filmy o artystach - dowodził Lech Majewski podczas spotkania w kinie. To spotkania z ludźmi, którzy wykreowali coś, co mnie poruszyło. Wykorzystuję kino do swego rodzaju seansu spirytystycznego, aby przywołać czyjąś postać. Kino jest uruchomieniem pewnych spectrów, które za pomocą światła i cienia działają na naszą podświadomość. Podobnie jak legenda czy mit. "Wojaczka" zrobiłem dlatego, że bardzo przeżyłem jego poezję i do dziś uważam, że był wielkim poetą, o niesamowicie dynamicznej, barokowej frazie. Jego wiersze są jak pociski pełne wyobraźni i bólu, które rozsadzają czytelnika od wewnątrz. Biografię Wojaczka sprowadziłem do kilku rudymentarnych tematów: samotność, poezja, literaci, kochanka, matka, dom rodzinny, szpital, cmentarz, śmierć. Podstawowym celem było dla mnie wygenerowanie ekwiwalentu poezji w formie graficznej. 
Film jest w przeważającej mierze zbudowany na prozie "Sanatoryjnej" i w większej części jest kreacją - uzupełnił tę wypowiedź reżysera odtwórca roli tytułowej - poeta Krzysztof SiwczykBo człowiek tak młody jak Wojaczek nie zdążył mieć gęstej biografii.


Spotkania z pisarzami i anegdoty


Kazimierz Orlos ,  fot. B. Lekarczyk-Cisek
Bardzo interesujące było także spotkanie z pisarzem Kazimierzem Orłosiem (poprowadził je Mieczysław Orski - red. naczelny "Odry"), podczas którego autor "Cudownej meliny" nie tylko czytał fragmenty swoich książek, ale także mówił o związku między pisarstwem a wydarzeniami z własnej biografii. Opowiadania, których akcja rozgrywa się na Mazurach, są tego najlepszym przykładem. Autor przywołał m.in. "Pięć małych jeży" i "Zimorodka". Odczytał także fragmenty swojej najnowszej prozy - biograficznej w ścisłym tego słowa znaczeniu, dotyczy ona bowiem dziejów matki oraz ojca i ich rodzin, a także wspomnień samego pisarza:
Miałem to szczęście, że moi rodzice pozostawili wspomnienia z okresu swojego dzieciństwa i młodości. Są tam także fragmenty moich wspomnień jako 7-, 8-letniego chłopca. 

W Salonie Angelusa natomiast mogliśmy spotkać się z pisarzami nominowanymi do tej nagrody oraz jej laureatami. Odbyło się zatem spotkanie z  Pavolem Rankovem - słowackim pisarzem, który w ubiegłym roku otrzymał Nagrodę Literacką Europy Środkowej "Angelus” za powieść "Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)",  w przekładzie Tomasza Grabińskiego. Otrzymał także przyznaną po raz pierwszy Nagrodę Czytelników im. Natalii Gorbaniewskiej.  Pisarz opowiedział o tym, jak to już cztery dni po odebraniu Nagrody otrzymał propozycję wydania książki na Ukrainie, a w kolejnym tygodniu podpisał umowę na włoski przekład. 
 
Lucian Dan Teodorovici, foto B. Lekarczyk-Cisek
Bardzo interesujące okazało się spotkanie z pisarzami nominowanymi do Nagrody Angelusa. Prowadzący je: Wojciech Bonowicz i Szymon Kloska zadawali uczestnikom rozmaite pytania, a ponadto pisarze mieli okazję przeczytać fragmenty swoich utworów. Najlepszym interpretatorem własnej twórczości okazał się, jak sądzę, Jacek Dehnel, który znakomicie zaprezentował swoją powieść o "Matce Makrynie".  

Pisarze byli także pytani, m.in. o to, jak są odbierani przez czytelników. Odpowiadali na ogół żartobliwie. 
Lucian De Teodorovici przytoczył anegdotę, jak to jeden z czytelników zapytał go na Facebooku, dlaczego "zamordował" głównego bohatera, co dowodziło, że niezbyt uważnie przeczytał powieść. Z kolei Jacek Dehnel przekonywał, że czytelnicy są bardzo różnorodni i stanowią osobne uniwersum. Na dowód tego, że czasami pisarze "mijają się" z czytelnikami, przytoczył również anegdotę, jak to jedna z jego czytelniczek, rozpoznawszy go, bardzo się rozpromieniła i oznajmiła, że ma dwie szczególnie ukochane książki, które trzyma zawsze w zasięgu ręki: "Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesława Myśliwskiego i "Lalę" Dehnela. I kiedy nie może zasnąć, otwiera jedną z nich i po chwili natychmiast zasypia...
 
Olga Tokarczuk i Drago Jančar, foto B. Lekarczyk-Cisek
Olga Tokarczuk próbowała nawet usystematyzować czytelników i podzieliła ich na cztery kategorie: czytelnik-gąbka, który z pełną ufnością czyta książkę i po lekturze czuje się spełniony, czytelnik-maruda, któremu nigdy nic się nie podoba (przegadane opisy, słaba konstrukcja, kiepskie dialogi), czytelnik-besserwisser (który wie lepiej), a także czytelnik, który zadaje pytanie, czy to, co się napisało, jest prawdą. Autorce "Ksiąg Jakubowych" najbardziej podoba się, oczywiście, pierwszy rodzaj czytelnika. 

Drago Jančar zdradził, że marzy o mądrych i wrażliwych czytelnikach, którzy rozumieliby literaturę. Tymczasem wszyscy rozmówcy pytają go o politykę. Mój idealny czytelnik to kobieta, która płacze podczas lektury mojej książki - dodał. 

Pozostaje nam zatem mieć nadzieję, że czasami nie tylko rozumiemy, co autor chciał nam powiedzieć, ale także wzruszamy się sposobem, w jaki nam tę historię przekazał.

 Relacja ukazała się na portalu Kulturaonline w październiku 2015 roku.


poniedziałek, 2 października 2017

Lucian Dan Teodorovici: "Matei Brunul". Z życia marionetek /recenzja/

Wyróżniona Nagrodą Angelusa powieść Luciana Dan Teodorovici opowiada historię komunistycznych zbrodni, posługując się wieloznaczną metaforą teatru marionetek. Tak jeszcze chyba nikt tego nie opowiedział...

Lucian Dan Teodorovici, Matei Brunul, Wydawnictwo Amaltea

Bohaterem opowiedzianej przez rumuńskiego pisarza historii jest lalkarz – Bruno Matei, który dostaje się w tryby komunistycznego terroru. Powieść jest ukazaniem losów pojedynczego człowieka, ale zarazem – jak twierdzi w przedmowie autor – "jest sumą losów wielu ludzi, którzy musieli się zmierzyć z rumuńskim systemem więziennym". Aby jednak podkreślić, że łączy historię z fikcją, Teodorovici odnosi się do prawdziwych wydarzeń, wplatając do swojej prozy także postaci historyczne. Wydarzenia historyczne stają się rodzajem tła dla wydarzeń fikcyjnych. Pisarza bowiem interesuje przede wszystkim pojedynczy człowiek i to, co się z nim dzieje pod wpływem straszliwej opresji, której zostaje poddany.

Bruno - Pinokio à rebours


Historia Brunula (rumuński odpowiednik włoskiego imienia Bruno) odsłania się przed nami stopniowo – w retrospekcjach. W czasie teraźniejszym jest on 38-letnim lalkarzem, trochę zdziwaczałym samotnikiem, który nie rozstaje się z marionetką nazywaną Bazylkiem. Cierpi na osobliwy zanik pamięci, który polega na "wymazaniu" z życia ostatnich dwudziestu lat. Właśnie owe lata odsłaniają się przed nami nieśpiesznie w kolejnych retrospekcjach i pozwalają zrozumieć myśli i zachowania Bruna.

Bohater snuje rozważania o duszy marionetki, z którą się nie rozstaje, a myśli te są bardzo osobliwe. Uważa mianowicie, że każda marionetka ma duszę, będącą jej punktem ciężkości, którego poznanie gwarantuje całkowite panowanie nad nią:

Życie marionetki jest w rękach marionetkarza – sądzi Bruno. Nigdy nie będziesz mógł poruszać lalką i sprawić, aby żyła tak jak chcesz, jeżeli nie nauczysz się kontrolować dogłębnie jej duszy.

Doskonale rozumiemy, że słowa te odnoszą się do człowieka, który został poddany systemowi opresji. To system pragnie nad nim całkowicie zapanować i czyni to latami, za pomocą różnych wyrafinowanych metod. W powieści Teodorovici człowiek ma stać się jak marionetka: niemy i bezwolny wobec oskarżeń, nawet najbardziej absurdalnych.

W 1950 roku Bruno zostaje oskarżony w procesie "odpryskowym". Ma wraz z innymi "wywrotowcami" zeznawać przeciwko swemu dobroczyńcy, byłemu ministrowi - Lucretiu Pătrăşcanu (postać historyczna). Poddany torturom, podobnie jak pozostali, przyznaje się do winy i zostaje skazany na kolonię karną. Próby zachowania człowieczeństwa wobec wyczerpującej pracy przymusowej, tortur, bicia i upokorzeń stają się coraz bardziej heroiczne. Bruno w jakimś sensie zastyga bez ruchu, aby tylko przetrwać, nie prowokować oprawców i nie dać im poznać, że zachował coś własnego, ludzkiego... Ciągle ma nadzieję, że warto czekać na prawdziwą wolność, która kiedyś przyjdzie. Tymczasem udaje, że "resocjalizacja" powiodła się, że stał się bezwolną marionetką, która zrobi wszystko, co jej się każe. Czy mu się to ostatecznie udało – tego nie zdradzę, aby nie odebrać czytelnikom przyjemności odkrywania tajemnic Bruna. Powieść trzyma bowiem w napięciu do końca i do końca pozostaje nieoczywista – jak ludzkie życie.

Metafora teatru marionetek


Najpiękniejsze w prozie Luciana dan Teodorovici są metafory nawiązujące do teatru marionetek, w tym traktat bohatera, napisany przez niego po wielu studiach i latach terminowania w zawodzie. Wywodząc istnienie teatru lalek z odległej starożytności, kiedy to przedstawienia lalkowe niosły ze sobą ważkie treści na temat ludzkiej egzystencji, daje do zrozumienia, że ani na jotę się nie zestarzały. To, co mówi o marionetce – te wszystkie myśli dotyczą jego samego i pozostają ważnym elementem narracji. Dzięki nim możemy zrozumieć, co się dzieje z człowiekiem i ze światem wokół niego, jeśli próbuje się go zniewolić i potraktować jak bezduszną kukłę. Podobnie jak w "Traktacie o manekinach" Bruno Schulza: człowiek staje się "przedmiotem niższej rangi". Dążeniem komunizmu było stworzenie "nowego człowieka", całkowicie poddanego władzy i pozbawionego ludzkich, normalnych uczuć. Słowem – marionetki. Bo marionetkami zarządza się łatwo.

Książka Luciana Dan Teodorovici "Matei Brunul" ukazała się w Wydawnictwie Amaltea.
Recenzja została pierwotnie opublikowana na portalu Kulturaonline.

Wywiad z pisarzem przeczytać można TUTAJ.

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty