Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Centrum Historii Zajezdnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Centrum Historii Zajezdnia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lutego 2020

Wrocławskie obchody 80. rocznicy pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir

Centrum Historii Zajezdnia zaprasza do wzięcia udziału w wydarzeniach organizowanych z okazji przypadającej 10 lutego br. pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir. Głównym organizatorem trzydniowych uroczystości, które odbędą się w dniach 9, 11 i 12 lutego, jest zarząd wrocławskiego oddziału Związku Sybiraków.

fot. Centrum Historii Zajezdnia

Szczególnie zapraszam w najbliższą niedzielę, tj. 9 lutego, na wydarzenia rozpoczynające te obchody, a szczególnie premierę książki wydanej z tej okazji przez Ośrodek "Pamięć i Przyszłość". W Kościele pw. Najświętszej Marii Panny Różańcowej we Wrocławiu-Złotnikach (ul. Wielkopolska 3–5) o godz. 12.00 odbędzie się Msza św. sprawowana przez proboszcza tamtejszej parafii ks. Andrzeja Pańczaka w intencji Sybiraków. Po niej nastąpi złożenie kwiatów przy urnie z ziemią z mogiły polskiego zesłańca na Sybir, która jest umieszczona w ołtarzu Matki Bożej Królowej Polski.  Następnie, o godz. 13.30, w Złotnickim Centrum Spotkań, które znajduje się tuż przy kościele, odbędzie się organizowane przez Centrum Historii Zajezdnia spotkanie z Sybirakami oraz autorkami przewodnika historycznego "Przez Wrocław szlakiem pamięci Zesłańców Sybiru" – Ewą Kobel oraz Kamillą Jasińską. Spotkanie poprowadzi Krzysztof Kunert. Podczas premiery publikacja będzie dostępna w promocyjnej cenie 12 zł. Wstęp wolny.

informacja prasowa

piątek, 16 sierpnia 2019

Centrum Historii Zajezdnia: Opowieść o powojennym Wrocławiu

Centrum Historii Zajezdnia, fot. materiały Muzeum


Opowiedzieć sobie i  światu naszą historię


Widoczna z daleka architektoniczna bryła dawnej zajezdni przy ulicy Grabiszyńskiej we Wrocławiu przykuwa wzrok, wyróżniając się na tle otaczającej ją przestrzeni. Wielkie okna w czerwonej cegle – tradycja i nowoczesność. A to dopiero preludium do tego, czego doświadczymy wchodząc do środka budynku. Kiedy bowiem znajdziemy się na wystawie ”Wrocław 1945-2016”, która jest ekspozycją stałą, a zarazem żywą i zmienną – doznamy uczucia, jakbyśmy wkroczyli w jakiś magiczny świat – nieistniejący, a przecież z pomocą obrazu i dźwięku ożywający na naszych oczach. To jakby świat przedwojennego Lwowa i w ogóle Kresów, ale także świat Polski międzywojennej lub raczej jego symbol.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

A przecież na chwilę ożywa na naszych oczach: ulica z przechodniami, latarniami, skwerem, fragmentem ściany budynku, z oknem i firanką… Czujemy, że znajdujemy się po środku tego świata – jak w filmie albo we śnie – i stajemy się jego częścią. Słychać gwar ulicy – polifonię różnych dźwięków i nasza wyobraźnia zaczyna się temu poddawać. To zasługa zespołu autorskiego: Marka Mutora (dyrektora Centrum), Wojciecha Kucharskiego oraz Marka Stanielewicza (odpowiedzialnego za kształt plastyczny ekspozycji).

Jak zrodził się pomysł stworzenia takiej właśnie przestrzeni? – pytam dyrektora Centrum Historii Zajezdnia – Marka Mutora.
Pomysł powstania muzeum historii Wrocławia i Dolnego Śląska był wielokrotnie podnoszony – odpowiada. Na początku XXI wieku myślano o tym, aby zbudować Muzeum Ziem Zachodnich, co miało być także odpowiedzią na agresywną politykę pewnych niemieckich środowisk. Jednocześnie jednak był to czas po powodzi i Kongresie Eucharystycznym, kiedy skrystalizowała się myśl, że powinniśmy opowiedzieć sobie i  światu naszą historię, aby zrozumieć fenomen, który się tu wydarzył. Postulat ten został mocno wyartykułowany podczas debaty w Kolegium Europy Wschodniej przez Kazimierza Ujazdowskiego. W 2007 roku powołał on – jako minister kultury – Ośrodek Pamięć i Przyszłość, którego zadaniem było przygotowanie koncepcji Muzeum Ziem Zachodnich. 


Opowieść zaczyna się od ludzi

Od samego początku działaliśmy bardzo dynamicznie: wychodziliśmy w przestrzeń publiczną, zbieraliśmy świadectwa świadków historii. Chcieliśmy rozpocząć budowę muzeum od ludzi, a nie od murów. Różne były koleje losu tego projektu, był to też czas na przemyślenie koncepcji muzeum. W rezultacie zdecydowaliśmy się na budowę Centrum Historii, która to nazwa – w przeciwieństwie do muzeum – budzi żywe konotacje. 
Robiliśmy także wystawy, jak choćby ”Pociąg do historii”, która jeździła po Dolnym Śląsku. Kiedy w 2010 roku zajezdnię przy Grabiszyńskiej, w której zrodziła się wrocławska ”Solidarność”,  wyłączono z ruchu, zdecydowano, iż jest to właściwe miejsce dla Centrum Historii. I tak powstała interesująca multimedialna wystawa, którą można zwiedzać, której towarzyszy mnóstwo różnych zajęć edukacyjnych. 

Historia powojennego Wrocławia inspirująco opowiedziana


Z przedwojennej idylli przechodzimy mostkiem na drugą stronę, aby znaleźć się w dramatycznym czasie II wojny. Projekcje wideo, mapa, na której uwidoczniono nowy podział Europy i szachy z figurami mającymi twarze znanych polityków – każą zamyślić się nad tym, jak życie milionów zostało zmienione ręką dyktatora oraz w wyniku politycznych kalkulacji tych, którzy posiadali władzę.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Umowna przestrzeń, w którą wchodzimy, nie jest właściwie próbą rekonstrukcji. To raczej impuls do snucia opowieści – najpierw o przedwojennym świecie, a później o czasie wojny i przesiedleniach.

Naszym zamiarem było sprowokowanie widza do interakcji intelektualnej – tłumaczy Marek Mutor. Powinien zastanowić się, jaki przekaz płynie do niego z ekspozycji. Pragnęliśmy, aby odbiorca roztrząsał to także później i być może sięgnął po różne opracowania. Z wystawy nigdy nie wychodzi się z wiedzą, ale z emocjami. Jeśli więc ktoś wyjdzie stąd zafrapowany i poruszony, to jest szansa, że sięgnie po książkę i pogłębi swoją wiedzę. 


Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Obok rekonstrukcji i powiększonych fotografii, na wystawie znajdują się liczne przedmioty autentyczne, z których największym jest prawdziwy wagon z 1946 roku, wyprodukowany w Illinois, którym w latach 40. przywieziono pomoc z UNR-y.
Od wagonu zaczyna się zasadnicza część wystawy, gdzie mamy możliwość wczuć się w sytuację ludzi przesiedlanych na Ziemie Zachodnie – wyjaśnia oprowadzająca mnie po wystawie dr Kinga Janusiak. Wewnątrz prezentujemy przedmioty, które były niezbędne podczas podróży, a większość z nich to oryginały, które podarowali nam ludzie.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Zbieraliśmy je przez dziesięć lat – dodaje Marek Mutor. Nie wartość muzealna decyduje o tym, że znalazły się na wystawie, ale fakt, że za każdym przedmiotem kryją się jakieś ludzkie historie. Ludzie widoczni na fotografiach jechali w miejsca zupełnie sobie nieznane, a na dodatek zamieszkiwane jeszcze wówczas przez Niemców, którzy byli sprawcami wielu tragedii i którzy także przeżywali dramat wysiedlenia. 

Ekspozycja jako gra z widzem


Im dalej zwiedzamy wystawę, tym bardziej staje się ona symboliczna – wyjaśnia koncepcję wystawy Marek Mutor. Chcieliśmy zaprosić odbiorcę do swego rodzaju gry, w której nieustannie musi sobie zadawać pytania odnośnie tego, co napotyka na swojej drodze. Wystawa jest projektem otwartym – ludzie nadal przynoszą różne pamiątki, jest także sporo wolnej przestrzeni, w której powstają nowe ekspozycje. Są ponadto miejsca, które co jakiś czas będą przebudowywane. Przeznaczyliśmy dużo przestrzeni na warsztaty edukacyjne. 


Kiedy Breslau staje się Wrocławiem


Opuszczam z panią Kingą Janusiak wagon kolejowy i udajemy się w kierunku ekspozycji prezentującej chronologicznie powojenny Wrocław. Zaczynamy od ruin – bo tak wyglądało miasto po wojnie. Na skutek akcji Festung Breslau zniszczono ok. 70% budynków.

Chcemy, aby zwiedzający wczuli się w sytuację ludzi wyrwanych ze swoich małych ojczyzn, którzy przyjeżdżają do obcego miasta, w którym ciągle jeszcze są Niemcy – opowiada pani Kinga. Muszą w takich warunkach na nowo zorganizować swoje życie.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Próby tego ”oswojenia” miasta symbolizuje słup ogłoszeniowy, na którym widzimy plakat pierwszego przedstawienia w Operze Wrocławskiej – ”Halkę” Stanisława Moniuszki. A obok tego ogłoszenie pierwszego zakładu fotograficznego.
Posuwając się w głąb wystawy natykamy się na czarno-białe filmy dokumentalne, a obok tego kolorowe zdjęcia przedstawiające Wrocław w obiektywie zwiedzającego miasto studenta. Dwoma najbardziej rzucającymi się w oczy przybyszów elementami miasta były gotyckie okna kościołów, które symbolicznie odtworzono na wystawie. Obserwujemy także zmiany nazw ulic – z niemieckich na polskie. Proces spolszczania tych ziem uwidoczniono także w nazwach przedmiotów, budynków.


Czasy stalinowskie i odwilż

Wkraczamy w obszar polityki – odbywa się Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju (1948), pojawiają się hasła propagandowe, a zaraz potem więzienie jako symbol okresu stalinowskiego.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

W jednym z pomieszczeń – obok zachodnich czasopism, w centralnym miejscu, stoi radio, dzięki któremu można posłuchać nagrań audycji Wolnej Europy. Znajdujące się w tym miejscu, sięgające sufitu drabiny, symbolizują próby przebijania się przez żelazną kurtynę po wolne słowo, chęć poznania tego, co dzieje się poza nią.

Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Wędrując po wystawie, mijamy okres odwilży i udokumentowane zaangażowanie wrocławian w pomoc walczącym o wolność Węgrom. A następnie rok 1968 – czas głębokiego PRL-u, protesty studentów, nagonka antysemicka, najazd na Czechosłowację, ale także życie codzienne tamtych czasów, zatrzymane w przedmiotach, które możemy oglądać w starannie zaaranżowanych pokojach – rekonstrukcjach. W ciągu chronologicznym ekspozycji życie codzienne miesza się z ważnymi wydarzeniami historycznymi, utrwalonymi na fotografiach i na filmach. I tak – poprzez stan wojenny – dochodzimy do czasów współczesnych, po transformacji ustrojowej.

Kultura i nauka


Są na tej ekspozycji miejsca szczególne, związane z wrocławską kulturą: Festiwalem Jazz nad Odrą, Teatr Laboratorium Jerzego Grotowskiego, ale jest także zaaranżowana czytelnia, w której możemy poznać świat wrocławskiej nauki i kultury. Otwierając poszczególne szuflady, możemy poznać biogramy i przedmioty związane z konkretnymi osobami, a wśród nich natrafimy na szufladę Tadeusza Różewicza – pełną przedmiotów należących do autora ”Kartoteki”. Multimedialna księga wrocławskich naukowców pozwala na szybkie dotarcie do potrzebnych informacji. Można też usiąść i poczytać ułożone tematycznie książki. Zwiedzającym wystawę towarzyszy także muzyka wrocławskich artystów, m.in. Lecha Janerki.

Tajemnicze pokoje


Na mnie szczególne wrażenie wywarły tajemnicze pokoje z trzema klamkami. Po pierwsze, nie było wiadomo, którą z nich uda się je otworzyć, po wtóre – po otwarciu czekała mnie zawsze jakaś niespodzianka. A to zrekonstruowana klasa szkolna o wyglądzie jakby żywcem przeniesionym z ”Umarłej klasy” Tadeusza Kantora, a tymczasem ławki pochodziły z pierwszej polskiej szkoły zorganizowanej na Dolnym Śląsku. Jak każdy autentyk, robiło to wielkie wrażenie. Za innymi tajemniczymi drzwiami znalazłam oryginalną budkę strażniczą i opowieść o epidemii czarnej ospy w latach 60.

Solidarność i wolność


Wystawa "Wrocław 1945-2016", fot. materiały Muzeum

Potem udałam się przez podziemia drogą Solidarności i wolności, a na ścianach mogłam rozpoznawać zdjęcia znajomych twarzy, m.in. prof. Czesława Hernasa, Renaty Otolińskiej, Staszka Huskowskiego czy ”Orzecha” – ks. Stanisława Orzechowskiego, kapłana wrocławskiej Solidarności. Ten rozdział historii pointuje zdjęcie z zakończenia strajku w zajezdni przy Grabiszyńskiej, na którym utrwalono postacie znajdujące się dzisiaj po przeciwnych stronach sceny politycznej.

Centrum Historii Zajezdnia jest miejscem, do którego można – i należy – powracać wielokrotnie. Nie tylko dlatego, że bogactwo treści i wielość eksponatów nie dają się ogarnąć całkowicie podczas jednego zwiedzania. Istotne jest także to, że jest to ekspozycja żywa, zmieniająca się i nie poddająca schematom, za to sprzyjająca refleksji i zachęcająca do osobistych poszukiwań.

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline.pl w lutym 2017 roku.

wtorek, 18 czerwca 2019

Plenerowy "Nóż w wodzie" na zakończenie 12. Polish Cinema for Beginners

W najbliższy piątek czeka nas ostatni przystanek na drodze 12. sezonu Polish Cinema for Beginners. Odbywającą się pod hasłem "On The Road" edycję zamknie plenerowy pokaz w Centrum Historii Zajezdnia, podczas którego zobaczyć będzie można prawdziwy klasyk polskiej kinematografii - "Nóż w wodzie" Romana Polańskiego. 

Leon Niemczyk (Andrzej) i Zygmunt Malanowicz (autostopowicz) w filmie
"Nóż w wodzie"

Dziennikarz sportowy Andrzej (Leon Niemczyk), jadący z żoną Krystyną (Jolanta Umecka) na rejs jachtem po jeziorach mazurskich, zabiera do samochodu przypadkowego autostopowicza (Zygmunt Malanowicz). Mężczyzn dzieli niemal wszystko: status materialny, wiek, doświadczenie, stosunek do życia, ale łączy jedna cecha – chęć pokazania przewagi wobec atrakcyjnej kobiety. W pobliskiej przystani na małżonków czeka już piękna łódź - chłopak daje się namówić do wejścia na pokład i jacht wypływa na jeziora. Ale pomiędzy trojgiem pasażerów zaczyna narastać z godziny na godzinę konflikt... Debiut fabularny Romana Polańskiego, zilustrowany kultową ścieżką dźwiękową autorstwa Krzysztofa Komedy, uhonorowano  nagrodą FIPRESCI na festiwalu w Wenecji, Brązowym Delfinem w Teheranie, Grand Prix w Prades i nagrodą krytyki na MFF Panamie. Był też pierwszym polskim filmem nominowanym do Oscara.

fragment filmu "Nóż w wodzie"

Plenerowy pokaz "Noża w wodzie" będzie ostatnim, jaki odbędzie się w ramach 12. sezonu Polish Cinema for Beginners. Trwająca wciąż edycja zatytułowana jest "On The Road" i prezentuje filmy drogi - ożywiające mit wędrówki przez życie, poszukiwania, wielkiej przygody i wyzwolenia od fałszywych wartości. 

Spotkanie odbędzie się 21 czerwca o godzinie 21:30 w Centrum Historii Zajezdnia - wstęp wolny! Na Polish Cinema for Beginners zaprasza Wrocławska Fundacja Filmowa, a wydarzenie zostało dofinansowane ze środków Gminy Wrocław.  

informacja prasowa

sobota, 26 maja 2018

"Matki Niepokornych" - wystawa w Centrum Historii Zajezdnia

Udręczone rzeczywistością ustroju komunistycznego, konsekwentnie kształtowały żelazne charaktery swoich dzieci i przekazywały głęboką miłość do ojczyzny. Tak organizatorzy opisują bohaterki wystawy i które przygotowano w ramach projektu „Matki Niepokornych”. Do 18 czerwca wystawę można oglądać na placu przed Centrum Historii Zajezdnia.




Po wprowadzeniu stanu wojennego moja Mama wspierała mnie sercem, duszą i ciałem we wszystkich działaniach konspiracyjnych, była także wsparciem w działaniach dla moich kolegów. Bez Niej nie mógłbym wielu rzeczy zrobić, na wiele rzeczy nie mógłbym sobie pozwolić – wspomina jeden z bohaterów. Organizatorzy – Fundacja Rodzice Szkole oraz Archiwum Akt Nowych – podkreślają, że projekt inspirowany był prawdziwymi wydarzeniami. Główną jego osią są wywiady i wspomnienia z tamtego czasu, które zostały zebrane w album pod tym samym tytułem.

Od 21 maja wystawa prezentowana jest na placu przed Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu. Dodatkowo w terminie 4–5 czerwca odbędzie się tu XXX Walne Zebranie Delegatów Regionu Dolny Śląsk NSZZ „Solidarność”.

Termin ekspozycji nie jest przypadkowy, bowiem 26 maja obchodzimy Dzień Matki – mówi rzecznik Zajezdni, Juliusz Woźny. Wystawę będzie można zobaczyć do 18 czerwca br. Wstęp wolny. Projekt został objęty Patronatem Honorowym Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy.


 informacja prasowa

niedziela, 10 grudnia 2017

Centrum Historii Zajezdnia: Opowieść o powojennym Wrocławiu

Opowieść o powojennej historii Wrocławia i Dolnego Śląska zaczyna się od ludzi – twierdzi Marek Mutor. A naszym zamiarem było sprowokowanie widza do interakcji. Przeczytajcie, jaką fascynującą przygodą jest zwiedzanie wystawy ” Wrocław 1945-2016” w Centrum Historii Zajezdnia.
Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu
Opowiedzieć sobie i  światu naszą historię

Widoczna z daleka architektoniczna bryła dawnej zajezdni przy ulicy Grabiszyńskiej we Wrocławiu przykuwa wzrok, wyróżniając się na tle otaczającej ją przestrzeni. Wielkie okna w czerwonej cegle – tradycja i nowoczesność. A to dopiero preludium do tego, czego doświadczymy wchodząc do środka budynku. Kiedy bowiem znajdziemy się na wystawie ”Wrocław 1945-2016”, która jest ekspozycją stałą, a zarazem żywą i zmienną – doznamy uczucia, jakbyśmy wkroczyli w jakiś magiczny świat – nieistniejący, a przecież za pomocą obrazu i dźwięku ożywający na naszych oczach. To jakby świat przedwojennego Lwowa i w ogóle Kresów, ale także świat Polski międzywojennej lub raczej jego symbol. W jakiś tajemniczy sposób na chwilę ożywa na naszych oczach: ulica z przechodniami, latarniami, skwerem, fragmentem ściany budynku, z oknem i firanką… Czujemy, że znajdujemy się po środku tego świata – jak w filmie albo we śnie – i stajemy się jego częścią. Słychać gwar ulicy – polifonię różnych dźwięków, skutkiem czego nasza wyobraźnia zaczyna pracować. Wszystkie te wrażenia są zasługą zespołu autorskiego: Marka Mutora (dyrektora Centrum), Wojciecha Kucharskiego oraz Marka Stanielewicza (odpowiedzialnego za kształt plastyczny ekspozycji).

Centrum Historii Zajezdnia, pierwsza część ekspozycji

Jak zrodził się pomysł stworzenia takiej właśnie przestrzeni? – pytam dyrektora Centrum Historii Zajezdnia – Marka Mutora.

Pomysł powstania muzeum historii Wrocławia i Dolnego Śląska był wielokrotnie podnoszony – odpowiada. Na początku XXI wieku myślano o tym, aby zbudować Muzeum Ziem Zachodnich, co miało być także odpowiedzią na agresywną politykę pewnych niemieckich środowisk. Jednocześnie jednak był to czas po powodzi i Kongresie Eucharystycznym, kiedy skrystalizowała się myśl, że powinniśmy opowiedzieć sobie i  światu naszą historię, aby zrozumieć fenomen, który się tu wydarzył. Postulat ten został mocno wyartykułowany podczas debaty w Kolegium Europy Wschodniej przez Kazimierza Ujazdowskiego. W 2007 roku powołał on – jako minister kultury – Ośrodek Pamięć i Przyszłość, którego zadaniem było przygotowanie koncepcji Muzeum Ziem Zachodnich.

Opowieść zaczyna się od ludzi

Od samego początku działaliśmy bardzo dynamicznie: wychodziliśmy w przestrzeń publiczną, zbieraliśmy świadectwa świadków historii. Chcieliśmy rozpocząć budowę muzeum od ludzi, a nie od murów. Różne były koleje losu tego projektu, był to też czas na przemyślenie koncepcji muzeum. W rezultacie zdecydowaliśmy się na budowę Centrum Historii, która to nazwa – w przeciwieństwie do muzeum – budzi żywe konotacje.

Robiliśmy już takie wystawy, jak choćby ”Pociąg do historii”, która jeździła po Dolnym Śląsku. Kiedy w 2010 roku zajezdnię przy Grabiszyńskiej, w której zrodziła się wrocławska ”Solidarność”,  wyłączono z ruchu, zdecydowano, iż jest to właściwe miejsce dla Centrum Historii. I tak powstała interesująca multimedialna wystawa, którą można zwiedzać, której towarzyszy mnóstwo różnych zajęć edukacyjnych.

Historia powojennego Wrocławia inspirująco opowiedziana

Centrum Historii Zajezdnia, autentyczny wagon, którym przyjechali Polacy ze Wschodu

Z przedwojennej idylli przechodzimy mostkiem na drugą stronę, aby nagle znaleźć się w dramatycznym czasie II wojny. Projekcje wideo, mapa, na której uwidoczniono nowy podział Europy i szachy z figurami mającymi twarze znanych polityków – każą zamyślić się nad tym, jak życie milionów zostało zmienione ręką dyktatora oraz w wyniku politycznych kalkulacji tych, którzy posiadali wówczas władzę.

Umowna przestrzeń, w którą wchodzimy, nie jest właściwie próbą rekonstrukcji. To raczej impuls do snucia opowieści – najpierw o przedwojennym świecie, a później o czasie wojny i przesiedleniach. 
Naszym zamiarem było sprowokowanie widza do interakcji intelektualnej – tłumaczy Marek Mutor. Powinien zastanowić się, jaki przekaz płynie do niego z ekspozycji. Pragnęliśmy, aby odbiorca roztrząsał to także później i być może sięgnął po różne opracowania. Z wystawy nigdy nie wychodzi się z wiedzą, ale z emocjami. Jeśli więc ktoś wyjdzie stąd zafrapowany i poruszony, to jest szansa, że sięgnie po książkę i pogłębi swoją wiedzę.

Obok rekonstrukcji i powiększonych fotografii, na wystawie znajdują się liczne przedmioty autentyczne, z których największym jest prawdziwy wagon z 1946 roku, wyprodukowany w Illinois, którym w latach 40. przywieziono pomoc z UNR-y.

Od wagonu zaczyna się zasadnicza część wystawy, gdzie mamy możliwość wczuć się w sytuację ludzi przesiedlanych na Ziemie Zachodnie – wyjaśnia oprowadzająca mnie po wystawie dr Kinga Janusiak. Wewnątrz prezentujemy przedmioty, które były niezbędne podczas podróży, a większość z nich to oryginały, które podarowali nam ludzie.

Zbieraliśmy je przez dziesięć lat – dodaje Marek Mutor. Nie wartość muzealna decyduje o tym, że znalazły się na wystawie, ale fakt, że za każdym przedmiotem kryją się jakieś ludzkie historie. Ludzie widoczni na fotografiach jechali w miejsca zupełnie sobie nieznane, a na dodatek zamieszkiwane jeszcze wówczas przez Niemców, którzy byli sprawcami wielu tragedii i którzy także przeżywali dramat wysiedlenia.
Ekspozycja jako gra z widzem

Im dalej zwiedzamy wystawę, tym bardziej staje się ona symboliczna – wyjaśnia koncepcję wystawy Marek Mutor. Chcieliśmy zaprosić odbiorcę do swego rodzaju gry, w której nieustannie musi sobie zadawać pytania odnośnie tego, co napotyka na swojej drodze. Wystawa jest projektem otwartym – ludzie nadal przynoszą różne pamiątki, jest także sporo wolnej przestrzeni, w której powstają nowe ekspozycje. Są ponadto miejsca, które co jakiś czas będą przebudowywane. Przeznaczyliśmy dużo przestrzeni na warsztaty edukacyjne.

Centrum Historii Zajezdnia

Kiedy Breslau staje się Wrocławiem

Opuszczam z panią dr Kingą Janusiak wagon kolejowy i udajemy się w kierunku ekspozycji prezentującej powojenny Wrocław. Zaczynamy od ruin – bo tak wyglądało miasto po wojnie. Na skutek oblężenia Festung Breslau zniszczono ok. 70% budynków.

Chcemy, aby zwiedzający wczuli się w sytuację ludzi wyrwanych ze swoich małych ojczyzn, przyjeżdżających do obcego miasta, w którym wciąż obecni są Niemcy oraz wojska sowieckie – opowiada pani Kinga. Muszą w takich warunkach na nowo zorganizować swoje życie. Próby tego ”oswojenia” miasta symbolizuje słup ogłoszeniowy, na którym widzimy plakat pierwszego przedstawienia w Operze Wrocławskiej – ”Halkę” Stanisława Moniuszki. A obok tego – ogłoszenie  pierwszego zakładu fotograficznego.

Posuwając się w głąb wystawy natykamy się na czarno-białe filmy dokumentalne, a obok widzimy kolorowe zdjęcia przedstawiające Wrocław w obiektywie zwiedzającego miasto studenta, co jest wielkim zaskoczeniem. Dwoma najbardziej rzucającymi się w oczy przybyszów elementami miasta były podobno gotyckie okna kościołów oraz czerwona cegła, które w związku z tym symbolicznie odtworzono na wystawie. Obserwujemy także zmiany nazw ulic – z niemieckich na polskie. Proces zanikania niemieckich określeń tych ziem uwidoczniono także w nazwach przedmiotów, budynków.

Czasy stalinowskie i odwilż

Centrum Historii Zajezdnia

Wkraczamy w obszar polityki – odbywa się Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju (1948), pojawiają się hasła propagandowe, a zaraz potem więzienie jako symbol okresu stalinowskiego.
W jednym z pomieszczeń – obok zachodnich czasopism, w centralnym miejscu, stoi radio, dzięki któremu można posłuchać nagrań audycji Wolnej Europy. Znajdujące się w tym miejscu, sięgające sufitu drabiny, symbolizują próby przebijania się przez żelazną kurtynę po wolne słowo, chęć poznania tego, co dzieje się poza nią.
Wędrując po wystawie, mijamy okres odwilży i udokumentowane zaangażowanie wrocławian w pomoc walczącym o wolność Węgrom. A następnie rok 1968 – czas głębokiego PRL-u, protesty studentów, nagonka antysemicka, najazd na Czechosłowację, ale także życie codzienne tamtych czasów, zatrzymane w przedmiotach, które możemy oglądać w starannie zaaranżowanych pokojach – rekonstrukcjach. W ciągu chronologicznym ekspozycji życie codzienne miesza się z ważnymi wydarzeniami historycznymi, utrwalonymi na fotografiach i na filmach. I tak – poprzez stan wojenny – dochodzimy do czasów współczesnych, po transformacji ustrojowej.
Kultura i nauka

Na wystawie ”Wrocław 1946-2016” są także miejsca szczególne, związane z wrocławską kulturą: Festiwalem Jazz nad Odrą, Teatrem Laboratorium Jerzego Grotowskiego… Jest również zaaranżowana czytelnia, w której możemy zaznajomić się ze światem wrocławskiej nauki i kultury. Otwierając poszczególne szuflady, możemy poznać biogramy oraz przedmioty związane z konkretnymi osobami, a wśród nich natrafimy na szufladę Tadeusza Różewicza – pełną przedmiotów należących do autora ”Kartoteki”. Multimedialna księga wrocławskich naukowców pozwala na szybkie dotarcie do potrzebnych informacji. Można też po prostu usiąść i poczytać ułożone tematycznie książki. Zwiedzającym wystawę towarzyszy także muzyka wrocławskich artystów, m.in. Lecha Janerki.  

Centrum Historii Zajezdnia

Tajemnicze pokoje

Na mnie szczególne wrażenie wywarły tajemnicze pokoje z wieloma klamkami. Po pierwsze, nie było wiadomo, którą z nich uda się je otworzyć, po wtóre – po otwarciu czekała mnie zawsze jakaś niespodzianka. A to zrekonstruowana klasa szkolna o wyglądzie jakby żywcem przeniesionym z ”Umarłej klasy” Tadeusza Kantora, podczas gdy ławki pochodziły z pierwszej polskiej szkoły zorganizowanej na Dolnym Śląsku. Jak każdy autentyk, robiło to wielkie wrażenie. Za innymi tajemniczymi drzwiami znalazłam oryginalną budkę strażniczą i opowieść o epidemii czarnej ospy w latach 60… Innych niespodzianek nie zdradzę.
Solidarność i wolność

Potem udałam się przez podziemia drogą Solidarności i wolności, a na ścianach mogłam rozpoznawać zdjęcia znajomych twarzy, m.in. prof. Czesława Hernasa, Renaty Otolińskiej, Staszka Huskowskiego czy ”Orzecha” – ks. Stanisława Orzechowskiego, kapłana wrocławskiej Solidarności. Ten rozdział historii pointuje zdjęcie z zakończenia strajku w zajezdni przy Grabiszyńskiej, na którym utrwalono postacie znajdujące się dzisiaj po przeciwnych stronach sceny politycznej.

Centrum Historii Zajezdnia jest miejscem, do którego można – i należy – powracać wielokrotnie. Nie tylko dlatego, że bogactwo treści i wielość eksponatów nie dają się ogarnąć całkowicie podczas jednego zwiedzania. Istotne jest także to, że jest to ekspozycja żywa, zmieniająca się i nie poddająca schematom, za to sprzyjająca refleksji i zachęcająca do osobistych poszukiwań.


Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Kulturaonline w lutym 2017 roku.

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanym przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipińs...

Popularne posty