Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśmina Wójcik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaśmina Wójcik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 września 2019

"Sąsiadujemy" - z Jaśminą Wójcik w szpitalu psychiatrycznym

Odkrywanie tajemnic i historii największego ogrodu Kleczkowa, hortiterapia oraz wspólna praca pacjentów Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego z osobami z zewnątrz. To elementy nowego projektu Jaśminy Wójcik, która od wtorku działać będzie z pacjentami i pracownikami ośrodka, a 28 września zorganizuje tam spotkanie otwarte dla wszystkich mieszkańców Wrocławia!




Szpital psychiatryczny na Kleczkowie projektowany był jako samowystarczalna jednostka: z pralnią, kostnicą, polami uprawnymi, grządkami, zwierzętami, a także z ogromnym terapeutycznym ogrodem. Jedyna tak rozległa, zielona przestrzeń osiedla obecnie jest dziś dostępna do wewnętrznego użytku Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego i jego pacjentów. Jaśmina Wójcik projektem „Ogroduwspomnienie/Ogrodemleczenie” ma zamiar „odczarować” tę przestrzeń i zaprezentować ją mieszkańcom na nowo. Poprzez hortiterapię (leczenie za pomocą ogrodu) chce zaangażować do wspólnego działania pacjentów i pracowników Centrum, a także zachęcić osoby z zewnątrz do interakcji z tą często pomijaną i zapomnianą grupą ludzi.


Dolnośląskie Centrum Zdrowia Psychicznego, fot. Jerzy Wypych

Ogrodu wspomnienie

Działania Jaśminy Wójcik podzielone są na trzy części. Najpierw nagrane zostaną związane z ogrodem wspomnienia byłych i obecnych pracowników, które zestawione będą z planami dotyczącymi przyszłości tego miejsca. Zebrane przez artystkę dźwięki staną się bazą dla niezwykłego słuchowiska. Drugim etapem pracy będzie budowa przyszpitalnej szklarni, którą opiekować będą się pacjenci w trakcie oraz po zakończeniu projektu (instalacja zostanie przekazana szpitalowi na własność). Uczestnicy zajęć skonstruują też specjalne wersje leżaków i nasadzą m.in. warzywa czy przeróżne zioła, które jeszcze jesienią będzie można uprawiać, podlewać i przetwarzać, np. robić herbaty lub dodawać je do posiłków.

Ogród Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego, fot. Jerzy Wypych

Ogrodem leczenie

Artystka w swoich działaniach z pacjentami wykorzystać chce elementy hortiterapii. To forma rehabilitacji wspomagająca leczenie za pomocą ogrodu – poprzez doznania sensoryczne (m.in. pobudzanie zmysłów poprzez obserwowanie barwnej roślinności) i bezpośredni kontakt z roślinami: poznawanie ich poprzez dotyk, wykonywanie drobnych prac ogrodowych, a także tworzenie dzieł artystycznych z wykorzystaniem materiału roślinnego.

Wielki finał

Efekty wspólnej pracy Jaśminy, pacjentów i personelu zostaną oficjalnie zaprezentowane 28 września, podczas otwartego dla wszystkich wielkiego finału. W sobotnie popołudnie (od 15:00 do 18:00) będzie można zapoznać się ze słuchowiskiem połączonym z odkrywaniem zakamarków ogrodu (głośniki emitujące fragmenty nagrań zostaną bowiem umieszczone w różnych miejscach tej przestrzeni). Na zewnętrznych ścianach szklarni pacjenci wraz z mieszkańcami Kleczkowa wspólnie wymalują swoje wymarzone ogrody, wezmą też udział w rodzinnym pikniku z przekąskami. Wstęp na sobotnie wydarzenie jest wolny, nie obowiązują zapisy. Wejście na teren ogrodu możliwe będzie od godziny 15:00 od strony wybrzeża Józefa Conrada-Korzeniowskiego.


Sąsiadujemy z artystami

Jaśmina Wójcik, fot. Jakub Wróblewski

Wrześniowa wizyta Jaśminy Wójcik organizowana jest w ramach projektu „Sąsiadujemy z artystami”. Praca z pacjentami ośrodka możliwa jest dzięki wsparciu i współpracy dyrekcji Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego i Stowarzyszenia na rzecz promocji zdrowia Curatus.
Jaśmina Wójcik to artystka pracująca ze społecznościami, reżyserka, pedagog, autorka m.in. wieloletniej akcji artystyczno-aktywistyczno-edukacyjnej angażującej byłych pracowników i pracownice fabryki ciągników Ursus. Zajmuje się włączaniem i oddawaniem podmiotowości społecznościom pozbawionym widzialności i możliwości wypowiedzi. W swojej praktyce artystycznej stara się otwierać instytucje kultury na interakcje z odwiedzającymi, traktując ich jako współtwórców oraz rozmówców w dialogu.

Program "Sąsiadujemy" dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

„Ogroduwspomnienie/Ogrodemleczenie”
28.09 | 15:00–18:00
Ogród Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego
Wejście od wybrzeża J. Conrada-Korzeniowskiego
Wstęp wolny


Jaśmina Wojcik, fot. Franciszek Mazur / AG
Jaśmina Wójcik
Laureatka wielu nagród i wyróżnień za działalność artystyczną, m.in. I nagrody w Konkursie Samsung Art Master w 2007 roku za pracę „Improwizacja” oraz Grand Prix konkursu Kino Polska i Onetu „Film w minutę“ w 2007. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w latach 2007 i 2013. W 2015 roku laureatka Grand Prix Nagrody Edukacji Kulturalnej m.st. Warszawy za projekt w przestrzeni dawnych Zakładów Mechanicznych Ursus  („Zakłady. Ursus 2014”). Laureatką 5. edycji Nagrody Filmowej z projektem „Symfonia Fabryki Ursus” (wyróżnienie przyznawane przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie oraz Szkołę Wajdy). Mieszka i pracuje w Warszawie.
Wiele prac Jaśminy Wójcik posiada mocny pierwiastek etyczny: stawiają pytania o społeczną wrażliwość i odpowiedzialność za losy ludzi potrzebujących wsparcia. Jej wczesne utwory wideo, „Improwizacja” (2005–2007, nagroda Samsung Art Master) oraz „Mastektomia” (2007),  dotykają spraw uniwersalnych, takich jak starość i choroba, ukazanych z perspektywy konkretnych osób, poznanych przez artystkę.
(źródło: Culture.pl)

informacja prasowa

środa, 5 czerwca 2019

16. Millennium Docs Again Film Festival /relacja z festiwalu, cz. 1/

19 maja zakończył się 16. (a we Wrocławiu dziewiąty) festiwal filmu dokumentalnego. Towarzyszę mu od początku jego pojawienia się w stolicy Dolnego Śląska i z przyjemnością konstatuję, że widzów przybywa i cieszy się on coraz większym zainteresowaniem. Bo też jest to przegląd co się zowie! Kino nie tylko poruszające ważkie problemy współczesnego świata, ale zarazem interesujące artystycznie, niebanalne.

Zwiastun 16. Millennium Docs Again Film festival


Jak co roku, piszę o wybranych filmach, nie podejmując się bynajmniej tytanicznej pracy zrelacjonowania całego festiwalu. Zresztą, w obu przypadkach pojawiłby się zapewne subiektywny ton, co jest raczej zaletą, nie wadą.

Od falstaru do fascynacji :-)

Swoje spotkania z dokumentem rozpoczęłam właściwie od falstartu - od filmu  Benjamina Mullinkossona "Weź, wyluzuj", który zapowiadany był jako interesujący dokument o autystycznym chłopcu, a okazał się nudną jak flaki z olejem opowieścią o amerykańskiej rodzinie, w której dzieci żyją bardziej reality show niż autentycznym życiem, a wszystko to zaprawione jest banałem codzienności. Film natrętnie kojarzył mi się z kinem Todda Solondza, ale w tym wypadku twórcy dalecy byli od satyrycznego spojrzenia na swoich bohaterów. Z trudem wytrwałam do końca seansu! Po nim mogło być już tylko lepiej i było! Z zainteresowaniem obejrzałam polski dokument Michała Bielawskiego "1989", który - w przeciwieństwie do poprzedniego serwował dawkę realizmu, o której niektórzy już nie pamiętają, a pozostali w ogóle jej nie przeżyli. Nie była to dla mnie bynajmniej "podróż sentymentalna", ale traumatyczny powrót (na szczęście wirtualny) do szarej końcówki PRL-u - z jego brzydotą, biedą i kolejkami po wszystko. Najcenniejsze w tym filmie były odtworzone realia, nie politycy, ale zwykli, udręczeni ludzie - niezwykle dzielni, zważywszy warunki, w których przyszło im żyć. Przypomnienie tego było dla mnie poruszające.

Letizia Battaglia w filmie "Ustrzelić mafię"

Zaraz po tym seansie trafiłam na film otwarcia: "Ustrzelić mafię" Kim Longinotto, który pokazywał taką samą, a może jeszcze większą biedę we Włoszech lat 50. i 60. Myśmy mieli komunizm, oni dla odmiany - mafię bezwzględnie wykorzystującą ludzi. Film ten jest jednak przede wszystkim portretem (choć może należałoby powiedzieć: laurką) włoskiej fotografki Letizi Battaglia, która była na festiwalu obecna wraz ze swoim aktualnym partnerem.

Kompozycja dokumentu oparta jest na paraleli pomiędzy historią mafii (typowo męską) a losami bohaterki, która wyzwala się spod władzy mężczyzn - najpierw ojca, potem męża, aby - jak reporterka dokumentować historię walki z mafią - organizacją opartą na władzy bezwzględnych mężczyzn. Wymagało to zapewne niemało odwagi. Ostatecznie jednak Letizia Battaglia odeszła do polityki i obecnie jako fotografka zajmuje się zupełnie innymi tematami. Film - choć miał pewien zamysł - wydał mi się jednak schematyczny. W porównaniu zaś do takiej artystki jak Agnes Varda, włoska artystka nie jest równie barwną i interesującą osobowością. Najciekawsze były w tym filmie jej fotografie - czarno-białe, dokumentalne, a jednak tak skadrowane, że mające znamiona symbolu. Trochę mi przypominały zdjęcia Tomasza Tomaszewskiego z cyklu "Rzut beretem".

kadr z filmu "Świadkowie Putina"

Nie zrobił na mnie wrażenia także film "Świadkowie Putina" - pospolity pod względem formy ("gadające głowy") i banalny myślowo dokument Vitaly`a Mansky`ego. Reżyser od początku sugeruje (cytując m.in. wypowiedzi żony), że dojście do władzy Putina oznacza powrót "czerwonego", ale jednocześnie kręci o nim film i robi mu pijar. No, przepraszam, ale to najczystszej wody konformizm. Sugerowanie, że niektóre rozmowy nie zostały wówczas włączone do filmu, lecz znalazły się po latach w dokumencie, to już zabieg marketingowy i mruganie okiem do (współczesnego) widza. Ja dostrzegłam w tym filmie tylko ugrzecznionego reżysera, który wije się jak piskorz, byleby tylko nikomu się nie narazić - konformistę i kogoś, kto w gruncie rzeczy nie mówi niczego o dzielnym (i wiecznym jak Lenin) przywódcy Rosji.

"In Touch" - pomiędzy rzeczywistościami

Kadr z filmu "In Touch" Pawła Ziemilskiego

Pora jednak na filmy, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Z pewnością należy do nich "In Touch" Pawła Ziemilskiego - bardzo interesujący artystycznie dokument o emigracji i życiu w dwóch rzeczywistościach.

Film przedstawia skalę emigracji, która dotknęła wieś Stare Juchy na Mazurach, a także jej skutki. Od lat 80. XX wieku wyemigrowało z niej do Islandii ponad 400 mieszkańców - ponad połowa całej społeczności. Możemy się domyślać, że zjawisko to dotyczy wielu takich miejsc, które po transformacji zostały pozbawione przyszłości. Oddalenie nieodłącznie budzi tęsknotę i chęć kontaktów. Obecnie, dzięki nowym technologiom, nikt już nie pisuje listów (a szkoda). Ludzie kontaktują się za pomocą Internetu, posługując się telefonami komórkowymi, skype`em.


kadr filmu "In Touch" w reż. Pawła Ziemilskiego

Na dokument składa się kilka opowieści - każda trochę inna, mająca swoistą narrację. Bohaterowie wszystkich poruszają się w dwóch rzeczywistościach - realnej i wirtualnej, co Paweł Ziemilski znakomicie zaprezentował. Dzięki nakładaniu się obrazów możemy nieomal odczuć pozorną bliskość postaci, a jednocześnie niemożność zetknięcia się. Tytułowy dotyk, pisany celowo po angielsku, ponieważ ludzie emigrując musieli odciąć się również od tego, co człowiekowi najbliższe - od swojego języka, kultury, jest niemożliwy. Bohaterowie (może poza jedną kobietą, która wrosła w miejscową islandzką rodzinę) nie mają wprawdzie zamiaru wracać, snują nawet różne plany na przyszłość, jednak z drugiej strony czują się samotni, wyobcowani, muszą się zmagać z wieloma problemami, nie mając oparcia w najbliższych. Częste rozmowy przez Internet niczego właściwie nie dają, pogłębiając jeszcze bardziej poczucie wyobcowania.


Trailer filmu "In Touch"

Genialna kompozycja kadru, polegająca na zmontowaniu tych dwóch rzeczywistości: realnej, pokazanej kamerą filmową, i wirtualnej, budzi u widza naturalny niepokój - przez cały czas oglądania filmu ma on taki sam dyskomfort, jak bohaterowie dokumentu. Mądre, twórcze i refleksyjne kino,oddziałujące również na emocje. Całość recenzji przeczytacie TUTAJ.


Requiem dla Ursusa


Równie interesujący okazał się inny polski dokument: "Symfonia fabryki Ursus" Jaśminy Wójcik.  Bohaterami filmu są byli pracownicy tego ogromnego zakładu pracy, który powstał jeszcze w II Rzeczpospolitej, a po wojnie rozrósł się do potężnych rozmiarów. Dawał pracę tysiącom ludzi, produkował ciągniki dla rolnictwa, a po transformacji podzielił los wielu innych zakładów pracy.

"Symfonia fabryki Ursus" jest dokumentem zrealizowanym w sposób twórczy i nietuzinkowy. Reżyserka pokazuje swoich bohaterów na zgliszczach starego Ursusa, a ich opowieści tylko w niewielkim stopniu składają się ze słów. Ważną rolę odgrywa dźwięk i choreografia, które wespół z muzyką stają się głównym środkiem ekspresji. Wszystko zmierza do kulminacji, kiedy to dźwięki wydawane przez ludzi i ocalałe maszyny tworzą tytułową symfonię, czy może raczej requiem dla tego miejsca, które staje się symbolem minionej cywilizacji.

Kadr z filmu "Symfonia fabryki Ursus" w reż. Jaśminy Wójcik
Całość recenzji przeczytacie TUTAJ.



Trailer filmu "Symfonia fabryki Ursus"


"Żółty jest zakazany" - historia pewnego sukcesu 


Bardzo interesujący okazał się również film o chińskiej projektantce mody - Guo Pei, zatytułowany "Żółtego się nie nosi", który wyreżyserowała Pietra Brettkelly. Złożona osobowość bohaterki, a jednocześnie refleksja na różnych poziomach znaczeń, odwołująca się zarówno do historii Chin, symboliki kolorów, jak też do współczesności - wszystko to sprawia, że film ma uniwersalne walory. Ponadto cechuje go precyzyjnie przemyślana dramaturgia i piękne zdjęcia.

Kadr z filmu "Żółtego się nie nosi" w reż. Pietry Brettkelly

Projektantka pojawiła się w 2015 roku podczas dorocznej gali w Metropolitan Museum of Arts Rihanna i zrobiła na wszystkich wielkie wrażenie. Suknia Pei ważyła 25 kg, a jej uszycie (z wykorzystaniem nici ze szczerego złota) trwało 20 miesięcy.

W filmie obserwujemy Guo Pei podczas jej pobytu w Paryżu, gdzie przygotowuje swój pierwszy publiczny pokaz. Nie zna angielskiego, więc jako tłumacz towarzyszy jej mąż. To ogromnie ważne, bo musi tłumaczyć dostawcom, jakich potrzebuje materiałów, pertraktować ceny, poszukiwać odpowiednich modelek... Jest tytanem pracy, a jednocześnie znajduje czas na to, aby zapytać młodszą córkę o postępy w nauce (starsza jej towarzyszy podczas pobytu w Paryżu), odwiedza starych rodziców (nie mają pojęcia o tym, jak bardzo jest bogata i sławna, żyją w skromnym miieszkanku). Jako bizneswoman potrafi być bezwzględna. Zatrudnionym przez siebie hafciarkom, które wszystkie prace wykonują ręcznie płaci mało i bezwzględnie odrzuca prośby o podwyżki. Dla rodziców czuła i serdeczna, nie zamierza jednak informować ich o swoich sukcesach, a tym bardziej dzielić się z nimi majątkiem. Osobowość pełna sprzeczności.

Znakomity dokument, przemyślany od pierwszej do ostatniej sceny, w imponującym punktem kulminacyjnym, a przy tym bogaty w symboliczne znaczenia.

Całość recenzji przeczytacie TUTAJ.



Trailer filmu "Żółtego się nie nosi"

środa, 29 maja 2019

Requiem dla fabryki Ursus /recenzja filmu/

Jednym z  filmów wartych obejrzenia podczas 16. Millennium Docs Against Film Festival był kreacyjny dokument Jaśminy Wójcik, będący rodzajem requiem dla fabryki Ursus, która w jej interpretacji staje się symbolem minionej cywilizacji i skłania do refleksji nad przemijaniem.


Bohaterami filmu są byli pracownicy tego ogromnego zakładu pracy, który powstał jeszcze w II Rzeczpospolitej, a po wojnie rozrósł się do potężnych rozmiarów. Dawał pracę tysiącom ludzi, produkował ciągniki dla rolnictwa, a po transformacji podzielił los wielu innych zakładów pracy.

"Symfonia fabryki Ursus" jest dokumentem zrealizowanym w sposób twórczy i nietuzinkowy. Reżyserka pokazuje swoich bohaterów na zgliszczach starego Ursusa, a ich opowieści tylko w niewielkim stopniu składają się ze słów. Ważną rolę odgrywa dźwięk i choreografia, które wespół z muzyką stają się głównym środkiem ekspresji. Wszystko zmierza do kulminacji, kiedy to dźwięki wydawane przez ludzi i ocalałe maszyny tworzą tytułową symfonię, czy może raczej requiem dla tego miejsca, które staje się symbolem minionej cywilizacji.

kadr z filmu "Symfonia fabryki Ursus" w reż. Jaśminy Wójcik
Jest to także film o pamięci tego, co minęło, a co zachowało się we wspomnieniach pracowników, także w pamięci ich ciał. Ta pamięć stała się także spoiwem wspólnoty ludzi, którzy razem coś przeżyli i doceniają wartość tego doświadczenia. Jakby na przekór fizycznemu rozpadowi miejsca, które niegdyś ich połączyło, kruche ludzkie istnienia okazują się trwalsze od potężnej fabryki.

Film powstawał przez kilka lat. W pewnym momencie reżyserka (której ojciec pochodził z Ursusa i również zachował pamięć o świetności fabryki) każe swoim bohaterom powrócić do tego miejsca i nie tylko odtworzyć gesty, które zapamiętały ich ciała, ale podjąć trud prawdziwej pracy - uruchomić to, co jeszcze można i unaocznić widzom.

kadr z filmu "Symfonia fabryki Ursus" w reż. Jaśminy Wójcik
W kulminacyjnym momencie filmu z różnych zakamarków wyruszają różnokolorowe, stare traktory, popularne ursusy, które spotykają się na opustoszałym placu, tworząc krąg symbolizujący świat, którego już nie ma, a który zaludniają na ten krótki moment bohaterowie filmu, współtworząc to uniwersum. Widok ten jest patetyczny i poruszający. Każe zamyślić się nad nieuchronnym przemijaniem nawet najpotężniejszych dzieł rąk ludzkich. Gdyby na tym film się skończył, byłby doskonały. Niestety, twórcy postanowili powiedzieć więcej i tym samym wprowadzili niepotrzebnie nowy wątek - warsztaty psychologiczno-choreograficzne dla byłych pracowników Ursusa. Czasami lepiej jest zostawić niedopowiedzenie - przestrzeń do przemyśleń dla widza...

trailer filmu

ocena: 7/10

Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty