Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blues. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blues. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 sierpnia 2021

Vertigo Summer Blues Festival: Sebastian Jerzy Riedel & Bartek Miarka we Wroclavii

18 sierpnia na zielonym tarasie Wroclavii zagra Sebastian Jerzy Riedel wraz z Bartkiem Miarką. Wydarzenie jest częścią Vertigo Summer Blues Festival. Do 15 sierpnia trwa konkurs Wroclavii, w którym można wygrać wejściówki na koncert.


Vertigo Summer Blues Festival to cykl wydarzeń dla wielbicieli muzyki oraz dla miłośników podróży śladem ulubionych miejsc w mieście. Dla organizatorów ważne jest, by uczestnicy koncertów odkryli na nowo znane we Wrocławiu przestrzenie – tym razem dzięki bluesowym melodiom i gitarowym brzmieniom. Festiwal odbędzie się w dniach 16 – 29 sierpnia,  a koncert we Wroclavii będzie jednym z pierwszych wydarzeń tegorocznej edycji muzycznej imprezy.


Kto wystąpi na zielonym tarasie Wroclavii?

Sebastian Jerzy Riedel to pochodzący ze Śląska polski muzyk. W 1993 roku – mając niespełna 16 lat – wraz z przyjaciółmi założył zespół Cree, w którym do tej pory jest wokalistą, gitarzystą oraz autorem znakomitej części repertuaru. Twórczość artysty  można określić mianem blues rocka, który swoją stylistyką nawiązuje do brzmień lat 60. i 70. To fakt, który nie powinien nikogo dziwić, ponieważ Sebastian Jerzy Riedel jest synem wieloletniego frontmana kultowego zespołu Dżem – Ryszarda Riedela.

Riedel na scenie we Wroclavii wystąpi w towarzystwie Bartka Miarki – gitarzysty bluesowego i kompozytora, który współpracował m. in. z Anitą Lipnicką, Carlosem Johnsonem, Starym Dobrym Małżeństwem oraz HooDoo Band. Ostatnie wydawnictwo Miarki to album „Where’s The Moose” (2017), który nagrał po założeniu własnego zespołu – Bartek Miarka Band. 


Muzyka i odpoczynek w centrum Wrocławia

To już drugi koncert tego lata, który odbędzie się na zielonym tarasie Wroclavii – 28 lipca wystąpił tu Mateusz Pospieszalski Quintet w ramach Vertigo Summer Jazz Festival. Miejsce, które zwykle jest oazą wypoczynku w samym sercu miasta, zmieni się tego wieczoru w kameralną i klimatyczną przestrzeń, która pozwoli widzom odbyć niezwykłą, emocjonalną podróż przy bluesowej muzyce.

Wejściówki na koncert można wygrać, biorąc udział w konkursie na profilach Facebook i Instagram Wroclavii. Konkurs trwa do 15 sierpnia. Szczegóły dostępne są na wroclavia.pl oraz na facebook.com/wroclavia. Bilety można zakupić również poprzez stronę https://vertigojazz.pl/pl/blues-festival.

Centrum podjęło wszelkie działania, aby zapewnić uczestnikom bezpieczeństwo. W wydarzeniu weźmie udział ok. 150 osób, po uprzednim zaaranżowaniu przestrzeni koncertowej tak, by zachować bezpieczne odległości. 


Informacje o Wroclavii

Wroclavia to lajfstajlowe centrum handlowe położone w samym centrum tętniącego życiem Wrocławia. Otwarte w 2017 r., wniosło na wrocławski rynek nowy standard 4-gwiazdowej obsługi, innowacyjną, uznaną za najlepszą na świecie architekturę oraz przyjemną, ożywioną atmosferę. Na 64 tys. m² powierzchni Wroclavii znajdują się 194 sklepy, restauracje i miejsca rozrywki, w tym strefa Grand Kitchen, 20-salowe kino Cinema City z jedyną w mieście salą IMAX, klub fitness, sala zabaw, a także zielone ogrody i parking na 2200 miejsc.

Centrum stale wychodzi naprzeciw potrzebom współczesnego klienta, m.in. w zakresie mobilności i digitalizacji. W ubiegłym roku wprowadziło działającą w aplikacji mobilnej unikatową usługę cashback, dzięki której klienci otrzymują zwrot części środków wydanych na zakupy. W 2020 r. otrzymało również – z najwyższą notą – certyfikat „Safe&Healthy Places”, który potwierdza wysokie standardy w zakresie higieny i bezpieczeństwa. 

W 2019 r. centrum odwiedziło 16 mln klientów, a świetne wyniki przypieczętowała srebrna statuetka PRCH Awards 2020 w kategorii „Best Performance Shopping Center”. Dzięki doskonałej lokalizacji, wynikom, licznym nagrodom i ciekawym wydarzeniom Wroclavia jest uznawana za jedno z najatrakcyjniejszych centrów handlowych w Polsce. 

informacja prasowa


środa, 5 czerwca 2019

Carlos Johnson, mistrz bluesa z Chicago, wystąpi na Blues na Świecie 2019

7 czerwca na Blues na Świecie Festival wystąpi mistrz chicagowskiego bluesa. Carlos Johnson. Uważany za jednego z najwybitniejszych, bluesowych gitarzystów na świecie, dwukrotnie nominowany do nagrody GRAMMY. Zagra w Świeciu z HooDoo Band ze wsparciem Brass Company. BNŚ'2019 zaczyna się już w tą sobotę.



Dwukrotna nominacja do nagrody GRAMMY - jako członka formacji Chicago Blues Living Story - to niejedyne trofeum Johnsona. Jest również zdobywcą nagrody Magazynu Blues Blast i… polskiego Fryderyka.

Carlos Johnson rozwinął jeden z najbardziej oryginalnych stylów gry, jakie kiedykolwiek powstały w Chicago. Połączył głęboki, surowy chicagowski blues ze współczesnym funkowym brzmieniem. Stworzył mieszankę, z której powstał jego własny, oryginalny styl.

Czym jest chicagowski blues, ukochana muzyka Johnsona? Był pierwszym “bluesem miejskim” w USA, tworzonym od początku 20. wieku przez napływających do miasta Afroamerykanów.

“Ojcem-założycielem” szkoły z Chicago był wielki Muddy Waters. Johnson jest jego godnym kontynuatorem. Ucieleśnia brzmienie West Side of Chicago - samodzielnego, silnego nurtu w bluesie chicagowskim.

Energia, mocny wokal i estradowa charyzma sprawiają, że występy Carlosa Johnsona należy zaliczyć do najbardziej ekscytujących wydarzeń muzycznych, ukazujących prawdziwe, mocno zakorzenione w tradycji Chicago, piękno tej muzyki.


Na festiwalowej scenie BNŚ’2019 Carlos Johnson pojawi się 7 czerwca, wspierany przez HooDoo Band i sekcję dętą pod nazwą Brass Company. 

PS: Co ciekawe, wytwórnia płytowa Chess Records, która rozpoczęła wielki, światowy boom na “Chicago Blues”, została założona w 1950 roku przez braci Filipa i Leonarda Czyżów. Nazwisko jakby znajome? Nic dziwnego, w końcu pochodzili z Częstochowy..

To już za dwa dni. W tę sobotę i niedzielę w amfiteatrze i w innych lokalizacjach w Świeciu nad Wisłą, rusza 9. edycja Blues na Świecie Festival. Na liście wykonawców gwiazdy bluesa, jazzu i funku. Zdobywca Grammy Jon Cleary będący wybitnym przedstawicielem muzyki z Nowego Orleanu. Pięciokrotnie nominowany do Grammy Robben Ford, uważany za klasyka światowej gitary elektrycznej. Mistrz chicagowskiego bluesa i funku Carlos Johnson, dwukrotnie nominowany do GRAMMY. Będzie też znany z występów w grupach Wishbone Ash i Leningrad Cowboys, fiński gitarzysta Ben Granfelt, Krzysztof Zalewski i wielu innych wykonawców.

Blues na Świecie Festival odbędzie się w dniach 7-8 czerwca 2019 roku w Świeciu (kujawsko-pomorskie). Organizatorem festiwalu jest Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Świeciu nad Wisłą. Dyrektorem artystycznym BNŚ jest Tomasz Stanny.

Od soboty zaczynamy Czas Bluesa!

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Sławek Wierzcholski - bluesmen i niestrudzony propagator bluesa - kończy 60 lat!

19 kwietnia 2018 r. znakomity muzyk i założyciel Nocnej Zmiany Bluesa - Sławek Wierzcholski kończy 60 lat! 

Sławek Wierzcholski, fot. 


Sławek Wierzcholski i Nocna Zmiana Bluesa, lipiec 2017/materiały prasowe
Od pierwszego koncertu Nocnej Zmiany Bluesa, który odbył się w marcu 1982 w studenckim klubie "Imperial" w Toruniu, do chwili obecnej pozostali wierni wybranemu gatunkowi. Nie ulegając modom ani trendom osiągnęli status grupy kultowej.
       
okładka płyty
W dorobku mają dwadzieścia osiem wydanych płyt (3 LP,  4 DVD, 21 CD), z których cztery osiągnęły status "Złotej Płyty", nagrania płytowe z amerykańskimi gwiazdami bluesa, jak m.in. Charlie Musselwhite czy Louisiana Red, koncerty poprzedzające gwiazdy bluesa światowego formatu: B. B. King (Warszawa 1996) czy Blues Brothers (Norymberga 1989). Tysiące koncertów w Polsce i praktycznie w całej Europie, w Stanach Zjednoczonych a nawet w Zimbabwe!

Choć zaczynali jako ortodoksyjni bluesmani, w trakcie ponad trzech dekad działalności, Sławek i jego zespół wykreowali własny, niepowtarzalny styl, bazujący na akustycznym instrumentarium, a będący fuzją bluesa, folku, jazzu i piosenki autorskiej. Sławek jest autorem całego repertuaru grupy, w tym wielu prawdziwych przebojów, jak „Szósta zero dwie”, „Blues mieszka w Polsce”, „John Lee Hooker” czy „Chory na bluesa”. Jest też autorem muzyki do seriali telewizyjnych ("Babilon.pl" reż. Wojciech Maciejewski) i sztuk teatralnych ("Tajemnica Tomka Sawyera" reż. Giovanni Castellanos): 

Jest także autorem ilustracji muzycznych do popularnych seriali TV, jak "Ojciec Mateusz:, "Rodzinka.pl" czy "Rok na działce".
        
Sławek Wierzcholski podczas koncertu

Wśród autorskich płyt wydanych przez Sławka, znajdują się CD "Ciśnienie" z towarzyszeniem grupy Dżem, "Piątek wieczorem z Wojciechem Karolakiem oraz CD "Samotna kolacja" z Krystyną Prońko. Sławek grał też gościnnie na płytach takich wykonawców, jak m.in. Maanaam, Majka Jeżowska czy Zdrowa Woda.


Chory ma bluesa


Sławek Wierzcholski i Nocna Zmiana Bluesa to już klasyka! Mają swoje zasłużone miejsce w historii polskiej muzyki rozrywkowej i hasła w encyklopediach. O Sławku napisano też kilka prac magisterskich i licencjackich oraz dwie książki: "Chory na bluesa" autorzy: Jan Skaradziński i Mariusz Szalbierz" oraz "Chory na bluesa. Przypadek Sławka Wierzcholskiego" autorstwa dr. Mirosława Pęczaka.
        
Nocnej Zmianie Bluesa poświęcone są trzy telewizyjne filmy dokumentalne, emitowane w programach ogólnopolskich: "Sekrety przedświtu" reż. Grzegorz Styła (1990), "Zawsze wygra blues" reż. Jerzy Krysiak (1996) oraz "Chory na bluesa" rez. Hubert Gorczyca (2016).
        
Sławek Wierzcholski to wirtuoz harmonijki i autor dwóch popularnych podręczników gry na tym instrumencie. Prowadził też kursy gra na harmonijce w Programie 2 TVP. Jest endorserem (twarzą) firmy Hohner, która w roku 2012 uhonorowała go "Kryształową harmonijką". 

Hejnał z wieży Kościoła Mariackiego na harmonijce


Ciekawostką jest fakt, że jako pierwszy i jedyny muzyk zagrał na harmonijce hejnał z wieży Kościoła Mariackiego w Krakowie transmitowany na cały kraj 1 kwietnia 2015 r.  

Sławek gra hejnał na harmonijce
       

Dziennikarz radiowy i prasowy


Sławek jest także aktywnym dziennikarzem radiowym - przez dwanaście lat zrealizował w Programie 3 Polskiego Radia 1500 (!) autorskich audycji, m.in. w takich cyklach jak: "Blues w pigułce", "Bluesełka", "Z bluesowej kolekcji Marii Jurkowskiej" i in. Przez ponad dziesięć lat prowadził w warszawskim "Radiu dla Ciebie" audycję "Okolice bluesa". Obecnie, od trzech lat prowadzi audycję "Korzenie i owoce" w Programie 2 Polskiego Radia : 

Sławek udziela się też jako dziennikarz prasowy, publikując w kwartalniku "Twój blues" a wcześniej przez kilka lat w "Jazz Forum").
         

Festiwal Harmonica Bridge i działalność społeczna


Sławek Wierzcholski jest pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym festiwalu "Harmonica  Bridge" w Toruniu, który od siedemnastu lat prezentuje światową czołówkę wirtuozów grających w różnych stylach na harmonijce.

występ podczas festiwalu Harmonica Bridge/prasowe
Jakby tego było mało, jest także aktywnym działaczem społecznym: w bieżącej kadencji sekretarzem Sekcji Autorów Utworów Muzyki Rozrywkowej i Tanecznej  Stowarzyszenia Autorów ZAIKS, od kilku kadencji wiceprezesem Stowarzyszenia Artystów Wykonawców Utworów Muzycznych i Słowno-Muzycznych  SAWP oraz wiceprezesem Stowarzyszenia Autorów i Kompozytorów ZAKR. W rodzinnym Toruniu od kilku kadencji zasiada w Radzie Prezydenckiej przy Prezydencie Miasta Torunia.

Sławek Wierzcholski i jego harmonijki :-)/prasowe

Za swoje zasługi i osiągnięcia artystyczne Sławek Wierzcholski został uhonorowany srebrnym medalem „Gloria Artis”, medalem "Thorunium", odznaką honorową ZAIKSu. Ponadto otrzymał nagrody "Teleexpressu" i Programu 3 Polskiego Radia. W uznaniu dokonań artystycznych otrzymał honorowe obywatelstwo Rawy Mazowieckiej oraz miasta i gminy Leśna.

informacja prasowa, tytuł i śródtytuły moje


wtorek, 10 kwietnia 2018

Maria Jurkowska: Blues wczoraj i dziś - wspomnienie

Maria Jurkowska, prasowe

W tym roku, 14 sierpnia, świętowałaby okrągłe, osiemdziesiąte urodziny... Zmarła o wiele za wcześnie, 14 grudnia 1991 roku, mając raptem 53 lata.

Tak wiele Jej zawdzięczam i tak mało o Niej wiem. A mimo to od jakiegoś czasu czuję wewnętrzny imperatyw, aby napisać wspomnienie. Przede wszystkim dlatego, że nikt tego do tej pory nie zrobił, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Wiem tylko, że zespół Green Grass nagrał "Blues dla Majki" i że jest także patronką Blues Museum, założonego przez Fundację Rolling Stone of Blues. No, to już jest coś, ale o samej osobie prawie nic nie wiemy. A przecież Majka, jak Ją nazywano, odegrała ogromną rolę w propagowaniu bluesa w czasach, gdy mieszkaliśmy za żelazną kurtyną i nawet nam się nie śniło, że możemy posłuchać oryginalnych płyt z tą muzyką, która jakimś trafem stała się w Polsce kultową. W głównej mierze za sprawą Marii Jurkowskiej, która pracowała w nowo powstałym  Programie III Polskiego Radia i prowadziła najpierw audycje jazzowe: "Wiek jazzu", "Z jazzowego archiwum", "Śladami jazzowych legend", a później również moją ukochaną: "Blues wczoraj i dziś". 

Nagrywałam wszystkie te audycje na magnetofonie szpulowym, wielokrotnie słuchałam, spisywałam teksty, bo były one wówczas jedynym źródłem wiedzy o bluesie. Z żalem muszę wyznać, że kiedy magnetofony szpulowe odeszły do lamusa, zgromadzone latami nagrania także nie przetrwały próby czasu, ale noszę je w sercu i w pamięci. Mój studencki pokoik na Noakowskiego we Wrocławiu zawsze rozbrzmiewał bluesami. Nagrania się nie zachowały, ale przechowałam rzecz bardzo cenną: korespondencję, która szczęśliwie ocalała, mimo wielokrotnych przeprowadzek.

Moje pierwsze zetknięcie z Marią nastąpiło w 1971 roku, kiedy to wysłuchałam w radiu fantastycznej, pośmiertnie wydanej płyty Janis Joplin: "Pearl"  i napisałam o tym list, nie licząc specjalnie na odpowiedź. Tymczasem, po upływie niemal roku, otrzymałam taki oto list:


To była elektryzująca wiadomość! Audycje Marii pięknie przybliżały zarówno teksty, jak i muzykę. Swoją drogą, ciekawe, czy można je odnaleźć w archiwach..?

Tymczasem  w 1972 roku zdałam na polonistykę i przeprowadziłam się ze Świdnicy do Wrocławia. Nadal często pisałam listy, a Majka z rzadka mi odpisywała :-) Jakoś się jednak ze mną zżyła, bo w pewnym momencie zaproponowała, że będzie mi nagrywać ulubionych wykonawców bluesa, bylebym wysyłała jej czyste kasety. I tak się zaczęło.


Na listach się, rzecz jasna, nie skończyło. Miałam w zwyczaju spędzać część wakacji w Warszawie i oglądać spektakle w stołecznych teatrach. Podczas jednego takiego pobytu odwiedziłam także Marię. Drzwi otworzyła mi niewielka wzrostem, krucha i delikatna osoba. Czułam się tym bardziej onieśmielona. Maria posadziłam mnie na ławie, nad którą wisiała piękna, ogromna drewniana figura Chrystusa Frasobliwego. Ściany pokoju wypełniały niezliczone płyty. Poznałam  wtedy także jej córkę Ewę - równie delikatną jak matka.


Podczas innych wakacji chciałam Majkę odwiedzić ponownie, ale była wtedy w sanatorium i gościł mnie serdeczny jej mąż, pan Adam. Nagrał mi co tam chciałam, a poza tym trochę narzekał na "młodzież", tzn. na Ewę, że nie pomaga mu uporządkować setek płyt, których ciągle przybywało. Była to istotnie imponująca kolekcja.

Czas mijał. Nadal słuchałam audycji "Wczoraj i dziś", a dzięki temu, że Jazz Forum opublikowało moją legitymację członkowską, poznałam także innych pasjonatów bluesa, m.in. Stefana Zondka, który napisał pracę magisterską o bluesie (jej fragmenty ukazały się w Jazz Forum). Poznałam wtedy także ... mojego przyszłego męża. Gdyby nie blues, nigdy byśmy się nie poznali, bo mieszkaliśmy na dwóch różnych krańcach Polski. Tak więc blues wpłynął w sposób istotny na moje życie :-)


Moje ostatnie spotkanie z Marią było rozmową telefoniczną.  Był 1987 rok. Przyjechałam wtedy do Warszawy na Jazz Jamboree. Pierwszy dzień zwyczajowo miał bluesowy program - wystąpił Tadeusz Nalepa, a po nim jakiś "prawdziwek" z Delty Mississippi, którego nazwiska nie pamiętam. Część ludzi wyszła na korytarz i kopcili papierosy bez umiaru, ale kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki gitary i ów bluesman zaczął śpiewać, mnie wbiło w fotel, a wszyscy maruderzy natychmiast powrócili na salę. Koncert był wspaniały i zupełnie niekomercyjny. Korzystając z pobytu w stolicy, obejrzałam też debiut fabularny Waldemara Krzystka: "W zawieszeniu", a także znakomitą "Pokutę" Tengiza Abuładze. Piszę o tym, ponieważ rozmawiałyśmy z Majką ponad pół godziny i to nie tylko o koncercie, ale również o filmach, szczególnie o tym ostatnim. Nie byłam już nieśmiała - miałam wtedy dwoje dzieci i rozmawiało się nam tak, jakbyśmy się znały od stu lat... Bo tak też i było.

pierwsza strona listu z marca 1976

Śmierć Marii była dla mnie zaskoczeniem. Była bardzo dyskretna i nie wspominała o problemach ze zdrowiem. I chociaż to było prawie 27 lat temu, a mnie zdarzyło się być kilka razy w Warszawie, jakoś nie miałam odwagi iść na Puławską i prosić, aby mnie zaprowadzono na jej grób... Mimo tej dość odległej znajomości, nadal uważam ją za pokrewną duszę, a przede wszystkim sądzę, że nie tylko ja, ale wielu pasjonatów jazzu i bluesa pozostało dłużnikami Majki. Gdyby nie jej wiedza i zapał, z jakim umiała się nią dzielić, tyle spraw w naszym, w moim życiu, nigdy by się nie zdarzyło...

druga strona listu z  marca 1976

Dziękuję Ci Majko za wszystko i ufam, że kiedyś zaśpiewamy razem bluesa w niebieskich przestworzach, gdzie spotkamy naszych ulubionych wykonawców...



Black Snake Moan - Blind Lemon Jefferson


Sonny Terry & Brownie McGee - Drinkin' Wine

Lightnin' Hopkins - Woke Up This Morning


Bessie Smith, Nobody Knows You When You're Down And Out, 1929

niedziela, 3 września 2017

Billie Holiday, William Dufty: „Lady Day śpiewa bluesa” każdego dnia /recenzja książki/

Pięćdziesiąt lat po amerykańskim wydaniu biografii słynnej wokalistki jazzowej, Billie Holiday, ukazał się w Wydawnictwie Czarne jej polski przekład. Opowieść Billie o sobie samej to jak słuchanie jej nagrań. Przekonajcie się sami.

Billie Holiday, William Dufy, Lady śpiewa bluesa, Wyd. Czarne

Billie Holiday była moją ulubioną piosenkarką w latach młodości, kiedy to interesowałam się jazzem i bluesem. Nie tylko kolekcjonowałam jej nagrania, utrwalając je na magnetofonie szpulowym audycje Polskiego Radia, zwłaszcza „Blues wczoraj i dziś” Marii Jurkowskiej, ale stałam się nawet szczęśliwą posiadaczką mojej ulubionej płyty (oczywiście analogowej): „Lady in Satin”, nagranej w 1958 roku dla Columbia Records, z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej i chóru. To szczególny album, na którym Billie wykonuje głównie utwory pełne smutku, a niedoskonałości jej zmęczonego głosu (było to na rok przed śmiercią wokalistki) zdają się dodawać im bluesowego feelingu. Przede wszystkim brzmią jakoś wyjątkowo prawdziwie i szczerze – jak spowiedź z całego życia. Żadna z jej płyt nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia, jak właśnie tamta…

Album Lady in Satin

Pierwsze próby tłumaczenia - Stefan Zondek

W latach 70. biografię Billie Holiday zaczął tłumaczyć znawca i niestrudzony propagator bluesa, Stefan Zondek, tłumacz autobiografii Louisa Armstronga: "Moje życie w Nowym Orleanie". Jednakże pracę przerwała jego przedwczesna śmierć. Chciałabym w tym miejscu o tym fakcie przypomnieć. W liście ze szpitala (datowanym 7 października 1994 r.) Stefan napisał:



A oto fragment tego tłumaczenia: 


Prawda, że niezłe? I pomyśleć, że mogliśmy przeczytać tę biografię 43 lata temu...

Autobiografia Billie Holiday w tłumaczeniu Marcina Wróbla


I oto po tylu latach – wreszcie jest, w znakomitym tłumaczeniu Marcina Wróbla, które pozwala posmakować charakterystycznego sposobu mówienia Billie, przyjrzeć się jej niejako z bliska – na tyle, na ile nas do siebie dopuszcza. Z pewnością nie jest to sensacyjna i skandalizująca biografia znanej wokalistki, jak choćby wydana przez W.A.B. w 2007 roku książka autorstwa Julii Blackburn. Opowieść Billie o sobie samej przypomina słuchanie jej nagrań.

„Billie  jako wokalistka – czytamy we wstępie autorstwa Davida Ritza – bywała przejmująca lub wzruszająca, rozgoryczona lub pełna słodyczy, agresywna albo wycofana, pełna wiary w siebie i zagubiona. Tę książkę charakteryzuje równie brutalna emocjonalna szczerość. A to, że szczerość nie zawsze ma pokrycie w faktach, nie odgrywa większej roli. Nie pisała tego tekstu dla historyków muzyki czy etnomuzykologów. Kierowała nią ta sama potrzeba wyrażenia uczuć, która zmuszała ją do śpiewania”.

Wszystko o mojej matce… i nie tylko


Ilu ludzi, tyle prawd i narracji. Ta ma tę szczególną wartość, że pochodzi z samego źródła, że możemy „posłuchać” barwnego języka Billie Holiday, obejrzeć jej oczami Baltomore lat dwudziestych, poczuć atmosferę klubów jazzowych Nowego Jorku i Los Angeles. Poznamy także galerię znakomitych postaci, nie tylko ze świata jazzu, jak Ethel Wathers, Lestera Younga (to on wymyślił przydomek Lady Day) czy Benny Goodmana, ale także słynnego reżysera Orsona Wellesa czy aktora Clarka Gable`a, których Bllie poznała przy okazji pobytu w Los Angeles, gdy grała w filmie „New Orleans” (1947).

O swoich rodzicach, a szczególnie o matce, pisze szczególnie ciepło – zwłaszcza o jej prawości, skromności, pracowitości i wielkiej gościnności, nie unikając przy tym charakterystycznych kolokwializmów:

„Matka nie tylko kochała ludzi, ale też pokładała w nich dużą wiarę. Jej zdaniem, w każdym było coś dobrego, bo takimi stworzyć nas Bóg. Wszędzie dostrzegała dobro, znajdowała je w najdziwniejszych typach. Nie tylko w dziwkach i alfonsach, ale też w złodziejach i mordercach. (…) Mogłeś być skończonym łajdakiem i złodziejem, ale wystarczyło powiedzieć, że jesteś muzykiem, a matula oddałaby ci ostatnią koszulę”.

Billie Holiday podczas koncertu, zdjęcie ze strony fanpage`a piosenkarki

Mistrzyni interpretacji


Nie miała wykształcenia, ukończyła zaledwie pięć klas i to – jak pisze – w biednych szkołach dla czarnych w Bostonie, a jednak posiadała wrodzoną inteligencję i muzyczną wrażliwość oraz niezwykłą intuicję, które sprawiały, że nawet banalny tekst potrafiła zinterpretować tak, że nagle zyskiwał drugie dno. W jej ustach „My Man” czy „Lover Man” brzmią niepowtarzalnie.

„Każdy musi być inny – czytamy w biografii. Kopiowanie do niczego nie prowadzi. Naśladownictwo oznacza, że robisz coś, czego nie czujesz, cała robota na nic. Nie ma dwóch takich samych ludzi na świecie, tak samo w muzyce, jak i poza muzyką”.
Jej interpretacje piosenek nie mają sobie równych, ale dopiero czytając biografię zaczynamy zdawać sobie sprawę, że to, co było dla nas dotąd oczywiste, wcale nie przychodziło tak łatwo.
„Ludzie naprawdę nie rozumieją, jak mocno trzeba się umordować, żeby nagrać to, co chcesz, dokładnie tak, jak chcesz. Zdarzało mi się walczyć nawet przez dziesięć lat, żeby nagrać utwór, który bardzo kochałam. ( …) Nadal walczę o możliwość zaśpiewania niektórych rzeczy.
Billie opowiada szczerze o swoich kłopotach z uzależnieniem od narkotyków, podkreślając, jak zgubny to nałóg, o pobytach w więzieniu (były to czasy, kiedy karano za posiadanie choćby niewielkich ilości narkotyków), a także o upokorzeniach, biedzie, utraconych miłościach… Wszystko to odnajdziemy w jej interpretacjach piosenek: „Lady sings the Blues” czy w mojej ulubionej: „Don`t  Explain”:

„Często słyszałam – komentuje – że nikt poza mną nie śpiewa z takim uczuciem o głodzie i miłości. Być może dlatego, że nadal pamiętam, co znaczą te słowa”.

Billie Holiday pichci obiad w hotelowym pokoju


W biografii Billie Holiday znajdziemy także niemało anegdot. Po wielkim sukcesie na deskach Metropolitan Opera w Londynie piosenkarka jest wprawdzie we wspaniałym humorze, ale narzeka na hotelowe jedzenie. Postanawia sama przyrządzić sobie posiłek. Otwiera puszkę czerwonej fasoli, którą zawsze wozi ze sobą, dodaje czosnek, trochę mielonego mięsa i gotuje to wszystko na maszynce spirytusowej.
„Myślałam, że w hotelu zaczną się czepiać z powodu zapachu – zwierza się w książce, ale zanim zdążyłam wszystko przygotować, do moich drzwi zaczęli się dobijać windziarze, pokojówki i kierownicy pięter. Wszystkim bardzo smakowało. (…) Do dziś wysyłam tę fasolę znajomym z Londynu”.

Billie z Louisem Armstrongiem podczas zdjęć do filmu New Orleans (1947), fan page Artystki

Frywolne piękno i poetycka szczerość


Biografia Billie Holiday ma wszelkie cechy intymnego zwierzenia, czuje się w niej zaufanie do Williama Dufty`ego, z którym była zaprzyjaźniona i który dyskretnie jej zwierzeniom towarzyszy, nie zaznaczając jakoś swojej obecności. Jest idealnym słuchaczem – pośrednikiem pomiędzy wokalistką a potencjalnymi czytelnikami.
„Kocham tę książkę – pisze we wstępie Ritz. Zakochałem się w niej u progu swojej jazzowej obsesji, gdy miałem zaledwie trzynaście lat. Teraz jestem pół wieku starszy, przeczytałem ją bodaj piąty raz i nadal ją kocham. Cieszy mnie nie tylko frywolne piękno tej prozy i jej poetycka szczerość, jestem wdzięczny, że dzięki tej książce mogę poznać Billie”.
Sądzę, że mogłabym powtórzyć za nim te słowa. „Lady Day śpiewa bluesa” to lektura obowiązkowa nie tylko dla wielbicieli Billie Holiday, ale także dla wszystkich, którzy interesują się jazzem, bo mogą zajrzeć pod podszewkę czasów jazzowych knajpek i segregacji rasowej.

Książka Billie Holiday i Wlliama Dufty: „Lady śpiewa bluesa” ukazała się w Wydawnictwie Czarne, w przekładzie Marcina Wróbla.



Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty