Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarstwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2026

Wystawa malarstwa Lecha Twardowskiego „Spalona czerń” w Narodowym Forum Muzyki

Od 13 marca do 17 maja w Narodowym Forum Muzyki będzie prezentowana wystawa malarstwa Lecha Twardowskiego „Spalona czerń”. Wernisaż odbędzie się 13.03.2026 roku o godzinie 18.00 w foyer NFM. Kuratorem wystawy jest Piotr Lisowski.


Wystawa "Spalona czerń" Lecha Twardowskiego prezentuje najnowsze obrazy artysty, w których napięcie zostaje utrwalone bezpośrednio w materii malarskiej. To prace nie tyle opowiadające o energii, ile ją kondensujące – zapisują jej ślad w strukturze powierzchni, czyniąc z płótna pole realnego oddziaływania. 

Twardowski od lat konsekwentnie buduje własny język wokół pojęć energii, procesu i materialnej obecności dzieła. Punktem wyjścia dla nowych realizacji pozostaje ukonstytuowana wcześniej logika prac z serii Generatory oraz Puste–pełne, gdzie badał relacje między obecnością i nieobecnością, impulsem i wyciszeniem, konstrukcją i rozpadem, formą i jej brakiem. W cyklu Spalona czerń wątki te powracają, lecz zostają zagęszczone i sprowadzone do intensywnego doświadczenia powierzchni – jako pola, w którym napięcie nie jest reprezentowane, lecz faktycznie obecne.

Czarne płótna nasycono substancjami chemicznymi inicjującymi proces wypalania, pozostawiając ślady jednocześnie wizualnie hipnotyzujące i niepokojące. Gest przestaje być wyłącznie zapisem ekspresji; przesuwa się w stronę inicjowania zdarzenia. Artysta tworzy warunki, w których farba i podłoże wchodzą w reakcje, a obraz zaczyna rozwijać się według własnej, częściowo nieprzewidywalnej logiki. 

To właśnie w tej relacji – między kontrolą a jej utratą, decyzją a przypadkiem – rodzi się zasadnicze napięcie wystawy. Materia nie pełni roli biernego nośnika formy, lecz staje się aktywnym uczestnikiem procesu twórczego: rozlewa się, gęstnieje, pęka, wżera w strukturę płótna, pozostawiając ślady przypominające powidoki wybuchu lub wypalenia. Obraz nie przedstawia energii – on ją kumuluje i ujawnia. 

Spalona czerń staje się przestrzenią konfrontacji: między intencją a procesem, między obecnością a zanikiem, między tym, co zaplanowane, a tym, co wydarza się poza kontrolą. To malarstwo powstałe w czasie, gdy rzeczywistość traci stabilność i zaczyna przypominać reakcję łańcuchową – każdy kolejny impuls inicjuje następny, pozostawiając po sobie ślad, niczym wypalenie, którego nie sposób już odwrócić. 

Piotr Lisowski


Lech Twardowski, zdjęcie ze strony malarza na FB

Lech Twardowski
(ur. 1952) – studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu, w pracowni malarstwa prof. Zbigniewa Karpińskiego. W 1983 roku wyjechał do Paryża, a w 1995 roku powrócił na stałe do stolicy Dolnego Śląska. Uprawia malarstwo, instalacje i performance. W swojej twórczości wykorzystuje różne techniki i media, współpracuje z muzykami, interesuje się przestrzenią teatralną. Mieszka i tworzy we Wrocławiu.

środa, 27 listopada 2024

Mariusz Mikołajek o sztuce jako o zastępczym obszarze łaski /wywiad/

Ubecja "aresztowała" jego prace dyplomowe, a tworzenie w trudnych czasach stanu wojennego stało się drogą do wiary. Swoje projekty realizował także w dialogu z ludźmi różnych środowisk: w Monarze, więzieniu, domu dziecka, na  zaniedbanych wrocławskich podwórkach... Rozmawiam z artystą malarzem - Mariuszem Mikołajkiem, którego wystawa "Poszukiwanie nadziei" zostanie otwarta 27 listopada 2024 w Katedrze św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu.

Mariusz Mikołajek w swojej pracowni, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Barbara Lekarczyk-Cisek:  Niebawem zostanie otwarta Pańska retrospektywna wystawa "Poszukiwanie nadziei" i to w miejscu tyleż nieoczywistym, co szczególnym – w Archikatedrze wrocławskiej.  Jednocześnie jest to wydarzenie symboliczne, jeśli się zważy, że 40 lat temu prezentował Pan swój dyplom w pobliskiej Kolegiacie Świętego Krzyża… 

Mariusz Mikołajek: To mnie niesamowicie porusza, gdy pomyślę, że 40 lat temu, dokładnie 29 listopada 1984 roku,  otwierałem wystawę w Kościele Świętego Krzyża na Ostrowie Tumskim, a po latach będę prezentował kolejną, tym razem w Katedrze. Znajdą się na niej także dwa obrazy z tamtej dyplomowej wystawy: „Ukrzyżowanie” i  „Zstąpienie”.

Od początku usiłuje Pan pokazać za pomocą płótna i farb to, co duchowe i niematerialne. Na ile jest to sprawą intelektu, świadomości, a na ile – czegoś nieuchwytnego, co dawniej nazywano natchnieniem? 

Myślę, że u każdego jest inaczej, ale tak jak w całej sztuce, jedno wynika z drugiego, jednak czasami musi upłynąć wiele lat, abyśmy to dostrzegli. I jest to fantastyczne w kulturze i sztuce, a jednocześnie przypomina życie każdego człowieka. To, co wynika z naszego doświadczenia, nie musi być od razu widoczne, ale nakładają się na nie inne, mniejsze doświadczenia i przychodzi taki moment, że nagle stają się naszą pewnością, mądrością, czymś szczególnie wartościowym.  Mój ojciec [mowa o Tadeuszu Mikołajsku – prozaiku i dziennikarzu] napisał sporo książek, a ja je przeczytałem, gdy byłem chory, ale swoją wiedzę o świecie czerpię nie tyle z książek, co z doświadczenia. 

Doświadczenie czerpiemy z relacji z innymi ludźmi. Czy Pańska relacja z profesorem Konradem Jarodzkim, do którego pracowni trafił Pan na studiach i zrobił u niego dyplom, miała charakter uczeń – mistrz?

Było  inaczej, bo idąc na studia do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych [obecnie: Akademia Sztuk Pięknych] we Wrocławiu nie musiałem siebie przekonywać o tym, że chcę malować, bo już o tym wiedziałem. Dzięki mamie zachowały się moje rysunki z dzieciństwa, co dowodzi, że malowałem „od zawsze”. To w dużej mierze wpływ rodziny: ojciec pisał powieści, matka śpiewała w operetce, pisała wiersze i miała talent artystyczny. Rozumieli moje potrzeby i stwarzali mi możliwości do ich rozwijania.  A że jako dziecko byłem chorowity, dużo czasu spędzałem w domu i rysowałem, a także malowałem. Przyjacielem domu był Jerzy Rosołowicz [malarz, konceptualista] i to właśnie on namówił rodziców, abym zdawał do liceum plastycznego, gdzie potem zostałem jego uczniem i bardzo dużo się od niego nauczyłem. Zwracał uwagę na kompozycję, kształt, formę, co jest przecież podstawą wszystkiego i decyduje o sile przekazu. 

Po liceum trafił Pan na studia. Jaka była wówczas atmosfera tej uczelni? Czy była enklawą wolności?

Tak, mogliśmy się realizować w różnych dziedzinach, mieliśmy wtedy czas dużej wolności. Był początek lat 80., kiedy stanąłem na czele strajku, a strajkowała prawie cała uczelnia. Kiedy ogłoszono stan wojenny, zostaliśmy na uczelni jeszcze dobę, a potem rozeszliśmy się, bo i tak by nas spacyfikowano. Zaczął się czas kolportowania ulotek, robienia grafik czy plakatów na demonstracje uliczne. Zajęcia w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych przywrócono 2-3 miesiące później niż na innych uczelniach. Wynikało to m. in. stąd, że większość profesorów, w tym Konrad, Jarodzki, została internowana. Mnie nie internowano, co było dość dziwne zważywszy, że stałem na czele strajku. Kiedy byłem wzywany na przesłuchania, proponowano mi współpracę, ale oczywiście odmawiałem. Jednak gdy wróciłem na studia w marcu 1982 roku, słyszałem zewsząd głosy, że jestem ubekiem.  Musiałem coś z tym zrobić, więc podczas przymusowej pogadanki jakiegoś pułkownika SB na temat stanu wojennego, wstałem i zbluzgałem gościa potokiem słów nieparlamentarnych, po czym ostentacyjnie wyszedłem. Na drugi dzień zostałem wezwany do rektora i kazano mi oddać indeks. Wówczas mocno zadziałali profesorowie: Konrad Jarodzki i Piotr Jędrzejewski, którzy najpierw doprowadzili do tego, że mnie nie wyrzucono, tylko zawieszono w prawach studenta. Dzięki temu miałem wolny czas, pojechałem na wieś i malowałem obrazy. Utrzymywałem kontakt z Konradem, który w pewnym momencie zwrócił się do mnie z propozycją, abym przeprosił za tamten incydent, a wówczas on spróbuje przywrócić mnie na studia. Z początku oponowałem, ale przekonał mnie, że użyłem wówczas wulgarnego słownictwa i za to powinienem przeprosić. W końcu dałem się przekonać, szczególnie, że ochłonąłem, a poza tym w moim życiu zaczęły się wtedy dziać sprawy związane z wiarą. Zacząłem malować sceny z ludźmi w zamkniętych pomieszczeniach, które waliły się i pozostawały po nich krzyże, bo z konstrukcji zachowały się  tylko piony i poziomy. Zacząłem też czytać Pismo Święte, znalezione u Marka Czechowskiego, z którym wspólnie hodowaliśmy w jego domu marihuanę. Nie wiadomo, skąd się u niego wzięła ta księga, bo z pewnością jej nie czytał.  Pod wpływem lektury Biblii było mi łatwiej przeprosić, przede wszystkim moją żonę, z którą byliśmy wtedy daleko od siebie. 

To, że Konrad pomyślał o moim życiu, uznał, że ważne byłoby, abym jednak skończył studia i że starał się o to, okazało się dla mnie zbawienne. Nie chciałem jednak wracać do szkoły, więc poprosiłem Konrada o indywidualny tok studiów. I tak się stało. Na uczelnię odtąd wpadałem, zaliczałem różne przedmioty i tyle mnie widzieli. I tak zaliczyłem III i IV w przeciągu jednego roku. Na V nie było już zajęć, tylko przygotowanie dyplomu.

Jak powstawał ten Pański dyplom?

Zamknąłem się w Komarnie koło Jeleniej Góry, gdzie miałem pilnować koni mojego kumpla – właściciela gospodarstwa, na co chętnie przystałem. Pilnowałem i malowałem obrazy na płytach pilśniowych, których było tam dużo. Wtedy po raz pierwszy, pod wpływem Pisma Świętego, namalowałem Ukrzyżowanie: tego łotra, który uwierzył, tego, który się sprzeciwił i samego Jezusa, w którego wówczas jeszcze nie wierzyłem. Złego łotra namalowałem w tydzień, dobrego – w miesiąc, ale nie wiedziałem, jak mam namalować Jezusa. Próbowałem na różne sposoby, a używałem oprócz farb akrylowych takich środków jak azotan srebra, po czym wypalałem palnikami, dzięki czemu uzyskiwałem wspaniałe kolory: złoto, srebro itd. Jezusa nadal nie umiałem namalować, ale powstawały równolegle inne prace. Postanowiłem zrobić z nich wystawę, a ponieważ na każdym z moich obrazów był krzyż, pomyślałem, że najlepszym miejscem byłby Kościół Świętego Krzyża, który wtedy nie pełnił funkcji parafialnego. Siostry elżbietanki, które się nim opiekowały, od razu wyraziły zgodę. Kiedy dziś o tym myślę, to widzę w tym potężną odwagę młodego człowieka, wyobraźnię i to, co sztuce zawsze musi towarzyszyć – ryzyko, którego wówczas jako młody człowiek nie dostrzegałem. W tamtym czasie wystawa dyplomowa w kościele?!  Uważam, że istotą drogi twórczej jest umiejętność nieustannego podejmowania ryzyka. Dotyczy to zresztą także samego życia. Tamten czas był przecież także ryzykowny, żyliśmy w opresji, a przecież człowiek jest stworzony do wolności.

Zastanawiam się, jak przewiózł Pan te obrazy z Komarnej do Wrocławia…

Obrazy wiozłem koleją, więc poprosiłem Marka Czechowskiego o pomoc w ich wyładowaniu i dowiezieniu na Ostrów Tumski. Przyjechałem do Wrocławia ok. 3.00 w nocy z paczkami zawierającymi 20 obrazów na płytach pilśniowych, nie mając pomysłu, jak je przetransportować dalej. Był rok 1984, trwał jeszcze stan wojenny, choć niby "zawieszony", ale nadal na ulicach były patrole Poprosiłem kolejarzy o wózek, tłumacząc, że muszę zawieźć obrazy do kościoła. Nie robili problemów, tylko prosili, abym odwiózł  go z powrotem. Takie to były czasy… Dziś to nie do pomyślenia! Potem zapakowaliśmy obrazy na wózek i ciągnęli go aż na Ostrów Tumski. Po drodze nie spotkaliśmy ani jednego patrolu… Nie spotkaliśmy żywej duszy, jakby Bóg torował nam drogę. Wczesnym świtem zapukałem do sióstr i otrzymałem pęk kluczy, w tym jeden ogromny od bramy głównej kościoła. 

A jak wyglądała aranżacja wystawy w tym nietypowym miejscu?

Najpierw weszliśmy do górnego kościoła i obaj z Markiem padliśmy na kolana, choć nie byliśmy wierzący. Tak na nas podziałała wspaniała gotycka przestrzeń ciemnego jeszcze kościoła. Potem zaczęliśmy znosić obrazy i ustawiać je pod ścianami. Skończyliśmy, gdy przez witraże wpadły do wnętrza pierwsze promienie światła. Wtedy ogarnęły mnie wątpliwości, czy dobrze zrobiłem decydując się na wystawę w takim wnętrzu. Małe obrazy na tle potężnej ściany wyglądały fatalnie. Zdawało mi się w tamtym momencie, że to totalna klęska. Postanowiłem się przespać i odpocząć. Wróciłem po kilku godzinach i zaczęliśmy z kolegami wieszać obrazy. Wyszukiwałem dla nich miejsca i nagle te obrazy zaczęły zagarniać przestrzeń dla siebie. Kiedy jako ostatni powiesiłem tryptyk „Ukrzyżowanie”, z niedokończoną postacią Chrystusa, to na drugi dzień światło tak zaczęło przemieniać Jego postać, że przepięknie namalował się sam: srebrno-złoty, w trzech postaciach i przecinał otaczający Go ludzki znój. Było to Ukrzyżowanie, które stało się jednocześnie Wstąpieniem do nieba. Do dziś pamiętam tę chwilę i uczucia – jako niewierzący człowiek byłem wtedy szczęśliwy, że ten obraz sam się namalował i że mogę być z tego zadowolony. Wystawa trwała trzy tygodnie i On zaczął w ostatnim tygodniu umierać. Na koniec sczerniał, a ja nie umiałem tego procesu zatrzymać. Pod wpływem światła azotan srebra gasł coraz bardziej, zostały tylko srebrne refleksy wokół Chrystusa.  Potem ubecja „aresztowała” moje prace i próbowano unieważnić mój dyplom, ale wtedy profesor Jarodzki i inni wybronili mnie zeznając, że obroniłem dyplom nie w kościele, lecz na uczelni. A w następnym roku zostałem za tę wystawę wyróżniony honorową nagrodą Komisarza na Ogólnopolskiej Wystawie Młodych „Droga i Prawda”, w tym samym kościele…

Mariusz Mikołajek, tryptyk "Ukrzyżowanie", płyta pilśniowa, 370x200, 1984.
skan publikacji Mariusz Mikołajek: "Malarstwo jako źródło"

Ile ja się nauczyłem podejmując to ryzyko! Ile mi dało pewności! 

Po tej nastąpiły następne wystawy, indywidualne i zbiorowe. Czym one były dla Pana?

Doszedłem do wniosku, że wystawy indywidualne rozwijają mnie jako artystę, więc na początku nie brałem udziału w zbiorowych, tylko co pewien czas  robiłem  wystawy indywidualne. Jednak przygotowanie takiej wystawy wymaga wielu zabiegów:  zadbania o odpowiednie kontakty, o to, aby ją dobrze opisano itd. Teraz, z perspektywy czasu i doświadczeń, patrzę na to inaczej. Uważam, że to wspólne wystawy budują pozycję artysty w środowisku, nie są też tak wymagające organizacyjnie jak indywidualne. Ostatnią dużą wystawę miałem w 2013 roku we wrocławskim BWA i była to wystawa znakomita, prezentująca nie tylko malarstwo, ale także wideo i instalację „Pleśnienie”. Jednakże od tego czasu jestem sporadycznie zapraszany na wystawy zbiorowe. Nałożyły się na to również sprawy ideologiczne, które w obrzydliwy sposób opanowały sztukę. Za swoją wolność i niezależność musiałem zapłacić wysoką cenę. Zdawałem sobie z tego sprawę od samego początku – na tym też polega to ryzyko, o którym mówiłem wcześniej. Pieniądze są ważne, ale nigdy nie będą dla mnie najważniejsze. 

Wystawa BWA, Wrocław 2013, skan publikacji Mariusz Mikołajek: "Malarstwo jako źródło"

Jest Pan człowiekiem wierzącym i ma to przełożenie na Pańską twórczość: „Ukrzyżowanie”, „Pieta”, „Złożenie do Grobu”, „Apokalipsa”… Podejmując tematy starych mistrzów nadaje im Pan jednak współczesną formę, a przede wszystkim nasyca osobistą treścią. 

Wiara jest nierozerwalnie związana z moją drogą twórczą. Łaski wiary doświadczyłem w 1985 roku, kiedy wiozłem do Warszawy tryptyk poświęcony ks. Jerzemu Popiełuszce. Były to trzy duże linoryty, które robiłem słuchając w Radiu Wolna Europa o porwaniu księdza, a później o odnalezieniu Jego ciała. Nie komentowałem tych wydarzeń, ale kiedy ukończyłem prace, zrozumiałem, co zrobiłem. Szczególnie środkowa grafika nawiązywała do tego, co się stało – mówiła o bólu, o dramacie osobistym, ale też narodowym. W kościele na Żoliborzu powiedziano mi, abym zawiózł te prace do Muzeum Archidiecezjalnego. Bardzo dużo się wtedy modliłem i kiedy tak klęczałem w kościele, zauważyła mnie znana warszawska artystka Maria Anto. Podeszła do mnie i zapytała, skąd jestem i czy mam gdzie spać.  Odpowiedziałem, że nie, ale że zamierzam spędzić noc na modlitwie (byłem wtedy gorliwym neofitą). W rezultacie zaprosiła mnie do swego domu, a następnego dnia udałem się z grafikami do muzeum.

Mariusz Mikołajek, Świętej pamięci księdzu Jerzemu Popiełuszce
(tryptyk, część środkowa), linoryt 1984, fot. Marcin Kucewicz

Nie zamyka się wyłącznie w swojej pracowni, ale tworzy też projekty w dialogu z ludźmi rozmaitych środowisk. Już w 1991 roku zaprezentował Pan wystawę „Popatrz Kiedy Przechodzisz… Popatrz Każdy Przechodzi…” w hali Dworca Głównego we Wrocławiu. Mam także na myśli działania w miejscach tak nietypowych, jak wrocławskie podwórka czy więzienia…

Myślę, że to pragnienie dzielenia się swoją sztuką wynika z wiary. Taką pierwszą próbą była wystawa, którą przygotowałem wraz z z Christosem Mandziosem, Czesławem Chwiszczukiem i Zbigniewem Milem na Dworcu Głównym we Wrocławiu. Była to niezwykła wystawa, którą zrobiliśmy w miejscu, gdzie spali i żyli bezdomni. Początkowo atakowali te obrazy, bo bali się, że zabierzemy im miejsce, w którym żyli, ale już po wernisażu, którego głównym elementem był chleb, zmienili zdanie. Christos chciał upiec chleb w kształcie człowieka. Wyperswadowałem mu, aby nie robił metalowej konstrukcji dla trwałości tego wypieku, bo przeczuwałem, że chleb będzie chlebem po prostu. I tak się stało! Kiedy przynieśliśmy go z piekarni, położyliśmy na stole, którego wierzch posypaliśmy ziemią, bo człowiek musiał być z ziemi, jak w przekazie biblijnym. Potem zaczął się wernisaż: przy dźwiękach orkiestry dętej weszło mnóstwo ludzi, a my wnieśliśmy z komisariatu policji, gdzie był przechowywany, chleb w kształcie dwumetrowego człowieka. Pani Elżbieta Sitek utrwaliła wernisaż na filmie i do dziś ten widok jest przejmujący, bo pokazuje, czym może być sztuka. Dziś w pełni to rozumiem, że sztuka jest takim obszarem, w którym możemy się spotkać i stworzyć coś większego – dla nas samych i dla innych. To „coś” może dotyczyć  naszych wewnętrznych doświadczeń, ale także przestrzeni. My przez swoje działanie przemieniliśmy hol dworca  w atelier, ale też stworzyliśmy miejsce, gdzie można wspólnie jeść chleb.  

Wystawa "Popatrz Kiedy Przechodzisz... Popatrz Każdy Przechodzi, Dworzec Główny
we Wrocławiu, 1992

Podobne działania podejmował Pan także w więzieniu, w Monarze, w domach dziecka…

Tak, po wielu latach zaproponowałem Christosowi, żeby wejść w działania, które nazwałem „Na styku”. Zrobiliśmy wtedy „Na styku nieba i ziemi” w domu dziecka, „Na styku ze sobą” w Monarze, „Na styku z wolnością” w więzieniu – konkretne działania, które pokazywały, jak w jednym momencie to, co proponujesz ludziom, na początku jest „obciachem”, a potem staje się ich własnością.  Na przykład w więzieniu mieliśmy do czynienia z około setką więźniów skazanych za rozboje i zabójstwa, gdzie najniższy wyrok wynosił 13 lat. Byliśmy dla nich ludźmi z innego świata, a jednak – co zostało utrwalone na filmie – po kilkunastu minutach ta bariera rozpadła się. Nie było już ich świata, naszego świata, ale świat Bożej łaski, która jest w stanie wszystko przemienić.  I tym jest sztuka. Nazwałem ją zastępczym obszarem łaski. Mam świadomość, że nie wszyscy ludzie wierzą, ale Bóg dał nam kulturę po to, abyśmy nie zapominali o człowieczeństwie, o własnej wrażliwości, bo tylko przez wrażliwość tworzy się sztukę. Przez wrażliwość również się ją odbiera. 

Na Styku Nieba i Ziemi, Dom Dziecka nr 5, F. Chopina 9a, we Wrocławiu,
fot. Mirosław Koch, 2000

Wpisuje się w to również znakomicie projekt dotyczący podwórek, które kojarzą się nam – a w każdym razie długo się kojarzyły – z miejscami brzydkimi i zaniedbanymi – niczyimi.

Wchodząc w ten projekt miałem za sobą wiele ważnych doświadczeń. Działania „Na styku” nie miały charakteru jednostkowego, np. przez kilka lat prowadziłem pracownię założoną w Monarze i jeździłem z ludźmi na plenery. Mogłem dzięki temu obserwować skutki działania sztuki w dłuższej perspektywie. Mając takie doświadczenie podjąłem propozycję dyrektora Wydziału Kultury we Wrocławiu, Jarka Brody, aby w ramach rewitalizacji Nadodrza, wejść ze swoimi działaniami na tamtejsze podwórka. I tak w 2012 roku wraz z Witoldem Liszkowskim i synem Janem Mikołajkiem stworzyłem Fundację OK. Art., która działa głównie na terenie rewitalizowanej dzielnicy Nadodrze. Wynikiem tej działalności są m.in. dwa powszechnie odwiedzane nadodrzańskie murale przy ul. Roosevelta: „Podwórko odkrywanie sztuki” i „Podwórko nasze atelier”. Na początku była chęć i – znowu! – potrzeba zmierzenia się z ryzykiem. Dla mnie najbardziej inspirujące jest to, że sztuka może powoływać do życia coś z niczego. Te podwórka były strasznie zaniedbane – to było miejsce okupowane przez narkomanów, pijaków i szczury. Myśmy to posprzątali, umyli i pomalowali. Ci, którzy pili, z czasem zaczęli nam pomagać. W końcu wszyscy mieszkańcy zaczęli brać w tym udział. I nagle dwie zdegradowane przestrzenie, gdzie można było tylko dać sobie w żyłę lub dostać w mordę, zmieniły się nie do poznania i dziś odwiedzają je ludzie z całego świata. A podwórka nadal są piękne, nikt tego nie niszczy, bo ludzie sami chronią swoją pracę. 

Bardzo Panu dziękuję za te refleksje na temat drogi, którą Pan przeszedł, tworząc sztukę nie tylko dla siebie, ale zagarniając nią ludzi z tak różnych środowisk. Jestem pełna uznania i życzę kolejnych twórczych wyzwań i satysfakcji z przygotowywanej właśnie wystawy.


Wystawa „Poszukiwanie Nadziei”. Malarstwo 1983 – 2024 Mariusz Mikołajek
Otwarcie wystawy w przedsionku Katedry Wrocławskiej – w piątek, 29 listopada 2024 o godz. 17.00

Spotkanie z autorem oraz poczęstunek – w  Auli Papieskiej (Plac Katedralny 1A), po obejrzeniu ekspozycji. 
Patronat nad wystawą: Abp Józef Kupny


poniedziałek, 23 września 2024

Wielka wystawa Józefa Chełmońskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie!

27 września 2024 w Muzeum Narodowym w Warszawie zostanie otwarta wystawa obrazów Józefa Chełmońskiego. Ekspozycja stanowi zwieńczenie projektu badawczego realizowanego wspólnie przez Muzea Narodowe w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Będzie jej towarzyszył pełny katalog dzieł malarskich Józefa Chełmońskiego. Wystawa potrwa do 26 stycznia 2025 roku.

W historii sztuki polskiej Józef Chełmoński należy do najwyżej cenionych malarzy, a jego twórczość zajmuje miejsce szczególne. Wykreowane przez niego wizje natury, widoki wsi i sceny z życia jej mieszkańców od przeszło stu lat są uznawane za kwintesencję „polskości” w malarstwie XIX i początku XX wieku. Chełmoński, romantyk, obdarzony żywiołowym temperamentem, ogromną siłą witalną i poczuciem humoru, tworzył w sposób instynktowny i intuicyjny, niezależny od jakichkolwiek założeń programowych. Odznaczał się znakomitym zmysłem obserwacji i zdolnością zapamiętywania najbardziej ulotnych wrażeń, które następnie utrwalał na płótnie.

Józef Chełmoński, Autoportret, 1902, Muzeum Narodowe w Warszawie

Układ wystawy będzie odzwierciedlał najważniejsze dziedziny malarskich zainteresowań Chełmońskiego: ukaże go jako kronikarza codziennego życia wsi, artystę zafascynowanego końmi, ich urodą, charakterem, żywiołową dynamiką ruchu, wreszcie jako wrażliwego obserwatora natury, dostrzegającego także duchowy, religijno-mistyczny wymiar jej bytu. Tak zaprojektowana ekspozycja stworzy okazję do nowego, krytycznego spojrzenia na malarstwo Chełmońskiego.

Wystawa stanowi zwieńczenie projektu badawczego realizowanego wspólnie przez Muzea Narodowe w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Będzie jej towarzyszył pełny katalog dzieł malarskich Józefa Chełmońskiego.

Kuratorzy: Ewa Micke-Broniarek, Wojciech Głowacki

Projekt CHEŁMOŃSKI realizowany w latach 2022–2025 przez Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Narodowe w Poznaniu i Muzeum Narodowe w Krakowie 

Józef Chełmoński, Kuropatwy, 1891, Muzeum Narodowe w Warszawie


PROGRAM WYDARZEŃ TOWARZYSZĄCYCH WYSTAWIE

DOROŚLI i MŁODZIEŻ

OPROWADZANIA KURATORSKIE

6 października, 24 listopada 2024, 19 stycznia 2025 / niedziela / 18.15

Zwiedzanie wystawy z jej twórcami, Ewą Micke-Broniarek i Wojciechem Głowackim. Kuratorzy przybliżą założenia ekspozycji oraz opowiedzą o kluczowych dziełach i wątkach w twórczości Józefa Chełmońskiego.

zbiórka w Holu Głównym / bilety w cenie 40 zł i 25 zł dostępne w kasach i online od wtorku poprzedzającego wydarzenie / liczba miejsc ograniczona / ok. 80 min


OPROWADZANIA NIEDZIELNE

29 września; 6, 13, 20 i 27 października; 3, 10, 17 i 24 listopada; 1, 8, 15, 22 i 29 grudnia 2024; 5, 12 i 19 stycznia 2025 / niedziela / 11.00, 13.00 i 15.00

W każdą niedzielę zapraszamy na zwiedzanie z przewodniczkami i przewodnikami z Działu Edukacji. Wspólnie przemierzymy wystawę, poznając życiorys artysty, najważniejsze wątki występujące w jego twórczości oraz stosowane przez Chełmońskiego metody pracy.

zbiórka w Holu Głównym / bilety 40 zł i 25 zł dostępne w kasach i online od wtorku poprzedzającego wydarzenie / liczba miejsc ograniczona / przed oprowadzaniem prosimy o pobranie zestawów słuchawkowych w Informacji / ok. 80 min


SPOTKANIA TEMATYCZNE NA WYSTAWIE

26 października, 23 listopada 2024, 11 stycznia 2025 / sobota / 11.00

Rysunek to żelazo – szkicowniki Józefa Chełmońskiego / Małgorzata Heymer

Na kartach swoich szkicowników Chełmoński notował postaci, zwierzęta i krajobrazy, słowem, wszystkie interesujące go motywy. Wiele z nich umieszczał następnie na swoich obrazach. Spontaniczne, często wielokrotnie powtarzające ten sam motyw rysunki dają wyjątkową okazję wglądu w metody pracy Chełmońskiego. Ze względów konserwatorskich pokazywane na wystawie dzieła na papierze będą regularnie wymieniane. Każdej z odsłon towarzyszyć będzie oprowadzanie z Małgorzatą Heymer, kustoszką badającą rysunki Chełmońskiego w Gabinecie Rycin i Rysunków MNW.

zbiórka w Holu Głównym / bilety 40 zł i 25 zł dostępne w kasach i online od wtorku poprzedzającego wydarzenie / liczba miejsc ograniczona / przed oprowadzaniem prosimy o pobranie zestawów słuchawkowych w Informacji / ok. 80 min


 SPOTKANIA WIELOZMYSŁOWE DLA SENIORÓW

19, 26 listopada / wtorek / 14.30

Świat przyrody Józefa Chełmońskiego / Marcin Matuszewski, Barbara Tichy

Józef Chełmoński był bardzo uważnym obserwatorem i dokumentalistą świata XIX-wiecznej przyrody. Jego imaginarium, pełne koni, ptaków, łąk i przepastnych lasów, do dziś zachwyca na płótnach, uznawanych do dziś za arcydzieła polskiej sztuki. Na obrazy Józefa Chełmońskiego spojrzymy jednak z nowej perspektywy – uruchamiając różne zmysły. Spróbujemy rozpoznać brzmi klangor żurawi i zapach leśnych wykrotów i mokradeł. Zastanowimy się jakie dźwięki otaczają karczmę pełną muzyki i tańca.

zbiórka w Holu Głównym / bilety 40 zł i 25 zł dostępne w kasach i online od wtorku poprzedzającego wydarzenie / liczba miejsc ograniczona / ok. 80 min

 

WYKŁADY CZWARTKOWE

3, 10, 17 października; 7, 14, 21 listopada; 5 i 12 grudnia / czwartek / 18.00

Kino MUZ – Gmach Główny MNW / wydarzenia transmitowane na Facebooku na profilu MNW / bezpłatne wejściówki dostępne w kasach i online od wtorku poprzedzającego wydarzenie / liczba miejsc ograniczona / ok. 75 min

3 października

Józef Chełmoński na paryskim rynku sztuki / Wojciech Głowacki

Chełmoński mieszkał i tworzył w Paryżu w latach 1876–1888. Żaden z polskich artystów działających w drugiej połowie XIX wieku nad Sekwaną nie cieszył się tam równie wysokim uznaniem. Sukces profesjonalny, towarzyski i komercyjny osiągnięty przez Chełmońskiego w Paryżu urósł do rangi mitu polskiej historii sztuki. Odchodząc od popularnych narracji, przyjrzymy się paryskiemu okresowi twórczości artysty, uwzględniając nieznane dotąd źródła archiwalne. Co Chełmoński malował we Francji, ile zarabiał, kto kupował jego obrazy? Wreszcie, dlaczego artysta wrócił do Polski?

10 października

Malarstwo Chełmońskiego w świetle badań technologicznych i prac konserwatorskich / Anna Lewandowska

Przygotowania do monograficznej wystawy Józefa Chełmońskiego stały się okazją do przeprowadzenia prac konserwatorskich i badań technologicznych wielu jego obrazów. Podczas wykładu dowiemy się więcej na temat wykonanych prac oraz zagadnień związanych z metodami pracy Chełmońskiego.

17 października

Czerń, biel i sepia – o zaginionych obrazach Józefa Chełmońskiego / Karolina Zalewska

W 2023 roku miłośników sztuki zelektryzowała wiadomość o odnalezieniu obrazu Józefa Chełmońskiego Wieczór letni z 1875 roku. Płótno ostatni raz publicznie eksponowane było pod koniec XIX wieku. Wystawione na aukcji zostało nabyte przez Muzeum Narodowe w Poznaniu. Tymczasem nadal nie są znane losy dziesiątek innych prac Chełmońskiego. Część z nich pozostaje w kolekcjach prywatnych – polskich i zagranicznych. Ponad pięćdziesiąt zarejestrowanych zostało w bazie strat wojennych MKiDN. Wśród nich znajduje się obraz Na cudzym pastwisku, dar Franciszka Goldberga-Górskiego dla Muzeum Narodowego w Warszawie.

7 listopada

Józef Chełmoński jedzie do Ukrainy / Anna Łazar

Swoją karierę malarz budował nie tylko w Warszawie, ale także na arenie międzynarodowej – w Monachium i w Paryżu. W Europie Zachodniej popularność zdobył m.in. dzięki oryginalności podejmowanej tematyki, w tym obecnych wątków ukraińskich. Zastanówmy się jednak, na ile niewidoczna, czy też niedostępna była dla Chełmońskiego Ukraina wykraczająca poza malowniczy krajobraz? Na ile artysta posługiwał się pewnym wyrosłym z tradycji polskiego romantyzmu konstruktem kulturowym, który budowany był w oparciu o potrzebę kompensacji sytuacji politycznej i klęsk powstań, nie zaś w odniesieniu do Ukrainy z jej aspiracjami kulturowymi i politycznymi. Analizując XIX-wieczny mit „kresów”, zastanowimy się, co w tym czasie działo się w ukraińskim życiu artystycznym.

14 listopada

Ptasiarz wśród malarzy – awifauna w twórczości Józefa Chełmońskiego / Patrycja Żak-Tomanek

Józef Chełmoński był niezwykle czułym obserwatorem przyrody, szczególnie ornitofauny, którą chętnie uwieczniał na swoich dziełach. Kluczowym momentem w „ptasich” przedstawieniach Chełmońskiego był powrót do kraju w 1887 roku i późniejsze o dwa lata osiedlenie się w Kuklówce. Podczas wykładu pochylimy się nad ptasimi bohaterami jego obrazów. Poznamy ich zwyczaje, środowisko, w jakim żyją, oraz prześledzimy, jak zmieniło się ono od czasów artysty.

21 listopada

Chełmońskiego starcia z nowoczesnością / Joanna Sosnowska

Chełmoński rozpoczął swą karierę w momencie, kiedy w sztuce europejskiej następowały zmiany o fundamentalnym znaczeniu. Artysta zapewne je śledził, ale wprowadzał z umiarkowanym zapałem. Zdarzały się jednak w jego twórczości momenty dowodzące, że je widział i rozumiał, co znajdowało odbicie w twórczości.

12 grudnia

Józef Chełmoński i Warszawa / Ewa Micke-Broniarek

Opowieść o trudnych relacjach artysty z opiniotwórczym środowiskiem warszawskiej elity kulturalnej – krytyków, kolekcjonerów, instytucji promujących sztukę. Warszawa była miejscem, w którym Chełmoński się kształcił, debiutował jako malarz, osiągnął dojrzałość artystyczną, do którego wrócił po latach, otoczony sławą ugruntowaną sukcesami na paryskim rynku sztuki. Było to zarazem miasto, w którym niejednokrotnie doświadczył goryczy lekceważenia, odrzucenia, niezrozumienia formuły tematycznej i stylistycznej własnego malarstwa. Powszechne uznanie przyszło zbyt późno – w latach 90. XIX wieku Chełmoński odsunął się od świata i ludzi, niewiele wystawiał, pozostał obojętny na pochlebne oceny warszawskiej krytyki.


WIECZÓR W MUZEUM

8 listopada / piątek / 17.00–21.30

Pop-Chełmoński

Motywem przewodnim wieczoru uczynimy recykling i popkulturowe przekształcenia twórczości jednego z najbardziej rozpoznawalnych artystów polskich XIX wieku. Na wystawie czekać będą edukatorki, które odpowiedzą na nurtujące Was pytania i opowiedzą niecodzienne historie związane z dziełami Chełmońskiego prezentowanymi na wystawie. Wśród dźwięków muzyki inspirowanej światem natury, Hol Główny stanie się przestrzenią działań twórczych z Arkiem Pasożytem, artystą wizualnym, autorem „Manifestu Pasożytnictwa”. Wieczór zamkniemy dyskusją o inspiracjach i zabawami malarstwem Chełmońskiego w sztukach wizualnych i kulturze popularnej.

Hol Główny MNW i wystawa czasowa / udział w ramach biletu na wystawę / nie obowiązują wcześniejsze zapisy

SPACER PRZYRODNICZNY

5 i 6 października / sobota i niedziela / 6.00

Szelesty, jazgoty, chrzęszczenia i pomruki. Spacer w poszukiwaniu miejskiej przyrody / Stanisław Łubieński

Podczas nauki w Warszawie Józef Chełmoński często spacerował wzdłuż wiślanego brzegu w poszukiwaniu inspiracji. Niekiedy zdarzało mu się rozbijać obóz w dzikim miejscu i kilka dni mieszkał z dala od zgiełku XIX-wiecznego miasta. Wczesna jesień to doskonały czas na spacery. Temperatury są jeszcze przyjazne, liście przybierają fantastyczne kolory i każdy skrawek zieleni wygląda pięknie. Spodziewajmy się też naziemnych i nadrzewnych grzybów, a także przelotnych ptaków. Zapraszamy na spacer w poszukiwaniu miejskiej przyrody.

zbiórka przy Pawilonie Edukacyjnym „Kamień” (ul. Wybrzeże Puckie 1) / bezpłatne wejściówki dostępne w kasach i online od 1 października / liczba miejsc ograniczona / ok. 120 min

Udział w spacerze jest równoznaczny z akceptacją regulaminu.

SPACER MIEJSKI

12, 19 i 26 października / sobota / 16.00

Warszawa Chełmońskiego / Rita Twardziak

W życiu Chełmońskiego lata spędzone w Warszawie odegrały niebagatelne znaczenie. Tutaj rozpoczął swoją edukację pod okiem Wojciecha Gersona i zawiązał wieloletnie artystyczne przyjaźnie. Właśnie tu po raz pierwszy publicznie pokazywał swoje prace i wspólnie z Antonim Piotrowskim, Stanisławem Witkiewiczem i Adamem Chmielowskim wynajmował pracownię, w której powstały jego najbardziej znane obrazy. Podczas spaceru poszukamy miejsc związanych z artystą, zastanowimy się też, jak wyglądało miasto młodości Chełmońskiego.

zbiórka przy kościele Wizytek (Krakowskie Przedmieście 34) / bezpłatne wejściówki dostępne w kasach i online od wtorku poprzedzającego spotkanie / liczba miejsc ograniczona / ok. 120 min

Udział w spacerze jest równoznaczny z akceptacją regulaminu.

HOL GŁÓWNY / wydarzenie transmitowane na Facebooku na profilu MNW / bezpłatne wejściówki dostępne w kasach i online od 7 stycznia / liczba miejsc ograniczona / ok. 75 min

ROZMOWA KURATORSKA

16 stycznia / czwartek / 18.15

Rozmowa na temat Józefa Chełmońskiego w świetle realizowanego w ostatnich latach projektu badawczego poświęconego twórczości artysty. W spotkaniu wezmą udział kuratorzy wszystkich odsłon wystawy w Warszawie, Poznaniu i Krakowie: Ewa Micke-Broniarek i Wojciech Głowacki (MNW), Maria Gołąb (MNP) oraz Aleksandra Krypczyk-De Barra.

Hol Główny – Gmach Główny MNW / bezpłatne wejściówki dostępne w kasie i online od 14 stycznia / liczba miejsc ograniczona / wydarzenie transmitowane na Facebooku na profilu MNW / ok. 75 min

DZIECI, RODZINY

RODZINNE NIEDZIELE

13 października, 17 listopada, 1 grudnia 2024, 12 stycznia 2025 / niedziela / 10.15 i 12.15

zbiórka w Holu Głównym / bilety 20 zł (dziecko / opiekun) i 5 zł (każde kolejne dziecko) dostępne w kasach i online od wtorku poprzedzającego spotkanie / liczba miejsc ograniczona / ok. 80 min

13 października, 1 grudnia

Co w chaszczy piszczy

Co może przydać się podczas wyprawy przyrodniczej? Wygodne buty, plecak i termos z herbatą? A może kompas i atlas zwierząt? Podczas zajęć na wystawie Józefa Chełmońskiego odszukamy ukrytych na obrazach ptasich mieszkańców pól, łąk, nadrzecznych szuwarów i niedostępnych puszcz. Zastanowimy się, gdzie można dziś spotkać kuropatwy i dropie, po czym rozpoznać sójkę, jak rozróżnić klangor żurawi od tokowania głuszca.

17 listopada, 12 stycznia

Pędzel w dłoń i na koń!

Czy łatwo jest namalować galopującego konia? Na pewno nie, ale Józef Chełmoński robił to po mistrzowsku. Podczas zajęć poznamy tajniki warsztatu artysty, przyglądając się nie tylko obrazom, ale również rysunkom. Zastanowimy się, dlaczego na niektórych szkicach artysty konie mają po pięć, sześć, a nawet więcej nóg. Odpowiemy też na pytanie, gdzie Chełmoński wykonywał swoje dzieła – w plenerze czy w zaciszu pracowni.

ANIMACJE

13 października, 17 listopada, 1 grudnia / niedziela / 12.00–16.00

Najmłodszą publiczność zapraszamy na zajęcia artystyczne, na których wykonamy prace plastyczne inspirowane dziełami z wystawy. Animacje trwają w godzinach 12.00–16.00 i można dołączyć do nich w dowolnym momencie. Pracujemy w atmosferze swobody i niekrępowanej kreacji.

Hol Główny MNW / udział w animacjach w ramach biletu wstępu do MNW / nie obowiązują wcześniejsze zapisy

MAMA, TATA W MUZEUM

11 i 25 października / piątek / 11.00

Józef Chełmoński – malarz / Romualda Radwańska

Odczytywanie twórczości Józefa Chełmońskiego wyłącznie według patriotycznego klucza sprawiło, że wiele aspektów jego malarstwa nie było podejmowanych. Najnowsze badania wskazały inne ścieżki interpretacji jego obrazów. Podczas spotkania popatrzymy między innymi na Babie lato, Bociany, Żurawie, Studium do głuszca z trochę innej perspektywy, analizując je przede wszystkim jako zadania malarskie.

zbiórka w Holu Głównym w MNW / bilety w cenie 40 zł i 25 zł dostępne w kasie MNW i online od wtorku poprzedzającego spotkanie / liczba miejsc ograniczona / ok. 80 min

WYDARZENIA DOSTĘPNE

OPROWADZANIA W POLSKIM JĘZYKU MIGOWYM

19 października, 19 listopada / sobota / 16.00

Józef Chełmoński / Marek Lasecki

Podczas dwóch spotkań na wystawie zapoznamy się z najważniejszymi dziełami Józefa Chełmońskiego oraz kluczowymi wydarzeniami z biografii artysty. Pierwsze oprowadzanie dotyczyć będzie sposobów portretowania życia na wsi i fascynacji artysty końmi. Omówimy też edukację i początki kariery malarza oraz lata spędzone w Paryżu. Drugie spotkanie poświęcone zostanie wątkom przyrodniczym, a także religijności artysty.

zbiórka w Holu Głównym / bezpłatne wejściówki do pobrania w kasach i online od wtorku poprzedzającego wydarzenie / liczba miejsc ograniczona / ok. 80 min

OPROWADZANIA Z AUDIODESKRYPCJĄ

19 października, 16 listopada / sobota / 11.00

wstęp bezpłatny / zapisy od wtorku poprzedzającego wydarzenie pod adresem: mmatuszewski@mnw.art.pl / liczba miejsc ograniczona / ok. 80 min

19 października

Józef Chełmoński – życie i fascynacje

Podczas spotkania na wystawie poznamy twórczość jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów. Porozmawiamy o jego fascynacji XIX-wieczną wsią i jej obyczajowością. Przez pryzmat biograficznych faktów przyjrzymy się wybranym obrazom, uznawanym za kluczowe dla zrozumienia twórczości Józefa Chełmońskiego.

16 listopada

Krajobrazy i nieoczywiste portrety

Odkryjemy tajemniczy świat przyrody uwieczniony na płótnach Józefa Chełmońskiego. Porozmawiamy o tym, jak zmiany klimatyczne przez sto lat zmieniły wiejski i leśny krajobraz. Poznamy wybrane obrazy pokazujące fascynujący świat dzikich ptaków i spróbujemy odkryć, dlaczego Chełmoński tak się nimi interesował.

OPROWADZANIE DLA OSÓB DOROSŁYCH W SPEKTRUM AUTYZMU

12 października / sobota / godz. 10.30

Józef Chełmoński – malarz natury

Zapraszamy na wystawę, na której prezentujemy obrazy Józefa Chełmońskiego. Podczas spotkania skupimy się na tematach przyrodniczych, malowanych przez artystę. Józef Chełmoński był doskonałym obserwatorem rzeczywistości, co zostało oddane na jego obrazach. Wspólnie przyjrzymy się wybranym dziełom i zastanowimy się, gdzie szukał inspiracji.

zbiórka w Holu Głównym / bezpłatne wejściówki dostępne od 8 października w kasach MNW i online / liczba miejsc ograniczona / ok. 60 min

SZKOŁY I KADRA PEDAGOGICZNA

WARSZTATY DLA NAUCZYCIELEK I NAUCZYCIELI

5 października / sobota / 11.00

Chełmoński na nowo

Malarstwo Józefa Chełmońskiego, uznawanego za czołowego polskiego realistę, jest nam pozornie dobrze znane. W podręcznikach możemy zobaczyć reprodukcje ikonicznych dzieł, takich jak: Bociany, Kuropatwy czy Babie lato. Obrazy te są równie chętnie przekształcane przez współczesną kulturę wizualną, chociażby w niedawnej animowanej ekranizacji Chłopów. Może jednak twórczość tego artysty możemy odczytać na nowo? Zapraszamy na warsztaty, w czasie których porozmawiamy o nieznanych aspektach malarstwa Chełmońskiego i zastanowimy się, czy podejmowane przez niego wątki mogą być nadal aktualne i atrakcyjne dla uczniów i uczennic.

zbiórka w Holu Głównym / bezpłatne wejściówki dostępne od 1 października w kasach i online / liczba miejsc ograniczona / ok. 120 min

ZAJĘCIA NA ZAMÓWIENIE

LEKCJE MUZEALNE

Młodzi przyrodnicy na tropie / przedszkola i klasy I–III szkoły podstawowej

Józef Chełmoński był bystrym i wnikliwym obserwatorem przyrody. Na swoich płótnach utrwalał m.in. konie w galopie, odlatujące żurawie czy niepozorne kuropatwy. Razem z malarzem wyruszymy na poszukiwania tych zwierzęcych bohaterów – wśród bujnych traw, w przepastnych lasach i na zimowych polach.

W plenerze z Józefem Chełmońskim / klasy IV–VIII szkoły podstawowej

Łąka z jej odgłosami, skoczne dźwięki oberka dolatujące z karczmy, a na niebie przylatujące na wiosnę bociany. Wiejska sceneria fascynowała Józefa Chełmońskiego, czego dał wyraz w swej sztuce. Czy współcześnie jesteśmy w stanie doświadczyć tego samego? Podczas naszej podróży będziemy towarzyszyć malarzowi w jego procesie twórczym, postaramy się spojrzeć jego oczami na otaczający nas świat. Czy to możliwe? Przekonajmy się.

Między rzeczywistością a konwencją. Malarstwo Józefa Chełmońskiego / szkoła ponadpodstawowa

Kiedy Józef Chełmoński publicznie pokazał Babie lato, krytycy skupili się na zagadnieniach wiernego odwzorowania przez twórcę otaczającego go świata. Czy rzeczywiście był to realizm? A może jednak własna jego wizja? W trakcie lekcji przyjrzymy się obrazom Chełmońskiego, poszukując w nich artystycznego kompromisu między realizmem a akademickimi zasadami, wynoszonymi z pracowni dziewiętnastowiecznych mistrzów.

OPROWADZANIA

Grupy i gości indywidualnych zapraszamy do zwiedzania wystawy z przewodniczkami i przewodnikami Działu Edukacji. Wspólnie przemierzymy wystawę, poznając najważniejsze wątki i kluczowe dzieła. Terminy i godziny oprowadzań dostosowujemy do potrzeb zamawiających. Oprócz klasycznej ścieżki zwiedzania można skorzystać również z oprowadzania relaksacyjnego, wzbogaconego o ćwiczenia z uważności i materiały sensoryczne.

Rezerwacja lekcji muzealnych i oprowadzań odbywa się od poniedziałku do piątku w godz. 8.30–16.00 pod nr tel. 22 621 10 31 wew. 246 lub 227.

AUDIOPRZEWODNIKI I DRUKI EDUKACYJNE

Podczas zwiedzania wystawy zachęcamy do korzystania z audioprzewodników w języku polskim i angielskim, oraz przewodnika w PJM i audiodeskrypcji.

Audioprzewodnik czytany przez Krystynę Czubównę i wzbogacony o fragmenty specjalnie skomponowanych w związku z wystawą utworów Agaty Zemli i Kataryny Grywul pozwala zagłębić się w świat sztuki i inspiracji Józefa Chełmońskiego. Z myślą o dzieciach przygotowaliśmy słuchowisko. Posłuchajcie, jak od czasów Józefa Chełmońskiego zmieniła się przyroda, jakie zwierzęta sportretował malarz, i jak patrzył na otaczający go krajobraz. Tekst napisał i przeczytał Adam Wajrak.

Nagrania są dostępne bezpłatnie na stronie www.mnw.art.pl/multimedia

Przed wejściem na wystawę można także pobrać druki edukacyjne dla dzieci i dorosłych, pomocne w aktywnym zwiedzaniu wystawy.

Koordynacja programu wydarzeń: Marcin Matuszewski, Marek Płuciniczak

Koordynacja programu dla szkół: Katarzyna Ampt, Agnieszka Chabera, Edyta Rubka-Kostyra

informacja prasowa

piątek, 23 sierpnia 2024

Chagall - duża wystawa w Muzeum ALBERTINA w Wiedniu.- od 28 września 2024

Prezentacja obrazów Marca Chagalla w Muzeum Albertina, obejmująca około 90 prac wybranych ze wszystkich okresów twórczości artysty, koncentruje się na jego żywym zaangażowaniu w najbardziej pierwotne i uniwersalne tematy życia, ujawniając w ten sposób różnorodną mnogość "niemożliwych możliwości".

M. Chagall, Wielki cyrk, 1970, Muzeum Albertina, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Marc Chagall (1887–1985) należy do najbardziej znanych artystów XX wieku, a jego jedyna w swoim rodzaju twórczość obejmuje prace powstałe już w 1905 roku i jeszcze w latach 80. Urodzony w ortodoksyjnej chasydzkiej rodzinie i wychowany w małym białoruskim miasteczku Witebsk, wpłynęły na całe jego życie.

Kapryśne i poetyckie, malarskie światy Chagalla, jakkolwiek nam bliskie, nie przestają fascynować i nie skrywają nowych zagadek. Jego twórczość oscyluje między tradycją a awangardą, zarówno pod względem stylu, jak i treści. Opierając się na swoich doświadczeniach związanych z ewolucją sztuki XX wieku od prymitywizmu do kubizmu, fowizmu i surrealizmu, Chagall stworzył swój własny język wizualny – jedną z niewątpliwych cech jest zasadnicza ciągłość nieodłącznie związana z jego wieloaspektową ekspresją artystyczną.

Marc Chagall, Ślub zimą, 1969

Centralne tematy macierzyństwa i narodzin, śmierci i miłości dominują w obrazach Chagalla. Jego malarstwo zdaje się je rozważać i oświetla je z nowej perspektywy w powtórzeniach i wariacjach. Powracające motywy, takie jak kogut i osioł, krowa i ryba, funkcjonują w zmiennym, fantastycznym kosmosie artysty jako elementy, które są opalizują znaczeniami. Pozorne sprzeczności i kontrasty w kompozycjach i światach wizualnych Chagalla są widocznym świadectwem poszukiwania przez artystę "logiki nielogiczności", poprzez którą nadał on tradycyjnym formom malarskim wymiar psychologiczny.

M. Chagall, Śpiąca kobieta z kwiatami, 1972, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek

Prezentacja w Muzeum ALBERTINA, obejmująca około 90 prac wybranych ze wszystkich okresów twórczości artysty, koncentruje się na jego żywym zaangażowaniu w najbardziej pierwotne i uniwersalne tematy życia – ujawniając w ten sposób różnorodną mnogość "niemożliwych możliwości".

Wystawa powstała we współpracy Muzeum ALBERTINA w Wiedniu i Kunstsammlung Nordrhein-Westfalen w Düsseldorfie i można ją oglądać od 28 września 2024 r. do 9 lutego 2025 r. w muzeum ALBERTINA w Wiedniu.

(źródło: strona Muzeum Albertina)

Relację z wystawy znajdziecie pod tym linkiem

środa, 31 lipca 2024

Jacek Malczewski/Lech Majewski – wystawa wideoartów w Muzeum Narodowym w Poznaniu

 Od 26 lipca do 26 stycznia 2025 w Muzeum Narodowym w Poznaniu prezentowana jest wyjątkowa wystawa czasowa „Jacek Malczewski / Lech Majewski” w formie prezentacji wideoartów Lecha Majewskiego. Artysta wykorzystał sztukę wideo do interpretacji dzieł Jacka Malczewskiego. W przygotowanym specjalnie dla Muzeum Narodowego w Poznaniu cyklu 13 etiud filmowych reżyser posłużył się kilkunastoma obrazami młodopolskiego malarza. Niektóre z nich, jak „Thanatos”, „Portret rodziny artysty” czy „Śmierć na etapie”, są eksponowane równolegle do wideoartów w nowo otwartych przestrzeniach Galerii Sztuki Polskiej.

Kadr z jednego z wideoartów Lecha Majewskiego


Zaproszenie do wspólnej podróży

Wizyjne postaci wychodzą z okna pracowni Malczewskiego, przedstawionej na obrazie „Melancholia”, i przemierzają filmowe pejzaże Majewskiego. Podróżują przez kolejne dziesięciolecia i pory roku, przez syberyjskie i polskie krajobrazy, docierając ostatecznie do zurbanizowanej metropolii. Wędrują przez dawną i współczesną Polskę. W drodze stawiają pytania i szukają odpowiedzi. Czy kajdany opadły z naszych stóp czy wloką się za nami? Czy wizje Malczewskiego rezonują we współczesności? Jak bardzo brakuje nam wyobraźni malarza?

Odpowiedzi szukają również widzowie, zaproszeni przez reżysera do wspólnej wędrówki po metaforycznym świecie polskiego symbolisty. Świecie, w którym nie brakuje aniołów, chimer, faunów czy harpii. A Malczewski? Malczewski staje się pośrednikiem w opowieści snutej przez Majewskiego. Zaprasza w głąb swych obrazów, by następnie pomóc współczesnemu artyście zilustrować charakter dzisiejszego świata.

Kadr z jednego z wideoartów Lecha Majewskiego


Diagnoza współczesności

Wizualny dialog Lecha Majewskiego z Jackiem Malczewskim pozwolił na postawienie diagnozy współczesności. Jak reżyser postrzega XXI wiek? Jego uwagę przyciąga w dzisiejszym świecie postępujący zanik duchowości, marazm i paraliżujący bezwład, a wszystko to napędzane przez powszechny upadek obyczajów.

Wideoarty zostaną zaprezentowane w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w bezpośrednim sąsiedztwie niezwykłych dzieł Jacka Malczewskiego, m.in. „Błędnego koła”, jednej z najbardziej znaczących prac w dorobku tego młodopolskiego symbolisty. Kolekcja jego obrazów i studiów malarskich, składająca się z blisko 150 obiektów, jest prawdziwą dumą Muzeum Narodowego w Poznaniu (większość z 50 dzieł należących do Fundacji im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu, w tym słynna „Melancholia”, eksponowana jest w oddziale MNP w Rogalinie).

Kurator: Zuzanna Wagner

Współpraca kuratorska: dr Agnieszka Skalska

Identyfikacja wizualna: dr Agata Kulczyk, dr Marcin Markowski


informacja prasowa


piątek, 5 lipca 2024

Ignacy Czwartos: Polonia bez cenzury 2 / Polonia Uncensored 2. Wystawa w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski

Już od 7 czerwca 2024 w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski można zobaczyć jedną z najgłośniejszych w ostatnich latach wystaw polskiej sztuki współczesnej. Chodzi o Polonia Uncensored / Polonia bez cenzury, wystawę malarstwa Ignacego Czwartosa, zwycięzcy otwartego konkursu na ekspozycję w Pawilonie Polskim w Wenecji – konkursu, którego wynik został unieważniony arbitralną decyzją byłego Ministra Kultury Bartłomieja Sienkiewicza.   

fragment obrazu Nord Stream 2, olej na płótnie, 200x190cm

Zaprezentowana w Wenecji Polonia Uncensored / Polonia bez cenzury powstała po pierwsze – z przekonania o bardzo wysokiej randze artystycznej i intelektualnej malarstwa Ignacego Czwartosa, po drugie – z niezgody na próbę politycznego dławienia wolności artystycznej, po trzecie zaś – z przekonania, że niepokazanie w Wenecji tej ważnej i aktualnej wystawy polskiego artysty byłoby niepowetowaną stratą dla polskiej kultury. 

Co bardzo znaczące, wystawa Ignacego Czwartosa – choć w Wenecji zaprezentowana poza oficjalnym programem Biennale i pozbawiona wsparcia potężnych instytucji promocyjnych – przez media potraktowana została jako jedno z istotniejszych wydarzeń tegorocznego Biennale. Liczba artykułów, recenzji, komentarzy w najważniejszych mediach całego świata, ogromna temperatura dyskusji i znakomite reakcje weneckiej publiczności przeszły najśmielsze oczekiwania organizatorów.

Tym, co szczególnie zaskakiwało gości, odwiedzających zaaranżowane na galerię prywatne mieszkanie nieopodal Pawilonu Polskiego w Wenecji, była rażąca niezgodność suflowanej w wielu mediach politycznej narracji z tym, co mogli zobaczyć na poruszających swą oryginalnością i siłą obrazach Ignacego Czwartosa. W jaki sposób wizjonerską twórczość artysty medytującego tragiczność niesprowadzalnego do prostych formuł świata, malarstwo przypominające koszmar niemieckiego i rosyjskiego totalitaryzmu, obrazy przestrzegające przed pokusami myślenia nacjonalistycznego i utopijnego można oskarżyć o antyeuropejskość czy neo-faszyzm, nie mieściło się odwiedzającym wystawę w głowie.  

Pośród wystawionych obrazów szczególną uwagę zwracał ten, który – za sprawą zorganizowanej jeszcze w Polsce nagonki – światowy rozgłos zyskał na długo przed namalowaniem. Chodzi rzecz jasna o przedstawiający Angelę Merkel i Władimira Putina obraz Nord Stream 2. Sądząc z reakcji publiczności, trudno o bardziej lapidarne ujęcie istoty współczesnych lęków przed skutkami historycznej amnezji, przed krwawymi efektami opętanej chciwością, krótkowzrocznej polityki, przed żądzą dominacji za wszelką cenę, włącznie z pobłażaniem wobec zbrodniczych nacjonalizmów i schlebianiem podnoszącym głowy neo-totalitarnym utopiom. 

Jeśli jesteście Państwo ciekawi, jak wygląda sztuka szykanowana przez władzę, jeśli chcecie zobaczyć to, czym artystom zajmować się nie wolno, jeśli interesuje Was, co wywołuje lęk recenzentów „Gazety Wyborczej”, „Guardiana” i „New York Timesa” – słowem, jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego wenecka wystawa Ignacego Czwartosa wywołała tak wielkie poruszenie – to zapraszamy: przyjdźcie do Zamku Ujazdowskiego! 

Zobaczcie, póki wolno.  

Kuratorzy: Piotr Bernatowicz, Dariusz Karłowicz

informacja prasowa


poniedziałek, 18 marca 2024

LEON WYCZÓŁKOWSKI – Wieczny zachwyt. Wystawa w Muzeum Podlaskim

 Od 22 marca do 31 sierpnia 2024 Muzeum Podlaskie w Białymstoku zaprasza na wystawę malarstwa Leona Wyczółkowskiego: "Wieczny zachwyt". Zostanie zaprezentowane malarstwo, grafiki oraz rysunki artysty z kolekcji Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. To pierwszy tak obszerny pokaz prac artysty w tym regionie. 

Ekspozycja ma przybliżyć odbiorcom wszechstronną twórczość Mistrza, zarówno w zakresie różnorodnej tematyki, jak i wielu stosowanych przez niego technik malarskich i graficznych. Zaprezentowane zostaną m.in. obrazy olejne, akwarele, gwasze, litografie, akwaforty, akwatinty i rysunki. Dzieła pochodzą z niemal wszystkich okresów twórczości Leona Wyczółkowskiego, począwszy od akwareli powstałej na złote gody dziadków Mistrza z 1870 roku, poprzez okres ukraiński, a kończąc na grafikach i akwarelach przedstawiających naturę powstałych w ostatnich latach życia artysty. 

Autoportret w todze i birecie, 1912
Na ekspozycji znalazł się również jeden z najpopularniejszych obrazów Wyczółkowskiego Wiosna – wnętrze pracowni artysty. Następną grupę stanowią prace prezentujące motywy architektoniczne i zabytkowe. Wyczółkowski portretujący widoki miast, np. Krakowa, Warszawy, Lublina i miejsc ważnych dla historii Polski jak Wawel, starał się budować tożsamość narodową rodaków.

"Wiosna" – wnętrze pracowni artysty, 1933

Główną oś ekspozycji stanowią pełne emocji i charakteru portrety przyjaciół i znajomych artysty m.in. portret Zofii Cybulskiej, wielkoformatowy obraz ukazuje modelkę w codziennym stroju i rzadko stosowanej w malarstwie pozie. Najistotniejsza jest jednak próba ukazania jej stanu psychicznego. Na wystawę wybrano również kilka autoportretów Leona Wyczółkowskiego, który rejestrował często swoje nastroje w ramach ćwiczeń i jako element samopoznania.

Portret Zofii z Sokołowskich Cybulskiej, 1903

Kuratorka wystawy: Monika Kosteczko-Grajek

Koordynatorka wystawy: Anna Topolewicz 

piątek, 15 marca 2024

Malarski teatr Ottona Axera - wystawa w Muzeum Teatralnym

Od 20 marca do 30 czerwca 2024 roku Teatr Wielki - Opera Narodowa Muzeum Teatralne zaprasza na wystawę poświęconą twórczości Ottona Axera. Zaprezentowane zostaną powojenne prace znakomitego scenografa, który współpracował z Teatrem Polskim w Warszawie i innymi teatrami. Zaprezentowane zostaną obrazy olejne i rysunki oraz projekty scenograficzne i kostiumy ze zbiorów Muzeum Teatralnego w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej.

Otto Axer (1906-1983) to jeden z najciekawszych polskich scenografów II poł. XX w., a także malarz, grafik, ilustrator. Studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Uczył się u Weissa, Frycza, Pankiewicza. W Krakowie i w Paryżu. Jako scenograf zadebiutował w 1932 roku w Teatrze Miejskim we Lwowie, gdzie współpracował między innymi z Leonem Schillerem i Andrzejem Pronaszką. Od tego czasu teatr był jego największą pasją.

Po wojnie Axer był scenografem Teatru Polskiego w Warszawie. Współpracował z Teatrem Wojska Polskiego w Łodzi, a gościnnie m.in. z Teatrem Powszechnym i Teatrem im. Jaracza w Łodzi, Teatrem Współczesnym i Wielkim w Warszawie, Teatrem im. Wyspiańskiego w Katowicach oraz Teatrem im. Osterwy w Lublinie. Wśród powojennych prac artysty do najciekawszych należą "Igraszki z diabłem Drdy", "Don Carlos" Schillera, "Maria Stuart" Słowackiego, "Irydion" Krasińskiego, "Makbet" Shakespeare'a, "Ifigenia w Taurydzie" Goethego, "Hrabina" Moniuszki, "Król Roger" Karola Szymanowskiego.

W malarstwie tworzonym w zaciszu pracowni i rzadko pokazywanym szerszej publiczności Otto Axer skupiał się przede wszystkim na kameralnych formach, powstających na podstawie wcześniejszych studiów rysunkowych. Są to głównie pozbawione nadmiaru elementów martwe natury i sceny figuralne. Prostotę kompozycji i formy równoważy przemyślana i mocna paleta kolorystyczna. 

„Jest to malarstwo nasycone barwą – a jednocześnie wolne od wszelkiej krzykliwości” pisał Andrzej Osęka w 1968 roku w katalogu do wystawy malarstwa Axera. Zwracał tez uwagę na teatralny klimat tych prac. „Figury podobne są do marionetek, twarze – do masek, przedmioty – do rekwizytów teatralnych”. Marcin Czerniewski nazywa tę atmosferę jego obrazów „teatrem malarskim”. Mimo iż ta twórczość malarska powstawała na marginesie niezwykle ożywionej działalności teatralnej, zachowała jednak odrębny charakter. Na wystawie będą prezentowane obrazy olejne i rysunki oraz projekty scenograficzne i kostiumy ze zbiorów Muzeum Teatralnego w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej.

Malarski teatr Ottona Axera
Wystawa otwarta dla zwiedzających od 20/03 do 30/06/2024

Wstęp od wtorku do soboty w godz. 12.00-18.00, w niedzielę 12.00-17.00 oraz na pół godziny przed spektaklem i w czasie antraktów.

Teatr Wielki - Opera Narodowa, wejście główne, foyer dolne.

informacja prasowa

sobota, 6 stycznia 2024

Frans Hals. Mistrz chwili - wystawa w Gemäldegalerie / 12.07.24 - 03.11.24

W 2024 roku berlińska Gemäldegalerie poświęci pierwszą od ponad 30 lat kompleksową wystawę przeglądową Fransowi Halsowi, wielkiemu mistrzowi holenderskiego portretu. Zobaczymy około 50 najważniejszych prac Halsa z ponad 20 publicznych i prywatnych kolekcji w Europie, USA i Kanadzie. 

Frans Hals, "Błazen grający na lutni", ok. 1623, Luwr, fot. domena publiczna

Obok Rembrandta i Vermeera, Hals (1582/83–1666) uważany jest za jednego z najwybitniejszych malarzy holenderskich XVII wieku. Jeden z najwybitniejszych portrecistów wszech czasów, był niekonwencjonalny, ekspresyjny i nowatorski. Nie tylko ówczesne elity zamawiały u niego portrety, był także pierwszym artystą, który dedykował portretowe wizerunki ludziom marginalizowanym przez społeczeństwo. Jego ponowne odkrycie w XIX wieku odcisnęło piętno na ewolucji nowoczesnego malarstwa, jak żaden inny artysta epoki wczesnonowożytnej.

Frans Hals, "Śmiejący się kawaler", 1624, Wallace Collection, fot. domena publiczna

Na wystawie zaprezentowano około 50 najważniejszych prac Halsa z ponad 20 publicznych i prywatnych kolekcji w Europie, USA i Kanadzie. Wystawa w Berlinie nie tylko zaprezentuje arcydzieła Halsa, ale także rzuci światło na jego środowisko artystyczne w Haarlemie, jego współpracę z innymi artystami oraz fascynację, jaką jego twórczość wzbudziła wśród współczesnych malarzy niemieckich na przełomie XIX i XX wieku.

Frans Hals to jeden z najwybitniejszych portrecistów z kręgu malarstwa europejskiego. Malował portrety grupowe i indywidualne oraz sceny rodzajowe. Hals, jako ulubiony malarz Haarlemu, nie narzekał na brak zamówień. Malował portrety pojedyncze, wizerunki par małżeńskich lub narzeczeńskich, portrety rodzinne, czy też kompanii strzeleckich. Przede wszystkim jednak był mistrzem portretów grupowych, zamawianych powszechnie w siedemnastowiecznej Holandii przez członków różnych mieszczańskich instytucji: straży municypalnych, zarządów przytułków i szpitali, zarządów cechów. W dużych miastach dostanie się do tak wąskiego grona malarzy otrzymujących podobne zamówienia było trudne i stanowiło to wyraźną nobilitację artysty. W Haarlemie Hals wyrobił sobie pozycję głównego wykonawcy portretów miejskich gwardii strzeleckich. Kompanie strzeleckie, oddziały składające się z wolontariuszy, odegrały swego czasu dużą rolę w walce z Hiszpanami o niepodległość, stąd brało się ich znaczenie polityczne i towarzyskie w siedemnastowiecznej Holandii. Ponieważ jednak ich rola militarna znacząco zmalała w latach rozejmu (1609-1621) i potem, gdy działania wojenne nie były zbyt ożywione, zeszły one na plan dalszy, przybrały jednak charakter klubów towarzyskich, których członkowie dawali się portretować dla upamiętnienia wspólnych bankietów oraz ćwiczeń strzeleckich. W Haarlemie były 2 kompanie strzeleckie – św. Jerzego (do którego należał Hals) i św. Hadriana, obie kilkakrotnie przedstawiane na płótnach przez artystę. Frans Hals namalował w sumie ponad 100 portretów.

Frans Hals (ukończony przez Pietera Codde, 1637), The Meagre Company, 1633.
Rijksmuseum, Amsterdam ©

Sława Halsa dotarła do Amsterdamu, skąd, co było bardzo wyjątkowe, otrzymał w 1633 roku zamówienie na wykonanie portretu oficerów Kompanii Kuszników pod wodzą kapitana Reyniera Reaela i porucznika Michielszoona Blaeuwa (obecnie obraz znajduje się w Muzeum Państwowym, w Amsterdamie). Praca nad wielkim portretem przeciągała się i w lipcu 1636 roku Hals został wezwany do Amsterdamu, aby tam, na miejscu, ukończyć dzieło. Mimo że potrzebował pieniędzy, gdyż od paru miesięcy był w poważnych tarapatach finansowych, odmówił odbycia dwunastomilowej podróży do Amsterdamu. Nalegał, aby członkowie gwardii przyjechali do jego pracowni, jako najdogodniejszego miejsca malowania obrazu. Tamci jednak nie ustąpili, portret został w 1637 roku ukończony przez Pietera Codde (1599–1679), a sam Hals prawdopodobnie nigdy nie uzyskał zapłaty za dzieło.

Frans Hals, Portret pary, (prawdopodobnie Isaac Abrahamsz Massa i Beatrix van der Laen),
około 1622 © Rijksmuseum, Amsterdam

Ludzie z wczesnych portretów Halsa urzekają witalną siłą, zdrowiem i pogodą. W jego obrazach brak wykwintnych metafor i nawiązań. Przykładowo, u jego współczesnemu malarzowi – Jordaensowi – przedstawienia flamandzkiej społeczności są dokonane poprzez odwoływanie się do motywów biblijnych i mitologicznych. Tymczasem Hals malował ludzi sobie bliskich – kompanów pijatyk, nie posiadających grosza przy duszy. Nie dążył do pogłębiania psychiki swych modelów ani do bardziej wnikliwego jej studiowania. Dostrzegał w twarzy swego modela przede wszystkim to, co da się ująć jednym spojrzeniem i jak nikt potrafił przenieść swą wizję na płótno. Posiadał wielką zdolność do obserwacji szybkich ruchów, gestykulacji, mimiki. O ile było to możliwe, Hals pozwalał swym modelom zachować postawę niewymuszoną. Wykonywał swe obrazy w szaleńczym tempie, nie dbając o poprawność formalną, by oddać zaobserwowane gwałtowne i zamaszyste ruchy. Był jednym z pierwszych artystów posługujących się swobodnymi i lekkimi pociągnięciami pędzla na płótnie, którymi jednocześnie potrafił wyraźnie określić plastyczną formę.

Frans Hals, Młody człowiek trzymający czaszkę (Vanitas), 1626-8, The National Gallery, Londyn

Późne portrety przenika wewnętrzny niepokój. Nie ma tu już śladu żywej, pełnej temperamentu mimiki modeli i śmiałych, energicznych ruchów pędzla. Ludzie wydają się być nikłymi cieniami. Artysta, który tak wiele oczekiwał od życia, przeżywał głębokie rozczarowanie, co wpłynęło na wygląd jego ostatnich dzieł. W tym okresie można znaleźć w jego twórczości przestrogi przypominające o przemijalności dóbr ziemskich i próżności ambicji życiowych.

Powszechne uznanie zdobył Hals również w drugiej połowie XIX wieku. Przyczyniły się do tego zakupy jego obrazów przez bogatych Amerykanów oraz uznanie, jakie zdobył u impresjonistów. Z pewnością był inspiracją dla Vincenta van Gogha pod względem technicznym (stosowanie techniki impastu). Ten rodzaj ekspresji po ponad trzystu latach rozwoju znalazł najbardziej dobitny wyraz w dziele Jacksona Pollocka.

Twórczość Halsa stała się inspiracją dla kilku utworów Jacka Kaczmarskiego: „Trzy portrety” – zgodnie z tytułem inspirowanym trzema portretami: pijanego żołnierza, Cyganki i lekarza, „Portret zbiorowy w zabytkowym wnętrzu”, „Portret zbiorowy we wnętrzu – Dom Opieki.

Wystawa jest wspierana przez Kuratorium Preußischer Kulturbesitz oraz Ernst von Siemens Kunststiftung.

Wystawa specjalna Gemäldegalerie – Staatliche Museen zu Berlin, National Gallery w Londynie i Rijksmuseum w Amsterdamie, we współpracy z Muzeum Fransa Halsa w Haarlemie.

informacja prasowa

środa, 30 sierpnia 2023

Rossetti – melancholijny romantyk /relacja z wystawy "The Rossettis" w Tate Britain/

6 kwietnia tego roku otwarto w Tate Britain dużą wystawę "The Rossettis - radykalni romantycy". Głównym bohaterem ekspozycji jest Dante Gabriel Rossetti  – współzałożyciel i najbardziej charyzmatyczny członek Bractwa Prerafaelitów. Przez całą ekspozycję przeplatają się i wzajemnie ze sobą korespondują malarstwo, grafika i poezja. 

Dante Gabriel Rossetti, Beata Beatrix, ok. 1864-70, wystawa "The Rossettis",
fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
       Nie jest to pierwsza wystawa prerafaelitów w tym muzeum . W 2007 roku bohaterem pierwszoplanowym był John Everett Millais, autor m. in. słynnego obrazu "Ofelia". Z kolei na przełomie 2012 i 2013 roku w Tate Britain zorganizowano kolejną wystawę: "Prerafaelici: wiktoriańska awangarda", która prezentowała nie tylko malarstwo Bractwa Prerafaelitów, ale także rzeźbę, fotografię i sztukę użytkową oraz  prace artystów z ruchu Arts and Crafts – dla podkreślenia ciągłego oddziaływania tej grupy artystów.

Korespondencja sztuk     

   

       Jeśli nawet niewiele wiemy o Rossettim i prerafaelitach, to obraz tego malarza, zatytułowany "Beata Beatrix" ("Błogosławiona Beatrycze") jest z pewnością rozpoznawalny i stał się mieszkańcem masowej wyobraźni, nieomal jak "Mona Lisa". Jest także istotnym motywem powieści Orhana Pamuka: "Rudowłosa". Turecki pisarz nawiązuje w niej zarówno do rudowłosej Lilith  – symbolu wieloznacznego, kojarzącego się z grzechem i występkiem (znaną z wczesnej literatury rabinicznej, gdzie jawi się ona jako zła i zepsuta kobieta, pierwsza żona Adama), jak też do tego właśnie obrazu Rossettiego (także autora "Lilith"). W jego powieści tytułowa Rudowłosa staje się obiektem fascynacji bohatera i to ona wręcza mu reprodukcję obrazu Dantego Gabriela Rossettiego „Beata Beatrix”, przestawiającą tę, która stała się inspiracją dla Dantego, uosobieniem kobiecości i piękna. 
      Takie gry literacko - malarskie odnajdziemy także w twórczości Rossettiego. Dodajmy, że modelką malarza była Lizzie Siddal – muza prerafaelitów, a także żona i muza Rossettiego, jego wielka miłość, ale i przyczyna dramatu. Popełniła samobójstwo na skutek depresji spowodowanej  poronieniem oraz niewiernością Rossettiego, który nigdy się po tym wydarzeniu nie otrząsnął i sam cierpiał na depresję, a także miał próby samobójcze. Obraz "Beata Beatrix" namalował już po śmierci Lizzie, która została przedstawiona w pozie uśpionej, jakby pogrążona w sobie w oczekiwaniu śmierci.. Z jej odchodzeniem koresponduje pora dnia – nieokreślona, jakby zawieszona pomiędzy dniem a nocą. W prawej dolnej części obrazu widać czerwonego gołębia, który składa na jej rękach mak – symbol snu, ale też roślinę, z której wykonuje się narkotyk (Lizzie zażyła laudanum). Bohaterka siedzi przy murowanej cembrowinie, symbolizującej otwarty grób, na którego brzegu malarz umieścił zegar słoneczny, wskazujący godzinę dziewiątą (o tej godzinie Siddal popełniła samobójstwo).

"Beata Beatrix", detal
Jednakże na tym nie wyczerpuje się wymowa obrazu, Rossetti bowiem nawiązuje jednocześnie do "Życia nowego" Dantego Alighieri, którego był tłumaczem. W tej perspektywie obraz przedstawia postać ukochanej poety, Beatrycze, pogrążonej w mistycznym uniesieniu. W lewym górnym rogu obrazu widać czerwoną postać symbolizującą Miłość (a może to duchowa postać Beatrycze?), trzymającą w ręku światło (znak życia), w prawym zaś majaczy ciemna postać Dantego. Według niektórych badaczy postać ta uosabia samego Rossettiego, który często identyfikował się z włoskim poetą. W tym wypadku obu ich łączy śmierć ukochanej kobiety. Ptak przysiadający w pobliżu rąk kobiety symbolizuje w takim kontekście Ducha Świętego (aureola), a niesiony przez niego mak – śmierć, ale i pokój. Z tyłu, za postacią bohaterki, wyłania się most Ponte Vecchio, mieszczący się we Florencji, gdzie mieszkali Dante Alighieri i Beatrycze, który może jednocześnie symbolizować przejście do Nieba, gdzie  – jak pamiętamy z "Boskiej komedii"  – Beatrycze czeka na ukochanego.
Jak widać, symbolika obrazu jest wielopiętrowa, podobnie jak wielopiętrowa jest narracja Pamuka, który swobodnie korzysta z rozmaitych literackich i malarskich tropów, podobnie jak czynił to w malarstwie Rossetti. 


Dante Gabriel Rossetti i Bractwo Prerafaelitów – buntownicy nie bez powodu


      Główny bohater wystawy w Tate Britain urodził się wprawdzie w Londynie, ale przyszedł na świat w rodzinie włoskich emigrantów. Jego ojciec, włoski uchodźca polityczny, był poetą i uczonym, znawcą Dantego (któremu malarz zawdzięcza swoje pierwsze imię). a od 1831 – profesorem języka włoskiego w King 's College w Londynie. Matka zaś, Frances Polidori, była siostrą Johna Polidoriego, przyjaciela Byrona i uczyła włoskiego. Także siostra Rossettiego, Christina, zdradzała artystyczne zainteresowania – pisała wiersze. 

       W 1848 roku Rossetti wraz z Williamem Holmanem Huntem, J.E. Millaisem założył Bractwo Prerafaelitów – jako wyraz buntu przeciwko błahej i pozbawionej treści moralnych sztuce epoki wiktoriańskiej. Były to czasy, w których zarówno krytycy, jak i historycy sztuki widzieli w późnych dziełach Rafaela obowiązujący wzór. Młodzi jednak buntowali się przeciw teatralności tego malarstwa oraz pompatyczności sztuki akademickiej. Sami zaś wzorowali się na wczesnym renesansie oraz na sztuce średniowiecznej i zachwycali prostotą dawnego malarstwa. Wybrali czystość moralną epoki między Giotto a Fra Angelico, kiedy to malarstwo było odkrywaniem pierwiastka duchowego w świecie widzialnym, Swoje rozważania o sztuce i utwory poetyckie nawiązujące do tradycji Petrarki i średniowiecznych ballad angielskich, publikowali w czasopiśmie The Germ (Zarodek). Malarze bractwa całymi garściami czerpali z Shakespeare`a, Dantego, a także poetów sobie współczesnych: Roberta Browninga i Alfreda Tennysona. Zwłaszcza Rossetti chętnie ilustrował utwory tego ostatniego poety, osnute na legendach o królu Arturze.  
      Gdy w 1848 roku odbyła się pierwsza wystawa grupy, opinia publiczna zawrzała. Z czasem jednak to się zmieniło, głównie za sprawą Johna Ruskina – najbardziej wpływowego pisarza angielskiego tamtych czasów, który nie tylko pochlebnie pisał o twórczości młodych buntowników, ale był także współtwórcą ich artystycznych poglądów. 

       Bohaterkami pięknych romantycznie nastrojowych obrazów Rossettiego były zazwyczaj postacie kobiece, a pierwszą modelką  – przyszła żona Elizabeth Siddal, która – zachęcona przez Rossettiego i Ruskina – sama zaczęła malować i pisać wiersze. Kilka jej obrazów znajdziemy na wystawie "The Rossettis" i trzeba przyznać, że zdradzają pewne oznaki talentu i oryginalnego podejścia do tematu, jak choćby "Zwiastowanie" rozgrywające się wśród drzew, czy "Madonna z Dzieciątkiem i anioł".

Elizabeth Siddal, Madonna z Dzieciątkiem i anioł, ok. 1856, fot. Marek Cisek

"Dziewczęce lata Marii Panny" – pierwszy obraz Rossettiego


      Na londyńskiej wystawie możemy zobaczyć m. in.  pierwszy obraz Rossettiego" "Dziewczęce lata Panny Marii", który powstał w latach 1848-1849 i ukazuje charakterystyczny dla malarstwa Bractwa Prerafaelitów sposób ujęcia tematu – ów powrót do tradycji prymitywistycznej, do marzeń o "niewinnym oku", niezepsutym rutynowym nauczaniem. Zarazem jednak pełen jest ukrytych chrześcijańskich symboli. Jak na "człowieka niewierzącego" (takie informacje można było przeczytać zwiedzając wystawę), Rossetti wyjątkowo biegle posługuje się tą symboliką.
Obraz przedstawia Marię z Nazaretu jako młodą dziewczynę w towarzystwie matki – świętej Anny.  Kobiety siedzą przy specjalnym przyrządzie do haftowania) przykrytym czerwoną materią. Św. Anna – z boku bacznie obserwuje poczynania córki i  ma złożone dłonie. Natomiast Maria haftuje kwiat lilii symbolizujący czystość przyszłej Bożej Rodzicielki i Ją samą ("niebieska lilija"). Niebieska szata Marii Panny symbolizuje Niebo, zaś brązowa św. Anny  jest kolorem ziemi. Obie mają nad głowami nimby świętości.  Stojący po lewej stronie anioł z lilią (która łączy się ze szczepem winnym) w dłoni przypomina dziecko, a zarazem zapowiada mające nastąpić Zwiastowanie, książki zaś symbolizują (prawdopodobnie) cnoty nadziei, wiary i miłości. Wreszcie czerwony materiał za kobietami – Pasję Chrystusa. Winorośl, która przenika z zewnątrz do środka pomieszczenia, podtrzymywana jest przez św. Joachima, ojca Marii i oznacza prawdopodobnie "szczep winny z pnia Jessego" (Chrystus jest potomkiem Dawida), zaś gałązki palmowe leżące u stóp Marii zwiastują zwycięstwo. W oknie widać także gołębicę otoczoną nimbem świętości – symbol Ducha Świętego. To z tego domu Zbawienie przyjdzie na świat widoczny za oknem.

Dante Gabriel Rosetti, "Dziewczęce lata Marii Panny", 1848-49, fot. Marek Cisek


Rossetti, femmes fatales i dialog z literaturą


      Rossetti zasłynął jednak przede wszystkim jako malarz pięknych kobiet. Po dziesięciu latach burzliwego związku z Elizabeth Siggal i jej samobójczej śmierci cierpiał na bezsenność i powracające depresje, ale – paradoksalnie –  wtedy właśnie powstały jego najpiękniejsze kobiece portrety. Pod postacią alegorycznych lub symbolicznych wyobrażeń malował kobiety fatalne o bujnych włosach i zmysłowych ustach. Należy do nich m. in. "Lady Lilith", obraz namalowany po raz pierwszy w latach 1866–1868, gdy jego kochanką i modelką  była Fanny Cornforth, a następnie zmieniony w latach 1872–73, tym razem z twarzą innej modelki - Alex Wilding. Duża replika "Lady Lilith" z 1867 roku, namalowana przez Rossettiego akwarela, jest obecnie własnością nowojorskiego Metropolitan Museum of Art (nie było jej na wystawie), a wzbogaca ją werset z "Fausta" Goethego, przetłumaczony przez Shelleya na etykiecie przymocowanej przez Rossettiego do ramy:

"Strzeż się jej jasnych włosów, bo ona wysila
wszystkie kobiety magią swoich loków, a kiedy owinie je wokół szyi
młodzieńca,
nigdy go nie uwolni"

      Kobieta przedstawiona na obrazie Rossettiego kontempluje własne piękno w lustrze, symbolizującym narcyzm, kobiecość i próżność, ale także samoświadomość. Lilith wydaje się być mocną, świadomą swoich przymiotów kobietą. W zatłoczonej, pozbawionej głębi przestrzeni, otaczają ją kwiaty, których symbolika jest znacząca, zaś w lewym górnym rogu, w lustrze przypominającym okno, widoczna jest gęsta ogrodowa zieloność, kojarząca się z rajem utraconym. Białe róże mogą wskazywać na zimną, zmysłową miłość i odzwierciedlać tradycję, zgodnie z którą róże po raz pierwszy "zarumieniły się" po spotkaniu z Ewą. Mak w prawym dolnym rogu może wskazywać na sen i zapomnienie oraz odzwierciedlać ospałą naturę Lilith, zaś naparstnice w pobliżu lustra symbolizują  nieszczerość.

D. G. Rossetti, "Lady Lilith", 1866-68, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek 

Obraz ten tworzy dyptyk z "Sibyllą z palmą w ręku", namalowaną w latach 1866–1870, również z Alex Wilding jako modelką. O ile jednak Lady Lilith reprezentuje piękno ciała, zgodnie z sonetem Rossettiego widniejącym na ramie obrazu, o tyle Sybilla reprezentuje piękno duszy, zgodnie z przesłaniem sonetu zatytułowanego "Piękno duchowe".  Palma zaś symbolizuje duszę, wzniosłość, zwycięstwo, Drzewo Życia.

D. G. Rossetti, "Sybilla z palmą w ręku", 1865-70, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
       Alex Wilding pozowała Rossettiemu także do innego wspaniałego kobiecego portretu: "Monny Vanny" ("Próżnej kobiety") (pierwotnie "Weneckiej Wenus"). Obraz powstał w 1866 roku i jest niejako odpowiedzią na renesansowe malarstwo Tycjana. Namalowana postać przypomina portrety kobiet weneckiego mistrza. Wiele uwagi poświęcił artysta fakturze stroju i pięknym klejnotom. Jednocześnie portret jest nawiązaniem do postaci literackiej pochodzącej ulubionej książki Rossettiego: "La Vita Nuova" (1294) Dantego Alighieri. Kobieta, o której mowa, może być portretem Giovanny, ukochanej poety Guido Cavalcantiego, która ma ścisły związek z obrazami wiosny w twórczości Dantego. Znajduje to odzwierciedlenie w w aluzjach do wiosny, czego przykładem jest wazon z kwiatami w prawym górnym rogu oraz motywy kwiatowe na złotej brokatowej szacie kobiety.

D. G. Rossetti, "Monna vanna", 1866, fot. Barbara Lekarczyk-Cisek


Refleksje nad tworzeniem, życiem i śmiercią


     Spośród dzieł Dantego Gabriela Rossettiego, zaprezentowanych na londyńskiej wystawie, moją uwagę zwróciła także "Veronica Veronese", zainspirowana malarstwem weneckim. Uważa się, że przedstawia "artystyczną duszę w akcie tworzenia". Temat ten pojawia się w postaci fikcyjnego cytatu umieszczonego przez Rossettiego na ramie obrazu:

"Nagle, pochylając się do przodu, Lady Veronica szybko napisała pierwsze nuty na pustej stronie. Potem wzięła smyczek, aby urzeczywistnić swój zamysł; Zanim jednak zaczęła grać na skrzypcach, milczała przez kilka chwil, słuchając inspirującego głosu ptaka, podczas gdy jej lewa ręka błądziła po strunach w poszukiwaniu doskonałej muzyki, wciąż nieuchwytnej. Był to mariaż głosów natury i duszy – świt mistycznego tworzenia".
        
Postać przedstawiona na obrazie jest zatem alegorią twórczości artystycznej, czerpiącej natchnienie ze świata przyrody. Ptak w lewym górnym rogu może reprezentować "mariaż głosów natury i duszy", natomiast leżący na stole, należący do rodziny narcyzów, żonkil, jest aluzją do osoby artysty, który w sobie szuka poetyckiego natchnienia. Tym razem w roli modelki i zsyłającej natchnienie muzy wystąpiła Jane Morris.

D. G. Rossetti, "Veronica Veronese", 1872, fot. Marek Cisek
      Od 1874 roku, po nieudanej próbie samobójczej, artysta pracował w Cheyne Walk nad ośmioma obrazami zainspirowanymi postacią Prozerpiny (królowej świata podziemnego, kojarzącej się ze śmiercią), zaś od października 1875 roku do czerwca roku następnego przebywał w Aldwick Lodge, w hrabstwie Sussex i tam właśnie powstało kilka jego najbardziej udanych prac, których modelką i muzą była piękna Jane Morris, córka innego prerafaelity, Williama Morrisa. Na wystawie "The Rossettis" pokazano także jej zdjęcia, z których jedno zamieszczam, interesujące jest bowiem porównanie prawdziwej osoby do postaci wykreowanych na płótnach.

Jane Morris, fot. John Parsons, fot. Marek Cisek
       Zobaczyć ją można na takich płótnach Rossettiego, jak m. in. "Wizja Fiammetty", "Astarte Syriaca" czy "Sen na jawie" z 1880 roku. Ten ostatni również został opatrzony tekstem sonetu o tym samym tytule. Jego bohater traci kontakt z rzeczywistością, poddając się fantazjom. Scena przedstawia młodą kobietę siedzącą w cieniu jawora. Nad jej głową i wokół niej rozpościerają się gałęzie drzew, prawie obejmując ją albo sprawiając wrażenie, jakby to ona wyłaniała się z samego drzewa, prawie jak driada. Ubrana jest w ciemnozieloną jedwabną suknię, spływającą we wdzięcznych fałdach i wtapiającą się w liście drzewa. Tak ukazana wydaje się być ucieleśnieniem wiosny i natury (taki był zresztą jego pierwotny tytuł: "Monna Primavera"). W ręku trzyma kapryfolium (wiciokrzew) – w wielu legendach symbol pasji, miłości i oddania. Otwarta na kolanach kobiety księga odnosi się ponownie do "Nowego życia" Dantego.

D. G. Rossetti, "Sen na jawie", 1880, fragm., fot. Barbara Lekarczyk-Cisek
Rossetti malował rośliny z niezwykłą starannością. Podobno pracując nad tym obrazem spędził kilka miesięcy obserwując i szkicując kolejne etapy rozwoju sykomory rosnącej w ogrodzie przy domu, w którym wówczas mieszkał. W stworzonym w tym samym czasie sonecie napisał:

"Gęste gałęzie w mroku sykomory / Po próg jesieni wypuszczają liście".

       Zaprezentowana w Tate Britain wystawa "The Rossettis" pozwala zanurzyć się w świecie jednego z najbardziej znanych i rozpoznawalnych prerafaelitów  – poznać jego życiorys, sposób widzenia świata i sztuki, wrażliwość i usposobienie, wszystko to bowiem znalazło swoje odbicie w szkicach, obrazach i w poezji artysty. Jak w soczewce odbijają się w jego twórczości zarówno tendencje epoki, w której żył i tworzył, jak też owocne próby zaznaczenia swojego niepowtarzalnego istnienia. 



The Rossettis | Trailer | Tate

The Rossettis
6 kwietnia - 24 września 2023

Wystawa zorganizowana przez Tate Britain i Delaware Art Museum
kuratorzy: Carol Jacobi i James Finch




Z Martą Niedźwiecką o „Burzach namiętności” podczas tegorocznego Festiwalu Wratislavia Cantans /wywiad/

O koncercie laureatów 50. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej, organizowanego przez NFM i Akademię Muzyczną im. Karola Lipiń...

Popularne posty